Nie od razu Paryż zbudowano

10.11.05, 16:02
W naszym pięknym mieście pojawili się uchodźcy z Czeczenii. Mieszkali oni w
różnych dzielnicach Pruszkowa, a ich dzieci chodziły do różnych szkół. Nagle,
nie wiedzieć czemu wszystkie rodziny czeczeńskie przeniesiono do jednego
bloku w rejonie ul. Powstańców.
Jako stary UPR-owiec uważam, że każdy ma prawo osiedlać się tam, gdzie uzna
za stosowne. Ale na równych warunkach z pozostałymi.
Uważam, że tworzenie getta dla części ludzi jest karygodne iskandaliczne.
Utrudni tym ludziom asymilację (a powinniśmy zrobić wszystko, by przebiegła
ona jak najszybciej). W efekcie pojawia się pytanie: ile czasu upłynie, byśmy
przeżyli "atrakcje" niczym mieszkańcy okolic Paryża?
    • magister11 Re: Nie od razu Paryż zbudowano 10.11.05, 16:28
      Ja uważam, że prędzej, czy później i tak je przeżyjemy. Francuzi wydali na
      integrację środki o jakich my bedziemy mogli tylko pomażyć. Wynik widzimy
      (osobiście uważam ich za idiotów: zamykają się na znacznie bliższe kulturowo i
      mentalnie kraje europy środkowej i wschodniej, a asymilują ludzi, których -
      poza językiem - dzieli przepaść nie do przeskoczenia - sami to sobie
      prokurują). Osobiście nie chciałbym, aby Pruszków stał się "blokowiskiem"
      imigrantów, a jak pokazują sąsiednie przykłady jest to potencjalnie możliwe w
      średniej perspektywie czasowej.

      Ps. Szkoda, że sobie etykietki przypinasz, bo możnaby całkiem ciekawą na ten
      temat dyskusję przeprowadzić.
      • 69x96 Re: Nie od razu Paryż zbudowano 10.11.05, 16:49
        Ps. Szkoda, że sobie etykietki przypinasz, bo możnaby całkiem ciekawą na ten
        temat dyskusję przeprowadzić.
        1. Chciałbym w ten sposób pokazać, że członkowie partii niszowych to
        niekoniecznie oszołomy.
        2. Dlaczego etykietka, jak Mówisz, miałaby przeszkodzić w dyskusji na
        jakikolwiek temat?
      • cat_s Re: Nie od razu Paryż zbudowano 10.11.05, 17:42
        Witam,
        69x96 napisał:
        > ... uchodźcy z Czeczenii. Mieszkali oni w różnych dzielnicach Pruszkowa,
        > a ich dzieci chodziły do różnych szkół. Nagle, nie wiedzieć
        > czemu wszystkie rodziny czeczeńskie przeniesiono do jednego
        > bloku w rejonie ul. Powstańców.

        No rzeczywiście, nie wiemy dlaczego ich przeniesiono. Można domniemywać jednakże, że za takim działaniem stoi właściwa wszystkim ludziom nawykowa często chęć 'porządkowania' otaczającej nas rzeczywistości...
        Ot, taki przykład: niektórzy ludzie bardziej 'porządkujący' są - i gdy goście mają przyjść - swoje mieszkanie na gwałt sprzątają; a inni - mniej się takimi drobiazgami przejmują - i nie sprzątają...;-)
        No, tyle, że jak się pełni funkcje publiczne, które przez szeroką publiczność są oceniane - wtedy tendencje do okazywania się 'dobrym sprzątającym gospodarzem' wzrastają gwałtownie i łatwo w nadgorliwość popaść.
        Która to nadgorliwość, jak wiadomo, czasami gorsza jest od faszyzmu;-)

        > Jako stary UPR-owiec uważam, że każdy ma prawo osiedlać się tam, gdzie
        > uzna za stosowne. Ale na równych warunkach z pozostałymi.
        > Uważam, że tworzenie getta dla części ludzi jest karygodne iskandaliczne.
        > Utrudni tym ludziom asymilację (a powinniśmy zrobić wszystko, by przebiegła
        > ona jak najszybciej).

        Ano chyba racja właściwie... Przypominam sobie taki 'eksperyment szkolny' z przełomu lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych (chyba?), gdy (w niektórych przynajmniej rejonach) z dwóch na przykład klas siódmych czy ósmych szkoły podstawowej tworzyło się trzecie dodatkowe - oznaczone literką "C". Oprócz efektu zmniejszenia liczebności (a były to czasy, gdy w klasie egzystowało na przykład 40 uczniów) postanowiono do tych dodatkowych przenieść 'tych najzdolniejszych'... Nie będę się rozpisywał - ale z pomysłu zrezygnowano uznając jednakowoż, że korzyści płynące ze wzajemnego oddziaływania na siebie tych 'mniej' i tych 'bardziej' są większe od 'korzyści' płynących ze zdroworozsądkowej segregacji...

        Kwestia druga:
        Magister11 napisał:
        > Francuzi zamykają się na znacznie bliższe kulturowo i mentalnie kraje europy
        > środkowej i wschodniej, a asymilują ludzi, których - poza językiem - dzieli
        > przepaść nie do przeskoczenia - sami to sobie prokurują

        Owóż - nie wiem, nie wiem...
        Etnologiem ani innym wąskim specjalistą nie jestem, więc wypowiadać się nie będę, kto dla takiego przeciętnego Francuza jest 'bliższy kulturowo': czy taki na przykład francuskojęzyczny czarnoskóry Algierczyk od kilku pokoleń mieszkający we francuskiej strefie wpływów kulturowych czy też Białorusin (albo i Polak nie przymierzając), wychowany od urodzenia w swojej ojczyźnie i językiem gościnnych gospodarzy nie władający...
        To znaczy: wypowiadać się autorytatywnie nie będę - bo na zdrowy rozum - to chyba jednak Polak z powyższego przykładu jest dla przeciętnego Francuza bardziej egzotycznym egzemplarzem...?

        I trzecia kwestia:
        > Ps. Szkoda, że sobie etykietki przypinasz, bo możnaby całkiem ciekawą na ten
        > temat dyskusję przeprowadzić.

        Jak mniemam, chodzi o wyznanie:
        > Jako stary UPR-owiec uważam...

        Eee... wszyscy sobie jakieś etykiety przypinamy, czasami nieświadomie;-)
        A czasami świadomie.
        Ot, sięgnijmy chociażby do naszego podwórka, poczynając od nicków:
        - pamiętam, jak to ktoś wyrażał zdziwienie, że Stary Prochazka nie jest stary; no przecież powinien być stary!...;-)
        - ileż to razy SQH-ę z szacowną nazwą SGH kojarzono?
        - niebywający już na naszym forum Dr_van_Steiner - jego nick co niektórym jednoznacznie mówi, jakiego rodzaju muzyki słucha autor... ale większości nie.
        - a taki Sofanes - co ma powiedzieć, tak dostojnie własnym nickiem zetykietowany;-)?
        - a taki, nie przymierzając, cat_s - to od kotów etykieta czy od czego innego? (od czego innego nota bene;-) )
        - ba, o nicku 'Magister11' nie wspomnę... (bez urazy oczywiście);-)

        Ale co to ja chciałem powiedzieć... owóż - nie 'etykietka' czyni z kogoś interesującego rozmówcę i partnera do 'ciekawej dyskusji (chociaż nie jest bez znaczenia) ale meritum, meritum... Mówiąc najkrócej;-)

        Pozdrawiam
        cat_s
        • magister11 Re: Nie od razu Paryż zbudowano 10.11.05, 20:11
          > Owóż - nie wiem, nie wiem...
          > Etnologiem ani innym wąskim specjalistą nie jestem, więc wypowiadać się nie
          będ
          > ę, kto dla takiego przeciętnego Francuza jest 'bliższy kulturowo': czy taki
          na
          > przykład francuskojęzyczny czarnoskóry Algierczyk od kilku pokoleń
          mieszkający
          > we francuskiej strefie wpływów kulturowych czy też Białorusin (albo i Polak
          nie
          > przymierzając), wychowany od urodzenia w swojej ojczyźnie i językiem gościnnyc
          > h gospodarzy nie władający...
          > To znaczy: wypowiadać się autorytatywnie nie będę - bo na zdrowy rozum - to
          chy
          > ba jednak Polak z powyższego przykładu jest dla przeciętnego Francuza
          bardziej
          > egzotycznym egzemplarzem...?

          Przyznam szczerze, że co do tej akurat kwestii to nie mam wątpliwości. Bez
          rozwijania tematu zapytam tylko retorycznie, które z poniższych pojęć są
          bliższe Polakom, Czechom,itp. niż mieszkańcowi Wybrzeża Kości Słoniowej:
          - demokracja, prawa człowieka, wolność, równość, braterstwo, oświecenie,
          renesans, Chopin, romantyzm, egalitaryzm, gotyk, chrześcijaństwo,
          monogamia,tonacja dur-moll, alfabet łaciński i grecki , ślub i rozwód,
          epikureizm , II wojna światowa, państwo narodowe, bagietki, internet, renault
          megane, i in. Co do języka, do jeszcze w XVII wieku francuski był "lingua
          franca" w Europie (również w Polsce). Nie wspomnę już o szczególnej bliskości
          językowej z Rumunią i szczególnej "mięcie" odczuwanej przez Francję w stosunku
          do pewnego jeszcze dalej położonego na Wschód kraju niż Polska. Wszystko to
          skłąda się na odrębne cywilizacje - nie przypadkowo mówi się o "cywilizacji
          europejskiej", a nie "wschodnio- i zachodnio- europejskiej", jako o odrębnej
          całości (mogę zgodzić się, że nie do końca ostro wyodrębnionej skąd mogą brać
          się czasami wątpliwości).

          A co do etykiet, to jest pewna zasadnicza różnica w wypowiadaniu się w imieniu
          włąsnym, a robieniu tego w imieniu - jak by nie było - pewnej grupy
          interesu. "Magistrowie" takowej nie stanowią, a w/w organizacja wręcz
          przeciwnie. Nie widzę więc sensu pozycjonować moich poglądów względem jakiejś
          grupy, czy instytucji, tylko po to aby poszerzać wiedzę o niej, co jest
          przecież tylko w "jej", a na pewno nie w moim interesie.
          • cat_s Re: Nie od razu Paryż zbudowano 10.11.05, 21:25
            Magistrze,
            Moje doświadczenia uczą, że w dyskusji netowej (takoż i w każdej innej) w 'jednym momencie' na jeden temat tylko rozsądnie dyskutować można... Toteż pozwól - że do jednej tylko na razie kwestii merytorycznie powrócę...

            Napisałeś:
            > które z poniższych pojęć są bliższe Polakom, Czechom,itp. niż mieszkańcowi
            > Wybrzeża Kości Słoniowej: - demokracja, prawa człowieka, wolność, równość,
            > braterstwo, oświecenie, renesans, Chopin, romantyzm, egalitaryzm, gotyk,
            > chrześcijaństwo, monogamia,tonacja dur-moll, alfabet łaciński i grecki , ślub
            > i rozwód, epikureizm , II wojna światowa, państwo narodowe, bagietki,
            > internet, renault megane, i in.

            I powiem tak: bardzo doceniam rozmówców, którzy w dyskusji dyskutowane tezy potrafią na najbardziej nieoczekiwane tory 'wekslować'...

            Oczywiste jest oczywiście;-) dla każdego inteligentnego czytelnika, przeciętnie zorientowanego w 'tematyce afrykanistycznej' - że w tak podanym zestawieniu niechybnie się okaże, że Polacy i Czesi są 'lepsi', niźli Ghańczycy...

            Ale nie o to chodzi...
            Mówimy o konkretnym przykładzie 'francuskim' a nie 'ghańskim'...

            I powiadam: prawdopodobnie w tym kontekscie asymilowany od kilku pokoleń Algierczyk będzie bardziej 'francuzopodobny' od Polaka, pomimo, iż ten ostatni prawdopodobnie większą wiedzę na temat Chopina posiada...

            Niepokoi mnie natomiast Twoja niewinna uwaga:
            > Przyznam szczerze, że co do tej akurat kwestii to nie mam wątpliwości
            ...niepokoi o tyle, że jeśli kto żadnych wątpliwości w jakiejś kwestii nie posiada, to i dyskutować z nim trudno; ba, powiem więcej - jest to niemożliwe, bo potencjalna 'dyskusja' z definicji do powtarzania tych samych argumentów sprowadzać się musi...

            Toteż uznajmy może, Magistrze, że mój udział w tej dyskusji, której z definicji być nie może - się kończy. Może kto inny, kto również 'nie ma wątpliwości' jeszcze się wypowie?

            Ale pozostaję oczywiście do dyspozycji w jakiejkolwiek innej kwestii, w której - być może - niedogmatyczne miejsce na jakiekolwiek wątpliwości się znajdzie...;-)

            Pozdrawiam
            cat_s
            • magister11 Re: Nie od razu Paryż zbudowano 10.11.05, 22:36
              > I powiadam: prawdopodobnie w tym kontekscie asymilowany od kilku pokoleń
              Algier
              > czyk będzie bardziej 'francuzopodobny' od Polaka, pomimo, iż ten ostatni
              prawdo
              > podobnie większą wiedzę na temat Chopina

              Ojojoj....nie fair-nie fair (może lepiej: "pas fair"). Czekałem na ten jeden
              jedyny choćby konkret-argument, ale gdy się już doczekałem, to okazało się, że
              jest on..nie fair ;-)

              Dlaczego? Ano jest tu (pewnie nieumyślny) błąd logiczny:

              Jeżeli chcemy porównać "odległość" kulturowo/cywilizacyjną to nie możemy
              stawiać na równi "świeżego" (we Francji) Polaka, ze zasymilowanym od pokoleń
              Algierczykiem. Oczywiście, że ten 2 będzie sobie radził lepiej, tyle że to nam
              nieczego nie udowadnia.

              O ileż sprawiedliwsze byłoby porównanie żyjącego od urodzenia we Francji
              dziecka polskich emigrantów, z dzieckiem rodziny afrykańskiej żyjącej taki sam
              okres czasu we Francji (nie wiem, dlaczego mięli by to być akurat Algierczycy.
              Oczywiście są najbliżej geograficznie - ale biorąc po uwagę rozmiary i
              rozpiętość "francuskiej" Afryki Zachodniej, wcale nie są oni najbardziej
              reprezentatywnin dla ogółu imigrantó afrykańskich).

              I co się wówczas okaże??

              Ano, że bariera językowa Polaków zniknęła już w pierwszym pokoleniu (po 10
              latach rodzice mówią już jak Francuzi, a i dzieci są już francuskojęzyczne). Co
              odróżnia zatem tych Polaków od Francuzów? Chyba nie wiele....

              A przypadek Afrykanów? Słynne awantury o czador (w miejscach publicznych , jak
              szkoła nie wolno nosić oznak religijnych, co np. dla muzułmanki muszącej
              skrywać twarz lub włosy jest nie do pomyślenia), "inne" święta, islam lub kult
              animistyczny, który nie jest przecież częścią cywilizacji europejskiej,
              INNA_MĘTALNOŚĆ, którą przejmuje się z "mlekiem matki" i co tkwi w człowieku
              dużo głębiej niż język, którego - w przeciwieństwie do mętalności - można się
              nauczyć, czy choćby MIEJSCE KOBIETY w hierarchii (sic!). Te i wiele innych
              różnic CYWILIZACYJNYCH powoduje szereg napięć i eskalacji, których Polacy
              (nawet żyjący w większtch skupiskach na Zachodzie, czy USA nie powodują). Czy
              ktoś słyszał kiedyś o polskich zamieszkach w Chicago??

              Ps. Niepokoisz się niepotrzebnie :-) Nie ma nic złego w przekonaniu o
              słuszności swojej racji, tak długo jak jest się gotowym do przyjmowania
              poglądów innych i rzeczowej - pozbawionej emocji - dyskusji o nich (co ja
              niniejszym czynię, jako wyraz mojego szacunku do rozmówcy). Chęć rozmowy
              oznacza chęć poznania, a chęć poznania otwartość - a otwartość to gotowość do
              zmieniania również i siebie samego. ;-)) Pozdro!
    • zerozeroseven Taki sobie luźny prawie off topic 10.11.05, 17:24
      Ja tak sobie myślę, że dyskryminacja jest formą obrony społeczeństwa przed
      utratą wartości, które o nim do tej pory stanowiły. Moim zdaniem, społeczeństwo
      które asymiluje w mniejszym lub większym stopniu traci swoją dotychczasową
      tożsamość. Staje się inne. O tym jakie będzie decydują w obecnych czasach
      procedury demokratyczne, czyli masa. Jak łatwo wydedukować asymilujący może w
      skrajnym przypadku, po przekroczeniu pewnej masy krytycznej, stać się
      asymilowanym.

      No i tak sobie myślę dalej czy ja chciałbym, żeby się nasze społeczeństwo
      zmieniło? A jeśli już to do jakiego stopnia miałoby się zmienić żeby to było
      nadal społeczeństwo wyznające moje wartości, w którym nadal będę się czuł
      dobrze?

      I wiecie co? Nie potrafię sobie na to pytanie odpowiedzieć.
      • oskar59 Re: Taki sobie luźny prawie off topic 10.11.05, 17:29
        Swego czasu przebywałem kilkanaście dni w jednym z belgijskich miast - Gent (Gandawie). Jak mi powiedzieli miejscowi, chyba jedną trzecią mieszkańców tego miasta stanowią obcokrajowcy - przede wszystkim Turcy. Było to widać na ulicach, przede wszystkim po chustach kobiet, ale również w małych sklepach, restauracjach, zakładach usługowych, które prowadzili własnie muzułmanie.
        Kwestia jest więc nie w obecności, ale w umiejętności jeśli nie asymilacji, to koegzystencji i znalezienia dla "innych" miejsca w społeczności. Nawet niszowego, ale jednak pozwalającego na utrzymanie się i jakieś życie, które na pewno nie dorówna poziomowi rdzennego obywatela danego kraju, ale będzie atrakcyjny dla przybysza na tle poziomu w rodzinnym kraju.
        Co do getta, którego, zdaniem 69x96 mamy zaczątki w Pruszkowie, to rzeczywiście jest to problem, i to większy niż nam się na pierwszy rzut oka wydaje. Bo skoncentrowanie w jednym miejscu takich samych, wyizolowanych z miejscowej społeczności i ubogich ludzi grozi stworzeniem wewnątrz miasta subkultury, a nawet nieformalnej organizacji.
        Mój gospodarz w Belgii miał znajomego Turka, właściciela małej restauracyjki, odwiedzanej zarówno przez Turków, jak i Belgów. Ich stosunki, ze względu na podobny wiek, były przyjacielskie. Turek wielokrotnie gościł go u siebie, w kraju, a Belg nabył nawet jakąś nieruchomość w Turcji, gdzie spędał wakacje.
        W Pruszkowie trudniej bedzie o takie kontakty, bo i zasobność przeciętnego Pruszkowianina nie ta, a i pojechanie (niekoniecznie na wakacje) do przyjaciela z Czeczenii może grozić wszystkim co najgorsze.
        • 69x96 Re: Taki sobie luźny prawie off topic 10.11.05, 22:50
          Prawdę mówiąc łapię się nieraz na tym, że patrzę na takiego imigranta jak na
          jakiegos dziwaka. Co on może sobie myśleć? A może by tak zagadać? Ale jak? Po
          rosyjsku? Ee, chyba nie. Rosjanie to ich wrogowie. Kurcze. Po jakiemu oni
          mówią? Czy jest język czeczeński? A jeśli jest język, to na pewno mają
          literaturę?... itd. Ktoś tych ludzi sprowadził do nas. Może powinien nam o nich
          opowiedziedzieć. Może nasze pruszkowskie domy kultury powinny być też
          czeczeńskimi, tureckimi ... domami kultury. Przecież to też Pruszkowiacy.
      • zerozeroseven Re: Taki sobie luźny prawie off topic 11.11.05, 23:16
        zwierz.alpuchary napisał:

        >Z Czeczenami problem jest tego rodzaju, że oni bardzo źle znoszą uchodźców z
        >innych krajów. Jeśli jest osrodek w którym są Czeczeńcy i uchodźcy z innych
        >krajów, to Czeczeńcy szybko zaczynają dominować i "rządzić" w takiej grupie.

        To ciekawe. Zastanawiam się czy ta skłonność do dominacji występuje w tylko w
        stosunku do innych uchodźców, czy też po prostu do wszystkich sąsiadów jak
        leci..

        Historia i doświadczenie uczą, że dwie różne społeczności żyjące obok siebie
        albo ze sobą walczą, albo się zaledwie tolerują, albo się asymilują. Przy czym,
        żeby się tolerować trzeba mieć w tym jakiś interes, bo sam altruizm i empatia
        na dłuższą metę nie wystarczają, a żeby się asymilować trzeba mieć relatywnie
        słabe poczucie odrębności narodowo-religijno-kulturalnej z jednej strony, a z
        drugiej brak uprzedzeń prowadzących np. do dyskryminacji. Jeśli we wzajemnych
        relacjach powyższych cech zabraknie pozostaje otwarty konflikt i znowu jak uczy
        doświadczenie jest to najbardziej prawdopodobny scenariusz wydarzeń.

        Mam słabą nadzieję, że w tym przypadku się nie sprawdzi.
        • zwierz.alpuhary Re: Taki sobie luźny prawie off topic 12.11.05, 00:53
          To ciekawe. Zastanawiam się czy ta skłonność do dominacji występuje w tylko w
          > stosunku do innych uchodźców, czy też po prostu do wszystkich sąsiadów jak
          > leci..

          widzisz, na Kaukazie to jest naturalny styl stosunków z sąsiadami - w Gruzji
          nawet najmniejsza wieś miała potężną wieżę obronną (jakiś czas temu w MCKiSie
          była świetna wystawa o Czeczenii i o Kaukazie, były też imprezy, poleciłbym ci
          stronę transkaukazja.pl, ale niestety nie działa). Ten styl przeniesony w inne
          środowisko, np. imigrantów z Bałkanów albo z Afryki daje właśnie takie
          rezultaty, oni nie są nastawieni na rywalizację. Czeczeni są bardzo dumnym i
          niesamowicie honorowym narodem - to piękne cechy, ale na uchodźstwie mogą
          przynosić niepożądane efekty, albowiem Czeczeni nie potrafią - by tak rzec -
          schować dumy do kieszeni.
    • zwierz.alpuhary Re: Nie od razu Paryż zbudowano 11.11.05, 17:40
      +++W naszym pięknym mieście pojawili się uchodźcy z Czeczenii. Mieszkali oni w
      > różnych dzielnicach Pruszkowa, a ich dzieci chodziły do różnych szkół. Nagle,
      > nie wiedzieć czemu wszystkie rodziny czeczeńskie przeniesiono do jednego
      > bloku w rejonie ul. Powstańców.

      z tego co mi wiadomo, Czeczeńcy mieszkali w dawnym hotelu robotniczym w Mosznie,
      gdzie zresztą w zeszłym roku doszło do napadu na nich z użyciem koktajlu
      Mołotowa włącznie. Przeniesienie ich na Powstańców nie jest zatem tworzeniem
      getta w pełnym tego słowa znaczeniu.
      Z Czeczenami problem jest tego rodzaju, że oni bardzo źle znoszą uchodźców z
      innych krajów. Jeśli jest osrodek w którym są Czeczeńcy i uchodźcy z innych
      krajów, to Czeczeńcy szybko zaczynają dominować i "rządzić" w takiej grupie.

      +++Utrudni tym ludziom asymilację (a powinniśmy zrobić wszystko, by przebiegła
      > ona jak najszybciej).

      nie wiem co jest większą przeszkodą: tworzenie gett czy ksenofobia Polaków

      +++W efekcie pojawia się pytanie: ile czasu upłynie, byśmy
      > przeżyli "atrakcje" niczym mieszkańcy okolic Paryża?

      Myślę że sporo, bo my jesteśmy teraz bogatsi o doświadczenia Francuzów. W ogóle
      jakoś tak jest od pewnego czasu na świecie że innym się obrywa a my możemy uczyć
      sie na ich błędach;)

      +++Osobiście nie chciałbym, aby Pruszków stał się "blokowiskiem"
      imigrantów, a jak pokazują sąsiednie przykłady jest to potencjalnie możliwe w
      średniej perspektywie czasowej.

      jest to potencjalnie mało możliwe bo do Pruszkowa sprowadzają się przede
      wszystkim zamożni mieszkańcy Warszawy, imigranci stanowią mniejszość w granicach
      błędu statystycznego

      +++Etnologiem ani innym wąskim specjalistą nie jestem, więc wypowiadać się nie
      będę, kto dla takiego przeciętnego Francuza jest
      'bliższy kulturowo': czy taki na przykład francuskojęzyczny czarnoskóry
      Algierczyk od kilku pokoleń mieszkający we
      francuskiej strefie wpływów kulturowych czy też Białorusin (albo i Polak nie
      przymierzając), wychowany od urodzenia w swojej
      ojczyźnie i językiem gościnnych gospodarzy nie władający...
      To znaczy: wypowiadać się autorytatywnie nie będę - bo na zdrowy rozum - to
      chyba jednak Polak z powyższego przykładu jest
      dla przeciętnego Francuza bardziej egzotycznym egzemplarzem...?

      ja również etnologiem nie jestem, ale myślę że jednak Polak czy Białorusin jest
      bliższy Francuzowi niż Algierczyk. To kwestia kilkuset lat różnicy.

      +++pamiętam, jak to ktoś wyrażał zdziwienie, że Stary Prochazka nie jest stary;
      no przecież powinien być stary!...;-)

      ku mojemu zdziwieniu w zasadzie wszyscy, ktorzy mnie spotykali, byli tym
      zaskoczeni:)

      +++Nie wspomnę już o szczególnej bliskości
      językowej z Rumunią

      ja bym powiedział, że to idzie raczej w drugą stronę; to Rumunia klei się do Francji

      +++MĘTALNOŚĆ

      ładne słowo, muszę je sobie zapamiętać:-)

      +++A może by tak zagadać? Ale jak? Po
      rosyjsku? Ee, chyba nie. Rosjanie to ich wrogowie

      owszem, Rosjanie to wrogowie, ale tutaj w Polsce rosyjski jest najlepszym
      językiem do kontaktu, sami czeczeńcy zdają sobie z tego sprawę

      +++Po jakiemu oni
      mówią? Czy jest język czeczeński? A jeśli jest język, to na pewno mają
      literaturę?...

      pl.wikipedia.org/wiki/Język_czeczeński
      +++Ktoś tych ludzi sprowadził do nas. Może powinien nam o nich
      opowiedziedzieć

      w tej kwestii należałoby się zwrócić do dużego białego domu na Belwederskiej (za
      Belwederem)

      +++Może nasze pruszkowskie domy kultury powinny być też
      czeczeńskimi, tureckimi ... domami kultury. Przecież to też Pruszkowiacy.

      na pewno powinny być, ale ich szefowie jeszcze na to nie wpadli. Łatwiej
      zaprosić Marcina Dańca.

      Kilka linków czeczeńskich
      Forum Czeczenia forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=23255
      Czeczenia Walczy czeczenia.pl/
      Czeczenia - jej inna twarz czeczenia.glt.pl/
      Uwaga - drastyczne zdjęcia www.czeczenia.blog.pl/
      Czeczenia Prawdziwa www.czeczenia.org/
      Kavkaz Center www.kavkazcenter.com
      • magister11 Re: Nie od razu Paryż zbudowano 11.11.05, 23:41
        zwierz.alpuhary napisał:

        +++Osobiście nie chciałbym, aby Pruszków stał się "blokowiskiem"
        imigrantów, a jak pokazują sąsiednie przykłady jest to potencjalnie możliwe w
        średniej perspektywie czasowej.

        jest to potencjalnie mało możliwe bo do Pruszkowa sprowadzają się przede
        wszystkim zamożni mieszkańcy Warszawy, imigranci stanowią mniejszość w granicach
        błędu statystycznego


        Chciałbym, aby to była prawda...ale czy jest? Czy jest na to jakieś
        potwierdzenie - choćby w postaci odpowiednich statystyk lub badań? Przepraszam
        za sceptycyzm, ale po pierwsze, to gdzie ci zamożni warszawiacy mięliby się
        osiedlać? Bo tak jak Francuzowi bliżej do innego europejczyka niż do
        afrykanina - tak samo imigrantowi będzie raczej bliżej do zaniedbanych
        blokowisk niż zamożnemu warszawiakowi. No chyba, że chodzi o osiedla domów
        jednorodzinnych na obrzeżach lub te nielicznie powstające ostatnio nowe budynki
        bliżej centrum. No, ale w tym drugim przypadku, to chyba nie jest znacząca
        ilość w porównaniu z całością miasta (chyba, że trend będzie się co najmniej
        utrzymywał), a w pierwszym przypadku, to nie wiem, czy to wiele pomoże, jeśli
        wziąść pod uwagę fakt, że również we Francji nie chodziło o całe miasta, ale o
        DZIELNICE stające się skupiskami określonych grup społecznych.

        Podsumowując, wrócę do mojej starej - i nie przez wszystkich lubianej ;-) idee
        fixe: im więcej inwestycji w infrastrukturę, tkankę miejską tym mniejsze
        niebezpieczeństwo degrengolady.
        • zwierz.alpuhary Re: Nie od razu Paryż zbudowano 12.11.05, 01:01
          to jest powszechnie znany fakt, który widać choćby na tym forum. Z różnych
          względów wiem trochę o uchodźcach i mogę powiedzieć że proporcja między nimi a
          bogatymi warszawiakami sprowadzajacymi się do Pruszkowa jest przytłaczająca na
          korzyśc tych ostatnich. Oni rzucają się w oczy ale naprawdę jeszcze długo nie
          będą stanowić jakiejś poważnej liczebnie grupy a o powtórce z Paryża nie ma co
          nawet myśleć - przynajmniej moim zdaniem.
          pomijam fakt że ze względów politycznych cieszą się oni (Czeczeńcy) niejaką
          sympatią ze strony wielu Polaków, do których również i ja sie zaliczam.
          • magister11 Re: Nie od razu Paryż zbudowano 12.11.05, 11:57
            Poszukałem trochę sam i częściowo przyznaję Ci rację (dlaczego tylko częściowo -
            o tym na samym końcu). Oto kilka cytatów:

            Jak dotychczas, poziom migracji w obszarze metropolitalnym jest umiarkowany,
            choć wykazuje on już charakterystyczne zróżnicowanie. Największa migracja jest
            skierowana w stronę zachodniego obrzeża metropolii, co jest jednym z objawów
            wysokiego potencjału rozwojowego tych terenów.


            i dalej...


            Wreszcie nasilenie migracji może się gwałtownie zwiększyć jeśli kontrasty w
            warunkach życia między obszarem metropolitalnym, a jego rolniczym otoczeniem
            będą się dalej nasilać. Ponadto należy również wziąć pod uwagę przyszłe skutki
            reprywatyzacji oraz wprowadzenia nowego podatku od nieruchomości ad valorem,
            które sprawią, że koszty mieszkania w samej Warszawie znacznie wzrosną i coraz
            więcej osób będzie szukało tańszych mieszkań na obrzeżach metropolii, m.in. w
            Pruszkowie.

            Należy się zatem liczyć z możliwością gwałtownego wzrostu migracji,
            nieprzewidywanego w obecnych prognozach demograficznych.

            Silne kontrasty rozwojowe na terenie makroregionu (centralnego Mazowsza)
            pozwalają oczekiwać zwiększonej presji migracyjnej z terenów słabo
            rozwiniętych. Ze względu na fizyczną i ekonomiczną dostępność mieszkań, presja
            ta będzie się kierować raczej w stronę obrzeży metropolii aniżeli do jej
            centrum. Pruszków ma poważne szanse na znaczne powiększenie liczby mieszkańców,
            jeśli zostaną poczynione odpowiednie przygotowania dla zapewnienia miastu
            konkurencyjności jako dobrego „miejsca do życia” w porównaniu z terenami
            sąsiadującymi.

            ALE UWAGA:::

            Wraz z wysokim tempem rozwoju pojawiają się jednak pewne zagrożenia, którym
            należy z góry przeciwdziałać. Np. wspomniane presje migracyjne mogą spowodować
            niekorzystne zmiany socjo-demograficzne (napływ osób w wieku poprodukcyjnym z
            Warszawy, czy osób poszukujących pracy z sąsiadujących terenów rolniczych) co
            może z kolei doprowadzić do powstawania „slumsów”. Realistyczny plan
            zagospodarowania przestrzennego oraz przygotowanie właściwej infrastruktury
            może temu zapobiec.

            ..i na koniec trochę futurologii ;-)

            Liczba ludności wzrośnie do ok. 162 tys., znacznie wzrośnie wykształcenie
            społeczeństwa, zaznaczy się narastająca migracja ludności do powiatu z Warszawy
            i z innych miast województwa. Powiat nabierze cech rozwoju opartego na wiedzy i
            samoświadomości społeczeństwa obywatelskiego. Znacznej rozbudowie podlegać
            będzie system kształcenia ustawicznego i przekwalifikowań pracowników.


            Jak widać, czekają nas chyba spore zmiany, zaś przy założeniu , że presja
            migracyjna się zwiększy warto zadbać chyba, aby Ci którzy przyjdą (niezależnie
            od narodowości- bo rónie dobrze chodzi o Polaków) nie zmienili znaczej części
            miasta we wspomniany wyżej "slumsy". Na szczęśćie nie jest to proces
            następujący z dnia na dzień i można się do niego odpowiednio przygotować.




    • zwierz.alpuhary Francuska lekcja dla Polski 16.11.05, 09:23
      Ciekawy artykuł na temat uchodźców w Polsce; wydaje się, że autor korzystał z
      raportu nad którym pracowała m.in. moja żona:-)
      serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34474,3012492.html
      Francuska lekcja dla Polski - czyli jaka ma być polska polityka imigracyjna

      Jacek Pawlicki 13-11-2005 , ostatnia aktualizacja 13-11-2005 17:41

      Jeśli Polska nie wypracuje szybko skutecznej polityki imigracyjnej,
      niedostrzegany dziś problem integracji uchodźców może wybuchnąć z siłą
      porównywalną do zamieszek we Francji. Lepiej uczyć się na cudzych błędach niż na
      swoich

      Dzieci Ukrainek, które dziś sprzątają nam domy i prasują koszule, czy
      Wietnamczyków, w których barach jemy tanie lunche, jutro nie wyjdą na ulice, by
      podpalić warszawskie Bródno czy podkrakowską Nową Hutę tak jak wyrostki z
      przedmieść Francji. Nie zrobią tego też zapewne przyjeżdżający coraz liczniej do
      Polski Czeczeni, choć nie ma dla nich u nas pracy, mieszkań i perspektyw na
      integrację. Na razie propaganda Kremla nie zdołała przekonać Polaków, że
      przyjmując czeczeńskich uchodźców, wychowujemy sobie terrorystów. W powszechnej
      opinii pomagamy narodowi, który cierpi podobnie jak kiedyś my z powodu
      rosyjskiej polityki imperialnej.

      Niestety, brak strategii integracyjnej w Polsce może rozbudzić frustrację
      uciekinierów z Kaukazu. We wrześniu br. w polskich obozach dla uchodźców akcję
      protestacyjną zorganizowało ok. 150 Czeczenów. Kilku z nich podjęło głodówkę -
      wszyscy narzekali na brak perspektyw. Choć protest odbywający się pod hasłem
      "Pozwólcie nam wyjechać z Polski" rozszedł się po kościach, dla polskich władz
      powinno być to ostrzeżeniem, że nie można dalej ignorować tego problemu. Inaczej
      rosyjska propaganda odniesie sukces - Polacy zaczną się bać Czeczenów, a
      Czeczeni przestaną lubić Polaków.

      Polscy eksperci zajmujący się imigracją przestrzegają, że jeśli nie będziemy
      integrowali uchodźców, zafundujemy sobie w przyszłości konflikty etniczne i
      wykarmimy tym populistów dużo gorszych od Samoobrony. - Niestety, największym
      problemem jest to, że nasi politycy nie widzą w tym problemu - tłumaczy profesor
      Krystyna Iglicka, koordynator programu "Migracje i bezpieczeństwo wewnętrzne" w
      Centrum Stosunków Międzynarodowych (CSM).

      Nie przedmieścia groźne, ale Kaukaz

      Polska już niebawem może mieć poważne kłopoty z imigrantami z krajów b. ZSRR i
      to wcale nie z powodu ich agresywnych zachowań. Wystarczy - jak tłumaczy
      "Gazecie" Jan Węgrzyn, dyrektor Urzędu ds. Repatriacji i Cudzoziemców (URiC) -
      że w tak zapalnym regionie jak Kaukaz wydarzy się jakaś katastrofa w rodzaju
      wojny. Wówczas do naszego kraju zaczną napływać masowo uchodźcy już nie tylko z
      Czeczenii, ale z Inguszetii i Dagestanu.

      Zdaniem Węgrzyna Polska jest przygotowana na przyjęcie 10 tys. takich uchodźców
      rocznie, ale w wypadku katastrofy humanitarnej może to być dużo więcej, więc po
      prostu nie damy rady ich przyjąć, nie mówiąc już o sensownym zintegrowaniu ich.

      Nawet jeśli poprosimy o pomoc Unię Europejską, Polska będzie dla nich
      przyczółkiem w drodze na Zachód. Ponieważ od wejścia do Unii obowiązują nas
      procedury konwencji dublińskiej (kraj UE, który pierwszy przyjmuje uchodźców,
      musi rozpatrzyć ich podania o azyl), na nas spocznie obowiązek zapewnienia im
      dachu nad głową, środków do życia i perspektyw na przyszłość w nowej ojczyźnie.

      Co więcej, jak mówi Węgrzyn, Czeczeni przetarli już do nas szlaki, więc czy tego
      chcemy, czy nie, w oczach Europy Polska "wyspecjalizowała" się w przyjmowaniu
      uciekinierów z krajów b. ZSRR, tak jak Hiszpanie - Marokańczyków, Włosi
      Libijczyków i Somalijczyków, a Czesi i Węgrzy - uchodźców ze Sri Lanki, Iranu
      czy Afganistanu.

      - Gdyby cokolwiek złego stało się na Kaukazie, pod moim urzędem na Koszykowej w
      Warszawie ustawi się kolejka po dokumenty aż do placu Trzech Krzyży (ok.
      kilometra) - ostrzega dyr. Węgrzyn. Nie dokumenty są jednak problemem, ale kursy
      językowe, zasiłki, mieszkania socjalne, praca, opieka zdrowotną.

      Czeczeński czyściec "tolerowanych"

      W ostatnich kilku latach Czeczeni stali się największą grupą wśród uchodźców. Do
      Polski przyjeżdża ich kilka tysięcy rocznie. Od 1991 roku status uchodźcy
      otrzymało w Polsce 2334 osób, z czego 1041 obywateli Rosji (wśród tych ostatnich
      ponad 80 proc. to Czeczeni). Na rozpatrzenie wniosków czeka w obozach dla
      uchodźców jeszcze ok. 3 tys. osób. W rozumieniu konwencji genewskiej
      (ratyfikowanej przez Polskę w 1991 r.) uchodźcą jest osoba prześladowana z
      powodu swojej rasy, religii, narodowości, przynależności do określonej grupy
      społecznej lub z powodu przekonań politycznych przebywa poza granicami państwa,
      którego jest obywatelem.

      Jak tłumaczy prof. Iglicka, wielu Czeczenom bardzo trudno dowieść, że padli
      ofiarą konkretnych prześladowań, choć nikt nie kwestionuje cierpień zadawanych
      ich narodowi. Dlatego we wrześniu 2003 r. wymyślono instytucję tzw. pobytu
      tolerowanego. Dostają go obywatele tych krajów, na terenie których toczy się
      wojna czy jest stan klęski żywiołowej, ale którzy nie ucierpieli bezpośrednio.
      Jak dotąd z tego pośredniego statusu skorzystało ok. 2000 osób, głównie Czeczenów.

      O ile osoby ze statusem uchodźcy mają szansę na skorzystanie z jakiegoś programu
      integracyjnego (choć są one niewystarczające, nauka polskiego trwa tylko rok, a
      to za mało), to "tolerowani" praktycznie nie. Pobyt tolerowany to dla
      cudzoziemców rodzaj czyśćca. W odróżnieniu od tych ze statusem uchodźcy nie
      dostają oni tzw. dokumentu podróżnego, formalnie nie mogą więc próbować wyjechać
      na Zachód. Nie dostają też zasiłku średnio 1000 zł miesięcznie (osoby o statusie
      uchodźcy otrzymują go przez 12 miesięcy), choć teoretycznie mają szanse na
      zapomogi i zasiłki rodzinne od gmin (URiC ma na to specjalny fundusz). Ponieważ
      nie mają szans na mieszkanie i zameldowanie, mówienie o prawie do pracy jest
      czystą fikcją, bo nikt ich nie zatrudni.

      Między innymi dlatego Czeczeni wciąż traktują Polskę jako przystanek w drodze na
      Zachód, gdzie czekają ich większe zasiłki i mieszkania socjalne. Z naszego kraju
      znikają również ci, którzy nie dostają dokumentów podróżnych. Z dwóch tysięcy
      osób, którym przyznano pobyt tolerowany, tylko 30 proc. zgłosiło się o kartę
      pobytu, a o jej przedłużenie po roku - ledwie 5 proc. - Zdarza się, że Czeczeni,
      którzy otrzymali status uchodźcy w Polsce, przysyłają kurierów z zagranicy, by
      odebrali za nich zasiłek - mówi dyr. Węgrzyn.

      Muszą wyjść z szarej strefy

      Niestety, nadzieja części polityków, że rozwiązaniem polskiego problemu będzie
      wyjazd uchodźców dalej na Zachód jest płonna. Ci, którzy uciekli przez zieloną
      granicę z Polski do Niemiec, Austrii czy Belgii, wcześniej czy później zostaną
      odesłani do nas z powrotem na podstawie konwencji dublińskiej. Od naszego
      wejścia do Unii wróciło do Polski w ten sposób 3 tys. cudzoziemców, przede
      wszystkim Czeczenów.

      Co z nimi będzie? Dyrektor Węgrzyn kręci głową na znak, że nie ma odpowiedzi. -
      Tych ludzi zatrzymać mogą tylko trzy rzeczy: mieszkania, praca i większe
      zasiłki. Problem w tym, że w najbliższej przyszłości nie ma na to szans. Skoro
      pracy nie ma co piąty Polak, to jak znaleźć ją dla osób, które nie mówią albo
      mówią bardzo słabo polsku?

      W dodatku - zdaniem dyr. Węgrzyna uchodźców z Czeczenii zintegrować jest bardzo
      trudno i nie tylko dlatego, że traktują Polskę jako poczekalnię. Są słabo
      wykształceni (choć nie z własnej winy, u nich była wojna), preferują klanowy
      model życia, gdzie rodziny łączą się w klany, a kobiety mają zdecydowanie mniej
      do powiedzenia niż mężczyźni, są wreszcie muzułmanami. Spośród kilku tysięcy
      tylko niewielu znalazło w Polsce legalną pracę: jeden, o którym mówiło mi kilka
      osób, jest kierowcą MZK, inny prowadzi restaurację. Większość przepadła w szarej
      strefie, 40 odsiaduje wyroki w polskich więzieniach.

      - Czeczeni mają postawę roszczeniową, uważają, że należy im się więc
      • zwierz.alpuhary Francuska lekcja dla Polski - c.d. 16.11.05, 09:26
        Co z nimi będzie? Dyrektor Węgrzyn kręci głową na znak, że nie ma odpowiedzi. -
        Tych ludzi zatrzymać mogą tylko trzy rzeczy: mieszkania, praca i większe
        zasiłki. Problem w tym, że w najbliższej przyszłości nie ma na to szans. Skoro
        pracy nie ma co piąty Polak, to jak znaleźć ją dla osób, które nie mówią albo
        mówią bardzo słabo polsku?

        W dodatku - zdaniem dyr. Węgrzyna uchodźców z Czeczenii zintegrować jest bardzo
        trudno i nie tylko dlatego, że traktują Polskę jako poczekalnię. Są słabo
        wykształceni (choć nie z własnej winy, u nich była wojna), preferują klanowy
        model życia, gdzie rodziny łączą się w klany, a kobiety mają zdecydowanie mniej
        do powiedzenia niż mężczyźni, są wreszcie muzułmanami. Spośród kilku tysięcy
        tylko niewielu znalazło w Polsce legalną pracę: jeden, o którym mówiło mi kilka
        osób, jest kierowcą MZK, inny prowadzi restaurację. Większość przepadła w szarej
        strefie, 40 odsiaduje wyroki w polskich więzieniach.

        - Czeczeni mają postawę roszczeniową, uważają, że należy im się więcej, niż
        możemy im zaoferować - mówi Justyna Frelak zajmująca się imigracją w Instytucie
        Spraw Publicznych. Inni moi rozmówcy dodają, że przybysze z Kaukazu maja trudne
        stosunki z innymi uchodźcami. Ze względu na liczne skargi cudzoziemców Urząd ds.
        Repatriacji i Cudzoziemców zdecydował się rozdzielić uchodźców czeczeńskich od
        tych z reszty świata. W 15 z 16 obozów dla uchodźców mieszkają tylko Czeczeni.
        Nie dochodzi jednak do konfliktów między nimi a miejscową ludnością.

        Pewnym wyjściem są specjalne programy integracyjne realizowane przez gminy i
        organizacje pozarządowe. Pionierem było województwo mazowieckie, gdzie oprócz
        organizacji nauki języka polskiego wojewoda znalazł kilka mieszkań dla
        uchodźców. Specjalne programy integracyjne przygotowuje też Polska Akcja
        Humanitarna (PAH). Małgorzata Gebert z PAH tłumaczy, że integracja uchodźców
        jest procesem długotrwałym, a jej powodzenie uzależnione jest nie tylko od
        pieniędzy, ale też od uwzględnienia indywidualnych potrzeb. Ważne jest też, by
        stworzyć sieć instytucji pomagających imigrantom, wydłużyć programy integracyjne
        (rok to za mało), wspierać przedsiębiorców zatrudniających uchodźców.

        Chcąc uniknąć błędów Francji, Polska nie może się tylko ograniczać do dawania
        swym imigrantom dachu nad głową, wiktu i opierunku. Trzeba stworzyć szansę na
        ich prawdziwą asymilację, zbudować system wspólnych wartości (przy założeniu, że
        Czeczeni to muzułmanie) - słowem sprawić, by po ewentualnym przyjęciu
        obywatelstwa polskiego czuli się prawdziwymi Polakami, choć czeczeńskiego
        pochodzenia.

        Polskie dylematy

        Choć integracja Czeczenów jest najbardziej pilnym problemem, nie można się
        ograniczyć tylko do niej. Elity polityczne muszą się zastanowić, czy warto
        wytaczać wojnę pracującym w Polsce na czarno Ukraińcom (ich liczbę szacuje się
        na 300-400 tys.), czy pomóc w integracji diasporze wietnamskiej (30 tys. ludzi),
        czy zezwalać na większą imigrację zarobkową, czy też ograniczyć ją do minimum?
        Czy zmienić procedury przyznawania obywatelstwa polskiego, wprowadzając np.
        egzamin z języka polskiego i kultury polskiej?

        Na razie ratuje nas to, że Polska jako kraj stosunkowo biedny nie jest
        postrzegana przez imigrantów jako raj. Eksperci przekonują jednak, że nasz kraj
        będzie dla nich coraz bardziej atrakcyjny.

        Trudno o lepszy moment na wypracowanie modelu „integracji po polsku” niż właśnie
        teraz. • Po pierwsze, pod wpływem wydarzeń we Francji, gdzie kilkanaście dni z
        rzędu płoną przedmieścia podpalane przez potomków imigrantów, cała Europa
        dyskutuje o imigracji. • Po drugie, skala imigracji wciąż nie jest duża - w
        ciągu roku o status uchodźcy stara się w Polsce mniej więcej tyle cudzoziemców,
        ile we Włoszech niejednokrotnie w ciągu jednego dnia. • Po trzecie, można
        wyciągnąć wnioski z błędów, które popełniły kraje zachodnie. • Po czwarte,
        trzeba wykorzystać wciąż przychylny stosunek Polaków do imigrantów. - Jako naród
        emigrantów Polacy mają raczej pozytywny stosunek do uchodźców - mówi prof.
        Iglicka. W naszej najnowszej historii sami przecież uciekaliśmy przed
        prześladowaniami i za lepszym chlebem za granicę.

        - Nie chodzi o to, by straszyć Polaków imigrantami, ale żeby korzystając z
        wydarzeń we Francji, rozpocząć debatę o polskim modelu integracji - przekonuje
        Karol Reczkin z Centrum Europejskiego w Natolinie. Jego zdaniem politycy nie
        podejmowali dotąd tej dyskusji, wiedząc, że imigracja nie jest tematem, który
        przysparza głosów. Obrońcy praw człowieka idą krok dalej - Ponieważ politycy
        ignorują sprawy integracji imigrantów, urzędnicy nie czują presji. Brak polityki
        staje się polityką - tłumaczą.

        - To, że Polsce działa Urząd ds. Repatriacji i Cudzoziemców, a sprawą integracji
        zajmują się w jakiś tam sposób resorty spraw społecznych i pracy, nie oznacza,
        że mamy politykę imigracyjną - przekonuje Justyna Frelak z Instytutu Spraw
        Publicznych. - Same ramy prawne to za mało - dodaje.

        Według Reczkina w Polsce powinien powstać silny ośrodek, który opracowałby
        strategię imigracyjną i integracyjną. Najlepiej, gdyby działał w ramach gabinetu
        politycznego ministra spraw wewnętrznych. Do dyskusji trzeba wciągnąć
        organizacje społeczne, samych zainteresowanych - czyli imigrantów. Polska
        powinna odegrać bardziej aktywną rolę w budowaniu wspólnej polityki imigracyjnej
        Unii Europejskiej.

        Niestety, eksperci obawiają się, że wydarzenia we Francji sprowokują naszych
        polityków do zupełnie innych działań. - Może to przyspieszyć dyskusję na temat
        uszczelniania granic - mówi Małgorzata Gebert z PAH. Również Karol Reczkin z
        Centrum w Natolinie uważa, że władze zbyt wielką wagę przywiązują do kwestii
        ochrony granic, zaniedbując integrację.

        Tymczasem jeśli odpowiedzią na wyzwania związane z imigracją będzie budowa nowej
        żelaznej kurtyny na Wschodzie, wcześniej czy później napór imigrantów ją
        przełamie. Wtedy będzie już za późno - i to nie tylko na ich integrację.


        Jacek Pawlicki
Pełna wersja