Gość: AnnaK.
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
07.09.08, 12:49
Witam, mam pytanie (poprzedzone historią moją).
Pracuję w szkole - przez poprzedni rok szkolny miałam umowę na
czas określony do 31.08 (to przez niepełny wymiar godzin, wcześniej
miałam umowę na czas nieokreślony, ale musiałam z niej zrezygnować
z przyczyn osobistych i miałam rok przerwy w pracy).
Właściwie to miałam i nie miałam, bo została ona błędnie sporządzona
i do dnia dzisiejszego nie otrzymałam wersji "poprawionej", a wadliwa
została zniszczone, ale nie w tym rzecz.
W rozmowie z dyrekcją (kiedy dostarczyłam zaświadczenie i informowałam
o swoim stanie) zapewniono mnie, że "nie ma problemu", ale ciąża okazała
się dosyć problematyczna i musiałam sporo czasu spędzić na L-4 (do końca
roku szkolnego, czyli 20.06).
I tu zasugerowano mi, abym na okres wakacji zwolnienia nie brała
(nadal miało być "wszystko w porządku" :)), a ja nie chcąc nikomu
robić problemów nie wzięłam zwolnienia.
No i zaczęły się schody. Nagle okazało się, że nie będzie dla mnie
miejsca, a podanie o nową umowę mogę sobie... przepraszam poniosło
mnie.
Zdenerwowałam się strasznie, ale cóż pracodawca ma do tego prawo,
więc zaznajomiona z przepisami 2 września zaniosłam do pracy L-4
wiedząc, że umowa zostaje mi z automatu przedłużona do dnia porodu.
I tu zaczęła się panika, bo przecież czeka na mnie świadectwo pracy
(p. dyrektor w wakacje co prawda zdawała sobie w rozmowie sprawę, że
do dnia porodu jestem jej pracownikiem, ale chyba nagle przestała),
księgowe zgłosiły w ZUSie, że nie pracuję już, zaniosły ponoć
dokumenty do Urzędu Skarbowego (tak mówiły, również zdenerwowane)
no i oczywiście wyszło na to, że to moja wina i że jestem ta zła i
niedobra (bo przecież mam za co żyć - mąż zarabia bardzo dobrze).
W piątek otrzymałam telefon, że mogę sobie przyjść podpisać umowę
do dnia porodu, jest gotowa.
I teraz pytanie:
Czy muszę? Bo wiem, że cała ta akcja to taka jedna wielka
"pokazówka". Nie było mnie przez L-4 więc nie mogę dawać dobrego
przykładu innym dziewczynom, którym jak się nie daj Boże dziecka
zachce, to na zwolnienie pójdą (uzasadnione, zaczęło się od szpitala).
Bo wychodzi na to, że szkoła dopuściła mnie do pracy, a umowy nie mam.
A teraz pytanie właściwe :)
Nie chcę się bawić w jakieś szczególne złośliwości, ale co się
stanie, jeśli odmówię podpisania takiej umowy (do dnia porodu
ponoć przedłużana jest automatycznie, więc po co ja)?
Znajoma, która jest księgową (niestety nie w szkole) twierdzi,
że mam prawo domagać się umowy na cały rok (byłam w planach na ten
rok szkolny przedstawianych na radach pedagogicznych).
Nie chodzi tutaj o pieniądze, bo to są naprawdę śmieszne kwoty, ale
również o zasadę... czy to zawsze ja muszę iść na rękę pracodawcy i
podpisywać, co i kiedy mnie poprosi (bardzo lubię swoją pracę i zawsze
bardzo się angażowałam we wszystko, dlatego boli mnie to wszystko teraz)?
jaka jest teraz moja sytuacja - niby pracuję od 01.09, ale umowy
jeszcze nie mam podpisanej (bo niestety telefon otrzymałam będąc
u lekarza i nie zdążyłam dojechać... z resztą otrzymałam do w piątek
w porze obiadowej, a kadry do 15 czynne)?
Mimo wszystko zamierzam nikomu robić złośliwości, ale chciałam się
umówić na rozmowę z dyrekcją, żeby wyjaśnić to i owo (pracę dzięki
Bogu mogę w każdej chwili mieć). Bo naprawdę boli mnie to, że teraz
przedstawia sie mnie innym jako osobę, która "TAKI NUMER WYCIĘŁA" i
chciałabym mieć jakieś argumenty na tą rozmowę.
Przepraszam za chaotyczną wypowiedź, ale emocje nade mną dziś panują.
Z góry dziękuje za rzeczowe odpowiedzi.