Dodaj do ulubionych

Wrócę do pracy i co dalej...

04.07.03, 11:27
Za miesiąc muszę wracać do pracy. Mój synek będzie miał wtedy pięć miesięcy i
nie za bardzo mogę sobie z tym poradzić. To moje pierwsze dziecko i związek
emocjonalny jest dla mnie tak silny, że ciężko mi go zostawić na godzinę.
Maluszkiem opiekować sie będzie mama mojej przyjaciółki i wiem, że nie
powinna się bać o jego bezpieczeństwo i pracę nad rozwojem, ale mam wrażenie,
że nikt nie będzie się nim opiekował tak dobrze jak ja. Boje się, że bardziej
przywiąże się do niani, która będzie z nim przez większość dnia. Jak można
pogodzić sie najszybciej z tą sytuacją, żeby nie zwariować, żeby normalnie
funkcjonować w pracy nie zadręczając się myślami o tym co dzieje się w domu i
nie tęsknić już w tej chwili za małym, kiedy myślę o powrocie do pracy.
Obserwuj wątek
    • archiwald4 Re: Wrócę do pracy i co dalej... 04.07.03, 14:04
      Mogę wczuć się w twoją sytuację, sama wróciłam do pracy tydzień temu, a w domu
      została córeczka, która kończy za parę dni pięć miesięcy. Opiekuje się nią
      tatuś, radzą sobie dobrze, ja też czuję się spokojnie. Jest to moje drugie
      dziecko, Myślę, że mogę Ci coś poradzić:
      1. Skoro tak Cię stresuje powrót do pracy, zastanów czy jest to w tej chwili
      niezbędne. Jeśli nie możesz tego przesunąć - trzeba się z tym faktem pogodzić,
      nie zadręczaj się tym czego nie możesz zmienić.
      2. Spróbuj jaknajkorzystniej dla siebie ustawić godziny pracy. Ja pracuję
      siedem godzin (takie prawo karmiącej), z dojazdami jest to osiem - to naprawdę
      nie jest cały dzień. Przecież taki maluch kilka godzin twojej nieobecności
      prześpi.
      3. Masz jeszcze miesiąc, zacznij dziecko i siebie przyzwyczajać do rozłąki:
      zostawiaj je z kimś i wychodź stopniowo na coraz dłuższy czas. Z moich
      doświadczeń wynika, że takie rozstania gorzej znoszą matki niż tak małe dzieci.
      Starsza córka ma ponad osiem lat, wróciłam do pracy gdy miała ok. dwóch lat,
      znosiła to bardzo źle, teraz pięciomiesięczna zupełnie to zaakceptowała.
      4. Dostosuj rytm doby dziecka do twojej nieobecności, spróbój tak organizować
      wasze życie jak byś już była w pracy. Niech w godzinach twojej przyszłej
      nieobecności karmi dziecko, wychodzi na spacer, bawi się ktoś inny, najlepiej
      przyszła opiekunka. Oczywiście wszystko stopniowo, miesiąc to naprawdę dużo
      czasu.
      5. Uwierz, że oprócz karmienia piersią, inne rzeczy koło dziecka potrafi dobrze
      zrobić zaufana opiekunka.
      6. Podstawowa rada: Nie zadręczaj się, to że wracasz do pracy, nie znaczy że
      jesteś złą matką, a dziecku stanie się krzywda.

      Uszy do góry!Bądź dobrej myśli.
      • mamalgosia Re: Wrócę do pracy i co dalej... 07.07.03, 11:18
        Jesteś bardzo dobra w pocieszaniu! Bardzo się cieszę, ze przeczytałam Twojego
        posta. A może byś tak jeszcze napisała, że gdy się pracuje, to tez jest czas na
        wyprasowanie wszystkiego, posprzątanie i jeszcze się znajdzie czas na wieczorny
        filmik od czasu do czasu....
        • archiwald4 Re: Wrócę do pracy i co dalej... 07.07.03, 12:35
          Oczywiście, że nie ma czasu na wszystko, doba nie jest z gumy, a i nasze siły i
          chęci nie są nieograniczone. Po powrocie do pracy "wypada" z czasu dotychczas
          przeznaczonego dla domu kilka ładnych godzin, także nasze siły musimy
          podzielić. Według mnie wszystko zależy jednak od właściwego ustawienia
          hierarchii wartości i dobrej organizacji czasu. Moje doświadczenia 10 lat
          małżeństwa i podwójne macierzyństwo nauczyły mnie kilku rzeczy:
          1. Ktoś powiedział, że są w życiu sytuacje, na które mamy wpływ i takie,
          których nie możemy zmienić, a największą sztuką jest odróżnienie jednych od
          drugich. Uważam, że jest to bardzo mądra maksyma, staram się na codzień ją
          stosować. Są sytuacje obiektywnie konieczne, m.in. powrót do pracy i to my
          musimy się do nich dostosować i nauczyć się z nimi żyć.
          2.Musimy sobie uświadomić, które z dotychczasowych codziennych spraw i zajęć są
          niezbędne, które mniej ważne,a które można sobie odpuścić. Dla tych pierwszych
          musimy mieć czas, dla drugich musimy mieć czas czasem, a o trzecich możemy
          zapomnieć. Niestety, może się okazać, że do drugiej i trzeciej grupy przejdą
          rzeczy, które dotąd lubiłyśmy,np. wieczorne wyjścia, bujne życie towarzyskie,
          spokojnie przespane noce itp., ale cóż - patrz pierwsze zdanie tej wypowiedzi.
          Bycie mamą to nie tylko przyjemność kochania maluszka, to także cała masa
          nowych obowiązków, które przewracają do góry nogami dotychczasowe życie
          wszystkich domowników -"kończy się dobre, zaczynają schody" i to też jest
          sytuacja konieczna, z którą trzeba się pogodzić.
          3.Część obowiązków może przejąć ktoś z domowników czy rodziny, np. mąż, mama
          itd.
          4. Naprawdę dużo zależy od organizacji czasu:
          -gotuję obiady w dużych ilościach - część potrawy zamrażam, mam gotowe na
          przyszłość;
          -przez cały tydzeń na kartce zapisuję, co trzeba kupić, na duże zakupy jeździmy
          raz w tygodniu, dzięki kartce załatwiam je szybciej i nie kupuję rzeczy
          zbędnych, codziennie kupuję w zasadzie tylko pieczywo i wędlinę;
          -jeśli to możliwe, staram się łączyć wykonywane czynności, np. prasuję podczas
          oglądania filmu, gdy jestem w kuchni biorę za soba dziecko w foteliku i mogę z
          nim "rozmawiać" podczas gotowania, zaległości w lekturze odrabiamgdy gdy maluch
          zaśnie na spacerze albo gdy leżę sobie w wannie itd.;
          -trzeba sobie ułatwiać codzienną "orkę": dawno już zrezygnowałam z prasowania
          ręczników, pościel mąż nosi do magla, chętnie gotuję dania "jednogarnkowe", a
          nie zupę i drugie itd.
          5.Ja sama i moi domownicy musieliśmy zaakceptować, że nasze życie się zmieniło,
          może jest mniej czysto, rzadziej widujemy znajomych, w tym roku nigdzie nie
          wyjedziemy na wakcje, mniej mamy czasu na własne rozrywki czy zwykły
          odpoczynek, brakuje nam czasem snu, ale cóż taka jest normalna cena za
          posiadanie dzieci. Nie jest ona chyba zbyt wysoka, MAMY DZIECI!, spytajcie co o
          tym sądzą pary, które nie mogą się doczekać potomstwa.
          To co napisałam wyżej może trąci mentorstwem, ale mnie się sprawdza.
          • archiwald4 Re: Wrócę do pracy i co dalej... 07.07.03, 13:24
            Acha! Zapomniałam jescze o czymś ważnym! Nie myślcie same i nie dajcie sobie
            wmówić przez innych, że opieka nad dzieckiem i prowadzenie domu to tylko wasza
            sprawa. NIE TE CZASY, tak mogło być kiedyś, gdy matki nie pracowały, teraz to
            problem wszystkich domowników. Po drugie: nie miejcie poczucia winy i nie
            pozwólcie, aby budzili je w was inni, jeśli coś idzie nie tak, z czymś nie
            nadążacie itd. Jeśli robicie wszytko na co was stać, jesteście w porządku
            względem siebie i swojej rodziny. Jak sie komuś nie podoba, niech sam się
            zajmie odrabianiem zaległości. Naprawdę większość obowiązków domowych potrafi
            wykonać każda zdrowa osoba w wieku od kilkunastu lat w górę, niezależnie od
            płci! Jeśli nie potrafi to przyuczyć, ale nie dać zrzucć wszystkiego na siebie.

            Duża buźka, walczcie w swoich domach o szacunek dla siebie i swojej cholernie
            upierdliwej codziennej harówy, o swoje prawo do błędu,odpoczynku a nawet
            lenistwa od czasu do czasu!
            • matimama Re: Wrócę do pracy i co dalej... 10.07.03, 10:40
              Dziękuję Ci za odpowiedź, jestem bardzo wdzięczna i spokojniejsza po jej
              przeczytaniu. Są osoby w moim środowisku, które zrezygnowały z pracy i zostały
              na urlopie wychowawczym, a teraz wywołują u mnie poczucie winy, że zostawiam
              tak malutkie dziecko i wracam do pracy. Zrobiły tak, bo ich pensja starczyłaby
              jedynie na zatrudnienie opiekunki i płacenie za żłobek lub przedszkole. W
              takich okolicznościach zrobiłabym podobnie. Inne dziewczyny mają z kolei
              pływających mężów i też mogą spokojnie pozostać z maluchami nie martwiąc się o
              finanse, kosztem rozstania.
              Ja mam dobrze płatną pracę, a niestety nie jestem w stanie stwierdzić jak
              sytuacja wyglądałaby, gdybym wykorzystała urlop wychowawczy - taka nasza polska
              ponura rzeczywistosć. Z resztą nie stać mnie na ten urlop. Być może dwa
              dodatkowo wolne m-ce niczego by nie zmieniły, jednak to moje pierwsze dziecko,
              ja jestem po trzydziestce, nigdy nie przepadałam za dziećmi i nie wiedziałam
              jak wszystko się zmieni. Nie potrafiłam się wczuć w sytuację. Teraz szaleję z
              miłości i mam żal do siebie, że nie byłam zbyt przewidująca. W tej chwili
              prośba o dodatkowe wolne z pewnością odbiłaby się niekorzystnie na mojej
              osobie.
              Jeśli chodzi o pogodzenie obowiązków nie będę z tym miała większych problemów
              (tak mi się teraz wydaje). Załatwiam je w podobnym do Twojego systemie.
              Problemem będzie karmienie synka, gdyż nie chce pić z butli. Będę wracać w
              trakcie pracy i próbować go karmić. Mam też trochę zamrożonego własnego mleka,
              nie robię jednak większych zapasów, bo nie wiem czy je wykorzysta. Mimo, że ma
              teraz 4 m-ce, jego lekarz zalecił wprowadzanie przecierków już teraz,
              zaczynając od małych porcji, żeby dokarmić go czymś, podczas mojej
              nieobecności. Mam nadzieję, że mu tym nie zaszkodzę. Podobno dzeciom karmionym
              piersią inne pokarmy wprowadza się dopiero w 6. m-cu. Jako doświadczona mama,
              może masz jakieś wskazówki na ten temat. Będę bardzo wdzięczna.
              Matimama
              • archiwald4 Re: Wrócę do pracy i co dalej... 14.07.03, 10:20
                matimama napisała:

                > Dziękuję Ci za odpowiedź, jestem bardzo wdzięczna i spokojniejsza po jej
                > przeczytaniu. Są osoby w moim środowisku, które zrezygnowały z pracy i
                zostały
                > na urlopie wychowawczym, a teraz wywołują u mnie poczucie winy, że zostawiam
                > tak malutkie dziecko i wracam do pracy. Zrobiły tak, bo ich pensja
                starczyłaby
                > jedynie na zatrudnienie opiekunki i płacenie za żłobek lub przedszkole. W
                > takich okolicznościach zrobiłabym podobnie. Inne dziewczyny mają z kolei
                > pływających mężów i też mogą spokojnie pozostać z maluchami nie martwiąc się
                o
                > finanse, kosztem rozstania.
                > Ja mam dobrze płatną pracę, a niestety nie jestem w stanie stwierdzić jak
                > sytuacja wyglądałaby, gdybym wykorzystała urlop wychowawczy - taka nasza
                polska
                >
                > ponura rzeczywistosć. Z resztą nie stać mnie na ten urlop. Być może dwa
                > dodatkowo wolne m-ce niczego by nie zmieniły, jednak to moje pierwsze
                dziecko,
                > ja jestem po trzydziestce, nigdy nie przepadałam za dziećmi i nie wiedziałam
                > jak wszystko się zmieni. Nie potrafiłam się wczuć w sytuację. Teraz szaleję z
                > miłości i mam żal do siebie, że nie byłam zbyt przewidująca. W tej chwili
                > prośba o dodatkowe wolne z pewnością odbiłaby się niekorzystnie na mojej
                > osobie.
                > Jeśli chodzi o pogodzenie obowiązków nie będę z tym miała większych problemów
                > (tak mi się teraz wydaje). Załatwiam je w podobnym do Twojego systemie.
                > Problemem będzie karmienie synka, gdyż nie chce pić z butli. Będę wracać w
                > trakcie pracy i próbować go karmić. Mam też trochę zamrożonego własnego
                mleka,
                > nie robię jednak większych zapasów, bo nie wiem czy je wykorzysta. Mimo, że
                ma
                > teraz 4 m-ce, jego lekarz zalecił wprowadzanie przecierków już teraz,
                > zaczynając od małych porcji, żeby dokarmić go czymś, podczas mojej
                > nieobecności. Mam nadzieję, że mu tym nie zaszkodzę. Podobno dzeciom
                karmionym
                > piersią inne pokarmy wprowadza się dopiero w 6. m-cu. Jako doświadczona mama,
                > może masz jakieś wskazówki na ten temat. Będę bardzo wdzięczna.
                > Matimama

                Faktycznie wiekszość lekarzy uważa, że inne pokarmy dopiero po 6 miesiącu, ale
                nie wszyscy. Obydwie moje córeczki prowadzi starsza pani doktor z ok. 40letnim
                doświadczeniem zawodowym i powiedziała mi,że spokojnie można zacząć wcześniej.
                Przeciery owocowe zaczęłam podawać pod koniec czwartego miesiąca, na początku
                piątego zupki, które sama gotuję, w piatym miesiącu też bezmleczne kaszki dla
                tego wieku. W moim przypadku oprócz powrotu do pracy było to uzasadnione tym,
                że mała trochę za mało przybierała na wadze. Zorganizowałam to w ten sposó, że
                najpierw podawałam niewielką ilość owoców w porze spodziewanego posiłku podczas
                mojej nieobecnośći (ok.godz. 10), z czasem coraz więcej,łącząc je z kaszką. W
                ten sposób wyeliminowałam jeden posiłek z piersi. Mimo, że byłam jeszcze w domu
                dawałam kaszkę łyżeczką, żeby się przyzwyczajała. Początkowo zbierał się
                pokarm, ściagałam tylko troszeczkę, żeby sobie "ulżyć" i po paru dniach w
                porze, gdy karmiłam czym innym nie było nadmiaru pokarmu. Po pewnym czasie
                zaczęłam tak samo z zupkami, które podawałam ok. 13, też łyżeczką. Moja mała
                nie ma pojęcia o piciu z butelki, w ten sposób nie chce nawet mojego pokarmu, a
                łyżeczką zjada 200 do 250 ml.Wszystko to trwało ok. miesiąc, ale córcia bez
                problemów zaakceptowała dwa posiłki "bezpiersiowe" podawane przed południem
                łyżeczką, jak wróciłam do pracy dla niej jeśli chodzi o jedzenie zmieniło się
                tylko to kto trzyma łyżeczkę (zamiast mamy tato). Jeśli zbierasz pokarm, może
                spróbuj przygotowywać na nim kaszki bez gotowania i wtedy zagęszczony podaj
                łyżeczką. Nie wiem (bo nie sprawdzałam) jak to jest z wracaniem na karmienie do
                domu w czasie pracy. Zgodnie z przepisami masz na to godzinę. Zastanawiam się,
                czy bez szkodliwego pośpiechu i nerwowości zdążysz przyjechać do domu, nakarmić
                dziecko i znowu wrócic do pracy? A po za tym czy nie będzie wam zbyt ciężko dwa
                razy dziennie przeżywać stres związany z rozstaniem? Ja pracuję zamiast ośmiu
                godzin siedem, karmię 20 min.przed wyjściem z domu, ok.7.30, potem mała dostaje
                kaszę ok.10.30,ok.13.30 zupkę i spokojnie wytrzymuje do 16 do mojego powrotu do
                domu. Od razu ją karmię, potem po 18, następny raz przed snem ok.21 i rano ok.
                5 i znowu o 7.30. Pozdrowionka!
                • matimama Re: Wrócę do pracy i co dalej... 22.07.03, 08:23
                  Dzięki za wskazówki. Mały zaczął jeść jabłko i nawet mu smakuje. Jesteśmy przy
                  trzech łyzeczkach. Dzis wporwadzam mu kaszkę.
                  Nie mam pojęcia jak sprawdzi się dokarmianie w czasie pracy. Jeśli będziemy
                  ciężko znosić dwa rozstania w ciągu dnia, zmienie to, o ile szef się zgodzi, na
                  szybsze powroty do domu.
                  Zostały jeszcze dwa tygodnie. Pod koniec tego tygodnia zacznie przychodzić
                  niania, żeby się do niej przyzwyczaił.
                  Jeśli masz jeszcze jakies sugestie i rady dot. mojej sytuacji, będę wdzięczna.
                  Pozdrowienia, Matimama
            • archiwald4 Re: Wrócę do pracy i co dalej... 08.07.03, 12:58
              mamalgosia napisała:

              > jak tak sobie czytam to, co napisałaś, to widzę, że stosuję się do tego nawet
              > teraz - przed powrotem do pracy. Eh, cóż będzie potem...

              Droga Mamalgosiu!
              Nie zamartwiaj się, miliony kobiet na świecie łączy pracę zawodową z
              prowadzaniem domu i jakoś sobie radzą.Tobie też się uda, jesteśmy przecież
              dzielnymi dziewczynkami! Szczęśliwe dzieciństwo naszych dzieci nie zależy od
              tego ile razy w tygodniu zetrzesz kurze czy co będzie na obiad.Potrzebna jest
              im spokojna mama, która nie będzie wiecznie gonić za tym czego jeszcze nie
              zrobiła.
              Pozdrawiam!
    • aniawroclaw1 Re: Wrócę do pracy i co dalej... 10.07.03, 14:39
      Wróciłam do pracy po urlopie macierzyńskim 23 czerwca. Czytając Twojego posta
      miałąm wrażenie, że czytam swoje myśli. Chyba wszystkie mamy w naszej sytuacji
      tak się czują. Moje oszołomienie macierzyństwem jeszcze się nie skończyło, być
      może będzie trwać już zawsze :-) Ale ja pisze bo chciałam Cię pocieszyć.
      Wprawdzie nie " wskoczyłam" jeszcze w rytm tego wszystkiego bo na trzeci dzień
      po urlopie niestety moja Mała zachorowała i jestem do końca tego tyg. na
      zwolnieniu, ale nie o tym teraz...Nie było to takie straszne, naprawdę. Moja
      małą dziewczynka była pod dobra opieką babci, również nie toleruje butli ale je
      już zupki i kaszkę na moim mleczku. Wracałam do domu z pracy, że o mało butów
      po drodze nie pogubiłam a moja córeczka powitała mnie prześlicznym uśmiechem,
      dzwoniłam z pracy do domu TYLKO sześć razy...na drugi dzień już tylko trzy
      razy. Myśle, że nie taki diabeł straszny jak go malują :-)
      Trzymaj się mocno i ciesz się chwilami spędzonymi ze swoim dzieciątkiem
      • matimama Re: Wrócę do pracy i co dalej... 11.07.03, 08:35
        Dziękuję Ci bardzo za odpowiedź. Moja rodzina też próbuje mnie pocieszać, ale
        to nie to samo, co słowa otuchy od mam, które to same przeszły. Teraz wiem, że
        dopóki nie ma się dziecka, w pewne sytuacje nie da się poprostu wczuć, tylko
        trzeba ich doświadczyć, żeby zrozumieć.
    • mamasita Re: Wrócę do pracy i co dalej... 28.07.03, 15:30
      To jest abrdoz ciezkie przycie glownie dla mamy bo dizecko szybko sie
      przyzwyczaja. Teraz po 3 miesiacach juz sie przyzwyczaiilam i nie cierpie.
      Dziecko nie przywiaze sie do niani bardziej niz do ciebie to udowodnione
      naukowo. relacja matka dziecko kompletnie nie zaleza od relacji dziecka z
      innymi. Toc zy wiez twoja z dzieckiem bedzie silna czy slaba to sprawa
      pomiedzy toba a dzieckiem. Okazuje sie ze nie wplywa na to ilosc casu tylko
      jakosc kontaktow. Zaskakujace ale to najnowsze badania. zobacz ksiazke
      Elito"co tam sie dzieje" w empiku do kupienia, przynajmniej konkretnie pomoga
      zrozumiec przez co przechodzimy.
      pozdrawiam i powodzenia
      • matimama Re: Wrócę do pracy i co dalej... 14.08.03, 19:06
        Dzięki za te kilka słów. Tego mi teraz potrzeba, bo widzę jak mały przez te dwa
        tygodnie, zdążył polubić nianię. Kiedy poszłam do pracy pierwszego dnia,
        myslałam, że serce mi pęknie, cały czas wydawało mi się, że będzie za mną
        płakał. Kiedy jednak wróciłam w południe na karmienie, okazało się, że jest
        zajęty swoimi zabawkami i zadowolony. Poczułam się nawet troszkę zazdrosna i
        smutna, że nie zatęsknił. Za każdym razem, kiedy wpadam do domu na karmienie on
        się do mnie uśmiecha całą swoją słodką buzią i wcale nie chce jeść. W ciągu
        dnia ustalił sobie, że lepsza jest kasza na moim mleku i deserki owocowe,
        tudzież zupka. Przerwę wykorzystuje na zabawy i baraszkowanie ze mną. Po
        powrocie z pracy bawimy się razem, tulimy i wygłupiamy. Na prace domowe zostaje
        późny wieczór. Nie jest tak źle jak myslałam, choć z całego serca wolałabym z
        nim być od rana do wieczora. Musze koniecznie przeczytać książke, którą
        polecasz. Pozdrawiam Matimama
        • mamasita Re: Wrócę do pracy i co dalej... 25.08.03, 14:02
          Ciesze sie ze wszystko sie ulozylo. Jescze moze cie czekac sitcom z nianiami.
          Mam jedna swietna ale co 2 miesiace bo wraca do siebie do sowjego dziecka i
          pracy i mze tak przyjezdzac na zmiane. Wakacje byla z nami cale i teraz zaczal
          mi sie festiwal nian na najblizsze dwa miesiace. Istny horro. W koncu pozbylam
          sie jedenj po tygodniu i zeszly sama bylam z malym w domu a teraz maz. Wciaz
          szukamy, ale to jest okropnie meczace.
          • matimama Re: Wrócę do pracy i co dalej... 20.09.03, 21:53
            Na szczęście mam super nianię. To mama mojej dobrej koleżanki. Jest na rencie i
            z checia zajeła się maluchem. Kiedy wracam do domu w południe na karmienie,
            mały jest radosny. Rano, kiedy przychodzi niania, śmieje się od ucha do ucha.
            Jestem bardzo szczęśliwa, że tak ją lubi, nawet troszkę zazdrosna.
            Zmiana niani raczej nam nie grozi. Obie strony sa zadowolone. Jak mały będzie
            biegał, moja mama planuje się nim zająć.
            Powidzenia w poszukiwaniu super niani. Dzięki za list.
            Matimama
    • agaszaga Re: Wrócę do pracy i co dalej... 27.02.04, 21:20
      Dopiero znalazłam ten wątek i po przeczytaniu Waszych odczuć, mogę tylko je
      wszystkie w pełni potwierdzić. Ja wróciłam do pracy 3 tygodnie temu i te
      wszystkie rozterki też przechodziłam. A co będzie jadł mój 6 miesięczny
      Skarbek, a jak o mnie zapomni, a jak będzie cały czas płakać itp.. Nie powiem,
      że do końca mi przeszło, ale jest już lepiej. Mała je zupki, kaszki na moim
      mleku, które ściągam w pracy, owocki itp. Ciocia, która z nią siedzi, mówi że
      nie płacze. Nawet zdziwiłam się i było mi smutno, bo w pierwszych dniach moje
      dzieciątko nie specjalnie reagowało na mój powrót, ale teraz się już przesłodko
      uśmiecha i mam nadzieję, że będzie tak dalej. Pozdrawiam Was wszystkie, życzę
      więcej optymizmu i pogody ducha (sobie też). Mam nadzieję, że będzie nam się
      udawało w pełni godzić pracę i rolę mam. Jeszcze raz pozdrawiam, Aga
      • ayelet Re: Wrócę do pracy i co dalej... 23.04.04, 07:56
        Ja wróciłam do pracy w styczniu jak mój syn miał 6 m-cy i muszę przyznać, że od
        początku byłam zadowolona z tej decyzji. Teraz bardziej efektywnie spedzamy
        razem czas. Ja tęsknię za nim więc po powrocie do domu staram się mu
        wynagrodzić czas, który nie jesteśmy razem. Jeśli jednak tak się stresujesz
        powrotem do pracy to może powinnaś jednak przemśleć kwestię zostania jeszcze z
        maluchem w domu? Takie robienie czegoś na siłę jest bardzo trudne, a jeżeli
        macie z czego żyć, poza twoją pensją, także bezsensowne.
        • ainer1 Re: Wrócę do pracy i co dalej... 23.04.04, 12:46
          hej!
          moj synek ma dopiero 6 tyg ale w 8,5 mca wracam do pracy. Slyszalam, ze 8 mcy
          to najgorszy moment na rozstanie wiec juz w 7 mym stopniowo postaram sie
          wydluzac pobyty bez mamy. Najbardziej by mi odpowiadal nie pelny etat ale w moim
          przypadku to niemozliwe. Pocieszam sie, ze jesli bede karmic to bede pracowac 7
          h! to juz cos.
          a na razie mam do pomocy meza 4h/dobe bo reszte jest w pracy (8 - 20 z dojazdami
          i zakupami) lub spi a babcie sa 300 km ode mnie i poza tym pracuja, wiec moge
          liczyc tylko na siebie. Mysle wiec, ze uklad z niania nie bedzie dla mnie koncem
          swiata.. Nie wiem tylko jak moje serce zniesie rozstanie, ale staram sie tym nie
          stresowac bo to zle wplywa na moja laktacje :)

          pozdrawiam i podziwiam mamy prcujace!
          Renia z Piotrusiem

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka