libra1903
30.10.09, 19:21
WIECZÓR POEZJI DOROTY RYST
Powiatowa i Miejska Biblioteka Publiczna im. H. Sienkiewicza
w Pruszkowie oraz Klub Pruszkowskiej Spółdzielni Mieszkaniowej
zapraszają
na spotkanie z poezją
Doroty Ryst
gospodarzem wieczoru będzie
Leszek
Żuliński
środa, 18 listopada 2009
godzina 18.00
Klub PSM, Aleja Niepodległości 12, Pruszków
patronat medialny: Literaci. Eu
www.literaci.eu
DOROTA RYST , ur.1965 r.
Absolwentka Wydziału Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego.
Mieszka w Warszawie, na Saskiej Kępie.
Od listopada 2005 r jest członkiem Związku Literatów Polskich.
Laureatka wielu ogólnopolskich konkursów poetyckich ( w tym
organizowanego przez Pruszkowską Książnicę Ogólnopolskiego Konkursu
im. C.K. Norwida w ...
Publikowała w almanachach pokonkursowych, prasie literackiej
(m.in. „Topos”, „Akant”, „ZNAJ”, „Radostowa”, „Metamorfoza”, „Supleme
nt”, „Łabuź”) oraz w „Świerszczyku” (wiersze dla dzieci).
W październiku 1999 r ukazał się jej debiutancki tomik „Odmiana
przez przypadki” (Wydawnictwo „Magazyn Literacki”), w którym
znalazły się wiersze z lat 1987 – 1999, w 2005 r. tom
erotyków „widoczki. wiersze bezwstydne” (Łódź, Tygiel Kultury).
Najnowszy zbiór wierszy wydany w roku 2009 przez Wydawnictwo IBIS i
Łomiankowski Dom Kultury, nosi tytuł „czasunek”
Jest współredaktorem (z J.Z. Brudnickim) almanachów „Praska Przystań
Słowa”. W 2008 roku dołączyła do grona redagującego portal Związku
Literatów Polskich www.literaci.eu
Jest współzałożycielką Grupy Twórczej OKNO. Razem z pozostałymi
osobami związanymi z Grupą prezentuje swoją twórczość na wieczorach
autorskich mających formę spektakli, w których słowo współgra z
muzyką i obrazem. /www.okno.art.pl/.
O tomiku poezji
Andrzej Wołosewicz – Dorota Ryst „Czasunek”
Czy z czasem da się rozmawiać?
Lubię wiersze, które od razu zadają mi jakieś pytania, czytam i
pojawia się pytanie, jak to tytułowe, które postawiły mi - od samego
początku tomiku "Czasunek" - wiersze Doroty Ryst (Wydawnictwo
Książkowe IBIS, Warszawa 2009), chociaż samych znaków zapytanie jest
tu jak na lekarstwo. Nie w znakach graficznych siła, lecz w
wierszach, jeśli pytają. A te mnie pytają. Autorka dobiera się do
czasu z szacunkiem. "Czasunek" to i szacunek dla czasu i szacowanie,
obrachunek z nim, jak w otwierającym tomik wierszu bez tytułu:
czas
coraz częściej
zatrzymuje się
na mojej twarzy
bezradnie
drepcze w miejscu
zostawia ślady
trudno
je potem ukryć
nawet pod codzienną maską
najlepszego pudru
czas
zatrzymany na mojej twarzy
może
kiedyś go polubię
przecież to mój czas
Ryst zdaje się mówić: czas to zawsze mój czas, a mój czas, to moje
życie. Ciekawe jest tu ujęcie upływu czasu - do którego jesteśmy
przecież przyzwyczajeni - jako zatrzymania, jako bezradnego
dreptania w miejscu, jako odkładającego się na twarzy. Twarz jest
rzeczywiście zwierciadłem, w którym czas się sobie przygląda na
miliony sposobów, jak są miliony twarzy. Skoro czas to nasze życie,
nie ma lepszego sposobu jego "definiowania" niż przyłapywać go w
życiu, przy okazji życia, poprzez życie, poprzez jego wydarzenia. W
wierszu "Sobie na urodziny" (s. 10) mamy tego najlepszy przykład. -
kolejne rocznice urodzin i to, co między nimi pokazuje, jak czas nas
pustoszy, jak jest bezwzględny: - oto zakończenie tego
wiersza: "zanim/ zostanę/ kolejnym dowodem/ w szczególnej teorii
bezwzględności/ czasu". Jeśli przypomnimy, za wierszem "***
ścieka..." (s.8), że: byli nawet tacy/ którym się udało/ wyrazić go
kilkoma prostymi wzorami, to możemy skojarzyć z lekcji fizyki choćby
ogólną czy szczegółową teorię względności - a tu, proszę!,
szczególna teoria bezwzględności. Ta świadomość upływu wywiera
piętno na całym tomiku (wiersze "Tarnów. Kwiecień 1995
(s.11), ""Sąsiedzi" (s.33)). Jest zresztą, rozrzucona po tomiku,
cała seria wierszy z miesiącami w tytule, co już samo w sobie
podkreśla upływ, bieg, przemijanie.
Ryst pokazuje różne twarze czasu, bo z jednej strony te zamknięte w
konkretne wydarzenia, fakty, obrazy, których ramy pozostają ściśle
określone ("Łódź. Próba", s.16) a z drugiej te, które są ledwie
fragmentami, strzępami, plamami, rozmazaniami, gdzie granice trudno
określić. A jednak te "wydarzenia " potrafią nas zajmować
całkowicie, nie mniej niż owe konkretne. Tak odbieram wiersze, które
na użytek recenzji nazywam wierszami-strzępami ("*** zapisane",
s.12, "*** drzew", s.22) Jest też trzecia strona czasu. To ludzka
pamięć zaklęta w wiersze takie jak "Stare pocztówki" (s.
30), "Spadek" (s.32) czy "Koloryt" (S.51). Przestrzeń
pomiędzy "Spadkiem" i "Kolorytem" zajmują wiersze, które trochę,
według mnie, rozbijają dobrą do tej pory całość (np. "Świeczka"
s.37, "Zdarzenie" s.40, ""*** nie widziałam" s.43, "Podziękowania
s.46). W nich jakby motyw czasu zapominał o sobie, jakby czas tu się
zapętlił, osłabł w swoim upływie. To takie wiersze notatki, dla
których nie umiem znaleźć czytelniczego uzasadnienia jako dla
wierszy właśnie. Nie przekonują mnie one do siebie, nie rozwiązują
mojego problemu: dlaczego autorka mówi o tym, o czym mówi akurat
strofach rozpisanych na wersy. Stosuję wtedy - roboczo - zapis
prozatorski, który pokazuje zasadność (lub jej brak) dla formy
wiersza. Dlatego wolę Ryst w takich wierszach jak: "Sierpień.
Koniec":
jeszcze
na skórze
złoty fornir słońca
na wargach
słodycz
spełnionych owoców
a
już
ból
opowiedziany
bosym stopom
przez
rżysko
już
szorstki czas
zmartwychwstania
wrzosowisk
i
wciąż
rokporocznie
nie rozumiem
dlaczego nie teraz
nie tu
nie mnie
ślepe oko kropki
czy zamykającym tomik "Czasie dokonanym":
rozgrzeszam
czas dokonany
zapisany
we mnie
na mnie
i w zasięgu mojego dotyku
myję ogniem pamięć
szoruję zdarzenia
do garstki popiołu
dodaję
nic do niczego
niczego wbrew euklidesowi
otrzymuję tak wiele
dopełniam
nowiem
zapomniane słowa
pukam trzy razy
w drewnianą kratkę
i odchodzę
- z sobą
Co zatem z tytułowym pytaniem? Czy z czasem da się rozmawiać?
Sprawdźcie sami na wierszach Doroty Ryst.
www.literaci.eu/index.php?option=com_content&task=view&id=2543&Itemid=86