Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2011 - 3 (vol.14)

01.05.11, 11:40
Tradycji zadosc by uczynic, zakladam kolejny watek (w tamtym juz dawno przekroczylismy 500, ale czekalam, zeby zaczac od nowego miesiaca ;-) ).

Na majowke i tak za ciekawych propozycji nie ma niestety :(

Barbasiu, Pepsic, Greku - a jak Wam sie podobala kolejna Jackie? Mnie coraz bardziej podoba sie ta mloda pielegniarka Zoe - jest zdecydowanie moja faworytka! A pan-maszynka do tabletek naprawde na psychola idzie, brr

A -i jak Instynkt? Ciekawie sie zrobilo ...
Obserwuj wątek
    • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2011 - 3 (vol.14) 01.05.11, 16:44
      Dobra data, Maniusiu, na rozpoczęcie kolejnego wątku! :)
      /Czułam, że czekasz na 1-go maja ! /

      "Instynkt" - odcinek 9 z ubiegłego czwartku to był pierwszy odcinek, który podobał mi się od początku do końca! Fabuła, przekonujące postaci, świetni aktorzy (i dzieci, dzewczynki) - zwłaszcza zawodowa jak zawsze Kinga Preiss w roli matki, nadzwyczaj dobry Jacek Kawalec w roli zupełnie odbiegającej od dotychczasowego serialowo-randkowego emploi sympatycznego, porządnego gościa (aż miałam gęsia skórkę, jak lizał tę dziewczynkę po twarzy i do ściany przyciskał, scena w łazience też mocna), , nawet niezły klimat - jakiejś beznadziei, do tego banalność zbrodni, nieźle to wszytsko razem zagrało.

      Tajemnica Oster coraz bardziej zagmatwana!?!?!?!

      Siostra Jackie 2/4

      >A pan-maszynka do tabletek naprawde na psychola idzie, brr

      A właśnie, jakaś pokręcona osobowość ten Eddie!?

      Też lubię Zoey. :)
    • grek.grek "8 mm"/"w głąb siebie" - dzisiaj w tvp 2/1. 02.05.11, 13:51
      był wieczorem "buntownik z wyboru" :] stare, momentami dość naciągane, ale zawsze da się obejrzeć.

      a dzisiaj tvp2 daje "8 milimetrów" 22:50] , czyli detektyw wynajęty przez zacną, bogatą starszą panią na tropie snuff movies, i jej ofiary zarejestrowanej na taśmie, którą po śmierci męża pani ta znalazła w jego rzeczach.

      dobry film, aczkolwiek sceny tzw akcji, prymitywnego machania bronią psują, a przynajmniej - rozpraszają nieco efekt samej wędrówki detektywa po ponurych podziemiach pornobiznesu i szukania pojedynczych śladów, dociekania czy snuffy istnieją, czy są tylko legendą, napotykania kolejnych tropów i gubienia ich. wreszcie, niedostateczne uwypuklenie wątku szoku jakiego doznaje good guy detektyw w zderzeniu ze światkiem nielegalnego hardkorowego porno. gdybyż udało się schumacherowi utrzymac całość w klimacie jaki towarzyszy pierwszym wejściom detektywa na taki podziemy "bazarek" z filmami, kiedy tam się szwęda, ogląda, podpytuje, to by wyszło prawdziwe dzieło, a tak wyszedł co najwyżej niezły film, nawet jeden z lepszych samego schumiego.

      z czasem decydujaca staje się rozgrywka a'la filmy akcji, i nawet ostatnia scena i te kilka zdań z ust oszołomstwa ukazującego go w formie nieznośnie banalnej - nie zmienia efektu całości.

      nie wiem, czy napisać : szkoda, że tak to wyszło, więc napiszę tylko, że szkoda, że tylko tak, bo można było wykrzesać więcej z całej historii.

      "w głąb siebie" - o 1:40, w tvp1. fajna godzina, nie ? hehe...
      jak to w tvp...
      chętnie bym obejrzał, bo lubię josepha levitta-gordona, film dotyczy trudnej młodzieży, a ściślej konkretnego przypadku trudnego, ma zalatywać psychoanalizą... nie chodzi nawet o porę rozpoczęcia, chodzi o to, ze nigdy nie wiadomo, czy tvp przerwie nadawanie programu o tej 2 w nocy, czy o 2:30, czy może o 3 ? a może nie przerwie, tylko nada film do końca ? ten się kończy o 3:40, więc tak naprawdę zaczynać po to, żeby w pewnym momencie zostać bezceremonialnie wylogowanym i wystrychniętym na dudka ? w środku nocy, w dodatku ;]

      nie wiem, może spróbuję, ale nie ręczę. jakby jednak wyszło, to z góry uprzedzam mało odpornych : napiszę coś o tym filmie :]
        • grek.grek Re: "8 mm"/"w głąb siebie" - dzisiaj w tvp 2/1. 03.05.11, 13:27
          jeszcze nie sprawdzałem, czy wyemitowali do końca, a najlepsze, że mam 10 kroków do telewizora z wideograjem ;] ale nic to, będzie niespodzianka, tak czy inaczej.

          mam jeszcze, wczoraj zacząłem [nagranie z czwarttku ostatniego], "tygrys i śnieg" roberto bengniniego. wygląda na fajną, włoską nietypową [no bo begnini nie kręci niczego, co by było podobne do gatunkowych produktów] a'la-komedię romantyczną. znów : postaram się zachęcić albo odstręczyć, po zakończeniu :]
          • barbasia1 Re: "8 mm"/"w głąb siebie" - dzisiaj w tvp 2/1. 03.05.11, 13:46
            O!!! To świetnie. Przez przypadek, po Instynktach, Siostrze Jackie, udało mi się zobaczyć końcówkę tego filmu, romantyczną, uroczą, zabawną. Potem żałowałam trochę, że tylko tyle widziałam, właściwie nie wiedziałam o tym filmie, nie zajrzałam do programu ...

            Uwielbiam Benigniego! :)
    • maniaczytania 3 maja - Sztuczki, Tam i z powrotem, Ya-Ya 03.05.11, 10:03
      Na dzisiaj:
      - moze jeszcze zdazycie - o 11.30 na Polsacie - "Boskie sekrety siostrzanego stowarzyszenia Ya-Ya" z Sandra Bullock - babski film, akcja na poludniu Stanow - ja zasiade z przyjemnoscia przed tv;

      a na wieczor tvp1 chyba najciekawsza - najpierw o 22.10 "Sztuczki" -nagraszany film Andrzeja Jakimowskiego, ja nie ogladalam, moze mi sie uda; potem o 23.50 "Tam i z powrotem" calkiem ciekawy film z Januszem Gajosem i Jan Fryczem.
    • grek.grek "tygrys i śnieg",spojler 04.05.11, 14:21
      no to słów kilka o "tygrys i śnieg".

      fabuła nieskomplikowana jest : atillio jest poetą, i nauczycielem prze okazji. takim brawurowym, jak "kapitan" ze "stowarzyszenia umarłych poetów". poza tym : wychowuje dwie córki, na zmianę z żoną, z którą się albo już rozszedł albo jest w separacji albo po rozwodzie, to akurat mi umknęło, a może nie było dookreślone... whatever.

      problem jest taki, ze on wcale nie cche się z tą zoną, vittorią, rozchodzić. najdobitniej świadczy o tym sen, który go prześladuje : w romantycznych ruinach zamku bierze z vittorią ślub... i nie dość, ze bierze go w bokserkach i podkoszulku wobec panny młodej w sukni z welonem, to jeszcze wobec całego audytorium gości we frakach i kreacjach wieczorowych. na domiar wszystkiego, co i rusz włazi tam facet ze straży miejskiej i każe mu przestawić auto, więc atillio musi wychodzić z ceremonii i przysięga ciągle się odwleka...

      w realu spotyka vittorię, która jest dziennikarką z okazji wieczorku autorskiego swojego przyjaciela, arabskiego pisarza - fuada. vittoria ma z nim wywiad robić. dla atillio jest to znak. sen, spotkanie...

      idzie za nią, przekonuje, prosi o spotkanie, namawia, zamęcza w sposób wybitnie pocieszny i komiczny. wreszcie udaje mu się ją skłonić do pójścia do jego mieszkania. traf chce, że przed nimi wpadła tam jego kochanka z uczelni, przygotowała oprawę kolacji, świecie, jedzenie, szampana itd, czekając na atillio - kiedy przez okno zobaczyła, ze atillio wraca z inną kobietą ulotniła się, a koryto i cała reszta została. atillio mile zaskoczony, zdziwienie ukrywający skrzętnie na zastany widok przeżywa jednak rozczarowanie. jemu się zbiera na amory, a vittoria wymyka się i ucieka. on ją goni, w bieliźnie po wieczornej ulicy, krzycząc "vittorio, zobaczysz, pozwę cię za to, zapłacisz odszkodowania !". goni dzielnie autobus, którym rozbawiona babka daje dyla. a na koniec zaczyna padać deszcz i moczy go od razu w całości :]

      co uczucie robi z mężczyzny... kiedy do atillio dociera informacja od fuada, ze vittoria miała cięzki wypadek w iraku i jest w śpiączce, w stanie krytycznym, atillio w środku nocy dzwoni do koleżanki z ;pracy, zeby zajęła się jego córkami, a sam rusza do bagdadu.

      na lotnisku żąda biletu na samolot do iraku - panie, tam jest wojna, tam nawet lotnisk nie ma... mówią mu. nic to, podając się za chirurga wkręca się w konwój czerwonego krzyża jadący do iraku. ostatnie 50 km pokonuje rozklekotanym autobusem [CK jechał w innym kierunku, musiał wysiąść], który wziął jak stał na drodze.

      bagdad ogarnięty jest wojną : w oddali płoną szyby naftowe, jakieś graty, tu i tam ruina, żołnierze, czołgi... wszystkie te sygnały i dekoracje są bardzo symbolicznie, takie mam wrazenie, rozłożone na planie. a gdzie to kręcono ? a nie mam pojęcia, ale jesli był to prawdziwy bagdad, to się zdziiwę ;]]

      vittoria jest w comie. ma obrzęk mózgu, efekt urazu podczas wybuchu bomby

      . nie reaguje na bodźce, ale żyje. z każdą godziną jest jednak coraz gorzej, a nie ma lekarstw. przydałaby się np. gliceryna.. czas jest wazny, zostało może 4 godziny... atillio najpierw pociesza siebie i przyjaciela "och, 4 godziny, dużo czasu, nawet na kawę zdązymy wcześniej skoczyć", ale za chwilę rzuca się szaleńczo do szukania pomocy. na bazarze nie ma nic, apteki nie funkcjonują... fuad wpada na pomysł, żeby poszukać rady u pewnego mędrca starego. idą do niego. proszą o przepis na sporządzenie gfliceryny. facet się zastanawia, zastanawia... wreszcie atillio przemawia do neigo z wyżyn serca i miłości do vittori i stary, mimo że ni grzyba po włosku nie kuma, od razu sobie przypomina, a potem żegna czule atillia, który już pędzi ratować kobietę swego serca ;]

      no i robią ten specyfik. pompują w vittorię. atillio cały czas się nią zajmuje,gada do niej, nawija, śpiewa, tańczy, puszcza muzykę z patefonu, żartuje, jakby ona żyła, była przytomna. kiedy w szpitalu pojawia się rabuś próbujący ukraść vittori łańcuszek z szyi - przepłasza go i ratuje biżuterię.

      gliceryna pomaga doraźnie, nie polepsza jednak stanu, na dłuższą metę nie będzie pełnowartościowym lekarstwem. lekarz powiada, ze pomógłby vittori tlen. atililio porzuca więc zabijanie much,które "oddychając, zabierają vittori powietrze" i rusza w miasto. zdobywa butlę z tlenem i maskę tlenową kupując cały sprzęt akwalungowy od szabrownika, który własnie to świsnął z bazaru, korzystając z wojennego zamieszania.

      lekarz powiada, że stan się ciągle pogarsza, trzeba kroplówki, antybiotyków i kortyzonu. atillio znów w akcji - dzwoni do placówki CK, tych z którymi jechał z italii do iraku. mają co trzeba. no to atillio na motor i gaz rura. motor wysiada w połowie drogi. od czego są... wielbłądy :] atillio, z niemałym trudem, ledwie znając [z wizyty w zoo w rzymie] komendę skłaniającą zwierzę do położenia się, dosiada jednego i chodu. ale cóż to - wielbłąd zasuwa nie w tę stronę, co trzeba, atillio nie panuej nad kierunkiem jazdy, nie umie go zawrócić i skierować w odpowiednią stronę... udaje mu się tylko zatrzymać go, zejść i piechotą dotrzeć na miejsce.

      dostaje nowy motor i tyle lekarstw, że właściwie kiedy na tym komarku jedzie, to widać jedną wielką białą przenośną aptekę. na posterunku zatrzymują go marines. sytuacja jest komiczna, bo obwieszony sprzętem medycznym atillio zostaje przez nich wzięty za terrorystę samobójcę obłożonego ładunkami wybuchowymi :] trzymają go na muszce, on krzyczy, ze to leki,a nie bomby, nie moga się dogadać, bo oni jego włoszczyznę biorą za arabskie pohukiwania... :] cyrk. wreszcie jakoś znajdują wspólny język. udaje mu się dojechać do szpitala. leki zostają zaordynowane vitorii. lekarz powiada, ze teraz trzeba się tylko już modlic do allha. no to atillio się modli 'allahu, znam tylko ojcze-nasz i to po włosku.." ;]

      wychodzi wieczorem na spacer z fuadem, chodzą tuż pod wielkim pomnikiem saddama z urwaną głową :] noc przy vitorii na fryzjerskim fotelu, który był w pakiecie sprzętu, który kupił od szabrownika. o świcie wychodzi na spacer, widzi fuada idącego na modlitwę do meczetu, przyjaciel nie reaguje na jego pozdrowienia...

      wraca do szpitala - vittoria się przebudziła, dostaje info. szaleje z radości. lata jak poparzony, nie wie czy może się jej pokazać nie wykąpany i 'zalatujący wielbłądem", całuje lekarza ze szczęscia...

      i tutaj właśnie mam 15 minut przerwy, bo mi prąd wyłączyli... :]

      ... po włączeniu jest już po całej irackiej akcji. rzym, ogród domu vitorii, są tam wszyscy - córki, atillio i vittoria. pojawia się informacja, że fuad strzelił samobója w iraku...

      a potem happy end - ona nie wie, kto ją uratował i co się działo w bagdadzie, powiedziano jej, ze "jakiś bohaterski włoski chirurg" uratował jej życie i ofiarnie się nią zajmował. rozmawiają, tratata, atillio zbiera się do odejścia i nagle ona widzi ten swój łańcuszek na jego szyi, a kiedy on ją całuje w czoło na pożegnanie przypomina się jej coś - jak wiadomo, ludzie w comie podobno słyszą co się do nich mówi i odbierają bodźce rozmaite :]... i rozjaśnia się jej twarz... toż to on, normalnie on :] a że, jak mówiła wcześniej do jednej z córek "zyć się z nim nie da. - znaczy się, jesteś w nim zakochana ? - i to jak..." - nic nie mówi i tylko patrzy na niego, jak on nawija bez przerwy, zbiera się do odejścia i wraca, bo albo marynarkę wziął jej a nie swoją albo ptaszki z klatką chce zabrać, by je niezdarnie wypuścić, albo po prostu musi się odwrócić by jeszcze coś powiedzieć i na nią spojrzeć... wreszcie wychodzi przez bramę na ulice, a potem przechodzi z lewej do prawej, z prawej do lewej, bo jak zawsze zapomniał gdzie zaparkował... i już wiadomo, że to uczucie zwycięzy[ło] :]

      fabuła prosta. atrakcją jest sam benigni, kwintesencja włoskiej żywiołowości, chaotyczności i emocjonalności. w ruchach, gestach, stylu bycia. wulkan energii, królik energizera, człowiek podłączony pod prąd. louis de funes, woody allen i charlie chaplin w jednym. włada ekranem
      niepodzielnie. orajt, papier się kończy... :]

      • grek.grek "tygrys i śnieg",spojler 04.05.11, 14:57
        ofk, jest jeszcze kwestia ukazania wojny irackiej w tym całym maglu, wpleciona w ową romantic story, bez swojego głosu w sprawie benigni nie byłby benignim. jaki to głos ? imo, taki żeby nieśc pomoc na miejscu. zawsze wierzyć w słuszność stania po stronie ofiar, cywilów. może i nieoryginalne, ale wkręcone w scenerię komedii romantycznej bardzo ciekawe robi wrażenie.

        a ta komedia romantyczna własnie taka jest, aczkolwiek na tle tego, co zrobiono w anglosaskim kinie z tym gatunkiem, wygląda wręcz na antykomedię, bo jest autentyczny romantyzm i autentyczna komedia. nie rechot i plucie popcornem, a lekki uśmiech i, przy całym surrealu i pantomimie jaką odstawia benigni, wiarygodne uczucia.

        dlaczego "tygrys i śnieg" - otóż dlatego, ze vittoria powiedział na początku, ze wróci do atillia wtedy, kiedy "zobaczy tygrysa w śniegu". on jej na to, że orajt - jedźmy do rosji, tam się znajdzie jakiś, a ona mu na to, ze to by było zbyt proste, ona chce go zobhaczyć tu, w rzymie, najlepiej latem...

        skoro więc wraca do niego, to znaczy - zobaczyła to, co chciała. niestety, brak 15-20 minut filmu pozbawia mnie stosownej wiedzy :] wiecie coś o tym ?

        aha, chcecie wiedzieć, jakimi słowami atillio przekonał starego araba do wyjawienia przepisu na glicerynę ? :]

        "błagam cię, postaraj się przypomnieć sobie... ta kobieta... ona umrze, jesli sobie nie przypomniasz, a jesli umrze, to można to wszystko zwinąć scenę i zapakować na ciężąrówkę, niebo zrolować, wyłączyć słońce, które tak bardzo kocham... można to będzie zrobić, bo uwielbiam je wtedy, kiedy oświetla JĄ... mogą zabrać dywany, pałace, kolumny, grad, żaby, piasek... wiatr, słodkie arbuzy, siódmą wieczór... maj, czerwiec, lipiec, bazylię... morze, pszczoły, cukinie..." - autor r.benigni; stary nic nie zrozumiał, ale wszystko poczuł :]

        • barbasia1 Re: "tygrys i śnieg",spojler 04.05.11, 15:18
          > "błagam cię, postaraj się przypomnieć sobie... ta kobieta... ona umrze, jesli s
          > obie nie przypomniasz, a jesli umrze, to można to wszystko zwinąć scenę i zapak
          > ować na ciężąrówkę, niebo zrolować, wyłączyć słońce, które tak bardzo kocham...
          > można to będzie zrobić, bo uwielbiam je wtedy, kiedy oświetla JĄ... mogą zabra
          > ć dywany, pałace, kolumny, grad, żaby, piasek... wiatr, słodkie arbuzy, siódmą
          > wieczór... maj, czerwiec, lipiec, bazylię... morze, pszczoły, cukinie..." - aut
          > or r.benigni; stary nic nie zrozumiał, ale wszystko poczuł :]

          Heh, pięknie powiedział!!!
          Piękne wyznanie miłości bohatera filmowego do ukochanej kobiety,
          ale też pewnie wyznanie miłosne Benigniego do żony, muzy, Nicoletty Braschi, która gra tu Vittorię!? (zajrzałam do obsady)

          A bazylia to podstawowa przyprawa we włoskiej kuchni, cenna jest niesłychanie, nadaje spaecyficznego smaku, sosom do spaghetii, jest fundamentalny składnik najpbardziej klasycznej, najbardziej włoskiej z włoskich pizz - pizzy Margherity, symbolizując zieleń fagi narodowej Włochów (sos pomodorowy czerwień, mozzarella - biały! ;)

          W klimacie film chyba podobny do słynnego "Życie jest piękne"?
          Pan Kałużyński doceniał film "Życie jest piękne".

          Co za pech z tą awarią prądu! ;)
          • barbasia1 Re: "tygrys i śnieg",spojler 04.05.11, 15:34
            Korekta:
            A bazylia to podstawowa przyprawa we włoskiej kuchni, cenna jest niesłychanie,
            nadaje specyficznego, niepowtarzalnego smaku sosom do spaghetii i innym włoskim potrawom, jest fundamentalnym składnikiem najbardziej klasycznej, najbardziej włoskiej z włoskich pizz - pizzy Margherity, symbolizując zieleń fagi narodowej Włochów (a pozostałe dwa, oprócz ciasta, składniki: sos pomodorowy - kolor czerwony, mozzarella - biały.
            Bez nie niej ma kuchni włoskiej, bez kuchni włoskiej nie ma Italii! ;)
          • grek.grek Re: "tygrys i śnieg",spojler 05.05.11, 11:16
            no własnie, dlatego mam nadzieję na powtórkę tego filmu, co by wiedzę uzupełnić : dlaczego fuad strzelił samobója, jka vittoria wróciła do italii, a jednocześnie nie dowiedziała się, aż do finałowego olśnienia, że to atillio ją uratował.

            btw, ten film, o którym pisaliśmy - "w głąb siebie", co to leciał po nocy : tvp puściła w całości :] mam na taśmie, po obejrzeniu zachęcę albo odstraszę, coś napiszę a'propos, po staremu, hehe.
            • barbasia1 Re: "tygrys i śnieg",spojler 05.05.11, 14:56
              Mam nadzieję, że dopiszesz post scriptum, jak się dowiesz, co i jak!? Szukałam tego filmu na dwóch dostępnych mi stronach filmowo-serialowych, ale niestety nie ma go (jeszcze?). Pozostaje zawsze wypożyczalnia jakby co.

              A propos filmu "Trygrys i śnieg" i kwestii wojeny.

              Wydaje mi się, że ten film można odczytywać jeszcze szerzej jako protest przeciwko absurdowi wojny, przeciwko zabjaniu, przeciwko bezsensownej śmierci niewinnych ludzi, przeciwko cierpieniu ludz, tracących na wojnie bliskich, którzy częstokroć, jak szczęśliwie ocalona Vittoria, są całym światem dla drugiego, kochającego człowieka, wreszcie przeciwko niszczeniu dorobku materialnego ("bagdad ogarnięty jest wojną : w oddali płoną szyby naftowe, jakieś graty, tu i tam ruina"), duchowego kraju ograniętego wojną (tu: Iraku), (którego symbolem jest tu pewnie pisarz -Fuad, z którym Vittoria ma przeprowadzic wywiad).

              Wojna jest bezsensowana, jest absudrem. Życie jest piękne, miłość jest piękna, jest sensem życia!
              Amen :)

              btw, ten film, o którym pisaliśmy - "w głąb siebie", co to leciał po nocy : tvp
              > puściła w całości :]

              He,he chociaz tu obyło się bez nieprzyjemnych niespodzianek!
              Mam nadzieję, że jednak będziesz zachęcać do obejrzenia! :), że film okaże się dobry.
              Czekam zatem na opowieść.
              /Nie chcę Cię (bardziej) straszyć, ale jestem już uzależniona od Twoich opowieści, rozmów naszych, od tego wątku!?!?!?!
              • grek.grek Re: "tygrys i śnieg",spojler 06.05.11, 15:02
                nieuchronnie dopiszę. niech no tylko dadzą mi szansę ;]

                na pewno, benigni także w "życiu..." próbował komizmem, proponując coś w rodzaju gry, oswoić wojnę. nie mogę się powstrzymać i nie porównać tego do polskich zagrywek : mesjanizm, patos, murmurando podniosłe...
                ktoś powie, że włosi i polacy mają inne doświadczenia za sobą. i to jasne, ale może własnie w wykonaniu tych, co mają moralne racje po swojej stronie, łatwiej być powinno żartować z
                historii i ją jakoś inaczej rysować zamiast rozpamiętywaia własnych krzywd i ponurych epizodów.

                nie wiem, czy byłoby to lepsze, ale ciekawsze na pewno. czesi, co stanęli sobie z boku, niemcy, włosi co byli w koalicji, jakoś ciekawiej traktują tamte czasy. jakby mieli polską mentalnośc, znaczy się : mówili i kręcili tylko tzw prawdy historyczne, to powinni się kajać do us.ranej śmierci za swoje winy. a oni znaleźli inną drogę i dziisaj to polacy wyglądają w tych rozliczeniówkach swoich znacznie mniej atrakcyjnie. tamci omijają teatr wojenny, kwestię własnych win [tak samo niezaprzeczalnych, jak polska krzywda], idą w opowieści o ludziach, albo o samym zjawisku wojny, ale z innych płaszczyzn korzystają. no i powiem Ci, że te pozornie lekkie, a przecież takie naładowane znaczeniami, filmy benigniego ogląda się z przyjemnością i refleksją, a jakieś "katynie", to i bez przyjemności i z refleksją mało rozwijającą :]

                hehe, hoho, no jak się tutaj rozchodzi aż o uzależnienie ;], to nie mam wyjścia ; coś napisać muszę.

                heh, niestety, znów oglądam na raty, ale wstęp zachęcający. więcej i pełniej, wkrótce.
                • barbasia1 Re: "tygrys i śnieg" + rozmowa z Benignim! 06.05.11, 15:50
                  Znalazłam wczoraj bardzo interesującą rozmowę z Benignim na temat filmu "Tygrys i śnieg"!
                  Tu jest całość:

                  www.bezgranic.net.pl/index.php?d=news_content&dn=3&id=40
                  Tu fragmenty:
                  Wstęp:
                  "„Tygrys i śnieg” to film inteligentny i wzruszający. Opowiada historię włoskiego poety Attilia (Roberto Benigni), który żyje w swoim własnym poetyckim świecie i jest zakochany do szaleństwa w Vittori (Nicholetta Braschi), która go odrzuca, i jedzie do Bagdadu za poetą irackim Fuadem (Jean Reno), pisać jego biografię. W Iraku wybucha wojna i Vittoria zostaje ciężko ranna. Zakochany Attilio wybiera się w absurdalną podróż do bombardowanego Bagdadu i ratuje jej życie siłą swojej miłości. Fuad – poeta iracki, który symbolizuje antyczną kulturę Blisko-Wschodnią, odbiera sobie życie. Śmierć poety jest symboliczną śmiercią kultury, piękna, wrażliwości, człowieczeństwa... [!!! ja ;)]
                  Wbrew oczekiwaniom, film „Tygrys i śnieg” nie jest otwartą krytyką wojny w Iraku, lecz osobistym i uniwersalnym protestem przeciwko wojnie, której nie można określić innym przymiotnikiem, jak „bezsensowna”. [!!! ja ;)]


                  "Emocje to rzecz najpiękniejsza na świecie
                  Nowy film Benigniego to kolejny odcinek jego wspaniałej historii miłosnej z Nicolettą Braschi, którą to opowiedział już na wszystkie sposoby, tak jak Woody Allan opowiedział nam już wszystko o swojej psychoanalizie. „Tygrys i śnieg” jest ponadto produktem familijnym (film wyprodukowany przez Melampo Cinematografica – czyli rodzinę i znajomych), co zresztą przypomina niezależne kino Nanniego Morettiego i czemu trudno się dziwić, skoro we Włoszech nie tylko telewizja i prasa, ale taże kinematografia jest zdominowana przez rodzinę premiera. Nic więc dziwnego, że na pytanie hiszpańskiej dziennikarki „El Pais” – Jakie jest pana stanowisko wobec wojny toczącej się w Iraku i czy uważa pan, że pański nowy film jest politycznie poprawny? – Benigni odpowiada: - Ważne, że film jest poprawny, a politycznie... (robi minę, macha rękami i kontynuuje) – Dziś trzeba dziesięciu lat, żeby zrobić film. Robić filmy w tym okresie to bardzo smutne zajęcie, to prawie syzyfowa praca. Industria kinematograficzna jest w kryzysie, rynki są płaskie, publiczność spada... Kino znajduje się w szczególnie upokażającej sytuacji. Nie myślcie tylko, że się użalam...
                  - Kino to najpiękniejsza zabawka na świecie, która daje radość i pozwala śnić. – Wyznaje włoski komik ze śmiechem i próbuje spoważnieć - Dlatego właśnie kino należy robić poprawnie, bo wiadomo, że każde nasze działanie jest działaniem politycznym, estetycznym, moralnym. Oczywiście kino i sztuka nie może zmienić świata, ale podnosi nas trochę na duchu. Myślę, że to jest obowiązek sztuki – podnosić na duchu. To główny cel, dla którego opowiada się historie. W moim filmie na początku jest scena ze snu Attilia, w którym się czuje, że poezji udało się przekazać emocje. Czujemy się żywi, gdy serce bije nam mocniej. Emocje to rzecz najpiękniejsza na świecie. Myślę, że trzeba opowiadać piękno, które ma się przed sobą i którego najczęściej ludzie nie widzą.
                  Co do poprawności politycznej, wiemy dobrze wszyscy, że ta wojna jest bezsensowna. Trudno jest znaleźć inne przymiotniki określające wojnę. Ja dałbym nagrodę Nobla najmłodszemu pokoleniu, które po raz pierwszy w historii ludzkości opowiedziało się przeciwko wojnie.
                  Na zarzuty, że Benigni znowu ociera się o banalność w swoim uniwersalnym pacyfizmie, reżyser odpowiada: - O wojnie nie można mówić konkretnie, dlatego też ja mówię ogólnie o wojnie. Choć w moim filmie rozpoznaje się konkretną wojnę, bo to właśnie wojna w Iraku, gdzie jest embargo i nie ma lekarstw, ja mówię o wojnie symbolicznie. Mówię o czymś, co nie wiadomo skąd się wzięło. Kiedy Fuad (Jean Reno) mówi: „świat zaczął się bez człowieka, skończy się więc bez człowieka” – jest to refleksja antropologiczna. My zapominamy zawsze, że niestety wojna jest najsilniejszą pasją człowieka. Zobaczyłem statystykę wojen na przestrzeni ostatnich trzech tysięcy lat. Co 20-25 lat mamy jakąś wojnę i jakiś traktat pokojowy, którego postanowienia nie są respektowane. Wojna towarzyszy ludzkości. Ta wojna natomiast okazuje się szczególnie bezsensowna. Czuło się to od początku. Myślę, że ludzie czują, kiedy jakieś działania są dobre lub złe."

                  www.bezgranic.net.pl/index.php?d=news_content&dn=3&id=40
                  cdn.
                  • barbasia1 Re: "tygrys i śnieg" + rozmowa z Benignim! 06.05.11, 15:52
                    "Pacyfizm bez banalności
                    „Tygrys i śnieg” jest jednym z wielu filmów, które będą miały coś wspólnego z wojną w Iraku. Benigni opowiada kolejną bajkę o wojnie, taką jaką było jego „Życie jest piękne”. To nasuwa oczywiście po raz kolejny pytanie o to, czy styl komiczno-tragiczny jest odpowiednim środkiem narreacji, by mówić o wojnie w sposób prawdziwy. Zbyt wiele komiczności w tak wielkiej tragedii, jaką był Holocaust – te zarzuty stawiano jego poprzedniemu filmowi „La vita e’ bella”.
                    - Jak można zrobić film pacyfistyczny, bez popadania w banalność? – prasa hiszpańska jest na temat wojny w Iraku bardzo wyczulona.
                    - Niech bóg mnie broni od robienia filmów ideologicznych! – zarzeka się Benigni - Pierwszym obowiązkiem filmowców jest opowiadać historie, rozbudzać emocje, robić kino dobrze. W filmie mówię o wojnie w sposób uniwersalny. Mówię, że wojna jest nie do pojęcia. Nie wiadomo skąd się bierze. Aby to zrozumieć trzeba kopać w duszy artysty, bo wojny rodzą się w duszy człowieka. Stąd w moim filmie samobójstwo poety, który odebrał sobie życie, jak zresztą wielu artystów w okresie wojny. Samobójstwa artystów w czasie II wojny światowej były częste, gdyż dla osoby wrażliwej jest niemożliwością współżyć z takim ogromem okrucieństwa. Moim zdaniem wystarczy pokazać śmierć jednego człowieka, by pokazać śmierć całej ludzkości. Chciałem to pokazać właśnie dziś, w tym momencie historycznym, gdy telewizja przyzwyczaiła nas do śmierci tak bardzo, że ta nie robi już wrażenia, bo życie ludzkie jest warte tak mało, tak bardzo mało...
                    Zawsze radosny Benigni, staje się bardzo poważny i dodaje - Kiedy podczas tej wojny liczy się na zimno poległych, którzy stają się tylko numerami, myślę często, że przecież gdy umiera każdy z nas, wraz z nim umiera cały wszechświat. Uratować jedno życie, znaczy ratować świat. Ten film kosztował mnie bardzo wiele pod względem emocjonalnym. Jestem mu wdzięczny za to, co przeżyłem w fazie pisania scenariusza, kręcenia i montażu. Nawet, jeżeli odczucia publiczności nie zawsze są równie silne jak moje, jestem szczęśliwy, że udało mi się przekazać moje emocje. Ten mój film jest częścią trylogii, która obejmuje „Życie jest piękne” oraz „Pinokio” i jest moim hymnem na cześć życia.
                    Na prośbę by wyjaśnił, co chciał powiedzieć poprzez śmierć irackiego poety, którego interpretuje Jean Reno, Roberto Benigni odpowiada: - Film, bardziej niż literatura, pozwala przedstawiać niektóre aspekty w sposób domyślny i symboliczny. Poeta odbiera sobie życie nieoczekiwanie, bo ludzie chcący odebrać sobie życie nigdy nie pokazują tego po sobie. On kocha poezję i swój świat. Kiedy natomiast znajduje swój kraj w stanie agonii; kiedy widzi na wspaniałym niebie Bliskiego Wschodu, o którym od tysięcy lat opowiadali poeci, błyski wybuchów zrzucanych bomb - wszystko traci sens. Miejsce, w którym znajduje sią Fuad i Attilio, to miejsce, które było kolebką kultury, gdzie się narodziły języki, poezja i sztuka. Oglądanie tego upakarzającego spektaklu, jakim jest wojna w Iraku, popycha Fuada do ostateczności i do popełnienia samobójstwa w sposób zabroniony przez jego religię. Kiedy wchodzi do meczetu, już mnie nie dostrzega, bo jest gdzie indziej. Ma na sobie tradycjonalny strój, jakby symbolicznie odział się we własną kulturę.
                    Chciałem pokazać tragizm śmierci, poprzez scenę, w której ja-Attilio wchodzę do mieszkania i widzę kartki porywane przez wiatr, wpadający przez otwarte okno. Przez moment odwracam się tyłem i zakrywam ciało. Po tej scenie następuje jedyna prawdziwa scena wojny irackiej, aby połączyć śmierć poety z bezsensem tych wszystkich innych śmierci. "

                    www.bezgranic.net.pl/index.php?d=news_content&dn=3&id=40
                • barbasia1 Re: "tygrys i śnieg",spojler 06.05.11, 16:36
                  Marsz sporo racji, ale ja bym tu jednak trochę broniła polskiego kina traktującego o wojnie i dlatego przywołam tu Andrzeja Munka i jego "Eroikę", w której zamiast martyrologicznego heroizmu mamy czarny humor i groteskę! Podobnie jest też w innym filmie Munka, w „Zezowatym szczęściu” .
                  Potrafimy inaczej mówić o tragicznych wydarzeniach wojennych, o trudnych wydarzeniach historycznych, szkoda, tylko że tak rzadko.

                  Czyli jest nadzieja na ciekawy film! To dobrze. Czekamy zatem! :))
                  • barbasia1 Re: "tygrys i śnieg",spojler 06.05.11, 16:44
                    E. Nurczyńska-Fidelska pisała: "Tworząc 'Eroikę' i 'Zezowate szczęście' " Munk stanął obok tych, którzy w procesach kształtowania się świadomości narodowej i kulturowej odgrywają rolę 'prześmiewców'. Ich szyderstwo i drwina pełnią jednakże funkcję oczyszczającą, zmierzającą do odrzucenia wartości zmitologizowanych i kształtowania nowych."

                    www.culture.pl/pl/culture/artykuly/os_munk_andrzej
                  • pepsic Re: "tygrys i śnieg",spojler 06.05.11, 20:11
                    Ależ Grek, mamy przecież doskonałą i nie boję się użyć słowa kultową komedię wojenną "Jak rozpętałem II wojnę światową" ze znakomitym Marianem Kociniakiem, mamy i książki, choć nie mieszczą się w temacie, jak "5 lat kacetu" Grzesiuka opowiadającego z poczuciem humoru o przerażających realiach życiu obozowego, pamiętam z głębokiego dzieciństwa "Leśną szkołę strzelca Kaktusa", teraz wiem, że propaganda to była - opisująca okres wojenny na Zamojszczyźnie na wesoło poprzez łzy, albo raczej na odwrót. W "Polskich drogach" też można znaleźć elementy humorystyczne.
                    Ps. Akurat Katyń, to słabiutki film, poza powalającą końcówką, ale o tym już było.
                    Naród nasz dużo przeszedł podczas wojny, , nie żebym miała coś przeciwko komediom, ale dlaczego na siłę ma się radować i przypinać kotyliony, charakteru i naszego temperamentu się nie zmieni.
                    • barbasia1 Re: "tygrys i śnieg","Życie jest piękne"Kałużyński 07.05.11, 07:55
                      pepsic napisała:

                      > Ależ Grek, mamy przecież doskonałą i nie boję się użyć słowa kultową komedię wo
                      > jenną "Jak rozpętałem II wojnę światową" ze znakomitym Marianem Kociniakiem, ma
                      > my i książki, choć nie mieszczą się w temacie, [....]

                      a jeśli "Jak rozpętałem II wojnę światową" to jeszcze "Gdzie jest generał" z Elżbietą Czyżewską i Jerzym Turkiem ...nie wspominajac o Stawce czy Pancernych.

                      Jesli chodzi o literaturę to oczywiście jest zdecydowanie lepiej, przede wszytskim "Pamiętnik z Powstania Warszawskiego" Białoszewskiego, który swego czasu wywołał kontrowersyje pokazując antyheroiczne podejście do zrywu narodowego, postawawę - życie za wszelką cenę!

                      Kałużyński i Raczek o filmie "Życie jest piękne"!!!!!!
                      www.wprost.pl/ar/4121/Zabawa-w-guziki/?I=852


                      See U tomorrow! :)
                    • grek.grek Re: "tygrys i śnieg",spojler 07.05.11, 14:17
                      fakt, "jak rozpętałem..." - to jest osiągnięcie jakieś. i zobacz, jaka popularna jest to rzecz :] od dawna i wciąż. może to właśnie sygnał, jak bardzo widownia woli taką narrację dot.tamtych czasów. no i popluarność i deszcz nagród dla "rewersu" też jest znakiem, wg mnie; ten entuzjazm nie wziął się znikąd, a konkretnie : właśnie z wieloletniego, po 89, pokazywania pewnych spraw z wysokiego "c", teatrów wg ipn, kina martyrologicznego, pozbawionego uroku i przewrotności, innej perspektywy. więc, może jednak - biorąc pod uwagę powyższe, dzięki Tobie i Wam przychodzi mi to nagle do głowy... - nie jesteśmy tak ponurzy i skłonni do grzebania się w historii wyłącznie w odświętnych szatach ?
                  • grek.grek Re: "tygrys i śnieg",spojler 07.05.11, 14:02
                    dzięki za te materiały o "tygrysie". sporo ciekawego.

                    "eroiki" nie widzialem, przyznaję bez bicia. wiesz, chodziło mi tak ogolnie, o pewien kontekst dominujący, w ktorym się o wojnie wypowiadamy. btw, nie tylko o wojnie, także o PRLu , o stanie wojennym, o solidarności, podziemiu, papieżu. bez krytycyzmu, bez humoru i z jakąś taką nabożną czcią. "rewers", to jakiś wyjątek, ale i on regułę potwierdza, jak to mają one w zwyczaju ;]

                    schlondorff nakręcił film o suwnicowej ze stoczni i pokazał, że robotnicy piją herbatki z prądem... protest, oburzenie... jakiś facet chciał nakręcić film o westerplatte, w ktorym żołnierze latają przez parę sekund na golasa, są obrazy przerażenia i zwątpienia, są karty z erotycznymi fotkami, ktorymi sobie poprawiają nastrój... protest, oburzenie, PISF na to kasy nie da... itd. to świeże sprawy. w polsce ludowej pewne filmy motywowane też były sytuacją ustrojową, polityczna, włosi czy niemcy nie są rządzone przez rewizjonistow, tam filmowcy po prostu robią to,,co robią - z własnej inicjatywy.
    • pepsic Propozycje na dziś, chyba warte oglądania: 04.05.11, 18:23
      o godz. 20.10 w Ale Kino! "Wysokie obcasy" Pedro Almodovara, o 21.50 na dwójce "5-ty element" Luca Bessona, zaraz potem koncert z okazji 80-tych urodzin K.Komedy (absurdalną porę pozostawiam bez komentarza) oraz pozycję, która znam i polecam więcej, niż umiarkowanie - "Wszystko jest iluminacją" tvn7 godz. 20.00.
      :)
      • grek.grek Propozycje/"drużyna specjalnej..." komedia lajt 05.05.11, 14:09
        no to czekam z ciekawością na jakieś Twoje/Wasze opisy i wrażenia, bo nic z tych propozycji niestety nie ogarnąłem...

        obejrzałem za to "drużynę specjalnej troski" via polsat, wczoraj. kompletnie niepowazny film o dziecięcej druzynie bejsbola z małego miasteczka, gdzieś na redneckim teksańskim zad,piu, którą trenuje eks-zawodowiec [co z tego, ze w całej karierze zagrał całe 5 minut ;)], a dzisiaj pijaczyna, rozwodnik i babiarz. łebki są zupełnymi ofermami na boisku, ale poza nim są wcieleniem siedmiu, ba stu siedmiu, grzechów głównych i wszystkich pozostałych :] tak, czy owak, ta drużyna, to kościół nihilizmu i abnegacji. trener i drużyna dziesięciolatków walą sobie po oczach tekstami z duża zawartością mięsa, traktują siebie nawzajem jak szmaciarzy i robią wszystko, żeby podstawić nogę wspólnemu celowi, jakim ma być wygrana w małej lidze, w której to rozgrywce faworytem jest prymusowski zespół trenera-aroganckiego cwaniaczka , który prowokuje trenera babiarza, a przeciwników, jak i swojego własnego syna, traktuje jak byle łajzy, zaś w grze liczy się tylko zwycięstwo, każdym sposobem. ofk, jest to zawsze jego zwycięstwo, bo on jest wspaniały i najpiękniejszy we wsi.

        kiepskie fajnego początki, z czasem trener ochlapus zauważa, że trafiła mu się okazja, zeby życie uporządkować, z córką się porozumieć, a dzieciakom coś od siebie dać, a przeciwny trener-dumny paw vel laluś kozaczek będzie dobrą drugoplanową motywacją do działania. dzieciaki zaczną trenować, każdy z nich okaże się pomocny i swoją cegiełkę dołoży, wygra drużyna, a trener i jego gracze zostaną najlepszymi przyjaciółmi. happy end.

        i właśnie ta druga część filmu jest... słaba. pierwsza, w której trener i młodzi bejsboliści robią sobie nawzajem jesień średniowiecza i przejawiają naprawdę komiczną złośliwość i wulgarnośc względem siebie, a cynizm i olewkę względem sportu i otoczenia jest znacznie lepsza i zaiste rozbawiająca. nie porusza strun wrażliwości na komizm subtelny, ale i nie jest aż tak grubo ciosana jak to bywa w hamarykańskich komedyjach.

        maluchy są far far far away od poprawności politycznej każącej przedstawiać dzieci jako, co najwyżej, pocieszne, może rozczulająco krnąbrne, ale ewidentnie sympatyczne stworzenia. nic takiego tutaj nie ma. są po prostu wredne i chamowate :] a trener ?

        billy bob thornton jest po prostu niezastąpiony w takich rolach. rozbitków zyciowych z butelką, snujów z kwaśną miną, cyników, w których nie sposób nie dostrzec jednocześnie niezaprzeczalnego wdzięku. taki jest tutaj i jest znakomity. oskara za takie role się nie dostaje, ale sympatię - oczywiście :] no przynajmniej moją ;]

        • barbasia1 Drużyna specjalnej / Dziś "Transameryka" 05.05.11, 15:54
          I kolejny film z cylku amerykańskich opowieści futbolowych ... :)

          Dziś "Transameryka" w Polsacie o północy niestety!!! Bardzo polecam ten film, jesli jeszcze nie widziełiście, nie widziałeś, Greku. Kiedyś już tu o nim wspominałam. To bardzo interesujący, dobry film, z fenomenalną Felicity Huffman w roli transseksualisty, mężczyzny, który całe życie czuł się kobieta i stał się kobietą, a właściwie do osiągnięcia pełni kobiecości pozostała już tylko jedna kluczowa operacja i ...

          "Tydzień przed ostatnią operacją, która ma spełnić jego pragnienie, odbiera telefon od nieznajomego chłopaka. Ten twierdzi, że jest jego synem i prosi, by wyciągnął go z więzienia. Bree postanawia mu pomóc. Zaskoczonemu młodzieńcowi, który zamiast oczekiwanego mężczyzny widzi kobietę, nie wyjawia swej tożsamości. Gdy orientuje się, że Toby planuje wymknąć się kuratorowi i wyruszyć na poszukiwanie ojca, rozpoczynają wspólną podróż, podczas której mierzą się z własnymi obsesjami i seksualnością".

          www.telemagazyn.pl/program/3542108920.html
          Dziś też stałe czwartkowe pozycje w TVP2 oraz powtórka "Lśnienia", po Kocham Kino, znowu nie zobaczę ...





            • barbasia1 Re: Drużyna specjalnej / Dziś "Transameryka" 06.05.11, 15:20
              grek.grek napisał:

              A tak! Bejsbolowych! Bejsbolowych! Sorry! :)
              Może i na drugim planie, ale i tak wiadomo, że bejsbol jest w Ameryce najważniejszy. ;)

              > niestety, "transameryka" mi śmignął/ęła koło nosa. może na powtórkę uda mi się
              > załapać...
              !?!?!?!?!
              To co TY oglądałeś???
              Powtórka za dwa lata!
              ;)
                • barbasia1 Re: Jackie z czwartku 5.05. 5/2 09.05.11, 17:21
                  Jackie ma pretensję do męża, że poszedł bez niej do kina na „ Alicję w Krainie Czarów” Burtona.

                  Do szpitala trafia starsza pani, przesympatyczna, kiedyś robiła peruki do jakiegoś filmu, czy musicalu, pani jest niepełnosprawna, czy unieruchomiona i wygląda na skandalicznie zaniedbaną, jest brudna, potargana, z pazurami na 10 centymentów, jak sie okazuje, to efekt zaniedbania przez pracownicę opieki społecznej ! W szpitalu doprowadzają ją do porządku i ściągają ową opiekunkę.

                  Oprócz starszej pani przywożą także nieprzytomnego, chyba rannego, kontuzjowanego w głowę?, nie pamiętam dokładnie, latynoskiego imigranta, Meksykanina, z którym jest problem , bo gość, ma przy sobie broń, być może jest niebezpiecznym bandytą, trzeba więc to zgłosić policji ... Tak też robi szefowa, rozkazawszy najpierw gościa przypiąć kajdankami do szpitalnego łóżka, by nie zwiał..

                  Po przebudzeniu gość rozmawia z Jackie, która po hiszpański świetnie nawija, wyjaśnia, że nosi broń by odstraszyć potencjalnych złodziei, którzy kradną mu narzędzia w sklepie, który prowadzi. Kradzieży zgłosić nie może, gdyż jest nielegalnym imigrantem w Ameryce i naraziłby się na deportację...

                  Kiedy nieco później do szpitala przychodzi policja po broń oraz by przesłuchać owego Meksykanina, Jackie odpina mu kajdanki, daje jakieś ciuchy i każe mu uciekać, a żeby mu dać trochę czasu na zebranie się, bierze policjanta pod pachę prowadzi go do niesolidnej opiekunki starszej pani, która czeka w poczekalni i donosi na nią, zgłasza policjantowi jej zaniedbanie.

                  Wieczorem po pracy Jackie wybrała się do kina na „ Alicję w Krainie Czarów” Burtona z ... tak, tak, z Eddiem-pigularzem, przeszczęśliwym z tego powodu!!!

                  A Zoey, wyznała koledze sanitariuszowi, który od jakiegoś czasu okazuje jej sympatię, że jest w ciąży z bratem kolesia, który jej się podobał, zaciążyła przypadkowo po imprezie, gdzie za dużo wypiła! Sanitariusz, dobry chłop, zaraz zaoferował pomoc w razie problemów z ojcowaniem!??

                  To chyba tyle. :)
                  • pepsic Re: Jackie z czwartku 5.05. 5/2 09.05.11, 20:47
                    Ale, ale Barbasiu, nie rozwinęłaś I zdania dość zasadniczego. Otóż Jackie przypadkiem dowiedziała się (znalazła bilety), iż małżonek uciął sobie seans filmowy nie tylko z córkami, ale i z przyjaciółką domu/sąsiadką (dokładnie nie wiem, kto zacz, samotna w każdym bądź razie niewiasta). Obrażona/urażona, z tym że po namyśle, nie ad hoc poszła spać na kanapę, bo chwilę wcześniej (o kinie już wiedziała) przymierzała się do upojnej nocy. Czy w ich związku role nie są czasem odwrócone?
                    • barbasia1 Re: Jackie z czwartku 5.05. 5/2 10.05.11, 15:34
                      Dzięki, Pepsic za te ważne uzupełnienia! Słabo ten fragment zarejestrowałam w umyśle, coś mnie oderwało na moment od serialu... Ale scenę jak Jakie obrażona idzie spać na kanape pamiętam!

                      A czy babka, to nie jest ta koleżanka, która Jackie spotkała ze na zajęciach ze stepowania na ktore obie wybrały sie z córkami???

                      Czy w ich związku role nie są czas
                      > em odwrócone?

                      Są! Są!
                      • pepsic Re: Jackie z czwartku 5.05. 5/2 11.05.11, 18:34
                        Może być, że ona. Ostatnio więcej nie oglądam, niż oglądam, na dodatek jednym okiem spoglądałam, tak więc dzięki za uzupełnienie. Zarejestrowałam wątek kanapowy i ciążowy, był jeszcze motyw szczątkowo-uczuciowy dot. przyjaciółki, nie załapałam w czym rzecz. Kojarzysz?
                        Ps. Barbasiu, nie dzielisz się wrażeniami po poniedziałkowym spektaklu, a tak ładnie reklamowałaś na sąsiednim wątku. Z mojej strony nieźle, bez spodziewanych uniesień jednakże, bo parę zastrzeżeń mam.
                        • barbasia1 Re: Jackie z czwartku 5.05. 5/2 12.05.11, 16:55
                          Owszem, okazało się, że przyjaciółka, pani doktor była w związku z ... kobietą, słynną dzienikarką telewizyjną, ktora właśnie wraca po zagranicznych wojażach do Nowego Jorku , no i panie planują spotkanie... - to wszytsko pani doktor wyznaje Jackie, w przewie na papierosa, i kiedy sobie tak gawędzą podchodzi do nich pielgnirz, z którym doktorka miała upojny seks. Jackie wraca do szpitala. A oni zaczynaja rozmowę. On mówi , że muszą ze sobą zerwać, bo jego dziewczyna wraca, a doktorka na to,z usmiechem "moja też" , to znaczy, że jej dziewczyna też wraca, odwraca się i odchodzi zostawiając gościa ze szczeką na chodniku z zadziwienia.

                          Przepraszam!!! Tak, tak, za chwil kilka nadrobię zaległości w stosownym wątku.
                          Mnie się bardzo podobał ten spektakl, tym bardziej jestem ciekawa, dalszych Twoich uwag (ale dlaczego do G a j o s a zastrzeżenia??? ;).


                          • pepsic Boulevard Voultaire 14.05.11, 12:45
                            Pojechał Gajosem, ani przez moment nie przekonał, że jest alkoholikiem, mimo łopatologicznego wątku, czy nieudacznikiem. Za to wielką przyjemność (jak zawsze) sprawiła Ewa Wiśniewska, którą uwielbiam oglądać:)
                            Zastrzeżenia gł. dotyczą sztuki teatralnej, nie wykonania, choć i Tkacz jakoś nienaturalnie wypadła.
                            • barbasia1 Re: Boulevard Voultaire 15.05.11, 13:03
                              pepsic napisała:

                              > Pojechał Gajosem, ani przez moment nie przekonał, że jest alkoholikiem, mimo ło
                              > patologicznego wątku, czy nieudacznikiem.

                              Ale przecież Pan R. nie był alkoholikiem! To znaczy był allkoholikiem, ale alkoholikiem niepijącym "od pięciu lat"! Zatem nie był typowym alkoholikiem, alkoholikiem sensu stricto. ;).

                              No i doskonle się maskował, że nawet Pani Z. się nie zorientowała na początku, nie domyśliła się tego. Cudna była scena, kiedy pani Z. patrzy wielkimi zdziwionymi oczami na niego i z wyrzutem mówi "jak mógł jej coś takiego zrobić", po tym jak pan R. przyciśnięty przez córkę wyznał prawdę.

                              Bart gra tu ze stereotypem pijaka, alkoholika, zgodnie z którym alkoholik należy do marginesu społecznego, jest prymitywnm człowiekiem, brudnym, obdartym, nurza się w rynsztoku, bije żonę i dzieci itd. Alkoholikiem może być każdy nawet elegancko wyglądający, inteligentny, wykształcony człowiek, erudyta, interesujący się sztuką, muzyką ...


                              • pepsic Re: Boulevard Voultaire 15.05.11, 14:16
                                Barbasiu, może nieprecyzyjnie się wyraziłam, ani nie nie do końca o to chodziło. Dla mnie Gajos był mało wiarygodny, bo rolę napisano poprawnie z punktu widzenia problemu alkoholowego.
                                Ps. Alkoholikiem bywa się przez cale życie, niestety. To nieuleczalna choroba. Pan R. był typowym alkoholikiem, wręcz książkowym, skrzętnie to ukrywał. Maskowanie się, to taka cecha charakterystyczna i nie pił ani kropli w okresie abstynencji, czy podleczenia z wiadomych względów. Chodzi o to, że nie sprostał roli, nie potrafił sprawić wrażenia człowieka uzależnionego, czy po przejściach, jego słowa miały świadczyć, ale mnie nie przekonały, nie uwierzyłam. Jeśli chodzi o nieudacznika - przytoczyłam jego słowa użyte podczas akcji z patelnią, nie moje Barbasiu, nie moje. Z Twoim ostatnim zdaniem się zgadzam, poza jednym "elegancko wyglądający", bo nadmierne, przewlekłe, wieloletnie picie pozostawia wyraźne ślady., bo stereotyp dawno wrzucono do lamusa.
                                • barbasia1 Re: Boulevard Voultaire 18.05.11, 14:44
                                  Chodzi o to, że nie sprostał
                                  > roli, nie potrafił sprawić wrażenia człowieka uzależnionego, czy po przejścia
                                  > ch, jego słowa miały świadczyć, ale mnie nie przekonały, nie uwierzyłam.
                                  [...] nadmierne, przewlekłe, wieloletnie picie po
                                  > zostawia wyraźne ślady.,

                                  Pepsic, nie mam w tej materii jakiegoś wielkiego doświadczenia (trochę obserwacji pośród znajomych i nieznajomych ), ale mam wrażenie, że to jednak różnie bywa, na jednych alkoholizm odciska swoje piętno (zwłaszcza na ludziach z marginesu) na innych nieszczególnie. Nie wiem od czego to zależy, może od kondycji organizmu, może też od tego, że ci inteligentniejsi piją jakoś ... intelientniej, ostrożniej, albo strając się kamufować przed otoczeniem swój alkoholizm dbają w miarę o siebie, wygląd zewnętrzny, jakies granicy starają się przekraczać...

                                  Zresztą przypomnij sobie choćby Tomasza Stańkę, który był niedawno u Wojewódzkiego, czy po nim widać przez ponad 20 lat pił, stosował używki zmieniające świadomość, że przez to znalazł się prawie na granicy życia i śmierci? Czy nie znając tych faktów z życia Stańki można byłoby się domyślić, tylko patrząc na niego, że ma on za sobą takie doświadczenie!? Wydaje mi się, że raczej nie ...

                                  Dlatego ja bez zastrzezeń uwierzyłam panu R ...

                                  >Jeśli chodzi o nieudacznika - przytoczyłam jego słowa użyte podczas akcji z patelnią
                                  > , nie moje Barbasiu, nie moje.
                                  Pan R. ocenił siebie bardzo surowo, dla mnie miarą wartości człowieka niekoniecznie jest to czy udało mu się zrobić wielką karierę, osiągnąć wysoką pozycję społeczną czy nie.

                                  A propos świetne zdanie wypowiada pan R. -
                                  "Za młodu chce się być nie wiadomo kim, a kiedy się nie udaje, reszta mija szybko i bez smaku".


                                  > bo stereotyp dawno wrzucono do lamusa.

                                  Pewnie tak, choć powiem Ci, ja podobnie jak pani Z. byłam bardzo zaskoczona, że podejrzenia córki okazały się trafne. Ale może nie powinnam była się tak dziwić, wszak alkoholizm to częsta przypadłość u wrażliwców parających się literaturą (wtym krytyków literatury!), poezją zwłaszcza tych niespełnionych ...

                                  :)
                                  • pepsic Re: Boulevard Voultaire 18.05.11, 22:33
                                    Mam podobnie, problem znam z obserwacji, w miarę bliskiej, szczęśliwie obok.
                                    Ależ również uważam, że pan X ocenił się nieobiektywnie, a krajowi emeryci pewnie jeszcze bardziej. Co do wyglądu stawiam na uwarunkowania genetyczne, choć czasami i alkohol daje radę.
                                    O problemie Stańki dowiedziałam się z interesującego, zalinkowanego tu wywiadu.
                            • barbasia1 Re: Boulevard Voultaire 15.05.11, 13:40
                              A może się właściwie nawet nie potrzebował się maskować ...

                              Pani Z nie pytała o nic, nie domyślała się, on nie spieszył się, by zwierzyć się jej z tej wstydliwej przypadłości.

                              Pan R. - nieudacznik?
                              A może po prostu inteligentny człowiek, który nie miał szczęścia w życiu, którego źycie, nie ułożyło się po jego myśli, ajk to zwykle w życiu bywa, (moze na skutek złych wyborów jakich dokonywał, może okoliiczności zewnetrznych, na które nie miał wpływu) - nie zrobił kariery naukowej jako hungarysta, nie został sławnym poetą ...




                              • pepsic Re: Boulevard Voultaire 15.05.11, 14:35
                                Powyżej się wytłumaczyłam:)
                                Ps. Jeśli mogę porównać fikcję z realnym życiem - w Dużym Formacie ukazał się wstrząsający reportaż o poczytnym w swoim czasie polskim pisarzu SF (W. Żwikiewicz) prowadzącym obecnie wegetację w socjalnym lokalu (wcześniej w schronisku dla bezdomnych) za circa 100 zł ! niesieczenie, który mając do wyboru: chleb, czy papierosy, kupuje, co nietrudno zgadnąć, to drugie.
                                  • pepsic Re: Boulevard Voultaire 18.05.11, 22:11
                                    Barbasiu, gdzie to wszystko odnajdujesz!
                                    Smutna opowieść, do tego na własne życzenie. Ale, ale, zerknęłam do wiki, rzuca inne, zagadkowe spojrzenie, wynika, że pisarz jest dalej aktywny.
                                    ??
                                    • barbasia1 Re: Boulevard Voultaire 19.05.11, 14:07
                                      Podałaś mi źródło , a ponieważ, do bardzo dawna nie zaglądałam do Dużego Formatu, postanowiłam kiedyś nadrobić zaległości i zajrzałam, znalazlam ten arykuł,a przy okazji parę innych ciekawych rzeczy. :)

                                      >wynika, że pisarz jest dalej aktywny.
                                      W takim razie wypada życzyć mu powodzenia i odmiany losu ...
          • barbasia1 Re: Wysokie obcasy 06.05.11, 16:37
            pepsic napisała:

            > Przeciętne, jak na Almodovara, z dobrym wprowadzeniem, ogólnie nudnawe i bez wd
            > zięku, obejrzałam bez zaangażowania .

            Przyznaję, że jeszcze nie dojrzałam jeszcze do Almodowarów. ;)
            • maniaczytania Re: Wysokie obcasy 12.05.11, 20:33
              barbasia1 napisała:
              > Przyznaję, że jeszcze nie dojrzałam jeszcze do Almodowarów. ;)

              E, co za bzdury ;) "Wysokie obcasy" to dla mnie jeden ze slabszych jego filmow,
              podobaly mi sie "Drzace cialo", "Wszystko dla mojej matki" i "Porozmawiaj z nia"
      • grek.grek Re: Uwaga! Dziś około północy Ozon w podwójnej da 08.05.11, 15:12
        "basen" widziałem, ale pamiętam 5/10, w każdym razie zderzenie seksualności i podejścia do świata chłodnej kobiety menopauzycznej z namiętną młódką - ciekawe; konteksty dodatkowe jakoś mi uciekły z pamięci... :]

        "pięc razy" też chyba kiedyś tvp pokazywała...

        ale wczoraj miałem pecha, lekkomyślnie nie sprawdziłem numeracji i odpuściłem "piratów" sądząc, ze tę część już w telewizorni pokazywali... zatoczyłem się na ostatnie 20 minut, tak sobie włączyłem sądząc, ze zobaczę, to co widziałem już, a tutaj... niespodzianka :] znów muszę liczyć na powtórkę. oglądałaś może ? oglądaliście ? szczególnie szkoda johnny deppa w pełnym wymiarze czasowym, jego sparrow to jest jednak filmowa jazda bez trzymanki, 20 minut to za mało... cholewa, mogłem w ogóle nie włączac, a tak to mam świadomość, że w głupawy sposób zaprzepaściłem okazję na obejrzenie kawałka przedniego... aktorstwa :]; no i może też dobrej kinowej roboty rozrywkowej, bo akurat od strony rozmachu i fantazji scenograficzno-akcyjnej "piratom" trudno cokolwiek zarzucić. szkoda, znów liczę na powtorkę :]
        • barbasia1 Re: Uwaga! Dziś około północy Ozon w podwójnej da 08.05.11, 16:34
          Interesujące! :)

          > "pięc razy" też chyba kiedyś tvp pokazywała...

          Tak, tak, TVP pokazywała 5X2, dokładnie w 2009 roku (też w środku nocy), znalazlam właśnie w naszym wątku post-zapowiedź tego filmu i to w dodatku mojego autorstwa (ale żadnego szerszego komentarza, rozmowy na temat tego filmu później już nie było, chyba )!? Zupełnie o tym zapomniałam!? Skleroza! ;)

          Gdyby ktoś chciał wczesniej obejrzeć film, jest on na stronie filmowo-serialowej "ekino", właśnie odkryłam ; może uda mi się go dziś obejrzeć!?

          Nie, wczoraj nie oglądałam "Piratów", jak rano wyruszyłam w podróż tak, bardzo późno wróciłam do domu.
          Greku, czytam teraz sobotni program w Gazecie Telewizyjnej (GW) i widzę, że wczoraj leciała "Klątwa "Czarnej Perły", czyli część pierwsza serii, ta najbardziej znana, którą już oglądaliśmy i to nawet zdaje się nie jeden raz!? Czyżby nastąpiła jakaś pomyłka w programie!??

          A propos, za parę dni, dokładnie 11 maja odbędzie się światowa premiera czwartej części "Piratów z Karaibów: Na nieznanych wodach".
          Bez Orlanodo Blooma i Keiry Knightley, za to z Peneleope Cruz, która miała niełatwe zadanie do wykonania, bo musiła zagrać, tak by fanii serii nie zatęsknili za Keirą!?

          Piraci to kawał dobrej, efektownej i całkiem przyjemnej rozrywki, z rozmachem, zgadzam się bez dwóch zdań!
          :)
          • grek.grek Re: Uwaga! Dziś około północy Ozon w podwójnej da 09.05.11, 15:25
            o kurdesz, heeh, a propos "piratów" :] musiałem "czarną perłę" oglądać bardzo dawnoooo... bo mi się wydała całkowicie nowa i niewidziana... no nic, poprawiłaś mi humor, w każdym razie.

            trwa teraz festiwal dokumentów, planete doc review - powiadają, w tvp, że najlepsze 8 filmów owa tvp pokaże...

            ...czemu tylko mam wrażenie i spodziewam się, ze pokażą je - owszem, w tvp... kultura ? :}}

            • barbasia1 Re: Uwaga! Dziś około północy Ozon w podwójnej da 09.05.11, 16:15
              grek.grek napisał:

              > o kurdesz, heeh, a propos "piratów" :] musiałem "czarną perłę" oglądać bardzo d
              > awnoooo... bo mi się wydała całkowicie nowa i niewidziana... no nic, poprawiłaś
              > mi humor, w każdym razie.

              haha
              W takim razie cieszę się bardzo oraz przeogromnie, że poprawiłam Ci (zupełnie nieświadomie) humor! /Lubie poprawiać humor ;)/ :)))

              "Klątwa Czarnej Perły" to bite dwie godziny i jeszcze ok. 20 minut, jest więc co oglądać i co/ o czym zapominać! ;))


              O! Wiesz, że nawet nie wiedziałam o istnieniu festiwalu dokumentów!
              Kto wie, może jest szansa, że jednak pokażą te najlepsze dokumenty w publicznej, w końcu mają w ramówce aż dwa (wtorkowy, sobotni), w porywach trzy (środowy) cykle dokumentów!? Byłoby fantastycznie, gdyby wrzucili je do publicznej, a nie do TVPKultury!

              A widzisz zaległy dokument "Powrót do Łodzi" jeszcze mam Tobie// Wam opowiedzić!!!

              Greku, oglądałeś film Ozona "5x2"? Jakie wrażenia?
                • barbasia1 "Powrót do Łodzi" / 5x2 10.05.11, 15:21
                  w cylku "True life is out there"

                  forum.gazeta.pl/forum/w,14,122615844,125064123,Dokument_Powrot_do_Lodzi_.html

                  Dokumentu nie widziałam niestety od początku, jak już mówiłam, trafiłam na niego przypadkiem, później co nieco doczytałam w gazetowych zapowiedziach i w ten sposób zdołałam zrekonstruować sobie brakujący początek.
                  /ale gdyby jednak wystąpiły jakieś nieścisłości czy niedopowiedzenia z góry przepraszam.../

                  Dokument ten opowiada intrygująca historię o poszukiwaniu skarbu.
                  A rzecz dzieje się w tytułowej Łodzi ...

                  W Łodzi, jak głosi rodzinna legenda rodziny Atkinów, nestor rodu ukrył na początku wojny, tuż przez ucieczką skarb niebylejaki, wannę wypełnioną złotem. W poszukiwaniu tego skarbu do Łodzi przybywa Mark Atkin wraz rodziną z braćmi, z ojcem Davidem, dziarskim staruszkiem o doskonałej pamięci, których zmobilizował do podjęcia poszukiwań.

                  Do wybuchu wojny rodzina Atkinów (rodzice i ojciec Marka, David z rodzenstwem) zamożnych Żydów pochodzenia łotewskiego, ówczesnych właścicieli fabryki wyrobów gumowych mieszkała w tu w pięknej trzypiętrowej kamienicy przy ulicy Gdańskiej 89, która była ich własnością. I tu właśnie wiedzie trop! Tu w należącym do posesji ogrodzie nestor rodu Atkinów miał zakopać ową wannę z drogocenną zawartością.

                  Rodzina jest przekonana, że ten skarb ciągle tam jest ukryty i chciałaby go wykopać, wydobyć , zabrać, ale niestety jest poważna przeszkoda.. Kamienica należy obecnie do wojska i nie można się do niej dostać bez stosownych pozwoleń, papierków, których zdobycie jest czasochłonne i niesłuchanie trudne (wiadomo, obiekt wojskowy, więc tajemnica wojskowa itd.). Mark jest więc zmuszony w końcu interweniować u prezydenta Łodzi. Prezydent Kropiwnicki przyjmuje Marka i jest tak uprzejmy, że wstawia się w ich sprawie, dzwoni, gdzie trzeba i wojsko wydaje wkrótce pozwolenie na wejście do willi, ale tylko na parter i pierwsze piętro, oczywiście na poszukiwanie skarbu żadne kopanie w ogrodzie, czy piwnicy nie zezwala.

                  I rodzina w końcu musi się zadowolić samym zwiedzaniem willi. Wchodzą po chwili oczekiwania, podziwiają dawną świetność i piękno, ojciec Marka jest wzruszony i poruszony widokiem domu swego dzieciństwa, pamiętał go doskonale. Rodzina filmuje wnętrza willi, a ten film, może śledzić za pomocą komputera reszta rodziny, która mieszka w Ameryce , zdaje się brat ojca Marka, który też jest wzruszony znanymi widokami.

                  Ale Mark nie daje za wygraną, zdaje się jeszcze zanim dostali pozwolenie na wejście do willi, wynajął dwóch robotników, by z posesji przylegającej do ich willi i ogrodu wykopali tunel i dostali się pod ich posesję, oczywiście w tajemnicy przed wojskiem.
                  Panom udało się zrobić całkiem niezły podkop, ale wojskowi po kilku dniach!!!? wreszcie zorientowali się, że coś podejrzanego w ich sąsiedztwie się dzieje i kiedy zobaczyli tunel, nakazali natychmiast go zakopać pod groźbą kary.

                  Poszukiwania skarbu kończą się więc fiaskiem. Pozostaje tylko starać się o odzyskanie willi, co jak mówi prawniczka, może nie być łatwe i trwać wiele lat.

                  Dokument kończy się rodzinną imprezą pożegnalną w Łodzi. W pewnym momencie ojciec ściska Marka i mówi do niego z uśmiechem pełnym szczerej ojcowskiej miłości, czułości, „TY jesteś moim największym SKARBEM.” /Piękne!/
                  dając tym samym do zrozumienia, tak ja to odczytałam, że kompletnie go nie rusza fiasko poszukiwań wanny ze złotem/

                  :)



                  > jeszcze nie obejrzałem, aczkolwiek... znów się zastanawiam, czy ja gdzieś już t
                  > ego filmu nie miałem okazji oglądać... no nic, jak będę patrzył, to odpowiedź przyjdzie >sama.

                  Musiałeś oglądać, jak był kiedyś w telewizji.
                  • grek.grek Re: "Powrót do Łodzi" / 5x2 11.05.11, 12:43
                    dzięki :] fakt, ciekawa historia. skarb... hehe, "wanna wypełniona złotem"... legenda - co ciekawe, są ludzie, ktorzy całe zycie potrafią przeznaczyć na takie poszukiwanie. idą, oczywiście, tropem owych legend, czyli tak naprawdę idą w ciemną... jamę, być może czyichś fantasmagorii i umyślnie podrzucanych naiwnym-przyszlym tropów. ale zabawa z tego jest pewnie przednia.
                    • barbasia1 Re: "Powrót do Łodzi" / 5x2 11.05.11, 14:45
                      Racja, a propos , jest w tym dokumencie fajny wątek wizyty Marka u rabina (nie wiem gdzie, czy w Polsce, czy gdzieś za granicą), do ktorego udał sie po jakąś chyba poradę w związku z poszukiwaniami.

                      Rabin opowiedział mu taką oto historię. Wiele, wiele lat temu żył cadyk, a może był to właściwie tylko jakiś zwykły poczciwy wyznawca wiary mojżeszowej, ktoremu przysniło się, że w Pradze czeskiej pod mostem ukryty jest cenny niesłychanie skarb, kiedy się przebudził, uznał ten sen za proroczy i wyruszył do Pragi, by ten skarb odnaleźć.
                      A kiedy dotarł do Pragi i znalazł się na moście, który widział we śnie, spotkał tam, o ile mnie pamięć nie zwodzi, strażnika (mostu), który powiedział mu, by ten wracał do domu, tu nie szukał skarbu, bo jego skarb w domu się znajduje!? (zwykły strażnik tak madry był?). Żyd posłuchał strażnika z Pragi, wrócił do domu i znalazł skarb u siebie domu, w piwnicy ukryty, który potem pomnożył po wielokroć, zapewniając bogactwo sobie i rodzinie.

                      A morał z tego mniej więcej był chyba taki, by właśnie nie ulegać fantasmagoriom, mglistej wizji skarbu, nie trwonić czasu na gonienie po świecie za skarbem, tylko by wziac się do roboty, pracować, zarabiać...
                      :)




                        • barbasia1 Re: "Powrót do Łodzi" / 5x2 12.05.11, 16:32
                          haha :)

                          Nie no tak, skarb będzie zawsze mile widziany, zawsze, chętnie się skarbem zaopiekujemy. ;))

                          Coś spłaszczyłam albo wypaczyłam ten morał, nie pamiętam dokładnie wypowiedzi rabina.

                          Chodziło o to, że skab można odnaleźć u siebie, w swoim własnym domu, to co mamy jest naszym skarbem i możemy to pomnażać dzięki pracy.

                          Owo złoto ukryte w piwnicy, które odnajduje bohater opowieści rabina , należy traktować jako metaforę ...


                          W naszej piwncy wiele, wiele lat temu znaleźliśmy stół z wygryzionym blatem, ale za to z ładnymi, toczonymi nogami. I tylko tyle. ;)

                          PS
                          A ta opowieść rabina została formalnie zobrazowana w dokumencie w postaci zgrabnej animacji, dobry pomysł, dzięki któtremu udało mi się zapamiętać tyle szczegółów.
                          • maniaczytania Re: "Powrót do Łodzi" 12.05.11, 20:46
                            Barbasiu - ogladalam ten dokument! Genialny byl!!!!!!
                            Najbardziej podobala mi sie scena, jak ta druga rodzina ogladala przez Skype, jak oni wchodza do tego domu.
                            Ale najbardziej ujela mnie przesympatyczna rodzina Atkinow - widac bylo laczaca ich milosc, poczucie humoru i cieplo :)
                            • barbasia1 Re: "Powrót do Łodzi" 13.05.11, 14:51
                              maniaczytania napisała:
                              > Ale najbardziej ujela mnie przesympatyczna rodzina Atkinow - widac bylo laczaca
                              > ich milosc, poczucie humoru i cieplo :)

                              A wiesz, Maniu, też na to zwóciłam uwagę i to samo pomyślałam,
                              trochę z zazdrością! :)
        • pepsic Re: "Basen" 09.05.11, 21:00
          zderzenie seksualności i podejścia do świata chłodnej kobiety menopauzycznej z namiętną młódką
          Hm... tak tego nie odebrałam;)
          • grek.grek Re: "Basen" 10.05.11, 14:47
            haha, a wiesz, pamiętam jak przez mgłę, może i to bym zinterpretował inaczej po odświeżeniu sobie całego materiału :] przypominam sobie tylko, że ta młoda inspirowała chyba tę starszą swoimi seks-akcjami... no nic, nie będę się wygłupiał, tak mi to w pamięci zostało, może jeszcze zdążę to potwierdzić, albo zmienić. niech no kiedy powtórzą tylko ten film ;]
            • pepsic Re: "Basen" 11.05.11, 12:40
              Ależ skąd, z twoją pamięcią wszystko okey:) Chodzi o to, że nie dostrzegłam wpływu hormonów na postępowanie bohaterki, a kwestie związane z różnicą charakterów, temperamentów, podejściem do seksu. Przy okazji zdipongowałeś mnie do podjecia mało eleganckiej czynności tj. sprawdzenia wieku Charlotty Rempling. W filmie liczła 47 wiosen, szczerze mówić stawiałam na więcej, dużo:)
              • grek.grek Re: "Basen" 11.05.11, 13:03
                uff :]

                tak mi się jakoś zdawało, że bohaterka miała ów hormonalny zjazd i próbowała jakoś, na przekór biologii i biomechanice i bio-całejreszcie, się sekksualnie zdopingować do ostatnich
                podrygów jakichś..., ale... wiesz, specem od takich tematów, to ja nie jestem ;]
    • grek.grek "w głąb siebie", 3p3 spojlerowate 09.05.11, 14:35
      więc obiecane słów kilka o tym filmie. w oryginale "manic", tłumaczenie "w głąb siebie" niegłupie, oddaje w sumie istotę tematyki.

      głównś postacią jest niejaki Lyle. chłopak dostaje amoku na boisku do bejsbola i poniewiera innym gościem. kijem. na tyle skutecznie, że tamtego odwożą w stanie cięzkim do szpitala,a Lyle'a, po opanowaniu szału, instalują w specjalnym ośrodku dla młodziezy trudnej.

      no i film jest zapisem pobytu Lyle'a w tym miejscu.

      jest grupa tych trudnych młodych.

      jest Sarah, gotycki makijaż, ciuchy, utalentowana malarka, nonkonformistka, nieprzystosowana ewidentnie, bo zbyt niezależna. tnie się. nie umie się dogadać z matką. nie umie funkcjonować w świecie rówieśniczym.

      jest Tracy, która "poszukuje siebie", także brak kontaktu z rodziną, koszmary nocne...

      jest Mike, typowy kozaczek, ktoremu imponują czarni gangsta i próbuje ich naśladowasć, wyznawać ich zasady, z naczelną regułą, ze trzeba kogoś kopnąc w tyłek koniecznie. wkurza wszystkich, z każdego łacha próbuje pociągnąć, taki sobie podwórkowy bohater.

      jest Kenny, zamknięty w sobie, ze skłonnościami do autystycznego odpływu. podobno, w domu poprawczym, molestował seksualnie inne dzieci.

      i jest JC, diagnoza : psychoza maniakalno-depresyjna, agorafobia. bywa duszą towarzystwa, bywa wesoły i uśmiechnięty, właściwie - jest taki, ale pod powierzchnią ma tylko lęk i apatię.

      prowadzi to całe towarzystwo dr Monroe, stara się być dla nich partnerem, przedyskutowywać każdy problem, zadaje pytania "co dla was jest ważne ?", "kto jest dla was ważny ?", pyta ich o sens życia, mówiąc ogólnie; interesuje się nimi, nikogo nie lekceważy, nie ocenia, a raczej skłania do mówienia, mówienia i mówienia. pedagog idealny, ale bardzo wiarygodnie odmalowany. żadnych pastelówek i popisówek z filmow klasy B z cyklu "okruchy życia".

      wszyscy ci młodziaki przybierają pozę, ukrywają siebie, albo podrzucają drobne tropy zaledwie. okruchy jakieś, z ktorych trzeba sobie złożyć każdy portret. a wniosek wychodzi z tego zaskkaująco prosty : wszyscy oni cierpią na deficyt zainteresowania, na brak ciepła, na brak życzliwości w codziennym zyciu, czy to od rodziny, czy to od środowiska, w ogole - otoczenia, albo mają za sobą jakieś rodzinne dramaty lub kompleksy.

      Lyle jest taki sam jak oni. nieufny, czujny. mało mówi, patrzy za to i łowi wszystko uważnie.

      "czemu pobiłeś tego chłopaka ?", pyta go doktor. i Lyle opowiada, ze w dzieciństwie bił go ojciec, ten chłopak to wiedział, śmiał się z Lyle'a, więc musial dostać. "nie chcę spotkać nikogo waznego, bo i tak wcześniej czy później mnie wydyma", mówi Lyle'a, kiedy pytany jest o wazne osoby w swoim życiu. z Mike'em oczywiście się stale piorą. aż do ostatniej bójki, kiedy Lyle pierze go w toalecie i z kozaka i prowokatora Mike'a zostaje mały, zapłakany chłopiec z rozbitym nosem - cała prawda spod zasłony cwaniackiej pozy.

      do Kenny'ego przyjeżdza ojczym. chce go zabrać do domu. asystuje przyu tym doktor. i widzi jak ojczym chce objąć Kenny'ego, a ten doznaje szoku, wyrywa się jak oparzony, krzyczy... znak, dowód, ze chłopak w domu jest molestowany seksualnie. stąd jego autyzm, nieustanny smutek.

      Tracy ma nocne napady lęku. Sarah całą rękę w sznytach...

      Lyle próbuje sobie wmawiać, ze to nie jego sprawa, krzyczy do Tracy, że "współczucie to kłamstwo !", a jednocześnie probuje się do tych ludzi zbliżyc, do ich krzywdy, znaleźc z nimi kontakt, a z Mike'em przynajmniej się nie bić - raz nie podejmuje wyzwania, daje się nawet uderzyć bez odpowiedzi, ale ostatecznie leje go za to,. ze ten się naigrawał z Kenny'ego.

      z Tracy Lyle'a zaczyna łączyć uczucie. takie bezpretsnsjonalne, z jakimśtam seksem, ale pokazanym bardzo dyskretnie, w sugestii. ona rozumie jego, on ją. jakoś tak się zbliżają do siebie samoczynnie.

      z JC Lyle'a popala w klozecie. JC mówi mu, ze za niebawem stuknie mu 18 lat i dostanie z funduszu powierniczego 10o tys dolków. Lyle na to, ze mogliby wyjechać za te pieniądze do europy, najlepiej do amsterdamu, mogliby podróżować. roztacza przed nim wizję innego życia, lepszego, z dala od rodziny JC [matka z taką samą psychozą, bogaty wuj, ktory się nim opiekuje, wedle słów JC - daje kasę i nic go nie obchodzi] i Lyle'a [tylko matka, słabo zainteresowana synem].

      a tło dla tych dramatów małych i dużych, dla intepersonalnych relacji, tło z codziennego życia ośrodka : sesje z doktorem, granie w koszykówkę, a jak wlączona jesty muzyka, to thrashowa przy której mogą wyładować energię, np. pogując po całej swietlicy, obijając się o ściany i o siebie nawzajem. czasami demolując trochę sprzętu. monroe nie ingeruje, czuje że to im potrzebne, żeby wyrzucić z siebie w kontrolowany sposób gniew, frustrację, a nawet w pewnym stopniu tworzyć wspólnotę, integrować się.

      często zdjęcia lecą w formie paradokumentu, najazdy, zblizenia, kamera niemal włązi im do oczu, zwłaszcza kiedy mówią, opowiadają o sobie, probuje wejść do głowy; całość pachnie trochę dogmą. daje to efekt wiarygodności całego zamieszania. jakby filmowano prawdziwych pensjonariuszy. miejsce akcji to przez 99 % czasu ten ośrodek : swietlica, boisko do kosza i pokoje. bardzo ascetyczna, powściągliwa forma, a jednocześnie cała sterta emocji w tym jest. bez fajerwerków jednak, bez uproszczeń, bez przystosowania calości do stylu a'la "klan" ;]

      któregoś dnia JC, który lada dzień ma zostać wypisany z ośrodka, dostaje palmy, rzuca się z nożem na jednego z pielęgniarzy/opiekunów. rani go. zostaje wyprowadzony, zapewne zamknięty. szok dla wszystkich.

      Lyle kradnie klucze. wymyka się na zewnątrz. biegnie. rzecz rozgrywa się w kalifornii, więć biegnie w slońcu :] siada na przystanku. nadjeżdza autobus. Lyle nie wsiada doń. wraca. jakby świadom, że musi podjąć staranie o siebie, że musi się z sobą naprawdę zmierzyć i zmienić, że może w Tracy odnalazl kogoś, kto mu pomoże, a on jej jest potrzebny. musi wrócić, bo mógłby skończyć jak JC, który najpewniej zrobił to, co zrobił ze strachu przed powrotem do świata zewnątrznego, po to by na zawsze zostać w zamknięciu bezpiecznym. i że on, Lyle, nie chce w ten sposób, że chce żyć, że życie ma dla niego sens. kiedy pytał go o to monroe,. starjąc się coś z niego wydusić, nie umiał mu odpowiedzieć, czy ten sens znajduje. znalazł go wreszcie w finale.

      dobry film. prawdziwy. dotykający czlowieka. dobrzy aktorzy, z moim ulubieńcem josephem gordonem-levittem na czele/Lyle. zooey deschanel, jako tracy, też znane nazwisko. don cheadle, dr monroe, też znana twarz. niełatwe role, bo całość wyzwania spoczywała na aktorach, na ich mimice, na wiarygodności oddawania uczuć postaci, bo wyłącznie na nich się skupiała akcja, a dodatkowo wzmacniała to forma, sposób kamerowania.

      jakby ew. powtarzali : bardzo polecam.
      • barbasia1 Re: "w głąb siebie", 3p3 spojlerowate 09.05.11, 15:53
        Mimo dość pozytywnego wydźwięku w zakończeniu to jednak w sumie dość przygnębiająca opowieść...

        Joseph Gordon-Levitt - nie znałam tego aktora.
        www.filmweb.pl/film/W+g%C5%82%C4%85b+siebie-2001-31050#poster-6
        www.filmweb.pl/person/Joseph+Gordon-Levitt-3168#next
        Dziękuję Ci za tę opowieść! :)
        • barbasia1 Re: "w głąb siebie", 3p3 spojlerowate 10.05.11, 15:46
          Mimo dość pozytywnego wydźwięku w zakończeniu to jednak w sumie dość przygnębiająca opowieść, jak każda opowieść o ludzkim nieszczęściu, a tego nieszcześcia tu wiele i choroby psychiczne, zaburzenia emocjonlane, lęki, matręctwa, agresja, samotność w chorobie odizolowanie, odrzucenie ...

          Joseph Gordon-Levitt - nie znałam tego aktora.
          www.filmweb.pl/film/W+g%C5%82%C4%85b+siebie-2001-31050#poster-6
          www.filmweb.pl/person/Joseph+Gordon-Levitt-3168#next

          Dziękuję Ci za tę opowieść! :)
        • grek.grek Re: "w głąb siebie", 3p3 spojlerowate 11.05.11, 12:53
          levitt, rzeczywiście nie jest zbyt popularny. żadna pierwsza liga :] na szczęscie, rzec by można.
          jakoś tak już jest, że najciekawsi, wg mnie, aktorzy mają ograniczony poziom populares. są znani w zamkniętym środowisku i to jest fajne. tak jak w muzyce, literaturze czy sztuce jako takiej. "na masę" szarżują zwykle ci najbardziej strawni, czyli często najmniej interesujący. will smith, czy bruce willis, leo di caprio... co w nich ciekawego, poza głośnym nazwiskiem ? nawet role jakieś takie niekoniecznie frapujące. al pacino, de niro - znakomici, ale nie dość, że od dawna bez wybitnych ról, to jeszcze zamienili się w instytucje, utracili rys tajemniczości i pewnej niszowości.
          najfajniejsze jest, prznajmniej dla mnie, wyłuskiwanie tych aktorów z tła, takich co się jeszcze - i oby nigdy - nie dorobili statusu celebrytów i nie zostali spłaszczeni do roli pajaca z okładki :]

          levitt ciągle młody, ale coś mam wrazenie, ze parcia na tanią sławę nie ma, raczej ambicje aktorskie, więc zajumać się temu biznesowi nie da, biznes się o niego nie upomni.
          • barbasia1 Re: "w głąb siebie", 3p3 spojlerowate 11.05.11, 14:06
            Nie wiem, Greku, czy zwróciłeś uwagę, Levitt zagrał niedawno w w szeroko reklamowanej "Incepcji" u boku Leonardo di Caprio, złote wrota do wielkiej kariery właśnie się otworzyły przed nim!?
            Zobaczymy co z tym zrobi. :)

            U boku Leo :
            www.filmweb.pl/Incepcja#picture-1
        • grek.grek dokument o Woodsie, oglądaliście ? 11.05.11, 13:00
          btw, oglądaliście wczoraj dokument o Tigerze woodsie ? grzeszniku dekady ? ;]

          na razie nagrałem sobie, ale ciekaw już jestem Waszych ew.opinii, jesli oglądaliście, bo
          cała sprawa dość głosna była - rekordowy gracz w golfa, najlepszy być może w historii, a
          ciągle młody, facet kreowany na idealny role-model dla młodzieży,
          bogobojnego, rodzinnego, oddanego sportowi, reklamującego i pijącego tylko mleko
          z miodem nagle okazał się gościem, jegomościa za cięzkie miliony wpakowane w
          promocję jego wspaniałości dla mas, bo od lat przyprawiał żonie rogi, jak stąd do Rio,
          z tuzinem albo i dwoma tuzinami rozmaitych kochanek, którym potrafil nieźle płacić.
          piękny pan zamienił się w brzydkiego facia, sponsorzy się wycofali, rozwód, chryja nie
          z tej ziemi, media zrobiły z tego dramat tysiąclecia...

          w tym doku podobno, obok omówienia ogolnego tła całej afery, oddano takżę jego
          kochanicom, które kreślą zaklulisowy portret woodsa.
          jak to szło ?... tru life is out there ;]] zawsze poza polem widzenia mediów.
          • barbasia1 Re: dokument o Woodsie, oglądaliście ? 11.05.11, 15:31
            Bardzo interesujący dokument, ale nie widziałam całości, przez Wojewódzkiego.

            Ciekawe wątki mi umknęły , początek kariery Tigera Woodsa w golfie, w sporcie, który bardzo długo w Ameryce zarezerowony był tylko dla białych!!!? Czarni, ciemnoskórzy mogli być jedynie pomocnikami...

            Jeszcze ciekawszy był wątek, z "praniem mózgu", jakie zrobiono Tigerowi, po którym miał grać jak maszyna!? Tu też umknęły mi szczegóły... Zdaje się był to pomysł ojca Tigrea Woodsa.

            Jakbyś mógł, Greku, dopowiedzieć początek, albo nawet całość byłabym niesłychanie wdzięczna.

            Dwie z jego kochanic (paskudne) wypowiadały się przed kamerą.
              • barbasia1 Re: dokument o Woodsie, oglądaliście ? 12.05.11, 17:01
                pepsic napisała:

                > Czytałam jedynie recenzję w GW, bo podobnie zagapiłam się na Wojewódzkiego zast
                > anawiając się, kiedy dzieciak dorośnie, ale w sumie po co?

                Haha :)
                trzeba przyznać, że nawet do twarzy mu z tym wizerunkiem Piotrusia Pana! :)
            • grek.grek dokument o Woodsie, obejrzany. 12.05.11, 14:28
              w zasadzie, to cały tiger woods był pomysłem swojego ojca :]

              staremu w wietnamie się tak porobiło, że postanowił z syna zrobić kogoś, kto świat zmieni,
              ulepszy czy co tam innego. trening bez przerwy, izolacja od otoczenia, wojskowy psycholog -
              i efekt gotowy. na torze golfowym. mistrz i perfekcjonista. facet wart parę miliardów dolców kontraktów reklamowych, czasu telewizyjnego. marka najdroższa na świecie. i to, jak słusznie Barbasiu piszesz - w sporcie od lat zdominowanym przez białych. ja bym dodał, ze zdominowanym nie tylko fizycznie, ale także w wyobraźni przeciętnego fana sportu, nie mówiąc o fanach stricte golfa. to też miało znaczenie. to zupełnie tak, jakby dzisiaj pojawił się jakiś czarnoskóry pływak i wygrał 10 medali olimpijskich. ewenement zupełny. no i do tego gładki, usmiechnięty i ajwaj.

              poza golfem - facet z setką kochanek. modelka, gwiazda porno, kelnerka w barze szybkiej obsługi, do wyboru do koloru. jak mówiły same : lubił wiązac, podduszac, wyzywać. seksualnie był taki trochę s-m ;]

              żona nie stanowiła problemu. nie zmieniła jego nawyków. potem się w końcu wnerwiła, kiedy coraz więcej faktów zaczęło wypływać. po śmierci ojca woods zupełnie przestał panować nad sytuacją [aczkolwiek, jak mówią te jego kochanki, specjalnie się nie krył z tymi schadzkami, albo był lekkomyślny albo podświadomie chciał zerwać po prostu z tym sztucznym wizerunkiem publicznym, jaki nosił; po śmierci starego nie miał nikogo, kto by go jesczze przed tym powstrzymać mógł]

              i media na tropie. brukowce. ta kochanka-kelnerka umówiła się z woodsem na parkingu. ona miała okres. ale za to jakoś tak się złożyło, że zostawiła na miejscu tampon z wiadomego miejsca. jej matka, licząc na to, ze media wypromują jej córkę z powodu romansu z woodsem, zawiadomiła o tym pozostawionym tamponie [nie pamiętam, czy uzgadniały taką akcję z córunią, czy córka jej o tym powiedziała w domu po powrocie...]. pismaki polecieli i znaleźli. tampon. z dna woodsa i tej kelnerki. zadzwonili do ekipy woodsa z info, co mają i że nie zawahają się tego użyć. na to ci od woodsa, zeby zrobić dil : wy nie napiszecie o całej sprawie, a w zamian woods pozwoli się przepytać i dać na okładkę jednego z poczytnych pism, ktore są w waszej medialnej stajni. i dil został zawarty. ale później, kiedy woods walnął autem w słup i dużo więcej pism zaczęło jawnie dochodzić, co stało za tym, że człowiek możliwe, iż chciał strzelić samobója - już nie było dilów, bo fakty zaczęły się sypać jak z rękawa.

              podobno jednak sponsorzy go nie opuścili, zaraz po wyjściu na jaw calej historii, ale z innych źrodeł wychodziły inne informacje... nic to, tak czy owak- modelem i wzorcem już nigdy woods nie będzie, mistrzem - być możę jeszcze kiedyś wróci do najwyższej formy, a skandal cały sprzedał się tak dobrze, ze najlepiej na nim zarobiła kolorowa prasa.

              w sumie, powiem Ci i Wam, że cała ta historia jakąś taka banalna. ot, gościu umie pykać piłką do dziurek w ziemi, kosi szmal, medialna machina reklamowa daje go na okładki, robi z nim reklamy, ludzie w swej masie to kupują, bo tacy już są. i ten gość się wykłada na kochankach. co w tym frapującego ? :] można śledzić mechanizmy działania całego biznesu, ale jako historia życiowa, historia człowieka, to tak średnio zajmująca, jesli odcedzić ją z zagadnień moralnych.

              najbardziej dziwaczne było tutaj to, ze woods, po całej chryji, przepraszał publicznie za to, ze się łajadaczył :] dla mnie to kuriozum... dlaczego ktoś miałby się czuć obrażony tym, że gość zdradzał żonę ? to jego sprawa przecież. i żony :]

              albo wczoraj... państwo schwarzenegger podali do publicznej informacji, że się rozchodzą. pytam, a cóż mnie to obchodzi, ze aż chcą mnie o tym pouczyć ? co to świat obchodzi ? megalomania, czy ki grzyb ? ;]
              • barbasia1 Re: dokument o Woodsie, obejrzany. 12.05.11, 16:01
                > najbardziej dziwaczne było tutaj to, ze woods, po całej chryji, przepraszał pub
                > licznie za to, ze się łajadaczył :] dla mnie to kuriozum... dlaczego ktoś miałb
                > y się czuć obrażony tym, że gość zdradzał żonę ? to jego sprawa przecież. i żony :]

                No wiesz w mediach Tigera Woodsa jego doradcy kreowali na ideał, na wzór dla nastolatków, zwłaszcza dla Afroamerykanów, na supersportowca, niesłychanie utaletowanego, pracowitego, na idealnego męża, ojca (na tym wizerunku Tiger poniekąd budowal swoja fortunę). Ten idealny wizerunek, który pewnie był warunkiem umowy o sponsorowanie oraz istotną cześcią różnych kampanii reklamowych, w których Tiger brał udział i na kótrych zarabiał ogromne pieniadze w końcu upadł, okazał się fałszem, kibice mogli poczuć się oszukani, zdezorientowani wypadało więc przeprosić. Ale przypuszczam, że w dużej mierze była to nie tyle potrzeba serca Tigera, ile po prostu chwyt marketingowy, wymuszony przez sponsorów oraz firmy, które reklamował, z obawy przed utrata zaufania klinetów, a tym samym utratą zysków.

                jej matka, licząc na to, ze media wypromują jej có
                > rkę z powodu romansu z woodsem, zawiadomiła o tym pozostawionym tamponie [nie p
                > amiętam, czy uzgadniały taką akcję z córunią, czy córka jej o tym powiedziała w
                > domu po powrocie...]

                Niejasne były motywy postępowania matki tej kelnerki. Matka ponoć w tajemnicy przed córką, tak twierdzili dziennikarze, bez jej wiedzy doniosła mediom o randkach z Tigerem i ponoć też nie wzięła za to w ogóle pieniędzy. Co chciała osiągnąć trudno teraz stwierdzić. Bo ani kasy matna nie zyskała, ani córka specjalnie nie zyskała sławy ani nawet lepszej pracy nie dostała.


                można śledzi
                > ć mechanizmy działania całego biznesu, ale jako historia życiowa, historia czło
                > wieka, to tak średnio zajmująca, jesli odcedzić ją z zagadnień moralnych.

                Racja, najciekawsze w tej hisorii wydają się owo mechanizmy działania biznesu, kreowania wizerunku itd.

                Przypomniało mi się, że menager, czy jakiś współpracownik Tigera bił się wpiersi i przyznawłą, że on z ojcem Tigera dawali mu zły przykład. Szczegółów zdradzić nie chciał, powiedził tylko tyle, że ojciec Tigera miał zatrudniać całe tabuny asystentek, wyłącznie blondynek, zdaje się nie tylko do prac biurowych!?
                :)
                • grek.grek Re: dokument o Woodsie, obejrzany. 13.05.11, 13:35
                  hehe, tak też sądzę - wymusili to na człowieku. względami marketingowymi. czyli, kolejny popis hipokryzji i sztuczności :]

                  w zasadzie, woods przepraszał, ze nie jest w zgodzie ze swoim wykreowanym medialno-reklamowym wizerunkiem, czyli czymś, w co z zasady człowiek w miare rozgarnięty nie wierzy. nawet jeśli, a zwlaszcza gdy, konsumuje reklamy i chociaż odrobinę orientuje się w mechanizmach tworzenia marek takich czy innych.

                  jak dla mnie, to woods przepraszał baby, które zaczepiaja na ulicy aktora, który gra w filmie księdza, żeby się wyspowiadać u niego, i dziadów, którzy stawiają setkę i sledzia innemu aktorowi, który w serialu odstawia pijanicę i wesołka. obłuda :]

                  hehe, matka kelnerki chciała ją wydać za woodsa, nie potrafiła seks-romansu odróżnić od poważnego związku uczuciowego. klasyka gatunku ;], rzekłbym seksistowsko, że tylko kobieta mogłaby tak do tematu podejśc. żaden facet by się aż tak nie pomylił w ocenie rzeczonej sytuacji.

                  to jest prawda, tata woodsa i ten psycholog najpierw odizolowali chłopaka od świata, skazali na czerpanie wzorów od siebie, jako jedynych mających z nim regularny kontakt, a potem to już tylko efekty zbierali ;]

                  • barbasia1 Re: dokument o Woodsie, obejrzany. 13.05.11, 15:58
                    > hehe, matka kelnerki chciała ją wydać za woodsa, nie potrafiła seks-romansu odr
                    > óżnić od poważnego związku uczuciowego. klasyka gatunku ;], rzekłbym seksistows
                    > ko, że tylko kobieta mogłaby tak do tematu podejśc. żaden facet by się aż tak n
                    > ie pomylił w ocenie rzeczonej sytuacji.

                    Nie, nie na pewno nie o to chodziło.
                    Myślę, że matce chodziło o rozgłos, liczyła, że na medialnym szumie jej córka (a ona razem z nią?) coś ugra, że zyska zainteresowanie, sławę, fakt, wątpliwiej jakości, ale jednak sławę , która z kolei mogłaby być przepustką do innego świata, do jakieś kariery / pieniędzy dla totalnie przeciętnej, niejakiej, niewykształconej, prostej dziewuchy z prowincji.
                    W Ameryce mają na punkcie rozgłosu medialnego, sławy totalnego bzika.

                    Kto wie, może matce wystarczyła tylko świadomość, że o jej córce będzie głośno, że wszyscy, a zwłaszcza znajome dowiedzą się z jaką to sławą miała do czynienia jej brzydka, przeciętna córa.
                    Niektórym sława strasznie imponuje, oddaliby/ oddałyby (może nawet częsciej panie, niestety) wiele by wleźć do łóżka, chocby na jedną noc jakiejś znanej, sławnej osobie.

                    Dziewczyna (a matka z całą pewnością też) miała świadomość, że Tiger Woods to zupełnie inny świat, nie łudzia się co do intencji sportowca, na żadne małzeństwo nie liczyła. Jak pamiętasz , mówiła w tym dokumencie, że była nawet mile zaskoczona oraz uradowana, że Tiger po poerwszym razie chce się nadal z nią spotykać, że nadal, za przeproszeniem chce ja posuwać.


                    cdn.
                    • grek.grek Re: dokument o Woodsie, obejrzany. 14.05.11, 14:44
                      a to może się przesłyszałem, wydawało mi się, że intencje były trochę inne...

                      taki, czy owak, są w ameryce łatwiejsze metody zarobienia niezłego grosza - choćby pójście do mc donalds'a, oblanie się kawą i zażądanie miliona dolków odszkodowania :]
                      • barbasia1 Re: dokument o Woodsie, obejrzany. 14.05.11, 15:35
                        grek.grek napisał:

                        > a to może się przesłyszałem, wydawało mi się, że intencje były trochę inne...
                        :)

                        Nie będę się upierać. Ty widziałeś lepiej ten dokument, w całości. A w jakim kontekscie padło stwierdzenie o planach matrymonialnych matki wobec córki?

                        Ja wywnioskowałam powyższe na podstawie rozmowy dokumentalisty z dziennikarzem /paparazzi , który mówił, że matka bez wiedzy córki podała prasie wiadomości o schadzkach córki z Tigerem i żadnych pieniędzy za to nie wzięła, nic na tym nie zarobiła.

                        Zdradzenie prasie informacji o tajemnych schadzkach (własciwie o skokach w bok, bo Tiger już wtedy przecież chyba żonaty z Elin), pomyślałam sobie, to ostatni sposób na zmuszenie kogoś do ślubu. ;)

                        Po drugie , właśnie, Tiger był już wtedy żonaty z piękną Elin, szanse jej córki na małżeństwo z Tigerem były więc wtedy zerowe.


                        > taki, czy owak, są w ameryce łatwiejsze metody zarobienia niezłego grosza - ch
                        > oćby pójście do mc donalds'a, oblanie się kawą i zażądanie miliona dolków odszk
                        > odowania :]

                        He,he! :)
                        Obawiam się, źe ten patent może być już niekatulany, znając przebiegłość amerykańskich prawników pracjących dla dużych firm.

                        W całości . :)
                        • grek.grek Re: dokument o Woodsie, obejrzany. 17.05.11, 15:01
                          uszy są zawodnym organem, zwłaszcza te, których jestem właścicielem. stawiam zatem na Twoją wersję :]

                          matka, tak czy inaczej, chyba przelicytowała w wierze w to, ze ameryka to kraj nieograniczonych możliwości. jakieś limity jednak się znalazły.

                          haha, no tak, ale zdarzają się tacy upierdliwi atakujący, że dla świętego spokoju duże sieci wolą iśc z nimi na ugodę i zapłacić, no może nie milion od razu, ale kilkanaście tysięcy [zupełnie dla powodów satysfakcjonujące], żeby nie psuć marki i żeby po prostu gość się odwalił. a jak jeszcze czlowiek trafi na agresywnego prawnika, który w sprawie z pozoru idiotycznej - ale przecież dotyczącej wielkiego koncernu/firmy - dostrzeże szansę na zrobienie sobie nazwiska, to szanse na jakiś przyzwoity zysk są niezłe :] może dlatego nie chcą amerykanie wiz dla polakow znieść ? przy takich uwarunkowaniach, to jak lisa do kurnika wpuścić ;]



                          • barbasia1 Re: dokument o Woodsie, obejrzany. 17.05.11, 22:31
                            Ja tam Twoim uszom zawsze dowierzam, jak swoim! :} Z tym, że w tym przypadku kobieca logika ;) nakazała mi upierać się przy innej wersji.

                            > matka, tak czy inaczej, chyba przelicytowała w wierze w to, ze ameryka to kraj
                            > nieograniczonych możliwości. jakieś limity jednak się znalazły.
                            He, he. Właśnie.

                            Przypomniała mi rozmowa z chłopakiem z Łodzi, który swego czasu u nas usiłował robić karierę na tym, że upieksza on swój wygląd za pomocą operacji plastycznych, odbył ich już z kilkanaście, a w planach były następne. Kończąc wywiad, dla jakiejś gazety, moźe nawet to była Wyborczą, nieważne, rozczarowny gasnącym szybko zaintresowaniem jego osobą, westchnął, że w AMERYCE to potrafią wykreować karierę "z niczego" , nie tak jak u nas. ;).

                            Jakże wielu ulega mitowi, że Ameryka to kraj nieograniczonych możliwości, i że łatwo tam karierę zrobić, nawet bohaterki wczorajszego spektalku "Czwatra siostra" na podstawie sztuki Głowackiego marzyły o wyjeździe do Ameryki . ;)

                            >może dlatego nie chcą amerykanie wiz
                            > dla polakow znieść ? przy takich uwarunkowaniach, to jak lisa do kurnika wpuśc
                            > ić ;]
                            ha,ha, ha :)))
                            Coś musi być na rzeczy. Polak potrafi (wiele). :)))
                    • barbasia1 Re: dokument o Woodsie, obejrzany. 14.05.11, 20:03
                      barbasia1 napisała:
                      Dziewczyna (a matka z całą pewnością też) miała świadomość, że Tiger Woods to
                      > zupełnie inny świat, nie łudzia się co do intencji sportowca, na żadne małzeńst
                      > wo nie liczyła.

                      A jednak kelnerka łudziła się, że znaczy coś dla Tigera !?

                      Mówiła w jakimś wywiadzie prasowym - "Teraz zdaję sobie sprawę, że wykorzystał mnie do seksu. Dzwonił tylko wtedy, kiedy miał na niego ochotę. Myślałam, że to coś dla niego znaczy, ale to było tylko pożądanie (sic! -ja). To samolubny, nieczuły mężczyzna [...] - W pewnym momencie, jeszcze na początku, chciałam się ze wszystkiego wycofać. W końcu był żonaty. On jednak powiedział, że małżeństwo to tylko przykrywka i że zrobił to dla poprawy wizerunku".
                      www.kozaczek.pl/plotka.php?id=20175
                      Niektóre baby są strasznie głupie i naiwne,
                      no chyba, że ona próbuje się po wyjściu sprawy na jaw postawić się w lepszym świetle!?

                      Może więc rojenia na temat ewentulanego związku z Tigerem w dokumencie pochodzą nie od matki tylko od samej kelnerki?
                        • barbasia1 Re: dokument o Woodsie, obejrzany. 15.05.11, 14:51
                          grek.grek napisał:

                          > to bardzo kobiece podejście "posunął mnie w krzakach, więc coś dla niego znaczę
                          > !" ;]]

                          Strasznie głupie i naiwne jest takie myślenie i tak niestety myślą niektóre kobiety,
                          ale to myslenie wynika nie tylko z głupoty, po części jest toz akodowane w kobiecym umyśle, kobiety inaczej niż mężczyźni podchodzą do spraw seksu.

                          Dla kobiety zazwyczaj seks jest wyrazem (jej) zaangażowania i uczuć do męzczyzny(i tego zazwyczaj spodziewają się od drugiej strony, od partnera), kobiety traktują seks bardziej duchowo, emocjonalnie, poprzez "seks chcą osiągnąć większą intymność i pogłębić związek" jak mówia naukowcy. Mężczyźni często trakują fizjologicznie, bezemocjonalnie i stąd potem takie nieporozumienia, niezrozumienie,
                          zwłaszcza jak się kobieta zaangażuje w tego (a tak się zazwyczaj dzieje po jakimś czasie), który się z nią kocha tylko i wyłącznie w celu rozładowania swego napięcia seksulanego. ;)
                            • barbasia1 Re: dokument o Woodsie, obejrzany. PS 18.05.11, 17:29
                              barbasia1 napisała:

                              > Oczy tej małej - Raz Dwa Trzy
                              > www.youtube.com/watch?v=qYUdE_d3Zpc

                              Tę piosenkę zdecydowanie bardziej wolę wykonaniu Magdy Umer. W jej wykonaiu jest jest bardziej przejmująca.

                              www.youtube.com/watch?v=axaNXuro6Jw
                                • barbasia1 Re: dokument o Woodsie, obejrzany. PS 19.05.11, 13:54
                                  pepsic napisała:

                                  > Przy okazji nieskromnie się pochwalę posiadaniem wspólnego zdjęcia:)
                                  O! :))
                                  Fajna pamiątka.

                                  > Jeśli można, jaki jest związek piosenki z Woodsem?
                                  he, he
                                  no tak, ten związek jest bardzo luźny ;)
                                  piosenka owa odnosi się bardziej do rozmowy na temat kobiet i mężczyzn i odmiennych postaw, oczekiwań w relacjach damsko-męskich;
                                  do kobiecego zakochiwania się i męskiej niestałości ...
                                  :)
                          • grek.grek Re: dokument o Woodsie, obejrzany. 16.05.11, 14:09
                            "dla kobiety seks jest wyrazem uczuć" - no tak można by to ująć. w istocie. tylko... skąd ten rodzaj naiwności i jakiegoś takiego myślenia magicznego ? stereotyp mózgowy ? zasada wpajana od dziecka ? podpatrzone to-to ? czy kobiecość warunkuje bezmyślność ? :] (w tej konkretnej kwestii)
                            • barbasia1 Re: dokument o Woodsie i inne sprawy 16.05.11, 19:53
                              Jest jeszcze gorzej! Po pierwsze biologia, po drugie biologia, a po trzecie pewnie jakieś czynniki kulturowe (jeśli nie biologia na trzeciem miejscu ;).

                              Dla większości kobiet miłość, zaangażowanie i emocje są fundamentalnym warunkiem kontaktów seksualnych, bo tak kobiety ukształtowała natura!

                              Np. Jak czytałam, podczas stosunku seksualnego ( w wyniku stymulacji pochwy, macicy lub piersi) uwalnia się do organizmu oksytocyna (zwana "hormonem miłości"), jeden z hormonów produkowanych przez podwzgórze. Jej mieszanka z kobiecymi hormonami (estrogenami) wyzwala w organizmie pozytywne emocje - empatię, czułość, a przed wszytskim potrzebę bliskości oraz silne przywiązanie!!! (I to dlatego niektóre kobiety już po jednym razie z delikwentem słodko pochrapującym ;) /i nie podjerzewającym zagrożenia ;)/ u boku po wszytskim tak skwapiliwie roją marzenia o stworzeniu z nim związku, o ślubie i o gromadce dzieci! ;)/.


                              Co ciekawe u panów oksytocyna też się wydziela (podczas orgazmu), z tym, że w połączenie z tesosteronem wywołuje ... senność, poza tym testosteron zasadniczo skutecznie neutralizuje jej działanie (cozapech!, co za pech, c o z a p e c h !).

                              :)

                                • barbasia1 Re: dokument o Woodsie i inne sprawy 16.05.11, 20:45
                                  pepsic napisała:

                                  > Znam tę teorie, coś jest na rzeczy;)
                                  :)))

                                  > Ps. Miałam skomentować eugenikę, może kiedyś przy okazji wrócę do tematu w kwes
                                  > tiach wiążących się bądź nie. Jakoś chwilowo nie mam ochoty na szarpaninę.

                                  Doskonale rozumiem! :)
                            • barbasia1 Re: dokument o Woodsie, obejrzany. 21.05.11, 16:51
                              grek.grek napisał:

                              > "dla kobiety seks jest wyrazem uczuć" - no tak można by to ująć. w istocie. tyl
                              > ko... skąd ten rodzaj naiwności i jakiegoś takiego myślenia magicznego ? stereo
                              > typ mózgowy ? zasada wpajana od dziecka ? podpatrzone to-to ? czy kobiecość war
                              > unkuje bezmyślność ? :] (w tej konkretnej kwestii)

                              PS

                              Kobiety (większość), w przeciwieństwie do mężczyzn, są z natury monogamistkami, kieruje nim (nami) instynkt „wicia gniazda”, stworzenia rodziny, rodzenia i wychowywania dzieci, dlatego z natury zwykle poważniej i zaangażowaniem podchodzą do związków i do relacji z mężczyzną, oczekując od niego podobnie zaangażowanej postawy ...

                              Warto o tym pamiętać, jeśli chce się uniknąć potem rozczarowań, pretensji, kłopotów ...

    • grek.grek cannes'11 bomba w górę. 12.05.11, 14:33
      no i poszło.

      wczoraj inauguracja. zaczęło się od nowego filmu woody'ego allena. podobno świetne wrażenia.

      dzisiaj kocham kino. może coś w temacie się pojawi, chociaż ostatnimi laty najczęściej dopiero po zakończeniu poświęcano cannes cały jeden odcinek. whatever :]
      • barbasia1 Re: cannes'11 bomba w górę. 12.05.11, 15:13
        A właśnie, o tym samym myślę!

        wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80276,9580052,Filmowe_starcie_gigantow__Dzisiaj_ruszyl_festiwal,,ga.html
        Też słyszałam, że "Midnight in Paris" to najlepszy film jaki Allen nakręcił w ostatnich latach.

        Od dawana głośno było o tym filmie, z powodu roli jaką dostała w nim prezydentowa Francji,
        piękna Carla Bruni (wspominaliśmy tu niegdyś o jej roli u Allena).

        By the way, nie wiem czy wiecie, Carla ma siostrę aktorkę. Valeria Bruni Tedeschi, bo tak się nzaywa siostra zagrała główną rolę, bardzo dobrze, zresztą, w filmie Ozona, który zapowiadałam niedawno - "Pięć razy we dwoje" / jutro postaram się napisać dwa słowa o tym filmie/.

        A w konkursie o Złotą Palmę wezmę udział m.in. takie tuzy jak Nanni Moretti (z kontrowersyjnym-niekontrowersyjnym filmem "Habemus papam") , Lars von Trier (z "pięknym filmem o końcu świata" zatytułowanym "Melancholia" , szczegóły fabuły tego filmu były pilnie strzeżoną tajemnicą ) , Pedro Almodovar z filmem "Skóra, w której żyję" ("to pierwszy scenariusz Almodóvara zrealizowany na podstawie dzieła literackiego, o którym krytycy pisali o nim, że to Markiz de Sade i Jean-Paul Sartre w jednym"!? - intrygujące!).


        Trzeba zatem koniecznie zajrzeć do dzisiejszego KK! :)
        • grek.grek Re: cannes'11 bomba w górę. 13.05.11, 13:54
          a jednak, było o cannes wczoraj w KK. i ma być co tydzień relacja, następna już z samego festiwalu.

          cannes, to jednak cannes, prestiż max. jak film wchodzi do głównego konkursu, to nie ma lipy. musi być w jakiś sposób wartościowy. sito jest gęste. coś podobnego ma być w polsce, w gdyni, od tego roku - nowy dyro festiwalowy chaciński skończył z milionem filmow w głównym konkursie, razem z jury wstępny przesiew zrobił, zostawili 12 najlepszych ich zdaniem. jak dla mnie, świetny manewr. musi być jakaś selekcja, glówny konkurs musi mieć rangę, nie może być dla każdego. jury bierze odpowiedzialność, to już jest osobna kwestia, czy faktycznie kogoś nie pominą, kto w oczach obserwatorów nakręci jednak coś lepszego od konkursowicza. ale to wtórna rzecz.

          no właśnie, czytałem o tym nowym allenie - na razie same dobre recenzje napływają :] a już rusza woody z nowym fimem, tym razem akcja będzie w rzymie, a w obsadzie m.in roberto benigni. jesli woody jest w formie, to we dwóch mogą rozbić bank :]

          ja jestem najbardziej ciekaw tego "habemus papam". z tego, co czytałem sytuacja przedstawiona jest co najmniej zabawna : konklawe wybiera papieża, nikt nim nie chce zostac, wybór w końcu pada na tego, co się najsłabiej broni, a ten wybrany daje w długą, bo dostaje doła, bo chce być normalnym człowiekiem, a nie pacynką zamkniętą w murach konwenansów i obowiązkow. brzmi dobrze :]

          poza tym, jest w konkursie chyba pięc czy sześć filmów zrobionych przez kobiety. feminizm idzie szeroką ławą :] żart, bo zapewne, po prostu, te filmy są na tyle dobre, że się dostały do glównego, a czy reżyserowała kobieta, to najmniej ważne... a może jednak ?.. jakieś parytety nieformalne ? jakaś nowomoda stylizowana na hollywood, gdzie coppola z bigelow... tak czy owak, będzie pewnie głośno o von trierze nowym. almodovar też brzmi zaciekawiająco. a ja licze na jakiś atak z drugiego planu, coś co wyskoczy nagle i zepchnie tych mistrzów i stałych bywalców w cień :]

          jest jednak coś fajnego w tym, ze tacy von trier, almodovar, czy moretti albo dardennowie specjalnie szykują swoje filmy na cannes wlaśnie. ktoś powie - kurde, co roku ci sami, abonament mają, czy co... niech mają, toż to świetne jest :] to, obok wymagań i fachowego sita, i ilości nadsyłanych propozycji, tworzy cały kontekst. cały ten specjalny charakter. tarantino albo allen albo polański pokazują film na otwarcie... przecież to jest właśnie TO. jak debiutant ma w głównym film, to MUSI być dobry. każdy film najpierw idzie pod nóz krytyków i prasy, później dopiero widownia go dostaje. i otoczka. francja, samo miasto... nic się z tym nie równa. i w ogole, czytałem różne wypowiedzi przez lata i zgodna jest opinia ludzi znających się na kinie : najlepsze filmy są w cannes. konkurs główny, to filmy po prostu najlepsze w sezonie. zobaczysz je i możesz powiedzieć, że widziałeś/aś to, co kino światowe ma do zaoferowania najlepszego. do tego dochodzą może 2-3, może 4 tytuły z hollywood, z wenecji, i jakieś niezależne produkcje. cannes to po prostu top.

          no i kiedyś i polska była tam z kieślowskim... dzisiaj, polski film w cannes, w głównym konkursie, to historia z półki science fiction :] tez szkoda, bo to jakiś wyznacznik pozycji kina w świecie.

          • barbasia1 Re: cannes'11 bomba w górę. 14.05.11, 15:09
            Świetne wprowadzenie do tematyki festiwalowej, Greku! :)
            /Jeszcze nie zdązyłam zajrzeć do KK/

            "Habemus papam" jak donoszą korespondenci wzbudził na festiwalu entuzjazm, aplauz widzów, a pokazowi towarzyszyły "ciągłe wybuchy śmiechu".

            Swoją droga to ciekawe, że Nani Moretii , znany ze swych lewicowych poglądów, z bardzo krytycznego stosunku do kościoła, w tym filmie jak się wydaje łagodnie obszedł się z tematyką kościelną , nie krytykował, nie drażnił, nie prowokował, nie poruszył żadnych kontrowersyjnych spraw o których w ostatnich latach było głośno (choćby sprawa ukrywania pedofilii wśród księży), Cóż, może z wiekiem człowiek, ładodnieje, staje się bardziej wyrozumiały, pobłażliwy!? ;)

            Woody Allen ze swoimi neurozami i lekami i Begnini ze swoją afirmacją życia, miłości to będzie aryciekawa mieszanka! :)

            > poza tym, jest w konkursie chyba pięc czy sześć filmów zrobionych przez kobiety
            > . feminizm idzie szeroką ławą :] żart

            To dobra wiadomość! :) To oznacza , że przybywa nowych interesujących , dobrych reżyserek, które mają coś ciekawego do opowiedzenia! Myślę, że na pewno o to chodzi, a nie o patrytety! ;)

            • barbasia1 Re: cannes'11 bomba w górę. 15.05.11, 13:53
              barbasia1 napisała:

              > "Habemus papam" jak donoszą korespondenci wzbudził na festiwalu entuzjazm, apl
              > auz widzów, a pokazowi towarzyszyły "ciągłe wybuchy śmiechu".
              >
              > Swoją droga to ciekawe, że Nani Moretii , znany ze swych lewicowych poglądów, z
              > bardzo krytycznego stosunku do kościoła, w tym filmie jak się wydaje łagodnie
              > obszedł się z tematyką kościelną , nie krytykował, nie drażnił, nie prowokował
              > , nie poruszył żadnych kontrowersyjnych spraw o których w ostatnich latach był
              > o głośno (choćby sprawa ukrywania pedofilii wśród księży), Cóż, może z wiekiem
              > człowiek, ładodnieje, staje się bardziej wyrozumiały, pobłażliwy!? ;)

              Z drugiej strony subtelna krytyka, częstoktoć lepsza w odbiorze, może okazać się paradoksalnie skuteczniejsza w swej wymowie od ostrego piętnowania, bezpardonowego wytykania win i przewinień.

            • grek.grek Re: cannes'11 bomba w górę. 15.05.11, 14:29
              czytałem :] b.dobry odbiór "habemus".

              jak to gdzieś tam piszą 'pokazali papieża, który został czlowiekiem" - świetny tekst. u nas "papież który pozostał człowiekiem" to był papież wyprany z wszelkich atrybutów ludzkich, z wątpliwości, z niepokojów, z pytań, z kryzysów, z upadkow, z namiętności etc. tutaj, z tego co da się wyczytać, papież naprawdę ma krew i kości. jak zresztą cała reszta watykańskich funkcjonariuszy. może dlatego watykan nie protestował przeciw temu filmowi ;] dla każdej władzy, to dar z niebios, kiedy pokazuje się ją taką ludzką, poczciwą, a nawet zabawną.

              i już głośno o tym, ze tilda swinton może dostać palmę za swoją rolę. gra w "porozmawiajmy o kevinie", matkę chłopaka, ktory wykonał masakrę karabinem w szkole średniej. męskich kandydatur jeszcze nie ma, ale kto wie, czy piccolli za tego papieża nie zgarnie. jesli film jest tak dobry, a postać tak przemawiająca...