mamaemilii
20.07.07, 23:00
Czy w każdym miejscu pracy ktoś musi być ofiarą? Tym najgorszym, tym winnym
całego zła, jakie się dzieje w pracy?
Czy zawsze musi być osoba, którą się obgada od stóp do głów?
Pracuję od czterech miesięcy w nowym miejscu. Wydawało mi się całkiem normalne
przez pewien czas. Pomyślałam sobie, że widocznie w Irlandii jest nieco
inaczej, niż w chorych polskich firmach zarządzanych w chory często sposób.
Zauważyłam tylko, że ekipa ma dość swojego kierownika, ale wiadomo, wszędzie
niemal kierownik obrywa za niepowodzenia grupy...
Kierownik jednak się zmienił, przyszła do nas na jakiś czas super babka (moim
zdaniem), ze zdrowym podejściem do pracy, do klientów. Po miesiącu widzę, że
cała reszta ekipy jej nie trawi, kierowana szczególną niechęcią jednej
dziewczyny. Jad, który się wylewa z niej zaraził już chyba wszystkich, prócz mnie.
Może i powinnam się cieszyć, że nie padło na mnie ;) Ale szczerze mówiąc nie
wiem, co o tym myśleć... Czy tak jest wszędzie? Jak jest u Was? Też macie w
pracy taką "ofiarę", osobę, której się nie lubi, w której doszukuje się
wszelkich możliwych wad i niedociągnięć?