Kto wie ile jest szaletów publicznych

25.01.10, 22:16
w Pruszkowie? Obojętne jakie, stacjonarne czy objazdowe i gdze są?
    • leo48 Re: Kto wie ile jest szaletów publicznych 25.01.10, 23:06
      W tym temacie powodów do dumy raczej nie mamy.
      • monikawbj Re: Kto wie ile jest szaletów publicznych 26.01.10, 08:13
        na boisku przy Helenowskiej jest Chatka.. jakaś tam:)
        • varsovinn Przy czołgu 26.01.10, 08:34
          Chata skrzata jest również przy czołgu :), głównie oblegana przez złotówy z
          miejscowego postoju. A tak to niestety poruszając się po mieście trzeba mieć
          silną wolę żeby nie wejść w krzaki za potrzebą, lub posiłkować się knajpkami itp.
          • kecaj61 Re: Przy czołgu 26.01.10, 08:48
            Tak, tylko znajdź jeszcze zimą odpowiednio gęste krzaki a Straż Miejska czuwa!
    • kecaj61 Re: Kto wie ile jest szaletów publicznych 26.01.10, 08:31
      Poruszyłem ten temat, gdyż ostatnio widziałem taką oto sytuację. Przechodziłem przez park Potulickiech w stronę Kopernika. Szło wtedy sporo osób, między innymi też dzieci, które były prowadzone do przedszkola. W pewnym momencie jedna z kobiet zaczęła wielkimi susami brnąć przez głęboki śnieg między drzewa i nie bacząc na to, że wokół jest sporo ludzi przykucnęła (wiadomo po co, raczej kwiatków nie zrywała?). Zrobiło mi się jej naprawdę szkoda. Mróz jak cholera, pełno obcych ludzi a Ona była zmuszona do takiej gimnastyki. Pomyślałem sobie, że warto by było jakiegoś urzędasa sprowadzić, ściągnąć mu portki na tym mrozie a następnie wepchnąć gołym dupskiem w śnieg, może coś by do niego dotarło. Facet wiadomo, od biedy stanie za drzewem i jakoś sobie poradzi chociaż też wszystkiego na stojąco nie załatwi ale kobieta? Tak się zastanawiam, czy naprawdę naszego miasta nie stać jest na więcej tych WC-chatek, czy to jest złośliwa działalność Urzędu Miasta żeby zmusić Pruszkowiaków do poniżania się?
      • mag_ Re: Kto wie ile jest szaletów publicznych 26.01.10, 08:35
        Ostatnio się nie przyglądałam, ale kilkanaście miesięcy temu przy PKP stał niebieski Toi-Toi.
        • grzdacz4 Re: Kto wie ile jest szaletów publicznych 26.01.10, 08:41
          No cóż, widocznie są inne ważniejsze wydatki niż prozaiczne potrzeby fizjologiczne. Jednak rzeczywiście czasami jest to udręka. Jakoś nie zauważyłem, żeby tej sprawie jakiekolwiek lokalne media poświęciły wzmiankę ale może się mylę. Może WPR bardzo walczy o ten luksus?
          • leo48 Re: Kto wie ile jest szaletów publicznych 26.01.10, 09:02
            Można zaczerpnąć przykład z innych miast. W Giżycku przy tzw Moście Obrotowym na
            parkingu niestrzeżonym stoi toi-toi z zamkiem otwieranym przez wrzucenie
            złotówki. W środku czyściutko i pachnąco.

            We wsi Wenecja (kujawsko-pomorskie) obok wykopalisk w Biskupinie na terenie
            Muzeum Kolei Wąskotorowych zrobiłem zdjęcie rządku szaletów. Z reguły jest w
            muzeum pustawo ale czasem podjeżdża autokar z wycieczką. Oni tam myślą.

            leo48.flog.pl/wpis/523886/cywilizacja/
        • cinosan Re: Kto wie ile jest szaletów publicznych 26.01.10, 08:54
          Siedząc w cieplutkim pokoiku,mając do dyspozycji "złoty" kluczyk do
          toalety, taki urzędas ma za przeproszeniem w dupie to,że ktoś może
          mieć chory pęcherz, raptem dostanie rozstroju kiszek lub po prostu-
          chce umyć łapska(ale to to już luxus!),albo po prostu
          :organizm ma swoje potrzeby!Oni nawet nie pomyślą o
          takim "wstydliwym" temacie! mają to załatwione i nie interesuje ich
          już to,że :środek europy, że XXI w. że wstyd chować się za drzewo i
          może się tylko skrzywią kiedyś sarkastycznie wypowiadając,że
          strasznie tu smierdzi po bramach i krzakach! A swoją drogą -tak mi
          się wydaje ,to mieszkańcy Pruszkowa jakos tak mało wymagają od
          swoich władz, są mało aktywni i przez to władzuniom tak się upieka..
          (???)
          • kecaj61 Re: Kto wie ile jest szaletów publicznych 26.01.10, 09:11
            Nie bardzo mam czas, żeby urzerać się z urzędasami a jak napiszę do przezydenta, to odpowiedź znam z góry. "Sznowny Panie! W nawiązaniu do Pana wystąpienia w sprawie szaletów miejskich sprawę przekazuję do miejskiego producenta zatyczek odbytowych celem rozdania ich mieszkańcom"
            Prezydent Pruszkowa
      • apurimac Re: Kto wie ile jest szaletów publicznych 26.01.10, 10:10
        To prawda, że w mieście brakuje ubikacji i toalet. Czasami to jest
        prawdziwy koszmar. Jednak ludzie przynajmniej starają się donieść
        potrzebę do domu, albo w ostateczności szukają gęstych krzaków.
        Prawdziwe obrzydlistwo, natomiast, to jest to co się dzieje w
        Pruszkowie z psami. W czasie godzinnego biegu po Potuliku spotykam
        przeciętnie 4 psy na spacerze. Przyjmując, że każdy produkuje na
        godzinę 25 dkg nawozu oraz, że spacery trwają 12 godzin dziennie,
        otrzymujemy kilkanaście kilogramów psiego gówna w samym Potuliku
        każdego dnia. Łatwo obliczyć ile to jest rocznie.

        Nadmieniam, że NIGDY nie udało mi się spotkać nikogo z łopatką.

        -----------------------------------------
        Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj! (Rz 12,21)
        • leo48 Re: Kto wie ile jest szaletów publicznych 26.01.10, 11:16
          apurimac napisał
          Przyjmując, że każdy produkuje na godzinę 25 dkg nawozu

          Skłonny jestem uważać, że lekko przesadziłeś. Kiedy jeszcze miałem mojego
          Kapsla, psa średniej wielkości ważącego ok 20 kg to co prawda nigdy nie wpadłem
          na pomysł, by zważyć jego urobek ale ćwierć kilo uznałbym za wielkość zawyżoną.

          Co nie zmienia faktu, że problem istnieje i należy się nad nim troskliwie
          pochylić
          (z łopatką).
          • zibi-pruszkow Re: Kto wie ile jest szaletów publicznych 26.01.10, 11:50
            kiedy SM zacznie wlepiac mandaty za psie kupki???

            a co do szaletow, kibelków, toalet itp, itd, to na kraszwskiego mamy
            w urzedzie miejskim i w sadzie, na drzymaly w przychodni i jeszcze
            kilka by sie znalazlo, znaczy nie jest tragicznie, ale zawsze moze
            byc lepiej :)
            • ema.cz Re: Kto wie ile jest szaletów publicznych 26.01.10, 12:36
              Zgadzam się z moim przedmówcą a propos WC w urzędzie miejskim i w
              sądzie, ale te instytucje nie są czynne w soboty i niedziele
              (chyba?), a i jak z dzieckiem chodzę przed 8 do żłobka, a wracamy po
              16 to też bym pocałowała klamkę.

              Był taki fajny przy szkole na Hubala to zlikwidowali (TOI TOI) :(
            • leo48 Re: Kto wie ile jest szaletów publicznych 26.01.10, 13:46
              Zibi, jeśli kibelki w urzędach, przeznaczone z zasady dla szacownych tyłków
              urzędasów i jedynie w drodze łaski dla petentów mielibyśmy uznać za
              ogólnopubliczne, to nie bądźmy minimalistami i pójdźmy dalej. Przecież sklepy
              też mają na zapleczach toalety. A gdyby pójść jeszcze krok dalej, to w każdym
              mieszkaniu jest coś takiego więc czemuż by nie zakołatać do pierwszych lepszych
              drzwi ?

              W ogóle to dostęp do kibla jest wyznacznikiem luksusu na całym świecie bo
              zauważ, że w wielu filmach "by USA" widzimy jak w drodze do kariery jednym z jej
              wyznaczników jest "posiadanie własnego klucza do toalety Zarządu".
          • apurimac Re: Kto wie ile jest szaletów publicznych 27.01.10, 06:45
            Psie odchody to tylko wierzchołek psiego problemu. Pomijając fakt, że zwierzęta te w naszym mieście zajmują się prawie wyłącznie oddawaniem kału oraz roznoszeniem chorób i pasożytów, są plagą przestrzeni publicznej. Na przytoczone już cztery czworonogi spotykane w czasie 1 godziny biegu po parku, co najmniej jedna sztuka podbiega do mnie, przy czym zależności od humoru chce mnie obwąchać, ugryźć lub (jak usilnie twierdzą jej właściciele) "pobawić się". W rezultacie oprócz slalomu pomiędzy psimi kupami, muszę jeszcze lawirować pomiędzy ich nieobliczalnymi producentami. Najgorsze ze wszystkich są spasione bydlaki, które patrząc tępo przed siebie człapią środkiem ścieżki zmuszając ludzi do ich omijania i wchodzenia na trawnik, gdzie właśnie nasrały. Czasami naprawdę zastanawiam się nad zabieraniem ze sobą jakiegoś, czy ja wiem, gazu pieprzowego, albo zwykłego kija i podjęcia się samoobrony przed tym psim terrorem. Powstrzymuje mnie perspektywa lamentu jaki by się podniósł, gdyby ci najdrożsi przyjaciele, którzy "chcieli się tylko pobawić", zderzyli się wreszcie z jakąś ścianą.

            Zresztą nie wiem czy słowo "przyjaciel" jest właściwe. Pies nie jest żadnym człowieka przyjacielem, a jego uległość wynika z imperatywu podporządkowania się przewodnikowi stada. Gdy z pewnych powodów (choćby przewaga fizyczna) nasz "przyjaciel" uzna, że to on przewodzi, "przyjaźń" się kończy. Ech, szkoda słów. Własny, zniewolony zwierzaczek, to na razie za duży biznes i za duża pokusa, żeby ludzie zaczęli się zastanawiać po co właściwie fundują sobie kolejnego puszczającego bąki sierściucha.

            -----------------------------------------
            Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj! (Rz 12,21)
            • kecaj61 Re: Kto wie ile jest szaletów publicznych 27.01.10, 08:43
              Z tym, że pies nie jest przyjacielem człowieka akurat sie zgodzić nie mogę, mam inną teorię na ten temat. Jednak pies tak samo jak człowiek nie pchał się na ten świat i tak samo jak człowiek nie ma możliwości wyboru rodziców tak samo pies nie ma możliwości wyboru właściciela. Te akcesoria, o których wspominałeś bardziej przydałyby się na właściciela niż na zwierzaka. Pies jest taki, jak go człowiek wychowa. Więc nie pisz źle o czworonogach tylko o tabunach dwunożnych przygłupów, którzy nie potrafią zrozumieć, że nie są sami i że ktoś może się obawiać ich pupilków. Doskonale wiedzą, że jest nakaz prowadzania psów na smyczy i w kagańcu. Skoro tego nie robią, to znaczy, że ich mózgi nie przyswajają podstawowej wiedzy więc nie można spodziewać się po nich odrobiny empatii. Tak więc gazem i kijem nie psa lecz właściciela. Być może to poskutkuje. Zresztą kilka razy widziałem jak ktoś szedł z psem bez kagańca, który był spuszczony ze smyczy a patrol SM mijał go obojętnie.
              • justy3 Re: Kto wie ile jest szaletów publicznych 27.01.10, 09:05
                Jest jeszcze TOI TOI przy cmentarzu. Swoją drogą to czego my
                wymagamy? W Pruszkowie brakuje zwykłych pojemników na śmieci a co
                dopiero szaletów! Nieraz przechodzę prawie pół Pruszkowa i nie mam
                gdzie wyrzucić chusteczki.
              • apurimac Re: Kto wie ile jest szaletów publicznych 27.01.10, 17:49
                Generalnie się z Tobą zgadzam. Pies nie ponosi tu żadnej winy, a
                wszystko zależy od jego wychowania.

                Najlepiej byłoby jednak, gdyby ludzie w ogóle nie brali się za
                wychowywanie zwierząt i zostawili je w spokoju.

                Mam nadzieję, że kiedyś dożyjemy czasów, gdy handel i hodowla
                zwierząt w domach zostanie zdelegalizowana, a prowadzenie psa na
                smyczy i w kagańcu będzie traktowane podobnie jak takie same
                postepowanie np. z człowiekiem.

                -----------------------------------------
                Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj! (Rz 12,21)
                • leo48 Re: Kto wie ile jest szaletów publicznych 27.01.10, 19:45
                  Mirku

                  Twoja prowokacyjna szczerość bardzo by się przydała na innym forum, do którego
                  linku nie podam z powodu nadwrażliwości adminów tutejszych. A szkoda bo chętnie
                  zaprosiłbym tam parę umysłów otwartych nawet jeśli czasem są kontrowersyjne.

                  Moja rekomendacja na tutejszym forum źle się przysłużyłaby takim userom jak zibi
                  (choć on na swą renomę już zasłużył bez mojej pomocy), apurimac, kecaj, grzdacz
                  oraz kilka pań (jedna na "a", druga na "m", które temu forum nieco sensu nadają
                  a obie z cyfrą w nicku). Dwie inne osoby już tam bywają. Gdyby nie tych kolka
                  osób, odzywających się naprawdę z sensem i mających dystans do siebie samych, to
                  forum nie byłoby warte najmniejszej uwagi (dzięki niekompetentnemu zarządzaniu -
                  jakie małpy, taki cyrk)

                  Wracamy "do merituma". Sprawa szaletów zostanie rozwiązana. Załatwi to nauka i
                  technika. Skojarzyłem wielkością budkę toi-toi oraz dawną budkę telefoniczną.
                  Kształt i wielkość podobne. Ileś lat temu biegaliśmy z obłędem w oczach szukając
                  czynnego telefonu a dziś każdy z nas ma w kieszeni urządzenie o możliwościach
                  stokrotnie większych a wielkością zbliżone do breloczka. Jeśli w tej dziedzinie
                  technika przyjdzie nam w sukurs, będziemy nosili przy sobie kompaktową toaletę,
                  nadmuchiwaną z naboju do autosyfonu na każdym chodniku. A potem ? Zwijaną do
                  rozsądnych rozmiarów, żeby to zabrać do domu i dopiero tam pozbyć się "wsadu".

                  Nawet przyszło mi do głowy fajne skojarzenia i hasło "moja kupa zawsze ze mną"
                  co bardzo pasuje do starożytnej zasady "omnia mea mecum porto".
                  • apurimac Re: Kto wie ile jest szaletów publicznych 28.01.10, 09:34
                    Bardzo dziękuję za zaproszenie.
                    Na pewno zajrzę. :)
                    Co do podawania linka to chyba przesadzasz. Jestem przekonany, że taki
                    post nie zostałby usunięty.

                    -----------------------------------------
                    Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj! (Rz 12,21)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja