basha
20.07.04, 00:15
No właśnie, powiedzcie mi dlaczego dopiero w trakcie porodu okazuje się że ta
miednica przecież taka wąska. Mnie do dzisiaj szlag trafia jak sobie myślę o
moim porodzie, to znaczy wszytsko skończyło się dobrze i w sumie całe
szczęście że lekarz dumny jak paw zrobił mi tę łaskę i zadecydował o cesarce.
Czemu u nas do cholery lekarz zawsze jest najważniejszy na świecie. Sorry ale
dziś wogóle jestem w bojowym nastroju i jak sobie przypomnę te jego żarty
podczas cesarki, np. do drugiego lekarza "Uważaj nie przetnij oka", to pięść
mi się zaciska sama. A moja historia z cesarką zaczęła się już w ok. 33
tygodniu ciąży, kiedy to latałam od przychodni do przechodni poprzez różne
szpitale, żeby ktoś fachowo ocenił główkę dziecka i rozmiar mojej miednicy i
czy wogóle mam szansę (jestem dość nieduża). I oczywiście jeden nie miał czym
mierzyć, drugiemu się nie chciało, trzeci zmierzył i stwierdził że dam radę.
LUDZIE!!!!!! jak ja nie ufam lekarzom, część z nich to niestety...Więc
doczekałam odejścia wód i ze spokojem oczekiwałam pierwszych skurczy z
nadzieją że się uda. Rozwarcie postępowało w tempie ślimaczym ale zawsze do
przodu. Jednak kiedy było juz na 10 nie wiem czego chyba cm, mała wciąż nie
schodziła do kanału rodnego, nawet nie drgnęła. Boże czuwałeś nad nią że się
nie osunęła niżej, aż mam dreszcze jak pomyślę co mogło się stać kiedy na
cesarkę byłoby już za późno. Jednak Bóg czuwał i nad Majunią i nade mną
oświecając tepego lekarza, że rozmiar główki mojego dziecka przekracza
rozmiar mojej miednicy, prosty rachunek wydawać by się mogło. Nie wiem jak
podpisałam zgodę na cesarkę, bo zapomniałam dodać że poczęstowano mnie też
oksytocyną, a jakże, więc leżac na stole operacyjnym między jednym skurczem a
drugim nawet sprway sobie nie zdawałam, że mogą spieprzyć to znieczulenie,
kazali się nie ruszać, jakimś cudem się nie poruszyłam, dopiero parę dni
później dotarło do mnie jakie było zagrożenie. Podczas operacji zasnęłam,
widziałam Maję jak przez mgłę, nic nie pamiętam. Słyszałam tylko płacz
Majuni. Po operacji delirka, ciśnienia prawie nie miałam, czucia też nie,
chciałam tylko spać. Dopiero rano zatęskniłam za Mają, zdałam sobie sprawę że
właśnie przyszła na świat moja ukochana córeczka, pokazano mi ją dopiero jak
się wykłóciłam, ale od tamtej chwili już decydowałam o wszystkim, odzyskałam
siły i naprawdę zadziwiająco szybko doszłam do siebie, i pokarm miałam od
razu i wogóle była szczęśliwa.
I tylko o jedno mam żal, dlaczego nie zadecydowano o cesarce wcześniej, tylko
skazano mnie na tyle niepotrzebnego bólu? Po co lekarze mają USG, mierzą
dzieciaczka z każdej strony, no co to się zdaje.
Bardzo ale to bardzo chciałabym mieć drugą cesarkę, bo samą operację zniosłam
doskonale, zresztą większą grozę budzi u mnie myśl o ewentualnym utknięciu
zdiecka w kanale rodnym, niż myśl o znieczuleniu.
Tylko zatsanawiam się czy mam teraz prawo do cesarki na życzenie. Ktoś kiedyś
powiedział mi że tak bo jest ryzyko pęknięcia blizny. Czy to prawda?
pozdrawiam wszystkie cesarzowe
basia