kecaj61
08.12.09, 08:11
Takie słowa usłyszałem wczoraj wieczorem od jednej Pani, która spacerowała sobie z wielkim włochatym "bydlakiem" przy ulicy Różanej. Stworzenie nie było na smyczy i kagańca też nie posiadało. Rzeczywiście bardzo sie nie wystraszyłem ale zrobiło mi sie trochę nijako. Kiedy zaproponowałem tej Pani, żeby stworzonko wyposażyła w jakiś świecący napis z taką informacją, to usłyszałem, że jestem złośliwy. Skąd do diabła mam wiedzieć z jakimi zamiarami piesek się do mnie zbliża? Są ludzie, którzy panicznie boją się psów i dla takiego człowieka jest, to naprawde traumatyczne przeżycie. Dlaczego właściciele psów z takim uporem trzymają kaganiec w ręku i spuszczają psa ze smyczy. Czy do tych ich pustych łbów nie dociera fakt, że dla kogoś może, to być stresujące? Ludzie! Pomyślcie też czasami o innych!