Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2011 - 1 (vol.12)

    • grek.grek 'japonia' dokument, z nocy pon/wt 02.02.11, 13:59
      tvp 2 się wysiliła i dała dokument o japonii początku millenium... zaczął się tuż ca. 2 w nocy. misja, słuchajcie :]

      ciekawa rzecz.
      autorzy wzięli sobie za punkt honoru pokazać, ze japonia XXI wieku, czy raczej społeczeństwo japońskie, łączy harmonijnie tradycję z nowoczesnością. i żeby to jakoś zwizualizować rzucili indywidualnymi biografiami kilkunastu tambylców.

      japonia żyje wg pór roku - wiosna, to narodziny, lato - rozkwit, jesień - harmonia spełnienia, zima - ma być pogodna, a nie depresyjna. taki styl. i jest tak, że z tym podejściem japońscy mężczyzni żyją śr 79 lat, a japońskie kobiety 86, odpowiednio : 2 i 1 miejsce w rankingu światowym. i tu mówimy o społeczności, która ma opinię cholerycznie zapracowanej, której teoretycznie powinny doskwierać wszelakie choroby cywilizacyjne. i to w dużym nagromadzeniu. a tu nic z tych rzeczy.

      takie tokio. cała aglomeracja, to 35 mln ludzkości. dacie wiarę, co za mrowisko :] północ skupia takie właśnie kopce, totalnie stechnicyzowane; w takim tokio : metro przewozi dziennie 8 mln ludzi, a opóźnienia w skali roku są na poziomie 35...sekund :] to jest precyzja i profesjonalizm.to na północy, zaś południe to luz maryla, małe zagęszczenie, piękne tereny, w ogóle 80 % kraju to lasy i woda, więc się gnieździ większość w takich tokiach, nie ma się co dziwić poniekąd.

      no i są ci ludzie konkretni.
      17-latka, która chce zostać gejszą. idzie do internatu, daleko od domu,a tam pruski dryl, surowość zasad, traktowania, ciągły kierat ćwiczeń, bo być gejszą to sztuka, a nie takie sobie szast prast. rzecz zupełnie staroświecka, całkowicie tradycją przesiąknięta. dziewczyna musi się właściwie odciąć od rzeczywistości poza szkołą i tzw. fajnego życia.
      jej ścieżka życiowa jest skonfrontowana z parą nastolatek, które robią za medialne trendsetterki - ot, np. firma chce wypuścić na rynek nowe komóry i chce, żeby młodzież je kupowała. bierze więc te dwie panienki, nagrywa z nimi materiał promocyjny, reklamówki i, jako ze mają one markę i są autorytetami dla innych dzieciaków - wiadomo, ze się sprzeda. ot, takie małe zółte w typie Tatu, wiecznie rozchichotane, w rejwachu tokijskim jak u siebie w domu.

      w ogóle, japończycy mają palmę na punkcie techniki, elektroniki. przykład - doroczne zawody robotów domowej produkcji, robią one rózne cuda : pojedynkują się jak zapaśnicy, wygibasy rozmaite wyczyniają i corocznie taka impreza ściąga 200 konstruktorów z całego kraju. pewna rodzina w całości sie tym zajmuje - małżeństwo i dwie córki. pokazane sa ich przygotowania do zawodów, potem występy tych robotów, w ogóle cały ten pie,prznik. to poziom amatorski. na poziomie zawodowym jest pewien profesor, który skonstruował legalnego i pełnowymiarowego androida, który jest jego sobowtórem. dzięki temu, że może nim sterować na odległość, nie musi np. sam jechać na jakąś konferencję, czy wykład tylko wysyła sztuczniaka i nim po prostu steruje przez komputer z odległości paru tysięcy kilosów. ew. programuje go i na miejscu wystarczy do zalogować i odpalić. z niewielkiej odległości wygląda jak człowiek, można by się pomylic. u nas to już w 'alternatywach 4' testowano w spożywczym ;]

      roboty wypierają ludzi, stanowiska pracy rozmaite zaczynają być obsadzane sweriami sztuczniaków, których jeden człowiek nadzoruje za pomocą kompa. biorąc pod uwagę zużycie prądu, naprawy, to pewnie wychodzi na plus jak idzie o koszta pracy. co będzie z ludźmi, jak się ten proceder upowszechni ?.

      jest nurek, który odkrywa pod wodą ruiny miasta, które ocenia się na 10 tys lat, czyli najstarszą budowlę w historii.

      jest starsza pani, co kultywuje, razem z innymi sobie podobnymi, zapominaną, ginącą umiejętność wyławiania owoców morza za pomocą własnego nurkowania. teraz robi się to na masową skalę, bez uzywania ludzi, są do tego urządzenia zagarniające od razu ogromne ilości tego stuffu. a babka z uśmiechem na masce robi swoje. sposób na życie :] dlatego seniorzy mają dobrą formę. nie narzekają i mają pochłaniające ich zajęcia. no i zdrowo jedzą, wcinają tyle rocznie tyle kilogramów owoców morza, co sami ważą, i pożerają 10 % z całej światowej konsumpcji ryb. no i złota zasada : od stołu wstawaj raczej niedojedzony niż przejedzony ;], ale o tym w filmie nie mówili.

      jest tatuażysta, który używa starych technik, ale nowoczesnego narzędzia 45-igłowego. taki bystrzak :] tatuuje mafię głównie, heh.

      jest i rybak, który utrzymuje się z połowu tuńczyków, które zjawiają się tylko zimą. nie używa sieci, a łowi na piechotę, czyli na wędkę. co złowi w krótkim zimowym sezonie, i za ile sprzeda, tyle będzie miał na życie na pozostałe miesiące roku. przez 9 czy 10 miesięcy łowi kalmary, które potem wykorzystuje jako przynętę podczas 2-3 miesięcznych polowań na tuńczyki. kamera mu towarzyszy podczas łowów zakończonych sukcesem. wyciąga z wody bycze rybsko i od razu sprzedaje je na targu rybnym. za 8 tys dolków. a potem wraca na morze, co by dalej łowić. a przed całą zabawą zanosi modły do bogów, którzy odpowiadają za resort rybołóstwa. też łączy tradycję ze współczesnością.

      od grzyba efektownych zdjęć - i mrowiska tokijskiego i skromnych ale zajmujących wnętrz internatu dla gejsz i licznych plenerów południowej japonii, gdzie góry, roślinność, jeziora, drzewa z liśćmi w tysiąciu i jednym kolorach, no i w ogóle japońszczyzna na każdym kroku, aż się kąciki oczu rozciągają na zewnątrz :]

      szkoda, ze nie później puścili ten film, pewnie komus się w tvp pokićkało i dlatego taka wczesna pora.
        • grek.grek 'japonia' & tvp 2 na dziś & 'tristan i izolda" 03.02.11, 13:46

          prawda święta :]. a pora emisji... wiesz, to już się wymyka racjonalnemu oglądowi.

          dzięki wielkie za "californication', już czekam na ciąg dalszy. trzymasz formę, czyta się tak samo zawodowo, co poprzednie Twoje opisy :] i od razu nachodzi mnie apetyt na oglądanie tych nowych odcinków, liczę na czechów - powtarzają właśnie 2 serię [ost. 2 odcinki zostały...], więc może trzymają cały czas serial na ekranie za pomocą powtórek, zeby płynnie przeskoczyć do IV serii :] taką mam nadzieję.

          dziś mamy "siostrę jackie" o 22'35", potem punkt widzenia, a dalej 'warszawę' - złote lwy z gdyni sprzed paru lat; cholerka, zdaje się, że dzisiaj nic tylko się do tvp przyssać ;]

          inne propozycje ? :]

          aha, obejrzyjcie 'house'a' dzisiaj, bardzo fajny odcinek, mało o chorobach, a za to fajny, sprytny styl narracji i house nonstop w akcji.

          aha 2, przedwczoraj obejrzałem ekranizację 'tristana i izoldy' [tvp 1 dawała... o północy, hehe] - akcja jak akcja, znacie temat, internet aż huczy ;], a a'propos samego filmu, to zrobiony z gustem, dośc kameralnie, a w rolach głównych młode, atrakcyjne aktorstwo, z Waszym ulubieńcem - franco. na minus to, ze w zasadzie ci, co to zrobili nie mieli ambicji powiedzenia czegoś o współczesności, za pomocą starej historii miłosnej, po prostu wyszła im adaptacja i to dość sztampowa. ładna i poprawna do bólu. natężenie emocji między kochankami też nieszczególne, dominuje raczej ich uroda i to, ze "ładnie razem wyglądają" ;]

          • barbasia1 Re: 'japonia' & tvp 2 na dziś & 'tristan i izolda 03.02.11, 15:23
            WielkiManitou Ci zapłać! Greku za Twe dobre słowa! :)) Są dla mnie cenne!
            Oczywiście chciałoby się jeszcze lepiej, jeszcze ładniej, jeszcze dokładniej, jeszcze atrkacyjniej opisać przygody ulubionego Hanka Moody'ego, szególnie właśnie ten serial, ale sam wiesz - czas! Przy okazji za błędy usterki przepraszam, brakuje mi opcji korekta, ech.

            Jestem przekonana, że Czesi nie zawiodą swoich widzów i pokażą wktrótce 4. serię Californication. Dobrze być pół-Czechem odbierającym czeską telewizję! :))
            By Cię jeszcze nieco bardziej zachęcić do Cali, powiem Ci, że drugi odcinek 4. serii jakby jeszcze lepszy od pierwszego, w każdym razie świetną, lekko pieprzną ;) zabawnę sceną się zaczyna! :)

            To obejrzę "SiostręJjackie", a "Warszawę" bym zamówiła, jeśli mogę, bo chyba późno się zaczyna?

            > aha 2, przedwczoraj obejrzałem ekranizację 'tristana i izoldy' [tvp 1 dawała...

            Widziałam tę ekranizację 'Tristana i Izoldy' ( jakiś czas temu szcześliwie leciała wcześniej ale za to w porze programu Wojewódzkiego), a co widziałam, Mani naszej opowiedziałam. ale nie tylko. W zasadzie wrażenia miałam podobne do Twoich, też nie oczarowała mnie ta adaptacja historii miłosnej (ze zmienionym zakończeniem), ale przyjemnie się oglądało. :)

            • grek.grek Re: 'japonia' & tvp 2 na dziś & 'tristan i izolda 04.02.11, 14:04
              ja tylko stwierdzam fakty :]

              usterek nie zauważyłem :]

              ja już wertuję program ctv... nadzieja jest, bo te powtórki 'californication' są za częste aż, hehe.

              'warszawa' - jest na dole, starałem się jakoś to ogarnąć, mam nadzieję, że da się
              z tego coś zrozumieć.

              a, widzisz, nie sprawdziłem... moja wina. niemniej, ocena wyszła nam taka sama albo dość podobna :]
          • barbasia1 tvp 2 na dziś 'tristan i izolda , Antony Zimmer ;) 03.02.11, 16:05
            Wczoraj rzuciłam okiem na "Anthonego Zimmera" (nie zapowiedziałeś!!?), przez przypadek trafiłam.
            Przekonałam się na własne oczy o tym, o czym pisaliscie Ty, a potem Pepsic, słabiuchny scenariuszyk, mocno naciągany i dziwnie mętnawy (francuski film!).
            Przestępca , który cały czas wchodzi w drogę policji (sam lezie na komendę, by zgłosić usiłowanie morderstwa), policja, która w dzisiejszych czasach nie jest w stanie jakoś go namierzyć zdobyć wizerunku groźnego przestępcy, choć podobno wiele poważnych przestępstw ma na koncie, podobno groźny i niebezpieczny,ale i jaki romantyczny, kontaktuje się ze światem w starym stylu poprzez ogloszenia w gazecie (śmiechu warte), specjalna agentka policji, która, jak głupia nastolatka kocha się w facecie, którego na oczy nie widziała i czeka, żeby on przyszedł do niej!? A on potem wzruszony dogłębnie uczuciami pani policjant do jego prawdziwej tożsamości, wyjawia jej całą prawdę niemal na oczach policji. I żeby tego było mało sprytnie, omijając kordony policji podrzuca władzy swój cenny tajny notesik z danymi (co oczywiście policja łapie jak diabeł dobrą duszę), a w zamian wykrada panią policjantkę, za jej zgoda oczywiście.
            I żyli długo i szczęśliwie na Lazurowym Wybrzeżu ... (czeski film!?, nie francuski film! :)

            Powiedzenie "czeski film" jest, imo, dawno zdezaktualizowane, bardziej odpowiednie obecnie było by wyrażenie "francuski film" (w znaczeniu mętny, niejasny, naciągany)!

            Jeśli „Turysta” powstał na podstawie tego samego scenariusza, to nie warto wydawać kasy na bilet do kina.
            • pepsic Re: tvp 2 na dziś 'tristan i izolda , Antony Zimm 04.02.11, 12:11
              Absurdy można by mnożyć w nieskończoność. Ale Barbasiu, drobna poprawka. Sofie (nie pamiętam imienia bohaterki) i Zimmer znali sie wcześniej i darzyli odwzajemnionym uczuciem. Zimmer zmienił tożsamośc poprzez operację plastyczną i dlatego go nie poznała. Mocno naciągane, bo o ile twarz, kolor oczu, linię włosów można zmienić, to budowy ciała, zapachu, smaku (całowali się), gestykulacji etc. - nie da się. Co do sposobu komunikacji przez ogłoszenia prasowe - tu akurat widzę sens w dzisiejszej dobie powszechnej inwigilacji (billingi, sms-y, maile), a Zimmer poszukiwany był na calym świecie. Masz rację, happy end na oczach policji - tak niewiarygodny, że aż komiczny. Totalnym nieporozumieniem było uczestniczenie Zimmera zwłaszcza jako człowieka znikąd w centrum dowodzenia.
              Z tego, co zrozumiałam i z zajawek "Turysta" jest remakiem.
              • barbasia1 Re: tvp 2 na dziś 'tristan i izolda , Antony Zimm 04.02.11, 14:22
                Dzięki Pepsic, za te uwagi, dopowiedzienia, umknęła mi jakoś ta informacja o operacji plastycznej Zimmera ( spóźniłam się troszkę na początek filmu), co ciekawe u Greka też nie ma wzmianki o tej operacji plastycznej, a czytałam wczoraj czy przedwczoraj przed naspisaniem powyższego postu Grekowy opis, by lepiej pojąć ten film !?

                Zgadzam się ze wszytskimi Twoimi uwagami na temat zmiany wyglądu, właśnie tak czy tak kwestia operacji też wydaje się być mocno naciągana.

                W sprawie ogłoszeń prasowych, może i masz rację, ale z trzeciej strony, myśle, ża są sposoby by namierzyć tego, kto zamawia takie ogołoszenie (zwłaszcza jeśli policja wie, które ogłoszenia są od Zimmera), sprawdzić z jakiego konta idą pieniądze za ogłoszenie itd. ...

                >Totalnym nieporozumieniem było uczestniczenie Zimmera zwłaszcza jako człowieka znikąd >w centrum dowodzenia.

                A właśnie, też miałam o tym wspomnieć.

                I na koniec jeszcze jedna absurdalna scena, o której pisze Grek -
                "A na odjezdnym szef policji (która ciągle zachodzi w głowę, gdzież ten Zimmer jest) patrzy na nich i mówi sam do siebie "znów ci się udało, masz wszystko". Ale policji nic nie powie. ASgent jakiś, czy co ? "

                Antnony Zimmer, spojler Greka:
                forum.gazeta.pl/forum/w,14,112321184,113935956,Anthony_Zimmer_spojler_Trzeci_W_sieci.html
    • grek.grek "warszawa' spojler 04.02.11, 13:03
      oglądaliście tę "warszawę' wczoraj ? :]

      ja się dałem namówić dwójce, hehe, w sumie - złote cośtam w gdyni, deszcz nagród, a do tego nasza produkcja...

      jest to kilka osobnych historii prowincjuszy zjeżdzających, z róznych powodów, do stolNicy; narracja miele je i przeplata, jak np. u altmana. akcja rozgrywa się w ciągu kilkunastu godzin.

      zatem, już spojlerując... jest klara, co w w-wie się pojawia, aby zamieszkać ze swoim chłopakiem. znienacka okazuje się, ze chłopak ma dziecko ze swoją żoną, z którą - należy wnosić z okoliczności - jest w separacji. nawet klucze do - wynajątego specjalnie dla niej - mieszkania nie przekonują klary. jak jest dziecko, to jest podejrzenie, ze on żony nie opuści, a ją usadowi w garsonierze i będzie miał do zabawy. a może po prostu nie umie ona być tak nieszlachetna, żeby dziecku ojca tumanić... ;] jest załamana, jeździ tramwajem, tacha po tej warszawie cięzką walizkę z ciuchami, generalnie widac, że jest trafiona i nie bardzo wie, co ze sobą zrobić.

      na dworcu klara poznaje pawła - on przyjechał do w-wy, żeby zacząć nowe życie, po wyjściu z domu dziecka. jest sympatyczny bardzo, dotrzymuje jej nawet towarzystwa, kiedy ona czeka na swojego gacha. a potem się rozstają...po raz pierwszy :]

      chłopak nic nie ma, poza 20 tys od ojca, który dał mu kasę, zeby mu się na oczy nie pokazywał więcej i znajomym zatrudnionym na etacie sprzątacza w ekskluzywnym salonie mercedesa, który obiecał mu pomoc w znalezieniu pracy. paweł by chciał w tym samym salonie się zaczepić, ale - mimo brawurowej próby - nie zostaje przyjęty przez właścicielkę, która na dodatek - kiedy paweł się upiera, ze "nie wyjdzie dopóki nie zostanei zatrudniony" - każe jego kumplowi wyrzucić go z lokalu i zasadzić kopa, co też ten czyni, przepraszająć pawła "sorry, stary, wiesz jak jest". zanim jednak odpali mu kopa wręcza adres z propozycją jakiejś tam innej pracy, dorywczej zapewne [wcześniej wspomógł go ofertą wyprowadzenia psa, z której paweł skorzystał].

      klara i paweł spotykają się wkrótce ponownie - ona dzwoni do domu, on idzie z tym psem, zauważa ją... czysty przypadek. no i tak zostaje, chodzą ze sobą, rozmawiają, oglądają stare slajdy warszawy, co jakiś czas się rozstają na chwilę, bo on musi psa odprowadzić albo do salonu pójść o tę pracę kolędować, ale zawsze się umawiają na następne spotkanie. jedną noc spędzają razem - na strychu jednego z salonów samochowych, gdzie zabawiają się udawaniem, ze chcą kupić auto, by ostatecznie każde odrzucać, "bo nie ma auomatycznej skrzyni biegów". rzecz także w tym, ze oboje nie mają gdzie nocowac, są równie porzuceni w tym wielkim mieście i w końcu sprzedawca łapie o co chodzi, no częsciowo - sądzi, że oni chcą mieć seks, ale nie mają lokum, więc prowadzi ich na górę i daje godzinę do dyspozycji. ona usypia jemu na kolanach, a on ogląda i czyta jej komiks, bo ona jest rysowniczką i zrobiła własny pojekt :]

      kiedy rozstają się po raz kolejny, następne spotkanie wyznaczają sobie pod pubem "pomarańcz'...

      w ślad za klarą do warszawy przybywa jej chłopak, ona go nie kocha, ale on ją - i owszem. przyjeżdza razem z kolegą i nie wiedząc, gdzie konkretnie jej szukac, po prostu objeżdzają ulice i wytrzeszają mocno oczy, w nadziei na fart :]

      następna historia dotyczy sadownika z pipidówka. on przyjechał szukać córki, która wyjechała do w-wy i znaku życia nie daje. więc gościu chodzi i szuka - najpierw pod adresem jaki ma zapisany, ale tam zastaje tylko jakąś jej koleżankę, co to rzuca mięsem jak stara, jest znerwicowana totalnie, i ma jakies długi, więc za 500 zł 'zrobi wszystko'. poczciwy starszy pan patrzy na nią jak na zjawisko atmosferyczne, propozycji nie przyjmuje, ale kiedy ona zmienia front i mówi, że córka jego winna jest jej tysiąc, on oddaje dług córczyny, ale w zamian za jej nowy adres. jedzie tam. całuje klamkę, ale babina mieszkająca obok mówi mu, ze córka pracuje w pubie "pomarańcz". facet tam jedzie. i tu zdziwienie - jest tam "elżbieta gołębiewska', wszystko się zgadza, nawet papiery, ale... panna w ogóle nie przypomina jego córki. skołowany i zrozpaczony ojciec próbuje pojąc o co tu biega, ale ona każe mu spier... facet traci spokój i rzuca się na nią z łapami. wreszcie dowiaduje się, ze dzsiewczyna zamieniła się paszportam i dowodami osobsitymi z jego córką, która wyjechała na zachód... co mu poozstaje ? wziąć głęboki oddech i zadzwonić do domu, że... 'z elą jest wszystko dobrze, ma świetną prace, uczy się dobrze, teraz nie może podejść, bo jest zajęta, ale... jest świetnie".

      następna jest wiktoria. jedzie do gdyni, ale tuż przed warszawą kłóci się z facetem, wysiada z auta i każe mu spier... [taka moda chyba ;)]. łapie stopa. zatrzymuje się facet o wyglądzie biznesmena. z czasem okazuje się, ze to jakiś cwaniaczek, co w warszawie ma interes do załatwienia, z grubym niemcem, chodzi o jakiś 'wagon" - zapewne zatem o szmugiel koksu albo czegoś podobnego. wiktoria się do niego przylepia, chodzą razem, towarzyszy mu podczas rozmów z tym niemcem, który oczywiście próbuje ją poderwać, ale bez skutku. panowie rozmawiają głównie po angielsku, trudno powiedziec, czy ona rozumie o czym mówią. niemcowi się w każdym razie do znajomości angielskiego nie przyznała :]

      cwaniak, poza swoim cwaniactwem, wydaje się całkiem do rzeczy facetem. zbliżają sie do siebie. podczas negocjacji z tym niemcem ona widzi u niego pistolet za paskiem spodni - wytyka mu to, na co on wręcza jej go i mówi "teraz ty go będziesz nosić". jakie zaufanie... :] wiktoria zresztą nie ma problemu, żeby nim wycelować komuś w łeb, np. złodziejowi, który na światłach wyciąga za fraki faceta z auta, i chce odjechać nim, z wiktorią w srodku. po zobaczeniu pukawki w jej dłoni spie,prza w podskokach...
      sprawa 'gdyni' przestaje istnieć, mówią o jakichś wakacjach wspólnych. ona chciałaby najbardziej pojechać do andaluzji... póki co, on kupuje dwa bilety na pokaz flamenco w barze 'pomarańcz"...

      zatem - bar "pomarańcz" jak zauwazyliście jest tutaj słowem-klucz :]

      pod tym barem, w jednej chwili, skrzyżują się losy wszystkich bohaterów. jest już wieczór...
      otóz sadownik siedzi w aucie i właśnie rusza do tyłu, umówiony z klarą paweł przechodzi akurat ulicą z tyłu auta, a wiktoria z gachem jadą autem na wprost pawła - są rozbawieni, paweł rozkojarzony, kończy się potrąceniem, a sadownik gwałtownie hamuje swoje cofanie pewny, ze to trafił chłopaka. "zabiłem człowieka" mamrocze, bo paweł się kompletnie nie rusza...

      wiktoria każe gachowi się zatrzymać "zabiłeś człowieka !", ale on odmawia kategorycznie. na co ona wyjmuje pistolet i mierzy mu prosto w łeb. no to on się zatrzymuje, a ona każe mu spiep... jak temu na szosie. facet chwilę stoi i postanawia skorzystać z propozycji. wiktoria zostaje sama, wlecze się z tym pistoletem w garści, prosto do 'pomarańcza', aby tam obejrzeć zamglonymi oczami ognisty występ flamenco...

      a gach niedaleko ujedzie. parkując auto trafia w d,pę samochód tych dwóch, co przyjechali szukać klary. wdaje się z nimi w bijatykę i dostaje srogie lanie, kończy dzień nakrywając się nogami po solidnych sierpowych, a potem usypiając z gęba w śniegu opodal krawęznika.

      sadownik jest w szoku, ale okazuje się, że jego obawy są płonne. paweł się zbiera z jezdni. dziewczyna, podająca się za jego córkę, przybiega i go o tym powiadamia.

      paweł, trochę zamroczony po uderzeniu, schodzi się znów z klarą. ona widzi, że coś z nim nie tak, ale... no problem. co więcej, on jej mówi, że ma mieszkanie, w którym będą mogli się zatrzymać razem. i jeszcze tylko jedno... klarę w końcu muszą zdybać jej chłopak i jego kolega - przypadkiem, zgodnie z założeniami :] klara ostatecznie musi powiedzieć chłopakowi, że "misiu, to nie jestem ja [że niby TA jemu przeznaczona]". facet musi to zaakceptować.

      a na końcu paweł i klara widzą [ona widzi].... żyrafę pętającą się po placu. czego symbolem może być żyrafa ? :]

      słowo jeszcze za chwilę, co tutaj papier się kończy ;]
      • grek.grek "warszawa' spojler, jeszcze dwa słowa 04.02.11, 13:50
        więc to było to, co najwązniejsze.

        oprócz głównych postaci są tu takze pomniejsze, pojawiające się regularnie w epizodach, stykające się z tymiż głównymi bohaterami.

        jest facet, który w kilkusekundowych urywkach gada przze komórkę powtarzając nonstop "to nie jest rozmowa na telefon... to nie jest rozmowa na telefon...".

        jest histeryczny złodziejaszek, który ma pecha : kiedy próbuje ukraść auto gacha wiktorii, to ona mu pistolet do głowy lepi i musi chłopina wiać; kiedy próbuje, z lichym nożykiem w garści, napaść pawła, to dostaje lanie. tłumaczy się patetycznie "ja ? ja, złodziej ?! jakbyś nie miał pracy, a miał czwórkę dzieci, to byś to samo robił" - trochę dęte, ale cóż... :]

        żeby pokazać, że w "świecie nieskończonych możliwości" bida piszczy, reżyser dodaje złodziejaszkowi kolegów po fachu : para - wyglądajacych z daleka na zabiedzonych romów - ojciec i mały synek wędzi sadownikowi z paki zuka - jabłka. widząc, ze facet nadchodzi - spiep,rzają. ale prostoduszny sadownik, mimo że wlasnie trafiony w samo czoło wieścią o tym, ze córka dała w długą na zachód, zatrzymuje ich okrzykami i nie dośc, ze nie każe oddać tego, co ukradli, to jeszcze daje im cała skrzynkę owoców. a oni ją targają w pociesznym stylu - ojciec z lewej, maluch z prawej, pośrodku skrzynka przechylona symetrycznie do ich wzrostu i siły, czyli w idealnym ukosie :]

        jest staruszek-kombatant, paradujący z biało-czerwoną opaską powstańczą na ramieniu - a to mu słabo i sadownik go pyta czy pomóc, a to się przewraca na śniegu i klara pomaga mu wstać, a jak widzi złodziejaszka kradnącego z klombu pod pomnikiem powstańców kwiatki cedzi mu w twarz "pan się zachowuje niegodnie. pan jest złodziejem". złodziejaszek, znów pechowo przyłapany, rzuca te kwiatki i podchodzi z wyrazem determinacji na twarzy do dziadka, a dziadek ocenia go surowo, kładzie rękę na ramieniu i mówi "pan nie jest złodziejem..." - jaki ładny relatywizm ;] a potem dziadek salutuje pomnikowi. na końcu zaś trafia na tych, co klary przyhechali szukać - oni są po rozmowie z klarą, on "nie wie, gdzie mieszka", więc oni proponują, ze mu pomogą odnaleźć dom. ładna przerzutka, tylko że niby co ? że prowincjusze i tylko oni są w stanie temu miastu nadać nową jakośc, bo w nich jedynie jest jeszcze ciepło i bezinteresowność, a warszawiactwo jest zabiegane, samolubne i olewa wszystko ? może i o to chodziło...

        co z tą żyrafą, macie jakiś pomysł ? :]

        faktem jest, że ci przybysze są albo ciepli i mili [wszyscy] , albo ciepła spragnieni [wiktoria], mają jakieś odruchy pro-bliźni. warszawiacy zaś już raczej nie, zwłaszcza ci lepiej uposażeni : właścicielka salonu to baba herod, jej pomagier jeszcze gorszy, baba od wyprowadzania psów jest oschła [paweł na ochotnika pomaga jej zaparkować samochód, problem w tym, ze żeby nawrócić musi pojechać naookoło i kiedy jej znika z oczu w jej aucie ona ma wrażenie, że go ukradł, a kiedy wyłoni się z drugiej strony bardziej będzie zirytowana tym, ze musiała stać pod gołym niebem niż, ze jej pomógł; paweł, z niaiwnością "chłopaka z prowincji", próbuje ją zaprosić na kawę, ale ona bezceremonialnie go zbywa], dziewczyny, które spotyka sadownik walą mięsem, cwaniak... wiadomo, gruby niemiec - ślini się do wiktorii niesmacznie, na dworcu - gach klary nie przyjmuje sympatycznie wyciągniętej do niego ręki pawła... kolega pawła z salonu mercedesowego - wywala go na pysk, bo musi, żeby zachować pracę, więc znów - bezwzględne warunki wielkiego miasta, gdzie płacisz cenę za 'sukces'.

        samo miasto wygląda niezbyt fajnie - jest zima, pada śnieg, szybko robi się ciemno, ulice są bezoosobowe, niebo zaciągnięte, pod nogami breja śniegowa... miasto świadkuje zdarzeniom, ale z dystansem. kreuje częsciowo atmosferę, chociaż... w taki trochę kameralny sposób, bo nie uderzyło mnie jakieś przytłaczanie przezeń bohaterów. aranżacje scen są raczej nieefeketowne. te błotno-śnieżna dekoracja, to jedno, ale dochodzi też to, nie eksponuje się ani urodziwych zakątków warszawy, które i w takim otoczeniu mogłyby stworzyć jakiś kontrapunkt, nie ma, znanych z komercyjnych pierdółek a'la tvn, panoramicznych, ostentacyjnych ujęć. jesli są jakieś rzuty na wysokie budynki i nowoczesne elewacje, to naprawdę niewiele i w ascetycznym klimacie. kamera raczej kursuje na poziomie metr-nad-czołem-filmowanych-postaci :]

        reżyser gajewski trochę sztucznie, jak na mój gust, to podzielił, ze przyjezdni są tacy fajni i dobrzy, miejscowi niekoniecznie. może chciał trafić w widza mówiąc 'hej, zobaczcie, ci dzisiaj mili i fajni jutro będą tacy, jak tamci, bo to miasto, jego tempo, jego bezwzględnośc wymuszą na nich zmiany". a może klara i paweł, którzy zostaną razem, są zwiastunem nadziei ? "hej, to wy, młodzi i nieskażeni tym badziewiem, mający uczucia i prawidłowe reakcje, możecie wszystko odczarować".

        kurka, co z tą żyrafą ? :]

        postaci są cokolwiek banalne, przeciętne, nie wyrózniają się w zasadzie niczym szczególnym. ludzie codzienni. zaskakująco jednak, w tej szarej zwyczajności zwyczajnej - żywi. wiarygodni. wg mnie, przynajmniej. ich problemy też nie są nadzwyczajne, a przez to wypadają nie-papierowo, czyli dobrze. wszysscy tacy są, może poza wiktorią.

        z info wynika, ze nagrodę za ten film dostałli reżyser gajewski i ostałowska vel wiktoria. i to by się z grubsza, wg mnie, zgadzało. reżyser utrzymał całość w należytym porządku i dobrym rytmie narracji, bez zbytecznych scen i przedłużajek. nagrodzony scenariusz jest wariacją podług metody altmanowskiej, jak zdązyliście zauważyć - a że zwykle takie flmy zyskują uznanie, bo uważa się, ze ta mozaikowa struktura jest raz - pojemna, a dwa - nadaje się idealnie do portretowania współczesnych mrowisk i ich modelowych mieszkańców, no to i "polski altmanizm" musiał zrobić wrażenie, zwłaszcza 8 lat temu :]; a ostałowska miała do zagrania postać, wg mnie, jedyną obdarzoną jakimiś zauwazalnymi skokami temperatury [sadownik niby też, ale u niego jest raczej jeden paroksyzm], a co najważniejsze przejawiającą oznaki funkcjonującego zycia wewnętrznego. coś pie,przę... tak czy owak, wyrózniała się, po prostu.

        generalnie, nie wiem jaka tam była konkurencja w 2003, ze wpadł akurat 'warszawie' złoty lew, więc na razie nie wiem, jak to skatalogować, ale powiem Wam, ze było nieźle :]
        • barbasia1 Re: "warszawa' spojler, jeszcze dwa słowa 04.02.11, 15:53
          Świetny opis i komentarze!

          A wracjąc do pytania o żyrafę, myślę, że żyrafa też przyjezdna, przybyła z innego zoo do zoo warszawskiego, by spotakć tu samca żyrafę (a. samicę żyrafę) swego życia!? ;)
          Taaak?

          A może to symbol niedopasowania do okoliczności przyrody wielkomiejskiej?

          Albo żart taki?

          • grek.grek Re: "warszawa' spojler, jeszcze dwa słowa 04.02.11, 16:02
            dzięki, kamień z serca, bo plotłem strumieniem świadomości ;]

            hehe, możliwe.

            w sennikowej symbolice wyczytuję otóż, że żyrafa symbolizuje "szczerość, umiejętnośc słuchania drugiego człowieka, rozumienia punktu widzenia innych" - wygląda, ze może być też jakieś memento reżysera-scenarzysty dla miasta, które postrzega on jako kompletnie antyżyrafowe ?

            • barbasia1 Re: "warszawa' spojler, jeszcze dwa słowa 04.02.11, 16:21
              Jak na strumień świadomości to ten tekst jest za rzeczowy, za przemyślany, za spójny, za uporządkowany, za logiczny , za zrozumiały, itd. ... ;)
              :)

              Nie wiedziałam, że z żyrafą, zwierzęciem jakby nie było obcym naszej kulturze, wiąże się taka ładna symbolika!?
              Podoba mi się taka intepretacja żyrafy w "Warszawie".
              • barbasia1 Re: "warszawa' spojler, jeszcze dwa słowa 05.02.11, 10:03
                > Nie wiedziałam, że z żyrafą, zwierzęciem jakby nie było obcym naszej kulturze,
                > wiąże się taka ładna symbolika!?
                > Podoba mi się taka intepretacja żyrafy w "Warszawie".

                Alee, uświadomiłam to sobie wczoraj wieczorem, gdyby przyjąć tę inretpretację żyrafy pojawiającej się w zakończeniu filmu, czyli znaczącym momencie, film miałby bardzo pesymistyczną wymowę!???

                Szukałam wczoraj wypowiedzi reżysera na temat żyrafy i nawet znalazłam , ale mi nie pomogła: ;)

                "O żyrafie: Żyrafa w miejscu bardzo specjalnym dla naszego kraju i kultury ? ten obraz pojawił się w mojej głowie wiele lat temu. Zacząłem się zastanawiać, co on znaczy, jak go odszyfrowywać. Gdyby można go było opisać za pomocą
                kilku zdań, to bym je napisał i wydrukował. Jednak tak wielu rzeczy nie można powiedzieć, bo nie ma odpowiednich słów, że obraz pozostaje jedyną możliwością. Dlatego zrobiłem ten film. Żeby wytłumaczyć, dlaczego ten obraz pojawił się w mojej głowie."

                www.stopklatka.pl/film/film.asp?fi=13380&sekcja=4
                ...
                • grek.grek Re: "warszawa' spojler, jeszcze dwa słowa 05.02.11, 13:46
                  no może... niekoniecznie, bo ta żyrafa się pojawia wraz z parą młodych prowincjuszy o "żyrafowej" naturze :]

                  hehe, zdaje się albo pan reżyser rzeczywiście przyśnił sobie to zwierzę i nawet nie
                  zainteresował się symboliką takiego wyobrażenia, a zatem - dziwnym trafem robiąc
                  film odpowiadający takim właśnie związkom symbolicznym wykazał się wyjątkową
                  intuicją, albo... albo ściemnia ;]
                  • barbasia1 Re: "warszawa' spojler, jeszcze dwa słowa 05.02.11, 20:59
                    Czyli jednak nie jest tak pesymistycznie,
                    jak pisałeś wyżej ...

                    Macie, Greku, Pomme, rację zgrzeszył pan reżyser zbytnim uproszczeniem, idealizowaniem ludzi z prowincji, demonizmowaniem wiekiego miasta i jego mieszkańców.

                    Doświadczenie podpowiada, że ludzi o "żyrafowej" nieslychanie trudno jest spotkać , niezależnie od tego, czy mieszka się wielkim mieście, czy małej mieścinie.
                    Obie wersje są równie prawdopodobne! ;)
        • pomme Re: "warszawa' spojler, jeszcze dwa słowa 04.02.11, 15:55
          oglądałam warszawę juz dawno temu z perspektywy przyjezdnej jednak, bo jestem napływowa.
          Mnie ten film skusił, tymi nagrodami własnie i szumem wokoło, ze dobry niekomercyjny i w ogóle
          No i sie rozczarowałam.
          Nie znalazłam tam nic odkrywczego, nic, o czym bym nei wiedziała lub czego bym juz nie widziała.
          Przesłanie bolesnie czytelne, nawet nie bardzo miałam o czym myslec.
          Ten podział jak piszesz na tubylców i przybylców faktycznie przerysowany.
          Podobała mi sie tam za to Dominika Ostałowska, naprawde zrobiła wrazenie ...
          pamietam duzo szumu tez było wokół filmu nomen omen szumowskiej ono. a to by średni film moze z paroma lepszymi wejsciami, które tez były pewnie srednie bo nawet ich nei pamietam.
          bo u nas chyba tak jest ze jak nie serial albo nie graja w filmie same same gwiazdy ( nie koniecznie dobrzy aktorzy) to sie mówi ze film dobry i niszowy
          a to g..no prawda jest
    • grek.grek powtórki piatkowe - obcy, historia przemocy 04.02.11, 15:54
      polsat raczy "ósmym pasażerem nostromo", czyli klasyka pełną gębą, jeden z naj. thrillerów bez podziału na gatunki i tak dalej itd., a przy okazji film już tak niemłosiernie często powtarzany, że aż powoli tracić zaczyna powagę ;] 22'15"

      tvn daje w ripleju - 'historię przemocy' - rzecz ciekawa, pozornie powtarzalna, ale z dwoma istotnymi kwestiami do namysłu : - czy skłonność do przemocy jest dziedziczna ? i - nie da się uciec od przeszłości, wystarczy przypadek zupełny, żeby wydawałoby się dawno pozostawione za sobą sprawy powróciły z zamiarem zrujnowania obecnego życia. warto. 23'30', trochę późno, ale warto.

      dwa b.dobre filmy, dwie wyeksploatowane ponad miarę powtórki. szkoda. w ostatnich 50 latach zrobiono klasowych filmów trochę więcej niż te 30-40 tytułów stanowiących jakąś patologiczną playlistę polskich stacji tiwi. trochę się polsat z tego wyłamuje, co Pepsic kiedyś przytomnie zauważyła, ale - jak widać - tylko trochę i nie zawsze :]

      tvp zarzuca francuskimi komedyjkami [hehe], a w jedynce westernem i klasyczną wersją "upiora w operze". żeby to było na-bogato, to bym nie powiedział :]

    • grek.grek na sobotę : "ojciec" & 'blow" &..? 05.02.11, 14:08
      polsat atakuje klasyką - "ojciec chrzestny" o 22'00' :]

      zdaje się wczorajszy "ósmy" to był początek kolejnej powtórki całej serii. oni też mogą, hehe. trudno. lutowe piątki w polsacie już obsadzone. w soboty pewnie będą dawać kolejne dokrętki
      "ojca"...

      konkury dla coppoli, to "blow" w jedynce, życiorys dilera białego proszku, z jankiem deppem w roli głównej i penelopą w roli towarzyszącej. oglądaliście już ?

      dorzucicie coś ?

      aha, 4:00 - w tvp 1 "śledząc" - jesli dotąd nie widzieliście, to koniecznie spróbujcie obejrzeć, video nastawcie, albo zróbcie co się da, żeby jakoś się do tego dobrać, bo film jest przedni.
      • maniaczytania Re: na sobotę : "ojciec" & 'blow" &..? 05.02.11, 17:15
        grek.grek napisał:

        > konkury dla coppoli, to "blow" w jedynce, życiorys dilera białego proszku, z jankiem deppem w roli głównej i penelopą w roli towarzyszącej. oglądaliście już ?

        O tak, swietny film, jesli nie ogladales, to wybierz na dzis ten.

        > dorzucicie coś ?
        o 1.00 na tvp 2 - "Dziewiata kompania" film rosyjski z 2005r. mocny obraz, ale nie zalujcie, jesli nie uda sie Wam obejrzec, bo bedzie jutro powtorka o przyzwoitszej porze - 21.00;
        na TVN "Zlap mnie, jesli potrafisz" podobno fajny, tylko ja nie wiem, co zrobic, bo i Leo i Hanks w jednym filmie to chyba za duzo jak dla mnie :)))

        • grek.grek "ojciec" & 'blow" &..? 06.02.11, 12:50
          hehe, nagrałem, póki co :]

          a wybrałem "ojca". trochę sentymentem trąci, trochę to staroświeczczyzna, trochę fabularnymi schematami jedzie - bo stale ktoś jest do odstrzału albo sama familia corleone i jej pomagierzy są na celowniku i... ile tam można bez przerwy ;], aczkolwiek proces dojrzewania michaela corleone do zostania donem i przetasowań na scenie, które utorowały mu drogę do tegoż - musiały być pokazane własnie tak, a nie inaczej, więc to po prostu uroda całej historii, a nie jakieś błędy scenariuszowe; w sumie jednak, długimi okresami wygląda wszystko jak monotonna w swej powtarzalności [chociaż też do pewnego momentu, kiedy michael zrobi porządek z konkurencją, przenosząc w jeden dzień mafijny świat nyc w zupełnie nowe czasy, czasy końca kooperacji i współistnienia] wojna rodzinna w jakims pueblo.

          to dla czego, imo, warto oglądać 'ojca" bez względu na wszystko, to mistrzostwo coppoli - poprzednim razem i tym razem też, probowałem jakoś policzyć ilość scen, które by mi nie pasowały, ktore by mozna pominąc, wątków które nic nie mówią istotnego o bohaterach, o samej mafii jako takiej - bo to portret przeca, scen nie wnoszących nic do historii. taka zabawa na intuicję, bo fachowej wiedzy u mnie nie uświadczysz :]

          i... nie ma takowych. konstrukcja jest taka, że mucha nie siada, a nawet nie śmie się zbliżyć. tak mi wyszło, na ile faktycznie, to już wiedza tajemna. niemniej, wg mnie perfekcyjna robota reżyserska.

          za tydzień polsat daje "ojca 2", czyli... wykrakałem ;], ale jak napisali w programie, że to "pierwzsza część", to było więcej jak pewne, ze reszta w drodze.

          "dziewiątą kompanię" spojlerowałem kiedyś ;] w sumie niezgorsza rzecz. i egzotyczna ciągle, hehe.
      • barbasia1 Re: na sobotę : "ojciec" & 'blow" &..? 05.02.11, 21:05
        Miałam ochotę na kawałek "Ojca...", ale Mania chwali "Blow" (a tam kusi Johnny Depp i Peleope Cruz), więc teraz nie wiem jeszcze ...

        > aha, 4:00 - w tvp 1 "śledząc"
        "Śledząc", może jednak innym razem, jak pokażą jeszcze później! ;)
          • barbasia1 Re: na sobotę : "ojciec" & 'blow" &..? 06.02.11, 14:10
            Też wybrałam powtórkę staroci, czyli "Ojca chrzestnego" (ale tylko połowę, do północy), którego ostatnio starsznie dawno temu oglądałam...

            Na "Blow" rzuciłam okiem i okazało się, że już kiedyś widziałam ten film, odpomiałam sobie kilka scen podczas przerw na reklamy w trakcie "Ojca ..." - np. tę scenę kiedy Johnnego Deppa (piękny, młody Johnny dobra rola Johnego, niezły film!), handlarza narkotyków przyjeżdza policja do domu rodzicow, po tym jak matka go wydała, niestety całości nie potrafię zrekonstruować z pamięci, więc bardzo chętnie przeczytam streszczenie (przypomnienie), jeśli tylko zamierzasz napisać coś o tym filmie (bo właściwie zaczęło mnie intrygować co było przed i po tej scenie z aresztowaniem).
                • grek.grek 'blow" - dopowiedzenie 08.02.11, 11:13
                  no to - ciach, od momentu pierwszego aresztowania :

                  we więźniu poznaje diego, faceta co ma kontakty z kolumbijskimi dilerami kokainy.

                  po wyjściu - zaczynają kręcić lody z koksem z tamtego rejonu dostawczego, a sam george poznaje pablo escobara, szefa wszystkich szefów, z kartelu z medellin, z którym wchodzi w biznes i, korzystając z posiadanych instrumentów [mozliwość przewozu towaru awionetką, dobry pośrednik w postaci tego fryzjera dereka] zaczyna szmuglować escobarową kokainę do
                  ameryki.

                  sukces jest błyskawiczny. schodzi każda ilość, wciagą cała ameryka ;] george jest bogaty, ma wielki dom, a w tym domu żonę - mirthę, którą poznał na ślubie diega, a potem ją odbił jednemu latynosowi. normalnie powinien za taki numer nie żyć, ale był gościem od escobara, więc mu rogacz mógł nafiukać. mirtha zachodzi w ciążę, poród się zbliża...

                  odwiedzają go, w jego posiadłości, starzy - matka wierzy, że george "prowadzi firmę", ojciec nie jest taki głupi... ale - nie potępia syna, przeciwnie, mówi mu : "jesteś szczęśliwy, tylko to się liczy'.

                  byłoby miło i dostatnio, gdyby mu stary kumpel diego nie wbił kombinerek w plecy albo nawet trochę poniżej. najpierw marudził, że george mu nie ufa i nie chce zdradzić nazwiska pośrednika - jemu nie ufa, swojemu "bratu". z tego powodu, m.in, george zostaje postrzelony, kiedy w czasie dobijania targu z jakimś gangiem diego nagle zaczyna świrować, wpędza gości w nerwy, a ci zaczynają strzelać, może przypadkiem, może nie... tak czy owak - ledwie udaje się załagodzić konflikt. george nie ma wyjścia - zdradza mu nazwisko pośrednika... tylko po to, żeby za jakiś czas dowiedzieć się, ze diego i ten pośrednik robią własne interesy za plecami george'a. cios poniżej pleców. a kiedy george jedzie do diega, żeby się z nim rozmówić dociera do niego, zę w sumie nic nie może mu zrobić - facet przejął cały interes, ma zołnierzy, kontakty, pośrednika przekabacił... na odchodne diego nie zawaha się nawet zlecić swoim sługusom pobicie george'a.

                  w takim układzie george rezygnuje z dalszego dilowania. ma 60 mln dolków na koncie w banku, namiętną żonę i właśnie urodziła mu się wyczekiwana córka, którą pokochał od samej wieści, że się pojawi. na porodówce w trakcie połogu george dostaje nawet zapaści kokainowej z tego stresu...

                  mija jakiś czas. przyjęcie urodzinowe george'a. są starzy znajomi [derek-pośrednik m.in, który przeprasza george'a, że go z diegiem wykiwał, ale... takie były czasy. dla poprawy humoru wyznaje, że potem sam został przez diega wyrolowany. george mu wybacza, wita z otwartymi ramionami, aczkolwiek to żona go zaprosiła]. bawią się dobrze, jest proszek, są drinki. ... i jest nalot Fbi. czekali na jakiś błąd george'a od dobrych paru lat. no i się doczekali. za samą kokainę na przyjęciu george może iśc siedzieć.

                  george ofk siedzieć iść nie zamierza. wpłaca kaucję, a potem zamierza spie,przać. zabezpieczając jednocześnie rodzinę. odwiedza rodziców, żeby się pożegnać - matka nie chce go widzieć, słyszała o nim w tiwi... ojciec tylko nie odmawia mu ostatniego uścisku.

                  za chwilę - trauma. bank, w którym trzymał swoje oszczędności został znajconalizowany przez rząd panamski. kasa poszła się paść. zostaje goły jak święty turecki. mirtha szaleje, wygarnia mu od zer i nieudaczników,, którzy dają się rolować byle komu. robi mu awanturę na szosie, kiedy jadą autem, tak że george prawie traci panowanie nad pojazdem. do tego wtrąca się policja. zatrzymują ich. histeryzująca mirtha informuje ich, ze george ma w bagażniku koks. no i george znów ląduje w pudle - na 3 lata.

                  najgorsza rzecz dla niego, to rozstanie z córką, miłością jego życia. chciał przecież dobrze, chciał zapewnić rodzinie byt. a teraz może najwyżej pogadać z nią przez więzienny telefon. a raczej popatrzeć, jak mała niechętnie podchodzi, żeby z nim zamienić słowo, a raczej wyrzucić mu "możesz żyć bez serca ?" [on jej kiedyś powiedział, że "nigdy jej nie opuści, bo jest jego sercem, a bez serce nie można żyć"], a żona dowali mu z drugiej mańki informacją, że zażądała rozwodu i sprawa jest toku, a wkrótce rozwód istotnie zostaje orzeczony.

                  po wyjściu george ma jeden cel - odzyskać dziecko. spotyka się z małą, przełamuje lody, zaczyna ją codziennie rano odprowadzać do szkoły, a ze szkoły przyprowadza do domu. i rozmawiają. mała ma np. marzenie, żeby mieszkać w kalifornii... wkrótce, dzięki nowym lepszym kontaktom z eks-żoną córka może nawet z nim pomieszkiwać.

                  george ma plan...nakręcić nowy dil, zarobić tyle, żeby zabrać córkę i zwiać ku nowemu życiu. w kalifornii, skoro tak mała wybrała. nawet mówi małej, zeby się przygotowała na konkretny dzień. liczy, że wtedy będzie już po robocie i kasa w kieszeni.

                  no więc kręci interes. ze starym kumplem z La nawet. wszystko idzie jak z płatka... niespodzianka jest na końcu - cała akcja była policyjną prowokacją. george ląduje w pace z wyrokiem 60 lat. cios. ale większym jest i tak wizja córki siedzącej z walizką przez domem, czekającej na niego i obiecany wyjazd...

                  w pierdlu george dowiaduje się o chorobie ojca... miałby prawo do przepustki, by się z nim zobaczyć, ale... matka nie wyraziła zgody. może tylko nagrać coś dla ojca, jakieś kilka słów. no i nagrywa - wspomina dzieciństwo, ich wspólny czas, że jak aresztowali go, wtedy w domu - kiedy matka go zakablowała - to ojciec powiedział do agenta fbi wzuwającego buty a nogi skutemu george'owi "tak, chamie, tylko do zakładania butów mojemu synowi sie nadajesz", i że miał "najlepszego ojca na świecie" no i że starego swego kocha [tekst leci z offu, a na ekranie jest ojciec, postarzały już mocno, odsłuchujący nagranie i wyraźnie wzruszony]. stary go nigdy nie zdradził. nigdy nie potępił, mimo że george nie szedł drogą jaką by może sobie ojciec wymarzył. z drugiej strony, widział problemy starego z zarabianiem, no i zrzędliwą matką...

                  a potem george'a odwiedza córka... już starsza, urodziwa - rozmowa, niedźwiadek, wyznanie uczuć... za chwilę okaże się, że to tylko wizja george'a, jego marzenie, może nawet paranoja. córka nigdy go nie odwiedziła...

                  "miałem więćej ambicji niż rozumu", podsumowuje swoje życie george, a ja bym powiedział, ze miał, po prostu, pecha do ludzi, zwłaszcza do kobiet :] tak jak ojciec...

                  • barbasia1 Re: 'blow" - dopowiedzenie 08.02.11, 13:41
                    Dzięki Ci, Greku, za to zgrabne dopowiedzenie,
                    a jednak niewele zapamiętałam.

                    Czy to nie była aby historia oparta na faktach?

                    > "miałem więćej ambicji niż rozumu", podsumowuje swoje życie george, a ja bym po
                    > wiedział, ze miał, po prostu, pecha do ludzi, zwłaszcza do kobiet :] tak jak oj
                    > ciec...

                    To ja tu muszę zaprotestować! :)
                    Gość zajął się najbardziej ryzykownym z ryzykownych biznesów, który zazwyczaj kończy się więzieniem, w najlepszym przypadku albo do śmiercią w mniej lub bardziej dramatycznych okolicznościach w tym gorszym przypadku / tak skończył przecież Pablo Escobar/.

                    Pech do ludzi? Ludzie tym środowisku (handlarzy naroktyków, przestępców) nie wyłączając
                    kobiet są na ogół fałszywi, nie można się po nich wiele spodziewać, liczy się tylko kasa, kasa kasa ...

                    • grek.grek Re: 'blow" - dopowiedzenie 08.02.11, 15:08
                      zdecydowanie. w ostatnim ujęciu, zresztą, ekran zaludnia twarz autentycznego george'a junga, który ciągle odsiaduje swój wyrok.

                      no wiesz, trudno faktom przeczyć - raz poszedł siedziec, bo matka zadzwoniła po policję, kiedy ich odwiedził w stanie ukrywalności przed wymiarem sprawiedliwości, a raz go wykablowała rodzona żona :] trudno powiedzieć, zeby miał szczęście do kobiet. coś jak ojciec, tez się starał, a jego zona, a george'a matka, nigdy nie potrafiła tego docenić.

                      • barbasia1 Re: 'blow" - dopowiedzenie 08.02.11, 16:16
                        Fakt, ale akurat matka wydała go poniekąd dla jego dobra, sądząc, pewnie trochę naiwnie, że w więzieniu przemyśli swoje życie, zmieni się, porzuci handel nakrotykami (w scenie, którą widziałam, kiedy policja go zabiera, matka mu to zresztą mówi wprost ...).
                        Wydanie Georga to imo był gest rozpaczy w walce matki o syna ...


                        • pepsic Re: 'blow" - dopowiedzenie 08.02.11, 19:00
                          W kwestii matki nie zgadzam się Barbasiu, matki tak podle nie postępują. Doniosła na syna, bo nie mogła pogodzić się z procederem uprawianym przez niego i wytykaniem palcami przez otoczenie, w dalszej części filmu odrzuciła. Co do postępowania żony/Penelopy, w imię solidarności kobiecej można by dopatrzyć się paru okoliczności łagodzących, wszak wydała go podczas wielkiej awantury w samochodzie (b.dobra scena), będąc w stanie silnego wzburzenia, bo jak Grek napisał, miała gościa, był kimś, miał 60 mln zł, wystawne życie, a tu kicha. Można to jakoś zrozumieć. Moja pobłażliwość się skończyła podczas sceny w więzieniu, kiedy zapowiedziała, że wystąpi o alimenty wiedząc, że jeszcze trochę posiedzi za kratkami.

                          • barbasia1 Re: 'blow" - dopowiedzenie 09.02.11, 15:38
                            Nie pozostaje mi nic innego tylko przyznać Tobie, Grekowi (niżej) rację.
                            Nie zapamiętałam szczegółów o których, Ty, Grek wspominacie.

                            Wydało mi się, na podstawie tej jednej odpomnianej sceny z aresztowaniem , niesłusznie jak się okazuje, że matka obwiniała siebie o porażkę wychowawczą ( stąd donos na policję i pretensje do syna ) ...

                        • grek.grek Re: 'blow" - dopowiedzenie 09.02.11, 11:11
                          obie miały swoje powody - w przypadku zony, to już Pepsic napisała, aczkolwiek utrata statusu majątkowego, to dość kiepska wymówka dla, de facto, zapuszkowania męża i ojca dziecka :]

                          co do matki, pamiętasz scenę z dzieciństwa george'a, kiedy matka zostawiła ich, bo ojcu firma padła, a potem wróciła, a mały george nie chciał się z nią przywitać, bo uznał, ze ich wystawiła do wiatru ? moze i mamusia pamiętała, że syn, od pewnego momentu, nie żywił do niej najgorętszych uczuć [na co sama zapracowała]. bottom line : matka nigdy nie była po stronie syna, a już zwłąszcza, w moim odczuciu, trudno ją posądzić o wrażliwość na punkcie jego kręgosłupa ideowego. imo, widziała w nim własnego męza i tak też go traktowała.
                          • barbasia1 Re: 'blow" - dopowiedzenie 09.02.11, 16:10
                            Działanie w afekcie! ;)
                            Zgadzam się tu z Pepsic, żony można bronić tylko w ramach solidarności kobiecej, bo to głupia kobieta była ... ;)

                            Masz rację Greku, nie pamiętałam tych faktów, mea culpa (ech! złamałam swoją pierwszą zasadę forumową, nie dyskutuj, jeśli nie obejrzałaś porządnie całego filmu! :/).

                            Matka nie była bez winy, na pewno to jej postępowanie, porzucenie syna w trudnym dla rodziny, dla męża momencie, jej chłód emocjonalny?, pozostawiły ślad, traumę w psychice George'a, może też zdeterminowały w jakiś sposób jego późnieszą drogę życiową.
                            Choć odpowiedzialność za wybór profesji spada wyłącznie George'a ... :)
    • grek.grek na dziś : "przypadek harolda cricka" tvp 1 06.02.11, 13:07
      dzisiaj liczy się tylko super bowl, więc - od wpół do dwunastej śleczę przy monitorze ;]

      ale w tiwi coś tam jest...

      podoba mi się zajawka "przypadku harolda cricka" [tvp 1, 22:40] - z opisu trąci trochę "truman show"; tutaj jest o szarym urzędniku, który prowadzi szare życie, w szarych dekoracjach i któregoś dnia dociera do niego, ze istnieje tylko dlatego, ze jest postacią
      papierową, żyje z nadania powieściopisarki. no i ofk ten "błaszczak" pewnie zechce dokonać przemiany. brzmi nieźle. video mam gotowe, ale - jesli się zdecydujecie : nie oszczędzajcie mnie i koniecznie napiszcie, jak się Wam spodobał i w ogóle co w nim fajnego, a co lipą zalatuje ;]

      nie mam tvp kultura i dzisiaj żałuję. kto ma, nie przegapcie "malcolma x" o 22:45 - spike wylatuje ponad poziomy, jedna z lepszych biografii ekranowych ever, i dalej posługując się góralszczyzną : must-see.

      Maniu, spróbuj dziś zobaczyć "od słowa do słowa" [tvp 2, 0:55], nowy program o ksiązkach. 'hurtowni" nic nie zastąpi, ale widziałem owe nowe i wcale niekiepska rzecz - dwie ksiązki ocenia kilku recezentów, robi się z tego nawet trochę polemika, odczytywane są fragmenty, zaproszony autor też może się odnieść do formułowanych opinii i odpowiedzieć na pytania tez okazję ma. prowadzi kamila drecka, odkopana z muzeum, hehe. może Ci się spodoba.

      last but not least - "kocham kino" 23:35



      • barbasia1 Re: na dziś : "przypadek harolda cricka" tvp 1 06.02.11, 14:28
        A co to jest "super bowl"? Coś sportowego???

        W dodatku TV GW filmowi "Przypadek Harolda Cricka"przyznano aż 5 gwiazdek, właśnie patrzę do papierowego programu, co oznacza, że będzie to "wielkie kino". Świetnie! Zobaczymy! :)

        W TVP2 "Egoiści" w reż. M. Trelinskiego ... o 1.20!!? Nie pierwszy raz lecą "Egoiści" w telewizji (nie pierwszy raz o takiej porze), ale nie mogę sobie przypomnieć, czy myśmy to już oglądali, obgadywali? Zaraz poszukam.

        Nowy program o książkach w TVP2 o GODZINIE 0:55! ZGROZA!
        • grek.grek Re: na dziś : "przypadek harolda cricka" tvp 1 07.02.11, 13:16
          zdecydowanie chodzi o sport ;]; to finałowy mecz ligi futbolu hamerykańskiego. z hamerykańskich rzeczy, ta jedna, ten futbol, jest trafiona w punkt, a szajba na jej punkcie - z mojego punktu widzenia, całkowicie uzasadniona.

          oglądałaś "harolda" ? jak było ? oglądałaś do końca ?

          [ja uciachnąłem całą godzinę, resztą mam na taśmie - wstępnie, kupiłem całą rzecz... ]

          wielkie dzięki za "californication" - napisane zamaszyście i z przytupem, to lubię :]
          co do samej historii, to trudno oceniać po wstępniaku, ale brzmi dobrze, aczkolwiek... wiesz, wiele zależy od dekoracji, hehe. wiesz, grunt, żeby drugi plan nie przysłonil starych znajomych, bo z tegoż drugiego planu, jak dotąd - wg mnie - oprócz ashby'ego nikt się nie zapisał specjalnie, a raczej te postaci, co się pojawiały były niewyraziste, nieciekawe i w wielkim cieniu głównych bohaterów. i nie byłoby z tym aż takiego kłopotu, gdyby w 3 serii proporcje się nie pokićkały scenarzystom i ci nowi-nieciekawi nie dostali zbyt wiele czasu.

          Pp.s : ta nowa dziewczyna też wygląda... bardzo amerykańsko, czyli jakoś nieprzekonująco :]

          • barbasia1 Re: na dziś : "przypadek harolda cricka" tvp 1 07.02.11, 15:51
            Aaaa rozumiem, spojrzałam potem na program i pomyślałam, że pisząc "super bowl" masz na myśli mecz Polska- Mołdawia. ://
            A na jakim kanale pokazywali ten finałowy mecz , tak z tylko z ciekawości pytam, bo to w końcu rzadka rzecz u nas fulbol hamerykański!?

            Oglądałam, ale nie do końca, jak słusznie przypuszczasz! :) na szczęście namierzyłam film i końcówkę (czyli około 30 minut) "Harolda" doobejrzę dziś wieczorem, wieczorem albo jutro postaram się napisać dwa słowa na temat tego filmu.
            Teraz powiem tylko, że i ja kupiłam "Harloda" choć mówiąc szczerze na pięć gwazdek (na tyle wyceniono go w dodoatku TV do wyborczej, przypominam) to on chyba jednak nie załuguje, jak myślisz/ myslicie?.

          • barbasia1 Re: na dziś : "przypadek harolda cricka" / Cali 07.02.11, 16:47
            Dziękuję pięknie za pochwały! :) Cała przyjemność po mojej stronie! Californication to mój ulubiony amerykański serial aktualnie, po nim długo, długo nic i raczej długo nic nowego się nie pojawi, dlatego wybaczam wszelkie niedoskonałości, a nawet nie zauważam ich.

            Nie odebrałam 3. serii tak jak Ty, być może dlatego, że opisując kolejne odcinki wgryzłam się w nie , przyjrzałam im się z bliska, przeanalizowałam (zaangażowałm ;) i ... jeszcze bardziej docenilam twórców, ale oczywiscie rozumiem, że możesz mieć inne odczucia, zresztą już kiedyś rozmawialiśmy na ten temat, znam powody...

            Jeszcze jedno do postaci, które zapadają w pamięć dodałabym jeszcze Sue Collini demoniczną szefową Charliego, brawurowo zagraną przez Kathleen Turner. :)

            Jaka będzie ta seria 4. wyjdzie w praniu, to znaczy w oglądaniu... :)

            > Pp.s : ta nowa dziewczyna też wygląda... bardzo amerykańsko, czyli jakoś nieprz
            > ekonująco :]

            w jakim sensie?
            • grek.grek "przypadek harolda cricka" / Cali 08.02.11, 13:23
              super bowl w internecie; to taki rzadki przypadek, kiedy pokonuję moją niechęć do oglądania czegokolwiek via monitorek.

              "harolda" jeszcze nie oglądałem - czekam na Twoją opinie, sam... ja wiem... może dziś, może jutro doobejrzę, bo mam na taśmie. niemniej - pisz śmiało, co sądzisz, nie przeszkadzają mi też ew. spojlery :]

              wczoraj zaordynowałem sobie "blow" - który mi przypadł do gustu, aczkolwiek, wiesz - bez szaleństw :] - niezły, ot tyle. aczkolwiek... to już coś.
              umówiona dopiska - jest na drzewku ciut wyżej.

              kathleen turner, widzisz - zapomniałem, hehe. fakt, ona miała styl. ale było jej mało, za dużo zaś tego towarzystwa uczelnianego, z którego nie dało się wyłowić nic, poza jakimś starymi gumowcami, ujmując rzecz metaforycznie. ale... niewykluczone, że pierwszy sezon mnie ufundował zbyt krytycznym i jakieś wyższe niż norma standardy oceniania narzucam i trochę przesadzam. nic to, było nie było, ja też liczę na dobry 4 sezon. co nie zmienia faktu, ze pierwszy zostanie dla mnie ulubionym, określającym w zasadzie cały ten serial. jak pomyślę "californication", to pierwszych sto skojarzeń będzie dotyczyło pierwszego sezonu :] cóż poradzić...

              hoho "zbyt amerykańska", bo jakaś taka ta uroda jej... płaska, rozpaćkana...nie wiem, jak to ując. rysy twarzy nie w moim typie. może reszta by była w moim, ale to już inna para kaloszy ;]
              • barbasia1 Re: "przypadek harolda cricka" / Cali 08.02.11, 15:29
                :) O! To musiała być być rzecz warta uwagi skoro Ty zasiadłeś przed monitorem komputera!
                (A ja myślałam, że przekręcesz antenę w stonę Niemiec i samtąd ściągasz super bowl. ;)

                No wiesz Greku, prześwietną trójcę nieświętych i niestarych pań nazywasz (metaforycznie) "starymi gumowcami"? he, he.
                Mnie się ogromnie podobał koncept z romansem z trzema paniami w różnym wieku na raz, każda mniej więcej o dekadę starsza od drugiej, każda z innymi marzeniami,pragnieniami, potrzebami i żądaniami, ;) a wszytskie oprócz uniwerku (w tle jednak) łączy uwielbienie dla naszego cudownego Hanka, który kocha tę czwartą. :)

                Greku, własnie mam wrażenie, że jesteś zbyt wymagający, za wysoko poprzeczkę ustawiasz, a pownienś takie it easy, po prosty cieszyć się tym, co jest, bo to nadal jest dobry serial, a na dodatek zupełnie inny niż wszystkie.

                Też uwiebiam pierwszą serię przez Ciebie w całości opowiedzianą, czeskiego tłumaczoną!?:)

                hoho "zbyt amerykańska", bo jakaś taka ta uroda jej... płaska, rozpaćkana...nie
                > wiem, jak to ując.
                haha No trochę taka jest, rzeczywiscie. :)
                (Mnie przypomina z urody, w serialu, Lindsay Lochan!)

                >rysy twarzy nie w moim typie
                A jaki własciwie jest Twój typ?

                Reszta na pewno w Twoim typie będzie, wszystko miała na swoim miejscu! ;))

                Doobejrzałam wczoraj "Harolda" i powiem Ci, że mam ambiwalenty stosunek do tego filmu, ale o tym za chwilę ...
                • grek.grek Re: "przypadek harolda cricka" / Cali 09.02.11, 11:18
                  koncept był dobry - postaci tych trzech nimf dość miałkie,wg mnie :] no niestety.

                  tak to już jest, nie taję, pierwszy sezon to było odkrycie, zjawisko, pierwszy seks :]
                  naturalnym porządkiem rzeczy jest, że każda kontynuacja musi temu ustąpić...

                  a mnie "harold" utrafił, przyznam Ci się :] jak zbierzesz wrażenia - dorzucę swoje.
                  trochę "truman show", trochę nawet powiastka o zacięciu teologicznym.

                  typ ? a wiesz, że... nie mam, w zasadzie, każda kobieta jest dla mnie indywidualnością :]

                  • barbasia1 Re: "przypadek harolda cricka" / Cali 09.02.11, 17:36
                    :)

                    Myśląc w ten sposób już na wstępie odbierasz sobie połowę przyjemności z oglądania, imo...
                    Każdy seks jest pierwszy! ;)) / żeby była jasność nie mówię tego, by Cię na siłę na swoją stronę, na swoją modłę przekabacić ;)/

                    Musiał mi się "Harold" uleżeć w głowie ;), tak mam zazwyczaj filmami, które wywołują we mnie abiwalentne odczucia ... Dziś za chwil kilka postaram się wrzucić mój komentarz.

                    > trochę "truman show",
                    trochę nawet powiastka o zacięciu teologicznym.

                    Ludzie są zabawkami w rękach Boga? :)


                    > typ ? a wiesz, że... nie mam, w zasadzie, każda kobieta jest dla mnie indywidua
                    > lnością :]

                    Dyplomatyczna odpowiedź! :)
                    • grek.grek Re: "przypadek harolda cricka" / Cali 10.02.11, 12:44
                      hehe :] możliwe... ale możliwe też, że jednocześnie, nie licząc na więcej niż dostaję, nie doznaję specjalnego rozczarowania.

                      cos w tym stylu - figura pisarza, jako figura wszechmogącego, postać - jako marionetka miotana jego zachciankami. dość starotestamentowa wizja, ale nieprzemijająco możliwa do zastosowania.

                      hehe, ja naprawdę tak mam :]

      • maniaczytania Re: na dziś : "przypadek harolda cricka" tvp 1 06.02.11, 19:19
        grek.grek napisał:

        > podoba mi się zajawka "przypadku harolda cricka" [tvp 1, 22:40] - z opisu trąci trochę "truman show"; tutaj jest o szarym urzędniku, który prowadzi szare życie, w szarych dekoracjach i któregoś dnia dociera do niego, ze istnieje tylko dlatego, ze jest postacią papierową, żyje z nadania powieściopisarki. no i ofk ten "błaszczak" pewnie zechce dokonać przemiany. brzmi nieźle. video mam gotowe, ale - jesli się zdecydujecie : nie oszczędzajcie mnie i koniecznie napiszcie, jak się Wam spodobał i w ogóle co w nim fajnego, a co lipą zalatuje ;]

        No wlasnie - chyba sie na to skusze, jak nie zasne ;)

        > Maniu, spróbuj dziś zobaczyć "od słowa do słowa" [tvp 2, 0:55], nowy program o ksiązkach. 'hurtowni" nic nie zastąpi, ale widziałem owe nowe i wcale niekiepska rzecz - dwie ksiązki ocenia kilku recezentów, robi się z tego nawet trochę polemika, odczytywane są fragmenty, zaproszony autor też może się odnieść do formułowanych opinii i odpowiedzieć na pytania tez okazję ma. prowadzi kamila drecka, odkopana z muzeum, hehe. może Ci się spodoba.

        Hehehe - niezly zart nam telewizja "misyjna" zrobila - o tej porze?! ja ok. 6.00 wstaje, a "Hurtownia" leciala w bardzo przyzwoitej porze :( buuuuuuuuuuuuuuuuu :( i jeszcze wrrrrr!
    • grek.grek "deszcz"/tvp 2 i... co jeszcze na dziś ? 08.02.11, 13:44
      "wampiry" w tvn, 22:30 - oglądacie ? ja się jeszcze trzymam, a miałem wysiąść po 4 odc., hehe. nie wiem, może estetyka mnie wciąga, może coś - oglądam, czasami pod-glądam, niemniej stale mam na podorędziu.

      tvp 2 - "deszcz", 23:55 - i jest to film irański. nic nie wiem, ale jestem wstępnie zaciekawiony.

      muzyka. kurde bele, jak to usłyszałem w radio, to byłem przekonany, ze jakaś nowa "macy gray" z harlemu się objawiła. a tutaj, wchodzę na jutub w poszukiwaniu, i co widzę... zobaczcie sami, porównajcie głos z obrazkiem :] yup, ja też miałem taką minę :

      www.youtube.com/watch?v=m0tGE2N3NKE
      • barbasia1 Re: "deszcz"/tvp 2 i... co jeszcze na dziś ? 08.02.11, 14:26
        Film irański to rzadkość w TV publicznej, w sieci jeszcze większa, czy można w takim razie zamówić u Ciebie spojler "Deszczu"!?

        Podglądałm tydzień temu wampiry, nie od początku niestety, jakoś nie miałam okazji powiedzieć Ci wcześniej, dziś też się postaram, dzięki za przypomnienie.
        I mnie sią to fajnie ogląda!? Relaksujące! ;)

        Joss Stone
        THNX za kolejne odkrycie! Masz ucho, Greku!
        Głos mocny, rzeczywiście przypominający głosy murzynek!
        Świetny utwór!
        Obrazek także , choć, pani Joss Stone jest na nim mocno wyfotoszopowana, inne zdjecia, aż tak olśniewającej urody nie potwierdzają. ;) Ale tak czy owak dziewczyna niczego sobie! Najważniejsze , że głos ma dobry! :)

        • grek.grek Re: "deszcz"/tvp 2 i... co jeszcze na dziś ? 08.02.11, 15:13
          hehe, no to udanego wampirzenia życzę :]

          właśnie, to samo mi się skojarzyło - taki relaks jakiś. oni sie tam gryzą po szyjach, krew sika, a tutaj siedzisz przed tiwi, czy gdzieś w okolicach, i taki jakiś luz... heh.

          o to chodzi, epoka motown jak żywa, głos murzyński, jak jasna wielka cholera. kawałek fakt świetny. aż się chyba kiedyś przypnę na dłużej do innych linków i posłucham, co ta stone ma
          do zaoferowania poza tym jednym wygibasem, bo zanosi sie, ze to moze być całkiem ujmujące.

          żaden problem - "deszcz", spojler. zapisane. będzie :]
          • barbasia1 Re: "deszcz"/tvp 2 i... co jeszcze na dziś ? 08.02.11, 15:57
            grek.grek napisał:

            > hehe, no to udanego wampirzenia życzę :]
            I wice wersja! :)

            > właśnie, to samo mi się skojarzyło - taki relaks jakiś. oni sie tam gryzą po sz
            > yjach, krew sika, a tutaj siedzisz przed tiwi, czy gdzieś w okolicach, i taki j
            > akiś luz... heh.

            O! to-to. :)) Dokladnie to samo myślę, mając przed oczami dość makabryczną scenę z poprzedniego odcinka, kiedy wampirza neofitka potężnym kołkiem (osikowym?) została potraktowana i unieszkodliwona. /Ta co w transdansie była niegdyś... ;)/


            >głos murzyński, jak jasna wielka cholera.
            :)))
            Coś jeszcze znalazłam:
            www.youtube.com/watch?v=fMB9LUWJQjY&feature=related


            Super! :)))





      • pepsic Re: "deszcz"/tvp 2 i... co jeszcze na dziś ? 08.02.11, 19:07
        Zdaje się, ze będziesz miał pociechę z "Deszczu", niewiele filmów irańskich widziałam, ale każdy pochodził z wyższej półki.
        Ps. 3,5 ? To mniej od Napoleona.
        Wyznaję podobna zasadę, co do miejsca, w którym się każdy wyśpi, jednak trudna do zrealizowania w realu.
        • grek.grek Re: "deszcz"/tvp 2 i... co jeszcze na dziś ? 09.02.11, 11:31
          no i miałaś/masz rację :] egzotyczne kino zwykle ma, u zawodowych krytyków, dwa punkty na plus za samo pochodzenie i taką "niehollywodzkość" albo na hollywódzkość "odtrutka", ale jakoś mnie nigdy nie dotknęła ta choroba i mogę zaświadczyć swoim rodzonym zdrowiem, że to dobry film. dzisiaj się ze spojlerem nie zmieszczę, ale jutro - bankowo :] ]

          hehe, no wiesz, "3,5" - średnio; no dobra - 3"45 ;], raz to jest 5, ale zaraz po takiej dawce 2-2,5, bo organizm domaga się działania i za chiny ludowe nie przyjmuje wyjaśnień. słucham dziada, bo jakie mam lepsze wyjście, skoro on i tak nie chce współpracować na innych warunkach niż własne ;]
    • grek.grek "deszcz", spojler 10.02.11, 11:22
      no to lecim.

      jest to historia cokolwiek romantyczna. dekoracje egotycznie teherańskie, a samo miasto przypomina plac budowy jakiś - wszędzie rozkopy, powstające właśnie wielkie budynki, czy to mieszkalne, czy przyszłe biurowce, kij wie... na jednej z takich budowlanek pracuje bohater tej historii, Latif. jego ojciec, wyjeżdzając [niesprecyzowane - dokąd] zostawił go pod opieką Memara, szefa tego całego zamieszania budowlanego. chłopak robi zakupy, pierze, sprząta, prowadzi kuchnię, parę razy dziennie gania po placu z tacą pełną szklanek z herbatą i cukrem dla wszystkich robotników. kasę zarabia, ale, zgodnie z obietnicą daną jego ojcu, Memar trzyma ją u siebie, co by była bezpieczna, bo Latif ma 17 lat, a w tym wieku kasa się d,py nie trzyma :]

      ekipę budowlaną stanowią irańczycy i grupa nielegalnych imigrantów z afganistanu, skąd zwiali przed wojną, talibami, terrorem religijnym. jest to dla nich miejsce pracy, ale i mieszkanie na ten czas. nie ma problemów, czasami wybuchnie jakaś sprzeczka, czasem się pokłócą, co zresztą wygląda dość komicznie - zwłaszcza,że przoduje w wywoływaniu konfliktów dziecinnie zadziorny Latif; nonstop trzeba uważać na wizyty inspekcji, które szukają na lewo zatrudnionych pracowników, w sumie... Memar ma sporo roboty, żeby ogarnąc ten cały interes, kontrolować sytuację i na wszystko mieć oko.

      któregoś dnia jeden ze straszych afgańczyków, Nadżaf łamie nogę spadając z piętra na glebę. nie mozna go zawieźć do szpitala, bo... wiadomo; pracować nie będzie mógł. w zamian, następnego dnia, przychodzi do roboty jego syn, Rahmat pod opieką równie starego, co Nadżaf - Sultana. chłopak jest wątły, mały, w ogóle gęby nie otwiera, ale na prośbę Sultana Memar zatrudnia go na miejsce ojca. dzieciak ma spore problemy z targaniem worów z cementem, zasuwaniem taczką i innymi takimi atrakcjami. któregoś razu taszczy po schodach wór z gipsem, który pęka nagle i obsypuje na biało jednego z robotników idących schodami poniżej. wybucha ofk drobna awantura, Memar zastanawia się nad zwolnieniem chłopca, ale Sultan wyprasza, zeby dać mu szansę. no i dzieciak ją dostaje - kosztem Latifa. zamieniają się obowiązkami, co oczywiście Latifa wnerwia. do tego stopnia, ze odpala policzek Rahmatowi "dzisiaj zabierasz mi pracę, afgańczyku, ale jeszcze się policzymy".

      od tej pory Latif demonstracyjnie okazuje chłopcu swoje niezadowolenie, dośc sztubacko zresztą - nie pije herbaty, którą tamten parzy, nie daje uprać swoich ubrań, a do tego w wolnej chwili zdemoluje kuchnię, albo wyleje z góry na idącego dołem Rahmata michę gipsu. jednocześnie, wie, że powrót do dawnej pracy jest niemożliwy - Rahmat zewsząd zbiera pochwały za to, co i jak robi.

      jeden dzień i dwie minuty zmieniają Latifai jego stosunek do Rahmata. diametralnie. oto bowiem Latif odkrywa,że Rahmat to... dziewczyna. przypadkiem...cholera wie, czy to real czy wizja... Latif widzi jak porusza się, jak na lekkim wietrze, kotara zasłaniająca wejście do kuchni. podkrada się, zagląda i widzi w lustrze przyciemniony profil dziewczyny, czeszącej długie włosy, a potem upinającej je pod czapicą. doznaje zakochania od pierwszego wejrzenia. nieustannie obserwuje "Rahmata", śledzi zaintrygowany, zaczyna stawać w jego-jej obronie, kiedy tylko ktoś wypowie najdrobniejszą uwagę pod jej-jego adresem, a kiedy w kuchni dziewczyna zostaje sama z robotnikiem, który niewinnie przyszedł po dolewkę herbaty pędzi tam jak skrzydłach, zeby go wyprosić. zaczyna też dbać o wygląd - zakłada do taskania cementu nową koszulę :], dokładnie układa włosy...

      razu jednego wpada kontrola na plac. afgańscy robotnicy, wyćwiczeni już w temacie, chowają się w wyznaczonych miejscach, ale... pech chce, że na kontrolerów natyka się wracająca z zakupami "Rahmat" - oni ją pytają, skąd ty chłopcze jesteś ?, a ona spanikowana w długą. a oni za nią. Latfi to widzi z piętra, na dół i goni za nimi. inspektorzy już dopadają dziewczynę, kiedy Latif rzuca się na nich jak naspidowany jamnik i powala na ziemię umożliwiając jej ucieczkę.dostaje w dziób za to, a ona to widzi zerkając zza rogu...

      Memar za ten numer dostaje grzywnę. afgańczycy opuszczają jego budowę. Latifowi ofk brakuje dziewczyny, dni stają się za długie, a do tego śnieg pada...została mu po niej tylko spinka do włosów i jeden tkwiący w niej włos.

      zdobywa się wreszcie na działanie - prosi Memara o urlop i jakoś go dostaje. włóczy się po mieście szukając jakichś śladów. w jednej z takich jakichś "restauracji" na wolnym powietrzu pije mleko, a ona go widzi, bo razem z innymi kobietami to mleko rozdaje. nie daje mu jednak znaku, a on nie ma szczęscia i jej nie dostrzega. dostrzega za to, zupełnym fartem, jadąc autobusem, Sultana, który akurat wsiada na pakę z robotnikami jadącymi do jakiejś pracy - wysiada, dogania auto, wskakuje i dowiaduje się od człowieka, że "Rahmat" tyra na jakiejś "farmie" gdzieśtam.

      drałuje tam. "praca na farmie", to po prostu wygrzebywanie i wynoszenie z rwącego strumienia/rzeki kamieni. z ukrycia Latif przygląda się jak drobna dziewczyna biedzi sie z tymi kamulcami, jak pada do wody, jak nurt porywa jej laczka... i postanawia coś zrobić.

      z płaczem niemal udaje mu się wybłagać od Memara swoje pieniądze. że to dla siostry niby, bo "choruje i musi pracować ponad miarę, a to ją wykończy". bierze tę kasę, zawozi Sultanowi z prośbą, żeby przekazał ją Nadżafowi [i jej, boć to przeca jego córka i dlatego tak tyra, bo ojciec ze złamaną nogą do niczego się nie nadaje]. Sultan obiecuje, ze zaniesie, ale nie obiecuje, ze Nadżaf ten szmal weźmie. umawiają się na następny dzień. Sultan się jednak nie zjawia. zamiast niego przychodzi, a raczej kuśtyka o kiju, sam Nadżaf. informuje Latifa, że dziękuje za gest, ale kasę całą oddał Sultanowi, który musi pojechać do afganistanu, gdyż ponieważ jego żona zaniemogła. i daje mu karteczkę, na której Sultan obiecuje Latifowi, że kasę odda, co do grosza. potem chłopak odprowadza człowieka do domu, tym sposobem dowiaduje się, gdzie mieszka także dziewczyna.

      Latif sięga do zaskórniaka ukrytego w ścianie, i za drobne kupuje kule dla Nadżafa. zanosi mu je - tu jest zabawna scena : idzie drogą, niesie te kule na plecach, próbuje złapać autostop, nikt się nie zatrzymuje, dla zabawy zatem próbuje iść o tych kulach, widząc kuśtyka zatrzymuje się jakieś auto, on zbiera kule i próbuje podbiec, zeby wsiąść, ale kierowca zorientowawszy się, ze nie ma do czynienia z kaleką odjeżdza :]

      no i z tymi kulami zachodzi do domu Nadżafa. w przedsionku słyszy rozmowę, z której wynika, ze Nadzafowi w afganistanie zmarł brat i będzie musiał wyjechać.... a przy okazji dowiaduje się, że córka Nadżafa ma na imię Deszcz. zostawia cichaczem kule i dyskretnie wychodzi... a potem znów obserwuje Deszcz pracującą w tym strumieniu. i łezka wzruszenia gości na jego facjacie na widok jej trudu.

      następnego dnia Nadżaf zjawia się na budowie. chłopak z zaczajki widzi i słyszy jak błaga on Memara o pożyczkę. Memar jest goły, chce dać co ma, ale Nadżaf unosi się honorem ["nie jestem żebrakiem"] i ochodzi. o tych kulach co mu Latif podrzucił. a Latif ofk kombinuje jakby mu pomóc... i wykombinowuje - na targu sprzedaje własny dowód osobisty. leci z kasą do Nadżafa i mówi, ze to forsa od Memara [otwiera mu dziewczyna, widząc go błyskawicznie zamyka drzwi, ale za chwilę powoli je otwiera ponowinie]. Nadżaf jest szczęśliwy, przysięga, że odda po powrocie z afganistanu... Latif na to "nic pan mu nie jest winien. raczej mógłby go pan pozwać za ten wypadek i pańską złamaną nogę", a wieść o wyjeździe Nadżafa zasmuca go, no bo i dziewczyna też pojedzie... puszcza się biegiem, siada koło jakiejś studni, chlapie się wodą i nagle widzi, znów wizja... drzwi i powiewającą w nich lekko kotarę, jak wtedy, kiedy odkrył, ze Rahmat to Deszcz...

      następnego dnia rano pomaga całej rodzinie Nadżafa zapakować się do wyjazdu. dziewczyna niesie kosz z owocami, upuszcza je, Latif pomaga jej je zbierać z ziemi... kurde, 5 zdań muszę przenieść ;]
      • grek.grek "deszcz", spojler 10.02.11, 11:36
        więc - zbierają te owoce, ona patrzy na niego z takim jakimś lekkim uśmiechem, a potem... nagle zarzuca sobie na twarz czarczaf i tak 'wystrojona" wsiada do auta [czy raczej czegoś w rodzaju dostawczaka bez drzwi z tyłu] - po drodze jeszcze laczek jej utyka w grząskiej ziemi, a on jej symbolicznie zakłada go z powrotem. a potem ona rzuca mu spojrzenie zza tego "judasza" w tej idiotycznej burce całej i odjeżdza. Latif zostaje sam, ale... tylko na moment, bo zaczyna padać deszcz, krople biją w kałużę, a on się uśmiecha. Deszcz, junoł... :]

        i taka oto historyja.

        wątek romansowy. wątek trudnego losu afgańskich imigrantów w iranie. wątek poświęcenia - ona dla ojca, on dla niej. wątek dorastania niesfornego chłopca i szlachetności jaka się w nim rodzi z powodu uczucia do dziewczyny. wszystko to zgrabnie zaplecione, opowiedziane z gustem i bez zadęcia. trochę tu iran zostaje pokazany jako przystępniejsze miejsce od afganistanu - normalne nawet, nie ma konieczności modłów, kobieta nie musi nosić na głowie tego debilizmu, spod którego widać jej tylko oczy, a i one za grubą firanką, nikt nie demonstruje swojej religijności na pokaz. nie jest bogato, ale sklep jest, przemysł budowlany działa prężnie, zasady zatrudniania - cóż, są takie jak wszędzie, co tylko podkreślać ma zwyczajność miasta, które jest stolicą państwa nie do końca przecież przyjaznego obywatelom. w dzielnicy biedniejszeh ładnie nie jest, skromne domki, zaułki tyleż egzotico, co zgrzebne; robota dla biedaków jest ciężka, warunki zycia niełatwe, przyszłośc mglista, ale tutaj też może istnieć uczucie, a może - tutaj bardziej niż gdziekolwiek ono jeszcze może zaistnieć.

        ja kupiłem ten film. jakby co - zachęcam :]



        • barbasia1 Re: "deszcz", spojler 10.02.11, 13:40
          To bardzo ładna historia romantyczna! :)

          Bardzo subtelna imo to opowieść o milości, uczuciach, pokazująca w sposób prosty (a w prostocie jest siła) i piękny zarazem, że prawdziwa miłość przejawia się w bezintersownej, szczerej trosce o drugiego człowieka, ukochaną osobę, w pragnieniu zapewnienie jej dobra, szczęścia, w gotowości do poświęceń dla niej. Podoba mi się bardzo ten „Deszcz”! :)))


          Dzięki wielkie za opis! :)
          / Sorry, że się tak grzebię z tym z „Haroldem”! Komentarz będzie na pewno! /
          • grek.grek Re: "deszcz", spojler 10.02.11, 14:12
            majpleżer :]

            nawet fotki są jakieś :
            www.allstarpics.net/pictures/0615849/baran-pics.html
            skromny film, a ile wyrazu w nim. a u nas ciągle narzekanie, że "pani/e, ja bym
            chciał, ale pieniĄdzów ni mom" :] a może jakby tak jeden z drugim się spiął, to
            nawet w irańskiej telewizji, by go pokazali z jego wypocinami, heh.

            btw, dzisiaj "to nie kraj dla starych ludzi", czyli hyt nad hyty, no bo i oscarowy, i głośny
            i coeny nakręciły ;] 21:30, tvn [ciągle mnie zaskakuje, ze właśnie oni go pokażą. a do tego, nie mogę dociec racjonalnej przyczyny - początek festiwalu w berlinie, który właśnie coenowie otwierają swoim najnowszym filmem ? czy może udział w zyskach z dystrybucji "true grit" w polsce ? ktokolwiek wie, ktokolwiek ma jakąs teorię... ;)].

            i jest od razu kolizja, bo w tvp 2 "jackie" o 22:30, a przedtem "house", a nie chcę Ciebie i Was bardziej konfudować niż trzeba, ale znów się wczoraj nocą skusiłem na "house'a" i ten wczorajszy-dzisiejszy odcinek był-będzie bardzo dobry :] o, błogosławiony możliwości nadmiar ;]]
            • barbasia1 Re: "deszcz", spojler 10.02.11, 20:46
              a może jakby tak jeden z drugim się spiął, to
              > nawet w irańskiej telewizji, by go pokazali z jego wypocinami, heh.
              he,, he :)
              Podstawą jest dobry scenariusz dobra, ciekawa uniwersalna opowieść! A z tym, nie wiem dlaczego, jest u nas straszny problem!?


              > btw, dzisiaj "to nie kraj dla starych ludzi", czyli hyt nad hyty, no bo i oscar
              > owy, i głośny i coeny nakręciły ;] 21:30,

              Dzięki za przypomnienie pamiętałam o "Siostrze Jackie", ale film braci Cohen wyleciał mi dziś zupełnie z głowy!!!?

              Wyszystko jedno dlaczego TVN zdecydwoał sie pokazać ten film Cohenów (może chce poszpanować ambitnijeszym repertuarem), ważne, że w ogóle pokazuje, a najważniejsze, że przed północą się zmieścił i to w całości. Jestem przeszczęśliwa! :)

              "House'a" oglądam rzadko, kiedyś w przyszłosci nadrobię zaległości...

              >o, błogosławiony możliwości nadmiar ;]]
              No nie wiem, nie wiem. ;)
              • grek.grek Re: "deszcz", spojler 11.02.11, 13:13
                dla polskiego kina - zdecydowanie; przy braku jakiejś egoztyki kulturowej, którą może taki iran czy tajlandia czarować - stawianie na opowiadania historii zrozumiałych i interesujących także dla zachodniego widza jest kluczem do jakichś sukcesów.
                • barbasia1 Re: "deszcz", spojler 11.02.11, 15:20
                  Właśnie , widownia, krytycy zauroczeni egzotyką, odniennością kulturową, a i nierzadko wzruszeni faktem, że oto małe etniczna kinematografia skromnymii środkami zrealizowała dzieło filmowe, chętnie wybaczają niedoskonałości warszatowe, niedorobki dramatrugiczne i inne itd.
                  :)
                  • barbasia1 Re: "deszcz", spojler 11.02.11, 15:26
                    Właśnie , widownia, krytycy zauroczeni egzotyką, odniennością kulturową, a i nierzadko wzruszeni faktem, że oto małe etniczna kinematografia skromnymii środkami zrealizowała dzieło filmowe, chętnie wybaczają niedoskonałości warszatowe, niedorobki dramatrugiczne i inne itd. filmów produkowanych przez te egzotyczne kraje.

        • barbasia1 Re: "deszcz", spojler 10.02.11, 14:08
          Śliczna "Deszcz":

          www.filmweb.pl/Deszcz/photos#picture-13
          www.filmweb.pl/Deszcz/photos#picture-7
          Deszcz czadroru nie nosi na codzień w Iranie, ale też jak widze na zdjeciu, ma włosy zakryte (choć nieszczelnie!?). W Iranie w krajach muzułmańskich włosy są symbolem seksulaności , jak powszecnie wiadomo , pewnie nieprzypadkowo Latif zakochuje się w dziewczynie w momencie, kiedy ona czesze swoje długie włosy ... :)


          • pomme Odchodząc 10.02.11, 14:29
            Tak, właczyłam ostatnio telewizor. Nie mam oczywiście programu, wiec szusowałam po kanałach, szukając jakiegoś kamyczka, o który mogłabym się potknąć i zatrzymać w tym biegu. Padło na ale kino. Zajechało mi francuszczyzną po uszach więc zostałam. Film trwał od ok 5-10 min.
            Ona zona jakiegos bogatego tuza w jakiejś pipidówie na południu Francji ( zgaduję). On prosty gośc po odsiadce z małą córeczką ( nie wiem, co, skąd i jak) no i miedzy nimi miłość
            Moznaby pomysleć że temat stary jak świat, ograny schemat i nic ciekawego,
            ale ja zostałam.
            Ona gra uczciwei chce odejsć od męża. Mąz jest dupkiem do zwielokrotnionego sześcianu i za wszelką cenę chce ją zatrzymać. Doprawdy za wszelką. Jemu zdaje się że za kasę mozna mieć wszystko.
            Ona odchodzi on rujnuje życie jej i jej kochanka, pozbawiając ich pracy, nawet fizycznej. Nie chce dac jej rozwodu, wszystkiego czego chce, to jej powrotu. W tym chciejstwie nie doszukałam się miłości ale chcęci posiadania, zdominowania, poczucia władzy. Facet był z tych maluczkich, który musiał się uciekać do chamskich zabiegów, poniżając kochaną(czy aby na pewno?) kobietę i ostatecznie zmuszając ją do tragicznego końca.
            Ona się nie poddaje. Ma siłę walczyć o miłość i walczy.
            Ponieważ on( mąż) wciąż jej grozi i upokarza, któregoś dnia pod jego nieobecność wchodzi do swojego (byłego) domu i zabiera z niego co cenniejsze obrazy. w momencie próby ich spieniężenia jej kochanek zostaje zatrzymany za paserstwo.
            Mąz obiecuje go puscic jesli ona wróci do domu. wraca wiec.
            jest chora ( depresja), zdeptana, nieobecna, skrajnie nieszczesliwa.
            On triumfuje choć pyrrusowe to zwyciestwo. Ma w domu obrz żony a nie żone. Bzyka się z nia jak z kłodą i wcale mu to nie przeszkadza
            a jej owszem. ładuje broń i go zabija. potem jeszcze ucieka do swojego kochanka, który juz wie. za chwile on wie i ona wie ze to koniec wszystkiego, ich związku tez.
            banał?
            we francuskim filmie historia jest tylko tłem, żeby pokazać co się dzieje pomiedzy, w powietrzu. Nie wiem jak oni to zrobili, ale wyszło im po mistrzowsku. Niewiele dialogów alcja mało wartka a ile tresci ile uczuc, ile emocji. Ani jednego fałszywego gestu, pustego spojrzenia. wierze absolutnie w kazdą sekunde tej historii.
            I na koniec ciekawostka
            widze ja na ekranie i kogos mi przypomina, za chwile wiem kogo ale sobie mysle to niemożliwe nie ten jezyk. Ogladam do konca i sprawdzam napisy, Ona to Christine scott Thomas( nie wiem czy nie pokreciłam w nazwisku.
            Była fenomenalna.
            jeżeli bedziecie mieli okazję to polecam, chcoc ciezkim kinem bym tego nie nazwała
            • pepsic Re: Odchodząc - Ale kino! 10.02.11, 17:46
              Miałam przyjemność oglądania. Przypomnę początek. Mąż (Yvan Attal) wzięty lekarz na prośbę żony Angielki, fizjoterapeutki postanawia otworzyć dla niej gabinet i wynajmuje ekipę budowlaną Mają dwójkę dzieci wprawdzie odchowanych, ale zważywszy na trudny wiek gimnazjalno-licealny potrzebujących jeszcze matki. Kochanek jest robotnikiem zatrudnionym u nich przy budowie tegoż gabinetu i emigrantem z jakiegoś biednego kraju (?).
              Hej Pomme, aż tak sroga dla zdradzanego męża nie potrafię być. Nie od razu zaczął zachowywać się, jak dupek. Kojarzysz, jak podczas rodzinnego obiadku (mamusia, tatuś etc.) Christine kobieta dojrzała na oko dobrze po 40 najzwyczajniej w świecie daje nogę przez okno śpiesząc się w ramiona kochanka? Ta kobieta zatraciła się w miłości i przyprawiała rogi na oczach całego świata. Wybrała szczęście dla siebie nie zważając na krzywdę innych, na uczucia kochającego męża, a zwłaszcza dzieci. Rozumiem, krew nie woda, ale jeśli, to z taktem i dyskretnie, aby inni ucierpieli jak najmniej. W scenie, kiedy mąż zwraca się do niej z wyrzutem: jako sobie wyobrażasz, będziesz nam obiad szykować, a potem jechać do kochanka? - poczułam akcenty humorystyczne, ba nawet poniosła mnie wyobraźnia;) Oczywiście masz rację, późniejsze jego zachowanie było karygodne, podłe, ale rozpacz i urażone ambicje nim powodowały. W jakimś momencie się zagubił i jak zauważyłaś, pomylił miłość z posiadaniem. Mnie bardziej zastanowiło postępowanie małżonki, jej odwaga, ale i lekkomyślność, aby iść za głosem serca nie zważając na konsekwencje i uczucia innych.
              Ps. Solidarność kobieca w tym filmie mnie opuściła, romans dojrzałej kobiety do prostego robotnika budowlanego do końca nie przekonał. Dla mnie ta miłość była chora.


              • barbasia1 Re: Odchodząc - Ale kino! 10.02.11, 20:32
                Dzięki Pomme, dzięki Pepsic. Interesująca rzecz! Może gdzieś się uda zdobyć.

                Film "Odchodząc" dobrze się komponuje z irańskim "Deszczem".
                Też opowiada o milości, ale zupełnie inne jej oblicze /a ukazuje.
              • pomme Re: Odchodząc - Ale kino! 11.02.11, 08:47
                pepsic, nei widziałam poczatku i byc moze dało mi to lekko fałszywy obraz.
                Scena jak ucieka przez okno, no faktycznie jak nastolatka, ale ...
                masz zupełna racę że ona sie zatraciła
                tylko że ja tak widzę miłość, to było najczystsze najprawdziwsze uczucie,ona go potrzebowała jak powietrza, to jej się zdarzyło i tak ja porwało po czubki palców i końce włosów.
                fakt nie pomyślałam w ten sposób że ona goni za szczęściem swoim nie bacząc na innych, jakoś oglądając to, nie przyszło mi to do głowy, choć rację masz
                tak sobie teraz myślę że ten pozornie banalny film miał strasznie dużo otwartych punktów do dyskusji i rozważań
                bo np nie wiem czy chodziło o pokazanie bezwzględnej siły miłości, czy tak jak pisałaś egoizmu bohaterki, a pewnie i jednego i drugiego.
                to co mnie ujęło i co lubię we francuskim kinie, że nie jest przegadany, tam się mówi obrazami, zawieszeniem, napięciem między bohaterami, to jest fantastyczne i wciąga mnie osobiście najmocniej, cała jestem w historii. Nikt mi nie musi oznajmiac że bohaterka jes szcesliwa zakochana szalona czy jakas tam, ja to czuję i jest to oczywiste.
                film leciał na ale kino.
                gdyby ktos bardzo bardzo chciał to mogę sie podjąć próby nagrania( bo to wcale nei oczywiste że mi się uda) i przesłania aczkolwiek jak mówię klasyka wielka to nie jest
          • pepsic Re: "deszcz", spojler 10.02.11, 18:14
            W filmach irańskich, które miałam przyjemność widzieć, kobiety nosiły przepiękne chusty, dokładniej szale, po których można było się zorientować co do ich statusu materialnego. W żadnym razie nie postrzegały tego, jako niepotrzebnego balastu, jak Europejkom się wydaje. Te bogatsze jeżdżą drogimi samochodami, mają super ciuchy i gadżety, kłócą się z mężami (a tak), choć w "Co wiesz o Elly" (posiadaczom Ale kino polecam koniecznie) relacje przedślubne damsko-męskie - mocno zastanowiły i namieszały w głowie.
            • barbasia1 Re: "deszcz", spojler 11.02.11, 16:41
              Ale kino! pokazuje film "Co wiesz o Elly"??? Czytałam kiedyś o tym filmie. Całkiem świeża produkcja (2009) i dobry film nagrodzony w 2009 roku w Berlinie za reżyserię Srebrnym Niedżwiedziem.! Co Ciekawe film jest w konwencji psychologicznego thrillera i dla odmiany nie epatuje etniczną odmiennością.
              Zazdroszę Pepsic, że mialaś okazję już obejrzeć ten film.

              Chusty na głowach aktorek to zdaje się też wymóg irańskiej rządowej cenzury. Ponoć aktorki muszą mieć zakryte włosy nawet w scenach, kiedy śpią we własnym łóżku. Czy to nie absurd! :)

              Tu znalazłam ciekawy artykuł na temat kina irańskiego:
              www.stopklatka.pl/film/film.asp?fi=19589&sekcja=3


              >kłócą się z mężami (a tak),
              :))
              • pepsic "Co wiesz o Elly" - pogmatwany spojler 12.02.11, 13:51
                Może nie do końca w konwencji thrillera, raczej studium psychologicznego, doskonałego zresztą, nakręconego ręczną kamerą. Kilka zaprzyjaźnionych par małżeńskich z dziećmi spędza weekend nad morzem kaspijskim. Towarzyszy im niezamężna młoda nauczycielka tytułowa Elly i sympatyczny młody człowiek po przejściach, szukający żony. Miło spędzają wieczór, grają w kalambury, w siatkówkę, wygłupiają się, gdyby dokupili skrzynkę piwa, można by by powiedzieć, zupełnie jak u nas. Następnego dnia znika Elly i zaczyna się dramat. Wszystkie okoliczności wskazują, że popełniła samobójstwo, co niestety się potwierdza. Motyw, gł. przesłanie okazuje się zaskakujące, aspekt obyczajowy trudny do zaakceptowania. Dziewczyna rzuciła się do morza, bo nie potrafiła wybrnąć z niechcianego narzeczeństwa, ponadto czuła się winna, że spędziła weekend z obcymi ludźmi, co kobiecie zaręczonej nie przystoi. Zaskakuje autentyczny popłoch grupy przyjaciół, kiedy do nich dociera, że gościli pod swoim dachem zaręczoną pannę, godziło to w jej dobre imię i cześć. Nie wiedzą, jak wybrnąć z sytuacji, co powiedzą policji (?), z jednej strony byli nie w temacie (oprócz jednej z bohaterek, prowodyrki spotkania i naprawiaczki świata), nie wiedzieli, że Elly ma narzeczonego, nawet próbowali ją swatać, a z drugiej, kiedy horyzoncie pojawia się niekochany absztyfikant, chcą zawalczyć o honor nieżyjącej Elly, nie bardzo mają jak.

                Ps. Barbasiu, a pamiętasz, jak niedorzecznie wyglądały arabskie stroje sportsmenek na olimpiadzie?
                W jakimś dokumencie widziałam arabską rozprawę rozwodową, (chyba to był Iran). Oskarżała, a raczej wrzeszczała na męża nicponia żona, że nierób etc. Mało pobiciem się nie skończyło, mężulka łapserdaka oczywiście. Więc to nie jest tak do końca, że kobiety arabskie chodzą 3 metry za panem i władcą.
                • barbasia1 Re: "Co wiesz o Elly" - pogmatwany spojler 14.02.11, 15:37
                  > Ps. Barbasiu, a pamiętasz, jak niedorzecznie wyglądały arabskie stroje sportsm
                  > enek na olimpiadzie?

                  A tak pamiętam, pamiętam też, że pomyślalam sobie widząc biegaczkę irańską w jej przedziwnym stroju sportowym, że to szczęście, że Polsce nikt nie nam nie narzuca jak należy się ubierać ...

                  Dzięki za spojler, tu jeszcze będzie ciąg dalszy!
        • grek.grek "to nie jest kraj dla starych ludzi" - jak było ? 11.02.11, 13:17
          orajt, już dzisiaj tvn wraca do swojej normalności codziennej szarości - "zabójcza broń" :]

          obejrzałaś "to nie jest..." ? jakie wrażenia ? [ja na razie mam na taśmie, więc dopiero się sposobię, ale Twoich/Waszych opinii rad bym zasięgnąć]

          "siostrę jackie"... to ja Ci jutro zaspojleruję :], ale już dzisiaj mogę zdradzić, że to nie był odcinek najlepszy, chociaż były dwa-trzy momenty.
          • barbasia1 Re: "to nie jest kraj dla starych ludzi" - jak b 11.02.11, 16:06
            > orajt, już dzisiaj tvn wraca do swojej normalności codziennej szarości - "zabój
            > cza broń" :]
            he he :)

            > "siostrę jackie"... to ja Ci jutro zaspojleruję :], [...]
            O! Ale niespodzianka! :))) W takim razie nie żaluję, że nie obejrzałam "Siostry ".

            Ależ romantycznie skończył się wczorajszy odcinek Doktora House'a - "najbardziej popapranego faceta" ;) - dosłownie na sekundę przełączyłam i trafiłam na wyznanie miłosne pani doktor (czy dyrektor?) , że starała się zapomnieć, przestać kochać House'a, ale nie może ... A potem doktor zebrał się w sobie i wstał i ją pocałował... Bardzo ładne! :)
            I komponowało się z wczorajszymi filmami "Deszcz" i "Odchodząc"! ;)

            > obejrzałaś "to nie jest..." ? jakie wrażenia ?

            Obejrzałam i chyba zgodzę się z Pepsic, że film jakby troszkę przereklamowany, nie mniej jednak warto, a nawet wypada obejrzeć ten film Coenów.
            cdn. :)
            • maniaczytania Re: "to nie jest kraj dla starych ludzi" - jak b 11.02.11, 20:03
              aj, aj, aj dziewczeta - ten film nie jest przereklamowany moim zdaniem, oj nie. Ogladalam go juz jakis czas temu i pamietam, ze wbil mnie w fotel. Javier Bardem jest przerazajacy po prostu, historia jest mocno wchodzaca do glowy, a zakonczenie? wlasnie takie, jak powinno byc w tym filmie.
              Ale ja "letko" nieobiektywna tu jestem - uwielbiam Coenow! Wybieram sie niedlugo na "Prawdziwe mestwo" :) - mam nadzieje, ze zdaze przed Oscarem ;)
            • grek.grek Re: "to nie jest kraj dla starych ludzi" - jak b 12.02.11, 10:44
              o, coś oszczędnie piszesz/cie o coenach... :]

              co do "jackie"...

              ofk, jako że ma dobre serce, to znów pomaga ludziom.
              kiedy przychodzi do szpitala z chorą i zasłabniętą matką mała murzynka, jackie, wbrew swojej szefowej [tej dużej mocno opalonej ;)] i wbrew przepisom, wprowadza ją na oddział intensywnej terapii. ryzykuje kolejną potyczkę z tym doktorem, co ją za biust złapał - ignorując jego wątpliwości każe mu traktować małą, jak najbliższą rodzinę [mała wprawdzie plecie, że "babcia ma się zjawić", ale jackie jarzy, ze to kit, granie na czas] i udzielać jej wszystkich informacji - doktor probuje znów swojego chwytu, ale szybki unik i tym razem wychodzi ona bez szwanku z całej "opresji" ;]
              a na odchodne, po doprowadzeniu mamuśki do stanu używalności, z magazynu da im lekarstwa, pewnie na krechę, bo "mają lipne ubezpieczenie", a małej nawet numer telefonu do siebie, na wypadek "jakby co".

              kiedy pojawia się rosjanin po udarze, który z racji niemocy pourazowej nie może powiedzieć swojej namolnej, hałaśliwej rodzince, żeby się zamknęła i dała mu odpoczywać w spokoju, jackie strofuje ich w jego imieniu, a kiedy już nic nie działa, zainspirowana metodą uczenia się małej murzynki - szykującej się do dyktanda w szkole - na kartkach pisze odpowiednie słowa do wyboru : facet mówić nie może, ale możesz poruszać rękoma, przegląda więć karteczki i wybiera "zamknijcie ryj" i "mówię poważnie !" - po tym komunikacie rodzina wreszcie cichnie :]

              ta szefowa, to jest niezły agregat. procedura przede wszystkim, kapo pierwsza klasa. chodzi i poucza. w tym odcinku też. uwagę zwraca każdemu i za wszystko - za wprowadzanie dziecka na oddział, za palenie przed szpitalem... przed szpitalem wysyła ją na drzewo jakąs równa szarżą kierowniczka oddziałowa uczestnicząca w tej palarni, a jackie jej popisy kwituje krótkim "co za ci,pa" [poszło to w publicznej, juhu :)]. a koniec końców sama pada ofiarą własnej nadgorliwości. znajduje na podłodze paralizator, który ktoś chyba zgubił albo upuścił - wygłasza więc, na cały korytarz ostrzeżenie przed szkodliwością takiego postępowania, a potem wsiada do windy, próbuje nacisnąć guzik i sama zostaje tym paralizatorem popieszczona, rzucając się w konwulsjach. znajduje ją jeden z pracowników i pomaga się jakoś zebrać do kupy. jackie znajduje ją na końcu leżacą pod prześcieradłem na łózku szpitalnym, po zdjęciu zasłony - z rozwianą grzywą. babka tłumaczy się, ze chce żeby były przestrzegane przepisy, a do tego "zna wszystkie sztuczki, więc mnie nie zaskoczysz", co jakby sugerowało, że jackie jej nie podskoczy.

              z kochankiem tym razem żadnego seksu, jako że zajął go doktor od biustu i wprosił się do jego laboratorium na męską kolację, czyli buła z kotletem i kawa. jackie zatem, po zręcznym mniej lub bardziej zmyciu się i nie daniu po sobie poznac, ze ma z człowiekiem romans, sama sobie wzięła, co potrzebowała, czyli proszki do nosa :].

              wskutek nawałnicy zajęć na kolację z tą swoją koleżankę, co z nią zawsze jeśc chodzi - nie poszła. poszła za to praktykantka, zaaferowana lokalem w jakim przyszło jej konsumować. babka, ta co ją zabrała, widząc zdziwione spojrzenie znajomej pytające niemo "a co to jest,z czym ty jesz kolację ?" rzuca tłumacząco "fundacja spełniam marzenia..." - :], na co praktykantka urządza jej psychanalizę, że "dobry z pani człowiek, ale pewnie po jakimś przejściu, bo ukrywa pani uczucia". babka każe jej zmienić płytę, na co tamta "a mój ojciec siedzi za zabójstwo", babka : "o, to już ciekawsze". hehe.

              co jeszcze... objęcia męza, po powrocie z roboty, hehe. i córka, co "wpada w histerię z powodu złamanej kredki do malowania", co przy śniadaniu stroi fochy, zadaje gniewnie pytanie "czy ty naprawdę musisz stale pracować ?" i maluje depresyjne pejzaże bez słońca, chociaż 'do diaska, przecież floryda to słoneczny stan".

              a na koniec mała murzynka drzwoni do jackie z pytaniem o dawkowanie lekarstwa mamuśce, bo się gorzej poczuła, a dzielna siostra jej tłumaczy przez słuchawkę sama jednocześnie przygotowując dla siebie magiczną tabletkę na własne sterane plecy.

              fine :]

              • pepsic Re: "to nie jest kraj dla starych ludzi" - jak b 12.02.11, 12:46
                Najpierw gwoli usprawiedliwienia: oszczędność moja wniknęła z prozaicznego braku czasu, co postaram się nadrobić:)
                Zapewne nie jest to typowy amerykański produkcyjniak, bo i gra aktorska na wysokim poziomie i inne detale filmowe, sceny dopracowane. Można obejrzeć, zwłaszcza panom może przypaść do gustu (choć i Manii się podoba), z tym że aż tak bardzo nie zachwyca i nie przeraża, jak na porządny thriller przystało. Niektóre sceny postawiono na granicy pastiszu, zawierają elementy humorystyczne (grajkowie meksykańscy, księgowy: jestem nikim), postać psychopatycznego mordercy zdaje się lekko przeszarżowano, w fotel nie wciskały. Nie mam pojęcia, o co chodziło z pourywaną i nieskładną końcówką, co zdarzyło się na basenie? W sny szeryfa filozofa nie wsłuchiwałam się uważnie, zastanawiam się, może tu tkwi klucz. Ale, ale najważniejsze, co się stało z walizką pełna pieniędzy? Przez niezrozumiałą końcówkę jestem nastawiona sceptycznie. Grek, mam nadzieję, że jak obejrzysz, to rzucisz światełko?
                • grek.grek Re: "to nie jest kraj dla starych ludzi" - jak b 12.02.11, 15:52
                  hehe, no problemo, ale na obiecane nadrobienie bardzo liczę.

                  jasne, postaram się oświecić teren; film mam na tasmie, więc jakbym
                  nie załapał, czy nie dostrzegł czegoś od razu, to będę próbował do oporu ;]

                  właśnie, a'propos... bardem na tego oskarda zasłużył, czy nie ?
                      • barbasia1 Re: "to nie jest kraj dla starych ludzi" - jak b 13.02.11, 14:45
                        Jestem! Nie śpię!;)

                        Greku, naprawdę nie obejrzałeś jeszcze tego filmu!??? Musisz! Koniecznie dziś! :)

                        Wybaczcie, że tak zwlekam (mam wyrzuty sumenia, bo wyhamowałam dobrze zapowiadajacą się dyskusję nad filmem i to jeszcze w dniach, kiedy wszyscy mają wolne),ale musiałam jeszcze raz obejrzeć ten film, moje pierwszy seans z pewnych powodów, o których nawet nie warto wspominać był jak nigdy zakłócony (a jeszcze sama sobie końcówką Housa zakłóciłam!? Ech.), chaotyczny, urywany (do tego stopnia, że nie wiedziałam, o co pyta Pepsic, co to za scena z basenem i co się w niej dzieje, wstyd!), co oczywiście musiało wpłynąć na odbiór, a w zasadzie na brak odbioru, niewczucie się w klimat w opowieści, po prostu niezrozumienie filmu i w efekcie jednak bardzo niesprawiedliwy komentarz (że film jest przereklamowany).

                        Wybacz Pepsic, przechodzę na drugą stronę barykady i mówię teraz, że to bardzo dobry (czy aż arcydzieło nie wiem, nie mnie to oceniać) i nie mówię tego dlatego że przeczytałam wczoraj kilka recenzji (bardzo dobrych oraz jednej chłodnej) na temat tego filmu, a przede wszystkim zaś na temat Cormaca McCarthy’ego autora książki, na postawie której powstał film braci Coenów (jego książkę „To nie jest kraj...” możne kupić na allegro nawet po bardzo okazyjnej cenie, wypatrzyłam), ale dlatego że tak czuję, tak myślę po drugim seansie (polecałabym nawet dwukrotne obejrzenie tego filmu).

                        Tyle tytułem wstępu i samokrytyki (Greku przepraszam, Cię za to że nie doczekałeś się wczoraj mojego komentarza , powinnam była od razu napisać to co dziś, i powiedzieć wprost, że potrzebuję czasu do niedzieli, choć chyba wczoraj łudziłam się, że komentarz jednak się pojawi szybciej....)
                        Cdn.
              • maniaczytania siostra Jackie - uzupelnienie greka :) 12.02.11, 13:51
                W uzupelnieniu co lepsze teksty Jackie i nie tylko:

                grek.grek napisał:

                > kiedy pojawia się rosjanin po udarze, który z racji niemocy pourazowej nie może powiedzieć swojej namolnej, hałaśliwej rodzince, żeby się zamknęła i dała mu odpoczywać w spokoju, jackie strofuje ich w jego imieniu, a kiedy już nic nie działa, zainspirowana metodą uczenia się małej murzynki - szykującej się do dyktanda w szkole - na kartkach pisze odpowiednie słowa do wyboru : facet mówić nie może, ale możesz poruszać rękoma, przegląda więć karteczki i wybiera "zamknijcie ryj" i "mówię poważnie !" - po tym komunikacie rodzina wreszcie cichnie :]

                Tu byla tez wczesniej niezla scena, kiedy Jackie mowi do zony - do pacjenta po udarze nalezy mowic powoli, a zona - ooo, zna pani mojego meza lepiej ode mnie!

                > ta szefowa, to jest niezły agregat. procedura przede wszystkim, kapo pierwsza klasa. chodzi i poucza. w tym odcinku też. uwagę zwraca każdemu i za wszystko - za wprowadzanie dziecka na oddział,

                kierowniczka mowi - za zolta linie moze wejsc tylko personel i dorosli powyzej 15 roku zycia
                Jackie - ooo, a przeciez jest tu 4-latek
                kierowniczka - pod respiratorem!!!

                > za palenie przed szpitalem... przed szpitalem wysyła ją na drzewo jakąs równa szarżą kierowniczka oddziałowa uczestnicząca w tej palarni,

                palil kolega-gej Jackie, kierowniczka do niego - pracujesz w sluzbie zdrowia i palisz!
                on - tam stoi lekarka - kierownik pulmonologii
                wspomniana lekarka oczywiscie z papierosem w reku do kierowniczki - sp...j

                :)
            • grek.grek Re: "to nie jest kraj dla starych ludzi" - jak b 12.02.11, 14:07
              widzisz, zapomniałem... a'propos "deszczu" - napisałaś o tym, ze włosy sa fetyszem seksualnym w islamskiej kulturze. istotne bardzo, bo to [zważywszy na to, w jakich
              okolicznościach ją zobaczył pierwszy raz w jej "faktycznej postaci"] by klasyfikowało zainteresowanie chłopaka dziewczyną w kategoriach erotyki raczej, a nie platonicznego uczucia lirycznego :]
              • barbasia1 Re: "to nie jest kraj dla starych ludzi" - jak b 12.02.11, 14:20
                grek.grek napisał:

                > widzisz, zapomniałem... a'propos "deszczu" - napisałaś o tym, ze włosy sa fetys
                > zem seksualnym w islamskiej kulturze. istotne bardzo, bo to [zważywszy na to, w
                > jakich
                > okolicznościach ją zobaczył pierwszy raz w jej "faktycznej postaci"] by klasyfi
                > kowało zainteresowanie chłopaka dziewczyną w kategoriach erotyki raczej, a nie
                > platonicznego uczucia lirycznego :]

                Myślę (wymyślam ;), że dziewcznyna wzbudziła w nim opócz lirycznych uczuć też i pożądanie ... To ludzkie! :)

                OK! Już koncentruje się na Coenach...
    • pepsic Co na niedzielę? 13.02.11, 13:48
      Macie coś? U mnie nic ciekawego nie widać. Na Kulturze o 20.oo "Skazany na bluesa", wypadałoby się zmierzyć w końcu z zagadkową dla mnie legendą Rydla i odpowiedzieć na pytanie, dlaczego właściwie nie przepadam za muzyką Dżemu.
      • grek.grek Re: Co na niedzielę? 13.02.11, 14:38
        "uprowadzenie agaty", stare ale zawsze jare :]... w tvp 2... o 1:25...

        sequel "szczęk" i o 23:10 kocham kino.

        tylem wyszukał.

        "skazany" niedawno był w dwójce, i to 2 razy jednego dnia, hehe. tvp nie zna
        słowa "wstyd". film warto, imo, zobaczyć, z powodu dobrej głównej roli, ale
        za bardzo jednak kidawa osunął całą historię w temat uzależnienia - jasne, nie
        brak scen poruszających, na czele z tą w korytarzu dworcowym, kiedy riedel błaga
        o strzykawkę z koksem cynicznego dilera i podczas występów, kiedy człowiek po
        prostu umiera na stojąco, a także kiedy syn znajduje go w brudnym kiblu, jak
        rysio daje ostro w żyłę: łapie tym za skórę, to trzeba przyznać - za mało jednak, imo,
        prawdziwego wglądu w samego riedla, taka biografia szczątkowa, zaledwie naszkicowany
        jest jego portret osobowościowy. koksem to kidawa zatłuścił. szkoda.

        szkoda, że nie popchnął dalej wątku umarionetkowienia riedla przez tzw biznes fonograficzny i sam zespół, który tutaj wypada całkiem przyzwoicie, nawet chcą rysia leczyć i wysłać na
        detoks, jakby im zależało na nim, a nie na tym, żeby zarobić [bo dżem bez riedla, to
        jak karabin bez pocisków], co było glówną motywację ich wątłych zabiegów, co
        [motywację i wątłość] już w dokumentach filmowych podkreślają świadkowie tamtych czasów.
        obrazki ilustrujące relacje riedla z żoną i dziećmi, z ojcem- w miarę [zawodowa scena, kiedy na młodego riedla własny ojciec nasyła wojsko, żeby go zabrali w kamasze... nie zdradzę nic więcej, ale jest zabawna bardzo].

        generalnie, tytuł jest mylący - powinno być "skazany na herę", a nie na "bluesa". jako film o tragedii uzależnionego od koksu riedla broni się. jako film o riedlu romantyku, tworzącym z miłości do muzyki, realizującym swój styl i osobowość, wokół którego kręci się machina fonograficzna i interesy oraz interesiki : niekoniecznie. kidawa chciał jedno z drugim jakoś połączyć, z mocnym akcentem na to pierwsze, resztę dorzucić za pomocą scen znaczących i symbolicznych [np. dżem ma występ, od którego zależy podpisanie kontraktu na płytę - riedel ledwie żyje, ale ma zaśpiewac. niemal wnoszą go na scenę. nikt nie protestuje, żeby dać mu spokój. zespół, menago, wierna i dzielna żona też ogląda ze łzami w oczach, jak się riedel męczy i jak muzyka sprawia, ze nagle odżywa i występ idący w stronę katastrofy granej z playbacku zamienia się w heroiczny wyczyn wokalisty. a potem w szatni grucha wieść, że dostali ten kontrakt. wybucha spontan i dopiero po paru chwilach ktoś konstatuje, ze rysiek schodzi gdzieś w kącie. fajne - ale ten pokaz cynizmu i znieczulicy wychodzi na tyle znienacka, że można sądzić, iż riedel miał zawał z radości, a nie był od lat cięzko zakoksowany. nie było bowiem dośc wnikliwego spojrzenia na relacje zespół-rysiek, którego mocną puentą i konsekwencją byłaby ta scena; taki przykład, jest tego więcej, ale to sama wyłapiesz, jak sądzę :)

        jeśli zdecydujesz się obejrzeć, napiszesz o swoich wrażeniach ? rad bym przeczytać :]