januszx
05.03.04, 11:59
Był to piękny, zimowy dzień, początek marca 2004 roku, zbliżało się południe,
pociąg relacji Warszawa - Rawa Ruska zatrzymał się na stacji w Suścu i ledwie
zdarzyłem opuścić wagon - odjechał, chwile później mknąłem w kierunku poczty
gdyż w jej pobliżu znajdowało się gospodarstwo agroturystyczne, w którym
miałem zamiar spędzić najbliższa noc, na miejscu w pensjonacie miła Pani
zaprosiła mnie do ładnego, przytulnego pokoju , wypiwszy gorącą herbatę z
cytryną i nie zwlekając dłużej wyruszyłem na szlak, wybrałem żółty - w
kierunku rezerwatu nad Tanwią .
Początkowo prowadził mnie ślad , który pozostawił duży ciągnik, wywożący
zapewne drzewo z lasu, jechałem spokojnie, równym tempem , podziwiając
zimowy, leśny krajobraz, gdy nagle przede mną wyrósł ...Jeleń! , traktor
nic sobie z tego nie zrobił i przejechał po nim ! a ja musiałem ...kluczyć ,
po krótkim czasie udało się pokonać tą przeszkodę i pobiec dalej w zasypany
śniegiem bór.
Niestety nigdzie nie było widać znaków informujących o szlaku

a droga , którą wytyczył ciągnik niebezpiecznie zmierzała w głąb lasu! .
Nie miałem ochoty wracać ani też ryzykować uzyskanie wiadomości - dokąd
jechał pojazd przede mną? ,więc postanowiłem pokierować się mapą i
intuicją

, przedzierałem się wśród zasypanych śniegiem, młodych świerków
i sosen, drogę utrudniały także krzewy wystające z zasp, a żadne ślady nie
wskazywały ,że gdzieś tu powinien znajdować szlak.
Po kilkudziesięciu minutach -zmęczony lecz szczęśliwy - wydostałem się na
asfaltową drogę! , na wyczucie skręciłem w prawo, by po jakimś czasie
zauważyć znak informujący, że oto jestem na drodze do Cieszanowa.Nie długo
potem zza zakrętu wyłonił się „Rezerwat nad Tanwią” i zaraz po zejściu na
szlak dało się zauważyć ślady ludzkich stóp ,
nie trudno było odkryć

,że przechodzili tamtędy - przynajmniej
poprzedniego dnia - ludzie , którzy również zapragneli zobaczyć to urocze
miejsce.
Bez zastanowienia ruszyłem w stronę Kościółka . Po jakimś czasie ślady znikły
ale cel pozostał ten sam – Zamczysko!.
Niestety nie pozostały żadne ślady po grodzisku ani po cerkwi
greckokatolickiej jednakże po dłuższej przejażdżce, kilku wspinaczkach i
zjazdach dotarłem na miejsce !, niestety nie było mi dane się spotkać ni
Gołdapa ni Jego córki Tanewy

, i poznać ich tajemnicy...
Po chwili wracałem do Suścca , żółtym , nieuczęszczanym szlakiem , do
pokonania pozostało jedynie kilka kilometrów drogi biegnącej wśród pięknej,
białej puszczy, od czasu do czasu powiał wiatr , który strząsał z drzew
płatki śniegu , cała ta wyprawa była niesamowitym przeżyciem!
Tymczasem zmierzchało, dwa razy trasę przecinała rzeczka lecz na szczęscie
były tam waskie kładki , dzięki którym przeprawa stała się możliwa , ale w
końcu przyszedł czas kapitulacji! , nagle wyłoniło sie strome wzniesienie ,
jedynie z nartami w ręku udało się je pokonać , na górze znowu mogłem użyć
zimowego środka lokomocji i ...szczęśliwie dotrzeć do celu wędrówki.!
Na następny dzień zapowiadano obfite opady śniegu, które nie mogły jednak
wpłynąć na zmianę planów...
Pozdrawiam
J