Z pamiętnika podróżnika... (opowieść online)

27.07.04, 13:29
Z pamiętnika podróżnika Svena Ipognałwlasa

Dzień 1 - godz. 17:82

-Ożesz k...a - zaklalem bez entuzjazmu. Repertuar przeklenstw skonczyl mi sie
dobrych kilka godzin temu i wszystkie, wielokrotnie uzyte stracily smak,
zapach i moc uzytkowa. Co gorsza, podreczny slownik brzydkich wyrazow dawno
poszedl na rozpalke, podczas jedne z awarii piecyka atomowego, a nie
pomyslalem by zaopatrzyc sie w elektroniczna wersje.

A to wszystko przez ten objazd na galaktycznym szlaku do Hakary-5, przez
jakas lokalna wojenke musialem sie tluc bocznymi trasami na ktorych pelno
meteorow, komet i smiecia wszelakiego. Plugi kosmiczne chyba rzadko tu
zagladaja, jesli w ogole, a moja rakietka nie byla projektowana na takie
wertepy, tylko na loty po porzadnych szlakach cywilizowanej czesci Galaktyki.
W czasie jednego ze wstrzasow, gdy zderzyla sie z kolejnym meteorem, komputer
pokladowy sie zawiesil. Co prawda w koncu udalo sie go zrestartowac, ale
twierdzil teraz ze jest kalkulatorem akademickim, a mnostwo danych przepadlo,
na przyklad data, dlatego roboczo wpisalem, ze jest dzis dzien 1. A
najwazniejsze, ze przepadla nasza aktualna pozycja...
    • meteor2017 Dzień 2 29.07.04, 23:53
      [Widze, ze opowiesc ruszyla z kopyta ;) No nic, oto drugi odcinek na rozped i
      zapraszam do pisania kontynacji opowiadania online]

      Dzień 2

      W tej sytuacji zrobilem jedyne co moglem zrobic, czyli nie zrobilem nic.
      Postanowilem poczekac az przyjdzie mi do glowy genialne rozwiazanie, albo
      sprawa rozwiaze sie sama, mialem nadzieje, ze nastapi to jak najszybciej.

      Tymczasem korzystajac z nieplanowanego postoju, zaczalem robic porzadki na
      statku. Juz dawno mialem zmienic lakier, ale nigdy nie mialem na to czasu, a w
      warsztacie slono sobie liczyli. Wlozylem wiec roboczy kombinezon kosmiczny i
      wyszedlem w proznie z puszkami farb i szablonami. Statek pomalowalem na
      niebiesko, a nastepnie go zoltymi, pomaranczowymi i czerwonymi gwiazdkami. Gdy
      skonczylem, popuscilem nieco linki bezpienstwa i oddalilem sie od statku by
      objac calosc wzrokiem. Obejrzalem swoje dzielo dokladnie i zdecydowalem sie, by
      ulozyc z gwiazdek nazwe statku, wkrotce gwiazki na kadlubie zgrupowaly sie w
      napis "Pikuś". Zadowolony wrocilem do srodka, teraz nie bedzie wstyd ladowac na
      cywilizowanych planetach... jesli na jakiejs bede jeszcze ladowal.
      • Gość: sim.on Re: Dzień 2 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.08.04, 09:51
        heh ja bym dołożył od siebie, że jak bohater podziwiał efekty swej artystycznej
        działalności, to pieprznął go w potylicę jakiś kosmiczny śmieć z części 1. poza
        tym skąd gość miał tyle lakieru i farby na pokładzie żeby pomalowac cały
        statek? bez urazy ale ani chybi przygłup jakowyś z niego i nic dziwnego, że
        tłucze się po galaktycznych wertepach.
        • meteor2017 Re: Dzień 2 06.08.04, 21:09
          To powiedziawszy narrator pomocniczy wszechwiedzacy sie wkurzyl na poziom
          tworzonego opowiadania i sobie poszedl... Dopoki nie znajdziemy nowego
          narratora (a starego oskarzymy o probe zabojstwa glownego bohatera),
          przechodzimy calkowicie na narracje pierwszoosobowa narracje. I tak taka byla,
          ale niektore fragmenty wymagaly ewentualnie narracji trzecioosobowej.

          -Ide spac - mruknalem do siebie - glowa mnie boli, guz rosnie i nie moge sie
          skupic.

          A teraz informacja od producenta farb i lakierow kosmicznych Sepulka-Lab
          (oficjalnego sponsora tego opowiadania):
          Zastosowana w naszych produktach technologia jest supernowoczesna - nakladana
          warstwa jest ultra-cienka, dzieki czemu wystarczy naprawde mala ilosc farby.
          Ponadto jest ona odporna na promieniowanie kosmiczne, ma duza wytrzymalosc na
          zderzenia z pylem kosmicznym i nigdy sie nie łuszczy.
          • Gość: sim.on Re: Dzień 2 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.08.04, 09:41
            he, nie pisałem tego złośliwie o lakierze. po prostu wydaje mi się, że bohater
            by nie podołał zadaniu sam w przestrzeni kosmicznej. od tego są odpowiednie
            warsztaty usytuowane na orbicie prawie kazdej wiekszej planety.
            • meteor2017 Komunikat od sponsora 09.08.04, 13:03
              Komunikat Sepulka-Lab:
              Nasze produkty sa przeznaczone dla osob, ktore dysponujac duza iloscia wolnego
              czasu (bohater akurat nie mial nic innego do roboty), chca obnizyc koszty
              remontu. Warsztaty orbitalne, badz co badz, slono sobie licza...

              Jednoczesnie w zwiazku z niewywiazywaniem sie autorow z umowy (chodzi o
              zluszczenie farby), wycofujemy sie ze sponsorowania tego opowiadania. Naszym
              zdaniem to ono od poczatku bylo do bani, jest autorstwa poczatkujacych,
              zakompleksionych autorow, ale nie chcielismy was urazic... ale sami tego
              chcieliscie! Teraz wam tej szmiry nikt nie zasponsoruje, nie liczcie tez na
              patronat medialny!

              Ekhm... koniec komunikatu.
    • werewolf88 Re: Dzień 3. 7:00 06.08.04, 22:00
      Obudziłem się w humorze zbliżonym do dobrego. Ból głowy zniknął, złagodzony
      przez umieszczone w poduszcze masażery z lodem.
      - Dzień k..wa dobry Sven - usłyszałem.
      Komputer się naprawił - pomyślałem - niestety ze starą osobowością.
      Wyjrzałem przez bulaj. Burza meteorów minęła więc przy pewnej dozie szczęścia
      i umiejętności niedługo polecę dalej._
      - Na dzisiejsze śniadanie polecam tabletki od bólu głowy - odezwał się komputer
      z typową dla siebie cyniczną życzliwością.
      Chciałem mu odpowiedzieć, ale nic wystarczająco wrednego nie przychodziło mi
      do głowy.
      - Uruchom silniki - poleciłem. Odpowiedź komputera była z gatunku tych, których
      nie cytuje się w towarzystwie. - No tak- mruknąłem - bez kija się nie obędzie.
      • Gość: sim.on Dzień 3. 7:30 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.08.04, 09:48
        Wkładając kombinezon ponownie zerknąłem w bulaj. W przestrzeni wokół statku
        dryfowały płaty żółtego i niebieskiego lakieru.
        – Oż w mordę! – na ten supernowoczesny lakier wydałem na Alfie ostatnie
        kredyty. – Cholerna tandeta.
        Wiedziałem, po prostu wiedziałem, że ten gość w knajpie po prostu mnie
        oszwabił. No bo jaki poważny przedstawiciel handlowy przesiaduje w spelunie dla
        spłukanych pilotów?
        –K...wa mać!
        –Słucham? – zapytał usłużnie komputer.
        –Zamknij się łajzo, to nie do ciebie – mruknałem poirytowany. – Lepiej
        przygotuj jakieś żarcie.
        –Dysponujemy tylko zestawem standardowym 0014 – może to dziwne, ale w głosie
        kompa usłyszałem wyraźną drwinę. – Na ciepło czy na zimno?
        –A rób cholera jak uważasz – mruknąłem zrezygnowany i powlokłem się do mojej
        mikroskopijnej kuchni.
        • meteor2017 Dzień 3. 7:45 07.08.04, 18:24
          Wcisniety miedzy terminal recznego wybierania potraw, kombajn kuchenny bedacy
          skrzyzowaniem robota kuchennego, mikrofalowki, piekarnika, kuchenki, zmywarki i
          innych archaicznych urzadzen, z lokciem w podajniku naczyn jednorazowych, glowa
          dotykajac sufitu, a nogami wystajacymi na korytarz jadlem sniadanie.
          Na plastikowej miseczce smakowicie prezentowal sie zestaw 0014+, czyli bardzo
          pozywna i zdrowa papka syntetyczna o konsystencji kisielu, kolorze ogorkow
          malosolnych i smaku pieczonego sledzia nadziewanego brukselka. Plus oznaczal
          wersje posilku wzbogacona o kofeine. Jedzac ze smakiem, az mi sie uszy trzesly,
          myslalem o tym jak to dobrze, ze akurat ten zestaw zostal, a nie 0005, albo
          0016.
          W zasadzie juz konczylem, gdy odezwaly sie glosniki.
          -Tu twoj ukochany komputer pokladowy, boja sygnalizacyjna wystrzelona, ruszamy
          za piec sekund. Prosze drogi pasazerze zajac miejsce i zapiac pasy.
          -%^$*@%*$%... - powiedzialem wypadajac na korytarz, ale nie dokonczylem
          kwestii, bo nagle rzucilo mna o sciane, nim mnie zamroczylo, zdazylem pomyslec
          ze bede mial drugiego, symetrycznego guza...
    • werewolf88 Re: Dzień 3 . 8:15 08.08.04, 08:39
      O błoga nieświadomości dlaczego odeszłaś. Leżałem na płytkach pcv pokrywających
      podłogę mojego wiernego statku. " To co nas nie zabija czyni nas silniejszymi"
      przypomniało mi się stare powiedzenie. Pokrzepiony tą myślą kulejąc na lewą
      nogę i czując pewien bezwład w lewej dłoni pokuśtykałem do kajuty. Właz był
      zamnięty więc co wydało mi się dziwne. Zazwyczaj nie zamykam go ba ma tendencję
      do zacinania. Na moim niesamowitym pogromcy przestworzy niewiele urządzeń
      działa jak należy, wiecie kwestia oszczędności. Lekko tylko zaniepokojony
      otworzyłem właz. Seria z karabinu plazmowego, która przeleciała mi nad głową
      wywołała większe, znacznie większe obawy. Padłem przepisowo na podłogę.
      - Dla pana rozrywki pozwoliłem sobie aktywować robota bojowego - odezwał się
      ciepły głos mojego S.I. - myślę że teraz jest w pana kajucie.
      • meteor2017 Dzień 3 . 8:20 08.08.04, 12:31
        Jednak na cos sie przydalo szkolenie wojskowe na studiach...
        Szybko zamknalem i zablokowalem wlaz, ale robot sie chyba zacial i nadal
        prowadzil ostrzal, bo dzrwi zaczely sie rozgrzewac.
        Chyba te uderzenia w glowe nie byly obojetne dla mojego zdrowia i procesow
        myslowych, bo zamiast natychmiast zareagowac, stalem na korytarzu i myslalem.
        Przez mysl przemknelo mi, zeby wykorzystac goracy wlaz i posadzic na nim jajka,
        ala tak naprawde, to nie bylem juz glodny, zreszta jajka juz dawno sie
        skonczyly. Dopiero gdy minely dwie chwile i kilka momentow, ruszylem w kierunku
        sterowki, by zrobic porzadek z komputerem.
        • werewolf88 Re: Dzień 3 . 8:30 08.08.04, 20:31
          Zająłem pozycję za zakrętem korytarza prowadzącego do sterowni. uzbrojony we
          wkrętak atomowy marzyłem o przytopionych układach scalonych i małej bateryjce
          na płycie matce, którą pragnąłem wyjąć i utulić w kochających ramionach
          zgniatarki do asteroidów.
          - Jeżeli chciałby się pan zemścić, to gdzie mógłby się pan przyczaić - można
          powiedzieć, iż usłyszałem myśli komputera - prawdopodobnie za zakrętem
          korytarza.
          Drań rozpracował mnie bezbłędnie. Ruszyłem do ataku. Do sterówki miałem może
          osiem metrów. Pokanałem połowę z nich kiedy zniknęła grawitacja.
          -Aha- usłyszałem zadowolony głos kompa - trafiony zatopiony, punkt dla mnie.
          Łapiąc się wszystkiego co popadło nadal przemieszczałem się w stronę sterowni.
          • Gość: sim.on Dzień 3 08:40 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.08.04, 12:12
            Dobra nasza, a raczej dobra moja, pomyślałem stoja przed drzwiami sterowni.
            Teraz tylko kod i....
            –Cholera jasna! – po wprowadzeniu kodu na panelu nadal świeciła się czerwona
            lampka. – Kto ci kazał zamknąć drzwi łachudro?!?
            –Uprzejmie donoszę – gdyby głos komputera mógł pobrzmiewać słodką, ironiczną
            niewinnością, bez wątpienia teraz byłby własnie taki – iż zgodnie z najnowszą
            instrukcją Międzygalaktycznej Służby bezpieczeństwa CX 12/435b, drzwi do
            sterowni muszą byc stale zamkniete i zabezpieczone. Poza tym pozwoliłem sobie
            zmienić kod, ponieważ stary był używany zbyt długo. Automatyczne aktualizacje
            pobrane zostały podczas ostatniego postoju.
            –Tyle razy ci durniu mówiłem żebyś nie zciągał nic sam z sieci, bo tam mogą
            być... – gwałtowne olśnienie prwawie mnie zamurowało.
            –Wirusy – dokończyłem tryumfalnie widząc, jak czerwona lampka mruga szaleńczo a
            potem gaśnie.
            Szczeknął otwierany zamek.
            –Doigrałeś się szmaciarzu – mruknałem otwierając drzwi.
            I w tym momencie padło zasilanie.
            • meteor2017 Dzień 3 08:50 09.08.04, 13:12
              Czy wspominalem juz, ze panicznie boje sie ciemnosci?
              Przez chwile unosilem sie bez ruchu, a przerazenie w mojej glowie narastalo jak
              ciasto z za duza iloscia drozdzy, jak plesn na naczyniach pozostawionych na
              tydzien w zlewie, jak kurz w ladowni,jak poziom wody w wannie z niezakreconym
              kranem w pustym domu, jak... w koncu musialo sie z tej wanny przelac...
              -Aaaaaaaaaaaa!!! - wydalem z siebie wrzask przerazonej nastolatki -
              aaaaaaaaaaaa!!! -kontynuowalem - aaaaaaaaaaaaa!!! - hmmm, jestem w tym niezly -
              aaaaaaaaaaaaaa!!! - dopiero sie rozkrecam - aaaaaaaaaaaa!!! - zaczynaja pekac
              diody awaryjne na pulpicie sterowania - aaaaaaaaaaa!!!
              -Dobra, juz dobra, juz przywracam zasilanie - odezwal sie komputer zbolalym
              glosem, a swiatlo sie zapalilo - tylko przestan wyc...
              • Gość: sim.on Dzień 3 08:55 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.08.04, 13:24
                –Mamy problem – powiedział komputer, gdy syerownia skapała się w czerwonym
                blasku świateł awaryjnego zasilania. – Gfhnrp psqerrtnd hhhrbd. Podstawowe
                funkchdes, infekcja ytcasmzhk khd aufgml.
                –Tjaaa – szybko zlustwoałem zdezelowany pulit kontrolny. – Masz wirusa
                kretynie, a jesteśmy całe lata świetlne od jakiejkolwiek cywilizacji. I cóż
                mamy, biedne żuczki, począć?
                –Oprfsh uuuatno hgrt asprt trzynaście – odparł smutno komputer.
                –Też tak uważam. Na poczatek zresetuj się – zakomenderowałem. – A potem sie
                zobaczy. To wszystko pewnie przez ten cholerny lakier.
                Sprawdziełam kurs. Nie było aż tak źle, jak by sie mogło wydawać. Przynajmniej
                lecieliśmy w miej więcej właściwym kierunku.
                –Przechodzę na sterownaie ręczne. Siedź cicho blaszaku i resetuj się, jak
                poleciłem.
                –Grt – odparł komp.
                –Może będzie dobrze – mruknałem do siebie i zacząłem ręcznie korygować kurs.
                • werewolf88 Re: Dzień 3 08:55 09.08.04, 14:50
                  Tymczasem, gdzieś w przestrzeni kosmicznej toczyła się zaciekła walka pomiędzy
                  dwoma prywatnymi eskadrami myśliwców należących do jakiś zblazowanych bogaczy.
                  Spór rozpoczął się od tego, że jeden z nich powiedział coś brzydkiego o drugim,
                  ten z kolei odparł, żeby tamten się walił na ryj. No i teraz tysiące wiernych
                  najemników udowadniało racje swoich panów. Awantura zapewne skończy się razem z
                  kredytami jednego z obrażonych, ale jako że nie ma to nic wspólnego z naszą
                  opowieścią to nie ma sensu o tym pisać. Zatem wracajmy na Pikusia, do którego
                  właśnie zbliża się wielki asteroid.
                  • Gość: sim.on Re: Dzień 3 08:55 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.08.04, 14:58
                    Asteroid ten był częścią jeszcze większego asteroidu, który został wysadzony w
                    próżnię przez wspomniane armie najemników, wspomnianych zblazowanych bogaczy.
                    Asteroid jest duży i rdzawobrązowy, powierzchnię ma zrytą kraterami powstałymi
                    w wyniku kolizji z innymi, niejszymi, pechowymi asteroidami. Oprócz tego jest
                    na nim wielki neon w postaci strzałki i napisu "ALFA CENTAURI 3 lata świetlne".
                    Nie ma co, strach bierze od samego patrzenia.
                    • werewolf88 Re: Dzień 3 08:55 09.08.04, 15:50
                      Skoro jesteśmy przy asteroidach to może kilka słów o ich naturze. Jest kilka
                      podziałów służących do ich charakterystyki. Ze względu na wielkość rozróżniamy:
                      Asteroidy małe(ośrednicy nie przekraczającej 100 metrów), asteroidy średnie
                      (średnica od 100 metrów do 1km), asteroidy duże (śred. powyżej 1km). Ze względu
                      na kolor rozróżniamy: rdzawobrązowe i inne. Ze względu na fakturę powierzchni
                      rozróżniamy asteroidy gładkie i zryte kraterami. Ze względu na osobowość
                      rozróżniamy: spokojne( latające swoimi kursami i nikomu nie wadzące), asteroidy
                      złośliwe ( to takie najmniej lubiane przez pilotów bo trafiają w ich statki) i
                      asteroidy niszczyciele ( czyli takie trafiające w planety i wywołujące
                      armagedon, choć niekoniecznie taki z Brucem Willisem). Nasz asteroid właśnie
                      wchodził na kurs kolizyjny ze statkiem naszego bohatera przez co łatwo
                      wywnioskować że był złośliwy, bo to że duży, rdzawobrązowy i zryty kraterami
                      było już wspomniane.
                      • meteor2017 Dzień 3 10:13:44 09.08.04, 21:42
                        Asteroida ta nie miala nazwy, nie miala nawet numerku gdyż była zbyt młoda,
                        natomiast obiekt, z którego wysadzenia powstala, nazywal sie ASY-273.7867.8346

                        -------REKLAMA----------------
                        Co prawda firma Sepulka Lab wycofala sie ze sponsorowania opowiadania, ale
                        zgodnie z umowa jestesmy zobowiazani wyemitowac ta reklame:
                        -------REKLAMA----------------
                        Wszystkie rdzawobrazowe asteroidy sa pomalowane farbami z linii "Colourfull
                        Space" wyprodukowanych przez Sepulka Lab. "Colourfull Space", to duzy wybor
                        unikalnych odcieni, stuletnia gwarancja trwalosci i produkty przyjazne dla
                        srodowiska kosmicznego.
                        Pomalujmy kosmos, zeby juz nigdy nie byl w zalobie!
                        ----KONIEC---REKLAMY---

                        Ledwie uniknalem zderzenia z asteroida.
                        -gruuurt ykhyk - zamruczal komputer z podziwem.
                        -W klasie mialem drugie miejsce w pilotazu - odparlem skromnie, mile polechtany
                        komplementem - ale trzeba skorygowac kurs, na asteroidzie byl drogowskach lekko
                        w lewo, 3 lata swietlne do Alfa Centauri. - skrecjac, zauwazylem, ze asteroida
                        zmienila kurs i ponownie pedzila w moim kierunku - O cholera! Ale zmylka,
                        teraz drogowskaz wskazuje w druga strone.
                        • Gość: sim.on Dzień 3 10:14:01 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.08.04, 10:04
                          Cóż było robić, postanowiłem zrezygnować z uników, dać pełna moc i z ogromną
                          bryłą skały na ogonie dowlec sie do jakiejś cywilizacji.
                          –Komputer, nie resetuj się – poleciłem. – I tak już ci nic nie pomoże. Przydaj
                          się na coś i daj pełną moc silników.
                          –Ygrt!
                          –Dobra, dobra nie gadać. Wykonać.
                          Wykonując tak ryzykowny, niektórzy powiedzieliby że kretyński, manewr
                          kierowałem się nadzieją, że ktoś dostrzeże przerażający asteroid a wraz z nim i
                          mój mały stateczek, no i mnie uratuje oczywiście. No ale ile tak można
                          wytrzymać? Nagle coś mnie tknęło. Spojrzałem na wskaźnik paliwa i zdębiałem...
                          • werewolf88 Re: Dzień 3 10:14:05 11.08.04, 10:40
                            Piloci dzielą się na dwie grupy. Pilotów z powołania, którzy nigdy nie zapomną
                            napłnić zbiorników z paliwem na stacji Spaceorlenu i pilotów marzycieli, którzy
                            nie mają głowy zaprzątniętwj takimi bzdurami. Zamiast tankować myślą o sławie i
                            bogactwie. O kosmicznych księżniczkach, jakie można uratować na słabo
                            zamieszkałych planetoidach. O zleceniu, po którym będzie można przejść na
                            emeryturę przed trzydzestką. W efekcie kończy się to tak,że silniki statku
                            kaszlą i wstrzymują pracę na drodze rozpędzonej asteroidy. Teraz zostało mi
                            tylko marzenie o cudzie i o jakiejś księżniczce, która dla odmiany zechciała by
                            mnie uratować.
                            • Gość: sim.on Dzień 3 10:15:23 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.08.04, 12:16
                              –Komputer! – wrzasnłąem przerażony. – Miałeś napełnić zbiorniki na postoju!
                              –Gtulka grpoweq – zagulgotała maszyna, a ja przypomniałem sobie, że osobiście
                              zatankowłaem do pełna podczas ostatniego postoju.
                              Coś było nie tak, coś było baaardzo nie tak. To pewnie ten cholerny lakier.
                              Sprawdziłem stan poszycia i znów miałem stan przedzawałowy. Cała strefa
                              zewnetrzna podziurawiona jak sito! Cholerny lakier. Kwasu do niego dodają, czy
                              co? Co robić, co robić? Jak na złość żadna genialna myśl nie chciała mi wpaśc
                              do głowy. Genialne idee omijały mój ststek szerokim łukiem.
                              –Dobra – podjąłem męską decyzję. – Komputer! Siadamy na asteroidzie!
                              • meteor2017 Dzień 3 10:15:45 11.08.04, 15:14
                                Gdy sprawdzalem parametry asteroidy, statku, ich kursow, zauwazylem ze...
                                Asteroida wcale sie nie zbliza, a nawet jakby oddala.
                                -Komputer wyswietl dane na temat predkosci, przyspieszenia tak asteroidy, jak i
                                statku.
                                -Bluurb, umnnny.
                                Taaak, osiagnieta predkosc minimalnie przekroczyla predkosc asteroidy. A ona
                                tez przestala przyspieszac. Jeste zatem szansa, ze jakos dowleczemy sie w ten
                                sposob do zamieszkalych rejonow... Cos mnie tknelo.
                                -Komputer, pokaz zamieszkale uklady planetarne i stacje kosmiczne na naszej
                                obecnej trajektorii.
                                -Niiiiiiiiiiiiccccccccoooooooooooooooooo.
                                -Ożesz!!!! - powinienem byl sprawdzic, gdzie sie kieruje, gdy wykonywalem
                                manewr. To procedura bezpieczenstwa, ktora rasowy pilot wykonuje odruchowo...
                                Stresowa sytuacja nie tlumaczy takich gaf. No nic, zamiast leciec w pustke
                                kosmiczna trzeba bedzie usiasc na asteroidzie zuzywajac rezerwe paliwa i
                                zobaczyc co ten kawal skaly wtedy zrobi.
                                • werewolf88 Re: Dzień 3 10:20 12.08.04, 10:29
                                  No więc (tak wiem, że nie zaczyna się zdania od tego zwrotu, ale tak jakoś
                                  wyszło), no więc zasiadłem pewnie w fotelu pilota, czyli w moim, chwyciłem
                                  mocno drążki sterowania, powierciłem się chwilę by uzyskać pełną wygodę i
                                  spiąłem się do manewru.
                                  - Robot bojowy wydostał się z pana kabiny - oznajmił nagle swoim normalnym
                                  głosem mój nieoceniony i niezastąpiony komputer pokładowy - i teraz zmierza
                                  prosto kierunku sterowni. Pytanie brzmi: jak pan zareaguje?
                                  Zareagowałem odruchowo, innymi słowy spanikowałem drąc się wniebogłosy.
                                  Dlaczego zawsze nic mi nie wychodzi? Mam wrażenie, że moim życie kieruje jakiś
                                  popaprany los, a może nawet trzy, a każdy z nich stara się być bardziej
                                  złośliwy od pozostałych. Chwyciłem wkrętak atomowy, jedyną rzecz, która jako
                                  tako przypominała broń i ruszyłem na dobre rozprawić się z robotem. Słyszałem
                                  już serie z plazmówki, którymi omiatał drogę przed sobą.
                                  • meteor2017 Dzień 3 10:24 12.08.04, 11:27
                                    Wybiegajac na korytarz, namacalem jeszcze w kieszeni charakterystyczny ksztalt
                                    scyzoryka neosłicelskiego. Otworzylem drzwiczki wneki technicznej i zamknalem
                                    sie w niej... juz po chwili walczylem z klaustrofobia majac jedna noge w
                                    wiadrze, oraz kij od mopy wpijajacy mi sie pod pache.
                                    No dobra - powiecie - co to za pilot, co ma klaustrofobie? Tak, smiejcie sie ze
                                    mnie. A jak on w ogole przeszedl kurs? Coz, kurs byla zaoczny i nie prowadzila
                                    go Akademia, prywatna szkolka zalozona przez emerytowanych pilotow. Oni
                                    wiedzieli komu i ile trzeba zaplacic...
                                    Na szczescie nie musialem dlugo czekac, juz po kilku chwilach robot przetoczyl
                                    sie przed moja kryjowka. Z rozmachem otworzylem drzwi, ktore solidnie zdzielily
                                    robota i nim ten zdazyl skierowac na mnie miotacz, juz przykladalem wkretak do
                                    miejsca gdzie znajduje sie jego mozg, okreslanego zazwyczaj szlachetnymi
                                    czterema literami.
                                    -Stary, nie rob mi tegoooo! - zaskamlal robot - juz nie bede. O! Uruchamiam
                                    procedure wylaczenia miotacza.
                                    Hmmm, teraz zeby go wlaczyc potrzeba okolo trzech minut. Rzeczywiscie szkoda go
                                    niszczyc, dostalem go w prezencie od pewnego watazki za przewiezienie mu przez
                                    blokade kilku skrzyn dyskow wypelnionych danymi.
                                    -Ja tego nie chcialem, taki dostalem rozkaz.
                                    -A co z twoimi zabezpieczeniami lojalnosci?
                                    -Zostaly ominiete. Ale stary, nie rob mi tego. Rozmontuj, wylacz, nawet
                                    sprzedaj, ale nie dziuraw mi mozgu...
                                    -No dobra, ale nie ruszaj sie, bo jestem nerwowy i moze mi drgnac reka na
                                    wlaczniku wkretaka.
                                    Wyjalem scyzoryk neosłicelski wersja SpaceRep 4++ z zestawem narzedzi do
                                    podstawowych napraw. Technicy, piloci i w ogole wszyscy przedstawiciele
                                    spolecznosci kosmicznej nigdy sie z nim nie rozstaja. Odkrecilem klapke za
                                    uchem, wylaczylem robota, a nastepnie rozkrecilem go, na wypadek gdyby znow
                                    zostal wlaczony.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja