Gość: Nahar
IP: *.bielsk-podlaski.sdi.tpnet.pl
24.06.02, 12:21
Napisane po IO w Sydney, zarówno pod wpływem para- jak i zwykłej olimpiady, ale
głównie pod wpływem wyścigu zawodników po amputacjach (na 200m biegli jak w
pełni sprawni sportwocy, wyniki raptem 2s gorsze od najlepszych "normalnych").
--------------------------------------------------------------------------------
SPRINT
Tim naprężył mięśnie i podniósł tułów. Jak zwykle czas od komendy "Steady!" do
wystrzału dłużył mu się w nieskończoność. Tylko 1,5 sekundy, ale w zupełności
wystarczało żeby stracić koncentrację.
Kątem oka, nie zmieniając pozycji, spojrzał na zawodnika na sąsiednim torze.
Achilles - mistrz
absolutny, nawet imię się zgadzało. Od ostatniej olimpiady wygrywał wszystko na
100 i 200 metrów. Na pomniejszych mityngach uzupełniał listę swoich startów o
400m, skok w dal, skok w wzwyż, 110ppł, 400ppł i Bóg wie co jeszcze -
oczywiście nie wszystko na raz. W tych "dodatkowych" dyscyplinach nie zawsze
wygrywał, ale wystarczająco często, by uznano go za największy fenomen w
historii sportu.
"Stand up!"
Tim mocno się odbił i przebiegł kilkanaście metrów. Pozostali zawodnicy również
wyskoczyli z bloków. Tylko słynny Grek po usłyszeniu komendy podniósł się
powoli, trochę ociężale, jakby myślał, że w ten sposób straci tylko minimalną
ilości swoich, jak powiadała plotka powtarzana przez co drugą Greczynkę,
niespożytych sił.
Mięśnie powoli przestawały wibrować i zaczynały się rozluźniać na szczęście
trener zareagował błyskawicznie i od razu odłączył stymulatory. Dopiero teraz
Tim zdał sobie sprawę, że właściwie nie ma pojęcia na jakiej zasadzie to
działa. Miniaturowe urządzonka wszczepione na powierzchni mięśnia - no dobrze,
ale stymulacja mechaniczna czy biochemiczna? Jako inteligentny student, pełne
zaprzeczenie stereotypu sportowca - głupiego osiłka, Tim miał pełne prawo do
takich interesujących, ale bezowocnych rozważań.
W końcu, prawie na 40 metrze wyhamował. Wolnym krokiem wrócił na linię startu.
Po drodze mimowolnie podłubał się w uszach i kilka razy głęboko wciągnął
powietrze. Filtry w nosie cały czas go uwierały, a zwiększona objętość płuc
przydawała się tylko przy dużym wysiłku. Normalnie miał uczucie ciągłego
duszenia się.
Tim po raz kolejny ustawił się w bloku numer 4. Zanim opuścił głowę, jeszcze
raz rozejrzał się na boki. Po prawej miał swojego najgroźniejszego konkurenta -
Greka. Po lewej kolegę reprezentacyjnego i jednocześnie imiennika, który mimo,
ze najlepsze lata miał już za sobą to ciągle był groźny i stanowił pewny filar
amerykańskiej sztafety.
Na ósmym torze Tim dostrzegł wątłą, w porównaniu z sześcioma Murzynami i
Grekiem, sylwetkę Chińczyka O_Imieniu_Na_Którym_Można_Połamać_Język. To był
chyba jedyny reprezentant gospodarzy w jakimkolwiek finale, nie licząc
gimnastyki i ping-ponga oczywiście. Bijąc rekord życiowy i cudem kwalifikując
się do biegu finałowego, stał się bohaterem dla dwóch miliardów ludzi.
"Steady!"
Tim natychmiast podniósł się i postarał się maksymalnie skoncentrować. Jak
rzadko kiedy udało mu się nie myśleć o niczym.
Huk wystrzału odbił się bolesnym echem w jego czaszce. Niesamowite! Finał i
start od razu bez ani jednego falstartu. Może się przestraszyli i startowali
asekuracyjnie po tym jak kilku zawodników ze światowej czołówki odpadło w
eliminacjach.
Tim nie startował asekuracyjnie. Mikrochip błyskawicznie podał mu informację o
reakcji. 0,100 s! Start idealny. Jedna tysięczna szybciej i uznano by to za
falstart.
Mimo wszystko nie był zadowolony. Wiedział, że gdyby nie ukryte słuchawki
dostrojone do pistoletu startera, nie miałby tak dobrej reakcji startowej.
Słuchawki skracały czas reakcji o ułamki sekund potrzebne normalnie impulsowi
na wędrówkę kablem z pistoletu do głośnika i, już jako fale dźwiękowe, z
głośnika do ucha zawodnika. Poza tym ze słuchawkami głęboko w uszach nie sposób
było nie usłyszeć sygnału.
Mikrochip podał też reakcje startowe pozostałych zawodników. Byli o niebo
wolniejsi.
20 metr. Nie wiadomo skąd Tima poznał swój międzyczas. Bardzo dobry, ale czy
wystarczy na rekord świata wyśrubowany przez Greka, przy okazji któregoś z
ostatnich mityngów, do magicznych 9,70? Szkoda, że to sprytne urządzonko nie
podawało też międzyczasów innych zawodników. Tim kątem oka widział, a może
czuł, że jak na razie wszyscy zostali z tyłu.
Mięśnie dopiero zaczynały wchodzić w odpowiedni rytm. Krok stawał się coraz
dłuższy, a ręce młóciły powietrze jak wiatraki. Głośny sygnał gdzieś w głowie
Tima oznaczał, że czas powoli przejść z pozycji pochylonej do wyprostowanej.
50 metr. Połowa dystansu. Mikrochip ciągle zalewał go potokiem danych.
Międzyczasy, przewidywany czas ostateczny, praca serca, mięśni i tym podobne
bzdety.
Tim przypomniał sobie męczącą chwile kiedy musiał kiedy przyzwyczajał się do
noszenia tylu obcych ciał w swoim organizmie. Najgorzej było z chipem
umieszczonym w czaszce. Początkowo Tim nie mógł uwierzyć, że informacje
przesyłane przez urządzenie mogą się do czegoś przydać, nie umiał sobie
wyobrazić jak w ciągu niecałych dziesięciu sekund przetrawić tyle informacji na
temat reakcji startowej, międzyczasów i jeszcze zrobić z nich użytek. Po
kilkunastu biegach wiedział już, że bez mikrochipa biegałoby się dużo trudniej,
a już na pewno byłby wolniejszy.
Nie wiedzieć czemu w jego głowie powstała nagle śmieszna i bezsensowna myśl, że
inni zawodnicy również używają nielegalnego wspomagania. Prawie od razu
zreflektował się, uświadamiając sobie, że jeżeli już to co najwyżej
staroświecki doping hormonalny, a na pewno nikt nie pakował w nich
najnowocześniejszych zdobyczy informatyki, nanotechnologii, genoterapii i nie
wiadomo czego jeszcze.
70 metr. Tim chociaż nie widział Greka, instynktownie czuł, że ten przyspieszył
i jest tuż za nim. Zawsze miał bardzo mocną drugą cześć dystansu. Powoli się
rozpędzał, ale później szedł jak burza.
Nagle Tim poczuł coś dziwnego w lewej nodze. Najpierw jakieś nieokreślone
swędzenie które szybko zamieniło się w kłucie, które z kolei przeszło w czysty,
przeszywający ból. Ostrzegawczy pisk. Mikrochip podał mu 75m. Kątem oka Tim
zauważył Greka, który był tuż obok.
Nogi straciły swój rytm, na twarzy pojawił się grymas bólu. Tim pragnął
natychmiast się zatrzymać, czuł, że jeśli tego nie zrobi ból rozerwie mu nogę.
Całe jego ciało mówiło stop, zwolnij i krzyczało z bólu, ale coś w jego głowie
kazało mu biec dalej i wyrównało rytm kroków.
W końcu meta. Przebiegł 25 metrów z kontuzją, przy minimalnej stracie
prędkości. Jednak ta minimalna strata wystarczyła. Grek był pierwszy.
Przy przeciwnym wietrze 9,75s! Powtórzony drugi czas w historii, wyrównany
poprzedni rekord świata Maurice'a Greene'a. 9,76 wyło coś w głowie Tima, jedna
setna do wygranej. Ale Tim o tym nie myślał - tuż po przekroczeniu mety padł na
ziemię i zaczął zwijać się z bólu trzymając się za nogę.
W tym momencie Grek zamiast celebrować zwycięstwo podbiegł do Amerykanina i
pomógł mu wstać szeroko się uśmiechając. Tim ciężko podniósł się podpierając
się na ramieniu Greka i odwzajemnił uśmiech. Po raz pierwszy zobaczył swojego
najgroźniejszego rywala z tak bliska. Gładka przystojna twarz była jakby zdjęta
z któregoś z tych starożytnych posągów. Głębokie, błękitne oczy zahipnotyzowały
pewno niejedną Greczynkę. Chociaż w tych oczach było coś dziwnego... Nagle
Timowi wydało się, że Grek nie zrobił tego gestu dla tłoczących się wokół
fotoreporterów, ale naprawdę chciał pomóc rywalowi.
Tim podniósł kciuk do góry, z wysiłkiem wykrztusił "OK.!" i pokuśtykał do
szatni. Grek uśmiechnął się po raz kolejny, również pokazał "OK." i w asyście
fotoreporterów rozpoczął rundę honorową wokół stadionu.
Idąc do szatni Tim kątem oka zauważył na trybunie sztab
trenerski. "Skurwysyny!" pomyślał i spojrzał w drugą stronę. Na murawie leżał
Chińczyk. Jego nazwisko na tablicy wyników było na ostatniej pozycji z
adnotacją "PB". Zanim schow