monia145
01.03.06, 11:28
Jesteśmy 6 lat po ślubie, ja pracuję od 3 lat w zawodzie, który tradycyjnie
kojarzy się z niewielkimi zrobkami, jestem pedagogiem. Kiedy utrzymywał nas
tylko mój mąż, mamy 6-letnie dziecko, bywało tak, że nie wystarczało nam
pieniędzy, mamy dwa kredyty i takie same wydatki jak większość z Was.
Decyzja, że pójdę do pracy była po części wymuszona trudną sytuacją
materialną, oprócz tego ja chciałam się dalej rozwijać, nie po to przecież
skończyłam dwa fakultety, żeby teraz dyplomy leżały zakurzone w szufladzie.
Decyzję tę podjeliśmy wspólnie. Moja pensja nie jest duża ale to ona pozwala
nam teraz normalnie żyć, bez szaleństw ale też bez długów. I co ja słyszę od
mojego kochanego ślubnego??? " Dlaczego ty nie zarabiasz więcej, to głodowa
stawka, to żadne pieniądze itd.". Próbuję z nim rozmawiać, docinam mu, że
przecież do dzięki mnie jakoś funkcjonujemy ale to na nic. I tak źle i tak
nie dobrze. Nie rozumiem dlaczego ma taki lekceważący stosunem do mojej
pracy, którą ja kocham, spełniam się w niej i nie chcę zmieniać. Może któraś
z Was miała podobny problem i mogłaby mi coś poradzić?