A mi na mysl, ze jutro do pracy, robi mi sie ble..

27.11.05, 14:41
Witajcie!
Wlasnie przeczytalam watek dziewczyny, ktora chce isc do pracy... A mnie na
sama mysl odrzuca...
Moje dziecko jest juz duze, ma 3,5 roku. od roku pracuje (dziecko urodzilam na
studiach) i juz nie moge... Dobija mnie to, ze dni tak szybko uciekaja, ze nie
mam wystarczajaco czasu dla meza, dla dziecka i siebie...
I w dodatku ta beznadziejna atmosfera w pracy... juz nie moge... ciagle jest
zle, za malo, nie wystarczajaco dobrze, nie wystarczajaco szybko, a ja juz
padam... Mam beznadziejna kolezanke w pokoju, to ona ciagle mnie krytykuje, a
najgorsze jest to, ze ma oficjqalne pozwolenie Dyrektorki na podrzucanie mi
swojej pracy... a ona to skwapliwie wykorzystuje...
Umowe mam do 31.12 i tak sie zastanawiam, czy ja przedluzac, czy moze poprosic
o zmiane dzielu, a moze drugie dziecko? Sama nie wiem... Dziecko drugie chce
miec i to jak najszybciej, ale ta kolezanka wykonczy mnie psychicznie. Wedlug
niej ciaza to zbrodnia wobec pracodawcy, matka - to porazka pracodawcy... ja
juz nie moge tego sluchac...
Dzieki za wysluchanie mnie :) Okazuje sie,, ze w pracy nie zawsze jest tak
rozowo, jakby sie wydawalo...

Pozdrawiam
Irka
    • wmk75 Re: A mi na mysl, ze jutro do pracy, robi mi sie 27.11.05, 21:21
      Rozumiem Cię doskonale...
      Ja ostatni czwartek i piątek miałam wolne z okazji urodzin mojego synka a poza
      tym w sobotę robiliśmy obiad dla rodzinki, więc chciałam mieć czas, żeby
      wszystko na spokojnie przygotować. W czwartek ściągnęli mnie telefonami do
      pracy. Nie miałam z kim zostawić dziecka więc zabrałam je ze sobą do biura.
      Tomek zachowywał się bardzo grzecznie, ale jak to dwulatek wszystkim się
      interesuje. Poszedł do kuchni i odkręcił kurek z gorącą wodą w dystrybutorze.
      Poparzył sobie rączkę i paluszki (na szczęście obyło się bez bąbli i schodzenia
      skóry). Mój manager nawet słowem nie powiedział idź kobieto już do domu, bo
      dziecko płacze tylko na moją informację, że idę do domu powiedział, że w takim
      razie chciałby żebym przyszła jutro.
      Następnego dnia zostawiłam dziecko z mężem a sama poszłam na pół dnia do pracy.
      W południe mieliśmy mieć bilans dwulatka. Nie skończyłam wszystkiego co mi
      zlecono, ale powiedziałam, że wychodzę, bo mam wizytę u lekarza. Na co znów mój
      manager "(który zostanie ojcem dopiero w maju) powiedział, że chciałby, żebym
      potem jeszcze przyszła do pracy i wszystkiego dopilnowała. Ja po wizycie u
      lekarza miałam w planach zakupy na sobotni obiad więc pędem od lekarza
      pojechaliśmy z mężem i Tomkiem do sklepu (nie zabieram z reguły dziecka na
      zakupy, bo wtedy trwają dwa razy dłużej). Wzieliśmy dwa wózki i podzieliliśmy
      się zakupami. Tomek najpierw grzecznie siedział w tym wózku-samochodzie, ale po
      jakimś czasie zaczęło mu się nudzić i zaczął z niego wyłazić. Szedł obok mnie
      (nawet nie biegł) i na prostej drodze przewrócił się i uderzył zębami w
      podłogę. Warga rozcięta, krew się leje, ja łapałam ją w ręce, ale dziecko w
      płaczu zaczęło się do mnie tulić. Na spódnicy miałam plamę z krwi i cały szalik
      we krwi. Warga spuchnięta jak balon, ale na szczęście zęby całe.
      Wróciłam do pracy (w między czasie dzwonili już do mnie dwa razy kiedy będę) i
      powiedziałam, że przez to, że musiałam w czasie urlopu przychodzić z dzieckiem
      do pracy najpierw się poparzyło a potem rozcięło wargę. Na co mój manager się
      spytał: A to on ma tak zawsze??? Odpowiedziałam mu, że sam się przekona jak
      jemu się urodzi dziecko...
      Ech, wygadałam się trochę, ale chciałabym, żeby wszystkie dziewczyny które chcą
      pracować wiedziały, że kij ma dwa końce. Ja gdybym mgła cofnąć czas poważnie
      bym się zastanowiła czy wracać do pracy po urlopie macierzyńskim.


      ---------------------
      Wioletta mama Tomka 2-latka
    • mamaemilii Re: A mi na mysl, ze jutro do pracy, robi mi sie 28.11.05, 08:56
      Irka, posłuchaj tego, co Ci mówi serce :) Jeśli odrzuca Cię na myśl o pójściu
      do pracy, to dla mnie jest to jasny sygnał, że musisz coś zmienić. Po co masz
      się męczyć i stresować? Masz przecież prawo być zadowoloną z pracy, a jeśli
      masz taką możliwość, to przynajmniej zmień dział, w którym pracujesz. A drugie
      dziecko nie powinno być rozwiązaniem Twoich problemów z koleżanką :) Z drugiej
      strony co Cię obchodzi, co mówi koleżanka na temat ciąży i rodzicielstwa. To
      jest Twoja decyzja i zrobisz tak, jak czujesz najlepiej. Gdyby świat opierał
      się na takich osobach, jak ta koleżanka, to jej nie byłoby na świecie ;)
      Może czegoś nie zrozumiałam z tego, co napisałaś, ale mimo wszystko radzę Ci
      działanie. Ty decydujesz o tym, jak wyglądać będzie najbliższy rok w Twojej
      pracy, masz teraz możliwość zmienić coś na lepsze - a ja życzę Ci, by się udało.
      • sylviek1 Re: A mi na mysl, ze jutro do pracy, robi mi sie 28.11.05, 09:52
        A wiecie co?? Ja swoja pracę uwielbiam, do tej pory chodziłam do niej z wielką
        przyjemnością. Do tej pory... Bo tydzień czasu jestem na L4 i to był wspaniały
        tydzień. Mam już dużą córeczkę, ale planujemy w przyszłym roku drugą dzidzię i
        coraz częściej zaczynam zastanawiać się czy macierzyńskiego nie przedłużyć na
        wychowawczy..:) Wszystko będzie zależało od pensji męża, bo jak narzaie to
        niestety moja jest dużo wyższa. Ale powiem Wam, że jutro idę do pracy i.... po
        raz pierwszy nie chce mi się, chcę zostać w domku!!!!!!
        CAłuski:)))
        • ineze Re: A mi na mysl, ze jutro do pracy, robi mi sie 28.11.05, 10:04
          Czytając ten wątek pomyślałam z jednej strony że mam dobrą pracę a z drugiej,
          że mimo wszystko jest coś czego Wam trochę zazdroszczę. Mam jeden dzień zajęć w
          tygodniu, czasami weekendy a w pozostałe dni pracuję w domu i sama muszę sobie
          narzucać dyscyplinę, żeby nie robić prania, sprzątania itd kiedy córeczka jest
          w złobku bo rozliczana jestem głównie z tej pracy w domu.Czasami chciałabym
          oddzielić prace od domu a pozatym jednak brakuje mi codziennego kontaktu z
          ludzmi. Ale to tak troche jest, że zawsze czegoś nam brakuje.
          • burka11 Re: A mi na mysl, ze jutro do pracy, robi mi sie 28.11.05, 10:18
            Mój synek 19 listopada skończył cztery miesiące, a 6 grudnia już muszę wracać do
            pracy. Może wydam się Wam nienormalna, ale cieszę się z tego. Może to dla tego
            że lubię moją pracę, mam wspaniałą szefową, która cieszy się że mam dziecko. Nie
            przeszkadzają jej L-4, przerwy na karmienie... Sama mi zaproponowała, że moję
            część pracy zabierać do domu, obok mojego biura, w małym pomieszczeniu socjalnym
            urządziła kącik do karmienia.
            Poza tym siedząc non stop w domu z dzieckiem można zwariować, wciąż tylko
            karmienie, pieluszki, spacerki i rozmowy z innymi mamusiami o tym ile waży icj
            dzidzia, co je, itp. Bardzo kocham mojego synka, ale nie wyobrażam sobie
            siedzenia w domu przez 2 lata wychowawczego. Potrzebuję aktywności, wyjść do
            ludzi, poplotkować. czasem potrzebuję odpocząć od dzidzi, aby później móc się
            cieszym nim na nowo. Żeby nie męczyło mnie jego marudzenie, gdy sam nie wie
            czego chce.
Pełna wersja