Dodaj do ulubionych

Przygody forumowiczów - w dniach śnieżnej zimy.

27.01.05, 09:15
Zima śnieżna nas w Zamościu i na Roztoczu zaskoczyła. Uczymy sie
kontrolowanych poslizgów, zachowania odleglości bezpiecznych między jadącymi
samochodami, chytrze odsypujemy śnieg - aby nie tworzyły sie nowe zaspy a
śnieg by był mieciony dalej (np. do rowu czy na posesje saśiada). To jest
sztuka której nie bylo kiedy posiąść.
Ale życie w trudniejszych nieco, zmienionych warunkach staje się ciekawe i
niesie.... przygody, ciekawe sytuacje, zmusza do dzialań.
Czy coś takiego , godnego przekazania nam forumowiczom - po to by pośmiać sie
bądź uniknąć podobnych przykrych sytuacji - wydarzyło się Wam ostatnio?,a
może kiedyś?
wasz kolega Mariusz - - > z życzeniami niezapomnianych zimowych wojaży,
ferii i wypoczynku.
i odpukać... nie łamcie kończyn.
Obserwuj wątek
    • oban Re: Przygody forumowiczów - w dniach śnieżnej zim 27.01.05, 13:52
      Rada : Nie rozbijac "zastygnietego" sniegu na balkonie wylozonym plytkami

      Juz wyjasniam : 3 lata temu padalo duzo sniegu i padalo go duzo na nasz balkon
      bo on tez jest duzy. Glowa rodziny - a raczej sila rodziny - czyli ja
      nie kwapila sie zeby to odgarniac czy odmiatac na biezaco a snieg padal i
      topnial i zamarzal i topnial i padal i tak w kolko Macieju przez kilka tygodni.
      A "sila rodziny" albo pracowala, albo byla na delegacji, albo pila piwo
      na tapczanie, albo wygladala przez balkonowe okno i myslala ze jak zona
      za dwa tygodnie wroci to bedzie "jazda"
      To akurat sie sprawdzilo, zona wrocila w piatek wieczorem a wiec bylo juz ciemno
      i zaluzje zasloniete wiec niczego sie nie dopatrzyla, nie interesoawla sie
      zreszta balkonem. A w sobote faktycznie byla "jazda"
      Komunikat byl zwiezly, prosty i czytelny : Cos leci z balkonu, albo ten snieg,
      albo ... Wolalem nie ryzykowac, bo tylko koty na 4 lapy spadaja.
      Ale inteligencja sie nie wykazalem : zlapalem maly kilof i dalejze tluc
      zbrylony snieg i wyrzucac za barierke. Po ok 2 h moglem byc dumny z siebie
      Zona nawet pochwalila. Szczescie trawalo krotko bo okaalo sie ze plytki tez
      dostaly swoje i prawie polowa do wymiany.
      Rada : nie rozbijac kilofem sniegu a najlepiej nie dopuszczac zeby sie
      gromadzil (zakaz zgromadzen na balkonie)

      Plytki wymienilismy na wiosne, a od tego czasu mamy zadaszony balkon
      bo zona jkos nie wiery ze - mimo doswiadczen - bede regularnie odsniezal
      balkon. Coz chyba mnie troche juz zna

      • benia30 Re: Przygody forumowiczów - w dniach śnieżnej zim 27.01.05, 14:46
        oban napisał:

        > Rada : Nie rozbijac "zastygnietego" sniegu na balkonie wylozonym plytkami
        >

        Bardzo pouczająca historia smile) Dla mnie też pocieszająca z powodu braku, a
        raczej wybraku, w mieszkaniu balkonu (ciągle ubolewam z tego powodu). No tak,
        balkon zimą o tylko kłopot, trzeba go regularnie odśnieżać i wychodzić z
        ciepłego mieszkanka na zewnątrz smile))

        Moja wieś podzielona jest na pół wysoką górą. Idąc drogą z jednaj strony wsi na
        drugą należy najpierw wdrapać się na górę, a potem z tej góry zejść. Zimą, pełna
        śniegu góra to dla dzieciaków największa frajda, na jej szczycie zbierały się
        wszystkie dzieci ze wsi, by móc pozjeżdżać na czym tylko się dało...
        Wzięłam kiedyś na sanki mojego małego kuzynka, który koniecznie chciał z kimś
        zjechać na dół. W połowie drogi, kiedy już rozwinęła się ogromna szybkość, malec
        rozmyślił się, oznajmił że "już dalej nie chce jechać" i postanowił niezwłocznie
        opuścić pojazd. Niezwłocznie czyli tu i teraz, nie bacząc na grożące mu
        niebezpieczeństwo. Mały uparciuch zaczął po prostu schodzić mi z sanek, w czym
        mu usilnie próbowałam przeszkodzić. Nasza szarpanina była dość intensywna i
        zakończyła się w rowie. Ofiar w ludziach nie było, oboje żyjemy, nie pamiętam
        tylko czy sanki na tym nie ucierpiały...
    • blotniarka.stawowa Re: Przygody forumowiczów - w dniach śnieżnej zim 28.01.05, 20:56
      Moje wspomnienia przygod zwiazanych ze sniegiem nie sa tak zabawne i fajne, jak
      Wasze sad
      Z dziecinstwa pamietam widok, ktorego nie zapomne - gdy pierwszy raz zobaczylam,
      jak dorosly mezczyzna placze... Zapukal ktos do drzwi, byl to daleki znajomy
      rodzicow z synkiem, moze siedmioletnim, na rekach. Dziecko mialo cala buzie
      obwiazana jakas zakrwawiona scierka/bandazem. Chlopczyk zjezdzal z gorki na
      sankach, a na dole bylo pastwisko ogrodzone drutem kolczastym, sanki poniosly, i
      dziecko tym drutem zranilo sobie oko. Ojciec byl przekonany, ze oko jest nie do
      uratowania, ale jechal z synkiem 30 km autobusem (!), by prosic moja mame o
      pomoc. A dlaczego akurat moja mame? Bo ta "znala" najlepsza okulistke w
      miescie... Takie to byly czasy, wiara, ze jak sie kogos "zna", to bedzie
      "lepiej leczyl".
      Dzis mozna kwestionowac decyzje ojca, mogl przeciez pojechac do przychodni
      oddalonej o 5 km od miejsca wypadku. A moze jednak intuicja jakas, a nie slepa
      wiara w znajomosci pomogla, bo dziecka oko zostalo uratowane, a okulistka
      stwierdzila, ze przypadek wygladal na prawie beznadziejny...
    • wasla Re: Przygody forumowiczów - w dniach śnieżnej zim 29.01.05, 01:57
      Nie mialam tak drastycznych przygód jak niektórzy z was. W tym roku zdrazylo mi sie tylko wracac na piechote z siatami zakupów z Campusa niemal na same Blonia. Pierwszy dziń ostrzejszej zimy i sparalizowalo komunikacje autobusowa. Moglam sie spokojnie scigac z autobusami ;-0 Ogolnie ten spacerek oceniam jak najbardziej pozytywnie. Troszke ruchi i ile czasu napzremyslenia...Pozdrawiam
      • ubott.1 Re: Przygody forumowiczów - w dniach śnieżnej zim 29.01.05, 12:05
        Moja przygoda jest z dzieciństwa. Otóż dostałem od św. Mikołaja narty ale cóż
        śniegu było jak na lekarstwo. Czekałem więc cierpliwie ciągle wypatrując w
        okno. Aż nareszcie po jakiś 2 tygodniach spadł piekny śnieg. Ileż to było
        radości, szykowania sie, planów gdzie pojade. Ubrała mnie babcia jak narciarza
        prawdziwego, opatulony byłem cały, dzień był piękny. Więc nałożyłem szczęsliwy
        narty i wychodząc z domu stanąłęm nartami na progu domu, a że był dość wysoki
        zjechała mi noga na chodnik i tak zawiśnięta narta ..........złamała mi się. A
        ja w płacz, do domu i tak właśnie zakończyłą się moja przygoda narciarska.
        Tydzień nie wychodziłem z domu. Ale by nie było mi tak smutno dostałem od
        dziadka drugie narty z lepszym już skutkiem śmigałem po górce koło domu.
        Dzisiaj też jadę z kolegą na narty w oklicach Starego Zamościa. Ciekawe jak mi
        pójdzie zwłaszcza, że ostatnio miałem narty na nogach jak miałem ...... 8 lat.
        • blotniarka.stawowa Re: Przygody forumowiczów - w dniach śnieżnej zim 29.01.05, 13:08
          Ubocie, musisz koniecznie dzis wieczor tu powrocic i zameldowac, ze wszystko w
          porzadku, ze narty i konczyny cale.

          ubott.1 napisał:
          > że ostatnio miałem narty na nogach jak miałem ...... 8 lat.
          Nie martw sie, dobrze pojdzie! Podobno z nartami jak z rowerem - nie zapomina
          sie umiejetnosci. Ale na jutro zamow sobie jakis terapeutyczny masaz miesni na
          wszelki wypadek!
          • mamix Re: Przygody forumowiczów - w dniach śnieżnej zim 29.01.05, 18:51
            Moja przygoda również pochodzi z czasów dzieciństwa. W podstawówce zimą czasem
            chodziliśmy w ramach lekcji W-F na pobliską, dość wysoką górę. Zjeżdżaliśmy z
            niej na sankach, a kto nie miał pożyczał albo bawił się w śnieżki. Pewnego razu,
            nie mając sanek, bawiłam się jakoś na szczycie góry, kiedy pani zawołała klasę
            na zbiórkę, celem powrotu do szkoły. Dzieciaki zjechały szybko, a ja oczywiście
            zostałam sama. Zaczęłam więc zbiegać w dół, lecz po chwili za bardzo się
            rozpędziłam. Postanowiłam wyhamować nieco pęd, w tym celu wybrałam jedyne,
            poskręcane, sękate, samotnie rosnące drzewo, mniej więcej w połowie stoku.
            Wymyśliłam, że zatrzymam się na nim na chwilę i ponowię zbieganie już w
            wolniejszym tempie. Wyciągnęłam więc przed siebie ręce, wpadłam na drzewo, ręce
            się oczywiście natychmiast ugięły w łokciach, a ja wyrżnęłam w te sęki twarzą i
            brzuchem. Z nosa pociekła krew, tchu nie mogłam złapać bo jakaś narośl wbiła mi
            się w żołądek, leżałam tak pod tym drzewem i wyglądałam zapewne jak karp przed
            Wigilią, otwierając usta w bezdechu. Potem pani położyła mnie na sanki i tak
            zawieźli mnie do szkoły.

            No tak, to było zanim jeszcze zaczęłam uczyć się praw fizyki smile
    • wasla Ślizgi i skoki 30.01.05, 02:05
      Własnie mi sie przypomniały dwie mniej przyjemne historie związane z zima. A mianowicie...Kiedyś po zajeciach tanecznych albo w przerwie miedylekcyjnej poslizgac się na slizgawce tuz pod MDK w Biłgoraju.Tuz przy schodkach znajduje się malutki podjazd dla wózków. Jest naprawdę króciutki, ale gdy nastanie zima tworzy sie tam bardzo dłuuuga slizgawa. Wtedy miała ok. 8 metrów długości i była naprawde slska. Trzeba było dobzre sierozpędzić, żeby przejechać ja całą. Zatrzymanie się w połowie, groziło upadkiem przy schodzeniu.

      Cóz, maa wasla (podstawówka) postanowila sie poslizgac i jak sie rozpedzila tak wyladowala plackami na ziemi. Nie mogac sie ruszyc, spedzilam w pozycji horyzontalnej dobre kilka minut...Dzieci tylko krzyczaly i krzyczaly,zebym zeszla ze slizgawki i zwolnila miejsce... Lezalam i nie moglam wykonac zadnego ruchu. Naprawde sie wtedy pzrestraszylam...Paraliz pzremknal mi pzrez mysl na szczescie po 5 minutach ktos do mnie podszedl i mi pomogl.

      Druga "przygoda" spotkała mie kilka lat temu (chyba 3)...Aby dostac sie na Plac Wolnosci w Biłgoraju, musiałam z kolezanka wyskoczyć przez okno. Dodam tylko, ze z pierwszego piętra uncertain POd oknem byla duza zaspa sniegu... Coz, kolezanka trafila, ja nie... I znowu wyladowalam na plecach...Przypomniala mi sie sytuacja z dziecinstwa...Znowu nie moglam sie ruszyc, a zimno przeszywalo organizm. Na szczescie i tym razem mialam szczescie... Dzieki pomocy padrugi dotarlam na plac. Po tym Sylwestrze cierpialam jeszce pzrez jakies 2-3 tygodnie a ostre bole lecow i kregoslupa. Wlasciwie to prawie nic nie moglam robic, schylac sie , gwaltownie sie skrecac,itp....NIc nie powiedzialam rodzicom...Do lekarza tez nie poszlam...W koncu mi przeszlo...

      Ale strach, że juz nigdy moge nie moc chodzi, pamietam do dzis dzien...
    • benia30 niedzielna przygoda 01.02.05, 22:44
      Postanowiliśmy pojechać w niedzielę na mszę do Zwierzyńca. Wzdłuż starannie
      odśnieżonego pobocza stał rządek samochodów. Nie podejrzewając żadnego podstępu
      zjechaliśmy na drugą stronę drogi by zaparkować za ustawionym fiatem. Wtedy
      przekonalimy się, że ładnie odśnieżone pobocze to pułapka, koła od strony
      kierowcy zapadły się w zakamuflowanym śniegiem rowie i wyjechać stamtą nie
      sposób. Skutki wypychania samochodu odczuwam do dzisiaj...
      • czuk1 Re: niedzielna przygoda 04.02.05, 09:21
        Też w niedziele - o 16-tej - byłem na mszy w Zwierzyńcu.
        Przygody z zagrzęźnięciem samochodu nie mialem. Stwierdziłem tylko, że plac-
        parkingowy jest nie odśniezony i samochodzy ustawiają się w takie szeregi. I
        wystarczy zjechać w kopny śnieg,i .... masz problem z wyjazdem.
        Dla nas miejsca w tych szeregach już nie było więc musialem ustawić się przy
        wyjeździe na ulicę. m
    • ubott.1 Re: Przygody forumowiczów - w dniach śnieżnej zim 04.02.05, 02:07
      Sezon narciarski rozpocząłem. To co nie udało sie tydzien temu udało sie (już)
      wczoraj. Po wielu latach przypiąłem narty do butów i szuuuu w dół. Z
      niedowierzaniem zjazdy odbywały sie bez upadku co wprawiło mnie niemal w
      euforie, że po tak długiej przerwie dalej moge szusowac. Potem tylko wybierałem
      górki o bardziej stromych stokach. Raz sie tylko przewróciłem ale to wychodząc
      pod górę nogi mi sie poplątały i bęc. Dużą zasługę w tym moim sukcesie miał
      osobnik płći dziecięcej, który jak sądzę obserwując mnie czekał tylko jak sie
      wyłożę. A tu nic nawet dostałem pochwałę, że dobrze mi szło. Fajnie też, że
      miałem świadka bo nikt by mi u kolegi w domu nie uwierzył. To co było miłe
      zjeżdżając w dół odpokutowywałem wchodząc pod górę, myślałem że umrę wychodząc
      pierwsze razy. Potem juz było lepiej. Teraz byc może za kilka dni jadę na
      większy stok a potem to juz tylko Pireneje, Alpy i Himalaje. Drżyj Adasiu
      nadchodzę.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka