przedszkole nr 20 na Ułanów

21.08.05, 22:41
Zbieram opinie o przedszkolu na Ułanów 38. Będę wdzięczna za każdą
informację.
Asa
    • jeangrey Re: przedszkole nr 20 na Ułanów 23.08.05, 06:37
      asa_32 napisała:

      > Zbieram opinie o przedszkolu na Ułanów 38. Będę wdzięczna za każdą
      > informację.


      Przekopiuję Ci swoje wrażenia ze spotkania organizacyjnego, opisane na grupie dyskusyjnej:
      tinyurl.com/b88rk (link do dyskusji)

      "Nie wiem, może ja wydziwiam, ale mam pewne zastrzeżenia dotyczące
      przedszkola, do którego zapisałam Julkę.
      Zacznę od początku: :)
      Dzisiaj było pierwsze, organizacyjne zebranie rodziców. Prowadziła je
      pani dyrektor i pani Bożenka, która od września obejmie pierwszą grupę.
      Na spotkanie przybyło ok 20 rodziców, pięcioro z nich z trzy-cztero
      latkami. Dzieci poszły się bawić w kąciku na sali.
      Na początku pani dyrektor przedstawiła panią Bożenkę, a potem p. Bożenka
      powiedziała, że teraz przybliży nam w skrócie problemy jakie mogą
      napotkać dzieci i rodzice w pierwszych dniach pobytu w przedszkolu.
      Następnie wzięła do ręki cztery kartki z czymś na kształt opracowania
      naukowego i po prostu przeczytała. Bez komentarza, bez cienia emocji. W
      opracowaniu opisała stopień rozwoju emocjonalneo dziecka trzyletniego
      (fachowym słownictwem) a potem zaczęła straszyć. Że na początku, po
      powrocie z przedszkola dzieci mogą się moczyć, że mogą cierpieć na
      bezsenność, staną się osowiałe, marudne. Na końcu pani Bożenka dodała
      jeszcze, że przedszkole uspołecznia i usamodzielnia (właściwie jedyne
      plusy, jakie wymieniła w swoim wypracowaniu).
      Moja Julka jest żłobkowa, więc nie przeraża mnie perspektywa posłania
      jej do przedszkola, ale większość z obacnych na zebraniu rodziców
      musiała być ciężko przestraszona.
      Potem zaczęła mówić pani dyrektor. Zaczęła od zdania "Zróbcie coś
      państwo z tymi dziećmi, bo nie da się mówić". Rodzice zabrali część
      dzieci, a część pozostała na miejscu, bawiąc się cichutko.
      Pani dyrektor zaczęła opowiadać o opłatach, organizacji dnia i zajęciach
      dodatkowcyh. Większość zajęć dla 5-6 latków. Nie ukrywała też, że w
      pierwszych dniach pani Bożenka będzie zajmować się przede wszystkim
      dziećmi, które będą płakać, a pozostałe "będą musiały bawić się same".
      Na końcu można było zadawać pytania. Odniosłam wrażenie, że pani
      dyrektor odpowiadała nieco opryskliwie. Rozumiem, że pewnie odpowiadała
      na nie po raz setny, ale my słyszeliśmy odpowiedzi po raz pierwszy i
      powinna o tym pamiętać.
      Pani Bożenka stała cały czas koło pani dyrektor, ani razu nie
      spoglądając w stronę dzieci. Mogła podejść do nich, przecież od września
      będzie ich panią. Zero uśmiechu do dzieci, zero słów otuchy do rodziców.
      Po pytaniach można było podejść i porozmawiać osobiście. Kilkoro
      rodziców stanęło w kolejce, a ja wyszłam.
      Drzwi wejściowe od przedszkola były zamknięte. Na zewnątrz stały
      wyraźnie zniecierpliwione dwie panie (kucharki?) i jeden lekko czerwony
      pan. Niestety nie ruszyli się, żeby pomóc mi otworzyć drzwi (mechanizm
      dość skomplikowany z pchaniem, przekręcaniem). Dopiero po jakimś czasie.
      Następnie zapytały "długo to jeszcze będzie trwało?". Odpowiedziałam, że
      nie wiem i poszłam do bramy wyjściowej. Zamknięta. Szarpię i kombinuję,
      a państwo dalej się patrzą :/ W końcu czerwony pan wstał i otworzył
      komentując: "To chyba pani powinna jeszcze wrócić do przedszkola".

      Do wszystkich, którzy dotarli do końca postu mam pytanie: Czy ja za
      wiele wymagam? Czy może właśnie tak powinno wyglądać rzekomo najlepsze
      przedszkole w okolicy.

      I jeszcze jedno: Ile pań powinno być w pierwszej grupie? Tutaj będzie
      tylko pani Bożenka i pomoc na 25 dzieci. (koniec cytatu)"

      Julka od września idzie do zupełnie innego przedszkola. Tam na pewno jej nie wyślę"

      Pozdrawiam
      JG
Pełna wersja