Dodaj do ulubionych

O jagodach, Tanwi i dewiacji seksualnej

09.03.04, 23:38
Zanim przejde do rzeczy - dzieki za mile przyjecie na forum. Wydawalo mi
sie, ze zagadka o swatach bedzie trudniejsza - a tu - 100% prawidlowych
odpowiedzi!
Rzeka Tanew i jagody - to transakcja wiazana wymyslona przez moich rodzicow.
W skrocie - pol dnia mizerii, drugie pol radosci. Otoz aby popluskac sie w
Tanwi my, dzieci, MUSIELISMY zbierac jagody, a Tanew byla nagroda za pelny
koszyk. Ja i brat nawet nie mielismy ust pobrudzonych w lesie jagodami,
szkoda nam bylo czasu, tak spieszylismy do wody! Zbieranie odbywalo sie w
Puszczy Solskiej, a boska kapiel odbywala sie w dosc ustronnym miejscu
niedaleko Harasiuk, z dala od bardziej popularnego "osrodka".

Idylla trwala do czasu spotkania ze ZBOCZENCEM. Budujemy sobie z bratem
spokojnie cos z piaseczku i nagle mama wola do taty: "zboczeniec w
krzakach!". Tata sie porwal przegonic, my z bratem za nim, bo nigdy nie
widzielismy prawdziwego zboczenca, mama za nami. Zboczeniec najpierw stal jak
wryty, potem puscil sie do ucieczki, a ja wiedzialam odtad, ze zboczeniec to
ktos kto biega z golym tylkiem, bo tyle tylko zdazylam zobaczyc.
Od tego czasu mama ciagnela w bardziej zaludnione miejsca nad Tanwia, a
szkoda ...
Obserwuj wątek
    • lalka_01 Re: O jagodach, Tanwi i dewiacji seksualnej 10.03.04, 09:14
      Mowisz o Lazorach i miejscu przy drewnianym moscie? Pieknie tam.
      Nie wiem czy wiesz, ale osrodek w Harasiukach to teraz calkiem ekskluzywne
      miejsce - pokoje i domki o wysokim standardzie, korty tenisowe, konie itp.
      Jedynym problemem byly kiedys potworne ilosci komarow - nie wiem, czy sobie z
      tym poradzono.
      Ten osrodek to kolejne godne polecenia miejsce - choc od samego Roztocza troche
      juz oddalone.
      • blotniarka.stawowa Re: O jagodach, Tanwi i dewiacji seksualnej 10.03.04, 19:16
        lalka_01 napisała:
        > Mowisz o Lazorach i miejscu przy drewnianym moscie? Pieknie tam.

        Alez tak, Lalko-01, wlasnie blisko Lazor to bylo i dawno juz temu.
        Milo uslyszec, ze osrodek w Harasiukach ma teraz klase - zawsze ciesza mnie
        zmiany na lepsze w moich rodzinnych stronach.
        Z moich dziecinnych lat zostalo mi jednak umilowanie prowizorki, wiec do dzis
        poszukuje raczej ustronnych miejsc na odpoczynek - i na urlopy ciagne zwykle
        nad dzikie wody i lasy.
    • swiatlo Jerzyny też 10.03.04, 18:13
      Za moich czasów, na leśnych polanach pomiędzy Hamernią a Sopotem koło Nowin,
      rosły całe wręcz dżungle krzaków jerzynowych. Wielkich, słodkich i soczystych.
      Można tam było wyjechać na cały sierpień i praktycznie jeść tylko i wyłącznie
      jerzyny.

      --
      Żadne żywe stworzenie nie zostało skrzywdzone podczas pisania tego tekstu.
      • blotniarka.stawowa Re: Jerzyny też 10.03.04, 19:21
        swiatlo napisał:
        .. dżungle krzaków jerzynowych. Wielkich, słodkich i soczystych.

        pamietam te jezyny na Roztoczu - ale aby zaznac tych uciech jezynowych trzeba
        bylo wkladac flanelowa koszule z dlugimi rekawami, bo byloby sie podrapanym, az
        strach! No coz, nie ma jezyn bez kolcow!
        • stiah Re: Jerzyny też 10.03.04, 20:47
          Zierało te jeżyny całymi wiadrami na sok na zimę. I wszystko było w porządku do
          czasu, aż opuściłem Roztocze i okazało się, że to nie żadne jeżyny były, tylko
          ostrężyny. A jagody to borówki! Do dziś toczę spór w tych sprawach, bo przecież
          każdy wie, że borówki to były takie małe, czerwone gronka, bardzo smaczne i
          lekko gorzkawe...
    • benia30 A trześnie??? 10.03.04, 21:27
      Mam pewien dylemat natury... owocowej. Czy istniało coś takiego jak trześnie???
      Jako dzieci chadzaliśmy na trześnie chyba, gramoliliśmy się na bardzo wysokie
      drzewo i jedliśmy sobie takie świeże, słodziutkie owoce. Moi znajomi ślązacy
      nie znają jednak takiego określenia, dlatego jestem cały czas poprawiana, że
      chodzi o czereśnie. Czereśnie były jaśniejsze, większe i mniej słodkie, zresztą
      sama już nie wiem...
      --
      Nawet jeśli niebo zmęczyło sie błękitem, nigdy nie gaś światła nadziei...
      • swiatlo Re: A trześnie??? 10.03.04, 23:40
        benia30 napisała:

        > Mam pewien dylemat natury... owocowej. Czy istniało coś takiego jak
        trześnie???
        >
        > Jako dzieci chadzaliśmy na trześnie chyba, gramoliliśmy się na bardzo wysokie
        > drzewo i jedliśmy sobie takie świeże, słodziutkie owoce. Moi znajomi ślązacy
        > nie znają jednak takiego określenia, dlatego jestem cały czas poprawiana, że
        > chodzi o czereśnie. Czereśnie były jaśniejsze, większe i mniej słodkie,
        > zresztą sama już nie wiem...

        Moja babcia mówiła trześnie na czereśnie. To znaczy po raz pierwszy teraz widzę
        pisownię "trześnie", bo jak babcia mówiła to brzmiało to "cześnie". Śmiałem się
        wtedy z babci że słowa przekręca. Zwłaszcza jak krzyczała:
        - "Nie jidz cześni, nawóz słychać!".

        --
        Żadne żywe stworzenie nie zostało skrzywdzone podczas pisania tego tekstu.
        • lalka_01 Re: A trześnie??? 11.03.04, 09:36
          do dzisiaj trzesnie mowia "u nas" na dzikie czeresnie, malutkie i pyszne. Na
          normalne mowia "czeresnie". Dzieciaki jadaly tez owoce morwy i jakos inaczej je
          nazywaly, ale nie pamietam jak.
          A wiecie co to sa lochynie (l z kreseczka smile)?
          • stiah Re: A trześnie??? 11.03.04, 09:59
            Łochynie to takie wielkie czarne jagody rosnące na podmokłościach. Krzaki były
            po kolana. Podobno są jeszcze jakieś zbliżone wyglądem i te są już trujące.
            Dlatego nie zbieraliśmy - tylko starsze kobiety się na tym wyznawały.
            • lalka_01 Re: A trześnie??? 11.03.04, 10:03
              Nie wiem czy dobrze kojarze, ale te trujace byly podobne do jagod jalowca? Co
              do lochyn to moj ojciec twierdzil, ze zawieraja jakis zwiazek halucynogenny
              (???), wiec wolno bylo zjesc tylko kilka. Bardzo smaczne.
          • czuk1 Lalko.... 06.07.04, 17:53
            lalka_01 napisała:

            > do dzisiaj trzesnie mowia "u nas" na dzikie czeresnie, malutkie i pyszne. Na
            > normalne mowia "czeresnie". Dzieciaki jadaly tez owoce morwy i jakos inaczej
            je
            >
            > nazywaly, ale nie pamietam jak.
            > A wiecie co to sa lochynie (l z kreseczka smile)?



            ... gdzie Ty się podziałaś. Mariusz
      • ralston Re: A trześnie??? 02.04.04, 18:30
        Trześnia jest to dzika odmiana czereśni. Owoce ma rzeczywiście bardzo słodkie,
        od zwykłych czereśni ciemniejsze, trochę też mniejsze. Warte w każdym razie
        ryzyka wspinania się po (uwaga!) bardzo kruchych i łamliwych konarach. Sporo
        ich widziałem rosnących po lasach na Pogórzu Przemyskim.
        --
        Tea Time
        Zapraszam smile
            • users1 Re: A trześnie??? 02.04.04, 22:08
              Witaj Ralston, miło widzieć Cię na (w)Roztoczu.
              Nie podzielam, Twego zadania że najlepszea nalewka to z pigwy, owszem nie zła
              ale......
              Robię wiele nalewek, przktycznie każdy owoc jest dobry, jednak nie ma sobie
              równych nalewka z ŻURAWINY lub z Tarniny.
              Pozdrawiam
              W.2
              • ralston Re: A trześnie??? 03.04.04, 23:12
                users1 napisał:

                > Witaj Ralston, miło widzieć Cię na (w)Roztoczu.
                > Nie podzielam, Twego zadania że najlepszea nalewka to z pigwy, owszem nie zła
                > ale......
                > Robię wiele nalewek, przktycznie każdy owoc jest dobry, jednak nie ma sobie
                > równych nalewka z ŻURAWINY lub z Tarniny.
                > Pozdrawiam
                > W.2


                A przepis podrzucisz? To spróbuję wyprodukować i porównam. Pigwówka już mi się
                kończy... smile
                • benia30 nalewki... 03.04.04, 23:59
                  Oznajmiam, że z owocu tarniny (pot. z tarki) wychodzi bardzo dobre wino o
                  cierpkawym smaku - pyszne jest, przepisem nie dysponuję, niestety...
                  Pozdrawiam
                  Benia
                  --
                  Nawet jeśli niebo zmęczyło sie błękitem, nie gaś nigdy światła nadziei...
                • users1 Re: A trześnie??? 04.04.04, 16:22
                  Witam
                  Oczywiście, że podam ten przepis na żurawinówkę.
                  Najlepiej nazbierać owoców w lasach biłgorajskich, a jeśli to jest z jakiegoś
                  powodu nie wykonalne, wówczas na jakim zielonym ryneczku lub w sklepie tzw.
                  zieleniaku kupujemy 6 szklanek żurawin. Zdobycz tą następnie należy zmiksować,
                  a otrzymaną miazgę zalać 1l czystej wódki 40%, zakryć lub zakręcić szczelnie i
                  odstawić na dwa tygodnie. Następnie odcedzić przez gazę (może być nieużywana
                  wink)) pielucha tetrowa) i dokładnie wycisnąć (miazgą dać gęsiom - wtedy choć
                  nie humanitarna, ale jest niezła zabawa). Czynność odcedzenia powtórzyć 2-3
                  krotnie w celu uzyskania odpowiedniej klarowności. Otrzymany płyn połączyć z 4
                  do 5 szklanek cukru (w zależności jak kto lubi słodycz) lekko podgrzać do
                  całkowitego rozpuszczenia cukru (uwaga nie podgrzewać mocno bo procenty ulecą),
                  można dodać szczyptę cukru waniliowego lub kawałeczek laski wanilii. Następnie
                  zmieszać otrzymany napój z 1/2l spirytusu - odstawić na dwie trzy doby. Ale
                  czym dłużej stoi tym lepiej - smacznego - mam nadzieję że nalewka będzie
                  wyśmienita.
                  Dodam że według tej samej receptury można sporządzać nalewki z innych owoców.
                  W zależności od rodzaju owoców zmniejszam ilość cukru (nawet do dwóch szklanek)
                  zależy to od tego czy owoce są słodkie czy kwaśne.
                  Pozdrawiam
                  W.2
                  • stiah Re: A trześnie??? 04.04.04, 21:40
                    o kurczę! Jestem po użyciu wódeczki z colą i cytryną i nie wiem jak mogłem to
                    wypić! Ale na usprawiedliwienie mam, iż jeszcze na razie w lesie nic owocowego
                    nie rośnie... Przepis brzmi pysznie, a pewinie i tak smakuje efekt finalny!
                    • benia30 Re: A trześnie??? 04.04.04, 22:40
                      Hi, hi, hi... wątek o dewiacji seksualnej poszedł w kierunku napojów wyskokowo -
                      nalewkowych. Przepisy rzeczywiście są bardzo ciekawe (brzmią pysznie, jak
                      powiedział Stiah). Nie wszyscy jednak są tak zdolni jak Stiah czy Users, którzy
                      sami potrafią robić sobie nalewki. Ja muszę się zadowolić kupną żubrówką z
                      sokiem jabłkowym, niestety...
                      Pozdrawiam, B...
                      --
                      Nawet jeśli niebo zmęczyło sie błękitem, nie gaś nigdy światła nadziei...
                      • ralston Re: A trześnie??? 04.04.04, 23:00
                        Uwierz mi Beniu - nie potrzeba talentów nie wiadomo jakich, żeby wcale zacną
                        nalewkę przysposobić. Ja w ubiegłym roku robiłem pierwszy raz i po prostu krok
                        po kroku jak w przepisie stało... Wyszła naprawdę dobra.
                        --
                        Tea Time
                        Zapraszam smile
                        • users1 Re: A trześnie??? 05.04.04, 08:36
                          Potwierdzam to nic trudnego. Ale żówrówka z sokiem jabłkowym .... brrrrr....
                          A tak poważnie, na Roztoczu można znaleźć trawę (nie wiem jak sie nazywa) ktora
                          pachnie jak żubrówka. Wrzuca sie taką trawkę do czystej wódki i odstawia na
                          jakiś czas. Zapewniam, że nie jest gorsza od żubrówki kupowanej w sklepie.
                          Może jeszcze w tych "dewiacjach" (Beniu-też sie nad tym zastanawiałem)podam
                          jescze jedem przepis na nalewkę która nazywam "kukułki": 1l spirytusu (75-80%),
                          trzy butelki piwa Porter(ciemny - Królewski), 3 torebki cukru waniliowego, 3/4
                          szklanki cukru, kilka goździków. Po trzech, czterech dobach napój gotowy do
                          spożycia. Smacznego.
                          Pozdrawiam
                          W.2
                          • stiah Re: A trześnie??? 05.04.04, 19:22
                            Rzeczywiście ciekawy ten wątek. Co do żubrówki z sokiem jabłkowym (czyli
                            tatanki) to zgroza wieje z mej pamięci (i duża dziura w niej) więc spuśćmy
                            zasłonę milczenia, jak mawiał poeta (ale nie pamiętam który). Natomiast trawę z
                            Białowieży mogę sprezentować - pracuję tego lata w Puszczy, gdzie występują
                            żubry smile))
                              • benia30 Re: A trześnie??? 05.04.04, 21:59
                                Bardzo ładne określenie dla mojego ulubionego trunku... chociaż wlewam więcej
                                soku jabłkowego niż samej tatanki...
                                --
                                Nawet jeśli niebo zmęczyło sie błękitem, nie gaś nigdy światła nadziei...
                              • benia30 Re: A trześnie??? 05.04.04, 22:06
                                Mam cichą nadzieję, że odbędzie się jakieś wakacyjne forumowe spotkanko przy
                                kukułkach, żurawinówkach i innych tego typu... dewiacjach.

                                Ps. Ja przybędę z tatanką, hi, hi, hi...
                                B...
                                --
                                Nawet jeśli niebo zmęczyło sie błękitem, nie gaś nigdy światła nadziei...
                                • stiah Re: Mieszanka wybuchowa 06.04.04, 18:40
                                  Ja też mam nadzieję na takie spotkanko, ale zaczynam się obawiać co wyniknie z
                                  mieszanki takich dewiacji, to jest, przepraszam, delicji!
                                  P.S. Beniu! Przecież nie będziesz spożywała sama tej tatanki...
    • misia.m Re: O jagodach, Tanwi i dewiacji seksualnej 17.04.04, 20:16
      blotniarka.stawowa napisała:

      > Zanim przejde do rzeczy - dzieki za mile przyjecie na forum. Wydawalo mi
      > sie, ze zagadka o swatach bedzie trudniejsza - a tu - 100% prawidlowych
      > odpowiedzi!
      > Rzeka Tanew i jagody - to transakcja wiazana wymyslona przez moich rodzicow.
      > W skrocie - pol dnia mizerii, drugie pol radosci. Otoz aby popluskac sie w
      > Tanwi my, dzieci, MUSIELISMY zbierac jagody, a Tanew byla nagroda za pelny
      > koszyk. Ja i brat nawet nie mielismy ust pobrudzonych w lesie jagodami,
      > szkoda nam bylo czasu, tak spieszylismy do wody! Zbieranie odbywalo sie w
      > Puszczy Solskiej, a boska kapiel odbywala sie w dosc ustronnym miejscu
      > niedaleko Harasiuk, z dala od bardziej popularnego "osrodka".
      >
      > Idylla trwala do czasu spotkania ze ZBOCZENCEM. Budujemy sobie z bratem
      > spokojnie cos z piaseczku i nagle mama wola do taty: "zboczeniec w
      > krzakach!". Tata sie porwal przegonic, my z bratem za nim, bo nigdy nie
      > widzielismy prawdziwego zboczenca, mama za nami. Zboczeniec najpierw stal jak
      > wryty, potem puscil sie do ucieczki, a ja wiedzialam odtad, ze zboczeniec to
      > ktos kto biega z golym tylkiem, bo tyle tylko zdazylam zobaczyc.
      > Od tego czasu mama ciagnela w bardziej zaludnione miejsca nad Tanwia, a
      > szkoda ...
      Plastyczny opis spotkania ze zboczeńcem!
      Uśmiałam się zdrowo, jak to sobie wyobraziłam.
      Pozdrowienia
      • koziorozka Re: O jagodach i dewiacji seksualnej 06.07.04, 23:36
        To ja kiedys robilam za dewiantkie?! Autentyk:
        Opalalismy sie w kilka osob nad rzeczka w senno leniwym nastroju (ale bez
        stroju), gdy pojawila sie jakas rozbudowana rodzinka piknikowa. Nie zauwazyli
        nas, koce i lezaki prawie skonczyli rozkladac, gdy ktoras z cioc zainteresowala
        sie, dlaczego dzieci tak cicho pod nieodleglym krzaczkiem siedza. Podeszla do
        nich i odkryla studentow-golasow. Krzyku troche narobila, wiec sie obudzilismy.
        Dzieciaki zgarnela, krewnych do zwijania kocow i lezakow pogonila i
        kurcgalopkiem wszyscy sie zmyli.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka