Dodaj do ulubionych

"U Guciow"... czy cos takiego...

14.08.05, 03:02
Ktos mi polecal taki nocleg na Roztoczu, ale na googlu nic nie znajduje...
Wie ktos co to takiego?
Bede w PL (takze na Roztoczu) za miesiac.

Dzieki wielkie za ewentualna informacje smile
Obserwuj wątek
    • chris-joe ps. 14.08.05, 03:12
      Dorzuce jeszcze, ze przywloke ze soba z Kanady mojego Brazylijczyka, ktory-
      odkad mu powiedzialem w jego rodzinnym miasteczku, ze Monte Castelo w stanie Sao
      Paulo jest brazylijska wersja Jozefowa (stamtad moj ojciec)- uparl sie, ze musi
      wpasc do polskiego Monte Castelo smile))
    • zapomnialamnicka Re: "U Guciow"... czy cos takiego... 14.08.05, 21:35
      hej tak tak swiat maly pamietasz mnie chris???
      ja roztocznka do konca zycia
      mojego brazylijczyka zabieram w moje pielesze na wiosne przyszlego roku smile)))

      uk.pg.photos.yahoo.com/ph/asica74/album?.dir=4617&.src=ph&store=&prodid=&.done=http%3a//uk.pg.photos.yahoo.com/ph/asica74/my_photos
      tu jest troche zdjec z guciowa krajanki z kobiecej polonii
      ja na nocleg polecilabym zwierzyniec
      tak tak swiat maly jest
      • chris-joe Re: "U Guciow"... czy cos takiego... 15.08.05, 21:15
        smile)) Hej, zapomnialamnicka! smile)) Gdziezbym zapomnial?!smile Ty juz z tropikow
        piszesz, czy jeszcze zza miedzy?

        Jesli wiosna na Roztoczu wpadnie ci gdzies w oko chorogiewka brazylijska, to
        bedziesz wiedziala, ktory to pionier ja zatknalsmile))

        Wyglada jednak na to, ze u Guciow sie nie zatrzymamy- wyglada to strasznie
        apetycznie, jednak to ok.15 km od mojej ciotki, a ze dlugich nocnych rozmow sie
        spodziewam (i to wcale nie o suchym pysku smile, nie wierze by sie kto trzezwy
        znalazl nas po nocy wozicsmile
        Zawsze zatrzymywalem sie u ciotki, ktora starym zwyczajem potrafila wszystkich
        przenocowac na kozetkach, tapczanach i podlogach, jednak teraz tam dwojka malych
        dzieciakow a i gosci paru tez sie zjawi.
        Tuz obok jest hotelik, nie tak malowniczy jak Gucie, ale przynajmniej pieszo sie
        tam dojdzie, nawet chwiejnym krokiem smile))

        Pzdrsmile
        • blotniarka.stawowa U Guciow czy nie... 15.08.05, 22:37
          ale milo byloby miec relacje z podrozy na Roztocze, tym bardziej, ze sie tak
          ciekawie zapowiada (ach te nocne rozmowy/kozetki/podlogi, wezykiem do hoteliku smile)

          Zanim jednak pojedziesz, wrzuc nam prosze co nieco do jednego z naszych watkow
          wspominkowych - z dziecinstwa w miejscu tak uroczym, jak polskie Monte Castelo,
          MUSISZ miec wspomnienia!
        • zapomnialamnicka Re: "U Guciow"... czy cos takiego... 16.08.05, 06:15
          ja jeszce zza miedzy ale pol roku i poczuje zar tropikow utrafie w sam srodek lata

          kurcze ale ci fajnie ja tu sie domagam oficjalnie relacji z wrazen i jakis zdjec
          moze to juz by sie calkowicie nie pozbierala z radosci

          fajnie tapczany podlogi wezzzykiem panowie po roztoczu, ja polecam spanie na
          swiezym sianku w stodole po harcersku smile)))))

          jesli mozna spytac to skad ciocia bo ja tak wlasnie w promieniu 15 km od Guciowa
          (u Jachymkow) pomiedzy szczebrzeszynem a zwierzyncem

          mysle ze pomnik szaranczy w zwierzyncu to fajnie miejsce dla brazylijskich pionierow
      • swiatlo Oh My God! 17.08.05, 19:24
        Czy to zdjęcie pod tytułem Image7, czyli to z chatą, masz gdzieś w wyższej
        rozdzielczości aby się nadawało na tapetę?
        Cudo!
    • chris-joe Re: "U Guciow"... czy cos takiego... 17.08.05, 10:51
      Blotniarka, tymi wspomnieniami strasznego bobu mi zadalas, bo Roztocze (a blizej
      okolice Jozefowa) to byl moj drugi dom prawie.
      Urodzilem sie i wychowalem w Warszawie, ale ojciec wiecznie nas na to Roztocze
      wlokl, tak ze bywalem tam systematycznie odkad pamietam, az po moj wyjazd z
      Polski w polowie lat 80.
      Gdy przyjezdzam do Polski, Jozefow zawsze jest obowiazkowa czescia podrozy.
      Ostatnio bylem w Polsce prawie 4 lata temu i to tylko z 4 dniowa wizyta
      wigilijna, lecz nawet wowczas musialem wykroic dzien na pospieszny i
      blyskawiczny wypad do Jozefowa.

      Byc w Polsce i nie byc w Jozefowie, to tak jakby ...wpasc do Nowego Jorku i nie
      zajrzec na Times Square smile))

      Okolice mi znane to wspomniany Jozefow, Hamernia, Dlugi Kat, Nowiny, Majdan
      Nepryski, Obsza, Susiec, Zwierzyniec, Bilgoraj, Zamosc oczywiscie...

      W jozefowskim zalewie gowniarzem jeszcze bedac po raz ostatni plywalem na luzie;
      tam wlasnie pluskajac sie dawnym wieczorem przypomnial mi sie swierzo widziany
      w Warszawie film "Godzilla contra Hedora" i ta Hedora siedziala w wodzie pode
      mna, wiec z zalewu ucieklem pospiesznie, a Hedora do dzis pode mna plywa i juz
      nie potrafie bez strachu sie zanurzyc w zadnym oceanie. Bo kazdy ocean to
      jozefowski zalew z Hedora smile
      (Zapomnialamnicka- uwazaj w Brazylii, bo rok temu w Rio przy Copacabanie tez sie
      na jozefowska Hedore natknalem! smile

      Blotniarka, tyle porwanych migawek z Roztocza mi sie w pamieci przewija, ze
      musialbym ci chyba pol swojego zycia opowiedziec.
      Grzybobrania w Puszczy Solskiej, jozefowskie odpusty, Stefka Kolbuska (na ktorej
      wspomnienie sie zawsze wzruszam), baby wysiadujace u babci, Restauracja
      Sloneczna, lody przy rynku, kamieniolomy i cmentarz zydowski, ruiny synagogi
      (dzis odbudowanej) z suszaca sie w nich bielizna z pobliskiej pralni miejskiej,
      procesje "z obrazem", wigilie z sianem na podlodze i pod obrusem i z dziadkiem
      rozrzucajcym pieniadze na Sw. Szczepana, pogrzeby z orkiestra stazacka, marsze
      przez pole z Jozefowa do Hamerni (tam byla taka malutka osada po drodze, a w
      niej studnia, a w tej studni slodka woda!)...

      Dosc! bo robie sie sentymentalny, a tego nie lubie z rana smile

      Zapomnialamnicka- jak widzisz, ja z Jozefowa, ale jesli nie zapomne zabrac z
      soba brazylijskiej choragiewki i uda mi sie przez Zwierzyniec otrzec (a chyba
      sie uda), to pomnik szaranczy wyszukam. Tylko, czy ta choragiewka dotrwa do
      wiosny?... smile

      Raport z wizyty obiecuje, zdjecia tez przywioze, mimo, ze w Polsce bede ledwo
      ponad tydzien, a na Roztoczu kapke jedynie. Wakacje co prawda miesieczne, ale
      na spory kawalek Europy sie szykujemy.
      Lecz jak sie rzeklo- Europa bez Roztocza sie nie liczy! smile





      • blotniarka.stawowa Jozefowskie "pol zycia" 17.08.05, 22:40
        chris-joe napisał:
        > Blotniarka, tymi wspomnieniami strasznego bobu mi zadalas

        Nie taki ten bob straszny, bo widac, ze wspomnien masz ogrom, wystarczyloby na
        niejedna nocna rozmowe...

        Po kazdej takiej opowiesci, jak ta o Hedorze, na nowo sobie uswiadamiam, jak
        trwale zaznaczaja sie w psychice dziecka nie tylko przezycia, ale nawet
        skojarzenia z dziecinstwa. W wielu z nas takie "Hedory" sie zagniezdzily i
        pasozytuja do dzisiaj sad

        > Blotniarka, tyle porwanych migawek z Roztocza mi sie w pamieci przewija, ze
        > musialbym ci chyba pol swojego zycia opowiedziec.
        Alez opowiadaj, sluchac umiem...

        > Stefka Kolbuska (na ktorej wspomnienie sie zawsze wzruszam)
        Czy opowiesc o Stefce znasz tylko z tego forum, czy byla jeszcze gdzies indziej
        publikowana? Jesli tak to przylinkuj, prosze. Opowiadanie panow Swiatlo i Eloi o
        Stefce poruszylo i mnie, wywolalo potrzebe napisania o innych "Innych", ktorym
        poswiecilam osobny watek.

        > Europa bez Roztocza sie nie liczy! smile
        Rzekles. smile
        • czuk1 Re: Jozefowskie "pol zycia" 18.08.05, 07:28
          Chris-Joe. Bylibyśmy zaszczyceni (kilka osób z naszego forum0 abyś zechciał z
          nami sie spotkać, bedąc na Roztoczu .
          Bardzo był bym wdzieczny za podjecie tego tematu i przyjecie naszego
          zaproszenia (pisze w imieniu zaprzyjaźnionych forumowiczow) a nie jakis
          tam "załozyciel" forum.
          A opowiadania Twoje sa wzruszajace.
          Pozdrawiam Cie mariusz-czuk
          • chris-joe Re: Jozefowskie "pol zycia" 18.08.05, 11:47
            Opowiadanie o Stefce mignelo mi dawno na tymze forum, jednakze Stefke znalem
            osobiscie... Zawsze bede pamietal, jak szla na pogrzebie mojej babci- troche z
            boku orszaku (bo, gdziezby Stefka smiala mieszac sie z reszta zalobnikow...)
            dzwigajac dwa ciezkie swieczniki przytrumienne (bo gdziezby Stefka smiala
            uczestniczyc w pogrzebie bezuzytecznie...)

            Czuk- czuje sie zaszczycony, ze moglbym kogokolwiek zaszczycac! smile
            Na Roztoczu bede ledwo jeden dzien z kawalkiem. Newet daty dlugo jeszcze znac
            nie bede. Umowmy sie tak, ze gdy tylko poznam date, to podrzuce ja wam
            (ostrzegam, ze jest mozliwe, ze ja poznam ledwo 1-3 dni przed przyjazdem na
            Roztocze) i wowczas zobaczymy, czy uda nam sie zaaranzowac ad hoc spotkaniesmile
            W jakiej okolicy "bazujecie"?
      • chris-joe Re: * Uwaga * Uwaga * Nadchodzi * - Chris-Joe 14.10.05, 06:34
        Cichcem sie tu zakradam, by we wlosiennicy w piersi sie bic, ze prawie nic z
        planow tylu nie wyniklo...
        Mariusza- Czuka przepraszam zwlaszcza, ze na spotkanie zadnej szansy nie bylo sad((

        Byl wieczor w Warszawie, siedlismy umordowani zwiedzaniem miasta (uprzednio
        Krakow, Wroclaw i okolice Dzierzoniowa nawiedziwszy w biegu) i podliczywszy z
        nagla garsc dni, jakie Brazylijczyk mial przed soba w Polsce stwierdzilismy ze
        zgroza, ze TYLKO JUTRO nam pozostalo na wypad na Roztocze. Rozbieglismy sie
        przerazeni do spania, by z rana natychmiast wsiasc w samochod i ruszyc do
        Jozefowa. Ciotke powiadomilismy o wizycie telefonicznie juz z drogi.

        Zatrzymalismy sie w biegu w Zamosciu, gdzie ojciec zapedzil nas wszystkich
        sentymentalnie do swego niegdysiejszego gimnazjum i nie potrafil odnalezc swojej
        klasy, wpadlismy jak po ogien do kolegiaty, przebieglismy przez rynek sensacje
        rozleniwionych Zamojszczan wzbudzajac nasza czereda (a dzien byl cudo, bo
        dopisala nam pozna jesien, jak rzadkosmile
        Ciotka dzwonila juz niecierpliwie, ze gdzie sie podziewamy, ze czekaja z
        obiadem... Znow wiec pedem do auta, by dotrzec do Jozefowa poznawym juz
        popoludniem.

        W Jozefowie blyskawiczny wypad do sklepu po piwo i wodke, obiad ciotczyny
        zamowiony- bo telefon o naszym przyjezdzie zaskoczyl ja w trakcie przygotowan do
        pogrzebu dalekiej krewnej i na gotowanie czasu nie stalo (w Jozefowie, kazdy
        przeciez jest blizszym badz dalszym krewnymsmile

        O hotelu zadnym mowy nie bylo! Spanie bylo juz przygotowane.
        Poszlismy jeszcze obleciec pare jozefowskich katow, zajrzec na cmentarz do
        dziadkow, gdzie miejscowy wariat krzyczal "Noc juz! Noc nadchodzi!". Na skroty
        mlodziencze ojca -czyli przez chaszcze, juz o zmroku- przedarlismy sie pod
        kosciol i przez rynek do domu. Do wodki i do piwa.

        Rozmowy trwaly chyba do 5 rano. Co raz ktos odpadal do spania: wpierw rodzice,
        pozniej Brazylijczyk, ktory nic nie kumajac upil sie szybko i dokladnie
        doprawadzajac rodzine do lez smiechu, gdy za kazdym kolejnym kieliszkiem wodki i
        butelka piwa (dominowal Zwierzyniec) powtarzal pare zaslyszanych slow po polsku:
        Nova piwa! Nova wodka! Sluchaj! Na zdrowie! -az dotrwalo nas troje do bladego
        switu, moj kuzyn, jego zona i ja.

        Obudzilem sie pozno i ze strrrrasznym kacem. Brazylijczyk byl swierzy i
        nowiutki i od dawna juz na nogach z cala reszta rodziny.

        Sniadanie -obfite- zjedlismy chyba w ogrodku...
        Zapakowalismy sie do samochodu udajac brak wzruszenia przy pozegnaniu.

        Zatrzymalismy sie dopiero w Lublinie na dlugi lunch. Do Warszawy dotarlismy
        wieczorem. Nastepnego dnia rano Brazylijczyk lecial juz do Paryza, gdzie za
        cztery dni i ja mialem dotrzec z rodzicami na ostatnie trzy dni wakacji. W
        zeszla sobote tam tez rodzice i ja rozjechalismy sie na rozne lotniska.

        Czuku- zaluje niezmiernie i przepraszam, ze do spotkania nie doszlo, ale sam
        widzisz w jakim tempie zdarzenia sie dzialy...

        Zapomnialamnicka- przepraszam, ze z choragiewki brazylijskiej na zwierzynieckim
        pomniku wyszly nici (dodam, ze w Londynie Brazylijczyk zrobil niejaka furore
        przeze mnie wyprodukowana zolto-zielona koszulka z napisem: "Don't shoot, I'm
        Brazilian" smile

        blotniarka.stawowa- wypatrzylem, ze ty nie tylko krajanka roztoczanska, ale po
        tej stronie Stawu tyz smile Gdzie ty?

        Pozdrawiam i reszte Roztoczan, zalujac szalenie, ze tak...












        • czuk1 Re: * Uwaga * Uwaga * Nadchodzi * - Chris-Joe 14.10.05, 12:03
          Trudno. Szkoda. Do nastepnej podrózy w rodzinne strony. Wytłumaczyłaś się
          całkowicie.
          Uzyskalismy przy okazji opwiadanko - "jak to na Roztoczu bylo".
          Ciekawi mnie (przy okazji) dlaczego Brazylijczyk rano był świeży. Po prostu
          chyba nie pił?

          Pozdrawiam Cie za Wielka Wodą.

          mariusz-czuk
        • blotniarka.stawowa Cale poltora dnia :) 16.10.05, 19:24
          Chris-Joe,
          dzieki za wspaniala relacje z roztoczanskiego wypadu - przywolala wspomnienia
          mojego, sprzed roku.
          Gonitwe mialam calkiem podobna do twojej. Kto nie mial CALEGO POLTORA dnia na
          wizyte na Roztoczu, nie zrozumie... smile Roztoczanska galaz mojej rodziny
          wymarla lub wyalienowana jest, wiec z przyjemnoscia skorzystalam z
          bezinteresownej oferty forumowiczow - lepszych przewodnikow nie mozna bylo sobie
          wyobrazic! Mimo ze 'notice' dostali mniej wiecej z takim wyprzedzeniem, jakie
          ty twojej jozefowskiej Ciotce zaserwowales, byli w stanie pokazac mi wiele.
          Trasa wiodla przez Zwierzyniec (osrodek RPN, stawy Echo, kosciolek na wodzie),
          Szczebrzeszyn z chrzaszczem, gorki zurawnickie. W Zamosciu dluzej,
          szczegolowiej, w roznych ciekawych punktach miasta – Arsenal, kolegiata,
          Rotunda, park, a wszedzie cieplo i slonecznie, choc to druga polowa
          pazdziernika. Potem zamojskie podworka - te piekne, odnowione, i te zniszczone,
          odrapane, czekajaca na swoja kolej, rozne rynki (Wodny, Solny I ten "glowny",
          gdzie w koncu spoczelismy umordowani na pozny, dlugi obiad). Na drugi dzien -
          kierunek przez Jozefow do Belzca. To wstrzasajace miejsce nalezalo odreagowac,
          a w tym pomogly "szumy" na Tanwi w okolicy Susca. Bylo tam cicho, spokojnie,
          kojaco (podobno w sezonie jest tlumnie i glosno). Potem urocze Gorecko
          Koscielne z aleja starych debow, cudownym zrodelkiem i modrzewiowym kosciolkiem.
          Jeszcze gdzies tam po drodze rzut oka na palacyk w Narolu, przechadzka wawozem w
          Topolczy, palac i park w Klemensowie, kilka zatrzyman przy lesnych partyzanckich
          grobach...
          Bez robienia notatek i filmowania z komentarzem zginelabym, nie wiedzialabym
          gdzie bylam i co widzialam w ciagu tych 36 godzin... Zywie nadzieje, ze
          nastepnym razem wszystko bedzie powoli, systematycznie, dam sobie czas na relaks
          i dlugie rozmowy, ale znajac realia bedzie podobnie.

          A ty sie w piersi nie bij i wlosiennice zrzuc, ale obiecaj solennie ze nastepnym
          razem z forumowiczami sie na Roztoczu spotkasz, przy ognisku zabawisz, nalewke
          zurawinowa pochwalisz (czego ja zaniedbalam jako nietrunkowa), spiewna mowa sie
          nacieszysz...

          > zolto-zielona koszulka z napisem: "Don't shoot, I'm Brazilian" smile
          Peklam ze smiechu.
          > po tej stronie Stawu tyz smile Gdzie ty?
          Za miedza, w sasiedniej prowincji. Podejdz no do plota smile
          Do Montrealu mam 8 i pol godziny (jak wiadomo, w Kanadzie 'godzina' to jednostka
          miary odleglosci).

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka