Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2010 - 3 (vol. 7)

03.04.10, 12:47
Jako, ze w dwojce juz sie zblizamy do piecsetki, a swieta ida i nie wiem, czy
znajde chwile.

Przy okazji Wesolych Swiat!
Obserwuj wątek
    • grek.grek "Iluzjonista" 04.04.10, 10:58
      I jak tam, z tym "Iluzjonistą" ? Kupiliście to ?

      Ja się przyznam, że od 25 minuty, kiedy tylko spiknęli się na nowo magik i jego ukochana z dzieciństwa, interesowała mnie głównie postać inspektora policji, jedyna która przejawiała jakieś życie psychiczne - z jednej strony pełen podziwu, sympatii dla magika, z drugiej świadomy tego, że jego wyczyny mogą zburzyć ład społeczny; podejrzewający o morderstwo księcia, ale jednocześnie zachowujący resztki lojalności wobec niego; jako sztukmistrz-amator pragnący uwierzyć w coś niezwykłego, w nadprzyrodzone zdolności magika, a zarazem nie potrafiący przekabacić do tego racjonalnego rozumu, który mówi mu, że to wszystko są triki cyrkowe i nic więcej; a na koniec musi się zmierzyć z propozycją, której przyjęcie oznaczałoby dla niego awans społeczny, o jakim od zawsze marzył, ale jednocześnie sprzeniewierzenie się swojej funkcji publicznej, urąganie profesjonalizmowi.
      To było ciekawe.
      Reszta - o tyle, o ile, mocno kombinowana, a jak chodzi o same sztuczki, to plus dla scenarzysty za wyobraźnię, ale zepchnęło to całą opowieść w ostępy bajki dla dzieci, aczkolwiek zahaczającej o jakieś tam społeczne problemy (reakcja publiki, która jest gotowa na wzniecenie burd, kiedy aresztują magika, będąc święcie przekonaną, że jest on jakimś prorokiem, co zmarłych potrafi wskrzeszać, czemu on musi zaprzeczyć z balkonu komisariatu).
      • barbasia1 Re: "Iluzjonista" 04.04.10, 15:26
        Greku, czy możesz mi opowiedzieć sam początek filmu. Za późno
        przełączyłam i umknęły mi retrospekcje, obrazy z dzieciństwa ...

        Przyznam, że poczułam się lekko zawiedziona tym filmem.
        W przepięknym opakowaniu (wspaniałe zdjęcia (w kolorze sepii)
        oddające klimat epok, plenery, wnętrza, scenografia, kostiumy),
        słaby, niedopracowany i w sumie mało ciekawy scenariusz, z
        papierowymi postaciami.

        Postać inspektora policji rzeczywiscie jest tu najciekawsza, dużo
        ciekawsza (o dziwio) od postaci tytułowego bohatera, choć też
        niepozbawiona usterek - np. nie przekonuje mnie zupełnie ta nagła
        przemiana inspektora-karierowicza, który odmawia dalszej wspólpracy
        z następcą tronu, a tym samym rezygnuje z obiecanych i wymarzonych
        zaszczytów i stanowisk, tylko dlatego, że podejrzewa księcia o
        morderstwo.
        :)

        • grek.grek Re: "Iluzjonista" 05.04.10, 12:01
          Mnie umknęło pierwsze pięć minut. Retrospekcje z dzieciństwa dotyczyły tego, ze magik, jako mały chłopiec, poznał cudnej urody dziewczynkę i się w niej zakochał. Już wtedy miał dar czynienia sztuczek niezwykłych, którzy, wg legendy, posiadł podobno dzieki spotkaniu z tajemniczym facetem na pustkowiu : facet mu pokazał, a potem zniknął i na niego przeszło i potem on innym pokazywał, m.in tej małej; ALE dziewczynka była z dobrego domu, magik był z gorszego domu, więc, koniec końców, ich rozdzielono. Chcwyt stary jak świat ;)

          Opakowanie - rzeczywiście klasa światowa. Szkoda, że treśc nie dorównała formie.

          Ano widzisz, to właśnie był jeden z dylematów inspektora policji - przymknąć oko na własne podejrzenia i przyjąć wymarzony awans, czy być lojalnym policjantem i nic z tego nie mieć, poza świadomością dobrze wypełnionego obowiązuje ? Koniec końców, jak dla mnie, najważniejszą/rozstrzygającą jego cechą było to, że facet miał zamiłowanie do prawdy - chciał ją znać na każdym poziomie (sztuczki magika, śmierć narzeczonej księcia, tego czy książe jest winny itd.) i dązył do niej bezkompromisowo - w imię tej prawdy nie mógł zapomnieć o swoim śledztwie i wnioskach z niego wypływających ani za cenę takich zaszczytów jakie mu oferowano (w przypadku księcia), ani (w przypadku dociekania jak magik robi swoje triki) w imię wielkiej atencji dla tajemnicy scenicznej magii.
    • grek.grek "Red Rock West" 04.04.10, 11:25
      Btw, ktoś przetrwał do "Red Rock West" ? :) Świetny był. Scenariusz pierwszoligowy i zaczynam lubić Cage'a, hehe. (streszczeniem dysponuję, dla chętnych).
          • barbasia1 Re: "Red Rock West" 04.04.10, 15:38
            grek.grek napisał:

            > To dam, raczej jutro niż dzisiaj,
            ale - dam wszystkim ;)

            Niech i tak będzie. :)

            > Jak Ci się "Iluzjonista" podobał ?
            Moja odpowiedź, kilka postów wyżej.
            :)
          • la.bruja Re: "Red Rock West" 05.04.10, 20:28
            Grek.greku

            Wiem, że pytanie było adresowane do Barbasi, ale też odpowiem ;)
            Iluzjonista nie zaczarował mnie. Nie mogło być zresztą inaczej,
            skoro jestem niepoprawną fanką "Prestiżu" ;)
            "Iluzjonista" to takie romansidełko. Ot, do patrzenia jednym okiem
            (przymrużonym)
            • barbasia1 Re: "Red Rock West" 06.04.10, 12:51
              la.bruja napisała:

              > Wiem, że pytanie było adresowane do Barbasi, ale też odpowiem ;)

              Eeeenie pytanie o wrażenia z filmu zawsze adresowane do wszystkich.

              Widzisz miałam wspomnieć o "Prestiżu", który i ja oceniam znacznie
              wyżej!
              :)
                • barbasia1 Re: "Red Rock West" 07.04.10, 11:53
                  la.bruja napisała:

                  > Widzisz, a Grek.grek udaje jakby to nie do Niego było - aby tylko
                  > nie przyznać mi racji ;)

                  Nie, nie, Grek pewnie po prostu nie zauważył postu.

                  Przyzna Cię rację, przyzna, na pewno,
                  no chyba, że nie przyzna.
                  :)
                • grek.grek Re: "Red Rock West" 08.04.10, 11:24
                  Hehe ;)

                  Moja opinia jest, z grubsza, podobna do Twojej. Słabo, czy może - średnio, to wyszło, aczkolwiek parę dobrych elementów można dostrzec, jak to już wyliczyliśmy do spółki - postać inspektora policji, scenografia, charakteryzacja, zdjęcia, uroda Jessiki Biel.

      • pepsic Re: "Red Rock West" 04.04.10, 23:51
        Mi się udało, co wcale nie oznacza, że N.Cage'a pokochałam od razu, co to, to nie. Choć jak obserwowałam, jak wbrew rozsądkowi pakuje się w coraz większe tarapaty, to niespodziewanie jakaś tam nutkę sympatii i braterstwa poczułam. Zabawna była scena, kiedy zapukał do szoferki leżąc na dachu ciężarówki, ale nie jestem pewna, czy efekt był zamierzony.
        Ps. Na streszczenie jestem chętna, bo końcówkę mi ucięło (od cmentarza).
        • grek.grek "Red Rock West"/spojler 1 05.04.10, 11:22
          Orajt, no to jadę.

          Cage gra niejakiego Michaela, weterana wojennego, co ma w ledwie parę dolców przy d,pie, samochód i kontuzjowaną nogę. Jeździ po jakimś zachodnim wygwizdowie i szuka roboty tu, tam, siam, i nigdzie jej znaleźć nie może. Na stacji bezynowej ma szansę zajumać plik dolców z kasy, ale tego nie robi, bo jest uczciwym facetem. Ujęty tym faktem właściciel kieruje do Red Rock West, gdzie na pewno jakąs robotę znajdzie.

          No i on tam jedzie, wchodzi do baru gościa, co się nazywa Wayne. Ów Wayne (J.T Walsh, który zagrał we wszystkich filmach, które świat wyprodukował od momentu wynalezienia kinematografu, czy co tam było najpierw) widzi rejestrację samochodu Michaela - teksańską. Bierze go za zawodowego mordercę, Lyle'a, który miał przyjechać i zabić jego żonę, Suzanne. Wita go więc konspiracyjnie i nawet nie dociekając, czy Lyle, to Lyle. Michael podejmuje grę, bo potrzebuje kasy, a tu w grę wchodzi 5 tauzenów (nie pamiętam dokładnie, ale to średnio wazne).

          Obserwuje więc waynową żonę (jak zawsze piękna Lara Flynn Boyle), z kochankiem, zdaje się, a potem zakrada się do jej chawiry. Zamiast ją odstrzelić, kabluje jej wszystko - że mąz chce ją zabić, że go wynajął itd. Na to żona, że da mu dwa razy tyle, jesli się pozbędzie Wayne'a. Michael bierze kasę, ale nikogo zabijać nie zamierza, bo jest... tak własnie, uczciwym facetem. Zamiast tego bierze oba pliki martwych prezydentów, pisze donos do szeryfa miasteczka, że małżonkowie chcą się pozabijać, i żeby ich wziął za pysk, a potem wyjeżdza z RRW.

          Niedaleko, bo tuż za rogatkami włazi mu pod koła jakiś chłop. Wiadomo - nie zdąża zahamować, rąbnięcie, facet ledwie żyje. MIchael się wiele nie waha - bierze człowieka do auta, wraca do RRW i odwozi go do szpitala.
          Lekarz wzywa policajów, zeby wyjaśnić okoliczności całego zajścia. POjawiają się, wraz z... Waynem, bo się okazuje, że, oprócz tego, ze ma własny bar, Wayne jest... szeryfem, jak to u redneków.

          Od razu się wywiązuje problem - potrącony przez Michaela gośc ma w ciele dwie kule po postrzale. Schodzi. Michael może być oskrażony o zabójstwo.
          Wayne, który ma zywotny interes, by nie doszło do żadnego dochodzenia i jego propozycja dla Michaela nie wyszła na jaw, wywozi człowieka za miasto i próbuje zamordować. Michael, były żołnierz, jakoś sobie z nim radzi, udaje mu się wydostać i spie,przyć, najpierw przez jakieś zagajniiki, chruśniaki, cholera wie co, a potem wpada na jezdnię, wprost pod koła auta, z którego wysiada facet, co wygląda jakby przed chwilą tańczył square dance (Dennis Hopper, jak zawsze sugestywny i świetny) i zabiera go do środka - okazuje się, że jedzie on do RRW, ale nie chce ot tak podwieźć człowieka, a postawić drinka, pogadać, jest dośc stanowczy, więc Michael, którego ściga Wayne woli przystać na warunki kowboja niż się dać wyprosić z samochodu, i tak jak przed chwilą został wywieziony z RRW,tak znów musi wrócić. Po drodze się okazuje, ze kowboj to też były żołnierz, jakiś kontakt się między nimi nawiązuje. W barze - tym u Wayne'a - dowiaduje się kim jest jego wybawiciel. Ma na imię... Lyle, i szuka Wayne'a, u którego ma coś do zrobienia, ale trochę się spóźnił. Michael wychodzi do wuceta, a kiedy chce wrócić widzi, że Lyle z Waynem już go szukają. Wyłazi więc oknem, potem pakuje się na dach ciężarówki, cały czas unikając prześladowców, co go próbują zdybać zawzięcie, i wyjeżdza z RRW, ale tylko po to, żeby do niego wrócić za moment - żeby ostrzeć Suzanne, ze właśnie do miasteczka przyjechał prawdziwy kiler. Przy okazji dowiaduje się, że potrącony przez niego człowiek był jej kochankiem. Cała sprawa nosi znamiona klasycznego rozwiązania w trójkącie.

          Michael proponuje jej ucieczkę, czas pili, bo własnie Lyle przyjechał ją odstrzelić. trochę zabawy w kota i mysz po chałupie, którego koniec jest taki, ze Lyle dostaje w czerep czymś cięzkim od Michaela i traci przytomność. Suzanne : i co teraz ? Michael : ja bym zażądał rozwodu (hehe).
          Zamiast tego pakują się do jej auta i dają w długą. Michael sugeruje, ze powinni zawiadomić policję, ale Suzanne go odwodzi od tego, bo sam mógłby miec kłopoty z wyjaśnieniem dlaczego przyjął od Wayne'a kasę za zabójstwo, najlepiej : "uciekajmy jak najdalej stąd".

          Suzanne tłumaczy Michaelowi, że Wayne chciał ją zabić dla jej spadku po rodzicach. Rozwód nie dałby mu dostępu do tej forsy, a jej śmierć sprawiłaby, że dostałby wszystko. Zatrzymują się na noc w motelu i się romansik wywiązuje. Na ich tropie, oczywiście, jest już Lyle, napędzany przez Wayne'a obietnicą bonusowej grafyfikacji za obie głowizny.

          Suzanne i Michael mają romantyczne plany : Meksyk, "bycie razem", dom nad Oceanem... Ona na to, ze potrzebują na to pieniędzy, "jej pieniędzy", które kiszą się w biurze Wayne'a - pół melona. Michael się waha, bo to niebezpieczne, ale ostatecznie ulega. Wraca znów do RRW. Pucują go biuro waynowe, sejf pod podłoga, hasło, jakies papiery, i trochę gotówki... Jak z płatka. Kiedy niespodziewanie przyjeżdza Wayne chowają się w szafie i patrzą przez rolety, jak Wayne dostaje qrwicy widząc, ze ktoś go opędzlował.Facet coś kuma, podchodzi do szafy, ale w tym momencie wchodzą gliniarze - jeden ma jakieś ogłoszenie znalezione w kurtce zabitego kochanka Suzanne, drugi list (ten co Michael napisał do szeryfa, w którym zawiadamiał, ze Wayne chce zabić żonę - piekny zbieg okoliczności), I gliniarze aresztują Wayne'a pod zarzutem próby zabójstwa tego kochanka Suzanne. Albowiem na ogłoszeniu tym widnieje, ze Wayne i Suzanne są poszukiwaną parą oszustów, którzy ukradli milion dolców i są poszukiwani. Michael odkrywa to, kiedy tamci wychodzą, a oni mogą z szafy wyleźć - pyta Suzanne czy to prawda. Ona się tłumaczy, że to Wayne puknął swoich byłych pracodawców, a ona jest czysta jak łza, i żeby wzieli szmal i uciekali. Za późno - wpada Lyle i nokautuje Michaela jednym sierpowym.

          Lyle wie wszystko - mówi Michaelowi, ze to para kanciarzy, którzy rąbneli stalownię, w której Wayne był księgowym, na kasę, a tak w ogóle, to gdzie jest te pół basa Wayne'a ? Związuje Michaela i Suzanne, potem podpala jakąś opuszczoną chałupę za miastem, żeby wywabić gliniarzy z komendy, a potem przychodzi tam, strzela w łeb jedynemu strażnikowi i wyciąga Wayne'a z celi. Chce połowy jego kasy. W tym czasie, w aucie przed komendą, Michael próbuje się uwolnić, ale udaje mu się tylko wyjśc z auta - Lyle, trzymając Wayne'a na muszce, pakuje go z powrotem, ale Michaelowi udało się wczesniej porwać w przelocie jakiś brelok z zaostrzonym końcem i podrzucić do Suzanne.

          W aucie psują się relacje Michaela z Lylem, który dotąd darzył go odrobiną sympatii. Teraz irytuje go, ze Michael, wg niego, czuje się kimś lepszym.

          Gliniarze zapuszczają śledztwo, a nasza czwórka nocą podjeżdza na cmentarz. Tutaj Wayne ukrył kasę. Michael kopie, a Lyle trzyma wszystkich na muszce, zaś Wayne sugeruje Lyle'owi, ze jak już się podzielą szmalem, to powinni zastrzelić niewygodnych świadków. W końcu jest szkatuła. Lyle każe Waynowi otworzyć, ale Wayne się stawia, że zrobi to, jak Lyle odłoży broń. Lyle na to, że odtrzeli zamek i po wszystkim, na co Wayne - proszę bardzo, ale tu obok mieszka dozorca, na pewno usłyszy i będzie chryja, nie uciekniesz z tą kasa. Lyle zatem odkłada broń, Wayne otwiera, mimo przestróg Michaela, że to samobójstwo, bo Lyle go zabije, jak tylko dorwie się do kasy. Tyle, że Wayne jest sprytny i za chwilę to on mierzy z pistoletu do pozostałych. I ma kasę ze szkatuły. Lyle z wyrzutem "do mnie mierzysz ? A ja cię z aresztu wyciągnąłem..." wayne żąda od Lyle'a kluczyków do auta - dostaje je, a przy okazji dostaje od Lyle rzuca w niego nożem i trafia w szyję. Wayne padając strzela w powietrze. Michael się od razu się na Lyle'a rzuca i szamoczą się, a Suzanne się uwalnia z więzów z pomocą tego breloka. Zabiera pistolet ledwie żywemu Wayne'owi. Szuka kluczyków, ale ni cholery znaleźć nie może - ciemno, trawa, ziemia. Wiadomo. Tymczasem Lyle dusi Michaela jakimś łancuchem.
        • grek.grek "Red Rock West"/spojler 2 05.04.10, 11:47
          Więc - Suzanne ściska worek z kasa, szuka kluczyków, żeby odjechać; Lyle dusi łańcuchem Michaela. Zaś cieć cmentarny, zaalarmowany strzałem, wzywa policajów.

          Suzanne kluczyków nie znajduje. Lyle w ataku nadziewa się na ostry koniec jakiegoś cmentarnego pomnika, czy czegoś tam. Michael wraca do Suzanne - ona celuje jednak w niego z pistoletu. Michael patrzy jej w oczy - chcesz do mnie strzelać ? I ona strzela. Tyle, że nie do niego, a do Lyle'a, który zszedł z pomnika i rzucił się do ostatecznego ataku. Teraz dostaje w kulke w łeb i jest sfiniszowany.
          Słychać już syreny policyjnych radiowozów, kluczyków nie ma... obok są jednak tory, a po nich przejeżdza pociąg - nie jedzie szybko, więc Michael i Suzanne mogą, po krótkim pościgu, wskoczyć do wagonu towarowego. Leżą zziajani na podłodze, a między nimi... zdobyczny rewolwer waynowy. Łapie go Suzanne i mierzy do Michaela. Każe mu opuścić lokal. Michael : to ty strzelałaś do swojego kochanka, te dwie kule w jego ciele, to twoja robota. Ona : tak, dowiedział się o mnie. Zostaw kasę i wypad. Nie zmuszaj mnie do strzału. Michael coś się nie kwapi do wyjścia na świeże powietrze z jadącego pociągu, więc Suzanne próbuje strzelać, ale w magazynku nie ma nabojów. Od razu przechodzi więc do negocacji : dogadajmy się ! fifty-fifty. Na co Michael bierze worek z kasą i ruchem swawolnego dyzia wywala całą gotówkę w powietrze - chcesz, to sobie zbieraj, mówi. I Suzanne wyskakuje z pociągu za pieniędzmi. Prosto pod nadjeżdzające policyjne auta. A Michael zostaje w środku. Ale nie sam. Z paczuszką martwych prezydentów, która, nie wiedzieć : nie dała rady wylecieć przez drzwi wagonu, czy też sam ją odłożył w trakcie wysypu.
          Koniec.

          Kurna, aposób zawiązania, prowadzenia i przemyślność całej intrygi, a przede wszystkim - styl wykonania i stworzony nastrój, których nie powstydziliby się bracia Coen. Gdyby ktoś dał, nie wiem - przynajmniej za siebie mogę powiedzieć, mnie ten film do obejrzenia i kazał zgadywać kto go zrobił, to bym czyjeś zycie postawił na Coenów. I bym kogoś ukatrupił, bo reżyserami są bracia (?)... Dahl, hehe.

          Jedno mi tylko nie pasuje, i z tego powodu chciałbym obejrzeć ten film drugi raz, albo i nie chciałbym, o ile może ktoś mnie oświeci - co się stało z kasą, którą trafili Suzanne i Michael w biurze Wayne'a, w sejfie. Z opowieści dziewczyny wynikało, że to połowa tego miliona, na który Suzanne i Wayne rąbnęli stalownię, należąca do Suzanne. Potem rzecz się rozchodziła tylko o pół melona Wayne'a. Pepsic, zajarzyłaś to może ? :) Czy to Lyle ją zwinął, a potem chciał jeszcze Wayne'a stuknąc na jego połowę ? Tak mi się wydaje, ale nie mam grama pewności.

          Nie jest to może superważne, bo koniec końców i tak akcja się rozwijała wokół tego, kto z kasą (tą, czy ową, grunt, że niekiepską) wyjdzie żywy i w jaki sposób się reszta wyeliminuje, albo zostanie wyeliminowana z gry, ale to dla mnie pozostaje taką małą zagwozdką.

          Jest to jakby drugorzędna rzecz, bo podstawą jest tutaj świetnie rozrysowanat splot zależności, wzajemnych powiązań bohaterów oraz to, w jaki sposób się on odkrywa, ujawnia i do jakich zwrotów logiki akcji i ich konsekwencji prowadzi.

          • pepsic Re: "Red Rock West"/spojler 2 05.04.10, 12:38
            Niezłe klimaty, ale do rewelacji raczej daleko. Spoglądałam trochę z
            przymrużeniem oka, co być może spowodowała osoba N.Cage, za którym nie
            przepadam, ale całkiem prawdopodobne, że podziałała na mnie atmosfera. Nawet
            zastanawiałam się, czy film zyskałby na zmianie aktora, ale nikt sensowny nie
            przyszedł mi do głowy. Z drugiej strony doszłam do wniosku, że gł. bohater swoją
            nieporadnością życiową (kto rozmyślnie zostawia 10 tys. dolarów samochodzie,
            a potem nie ma na benzynę?
            ) i wyalienowaniem nadał odpowiedniego kolorytu.
            Parę niedorzeczności popełniono, bo jak na kontuzjowanego weterana to Cage
            całkiem nieźle sobie radził (balans na desce), a szeryf cudownie ręki
            nie stracił po brutalnym ataku drzwiami. Niestety nie pomogę Ci rozwikłać
            zagwozdki, bo w sprawach finansowych pogubiłam się całkiem, a końcówkę
            straciłam. Wiem tylko, że Lara była mocno rozczarowana zawartością sejfu.
            Ps. Jesteś pewny, że kochanek na pewno zszedł?
            • grek.grek Re: "Red Rock West"/spojler 2 05.04.10, 13:20
              Gliniarze, ktrzy przyszli aresztować Wayne'a, mówili o zabójstwie (tego kochanka, co u niego znaleźli list gończy za Waynem i Suzanne), z tego co pamiętam.

              W sejfie, oprócz papierów i innych jakichś dup,ereli, była kasa - Suzanne/Lara namawiała nawet Michaela, żeby wzięli łup i wiali. A potem straciłem z pola widzenia to siano, był pstryk po wejściu Lyle'a, który strzelił w sagan Michaela i już nie odzyskałem wątku :)
      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - 3 (vol. 7) 05.04.10, 13:34
        maniaczytania napisała:

        > a na dzis? Moze "Zycie, ktorego nie bylo" z Julianne Moore o 23.00
        na Polsacie?

        Przez moment oglądalam. Bohaterka, ktorą gra Julianne Moore wraz z
        mężem próbują odnaleźć swoje dzieci, ktore w tajemniczych
        okolicznościach zostały uprowadzone. Ktoś mówi rodzicom o jakimś
        eksperymencie ...
        Intrygujące, nawet chciałam oglądać, ale poddalam się, poźno
        leciało... :)
        Może ktoś opowie, co się stało z dziećmi, i jak się skończyła cała
        historia?
        :)
        • maniaczytania Zycie, ktorego nie bylo 05.04.10, 19:30
          Troche pomieszalas Barbasiu ;) ale to pewnie dlatego, ze ogladalas tylko przez
          chwile. Ogolnie jestem strasznie rozczarowana tym filmem, zapowiadal sie
          ciekawie, a skonczyl, jak zwykle ...

          Julianne Moore w katastrofie lotniczej malego samolotu stracila synka. Chociaz
          od smierci dziecka uplynelo ok. 14 miesiecy, ona wciaz nie moze sie z tym
          pogodzic, wciaz oglada jego rzeczy w jego pokoju, rodzinne tasmy wideo z jego
          dziecinstwa, wycinki z gazet o katastrofie itp. Chodzi na terapie do psychiatry
          (Gary Sinise), ktory pewnego dnia po serii dziwnych wydarzen (np. ona wychodzi z
          domu do swojego samochodu, a na jego miejscu stoi jakis inny samochod i gosc,
          ktory w nim siedzi mowi jej, ze jej samochod jest po drugiej stronie; u
          psychiatry ona pyta, gdzie jej kawa, a on na to, ze dzis nie pila, tylko
          wczoraj) sugeruje jej, ze umysl probuje sie pogodzic z tragedia, ale trzeba mu
          pomoc oszukujac go, czyli zapominajac o dziecku. I od tego miejsca zaczyna sie
          dziac jeszcze dziwniej - maz i psychiatra mowia jej, ze nie miala wcale syna,
          tylko kiedys poronila ciaze, pokoj dziecka jest pusty, tasmy wideo sa puste, w
          albumach nie ma zdjec, z gazet znikaja informacje o katastrofie. Julianne ma
          tylko jedna szanse - na hustawkach kolo placu zabaw, gdzie bawil sie jej syn,
          spotyka ojca jego przyjaciolki, ktora tez zginela. Niestety koles jest
          alkoholikiem i nie pamieta jej. Po tym, jak wszystko zniknelo, ona przychodzi do
          niego i probuje porozmawiac z nim o dziwnej sytuacji z ich dziecmi.
          On nic nie pamieta, wychodzi na chwile niby po cos, ona w tym czasie zrywa
          tapete w jednym z pokoi i odkrywa rysunki jego corki na scianach- niestety on
          mowi jej, ze nie mial nigdy corki i ze wlasnie wezwal policje.
          Policja wyprowadza Julianne na ulice, podchodza do nich federalni i mowia, ze
          przejmuja sprawe. W tym czasie na gorze koles Ash (czy jakos tak) wchodzi
          jeszcze raz do tego pokoju bez tapety i nagle sobie przypomina, zbiega na dol i
          pomaga jej uciec z radiowozu.
          Spotykaja sie potem znowu na hustawkach i od tej pory razem probuja rozwiklac
          zagadke.
          I teraz duuuzy skrot - zastanawiaja sie, co kryja federalni, kto jest w stanie
          wymazac nie tylko wiadomosci, ale i wspomnienia, czuja, ze ktos ich obserwuje.
          No coz, okazuje sie, ze to ... kosmici ( i tu przestalo mi sie podobac ), ktorzy
          przeprowadzaja rozne eksperymenty.
          Na koncu okazalo sie, ze kosmici nie badali wcale dzieci ( bo dla dzieci nic sie
          nie wydarzylo, samolot sie nie rozbil, wrocily z wycieczki itp.) tylko wlasnie
          Julianne, bo nie mogli pojac tego, jak silna byla jej wiez z synem, ze mimo ich
          prob, nie potrafila wymazac go z pamieci. A na samym koncu glowny kosmita
          powalony tym, ze ona wolala raczej umrzec niz zapomniec, pozwolil jej wrocic do
          jej zycia.
          Uff!
          • grek.grek Re: Zycie, ktorego nie bylo 06.04.10, 11:06
            Ja się zawiesiłem w momencie, kiedy, nocą, federaluchy próbują ich (Moore i hokeistę) zlokalizować w wysokiej trawie na terenie jakiejś starej fabryki. Zapowiada się dobrze, ale zapalasz mi czerwoną lampkę, hehe. Zobaczę, co dalej, może zgłoszę votum separatum do Twojej opinii :)
          • barbasia1 Re: Zycie, ktorego nie bylo 06.04.10, 12:24
            maniaczytania napisała:

            > Troche pomieszalas Barbasiu ;)

            To kosmici namieszali, haha ;)))

            Tak to jest, jak się ogląda coś przez chwilę, wychodzi czeski
            film. :)

            Dzięki Maniu za fajne streszczenie,
            ciekawa jestem, co tam jeszcze Grek wypatrzy!?
            :)
            • grek.grek Re: Zycie, ktorego nie bylo 07.04.10, 11:20
              Niestety, nic nie wypatrzyłem ;)
              zaczęło się jak rasowy psychthriller, a potem zamieniło w, kolejno : sensacyjkęę, filmik klasy B z cyklu "okruchy życia", a na ostanie pół godziny w mniej udany odcinek "Z archiwum X", albo "Po tamtej stronie".
              Pomysł wyjściowy - b. dobry. Kontynuacja, aż do zakończenia - błaha, mdła, a później przekombinowana.

              Julianne Moore ze swoją wrażliwością aktorską, zajmującym ekranowym stylem bycia, kobiecością przez wielkie K jakoś trzyma tego knota, ale
              nawet ona - ledwie, ledwie. Na tyle, że jakoś, nosem się lekko podpierając, dotarłem do końca.

              Nic nie straciłaś, Barbasiu :)
    • grek.grek "Przerwana lekcja muzyki" 06.04.10, 11:19
      W Jedynce o 20:15.
      Polecam Wam, zresztą - sobie też, bo pamiętam, jak przez mgłę, tak dawno temu widziałem; każdy kto jeszcze nie zdązył się przekonać, oglądając głównie Larę Croft i okładki brukowców, o tym,że Angelina to aktorka jednak jest i nawwet więcej, że ona : can play, że umie playować, ma okazję się przekonac, że właśnie tak jest, a do tego dostała najfajniejszą rolę w zestawie, co jest o tyle dobre, że jak się da radę, to jest wielkie halo, ale jak się położy, to jest wielkie westchnięcie rozczarowania.

      Poza tym, sam film jest przystępny oraz zjadliwy; trochę dziewczyński, ale głównie z racji miejsca akcji i faktu, że problemy w miarę uniwersalne dotyczą tutaj płci pięknej (a biorąc pod uwagę obsadę, to nawet - bardzo pięknej); tematy trudne, ale jak to w us-kinie podane w sposób nieprzekraczający jakiegoś poziomu abstrakcji; zawsze ciekawe relacje interpersonalne.

      Do tego, Winona Ryder (kiedy ostatni raz widzieliście ją na ekranie ? hehe, ja - całe wieki temu), Brittany Murphy, która raczej kobiecą wersją Ledgera nie zostanie, ale "dobrze się zapowiadała", jak zgodnie twierdzą dzisiaj ci, którzy ją zawsze traktowali pobłażliwie.
      • barbasia1 Re: "Przerwana lekcja muzyki"TVP1 20:15 06.04.10, 12:38
        grek.grek napisał:

        Czekałam na ten film, pamiętam, że mówiłeś mi o nim przy okazji
        rozmowy o "Oszukanej" Clinta, gdzie również moim skromnym zdaniem
        Angelina udowodniła, że portafi grać bardziej złożone role :)?


        > W Jedynce o 20:15.

        Co za piękna pora! :)
          • barbasia1 Re: Angelina Przerwana lekcja 07.04.10, 13:02
            grek.grek napisał:
            > Hehe :) Trochę ten celebrytyzm przyćmiewa jej aktorstwo, wg mnie.

            To prawda.
            Ale pewnie na ten celebrytyzm nie do końca ma wpływ!?


            Obejrzałam wczoraj Angelinę w "Przerwanej lekcji ..." (potem z
            rozpędu jeszcze Rysia z Klanu u Wojewódzkiego).

            Muszę Ci powiedzieć, że Angie bardzo mi się tu podbała.
            Przekonująco zagrała postać Lisy, dziewczyny o silnej osobowości,
            nadpobudliwej, zbuntowanej, walącej bez pardonu prawdą po oczach,
            przy tym szalenie bystrej i inteligentnej.
            IMHO Angelinie udało się też świetnie pokazać złozoność charakteru
            Lisy, która pod maską szorstkości, czasem gruboskurności, wręcz
            grubiaństwa (które są być może rodzajem mechanizmu obronnego przed
            ludźmi, światem) głęboko skrywa dużą wrażliwość.


            Na Whoopie zwróciłam uwagę, fantastycznie pokazała samym
            spojrzeniem, wyrazem twarzy, kilkoma gestami całą dobroć i
            szlachetność "czarnoskórej pielęgniarki".
            Wiesz, jak tylko zobaczyłam Whoopie, od wiedziałam, że ten szpital
            psychiatryczny nie będzie takim złym miejscem.

            Brittany też była świetna- jej Daisy to dziewczyna , która ukrywa
            przed wszytskimi i przez samą sobą straszną tajemnicę, czuć to od
            samego początku...

            Tyle na gorąco.
            :)
            :)



            Co ta dziewczyna ze sobą rzbiła później!
            • grek.grek Re: Angelina Przerwana lekcja 07.04.10, 13:20
              Tak czułem, że przypadnie Ci ta rola do gustu - jakby wbrew emploi Angeliny, która jakoś tak w gros przypadków grywa kobiety szlachetne, albo/i kobiety w akcji, a tutaj trochę kunsztu jednak trzeba było zaprezentować, pocieniować psychologicznie, wydobyć coś z siebie, a nie tylko biegać, strzelać i przewracać oczami ;).
              • barbasia1 Re: Angelina Przerwana lekcja 07.04.10, 14:17
                Bardzo jestem Ci wdzięczna za zwrócenie uwagi na rolę Angeliny i w
                ogóle na ten film.

                Pewnie, gdybym obejrzała go ileś_tam_lat wcześniej pewnie wywarłby
                na mnie o wiele wieksze wrażenie, ale i tak wciagnęła mnie ta
                opowieść o dziewczynach nieprzystjących do świata (niepasujących
                wcale nie dlatego, że one odcinają się od świata, ale dlatego, że to
                świat ich nie chce, nie rozumie ich wrażlwości(Pochodnia),
                odmienności (lejsbijka), a nawet krzywdzi (anorektyczka, Daisy).

                Gdzieś czytałam, że Agelina jako nastolatka, też miała okresy
                buntu, nie mogła dogadać się ze swoim słynnym ojcem. Myślę, że
                postać Lisy musiała być jej bliska, stąd tak udana kreacja.


                >a tutaj trochę kunsztu jednak trzeba było zaprezentować,
                >pocieniować psychologicznie, wydobyć coś z siebie, a nie tylko
                >biegać, strzelać i przewracać oczami ;).
                i wykrzywiać piękne usteczka

                :)

                Za rolę Lisy Angelina dostała Oscara, ale myślę, że życiowa rola
                jeszcze przed nią.
                • grek.grek Re: Angelina Przerwana lekcja 07.04.10, 14:54
                  Celna uwaga, na pewno coś tam z siebie musiała dać, a reżyser musiał ją o takie możliwości podejrzewać, może (na pewno ?) własnie z tego powodu, o którym piszesz - niełatwych relacji z ojcem; w końcu, jako znana publicznie para ojciec-córka, to i owo o nich wiedziano, przynajmniej w pewnych kręgach.

                  Patrzę na dzisiejszy zestaw i : publiczna obezwładnia Katyniem i wszystkich, co z nim związne, aż do upadłego; POlsat - piła, noga, gol, a w TVN jakiś thriller z inną celebrity Lindsay Lohan (co chwila tytułowe strony potrafli atakują jej osobą, zwykle w dość "pudelkowym" charakterze, teraz nadarza się okazja, by przekonać się, czy na ekranie coś sobą prezentuje równie ciekawego). Hmmmm ? :)

                  WW Tary jutro o 23:30, czyli : w Twoim zasięgu :)

                  Californication 1/6 - wrzucę najpóźniej w sobotę, a najpewniej w piątek.
                  • barbasia1 Re: Angelina Przerwana lekcja 07.04.10, 15:32
                    Środy zawsze jakieś takie kiepskie w TV.

                    Widziałam kiedyś Lidnsay, a w zasadzie małą Lidsay w filmie dla
                    dzieci, w podwójnej roli - bliźniaczek. Powiem Ci, że była
                    rewelacyjna, bardzo naturalna. Ale czy duża Lindsay jest równie
                    dobra, tego nie wiem, nie przypominam sobie, żadnego z nią filmu.

                    >WW Tary jutro o 23:30, czyli : w Twoim zasięgu :)
                    Tak, tak w zasięgu. Chociaż co drugi tydzień! Ale nie narzekam, bo
                    mam Twoje streszczenia! :)


                    OK! Na Hanka nawet do soboty mogę poczekać! ;)))
                    • pepsic Re: Angelina Przerwana lekcja 07.04.10, 22:48
                      Po raz pierwszy raz miałam przyjemność oglądać Angelinę na ekranie. Podobała mi
                      jej gra i przede wszystkim postać (lubię niepokornych), niestety z jej
                      wizerunkiem zombie styliście przedobrzyli. Na Winonę Rider - jej czystą urodę
                      tradycyjnie z przyjemnością spoglądam i podziwiam kunszt aktorski. I tym
                      razem się nie zawiodłam. To byłyby jasne strony, bo już Whoopi Goldberg - jak
                      zawsze wszystkim protekcjonalnie matkująca i tym razem nie wyszła poza
                      stereotyp. Zabrakło mi prawdziwego dramatu, oddział dla psychiatryków został
                      przedstawiony nierealnie jako luksusowy pensjonat dla panienek z dobrych domów.
                      Lot nad kukułczym gniazdem to z pewnością nie był. Nużące,
                      przeintelektualizowane i za długie. Szczerze mówiąc miałam problem z dotrwaniem
                      do końca.
                      Ps. Za nic nie mogę skojarzyć anorektyczki, o której wspominaliście.
                      • grek.grek Angelina Przerwana lekcja/Wiem, kto mnie zabił 08.04.10, 11:36
                        Złupi tak już ma ;) hehe.

                        Ja sobie dopiero będę przypominał, z tzw. nagranie, a sprzed iks lat uktwiła mi w pamięci głównie Jolie i jej postać, jako jakiś emblemat dla tego filmu - więc anorektyczki na razie nie lokalizuję; Barbasia ma najświeższy research :)

                        Ten wczorajszy "Wiem, kto mnie zabił" - taki sobie. Nawet nie wiem, czy jest potrzeba się rozpisywać. Dziewczynę, wrażliwą pisarkę i pianistkę, z dobrego domu, porywa seryjny morderca, znajdują ją potem żywą przy szosie - bez jednej stopy i jednej dłoni, ale ona się podaje za kogoś zupełnie innego i zachowuje się inaczej - pije, popala, a najlepsze, że ma całkowicie inne wspomnienia : matka-ćpunka, praca w klubie ze striptizem - schiza jakaś ? szok pourazowy ?; policja, lekarze, rodzice starają się dojść wtf, a potem sama dziewczyna odkrywa, że jest porzuconą przed laty bliźniaczką tej zaginionej pierwotnie - tamta ciągle jest przetrzymywana przez zabójcę, a ona ma odcięte kończyny dlatego, ze były jednojajowe i co jednej się działo, to druga też musiała sobie robić, więc sobie sama odcinała to, co morderca odcinał tamtej. I dziewczyna, koniec końców, dciera do kanciapy tego mordercy, szlachtuje go, a swoją siostrę wyciąga spod ziemi, gdzie ją - żyjącą jeszcze - pochował zabójca.

                        Film zrobiony głównie po to, zeby celebrytyka Lohan mogła pokazać trochę ciała, co by fanów jatki zachwycić paroma ujęciami odcinanych palców i kikutami nogi oraz ręki, i po to, zeby gdzieś zatrudnienie mogła znaleźć liczna rodzina producenta.
                        • barbasia1 Re: Angelina Przerwana lekcja/Wiem, kto mnie zabi 08.04.10, 14:17
                          Nie lubię takich filmów, gdzie się epatuje odciętymi palcami,
                          głowami, kikutami nogi, lejącą się strumieniami kwią itp.,
                          więc nawet nie próbowałam rzucać okiem. :)

                          >Barbasia ma najświeższy research :)
                          Panie Prezesie, melduję, że zadanie zostało wywkonane w poście,
                          wyżej, albo niżej. :)


                          > Złupi tak już ma ;) hehe.

                          Czekajcie, jeszcze Złupi Wam pokaże, co potrafi! :)
                        • pepsic Re: Wiem, kto mnie zabił 08.04.10, 20:40
                          Rzuciłam jednym okiem na dzieło zaciekawiona, kto zacz Lindsay Lohan i doszłam
                          wniosku, że jakby scenariusz podrasować, to miałaby co zagrać. Jak na ten
                          gatunek i klasę filmu - całkiem nieźle się spisała.
                          Ps. Barbasiu, pamiętam film o bliźniaczkach rozdzielonych we wczesnym
                          dzieciństwie. Faktycznie bardzo sympatyczny, a gł. bohaterka/i - urocza. Nie
                          wiedziałam, że to była LL.
                      • barbasia1 Re: Angelina Przerwana lekcja 08.04.10, 14:06
                        pepsic napisała:

                        Anorektyczka, to ta bardzo szczupła blondynka, Janet Webber, to ona,
                        kiedy Susanna przyjeżdża do szpitala jako jedyna lata w szpitalnej?
                        koszuli nocnej (pali papierosa, pokrzykuje wywołując przestarach u
                        Susanne) i domaga się swoich cichów. Na co Whoopie mówi, że owszem,
                        dostanie swoje ubranie, ale musi najpierw cos zjeść.
                        Potem w jakieś scenie, rozpacza, że ciągle jest w szpitalu, a
                        przecież, waży już 39 kilo.

                        >oddział dla psychiatryków został przedstawiony nierealnie jako
                        luksusowy pensjonat dla panienek z dobrych domów.

                        Bo to jest właśnie taki ośrodek, szpital, prywatna klinika dla
                        dzieci zamożnych rodziców, mówi o tym zresztą siostra Valerie
                        (Whoopie) w jakieś rozmowie z Susanne, że to "szpital klasy de lux",
                        całkowie inny od typowych państwowych szpitali psychiatrycznych.

                        Czy ja wiem, czy nierelanie został pokazany ten szpital, myślę, że
                        więcej niż prawdopodobne jest istnienie tego typu prywatnej
                        kliniki/ osrodka. Co do jednego się zgodzę, że bardzo oględnie
                        pokazano negatywne aspekty chorób dziewczyn, problemy z jakimi
                        muszą się zmagać w takim ośrodku.
                        Ale z drugiej strony przecież chodziło tu bardziej o pokazanie
                        przemiany główej bohaterki, zagubionej, wrażliwej nastolatki
                        (świetna Winona, to prawda), która dzięki temu co przeżyła w
                        szpitalu, dzięki poznanym ludziom, dojrzewa, odnajduje i poznaje
                        samą siebie i stąd też w filmie brak prawdziwego dramatu.

                        Myślę, ze film skierowany jest raczej do młodego widza i pewnie
                        dlatego niektórych nienastolatków może nudzić.
                        :)

                        Mnie się podbał.
                        :)
                        • pepsic Re: Angelina Przerwana lekcja 08.04.10, 21:12
                          Barbasiu, pamiętam te kwestie, ale za nic nie mogę dopasować do postaci, a byłam
                          zaciekawiona, bo wspominaliście z Grekiem o aktorce Brittany, a jej nazwisko nic
                          mi nie mówi. Co do pensjonariuszek - osoby z zaburzeniami nawet niewielkimi nie
                          wyglądają tak bajkowo w realu, co do standardów panujących w klinice - tu się
                          mogę zgodzić, jest to możliwe. Film nie był zły, tylko za dłuuugi. Wątek
                          Angeliny i Winony - ciekawy, trzymający akcję.
                          Ps. Pierwszy wpis mi zeżarło. Całkiem możliwe, że jutro się znajdzie i będą dwa
                          podobne ;)
                          • grek.grek Re: Angelina Przerwana lekcja 09.04.10, 12:21
                            Się wtrące na sekudnę - chodziło o Britanny Murphy. Całkiem niedawno przedawkowała jakieś leki i zmarła. Miała coś koło trzydziestki. Tutaj grała Daisy, tę co trzymała pieczone kurczaki pod łózkiem :)
                            • barbasia1 Re: Angelina Przerwana lekcja 09.04.10, 12:46
                              Tak o Britanny Murphy mówilismy.
                              Oficjalnie mówi się o zgonie z przyczyn naturalnych - atak serca?

                              www.wprost.pl/ar/182419/Brittany-Murphy-nie-zyje-Zmarla-na-zawal-w-wieku-32-lat/

                              Tu jedno z ostatnich zdjęć Bittany, wychudzona, schorowana ...

                              www.nydailynews.com/gossip/2009/12/20/2009-12-20_actress_brittany_murphy_dies_at_32_of_heart_attack_report.html


                    • grek.grek Re: Angelina Przerwana lekcja 08.04.10, 11:43
                      Ech, nie ma to jak samodzielnie zobaczyć i rzecz całą ogarnąć, hehe.

                      W następnym tygodniu, z tego co mi mignęło, będzie o 23:40, więc też, moze chociaż część, dasz radę zobaczysz na oczy własne :)

                      Hmm, wg mnie, wczoraj slecna Lohanova nie potwierdziła swoich możliwości, o ktorych piszesz, aczkolwiek to tylko mnie się tak zdawało jakoś, ze jak miała zagrać np. grzeczną odmowę, to grała jakby właśnie informowała o tym, ze jest śmiertelnie chora, a jak miała się przestraszyć mordercy, to jakby się przerażała myszą galopującą przez pokój... chociaż... mozę to na jedno wychodzi czasami ;))
                      • barbasia1 Re: Angelina Przerwana lekcja 08.04.10, 14:49
                        grek.grek napisał:

                        23:40 - to już na granicy, ale powinnam dotrwać, dotrwam?! :)

                        >Hmm, wg mnie, wczoraj slecna Lohanova nie potwierdziła swoich
                        możliwości, o których piszesz,

                        Właściwie mnie to nie dziwi, Greku, panna Lohan potwornie zagubiła
                        się w życiu, od dłuższego czasu ma poważne problemy ze sobą -
                        alkohol, narkotyki, uzależenienie od leków poodeujące kryzysy
                        psychiczne, a to wszystko potem przekłada się na jakość pracy,
                        zwłaszcza tak specyficznej, jak aktorstwo.
                        • grek.grek Re: Angelina Przerwana lekcja 09.04.10, 14:46
                          Może jej dadzą jakąś rolę lekomanki tuż przed ostateczną zapaścią i na tym wygra Oskara, którego je wręczą pośmiertnie ? :) Czarny humor, mało udany, jak to u mnie, ale - wiesz, ja podejrzewam, ze też troszkę media przesadzają, brukowce rozdmuchują problemy, nam coś tam wpada w oko czasami i się nieco sugerujemy.
                          Spójrz na Amy Winehouse - zaglądam co jakiś czas na słynnego Pudelka, i zawsze jest jakiś "nius" o Amy - styczeń, lipiec, październik : w jeden deseń : Amy umiera, jest bliska końca, już ją prawie pochowali. Podobne opinie na tytułowych stronach innych portali (ścigają chyba od siebie, albo mają jednego informatora, hehe) - a potem, na jakimś portalu muzycznym, notka, że Amy dała właśnie jakiś koncert, że nowa płyta, że to, że tamto, i że jak na prawietrupa, to się dobrze trzyma :)

                          Może, tak sobie gdybam, prawda leży pośrodku - wiem, odkrywam właśnie Amerykę ;) trochę baluje, trochę ma talentu, trochę jest rozpuszczona, może nie wie, czy chce w ogóle robić w aktorstwie. Jak się zdecyduje na dobre, to może wtedy czymś błyśnie, bo jak się działa na pół gwizdka, to wychodzą półprodukty, nieprawdaż ? :)
                          • barbasia1 Re: Angelina Przerwana lekcja 11.04.10, 13:03
                            >Może, tak sobie gdybam, prawda leży pośrodku [...] trochę baluje,
                            >trochę ma talentu, trochę jest rozpuszczona, może nie wie, czy chce
                            >w ogóle robić w aktorstwie.

                            To na pewno też, mimo wszytsko jednak nie lekceważyłabym całkowicie
                            doniesień brukowców (które oczywiscie tak, jak mówisz, przesadzają,
                            wyolbrzymiają, robią aferę z niczego), bo zazwyczaj jakieś zarno
                            prawdy tkwi w takich doniesieniach.

                            Znalazałam właśnie przed momentem, zupełnie przypadkowo informację
                            na temat wywiadu udzielonego niedawno przez LL, w którym oficjalnie
                            przyznaje się do zażywania narkotyków, naduzywania alkoholu, leków,
                            kłopotów osobistych.

                            "W najnowszym wywiadzie dla brytyjskiego "The Sun" aktorka
                            przyznała, że swoje problemy prywatne topiła w alkoholu i
                            narkotykach. Lindsay zażywała kokainę oraz silne leki."

                            www.plejada.pl/17,30260,news,1,1,dramatyczne-wyznania-lindsay,artykul.html

                            • grek.grek Re: Angelina Przerwana lekcja 11.04.10, 14:49
                              O, na rzeczy coś na pewno jest. Pytanie dotyczy skali. No i, wiesz jak jest - nazwisko w świecie szołbiznesu można budowac róznymi sposobami : wynurzeniami dot. swoich kokainowych cugów - też, i to zdaje się dośc skutecznie :) Na wielkie role, to pewnie za mało, ale przy braku odpowiedniego talentu - starczy przynajmniej na dobrze płatne wywiady i dużo sesji fotograficznych w brukowcach.
    • grek.grek Na dziś propozycje : Osadzony/ Fanatyk/ Cube 09.04.10, 13:01
      Dzisiaj - nie powiem : ramówka da się lubić. Jeśli ktoś miałby chęć, czas, możliwości i trochę kawy, to może garowac nawet do białego rana, bez wyrzutów sumienia żadnych ;).

      23:25, Jedynka - Osadzony. To jest film, do ktorego mam megasentyment. Jako szczylowi udało mi się go podstępnie skopiować z kasety wypożyczonej z videoteki przez znajomego - znaczy nie ja wykonywałem techiczne wygibasy, ale brałem w tym udział, łehehe; te kasety miały specjalne zabezpiecznia, więc nie pytajcie mnie, jak gość to zrobił, jedno jest pewne : zrobił od razu sześć kopii :) A potem oglądałem ten film tyle razy, że szlag trafił taśmę. Ostatni raz, uff, dobrych parę lat temu - w telewizji, zeby było śmieszniej; teraz to już stary rupieć, ale dla mnie w 91 czy 92, to była wielka nowość i pachnący świeżością hit.
      Patrzę po latach i odsuwając sentymenta stwierdzam obiektywnie całkowicie, że to jest bardzo dobry dramat więzienny, Jeden z najlepszych jakie można zobaczyć. I niech nie przeraża nikogo Stallone w głównej roli. Po pierwsze, jest dobry, a po drugie - ten film ma intrygę, ma zwroty akcji, ma swój osobisty zapach i jest po prostu rasowym, mocnym kinem klaustrofobicznym z dobrym rozwinięciem akcji, interesującym scenariuszem, nabierającym znakomicie tempa aż do galopu, i jednym z lepszych zakończeń. POlecam jak najbardziej.

      0:10, Polsat - Fanatyk, o żydowskim chłopaku, który w buncie przeciw naukom Boga, mentalności żydowskiej i Holocaustowi, został skinem, zażartym antysemitą i występuje przeciw własnej społeczności. Bardzo inteligentne kino, bardzo zajmujące, bardzo... wszystko jest bardzo, a najbardziej bardzo jest Ryan Gosling, który robi jedną z lepszych ról w ostatnich... nie wiem, 2 tysiącach lat sztuki filmowej ;) Oskary oskarami, nagrody nagrodami, jest naprawdę wart objerzenia. I posłuchania. Bo ten film opiera się na dialogach, monologach, na wyrażanych przez głównego bohatera poglądach - tutaj głęboki ukłon w stronę autora scenariusza. Gosling z akuratną ekspresją te wszystkie teksty wyrzuca z siebie, a do tego oddaje w pełni wewnętrzną szamotaninę bohatera, który jest zawieszony między korzeniami, których się tak naprawdę nigdy nie wyparł, ktorych nigdy nie odciął, a gniewem i sprzeciwem wobec tego do czego prowadzą, prowadziły i mogą doprowadzić - na która stronę spadnie piłka ? Warto zobaczyć, od deski do deski :). Jeden z lepszych filmów ostatnich lat, jak dla mnie.

      Fanatyk się kończy po drugiej, a o 2:45 na TVN zaczyna sie Cube - jeśli ktoś tego starego gruchota nie widział dotąd, to nie mam dla takiego kogoś słów... sympatii i zazdrości:)) Bo ma szansę, taki ktoś, na dobre kino - ma szansę obejrzeć coś, co, ja na ten przykład, chciałbym znów obejrzeć pierwszy raz. Kilka osób budzi się w czymś, co przypomina wielki szyfrowy zamek, składający się z mnóstwa jednakowych pokojów (o ile tak te chłodne, sterylne wnętrza nazwać można), które co jakiś czas się przesuwają, niczym windy w róznych kierunkach. MOzna przechodzić z jednej do drugiej otwierając właz na ścianie, aczkolwiek trzeba uważać, bo w części pokojów, kryją się śmiercionośne pułapki uruchamiane przez samą obecność ciała wchodzącego. Jak sobie z tym poradzić ? Gdzie jest wyjście z tego, jak się okaże, automatu w kształcie sześcianu ? I co to w ogóle za jazda ? Kazda z osób jest inna, ale charakter, wykształcenie każdej z nich może być kluczem do rozwiązania całego problemu, sporą zaś rolę odgrywać będzie matematyka stosowana :). Warto siedzieć, a jak ktoś nie oglądał, to nie może przegapić. Powtórka będzie w sobotę chyba, o 23:25, ale - po co czekać tak długo ? ;)

      Widziałem też drugą część, niestety rozczarowała mnie i to bardzo.

      Na szczęscie pierwszy, oryginalny Cube, to jest ciągle wypas. Ech, chciałoby się zresetować pamięć i oglądać pierwszy raz... ;)
      • barbasia1 Re: Na dziś propozycje : Osadzony/ Fanatyk/ Cube 09.04.10, 13:34
        grek.grek napisał:
        > Dzisiaj - nie powiem : ramówka da się lubić.

        A nie ma jeszcze czegoś fajnego, co by się przed północą kończyło?

        >To jest film, do ktorego mam megasentyment. Jako szc
        > zylowi udało mi się go podstępnie skopiować z kasety wypożyczonej
        z videoteki [...]
        Fajne wspomnienie. :)
        /Mam nadzieję , że nie przeczyta tego postu właściciel videoteki, z
        której pochodziła owa kaseta-matka. ;))/


        >o 2:45 na TVN zaczyna sie Cube - jeśli ktoś tego starego gruchota
        nie widział dotąd, to nie mam dla takiego kogoś słów... sympatii i
        zazdrości:))

        0:10, Polsat - "Fanatyk" - tak, bardzo interesujący film, świetna
        rola Goslinga, chętnie bym sobie odświeżyła ... ale o innej porze. :)

        "Cube" - nawet się nie przyznaję... :)
        • grek.grek Re: Na dziś propozycje : Osadzony/ Fanatyk/ Cube 09.04.10, 14:55
          Niestety, wszystko, co ciekawe rzucili dla batmanów...w porach normalnych dają Transformers, jakiś Ojciec Panny Młodej II i Doktora Dolittle. Hmmm... Szczególnie Osadzonego mogli dać wcześniej, np o 22, zaraz po tym nowym szole poszukiwaczy talentów w Jedynce. Może uważają, że jest tam parę scen, które nie powinny być wypuszczane przed 23, ale z drugiej strony Dwójka o 21 dawała Leona, gdzie się krwawy trup ścielił gęsto i jakoś nikt nie miał z tego powodu problemów. Widzisz, wszystko to z okazji KRRiTV - przed 23 byle goła d,pa albo jakiś temat mniej oklepany i już monitoring - komu by tu wlepić karę.

          hehe, to były czasy : się oglądało "stallony" "arnoldy" i człowiek nie marudził ;)

          Do czego się nie przyznajesz z okazji Cube ? :))
    • grek.grek Osadzony, spojler 1 12.04.10, 11:15
      Więc, co następuje :

      Stallone gra tutaj Franka Leone - garownika, co kończy odsiadywać karę 5 lat więzienia. Ma dziewczynę, z którą mają zamiar się pobrać, jest z zamiłowania mechanikiem, kocha samochody, a do tego jest megasympatyczny (np. na przepustce gra z dzieciakami w futbol). Do puszki trafił po pobiciu jakichś łebków, co z kolei wcześniej pobili jego father figure, starszego jegomościa, który go wziął z ulicy, nauczył fachu i któremu Frank zawdzięczał cały swój rozwój społeczno-jakiśtam. "nikt nic z tym nie zrobił, a ja zrobiłem i dostałem paragraf za pobicie". Czyli, normalnie ideał. Zostało mu kilka tygodni i wydaje się,że nic nie stoi na przeszkodzie, by swoje odsiedział i wyszedł w glorii i chwale.

      Którejś nocy Leone zostaje wyrwany z butów w swojej celi i przewieziony do innego więzienia. Z przyjaznego pudła, w którym wszystkich zna i wszyscy go lubią, trafia do takiego o zaostrzonym rygorze. Jest to zemsta niejakiego Drumgole'a - naczelnika tego więzienia, z którym Leone ma porachunki z przeszłości : otóż, Leone dostał wyrok za pobicie, zostały mu 2 tyg do końca odsiadki, kiedy zachorował i umierający był jego father figure, Leone prosił wtedy naczelnikującego Drumgole'a o przepustkę na spotkanie z człowiekiem, ale nie dostał jej, więc uciekł. Media podłapały całą historię, Frank dostał dodatkowe 5 lat, ale został bohaterem, a Drumgole mętem i bezduszną łajzą, co mu złamało karierę (jak widać, nie do końca). Drumgole nigdy mu tego nie zapomniał, bo "wykonywał swoje obowiązki, a został potraktowany jak ostatni łach". I teraz wykorzystał swoje mozliwości i załatwił przeniesienie Leone do swojego więzienia. "To będą najdłuższe 3 tygodnie w twoim życiu", zapowiada Frankowi na samym wejściu.

      Od razu Leone dostaje się w łapy sado-strażników - grubego i chudego, którzy nie omieszkają przy każdej okazji strzelić go w łeb, albo mówić brzydko o jego matce; kiedy zostaje poddany rutynowej procedurze odwszawania gazem, w specjalnej komorze, ma wstrzymać na 30 sek oddech - Drumgole i strażnicy trzymają go tam znacznie dłużej, wypuszczając w ostatniej chwili. Ale są i "dobrzy niemcy" w postaci szefa strażników Meissnera i klawisza Bradena, którzy od początku widzą, co jest grane i niespecjalnie im się to podoba. Obaj są czarni, tak nawiasem mówiąc ;)

      Celem Drumgole'a jest rzecz jasna sprowokowanie Leone do jakiejś ostrej reakcji, żeby zatrzymać go w więzieniu, nie dac mu z niego wyjść. Ma trzy tygodnie, więc oprócz strażników nakręca na Franka niejakiego Chinka Webera, który z bandą kolezków czepia się Leone od samego wjazdu - już 1 dnia prowokuje go do bijatyki na dziedzińcu, z nożem w łapie, ale Braden im przerywa. Do tego listy do Franka są zatrzymywane (zauwazy go Braden i później cichaczem mu je przyniesie, czy raczej - podrzuci).

      Poznaje przy okazji Frank kilku innych więźniow - Dallasa, cwaniaczka, co "wszystko umie załatwić"; faceta, co karmi ciągle ptaki chlebem; a później młodego chłopaka, którego nazwą Pierwszą Bazą - kozaczek, który próbuje się popisywać na początku, ale już pierwsze doświadczenie, kiedy widzi jak podczas obiadu jeden z więźniów zabija drugiego nożem, spina mu tyłek. Dallas próbuje załatwić Leone pracę w warsztacie więziennym - u niejakiego Zaćmienia, 2 metrowego grubego murzyna, ale zostaje załatwiony odmownie, Zacmienie "nie chce kłopotów".

      Nie na długo. Niebawem Chink Weber prowokuje Leone po raz drugi, tym razem do gry w futbol - w błocie, na dziedzińcu więzienia. Frank ignoruje go, ale 1 Baza zaczyna pyskowac, Weber już mu chce dać w dziób, więć Leone żeby ratować młodego zgadza się grać. Mecz jest ustawiony. Off line nie broni Franka, a cała drużyna Webera ma jedno zadanie : dopaść go z piłką czy bez i rzucić na glebę, rzecz jasna, w ramach przepisów :) Po którejś ustawionej zagrywce, kiedy obrońca zamiast Franka osłaniać odsłania go Zaćmienie wyłazi z tłumu gapiów i wchodzi do gry, co się kończy oczywiście wygraną Leone i jego. Taka integracja :)
      Terraz już nie ma przeszkód, żeby Frank u niego pracował, zakumplowują się. razem naprawiają ukochany samochód Zaćmienia, co integruje całą tę grupę. Potem piją, bawią się, a na końcu 1 Baza prosi Franka, żeby go nauczył prowadzić - no to go uczy, pcha brykę po warsztacie, młody kręci kołem, a Leone komentuje, że niby są w Vegas itd. Taka wizualizacja. Młodemu to jednak mało, zapala silnik i wypada z warsztatu, pruje po wielkim dziedzińcu, FRank go goni. Młody w końcu hamuje i jest szczęsliwy, że się przejechał. Zaraz jednak pojawiają się strażnicy i naczelnik - Drumgole daje bejsbole Weberowi i jego kolesiom, a oni na oczach wszystkich rozwalają samochód, co oczywiście wzrusza i dobija calą grupę, która go remontowała. Zaś Leone trafia, zamiast 1 Bazy, do karceru, na 6 tygodni.

      Karcer jak karcer - zasady są takie : co godzinę zapala się światło, a garownik ma stanąc przed kamerą i podać nazwisko oraz swój numer. Leone trzyma się jakiś czas całkiem nieźle, ale zaczyna w końcu słabnąć. Kiedy Frank przysypia Drumgole wysyła grubego i chudego, którzy pakują go pod zimny prysznic. Po jakimś czasie Leone ledwie żyje, niewyspany, udupiony, próbując przetrwać dzięki przebywaniu w świecie własnej wyobraźni i wspomnień, aż w końcu chwiejąc się na nogach zamiast "Leone 510" podaje "Marylin Monroe... 94 na 90, czy coś takiego...". Straznicy, z polecenia naczelnika, sprawiają mu solidne manto. Przerywa im Meissner z Bradenem. Braden prawie chce lać grubego, ale Meissner po powstrzymuje, a na ironiczną uwagę grubego opier.la go z góry na dół.

      Rzecz jasna, dziewczyna Franka stara się czegoś dowiedzieć, dlazcego go przenieśli etc., rzuca się na portierni, ale załatwiają ją odmownie, bez informacji.

      Po powrocie Franka zastaje w warsztacie kolegów w grobowym nastroju. Nie zmienia go, przeciwnie : dokłada im tyradę o tym, ze w więzieniu są we władzy naczelnika, są jego własnością, więc np. ich marzenia o posiadaniu tego samochodu, co go wyremonotwali były płonne, bo on "jego jego, tak jak my jesteśmy jego". Zostało mu kilkanaście dni i tylko to go obchodzi.

      Naczelnik tymczasem bierze na dywanik Webera, który się tłumaczy, ze Leone nie daje się sprowokować. Drumgole na to : może uderzesz nie tam gdzie trzeba ? Zacznij się starac, bo znajdę sobie kogoś innego, a dla ciebie się skończy eldorado. Więc Weber uderza celnie : strażnicy wywabiają 1 Bazę do sali gimnastycznej celem sprzątania (wcześniej scena wyścigu robali - zabawna bardzo), a tam dopada go banda Webera, rzuca na ławkę do wyciskania, a maksymalnie obciązoną sztangę zrzuca na niego przetrącając mu kark. Leone dowiaduje się o całej akcji, przybiega, widzi jego ciało, bierze talerz od sztangi i na dziedzińcu tłucze nim Webera, a potem się miotają w zapasach, nóz się pojawia i takie tam, ale w końcu Leone go wykańcza, kładzie na ławkę, staje nad nim ze sztangą - Drumgole w oknie zaciera ręce : jesli Leone zabije Webera dostanie kolejny wyrok. Frank jednak, mimo emocji i podżegania ze strony tłumu, powstrzymuje się w ostatniej chwili i kładzie sztange na stojaki, a kiedy chce odejść jeden z kumpli Webera wbija mu nóz pod żebro.

      Leone trafia do więziennego szpitaliku. Odwiedza go wreszcie dziewczyna, ale też na chwilę, bo złosliwi strażnicy zamiast przepisowych 15 minut dają im ledwie chwilę.
      Zdrowiejącego Leone odwiedza nieznajomy więzień - mówi : ja też dostałem tutaj w tyłek, ale wychodzę za dwa dni, może coś ci załatwić na zewnątrz ? Leone, że no thanks, a na to gość : mam dobrą fuchę załatwioną. Leone : jaką ? Gość : 5 tysięcy za dwie godziny roboty. Leone : co musisz zrobić ? Gość : zgwałcić jedną laskę... i przystawia do krat zdjęcie jego dziewczyny rzucając : z pozdrowieniami od Webera. Leone wpada w szał, prosi strażników o jeden telefon, chce ostrzec swoją dziewczynę, ale ci sugerują, żeby "przespał się ze swoimi problemami".

      Leone nie ma wyjścia - musi wiać, tak jak wtedy. Przekonuje Dallasa, zeby mu pomógł (Dallas jeździ wózkiem na brudną bieliznę, więc odwiedza go regularnie).


    • grek.grek Osadzony,spojler 2 12.04.10, 11:45
      Dallas zna rózne przejścia w labiryncie starych, nieużywanych od dawna, korytarzy pod więzieniem, miał nawet kiedyś plan ucieczki, Frank go wtedy krytycznie ocenił, ale teraz nie ma wyjścia.

      Więc uciekają. Nokautują strażnika i dyla. Wieją korytarzami, po kostki w wodzie, dopadają do kotłowni - i tu zostają osaczeni przez uzbrojonych strażników, a wraz z nimi pojawia się Drumgole. Jak się dowiedzieli ? to proste - Drumgole cała rzecz ukartował : facet, co "miał zgwałcić dziewczynę Leone" był strażnikiem, miał sprowokować Franka do ucieczki, a Dallas, przekupiony przez Drumgole'a obietnicą wcześniejszego wyjścia z pierdla, wpakował go w pułapkę - typowy sprzedawczyk. Frank : od początku byłeś kablem ? Dallas : nie !, ale zawarliśmy z naczelnikiem układ, miałem 30 lat, wyjdę wcześniej dzięki wsypaniu ciebie. Na co naczelnik : nie zawieramy żadnych układów z uciekającymi więźniami. I komunikuje Dallasowi, że przenosi go do grupy najgorszych kryminalistów, co dla Dallasa równa się zgon, albo i dużo gorsze rzeczy, gdyż ponieważ, jako kapuś będzie miał przes.srane. Dallas wpada we wściekłość, ale dostaje palą i wpada do jakiejś studzienki z wodą. Drumgole zostawia Leone w rękach strażników, ci próbują go lać, ale sami dostają lanie. Gruby wpada do tej samej studzienki, co Dallas. Leone zziajany szykuje się do dalszej ucieczki, Dallas pzeprasza go i prosi, zeby go ze sobą zabrał. Leone już się ma zgodzić, kiedy gruby atakuje go łańcuchem od tyłu i dusi nim dramatycznie. Dallas się rehabilituje - odrywa jakiś kabel wysokiego napięcia i każe grubemu puścić Franka, a potem zanurza kabel w wodzie i smazy i siebie i grubasa.

      Leone wieje dalej. Oczywiście, wokół, i w, więzieniu lata za nim cała grupa pościgowa,z psami. Udaje mu się jednak zmylić tropy, wykiwać towarzystwo i dotrzeć do Drumgole. Bierze go jako zakładnika, bo "nie będę uciekał przed tobą przez całe życie".

      Prowadzi go do sali straceń, przywiązuje do krzesła elektrycznego (które sam Drumgole wyremonotował, bo było stare i do d,py - chwalił się tym przed Leone, zaraz po tym jak Franka przeniósł do siebie, jakby mu sugerując - doprowadzę do tego, ze skończysz na tym krześle - teraz sam na nie trafił) i najwyraźniej zamierza ugotować. Frank prowadzący korytarzem Drumgole'a nie umyka uwadze monitoringu i za chwilę - Drumgole siedzi na krześle, gotowy do usmażenia, Frank szykuje się do usmażenia Drumgole'a, a ekipa pościgowa pod wodzą Meissnera trzyma na muszce Franka, a Meissner chce go odwieść od zamiaru. Leone przywiązuje rękę za nadgarstek do dźwigni uruchamiającej smażalnicę, więc nie mogę do niego strzelać, zreszta naczelnik drze japę, żeby tego nie robili, bo człowiek padając go załatwi. Frank wylicza grzechy naczelnika, który butnie krzyczy "nie masz dowodów", na co Leone "nie potrzebuję ich, przyszedłem tu na egzekucję". I szykuje się do odpalenia. Naczelnik widząc, ze to nie żarty zaczyna się do wszystkiego przyznawać - Leone rzuca spojrzenie do Meissnera "i co pan na to ?". Meissner od początku widział, co się działo, więc słucha tego z konfuzją, ale i świadomością, że Leone został doprowadzony do ostateczności.

      Naczelnik w końcu błaga o darowanie życia. Leone jednak jest nieustepliwy. "zobaczymy się w piekle" powiada i dźwignię pierdut w doł - naczelnik drze się, jakby go ze skóry obdzierali, a tutaj... nic, żadnego smażenia, żadnego prądu. Leone wyciąga z kieszeni bezpiecznik wykręcony i ze spokojem mówi "lepiej by działało, gdyby to było na miejscu".

      Meissner każe skuć Franka. Drumgole zostaje oswobodzony z krzesła, natychmiast zaczyna dyrygować wszystkimi, "panie Meissner, proszę wyprowadzić więźnia", na co Meissnr każe skuć także naczelnika.
      Drumgole jest w szoku "co pan robi ? To była taka spowiedź na niby, żeby się uratować przed czubkiem... Czy pan zwariował ?!", na co, jak zawsze z kamienną twarzą w czarnych okularach, Meissner odpowiada "ja nie, ale pan zdaje się tak". Naczelnik mu grozi na odchodnym, ale Meissner ma to w d,pie.

      Naczelnik zostaje aresztowany do czasu wyjaśnienia sprawy. Leone wychodzi żegnany przez wszystkich garowników (scena zbyt cukierkowa, nawet jak na US filmy ;) POzegnanie z odprowadzającym go Meissnerem, a pod bramą czeka na niego dziewczyna. Uścisk hollywodzki. KOniec :)

      Leone - Stallone, Drumgole - kościsty i opitolony na krótko Donald Sutherland, Dallas - Tom Sizemore. Reszty nie kojarzę, albo - może bym skojarzył, gdybym się bliżej przyjrzał ;)

      Żaden Oskar, ale dobre, trzymające za włosy kino, bez nadmiaru cekinów i karmelu. Mogło być wysublimowaniej, pewnie lepiej aktorsko, ale i tak jest to jeden z lepszych więziennych dramatów, nie dorównuje kilku ewidentnie najlepszym, z "Shawshank" i "Papillonem" na czele, ale jest zaraz za elitą, wg mnie.

    • grek.grek Lalkę powtarzają. 12.04.10, 15:10
      "lalkę" powtarzają :) Jak to z braku laku, można na kit nie trafić.

      Wersja z 77, Bera, z tą rewelacyjną muzyką na tle rycin, a potem... każda minut grzechu warta, tak jak i Małgorzata Braunek, chociaż
      i tak kobietą przez wielkie K jest hrabina Wąsowska, tutaj akurat nie
      w najlepszym wydaniu, czyli Kaliny Jędrusik, ale Barbary Wrzesińskiej - aczkolwiek, to jest postać tak wdzięczna, że nie do zepsucia, nawet przez najgorszą aktorkę ;) Kamas over Dmochowski - 24 7 365. Pawlik wdziękiem dystansujący Fijewskiego. Piękna Marta Lipińska, jako Stawska. Kapitalny klmiat zrobiony pod to wybitne aktorstwo - muzyką, wnętrzami, okolicznościami miejskiej i wiejskiej przyrody.

      Najlepszy polski serial wszechczasów, wg mnie - wszystko jest perfekt zrobione, obsada zbijająca z nóg, akuratne ujęcie wszystkich najwazniejszych wątków.

      Dzisiaj, TVP 2, 16:35. Pierwszy odc. Jak z pozostałymi - nie wiadomo.
      • barbasia1 Re: Lalkę powtarzają. 12.04.10, 15:35
        O! Dzięki za info. :)
        Mam nadzieję, że uda mi się dziś zobaczyć pierwszy odcinek.

        > Dzisiaj, TVP 2, 16:35. Pierwszy odc. Jak z pozostałymi - nie
        wiadomo.
        Greku, jakby "Lalka" miała się pojawiać nieregulanie, to znaczy
        jakby zmienili porę, daj, prosze znać, Ty masz telegazetę, a tam
        zdaje się najaktualniejszy program wyświetlają.
        • grek.grek Re: Lalkę powtarzają. 13.04.10, 12:20
          Na razie są daty na dziś i jutro - Dwójka, 16:35, odc 2 i 3.

          W ogóle, mieszają z tym programem jak chcą - dali wczoraj Zmruż oczy na Dwójce, włączyłem się gdzieś w połowie, bo w TG był kompletnie inny tytuł.

          Na dzisiaj jest "Pianista" w Jedynce (20:00), a w Dwójce "Pręgi" (23:20). Oba sa niezłe, ale oba też całkiem niedawno były.
          Jak widac, dba się teraz głównie o ornamentykę. Widz szukający czegoś
          innego niż żałobne murmurando dostaje jakieś odrzuty. Cóz, kiedyś było lepiej ? ;)
          • barbasia1 Re: Lalkę powtarzają. 13.04.10, 14:19
            > Jak widac, dba się teraz głównie o ornamentykę.

            Ja to rozumiem, Greku,
            okoliczności w tym przypadku są wyjątkowe i nadzwyczajne.



            > Na razie są daty na dziś i jutro - Dwójka, 16:35, odc 2 i 3.

            Dzięki za info, wczoraj niestety nie widziałam 1. odcinka Lalki, ale
            za to później, wieczorem (o 21.30)obejrzałam z wielką przyjemnością
            niezapowiedzianego (bo zdaje się miał być "Niebieski"
            Kieślowskiego) "Człowieka z marmuru" i cudną Jandę.

            :)
            • grek.grek Re: Lalkę powtarzają. 13.04.10, 14:59
              MOje zdanie znasz :)
              Niemniej, ja bym, tak po prostu, liczył na to, że dostanę wybór : tutaj leci żałoba, a tam - proszę bardzo, hulaj dusza, kto nie uczestniczy- ten ma jakąs niszę. Niestety, pewnie za sto lat się takiego czegoś nie doczekamy. Nawet w Ameryce, po WTC, były kanały, które nadawały normalną rozrywkę, ligi sportowe grały, koncerty nie były masowo odwoływane - u nas jest inaczej, nie ma prawa wyboru, a jeśli nawet jest, to ludzie są stłamszeni zbyt mocno, by z niego skorzystać i otworzyć jakąś nową epokę.

              A widzisz, ja właśnie widziałem "Niebieski" w ramówce i nie włączałem, bo z 3 Kolorów "Niebieski" jest, jak dla mnie, najmniej interesujący.

              Dzisiaj też, w sumie, nie wiadomo, co i jak, mam nadzieję, że przynajmniej tę "Lalkę" dadzą o zapowiedzianej porze, że w ogóle dadzą :)

              • barbasia1 Re: Lalkę powtarzają. 13.04.10, 15:51
                grek.grek napisał:

                > MOje zdanie znasz :)
                Tak, znam.

                Wiesz, że nie widziałam jeszcze "Pręg", przegapiłam, jak leciały w
                TVP (bo chyba leciały?) , dziś są, jak dla mnie, zdecydowanie za
                późno. Muszę sobie je wypożyczyć w najbliższym
                czasie. "Niebieskiego" też bym musiała odświeżyć, pamietam baaardzo
                ogólnie.

                Jeśli wczoraj pokazali Lalkę, to dziś też na pewno też wyemitują
                zgodnie z planem.
                :)
                • grek.grek Re: Lalkę powtarzają. 14.04.10, 11:34
                  A to polecam bardzo - dobry przykład współpracy pisarz-reżyser(ka, w tym wypadku) - scenariusz się trzyma kupy, parę niepotrzebnych dup,ereli można by znaleźc (choćby sami zakończenie i to ścieranie z lustra jest dość prostackim zabiegiem informacyjno-objaśniającym i w sumie efeciarskim), ale czepiać się o nie chyba nie warto; nawet mr.Nijakość pan Żebrowski da się oglądać, a kiedy się wkurza albo ironizuje (kiedy opowiada Tatianie o ojcu "ścigającym go bez przerwy"/w wydawnictwie, kiedy robi awanturę Peszkowi), to nawet jeszcze lepiej - najlepsza jego rola, może dlatego, że 45-minutowa tylko (żartuję). Frycz - klasa sama w sobie. I dobór aktorów - 10-letni Wojtek, 30-letni Wojciech i ojciec są naprawdę do siebie podobni fizycznie, w każdym razie - wg mnie :)

                  Jest w jutubie, tutaj 1 część :
                  www.youtube.com/watch?v=myuaCWD84UM
                  • barbasia1 Re: Lalkę powtarzają. 14.04.10, 14:14
                    Fantastyczne Youtube! :))
                    Twoje uwagi dotyczace "Pręg" bardzo zachęcające, może więc skuszę
                    się już dziś!?

                    "Lalka" odcinek 2.

                    OT
                    Gdyby Małgorzata Minclowa żyła w dzisiejszych czasach pewnie
                    ostrzykiwała by się botoksem, albo poleciałaby zobić operację
                    plastyczną dla swojego "Stasiulka". :)
                    • barbasia1 Re: Lalkę powtarzają. 14.04.10, 14:15
                      ciąg dalszy mi ucięło!????

                      Zofia Czerwińska świetnie zagrała Minclową, z właściwym sobie
                      poczuciem humoru. :))
                      Jej epizod, także historia młodości Rzeckiego i terminowania u
                      starego Mincla zupełnie wyleciały mi z głowy, początek tego odcinka
                      ogladałam tak, jakbym widziała go po raz pierwszy.
                      Dobrze było sobie przypomnieć.
                      A dziś niestety nie zobaczę 3. odcinka "Lalki" w całości. :/

                      • grek.grek Re: Lalkę powtarzają. 14.04.10, 14:31
                        Powiem Ci, że w tym serialu właściwie każdy epizodzik, to jest jakaś aktorska perełka, którą się zapamiętuje na zawsze.

                        Moją ulubioną postacią zawsze będzie hrabina Wąsowska (pal licho tę Wrzesińską, i tak daje radę, hehe), na drugim Szuman - świetny ten Boruński, a potem cała reszta z honrable mention baronem Krzeszowskim, świetnie zrobionym przez Wołłejkę. A u Ciebie ?

                        Btw, ze mną jest taki problem, że ja w ogóle tak jestem bezkrytyczny wobec tej adaptacji, że po prostu wszystko oceniam na sześc plus, hyhy.
                        • barbasia1 Re: Lalkę powtarzają. 14.04.10, 15:45
                          grek.grek napisał:

                          > Powiem Ci, że w tym serialu właściwie każdy epizodzik, to jest
                          jakaś aktorska perełka, którą się zapamiętuje na zawsze.

                          Święte słowa.
                          Wspaniała, doskonała adaptacja, nie ma się do czego przyczepić. :)

                          Z tych drugoplanowych postaci najbardziej zapamiętałam
                          złośliwą baronowa Krzeszowską (Alina Janowska ją grała)
                          i w głowie majaczą mi się sceny żartów, jakie studenci robili
                          baronowej (jeśli nie pomyliłam seriali). :)

                          Lubiłam bardzo postać pięknej i dobrej pani Heleny Stawskiej (w tej
                          roli urocza, młodziutka Marta Lipińska).



                          >świetny ten Boruński

                          Wspaniały aktor.
                          Włodzimierz Borusiński zawsze wywołuje we mnie jakieś dziwne
                          wzruszenie ...

                          :)
        • barbasia1 "Wichrowe Wzgórza" 14.04.10, 13:40
          grek.grek napisał:

          W takim razie koniecznie i natychmiast zalecam obejrzenie wersji,
          którą poleca La Bruja . :)
          Heathcliff Fiennesa to najbardziej ponury, mroczny Heathcliff,
          jakiego kiedykolwiek widziałam.
          Może Ci się spodobać. :)

          Dla Ciebie na zachętę :), dla Was - Ryuichi Sakamoto Wichrowe
          wzgórza - przepiękna wersja na fortepian:

          www.youtube.com/watch?v=d3cvvtpP0l8

            • barbasia1 Re: "Wichrowe Wzgórza" 14.04.10, 14:44
              :)

              "Moja miłość do Lintona jest jak liście w lesie. Czas ją zmieni.
              Moja miłość do Heathcliffa jest jak wiecznotrwała ziemia pod
              stopami - nie przykuwa uwagi swym pięknem, ale jest niezbędna do
              życia. Ja i Heathcliff to jedno..."

              !
              • grek.grek "Wichrowe Wzgórza" 15.04.10, 11:25
                NIe zawiodłem się, dobrze, że mnie namówiłyście.

                Włosi zrobili takie badziewie, że az szkoda wspominać. A tutaj - pełny wypas, bardzo dobre zdjęcia, scenografia dobrze dobrana, wzmagająca nastrój, tak samo bardzo akuratna i działająca na wyobraźnię muzyka plus wysokoklasowe aktorstwo, bez którego cała ta historia byłaby, sama w sobie, mało porywająca (rich man's harlekin trochę; nie znam powieści, więc jest to wypowiedź ignoranta, co tylko film zobaczył) : rzeczywiście, Barbasiu, Fiennes zrobił max z tej roli - ale, w końcu, granie takich potarganych typów, to jego emploi i jest w nim niezrównany, a do tego prawie zawsze wygląda inaczej, nie to co polscy aktorzy, którzy grają po tysiąc ról w roku i zawsze wyglądają jednakowo, co sprawia, ze nie sposób jednej od drugiej odróznić i ich obecnośc staje się męcząca. Binoche wniosła europejską szkołę, czyli więcej mówić drobnymi gestami, spojrzeniami i opanowaną, acz sugestywną mową ciała, panować nad słowem niż dowodzić, że "ma się fach w rękach".

                Jedno trochę mnie rozbawiło : Binoche gra matkę i córkę, tylko włosy ma inaczej ufarbowane - dość niefortunny zabieg, wg mnie. No chyba, ze to jakaś fantasmagoria nieoznaczona, że niby Heathcliff widzi w córce matkę. Nie wiem, nie wyglądało na to jednak, więc był to świadomy zabiegi i mający oddawać realny stan rzeczy.

                Btw, wczoraj Lalki nie było. Dzisiaj pewnie też nie będzie. Zwożą trumny z Rosji i wszyscy mają obowiązek asystować przy tym. Na 1, 1 i Info leciało TO SAMO :) POlska nie - w załobie, a raczej - na orbicie :)

                Btw, jutro wrzucę 7 odcinek Californication :)
                • barbasia1 Re: "Wichrowe Wzgórza" 15.04.10, 14:25
                  grek.grek napisał:

                  > NIe zawiodłem się, dobrze, że mnie namówiłyście.

                  Cieszę się. :)

                  Przede wszytskim dla ról Fiennesa i Binoche warto obejrzeć ten film.

                  O ile dobrze pamiętam w książce matka i córka tez były do siebie
                  bardzo podobne. Chodziło o to by podkreślić, że historia się miłości
                  znów powtarza, ale tym razem znajdzie szczęśliwe zakończenie.
                  Przyznam, że książka zrobiła na mnie o wiele wieksze wrazenie,kiedy
                  czytałam ją bardzo dawno temu jako młode dziewcze. :)

                  > Btw, wczoraj Lalki nie było.
                  A jednak nie było!
                  Chyba nic by się nie stało, gdyby ograniczono się do transmisji na
                  żywo już tylko na tVPInfo!??

                  > Btw, jutro wrzucę 7 odcinek Californication :)

                  O! Świetnie. :)
                  • grek.grek Re: "Wichrowe Wzgórza" 16.04.10, 12:44
                    W ekranizacji się okazało, że nie były podobne, tylko jednakowe ;)

                    Nie wiem, co z tą Lalką, jest w programie, ale czy puszczą ? Jeśli dzisiaj żadne trumny nie przyjeżdzają, to jest nadzieja.
                    • barbasia1 Re: "Wichrowe Wzgórza" 16.04.10, 12:50
                      grek.grek napisał:

                      > W ekranizacji się okazało, że nie były podobne, tylko jednakowe ;)

                      :)
                      To źle patrzyłeś, Greku, miałeś dostrzec tylko wielkie
                      podobieństwo. ;)


                      Rozpaliłeś we mnie żądzę ... obejrzenia "Lalki". :)
                • la.bruja Re: "Wichrowe Wzgórza" 15.04.10, 15:52
                  Podzielam Twe zdanie, że obsadzenie Juliete Binoche jednocześnie w
                  roli matki i córki było złym pomysłem. Nie podobało mi się.
                  Najbardziej przypadł mi do gustu niesamowicie pociągający w swej
                  namiętności i szaleństwie Ralph Fiennes.
                  Jeżeli zdarzyłby się cud i byście jeszcze nie oglądali, to polecam
                  też "Pająka" z Ralphem w roli głównej
                    • barbasia1 Re: Cudowna muzyka Lorenca do filmu "Różyczka"! 15.04.10, 13:38
                      la.bruja napisała:

                      Wiesz, nie chodzi mi o jakieś szczegółowe streszczenie, wnikliwą
                      analizę, porównywanie filmowej opowieści, z prawdziwa historią, na
                      podstawie, której powstał film (w Polityce jest świetny artykuł na
                      temat żony Jasienicy, później go odszukam i wkleję link ), myslałam
                      raczej o Twoich wrażeniach, jakichś słowach zachęty, albo przestrogi
                      przed obejrzeniem (ale widzę już, że przestroga nie wchodzi już w
                      grę:).
                      Ciekawi mnie, jak Ci się podobała np. Boczarska,w tytułowej roli,
                      złośliwi pisali, że nalepiej prezentowała się jedynie w scenach
                      rozbieranych, tak gdzieś czytałam. :)

                      • la.bruja kilka słów o "Różyczce" .UWAGA! Możliwe spoilery 15.04.10, 21:04
                        Barbasiu

                        Zastanawiam się, jak tu coś o "Różyczce" napisać, abyś miała jakiś
                        obraz filmu, a z drugiej strony nie jego streszczenie.
                        Przestrogi, jak słusznie zauważyłaś, nie będzie. Wręcz przeciwnie,
                        sama zamierzam iść na film po raz 2 a w przyszłości kupić film.
                        Nie tak dawno, z takimi samymi nadziejami szłam na "Mniejsze zło"
                        na podstawie ZNAKOMITEJ książki J.Andermana "Cały czas" (przy
                        okazji, serdecznie polecam). Książkę niestety przeczytałam przed
                        pojściem na film, który mnie rozczarował. Ale nie o tym przecież
                        miało być.
                        Tutaj też miałam duże nadzieje, bo znałam tragiczne losy Pawła
                        Jasienicy, czytalam ksiażkę jego córki Ewy Beynar - Czeczott i NA
                        PEWNO nie zawiodłam się :) Co więcej, nie rozumiem jej prostestów,
                        bo Kidawa- Błoński przedstawił postać Jasienicy (tak, tak..to jego
                        historia - mimo pewnych korekt i zaprzeczania samego reżysera) w
                        sposób wyważony i sprawiedliwy.
                        Andrzej Seweryn zagrał znakomicie. Z elegancją, klasą i właściwym
                        sobie kunsztem aktorskim. Spodobała mi się również rola Roberta
                        Więckiewicza. Mimo iż może nazbyt ostatnio eksploatowany nie raził.
                        Do tego jeden z moich ulubionych aktorów Jan Frycz.. w roli
                        wprawdzie nie dużej, ale znaczącej.
                        Też się obawiałam roli Boczarskiej, ale o dziwo, poradziła sobie
                        świetnie. To oczywiście moja opinia. Zagrała postać niejednoznaczną,
                        targaną wewnętrznymi rozterkami, zaplątaną (podobnie jak wspomniany
                        Więckiewicz).
                        Dobrze oddane realia epoki, chociaż mam parę zastrzeżeń (m.in.
                        język), ale nie będę o nich pisać szczegółowo, bo nie chcę spalić.
                        osobiście wywaliłabym ten nadmiar golizny. Wiem, że może zwłaszcza
                        mężczyznom nie będzie to przeszkadzać, bo pani Boczarska ma co
                        pokazywać. Ja jednak uważam, że film znakomicie poradziłby sobie i
                        bez tego.
                        Pewnie są jakieś niedoróbki i nawet uproszczenia, ale
                        uważam "Różyczkę" za naprawdę dobry polski film :) Samo to, że po
                        wyjściu z kina czułam się, jakby ktoś mi w głowę przyalił,a to już
                        coś znaczy ;)


                        pozdrawiam


                        Ale się rozpisałam ! ale sama Barbasiu tego chcialaś ;)
    • grek.grek "Kula" dziś/ "Gloria"- słów parę 17.04.10, 12:08
      Na bezrybiu i "Kula" ryba - widziałem gorsze s-f, to się jeszcze da obejrzeć.

      Dwa dni temu TVP 2 się szarpnęła i dała "Glorię" w środku nocy. Sharon Stone gra dziewczynę mafii, która po wyjściu z pudła od razu pakuje się w konflikt ze swoimi przyjaciółmi - mianowicie ratuje z ich rąk chłopca, którego całą rodzinę zabili, dla jakiejś dyskietki, na której jest lista płac - wszyscy gliniarze, sędziowie, adwokaci biorący od mafii pieniądze : daty, miejsca, kwity. Gloria terroryzuje mafiosów pistoletem, każe im oddać kasę, a potem się rozebrać do rosołu, a chłopcu - wziąc łachy i wyrzucić za okno i pozbierać kasę. I uciekają. Mafiosi za nimi węszą, a siostra pomóc nie chce : dowiadując się o co chodzi, wyrzuca ich ze swojego domu. Ostatnio krewny chłopca, do którego docierają, nie żyje, zastrzelony przez mafiosów. Zatrzymują się w hotelu, z którego dzieciak ucieka, kiedy sie z tiwi dowiaduje, ze cała jego rodzina została zamordowana i doznaje szoku. Gloria go ściga w szlafroku, mały ucieka metrem, na przystanku docelowym zatrzymują go policjanci. Parę razy muszą uciekać depczącym im po piętach mafiosom, aż w końcu udaje im się dopaść chłopca - dzięki informacjom od policji, która też szuka zbiegów, dla ratowania własnej d,py. Gloria kontaktuje się z capo di tutti capi tej szajki i zawiera układ - oddam wam dyskietkę, a wy oddacie chłopca. I tak się dzieje, na środku ruchliwej ulicy, gdzie nic jej nie grozi. Szukając jakiegoś miejsca dla dzieciaka, za pośrednictwem księdza, trafia z nim do szkoły z internatem w jakimś innym stanie - zostawia go tam, pod opieką księzy, ale że zawiązała się między nimi tak ścisła więź, że oboje bez siebie już żyć nie mogą, to ona nie może odjechać - wraca z powrotem, zabiera go ze sobą i postanawia z nim zostać i go wychować.

      Remake to jest. Oryginał zrobił, 20 lat wcześniej, Cassavetes z Geną Rowlands, dostał Złotego Lwa w Wenecji, a Rowland nominację oskardową. Tutaj reżyserował nie byle kto, bo Sidney Lumet. Oryginał na pewno jest lepszy, także dlatego, że był pierwszy i, mimo róznic scenariuszowych, to jednak w nim wykorzystano główny motyw świadczący o podobieństwie - kobiety chroniącej dziecko przed zakusami mafii, ale i ten cover daje radę - w oryginale Rowlands chyba wolniej się przekonywała do konieczności zaopiekowania się małym, nie pamiętam jednakowoż zbyt dobrze, a tutaj Sharon raczej większych problemów z tym nie ma, jakby od razu wiedziała,że tak musi być. No I Sharon Stone wygląda rewelacyjnie, zwłaszcza w pierwszej fazie : w czarnej mini, na szpilach, z blond grzywą :) Kiedy pojawia się z chłopcem w afrolatynowskiej dzielnicy, to na tle tego całego śniadego towarzystwa wygląda jak Madonna w klipie do "Secret" - max kontrast.
      Jej Gloria jest kobieca, a dodatkowo nie traci głowy w trudnych sytuacjach, mały jest mulatem, co dodatkowo ubarwia ich specyficzny zwiazek : biała kobieta, co wyszła z paki przed chwilą ratuje małego latynosa z getta. W oryginale było podobnie, tylo chyba Gloria nie była eks-więźniarką, a tylko eks-dziewczyną gangusa. I o ile Sharon pasuje na dziewczynę mafii,to Rowlands, przy wszystkich zaletach jej roli, na dziewczynę gangstera pasowała dość średnio.

      Trochę fizis and widowiskowy styl gry Sharon, i fachową ręką prowadzone wszystko przez Lumeta, przykrywają średniej jakości scenariusz - nie jest to jakiś meganapięciowiec, że raczej szybko da się wyczuć, co się stanie i że ci dwoje muszą się uratować i zostać ze sobą. Ma klasę, ale nie ma jest to kino, że tak powiem - wysokooktanowe.

      Nieźle się porozumiewają, trzeba im przyznać.
      Mały ma astmę, trzeba mu kupić inhalator. Wchodzą do apteki, mały się unosi, że da sobie radę, Sharon/Gloria na to : zamknij się, bo ci zabraknie tchu i się udusisz.
      Albo : mały wyciąga jej z torebki papierosy. Nie zapala, ale wkłada jednego do dzioba i szpanuje. Sharon/Gloria : czyś ty zwariował, masz 6 lat, nie możesz palić papierosów... poczekaj aż skończysz 10.
      Scena w autobusie - Sharon musi kupić bilety dla nich dwojga. Nie ma drobnych. Rzuca pytanie do reszty pasażerów : ma ktoś dwie ćwierćdolarówki ? nikt się nie zgłasza. Sharon ponawia : ma ktoś ? Zapłacę 10 dolców. I teraz już wszyscy mają, na wyścigi się pchają do niej.
      I na końcu, kiedy wraca po niego. Pyta go : jak ci się tutaj podoba, chcesz tu zostać ? a on, z całą swoją 6-letnią dojrzałością i powagą : Zdecydowanie nie chcę.

      Może powtórzą. I wtedy można obejrzeć, ten film nie gryzie :)

      P.S : nie wiem, jak Wam, ale mnie się zdaje się, ze TVP skończy Lalkę na 2 odcinkach. Wczoraj dali, zamiast 3 odc, "Faustynę". Po niedzieli wracają pewnie stare ramówki, więc, jak zwykle, TVP dała ciała.


      • barbasia1 Re: "Kula" dziś/ "Gloria"- słów parę 17.04.10, 16:46
        grek.grek napisał:

        Widziałam "Glorię" z Sharon Stone!
        Dobrze, że napisałeś tu kilka słówo o tym filmie w końcu należymy do
        forumowego fanklubu Sharone Stone. Przed wszytskim dla niej warto
        obejrzeć "Glorię" :) /barbiStone/

        Poniżej Sharon Stone z burzą loków i mały :)

        www.imdb.com/media/rm4231305216/tt0120683


        > Na bezrybiu i "Kula" ryba - widziałem gorsze s-f, to się jeszcze
        da obejrzeć.
        :)
        A na jakim programie i o której godzinie poleci ta "Kula"?
        Tu zresztą też, jak widzę, występuje Sharon.


        No cóż, "Lalkę" musimy odłożyć na inna okazję.
        :)
          • grek.grek "Kula"/spojler chaosem ziejący 18.04.10, 12:08
            No tak, zapomniałem dopisać godzinę. Mój błąd.

            Generalnie, chodziło w tym filmie o tę kulę z kosmosu ;) Wszyscy do niej wleźli, nie naraz, ale cichaczem, i zyskali zdolnośc materializowania własnych strachów, obsesji i lęków - Jackson bał się opisu kalmara z "20 tys mil podmorskiej żeglugi", więc pływające laboratorium było atakowane przez urzeczywistniony wytwór jego wyobraźni, w tym ataku zginęli wszyscy oprócz Sharon, Hoffmana i Jacksona (spał smacznie, a kiedy spał to jego obawa przybierała realny kształt), a do tego jakimś sposobem wdarł się w elektornikę i zaczął nadawać przez komputer, przedstawiając się jako "Jerry", co wszyscy wzięli za kontakt z kosmitą; Hoffman miał zakorzenione w dzieciństwie lęki przed meduzami i węzami wodnymi, więc zaczęły po całej chawirze pływać węże, a monstrualne meduzy poza nim zabiły jedną z kobiet obsługujących załogę, która nieopatrznie wyszła do wody; Zanim się okazało, że Sharon, która : nie pamiętam, czego się ona lękała, w każdym razie pod wpływem tego lęku zaminowała przestrzeń dookoła statku kosmicznego i ich własnej łajby, wpadli w paranoję i zaczęli siebie nawzajem podejrzewać i wkręcać, aby się wykończyć : a to Hoffman wylazł z przestrzeń wodną i Jackson ledwie uratował mu d,pę, bo facet spanikował, podczas gdy Sharon, co miała Hoffmana ubezpieczać, szukała żarcia, co niby się skonczyło, co Hoffman wziął za szajbę, bo przecież gdzie dobre żarcie na statku, co leży w oceanie 300 lat... a do tego się okaząło, ze szafki są pełne jedzenia, co Sharon uznała za sztuczkę jacksona, żeby z niej zrobić idiotkę, a oni obaj, że jej odbiło, co doprowadziło ją tylko do płaczu; potem Hoffman we wszystkich szafkach odkrył setki egzemplarzy "20 tys mil...", na których po 87 str, czyli tej na której się zaczyna opis wielkiego kalmara, były same puste kartki, dochodząc do wniosku, że : a) to Jackson odpowiada za cały atak, w którym zginęła załoga, była to urealniona wersja jego koszmaru, b) że Jackson to komputerowy Jerry, w czym pomogło mu złamanie szyfru, który Jackson odczytał błędnie, ale z korzyścią dla siebie, żeby nimi manipulować; Sharon z Hoffmanem wzięli się usypianie i związywanie jacksona, tak żeby spał i nie śnił, jako że jego sny są katalizatorem zagrażających ich życiu akcji, co się dzieją na jawie; ale, że Hoffman i Sharon przed sobą wzajemmnie ukrywali,że również byli w kuli i również mają moc materalizaowania własnych wyobrażeń, to i sami, zdjęci i opanowani strachem i poczuciem zagrożenia, się zaczęli brać za włosy, a ściślej Sharon Hoffmana - zamknęła go w kabinie ze strzykawką i kazała zrobić sobie zastrzyk, to uśnie bez sennych marzeń i nie będzie mógł wymyślonych meduz i wężów powoływać do realnego świata - kiedy się zaczął burzyć, odcięła mu dopływ tlenu, Hoffman w panice zaczął produkować własną wyobraźnią węże wodne i meduzy i spie,przył przez górny właz, do wody, gdzie niby mógł zamarznąć, ale nie zamarznął, tylko wrócił i się jakoś z Sharon dogadał, bo ona się zaczęła w ogóle rozklejać, wszystko sobie wyjaśnili i wyszło na jaw, że ona też w tej kuli była, i - jak wyżej : pod wpływem własnych lęków zaminowała cały teren wokół ich batyskaftu, czy co to tam było, i statku kosmicznego i całą trójką musieli uciekać w jakiejś małej kapsule, zanim się wszystko rozpierniczy, bo została uruchomiona procedura detonacji. I fartem, oczywiście, w ostatniej chwili, im się udało wydostać na powierzchnię, umykająć przed odłamkami i falą uderzeniową, gdy pod wodę nastąpił przepotęzny wybuch.

            Odebrało ich wojsko, wezwano ich na przesłuchanie - rozwalili w końcu drogie jak cholera laboratorium, zniszczyli obiekt badawczy, zginęli wszyscy oprócz nich... I tuż przed przesłuchaniem Hoffman wygłosił tyradę, ze tacy inteligenci jak oni, tacy porządni ludzie, dostali tak wspaniały dar, a wykorzystali go tak niecnie, bla bla bla, i że muszą coś postanowić w tej sprawie, bo ciągle go posiadają i cholera wie, co z tego wyniknie - Jackson podsuwa pomysł, zeby się umówili, ze zapomną,. że go mają, to przestaną go mieć i nic nikomu się nie stanie. I łapią się za ręce w trójkącie i zapominają, a kula z kosmosu wraca tam skąd przybyła czyli w przestrzeń międzyplanetarną, co ma niby oznaczać, ze udało im się zmienić przeszłość.

            W najbardziej chaotycznej wersji na jaką mnie stać, tak to własnie wyglądało :))
            • barbasia1 Re: "Kula"/spojler chaosem ziejący 19.04.10, 15:27
              Widzę, że najlepsze mnie ominęło. :)
              Za ten świetnie uporządkowany "chaos" wielkie dzięki Ci. :)

              Wiesz, ja tę "Kulę" musiłabym obejrzeć ze dwa, trzy razy (albo i
              jeszcze więcej; późną nocą ciężko jarzę ;/), żeby całość ogarnąć.
              Następnym razem z Twoim opisem w ręku oglądać będę ten film. :) I
              innym też polecam, oczywiscie jakby nic ciekawego akurat w telewizji
              nie leciało.
              :)

              > zyskali zdolnośc materializowania własnych strach
              > ów, obsesji i lęków - Jackson bał się opisu kalmara z "20 tys mil
              podmorskiej żeglugi",
              hyhyhy
              :)
              • grek.grek Re: "Kula"/spojler chaosem ziejący 19.04.10, 15:55
                O, jesteś dyplomatką dobrą albo masz zdolność rozumienia nawet tego, co autor nie byłby w stanie roszyfrować :)

                Na moje oko, ten mój opis jest najgorszym z jakim można mieć styczność. Kapnąłem się jak go wysłałem i chciałem przeczytać sam ;) W trakcie pisania wydawało mi się, ze się trzymam kontekstu...
                • barbasia1 Re: "Kula"/spojler chaosem ziejący 19.04.10, 16:15
                  grek.grek napisał:

                  > O, jesteś dyplomatką dobrą albo masz zdolność rozumienia nawet
                  tego, co autor nie byłby w stanie roszyfrować :)

                  Owszem mam "zdolność rozumienia nawet tego, co autor nie byłby w
                  stanie roszyfrować" :))
                  i powiem Ci, że tę zdolność wykorzystywałam praktycznie z dobrym
                  skutkiem w mej profesji :)


                  > Na moje oko, ten mój opis jest najgorszym z jakim można mieć
                  styczność.
                  No co Ty Greku, wszystko zrozumiałam bez problemu i naprawdę nie
                  rozumiem, czego Ty w swoim poście nie rozumiesz? :))

                  Przyznam Ci się jeszcze, że czytając Twój post byłam przeszczęśliwa,
                  że nie musiałam osobiście w środku nocy głowić się na tym, o co w
                  tym filmie chodzi, tej kuli. :)
                  Okropna jestem, co? :)


                  /PS Wracajac do filmu, nie wiem, jak u Ciebie, ale u mnie na ekranie
                  (21 cali, z odbiciami :/ ) mało efektownie prezentowała się strona
                  wizulana - o podwonych ujęciach myślę głównie, bo Sharon, całkiem,
                  całkiem ;) ).
                  • grek.grek Re: "Kula"/spojler chaosem ziejący 20.04.10, 13:19
                    A, no to znaczy - zawodowiec z Ciebie :)

                    Fatalnie napisałem, namieszałem, nieczytelnie w dodatku. No nic, było minęło, nie powtórzy się, mam nadzieję.

                    Celna uwaga, też na to zwróciłem uwagę - ani laboratorium, ani podwodność nie miały, jakby to powiedzieć... artystycznej wizji, która mogła ten film podnieśc klasę wyżej. Tak jakby twórcy uznali, że wystarczy scenariusz na podstawie powieści znanego pisarza i plejada kasowych gwiazd nie schodzących z ekranu przez dwie godziny. Duży błąd, bo brakło otoczki, poczucia autentycznego zagrożenia, w którego wykreowaniu także mogła się przydać lepsza scenografia. Kula-ła przez to cała akcja - temperatury brakło, mówiąc krótko :).

                    Poza tym, nie wiem, czy się zgodzisz, ale ja bym powiedział, ze wszystkie gwiazdy wypadły słabo - manierycznie, bez polotu, a ich postacie są pozbawione jakiejś własnej twarzy i charakteru, poza zupełnie na rybkę rzuconymi lękami - Hoffman się boi meduz, bo go kiedyś jedna poparzyła, jak był mały, Jackson boi się opisu kalmara, Stone miała problemy z mężczyznami, boi się, najprawdopodobniej, odrzucenia - z tych lęków wynika akcja, orajt, ale one w ogóle nie tworzą osób w niej udział biorących, nie odkrywają ich przeszłości, nie ma w tych lękach jakiegoś drugiego dna. Płytkie to jest, podporządkowane zarysowi akcji, ale nic do niej osobnego nie wnoszące. HOffman jest przecież aktorem nie w kij dmuchał, a tutaj nijak skrzydeł nie moze rozwinąć. Jackson, to już w ogóle szczyt : te partykuły wzmacniające przekaz : przewracanie oczami, spojrzenia sugerująće jednoznacznie zamiary...

                    Inna rzecz - pewna niespójność w zeznaniach. Kiedy stoją przy kuli i astrofizyk zaczyna się zachwycać idealnym jej kształtem, a potem przytacza anegdotkę o tym, jak Giotto udowadniał papieżowi swój kunszt. Zaraz, czy to nie matematyk powinien błysnąć taką ciekawostką ? :)

                    Potem jest coś o strukturze i konsystencji kuli i wyjaśnia to zagadnienie nie biochemik, nie astrolog, a ten wojskowy trep. To po co zaprosili naukowców ?

                    I to czego nie lubię najbardziej - dialog.
                    Astrofizyk : kiedy zrobiłeś pierwszy doktorat ?
                    Matematyk : miałem 19 lat.
                    Astrofizyk :o kurna, to rok byłeś lepszy ode mnie.

                    Dialog żałosny, mający widza namolnie i pompatycznie poinformować, z jakimi wybitnymi jajogłowymi ma do czynienia, tak jakby nie starczał sam fakt, że skoro sprawa dotyczy bliskiego kontaktu trzeciego stopnia i zajmuje się tym potajemnie armia, to naukowcy zaproszeni do pomocy muszą być z pierwszej ligi. Gorsze są tylko wymiany zdań typu : - Dlaczego akurat mnie zatrudniłeś ? - Bo jesteś najlepszy. :)
                    • barbasia1 Re: "Kula"/spojler chaosem ziejący 20.04.10, 14:21
                      Fatalnie to ja napisałam mój post z prośbą o streszczenie ciągu
                      dalszego "Kuli",za co przepraszam, pisałam w wielkim pośpiechu /
                      jedną noga byłam już za drzwami :)/. Teraz nie mogę na niego patrzeć.

                      Z Twoją oceną bohaterów zgodzić się muszę. (Świetne uwagi.)
                      Zastanawiam się teraz, czy to ta powieść znanego pisarza była
                      kiepska, czy scenarzyści się nie postarali.

                      >Gorsze są tylko wymiany zdań typu : - Dlaczego akurat mnie
                      >zatrudniłeś ? - Bo jesteś najlepszy. :)

                      albo: Pan X do Pana Igerka - "Zatrudniliśmy nalepszego specjalistę w
                      mieście/ stanie/kraju/ na świecie/"

                      haha :)

                      • grek.grek Re: "Kula"/spojler chaosem ziejący 20.04.10, 15:04
                        No coś Ty, prawie po polsku wyszło ;)... Tak jak u mnie. Tyle, że u mnie rzecz dotyczy chaotycznej narracji, a to większy grzech niż wynikająca z pośpiechu literówka jedna, czy druga. Ale nic tam, nie wspominajmy już tych przygód :)

                        hehe, te teksty to takie nieśmiertelniki, zawsze się znajdzie jakiś typ, co je wykorzysta, czasami świadomie, w zamierzonej konwencji, w której operuje się schematami, oczywiście rozumiejąc świetnie ich kiczowatość - jak Tarantino bawiący się róznymi kliszami, a sto razy zrobią to ci, co po prostu wierzą w to, ze są fajne albo nie mają innego pomysłu :)

                        Co do pytanie, które rysujesz a'propos bohaterów, to wydaje mi się,ze tak czy siak scenarzyści zawiedli - jeśli pisarz zrobił dobre postaci, to scenarzyści dali ciała nie umiejąc tego przenieść do scenariusza, jeśli napisał je słabo, to nie wykorzystali szansy, zeby go poprawić :)