an-nah
01.08.02, 17:43
a co mi tam... Oto pierwszy rozdział dłuuugiego
fan-fiction. Zdaję sobie sprawę, że znajomość serialu
animowanego "Gargoyles" jest w Polsce znikoma, ale ten
tekst czytało już parę osób, które go nie znają.
KATHY NA ZAMKU
Rozdział 1.
Nie miała rodziny, odkąd pewnego dnia pojęła, że coś
jest nie tak. Od tej pory była osobą bez nazwiska i
przeszłości i nie myślała o tych, których zostawiła z
nadzieją, że i oni nie myślą o niej. Czasem tylko
marszczyła twarz oglądając wiadomości albo patrzyła na
jedyne zdjęcie brata, jakie posiadała, zastanawiając
się, jak mogło dojść do tego wszystkiego...
***
To było jedno z tych małych sennych miasteczek, które
sprawiają wrażenie, że nic się w nich nie dzieje. Tylko
czasem popełnione tajemnicze morderstwo lub znikający w
dziwnych okolicznościach ludzie przyciągają agentów
FBI... Czasem w miejscowej szkole pojawi się
dziewczyna, która w nocy staje się wojowniczką walczącą
z siłami ciemności... Czasem okaże się, że któraś z
rodzin ma swoje mroczne tajemnice... Że z pobliskim
zawalonym domem wiąże się ponura legenda a w lasach
grasuje porywająca dzieci wiedźma...
Ku wielkiemu niezadowoleniu sióstr Flowel żadna z tych
rzeczy nie zdarzyła się w Destiny. Wbrew nazwie,
miasteczko nie rokowało żadnej z nich wielkiego
przeznaczenia. Choć Kristy marzyła o przygodach, Sam o
wielkim świecie a Kathy o obu tych rzeczach po trochu,
żadna z nich nie liczyła na to, że mogłyby kiedykolwiek
przenieść się do innego miasta, zwłaszcza tak
wielkiego, jak na przykład Nowy York. Chodziły więc do
szkoły, uczyły się, czytały książki i z wielkim
zamiłowaniem rysowały: Kristy bohaterów komiksów, Sam
portrety a Kathy smoki i księżniczki. Choć życie w
Destiny wiało nudą, żadna z nich nie narzekała w jawny
sposób. Pogodziły się ze swoim losem. ?Takie
przeznaczenie? ? jak powiedziała ich matka, Isabel.
Brian Flowel zmarł osiem lat temu. Złamane podczas
wichury drzewo przygniotło mu klatkę piersiową. Isabel
nie wyszła drugi raz za mąż, choć przez pewien czas
wydawało się, że jej znajomość z niedawno przybyłym do
miasta mechanikiem to coś poważniejszego. Jednak Fred
Ashtone nagle przerwał ich stosunki. Może z powodu
plotek o niepewnym pochodzeniu i przeszłości Isabel?
Nie wiadomo. Pewne jest natomiast, że dziesięcioletnia
wówczas Samantha i ośmioletnia Kristine z ulgą przyjęły
ich zerwanie. Pięcioletnia Katherine nie pamiętała
ojca, ale i ona, pod wpływem sióstr, była niechętna
Ashtonowi.
Obecnie Kathy miała dziesięć lat i była pełną optymizmu
dziewczynką z dużym zaufaniem do ludzi i wyraźnym
talentem do znajdywania sobie przyjaciół. Może było to
coś w spojrzeniu jej niebieski-zielonych, co kazało
wierzyć, że ta dziewczynka jest doroślejsza, niż się to
wydaje...
Jej charakter był czymś pośrednim między delikatnością
Samanthy a żywiołowością Kristine. Często to właśnie
Kathy godziła skłócone siostry.
Tamtego feralnego wrześniowego dnia dziewczęta wracały
ze szkoły o tej samej porze. Nic nie wskazywało, że ten
właśnie dzień jest początkiem nieodwracalnych zmian,
jakie miały zajść w ich życiu.
?Czy naprawdę musiałaś narysować Wolverine?a na tablicy
tuż przed lekcją biologii, Kristy? Oszalałaś już do końca!
?Chciałam dać pani Smith lekcję poglądową na temat mutacji.
?Boże, Kristy, ja z tobą nie wytrzymam! Smith jest
nerwowa, przecież wiedziałaś. Co ja teraz, w twojej
opinii, mam powiedzieć mamie? Że naraziłaś się
nauczycielce i jeszcze śmiałaś wykłócać się z nią przy
całej szkole?
?Ja powiem. ? wtrąciła się Kathy, która dotąd nie
odzywała się ani słowem. ? Coś wymyślę.
Samantha uśmiechnęła się. Była znana z ładnych uśmiechów.
?Miło z twojej strony, Kathy, ale nie znasz pani Smith.
?Znam. Ciągle o niej mówicie.
?Jędza Smith. ? mruknęła Kristine. ? Życzę jej, żeby...
?Porwali ją kosmici. ? podsunęła Kathy.
?Nie zasługuje na taki zaszczyt. Żeby ten jej żółty
samochodzik wpadł na drzewo. Żeby w jej piwnicy odkryli
melinę fałszerzy pieniędzy. Żeby... ? Kristy wyliczała
z zapamiętaniem, a mina Sam robiła się coraz bardziej
oburzona. Kathy zaczęła chichotać.
Dom Briana Flowela stał na obrzeżach miasta, prawie w
szczerym polu. Był dużym domem zbudowanym w dość
staroświeckim stylu, otoczonym wspaniałym sadem. Do
drzwi wiodła wyłożona kamienną kostką ścieżka,
drewnianą werandę oplatał bluszcz. Drzwi były
zamknięte. Sam zadzwoniła.
Dziwne ? pomyślała, gdy nikt nie otworzył. ? przecież
mama powinna być w domu o tej porze. Wyjęła z torby
klucze. Drzwi lekko skrzypnęły, gdy je otwarła.
?Mamusiu, to my! ? zawołała Kathy. Odpowiedziała jej
głucha cisza.
?Mamo? ? serce Kristine nagle zaczęło bić w
przyśpieszonym tempie. ? Mamo, jesteś w domu?
?Na pewno jest w ogrodzie albo poszła do pani Ryan. ?
rzekła Samantha, idąc powoli w stronę kuchni. Otwarła
drzwi, przeszła kilka kroków i nagle stanęła. Minęła
długa minuta.
?Kristy... zabierz stąd Kathy... daleko stąd...
***
?Nie wiedziałam, że chorowała na serce.
?Przykro mi, Samantho.
?Co teraz, doktorze Grant? Nie wiem co zrobić. ? oczy
Sam były czerwone od długiego tarcia chusteczką. Ciągle
liczyła na to, że zaraz się obudzi. Że nie będzie
musiała znów oglądać jak Kathy płacze i po raz pierwszy
od lat wiedzieć, że nie może pomóc na łzy siostrzyczki.
?Czy twoja matka miała krewnych?
?Nie znaliśmy ich.
Szpakowaty mężczyzna zaplótł palce i zamyślił się.
??Wiem, że nikomu nie podała swojego panieńskiego nazwiska.
?To prawda. Niestety, nawet ja go nie znam. Powiedziała
mi dużo, ale nie to.
?Rozumiem.
***
Tego samego wieczora dziewczynki nocowały w domu
sąsiadów, państwa Ryan. Pomimo to na piętrze ich domu
świeciło się światło. Doktor Grant i Harold Ryan
przeszukiwali papiery Isabel Flowel.
Nie było tego wiele. Stare rachunki, kilka odręcznych
notatek. Żadna z tych rzeczy jednak nie ujawniała
tożsamości zmarłej. Co ważniejsze: nie można było
znaleźć odpowiedzi na pytanie o dalszy los sióstr.
Zarówno Grant jak i Ryan przez wzgląd na przyjaźń z
Brianem Flowelem przysięgli sobie, że zrobią wszystko,
aby zapewnić dziewczynkom jak najlepszy los. Ryan był
nawet gotów wystąpić do sądu o przyznanie praw do
opieki, ale obaj mieli świadomość, że pierwszeństwo
mają krewni. Brian Flowel nie miał krewnych.
Jednak na dnie szuflady, ukryty pod innymi papierami
znaleźli list, który podpowiedział rozwiązanie. List na
eleganckim, żółtym papierze, pisany starannym
charakterem pisma, drogim piórem:
Droga Isabel!
Minęło wiele czasu, zanim cię znalazłem. Może wydać ci
się to dziwne, ale nie jestem potworem, za jakiego mnie
uważasz i zależy mi na tobie. Nie mogę pogodzić się ze
sposobem, w jaki potraktowałaś mnie i ojca. Zapewniam
cię, że nie zasługuję na to. Proszę, odwiedź mnie
kiedyś: jest wiele rzeczy, o których chciałbym ci
opowiedzieć, niektóre z nich mogłyby cię zadziwić.
Jeśli odmawiasz, napisz do mnie przynajmniej, jeśli
będziesz potrzebować pomocy. Zrobię wszystko dla mojej
siostry.
David
?Miała brata? ? zdziwił się doktor Grant, gdy pan Ryan
zakończył czytanie listu. ? Dlaczego się z nim nie
kontaktowała?
Ryan przyjrzał się kopercie. Jego oczy otwarły się
szeroko, gdy przeczytał nazwisko nadawcy.
?O, cholera! ? wyszeptał. ? O, jasna cholera! On?!? To
przecież niemożliwe!
Grant wyjął mu kopertę z palców.
?Rozumiem... ? rzekł. ? Teraz ją rozumiem...
***
W dzień pogrzebu padał ulewny deszcz, który sprawiał,
że wszystko stało się równie szare i smutne jak myśli
Kathy. Dziewczynce wydawało się, że to ona sprawiła, że
przyroda opłakuje jej matkę. Że mgła i ociekające wodą
drzewa to jej dzieło, że z jej winy ziemia na cmentarzy
stała się grząska i nieprzyjemnie błotnista w dotyku.
Gdy przyszła jej kolej rzucić garść piasku na trumnę,
błoto zostawiło na jej dłoni mokrą, brudną plamę
spływającą na czarny płaszczyk. Nawet nowe buty
straciły już swój połysk i wyglądały, jakby od lat
biegała w nich po najgorszym błocie. Poza tym były
pełne wody i palce Kathy stały się mokre i