Dodaj do ulubionych

kuźnie, młyny, warsztaty... i wspomnienia

10.03.05, 11:49
Zesmy sie z Blotniarka w watku o regionalizmach rozpisaly o kuzniach przodkow
naszychsmile I wyszlo nam, ze nalezaloby oddzielny watek na to zalozyc, bo
dygresja zrobila sie tam za obszerna.
Zaraz wkleje nasze posty na ten temat a wszystkich zapraszam do opowiesci nie
tylko o kuzniach ale tez warsztatach garncarskich, tkackich, moze ktos
kolodzieja pamieta a moze spotkal zupelnie innych ciekawych rzemieslnikow?
Obserwuj wątek
    • zaisa posty o kuzniach z "regionalizmow rozt." 10.03.05, 11:56
      Miechaj, miechaj...!
      blotniarka.stawowa 17.02.2005 00:33 + odpowiedz

      zaisa napisała:
      > A w kuźni u Dziadka trzeba było miechać - poruszać drążkiem, który poruszał
      > miechem dmuchającym pod/w palenisko. (Co mi tam wszystkie skanseny - to
      dopiero była kuźnia!)

      Witaj Zaiso, Siostro w Miechaniu!
      Dzieki za piekne wspomnienie. Moj pradziadek (nawet nie dziadek, tylko pra-) tez
      mial kuznie, z paleniskiem, miechami, kolem do ostrzenia siekier itp. W tej
      chwili starozytna ta budowla juz prawie wrosla w ziemie, ale okazjonalnie
      funkcjonuje, prowadzona przez rownie wiekowego potomka. Kuznia zostala zbudowana
      w pierwszej dekadzie ubieglego stulecia - powinna zostac skansenem, lub co
      najmniej turystyczna atrakcja...
      A czy Twoja kuznia "szczebrzeska" jeszcze istnieje?


      • Re: Miechaj, miechaj...!
      zaisa 18.02.2005 23:31 + odpowiedz

      Witaj Siostro Błotniarko!
      Kuźnia istnieje, ale nie jest już używana zgodnie z przeznaczeniem. I to,
      niestety, już od przeszło 20 lat, od śmierci Dziadka. Szkoda. Niestety, żaden
      syn, który mógłby przejąć i przekazać dalej się nie ostał, a córka jakoś nie
      wyszła za żadnego z dziadkowych uczniów.
      Pradziadek też w kuźni pracował, ale zmarło mu się dość wcześnie. I ponoć mój
      wówczas 17-letni dziadek wołał nad grobem ojca "Czemuś mnie wszystkiego nie
      nauczył?" Jakoś jednak douczył się sam i był naprawdę dobrym i cenionym kowalem
      z dobrą ręką do konismile

      Koło do ostrzenia siekier i in. zwało się toczakiem. Wiąże się z nim historia
      opowiadana przez moją Mamę. Pewnego razu przyszła dziewięćdzięcioparoletnia
      starowinka ze swoim synem, który miał lat ponad siedemdziesiąt. Dziadkowi był
      potrzebny ktoś do kręcenia kołem toczaka przy tym czymś co dla nich robił i
      staruszka oznajmiła, że ona pokręci, bo synek jakiś słabowity.
      Pozazdrościć...

      A gdzie się znajduje kuźnia pradziadkowa?

      Pozdrawiam serdecznie i energii równej tej staruszkowej życzę. Zwłaszcza jak
      będziemy w jej wieku. O ile będziemy...


      • Re: Miechaj, miechaj...!
      blotniarka.stawowa 20.02.2005 13:54 + odpowiedz

      Zaiso,
      wspaniale te wydarzenia z zycia kowalowego... Nic dziwnego, ze pamiec je
      przechowuje i po latach staja sie juz anekdotami rodzinnymi (Twoj Dziadek
      przedwczesnie przejmujacy fach, krzepka staruszka).

      A teraz jedno z naszych rodzinnych wspomnien. Daaawno temu, babcia zostala
      zawolana do pomocy w kuzni pod tymczasowa nieobecnosc czeladnika. Przybiegla
      wiec z zawiniatkiem, ktorym bylo niemowle (moj Ojciec) i polozyla je na
      'warstacie', szykujac sie do roboty. Jeden z rozgrzanych wiorkow zelaza uderzyl
      dziecko w policzek, i do dzis Ojciec ma mala blizne na twarzy.

      I jeszcze pare okruchow z pamieci:
      -"moja" kuznia nie ma podlogi, tylko klepisko
      -kiedys bywali w niej czeladnicy, ktorych sie potem "wyzwalalo". Taki czeladnik
      mieszkal i zywil sie w domu dziadkow, pracowal w kuzni bez zaplaty, przyuczajac
      sie do zawodu
      -fach byl powszechnie powazany, kowal wchodzil w sklad "arystokracji wiejskiej",
      na rowni z wojtem (potem soltysem) i plebanem, z ktorymi grywal w karty smile

      zaisa napisała:
      > A gdzie się znajduje kuźnia pradziadkowa?
      W malej podbilgorajskiej wsi, juz praktycznie poza Roztoczem, ale troszke
      naciagam, ze na obrzezu Puszczy Solskiej, by mnie z tego forum nie przegnali wink
      Dzieki za zyczenia - nawzajem! Nie watpie, ze dozyjemy sedziwego wieku w zdrowiu
      - ludek "kowalski" krzepki jest!
      • zaisa Kuznie i kowale 15.03.05, 21:29
        Blotniarko mila!
        > -"moja" kuznia nie ma podlogi, tylko klepisko
        Tak samo jak i "moja"

        > -kiedys bywali w niej czeladnicy, ktorych sie potem "wyzwalalo". Taki czeladnik
        > mieszkal i zywil sie w domu dziadkow, pracowal w kuzni bez zaplaty, przyuczajac
        > sie do zawodu
        Mamy nawet zdjecia dziadka i uczniow przed kuznia. Jeden z uczniow wslawil sie
        tym, ze nie znosil marchewki w zupie i niezaleznie od tego jak drobno byla
        pokrojona, wylawial kazdy kawalek i ukladal na obrzezu talerza.

        > Kuznia zostala zbudowana
        > w pierwszej dekadzie ubieglego stulecia - powinna zostac skansenem, lub co
        > najmniej turystyczna atrakcja...

        Dzisiejszy budynek kuzni ma kilkadziesiat (50, 60?) lat - stary, drewniany
        zostalal obudowany nowym. Na pewno czesc wyposazenia pochodzi ze starej kuzni,
        chocby kowadlo. A w ogole to kiedys zrealizowano film, ponoc dokumentalny, o
        dziadkowej kuzni.Zaczynal sie wlasnie od kowadla - uderzen mlota/mlotow w
        rozpalony kawalek zelaza czy podkowe. Tylko dlatego, ze kowadlo wydalo sie Tacie
        znajome, film zostal obejrzany - filmowcy zapomnieli zawiadomic o terminie
        emisji. Emitowany byl juz po smierci Dziadka. Jest tam scena, jak stoi oparty
        przy palenisku, usmiecha sie i mowi "Czemu sie smieje? Ano, bo zyje"
        Pisze "ponoc dokumentalny", bo nie wiedziec czemu Babcie pogoniono z nosidlami
        (nigdy sprzet taki nie byl uzywany - wiaderka nosilo sie normalnie "w garsci")
        po wode do stoku (zrodla, teraz ze swierszczem), nie wiedziec czemu maszerowala
        z tym wszystkim przez most, widocznie tak bardziej malowniczo bylo. Zawieziono
        tez Babcie do jakiejs chalupy na Blonia i zatrudniono do pieczenia chlebasmile Ech,
        te dokumtalne filmy... Ale z checia bym jakos do tego filmu dotarla, zobaczyc
        znowu Dziadkow - jak sie poruszaja, uslyszec ich glos...

        > -fach byl powszechnie powazany, kowal wchodzil w sklad "arystokracji wiejskiej"
        Byl i to bardzo. Babcia byla wielokrotnie proszona o trzymanie do chrztu dzieci
        z okolicznych wsi. Po smierci Dziadka, nie pozwolono na wiezienie trumny
        karawanem - zupelnie obcy dla mnie mezczyzni, niesli ja na ramionach do kosciola
        i pozniej na szczebrzeski cmentarz. A arystokracja w tym wypadku byli "miejska"
        - te 600 lat praw miejskich grodu Szczebrzeszynsmile)
        Pozdrawiam

        • blotniarka.stawowa Re: Kuznie i kowale 17.03.05, 13:32
          Zaiso,
          wspaniale snujesz te wspomnienia.
          Opowiastka o filmie "ponoc dokumentalnym" sie zachwycilam. Rzeczywiscie
          odnalezienie go byloby cenna pamiatka rodzinna. Moze ktos z forumowiczow zna
          metode na odszukanie go w archiwach? Ale trzeba byloby znac blizsze szczegoly,
          np. czy tworzony byl na potrzeby TV czy ekrany kinowe, moze jakies nazwiska,
          moze rok powstania...

          > po wode do stoku (zrodla, teraz ze swierszczem)
          Naprzeciwko swierszcza stoi mlyn (zdaje sie, ze odwrotnie, naprzeciwko mlyna
          swierszczsmile). Bardzo mi sie ten budynek podobal, o jego historii poczytalam
          troche na stronie "szczebrzeskiej" - czy masz jakies osobiste wspomnienia i
          ciekawostki zwiazane z tym mlynem?

          Pozdrawiam
          • roztoczanski Re: Kuznie i kowale 01.08.05, 22:52
            Ja bylem tam kiedys z dziadkiem i najwieksza atrakcja byla jazda winda -
            drewniana klatka zawieszona na konopnych linach, niezapniane przezycie. W
            pamieci drzemia rowniez dzwieki zwiazane z mlynem - szum wody w stawidlach i
            kole mlynskim, dusza na ramieniu gdy szedlem kladka przy stawidlach zamiast po
            drewnianym moscie, odglosy pracy calego mlyna, ktore cihly w niedziele.
            Teraz mlyn chyba zatracil swoja dusze - nie ma juz czesci w ktorej bylo poziome
            kolo mlynskie, co bylo rzadkoscia, ogromne silosy zmienily wyglad calego
            otoczenia i niestety cieknace do rzeki szambo, zniszczone stawidla powoduja, ze
            we wspomnieniach mlyn ma w sobie cos magicznego, basniowego czego teraz nie
            moge odnalesc.
            • blotniarka.stawowa Re: Kuznie i kowale 01.08.05, 23:35
              roztoczanski napisał:
              > Ja bylem tam kiedys z dziadkiem i najwieksza atrakcja byla jazda winda -
              > drewniana klatka zawieszona na konopnych linach, niezapomniane przezycie.

              Winda w mlynie? Czyzby sluzyla do wozenia worow ze zbozem/maka? Przejazdzka
              taka winda musiala byc dla dzieciaka nie lada atrakcja!

              > we wspomnieniach mlyn ma w sobie cos magicznego, basniowego czego teraz nie
              > moge odnalesc.
              Szkoda szukac. Ja tez szukalam i znalazlam tylko smutek i rozczarowanie z powodu
              zniszczenia, rozkladu i ruiny tego, co bylo 'moje' w dziecinstwie. Lepiej bylo
              nie wracac i zostawic w pamieci ten magiczny obraz sad
              • roztoczanski Re: Kuznie i kowale 01.08.05, 23:57
                prawdopodonie jezdzily worki z ziarnem, ziarno po zmieleniu samo ladowalo w
                postaci maki na dole - obrazy troche sie zacieraja, przypominam sobie narzedzie
                ktore laczylo mlyn z kuznia - jesli dobrze pamietam mowilo na nie
                sie "gicamber"? - byl to mlotek przypomnajacy tluczek do miesa do ostrzenia(?)
                kamieni mlynskich.(wszystkie nazwy pisze fonetycznie tak jak zapietalem wymowe,
                wiec moze byc to dalekie od oryginalu - wiekszosc tych nazw musiala pochodzic z
                niemieckiego}
                • babier Re: Kuznie i kowale 25.01.06, 20:22
                  Witajcie.
                  skonczylam dyzur w dalekiej od Roztocza Kornwalii i przegladajac internet z
                  cieplem w sercu dostrzeglam Wasze forum.
                  Mieszkalam kiedys niedaleko Zamoscia.Ucieklam do miasta .
                  A dzis z pokora wracam.Kupilam stara chalupe i pielegnuje w niej kazdy
                  najmniejszy skrawek przeszlosci.
                  Stary dom odplaca sie tym samym.Nigdzie nie spie tak dobrze jak w moim
                  starym ,pelnym wspomnien domu.
                  Czasem noca sciany opowiadaja legendy o poprzednich mieszkancach.A kiedy w
                  letni dzien wedruje wokol dawnych Grodow Czerwienskich ,prawie slysze szczek
                  oreza dawnych wojow.
                  Dzis kiedy jestem daleko od Polski ,kiedy mi zle uciekam na Zamijszczyzne i tam
                  odnajduje prawdziwa siebie.
                  Wazne zeby miejsc miejsce do ktorego sie przynalezy.Wtedy mozna wedrowac po
                  wielkim swiecie bo zawsze ma sie gdzie wrocic.
                  Jestem ciekawa czy ktos z Was ma taki stary dom w tamtych okolicach czy tez
                  tylko ja jestem taka dziwaczka.
                  • roztoczanski Re: Kuznie i kowale 26.01.06, 12:40
                    Witaj Babier!
                    Im nas tu wiecej, tym milej, dobrze spotkac ludzi zakochanych w Roztoczu.
                    Stary dom w tej okolicy, to cos wspanialego, choc ludzie czesto patrza na
                    ciebie jak na wariata, po ci to, tylko pieniadze wyrzucone w bloto, klopoty z
                    utrzymaniem, ale oni nie znaja prawdziwej wartosci takiego miejsca, ktora nie
                    da sie przeliczyc na pienisadze; sentyment, wspomnienia, piekna okolica, lasy,
                    pola, zrodla, ja ciagle odkrywam od nowa urok Roztocza, znajduje miejsca gdzie
                    jeszcze nie bylem. Wiec chyba warto byc takim dziwwakiem smile
                    Serdecznie pozdrawiam.
                  • tp4949 Re: Kuznie i kowale 29.01.06, 03:56
                    A ja sie urodzilem w Szczebrzeszynie, od wielu jednak lat mieszkam w Warszawie, a od czterech w San
                    Francisco. Mam jednak stary dom, stodole i hektar ziemi (kuzni niestety nie mam) pod Szczebrzeszynem
                    i kiedy tylko moge spedzam tam z rodzina wolne chwile. Coc wspanialego! I ten widok na Wieprz!
                    Pozdrawiam,
                    Tomek
                    _____________
                    www.szczebrzeszyn.net
      • blotniarka.stawowa Re: posty o kuzniach 17.02.06, 03:22
        Drugi raz podaje ten sam link, bo artykul zawiera magiczne slowo "kuznia" smile)

        www.witrynawiejska.org.pl/strona.php?p=1116
        "Piękno starej chatki, szopki, studzienki z daszkiem czy żurawia, obdrapanej
        przez czas kapliczki przydrożnej, mostku ułożonego z belek, podupadającego na
        sile – młyna czy wiatraka, kuźni, która stoi, choć już nie podkuwa się w niej
        koni... Pięknem odznaczają się stare naczynia kuchenne, meble, narzędzia
        rolnicze, ubiory. Wszystkie te przedmioty i budowle bardziej niż współczesne
        świadczą o kulturze człowieka z dawnych czasów, o tym, że on tę kulturę tworzył
        na co dzień, że była dla niego czymś ważnym, i że on w swoim planie życiowych
        spraw i czynności miał to tworzenie piękna na uwadze.

        Zadziwia i wzrusza dawne poczucie piękna, drzemiące w ludziach zwykłych,
        prostych, którzy nie kończyli żadnych akademii sztuk pięknych i nie uczyli się
        reguł estetyki czy trendów w sztuce. Dawny rzemieślnik w przygotowywanie
        najprostszych, powszednich przedmiotów, takich jak klamka do drzwi, wiaderko na
        mleko, korytko dla krowy, czy zasuwka do drewutni wkładał tak wiele uczucia i...
        czasu. I w tym trudzie i uczuciu drążył to jakieś piękno, które potem miało stać
        się pięknem dla innych."



        • czuk1 Re: posty o kuzniach 09.05.06, 05:32
          Temat kuźnia dominuje w Wojciechowie /Nałeczowa. Byłem tam 1 maja br.
          Na temacie kuźnia bazuje działalność kulturalna gminy. Kuźniarstwo w Wojciechowie
          to wspaniała kuźnia (przechodząca z ojca na syna od wieków - jak ordynacja
          zamosjska) , do krajowe dni kowalstwa i wreszcie Muzeum Kowalastwa w Wieży
          Ariańskiej. Na okoliczność tych imprez, zabytków i ładnego położenia wsi jest
          tam sporo gospdarstwa agroturystycznych. Wszędzie obecny jest duch historii tego
          ważnego rzemiosła.
          m
      • zaisa Re: kuźnie, młyny, warsztaty... i wspomnienia 15.03.05, 21:01
        Jako żyję zduna nie widziałam. Podejrzewam, że ostatnio zajmują się głównie
        instalowaniem elektrycznych wkładów grzewczych do piecy kaflowych. Chociaż
        ostatnio u rodziny (roztoczańskiej) chyba któryś piec był z powrotem przerabiany
        na węglowy... Ale głowy za to nie dam.
        A swoją drogą - jak nazywają się ci, co stawiają kominki? Przeciez nie
        kominiarze? Bo jakoś nie słyszałam by ktos nazywał ich zdunami.
    • blotniarka.stawowa Re: kuźnie, młyny, warsztaty... i wspomnienia 06.06.05, 03:54
      Stesknilam sie juz za Zaisa, wiec dzis:
      nie kuznia, nie mlyn, nie warsztaty, ale wspomnienie - czyli SWIATLA WIELKIEGO
      MIASTA.

      W szostym/siodmym roku zycia (ostatnim roku mojego zamieszkiwania na Roztoczu)
      mialam wielkie przezycie. Musialam byc hospitalizowana w Lublinie, dokad
      jechalam z mama pociagiem. Byla to moja pierwsza w zyciu podroz pociagiem, a do
      miasta przyjechalysmy w nocy (a w kazdym razie bylo juz ciemno, w zimie
      zreszta). Pamietam, jak wielkie wrazenie zrobil na mnie ogrom swiatel
      widzianych z okna pociagu, gdy zblizal sie, a potem wjezdzal do miasta. Byly to
      zwykle swiatla ulicznych latarni i okna osiedli mieszkaniowych, a mnie sie
      wydawalo, ze wjezdzam w jakis wielki, magiczny, basniowy swiat... Nie wiem
      dlaczego tak mocno wlasnie te swiatla wryly mi sie w pamiec (bo przeciez
      elektrycznosc w naszej wsi byla). Moze traumatyczne przezycie zwiazane ze
      szpitalem i rozlaka z rodzicami utrwalilo to wspomnienie?
      Do dzisiaj - gdy w jakiejkolwiek podrozy zblizam sie noca do nieznanego miasta,
      widzac miliony swiatel przypominam sobie te pierwsza podroz pociagiem - i
      swiatla najwiekszego wtedy miasta swiata - LUBLINA smile
      • czuk1 Re: kuźnie, młyny, warsztaty... i wspomnienia 06.06.05, 18:14
        Mam też z tego samego okresu życia podobne wspomnienia zwiazane z mlynem
        wodnym. Pierwszy raz chyba jechałem z uroczym Dziadkiem Janem..... (ktory był
        wcześniej parobkiem w majatku Cywińskich we wsi Piotrawin i Kamień, w ltach 30-
        tych dostał ziemie z parcelacji części majątków, jao dziecko nauczył sie
        pisac i czytać bezblędnie od dzieci dziedziców i ich opiekunki, potem był
        najlepszym gospodarzem na wsi, dostał za to dyplom od Bieruta, wg jego prac
        polowych chlopi zaczynali siewy i inne prace polowe, jak byłem w wieku 13-16
        lat zamęczał nas wnuczków w żniwa zbieraniem źdźbeł i ustawianiem pod sznurek
        kopek zbóż,byl też mistrzem szachowym powiatu)..... do młyna w oddalonej wsi
        Niezdow. Umialem już czytać. Pytalem Dziadka co znaczy Niezdów (kiedy
        wjeżdżaliśmy do wsi) , Dziadek wykrętnie wyjaśnił "bo, bo wnusiu tu podatku
        ludzie nie placili i tak wies nazwano". W młynie wodnym w tzw. Ciepielowce
        bawiłem sie z dziećmi młynarza, chlapałem w rzeczce i widzialem jak mlynarzowa
        znana znachorka przyjmowala dwoje chorych, wosk przelewała nad ich glowami.
        Dziadek mowił o niej - to czarodziejka, zaczarowuje choroby i one odchodzą.
        Młyn był taki ogromny, jak drzewa w lesie przy ktorym sie urodzilem i
        mieszkalem. Dlugo jeszcze nie widzialem nic bardziej potężnego.
        mariusz - by wykazać że dziecinne wspomnienia mogą byc zywe ....dziesiąt lat i
        że ... nie mam jeszcze tak dużej sklerozy.
        m
        • benia30 Re: kuźnie, młyny, warsztaty... i wspomnienia 07.06.05, 00:31
          Błotniareczko... Czuku...
          Bardzo Wam dziękuję za te żywe obrazy z dzieciństwa...
          Uwielbiam te powroty do przeszłości, grzebanie w pamięci i wracanie do tego co
          było i nigdy już nie wróci, bo zmieniają się ludzie, czasy i okoliczności...
          Wspomnienia, sięganie w przeszłość, zwłaszcza w tę najdalszą, dzielenie się
          maleńkimi cząsteczkami własnego życia i próby złożenia ich w jedną całość jest
          czymś nadzwyczajnym... Mogę słuchać całymi godzinami, szczególnie że pewnych
          rzeczy samemu się nie doświadczyło...
          Szanujmy wspomnienia...
          Dziękuję i proszę o więcej...
          benia
    • roztoczanski Re: kuźnie, młyny, warsztaty... i wspomnienia 01.08.05, 22:12
      Bywalo, ze jeszcze jako dzieciak siedzialem u dziadka w kuzni i probowalem
      dosiegnac do drazka napedzajacego miech, ale bez pomocy bylo zadaleko, z
      czasem wystarczylo podskoczyc, a jeszcze pozniej sam wpadal w reke - dziadek
      zakupil nawet dmuchawe elektryczna, ale nigdy jej nie zainstalowal - mimo
      wysilku i swojego wieku lubil miech i nie chcial sie go pozbyc. Pamietam kucie
      koni, niekiedy juz o 5 rano, w drodze na pole, klepanie i stalenie siekier,
      zebienie sierpow, robienie obreczy na drewniane kolo - dziadek nie uzywal
      spawarki - obrecze byly szwejsowne (czyli mocno rozgrzany metal, na granicy
      spalenia slepywano i to sie naprawde trzymalo!),pozniej podgrzana lekko obrecz
      wciskana na kolo dragami i najlepsze dla dziecika - chlodzenie obreczy w dolku
      z woda.
      Pozdrowienia dla wszystkich majacych sentyment do starych kuzni.
      • blotniarka.stawowa Re: kuźnie, młyny, warsztaty... i wspomnienia 01.08.05, 23:05
        Witamy w klubie - no to juz jest nas (na forum) troje kowalowych potomkow...
        Dla nas miechanie, klepanie, hartowanie, kucie koni - to cos, co utrwalilo sie w
        naszej pamieci, jak ten syk rozgrzanego zelaza w korycie z woda.

        A jesli czegos nie pamietamy osobiscie, to opowiesci dziadkowe i babcine
        prowadzaly nas w czasy, gdy kuznia byla i warsztatem pracy, i miejscem spotkan,
        zaczerpywania wiadomosci o sasiadach i o polityce (co tam, panie, w Wolnej
        Europie mowili o ...), slowem - "centrum kulturalno-oswiatowym" zycia wsi. smile
        • roztoczanski Re: kuźnie, młyny, warsztaty... i wspomnienia 01.08.05, 23:42
          Milo, ze sa ludzie, ktorzy pamietaja, ten piekny ale i bardzo ciezki zawod,
          ciesze sie, ze moglem przeczytac Wasze wspomnienia, sprawilo mi to naprawde
          ogromna przyjemnosc, napewno bede tu czesto zagladal, bo piszecie o miejscach
          bardzo mi bliskich i pisze tu osoba ktara prawdopodobnie dobrze znam.
            • roztoczanski Re: kuźnie, młyny, warsztaty... i wspomnienia 02.08.05, 18:27
              Ciekawe czy ktos pamieta kawecki mlyn - jeszcze nie tak dawno stal nad
              Wieprzem, niestety nie widzialem go dzialajacego, ale kiedys razem z moim
              bratem ciotecznem + jeszcze pare osob wdrapalismy sie po kole mlynskim do
              srodka, dla dzieciakow byla to wielka przygoda, w srodku byla jeszcze wiekszosc
              urzadzen - takie nielegalne zwiedzanie to byla dopiero wycieczka pelna emocji;
              to ze znikaja takie miejsca coraz bzrdziej uswiadamia mi przemijanie, czas
              ktory pedzi, a ja ciagle mam wrazenie, ze to bylo wczoraj.
              • blotniarka.stawowa Re: kuźnie, młyny, warsztaty... i wspomnienia 04.08.05, 02:45
                roztoczanski napisał:
                > Ciekawe czy ktos pamieta kawecki mlyn
                "kawecki" to w Kaweczynie czy w Kaweczynku? Obie te nazwy znalazlam na mapie
                gminy Szczebrzeszyn.

                Penetrowanie starego mlyna musialo byc niezwykla przygoda. Dzieci w epoce
                przed-komputerowej miewaly naprawde interesujace zabawy... Polecam watek:
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=13550&w=12468457&v=2&s=0
                Moze cos dodasz z wlasnych wspomnien z "wczoraj"?
                • roztoczanski Re: kuźnie, młyny, warsztaty... i wspomnienia 04.08.05, 19:27
                  Blizej Kaweczyna, zerknij na mape
                  mapa.szukacz.pl
                  miedzy Kaweczynem, a a stcja kolejowa Szczebrzeszyn jest zaznaczona droga
                  (polna a wlasciwie lakowa)- mlyn byl na przecieciu drogi z Wieprzem, patrzac od
                  Kaweczyna po lewej stronie drogi, przed mostem.
                  Zajrzalem do watku o zabawach, ale narazie na szybko, dziekuje za namiary.
                  • benia30 Re: kuźnie, młyny, warsztaty... i wspomnienia 05.08.05, 10:36
                    roztoczanski napisał:

                    > miedzy Kaweczynem, a a stcja kolejowa Szczebrzeszyn jest zaznaczona droga
                    > (polna a wlasciwie lakowa)- mlyn byl na przecieciu drogi z Wieprzem, patrzac od
                    >
                    > Kaweczyna po lewej stronie drogi, przed mostem.
                    >

                    Roztoczański, byłam w tym miejscu w zeszłym tygodniu - sentyment i wspomnienia z
                    dzieciństwa, sam rozumiesz wink Jest bita droga pełna kolein, pobocze gęsto
                    porośnięte drzewami i krzakami. Jest mostek na Wieprzu. Tylko młyna już nie ma,
                    niestety. Zawalił się biedak ze starości...
                    pozdrawiam
                    -
                    • roztoczanski Re: kuźnie, młyny, warsztaty... i wspomnienia 05.08.05, 18:19
                      Tez niedawno tamtedy jechalem,zaraz po zjechaniu na droge gruntowa zbaczylem
                      siedzacego na niej lisa - laki coraz bardziej dziczeja. Myslalem ze mlyn
                      rozebrano na opal, bo rok przed rozbiorka wygladal jeszcze dosc krzepko, tylko
                      kolo mlynskie bylo w kiepskim stanie, ale to moze moje spojrzenie z pewnego
                      dystansu, a staruszek faktycznie nie oparl sie uplywowi czasu.
                      Pozdrawiam.
          • czuk1 Re: kuźnie, młyny, warsztaty... i wspomnienia 26.01.06, 08:33
            Podaję. Nieczynny jest młyn wodny na Wieprzu. Budynek w dobrym stanie, mozna z
            go zaadaptowac na mieszkanie z młynem. Jest on w Bondyrzu . Obok jest Fabryka
            Mebli - Poznanscy, duży wielobranzowy pawilon spozywczy, apteka, bankomat
            PeKaO, agencja - placowka Banku Polskiego PKO BP .Jedynie brak poczty. Wieś
            Bondyrz jest w ciągu wiosek "potencjalnie uzdrowiskowych". Okolice krajobrazowo
            piekne. Blisko Krasnobrod, Zwierzyniec i wielkie kompleksy leśne Roztocza.
            Funkcjonuja już gospodarstwa agroturystyczne. Mozna kupić ziemię - za frico.
            Urzadzić pola golfoowe (w którejś z dolin), wyciagi narciarskie orczykowe,
            załozyć stanine koni, oferowac przejażdzki konne, kuligi....
            Masz dobry pomysł.
            Tych mlynów mozna by więcej znależć na Roztoczu np. w Majdanie Sopockim (?).
            m
    • pioxi40vol Re: kuźnie, młyny, warsztaty... i wspomnienia 05.08.05, 18:04
      Witam w mojej rodzinie od dawno sam młyny. Dziadek jest z wyksztalcenia
      młynarzem, chyba konczył szkole w Toruniu jak mi sie dobrze przypomina. Mój
      tato mam młyn z 1927r.który jest caly czas sprawnysmile) Czasem w nim bywam. To
      jest za Tomaszowem 15km. Od dziecka tez pamietam młyny i tartak na Gornikach
      Starych
    • zaisa mlyn szczebrzeski i ... tkalnia 28.08.05, 13:44
      Witajcie, wreszcie sie odzywam.
      Z mlyna szczebrzeskiego zapamietane wrazenia sa huczace. Jezdzenie winda
      wspomina mama, ja sie na to juz "nie zalapalam". Moje wspomnienia wnetrza mlyna
      sa "od drzwi" - zagladalo sie przez otwarte lub uchylone, czasem bylo w srodku z
      kims starszym - babcia, dziadkiem, ale tez tylko z brzegu.
      Dobrze pamietam stawidla - balam sie kladka nad nimi przechodzic. Chyba
      przerazaly mnie wielkie, kilkudziesieciocentymetrowej srednicy kola zebate. Nie
      wiem, czy przestrzegano mnie, zebym uwazala, zeby mnie nie wkrecilo (normalnie
      przeciez byly nieruchome, wiec strach raczej irracjonalny), czy slyszalam kiedys
      historie o kims, komu sie to przydarzylo. Mama wspomina, jak to chlopcy i
      panowie skakali z galezi drzew do wody - gdy stawidla byly zamkniete bylo tam
      minimum 2 metry.
      Pamietam dokladnie poziome kolo mlynskie. Bylo metalowe (stalowe, zeliwne?),
      mialo stosunkowo mala srednice - moze 3 metry a nad nim znajdowala sie
      nadbudowka ceglano-wapienna - jak mlyn. Jak ktos o nim nie wiedzial, nie
      zrocilby uwagi. A bylo ewenementem na skale co najmniej europejska. Gdy
      przestalo juz dzialac, zbieraly sie na nim galezie, jakies smieci.
      A swoja droga nie wiem na jakiej podstawie, ale utkwilo mi w pamieci, ze gdy
      mlyn byl kupowany/przejmowany przez chyba wciaz obecnego wlasciciela, to naped
      wylacznie elktryczny mial byc tymczasowy, wlasciciel ponoc sie zobowiazywal, ze
      z czasem mlyn bedzie dzialac jako wodny.
      W nizszej czesci mlyna, tam gdzie dzis jest mieszkanie wlasciciela, za mojego
      dzieciectwa byla tkalnia. Kiedys zabrala mnie tam Babcia i mialam okazje
      poobserwowac tkanie dywanikow z paskow materialu (chyba galgankowych inaczej).
      Warsztaty tkackie byly reczno-elektryczne, staly w dwoch lub trzech rzedach i
      tez niezgorzej halasowaly. Tylko w innym rytmie i tonie.
      Kiedys zostal kupiony proporczyk z obecnym herbem Szczebrzeszyna. Babcia
      niechętnie obejrzala trzy poziome pasy na czerwonym polu i zaprotestowala - wg
      niej w herbie Szczebrzeszyna byly tkaczki.
      • blotniarka.stawowa Re: mlyn szczebrzeski i ... tkalnia 28.08.05, 16:26
        Witaj Zaiso, juz sie zaczynalam martwic czy wszystko w porzadku z ludkiem
        kowalskim, bo cos ucichlo na forum smile

        Ciekawam, czy pan Roztoczanski oprocz mlyna rowniez spenetrowal tkalnie smile
        Oto co znalazlam na stronie republika.pl/elohim1/zabytki.htm#M%B3yn%20wodny
        "W przylegającym do młyna od wschodu mniejszym budynku w latach 1956 - 1981
        istniała tkalnia, wyrabiano w niej kilimy, chodniki i narzuty."
        Jesli Babcia Zaisy twierdzila, ze w herbie Szczebrzeszyna byly tkaczki, to moze
        tradycje tkackie w miescie sa starsze niz podane powyzej?
        • maria88 Re: mlyn szczebrzeski i ... tkalnia 29.08.05, 21:45
          O tym ze w Szczebrzeszynie była fabryka plótna wlosciańskiego jest juz wzmianka
          w ksiązce którą posiadam wyd. w r.1929.Ponadto był tam Szpital, dom schronienia,
          kościół, dwie cerkwie, młyn amerykański. Szczebrzeszyn niegdyś własność Dymitra
          z Goraja/XIVw/ był miastem otoczonym wałami, z zamkiem, na którym póżniej
          Górkowie absolutnie mal rządzili, mająć p r a w o miecza. Od końca XVI w. do
          połowy XIXw. Szczebrzeszyn był wlasnością hr.Zamojskich, ktorzy ktorzy tu
          umieścili szkoły: słynne gimnazjum szczebrzeskie, stanowiące jakby dalszy ciąg
          akademii zamojskiej. To tu w r.1673 Jan Sobieski zawiązał konferedacyję
          gołąbską. Za miastem w koSciele
          znajduje się obraz sw. Leonarda uwazany za cudowny.
        • roztoczanski Re: mlyn szczebrzeski i ... tkalnia 07.09.05, 21:36
          Tak prosze Pani - bylo sie i w tkalni, zpiamietalem warsztat tkacki, gdzie
          lataly czulenka (?)i leciwa kobieta (przynajmniej w oczach kilkuletniego
          dziecka)ciagnela za cos przypinajacego uchwyt do trzymania w autobusach
          miejskich, by wprawic to urzadzenie w ruch - powstawal wtedy pasiasty chodnik,
          chyba dosc popularny w okolicy.
              • czuk1 Re: mlyn szczebrzeski i ... tkalnia 27.11.05, 23:32
                U nas na wsi takie chodniki tkały 3 kobiety na 34 chałup.
                Ale kiedy to było.... nie macie pojęcia jak dawno.

                Zawsze w takim przypadku myślę: czy choć te krosna, warsztaty tkackie
                zostały ulokowane w muzeach i skansenach ? Przecież to nasza kultura
                i historia.

                Podobnie żniwa powinny być teraz
                u etnografów, regionalistów, historyków na niwie chwytania na taśmy
                magnetofonowe, kamery i gromadzenia bezcennych dokumentów i dowodów
                z lat ostatniej wojny (wymieraja masowo partyzanci, żołnierze WP,
                prześladowani przez III Rzeszę) a także z czasów po ostatniej wojnie
                światowej.
                m

                • roztoczanski Re: mlyn szczebrzeski i ... tkalnia 28.11.05, 09:52
                  Obawiam sie, ze wiekszosc takiego wyposazenia zniszczono, na pewno tak sie
                  stalo ze sluza przy mlynie w Szczebrzeszynie, mimo ze byla potrzebna rowniez do
                  nawadniania lak, to przyjechano traktorami i wyrwano ja - a mogla byc po prostu
                  otwarta jesli przeszkadzalo spietrzenie wody, boje sie ze rowniez kolo mlynskie
                  poszlo na zlom, a bylo przeciez zabytkowe, nie wiem co sie stalo z warsztatami
                  z tkalni, stare maszyny w mlynie zdewastowano jeszcze w PRLu, ale kolo mlynskie
                  i fragment budynku gdzie sie znajdowalo zniszczyli obecni wlasciciele mlyna,
                  ktorzy licza tylko na zysk, nie dbaja o zachowanie zabytkowego charakteru
                  mlyna, szczytem jest ciagle cieknace do rzeki szambo teraz starannie osloniete
                  blacha; smutne jest, ze ciagle nie umiemy szanowac swojego dziedzictwa
                  kulturowego.
                  Zeby jednak zakonczyc optymistyczniej, to sa ludzie ktorzy bezineresownie
                  ratuja polskie zabytki - poznalem Zbyszka Kaszube, ktory doprowadzil do
                  odbydowania cerkiewki w Łopince, wiele prac wykonal wlasnymi rekami. On
                  odbudowal, a przeciez czesto wystarczy po prostu nie zniszczyc.
    • tp4949 Re: kuźnie, młyny, warsztaty... i wspomnienia 02.12.05, 18:29
      A ja ma pytanie o kuźnię na Brodach Małych. Pamiętam ją, byłem tam kilka razy z Dziadkiem.
      Dziadkowie w tych czasach nie mieli już koni tylko Syrenę, ale podkówany był chyba koń sąsiadów -
      Godziszów. Kuźnia wydała mi się olbrzymia i wspaniała. Dzisiaj, przejeżdżając tamtędy widzę mały
      domeczek zamknięty na cztery spusty. Świat wygląda zupełnie inaczej oczyma dziecka...
      Czy ktoś wie kto był (jest) właścicielem tej kuźni? A może jest tu jakiś potomek tych kowali?
      Tomek
      _____________
      www.szczebrzeszyn.net
      • czuk1 Re: kuźnie, młyny, warsztaty... i wspomnienia 23.12.05, 23:06
        Potwierdzam Tomku Twoje spostrzeżenia. Ty najlepiej to możesz porównać -
        wysokie domy w Twojej Ameryce z domkami na Twoim Roztoczu (myślę że porównanie
        jest na korzyść Roztocza). W ogóle, domy i wzgórz roztoczańskie zmalały bardzo
        od czasu naszego dzieciństwa. Prawda? ja tak mam ze Wzgórzami Szeskimi
        k/Gołdapi. To jest nieprawdopodobne. Tyle się naopowiadałem, że to były takie
        !!! góry .. Teraz tam widzę pagórki a nie wzgórza, jak w dzieciństwie.

        Tomku Miły pozdrawiam Cię serdecznie, jeśli nie przyjechałeś na Święta do
        Polski,pamiętaj jesteśmy - ludzie roztoczańscy - myślami z Tobą, życząc Ci
        Radosnych Świąt i Szczęśliwego kolejnego roku.
        mariusz
    • roztoczanski Re: kuźnie, młyny, warsztaty... i wspomnienia 23.12.05, 13:57
      Nadchodzi czas, kiedy cichnie stukot mlotow w kowadlo, wygasa palensko,
      pamietam jak dziadek mowil w pierwszy i drugi dzien swiat "Odpoczalem sobie",
      ale jak byl u nas dluzej, to tesknil za swoja praca, za odglosami kuzni. Praca
      kowala mimo, ze tak ciezka, dawala mu duzo satysfakcji. Teraz coraz trudniej o
      prace dajaca zadowolenie, przewaznie kazdy lapie co sie da, by zarobic pare
      zlotych. Lecz nadchdzace Swieta Bozego Narodzenia przynosza nam nadzieje, zycze
      by uplynely radosnie i w gronie rodzinnym.
    • roztoczanski Re: kuźnie, młyny, warsztaty... i wspomnienia 06.01.06, 13:05
      Jakos ostatnio potomkowie kowali zaszyli sie w lesnej gluszy, moze snieg ich
      zasypal, wiec ja wystawie nos z pod puchowej pierzyny.
      Przypomnialo mi się kowalskie gwintowanie – często material przygotowany był
      prze kucie i srednica preta sprawdzana była przy pomocy plytki z otworami, ale
      nie był to przeciez idealnie okrągły przekroj, dlatego gwintownica miala
      dzielona narzynke, żeby łatwiej było otrzymac prawidłowy gwint. Do gwintowania
      potrzebne było cos, co natłuści gwintowany material. Chciałbym zapytac się,
      czy pamietacie, czego wasi dziadkowie uzywali do smarowania. Mój twierdzil, ze
      najlepsza jest … - na razie nie dokończę, poczekam, może ktos odpowie, to
      porównamy czy w innych kuźniach stosowano te same metody.
      Zycze Ludkowi Kowalskiemu i rescie forumowiczow szczesliwego nowego roku 2006 smile
    • leszeks Re: kuźnie, młyny, warsztaty... i wspomnienia 05.06.06, 23:51
      Kuźnie, młyny, warsztaty ... ale mieliśmy też huty! Stąd też zatrzęsienie wiosek
      z hutą w nazwie: Hucisko (nawet dwa), Stara Huta i jeszcze conajmniej 7 innych.
      W większości z nich znajdowały się huty szkła wytapianego z tutejszego piasku.
      Będę wdzięczny za opisy ówczesnej technologi wytapiania szkła.

      Pozdrawiam, Leszek.
      • roztoczanski Re: kuźnie, młyny, warsztaty... i wspomnienia 09.06.06, 13:35
        W calej Polsce jest sporo miejscowosci o tej nazwie. Na stronie
        mapa.szukacz.pl/
        pokazalo sie 20 smile
        Hucisko
        wieś
        710 osób
        woj. świętokrzyskie
        pow. konecki
        gmina Stąporków
        współrzędne
        szukaj w sieci

        Hucisko
        wieś
        700 osób
        woj. podkarpackie
        pow. leżajski
        gmina Leżajsk

        Hucisko Jawornickie
        wieś
        550 osób
        woj. podkarpackie
        pow. przeworski
        gmina Jawornik Polski

        Hucisko
        wieś
        450 osób
        woj. podkarpackie
        pow. kolbuszowski
        gmina Niwiska

        Hucisko Nienadowskie
        wieś
        440 osób
        woj. podkarpackie
        pow. przemyski
        gmina Dubiecko

        Hucisko
        wieś
        430 osób
        woj. podkarpackie
        pow. niżański
        gmina Harasiuki

        Hucisko
        wieś
        420 osób
        woj. podkarpackie
        pow. rzeszowski
        gmina Głogów Małopolski


        Hucisko
        wieś
        370 osób
        woj. świętokrzyskie
        pow. kielecki
        gmina Strawczyn

        Hucisko
        wieś
        290 osób
        woj. śląskie
        pow. zawierciański
        gmina Włodowice

        Hucisko
        wieś
        240 osób
        woj. świętokrzyskie
        pow. kielecki
        gmina Bodzentyn

        Hucisko
        wieś
        210 osób
        woj. lubelskie
        pow. zamojski
        gmina Krasnobród

        Hucisko
        wieś
        210 osób
        woj. mazowieckie
        pow. szydłowiecki
        gmina Szydłowiec

        Hucisko
        wieś
        200 osób
        woj. łódzkie
        pow. bełchatowski
        gmina Drużbice

        Hucisko
        wieś
        170 osób
        woj. małopolskie
        pow. wielicki
        gmina Gdów

        Hucisko
        wieś
        160 osób
        woj. świętokrzyskie
        pow. konecki
        gmina Ruda Maleniecka

        Hucisko
        wieś
        140 osób
        woj. świętokrzyskie
        pow. konecki
        gmina Słupia (Konecka)

        Hucisko
        wieś
        90 osób
        woj. świętokrzyskie
        pow. kielecki
        gmina Nowa Słupia

        Hucisko
        wieś
        90 osób
        woj. mazowieckie
        pow. przysuski
        gmina Przysucha

        Hucisko
        wieś
        40 osób
        woj. śląskie
        pow. częstochowski
        gmina Janów

        Hucisko
        wieś(22)
        woj. śląskie
        pow. lubliniecki
        gmina Boronów

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka