alinaw1
14.06.05, 20:35
Przed pierwszym porodem byłam zwolenniczką natury. W ogóle nie dopuszczałam
nawet myśli o jakichkolwiek medykamentach, nie mówiąc już o interwencji.
Byłam zdrowa, silna, dobrze przygotowana, pełna optymizmu. I co? Ano
traumatyczne przeżycie. 26 godzin rodziłam płacząc, wrzeszcząc, błagając o
śmierć i mdlejąc. Mimo bardzo silnych skurczów poród nie postępował,
rozwarcie było ciągle na 2 cm. Podano mi oksytocynę, a dopiero 20 godzin
później znieczulenie zewnątrzoponowe, które zresztą na niewiele się zdało.
Dziecko ze mnie wyciągnięto. Żadnych wzniosłych uczuć i radości. Nic. Wielki
płacz z powodu ULGI. Mąż nie przecierał mi czoła i nie trzymał romantycznie
za rękę - jak to opisują szczęśliwe mamy ale służył za siłę pociągową, która
pomagała wycisnąć dzidzię. Może wtedy, gdyby zdecydowano się na cc-
uniknęłabym tylu cierpień? Trudno teraz gdybać. Wkrótce rodzę drugi raz.
Absolutnie nie zamówiłam sobie oddzielnego pokoju (jak wtedy) ani położnej.
Teraz lekarz, gdy usłyszał moje wspomnienia- zdecydował, że będą mnie ciąć.
Nie mam wady serca,wady wzroku, a mała ułożona prawidłowo. Nie można jednak
doprowadzić do powtórki sytuacji. Dostarczam szpitalowi odpowiednie dokumenty
(m.in potwierdzenie o rocznej rehabilitacji synka, poświadczenie u psychologa
o traumie porodowej i wyciąg z karty od seksuologa- byłam u niego 18 miesięcy
po porodzie. Wtedy jeszcze nie zdecydowałam się na ponowne współżycie- ten
okropny poród wdarł się w każdą dziedzinę mojego życia!). jestem wdzięczna
temu lekarzowi! Boję się dwóch rzeczy: grzebania z cewką moczową (ja nie daję
się nawet zbadać ginekologowi!), no i bólu po. 12 lat temu miałam operację.
Kobiety wychodziły po 3 dniach do domu, a ja cierpiałam dwa tygodnie w
szpitalu. Do dziś bolą mnie zrosty. Dlaczego NIE MA TRZECIEGO SPOSOBU
RODZENIA?