Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2010 - 5 (vol.9)

01.08.10, 09:49
Jakos mi sie zapomnialo, ze tam juz dawno przekroczylismy 500 :)
Pozdrawiam, a sama nic nie polecam, bo wybywam na kilka dni :)))
Ale Wy tu piszcie, piszcie!
Obserwuj wątek
    • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - 5 (vol.9) 01.08.10, 12:16
      Maniu, urlopuj się, dopoczywaj i baw się dobrze, my na posterunku
      stać będziemy ... :)

      A dziś 1 sierpinia (sic!) "Godzina W" film w reżyserii Janusza
      Morgensterna z 1979, niestety już był o 10.00. Przyznam, że
      atmiosfera na moment przed rozpoczęciem Powstania Warszawskiego,
      wspaniale została oddana.

      :)
      • grek.grek same old song :) 01.08.10, 12:33
        Rok 2045 - we Włoszech 119-letni Silvio Berlusconi zostaje ojcem trojaczków, reprezentacja San Marino w piłce nożnej wygrywa z Hiszpanią w finale mistrzostw świata, w Niemczech szaleje rasizm wobec 20 % białej mniejszości... w Polsce 1 sierpnia nadal czci się Powstanie Warszawskie. Pewnie rzeczy nigdy się nie zmieniają ;)
    • grek.grek "Amadeusz", TVP 1 01.08.10, 12:22
      To ja zapoczątkuję ;)

      "Amadeusz" FOrmana, w Jedynce, o przyjaznej widzom porze 0:35.

      Tydzień temu był "Lot", więc może jakiś mały przegląd formanowy dają. Ciekawe, co będzie za tydzień, bo jesli idą chronologicznie, to musowo : albo Larry Flynt albo Człowiek z księżyca. Albo "Valmont" i to by było już gorzej. A może i nic nie dadzą, bo ichni specjaliści od ramówki filmowej uznają, ze Forman zrobił w życiu jedynie dwa filmy warte pokazania w (fakt, że nieoficjalnym) przeglądzie jego twórczości.

    • grek.grek Coś na dziś ? 04.08.10, 12:54
      Nie taki diabeł straszny, Jedynka, w środku nocy znowu, mimo że - jak swego czasu nieprzytomnie spojlerowałem - nie jest to film obrazoburczy, poza tym, ze dwie nastolatki mają sposób na czesanie kasy z facetów podpuszczając ich wizją upojnej randki z młodszą, w co wkracza starsza z pogróżkami prawnymi, a w tym czasie młodsza kosi zaskoczonemu gościowi portfel. Ale czy to kogoś jeszcze szokować może ? Nawet gołego tyłka nie ma... ;)

      W Dwójce, "Kibole" o subkulturze szalikowców brytyjskich, czyli o czymś, o czym Polacy mogliby nakręcić film (bo przeca temat kursuje w mediach bezustannie), gdyby byli odpowiednio zrywni, a że nie są, to nadal kręcą o młodych profesjonalistach zagubionych w mieście ze szkła i betonu, albo o dramatach i dramacikach rodem ze Ślunska, w międzyczasie komedia romantyczna, w której romantyzmu nie ma wcale, a komedii jest jeszcze mniej, albo jakiś katopatriotyczny zakalec i jakoś się biznes kręci. Mamy aktorów, mamy nawet reżyserów, mamy speców od strony technicznej. Tylko pisarzy scenariuszowych nie mamy wcale.
      Podejrzewam, ze film może być większym sukcesem niż dzisiejsze usiłowania Lecha Poznań na drodze do honorowego odpadnięcia w IV r eliminacji Ligi Mistrzów ;).

      "Sophie Scholl" na Kulturze z chęcią polecam, dobre niemieckie kino, może trochę lajtowe, ale za to zawodowo zrobione.

      W POlsacie widzę ciemność, w TVN ciemność widzę.
      • barbasia1 Re: Coś na dziś ? 04.08.10, 13:52
        >Nie taki diabeł straszny, Jedynka, w środku nocy

        Dla tych, co bezczelnie będą spać w porze, kiedy TVP1 łaskawie
        wyemituje film francuski - spojler autorstwa Wiadomo.Kogo. :)

        forum.gazeta.pl/forum/w,14,112321184,113830794,_Nie_taki_diabel_straszny_spojler_jest_to.html

        A wczoraj w środku nocy leciał - Malovich, Malkovich, Malkovich,
        czyli "Być jak John Malkovich"! /Jeszcze pamiętam, co miałam napisać
        odnośnie tego filmu!/


        > Podejrzewam, ze film może być większym sukcesem niż dzisiejsze
        >usiłowania Lecha Poznań na drodze do honorowego odpadnięcia w IV r
        >eliminacji Ligi Mistrzów ;).

        hehe
        Kibic optymista! :)

        Strasznie późno dziś te "Kibole", ja odpuszczam ...




        • grek.grek Re: Coś na dziś ? 04.08.10, 14:34
          Czemu oni te wszystkie nieszkodliwe zupełnie filmy puszczają tak późno ? (enty raz to samo retoryczne pytanie, ale pozostaję w niezmiennym zadziwieniu i stąd się głupio zapytuję ;)

          Ech, no coś Ty, nie bardzo wierzę w ten awans Lecha. Gra ze Spartą Praga, ma do odrobienia straty, Sparta zagra z kontry, my beloved Knedliki powinni awansować, hehe.

          Kibole, to w gruncie rzeczy "Football Factory", czyli rzecz dość głośna swego czasu. O 23:00 dają, może coś tam uda Ci się dziobnąć... Nie za wcześnie, no to jest fakt. Ja stanowczo i zdecydowanie zapowiadam, ze... raczej obejrzę ;) I com widział, to spróbuję jakoś oddać własnymi słowami, czyli będzie koślawo i zgrzytliwie, ale zawsze z grafomańską przyjemnością ;)
          • barbasia1 Re: Coś na dziś ? 04.08.10, 15:26
            Ech, nie wiem, Grek.Greku, dlaczego normalne filmy lecą tak późno,
            ale mam nadzieję, że coś się w wktórtce zmieni na lepsze, choć
            trochę.

            Aaaaa, to tak się sprawy mają, to Ty Sparcie Pradze kibicujesz w
            tym meczu, teraz wszystko rozumiem, Grek.Czechu! :)

            W moim dodatku "Kibole" zaplanowani są na godzinę 0.00, na stronie
            iTVP też podają tę godzinę, wcześniej o 22.55 mają fikać i odstawiać
            balety "Tancerze".

            >ale zawsze z grafomańską przyjemnością ;)
            haha

            Ale czemu 'grafomańską'? No wiesz!
            • grek.grek Re: Coś na dziś ? 05.08.10, 12:21
              Kto wie, PiSowi już wystawiają walizki za okno, pytanie jaką linię programową będzie miał nowy zarząd i rada programowa, bo jaką linię polityczną, to mniej więcej wiadomo, hehe.

              No ba ! ;) Czechom jak zawsze. I wygrali, awansowali, chociaż zarobili dwie czerwone kartki, kiedy już mieli wygrany awans, i w sumie głupio się osłabili na kolejne mecze. Czeskim komentatorom ręce poopadały, próbują Polaków winić, że to z powodu prowokacji ich piłkarzownicy kopali po nogach, ale tym razem racjonalizmu w tym za grosz nie ma.

              Masz/miałaś rację, spojrzałem do programu, jak kura pazurem i wprowadziłem w (wiel)błąd niechcący, co się więcej raczej nie powtórzy :)
              • barbasia1 Re: Coś na dziś ? 05.08.10, 15:26
                >Czeskim komentatorom ręce poopadały, próbują Polaków winić, że to
                > z powodu prowokacji ich piłkarzownicy kopali po nogach,

                haha Mają fantazję ci komentatorzy.

                A i gratuluję knedlikarzom! :)
    • grek.grek "Kibole", 2 słowa i 3 grosze ze spojlerami 05.08.10, 12:12
      Oglądaliście ? :)

      O kibicach piłkarskich, to było, czy raczej pseudokibicach, bo wyniki meczów i poziom gry, transfery i forma bramkarza jakoś specjalnie ich nie zajmują. Może bardziej zatem o dresiarzach, co kibicami zwą, bo herb klubu (Chelsea, w tym przypadku) przydaje się jako pretekst do zrobienia zadymy.

      Akcja kręci z pkt widzenia Tommy Johnsona, jednego z tych kiboli. I ten Tommy obraca się w paczce sobie podobnych gostków, i z nimi dymi, w pubie pije ciemne albo jasne i wyciąga lachony, a poza tym to nic nie robi wcale. Sen miewa : w tym śnie zostaje zlinczowany przez grupę kiboli innego klubu i jak tak leży na ziemi, to mu się ukazuje duch z zawiniętą twarzą (z czasem ta twarz się odsłania i okazuje się, ze to jego kolega z bandy).

      Oprócz TJ jest jego ww paczka : czołowy zadymiarz Bill, 40-paro latek o wyglądzie podtatusiałego buldoga, który ma szacun za to, ze umie wytargać za ucho, a poza tym chodzą słuchy, ze boi się tylko zatwardzenia, poza tym prowadzi kwiaciarnię, ma żonę i dwoje dzieci; impulsywny, histeryczny nieco - w najmniej potrzebnym momencie zaczyna dymić i robi same problemy, przez co policaje go chętnie zwijają; kibiców np Milwall nie znosi do tego stopnia, ze z szefem ich bandy handluje podejrzanymi proszkami do nosa. Jego preciwieństwem jest Harris, rozsądny i ostrożny. Ci dwaj rywalizują o przywództwo w grupie. Poza tym jest jeszcze kolega TJ, i paru młodszych. Jka przychodzi do większej akcji, to tych kiboli nagle jest z 40, ale przedstwionych bliżej jest tych kilku.
      Jest też sobie dziadek Toma Johsona, eks-żołnierz frontowy, też były kibic, a dzisiaj staruszek, który ma jedno marzenie : wyjechac do Australii, głównie z tego powodu, ze Anglii i swojej dzielnicy ma powyżej uszu i chce sobie żyć na luzie.

      No i jest lajfstal tych kiboli : zadymka wg prostej zasady : ich więcej jest - uciekamy, nas więcej - gonimy, po równo - bierzemy sztachety, zamykamy oczy i łoimy gdzie popadnie, potem piwo w pubie, a potem zadymka, lachony w pubie, znów zadymka, piwo... i tak w koło macieja. Plus jakieś bonusy : Tommy z kumplem spędzą nockę z jakimiś przygodnymi pannami, a potem będę w gaciach uciekać przed ich braćmi; młodzi dresiarze, co parają się rabunkiem walną kogoś bejsbolem, skopią dilera i zabiorą mu kasę i towar, nieświadomie okradną nawet Billa, za co później odpokutują w odpowiedni sposób i tak się wesoło dzionki sypią jak z rękawa. Czasami se jakiś żart wytną - np Tommyemu się film urywa na imprezie w pubie, rano koledzy informują go,że w stanie upojenia sprał żonę Billa i złamał jej nos, Tommy jest przerażony, idzie do Billa, przeprasza na kolanach, Bill już chce go lać, gdy nagle wybucha śmiechem, bo to kawał był. Takie luzackie kibolki.

      Wątek portretowania kiboli przeplata się z wątkiem rozterek Tommy'ego - ma ten sen, na banerach, ścianach widzi skierowane do siebie hasła,kolega nie-kibol strofuje go,że głupio postępuje itp itd generalnie : chodzi o to, czy mając 30 lat nie powinien się [przypadkiem zmienić. Próbuje się zmienić jego najbliższy kolega - poznaje dziewczynę na poziomie, urzędniczkę z sądu, ale nastepuje nieoczekiwany zgrzyt : na sobotę, w którą ma się odbyć najwazniejszy mecz sezonu (czyli, w języku kibola : zadyma przeciwko przeciwnej grupie kiboli) ona umawia spotkanie z jej rodzicami. I siedzą w restauracji, rozmawiają, chłopina się totalnie męczy, bo tam koledzy i mecz,a tutaj denne staruchy i atmosfera jak na koncercie szopenowskim, i w którymś momencie wywala im całą prawdę o sobie, o nich i ich życiu i świecie w twarz i wychodzi do kolegów, na ten "mecz". Co za manifest :)
      Wychodzi z tego że po prostu ci goście nie chcą się zmienić, bo niby - w imię czego ? Dla czego mieliby się zmienić ?
      Są tutaj 3 albo nawet 4 pokolenia : 75-latek dziadek Toma, Bill lat ca 45, Tommy 30, paru 20-latków i smyki po 15 lat, co zwykle pełnią rolę czujek i zwiadowców, kidy ekipa idzie na zadymę. Są w innych punktach swoich życiorysów, ale przy okazji widać te wszystkie etapy, wiemy co się stanie z 15 latkami, kiedy będą dorośleć, wiemy, jacy byli dorośli, kiedy mieli 15 lat. Sztafeta pokoleń.

      Punkitem kulminacyjnym ma być ten "mecz" z Milwall, odwiecznym wrogiem nr 1. No i jest tam duża zadyma, którą ostatecznie przerywa policja. Ale zanim przerwie, to Tommy solidnie oberwie.Jak w tym snie. Ląduje w szpitalu, tuż obok... swojego dziadka, ktory tam się znalazł, bo w autobusie nie mógł znieść jak dwóch wyrostków obraża Pakistańczyka i ich opie,rdolił, a potem dostał zapaści na ulicy. Tommy wygląda, jakby wpadł pod pociąg, a dziadek proponuje mu, zeby pojechał z nim do Australii - miał jechać z przyjacielem, ale on umarł, więc bilet jest wolny. Tommy zadaje sobie pytanie : czy było warto, czy powinien jechać, zostawić to ? Ale wychodzi ze szpitala, przychodzi do pubu, gdzie koledzy i piwko i zna oczywistą odpowiedź : no jasne, że warto, a co innego mógłbym robić ? Ale co z tym kolegą, co był duchem w jego śnie... NO właśnie, Tommy idzie do klozetu, gdzie ten kolega wciąga nosem, potem pojawia się tam czarny diler, którego ten kolega pobił i okradł - wyciąga armatę, bum i po sprawie. Czyli sen był proroczy. Czy Tommy przeżył ? Nie wiadomo, ale zastanawiające, ze zadaje w filmie pytania : czy BYŁO warto ? Czyżby zatem i on dostał kulkę jako świadek, a całą historię opowiadał zza grobu ?

      Film jest z 2004, więc generalnie Ameryki nie zdobywa, odkrywczy może być dla osób nieinteresujących się subkulturami, a że o kibolach pisze się od czasów Heysel dość sporo, to raczej wiadomo, co z czym się je. Z jednej strony aktualny, z drugiej jakby nieświeży, o ile traktować go jak portret środowiska. Nawet jeśli nakręcony na podst ksiązki stanowiącej podstawowy materiał poglądowy.
      Nie wiem, czy chodziło demaskację czy o co, ale nie ma tu kibola jako public enemy, czy buntownika, czy nonkonformisty, jest po prostu grupa beznadziejnych nieciekawych, dramatycznie przeciętnych i szarych gości, którzy chcą jakoś się zabawić. Te zabawy też jakoś mało oryginalne : cienki koks do nosa, panna o urodzie nieortodoksyjnej wyrwana w pubie, zadyma, gdzie najlepiej jest w czterech jednemu skoczyć na plecy, bez wzg na to, czy on stoi czy leży ;)

      Pan reżyser czuje blusa, wie, że nie mówi nic nowego ani szokującego, więc przynajmniej robi to z lekkością, przymrużem oka, not so serious, a swoich bohaterom nie szczędzi kpiny i pukania się palcem w czoło, ale z drugiej strony pokazuje, że są produktem środowiska i ze oprócz wad mają i zalety, choćby lojalność względem siebie, że umieją tworzyć wspólnotę i wolą "swoje g,wno w polu niż kwiatki w Neapolu".

      Co jest fajne, to to, ze niby cały film zmierza do puenty, w której bohater, ciągle nękany refleksjami, pytaniami, obrazkami kolegów kiepsko kończących swoje "kariery", atakowany świetną perpsektywą Australii, całą rzekomą beznadzieją, wreszcie pobity cięzko, co powinno być ostatecznym argumentem, powie : "zmieniam się !". A tu - d,pa. Tommy mówi : nie ma mowy, to jest moje życie, mój świat i nie chcę go zostawiać, bo mi tu dobrze.
      UNiwersalna rzecz, bo pewnie o grupie kiboli spod Parya, mediolanu, Moskwy albo Warszawy można by opowiedzieć identyczną historię, tylko nazwy klubów, imiona bohaterów i dekoracje pozmieniać.

      Komiczna jest scena, kiedy przed meczem Milwall-Chelsea odbywa się mecz może 10-letnich juniorów tych klubów. Bill i szef kiboli z Milwall planują swoją zadymę i nie umieją się opanować nawet wobec dzieci - biorą się za włosy, tarzają po boisku, sędzia przerywa mecz, dzieciaki patrzą na nich z pełną wyższości dezaprobatą, machają rękami z rezygnacją i schodzą z boiska "wrócimy, jak dorosną".

      druga scena jest w klozecie. Tommy akurat robi swoje, kiedy wchodi kilku kiboli Milwall. Pytają go czy zna... Tommy Johnsona, bo go szukają w wiadomym celu. Tommy struchlały mówi,ze nie, że nazywa się Dorian (to jego pseudonim znany tylko kolegom), ale nagle dzwoni jego telefon. Kibole odbierają, w słuchawce "Dorian ?". Wychodzą. Uff ;))
      • barbasia1 Re: "Kibole", 2 słowa i 3 grosze ze spojlerami 05.08.10, 17:01
        Niestety nie oglądaliśmy! I bardzo żałujemy, bo podoba nam się
        opisany przez Ciebie film!

        >odkrywczy może być dla osób nieinteresujących się subkulturami, a
        że o kibolach pisze się od czasów Heysel dość sporo, to raczej
        wiadomo, co z czym się je. Z jednej strony aktualny, z drugiej jakby
        nieświeży, o ile traktować go jak portret środowiska.

        Mimo wszystko, myślę, że to jednak interesujący, niebanalny i, jak
        mi się wydaje, udany (filmowy) portret środowiska kiboli /
        pseudokibiców angileskich, wszytskich generacji.

        Zakończenie wydaje się dość pesymistyczne, zmiana stanu rzeczy jest
        praktycznie niemożliwa, ponieważ w tych ludziach/ kibolach, jak sam
        zresztą pisałeś, nie ma żadnej motywacji, nie ma żadnej potrzeby,
        chęci zmiany sposobu życia, a jeśli już się pojawia się jakaś szansa
        na zmianę (w postaci porządnej dziewczyny uzrędniczki z sądu jednego
        z chłopaków), to w końcu okazuje się, że nie jest ona (szansa) na
        tyle atrakcyjna, by zrezygnować dla niej z uczestniczenia w życiu
        subkultury kiboli. Przerażające.

        :)
        • grek.grek Re: "Kibole", 2 słowa i 3 grosze ze spojlerami 06.08.10, 13:52
          Uroda filmu owego na tym właśnie polega, że w zależności od znajomości tej subkultury (niekoniecznie za pomocą uczestnictwa bezpośredniego, hehe) odbiera się go inaczej, jak sądzę.

          MOżna też optymistycznie odebrać to zakończenie, pomijając śmierć w ost scenie : bohater wybrał wspólnotę i życie, które jest dla niego dobre. Zmiana byłaby czymś wbrew sobie. Jeśli spojrzeć z jego pkt widzenia : jest to pozytywne zakończenie. Patrząc z pkt widzenia ogólnie przyjętej normy, albo też po prostu innej, róznicącej się od jego, filozofii życiowej - może być odwrotnie :)
          • barbasia1 Re: "Kibole", 2 słowa i 3 grosze ze spojlerami 06.08.10, 15:55
            Przyznam, że dla mnie to jednak egzotyczne środowisko.

            Uprzedziłeś (w swym jasnowidztwie? ;) moją odpowiedź, Greku! :)
            Chciałam napisać, że dla mnie decyzja tego chłopaka nie wygląda w
            żadnym wypadku optymistycznie. Świadczy raczej o jego
            niedjorzałości, o tym, że żadnych wniosków z ostatnich wydarzeń
            (morderstwo kolegi) nie wyciagnął, że niczego się nie nauczył.
            :)
                • grek.grek Re: "Kibole", 2 słowa i 3 grosze ze spojlerami 07.08.10, 15:01
                  Kogoś tam znałem :) Ale i ja bazuję na wiedzy z trzeciej ręki, czyli z mediów, literatury socjo itp, ale w tym przypadku to wystarcza, bo własnie reżyser nie wyszedł poza pewne stereotypy, poza tym że trochę osłabił ich wymowę, zrównoważył, za pomocą pokazania także i pozytywnych zachowań tego towarzystwa, pozytywów natury takich grup, no i przyjęcia, że są po prostu szczerzy i są sobą, więc w sumie nie są tacy kiepscy. A może się zwyczajnie mylę i on chciał jednak skrytykować tych ludzi :) NIe czytałem ksiązki na podst której film powstał ("Football Factory" Hornsby'ego), nie czytałem wywiadów z reżyserem filmu, więc w sumie nie wiem nic o jego intencjach - piszę z głowy własnej, czyli z niczego :) W tym układzie wszystko zależy od indywidualnego odbioru.
    • grek.grek co by tu, panie na dzisiaj ? 05.08.10, 15:34
      Powtórkowy "Dzień próby" w TVN, 20:50 - jak ktoś chce się pomęczyć i załamać, to zawsze może na mnie liczyć :) :
      forum.gazeta.pl/forum/w,14,93437715,93437715,Sroda_TVN_Dzien_proby_.html
      "Wallander" w Polsacie, 22:00, z groszami chyba, ale fani (a już fanki to absolutnie oraz koniecznie) będą pewnie już czyhać od 21:50, więc te grosze nieistotne ;) Dobra wiadomośc, żadnego meczu Polsat nie przewidział na dziś, a jak dobrze pójdzie, to w ogóle nie będzie żadnych w przyszłości, kiedy wszystkie polskie klubu odpadną z pucharów, hehe.





      • barbasia1 Re: co by tu, panie na dzisiaj ? 05.08.10, 17:17
        grek.grek napisał:

        > "Wallander" w Polsacie, 22:00, z groszami chyba, ale fani (a już
        fanki to absolutnie oraz koniecznie) będą pewnie już czyhać od
        21:50,

        Jasnowidz, słowo daję, jasnowidz! ;))
        Tak, tak, na Wallandera dziś czekamy, a "Dzień próby" na inny dzień
        przekładamy! ;)

        I nie powiem, żebym miała strasznie płakać, za męczami w Polsacie. :)
        • grek.grek co by tu, panie na dzisiaj i na piątek ? 06.08.10, 13:54
          Hehe ;)

          Się omyliłem, bo zdaje się jeszcze jakiś mecz może być, bo jeden niedobitek został i bedzie jeszcze grał. Ale to najwyżej 2 mecze, a może tylko jeden :)

          Piątek - Chłopcy z ferajny, TVN, 0:10. Czyli, klasyka klasyk. I to chyba na tyle, bo reszta kanałów, które odbieram ;), się skanaliła, nic nie ma godnego uwagi.
          • barbasia1 Re: co by tu, panie na dzisiaj i na piątek ? 06.08.10, 15:37
            Jeden, dwa mecze jakoś wytrzymamy! :)

            Jeśli godzina "0:10", to od razu wiadomo, że to musi być jakaś
            klasyka! :)
            No tak, ja też nic godnegu uwagi poza "Chłopcami z ferajny" w środku
            nocy nie wypatrzyłam na dziś.

            Wczoraj u Wallandera pewna pani zabijała toksyną botulinową!
            Wstrzykiwała ją do pożywienia! Taka marnacja botoxu! ;)
            • grek.grek co by tu, panie na sobotę ? "Magnolia", polsat 07.08.10, 14:13
              Hehe, można się sporo pożytecznych rzeczy dowiedzieć z tych kryminałów, jak się okazuje ;)

              Zapuściłem żurawia do grafika i co tam na dziś :
              Magnolia, POlsat, 23:00 - sporo o nim słyszałem, że dobry. I tym razem nieśmiertelnik polsatowski "w gwiazdorskiej obsadzie" akurat pasuje, bo dobrych aktorów od metra - Julianne Moore, PS HOffman, William Macy, John Reilly, Felicity Huffman & Tom Cruise, żeby tylko część wymienić.
              Paul Thomas Anderson na zydlu, człowiek od m.in Hard Eight i Aż poleje się krew, któreśmy obmawiali bezczelnie swego czasu, heh. Magnolia to podobno jego opus vitae, aczkolwiek chłopina młody jest jeszcze, nie ma co mu tak zamykać drogi do zrobienia czegoś jeszcze lepszego, O ILE ta cała Magnolia rzeczywiście jest tak dobra, o czym się będzie można naocznie przekonać, jesli kto się jeszcze przekonać okazji nie miał. W każdym razie, ja tam czekam z dużą ciekawością.
              Polsat w soboty wieczorową porą nie żałuje niezłego kina. To trzeba in plus absoplutnie zapisać tym, co tam się zajmują ramówką. I nie powtarzają tak namolnie filmów jak TVN albo publiczna.

              Jak macie TVP KUltura, to pośród, ewentualnie bezsennej, nocy dziabnijcie "Zerwanego". Dobre polskie kino.


                • maniaczytania Blekitna fala; Magnolia 08.08.10, 09:17
                  Swoj plan wczorajszy wykonalam, a oto mala relacja :)

                  Blekitna fala - mloda dziewczyna mieszkajaca na Hawajach z siostra i dwoma
                  przyjaciolkami po tym, jak jej matka wyjechala sobie z facetem, kocha surfowac.
                  Byla mistrzynia juniorek, teraz chce przelamac uraz po tym, jak prawie utonela i
                  chce wystartowac w najtrudniejszej konkurencji Pipe Masters. Anne Marie razem z
                  przyjaciolkami pracuja jako pokojowki w miejscowym hotelu, do ktorego akurat
                  przyjezdzaja futbolisci ( amerykanskiego futbolu). Oczywiscie jednemu z nich
                  Anne Marie wpada w oko i nawiazuja romans. Calosc jest oczywiscie przewidywalna
                  do bolu, pelna ogranych na tysiac sposobow chwytow, ale ...
                  widoki sa absolutnie porywajace. Te wszystkie ewolucje surferskie byly po prostu
                  fantastyczne i chwilami zapierajace nawet dech :)
                  W roli glownej Kate Bosworth ( na razie chyba malo znana), a w roli jednej z jej
                  kolezanek Michelle Rodriguez, znana z Lost. Tak czy inaczej - calkiem milo
                  spedzony czas.

                  Za to pozniej Magnolia. No nie wiem, jak Wam, ale mi sie srednio spodobala,
                  naprawde mam problem z okresleniem, czy byl to dobry film czy nie. Spodziewalam
                  sie bardzo ciekawej ukladanki, cos jak 28 gram albo Miasto gniewu, tymczasem
                  dostalam owszem ukladanke, ale dla dzieci, do tego dluzaca sie jak makaron
                  spaghetti. Poza tym nie lubie w filmach narratorow, zwlaszcza jak mowia takie
                  banaly i tlumacza oczywiste oczywistosci ( do tego rozwalila mnie ta historia z
                  nurkiem - urban legend, a po takim filmie pewnie znajda sie tacy, ktorzy w to
                  uwierza). "Przemozdzony" - mial byc ciekawy, wyszedl nudny troche. Szkoda tylko,
                  ze tylu dobrych aktorow tam wystapilo, co mim zdaniem podnioslo bardzo range
                  filmu, bez nich przepadlby gdzies w otchlani. Swietny byl zwlaszcza P. S.
                  Hoffman w roli pielegniarza.
                  • grek.grek Magnolia 2 & 3 08.08.10, 13:03
                    Łelkombek :)

                    I ja przyspawałem się na Magnolię. Bagatela, ca trzy godziny plus reklamy.

                    Zgadzam się z Tobą (tym razem, żeby nie było ;))], że wypadło to dość rozczarowująco.
                    Właściwie, na moje kaprawe oko, do 3/4 było całkiem nieźle, ale później, kiedy przyszło do rozwiązywanie poszczególnych wątków, pogłębiania wyszła niestety cała ich sztampowość - tu "Sznuk", co molestowa córkę, z którego się wzięła jej narkomania i izolacja ofiary i wyrzuty sumienia sprawcy, który zaraz umrze więc go nachodzi na ekspiacje z bonusem, że zdradzał żonę, co żonę nie obchodzi, ale obchodzi ją,ze córkę molestował, więc go opuszcza w dramatycznej scenie, a on sięga po broń...; tam wyrzuty sumienia kolejnego dziadka na łożu śmierci, a do pary jego syn - błyskotliwy showman-mizogin, co go dziadek zaniedbał w dzieciństwie i jak matka umierała to on się bawił - teraz showman, sprowokowany w wywiadzie przez podważającą jego tożsamośc dziennikarkę, musi zmierzyć się z przeszłością i samym sobą, co jest o tyle łatwiejsze, że dziadek za pomocą pielęgniarza szuka go, żeby móc się z nim pojednać - plus żona tego umierającego staruszka, co się w nim zakochała za późno i ona tez ma wyrzuty, bo dziadek cały majątek jej zapisał, a ona uważa, ze na niego nie zasługuje, bo bzykała się za jego plecami z kim popadło, a do kompletu ów uczynny pielęniarz, co się wszystkim tym przejmuje jakby jego dotyczyło; tam policjant wdowiec, który zgubił na akcji broń i teraz jest obiektem żartów i utracił wiarygodność, co z tą molestowaną narkomanką się poznaje przypadkiem i spika; siam wunderkind tłamaszony przez pazernego ojca, dla którego jest maszynką do zarabiania kasy, i przez cały świat, co się buntuje przeciw byciu marionetką i jego poprzednik - dzisiaj zapłakany z powodu niemożności zakochania się 50-latek, homoseksualista, co koniecznie chce zrobić se operację zębów, żeby go pokochał barman jakiś. Niby zadnych rewelacji, Almodovar toto nie był ;), ot - plagi współczeności plus parę uniwersalnych dramacików, ale jakiś tam potencjał i owszem.

                    Ale potem idzie ku rozplątywaniu tych supełków i (spojler ;)]: showman wybacza ojcu, chociaż najpierw go wyzywa z żalu i wypomina przeszłość; żona tego ojca chce walnąc samobója, ale ją ratuje mały murzynel; koksująca córka z matką padają sobie w objęcia, córka się ostatecznie spika z wyrozumiałym do bólu policjantem-kaznodzieją, który przy okazji ratuje eks-omnibusa, co chciał oddać, ukradzione przed momentem, pieniądze leząc po piorunochronie i spadł, a także przypadkiem odnajdzie zagubiony pistolet; "Sznuk" chce walnąc samobója, ale go ratuje przypaddek [ dostanie pewnie swoją szansę na wybaczenie i pojednanie]; mały omnibus mówi ojcu w twarz, że ma go lepiej traktować i zdaje się zostanie wreszcie dzieckiem, a nie bankomatem. Czyli, prosty, przaśny total happy ending, poza tym ze starego wynoszą nogami do przodu, ale on też doznał łaski, bo zanim padł, to z synem spojrzeli sobie w oczy.

                    Wszystko to poprzedza badziewna teledyskowa scena [pewnie w wideo do tego utworu będą/są kadry z filmu], w której poszczególni bohaterowi, w róznych miejsach, złapani w momencie bycia w nastroju wybitnie refleksyjnym, powtarzają pod nosem tę sam piosenkową frazę (że trzeba trudne sprawy porozwiązywać, bo nie dadzą spokoju) do rytmu hipnotycznej muzyczki. A rozwiązaniom towarzyszy deszcz... żab :]. Żabami bije z nieba jak gradem. Wielkim ropuchami. I ten deszcz nawet starego, co umiera budzi. Przez ten deszcz nie zabija się "Sznuk", bo żaba wpada przez lufcik w dachu i akurat go trafia w łapę, jak próbuje sobie odstrzelić głowacza. Co tam, a deszczu żab znajduje się nawet posiana przez policjanta giwera. Jak dla mnie, styl Coelho. Wszystko da sie załatwić, trzeba tylko chcieć, takie motto. Każdy zasługuje na przebaczenie, nigdy na to nie jest za późno, nigdy nie jest za póxno, by zacząć od nowa - tylko chcieć i wykazać dobrą wolę, nie ma przeszkód nieprzebytych, traum nie do rozbrojenia, problemy zaś biorą się z urazów w stosunkach międzyludzkich, które są tak du,pne, że sam Bóg dał żabi deszcz, żeby ludzie na oczy przejrzeli. A po rozsupłaniu umoralniająca, księzowska gadka tego świętego policjanta.

                    PIszesz, Maniu, a znaczeniu aktorów i znów [drugi już raz, to trochę niepokojące ;)] się z Tobą zgadzam całkowicie. Najpierw sądziłem, że tyle znanych gąb pomoże w tym mętliku, jakiego się spodziewałem czytając zajawkę, się znaleźć, bo zawsze to łatwiej rozpoznać danego bohatera i pamiętać jego historię, kiedy jest ich iks i się stale miksują. Ale kiedy zajarzyłem, ze będzie to prosta i niepoplątana narracyjnie fabuła, doszedłem do takiego samego wniosku. Bez tych i właśnie tych aktorów nie byłoby z tego filmu nic. Byłby problem, bo prawie trzygodzinna beka nie dałaby się upchnąc w "Okruchach życia", ani w w "Historiach z życia wziętych", a na exclusiv-time, by się w ogóle nie nadawał. A tak, wyszło jakoś, aczkolwiek nawet ci ratujący d,pę Andersonowi aktorzy nie zrobili dostatecznej temperatury w ostatnich 25 minutach, dużo łez, wybuchów, porywów, ale w sumie bez poruszenia większego. Nie mieli specjalnie z czego zresztą. Jakąs klimę próbował uruchomić pan reżyser, ale ją spitolił scenariuszem pozującym na wielki i głęboki moralitet, a mówiący banały niestety, cenne na pewno i wartościowe, ale jednak oklepane.

                    I ta podziałka na etapy : w Requiem pory roku opisujące coraz głębsze zapadanie się bohaterów - i się sprawdziły, tutaj miały tę rolę pełnić sugerujące prognozy pogody, co mnie przynajmniej zgrzytało.

                    W sumie, drugi raz nie będę się fatygował ;] Chyba nie. No może, jeśli powtórzą za kilka lat. Tom Cruise był dobry, chociaż powietrze z niego uszło, jak zaczął się popisywać przy łózku starego. Julianne Moore niezła, ale momentami, tak to odebrałem, histerycznie szarżująca niepotrzebnie [w scenie w aptece]. Była jedna wariatka ekspresyjna - ta młoda narkomanka : pojechała ostro w tej scenie, kiedy wywala ojca wrzaskiem z pokoju; można więc było tę wyrzutosumienną żonę jakoś inaczej rozpisać, jakoś jej rozdedrganie wewnętrzne dyskretniej pokazac, a nie kazać Moore również świrować i drzeć paszczę - miało to dodać emocjonalnej energii całości chyba, ale przesada odebrała wiarygodnośc tej postaci, być mozę najciekawszej ze wszystkich. .
                    • barbasia1 Re: Magnolia 2 & 3 08.08.10, 13:17
                      Jak zobaczyłam wieczorem w moim papierowym programie, że "Magnolia"
                      w Polsacie o trzeciej w nocy się kończy, to się przeziłam (wtedy też
                      zrozumiałam, co Grek miał na myśli, pisząc o oglądaniu "Magnolii"
                      na "lekkim haju" :), i zaraz poleciałam do wypożyczalni po DVD!
                      Właśnie skończyłam oglądać drugą połowę filmu ...

                      PS
                      /Polsat sprzedał widzom Magnolię w z godzinnym pakietem reklam!/


                      • barbasia1 Re: Magnolia 2 & 3 08.08.10, 13:23
                        A i miałam dodać, że Mania ma rację, stanowczo za długi ten film,
                        choć z drugiej strony, rozumiem intencje twórców, którzy chcieli,
                        aby widz w miarę dobrze zpoznał się z bohaterami, wczuł się w ich
                        stytuację, ich emocje.
                        :)
                        • grek.grek Re: Magnolia 2 & 3 08.08.10, 14:27
                          To prawda, o czym piszesz. Problem w tym, że pisząc ileś historii naraz reżyser potraktował je wyłącznie pretekstowo i skrótowo, czym je niechcący jednak spłycił i uprościł, zwłaszcza wyjście z nich : chciał dać obraz kiepskiej kondycji człowieka u progu nowego wieka - dodatkowo, w najbardziej do tego predysponowanej, rzekomo, Kalifornii ;] - i wyraz własnej trosce moralnej, a bohaterowie mieli być, to moja opinia ofk, mniej ważni od jego owego moralnego zatroskania, mieli tę górnolotność jedynie wyrażać i jak to zwykle bywa wyszło na miarę talentu gawędziarskiego i błyskotliwości spostrzezeń i skojarzeń zaangażowanego reżysera ;] Który beztalenciem nie jest bynajmniej. Aż poleje się krew i Hard Eight też sam napisał i tam mu wyszło dobrze, bo na coś konkretnego się zdecydował w tamtych scenariuszach.
                        • barbasia1 Re: Magnolia 2 & 3 08.08.10, 14:41
                          grek.grek napisał:

                          > A ja się zgadzam z Tobą i z Manią :]]]

                          chichichi :)

                          Niech żyje jednomyślność! :)

                          (od czasu do czasu, oczywiście)

                          Może coś jeszcze! ;)) powiem na temat "Magnolii", jak tylko ją
                          lepiej przetrawię.

                          Tom Cruise też mi się tu bardzo podobał, zwłaszcza w scenie w
                          garderobie, w przerwie show-kursu, kiedy Frank nakręcony pierwszą
                          jego częścią w podnieceniu skacze w samych slipkach przed
                          dziennikarką. :) Zupełnie innego Toma zobaczyłam, chyba po raz
                          pierwszy!
                          I właśnie jego postać wydała się najciekawsza, zaintrygowała mnie...

                          :)

    • grek.grek Typ na niedzielę ? MOże "Dowód" w Jedynce. 08.08.10, 13:21
      Dowód, w TVP 1, 22:25 - podobno niezły. Ojciec, córka, schizofrenia, matematyczne zawiłości i zagadki, te sprawy ;] Hopkins i Paltrow.
      Californication w TVN. W POlsacie odpoczywają po wczorajszym. Heh, w sumie ost kilka dni całkiem daje radę, codziennie coś było na czym oko szło zawiesić.

      TVP kultura, jak widać proceder spychania dobrych filmów na pory niedostępne 90 % widzom trwa także i tam - "Amok" dają o 2:15, w joke-time. Brawo. A w prime-time enta [przeglądam ramówkę czasami, hehe] powtórka "Lotu". I wszystko jasne. "Amok" trochę pozuje na polskie Wall Street, a Baka na Gordona Gekko, ale to wcale nie razi i w ogóle ciekawie jest/byłoby sobie przypomnieć początki polskich przemian, ten nastrój boomu dla obrotnych i dostatecznie cynicznych i cwaniakowatych japiszonów zaraz po 89, który tutaj dominuje. A oni to dają o 2:15, w kanale, który ogląda ze 2 % ludzi w Polsce. Tak to se kulturę można szerzyć wśród morsów na Arktyce, o ile by im to pasowało.
        • pepsic Re: Typ na niedzielę ? MOże "Dowód" w Jedynce. 09.08.10, 12:47
          Mam wrażenie, że reżyser "Dowodu" lekko się pogubił, albo ja nieuważnym
          oglądaniem. Za to zdecydowanie na plus zaskoczyła mnie komedia na dwójce chwilę
          wcześniej pt. "Okrucieństwo nie do przyjęcia" z niespodziewanie dobrym
          Clooneyem oraz piękną i doskonale(!) ubraną Zetą Jones. Nie chodzi mi o fabułę
          (którą śledziłam jednym okiem), ale dobrą zabawę i udane, zabawne sceny głównie
          w sądzie.
          Spóźnione ps-y.
          1. "Teksańską masakrę" oglądałam w pierwotnej wersji z 1974 roku, odebrałam ją
          jako ramotkę nic jej nie ujmując jednakże, momentami nawet śmieszną zwłaszcza
          w scenach z tytułową piłą.
          2. "Lot nad kukułczym gniazdem" to "lektura" obowiązkowa. W zamierzchłych
          czasach nie wypadało nie być na tym w kinie oczywiście w pozytywnym sensie tego
          znaczenia.
          3. Meg Ryan, jak sama przyznała to i owo poprawiała w urodzie, ale jak kogoś
          lubię, to wszystko wybaczam. Komedie romantyczne, w których generalnie nie
          gustuję, jeśli oglądam, to tylko z jej powodu.
          Pozdrawiam :)
        • grek.grek "Dowód"/ poniedziałek, na "Na fali", Polsat 09.08.10, 13:20
          I jak, skusiłaś się ? oglądałaś ? Oglądaliście ? Jak było ?

          [ja jestem przed, wczoraj nagrałem, może dziś/jutro się zabiorę za konsumpcję ]

          Heh, no tak, to już 2/3, ale rozkręca się. Czesi, wyobraź sobie, kończą właśnie 2 serię (dzisiaj powtórka ostatniego odcinka) i zaczynają trzecią ;] Tak z biegu, 3 serie jedna za drugą, każdy odcinek z replayem w rytmie poniedziałek-piątek. W telewizji PUBLICZNEJ :) W POlsce - nie do pomyślenia sytuacja. Tutaj musi Californication wykupić komercyjny kanał i daje kolejne odcinki około północy - Czesi dają w poniedziałki o plus minus 22:30, powtórki piątkowe później, ale to z powodu ramówki i zdrowego rozsądku, bo powtórka nie może być na tych samych prawach, co pierwsza emisja.

          Dzisiaj, na mój gust, znów Polsat daje najlepszą rzecz - "Na fali" (22:15). Mimo że to powtórka, heh, ale im się rzadziej to zdarza niż częściej, a jesli już, to w dość porządnych odstępach czasowych. żeby się nie powtarzać :
          forum.gazeta.pl/forum/w,14,95533676,98048768,Re_Ojej_co_tu_wybrac_cz_2.html




          • barbasia1 Re: "Dowód"/ poniedziałek, na "Na fali", Polsat 09.08.10, 17:59
            grek.grek napisał:

            Obejrzałam połowę (postaram się dokończyć oglądanie dziś, na
            szczęscie jest w sieci :).
            Wczoraj "Dowód", ta pierwsza część, którą widziałam wydała mi się
            ciężkawa, momentami nudna /Pepsic, widzę też bez entuzjamu pisze
            o "Dowodzie"/. Ale nie wykluczone, że nie jestem/ nie byłam
            obiektywna, całkiem możliwe, że do takiego odbioru przyczyniło się
            lecące nieco wcześniej na TVP2 "Okrucieństwo nie do przyjęcia" , o
            którym wspomina Pepsic/ czarna komedia Joela Cohena i to całkiem
            zgrabna /zgrabna jak figura Catheriny Zethy-Jones!; piękne kreacje
            miała tu Catherina, to prawda Pepsic/, na którą trafiłam zupełnie
            przypadkiem /zwykle nie oglądam już rzeczy nie polecanych tu :)/ i
            która mnie wciągnęła.

            /Uwaga panowie, którzy nie widzieli filmu, komedia podaje skuteczną
            radę, co zrobić, żeby podczas rozwodu nie dać ani centa ze swojego
            majątku żonie, mimo że ta dysponuje ewidentnym dowodem zdrady
            mężowskiej w postaci nagrania wideo! ;) /


            Czesi rozsądni ludzie, no i mają szacunek dla widza, DBAJĄ o
            widza. Kto to widział, żeby nowości latały około północy albo i
            czasami później! Czyżby TVN-owi nie opłacało się dać Cali wcześniej?
            Nie wiem, czym oni się kierują puszczając Cali tak późno!?


            > Heh, no tak, to już 2/3, ale rozkręca się.

            hehe, no tak :))
            Lepiej późno niż wcale!

            A ta scena w odcinku 8., kiedy u Hanka zaczynają zjawiać się po
            kolei wszytskie kochanki, a ten ukrywa je w pokojach, jakby z
            komedii dell'arte była wzięta!? :)

            :)

    • grek.grek na dziś ? 11.08.10, 14:23
      TVP 2 - Skrzywdzeni przez los, znacie ? Chyba jakaś premiera. Dobra godzina, 23;55 ;))

      POlsat, 3 jeden po drugim od 20:00
      Switch (dla Ellen Barkin warto obejrzeć, jestb świetna), Telemaniak (który już raz w polish tiwi), Maska diabła (Romero, ale już lepiej daliby powtórkę Nocy Zywych Trupów, bo Maska słaba jest, niestety; a najlepiej wrzuciliby coś nowego)

      TVN, Prawdziwa zbrodnia - po raz 34 albo 79 nie wiem, bo straciłem rachubę. Moment, kiedy Clint znajduje rozwiązanie - dobry, a potem można wyłączyć telewizor, bo wiadomo jak się skończy :)
      • barbasia1 Re: na dziś ? 11.08.10, 14:42
        > TVP 2 - Skrzywdzeni przez los, znacie ?

        Nie, nie znamy i nawet chętnie byśmy obejrzeli, gdyby nie koszmarna pora, bo
        film zapowiada się naprawdę ciekawie:
        www.telemagazyn.pl/program/3521177161.html
        Greku, może byś nagrał i opowiedziałam nam ten film, bardzo bylibyśmy Ci wdzięczni!?

        :)

        • grek.grek Re: na dziś ? 12.08.10, 13:13
          O kurde, wylogowałem się (dosłownie i w przenośni) i nie przeczytałem tego Twojego posta... no pech. A po meczu (hehe), telewizorni nie śledziłem w żadnym wymiarze, więc, ostatecznie : nie widziałem tego filmu... cóż, ale nie ma strachu w naszym fachu - na pewno kiedyś powtórzą, pewnie nie będą z tym nawet bardzo zwlekać, znając polish tiwi, więc jeszcze sobie to odbijemy, bez wzg na porę emisji.

          Co tam jakieś ajrisze, dzisiaj next Wallander - dla fanów, a zwłaszcza, jak wskazuje tutejszy barometr - fanek :) Dla niefanów-Wallandera telewizja nie przewidziała żadnych atrakcji ;]
          • barbasia1 Re: na dziś ? 12.08.10, 16:21
            Miałam jeszcze dodać -

            grek.grek napisał:

            > O kurde, wylogowałem się (dosłownie i w przenośni) i nie
            >przeczytałem tego Twojego posta... no pech. [...]nie widziałem tego
            filmu [...]

            Żaden pech, żaden problem;
            No właśnie na pewno jeszcze będzie okazja!
            :)
              • barbasia1 Re: na dziś ? 13.08.10, 13:39
                grek.grek napisał:

                > A to na pewno :].

                Dokładnie tak, Greku! :)))))))

                Wiesz, w sumie na tym środowym filmie to mi aż tak bardzo nie
                zależało ... ;)


                >A po meczu (hehe),

                Mignął mi mecz w środę, akurat Kamerun strzelał nam trzecią bramkę,
                po czym kibice zawołali gromkim głosem "Jeszcze jeden! Jeszcze
                jeden!". Kibice polscy tak krzyczeli! :)
                Czy ja się nie przesłyszałam? ;))

                > Jak tam "Dowód" ? Dokończyłaś już ?

                Wczoraj wieczorem byłam już blisko! Dziś na pewno dokończę!
                Przeczytałam Twój kometarz na temat "Dowodu", świetny, podpisuję się
                pod nim w pełni! :)
                • grek.grek Re: na dziś ? 13.08.10, 14:27
                  Tak, czy owak - jak będzie powtórka, to się nim zajmiemy/zajmę :)

                  Hehe, no tak, tak krzyczeli, i naprawdę to byli polscy kibice. Moze i dobrze, że od okrzyków, zeby, jakby to ująć... "kopulować z PZPN" przeszli do szyderstw i dopingu dla przeciwników.

                  Dzięki, aczkolwiek mam nadzieję, że nie wyczerpałem tematu i jeszcze coś dorzucisz po skończeniu :)
                  • barbasia1 Re: na dziś ? 13.08.10, 14:53
                    Oczywiście! :)
                    Pod warunkiem, że będziesz/emy w zasięgu 'telewizorni'! ;)


                    > e od okrzyków, zeby, jakby to ująć... "kopulować z PZPN" przeszli
                    >do szyderstw i dopingu dla przeciwników.

                    hahaha
                    To fakt! Na pewno była to o wiele bardziej subtelna i wyrafinowana
                    krytyka gry naszych piłkarzy!

                    Postaram się!!!
                    /Ech, ile ja już rzeczy naobiecywałam!/
          • maniaczytania Re: Czwartkowo Wallanderowo 12.08.10, 18:52
            Ja jakas fanka Wallandera chyba juz nei zostane :)

            Zamierzam sie dzis na "Raport Pelikana" - pierwszy raz po przeczytaniu ksiazki.
            Tylko jakos teraz bedzie mi trudno patrzec na Denzela - w oryginale dziennikarz
            jest bialy!!!
                • baabeczka Re: Raport Pelikana 13.08.10, 10:59
                  Witam milosnikow Wallandera,ogladalam wersje szwedzka i
                  angielska,kiedys na Ale Kino.
                  Szkoda,ze nie ma juz nic nowego,tylko powtorki,a p[olsatowskie
                  reklamy zabijaja tempo i niepotrzebnie przedluzaja,ale i tak wole
                  w. szwedzka,jakas bardziej mroczna, i tajemnicza:-)
                  Po angielsku wypada jak zwykly kryminal,ale w dobrej obsadzie.
                  • pepsic Re: Wallander 13.08.10, 13:48
                    Miło nam, ja z tych nieserialowych, więc chaotycznych, dlatego
                    powtórki mile widziane, choć rzeczywiście większy komfort z
                    oglądania miałam w Ale Kino! Osobiście bardziej przypadła mi do
                    gustu nowsza wersja szwedzka, a angielską, choć pojęcie mam blade -
                    podobnie uważam za mniej klimatyczną. W obecnej wersji polsatowskiej
                    trochę nie leżą mi relacje z córką. Wallander nie wygląda na ojca
                    zaniedbującego obowiązki rodzicielskie, ale pozory mylą, a i zdaje
                    się miał przed laty kłopoty alkoholowe(?). Nie jest też dobrym
                    pomysłem i zdrowym, aby pracować razem w specyficznych warunkach
                    zwłaszcza w obliczu niewyjaśnionych zaszłości rodzinnych. Barbasiu,
                    czy w poprzednich odcinkach nasz bohater ruszył do boju o wdzięki
                    blondyny, bo wczoraj znowu dopadła go samotność ze szklaneczką
                    whisky. Z kolegą na urlop? Oj nie!
                    • barbasia1 Re: Wallander 13.08.10, 14:20
                      pepsic napisała:
                      Ciekawe czy te nowe odcinki szwedzkiego serialu też nam Polsat
                      pokaże w najbliższym czasie, w ogóle?

                      Wallander nie wygląda na ojca
                      > zaniedbującego obowiązki rodzicielskie, ale pozory mylą, a i zdaje
                      > się miał przed laty kłopoty alkoholowe(?).

                      Cała jego rodzinę nękają rozmaite problemy - żona Wallandera miała
                      też jakieś kłopoty ze sobą (z powodu Wallandera?) , jeśli się nie
                      przesłyszałam, przebywała w spitalu psychiatrycznym.
                      Wczoraj z kolei wyszło, że Linda jako nastolatka z powodu depresji
                      też trafiła do szpitala psychiatrycznego (wtedy ojciec zdaje się
                      nie mieszkał już z nią i z matką).

                      Nie , nie, Pepsic, jakoś ostatnio owa emergiczna i fertyczna
                      blondyna znikneła z pola widzenia!?

                      >Z kolegą na urlop? Oj nie!
                      haha :)

                      Aleee jest duze prawdopodobieństwo, że na urlopie z kolegą można
                      zapozać jakieś dwie miłe urlopujące koleżanki. Ja urlopując z
                      koleżanką głównie poznawałam inne miłe uroplujące koleżanki,
                      niestety! ;//

                      • pepsic Re: Wallander 13.08.10, 16:54
                        Jeśli już, to musiałby koniecznie zabrać ze sobą trochę bardziej wyjściowego kolegę i koniecznie bardziej rozrywkowego, bo do tamtego (z całym szacunkiem) nie sądzę, aby kobiety lgnęły.

                        Ps. Wybrańców spotyka się często tam, gdzie się ich człowiek najmniej spodziewa.
                        • barbasia1 Re: Wallander 14.08.10, 09:18
                          hehe
                          W sumie racja!
                          Choć mało przystojny kolega to mniejsza konkurencja! ;)

                          Wybrańców spotyka się często tam, gdzie się ich człowiek najmniej
                          spodziewa.

                          Święte słowa!
              • barbasia1 Re: Czwartkowo Wallanderowo 13.08.10, 13:59
                > dwóch ostatnich odcinków. Ciekawe, czy w sprawach sercowych
                bohatera coś drgnęło :)

                No więc tak, nasz Wallander miał tylko jeden przelotny romans (3
                tygodnie temu w odcinku pt. Kontener!), a właściwie chyba tylko
                jedną upojną noc spędził z (całkiem przystojną :) ważną panią (!)
                inspektor ze stolicy, która do Ystad w sprawie nielegalnych
                imigantów została oddelegowana.

                Z satysfakcją pragnę zauważyć, że Mankell zdaje się popierać
                równouprawnienie kobiet i mężczyzn!
                :)

    • grek.grek Dowód, 3 grosze/W pogoni za Holdenem, spojler 13.08.10, 11:53
      "Dowód", rzeczywiście, jak pisała Pepsic : generalnie - nieprzekonujący, jak pisała Barbasia - jakiś bez autentycznej głębi i bigla, choć [może nawet paradoksalnie] jego kameralność mnie osobiście przypadła go gustu. W sumie, sam tytułowy dowód, to tylko pretekst, bo w gruncie rzeczy chodzi o niepokój, z którym się zmaga bohaterka - że skoro okazała się matematycznym talentem na miarę wybitnego ojca, to jednocześnie najpewniej oddziedziczyła też po nim gen szaleństwa i wkrótce zwariuje, jak on. Kiedy wychodzi na jaw, że stary zostawił w licznych notatkach własnie ten wiekopomny dowód, bezskutecznie poszukiwany od zarania dziejów przez naukowców i kiedy córka zdradza, ze nie on, a ona sama go wyprowadziła i siostra (która już ją traktuje jak niespełna rozumu) oraz młody kolega śp ojca, naukowiec, jej nie wierzą - ona, w odruchu ambicjonalnym, się upiera, że to jej dzieło; ale ciekawe, ze z czasem jakby jej przestawało zależeć na udowodnieniu swojego autorstwa, bo zdaje sobie sprawę, że jeśli naprawdę ona to wykonała (nie pamięta całej sytuacji dostatecznie dobrze, z czasem sama dochodzi do prawdy, a nie jest to proste), to bedzie kolejna przesłanka ku temu, ze czeka ją powtórka losu ojca, a nawet lepiej - że może już fiksuje, już coś jest nie tak, bo pamięć szwankuje, nerwy zawodzą. Ciekawa sprawa. I Paltrow naprawdę mi się podobała w tej roli i w tym zamieszaniu. Mówcie, co chcecie, ale to jest dziewczyna z potencjałem.

      "W pogoni za Holdenem", to leciało wczoraj, około północka w Dwójce.
      Rozchodziło się o chłopaka z przeszłością : zrozpaczony po smierci brata, który strzelił samobója z powodu nieakceptacji jego homoseksualizmu przez ojca [gubernatora stanu, co w gejostwie starszego syna widział problem mogący jego karierę polityczną wywrócić], sam mało nie powtórzył tego wyczynu i trafił do zakładu zamkniętego. Po wyjściu idzie na studia, gdzie dostaje zadanie : dopisać dalsze losy Holdena Caulfileda, bohatera Buszującego. Chłopak (Neil) sobie imaginuje, ze może to zrobić tylko za pomocą rozmowy z Salingerem. Problem w tym, ze pisarz się zaszył zaraz po opublikowanu swojej powieści i nie sposób się z nim skontaktowac. Neil najpierw pisze i wysyła płomienny list do pisarza, a potem postanawia pojechać do miasteczka, gdzie Salinger mieszka. Zabiera ze sobą nowo poznaną dziewczynę. I to co z początku wygląda na fajną przygodę wkrótce zamienia się w serię kłopotów i wpadek na miarę samego Caulfielda : a to ktoś chce zgwałcić dziewczynę, a to ratują dziffkę z rąk nieuczciwego klienta, a to muszą obrabować sklep, zeby mieć na dalszą podróż i na jedzenie; aż wreszcie zdradzającego objawy niezdrowia Neila [ciągle próbuje porównywać swoje poczynania z fikcyjną postacią Caulfielda; dziwnie się cieszy kiedy odwiedza pomnik Lennona i wspomina, ze jego zabójca, Campbell, dedykował swój czyn właśnie bohaterowi Buszującego; o swoim nieżyjącym bracie mówi jakby tamten żył, wymachuje pistoletem, który nosi w torbie, uwaza, że jest ścigany przez ludzi nasłanych przez swojego ojca, który koniecznie chce go zawrócić z drogi, żeby mu obciachu nie narobił - co akurat ma swoje racjonalne postawy w dbałości ojca o publicity, a w gazetach piszą, ze Neil "uciekł i porwał swoją koleżankę", co jest brednią, bo sama się do niego przyłączyła, bo się sobie spodobali na studiach, a w dodatku w trakcie podróży to ona rabowała kasę w sklepie, kiedy on zagadywał sprzedawcę, a poza tym, to w hotelu mieli swój pierwszy raz i w ogóle romantycznie im było, do czasu...] opuszcza jego dziewczyna, tuż przed osiągnięciem celu podróży.

      Ona zostaje na drodze, w mrozie, a on jedzie dalej. Problem jest taki, ze jest ona cięzko chora, ma wrodzoną skłonność do tętniaków, w każdej chwili może umrzeć. I faktycznie, na tej szosie, dygocącą z zimna, dopada ją jakieścoś.

      Neil dociera do miasteczka, gdzie niby na mieszkać Salinger, udaje mu się namierzyć jego dom [dorośli mieszkańcy szanują Salingera i nikt mu nie chce pomóc w odszukaniu jego domu. Oprócz interesownego dzieciaka, który za 20 dolków zrobi wszystko, hehe]. Neil dostaje się na posesję, widzi Salingera idącego na spacer z psem, staje za nim i mierzy do niego z pistoletu, jakby chciał zostać Campbellem 2.0, ale przypomina sobie słowa swojej dziewczyny, ze to on sam w sobie powinien odnaleźć odpowiedź na zadane pytanie, o hipotetyczne losy Holdena, i odstępuje od zamachnięcia się. W zasadzie, to trudno orzec, co to miało znaczyć. Że Holden, jakby przeżył, to by zabił swojego twórcę ? To ma być temat pracy szkolnej ? Czy może poszukiwanie tematu przestało być ważne, a najwazniejsze i jedynie istotne stało się poszukiwanie siebie, równowagi w sobie, przetrawienie śmierci brata, z którym to problemem Neil mial zdaje się największy zgryz.

      Więc Neil zostawia tego całego Salingera w spokoju i wraca po dziewczynę, która już karetka zgarnia z ulicy. W szpitalu z nią siedzi, aż do jej śmierci, bo umiera ona szybko. A potem zjawia się jego ojciec, padają sobie w objęcia, jakieś męskie łzy i kaniec filma.

      Nieco chaotyczny, niedopracowany na poziomie motywacji bohatera, momentami dość naciągany [kiedy dziewczyna Neila atakuje go za to, że jest "nienormalny", chociaż jakoś po nim wcale szajby specjalnej nie widać, a jej wybuch był zdecydowanie zbyt spontaniczny i słabo umotywowany poprzedzającymi go sekwencjami, w których jakoś świetnie się bawiła i nic go nie zapowiadało, a już powodu, jak wyżej - w ogóle dostrzec nie sposób], na Neilu pobyt w zakładzie specjalnym też jakoś śladu nie zostawił wyraźnego, trochę cały dramat sztukowany był. Ale, w sumie dało się to zjeść :]
      • pepsic Re: Dowód, 3 grosze/W pogoni za Holdenem, spojler 13.08.10, 13:58
        Z potencjałem - na pewno, ale wiem, że taka "wygięta w tył"
        (w "Dowodzie" tego akurat nie eksponowała) podoba się panom, ale ja
        zwyczajowo już nie potrafię się zdecydować :)
        Ps. Szczerze mówiąc dalej nie wiem, o co chodziło, czy o swobodne
        podejście do życia (kurtka dżinsowa na pogrzebie ojca), rozterki
        geniuszowe, czy chorobę psychiczną?
        • grek.grek Re: Dowód, 3 grosze/W pogoni za Holdenem, spojler 13.08.10, 14:35
          Haha :) No ja np Paltrow niespecjalnie pożądam, ale jej aktorstwo mnie, w tym filmie, przekonało.

          Wg mnie, chodziło o lęk przed przeznaczeniem, przed dziedzictwem ojca - matematyczny talent w pakiecie z chorobą psychiczną. dlatego dziewczyna nie mogła się przekonać do swojego autorstwa tego dowodu, nie chciała się z nim ujawnić, nie chciała wejść w świat cyfr, matematyki licząc na to, ze im dalej od niego się usadowi tym będzie bezpieczniejsza, że nie podzieli losu starego. Umiejętność przeprowadzenie tego dowodu, w zasadzie bezwiednie, ciurkiem, strumieniem ("po prostu łączyłam ze sobą punkty") przeraziło ją, skala mozliwości ją przeraziła, bo równała się potencjałowi ojca, a więc i stopniu skłonności do schizofrenii, wg niej - jej nieuniknioności, zwłaszcza gdy będzie eksploatować swój umysł w matematycznych poszukiwaniach i poglębiać/przyspieszać rozwój choroby. Dlatego chciała wyjechać, rzucić wszystko, mimo namów tego chłopaka, ale scenarzysta każe jej podjąc rękawicę, zaryzykować - może zachoruje, a może nie, ale musi spróbować samorealizacji na płaszczyźnie na której jest ona najbardziej i najbujniej możliwa. Tak to wyglądało, wg mnie :).
        • grek.grek Re: W pogoni za Holdenem, spojler 14.08.10, 12:49
          Nie czytałem Buszującego, niestety, tylko bryki rózne. Nie bardzo się orientuję, na ile Neil powtarza drogę Holdena i nie bardzo odczytuję, co miał znaczyć na końcu ten gest wymierzania pistoletu w plecy Salingera, w stylu z kolei Chapmana, zabójcy Lennona, który uważał się za realne wcielenie Caulfielda.

          Btw, czy to nie zabawne, że Buszujący jeszcze nie został zekranizowany, a o Chapmanie zrobiono właśnie film ["Chapter 27" z główną rolą Jareda Leto] ? ;)
    • grek.grek Cóz na dziś ? 13.08.10, 15:00
      Jedynka miota sensacyjo-sajensfykszyn & "Dentystą" (oglądałem dawno temu - dość oklepany, facet mści się na zdradzającej go z czyścicelem basenów żonie, za pomoca wyrwania jej wszystkich zębów i to bez nowokainy ;)]

      TVN będzie męczył Harrym Potterem powtarzanym do upadłego [nic to, grunt że na 3,5 godziny ramówka zawatowana]. Blade'a pasjami pożeram, ale to jest również enta powtórka w relatywnie krótkim okresie czasu - tak mozna uprzykrzyć widzowi nawet najciekawszy film, a pewnie zechcą powtarzać całą trylogię. Btw, kto nie widział - polecam :]

      POlsat znów wygrywa - "Tożsamość", opis brzmi nieźle, wygląda na jakiś klaustrothriller : dziesięć osób zamkniętych w hotelu na odludziu, podczas burzy, w niewyjaśnionych okolicznościach zaczynają wyparowywać. Obsada niezła : z Liottą, De Mornay, Cusackiem i Moliną, czyli cały zwyczajowy support gwiazd tym razem na pierwszym planie bedzie, plus - my beloved Cleą DuVall; reżyserkę wziął Mangold, jakby nie patrzeć - sprawny w te klocki, więc jesli tylko scenariusz jest zgrabny, to może z tej mąki jakiś chleb się upiecze, heh.
        • misiania Re: Cóz na dziś ? 13.08.10, 15:26
          a skoro setka upolowana, to teraz ad rem. Na AXN o 21:00 Trudne słówka -
          bezpretensjonalna komedia (z Adamem Sandlerem wyjątkowo nie w roli idioty).
          Bardzo sobie ten film ulubiłam, jest taki uroczy. Nielegalna imigrantka z
          Meksyku, nieznająca angielskiego, wraz z nastoletnią córką (znającą angielski)
          przyjeżdża do Kalifornii i zostaje gospodynią domową w zamożnej, acz
          dysfunkcyjnej rodzinie. I obserwuje dziwaczne dla niej zachowania Amerykanów,
          którzy mówią i robią rzeczy dla niej niezrozumiałe - niezrozumiałe nie tylko
          dlatego, że nie zna angielskiego. Prawdziwą perełką jest scena, w której Flor
          (nasza meksykańska bohaterka) opieprza Johna (Sandler w roli pana domu), bo jej
          zdaniem działa niepedagogicznie i wtrąca się w wychowanie jej córki. tłumaczką
          między nimi jest właśnie córka Flor, dzielnie (choć z lekkim zażenowaniem)
          przekazująca treści wypowiedzi dorosłych, łącznie z intonacją i gestami. Polecam
          :)))
      • barbasia1 Re: Cóz na dziś ? 13.08.10, 15:23
        Dziś powinien lecieć "Trzynastego w piątek", hehe.

        "Dentysta" [...] >facet mści się na zdradzającej go z czyścicelem
        basenów żonie, za po> moca wyrwania jej wszystkich zębów i to bez
        nowokainy ;)]

        Koszmar!!!

        Tożsamość - obsada rzeczywiście interesująca, może więc się
        skuszę?? ...
        :)

      • pepsic Re:Dentysta 13.08.10, 16:48
        Co jest bardziej oklepane: zdrada żony z czyścicielem basenów, czy zemsta w
        postaci usunięcia bez znieczulenia pełnego uzębienia?
        ;)
        • grek.grek Re:Dentysta 14.08.10, 12:34
          ;]]

          Zdecydowanie, naj oklepana jest już moja stylistyczna niezgułowatość :)

          Akcja oklepana, znaczy się schematyczna jest : kopnięty paranoik + impuls + szlachtowanie seryjne za pomocą ulubionego urządzenia, w którym ginie każdy, kto się nawinie.

      • barbasia1 Tożsamość 14.08.10, 09:26
        Nawet niezły thriller, z aluzjami do klasyki - "Psychozy" Hitchcoca
        (mordercą człowiek o rozszczepionej osobowści), tempo, napięcie, nawet,
        nawet. Tylko nie wiem, kto byl mordercą??? (b. chciałam obejrzeć do końca,
        ale niestety nie mogłam) Jeśli nie właściciel motelu (Pscyhoza) i nie
        seryjny morderca, ten świński blondyn, to kto? Czyżby uczynny i troskli
        wybyły policjant i kierowca aktorki, pan o smutnej twarzy (Cusac)? Ale
        przecież na ubraniu nie miał zalnych sladów tak krwawych zbrodni?
        Sijulejter!
        :)
        • grek.grek Re: Tożsamość 14.08.10, 12:30
          MOrdercą (czyli osobowością zwycięską w wojnie między tożsamościami tego killera) był... ten chłopiec mały :) On zabijał, a na końcu zabił także tę eks-dziffkę, która, wydawało się, jako jedyna ocalała. A więc osobowość morderczego chłopca stała się jedyną osobowością - wiezionego więziennym autem akurat - killera, który atakuje kierowcę i lekarza jadących z nim i auto staje na drodze, w dekoracjach pustynnych. Co dalej ? Nie wie nikt :)

          Fakt, ta przerzutka nagła, że cała akcja rozgrywa się w głowie killera, że te postaci są tworami jego zeschizowanej mózgownicy, była naprawdę niezła. Za sam ten pomysł i moment, kiedy twarz Cusacka okazuje się nie jego twarzą, a łysego grubasa, film zasługuje na plusa :)
          • barbasia1 Re: Tożsamość 15.08.10, 23:12
            grek.grek napisał:

            > MOrdercą (czyli osobowością zwycięską w wojnie między tożsamościami tego
            >killer a) był... ten chłopiec mały :)

            Nieeee! Nie wierzę!

            Kretynski pomysł, idiotyczne rozwiązanie i to po całkiem przyzwoitym
            początku, czy nawet połowie filmu, nie sądzisz, Greku!!!

            :)
            • grek.grek Re: Tożsamość 17.08.10, 12:53
              Też odniosłem takie wrażenie, aczkolwiek trzeba wziąć poprawkę na fakt, że te postacie, to nie były to realne byty, a rzecz cała działa się w głowie tego zabójcy, który swoje odczucia mógł/był zmuszony lokować dowolnie i niezależnie od tego, czy takie plasowanie się z potencjalnie logiczną rzeczywistością jakoś zgadzało, czy nie :)
              • barbasia1 Re: Tożsamość 17.08.10, 14:54
                Zaraz, zaraz to ja tu chyba czegoś nie rozumiem. Przecież to była, o ile
                dobrze zrozumiałam, rekonstrukcja "autentycznych" wydarzeń, o których
                opowiada, to fakt, moderca-psychopata.

                Czyli nie dzieciak, a ktoś inny (ale nikt z z tej grupy przebywających w
                motelu) byłby mordercą? Taak?

                :)
                • grek.grek Re: Tożsamość 17.08.10, 15:40
                  No to trochę się czuję skołowany :]
                  Mordercą był na pewno dzieciak, zresztą dokładnie to jeszcze unaoczniono w ostatnich sekwencjach, najpierw tej ww, teledyskowej, w której widać jak kolejno szlachtuje bohaterów, a potem kiedy zabija tę dziewczynę, co ocalała, tylko po to, żeby on mógł ją dopaść i zabić.

                  I było to starcie osobowości tego kilera, konflikt ich, z którego wyszła jedna osobowość, która miała zdominować jego charakter, a którą okazała się osobowość chłopca-mordercy, ergo ; postaci realne miały uosabiać osobowości killera, więc ich realność była pozorna, w zasadzie ograniczała się do prawdziwych danych osobowych, bo w realu były to wyłącznie futerały na wcielenia killera.

                  Tak jak to rozszyfrowałem.
      • maniaczytania Bez granic 15.08.10, 09:22
        przypomnialo mi sie, ze w piatek obejrzalam na TVN 7 "Bez granic" melodramat
        amerykanski z Angelina Jolie i Clivem Owenem. Moze jak mi sie wena nawinie, to
        cos wiecej napisze :)
        Ale ogolnie fabula naiwna, choc poruszajaca trudny temat - pomocy uciskanym
        ludnosciom - przewija sie Afryka, Kambodza, Czeczenia.
    • grek.grek Na sobotę : Hooligans/ Wirus/ Osaczona 14.08.10, 15:02
      Jedynka, 22:45 - Hooligans, czyli znów publiczna o kibolach; ciekawe będzie porównanie tego obrazka obyczajowego z "Football Factory", który był niedawno w Dwójce. No i Elijah Wood w roli eks-studenta wchodzącego w rzeczone środowisko - filigranowy chłopaczyna o twarzy wzbudzającej uczucia macierzyńskie nawet u mężczyzn wśród szermierzy sztachetami i rzucaczy kostką brukową rodem z pubów i podlondyńskich osiedli robotniczych ? To może być prawdziwy moment Kodaka ;)

      TVN daje w tym czasie "Wirus" - było parę razy już, nawet coś tam grafomaniłem o tym. Opuszczony statek, bojowe hybrydy ludzi i maszyn przeciw grupie przypdkowych gości tego statku, Jamie Lee Curtis, dużo biegania, strzelaniny, generalnego bum-bum.

      Polsat reklamuje "Osaczoną" (23:00) jako "film Ridleya Scotta". Kurde, orajt, to Scott zrobił, a leci to w nieoficjalnym cyklu filmów mistrzów kina - niby się zgadza. Tylko, że Osaczona w filmografii Scotta nie jest jakąs ważną pozycją. Jesli miał być koniecznie Scott, to dlaczego nie np "Łowca androidów", pokazywany najrzadziej, a być moze jego najlepszy film [chociaż akurat w jego przypadku jest to ryzykowna próba klasyfikacji, bo Thelma & Louise i Ósmy, to są filmy znakomite, wybitne nie tylko w obrębie własnego gatunku] - byłaby okazja go sobie odświeżyć. A tutaj... wieczór ze Scottem i... "Osaczona". Cóz za strata szansy...
      • grek.grek Hooligans 15.08.10, 10:51
        W sumie Hooligans lepszy od Football Factory - surowszy, prawdziwszy; fabuła, a nie ilustracja z podręcznika i instruktaż. bez tego poczucia humoru i trików montażowych, ale za to ze szczyptą dramatyzmu.

        Też pokazujący światek kiboli brytyjskich i ich lajfstajl, czyli nine-to-five, a potem piwko, pub, koledzy, a w sobotę mecz i ganianie ze sztachetami za innymi kibicami - ale ciekawiej to wyglądało, bo widziane było oczami przybysza z obcej planety, czyli Amerykanina, który dopiero co został wysiudany [za nie swoje przestępstwo uczelniane, czytaj : jego współlokator trzymał proszki do nosa w jego szafie] z Harvardu - o piłce nie ma pojęcia, a tym bardziej o otoczce kibolskiej wokół niej, więc wszystko jest dla niego kompletnie nowe i patrząc z jego perspektywy, co się jakoś tak narzuca w toku narracji, też ogląda się rzecz całą inaczej, nawet jeśli się jakąs tam orientację w terenie posiada. Uwiarygodnia to maksymalnie dziecinno-chłopięcy Elijah Wood.

        Fabuła prowadzi do mniejszych i większych dramatów : jednego po drugim, z dekonstrukcją rodziny spowodowaną kibolskimi porachunkami za niespłacone krzywdy [naciąganą trochę, bo weteran-kibol mści się na eks-kibolu z drugiej ekipy za to, że jego syn wiele lat temu zginął w zadymie między ich bandami, tak jakby nie mógł go odnaleźć i się zemścić, skoro tak tego pragnął, i musiał czekać na to tyle czasu, aż ktoś da mu cynk o jego obecności w zasięgu rzutu beretem] ze zgonem włącznie, ale pokazuje trzy optymistyczne rzeczy. Pierwsza, w pewnym momencie dochodzi do zdrady w szeregach bandy, w której jest Amerykanin, co pociąga za sobą serię tragicznych wydarzeń, ale na końcu zdrajca się rehabilituje i częściowo odkupuje swoją winę; druga, Amerykanin znajduje w kibolach wspólnotę, w której poznaje znaczenie słowa lojalność, szczerość, jakiego nie dane mu było poznać na szacownej uczelni; trzecia, dla Amerykanina okres spędzony wśród kiboli staje się okresem przyspieszonego dojrzewania do dorosłości, odpowiedzialności i zrozumienia świata, w którym żyje, i że - jak rzuca tekstem "czasami tzreba się postawić, a czasami najlepiej odpuścić", co realizuje w ostatniej scenie w praktyce odwiedzając, już w Nowym Jorku, tego kolegę, który zioło trzymał w jego szafce i którego nie sypnął, dając się wywalić ze szkoły, za co ten kolega miał się odwdzięczyć - przydubuje go w klozecie, grożąc mu piąstką wymusza na nim przyznanie się do winy, a wszystko cichcem nagrywa, dzięki czemu wróci na Harvard, dokończy studia i zostanie dziennikarzem. A potem lezie ulicą i śpiewa hymn kiboli West Ham United.


            • barbasia1 Re: Hooligans 16.08.10, 14:35
              grek.grek napisał:

              > Ach, w takim razie czekając na cdn, napiszę, na razie, tyle, że te filmy
              się... inne :)

              Co, Greku, wystraszyłeś się mojej pieśni bojowej "Blue is the colour,
              football is the game"?! ;)))

              A tak poważnie, oczywiscie masz rację, to jednak zupełnie inne filmy.
              Więcej napiszę (postaram się) w środę, luknę jeszcze tylko odrobinę na
              te filmy (już je namierzyłam w sieci) by mieć dodatkowe argumenty, ha!

              :)

                • barbasia1 Re: Hooligans 16.08.10, 16:13
                  grek.grek napisał:

                  > Haha, no przyznam, że trochę mi łydki się zatelepały z okazji tych surm
                  groźnych ;)
                  chichi
                  No i słusznie! ;))

                  Świetnie!
                  :)