Rodzeństwo rozszczepka.

18.05.05, 09:43
Witajcie. Ciekawa jestem, czy wasze rozszczepki mają młodsze
rodzeństwo. Jeśli tak, to czy trudno było wam podjąć decyzję
o urodzeniu kolejnego dziecka? Czy nie bałyście się, że też
urodzi się z rozszczepem? Piszę o tym dlatego, że sama zmagałam
się z takimi wątpliwościami. Agnieszka jest moim drugim dzieckiem.
Po jej urodzeniu myślałam, że na więcej dzieci się nie zdecyduję.
Nie do końca przecież wiadomo, skąd bierze się ta wada, a ryzyka
jej powtórzenia nie można wykluczyć. Po kilku latach zaczęłam
jednak myśleć o kolejnym dziecku. To było silniejsze ode mnie.
Bardzo się bałam, że urodzi się drugi rozszczepek, a z drugiej
strony byłam na to przygotowana, no i dużo już o tej wadzie
wiedziałam. I udało się. Urodziłam zdrową córeczkę.
Napiszcie, proszę, czy także macie lub miałyście podobne
watpliwości? Jak sobie radzicie?
Pozdrawiam.
    • martinimartini Re: Rodzeństwo rozszczepka. 18.05.05, 10:40
      rozszczepek to moje drugie dziecko, ale gdyby to trafiło się pierwszemu to ten
      rozszczep nie byłby barierą dla drugiego malucha. jest mnóstwo chorób, których
      bałabym się bardziej (i których bałam się podczas każdej ciąży)
      • ankalenka Re: Rodzeństwo rozszczepka. 18.05.05, 11:43
        Ja mam pierwsze "zdrowe" (ciągle choruje) i drugie z rozszczepem. Trzecie chce
        w przyszłym roku. Dużo bardziej niż rozszczepu boję się różnych zespołów..
    • kaskazuza Re: Rodzeństwo rozszczepka. 18.05.05, 13:44
      To ja się w takim razie przyznam, że jak dobrze pójdzie to jeszcze w tym roku Zu
      doczeka się rodzeństwa. Ostatnio w ogóle o potencjalnym rozszczepie nie myślę.
      Martwię się wszelkimi innymi komplikacjami jakie się mogą przydarzyć, a
      rozszczep jest gdzieś na samym końcu tej listy... W każdym razie rozszczep Zu w
      żaden sposób nie zmienił naszych "planów reprodukcyjnych".
      • ania970 Re: Rodzeństwo rozszczepka. 18.05.05, 14:41
        Macie rację, że rozszczep to głupstwo w porównaniu z
        poważniejszymi komplikacjami. Cieszę się, że tak myślicie
        i dziękuję za odzew.
        Ja przyznam się, że bałam się rozszczepu bardziej z punktu
        widzenia dziecka, które musiałoby mieć operacje jak
        jego siostra, a te przyjemne nie są. Poza tym dochodzą
        kłopoty ze zgryzem, mową itp. My rodzice wspieramy dziecko
        ile się da, ale to ono przez to przechodzi. Piszę o tym
        jako mama 8,5-latki, która jest wspaniałym dzieckiem, ale
        miewa czasem kryzysy związane ze swoją innością.
        Kaskazuza- gratulacje!
    • iwonkawa Re: Rodzeństwo rozszczepka. 20.05.05, 21:46
      Witajcie
      U mnie rozszczepek był jako pierwszy.Wyczekany, wychuchany i... z rozszczepem.
      Hania (moje drugie szczęście) sama się "zaplanowała". Od urodzenia Kuby
      zarzekałam się że drugiego dziecka mieć nie będę więc cieszę się że to los za
      mnie zdecydował.
      Co do wady to bałam się nie tylko rozszczepu ale i porażenia mózgowego i innych
      wad wrodzonych(mój mąż ma siostrę z dziecięcym porażeniem mózgowym oraz kuzyna
      ze strony ojca z tym samym schorzeniem).W ciąży z drugim dzieckiem nie czułam
      się zbyt dobrze.Lekarze straszyli mnie wcześniejszym porodem ze względu na
      skurcze które miałam już od końca piątego miesiąca).Na szczęście wszystko
      skończyło się dobrze.Mam zdrową i śliczną córeczkę i wspaniełego synka.
      I jestem najszczęśliwszą mamą na świecie!!!
      Pozdrawiam wszystkich
      Iwona
      • ania970 Re: Rodzeństwo rozszczepka. 20.05.05, 21:55
        Właśnie dzisiaj rozmawiałam z panią, której wnuczka ma
        rozszczep. To ich pierwsze dziecko. Powiedziała, że chcieliby
        następne, ale boją się. U obojga rodziców w rodzinach były
        przypadki rozszczepów u dalszych krewnych.
        • asia.mama.marcelego Re: Rodzeństwo rozszczepka. 20.05.05, 22:45
          Ekhm...
          to ja jestem najszczęśliwszą mamą :)
          Iwona zmartwiłaś mnie tym samozaplanowaniem się Hani - ja również nie chcę mieć
          więcej dzieci, bo Marcel to skuteczne lekarstwo.

          P.S. Porażenie nie jest wynikiem komplikacji w ciąży a jedynie błędem podczas
          porodu! Zbyt przeciągający się poród (czyli błąd lekarski) są za to
          odpowiedzialne.
          Pozdrawiam
          • iwonkawa Re: Rodzeństwo rozszczepka. 21.05.05, 10:15
            Witaj Asiu,
            Nie wiem dlaczego Ciebie zmartwiłam tym samozaplanowaniem się Hani. Ja bardzo
            się uceszyłam z tego faktu (mimo całego mojego strachu).A tak w ogóle każda
            mama która ma dwoje (albo więcej) dzieci napewno zgodzi się ze mną, że przy
            drugiej (i każdej następnej) ciąży nie masz czasu na takie dogłębne
            analizowanie tego co się z tobą dzieje (chodzi mi i o rosnący brzuszek i
            o "przemyślenia").Masz na świecie dziecko którym trzeba się zająć, pracę,męża,
            dom na głowie.Gdy jest się pierwszy raz w ciąży to jest czas na
            czytanie "mądrych" książek i gazet,przy każdej następnej już jest inaczej.
            Nie popadam w skrajność!U mnie tak właśnie było.W ciąży z Kubą dużo
            czytałam,dużo odpoczywałam (czytaj:leniuchowałam),z Hanią już tak nie było bo
            Kubuś chciał układać puzle,czytać książki,bawić się samochodami a trzeba było
            wyprać,wyprasować,ugotować, posprzątać, wyjść na spacer,itp. Nie było źle tylko
            inaczej.
            Co do porażenia to masz trochę racji ale jak sama masz dziecko z wadą i do tego
            w rodzinie są dwa przypadki wady (takiej samej) to zaczynasz myśleć czy aby nie
            ma jakiegoś obciążenia genetycznego.A do tego jeszcze Zespół Downa i inne
            wady...
            Ja sama się nakręcałam i chyba dlatego niezbyt dobrze się czułam.
            Wszystko jednak jest dobrze i każdej mamie (i tacie też) życzę takich
            wspaniałych dzieci jak moje! (wiem że mówię jak każda mama!!!)
            Pozdrawiam
            Iwona
            • ankalenka Re: Rodzeństwo rozszczepka. 21.05.05, 21:22
              Co do tego porażenia mózgowego, to chyba gdzieś czytałam (albo oglądałam jakiś
              program) o podobnym przypadku - w rodzinie zdażyło się ileś tam porażeń. trudno
              to nazwać zbiegiem okoliczności - i wiecie co się okazało? Że były
              predyspozycje kobiet w tej rodzinie do cukrzycy ciążowej, która wogóle nie była
              wykrywana, bo babki nie chodziły do lekarza w ciąży, i taka nie leczona
              cukrzyca prowadziła do nadmiernego wzrostu dziecka co powodowało kłopoty przy
              porodzie i jako następstwo - porażenie mózgowe.. no bo jak normalnie i szybko
              urodzić dziecko 4,5 - 5 kg?!! Już wiem - to było w jakimś strasznie starym
              odcinku "na dobre i na złe"
              A co do strachu przed kolejną ciążą,to jeśli ktoś nie żyje w skrajnym ubóstwie,
              to bez przesady! To co teraz wydaje się nie do pomyślenia, z czasem okazuje się
              być żadnym problemem, ani czasowo, ani uczuciowo ani organizacyjnie... może za
              10 lat Asiu, tak to zobaczysz..
Pełna wersja