sqh
30.01.08, 23:55
Dokładnie dziś przypada 67. rocznica likwidacji pruszkowskiego
getta. Sądzę, że dla wielu użytkowników Forum zaskoczeniem może być
sam fakt, że getto w naszym mieście w ogóle istniało. Na palcach
można zaś pewnie policzyć tych, którzy wiedzą, gdzie się ono
znajdowało.
Dziś również odbyła się promocja najnowszego dzieła Mariana Skwary –
„Pruszkowscy Żydzi – sześć dekad zamkniętych zagładą”. Autor ten,
nie będąc ani rodowitym Pruszkowiakiem, ani historykiem z
wykształcenia, od lat już zawstydza, budzi zazdrość i zawiść
zawodowych a bezpłodnych pruszkowskich historyków, publikując
kolejne książki, opisujące dzieje naszego miasta.
Zdaję sobie sprawę, że trudno jest znaleźć tak ciekawy temat, by
urodziła się z niego książka o Pruszkowie. Z własnego doświadczenia
wiem zaś, jak trudno gotową książkę jest wydać. Tym większa więc
wdzięczność należy się naszej Bibliotece, która po raz kolejny
zdecydowała się zainwestować pokaźną sumę w publikację, której
jakość wydania – śmiem twierdzić – tym razem bije na głowę wszystko
to, co dotychczas o Pruszkowie się ukazało. Twarda oprawa, szyty
blok, czytelny układ treści, liczne, wyraźne fotografie i mapki.
Dzisiejsze spotkanie, które prowadził dyrektor Biblioteki, p.
Grzegorz Zegadło, zgromadziło wielką liczbę osób, które szczelnie
wypełniły salę klubową PSM. Wśród obecnych dało się zauważyć
członków pruszkowskich stowarzyszeń, dziennikarzy lokalnych mediów,
nauczycieli pruszkowskich szkół. Z przedstawicieli „władzy” nie
widziałem nikogo. Było kilkoro osób mi znajomych, ale wyłącznie tych
z reala.
Po raz kolejny stwierdzam, że Autor znacznie sprawniej posługuje się
słowem pisanym niż mówionym. W czasie wypowiedzi ustnych zdaje się
być mocno spięty, wykonuje – jak mniemam, mimowolnie – nerwowe
gesty, polegające na przekładaniu kartek, obracaniu trzymanej w
rękach książki czy zaplataniu kabla jednego mikrofonu o drugi. Z
drugiej zaś strony, znany redaktor jednej z pruszkowskich gazet też
wyglądał dość dziwnie, przerzucając zakończony malutkim mikrofonem
kabel raz pod nos p. Zegadle, raz pod nos p. Skwarze... :-/ W moim
odczucie spotkanie było dość jałowe i nie wniosło zbyt wiele do
tematu. W krótkiej rozmowie z prowadzącym spotkanie, Autor wyjaśnił,
że dość sprawnie pisało mu się historię niewielkiej gminy
żydowskiej, gdzie przez kluczowe stanowiska, jak w telenoweli,
przewijały się wciąż te same osoby, względnie członkowie tych samych
rodzin. Jednakże po tej, jednej z najkrócej istniejących gmin,
pozostał jeden z najlepiej zachowanych cmentarzy, z ogrodzeniem i
domem przedpogrzebowym, będący dziś unikatem na skalę kraju. Autor
podkreślił też trudność w sporządzeniu dokładnego bilansu
sprawiedliwych i zdrajców. Wśród Pruszkowiaków są już odznaczeni
medalem Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata, ale w chwili obecnej w
toku jest procedura nadania kolejnych odznaczeń osobom, które
dotychczas nie obnosiły się ze swoją nieobojętną postawą w czasach
wojny.
Potem zaś nastąpiły pytania od publiczności. Spośród dziesięciu
osób, chętnych do zabrania głosu, większość bardzo luźno trzymała
się tematyki pruszkowskiej, żydowskiej, względnie pruszkowsko-
żydowskiej. W kilku przypadkach były to raczej trudne do
skomentowania wypowiedzi; pojawił się nawet popis aktorski – cytat
ze skeczu kabaretowego... :-/ Całość nagrywała telewizja
pruszkowska, więc o ile materiał będzie puszczony bez „istotnych
skrótów”, każdy będzie mógł spotkanie ocenić sam.
* * * *
Teraz zaś trochę słów o samej książce, w którą, w przeciwieństwie do
większości obecnych na spotkaniu, zaopatrzyłem się już zawczasu
(praktycznie w dniu wydania).
Omówienie celów, jakie przyświecały przy jej tworzeniu,
przedstawienie źródeł oraz krótka charakterystyka żydowskiego
Pruszkowa składają się na rozdział nr 1. Zasadnicza treść książki
składa się zaś z pięciu rozdziałów (nr 2-6), z czego cztery (nr 2-3
i 5-6) ukazują dzieje żydowskiej społeczności Pruszkowa w
określonych cezurach czasowych (do 1918, 1918-1939, 1939-1945, od
1945), a w jednym (nr 4), dość krótkim, wyodrębnione zostały
zagadnienia stosunków polsko-żydowskich w okresie międzywojennym.
Myślę, że bez szkody dla treści można go było włączyć do rozdziału,
traktującego całościowo o tym okresie i tym sposobem zachować w
całej książce układ chronologiczny.
Podstawowym źródłem, wykorzystanym w pracy, były zbiory Archiwum
Państwowego w Grodzisku Mazowieckim, przechowującego przedwojenne (i
nie tylko) akta urzędowe naszego miasta. Drugim, wykorzystanym
bardzo obficie, była „Księga Pruszkowa, Nadarzyna i okolic”, wydana
po wojnie w Izraelu. Księgi takie redagowali ocaleni członkowie
unicestwionych w czasie wojny środkowoeuropejskich gmin żydowskich.
Pokaźny ich zbiór posiada biblioteka Żydowskiego Instytutu
Historycznego, jednak nie ma tam niestety „Księgi Pruszkowa” :-(
Szczęśliwie, niedawno całość została jednak przeskanowana i
wstawiona do Internetu, gdzie każdy może ją obejrzeć – choć mi
osobiście ekran nie zastąpi chyba nigdy kontaktu z papierem
książki... „Księga” złożona jest z kilkudziesięciu artykułów
wspomnieniowych, zatem informacje w niej podane należy traktować z
pewnym krytycyzmem, a ponadto warto konfrontować je z publikacjami
polskimi, także pruszkowskimi. Na przykład na s. 14 swej książki M.
Skwara pisze, że w „Sefer Pruszków” „...można (...) przeczytać –
między innymi – o >babskim dołku< na Utracie. Najstarsi
pruszkowianie to miejsce pamiętają, ale nikt chyba nie uwiecznił go
w drukowanych wspomnieniach”. Szkoda, że Autor nie zajrzał w ogóle
do „Przeglądów Pruszkowskich” (nie ma ich w bibliografii). W
zeszycie 1/1988 dzieje „dołka” opisał bowiem Jerzy Kaliński.
„Księga Pruszkowa” jest również źródłem sporej części ilustracji,
zamieszczonych w książce M. Skwary. Autor przedrukowuje je wraz z
hebrajskimi podpisami, co jest dość dziwną manierą. Odbieram to jako
chęć epatowania „egzotyką” źródła, bo nie wyobrażam sobie i nie
kojarzę publikacji, w której zdjęcia ze starych gazet czy książek,
drukowanych alfabetem łacińskim, byłyby reprodukowane wraz z
oryginalnym podpisem. Ale skoro już, to dlaczego na przykład na s.
40 spod portretu Josefa Nurtmana usunięto figurujące w oryginale
imię „Izrael”? Po co zamieszczać obszerny hebrajski podpis pod
portretem rabina Lifszyca na s. 33 – który mówi o jego gostynińskim
pochodzeniu, podczas gdy polski podpis nie jest tłumaczeniem, lecz
podaje adres, pod którym rabin mieszkał?
Wśród innych relacji i wspomnień, będących podstawą źródłową
książki, M. Skwara wymienia książki autorstwa nieocenionego świadka,
a zarazem skrupulatnego kronikarza ostatniego pruszkowskiego
stulecia – Henryka Krzyczkowskiego, oraz zbeletryzowane w swej
formie wspomnienia Michała Głowińskiego.
Rozdział nr 2 przedstawia dzieje pierwszych pruszkowskich Żydów –
głównie przemysłowców – mieszkających i inwestujących tu już w XIX
wieku. Dalej zaś opisuje powstanie gminy i jej losy do końca I Wojny
Światowej. Nieco miejsca poświęca również gminie nadarzyńskiej, z
której właśnie pruszkowska wydzieliła się w 1904 roku. Na jednej z
nielicznych fotografii archiwalnych z tego okresu, reprodukowanej
z „Sefer Pruszków” na s. 23, omyłkowo dom przy ul. B. Prusa 38
został opisany jako 48.
(ciąg dalszy w następnym poście)