wizyty u lakarza / czy zawsze to Wy chodzice ?

02.11.04, 09:30
Odpukać w niemalowane ! jeśli dziciaczki nie chorują to i tak czasami lekarza
trzeba odwiedzić - a to szczepienie, jakaś kontrola u ortopedy, bilans
dwulatka - ciągle coś. U mnie dodatkowo kontrola u nefrologa ( Amelka ma wadę
układu moczowego, refluks. Mam nadzieję, że się cofnie )
- czy zwalniacie się wówczas z pracy ? czy ktoś za Was idzie z dzieckiem do
lekarza ?
Przyznam się, że czasami wysyłałam męża z opiekunką. Jednak moje wyrzuty
sumienia sięgały zenitu. Niestety - najczęściej moje wyjście z pracy w
trakcie 8 - 16, jest napiętnowane "fochami" szefa, iż wolę tego unikać.

Jak jest u Was ?
    • beata32 Re: wizyty u lakarza / czy zawsze to Wy chodzice 02.11.04, 09:40
      Jakby mógł chodzić mąż - nie miałabym żadnych wyrzutów.
      Zawsze jeśli mam możliwość - staram się chodzić osobiście. W miarę możliwości
      umawiam się na godziny po pracy, ale jeśli nie ma innego wyjścia wysyłam
      babcię, która jest osobą która napewno wszystko mi jak trzeba przekaże.
      A co do wychodzenia wcześniej - szef zgadza się na 'rozmienianie' urlopu -
      biorę 1 dzień i w zależności od potrzeb wykorzystuję go a wyjście z pracy 1 - 2
      godziny wcześniej. Wtedy nikt nie traci i nie ma pretensji.
    • olab1 Re: wizyty u lakarza / czy zawsze to Wy chodzice 02.11.04, 09:43
      Mam dwie lekarki, jedną w przychodni, jedną prywatnie. Do przychodni tylko na
      szczepienia, bo leakrka zawsze ładuje antybiotyki, natomiast prywanie to nie
      całkiem prywatnie, bo lekarka jest koleżanką mojej mamy ze szkoły i nigdy nie
      bierze pieniędzy. Troche to problem, bo nie wiadomo co w zamian, ale bardzo
      sobię cenię fachowość. Szkoda tylko, że Goais zawsze krzyczy...
    • monika_oli Re: wizyty u lakarza / czy zawsze to Wy chodzice 02.11.04, 09:45
      Ja staram się zawsze iść osobiście. Zdarzyło się co prawda że był tylko mąż,
      ale to głównie wtedy gdy wizyta nie była wcześniej planowana - kiedy Oliwia się
      rozchorowała. Tak właściwie, to żadnej z wcześniej planowanych wizyt nie
      opuściłam. Inna sprawa, że nasza ulubiona pani pediatra przyjmuje często po
      południu i szczepienia też są raz w tygodniu po południu, więc nie muszę się
      wtedy zwalniać. Kiedy chodziliśmy do otropedy z małą, to musiałam jednak mieć
      wolne, ponieważ aby się tam zapisać to trzeba było być skoro świt w przychodni
      (nasza kochana służba zdrowia;), więc zwykle mąż jechał o piątej lub wcześniej
      zająć kolejkę, a my z córcią docierałyśmy później. A tak właściwie, to ja
      naprawdę lubię być osobiście na wszelkich wizytach z Oliwią, bo wiem "co jest
      grane" i mogę od razu z lekarzem wyjaśnić moje ewentualne wątpliwości.
      Monika
    • madziki Re: wizyty u lakarza / czy zawsze to Wy chodzice 02.11.04, 09:46
      Jak na razie ja jeżdżę z synkiem po lekarzach, bo trochę tych wizyt było, do
      tego na drugim krańcu miasta, a tylko ja jeżdżę samochodem. Dzisiaj po raz
      pierwszy na szczepienie pójdzie z nim moja siostra albo mama, bo ja już nie mam
      żadnego wolnego dnia, a szczepienia są tylko w godzinach mojej pracy. Mam
      nadzieję, że nie będzie bardzo płakał. :((
    • yezyk Re: wizyty u lakarza / czy zawsze to Wy chodzice 02.11.04, 09:47
      ja mam inną sytaucję. pzreważnie chodzi M. ale gdy jest jakaś ważna wizyta, gdy
      Edyśka mogłaby się za bardzo zdenerwować to ja po prostu biorę urlop z pracy.
      na początku po moim powrocie bardzo chciałam miec urlop, żeby pójść z nią na
      szczepienie (no i aby M. było lżej) i nie dostałam. teraz sytaucja się zmieniła
      ale i tak nie zawsze biorę urlop.
      • alex05012000 Re: wizyty u lakarza / czy zawsze to Wy chodzice 02.11.04, 10:14
        jak Ola była mała i była niania do przychodni chodziła niania, na szczepienia,
        bo Olka do 3 lat w ogóle nie chorowała, potem raczej ja chadzam do lekarzy, np.
        bilans dwulatka i czterolatka musiałam być sama bo chciałam, tyle, że do
        pediatry umawiam się popołudniami, po 17h00, inne okazjonalne wizyty (ortopeda
        np) też, jeśli nie można po południu to idzie moja mama-czyli babcia, były u
        okulisty na przykład...
        do "chorego" dziecka nasza przychodnia przysyła lekarzy karetką, więc wtedy
        jest w domu najczęściej albo babcia (u babci) albo tata (u nas)... ja w pracy
        naturalnie, i konsultacja z mamą przez telefon...hi,hi... mój mąż nigdy z Olą w
        przychodni nie był, tzn, nie raz ją przywiozł taksówką z domu, a ja
        przyjechałam prosto z pracy...
    • le_lutki Re: wizyty u lakarza / czy zawsze to Wy chodzice 02.11.04, 10:11
      Hej,

      my pracujemy obydwoje z mezem (do 17h30) i zawsze staram sie umowic do naszego
      pediatry na 18h, albo na sobote do poludnia - zawsze chcemy isc razem, no chyba
      ze maz jest w podrozy sluzbowej a ja muasze przestrzegac dat szczepien.
      Mam akurat takiego szefa, ktory - jesli mu powiem, ze o 17h30 mam lekarza (wiec
      musze wyjsc najpozniej o 17h) - nie robi zadnych przeszkod.
      Wyjatkowo moge sobie tez pozwolic na wyskok w ciagu dnia, pod warunkiem, ze
      jakos to odpracuje w pozniejszym terminie.
      Opiekunka bywala z malym u lekarza (ogolnego) ale tylko w naglych przypadkach
      (stluczka samochodowa, wirus u niej w domu itp) - kiedy trzeba bylo dzialac
      szybko. Zreszta jej metoda to: najpierw do lekarza a potem telefon do mamy,
      zeby ja mozna bylo uspokoic i nie wyszla z siebie :)
      Uwazam, ze jesli Ty nie mozesz, a jest tatus dziecka tov w ogole nie ma zadnego
      powodu do wyrzutow sumienia!
      Pozdrawiam
    • bekad Re: wizyty u lakarza / czy zawsze to Wy chodzice 02.11.04, 11:38
      My chodzimy zawsze we trójkę; ja, mąz i dziecko. Mój M nigdy nie dał sie
      zostawić w domu, a jak trzeba to zwalnia sie z pracy. Inna sprawa, ze ja nie
      jeżdzę samochodem, więc musi nas zawiźć. Ale nigdy nie siedzi w poczekalni
      tylko zawsze wchodzi do środka i w pełni uczestniczy w wizycie. Ale dzisiejsze
      przychodne i i lekarze są już na takie rodzinne wizyty przygotowani. Raz nam
      sie tylko zdarzyło, ze lekarka zwracała się tylko do mnie, a tak to zawsze
      mówią "proszę państwa, muszą państwo" itp.
      Natomiast nie wyobrazam sobie, zeby z dzieckiem wysłć do lekarza babcie lub
      opiekunkę. ale ja wielu rzeczy sobie nie wyobrazam, a życie moze to jeszcze
      zweryfikować.
      • alex05012000 Re: wizyty u lakarza- do bekad 02.11.04, 16:45
        "Natomiast nie wyobrazam sobie, zeby z dzieckiem wysłać do lekarza babcie lub
        opiekunkę" - z ciekawości czystej: czemu??? tzn. ja nie wysłałabym opiekunki na
        bilans dwulatka ale np. na szczepienie tak, babcia (moja mama, bo św pamięci
        teściowej nigdzie bym z dzieckiem nie wysłała...)była już u okulisty z Olą 2
        razy, raz u ortopedy, wysłałabym ją na usg, do pediatry na kontrolę, chyba, że
        chciałabym sama coś przedyskutować (ostatnio byłam u pediatry ja sama...)mam do
        babci pełne zaufanie.... odbiera Olę z przedszkola i widuje codziennie...
        • bekad Re: wizyty u lakarza- do bekad 03.11.04, 09:28
          Własciwie to ja teściową miałam na myśli. Bo jeśli chodzi o moją mamę to może,
          może..., ale dopiero jak dziecko będzie starsze. A z resztą moja mama mieszka
          daleko.To nie jest kwestia zaufania, o którym piszesz. Mam je do obu babc. Ale
          jak już zostałam matką to chcę nią być w każdej chwili zycia mego dziecka.
          Przynajmniej teraz, gdy jest takie malutkie. Kiedyś się usamodzielni i pewnie
          nie będę jej tak potrzebna... A w ogóle należę do tych mam, które wszystko same
          i same przy dziecku. Nie pozwalam nikomu ,prócz męża, na wyręczanie mnie.Nie po
          to urodziłam dziecko, zeby inni sie nim zajmowali (wyjątek opiekunka, ale
          dopiero jak mała skończyła 10 miesięcy. Więc miałam jeden z dłuższych staży
          siedzenia w domu). Może to dlatego, ze to pierwsze dziecko i urodziłam ją w 29
          wiośnie mego życia? Nie wiem. Pewnie już przy drugim dziecku mi przejdzie
          takie "zosiasamosiowanie". Jeżeli już jestem zmęczona, to wolałabym zeby ktoś
          pomógł mi w sprzątaniu, gotowaniu itp. Ale niestety, np teściowa nigdy nie
          zapytała się, czy zrobić mi zakupy albo cos ugotować(szczegolnie tuż po
          porodzie), ale zawsze chętnie zajęłaby sie dzieckiem ,żebym mogła iść na
          zakupy. Doceniam to, ale też wolałabym zajmować się swoim dzieckiem,
          szczególnie teraz, gdy tak mało spędzamy razem czasu.
          No i taka drobnostka, a sie rozpisałam :-).Pozdrowionka
          • alex05012000 Re: wizyty u lekarza- do bekad 04.11.04, 09:41
            bekad,
            piszesz: Ale jak już zostałam matką to chcę nią być w każdej chwili zycia mego
            dziecka - nie da się !!!, poza tym można wpaść w nadopiekuńczość,
            Przynajmniej teraz, gdy jest takie malutkie. Kiedyś się usamodzielni i pewnie
            nie będę jej tak potrzebna... - racja,
            A w ogóle należę do tych mam, które wszystko same i same przy dziecku. - ja tak
            miałam, ale do jakiś 8-9 miesięcy życia Olki
            Nie pozwalam nikomu ,prócz męża, na wyręczanie mnie. Nie po to urodziłam
            dziecko, zeby inni sie nim zajmowali - he, tak się niby mówi, ale to awykonalne
            i chyba niezdrowe dla psychiki wyłącznie samemu sie zajmować maluchem, po
            pierwsze będziesz bardzo zmęczona, po drugie inni członkowie rodziny też chcą
            pobyć czy pozajmować sie dzieckiem, ja swojej mamie i babci chętnie oddawałam
            Olkę, teściowej nie, ale ta miała przysłowiowe dwie lewe ręce i poza tym na
            wszystko pozwalała..., mąż to conajwyżej pobawi sie 15 minut lub nastawi
            bajkę... jak mnie nie ma w domu,,, no, ostatnio byłam w Filharmonii, to się
            nawet wykąpali i czekali w piżamie (Ola w piżamie nie mąż rzecz jasna)
            (wyjątek opiekunka, ale dopiero jak mała skończyła 10 miesięcy. Więc miałam
            jeden z dłuższych staży siedzenia w domu). - eee, ja też byłam 10 miesięcy w
            domu, bo musiałam znaleźć pracę, żeby z domu "wyjść", potem nastała niania bez
            problemu ...
            Może to dlatego, ze to pierwsze dziecko i urodziłam ją w 29 wiośnie mego
            życia? - czyżbyś sugerowała, że jesteś "starą matką"?, ja urodziłam, pierwsze i
            ostatnie, mając wiosen 35, i mam nadzieję że sie nad nią zbytnio nie trzęsę...
            pozdrawiam serdecznie
            • bekad Re: wizyty u lekarza- do bekad 04.11.04, 12:00
              Wiesz Alex, nie czuję się "starą matką", broń Boże. Ale całkiem sporo tutaj
              młodszych mam i, jak czytam, wiekszość wraca do pracy tuż po macierzyńskim.
              Co do nadopiekuńczości, to chyba mi to nie grozi. Szczególnie, gdy nie ma mnie
              prawie cały dzień w domu. Co ja na to poradzę, ze lubię robić wszystko sama
              przy dziecku i z dzieckiem?...Moze kiedyś się zmęczę i wypalę. Ale dziś mi z
              tym dobrze.
              Moze mi nie uwierzysz,ale jak do tej pory sami z męzem zajmowaliśmy się córka,
              bez pomocy babć i udawało się. Od razu się przyznam, że mam dość komfortową
              sytuację w pracy i świetnego przełożonego, dla którego rodzina jest wartościa
              nadrzędna.Jak potrzeba to mogę sie zwolnić, nikt nie robił mi problemów jak
              pracowałam na 3/4 etatu albo ze wychodzę godzinę wcześniej.I wcale nie czuję
              się przez to gorszym pracownikiem. Po prostu kiedy pracuję to daję z siebie
              wszystko.Ale rodzina jest dla mnie ważniejsza niż praca.
              Mój mąz umie wszystko zrobić przy dziecku i przecież mi bardzo pomaga.A gdyby
              moja mama mieszkała gdzieś blisko, to pewnie ze wolałabym żeby to ona, a nie
              opiekunka zajmowała sie dzieckiem. Ale rzeczywistość jest taka jaka jest.Z
              tesciami nie utrzymujemy zbyt ożywionych stosunków.Tak jakoś wyszło...Opiekunkę
              mamu świetną. Mam do niej pełne zaufanie.
              I też staram sie nie "trząść" nad dzieckiem . Wszystko w granicach rozsądku.
              Nie wydzwaniam z pracy do opiekunki, nie zamartwiam się na zapas.Po prostu
              stram się we wszystkim zachować umiar.
              Pewnie, ze czasem brakuje mi sił i czasu. Ale jak do tej pory daję sobie
              radę.Ale cały czas uczę się bycia matką. I wychodzi mi to raz lepiej raz
              gorzej. B.
    • agamamaani Re: wizyty u lakarza / czy zawsze to Wy chodzice 02.11.04, 12:30
      a u mnie to zawsze mężyk chodzi.. JA nie mam cierpliwości do tych naszych
      przychodni.. umawiają mnie - między 12 a 14 i jak tu trafić... A mój mąż
      przychodzi i czaruje tak pielęgniarkami w recepcji , ze umawiają go zawsze na
      konkretną godzinkę i przychodzi już i wchodzi bez czekania..
      Aga
    • rene.p Re: wizyty u lakarza / czy zawsze to Wy chodzice 02.11.04, 22:47
      Ja chodzę z reguły z teściową. Przydaje się zwłaszcza na szczepieniach,
      ponieważ te sprawy za bardzo wytrącają mnie z równowagi, a teściowa zawsze
      zachowuje zimną krew i jest w stanie np. szybko małą ubrać. No ale teściowa
      zajmuje się dwójką moich dzieci, stąd moje zaufanie do niej w tych sprawach.
      Chyba raz tylko zdarzyło się, że nie byłam z dzieckiem na wizycie lekarskiej,
      ale usprawiedliwieniem był fakt, że wypadła ona akurat w trakcie mojego pobytu
      w szpitalu po urodzeniu młodszej pociechy :)Ogólnie uważam to niejako za
      obowiązek matki, aby być w tych momentach ze swoim dzieckiem. Przecież często
      wizyta u lekarza jest dla dziecka stresem i w tym momencie powinna być z nim
      najbliższa mu osoba. Jeżeli jest możliwość, to umawiam się na wizyty
      popołudniowe, a gdy jednak trzeba iść rano, to po prostu zwalniam się i jak do
      tej pory nie miałam z tym problemów.
    • ewitak25 Re: wizyty u lakarza / czy zawsze to Wy chodzice 03.11.04, 10:59
      A ja mam wspaniałą nianię, córcia za nią przepada i to ona chodzi na
      szczepienia, była też u neurologa. Dopóki byłam na macierzyńskim, chodziłam
      sama ale teraz ani ja ani mąż nie mamy możliwości zwolnić się z pracy a oboje
      pracujemy daleko od domu więc chodzi niania. Gdybym chciała się zwolnić,
      zajęłoby mi to ponad 3 godziny (korki, odległość) a przychodnia jest otwarta
      maksymalnie do 16. Wszystko jest załatwione a ja po pracy mam czas zająć się
      małą a nie wystawać w przychodni. Nie mam z tego powodu żadnych wyrzutów, to
      jest najlepsze wyjście i nie ma sensu zadręczać się z tego powodu. Jestem
      przeciwna kreowaniu wizerunku matki, która zawsze i wszędzie, bez względu na
      okoliczności jest razem z dzieckiem, naprawdę, jeżeli inaczej się nie da, ktoś
      musi mamę zastąpić a jeżeli jest to osoba bliska, do której i rodzice i dziecko
      mają zaufanie to wszystko jest w porządku. I nie ma sensu narażać się, jeśli w
      pracy krzywo patrzą na wyjścia - lepiej miec pracę niż nie, no chyba, że ktoś
      nie musi pracować, czego wszystkim życzę. Pozdrawiam wszystki mamy,
      Ewa
    • evee1 Re: wizyty u lakarza / czy zawsze to Wy chodzice 04.11.04, 01:04
      Moj maz twierdzi, ze nie umie nazw tych roznych chorob :-)) i w efekcie tylko
      ja chodze. I prawde mowiac tak wole, bo wtedy o wszystko sie dokladnie dowiem.
      Moj maz jest pod tym wzgledem beznadziejny :-((.
      U mnie czas pracy jest nienormowany, bylebym wypracowala iles tam w tygodniu,
      wiec jak nie mam zadnych spotkan, to wlasciwie raz na jakis czas moge pozniej
      przyjsc, czy wczesniej wyjsc. Ale generalnie staram sie umawiac na wizyty po
      pracy, jezeli moge.
Pełna wersja