nowela fan ficton, pierwszy rozdział - długie!!!!

01.08.02, 17:43
a co mi tam... Oto pierwszy rozdział dłuuugiego
fan-fiction. Zdaję sobie sprawę, że znajomość serialu
animowanego "Gargoyles" jest w Polsce znikoma, ale ten
tekst czytało już parę osób, które go nie znają.

KATHY NA ZAMKU

Rozdział 1.

Nie miała rodziny, odkąd pewnego dnia pojęła, że coś
jest nie tak. Od tej pory była osobą bez nazwiska i
przeszłości i nie myślała o tych, których zostawiła z
nadzieją, że i oni nie myślą o niej. Czasem tylko
marszczyła twarz oglądając wiadomości albo patrzyła na
jedyne zdjęcie brata, jakie posiadała, zastanawiając
się, jak mogło dojść do tego wszystkiego...
***
To było jedno z tych małych sennych miasteczek, które
sprawiają wrażenie, że nic się w nich nie dzieje. Tylko
czasem popełnione tajemnicze morderstwo lub znikający w
dziwnych okolicznościach ludzie przyciągają agentów
FBI... Czasem w miejscowej szkole pojawi się
dziewczyna, która w nocy staje się wojowniczką walczącą
z siłami ciemności... Czasem okaże się, że któraś z
rodzin ma swoje mroczne tajemnice... Że z pobliskim
zawalonym domem wiąże się ponura legenda a w lasach
grasuje porywająca dzieci wiedźma...
Ku wielkiemu niezadowoleniu sióstr Flowel żadna z tych
rzeczy nie zdarzyła się w Destiny. Wbrew nazwie,
miasteczko nie rokowało żadnej z nich wielkiego
przeznaczenia. Choć Kristy marzyła o przygodach, Sam o
wielkim świecie a Kathy o obu tych rzeczach po trochu,
żadna z nich nie liczyła na to, że mogłyby kiedykolwiek
przenieść się do innego miasta, zwłaszcza tak
wielkiego, jak na przykład Nowy York. Chodziły więc do
szkoły, uczyły się, czytały książki i z wielkim
zamiłowaniem rysowały: Kristy bohaterów komiksów, Sam
portrety a Kathy smoki i księżniczki. Choć życie w
Destiny wiało nudą, żadna z nich nie narzekała w jawny
sposób. Pogodziły się ze swoim losem. ?Takie
przeznaczenie? ? jak powiedziała ich matka, Isabel.
Brian Flowel zmarł osiem lat temu. Złamane podczas
wichury drzewo przygniotło mu klatkę piersiową. Isabel
nie wyszła drugi raz za mąż, choć przez pewien czas
wydawało się, że jej znajomość z niedawno przybyłym do
miasta mechanikiem to coś poważniejszego. Jednak Fred
Ashtone nagle przerwał ich stosunki. Może z powodu
plotek o niepewnym pochodzeniu i przeszłości Isabel?
Nie wiadomo. Pewne jest natomiast, że dziesięcioletnia
wówczas Samantha i ośmioletnia Kristine z ulgą przyjęły
ich zerwanie. Pięcioletnia Katherine nie pamiętała
ojca, ale i ona, pod wpływem sióstr, była niechętna
Ashtonowi.
Obecnie Kathy miała dziesięć lat i była pełną optymizmu
dziewczynką z dużym zaufaniem do ludzi i wyraźnym
talentem do znajdywania sobie przyjaciół. Może było to
coś w spojrzeniu jej niebieski-zielonych, co kazało
wierzyć, że ta dziewczynka jest doroślejsza, niż się to
wydaje...
Jej charakter był czymś pośrednim między delikatnością
Samanthy a żywiołowością Kristine. Często to właśnie
Kathy godziła skłócone siostry.
Tamtego feralnego wrześniowego dnia dziewczęta wracały
ze szkoły o tej samej porze. Nic nie wskazywało, że ten
właśnie dzień jest początkiem nieodwracalnych zmian,
jakie miały zajść w ich życiu.
?Czy naprawdę musiałaś narysować Wolverine?a na tablicy
tuż przed lekcją biologii, Kristy? Oszalałaś już do końca!
?Chciałam dać pani Smith lekcję poglądową na temat mutacji.
?Boże, Kristy, ja z tobą nie wytrzymam! Smith jest
nerwowa, przecież wiedziałaś. Co ja teraz, w twojej
opinii, mam powiedzieć mamie? Że naraziłaś się
nauczycielce i jeszcze śmiałaś wykłócać się z nią przy
całej szkole?
?Ja powiem. ? wtrąciła się Kathy, która dotąd nie
odzywała się ani słowem. ? Coś wymyślę.
Samantha uśmiechnęła się. Była znana z ładnych uśmiechów.
?Miło z twojej strony, Kathy, ale nie znasz pani Smith.
?Znam. Ciągle o niej mówicie.
?Jędza Smith. ? mruknęła Kristine. ? Życzę jej, żeby...
?Porwali ją kosmici. ? podsunęła Kathy.
?Nie zasługuje na taki zaszczyt. Żeby ten jej żółty
samochodzik wpadł na drzewo. Żeby w jej piwnicy odkryli
melinę fałszerzy pieniędzy. Żeby... ? Kristy wyliczała
z zapamiętaniem, a mina Sam robiła się coraz bardziej
oburzona. Kathy zaczęła chichotać.
Dom Briana Flowela stał na obrzeżach miasta, prawie w
szczerym polu. Był dużym domem zbudowanym w dość
staroświeckim stylu, otoczonym wspaniałym sadem. Do
drzwi wiodła wyłożona kamienną kostką ścieżka,
drewnianą werandę oplatał bluszcz. Drzwi były
zamknięte. Sam zadzwoniła.
Dziwne ? pomyślała, gdy nikt nie otworzył. ? przecież
mama powinna być w domu o tej porze. Wyjęła z torby
klucze. Drzwi lekko skrzypnęły, gdy je otwarła.
?Mamusiu, to my! ? zawołała Kathy. Odpowiedziała jej
głucha cisza.
?Mamo? ? serce Kristine nagle zaczęło bić w
przyśpieszonym tempie. ? Mamo, jesteś w domu?
?Na pewno jest w ogrodzie albo poszła do pani Ryan. ?
rzekła Samantha, idąc powoli w stronę kuchni. Otwarła
drzwi, przeszła kilka kroków i nagle stanęła. Minęła
długa minuta.
?Kristy... zabierz stąd Kathy... daleko stąd...
***
?Nie wiedziałam, że chorowała na serce.
?Przykro mi, Samantho.
?Co teraz, doktorze Grant? Nie wiem co zrobić. ? oczy
Sam były czerwone od długiego tarcia chusteczką. Ciągle
liczyła na to, że zaraz się obudzi. Że nie będzie
musiała znów oglądać jak Kathy płacze i po raz pierwszy
od lat wiedzieć, że nie może pomóc na łzy siostrzyczki.
?Czy twoja matka miała krewnych?
?Nie znaliśmy ich.
Szpakowaty mężczyzna zaplótł palce i zamyślił się.
??Wiem, że nikomu nie podała swojego panieńskiego nazwiska.
?To prawda. Niestety, nawet ja go nie znam. Powiedziała
mi dużo, ale nie to.
?Rozumiem.
***
Tego samego wieczora dziewczynki nocowały w domu
sąsiadów, państwa Ryan. Pomimo to na piętrze ich domu
świeciło się światło. Doktor Grant i Harold Ryan
przeszukiwali papiery Isabel Flowel.
Nie było tego wiele. Stare rachunki, kilka odręcznych
notatek. Żadna z tych rzeczy jednak nie ujawniała
tożsamości zmarłej. Co ważniejsze: nie można było
znaleźć odpowiedzi na pytanie o dalszy los sióstr.
Zarówno Grant jak i Ryan przez wzgląd na przyjaźń z
Brianem Flowelem przysięgli sobie, że zrobią wszystko,
aby zapewnić dziewczynkom jak najlepszy los. Ryan był
nawet gotów wystąpić do sądu o przyznanie praw do
opieki, ale obaj mieli świadomość, że pierwszeństwo
mają krewni. Brian Flowel nie miał krewnych.
Jednak na dnie szuflady, ukryty pod innymi papierami
znaleźli list, który podpowiedział rozwiązanie. List na
eleganckim, żółtym papierze, pisany starannym
charakterem pisma, drogim piórem:
Droga Isabel!
Minęło wiele czasu, zanim cię znalazłem. Może wydać ci
się to dziwne, ale nie jestem potworem, za jakiego mnie
uważasz i zależy mi na tobie. Nie mogę pogodzić się ze
sposobem, w jaki potraktowałaś mnie i ojca. Zapewniam
cię, że nie zasługuję na to. Proszę, odwiedź mnie
kiedyś: jest wiele rzeczy, o których chciałbym ci
opowiedzieć, niektóre z nich mogłyby cię zadziwić.
Jeśli odmawiasz, napisz do mnie przynajmniej, jeśli
będziesz potrzebować pomocy. Zrobię wszystko dla mojej
siostry.
David
?Miała brata? ? zdziwił się doktor Grant, gdy pan Ryan
zakończył czytanie listu. ? Dlaczego się z nim nie
kontaktowała?
Ryan przyjrzał się kopercie. Jego oczy otwarły się
szeroko, gdy przeczytał nazwisko nadawcy.
?O, cholera! ? wyszeptał. ? O, jasna cholera! On?!? To
przecież niemożliwe!
Grant wyjął mu kopertę z palców.
?Rozumiem... ? rzekł. ? Teraz ją rozumiem...
***
W dzień pogrzebu padał ulewny deszcz, który sprawiał,
że wszystko stało się równie szare i smutne jak myśli
Kathy. Dziewczynce wydawało się, że to ona sprawiła, że
przyroda opłakuje jej matkę. Że mgła i ociekające wodą
drzewa to jej dzieło, że z jej winy ziemia na cmentarzy
stała się grząska i nieprzyjemnie błotnista w dotyku.
Gdy przyszła jej kolej rzucić garść piasku na trumnę,
błoto zostawiło na jej dłoni mokrą, brudną plamę
spływającą na czarny płaszczyk. Nawet nowe buty
straciły już swój połysk i wyglądały, jakby od lat
biegała w nich po najgorszym błocie. Poza tym były
pełne wody i palce Kathy stały się mokre i
    • Gość: kania Re: nowela fan ficton, pierwszy rozdział - długie IP: *.dywiznon.net / 192.168.1.* 01.08.02, 17:46
      rzeczywiscie dlugie.........:D

      zagoraco jak dla mnie zeby sleczyc teraz przed kompem i czytac:D przeczytam jak
      zrobi sie ciemno:D
      pozdrowiska
      • an-nah Re: nowela fan ficton, pierwszy rozdział - cd 01.08.02, 17:48
        ***
        W dzień pogrzebu padał ulewny deszcz, który sprawiał, że
        wszystko stało się równie szare i smutne jak myśli Kathy.
        Dziewczynce wydawało się, że to ona sprawiła, że przyroda
        opłakuje jej matkę. Że mgła i ociekające wodą drzewa to
        jej dzieło, że z jej winy ziemia na cmentarzy stała się
        grząska i nieprzyjemnie błotnista w dotyku. Gdy przyszła
        jej kolej rzucić garść piasku na trumnę, błoto zostawiło
        na jej dłoni mokrą, brudną plamę spływającą na czarny
        płaszczyk. Nawet nowe buty straciły już swój połysk i
        wyglądały, jakby od lat biegała w nich po najgorszym
        błocie. Poza tym były pełne wody i palce Kathy stały się
        mokre i przemarznięte.
        Czy coś z tego było jednak ważne w porównaniu z faktem,
        że ziemia właśnie na zawsze zabrała jej mamę? Kathy co
        chwilę pociągała nosem, próbując stłumić łzy. Czuła
        pustkę wypełniającą jej serce, jakby smutek był jej
        ostatnim uczuciem a po nim miało nadejść jedynie wielkie
        nic. Może to nic byłoby lepsze? Od tygodnia budziła się
        nocą wołając mamę. Nikt nie przychodził. Dom był pusty,
        Sam nie odzywała się, nawet żywiołowa Kristy nie ożywiła
        się nawet na wiadomość o tajemniczym bracie mamy, ich
        wujku. A przecież Kristy zawsze musiała poznać wszelkie
        tajemnice... Kathy ostrożnie spojrzała w bok. Nawet
        Kristy przyciskała chusteczkę do oczu. A za nią, przy
        samej bramie cmentarza...
        Samochód był czarny i wyglądał na okropnie drogi, choć
        nie był typową limuzyną. O jego ekskluzywności stanowiła
        raczej prosta elegancja linii i niezmiernie czarna
        karoseria. W podobnym stylu utrzymane były ubrania obojga
        pasażerów: Czarne, proste i niezwykle eleganckie.
        Mężczyzna miał na sobie garnitur, kobieta sięgającą kolan
        spódnicę i dopasowany do figury żakiet, wszystko idealnie
        skrojone, z drogiego materiału i szyte na miarę. Ale
        nawet te ubrania nie mogły równać się z ich twarzami i
        zachowaniem. Oboje bowiem stali przy samym ogrodzeniu, z
        dala od reszty gości, bacznie się im jednak przyglądając.
        Ich spojrzenia zdawały się przeszywać lodowatym ostrzem
        wszystkich dookoła. Mężczyzna był wysoki, miał brązowe
        oczy i ciemnobrązowe włosy spięte na karku w kucyk oraz
        brodę. Jego towarzyszka była ruda i zielonooka, a gdy na
        chwilę odgarnęła włosy z prawej strony twarzy, Kathy
        ujrzała szpecący ją tatuaż w kształcie wilczej lub lisiej
        głowy dookoła oka. Po kręgosłupie dziewczynki przeszedł
        dreszcz. O ile mrożące spojrzenia mogłyby jeszcze być
        wytłumaczalne, o tyle tatuaż zwiastował coś
        przerażającego. W dodatku Kathy miała przeświadczenie, że
        gdzieś już widziała tych dwoje...
        ?Na co się tak gapisz? ? Kristine nachyliła się do ucha
        siostry. ? Wiem, że mam mnóstwo plam na płaszczu.
        ?Za tobą, Kristy.
        Mężczyzna i kobieta zauważyli już, że są obserwowani.
        Kobieta spróbowała się uśmiechnąć, ale tatuaż wykrzywił
        jej twarz, nadając jej dziki wyraz. Mężczyźnie wyszło lepiej.
        ?Rany ? mruknęła Kristy. ? co oni tu robią?
        Teraz i Samantha włączyła się do rozmowy.
        ?Czy nie mogłybyście zachowywać się nieco ciszej? Nie
        macie szacunku nawet dla...
        ?No to obejrzyj się i zobacz tych dwoje, a oczy wyjdą ci
        z orbit. ? syknęła Kristy.
        Sam wykonała polecenie a potem nie odezwała się już, choć
        jej twarzy przybrała przerażony wyraz.
        Pogrzeb powoli się kończył i goście zbierali się do
        odejścia. Do dziewczynek podszedł doktor Grant. Jego
        twarz miał podobny wyraz jak twarz Sam.
        ?Chciałbym wam kogoś przedstawić. Chodźmy.
        Szedł wolno, ale nieuchronnie zmierzał w stronę
        tajemniczej dwójki. Wyraźnie obawiał się konfrontacji,
        podobnie jak Sam i Kristy. Kathy nadal nie mogła
        przypomnieć sobie, gdzie ich widziała.
        Mężczyzna uścisnął dłoń doktora Granta. Jego spojrzenie
        było niezwykłą mieszanką wyższości i... swoistego
        szacunku. Kobieta przyglądała się dziewczynkom, jej
        lodowate spojrzenie miało jednak w sobie coś ciepłego.
        Żadne z nich nie odezwało się jednak ani słowem.
        ?Dziewczynki, to jest człowiek, o którym wam mówiłem,
        brat waszej mamy. ? rzekł doktor Grant. Mężczyzna zmrużył
        ciemne oczy. Tak, w pewien dziwny sposób był podobny do
        Isabel. ?To jest pan...
        ?Xanatos. David Xanatos. ? powiedział wreszcie mężczyzna.
        Jego głos był zdecydowany i nie znoszący sprzeciwu. ?
        Powinien był je pan uprzedzić, panie Grant. W końcu moja
        biedna siostra musiała mieć jakieś powody, aby nie
        utrzymywać ze mną kontaktów, prawda? ? i uśmiechnął się,
        bardziej chyba do siebie, niż do pozostałych.
        ?Jestem Fox. ? powiedziała kobieta.
        ?Wiemy. ? mruknęła Kristy bardzo cicho.
        ?Słucham? ? zapytał Xanatos.
        ?Wiemy. ? powtórzyła Kristy, patrząc mu prosto w oczy.
        Był to z jej strony akt niezwykłej odwagi, ale taką miała
        Kristy naturę.
        ?To miło z waszej strony. ? Xanatos uśmiechnął się. ?
        Jestem sławny.
        Kathy nie wytrzymała i roześmiała się. W gruncie rzeczy
        nie może być aż tak zły. ? pomyślała. Xanatos uśmiechnął
        się znowu, tym razem do niej.
        Doktor Grant odciągnął Samanthę na bok i coś jej
        tłumaczył. Kristine mierzyła wzrokiem to Xanatosa, to
        Fox. Kathy tak samo, ale z innym wyrazem twarzy. To było
        niesamowite, zupełnie jak ?Tajemniczy Ogród?, a Kathy
        była Mary.
        Wieczorem nie mogły zasnąć. Całe popołudnie pakowały się
        i przygotowywały dom do opuszczenia. Na jak długo? Nie
        wiedziały, ale każda z nich zamierzała wrócić do niego.
        Nie chciały mieszkać do końca życia gdzie indziej, nawet
        w Nowym Yorku...
        Rano czarny samochód Xanatosa podjechał pod dom. Jedną z
        pierwszych rzeczy, jakie zauważyły, było to, że na
        tablicy rejestracyjnej nie ma numerów, a jedynie duża
        litera ?X?.
        ??Archiwum X?. ? mruknęła Kristy. ? FOX Mulder. Taka
        rejestracja kosztowała go chyba połowę majątku.
        Kathy roześmiała się. Sam spiorunowała ją wzrokiem.
        Umieścili walizki w bagażniku a dziewczynki usiadły na
        szerokim i bardzo miękkim tylnym siedzeniu. Samochód
        ruszył. Xanatos sam siedział za kierownicą, nie było z
        nim szofera. Fox siedziała obok i nie odzywała się. Nikt
        nie odzywał się przez bardzo długi czas.
        Minęli Destiny, żegnani spojrzeniami znajomych. Sam i
        Cleo Ryan długo machały do siebie. Przed odjazdem
        obiecały sobie, że kiedyś jeszcze się spotkają.
        Za miastem ciągnęły się pola i łąki, droga długo biegła
        przez niezamieszkane tereny, nieubłaganie zmierzając na
        wschód. Jechali wzdłuż czarnego pasa autostrady mijając
        inne samochody i wielkie ciężarówki. Sam wyjęła książkę,
        Kristy walkmena, Kathy patrzyła przez okno na zmieniający
        się krajobraz.
        Około godziny dwunastej Xanatos wreszcie odezwał się.
        ?Boicie się? ? spytał.
        Żadna nie odpowiedziała.
        ?Cóż, byłbym kłamcą, gdybym powiedział, że was nie
        rozumiem. Macie powody do strachu.
        ?David! ? syknęła Fox
        ?Ja się nie boję. Nikogo i niczego. ? poinformowała
        Kristy, ściągając z uszu słuchawki. ? Nawet takiego
        kryminalisty jak ty, wujku.
        ?Czuję szacunek do odważnych ludzi, droga Kristine.
        Czasem trzeba jednak odróżnić odwagę od braku rozsądku,
        myślę, że zdajesz sobie z tego sprawę.
        ?Jeśli brakiem rozsądku miałoby być nazwanie cię...
        ?Przyzwyczaiłem się. ? uciął, ale na jego twarzy pojawił
        się uśmiech. ? Chciałem jednak poinformować was, że dom,
        w którym zamieszkacie, nie jest zwykłym domem. Oraz że
        panują w nim pewne zasady, do których należy bezwzględnie
        się stosować. Czy to jasne?
        Dziewczynki w milczeniu skinęły głowami.
        ?A więc dobrze. Zasada numer jeden: nie chcę, abyście
        nazywały mnie wujkiem. Po prostu mi się to nie podoba.
        Najlepiej mówcie do mnie po imieniu: David.
        ?A do mnie: Fox.
        ?Właśnie. Zasada druga: pójdziecie do szkoły, to chyba
        oczywiste. Do normalnej szkoły. Nie, żebym był tyranem i
        oszczędzał na was pieniądze... i tak są pewne elementy,
        które ciężko mnie kosztują... Po prostu uważam, że
        powinnyście mieć kontakty z rówieśnikami. Otóż co do tych
        rówieśników, nie wolno wam mówić im, że jesteście ze mną
        spokrewnione. Zdajecie sobie pewnie sprawę, że wiadomość
        o was mogłaby stać się zagrożeniem, gdyby dotarła do
        moich wrogów? Nie wolno wam też zapraszać przyjaciół,
        choćby nie wiem jak dobrych, do domu.
        ?Czyli prywatki odpadają? ?
        • an-nah Re: nowela fan ficton, pierwszy rozdział - cd 01.08.02, 17:50
          ?Czyli prywatki odpadają? ? zdobyła się na odwagę Sam.
          ?Tak, jeśli chciałabyś je organizować Samantho. Wolno ci
          jednak chodzić do koleżanek. Po prostu jako wasz krewny
          chciałbym zostać anonimowy. Trzecia zasada jest
          najważniejsza: dostaniecie własny teren z pokojami i pod
          żadnym pozorem nie wolno wam opuszczać go po zachodzie
          słońca! I nie ma od tego odwołania. Czy to jasne?
          ?A poza tym nie zadawać pytań, co? Jakie wampiry
          ukrywasz? ? wybuchnęła Kristy.
          ?Ja jestem wilkołakiem. ? rzekła Fox i roześmiała się
          donośnym, dziwnym śmiechem.
          Kathy zachichotała, Sam zagryzła zęby. Xanatos nadal
          utrzymywał swój uśmiech.
          Jechali dalej, znów milcząc. Sam zamknęła książkę i
          przysnęła oparta o ramię wielce niezadowolonej Kristine.
          Kathy zerkała to na krajobraz za oknem, to na odbitą w
          lusterku twarz Xanatosa. Fox oparła się o szybę i
          patrzyła gdzieś w przestrzeń.
          ?Ale jak przyjedziemy, będzie już ciemno. ? odezwała się
          wreszcie Kristy. Fox odwróciła się i spiorunowała ją
          wzrokiem.
          ?Dziś jest wyjątek. ? oznajmiła. ? David ? zwróciła się
          do męża. ? obawiam się, że ze wszystkich potworów, z
          jakimi mieliśmy do czynienia, te będzie najtrudniej
          kontrolować...
          ?Poradzimy sobie. ? uciął. ? Porozmawiamy w domu, Fox.
          ?Dom... ? szepnęła przez sen Samantha.
          Jechali do wieczora i było już ciemno, gdy nareszcie
          wjechali do Nowego Yorku. Dziewczynki przylepiły oczy do
          szyb. Na zewnątrz ciągnęły się rzędy wysokich, jasno
          oświetlonych budynków, ulicami przejeżdżały dziesiątki
          samochodów. Mimo późnej pory setki ludzi spieszyły się
          gdzieś, biegły ulicami, odwiedzały sklepy i lokale.
          Miasto było jak żywy organizm, poruszało się i oddychało,
          a rytm jego życia działał hipnotyzująco. Chciało się
          wysiąść z samochodu i włączyć w to życie, wtopić się w
          tłum i zgubić się gdzieś pośród ulic...
          Dojechali do jakiegoś wysokiego budynku i wjechali na
          podziemny parking. Samochód zaparkowali gdzieś w odległym
          jego krańcu, który wyglądał na prywatny garaż Xanatosa.
          Potem przeszli do windy, która zawiozła ich wysoko do
          góry, przez piętra, które zdawały się nie mieć końca. To
          chyba najwyższy budynek na całym świecie. ? myślała Kristy.
          Drzwi windy otwarły się i cała piątka wyszła do długiego
          korytarza. Jego ściany były zbudowane z chropowatego
          kamienia. Korytarz kończył się ciężkimi drzwiami z
          mocnego metalu. Po drugiej stronie owionęło ich zimne
          powietrze.
          Nad głowami dziewczynki miały gwiazdy i wznoszące się do
          samych chmur wieże... To był zamek, starożytny zamek
          przeniesiony na szczyt wieżowca. Tu, nad miastem,
          wznosiła się niesamowita siedziba Davida Xanatosa.
          ?Witajcie w Zamku Wyvern.
        • Gość: kania Re: nowela fan ficton, pierwszy rozdział - cd IP: *.dywiznon.net / 192.168.1.* 01.08.02, 17:50
          a juz zaczolem czytac!! powiedzialem sobie to tylko jedna strona
          skupilem wszystkie sily zapomnialem na chwile o goracu....a tu pach ciag dalszy
          teraz to juz naprawde poczekam do wieczora:D
    • hermar Re: nowela fan ficton, pierwszy rozdział - długie 01.08.02, 18:01
      :D nie dosc ze upal to jeszcze serwer ledwo zipie:((((((((((((
      nie da sie czytac podaje sie poraz trzeci
      kania
      a i jeszcze jodno juz ktorus raz proboje to wyslac i wszystkie mozliwe
      komunikaty mi sie pokazaly ale pierwszy raz widze error 500!!
      • Gość: An-Nah Re: nowela fan ficton, pierwszy rozdział - długie IP: *.chello.pl / 62.179.0.* 01.08.02, 18:09
        Nie martw się, mnie nie chce zalogować...
    • kuba# Re: nowela fan ficton, pierwszy rozdział - długie 01.08.02, 18:17
      Dobre, o niebo lepsze niż to sprzed, jak napisałaś trzech lat, które
      odgrzebałem na forum. Osobiście nie znam "Gragoyles" i właściwie nie wiem czy
      ta nieznajomość przeszkadza czy pomaga w odbiorze opowiadania.
      Jak na razie jest bardzo dobrze: proszę o kontynuację! Jest wszakże moja drobna
      rada - traktuj swoich czytelników jako nieznających serialu (bo podejżewam, że
      nie jestem jedyny) i wyjaśniaj to i owo, nie każ się domyślać.
      I jeszcze drobnostka, aczkolwiek przeszkadzajaca w czytaniu: znaki zapytania.
      Podejrzewam że tam powinny być cudzysłowy, albo myślniki a nie pytajniki.
      Postaraj się to wyeliminować.
      • an-nah Re: nowela fan ficton, pierwszy rozdział - długie 01.08.02, 18:31
        W miejsce tych pytajników naprawdę miały być myślniki.
        zmieniło mi automatycznie. Postaram sie ich pozbyc.
        • hermar Re: nowela fan ficton, pierwszy rozdział - długie 01.08.02, 18:36
          super!! swietne !! najlepsze jakie tu czytalem (mimo upalow) nie moge sie
          doczekac kolejnych czesci (chociaz, niestey juz sie domyslam co bedzie dalej
          ale caly czas zyje nadzieja ze mnie mile zaskoczysz)!!
      • an-nah komentatrz do rozdziału pierwszego 01.08.02, 18:44
        Narazie nie będę zdradzać wszystkiego - wydaje mi się, że
        na początku czytelnik nieznający serialu jest w o tyle
        ciekawej sytuacji, że historia opowiadana jest z
        perspektywy osoby, która też nic nie wie. Kathy i jej
        siostry to moja własna kreacja. Co do Davida Xanatosa, to
        jest on najbogatrzym człowiekiem na świecie, znanym z nie
        do końca legalnych interesów... Początkowo był czarnym
        charakterem, podobnie jak Fox.
    • an-nah Re: nowela fan ficton, pierwszy rozdział - długie 01.08.02, 19:02
      Kania: "przeczytam jak zrobi sie ciemno:D"

      Tak z ciekawości, rozumiesz, co napisałeś?
      • Gość: kania(hermar) Re: nowela fan ficton, pierwszy rozdział - długie IP: *.dywiznon.net / 192.168.1.* 01.08.02, 19:38
        co??
Pełna wersja