Roztoczańskie noce...

10.10.05, 23:18
Marzy mi się Rotoczańska noc: ciepła, czarna, ze świerszczami grającymi w
trawie i zapachem maciejki z ogródka... Albo jasna, przy pełni księżyca i z
psem szczekającym gdzieś w oddali... I koniecznie cicha - bez samochodowego
zgiełku pod oknem, bez krzyków dobiegających zza ściany sąsiada, bez ulicznych
latarni.....................................
    • miet.b Re: Roztoczańskie noce... 11.10.05, 08:03
      Beniu taki jest Rajd Nocny w drugiej połowie czerwca kazdego roku organizowany
      przez PTTK w Zamościu. Zawsze odbywa się na Roztoczu. Zawsze jest ciepło. Nad
      ranem jest jeszcze dodatkowe ognisko. Fajna sprawa.
      • ralston Re: Roztoczańskie noce... 11.10.05, 13:16
        Teraz już noce baaardzo rześkie. Ale latem? Czemu nie... smile
        • mjot1 Noc... 11.10.05, 19:56
          Niestety nie na Roztoczu...
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=309&w=25885726&a=25985856
          Ot taka zwykła noc w „moich” zwykłych krzakach...
          No i w dodatku „danie” odgrzane... A co mi tam!

          Ralston napisał:
          „Teraz już noce baaardzo rześkie. Ale latem? Czemu nie... smile
          Lecz przecie noc każda (bez względu na porę roku czy aurę) ma swój urok i
          to „coś”...
          Jeśli już „odgrzewać” to na całego!
          Oto wywleczone gdzieś z prehistorii chyba...

          „/.../ A zima? Cóż zima na pewno jest szczególną i piękną porą roku.
          Ta ilość nieskazitelnej bieli, te czapy śniegu na drzewach, przepiękne zjawisko
          szadzi, stłumiony strach zwierzaków i ptasząt pozwalających podziwiać się ze
          stosunkowo bliskiej odległości, narty, sanna... Można tę wyliczankę mnożyć.
          Lecz by poczuć niezwykłość tej pory roku trzeba w mroźną księżycową noc znaleźć
          się w lesie w zakątku gdzie na pochyłości malutkiego zbocza rośnie niegęsty
          młody las mieszany. Są tam i sosny i jawory i buczki i graby i modrzewie smukłe
          i dąb i robinie i daglezja i krzak leszczyny a z przodu u stóp górki stoi
          dostojny stary buk ze swą królewską rozłożystą koroną i fantazyjnie
          powyginanymi konarami.

          Otóż w taką właśnie noc, gdy mróz przekracza minus 20 stopni należy wyjść na
          moje podwórko i patrzeć...
          Matka natura w chwili takiej odkłada pędzle i farby a bierze rysik i tworzy
          grafikę przepiękną a niesamowitą zarazem posługując się jedynie dwoma skrajnymi
          barwami czernią i bielą (a biel ta jest jakaś niesamowicie „zimna” i
          jakby „świecąca” dodatkowym światłem...). Ruchami pewnymi zdecydowanie kreślone
          są czarne kreski konturów pni drzew ginących w plątaninie konarów, gałązek i
          igliwia Śnieg poprzylepiany do pni i koron grafice tej dodaje fantazji.
          Nienaturalne zgrubienia i przewężenia pni czynią świat niesamowitym i
          nierealnym.
          Na zboczu zaś rysowane są kreski cieni... I tu fantazja nie zna granic! Proste,
          równoległe czarne krechy pni są cięte, przesuwane i wyginane nierównościami
          poduchy śnieżnej.
          Wszystko to jest rysowane na tle gwieździstego nieba. Niezwykła przejrzystość
          powietrza powoduje, że ilość i wyrazistość gwiazd jest niesamowita... Stoimy
          więc bez ruchu z rozdziawioną gębą zionąc kłębami pary zapatrzeni w Oriona...
          Otacza nas ta niesamowita cisza powodująca, że nasz własny puls słyszymy jak
          potężne sapanie parowozu... I nagle dostrzegamy, że grafika ta „żyje”, że te
          same kreski na śniegu jednak inne są niż przed chwilką! Dociera do nas, że
          świat jednak „się kręci”! Natura „przesuwając” monotonnie po niebie księżyc
          powoduje, że obraz jest ciągle w stadium tworzenia... A my dostąpiliśmy
          rzadkiego zaszczytu bycia naocznymi świadkami tej niezwykłej twórczości. To nie
          koniec dzieła. Ono trwa wiecznie...
          Szczypanie w nos daje sygnał, że czas na nas, że dla nas seans się kończy, że
          czas wracać do cieplutkiej starusieńkiej drewnianej chałupinki...”

          Najniższe ukłony!
          Jedynie potrawy odgrzewane serwujący M.J.
          • bacia40 Re: Noc... 11.10.05, 20:12
            Mjocie, odgrzewane a jakie pyszne! Pomachiwajki od tej co czytała z rozdziawioną
            gębą nocne krajobrazy...
          • benia30 Re: Noc... 13.10.05, 19:10
            mjot1 napisał:

            >
            >
            > Jeśli już „odgrzewać” to na całego!
            > Oto wywleczone gdzieś z prehistorii chyba...
            >
            > „/.../ A zima?

            A jesień???
            Proszę coś świeżego smile)
            • mjot1 Re: Noc... 14.10.05, 10:20
              A jesień...?
              Wychodzę z cichej bezpiecznej chałupinki a w zwolnioną przestrzeń natychmiast
              wkraczają dostojnie koty i z tupotem sarniątko a tuż za nimi nad wszystkim
              czuwa z uśmiechem na pysku Junior (pies marki pies). Kilka może i oklepanych,
              zdawkowych, lecz miłych gestów na pożegnanie i Moja Zdecydowanie Lepsza Połowa
              wpada w wir codziennych zajęć zaczynający się od obsłużenia stadka głodomorów.
              A ja zanurzam się w ciemność…
              Człapię niechętnie i na oślep powoli przyzwyczajając wzrok do ciemności. Jest
              mgła, rzadka jednak wilgotna i chłodna. Na niebie pomiędzy dziurami w chmurach
              gdzieniegdzie blado połyskują gwiazdki. Minęła 5,30, nad światem panuje jeszcze
              regularna noc… Las szepce cichutkim stłumionym szelestem opadających ciężkich
              wilgocią listków i skapującą grubymi kroplami mgłą… Ten usypiający szmer nagle
              tuż obok, po prawej rozrywa upiorny hałas! Jakieś opętańcze kwilenie!
              Zmysły stają dęba. Czochradło jeży się mimowolnie i wraz z „gęsią skórką” na
              plecach robi się cieplutko… Za chwilkę sowa odzywa się ponownie i ponownie jest
              tuż, lecz ciemność niestety nie pozwala jej dostrzec. Człapię dalej włos
              zjeżony powoli opada siły napinające skórę na plecach słabną, oddech i tętno
              wracają do normalnego rytmu…
              Mijam las i wkraczam w młodnik. Mgła wyraźnie gęstnieje już nie widać gwiazdek
              tylko kontury najbliższych i drzew. I ponownie raban okropny tuż z prawej
              strony! I cóż z tego, że oddalający się hałas mówi mi wyraźnie, że to tylko
              stadko dzików skoro fala ciepła ponownie przelewa się przez człeka a tętno aż
              trzeszczy w uszach.
              I to ponownie prawa strona. Hm… Pewnie niczym płaszczka wszystkie zmysły mam
              przemieszczone na jedną stronę.
              Ruszam dalej. Brnąc przez mgłę mijam młodnik, ugory… Powoli zaczyna mnie
              otaczać i wchłaniać cicha śpiąca jeszcze smacznie wieś…
              Gdzieś tam odzywa się kur a z dala zza chałup dobiega ostry śpiew kuropatwy.
              Nie ma już radosnego szczebiotu jaskółek, już nie słychać nawet cichutkich
              pożegnalnych dzwoneczków odlatujących skowronków. To już jesień…
              Autobus wchłania mnie i wiezie w kierunku cywilizacji… Ech czegóż to człowiek
              nie zrobi dla szmalu…
              A w międzyczasie powoli budzi się dzień, zwykły jesienny dzień. Może i smętny
              szary zasnuty mgłami…
              Przecie jednak z każdym tyknięciem zegara zbliża się najpiękniejszy dzień
              tygodnia piątkiempopołudniu zwany!

              Najniższe ukłony!
              W pozie wyczekującej (na ową chwilę) nienaturalnie wygły M.J.
              • czuk1 Re: Noc... 14.10.05, 12:06
                Diękuję. mamy nowego literata - leśnika.
                Jak zwykle ocenię - urokliwa noc i wrażliwy na uroku przyrody autor.
                m
                • januszx Re: Noc... 14.10.05, 16:09
                  I juz prawie doczekałeś się do tej Twojej najpieknejszej pory tygodnia , jakby
                  nie rzec właśnie mamy - piatek po południu a opis roztoczańskiego poranka
                  pozwala zobaczyc jego obraz bez fotografii
                  Pozdrawiam
                  • bacia40 Re: Noc... 14.10.05, 19:17
                    Januszu, prawda, że podkarpacki jesienny poranek - wypisz, wymaluj- wygląda
                    całkiem jak roztoczański?! (Nie wiem, bo nie widziałam roztoczańskiej jesieni,
                    ale mogę sobie wyobrazić)
                    • czuk1 Re: Noc... 16.10.05, 06:47
                      Drzewa (...również..) bez liścianych koszulek są piękne. Szykują się do
                      długiego snu. Wyraźnie boją się zimy.
                      m
                      • januszx Re: Noc... 17.10.05, 12:08
                        Baciu podkarpacki poranek przypomina roztoczański , jednak są też pewne
                        różnice:smile ,warto je poznać... ale chyba jeszcze Mariuszu te drzewka
                        poubierane w "koszulki" tylko poprostu włozyły nowe , bardziej kolorowe...
                        Pozdrawiam
                        • czuk1 Re: Noc... 17.10.05, 16:36
                          Tak Januszu. Potwierdzam. Drzewa mają - faktycznie - jeszcze listowie kolorowe.
                          Nie sądzę jednak, że odczuwalne jako minusowe temperatury (i dzisiejsza nocna
                          zblizona do zera - ta ktora idzie)nie darują tym kolorowym lisciom. Dziś red.
                          (meteo) Zalewski w radio potwierdził, że po jednej mróźnej nocy liscie opadna.
                          m
              • bacia40 Re: Noc... 15.10.05, 23:21
                Mjocie, straasznie wcześnie wstajesz, o barbarzyńskiej porze wychodzisz z
                chałupinki, odgłosy przyrody wywołują wystrzały adrenaliny - po uszy zanurzony w
                prawdziwym świecie. Tylko polowanie wygląda inaczej niż kiedyś...
      • f601 Re: Roztoczańskie noce... 13.10.05, 09:01
        Ja kiedyś przeżyłem coś takiego. Na obozie harcerskim poszliśmy w nocy ok. 10
        km do kościoła na ranną mszę. Wędrowało się super. Na końcu mszy ksiądz podał
        nas jako przykład na to, że mimo, iż daleko to przyszliśmy i wzięliśmy udział.
    • talisker Re: Roztoczańskie noce... 12.10.05, 15:59

      Twoj post mi o czyms przypomnial !
      Moja zona ocenila kiedys krotko moje "zdolnosci" aktorskie : bylbys swietny w
      roli "gdzies w oddali szczekajacego psa" wink
      Pewnie sie burkow i ciapkow po nocach nasluchala bo tez z Roztocza jest.

      Pamietam kiedys z kolega siedzac w taka noc na dachu (mielism wtedy po 12 moze
      13 lat i kolegowalismy sie z okolicznymi kotami) rozpoznawalismy (tzn
      staralismy sie) po szczekaniu ktorego sasiada we wsi to pies wink
      Swietna zabawa byla.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja