Do poczytania: 2 opow. "sportowe" (12 tys. znaków)

IP: *.bielsk-podlaski.sdi.tpnet.pl 24.06.02, 12:21
Napisane po IO w Sydney, zarówno pod wpływem para- jak i zwykłej olimpiady, ale
głównie pod wpływem wyścigu zawodników po amputacjach (na 200m biegli jak w
pełni sprawni sportwocy, wyniki raptem 2s gorsze od najlepszych "normalnych").
--------------------------------------------------------------------------------
SPRINT
Tim naprężył mięśnie i podniósł tułów. Jak zwykle czas od komendy "Steady!" do
wystrzału dłużył mu się w nieskończoność. Tylko 1,5 sekundy, ale w zupełności
wystarczało żeby stracić koncentrację.
Kątem oka, nie zmieniając pozycji, spojrzał na zawodnika na sąsiednim torze.
Achilles - mistrz
absolutny, nawet imię się zgadzało. Od ostatniej olimpiady wygrywał wszystko na
100 i 200 metrów. Na pomniejszych mityngach uzupełniał listę swoich startów o
400m, skok w dal, skok w wzwyż, 110ppł, 400ppł i Bóg wie co jeszcze -
oczywiście nie wszystko na raz. W tych "dodatkowych" dyscyplinach nie zawsze
wygrywał, ale wystarczająco często, by uznano go za największy fenomen w
historii sportu.
"Stand up!"
Tim mocno się odbił i przebiegł kilkanaście metrów. Pozostali zawodnicy również
wyskoczyli z bloków. Tylko słynny Grek po usłyszeniu komendy podniósł się
powoli, trochę ociężale, jakby myślał, że w ten sposób straci tylko minimalną
ilości swoich, jak powiadała plotka powtarzana przez co drugą Greczynkę,
niespożytych sił.
Mięśnie powoli przestawały wibrować i zaczynały się rozluźniać na szczęście
trener zareagował błyskawicznie i od razu odłączył stymulatory. Dopiero teraz
Tim zdał sobie sprawę, że właściwie nie ma pojęcia na jakiej zasadzie to
działa. Miniaturowe urządzonka wszczepione na powierzchni mięśnia - no dobrze,
ale stymulacja mechaniczna czy biochemiczna? Jako inteligentny student, pełne
zaprzeczenie stereotypu sportowca - głupiego osiłka, Tim miał pełne prawo do
takich interesujących, ale bezowocnych rozważań.
W końcu, prawie na 40 metrze wyhamował. Wolnym krokiem wrócił na linię startu.
Po drodze mimowolnie podłubał się w uszach i kilka razy głęboko wciągnął
powietrze. Filtry w nosie cały czas go uwierały, a zwiększona objętość płuc
przydawała się tylko przy dużym wysiłku. Normalnie miał uczucie ciągłego
duszenia się.
Tim po raz kolejny ustawił się w bloku numer 4. Zanim opuścił głowę, jeszcze
raz rozejrzał się na boki. Po prawej miał swojego najgroźniejszego konkurenta -
Greka. Po lewej kolegę reprezentacyjnego i jednocześnie imiennika, który mimo,
ze najlepsze lata miał już za sobą to ciągle był groźny i stanowił pewny filar
amerykańskiej sztafety.
Na ósmym torze Tim dostrzegł wątłą, w porównaniu z sześcioma Murzynami i
Grekiem, sylwetkę Chińczyka O_Imieniu_Na_Którym_Można_Połamać_Język. To był
chyba jedyny reprezentant gospodarzy w jakimkolwiek finale, nie licząc
gimnastyki i ping-ponga oczywiście. Bijąc rekord życiowy i cudem kwalifikując
się do biegu finałowego, stał się bohaterem dla dwóch miliardów ludzi.
"Steady!"
Tim natychmiast podniósł się i postarał się maksymalnie skoncentrować. Jak
rzadko kiedy udało mu się nie myśleć o niczym.
Huk wystrzału odbił się bolesnym echem w jego czaszce. Niesamowite! Finał i
start od razu bez ani jednego falstartu. Może się przestraszyli i startowali
asekuracyjnie po tym jak kilku zawodników ze światowej czołówki odpadło w
eliminacjach.
Tim nie startował asekuracyjnie. Mikrochip błyskawicznie podał mu informację o
reakcji. 0,100 s! Start idealny. Jedna tysięczna szybciej i uznano by to za
falstart.
Mimo wszystko nie był zadowolony. Wiedział, że gdyby nie ukryte słuchawki
dostrojone do pistoletu startera, nie miałby tak dobrej reakcji startowej.
Słuchawki skracały czas reakcji o ułamki sekund potrzebne normalnie impulsowi
na wędrówkę kablem z pistoletu do głośnika i, już jako fale dźwiękowe, z
głośnika do ucha zawodnika. Poza tym ze słuchawkami głęboko w uszach nie sposób
było nie usłyszeć sygnału.
Mikrochip podał też reakcje startowe pozostałych zawodników. Byli o niebo
wolniejsi.
20 metr. Nie wiadomo skąd Tima poznał swój międzyczas. Bardzo dobry, ale czy
wystarczy na rekord świata wyśrubowany przez Greka, przy okazji któregoś z
ostatnich mityngów, do magicznych 9,70? Szkoda, że to sprytne urządzonko nie
podawało też międzyczasów innych zawodników. Tim kątem oka widział, a może
czuł, że jak na razie wszyscy zostali z tyłu.
Mięśnie dopiero zaczynały wchodzić w odpowiedni rytm. Krok stawał się coraz
dłuższy, a ręce młóciły powietrze jak wiatraki. Głośny sygnał gdzieś w głowie
Tima oznaczał, że czas powoli przejść z pozycji pochylonej do wyprostowanej.
50 metr. Połowa dystansu. Mikrochip ciągle zalewał go potokiem danych.
Międzyczasy, przewidywany czas ostateczny, praca serca, mięśni i tym podobne
bzdety.
Tim przypomniał sobie męczącą chwile kiedy musiał kiedy przyzwyczajał się do
noszenia tylu obcych ciał w swoim organizmie. Najgorzej było z chipem
umieszczonym w czaszce. Początkowo Tim nie mógł uwierzyć, że informacje
przesyłane przez urządzenie mogą się do czegoś przydać, nie umiał sobie
wyobrazić jak w ciągu niecałych dziesięciu sekund przetrawić tyle informacji na
temat reakcji startowej, międzyczasów i jeszcze zrobić z nich użytek. Po
kilkunastu biegach wiedział już, że bez mikrochipa biegałoby się dużo trudniej,
a już na pewno byłby wolniejszy.
Nie wiedzieć czemu w jego głowie powstała nagle śmieszna i bezsensowna myśl, że
inni zawodnicy również używają nielegalnego wspomagania. Prawie od razu
zreflektował się, uświadamiając sobie, że jeżeli już to co najwyżej
staroświecki doping hormonalny, a na pewno nikt nie pakował w nich
najnowocześniejszych zdobyczy informatyki, nanotechnologii, genoterapii i nie
wiadomo czego jeszcze.
70 metr. Tim chociaż nie widział Greka, instynktownie czuł, że ten przyspieszył
i jest tuż za nim. Zawsze miał bardzo mocną drugą cześć dystansu. Powoli się
rozpędzał, ale później szedł jak burza.
Nagle Tim poczuł coś dziwnego w lewej nodze. Najpierw jakieś nieokreślone
swędzenie które szybko zamieniło się w kłucie, które z kolei przeszło w czysty,
przeszywający ból. Ostrzegawczy pisk. Mikrochip podał mu 75m. Kątem oka Tim
zauważył Greka, który był tuż obok.
Nogi straciły swój rytm, na twarzy pojawił się grymas bólu. Tim pragnął
natychmiast się zatrzymać, czuł, że jeśli tego nie zrobi ból rozerwie mu nogę.
Całe jego ciało mówiło stop, zwolnij i krzyczało z bólu, ale coś w jego głowie
kazało mu biec dalej i wyrównało rytm kroków.
W końcu meta. Przebiegł 25 metrów z kontuzją, przy minimalnej stracie
prędkości. Jednak ta minimalna strata wystarczyła. Grek był pierwszy.
Przy przeciwnym wietrze 9,75s! Powtórzony drugi czas w historii, wyrównany
poprzedni rekord świata Maurice'a Greene'a. 9,76 wyło coś w głowie Tima, jedna
setna do wygranej. Ale Tim o tym nie myślał - tuż po przekroczeniu mety padł na
ziemię i zaczął zwijać się z bólu trzymając się za nogę.
W tym momencie Grek zamiast celebrować zwycięstwo podbiegł do Amerykanina i
pomógł mu wstać szeroko się uśmiechając. Tim ciężko podniósł się podpierając
się na ramieniu Greka i odwzajemnił uśmiech. Po raz pierwszy zobaczył swojego
najgroźniejszego rywala z tak bliska. Gładka przystojna twarz była jakby zdjęta
z któregoś z tych starożytnych posągów. Głębokie, błękitne oczy zahipnotyzowały
pewno niejedną Greczynkę. Chociaż w tych oczach było coś dziwnego... Nagle
Timowi wydało się, że Grek nie zrobił tego gestu dla tłoczących się wokół
fotoreporterów, ale naprawdę chciał pomóc rywalowi.
Tim podniósł kciuk do góry, z wysiłkiem wykrztusił "OK.!" i pokuśtykał do
szatni. Grek uśmiechnął się po raz kolejny, również pokazał "OK." i w asyście
fotoreporterów rozpoczął rundę honorową wokół stadionu.
Idąc do szatni Tim kątem oka zauważył na trybunie sztab
trenerski. "Skurwysyny!" pomyślał i spojrzał w drugą stronę. Na murawie leżał
Chińczyk. Jego nazwisko na tablicy wyników było na ostatniej pozycji z
adnotacją "PB". Zanim schow
    • Gość: Nahar cd. Do poczytania: 2 opow. "sportowe" IP: *.bielsk-podlaski.sdi.tpnet.pl 24.06.02, 12:25
      Idąc do szatni Tim kątem oka zauważył na trybunie sztab
      trenerski. "Skurwysyny!" pomyślał i spojrzał w drugą stronę. Na murawie leżał
      Chińczyk. Jego nazwisko na tablicy wyników było na ostatniej pozycji z
      adnotacją "PB". Zanim schował się w podziemiach stadionu, Tim zdążył jeszcze
      zauważyć kilku mężczyzn w mundurach, którzy podnieśli wyczerpanego chińskiego
      zawodniku i powlekli go w stronę bramy stadionu.
      Dopiero kiedy szedł długimi korytarzami do pomieszczeń przydzielonych
      Amerykanom pomyślał, że może właściwie nie powinien wracać - rząd na pewno
      będzie chciał odzyskać swoje wyjątkowo drogie urządzenia. Ciekawe czy pozwolą
      mi jeszcze odebrać medal, pomyślał Tim.
      W szatni oprócz sztabu trenerskiego czekało kilku ludzi w ciemnych garniturach.
      Tim nie miał już czasu aby myśleć o metalicznie lśniących, zimnych oczach Greka.
      --------------------------------------------------------------------------------
      ------------
      SPORTOWIEC
      John głośno beknął i odstawił piwo na stolik. W transmisji była akurat
      przerwa na reklamy, więc postanowił zaopatrzyć się w kolejną puszkę.
      Skrzywił się na widok żony myjącej w zlewie naczynia. Martha zawsze
      była staroświecka. W domu robiła wszystko sama, nie chcąc wyręczać się
      elektronicznymi i mechanicznymi pomocnikami. Mimo wszystko John musiał
      przyznać, że talerze myte przez nią ręcznie były wyszorowane dużo dokładniej od
      tych czyszczonych w zmywaku.
      Może robi to z nudów, pomyślał John. Jego zarobki w zupełności
      wystarczały do zapewnienia im wysokiego standardu życia. Martha nie musiała
      pracować, a że nie była osobą zbyt towarzyską, całymi dniami przesiadywała w
      domu.
      Trzeba będzie coś z tym zrobić, zastanowił się John wyjmując piwo z
      lodówki.
      Staroświeckość Marthy przejawiał się nie tylko w wykonywaniu prac
      domowych, nawet drobnostek, własnoręcznie. Miała kompletnego bzika na
      punkcie "starych dobrych lat 90.". Słuchała muzyki z końca XX w., ubierała się
      jak Amerykanki w latach 90. Nie przeczytała żadnej książki wydanej po 2000r.,
      nie licząc bajek w dzieciństwie.
      Johnowi właściwie to nie przeszkadzało, tylko czasem dziwiło lub
      odrobinę irytowało. No bo jak można być zakochanym w czymś o tylko się
      słyszało, nie widząc tego nigdy "na żywo". Na przełomie wieków Martha była za
      młoda żeby cokolwiek zapamiętać z tego okresu. To przypominało mężczyzn
      fascynujących się starymi samochodami, z których jeden na stu widział taki
      samochód gdzieś kiedyś na jakimś zlocie. Zresztą, tylko znikoma część
      społeczeństwa miała takie objawy. Urodzony już w nowym millenium John cieszył
      się, że był wolny od tych głupich sentymentów.
      Przez chwilę patrzył to na piwo, to na stojącą tyłem żonę. W końcu
      zdecydował. Schował puszkę do lodówki, a zamiast niej wyjął nie otwierane
      jeszcze oryginalne francuskie wino.
      Podszedł do żony, objął ją w pasie i pocałował w szyję. Martha
      błyskawicznie odwróciła się i zarzucając mokre ręce na jego szyję odwzajemniła
      pocałunek.
      - A może zrobimy sobie kolacyjkę przy świecach, tylko we dwoje? - zapytał John
      gdy miał w końcu wolne usta.
      - Jeszcze nie skończyłam w kuchni...
      - Zrobię to za ciebie...
      - A jak Tommy wcześniej wróci?
      - Wiesz dobrze, że Tom będzie siedział u Christiana aż do końca transmisji.
      Pewno zebrało się ich
      tam kilkunastu i razem oglądają Mistrzostwa.
      - Ale jedliśmy już kolację... - Martha zrobiła zafrasowaną minę.
      Zawsze uwielbiała się przekomarzać. John pocałował ją jeszcze raz.
      - Ok. - wzięła od niego butelkę. - Zapalę świece, włączę jakąś muzyczkę, a ty
      się pospiesz.
      John jak tylko został sam, od razu wrzucił wszystko do zmywaka i nie
      przejmował się już losem sztućców i zastawy. Wyszukał odpowiednie kieliszki,
      nawrzucał na talerz jakichś ciastek i poszedł do salonu.
      Salon był pogrążony w półmroku. Na ładnie zasłanym stoliku stała
      butelka wina i zapalone świece.
      Martha jak zwykle wygrzebała skądś prawdziwe, woskowe, zamiast użyć
      normalnych elektrycznych. Z ukrytych w ścianie głośników dyskretnie sączyła się
      nastrojowa muzyka.
      Oprócz świec, jedynym źródłem światła był telewizor. Na szczęście Martha go nie
      wyłączyła, tylko wyciszyła głos. Zawsze szanowała sportową pasję Johna.
      Od dawna nie spędzili razem tak miło czasu. Martha była zachwycona i na
      jej twarzy cały czas gościł uśmiech. John również był zadowolony. Także
      dlatego, że mógł co chwilę zerkać na telewizor i śledzić losy lekkoatletycznych
      Mistrzostw Świata.
      John właśnie podnosił do ust kolejne ciasto, gdy Martha krzyknęła:
      - Włączyć głos!
      Pokój natychmiast wypełnił się głosem komentatora, a muzyka
      automatycznie przycichła jeszcze bardziej, tak że była ledwo słyszalna.
      - Właśnie mają państwo niezapomnianą okazję zobaczyć jak wyglądali sportowcy
      jeszcze na
      początku tego wieku. W przerwie między konkurencjami zobaczymy bieg na 200m...
      Już po chwili John zrozumiał gwałtowną reakcję swojej żony. Kamera
      pokazywała właśnie jednego z zawodników. John z niedowierzaniem patrzył na
      potężnie umięśnione, w pełni zdrowe nogi. Całe ciało sprintera wyglądało bardzo
      jędrnie i zdrowo. Co najdziwniejsze, nie było widać żadnych wszczepów,
      implantów czy protez.
      - Właśnie to jest naprawdę fascynujące! - mówiła Martha, nie odrywając wzroku
      od ekranu. -
      Prawdziwy, naturalny, nie syntetyczny, sportowiec. Mężczyzna w pełni sił.
      Człowiek, który ma dość siły by pokonać własne słabości i...
      Zdziwienie odmalowane na twarzy Johna szybko zamieniło się kpiący
      uśmieszek, kiedy zobaczył z jakimi problemami zawodnicy wchodzą w wiraż. W
      ogóle tempo było raczej żałosne.
      - No i co o tym powiesz? - tryumfująco spytała Martha po zakończeniu biegu.
      John wzruszył ramionami. Żona nie często bywała w tak dobrym humorze i
      wolał jej nie denerwować.
      - Taaaak... Całkiem interesujące.... - upił łyk wina. - Wiesz, a skoro już
      mówimy o sporcie...
      - Wyłączyć głos! - Martha zareagowała natychmiast na widok olbrzyma
      zakładającego młot na hak zastępujący mu rękę.
      - ...to trener szkolnej drużyny mówił, że Tom ma ogromny talent
      Martha spiorunowała go wzrokiem.
      - Nawet o tym nie myśl. - warknęła
      - Hej, kotku, przecież wiesz, że nie zrobiłbym niczego bez uzgodnienia z tobą.
      Powiedziałem to ot tak sobie. - John próbował ułagodzić żonę. - Nawet nie wiem
      co Tom o tym myśli, może on w ogóle by nie chciał...
      Jeszcze dużo czasu minęło zanim Martha odzyskała jako taki humor. W
      końcu John wyłączył telewizor, podgłośnił muzykę i zaczęli tańczyć. Później
      poszli do łóżka.
      * * *
      John pogryzał kanapkę popijając jakimś kwaśnym sokiem. Na dworze było
      już jasno. Nie było sensu już się kłaść - niedługo trzeba będzie wychodzić do
      pracy.
      Nagle po cichym domu rozszedł się trzask zamykanych drzwi. Po chwili do
      kuchni wpadł jasnowłosy chłopiec.
      - Cześć tato! Tato, tato, widziałeś ten fantastyczny finał skoku...
      - Cśśśś... - John uciszył syna. - Mama już dawno śpi.
      Tom natychmiast umilkł. Na paluszkach podszedł do stołu, usiadł obok
      ojca i szeptem zapytał:
      - A widziałeś bieg na...
      - Tak synku, widziałem. Oglądałem dziś transmisję przez całą noc - skłamał
      John. - Słuchaj Tom, pamiętasz jak twój wuefista powiedział, że może ci
      załatwić treningi w profesjonalnym klubie?
      Chłopcu nagle zaświeciły się oczy.
      - Trenowałbyś z innymi utalentowanymi chłopakami w twoim wieku, - kontynuował
      ojciec. - A
      później, już za kilka lat, mógłbyś spróbować w profesjonalnej, dorosłej lidze.
      Chciałbyś?
      - Jasne! - wykrzyknął Tommy, ale natychmiast się zreflektował i poprawił
      szeptem. - Oj tato,
      pewnie ze tak! Każdy o tym marzy.
      - Ok. Ja się zgadzam. Jutro porozmawiam z twoim wuefistą - John położył dłoń na
      ramieniu
      chłopca. - Tylko pamiętaj: na razie nie mów o tym mamie. To będzie nasza mała
      tajemnica.
      Tommy pokiwał ze zrozumieniem głową.
      - No! Zawsze wiedziałem, że chciałbyś być sportowcem. Zupełnie jak ja w twoim
      wieku. Jestem
      pewien, że zostaniesz kiedyś słynnym lekkoatletą. W czym jesteś najlepszy?
      - Jasne, że w
      • Gość: Nahar cd.[2] Do poczytania: 2 opow. IP: *.bielsk-podlaski.sdi.tpnet.pl 24.06.02, 12:26
        - Jasne, że w sprintach - dumnie odpowiedział Tommy.
        - No to jak będziesz dobry, jak będziesz się starał i się wyróżnisz w swoim
        nowym klubie to... - John zawiesił głos. - Ale musisz być naprawdę dobry! Jak
        będziesz, to wyrażę zgodę na amputację jednej nogi! Co ty na to?
        Na twarzy chłopca pojawił się szeroki uśmiech.
        • niezapominajka-ma Re: cd.[2] Do poczytania: 2 opow. 06.07.02, 21:44
          hmm... początek pierwszego był średnio wciągający...ale pozniej mi sie
          podobało...nawet w niektórych momentach bardzo...mimo, ze własciwie zbytnio nie
          lubie tego typu opowiadań, nawiązujących do sportu... ogólnie ocena pozytywna:)
    • Gość: Nahar Re: Do poczytania: 2 opow. IP: *.bielsk-podlaski.sdi.tpnet.pl 25.06.02, 13:05
      pliz, napiszcie cokolwiek, niecierpliwie czekam na (nie)konstruktywna krytyke
      • kuba# Re: Do poczytania: 2 opow. 27.06.02, 09:10
        Widzę Nahar (btw: chyba wiem skąd to pseudo), że się nie oszczędzasz i ostro się
        produkujesz i to w różnych konwencjach :-)))
        Oba opowiadanka mi się podobały. To pierwsze nie jest szczególnie odkrywcze, bo
        już dawno pisano o sporcie przyszłości w aspekcie dopingu, no i nie wiem czy te
        przedstawione przez Ciebie "udogodnienia" rzeczywiście zasługują na to miano i są
        choćby prawdopodobne. Drugie opowiadanie to chyba lekkie przegięcie i nie chodzi
        mi o to, że ta wizja jest szokująca (a jak się domyślam taka miała być) - raczej
        dziwna i bardzo nieprawdopodobna, może nawet śmieszna.
        Ale ogólnie: całkiem, całkiem :-)
        • Gość: Nahar Re: Do poczytania: 2 opow. IP: *.bielsk-podlaski.sdi.tpnet.pl 28.06.02, 14:50
          kuba# napisał(a):
          > Widzę Nahar (btw: chyba wiem skąd to pseudo)
          skad?

          >że się nie oszczędzasz i ostro się produkujesz i to w różnych konwencjach :-)))
          no coz, caly swiat nalezy do mnie :-) grunt to ciezka praca i optymizm

          > Oba opowiadanka mi się podobały. To pierwsze nie jest szczególnie odkrywcze, bo
          > już dawno pisano o sporcie przyszłości w aspekcie dopingu,
          ciezko byc calkowicie nowatorskim :-(

          > no i nie wiem czy te przedstawione przez Ciebie "udogodnienia" rzeczywiście
          > zasługują na to miano i są choćby prawdopodobne.
          i niestety nie da sie tego sprawdzic, taka jest fantastyka

          > Drugie opowiadanie to chyba lekkie przegięcie i nie chodz i mi o to, że ta
          > wizja jest szokująca (a jak się domyślam taka miała być) - raczej dziwna i
          > bardzo nieprawdopodobna, może nawet śmieszna.
          w dzisiejszych czasach wszystko jest mozliwe, a co dopiero za kilkanascie lat :-)

          >Ale ogólnie: całkiem, całkiem :-)
          dziekuje (tu nastepuje ladny dryg)
    • Gość: Nahar Re: Do poczytania: 2 opow. IP: *.bielsk-podlaski.sdi.tpnet.pl 06.07.02, 13:41
      odswierzam swoje watki, licze ze ktos jeszcze skomentuje :-)
      • mikolaj7 Re: Do poczytania: 2 opow. 06.07.02, 14:27
        pierwszy tekst juz na poczatku wydal mi sie malo
        odkrywczy, wiec odpuscilem ;-)

        drugi jest calkiem fajny, choc tez, tak jak Kuba,
        specjalnie sie nie zszokowalem - spodziewalem sie
        czegos takiego na koniec :-)

        ogolnie - zgrabne i szybko sie czyta, ale wole bardziej
        'radykalne' sf... idace na calosc, ze tak powiem...
        • Gość: Nahar Re: Do poczytania: 2 opow. IP: *.bielsk-podlaski.sdi.tpnet.pl 06.07.02, 19:36
          > drugi jest calkiem fajny,
          [...]
          > ogolnie - zgrabne i szybko sie czyta
          >
          no coz, dzieki i za te slowa uznania :-)))
          • mikolaj7 Re: Do poczytania: 2 opow. 06.07.02, 20:01
            Gość portalu: Nahar napisał(a):

            > > drugi jest calkiem fajny,
            > [...]
            > > ogolnie - zgrabne i szybko sie czyta
            > >
            > no coz, dzieki i za te slowa uznania :-)))

            nie jestem krytykiem - nie przeprowadze analizy Twojego
            tekstu i nie wytkne bledow i wielkich zalet :-(
    • niezapominajka-ma Re: Do poczytania: 2 opow. 06.07.02, 21:55
      hmm...początek pierwszego średnio wciągający...ale pozniej mi sie podobalo...w
      pewnych momentach nawet bardzo...mimo,że nie zbytnio nie lubie opowiadań tego
      typu, nawiązujących do sportu...ogólnie to ocena pozytywna:)
      • niezapominajka-ma Re: Do poczytania: 2 opow. 06.07.02, 22:03
        cholera wpisałam ci sie dwa razy... no coz dwa razy ocena pozytywna w takim
        badz razie...:) ale szczerze mowiąc to powinno byc tylko raz(i ocena i moj
        wpis)
    • kuba# Re: Do poczytania: 2 opow. 'sportowe' (12 tys. zn 30.07.02, 21:07
      W górę :-))
Pełna wersja