Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2010 - 6 (vol. 10)

01.10.10, 23:28
jakos tak sie znowu zapomnialam, a w poprzednim juz duuzo poszlo :)

Ale na dzis i tak nic nie ma :(
Obserwuj wątek
    • grek.grek Uśpieni w Jedynce 02.10.10, 13:35
      bida z nędzą wczoraj :]

      dzisiaj "UŚpieni" w TVP [22:15 ] - imo, klasyk pewnego typu, raz że często powtarzany, dwa - sprawnie zrobiony, odpowiednio poruszający i manierycznie zagrany, co się jednak chyba podoba w takich widowiskowych produkcjach mających ambicje uchodzić za moralitety.

      poza tym, same głupsze lub najgłupsze szoły obliczone na wyciąganie kasy z portfela naiwnego widza i nabijanie własnej kiesy tymiż oraz dewizami od reklamodawców chętnie się ogłaszających wobec masowej widowni tych konkursów i "ubawów" & polskie komedie średniego pokolenia o estetyce "Ranczerskiej" [ publiczna - Wilkowyje, tvn - Zróbmy se wnuka].
        • maniaczytania Re: Uśpieni w Jedynce 02.10.10, 18:13
          barbasia1 napisała:

          > Chyba nie widziałam "Uśpionych"...
          > W tym filmie występuje Billy Crudup, o którym Mania kiedyś mówiła, że jej się p
          > odoba. :) Przyjrzymy się!
          >
          > :)

          Barbasiu :) popatrz, popatrz, ogladalam to raz kiedys dawno temu, wtedy jeszcze o nim nie slyszalam, wiec i uwagi nie zwrocilam. Znaczy sie dzisiaj musze popatrzec :)
          • grek.grek Re: Uśpieni w Jedynce 03.10.10, 14:04
            gra on też w nowym filmie z Julią Roberts wg hitowej powieści niejakiej imć Gilbert "Jedz, módl się i kochaj" - i to gra męza bohaterki, który ją wcale nie kręci :]
            nie podaję nazwiska szefa castingu do filmu vel reżysera, z obawy o to, że za obsadzenie tego aktora w rolio faceta-co-się-nie-podoba-i-nie-jest-ideałem może go, z Waszej strony, czekać jakaś nieprzyjemna... ekkhmm... niespodzianka, hehe ;]]
            • barbasia1 Re: Uśpieni w Jedynce 03.10.10, 14:59
              haha
              Przystojny ten Curdup, bez dwóch zdań!:)

              A'propos w Dzienniku czytałam mało entuzjastyczne recencje na temat "Jedz, módl się i kochaj" - "gniotwatego filmidła", jak okresliła ten film jedna z recenzentek, hehe.

              / "Uśpionych" doobejrzę w necie! :)/
            • barbasia1 "Jedz, módl się i kochaj" PS 04.10.10, 15:36

              > gra on też w nowym filmie z Julią Roberts wg hitowej powieści niejakiej imć Gil
              > bert "Jedz, módl się i kochaj" - i to gra męza bohaterki, który ją wcale nie kr
              > ęci :]

              Wczytałam się wczoraj w recenzje dzennikowe filmu "Jedz, mógl się... " raz jeszcze i przypomniałam sobie, że mąż przestał panią kręcić, bo pani przejrzała na oczy, zobaczyła, że związała się z wiecznym Piotrusiem Panem, kórego dłuzej już ściepieć nie może... ( a jednak uroda to nie wszytsko! ;))

              A po rozwodzie wchodzi w związek z młodszym od siebie miłosnikiem Indii, o jeszcze przystojniejszej twarzy Javiera Bardema!
              :)



              • maniaczytania Re: "Jedz, módl się i kochaj" PS 04.10.10, 20:22
                barbasia1 napisała:

                >
                > > gra on też w nowym filmie z Julią Roberts wg hitowej powieści niejakiej i
                > mć Gil
                > > bert "Jedz, módl się i kochaj" - i to gra męza bohaterki, który ją wcale
                > nie kr
                > > ęci :]
                >
                > Wczytałam się wczoraj w recenzje dzennikowe filmu "Jedz, mógl się... " raz jes
                > zcze i przypomniałam sobie, że mąż przestał panią kręcić, bo pani przejrzała na
                > oczy, zobaczyła, że związała się z wiecznym Piotrusiem Panem, kórego dłuzej j
                > uż ściepieć nie może... ( a jednak uroda to nie wszytsko! ;))

                Jakos tak wszystkie recenzje tego filmu malo zachecajace hehe; ale mysle Barbasiu, ze my dwie to powinnysmy dac rade go obejrzec - ze wzgledu na Crudupa oczywiscie, ale i Jamesa Franco :)


                > A po rozwodzie wchodzi w związek z młodszym od siebie miłosnikiem Indii, o jesz
                > cze przystojniejszej twarzy Javiera Bardema!
                > :)

                Javier Bardem dla mnie juz nigdy przystojny nie bedzie ;)*


                *po tym, jak obejrzalam "To nie jest kraj dla starych ludzi"
                • barbasia1 Re: "Jedz, módl się i kochaj" PS 05.10.10, 15:54
                  maniaczytania napisała:

                  Jeśli James Franco to koniecznie! ;))

                  > Javier Bardem dla mnie juz nigdy przystojny nie bedzie ;)*
                  > *po tym, jak obejrzalam "To nie jest kraj dla starych ludzi"

                  O!
                  "To nie jest kraj dla starych ludzi" to kolejna pozycja na liście filmów, które muszę koniecznie obejrzeć (tylko czytałam o tym filmie). Zaintrygowałś mnie, Maniu!!!

                  :)
          • maniaczytania Uspieni - slow kilka 04.10.10, 19:57
            Nie zamierzalam tak do konca, ale jednak wciagnelam sie i obejrzalam caly.
            Na temat fabuly nie bede nic pisac, napisze o czyms innym.

            Po pierwsze Billy Crudup :) - no zesz, czemu ja jak to pierwszy raz widzialam nie zwrocilam na niego uwagi??? (W dlugich wlosach wygladal interesujaco :) ) Dla scislosci Brada Pitta nie darzylam wtedy estyma zadna, z nich wszystkich to chyba najbardziej w tym czasie za ... Baconem bylam ;)
            Po drugie Minnie Driver - toz ona teraz wyglada sto razy ladniej ( a troche czasu minelo).

            Po trzecie i najwazniejsze - z wieloma filmami ogladanymi te nascie i dziescia lat temu jest tak, ze nie da sie ich ogladac w dzisiejszych czasach postepu techniki i efektow specjalnych.
            Tego filmu to nie dotyczy - znakomicie zrobiony film!
            • grek.grek Re: Uspieni - slow kilka 05.10.10, 11:42
              po kilku latach także i człek nabiera dystansu i może stwierdzić z czystym sumieniem, że film, który kiedyś wydawał się całkiem dobry i poruszający jest po prostu nieudany.
              Ktoś niedawno pisał, a ja gdzieś to przeczytałem, że teraz b trudno o film kiepsko zrobiony, niemal wszystkie są zrobione dobrze, zwłaszcza takie, co trafiają do szerszej dystrybucji, nie jakieś offy i inne blair witch project, tylko normalne, regularne fabuły.
              Rzecz teraz polega na tym, żeby historia była istotna, dobrze napisana, wiarygodna, mająća odpowiednie do gatunku, w którym się lokuje : napięcie/emocje/filozofię/przekaz intelektualny/psychologię/nawet sensowną i nie-otwarcie-idiotyczną akcję/humor itd./itp
              Imo, Uśpieni po prostu są plastikowi, są cepelią, dobrze się oglądać dają, ale jak się przyjrzeć poszczególnym częsciom składowym samego filmu, odzierając go ze znanych gąb aktorskich, fajnego dźwięku, montażu itd, pozbawić efektownego celofanu, to zostaje skandalicznie mało
              rzetelnej, surowej treści, a za to sporo uproszczeń i skrótowców, manieryzm doprowadzony do skrajności.
              Właściwie jedynym ciekawym motywem, który się broni po latach jest dylemat księdza, który zostaje poproszony o kłamstwo pod przysięgą, żeby ratować morderców, swoich dawnych wychowanków, którzy zabili z zemsty. A i to pokazane w sposób najmniej wyszukany z możliwych, wykorzystane i zostawione jakby nigdy nic - bez konsekwencji w postaci choćby konfrontacji tych dwóch chłopaków z księdzem [ ale tu trzeba by się wysilić i wyobrazić sobie, co interesującego i ważnego, po wszystkim, po tym jak dla nich popełnił, w optyce swojej wiary i powołania, cięzki grzech mógłby im powiedzieć, i żeby nie był to jakiś fakin'truizm] i gdyby The one i only Bobby nie zagrał tego po swojemu i nie nasycił swoją osobowością ekranową, to by zgineło w tłumie, a tak to nawet ja zapamiętam całą akcję ;]
              • maniaczytania Re: Uspieni - slow kilka 05.10.10, 20:12
                A ja pozwole sie z Toba nie zgodzic :)
                Po pierwsze nawet i dzisiejsze filmy za pare lat beda niestrawne "efektowo" (przyklad - "Matrix" chociazby). Po drugie wazne to, co napisales, czego sami oczekujemy od filmu - ja np. oczekuje tego, ze historia opowiedziana mnie wciagnie, porwie, sprawi, ze nie bede myslala o tym, co mam jutro kupic na obiad, w jakim innym filmie gral ten aktor itp.
                Nie rozbieram filmow na czynniki pierwsze, chyba ze rzeczywiscie te czesci skladowe zasluguja na wyroznienie.
                I dlatego uwazam wlasnie, ze ten film sie obronil, ze nie jest sztuczny, plastikowy, "amerykanski". Historia jest bardzo ciekawa, swietnie jest pokazane jak w kilka chwil przyjemne w miare zycie moze przeksztalcic sie w koszmar, jak koszmar moze zmienic milych :lobuziakow: w prawdziwych przestepcow i ze tak naprawde pewnych rzeczy nie da sie zapomniec i pchnac gdzies na boku.
                A de Niro niezbyt lubie i tu tez mi jakos przeszkadzal, za to Dustin Hoffman byl niezly.
                • grek.grek Re: Uspieni - slow kilka 06.10.10, 12:01
                  O, bardzo proszę :]

                  W takim układzie, zgodzimy się zatem, ze historia, sama w sobie - jest niegłupia. ale już nie mogę się z Tobą zgodzić co do sposobu jej przedstawienia, wg mnie za dużo było rzeczy
                  naciągniętych i w sumie drażniąca była sama maniera reżyserska. bez zgrzytów przeszedł okres dzieciństwa tych chłopaków, to było orajt, to mi się podobało, do momentu kiedy poszli do tego zakładu zamkniętego, a potem już współczesnie - zabójstwa, proces, wszystkie te triki. same zabiegi na sali sądowej - dawny strażnik, który się sam z siebie rozkleja i wkopuje, ksiądz który ma bilety na mecz, trzy bilety i świadczy, że był tam z oskarżonymi i wszyscy mu wierzą, chociaż przecież nie jest na tych biletach napisane, że oni tam byli, a słowo księdza nie musi być przyjmowane za prawdę przez aklamację i w zasadzie zeznania księdza - w filmie kluczowe i decydujące dla uniewinnienia - są funta kłaków warte, żaden sąd by ich nie przyjął jako przesądzający dowód, bo są wyłącznie słowami...; jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności, szef czarnych gangusów jest bratem kolegi chłopców, zabitego w tym zakładzie przez strażników i co ciekawe jeden z eks-strażników ma u niego dług; cała ta mistyfikacja procesowa uknuta w celu ratowania oskarżonych... bardzo efektowna, ale jednocześnie im efektowniejsza i im sprawniej realizowana, tym mniej wiarygodna i trzymająca się kupy - już nawet nie wspomnę o tym, jakimż to cudem zatrudnienie przez oskarżonych największej ofermy i ochlapusa jako adwokata nie wzbudziło niczyich podejrzeń; para wówczas jedząca obiad w barze daje zeznania, które zostają odrzucone, bo babce adwokat wypomina, że wypiła dwie lampki wina : nikt nie pyta, jakim cudem, skoro oskarżeni byli na meczu, babka jednak jest w stanie ich wskazać na sali rozpraw ? dlaczego jej partner też ich wskazuje, a na niego przecież nie mają nic, żadnego wina, ani nawet piwka ;] zbyt koncertowo to idzie, zbyt misternie i zbyt bezproblemowo.
                  i brakowało mi poglębienia osobowości postaci granej przez Bacona. przedstawiono ją jak przedmiot, a nie podmiot.
                  • maniaczytania Re: Uspieni - to probuje :) 07.10.10, 20:18
                    Przede wszystkim - w czesci wspolczesnej jedynym przypadkiem lub zbiegiem okolicznosci bylo to, ze pamietnej nocy w barze Tommy (Billy Crudup) i Johnny (Ron Eldard) spotkali straznika Bacona i go zabili.
                    To przyspieszylo najwazniejszy motyw zemste -i tu wielki symbol - "Hrabia Monte Christo" - dziwie sie, ze nie zauwazyles tego symbolu - przeciez lubisz takie rzeczy? :) na nim opiera sie cala akcja wspolczesna. Ta ksiazka, ktora dostal Lorenzo od nauczyciela w poprawczaku i ktora chlopcy czytali i ktora pomogla im przetrwac najgorsze momenty (mysl o tym, ze hrabiemu udalo sie wreszcie uciec trzymala ich przy zyciu) trafila w koncu w rece Michaela (Brad Pitt). Michael po wyjsciu z poprawczaka czytal ja w kolko i w kolko obmyslajac plan zemsty na WSZYSTKICH czterech straznikach, ktorzy ich przesladowali, podobnie jak po wielu latach wreszcie i hrabia zemscil sie na swym dawnym przyjacielu. Dlatego Michael zostal prokuratorem, dlatego zgromadzil o straznikach wiedze, ktora potem wykorzystal. Waznym ogniwem w tym wszystkim jest tez mafioso, u ktorego chlopcy "pracowali" - Krol Benny.
                    A teraz szczegolowo:

                    grek.grek napisał:
                    "a potem już współczesnie - zabójstwa, proces, wszystkie te triki. same zabiegi na sali sądowej - dawny strażnik, który się sam z siebie rozkleja i wkopuje, "

                    z nazwijmy to "dossier" Michaela wynikalo, ze ten akurat straznik po zakonczeniu pracy w poprawczaku zostal nauczycielem w katolickiej szkole. To moglo sugerowac, ze odczuwac bedzie wyrzuty sumienia, ze bliskie sa mu pojecia winy i kary, ze chcial calkowicie zapomniec o tamtych czasach, co jak wiemy jest niemozliwe, ze nietrudno bedzie go "przycisnac", zeby pekl. Sam zreszta w trakcie swych zeznan powiedzial, ze czas wreszcie z tym skonczyc, czas wszystko wyjawic.


                    "ksiądz który ma bilety na mecz, trzy bilety i świadczy, że był tam z oskarżonymi i wszyscy mu wierzą, chociaż przecież nie jest na tych biletach napisane, że oni tam byli, a słowo księdza nie musi być przyjmowane za prawdę przez aklamację i w zasadzie zeznania księdza - w filmie kluczowe i decydujące dla uniewinnienia - są funta kłaków warte, żaden sąd by ich nie przyjął jako przesądzający dowód, bo są wyłącznie słowami."

                    A tu, do czego jeszcze wroce za chwile, chodzilo o to, ze Michael - prokurator wiedzial, ze w sadzie nie liczy sie prawda, tylko to, w co uwierza lawnicy. Dlatego kazal Lorenzo znalezc wiarygodnego wzbudzajacego zaufanie swiadka.


                    " ..; jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności, szef czarnych gangusów jest bratem kolegi chłopców, zabitego w tym zakładzie przez strażników i co ciekawe jeden z eks-strażników ma u niego dług; "

                    tu nie bylo zadnego zbiegu okolicznosci - czarny chlopak zabity w poprawczaku trafil tam pewnie dlatego, ze byl z rodziny czarnych, jak to nazwales, gangusow. Byl najlepszym pilkarzem i chlopcy namowili go, zeby w meczu ze straznikami zagral tak, jak potrafi. Potem straznicy po przegranym meczu skatowali go i zmarl - rodzinie powiedziano, ze na zapalenie pluc. Jeden z eks-straznikow mial dlugi, ktore na prosbe Michaela wykupil Krol Benny. I Krol Benny udal sie do szefa czarnych gangusow i oddal mu ten dlug mowiac, ze to ten straznik odpowiada za smierc jego brata (zreszta niezla scena - spotkanie dwoch szefow gangow).

                    "cała ta mistyfikacja procesowa uknuta w celu ratowania oskarżonych... bardzo efektowna, ale jednocześnie im efektowniejsza i im sprawniej realizowana, tym mniej wiarygodna i trzymająca się kupy - już nawet nie wspomnę o tym, jakimż to cudem zatrudnienie przez oskarżonych największej ofermy i ochlapusa jako adwokata nie wzbudziło niczyich podejrzeń; "

                    wlasnie to bylo fajne, cala misternosc tej intrygi, to, zeby oskarzeni mysleli, ze ich dawny kumpel jest teraz swinia, co ich oskarza (dowiedzieli sie o roli Michaela dopiero po koncu procesu), ten adwokat ochlapus, ktory tylko odczytywal pytania napisane przez Michaela


                    "para wówczas jedząca obiad w barze daje zeznania, które zostają odrzucone, bo babce adwokat wypomina, że wypiła dwie lampki wina : nikt nie pyta, jakim cudem, skoro oskarżeni byli na meczu, babka jednak jest w stanie ich wskazać na sali rozpraw ? dlaczego jej partner też ich wskazuje, a na niego przecież nie mają nic, żadnego wina, ani nawet piwka ;] zbyt koncertowo to idzie, zbyt misternie i zbyt bezproblemowo."

                    Bo, jak juz wspomnialam - nie liczyla sie prawda, tylko to, w co uwierzy lawa przysieglych. (z tego powodu Michael po tym procesie zrezygnowal z zawodu).Zeznania kobiety byly latwe do obalenia, takie sa zreszta sztuczki adwokatow. Mezczyzny zreszta tez, bo on siedzial tylem. A po zeznaniach ksiedza nikt ich juz nie zestawial z wczesniejszymi zeznaniami innych osob. Zreszta akurat ksiadz byl jedynym swiadkiem wezwanym przez obrone, wiec i tak z zalozenia zeznawal na koncu po swiadkach oskarzenia.


                    " i brakowało mi poglębienia osobowości postaci granej przez Bacona. przedstawiono ją jak przedmiot, a nie podmiot."

                    O, to dokladnie tak, jak on traktowal chlopcow z poprawczaka, nie bylo potrzeby poglebiania jego osobowosci jak dla mnie.

                    Uff, ale sie napisalam! :)
                    Ale to dlatego, ze niewiele sama pamietalam z pierwszego ogladania, a teraz obejrzalam od poczatku do konca dosc swiadomie :))) i spodobal mi sie jeszcze bardziej.
                    • grek.grek Re: Uspieni - to probuje :) 08.10.10, 12:51
                      "Hrabia" - orajt, motyw przeprowadzenia całej akcji : rozumiem :]

                      z tym samoczynnie nagłą ekspiacją eks-strażnika - też, znaczy się : rozumiem Twój pkt widzenia, jest w miarę racjonalny; ALE jednak nadal wydaje mi się trochę "sztukowany".

                      a'propos czarnego brata czarnego chłopca, co został zabity w poprawczaku - wiesz, takie powiązanie mi się wydało zbyt... "familiarne", zbyt "w gronie zainteresowanych" : eks-strażnik, winny molestowania i śmierci ma dług akurat u gangusa, który zna wszystkich molestowanych chłopców i im pomaga, i akurat gangusem, któremu da się ten dług "odsprzedać", jest brat chłopca zamordowanego przez eks-strażnika. takie trochę za duże stężenie, przypadkowo korzystnych dla przeprowadzenia planu usunięcia człowieka, ustyuowań... nazwijmy to - społeczno-zawodowo-biznesowych :]

                      ja wiem, ochlapus był figurantem, czy nikogo nie dziwi, ze wszystkie odpowiedzi świadków były dokładnie takie, jak w założeniu Michaela i ochlapus nie musiał ani razu improwizować, starając się dostosować do nieoczekiwanej, nieprzewidzianej reakcji świadka ? To też mi zgrzytało :]
                      konstrukcja mogłaby się zachwiać od takiej niespodzianki, ale przecież nie musiałaby od razu runąć :], może scenarzysta po prostu uznał, że łatwiej będzie przełknąć fakt, że takim jak ja coś zazgrzyta niż zaryzykować jakąś komplikację fabuły, oddalającą od niej podejrzenie papierowości, a potem robić rozpaczliwe fikołki, żeby z tego wybrnąć - uznał chyba, że mniej szkodliwe będzie po prostu pominięcie :]

                      a'propos zeznań księdza i tego, ze, jak słusznie piszesz, "ława decyduje co jest prawdą" - oglądałem "dwunastu gniewnych ludzi" :], w ktorym jeden człowiek zauważa małą nieścisłość w zeznaniach ludzi wezwanych przed sąd i w aktach sprawy, i dzięki temu, koniec końców, zapada słuszny wyrok, ratujący ludzkie życie. Tutaj ława przysięgłych, to jakieś dwanaście mumii, które kupują najcięższy kit i służa reżyserowi i scenarzyście do tego, żeby klepnęły, to co oni zaakceptowali sami, to nie są postaci, tylko powiernicy twórców filmu. To wielki minus.

                      Brak reakcji sędziego, brak dopytania adwokata - "proszę księdza, ale dlaczego mamy w pańskie słowo uwierzyć ?", Michael podnosi bilety do góry i uznaje się za pokonanego - ofk, wiemy dlaczego, ale przecież to jest tak grubymi nićmi szyte, to jest przejaw takiej niekompetencji prawniczej, że aż dziw, iż sędzia sam nie dopytał ;] że ława po prostu wzięła go na wiarę - zgadzam się z Twoim wywodem, że Michael na to liczył, ale tak nie postąpiłaby żadna ława przysięgłych, nawet w Ameryce ;] Żadna. Ksiądz nie przedstawił żadnego dowodu, że zabójcy byli z na meczu, bo sam fakt posiadania trzech biletów na ten mecz nie jest dowodem. Ława, sędziowie, opinia publiczna, wszyscy zostali potraktowani przez scenarzystę jak marionetki, byle się scenariusz domknął i wyglądał dostatecznie efektownie. Niestety, wg mnie, także i my, widzowie zostaliśmy nabici w butlę :]



                      • maniaczytania Re: Uspieni - lecimy dalej :) 08.10.10, 18:20
                        grek.grek napisał:

                        > z tym samoczynnie nagłą ekspiacją eks-strażnika - też, znaczy się : rozumiem Twój pkt widzenia, jest w miarę racjonalny; ALE jednak nadal wydaje mi się trochę "sztukowany".

                        Mnie sie wydaje, ze jednak nie tak do konca. Pamietaj, ze nie wszyscy ci czterej straznicy byli z gruntu zli, sadysta prawdziwym i zdeklarowanym byl Bacon, pozostali roznie. Akurat chyba ten pracowal w poprawczaku tylko na chwile, nie pamietam dokladnie, ale kazdy straznik bylo "omowiony" kim jest i dlaczego tam pracuje. Mozliwe wiec, ze po prostu uczestniczyl w tych aktach brutalnosci i molestowania, zeby nie podpasc kolegom straznikom, a w sumie to wcale nie chcial. I dlatego wyrzuty sumienia i usilne proby zapomnienia o tym, ze bylo sie zlym, spowodowaly "ekspiacje".


                        > a'propos czarnego brata czarnego chłopca, co został zabity w poprawczaku - wiesz, takie powiązanie mi się wydało zbyt... "familiarne", zbyt "w gronie zainteresowanych" : eks-strażnik, winny molestowania i śmierci ma dług akurat u gangusa, który zna wszystkich molestowanych chłopców i im pomaga, i akurat gangusem, któremu da się ten dług "odsprzedać", jest brat chłopca zamordowanego przez eks- strażnika. takie trochę za duże stężenie, przypadkowo korzystnych dla przeprowadzenia planu usunięcia człowieka, ustyuowań... nazwijmy to - społeczno-zawodowo -biznesowych :]


                        Ojej, chyba zle tlumacze, sprobuje jeszcze raz. Tu nie bylo przypadkowo korzystnych usytuowan. Akurat ten straznik byl hazardzista, dlugi robil latwo. Na prosbe Michaela gangster, ktory pomagal chlopcom, odkupil jego dlug (to byla czesc zemsty) i odsprzedal/oddal czarnoskoremu, bo doskonale wiedzial, ze to brat tego zabitego chlopaka i wiedzial, ze ten wykorzysta okazje "odbioru dlugu" do zemsty za brata. On nie trafil do czarnoskorego przypadkiem!
                        Czyli to nie bylo tak, jak piszesz, ze straznik mial dlug akurat u tego gangstera i ze czarny gangster, ktory odkupil ten dlug byl akurat bratem zabitego. Mam nadzieje, ze teraz mi sie udalo :)


                        > ja wiem, ochlapus był figurantem, czy nikogo nie dziwi, ze wszystkie odpowiedzi
                        > świadków były dokładnie takie, jak w założeniu Michaela i ochlapus nie musiał
                        > ani razu improwizować, starając się dostosować do nieoczekiwanej, nieprzewidzia
                        > nej reakcji świadka ? To też mi zgrzytało :]

                        No nie, przeciez byly momenty, kiedy ochlapus improwizowal i to ze dwa razy :)


                        > a'propos zeznań księdza i tego, ze, jak słusznie piszesz, "ława decyduje co jest prawdą" - oglądałem "dwunastu gniewnych ludzi" :], w ktorym jeden człowiek zauważa małą nieścisłość w zeznaniach ludzi wezwanych przed sąd i w aktach sprawy, i dzięki temu, koniec końców, zapada słuszny wyrok, ratujący ludzkie życie. Tutaj ława przysięgłych, to jakieś dwanaście mumii, które kupują najcięższy kit i służa reżyserowi i scenarzyście do tego, żeby klepnęły, to co oni zaakceptowali sami, to nie są postaci, tylko powiernicy twórców filmu. To wielki minus.

                        Pamietaj, ze film jest podobno na faktach!


                        > Brak reakcji sędziego, brak dopytania adwokata - "proszę księdza, ale dlaczego mamy w pańskie słowo uwierzyć ?", Michael podnosi bilety do góry i uznaje się za pokonanego - ofk, wiemy dlaczego, ale przecież to jest tak grubymi nićmi szyte, to jest przejaw takiej niekompetencji prawniczej, że aż dziw, iż sędzia sam nie dopytał ;] że ława po prostu wzięła go na wiarę - zgadzam się z Twoim wywodem, że Michael na to liczył, ale tak nie postąpiłaby żadna ława przysięgłych, nawet w Ameryce ;] Żadna. Ksiądz nie przedstawił żadnego dowodu, że zabójcy byli z na meczu, bo sam fakt posiadania trzech biletów na ten mecz nie jest dowodem. Ława, sędziowie, opinia publiczna, wszyscy zostali potraktowani przez scenarzystę jak marionetki, byle się scenariusz domknął i wyglądał dostatecznie efektownie. Niestety, wg mnie, także i my, widzowie zostaliśmy nabici w butlę :]

                        O ile sie nie myle, sedzia w USA w procesie z lawa przysieglych nie jest od zadawania pytan, tylko od czuwania nad prawidlowym przebiegiem procesu, wiec nie mogl zapytac.
                        Ale w tym jednym masz racje - zeznania ksiedza byly malo przekonujace, ten element byl najslabszy. A z ta zadna lawa - no nie wiem, pamietaj, ze najczesciej lawnicy chca jak najszybciej wrocic do domu i miec z glowy :)

                        A tak w ogole to fajna dyskusja nam sie rozwinela, juz dawno az tyle nie napisalam :)))
                        • grek.grek Re: Uspieni - lecimy dalej :) 09.10.10, 13:19
                          wiesz, tak trochę go nagle przypiliło ;] nikt go nie cisnął, sam sie rozbeczał... zauważ - minęło 20 LAT [dobrze mówię, 20 ?, coś koło tego chyba ], i on przez 20 lat nie doszedł do tego, ze coś go uwiera ? Doszedł do tego akurat w takim momencie ? Trochę to "sztukowane" jednak :]

                          orajt, z tym długiem faktycznie przegapiłem, że został najpierw odkupiony, a potem odsprzedany. Zatem - punkt dla Ciebie i dzięki za wyjaśnienie :]

                          Drugi punkt zatem dla Ciebie, umknęło mi gdzieś to improwizowanie, pamiętam tylko, ze ochlapus nie mógł odnaleźć jakiegoś pytania na kartce i Michael się zdenerwował i pod nosem je powtarzał [ uwielbiam te zabiegi kina amerykańskiego - te wymowne spojrzenia, zachowania słowa, które widz widzi, bo musi i powinien, a postaci na ekranie nie zauważają, o ile im akurat scenariusz na to nie pozwala - pełna sala i nikt nie dostrzega, że Michael klepie pod nosem w stresie, kiedy akurat ochlapus się gubi ] niemniej - nadal wydaje mi się, ze były to kosmetyczne zabiegi; wiesz, nie chodzi o jakiś totalny collapse, z którego facet wychodzi trzymając się jedną ręką parapetu wisząc nad przepaścią, ale o to, żeby aż tak gładko nie szło. dlatego, wg mnie, cały ten dramat procesowy jest bardzo plastikowy.

                          hehe, wiesz, z tym "dopytaniem przez ławę/sędziego", to sobie ":]", czyli przyżarciłem, ale fakt faktem, że ława miałaby poważne wątpliwości i nie wierzę, że przyjęłaby - w sprawie o morderstwo - takiego dowodu niewinności. Po prostu, sama akcja z księdzem, z tym że dla dobra sprawy skłamał i efektownością jego wyskoku z tymi biletami na mecz tak się spodobała scenarzyście, ze uznał, iż widzowie trafieni tym, wg niego - zgrabnym zabiegiem nie dostrzegą, że był on bardzo wątpliwy z pkt widzenia logiki.
                          Jak pisałem, "dwunastu gniewnych ludzi" było wiwisekcją działania ław przysięgłych - pierwszym rzutem oka za kulisy. Tutaj nie wchodziła w grę żadna podściółka, np wątek rasistowski, albo seksistowski, albo jakiś potencjalny zamach na wartości społeczne czy narodowe paranoje, co mogłoby sterować niektórymi członkami ławy i sprowadzać rzecz całą do starcia ideologicznego, a nie merytorycznego, motywować werdykt, skłaniać do niezadawania pewnych pytań albo niezauważania faktów, a do przepychanek pozamerytorycznych; tutaj była prosta piłka - rada miała prawo być trzeźwa całkowicie, a jednak nikt nikomu KORONNY dowód obrony nie wydał się wątpliwy :], choć przecież na pierwszy rzut oka takim był. Ława to dwanaście osób, związanych przysięgą, zwykle poważnie traktujących swoje obowiązki. Uważam, że przy racjonalnym potraktowaniu tematu nie uniewinniliby ich. Decyzja musi być podjęta jednomyślnie, nie wierze, że zebrałoby się dwunastu konformistów i wszyscy przeszliby do porządku dziennego nad tym, co powiedział ksiądz, nie wierzę też że wszyscy uwierzyli księdzu, z tego powodu, że ich oślepił jego autorytet - nie chodzi nawet o to, chodzi o wątpliwości, a one wystarczą. Wg mnie, a był to kulminacyjny, najważniejszy moment procesu - decydujące zeznanie, jesli w takim momencie pojawia się taka sytuacja - film traci gros ze swojej wymowy i wygląda na rozstrzygnięty metodą "na upartego" - ładnie, z fleszem, ale bezmyślnie :]
                          widzę, że zgadzamy się w dużym stopniu w tej sprawie :]

                          Hehe, wreszcie się zmoblizowałaś, żeby się udzielać we właściwej proporcji, dobry znak :]
                          • maniaczytania Re: Uspieni - lecimy dalej :) 09.10.10, 13:49
                            grek.grek napisał:

                            > wiesz, tak trochę go nagle przypiliło ;] nikt go nie cisnął, sam sie rozbeczał. .. zauważ - minęło 20 LAT [dobrze mówię, 20 ?, coś koło tego chyba ], i on przez 20 lat nie doszedł do tego, ze coś go uwiera ? Doszedł do tego akurat w takim momencie ? Trochę to "sztukowane" jednak :]

                            No dobra, powalcze jeszcze o trzeci punkt :) Czy to bylo nagle? On byl raczej "miekki" i dlatego Michael jego wybral specjalnie jako swiadka oskarzenia, bo przypuszczal, ze peknie, choc roznie moglo byc. A czy przez 20 lat nie doszedl? Zwroc uwage na to, ze on przez te 20 lat probowal najwyrazniej zapomniec o tym, co zrobil, stad zwrocenie sie ku szkole katolickiej, bycie "dobrym" szanowanym nauczycielem ( pewnie i koniec kariery wychowawczej tez mu sie przed oczami przewinal), stad jego slowa - "Niech to sie wreszcie skonczy", swiadczace o tym, ze jednak myslal o tym i zdawal sobie z tego sprawe. A tu nagle po 20 latach idzie zeznawac w procesie, nie przypuszczajac, ze ktokolwiek bedzie znal tajemnice sprzed lat i dlatego po kilku pytaniach kilka razy powtorzonych pekl, bo juz po prostu przelalo sie w nim poczucie winy, gnebiace go od wielu lat. W odwrotnej sytuacji Kevin Bacon by nie pekl ( fajny film by wtedy mogl wyjsc :) )
                            • grek.grek Re: Uspieni - lecimy dalej :) 10.10.10, 13:09
                              no orajt, powiedzmy, ze się to jakoś tam spina, przy odpowiedniej dozie serdeczności wobec twórców scenariusza :]

                              dokładnie tak, z Baconem byłoby trudniej, ale i chyba cięzej byłoby ugryźć taki film - z nim jako oskarżony, na etapie pisania; dlatego, tym bardziej żałuję, że tak łatwo poddał się ten strażnik, niezależnie od przyczyn racjonalnych bardziej lub mniej, bo to mógł być ciekawy wątek.
    • grek.grek niedziela i nędzy programowej cd ;] 03.10.10, 14:12
      by się chciało coś polecić, ale, kurde balans, nie ma specjalnie czego się uczepić...

      "Synalek" [polsat, 23:00] - schematyczny thriller o brzydkim bachorze, który zagraża własnej rodzinie, bo lubi gryźć innych po kostkach. atrakcją głowną jest Kevin sam w domu, czyli Culkin, w roli całkowicie zaprzeczającej jego wizerunkowi kevinowemu; co ciekawe, jest to rola z tamtego okresu w jego filmowej karierze. kto się przywiązał do Kevina-Culkina będzie zaskoczony ;]

      poza tym, to nie znam, albo nie widziałem, albo nie chcę oglądać, czymkolwiek jest to, co widzę w ramówce.
      TVN daje hicior z Czakiemnorisem i to jakoś tak ładnie, symbolicznie wskazuje na poziom propozycji na dziś.
    • grek.grek wreszcie coś... "Scarface", dwójka dziś. 04.10.10, 13:38
      jak nie było, tak nie było, a jak jest, to porządnie jest :]

      "Scarface" w 2-ce dzisiaj, 22:55. Polecam bardzo. świetne kino gangsterskie, świetna historia kryminalnego self-made mana - od kubańskiego emigranta do bossa mafii na Florydzie; jakby to ktoś naukowy napisał - studium, tudziez wiwisekcja zmian osobowościowych pod wpływem prostacko pojmowanego sukcesu osobistego; świetne aktorstwo z Pacino i... Miami w rolach głównej, szczytowe osiągnięcie reżyserskie De Palmy. must-see :]
      • pepsic "Rewolwer" polsat 22.15 04.10.10, 14:00
        Nieźle zapowiada się również czarna komedia pt. "Rewolwer ". Sądząc po głównym wykonawcy (Maniu! Statham) i reżyserze (Guy Ritchie) można spodziewać się klimatów doskonałego "Przekrętu".
        • barbasia1 Re: "Rewolwer" polsat 22.15 04.10.10, 14:32
          Właśnie miałam napisać o "Rewolwerze" Guya Ritchiego, wypatrzyłam go wczoraj w programie, ale chyba jednak na "Człowieka z blizną" i Ala Pacino popatrzę .

          Greku, " Scarface" kończy się straszliwie późno, czy wobec tego mogłabym liczyć, że opowiesz mi / nam ciąg dalszy , a konkretniej z jakaś 'większą' ;) połowę filmu??? /Mogę opisać początek!!!/

          :)
        • maniaczytania Re: "Rewolwer" polsat 22.15 04.10.10, 20:20
          pepsic napisała:

          > Nieźle zapowiada się również czarna komedia pt. "Rewolwer ". Sądząc po głównym
          > wykonawcy (Maniu! Statham) i reżyserze (Guy Ritchie) można spodziewać się klim
          > atów doskonałego "Przekrętu".

          Pepsic -dzieki za przypomnienie :) Slyszalam, ze ten film to jeden ze slabszych Ritchiego i nawet myslalam, ze bez Jasona - Pepsic, gdyby nie Ty, to bym go odpuscila, hahaha :)
          • barbasia1 Re: "Rewolwer" i "Scarface" 05.10.10, 14:47
            No i jak wypadł Guy'owi "Rewolwer"?

            Z przyjemnością obejrzałam kawał "Scarface" (do wyprawy Tony'ego (Ala) do Ameryki Południowej, do miejscowego producenta narkotyków) i pewnie żałowałabym, że nie widziałam całości, gdyby nie Twoja obietnica, że dopowiesz ciąg dalszy,
            dawno nic nie opowiadałeś nam, Greku! :))
            Ale zanim Ty, Greku, ja opowiem, co się działo na początku ...
            :)
            • grek.grek Re: "Rewolwer" i "Scarface" 05.10.10, 15:11
              własnie, może jakąś recenzyją byście zarzucili/ły ? :]

              Barbasiu, obejrzałem już kawałek - cholewa, jak ja nie znoszę kawałkowania filmu, co go mam nagrany, ale... czasami jakoś tak wypada - i powiem Ci, ze mnie się jeszcze bardziej podoba niż za drugim razem, może po częsci dlatego, ze widziałem go strasznie dawno temu ostatni raz; póki co, jest jak wino, z każdą 5-latką coraz lepszy, bo jakos tak co 5 lat średnio go widuję ;]
              niezmiennie uderza mnie, jak De Palma potrafi rewelacyjnie trzymać nastrój przez cały film, buduje go szybko, wznosi wysoko, a potem nie pozwala na żadne wahania i opady. Klasa mistrzowska.

              orajt, zatem : ty zapoczątkujesz, a ja opiszę od momentu wyjazdu Tony'ego.
              hehe, no ostatnio oferta, bo już nawet nie tyle pora, nie dawały mi szansy, zeby się grafomańsko uaktwynić ;]
              • barbasia1 Re: "Rewolwer" i "Scarface" 05.10.10, 15:46
                Wiem, rozumiem, ja też tego nie znoszę, człowiek się wybija z rytmu, z nastroju...

                To oznacza jedno - to naprawdę dobry film.

                OK! Tośmy ugodnili! Trochę później, wieczorem pojawi się mój początek, streszczenie powinno pójść sprawinie, notatki robiłam oglądając! :]
                A Ty opowiesz, jak tylko obejrzysz całość!
                :)

                >hehe, no ostatnio oferta, bo już nawet nie tyle pora, nie dawały mi szansy, żeby się >grafomańsko uaktwynić ;]

                Zaczyna mnie naprawdę denerować ta telewizja!

                "Grafomansko"!??? - Eeee, nie znasz się, Greku! ;]
              • barbasia1 "Scarface" część 1. części 1. 06.10.10, 11:34
                To zaczynam / przepraszam za opóźnienia/

                W maju 1980 Fidel Castro otwiera granice Kuby – mówią napisy początkowe - W swej łaskawości Fisel udziela zgody na to, by obywatele mogli dołączyć do swych krewnych w USA. W ciagu 72 godzin! z portu Mariel/albo Marwel na Kubie wypłynęło 3 tysiące łodzi wypełnionych po brzegi ludźmi.
                Nie była to jednak jedyna niespodzianka jaką uszykował El Comandante, okazało się bowiem, że właściele łodzi musieli zabrać nie tylko chętnych do wyjazdu krewnych i znajmoych, ale także uwolnionych z kubanskich więżień kryminalistów (co za szatański pomysł, nieprawdaż!). Do Ameryki przybyło ok. 125 tysięcy kubanczyków, z czego co piąty był przestepcą.

                Pierwsze ujęcia filmu mają chacrakter paradokumantalny, w skrócie ilustrują , to o czym informowałay napisy początkowe. Statki, stateczki, łodzie, wypełnione po brzegi Kubanczykami, starymi, młodymi, dziećmi, rodzinami i ich klamotami odpływają z portu na Kubie, płyną przez wzburzone morze w kierunku ziemi obiecanej, Ameryki, którą symbolizuje dumnie powiewająca na wietrze flaga amerykańska (jedno krótkie ujęcie, flaga filmowana od dołu...)

                Na rzesze przybywających z Kuby czekają już amerykańskie służby emigracyjne, którym pomaga wojsko, policja. Akcja kontroli i rejestracji przebiega dość dość sprawnie, wiadać,że jest dobrze zorganizowana...

                Jednym z przybyłych jest nasz bohater - Antonio Motola (w tej własnie roli świetny Al Pacino). Służby emigracyjne diokładnie wypytują go o wszytsko. Tony zgrywa chojraka, jest pewny siebie, nieco bezczelny, lekko zardziorny. Na pytanie skąd zna angielski, Tony odpowiada, że ojciec był Amerykaninem. Ojciec już nie żyje, matka zreszta tez, rodziny żadnej nie ma. Na pytanie o zawród, odpowiada, że pracował na Kubie jako robotnik budowlany. Potwierdza, że słuzył też w wojsku. Mówi, że nie był ani w więzieniu, ani w psychiatryku. Urzednicy wypytują, go też o orientację seksualną, a konkretnie o to, czy lubi mężczyzn!? i czy nie przebiera się czasem w damskie ciuchy!? Tony, że nie, że skąd! Potem amerykanie przygladaja się uwaznie ejgo twarzy pytają skąd Tony ma bliznę na twarzy, sugeruja zatrovliwie, ze pewnie jakac kobieta go potraktowala swoimi pazurami, a Tony, mówi że to od dzieciństwa, potem przygladaja się tatruażowi w kształcie wideł na dłoni. Jeden z policjantów wyjasnia kolegom, że taka dziara oznacza zabójcę. Wszyscy patrzą uważnie, na Tony’ego, kóry troszkę zaczyna się denerwować i pokrzykiwac, przyznaje się , ze był w więzieu za handel dolarami, które kupował od Kandayjczyka, przesłuchujacy niw eiżą sugerują, że on kropnął tego kanadyjczyka do dolarów. Tony,pokrzykuje jeszcze głośniej, że nie jest bandytą, nie ejst zlodziejem, siedział w więzieniu z powodow politycznych, i że nie nawidzi komunizmu, że w dziurawych ruskich butach :) i coś tam jeszcze i w końcu, że domaga się repektowania swoich praw. Cwani Amerykanie nie dowierzają mu i wysyłają Tony’ego do obozu dla uchodźców, by mu się tam lepiej przyjrzano ...

                ciag dalszy nastąpi za chwilę ! ! ! ! !
                • barbasia1 Re: "Scarface" część 1. części 1. po korekcie 06.10.10, 11:47
                  Korekta :

                  W maju 1980 Fidel Castro otwiera granice Kuby – mówią napisy początkowe - W swej łaskawości Fisel udziela zgody na to, by obywatele mogli dołączyć do swych krewnych w USA. W ciagu 72 godzin! z portu Mariel/ Marwel na Kubie wypłynęło 3 tysiące łodzi wypełnionych po brzegi ludźmi.
                  Nie była to jednak jedyna niespodzianka jaką uszykował El Comandante, okazało się bowiem, że właściele łodzi musieli zabrać nie tylko krewnych i znajmoych, ale także uwolnionych z kubanskich więxień kryminalistów (co za szatański pomysł, nieprawdaż!). Do Ameryki przybyło ok. 125 tysięcy kubanczyków, z czego co piąty był przestepcą.

                  Pierwsze ujęcia filmu mają chacrakter paradokumantalny, w skrócie ilustrują , to o czym informowałay napisy początkowe. Statki, stateczki, łodzie, wypełnione po brzegi Kubanczykami, starymi, młodymi, dziećmi, rodzinami i ich klamotami odpływają z portu na Kubie, płyną przez wzburzone morze, w kierunku Ameryki, którą symbolizuje dumnie powiewająca na wietrze flaga amerykańska (jedno krótkie ujęcie, flaga filmowana od dołu...)

                  Na rzesze przybywających z Kuby czekają już amerykańskie służby emigracyjne, którym pomaga wojsko, policja. Akcja kontroli i rejestracji przebiega dość dość sprawnie, wiadać,że jest dobrze zorganizowana...

                  Jednym z przybyłych jest nasz bohater - Antonio Motola (w tej własnie roli świetny Al Pacino). Służby emigracyjne diokładnie wypytują go o wszytsko. Tony zgrywa chojraka, jest pewny siebie, nieco bezczelny, lekko zardziorny. Na pytanie skąd zna angielski, Tony odpowiada, że ojciec był Amerykaninem. Ojciec już nie żyje, matka zreszta też, a rodziny żadnej nie ma. Na pytanie o zawród, odpowiada, że pracował na Kubie jako robotnik budowlany. Potwierdza, że słuzył też w wojsku. Mówi, że nie był ani w więzieniu, ani w psychiatryku. Urzednicy wypytują, go też o orientację seksualną, a konkretnie o to, czy lubi mężczyzn!? i czy nie przebiera się czasem w damskie ciuchy!? Tony, że nie, że skąd!
                  Potem Amerykanie przyglądają się uważnie jego twarzy, pytają, skąd Tony ma bliznę, pytają żartobliwie, czy to nie ejst sprawa jakieś kobiety i jej pazurów, a Tony, spokojnie, że ma ją od dzieciństwa, potem Amerykanie przyglądają się tatuażowi w kształcie wideł na dłoni. Jeden z urzędników policjantów wyjaśnia , że taka dziara oznacza zabójcę. Wszyscy patrzą bardzo podejrzliwie, na Tony’ego, który troszkę zaczyna się denerwować i w związku z tym pokrzykiwać. Tony przyznaje się w końcu, że był w więzieniu za handel dolarami, które kupował od Kandayjczyka. Przesłuchujący sugerują, że on musił kropnąć tego kanadyjczyka do dolarów. Tony, pokrzykuje coraz głośniej, że nie jest bandytą, nie jest zlodziejem, że siedział w więzieniu z powodow politycznych, i że nienawidzi komunizmu, że w dziurawych ruskich butach musi chodzić :) i coś tam jeszcze tłumaczy.
                  W końcu krzyczy, że domaga się repektowania swoich praw. Cwani Amerykanie nie dowierzają mu i wysyłają Tony’ego do obozu dla uchodźców, by mu się tam lepiej przyjrzano ...

                  :)

                  Ciag dalszy za chwilę !
                  • barbasia1 Re: "Scarface" część 2. części 1. 06.10.10, 13:24
                    Tony więc dostaje się z kumplem, z którym przybył z Kuby od obozu dla uchodźców. Wkrótce za pośrednictwem kumpla , który miał znajomków za murami obozu Tony dostaje korzystną propozycję, by w zamian za szybkie uwolnienie z obozu i robotę, zlikwidował przybyłego właśnie od obozu kubańczyka Emilio Rebengę. Jeden z mieszkających w Ameryce Kubanczycków chce się bowiem zemścić za śmierć krewnego na Rebendze, byłym policjancie i byłym gorliwym wspóprawniku Castro, który ma na sumieniu wiele ofiar na Kubie. Tony zgadza się wielką z chęcią. Mówi – „z przyjemnością zabiję komunistę, a dla zielonej karty mogę go nawet pokroić na kawałki”.

                    Wkrótce (w sierpniu) niespodziewanie wybuchają zamieszki w obozie, w trakcie tych zamieszek ginie Rebenga, cios nożem niepostrzeżenie zadaje oczywiście Tony.
                    Wkróce Tony i jego kuple dostają ku ich wielkiej radości amerykańskie papiery i zostają wypuszczeni z obozu.

                    Tony i ten koleś, z którym przybył z Kuby otrzymują pracę na zmywaku w barze o miłej nazwie Liltte Havana na Florydzie. Tony myjąc stertę naczyń jest oczywiście marudzi. - Nie przyjechałem tu do Ameryki, żeby zapieprzać – mówi, hehe. W czasie przerwy przygladają się rozmarzonym wzrokiem bogatym gościom (handlarzy heroiną) zajeżdżającym z pięknymi laskami „z wielkimi buforami” pod zanajdujący się naprzeciwko ekskluzywny nocny klub o tej samej nazwie, co bar ”Little Havana”. Marzą im się duże pieniądze i ładne laski.

                    Po chwili jeden z kucharzy przynosi wiadomość, że ktoś za barem na nich czeka i chce rozmawiać... Okazuje się, że dwaj goście z mafi narkotykowej przyjachali z propozycją roboty - za 500 dolarów mają rozładować kuter z marihuaną. Tony jest zbulwersowany kwota , którą proponują, mówi że to za mało, że przecież on jest nie byle kto, sprawdził się już w obozie i chce 1000 dolców za noc. Po przemyśleniu goście poponują inną mu zupełnie inną robotę za 5 tysięcy zielonych prezydentów. Mają udać się do holelu „Miami Beach” i kupić 2 kg narkotyków od Kolumbijczyków za pieniądze, które od mafii dostaną. Tę popozycję Tony akceptuje.

                    Na drugi dzień z trzema kumplami, Tony podjeżdża pod hotel Miami Beach, Dwaj zostają w aucie, a Tony z jednym idzie na góre do pokoju, w którym czekają już Kolumbijczycy z towarem. Tony wchodzi, ten drugi zostaje przed drzwiami,w pokoju jest tylko facez z babką, leżąca na kanapie i gapiacą się w telewizor. Tony pyta o towar, facet mówi, że nie ma go przy sobie, ale jest niedaleko, Tony sprytnie mówi, że on kasy tez nie ma przy sobie, ale ma ją niedaleko. Taka sobie miło gawędzą, aż nagle wpada trzech czy czerech uzbrojonych po zęby gości, wciagają kumpla Tony’ego pokoju i przywiazują go z ręce do jakieś ramy, przystawiają igiwery do głów i żądają kasy.
                    Tony się wykręca, nie chce dać. Jeden z gości bierze piłę mechaniczną i grozi, że odetnie kumplowie rękę i nogę jak nie dostanie kasy i robi to (ręka, noga, krewna na ścianie!), kiedy Tony odmawia kategorycznie. I już mają i z Tony’ego zrobić plamę na ścianie, o której to plamie śpiewa urocza Beatka z Bajmu , kiedy wpadają ci dwaj kumple, co w aucie czekali ( jeden z nich to ten przyjaciel z Kuby) i zabijają wszytskich napastników, po czym w trójkę uciekają, bo już coraz wyrażniej słychać wycie suk policyjnych . Tony oczywiście zabiera walichę Kolumbijczyka , w kótrej, jak się okazało były narkotyki.
                    Bezpieczny kontaktuje się z tymi facetami, którzy nadali mu robotę, mówi, że ma i kasę i naroktyki, i że chce je oddać do rąk własnych ich bossa.
                    Tamci nie mają wyjścia, zgadzają się i w ten spsób Tony, wraz z przyjacielem (tym z Kuby) trafiają do rezydencji bosa narkotykowego, który jest pod wrażeniem, akcji Tony’ego i tego, że przywiózł i kasę i towar, chwali spryt, docenia gest i zaprasza na kolację do knajpy. Panowie czekają jeszcze tylko na laskę bossa, siedzą w olbrzymim salonie i gawędzą przy driknach, za chwile do szklanej windy na piętrze wchodzi ubrana w długą szmaragdową suknię szczupła blondyna, staje tyłem do salou, winda zjeżdża na dół, wychodzi z niej pani o chłodnej urodzie Michele Pfeiffer i ze znudzoną miną . Tony, kóry ją bacznie obserwołał od momentu jej wejścia do windy jest pod wrażeniem jej kobiecego uroku, co sugeruje stosowna klimatyczna muzyka.

                    Wszyscy razem idą do knajpy. Tam się dogadują, Tony zostaje współpracownikiem bossa narokotykowego.A potem idzie tańczyć z kobietą bossa, która traktuje go z początku nieco pogardliwie, ale ponieważ Tony ma niezaprzeczaly urok, bezczelność i gadane to zaczyna powoli coraz łaskawiaj na niego patrzeć (trzeba przyznać, że Michele mistrzowsko kilkoma spojrzeniami pokazała przebłyski sympatii i zainteresowania Tonym!).

                    A potem nastąpił wspomniany wyjazd Tonego do Ameryki Południowej ...
                    • barbasia1 Re: "Scarface" część 3. części 1. 06.10.10, 13:42
                      Zapomniałam -
                      Jeszcze przed wyjazdem do Ameryki Południowej Tony odwiedza swoją matkę i siostrę, które jak się okazuje żyją w Ameryce i mają się całkiem dobrze.I matka i córka pracują na swoje utrzemanie jedna w fabryce, druga w zakłądzie fryzjerskim, jęsli dobrze pamietam.

                      Świetna była ta scena. Matka wita syna chłodno, on nie odzywał się do niej przez kilka lat. O to ma najwiekszą pretensję. Tony jeszcze bardziej pewny siebie niż zwykle po krtókiej rozmowie wręcza matce gruby plik dolarów oczywiscie z tekstem, ze od teraz nie będą już musiały pracować. Matka pyta skad ma pieniadze. Tony kłamie, ze zarabia uczciiwe.Matka zna swego syna doskonale i czuje ,że ten nie mówi prawdy jest na niego zła, nie chce pieniędzy, każe sie synowi wynosić. Za to młosza siosta, jest zachwycona wizytą dawno niewidzianego brata, pięknym złotym serduszkiem, któere jej ofirował, leci za nim do drzwi, przeprasza za matkę, żega się z nim czule, ten daje jej dolary, których matka nie wzięła, każe jej coś kupić od czasu do czasu matce (jaki dobry syn!), i obiecuje, że się jeszcze z nią skontaktuje.

                      Kumplowi z Kuby, ktory czekał na Tony'ego w aucie i obserował pożegnanie z siostrą wyrażnie wpadłą w oko ta śliczna młodziutka dziewczyna i kiedy Tony wsiadł do auta zaraz zagadnął o nią. Tony wściekły warknął tylko - Ona nie jest dla Ciebie!

                      Potem Tony leci do Ameryki Południowej spotakć się z producentem naroktyków
                      • barbasia1 Re: "Scarface" część 2. części 1. 06.10.10, 14:01
                        O świetnie, dzięki za korektę! Skąd ja wzięłam to inne, niewlaściwie nazwisko Tony'ego!? Nie mam pojęcia! :) Cos pomysliłam w ferworze walki, zle odczytałam, albo jestem przygłucha, hehe. A miałam luknać jeszcze na listę płac na stonach filmowych, także w sprawie imienia kumpla.

                        Dzięki Ci za dobre słowa! :)))))
                          • barbasia1 Re: "Scarface" część 2. części 1. 06.10.10, 15:59
                            grek.grek napisał:

                            > to ja dzięki Ci za zawodowy opis :]
                            > e tam, wiesz, takie drobnostki, to nic nadzwyczaj istotnego, ot tak dla pewnośc
                            > i skorygowałem.

                            Cała przyjemność po mojej stronie! :)
                            A poprawki były ważne!

                            A "Borata" dziś, Greku, n i e z a p o w i a d a s z???

                            • grek.grek "Scarface" cd 3/4 07.10.10, 10:26
                              [ ech, no jakoś zapomniałem o tym całym Boracie ;]
                              ale prosiłaś o cd Scarface, więc... Do tej Ameryki Płd Tony poleciał z Suarezem, z polecenia lopeza, żeby negocjować warunki szmuglowania koksu z niejakim Sosą, dużym handlarzem. Tony miał się głównie przyglądać i robić dobre wrażenie, tymczasem w czasie rozmów przejął kontrolę, zaczął ustalać sprawy wg własnego widzimisię, w dodatku - jego propozycje były dośc zastanawiające i zakładały nawet pewną stratę finansową Lopeza, aczkolwiek nadal dawały sauma sumarum zysk i ułatwiały sam proceder - wszystko to Suareza wnerwiło nieco, a Sosie się spodobało. jako że żadna decyzja nie mogła zapaść bez zgody Lopeza, a wobec nowych warunków tym bardziej była ważna Suarez miał polecieć na Florydę zgadać się z szefem, a Tony miał zostać na miejscu. problem w tym, ze w międzyczasie Sosa dostał telefon, w którym ktoś go poinformował, że Suarez to kabel. i scena : helikopter z Suarezem w powietrzu, Sosa i Tony na dole, a z tego helikoptera ktoś wyrzuca Suareza z pętlą na szyi... Sosa zwraca się od razu to Tonego, że on może też jest szpiclem, ale robi to trochę dla picu, bo czuje, że Tony jest szczery, a i sam Tony tak się wzburza na podobny zarzut [i mówi, że sam Suarezowi nie wierzył, bo przez niego stracił kolegę], ze nie pozostawia wątpliwości, że z niego uczciwy gość jest. na wszelki jednak wypadek Sosa mu mówi, żeby nigdy nie próbował go wyrolować.

                              Lopez jest ofk wpieniony całą sytuacją. Tony zaś wykorzystuje koniunkturę i decyduje się na rozpoczęcie samodzielnej działalności, w pewnym sensie jako ciągle człowiek Lopeza, z jego siatki, ale jednak już częsciowo na własną rękę. Lopez się zgadza, bo jakie ma wyjście, ale jednocześnie podejrzewa Tony'ego, że się zwąchał z Sosą i teraz będą orać przeciw niemu w sojuszu. Tony u Sosy się naoglądał, jak mogą żyć bogaci handlarze - chata, szkło, basen itd, wyraźnie mu to zaimponowało. Chce się rozwijać, czuje, że ma większe możliwości. I ofk stara się ciągle o żonę Lopeza, Elvirę, naweet się jej oświadcza, mówi : porzuć Lopeza, on jest skończony, chodź ze mną. Ale Elvira, to dziewczyna która idzie tam, gdzie dają więcej, więc, póki co, trzyma się Lopeza, a Tony'ego traktuje z rezerwą, chociaż przecież niczego nie wyklucza; czeka na rozwój wypadków.

                              W czasie imprezy w klubie/restauracji Tony spotyka niejakiego Bernsteina, szefa policyjnego wydziału d/s ścigania handlarzy koksem - gostek składa mu propozycję : będziesz płacił, a włos ci z głowy nie spadnie, zlikwidujemy tych, co się naprzykrzają, oczyścimy ci pole, będziesz robił co chciał i zapłacisz jakiś tam procent dla nas, a czasami rzucisz jakiś cynk, żebyśmy się mogli wykazać wobec naszych przełożonych, ofk cynkować będziesz swoją konkurencję. Tony ma sie nad czym zastanowić, no bo - jesli nie... to wiadomo.
                              Cały wieczór nie może się skupić, bo widzi swoją siostrę, Ginę, która uprawia jakieś tańce brzucha z wybrylantonowanym latynosem. A potem idzie z nim do wucetu, raczej nie po to, żeby kontemplować kunszt artystyczny kafelków. Tony idzie za nimi, robi awanturę, tarmosi gościem, a swojemu przyjacielowi - Manny'emu każe zawieźć Ginę do domu. PO drodze pannica mu się skarży, że Tony traktuje ją jak dziecko, ale Manny broni kumpla, że raczej podchodzi do niej jak ojciec troskliwy. Ginie się Manny podoba, ona jemu - jak już Barbasiu napisałaś - też, ale wygrywa w nim lojalność wobec Tony'ego i na jej sugestię, że mogliby... razem... odpowiada odmownie.
                              Zjawia się też Lopez z Elvirą. Tony się do nich przysiada. Lopez każe mu spadac, ale Tony się stawia i to Lopez spadać musi. Elvira idzie z nim, chociaż Tony próbuje ją zatrzymać.
                              Finał wieczoru jest zaś dramatyczny - dwóch gości próbuje zastrzelić Tony'ego. Sieką z maszynowych karabinów, panika totalna w tej klubokawiarni, ludzie wieją; Tony się ostrzeliwuje i udaje mu się obu sprzątnąć, kosztem postrzału w ramię.

                              Od razu tarabani po swoich ludzi i jadą do Lopeza. jest tam też Bernstein. Tony wie, że właśnie Lopeza nasłał zamachowców, zeby go wyeliminowac. Najpierw Lopez udaje, że jest w szoku, że nic nie wie, że to pewnie konkurencja się do nich dobiera, że trzeba się zemścić itd, ale nagle dzwoni telefon - i mimo że Lopez tłumaczy, że to żona i rozmawia jak z żoną, Tony wie, ze to telefon z informacją, ze zamach na niego się nie udał. Lopez przyznaje się, błaga o litość, ale Tony jej nie ma, każe Manny'ego go zastrzelić. Sam wykańcza Bernsteina. Zostaje jeszcze wąsaty ochroniarz Lopeza, który robi w majtki ze strachu... Tony do niego : szukasz możę nowej pracy ? ;] I gość, co się już widział w piórniku z niedowierzaniem przytakuje i nie wierzy, że przeżył.

                              Zatem Tony przejmuje bajzel Lopeza i zaczyna nim zdrowo kręcić, dorabia się wielkiej chawiry, posiadłości, ma ogromny gabinet z systemem monitoringu, sponsoruje siostrę, w jej zabawach i strojeniu się, no i żeni się z Elvirą. żyje jak Sosa, tak jak chciał zawsze. jest ten okres przejścia do pozycji bossa pokazany w takim videoklipowym montażu.

                              Tony jako boss staje się coraz bardziej paranoiczny - monitoring, 12 % dochodów wydanych na systemy zabezpieczeń we własnej rezydencji, odsuwa powoli Manny'ego od prowadzenia interesów, nie aprobuje jego pomysłów, itd. Kłoci się z Elvirą - wyrzuca jej, że się stroi tylko i ćpa, a oprócz tego leży bykiem martwym cały dzień, ze nawet dzieci nie może mu dać i generalnie jest pustą i głupią laską. Manny coraz częsciej wychodzi, zostawia go samego, Tony ogranicza mu kompetencje, zdradza objawy braku zaufania. Jest symboliczna scena ilustrująca jego pogłębiająca się izolację, kiedy Tony najpierw żre się z Elvirą - ona wychodzi częstując go tekstem "ty chamie", potem z Mannym - on wychodzi też wnerwiony. I Tony zostaje sam, siedzi w pianie, w wielkiej wannie wbudowanej w podłogę, pali cygaro, wykrzykuje, że ufa tylko sobie i reszta może go cmoknąć. A kamera idzie coraz bardziej pod sufit i w tył pokazując samotnego człowieka pośród blichtru i luksusu. człowieka sukcesu ?

                              Niebawem Tony wpada podczas kontrolowanej transakcji, jego kontrahenci okazują się policajami. wszystko zostaje nagrane kamerą umiesczzoną w wywietrzniku na ścianie lokalu. Tony się chełpi, że jego papuga załatwi sprawę na cacy, ale adwokat jasno stawia sprawę : bekniesz za pranie kasy i za podatki, Tony, dostaniesz 5 lat, wyjdziesz po 3. To max co mogę zrobić. nagrali cię, nie da rady tego odkręcić. Tony jest załamany, no bo jak z tego pięknego świata miałby teraz iśc za kratki...

                              Z pomocą przychodzi Sosa. Zaprasza Tony'ego do siebie. są tam także biznesmeni, wojskowi z reżimów z bananowych republik, mnistrowie marionetkowych państwek, urzędasy z kół waszyngtońskich, wszyscy upaprani w prochy. Zagraża im pewna organizacja zajmująca się tropieniem interesów narkotykowych, a szczególnie jej szef, który ma na ich temat informacje, którymi jest w stanie ich pogrązyć. Już kłapie po róznych telewizjach,a ma wystąpić w NYC na zgromadzeniu ONZ. I dil jest taki : Tony weźmie do NYC killera od Sosy i pomoże mu sprzątnąć tego gościa, a oni mu załatwią, że nie pójdzie do pudła - zapłaci jakąś grzywnę i się rozejdzie po kościach. Tony się zgadza ofk.

                              Pije Montana coraz więcej. I dopada go egzystencjalny smuteczek. Droga restauracja, a on siedzi w swoim stylu - wciśnięty w krzesło i podchmielony mówi do swojej żony i Manny'ego, ze to wszystko wuj, że zmierzają do takiego stanu jak ci, co żrą i piją dookoła : spasionych, gnuśnych typków, co tylko konsumują i wydalają, czy naprawdę o to chodziło ?. Żonie dowala, że nie dała mu dziecka, że się stoczyła... Elvira wstaje, mówi : popatrz na siebie ? chcesz byc ojcem ? wszędzie chodzisz z obstawą, nawet w domu masz sześciu ochroniarzy, ty byś dziecko woził do szkoły ? może nawet byś nie dożył momentu jego pójścia do szkoły, czy my coś wygraliśmy ? nie, my jesteśmy przegrani..., on nie jest jej dłużny - rzuca się jak zdrowo az go muszą przytrzymywać jego goryle stojący wokół jego stolika jak parawan, wszyscy się gapią. Elvira wychodzi.
                            • grek.grek Scarface cd 4/4 07.10.10, 10:49
                              więc ona wychodzi. Manny ma ją odwieźć. Tony zostaje sam i już na zdrowym rauszu urządza speech wszystkim gościom - eleganckiemu towarzystwu : sądzicie, że to ja jestem ten brzydki ? nie, wy jesteście tacy jak ja, tylko się lepiej kamuflujecie. a ja nie umiem, ja jestem zawsze szczery, nawet jak kłamię, to mówię prawdę. cisza dookoła, nikt mu przerwać nie chce, ogólna konsternacja. I zataczając się lekko i pompatycznie pokrzykując : a teraz pożegnajcie się ze złym człowiekiem, zróbcie mu przejście, i sobie go zapamiętajcie - wyłazi, a jego przyd,upasy razem z nim.

                              W NY akcja kompletnie nie wypala. Namierzają człowieka, jadą za nim, wszystko gotowe, ale razem z facetem są jego dzieci.Tony nie zgadza się, zeby killer Sosy odstrzelił typa na oczach jego dzieciaków, a kiedy ten nie chce słuchać - odpala jego, za to że chciał wymusić na nim złamanie zasad. taki honorowy gość.

                              Znika Manny, który miał w Miami prowadzić jego interesy, podczas pobytu Tony'ego w NY. Szukają go.

                              Dzwoni Sosa, jest wpieniony, ze akcja się nie powiodła, a facet, który im zagraża, wystąpił własnie na zgromadzeniu ONZ i rozkręca zainteresowanie międzynarodowe wobec jego interesów, dotąd przyjemnie ukrytych. Tony mówi, o co poszło, i że następnym razem go odstrzelą. Sosa mówi mu : ostrzegałem cię, zebyś mnie nie wystawił... nie będzie następnego razu. Tony traktuje to jak wypowiedzenie wojny i kozaczy przez telefon. Sosa się rozłącza, wiadomo, że cdn jest nieuchronny.

                              Dostaje Tony telefon od matki. Skarży się ona na Ginę, że znika z domu, że się szlaja, że widziała ją z jakimś facetem... podaje mu adres. Tony tam jedzie, ze swoimi ludźmi. W chałupie zastaje... Manny'ego i Ginę, zdaje się po jakimś seksie, bo on rozchełstany, a ona w przezroczystym szlafroku. Jej triumfująca mina, złośliwy uśmieszek a'la "i co, braciszku, myślałeś, że będziesz mnie kontrolował i trzymał na smyczy ?" i Tony traci nerwy - zabija na miejscu swojego przyjaciela. rozhisteryzowaną siostrę kaze wziąć pod pachę i zawieźć do swojej rezydencji. ale zanim się to stanie ona mu wyznaje, że właśnie się z Mannym... pobrali. Tony dostaje obuchem w łeb.

                              W swoim gmachu siedzi w pozie klasycznej, wciśnięty w fotel niepięknie, siedzi, pije i jest otępiały. Nie widzi nawet jak na tych zamontowanych obok biurka monitorach, dających podgląd na widok z kamer, pojawiają się dziesiątki uzbrojonych ludzi, którzy likwidują jego ochronę. Ofk to ludzie Sosy. Zemsta za niewykonania zadania. W końcu docierają do Tony'ego. Jeden jest już na balkonie i się czai, żeby mu wyskoczyć zza pleców. W tym momencie do gabinetu wchodzi Gina - niby usmiechnięta, zaczyna mu trajlowac, ze "pewnie dlatego nie mogłeś ścierpieć, ze jacyś mężczyźni mnie dotykali, bo sam miałeś na mnie ochotę", i idzie w jego kierunku błyskając golizną spod rozpiętego szlafroka, wyjmuje pistolet i pruje do niego, ale ofk niecelnie. Na to się spina gośc z balkonu i wyskakuje z serią z kałacha. Gina dostaje w klatę, Tony uskakuje i go zabija. Próbuje siostę ocucić, ale już po niej jest.

                              Tutaj jego rezydencję zajmują terroryści, a on trzyma trupa w ramionach i siedzi na podłodze. Ginie jego ostatni człowiek, aż wreszcie Tony przytomnieje, patrzy w monitor, widzi co jest grane. Łapie się za karabin, odpala granatniki, wyłazi na galerię z armatą większą od siebie w garściach i wykrzykując, jaki to on jest niezawodny, grzeje po tych co mu się po chacie panoszą. Odpala granatniki, ładuje serie, goście się kładą pokotem, ktoś go tam trafia, ale on się podnosi, dym, hałas, generalny rozpie,rdzielnik, aż wreszcie jakiś dżolero zachodzi Tony'ego z tyłu i pakuje w niego kulkę. Tony z tej galerii leci martwy wprost do basenu. I game over. Kaniec filma.

                              I tak to było :]



                              • barbasia1 Re: Scarface cd 4/4 07.10.10, 13:41
                                Pięknie! Pięknie! Dzięki Ci! :)

                                U Ciebie w poście istontne dla filmu uzupelnienie pojawiło się - imiona i nazwiska innych waznych bohaterów, które mi jakoś dziwnie umknęły - Elvira, Gina, Sosa (producent i handlarz narkotyków z Ameryki Południowej), Suarez (to on przyjeżdża pod bar Little Havana i wkręca Tony'ego w biznes naktorykowy, w akcję z Kolumbijczykami). Stanowczo nie mogę oglądać filmów nocą! ;/ I robić poprawek na szybko!

                                Tony nie nadawał się na bossa nakrotykowego, był jednak za głupi, za mało przebiegły, stał się za nerwowy, zbyt podejrzliwy. Ale też z drugiej strony kariera gangsterska, a zwlaszcza takiego bossa gangsterów itp. jest niesłychanie ryzykowna i raczej nie trwa zbyt długo, jak powszechnie wiadomo, mimo to chętnych by się tego rodzaju profesją parać wciąż nie brakuje...

                                :)
                                :)

                                • grek.grek Re: Scarface cd 4/4 07.10.10, 14:51
                                  a mnie się zdaje, że Tony zapłacił dość oczywistą cenę za swój american dream.
                                  To naturalne, że dochodząc do wysokiej pozycji w hierarchii czekała go paranoja i
                                  arogancja, ciągła obawa o życie - uzasadniona jak najbardziej, coraz mniejsze zaufanie
                                  i sympatia dla najbliższych ludzi - wynikające z nadpoczucia własnej wartości, a zarazem
                                  mnóstwo wątpliwości, czy to wszystko czemuś służy, czy od początku było skazane
                                  na dotarcie do punktu, w którym "żarcie, chlanie, gnuśność i nic poza tym". Ofiarą pada rodzina, żona - aczkolwiek niewiele warta, słusznie przez niego krytykowana, choć pytanie brzmi : na ile on sam się nie pomógł ich związkowi i przez to ona była taka, jaka była.

                                  Miał ambicje tak duże, że nie dostrzegł iż powtarza np drogę Lopeza, którym gardził
                                  i którego sam wykończył. stał się dokładnie taki sam, z tym że, jak mu wygarnęła
                                  Elvira "jest od niego głupszy i prymitywniejszy, bo umie mówić tylko o pieniądzach, a do tego w łózku o wiele gorszy" :]

                                  a jednocześnie, zwróć uwagę, podkreślony jest, że to człowiek honoru - nie pozwala zabić faceta, ze wg na obecnośc jego dzieci, nawet jeśli gra jest o najwyższą stawkę, bo o jego własne życie [musiał wiedzieć, że Sosa zemści się za niewykonanie umowy, a dodatkowo zabicie jego zaufanego, tego killera co go posłał]; zawsze szczery i prawdomówny; brzydzi się kłamstwem; umie mówić prawdę prosto w oczy Taki prostolinijny jest, wzbudza zaufanie, takiemu gościowi dało by się tysiaka, żeby przypilnował, a nie dałoby się go np żadnemu z polskich polityków :].

                                  Imo, ten dwugłos jest bardzo dobry, nie pozwala na to, żeby wpuścić postać w szufladkę, nie jest jednowymiarowa.
                                  No i Al Pacino jest wielki, zrobił charakterystyczne -plebejskie miny, jakie stroi Tony, wskazująće na jego pochodzenie z nizin społecznych, wykształcił sposób wysławiania się Tony'ego [czy to jest fikcyjna opowieśc, czy na faktach, bo jakoś nigdy nie sprawdzałem ? ], nawet styl siedzenia - nisko, niedbale, marynara zmarszczona na plecach, rozpłaszczona na oparciu krzesła/kanapy i wystająca zza ramion, świetnie zagrał : i pełnię zycia i otępienie. Wielka rola. Dla mnie, niezmiennie jedna z 3 największych jakie Pacino wykręcił. I tak pewnie zostanie, bo Al to w końcu pokolenie cokolwiek schodzące :]
                                  • barbasia1 Re: Scarface cd 4/4 08.10.10, 13:34
                                    Och Greku, tak kiepskiego komentarza, jak w poście powyzej nad Twoim, dawno nie napisałam / za mało ruchu, roweru daje znać! :/. 0

                                    Wymądrzyłam się, jakbym od lat zajmowala się prowadzeniem rekrutacji na stanowisko szefa gangu narkotykowego :)
                                    (Choć z drugiej strony miałam jednak odrobinę racji, moje słowa potwierdziła w pewnym sensie, także Elwira ;).

                                    Na szczęście Ty ratujesz nasz honor świetnym podsumowaniem! :)

                                    cdn za chwilę

                                    :)


                                    • grek.grek Re: Scarface cd 4/4 08.10.10, 14:15
                                      bez przesady... w obu kwestiach :], a w drugiej jest dokładnie pół na pół.

                                      miałaś "ciut" [ hehe ] racji, chociażby jeśli się porówna, własnie za sprawą komentarzy tej całej Elviry - Lopeza z Tonym. Lopez był chłodniejszy, ostrożniejszy. Tony zaś, raz że nazbyt pewny siebie i implusywny, co mu pomogło w szybkim awansie, ale przy okazji popsuło całą resztę, to jeszcze nie tyle "podejrzliwy", co paranoiczny. I w tym znaczeniu, faktycznie się nadawał... średnio, bo szef ma mieć chłodną głowę, a nie zachowywać się jak kogut. Chodzi, wg mnie, o to, że Tony nie zdązył dojrzeć w swojej roli, nie wykluczając ofk, że nie dorósłby nigdy, bo własnie, jak piszesz, nie miał predyspozycji do zarządzania interesem - do pięcia się w górę, pokonywania kolejnych schodów - tak, do tego miał charakter w sam raz, ale już do bossowania, gdzie potrzebne są inne zdolności i inne zachowanie - nie. I w tym znaczeniu, a wg mnie jest to TO właściwie znaczenie : masz rację. Przedwcześnie, wg mnie, go sobie odmówiłaś, pozostawiając jakieś marne "ciut" ;]

                                      zatem, nic nie uratowałem, a przy okazji trzeci raz oglądałem ten film i nie zauwazyłem, ze we wstępniaku jest wzmianka, iż to historia fikcyjna, a ja się zastanawiałem, czy to real czy imaginacja Olivera Stone'a, który napisał scenario. zauwazyłem za czwartym razem, bo zanim skasuję z taśmy zdążyłem jeszcze raz obejrzeć wczoraj; lepiej późno niż wcale, prawda ? ;]

                                      I nie dodałem, że w ostatnim akcie, tej strzelaninie w swojej rezydencji, Tony jest nie tylko otępaiły z powodu pochopnego zabójstwa przyjaciela, ale i nastrojony kokainą, którą ma całą, wielką górę rozsypaną na biurku i nawet jej nie wciąga jakąs lufką, tylko po prostu się pochyla i zanurza w niej nos; to też ma wpływ na to, że jest wyjęty z kontekstu, na tyle żeby nie spojrzeć w stojące tuż obok monitory, na których widok z kamer wskazuje jednoznacznie, że po jego posiadłości się obce komando pałęta i ma niedwuznaczne zamiary.

                                      • barbasia1 Re: Scarface cd 4/4 08.10.10, 17:00
                                        ciąg dalszy

                                        Masz rację, pogrążanie się w paranoi, nieufność w stosunku do ludzi, do przyjaciół, powolna utrata kontroli nad życiem, nad tym, co się dzieje dokoła, i w końcu upadek, to była naturalna konsekwencja dojścia, zresztą niesłychanie szybkiego dojścia na szczyt hierarchi w grupie przestepczej .

                                        Tony chyba nie do końca ograniał reguły świata przestępczego w Ameryce , jeszcze bardziej brutalnego i bezwzglednego, tak mi przyszło teraz do głowy, ale muszę jeszcze pomyśleć na tym ... :)

                                        Niejednoznaczność, wielowyiarowość postaci Tony’ego - to bardzo ważna uwaga.

                                        Tony, to bezwględny przestępca, okrutny morderca, który z zimną krwią zabija wszytskich, którzy stają mu na drodze, szybko bogaci się kosztem tragedii tysięcy uzależnionych od narkotyków, ale z drugiej strony nie jest to człowiek, który całkowicie zatracił zdolność rozrożniania dobra i zła (o czym świadczy np. prawdziwa troska najbliższych, zwłaszcza o siostrę i przemożne pragnienie uchronienia jej przed wejsciem w niebezpieczny świat, w którym on się znajduje, stąd jego wręcz obsesyjna niechęć do jej związku z jego przyjacielem Manym), nie jest pozbawiony całkowicie uczuć, ludzkich odruchów, ma jakieś swoje zasady , co pokazuje scena, na którą zwracasz uwagę, kiedy odstępuje od zabcia faceta, tylko dlatego, że towarzyszą mu dzieci ( gangsterów to zachowanie jest oznaką słabości), i jeszcze, jak mówisz, jest prawdomówny, prostolinijny, szczery, co w tej profesji, ,zdaje się nie jest nazbyt pożądaną cechą (tak samo jak w polityce).

                                        >wzbudza zaufanie, takiemu gościowi dało by się tysiaka, żeby przypilnował, a nie dałoby się go >np żadnemu z polskich polityków :].

                                        Hahaha, no ja bym chyba ani naszym politykom, ani Tony’emu nie powierzyła swoich pieniędzy. Jednak zbyt zyzykowwny zawód miał. Domagaj się potem od trupa swoich pieniędzy, błagaj spadkobierców, żeby Ci oddali, co Twoje! ;))

                                        >No i Al Pacino jest wielki, zrobił charakterystyczne -plebejskie miny, jakie stroi Tony, >wskazująće na jego pochodzenie z nizin społecznych

                                        To prawda. :)

                                        > na ile on sam się nie pomógł ich związkowi i przez to ona była taka, jaka była.

                                        Winę ponoszą chyba oboje po równo .
                                        • grek.grek Re: Scarface cd 4/4 09.10.10, 13:41
                                          ano właśnie, Tony, w połowie, wygląda na takiego... konserwatystę wręcz :] ten kodeks zasad też wyprowadzony jest raczej z oldskulu - który gangus, kiedy w grę wchodziłoby jego bezpieczeństwo i komfort, zawracałby sobie gitarę tym, ze dziecko zobaczy jak ginie ojciec ? Tony okazuje się mniej nieczuły niż taki Sosa;

                                          Spójrz, Tony długo nie zabija nikogo, kto i tak nie zasłużyby sobie na to w oczach widza : najpierw komunista, który prowadził na Kubie czystki ideologiczne, potem Lopez, który przecież zlecił zamach na niego, dalej Bernstein - skorumpowany policjant, następnie - killer od Sosy, który chciał zabić faceta na oczach jego dzieci. dopiero później zabija przyjaciela - ale też w odruchu na podejrzenie, ze zhańbił on jego siostrę, o której cnotę i dobre imię tak dbał bardzo. I dopiero to zabójstwo wpędza go w otepienie i smutek. Czyli, ma sumienie i to sumienie reagujące adekwatnie do okoliczności. jest postacią tragiczną. pozytwyną niemal. dodatkowo, w tym ujęciu, realizuje on, po prostu, american dream, czyli spełnia coś, co dla Amerykanina jest świetą zasadą życiową, do czego ma przyrodzone prawo, wg tamtejszej inżynierii społecznej, a i nie tylko wg niej. znów pozytyw :]

                                          w tym ujęciu, wg mnie, Stone nadaje mu wręcz sympatyczny rys. deformuje go nieco tym właśnie stylem bycia Tony'ego, ale i w nim rzuca mu koło ratunkowe - przecież Tony nie sekuje Elviry za nic : jest ona dziewczyną mafii, poszła za nim nie z miłości, z szacunku, a z tego powodu, że Tony zdobył pozycję bossa; ćpunka, pijaczka, sama z siebie niewiele mu dająca, czekająca na jego gesty, których on faktycznie nie wykonuje - bierna.

                                          Spójrz, Stone w każdym właściwie filmie, dowala ameryce : za wietnam [pluton, Urodzony], za kapitalizm [wall street], za media i kult broni [natural born killers], machloje w sporcie [any given sunday], a zarazem fotografuje się z Chavezem, otwarcie głosi swoje lewicowe sympatie. Tony jest emigrantem, z komunistycznej Kuby, impulsywnym, nastawionym na szybki zysk i karierę - jest prostym chłopcem. Co zastaje w Ameryce ? Przekupną policję, sprzedajne, uwikłane w lewe interesy sądy [zapomniałem dopisac, ze jest w Scarface scena, kiedy Tony dogaduje się z bankierem z oddziału banku, który pierze jego brudną kasę, przesyła ją na ukryte konta etc], nastawione rozszczeniowo kobiety, prawników gotowych się umoczyć w g,wnie itd. Tony jest taki jak oni, nawet jak oni nie lubi komuchów, którzy mu osobiście dopiekli. Ale ma zasady - których Ameryka już nie ma. Jedyną uczciwą osobą w tym filmie jest matka Tony'ego, stara Kubanka, której ani Kuba nie zepsuła, ani Ameryka nie otumaniła. Tony zaś jest w połowie : na poły z ducha matki - to taka przewrotka, chodzi mi o to, że właśnie nie zabija bez potrzeby i zabija tylko niewłaściwych, aż do momentu kiedy traci intuicję, gubi go własna paranoja.

                                          To Ameryka niszczy Tony'ego, tak wg to Stone podsumowuje. Look at, powiada, krytykujecie Kubę, Castro, reżim komuchów, Amerykę im przeciwstawiacie jako imperium dobra, piękna i sprawiedliwości, a jak jest naprawdę ? przyjeżdza emigrant z przestępczymi marzeniami i w Ameryce je może realizować, bo tu nic nie działa i w tym syfie naszym porusza się jak ryba w wodzie. Na Kubie nie mógł się realizować, u nas może - kto jest gorszy, przy wszystkich zastrzeżeniach do reżimu Castro ? Czy nie Ameryka ? A może nie ma róznicy ? Krytycy, czcziciele amerykańskiej cudowności, jesteście hipokrytami albo głupcami :]

                                          z tego pkt widzenia, nie wiem czy się zgodzisz..., ten film jest oskarżeniem systemu w jakim działa Ameryka.


                                          • barbasia1 Re: Scarface cd 4/4 09.10.10, 18:31
                                            Mam wrażenie, że za bardzo wybieliłeś, wyidealizowałeś Tony'ego!

                                            A to jednak człowiek, który ma na sumieniu najcięższe przestępstwa, zabójstwa, poza tym, żyje z przestępczego procederu i nie ma zamiaru przestać tak żyć, nie można o tym zapominać, ani na moment! Te dobre cechy charakteru, godne podziwu zasady oldskulowe, i te wyniesione z domu, w moim przekonaniu nawet nie rówoważą zbrodni jakie popełnia , ale też oczywiście nie pozwalają całkowicie skreślić Tony'ego jako człowieka.

                                            > To Ameryka niszczy Tony'ego, tak wg to Stone podsumowuje. Look at, powiada, kry
                                            > tykujecie Kubę, Castro, reżim komuchów, Amerykę im przeciwstawiacie jako imperi
                                            > um dobra, piękna i sprawiedliwości, a jak jest naprawdę ? przyjeżdza emigrant z
                                            > przestępczymi marzeniami i w Ameryce je może realizować, bo tu nic nie działa
                                            > i w tym syfie naszym porusza się jak ryba w wodzie. Na Kubie nie mógł się reali
                                            > zować, u nas może - kto jest gorszy, przy wszystkich zastrzeżeniach do reżimu C
                                            > astro ? Czy nie Ameryka ? A może nie ma róznicy ? Krytycy, czcziciele amerykańs
                                            > kiej cudowności, jesteście hipokrytami albo głupcami :]

                                            Ja bym jednak powiedziała nieco inaczej (zgadzając się z tym, co piszesz o postawie Stone'a).
                                            Myślę, że Stonowi nie chodziło o burzenie mitu Ameryki jako krainy dobra, piękna i sprawiedliwości, o demaskowanie istnienia świata przestępczego w cudownej Ameryce, bo jestem przekonana, nikt w to nigdy nie wątpił . Zresztą chyba każdy, kto nie jest idealistą, utopistą, nie wierzy w istnienie kraju, w którym nie byłoby w ogóle zła, przestepstwa, zbrodni. Mnie się wydaje, że Stone chciał raczej pokazać, że amerykański świat przestępczy stał się jeszcze bardziej okrutny, brutalny i zdemoralizowany niż mogłoby się wydawać, że nie ma już żadnych zahamowań, ograniczeń, żadnych zasad , „świętości”, że sięga mackami instytucji państwowych, które z zasady powinnych chronić obywatela, korumpuje władze, policję, prawników, że ma zasięg wręcz globalny...

                                            > Spójrz, Tony długo nie zabija nikogo, kto i tak nie zasłużyby sobie na to w ocz
                                            > ach widza [...]
                                            O! To jest bardzo ryzykowna teza, imo.
                                            cdn.

                                            :)

                                            "Borata" zaraz zacznę ....
                                            • grek.grek Re: Scarface cd 4/4 10.10.10, 13:30
                                              hehe :], czy ja wiem... o to, wg mnie, chodzi, ze tu są tylko odcienie szarości :]

                                              Ameryka, dla kubańskich ucieknierów czy innych marzycieli z krajów biednych/uciskanych/zdegradowanych, jest jednak takim własnie snem o "lepszym świecie", swoistym mitem. I Stone ten mit dekonstruuje. Jest ironiczny. Ameryka, to miejsce nieskończonych możliwości ? Ofk że tak, tylko spójrzcie pod powierzchnię tego raju, który widzicie, zobaczcie jak funkcjonują instytucje odpowiedzialne za demokratyczny porządek i ład, które mają wam zapewniać sprawiedliwość i kierować się zasadami uczciwości i dobra publicznego jako pierwszych nakazów.

                                              Czemu Tony nie lubi reżimu Castro ? Bo nie daje mu on szansy na szybkie dorobienie się, lans, blichtr. wielu Kubańczyków jakoś żyje w tym świecie, ich relacje są zupełnie inne niż ucieknierów - nie mówią o biedzie i jakimś potwornym ucisku, mówią, że jest jak wszędzie. Także w Ameryce są miejsca, całe obszary zamieszkiwane przez ludzi wykluczonych. Slumsy Detroit, Baltimore, Chicago, ATlanty, Filadelfii i właściwie każdego dużego miasta wyglądają gorzej od Hawany, a przestępczość i nędza są znacznie wyższe, tak samo jak zapaść kulturowa. 60 milionów Amerykanów żyje za 1 dolara dziennie. Bezdomność jest na porządku dziennym. rasizm na południu Stanów to ciągle otwarty problem, tli się podskórnie, i to, zę czarni mogą już z białymi jeździć jednym autobusem niczego nie rozwiązuje, bo problem tkwi w głowach i nawykach. korupcja, oszustwo i manipulacja są wszechobecne, od teletuniejów, sportu zawodowego, przez medialne kampanie reklamowe po politykę, biznes i sądy. To są rzeczy skrywane przez machinę propagandową, które wydostają się na powierzchnię dzięki co odważniejszym twórcom.

                                              zgadzam się z Tobą, ze Stone pokazuje patologię, nie stawiając radykalnej tezy, ze cała Ameryka jest patologiczna, ale jesli poszczególne części składowe systemu są przegryzione rdzą, to brzmi to mało optymistycznie.

                                              wiesz, wg mnie Stone jednak chciał coś więcej powiedzieć, szerzej, poprzez pokazanie jednego środowiska rzucić światło na część systemu. mógł opisać karierę zwykłego jankesa, a jednak wybrał Kubańczyka, deklaratywnego antykomunistę, antycastrystę, emigranta, z okresu zimnej wojny [ 83 rok ], w którym ZSRR i kumająca się z nim Kuba były malowane na czarno w Stanach, przeciwstawianie wspaniałej Ameryce jako enklawy brudu i syfu najgorszego. to znamienny wybór, wg mnie, jeszcze dobitniej mający pokazać hipokryzję i bezpodstawność zadufania w sobie Amerykanów.

                                              • barbasia1 Re: Scarface cd 4/4 12.10.10, 15:27
                                                :)
                                                > czy ja wiem... o to, wg mnie, chodzi, ze tu są tylko odcienie szarości :]
                                                Tak jakoś mi się wydało, może niesłusznie, że te szarości wygumowałeś nieco ... ;)

                                                >I Stone ten mit dekonstruuje....

                                                Ale chyba nie do końca dekonstruuje, bo przecież Stone/ De Palma pokazują, że matka i siotra Tony'ego jednak odnalazały ten "lepszy świat" w Ameryce . Wprawdzie, żyją bardzo skromnie, ale mają pracę, są w stanie utrzymać się, mają własny kąt, nawet całkiem ładny, są samodzielne, niezależne, w miarę zadowolone życia, siostra ma plany na przyszłość i wielkie, realne szanse na ich spełnienie. (Na Kubie Gina pewnie nie miałaby takiej swobody w decydowaniu o swoim życiu.)
                                                Powiodło się też i niektórym innym emigrantom z Kuby np. właścicelom, pracownikom knajpy, w ktorej pracowali Tony z Mannym, czy bogatym bywalcom nocnego klubu Little Havana, nie wspominając już o Lopezie ...


                                                Także w Ameryce są miejsca, całe obszary zamie
                                                > szkiwane przez ludzi wykluczonych. [...]


                                                Tego Stone / De Palma nie pokazują, to Ty to wiesz, boś oczytany, świetnie oblatany w tej kwestii! I dlatego to już, imo, nadinterpretacja, ten akapit, skadinąd bardzo ciekawy!

                                                Oczywiscie zgadzam się, że pokazanie dobrze funkcjonującej w amerykanskim społeczenstwie mafii narkotykowej, gangsterów, korumpujących policję, prawników, urzędników bankowych, pokazanie szwankującego systemu itd. podkopuje nieco, a może nawet mocno ów mit Ameryki jako ziemi obiecanej dla marzycieli z krajów biednych.

                                                :)
                                                • grek.grek Re: Scarface cd 4/4 13.10.10, 12:33
                                                  pytanie, jak ta rodzina, i inni imigranci, żyli na Kubie..,. Być może żyli tak samo, a wyjechali z powodów politycznych. Może uciekli z deszczu pod rynnę - w Ameryce spodziewali się dostać kokosy, a dostali ochłapy, to samo co mieli i na Kubie, a może nawet gorzej trafili - bo koszty utrzymania wzrosły ? Nadzieje na amerykański sen prysły, być może o to tutaj chodzi ? Widzimy nie ludzi, który jest lepiej, a takich którym jest tak samo. Jechali, tak jak Polacy do Londynu - z wielkimi planami, lądując na ulicy, albo na przysłowiowym zmywaku. widac, ze siostrę Toniego Ameryka otumania blichtrem, ale mozliwości realizacji swoich marzeń miałaby nikłe, gdyby nie brat, który kasę na te jej marzenia czerpie z przestępstw. Oto Ameryka :]

                                                  Detroit, USA : www.shortfatguy.com/images/uploads/ghetto3fi.jpg

                                                  Filadelfia : static.seekingalpha.com/uploads/2009/7/8/164535-124703650862057-Mike-Stathis_origin.jpg

                                                  Baltimore : jumptheturnstyle.com/wp-content/uploads/ghetto.jpg

                                                  dużo tego jest w sieci :] te dzielnice wyglądają jak Grozny jakiś...





                                                  • barbasia1 Re: Scarface cd 4/4 16.10.10, 15:25
                                                    IMO rodzina Tony’ego i inni pokazani w tle kubanczycy wyglądają na imigrantów z powodów socjalnych, ekonomicznych, o żadnym uchodźcy politycznym, poza Rebengą, zamordowanym jeszcze w obozie byłym współpracowniku Fidela zdaje się nie było mowy w filmie.


                                                    Jeśli przyjrzymy się powojennej historii Kuby to zobaczymy, że Kuba nękana był zamachami stanu (Batista, Castro), które przyczyniały się do społecznej destabilizacji, niepokojów pogarszających nastroje wśród ludzi, kryzysami gospodarczymi, spowodowanymi m.in. wieloletnią blokadą gospodarczą nałożoną przez USA (1960 r), jak i nieudolną polityką ekonomiczną rządu Castro.

                                                    W latach 80-tych, kiedy dzieje się akcja filmu, na Kubie wybucha kolejny kryzys, w konsekwencji którego wprowadzono system kartkowy na niemal wszystkie towary (od 1962 roku obowiazywał system kartkowy na żywność wyborcza.pl/1,75477,7157493,Kuba_zlikwiduje_kartki__Byc_moze.html
                                                    To właśnie ten kryzys wywołał wielką falę krytyki rządu Castro (który zaskoczony jej skalą ogłosił, że wszyscy niezadowoleni z jego rządów mogą opuścić Kubęprzez port Mariel!) i stał się przyczyną kolejnej emigracji do USA tysięcy Kubańczyków, marielitów (jak nazwali zostali imigranci wyłpywający z portu Mariel), pokazanych głównie, jak już mówiliśmy wyżej, w początkowych sekwencjach "Scarface".

                                                    Natomiast , jak czytałam polityka Stanów wobec imigrantów z Kuby do roku 1980 była bardzo liberalna, Ameryka, tak rząd jak i społeczenstwo, była bardzo przychylnie nastawiona do Kubańczyków, kótrzy bardzo szybko, bez większych trudności, a nawet bez stosownych dokumentów ,w przeciwieństwie do innych nacji, uzyskiwali status uchodźcy. Imigrantom z Kuby zapewniano miejsca pracy, co więcej, rząd USA nawet przeforsował w 1966 roku ustawę specjalną , która gwarantowała im opiekę medyczną, stypendia dla studenetów, pomoc publiczną oraz różnego rodzaju kredyty, pożyczki.

                                                    Tak więc, jak widać, wyjazd do Stanów bardzo się opłacał wtedy Kubanczykom, zyskiwali nie tylko znacznie lepsze, godne warunki do życia, spokój i stabilizację, ale takze perspektywy i nadzieję na przyszłość...


                                                    Rzeczywiście dość ponuro i smętnie wyglądają te budynki, pewnie to budynki z gett dla Czarnych, Latynosów, z dzielnic dla imigrantów!??
                                                    (to pewnie tam mieszkają bohaterowie „Ulicznych psów”???)

                                                    :)

                                                    Cóż, niestey nie ma idealnego panstwa, na tym świecie ...

                                                    :)
                                                  • barbasia1 Re: Scarface cd 4/4 16.10.10, 15:29
                                                    Jeszcze słowa Jose Torresa, kótre tez doskonale obrazują sytuację ludzi na Kubie, sposób traktowania ich przez rezim Castro (to już daje się lata późniejsze):

                                                    "Jak już nie było mięsa, to[Castro - dopisek mój] zaczął wmawiać jak dobrze jest być wegetarianinem. Jak nie było transportu, brakowało autobusów, ropy, wychwalał zalety roweru. Po wielu latach eksploatowania narodu okazało się, że produkowanie cukru przynosi same straty."

                                                    turystyka.wp.pl/kat,5,strona,3,wid,8761740,title,jose-torres-o-kubie-i-salsie-na-wolnosci,artykul.html
                                                    :)

                                                  • grek.grek Re: Scarface cd 4/4 17.10.10, 11:57
                                                    embargo nałożone przez Amerykę, coraz gorszy stan gospodarki ZSRR i w ogóle całego sowieckiego bloku, brak elastyczności i przywiązanie do odgórnie sterowanej ekonomii i Kuba się stoczyła, otóż to.
                                                    nie znam tej ustawy z 66, trudno określić co dokładnie i na jakich zasadach dostawali, w każdym razie na Kubie w pewnym zakresie opieka medyczna, edukacja były zapewniane, to nie była ziemia spalona do kości :] Pewnie, ze Ameryka zapewniała lepsze warunki, wiadomo... Niemniej, w Ameryce Kubańczycy nie byli członkami klasy średniej, byli pariasami - część z nich tkwiła bezprzyszłościowo w obozach emigracyjnych, część wybierała bezrobocie i socjal, część przyjmowała co dają, a dawali najgorzej płatne prace, co - przy wyższych kosztach utrzymania się w Ameryce - w zasadzie poprawiało ich sytuację w stopniu nienajwyższym.
                                                    Tutaj, imo, bardziej liczyła się nadzieja - byle do Ameryki, a tam na pewnie dostanę swoje 5 minut i się dorobię, bo każdy może, Ameryka były mityczną krainą dobrostanu i sukcesy dla każdego. Otóż własnie nie dla każdego, a mikroskopijnego procenta - o tym się przekonywali na miejscu, a i my tez tego nie wiedzieliśmy; jak padała komuna, to naiwni jej demontażyści wierzyli święcie, ze jak przyjdzie wolny rynek, to wsyzscy będą żyli jak w Dynastii :].

                                                    Wiele osób, czytałem relacje Kubańczyków którzy opuścili kraj i pojechali do Ameryki, zderzyło się tam z takimi nierównościami, ze o ile we własnym kraju ich bieda albo skromny status materialny nie raził ich nie frustrował, bo dookoła nikt nie miał lepiej, tak w Ameryce popadali w marazm, bo niby mieli lepiej, ale jednocześnie w strukturze społecznej znajdowali się na samym dole, w dodatku byli kimś gorszym - "kubańcy", razem z "meksykami", "portorykami", "czarnuchami" itd. Poza tym gubili coś, czego nie zastąpi niedzielna szynka zamiast żółtego sera - kulturę. Na Kubie żyli niespiesznie, mieli swój świat, ludzi których znali, miejsca które były ważne, sztukę, muzykę, styl życia który im odpowiadał - tyle że doszli do pewnych wniosków dopiero po tym, jak wyjechali i po jakimś czasie nie mieli w zasadzie po co wracać, bo w Ameryce już mieli to, tamto i jeszcze owo - gnieździli się i uznawali, ze nie będą zaczynać od nowa, tak żyje przecież matka Tony'ego i siostra - w domku w podłej dzielnicy latynoskiej, w gettcie niemal. I nie wygląda na szczęsliwą, stawiam 10 do 1, że przeniosła się do Ameryki ze względu na córkę i jej przyszłe szanse na dostatnie życie. Ktoś powie, że to komuna Castro ich de facto wypędziła z kraju. Ja bym takiej tezy nie zaryzykował, nie w odniesieniu do całości.

                                                    "zyskiwali perspektywy i nadzieję na przyszłość" - ano właśnie, nadzieja i perspektywa, w gros przypadków, oznaczała mycie garów w Starbucksie, potem wynoszenie smieci w Macu, a później awans na sprzedawcę hot dogów w budce na jakimś rogu - zysk lichy, czasu na życie mało, a dookoła kłujące w oczy zróznicowania i dysproporcje, a po 3-4 latach konstatacja : powiedzmy sobie szczerze, nie będę milionerem, Ameryka nie jest rajem, a ja tu ugrzązłem, jestem obcy i mam jedną szansę na parę miliardów, ze się coś zmieni. Kiedy wygram w totka :]
                                                  • barbasia1 Re: Scarface cd 4/4 17.10.10, 14:33
                                                    O tej ustawie Rządu Amerykanskiego z roku 1966 przeczytałam tu:

                                                    usa.collegium.edu.pl/Biuletyn%203.2007.pdf
                                                    Nie są to na pewno najlepsze artykuły, ale jak na nasze forumowe potrzeby na razie wystarczające...


                                                    cdn.
                                                  • barbasia1 Re: Scarface cd 4/4 17.10.10, 14:41
                                                    Infoormacja ta zawarta jest w artykule Michała Kamińskiego "Emigracja ludności kubańskiej do USA po roku 1959 oraz jej wpływ na stosunki Stanów Zjednoczonych z Kubą".

                                                    :)
                                                  • barbasia1 Re: Scarface cd 4/4 22.10.10, 16:13
                                                    "zyskiwali perspektywy i nadzieję na przyszłość" - ano właśnie, nadzieja i perspektywa, w gros przypadków, oznaczała mycie garów w Starbucksie, potem wynoszenie smieci w Macu, a później awans na sprzedawcę hot dogów w budce na jakimś rogu - zysk lichy, czasu na życie mało, a dookoła kłujące w oczy zróznicowania i dysproporcje, a po 3-4 latach konstatacja : powiedzmy sobie szczerze, nie będę milionerem, Ameryka nie jest rajem, a ja tu ugrzązłem, jestem obcy i mam jedną szansę na parę miliardów, ze się coś zmieni. Kiedy wygram w totka :]

                                                    Miałam tu dodać po „zyskiwali perspektywy i nadzieję na przyszłość”, jeśli nie dla siebie, to na pewno dla swych dzieci; zazwyczaj pierwsze pokolenie emigrantów jest stracone,z racji tego, że wiele czasu sił i energii wymaga samo przystowsowanie się do nowych warunków, to oczywiste nie od dziś;

                                                    A czy „mycie garów w Starbucksie, potem wynoszenie smieci w Macu, a później awans na sprzedawcę hot dogów w budce na jakimś rogu” to hańbiące zajęcia?
                                                    A jaką pracę ma wykonywać niewykształcony, znający słabo albo prawie wcale język, w dodatku często mało rozgranięty imigrant w obcym kraju, bo z czegoś trzeba żyć, utrzymać siebie, rodzinę, jeśli takowa jest. Bądźmy realistami!!! Jeśli taki człowiek w swojej ojczyźnie znajdował się nisko w hierarchii społecznej, to i w obcym kraju (tym bardziej w obcym kraju), nawet takim, jak Ameryka, ma małe szanse, by nagle na emigracji znalazł się wyskoko w hierarchii, by osiagnął szalony skukces, miał znakomitą pracę, która zajmuje mało czasu, a przynosi wielkie dochody, no chyba, że jakimś cudem tak się zmobilizuje i weźmie do pracy nad sobą i do pracy w ogóle, albo wynajdzie jakąś niszę dla siebie i ją umiejętnie wykorzysta dla siebie (jak pewna Polka w Ameryce, kótra swą karierę na emigracji zaczynała od robienia pierogów dla krewnych i znajomych, by po pewnym czasie założyć wielką wytwórnię piergów; dziś jest, jeśli nie aż milionerką to na pewno bardzo zamożną kobieta w Ameryce.

                                                    To nie marzenie o byciu milonerem pcha te setki tysięcy, miliony Kubanczyków do Ameryki, ale pragnienie spokojnego życia , pragnienie uczciwej pracy, za którą człowiek będzie mógł utrzymać siebie i rodzinę (te zarobki na Kubie , jak wiadomo, były i są nadal tak skromne, że wielkszość Kubaczyków musiała i musi nadal liczyć na pomoc finansową, dolary od krewnych, którzy wcześniej wyemigrowali do Ameryki, zwłaszcza jeśli, trzeba coś kupić na czarnym rynku bez kartek), dzięki, której, bez problemu będzie mógł zapewnić wszytskich potrzeby sobie i rodzinie, bez koniecznosci ciężkiego kombinowania.
                                                    Wiesz, jak człowiek, jest sam, bez rodziny to może, zyć jak mu się podoba, może kierować się swoim widzimisię , sentymentami – że ukochany kraj, umułowany kraj, że kultura, że muzyka i styl życia, ale jak ma rodzinę ,pół tuzina dzieciaków, którym trzeba dać jeść, ubrać, zapewnić edukację, lekarza, to te sentymenty idą na bok.
                                                    Jeśli sytuacja w 1980 roku (kiedy dzieje się akcja filmu) wygląda tak, że kryzys się pogłębia, zarobki są marne, sytuacja gospodarcza jest kiepska, zostają wprowadzone kartki na wszytskie produkty, to widać, że już naprawdę tym ludziom nie chodzi o to, by emigrując do Ameryki zmienić swój byt z dobrego na lepszy, by zmienić ów, wspomniany przez Ciebie „ser żółty na szynkę”, ale by wreszcie zacząć żyć dobrze, może skromnie, ale godnie, by w ogóle mieć na ten żółty ser i by mieć ten ser żółty, kiedy dzieci wołają jeść ( a kartki sie skończyły).

                                                    Cdn.

                                                    :)
                                                  • barbasia1 Re: Scarface cd 4/4 24.10.10, 14:24
                                                    Słówko jeszcze na temat emigracji kubańskiej w USA.

                                                    To nieprawda, że emigranci z Kuby w Ameryce „nie byli członkami klasy średniej, byli pariasami”. Jak pokazują badania socjologów, struktura społeczna imigracji kubańskiej od początku była różnicowana. Pierwszą falę emigracji stanowili przecież przedstawiciele wyższej i średniej klasy przedrewolucyjnego kubańskiego społeczeństwa, jego elity polityczne i finansowe, przedstawiciele burżuazji, inteligencji, właścicieli ziemskich i menadżerów korporacji amerykańskich., którzy w 1959 roku uciekali z Kuby przed degradacją społeczną, jaką szykował im rząd Castro. To oni stanowili warstwę średnią. I to właśnie dzięki nim w dużej mierze cała imigracja kubańska w Ameryce zawdzięcza skuces, jaki odniosła w Ameryce. To oni tworzą różne organizacje, które pomagają rodakom z Kuby, kolejnym imigratom ( później wraz z kolejnymi falami imigracji zjawiają się rzeczywiscie przedstawiciele niższych warstw, ludzie ubodzy, niewykształceni marzący o lepszym życiu, /a w roku 1980 przybywają do Ameryki przestępcy , ludzie wypuszczeni ze szpitalów psychiatrcznych/ ), wspieraja ąna różne sposoby opozycję, organizują życie kulturalne , namiastkę Kuby w Miami, w New Jersey, gdzie są największe skupiska Kubańczyków.

                                                    Dziś mówi się tu dziś o prawdziwym amerykańskim sukcesie imigracji kubanskiej, na tle innych mniejszości latynoskich imigranci z Kuby w Ameryce plasują się na samym szczycie pod względem zamożności i wykształcenia (tu nawet statystykami biją na głowę Amerykanów). A póltoramilionowa spoleczność kubanczyków jest doskonale zorganizowana i tworzy jedno z najsilniejszych lobby etnicznych .


                                                    Matka i siostra Tony’ego żyją skromnie, ale nie narzekają na swój los!!! Są już pięć lat w Ameryce. Obie mają pracę, swoje pieniądze, włąsny skromny kąt. Gina się dodatkowo uczy, szkoli. Jest młoda, piękna, ma perspektywy przed sobą, czego chcieć więcej.

                                                    :)
                                                  • grek.grek Re: Scarface cd 4/4 25.10.10, 13:06
                                                    wiesz, "dziś", oznacza stan po-30-latach od tamtych wydarzeń, na pewno coraz liczniejsza diaspora zdązyła stworzyć formalne [ i nieformalne, hehe] struktury, zadomowić się, stworzyć enklawy i nauczyć się sobie pomagać, zakładać firmy, biznesy, w nie wkręcać nowo przybyłych także, dawać zatrudnienie swoim, jednym słowem - organizować się. To jest prawda. ale w 80 roku Kubańczycy głównie spotykali się z ogromnymi trudnościami, klasycznym syndromem adaptacyjnym. Przecież nawet w filmie de Palma i Stone nie pokazują jednego obrazka; aczkolwiek, jak to zwykle bywa, większość miała gorzej, co nie zmienia faktu, ze części, jakiejś mniejszej, udało się już na początku zaczepić gdzieś i szybciej od innych wspiąć.

                                                    Cóz, matka nie może narzekać, domek ma, ale w mało ciekawej dzielnicy, a Ameryce spokojnie można takie miejsce uznać za getto. Dla niej to na pewno sukces i zadowolająca sytuacja, zwłaszcza, że najpewniej dostaje zasiłek, a dookoła jest wielka Ameryka, gdzie "każdy może mieć swoje 5 minut", więc - no i owszem, tutaj nie ma sporu : glównym powodem zadowolenia z z położenia społecznego jest nie jego obecny stan, ale jest nim nadzieja na świetlaną przyszłość córki - zdobycie przez nią wykształcenia, dobrze płatnej pracy, lepszego domu, o co na pewno łatwiej w Ameryce niż na Kubie.
                                      • barbasia1 Re: Scarface cd 4/4 09.10.10, 16:36
                                        O to-to, o to mi właśnie chodziło. :))))
                                        No tak, za szybko się poddałam, niepotrzebnie, niepodobne to do mnie! Zrzućmy to na karb chwilowej niedyspozycji.
                                        Przeogromnie jestem Ci wdzięczna za wydobycie tych treści z mojej głowy. ;)))

                                        >ze we wstępniaku jest wzmianka, iż to historia fikcyjna,
                                        Ale te wydarzenia z maja 1980 roku , kiedy to rzesze Kubanczyków, w tym przestępcy, za przyzwoleniem Castro emigrują do Ameryki są prawdziwe, tak?

                                        Całe to nieszczęście z siotsrą , zabójstwem Many'ego wzięło się także z tego, że Tony wychowany w kulturze mocno patriarchalnej, która nakazywała kobiecie absolutne posłuszenstwo męźczyźnie (zwykle ojcu, a gdy jego zabrakło jego funkcje przejmował najstarszy w rodzinie męzczyzna, w tym wypadku jest to najstarszy brat) traktował siostrę instrumentalnie, nie potrafił rozmawiać z nią o jej potrzebach, odczuciach, zamiarach, usiłował za nią decydować o jej życiu.
                                        Być może gdyby porozmawiali, wyjaśnili sobie ró że rzeczy do tej tragedii by nie doszło ...


                                        Postanawiam sobie raz jeszcze obejrzeć "Scarface" o wcześniejszej porze, porządnie i w całości, poszukam w wypożyczalni!

                                        • grek.grek Re: Scarface cd 4/4 10.10.10, 13:34
                                          hehe, no problemo :]

                                          tak tak, 80 rok jest zgodny z faktami, tzw mariel boatlift :]

                                          zgadza się, kultura patrairchalna to przyczyna główna, a druga taka jest, że zdaje się ojciec się słabo wywiązywał z opieki nad nimi, i Tony instynktownie wypełniać postanowił jego rolę.

                                          ho ho, takie starocie w wypożyczalniach jeszcze można znaleźć ? ;]

                                          • barbasia1 Re: Scarface cd 4/4 12.10.10, 13:25
                                            > hehe, no problemo :]
                                            :)

                                            > ho ho, takie starocie w wypożyczalniach jeszcze można znaleźć ? ;]

                                            A tak można znaleźć, ponieważ ten film został wydany ponownie na DVD (premiera w USA w 2001 roku ).
                                            A co ciekawe , to dwupłytowe wydanie oprócz filmu zwiera jeszcze materiały dodatkowe na temat filmu, według opisu są to - "reportaż z planu, sceny nie wykorzystane, informacje o aktorach i twórcach filmu, reklamówka kinowa, informacje o realizacji".

                                            Podobno, a można się tego dowiedzieć właśnie z tych materiałow dodatkowych, twórcy nie mogli kręcić filmu na Florydzie, ponieważ mniejszość kubańska była protestowała przeciwko temu filmowi i przeszkadzala w kręceniu z obawy, że film pokaże ich w bardzo niekorzystnym świetle. Z tego powodu część zdjęć powstała w Los Angeles i Nowym Jorku...

                                            Namierzyłam ten film w sieci, ale, tak sobie myślę, dla tych materiałów warto by wypożyczć ten film... Jak pooglądam to Ci wszystko powiem!
                                            Tylko, muszę to oglądanie jakoś sprawnie zorganizować!


                                            :)

                                            /Borat będzie dziś!/
                                          • barbasia1 Re: Scarface cd 4/4 12.10.10, 13:48
                                            Przy okazji dowiedziałam się, że film De Palmy jest drugą filmową adaptacją powieści Armitage'a Traila o tym samym tytule - "Scarface", wydanej w 1930 roku.

                                            Pierwsza adaptacja film owa powstała już w 1932 roku:
                                            pl.wikipedia.org/wiki/Cz%C5%82owiek_z_blizn%C4%85_%28film_1932%29
                                            :)

            • pepsic Re: "Rewolwer" i "Scarface" 05.10.10, 15:41
              Bez rewelacji, ale nieźle się oglądało, przynajmniej połówkę. Jason z brodą i w ciemnych włosach trochę dekoncentrował. Cała nadzieja w Manii, bo paru spraw nie zrozumiałam. Dlaczego Jason przystał na zagadkowy układ darując mafii wszystkie swoje pieniądze, skoro zostały my trzy dni życia i co za układem tak naprawdę się kryło? No i końca jestem ciekawa, choć muszę przyznać, że od początku nie wierzyłam w ściemę z zakończeniem żywota gł. bohatera, być może naiwnie.
              • maniaczytania Re: "Rewolwer" i "Scarface" 05.10.10, 20:17
                pepsic napisała:

                > Bez rewelacji, ale nieźle się oglądało, przynajmniej połówkę.

                Dokladnie tak, potwierdzam. Potem zrobilo sie troche za bardzo przekombinowane, przedluzane itp. - zasnelam :(

                >Jason z brodą i w ciemnych włosach trochę dekoncentrował.
                Oj, nawet bardzo, aczkolwiek bylo kilka fajnych ujec :)))

                > Cała nadzieja w Manii, bo paru spraw nie zrozumiałam.

                Ha, a ja liczylam na Ciebie :)))

                trzeba bedzie chyba jeszcze kiedys "doogladac" ;)
    • grek.grek na dziś :Plac Zbawiciela, 23:55, dwójka. 05.10.10, 14:12
      mocny film, nawet chwilami bardzo, nie mniej od Długu, jesli mierzyć skalą krauzego, chociaż tutaj tematyka jest całkiem inna.
      Rzecz nie nowa, w jutubie nawet kursuje, w częściach, powtarzana także w tiwi, ale pewnie nie każdy widział, więc kto nie widział - ten ma dużą szansę. Ja se powtórzę, a co tam, zwłaszcza że raz tylko dotąd oglądałem i wrażenie było niezłe, za drugim będzie większa trzeźwość spojrzenia, więc skoryguję, co się da, i jakie szczęscie, że to nie na monitorze oglądactwo, hehe.
      Krauze ma to, co lubię - nie klepie filmu za filmem, jak jakiś nawiedzony, albo zarobas, tylko starannie się do każdej fabuły przygotowuje, wybiera pomysły starannie, robi bez pośpiechu i dba o to, żeby każdy film był znaczący, pomijam początki, pomijam oczywiście jakieś nowelki telewizyjne i chodzi mi o ciąg : NJ 4 rano - Gry uliczne - dług - mój Nikifor - Plac zbawiciela, nie widziałem tylko Nikifora, ale film został przez krytykę doceniony, więc nawet jak mi nie przypasi, to i tak nie zmienia, to ogólnej oceny jaką mu świat wystawił; poza tym, widziałem wszystko i jego filmu są : od wybitnych do bardzo dobrych, każdy dotyczy jakiegoś ważnego zjawiska we współczesności, jakieś pytania stawia a'prop morale i wartości, używając wyświechatanego banału - kondycji egzystencjalnej człowieka polskiego w obliczu Nowego, które się tworzy.

      PLac ma klimę, jest napisany odpowiednio, znakomite są zdjęcia i w ogóle prowadzenie kamery, długość i sugestywność ujęć, jest ogromne napięcie w tym filmie, i dużo - tak wspominam - ciszy, w której te obrazy są tym bardziej agresywne, młotkujące świadomość, bym powiedział - że naturalistyczne, szczególnie w tych momentach, kiedy tzw stosunki międzyludzkie oraz interakcje, a także indywidualne klęski i przeczołgiwania są przedstawiane. perfect realizacja. widać pełne panowanie reżysera nad filmem, współpracę i porozumienie reżyseiro-fotografeiro.

      I są twarze nieopatrzone, co jest specialite de la maison Krauzego - mam do człlowieka szacun także za to, ze pokazuje jak świetnych mamy aktorów i jak wystarczy im dac coś do zagrania i po prostu zaufać, zeby to udowodnili, a przede wszystkim, ze omija tych popularnych, którzy już byli w zasadzie wszędzie i są co minutę w nowym filmie i już się komplwetnie zgrali, bo jak można widzieć człowieka w 10 rolach w ciągu 2-3 lat, który ciągle gra kogoś innego i w zasadzie już nie ma twarzy, bo ją zamienił na bezkształtną d,pę ? ale teraz popularne polskie aktorstwo się rzuciło do robienia karier i liczenia zer na koncie, kosztem wiarygodności ekranowej. Ale reżyserom to nie przeszkadza. Taki głupi Bajon, który robi Fredrę i zatrudnia tam... Stuhra, Szyca i Więckiewicza - czy to nie są jaja ? Jak ci ludzie mogą być do zaakceptowania dla rozumnego widza, jak mogą stworzyć postać, którą się akceptuje, skoro stworzyli na przestrzeni krótkiego okresu czasu 15 innych i każda była jakaś niepodobna do innej, a zlały się tak ze sobą,że wizerunek takiego aktora jest skończony, a przynajmniej powinien być ? jak można w to uwierzyć ? tutaj nawet zmiana image'u nie pomoże, bo co innego Charlize Theron, która grywa średnie role, aż nagle wszystkich zaskakuje i gra w Monster abslutnie zmieniona i gra sensacyjnie, nikt jej nie poznaje, co innego Clint, który przez 99 lat grał dzielnych macho, a potem nagle zaczął grać tetryków mrukliwych, ale z sercem - w to się wierzy, bo to zmiana wizerunku jest, a nie tak jak u naszych orłów błyskawiczna zamiana wizerunku w nijaką, mdłą papkę, z któerej można wszystko ulepić, ale nie da się tego ze smakiem zjeść.

      Krauze umiał wyłapać inne twarze niż te opatrzone - kto wpadłby na to, żeby Krystyna Feldman zagrała Nikifora, no tylko kozak ;]: tutaj kobiety grają pierwsze skrzypce : Ewa Wencel jest znakomita, Jowita Budnik [ ona akurat w Labiryncie startowała, ale na dużym ekranie, to chyba jej jakiś debiut, czy coś, nie orientuję się do końca ] zresztą też.

      • barbasia1 Re: na dziś :Plac Zbawiciela, 23:55, dwójka. 05.10.10, 15:14
        > Krauze umiał wyłapać inne twarze niż te opatrzone -
        > kto wpadłby na to, żeby Krystyna Feldman zagrała Nikifora, no tylko kozak ;]

        I w tym, co piszesz nie ma cienia przesady!

        Dodam tyliko, że była to pierwsza życiu główna rola 88-letniej Krystyny Feldman! Wspaniala rola. Znakomity film. Jestem przekonana "Mój Nikifor" będzie Ci się podobać! :)

        "Placu Zbawiciela" jeszcze nie widziałam...


        • pepsic Re: na dziś :Plac Zbawiciela, 23:55, dwójka. 05.10.10, 15:56
          "Mój Nikifor" nie przypadł mi do gustu, ale doceniam kreację stworzoną przez śp Feldman i trafny wybór reżysera. "Plac Zbawiciela" - potwierdzam, ciężki kaliber.
          Ps. Niestety, jak to w polskich filmach - nagłośnienie leży na całej linii, co ww. filmy potwierdzają.
          • barbasia1 Re: na dziś :Plac Zbawiciela, 23:55, dwójka. 05.10.10, 16:12
            pepsic napisała:

            To racja. Problemy z dziwiękiem, nagłośnieniem niestety nieco psuły odbór "Mojego Nikifora".

            Mam nadzieję, że kiedyś, przy okazji powtórki "Nikifora" porozmawiamy jeszcze o tym filmie, ciekawa jestem dlaczego tak chłodno oceniasz ten film, Pepsic!?


            A Krzysztofowi Krauze wypada życzyć szybkiego powrotu do zdrowia!
            Bardzo chcemy obejrzeć nowe filmy!

            :)


            • pepsic Re: na dziś :Plac Zbawiciela, 23:55, dwójka. 06.10.10, 23:18
              Barbasiu, nie trafił do mnie, a nawet lekko rozczarował, choć klimaty wydawały się bliskie. Poza tym trudno było mi się zgodzić z postępowaniem bohatera, który dla Nikifora zaniedbał rodzinę, a wręcz opuścił. Gra aktorska poza tytułową również nie powaliła. Ale Krynicę pięknie skadrowano. Czy nie wymieniałyśmy się uwagami we wcześniejszym ojejku? Z rozpędu dodam, że nie lubię "Długu", nic nie ujmując filmowi. Brakuje postaci, z którą można sympatyzować.
              Ps. W GW ukazał się niedawno wywiad z K. Krauzem, opowiadał o walce z chorobą i przemyśleniach. Nie wiedziałam, że jest chory.
              • barbasia1 Re: na dziś :Plac Zbawiciela, 23:55, dwójka. 07.10.10, 16:30
                Właśnie chyba nie rozmawiałayśmy, nie przypominam sobie, nawet szukałam, ale nic nie moglam znaleźć.

                Poza tym trudno było mi się zgodzić z postępowaniem bohatera, kt
                > óry dla Nikifora zaniedbał rodzinę, a wręcz opuścił.

                A motywy tej decyzji bohatera (Mariana Włosińskiego) nie są do końca przekonująco wyjaśnione w filmie ...


                Kiedyś dawno temu czytałam o chorobie Krauzego, a teraz niedawno dowiedziałam się o nawrocie choroby.
                wyborcza.pl/1,91002,8339503,Antyrakowy_dekalog_Krzysztofa_Krauzego.html

                A tu coś przyjemniejszego na temat Krauzego - jego i jego żony plany filmowe:

                wyborcza.pl/1,75248,8468946,Papusza_w_szesciu_odslonach.html
                :)
        • grek.grek Re: na dziś :Plac Zbawiciela, 23:55, dwójka. 05.10.10, 16:03
          ano własnie, pierwsza główna, aż trudno uwierzyć; no i się trafiła w porę, bo zdaje się Feldman się zawinięła w piórnik niedługo potem.

          Jak tylko dadzą gdzieś Nikifora, to już się ciesze na projekcję.

          KOniecznie musisz zobaczyć "plac", mocna rzecz to jest.
    • barbasia1 Dziś w Polsacie o cudnej godzinie 20.30 "Borat: 06.10.10, 16:17
      Podpatrzone w Ameryce, aby Kazachstan rósł w siłę, a ludzie żyli dostatniej!" Osobliwa komedia, która całkiem niedawno (cztery lata temu) wzbudziła sensację i liczne kontrowersje w Ameryce, na całym świecie, a Sachy Baronowi Cohenowi, który odgrywa tytulową rolę Borata (dziennikarza kazachskiej telewizji, ktory zostaje wysłany przez swój rząd do USA w celu zbadania fenomenu Ameryki) przyniósła po premierze podobno "3000 cywilnych pozwów od wkręconych bohaterów" .:)
      Więcej... wyborcza.pl/1,76842,6796566,Ali_G__Borat_czy_Bruno_.html?as=2&startsz=x#ixzz11aV7hBWF.

      Scenariusz tego filmu został nominowany do Oscara.

      Tyle na zachętę! Będziecie oglądać?


      :)

    • grek.grek na dziś : Dzikość serca i cośtam cośtam 08.10.10, 14:30
      Jedynka - "Dzikośc serca", taki jeden z trochę mniej porąbanych "lynchów" ;] pora dogodna : 22:15, nic tylko oglądać, jesli ma się trochę czasu. wcześniej jakiś modern-western, w którym zagwozdka polega na tym, ze zamiast ponurolicych "clintów" strzelają się hiszpańskie senoritas, Salma i penelopa i jest lżej, ale równie niezaskakująco, a ściśle gatunkowo. taki film w sam raz, żeby widz "na dobre i złe" w Dwójce nie miał powodu zmniejszać widowni serialowej, a ci, co są na konkurencyjnych stacjach akurat mogli tam pozostać w spokoju. cóż, były juz Wystrzałowe dziewczyny i to nawet cztery, tutaj potencjał o połowę mniejszy, a pomysł trochę wtórny ;]

      POlsat - Resident Evil, imo niewysokich lotów s-f plus "głupia miłość", hiszpański jakiś - nie znam, nie orientuję się.
      TVN daje najpierw "Iron Man", czyli chyba znów komiks przeniesiony na ekran, z całym dobrodziejstwem inwentarza, a po nim : "Constantine", i ja to widziałem kiedyś, o zgrozo; jest to fantasy smażone na oleju teologicznym, wg mnie pod wzg potencjału wzbogacania widza może iść śmiało w zawody z Resident ;]



        • pepsic Borat 08.10.10, 17:03
          Barbasiu, o Boracie i ja chętnie posłucham, jako że podobnie jak nasz kolega, nie mam pojęcia o co biega w temacie. Zdaje się, że chodzi o dziwnego pana w nieapetycznym stroju jakby kąpielowym.
          :))
          • barbasia1 Re: Borat 08.10.10, 17:28
            pepsic napisała:

            > Barbasiu, o Boracie i ja chętnie posłucham, jako że podobnie jak nasz kolega, n
            > ie mam pojęcia o co biega w temacie. Zdaje się, że chodzi o dziwnego pana w nie
            > apetycznym stroju jakby kąpielowym.
            > :))

            haha tak, tak!

            A byłam ciekawa czy widziałaś / widziałyście! (szkoda, że nie widziałaś).

            Do jutra! :)
      • pepsic Re: na dziś : Dzikość serca i cośtam cośtam 08.10.10, 16:54
        Daruję sobie "Dzikość serca", choć również mało co pamiętam (scena z odciętą dłonią chodzi mi po głowie), bo Nicolas Cage z miną człowieka cierpiącego na schorzenia gastryczne niezmiennie mnie nie pociąga, podobnie neurotyczna Laura Dorn. Namierzyłam na Polonii (macie?) o godz. 22.35 czeskiego "Niedźwiadka" (komediodramat, mój ulubiony gatunek). Ponadto zainteresowały mnie dwie pozycje, niestety nakładają się czasowo: "Paradise Now" - palestyński dramat w Kulturze o 19.45 (był na tapecie, stąd wiem, że warto) i kolejny komediodramat "Popatrz na mnie" prod. francuskiej w Ale Kino! o godz. 20.10 - dobrze ocenionyw moim dodatku .
        • barbasia1 Re: na dziś : Dzikość serca i cośtam cośtam 08.10.10, 17:26
          pepsic napisała:
          Ależ świetnie rzeczy masz do oglądania. (Nie, niestety nie odbieram Polonii, ech!)
          Pepsic, jakbyś obejrzała czeskiego Niedźwiadka, napisz proszę, jak będziesz tylko mogła kilka słow o tym filmie, plizzz! O "Paradise Now" też możesz, jeśli obejrzysz!

          Francuski komediodramat "Popatrz na mnie" widziałam (nawet obiceywałam Wam, Grekowi, że opowiem co nieco ... ), polecam ostrożnie, przyznam, że mnie znudził, nieco rozczarował.
          To opowieść o samotnej, zagubionej 20-latce Lolicie z kompleksem na punkcie tuszy, która zawszelką cenę pragnie zwrócić na siebie uwagę ojca, egoistycznego, samolubnego sławnego pisarza ...

          :)

          • pepsic Re: na dziś : Dzikość serca i cośtam cośtam 08.10.10, 17:57
            Nie omieszkam, jeśli tylko plany staną się faktami , ale o "Niedźwiadku", bo o "Paradiso" pisał Grek, więc chyba bym nie śmiała.
            'Ps. Nie ma czego zazdrościć. Niby tyle tego jest, a wczoraj musiałam oglądać "Szpilki na Giewoncie". Fajną pracę mają w agencji: piją kawę i obsmarowują szefowe. Ale Tatr to im zazdroszczę. Misu Topa - jest b. ok.
          • pepsic Popatrz na mnie, Niedźwiadek 09.10.10, 18:26
            Domyślam się, dlaczego nie wzbudził Twojego zachwytu, ale mi się więcej, niż umiarkowanie podobało, choć może nie nadzwyczajne to dzieło. Przypomina klimaty z australijskiego "Wesela Muriel" (o tytułowej wykonawczyni Toni Colette gawędziliście niedawno). Dodatkowy atut filmu: piękna muzyka, poważna. Przeplatające się wątki i postacie - niejednoznaczne, pogubione, jak w życiu. Trudno zapałać sympatię do jakiegokolwiek bohatera. Ogólnie atmosfera dość zatęchła.
            _ _

            Niedźwiadek to bardzo udana opowieść gł. o perypetiach uczuciowych trzech par małżeńskich około czterdziestki plus epizodycznie czwartej - z porządną dawką humoru, ale i czarą goryczy z dyskusyjnym mottem: znać prawdę, ale niekoniecznie głosić. Bardzo dobrze uchwycone sceny z codziennego życia, okraszone sytuacjami zaskakującymi, żeby nie powiedzieć nieprawdopodobnymi. Reżyser Jan Hrebejk to również sprawca wychwalanego "Czeskiego błędu" właśnie na ekranach kin.
      • pomme Re: na dziś : Dzikość serca i cośtam cośtam 09.10.10, 19:15
        jak strasznie żałuje, że wczoraj do was nei zajrzałam. Nie żebym jakaś maniaczka Lyncha była, ale :-)
        Dzikośc serca pamiętam jeszcze z czasów liceum, niektóre motywy maluja mi sie bardzo dokładnie, bardzo choc przyznam ze oprócz tytuowego : Bo we mnie jest taka dzikośc serca" to nie bardzo pamietam o co tam chodziło:-)
        Klimat jak na Lyncha bardzo lightowy ( ogladaliście eraserehead???) i jak pamietam dobrze to oprócz zblizeń na ogień i jednej strzelaniny nie było tam nic specjalnie a la lynch ( ale moze mnie pamiec zawodzi bo ponad 15 lat mineło)
        w sumie to pomyslałam ze warto by zakupic ten film do domowej kolekcji ...
    • maniaczytania sobota, 09.10. 09.10.10, 13:57
      jak zwykle bryndza i mizeria :(

      Ewentualnie jak ktos nie ogladal to na 2 o 22.00 "Wesele" W. Smarzowskiego

      albo na tvp kultura Woody Allen -"Celebrity" o 21.30.
      • grek.grek wesele. 10.10.10, 13:58
        Wesele nawet za 3-4 razem sprawia przykrość. Imo, jedna z 5-6 najlepszych i najwazniejszych rzeczy w ost dekadzie. ciągle mało jest takiego kina demaskatorskiego, jacyśmy są, jako społeczeństwo, pod tymi w warstwami pudru i różu fałszywego samozadowolenia i irracjonalnej cokolwiek Dumy : z papieża, z historii, honoru i ojczyzny, z zaradności i sprytu, z gościnności, z wierności Bogu, wartościom rodzinnym itd. ten film powinno się pokazywać co miesiąc - i to specjalna sejmowa ustawa winna to regulować :] tak dla przywrócenia trzeźwości, co niektórym Polakom zbyt zakochanym w sobie i swoim kraju.