Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2011 - 4 (vol.15)

    • pepsic Wtorek w pełni ogórkowy 02.08.11, 13:49
      Mimo usilnych starań nie udało mi się nic wyszperać, poza holenderskim dramatem "Skin" na kulturze, 20.20. Może lepsze oko macie?
      Ps. Zerknęłyście drogie koleżanki wczorajszego dnia na przystojniaczka ze Szwecji ? Mam żałować?

      • barbasia1 Re: Wtorek w pełni ogórkowy 02.08.11, 15:40
        Zerknęłam na wczorajszego Van Veeteren (odcinek pt. Karambol) , ale dopiero od połowy.

        Przystojniczka ( te dłuższe włosy rzeczywiście odbierają mu nieco męskiego uroku) nie było za dużo na ekranie, więcej było Van Veeterena. Jego syn Eric, który po wyjściu z więzienia! (dilował narkoyki), próbowal wyjść na prostą, układać sobie nowe życie - ożenił się, a jego żona spodziewała się dziecka, ku radosci starego Van Veeterena, został zamordowany, jak się póxniej okazało przez pomyłkę /o ile dobrze zrozumiałam/. Van Veeteren więc pomagał intensywnie w rozwiązywaniu sprawy.

        Doktor, który potrącił autem na ulicy przechodnia i zbiegł z miejsca wypadku, myślał, że to Eric go szantażuje i wysyła do niego listy, w których domaga się pieniędzy w zamian za milczenie na temat okoliczności wypadku i sprawstwa doktora.

        Tak mniej więcej wyglądała fabuła wczorajszego kryminału ...

        Niestety też nic ciekawego nie wypatrzyłam na dziś.

        :)
      • maniaczytania Re: Wtorek w pełni ogórkowy 02.08.11, 19:35
        taaak, a jak wczoraj sie kladlam spac, to mi taka mysl smignela - o czyms zapomnialam, o czyms zapomnialam ;)))
        powiedzcie mi dobre kobiety, czy te filmy ida jakos chronologicznie? bo ciekawa jestem, czy jakos sie watek detektywa i jego kolezanki z pracy rozwinal czy nie?

        p.s. ja dzis ogladam dwa odcinki "Moonlight", to nic, ze juz chyba z czwarty raz (coz zostaje, jak zakonczono na jednym sezonie?), o, a to dla Was, zebyscie wiedzialy o czym pisze:
        Moonlight
        • barbasia1 Re: Wtorek w pełni ogórkowy 03.08.11, 14:37
          maniaczytania napisała:
          >powiedzcie mi dobre kobiety, czy te filmy ida jakos chronologicznie? bo ciekawa
          > jestem, czy jakos sie watek detektywa i jego kolezanki z pracy rozwinal czy nie?

          Tak, wydaje mi się, że idą chronologicznie. Wątek detektywa i jego koleżanki na razie się nie rozwija jakoś spektakularnie, ona tylko patrzy na niego jakby czulej!??

          "Moonlight" - kolejny serial, których bohaterami są wampiry!? No proszę nawet nie wiedziałam! Dzięki za cynk, Maniu. Sądząc po tym ile razy to oglądałaś, musi być niezłe, co?
          :)
          • barbasia1 Dziś w Jedynce o 20:25 "Drzazgi" (2008) 03.08.11, 14:54
            Oglądaliśmy? Grek pisał już coś na temat tego filmu? Chyba nie. Nie przypominam sobie!?

            Może warto obejrzeć, bo o filmie tak piszą: "Debiut reżyserski Macieja Pieprzycy, utrzymany w słodko-gorzkim klimacie czeskiego kina. / O! To coś dla nas! ;)/. Optymistyczna i pełna humoru opowieść o trójce młodych ludzi ze Śląska, których losy nieoczekiwanie splatają się w ciągu kilku tygodni. Kontuzjowany eks-gwiazdor piłki nożnej (Antoni Pawlicki). Córka nowobogackiego fabrykanta (Karolina Piechota). Młody naukowiec (Marcin Hycnar). Na pozór bohaterów dzieli wszystko - status materialny, wykształcenie, aspiracje. Łączy ich jedno - każdy z nich szuka miłości. "

            :)
          • pepsic Re: Wtorek w pełni ogórkowy 03.08.11, 16:43
            Ale to chyba nie tak. Pan detektyw jest żonaty i ma dwie urocze córeczki, wprawdzie jest pracoholikiem i zaniedbuje deczko żonę, ale nic nie wskazuje, ażeby pomiędzy nim, a koleżanką z pracy coś iskrzyło. (?)
            Oglądałam tylko dwa odcinki, nie dopatrzyłam się chronologii, w I śledztwo prowadzili wspólnie, w II detektyw zniknął bez wyjaśnienia, a pojawił się koleś ze stolicy.
            • maniaczytania Re: Wtorek w pełni ogórkowy 03.08.11, 17:57
              ja ogladalam tydzien temu i bylo tak, ze zonaty detektyw przyszedl do knajpy i znalazl tam gliniarza-lowelasa, ktory byl chlopakiem tej policjantki. W knajpie koles byl z inna panna i nasz zonaty zrobil mu afere, ze to nieladnie itp., ze musi jej sie przyznac i takie tam.
              Na to ten koles wygarnal mu, ze nie jest od niego lepszy, bo ma zone i coreczki, a na widok kolezanki slina mu po pas leci, co juz widza wszyscy na komendzie.
              Na koniec odcinka dziewczyna zerwala z chlopakiem, bo sie o tych zdradach dowiedziala czy cos.

              Myslalam wiec, ze moze sie teraz akcja rozwinela :)
            • barbasia1 Re: Wtorek w pełni ogórkowy 07.08.11, 23:32
              Detektyw miał problemy ze sobą nie wiem czy nabawił się podczas jakiejś akcji urazu psychicznego czy może od nadmiaru stresu w pracy lęki go dopadły? Miał więc krótką przerwę, jak się dowiedziałam.

          • maniaczytania Re: Wtorek w pełni ogórkowy 03.08.11, 17:59
            tak, tak, o wampirach. Ale glowny bohater nie jest na szczescie mlodym nastowampirem w typie Edwarda Cullena czy Stefana Salvatore ;))) tylko "pelno?"krwistym mezczyzna :)))))
            Ach, bylo na kogo popatrzec ...

            (wzdycha i czeka na kolejna powtorke;) )
            • barbasia1 Re: Wtorek w pełni ogórkowy - "Moonlighting" 07.08.11, 23:27
              maniaczytania napisała:

              > tak, tak, o wampirach. Ale glowny bohater nie jest na szczescie mlodym nastowam
              > pirem w typie Edwarda Cullena czy Stefana Salvatore ;))) tylko "pelno?"krwistym
              > mezczyzna :)))))
              > Ach, bylo na kogo popatrzec ...
              > (wzdycha i czeka na kolejna powtorke)

              ha,ha

              "Pełnookrwisty mezczyzna", mówisz, w dodatku jaje na kogo popatrzeć, no jeśli tak, to muszę przy najbliższej okazji rzucić okiem!!! :)))
              • barbasia1 Re: Wtorek w pełni ogórkowy - "Moonlighting" 07.08.11, 23:27
                maniaczytania napisała:

                > tak, tak, o wampirach. Ale glowny bohater nie jest na szczescie mlodym nastowam
                > pirem w typie Edwarda Cullena czy Stefana Salvatore ;))) tylko "pelno?"krwistym
                > mezczyzna :)))))
                > Ach, bylo na kogo popatrzec ...
                > (wzdycha i czeka na kolejna powtorke)

                ha,ha

                "Pełnokrwisty mężczyzna", mówisz, w dodatku jest na kogo popatrzeć, no jeśli tak, to muszę przy najbliższej okazji rzucić okiem!!! :)))
                  • barbasia1 Re: Moonlight, nie Moonlighting, bo 09.08.11, 15:55
                    A tak, tak! Moonlight! Moonlight! (a wiesz, że jak przeczytałam ten tytuł, to od razu przyszło mi na myśl, czy to nie, aby jakaś kolejna opowieść o wapirach!). Tak właśnie, pomyliłam ten tytuł z tytułem serialu z Willisem i Cybill Shepherd.

                    Ha! Ja też trafiłam jakiś czas temu niedawno na jeden odcinek serialu "Moonlighting" , ale inaczej niż Ty, pomyślałam sobie ,że ten serial, aż tak bardzo się nie zestarzał, anturaż lat 80-tych owszem trąci już myszką, ale już dialogi, zwłaszcza, zabawne sprzeczki Davida z Maddie, na pewno nie zestarzały się i nie zestarzeją, no i świetna gra Willisa i Cybil i zwariowanego Curtis Armstronga nic nie tracą po latach... :)
                    Uwielbiam Willisa w tym serialu i za ten serial.
      • grek.grek Re: "Bliżej" - godz. 22.oo na polsacie 05.08.11, 15:01
        niestety, przegapiłem znów...nie ma wyjścia, muszą dać trzeci raz ;]

        jak Ci się podobał "Wesier" [o ile udało Ci się obejrzeć] ?

        "oda do radości" w 2 wczoraj - oglądaliście/jakie wrażenia ? ja trochę pamiętam, bom kiedyś widział, więc może parę słów w najbliższym czasie skrobnę/dorzucę, bo wydaje mi się, że Polandię w dość tendencyjnym świetle odmalowano w tych nowelkach.
        • pepsic "Wieser" 05.08.11, 18:08
          Sorki, możecie mnie wykluczyć, albo co, ale to nie jest film dla zwykłych ludzi, bardzo mi się nie podobało. Wydumana, porozciągana historia, nie wiedzieć dlaczego przypomina się bohaterom po latach stając się niespodziewanie sensem życia, bez logiki nie mówiąc o jakiejkolwiek werwie i energii. A pan Kondrat, co to już nie gra, na do widzenia mógł się bardziej wysilić zamiast snuć po ekranie z obolałą miną Choć nie powiem całkiem interesująco się prezentował wtedy, 10 lat temu. Jeśli tak ma wyglądać kino autorskie, to ja bardzo dziękuję, beze mnie, a i na sukces zagraniczny też nie ma co liczyć. Choć jeśli Wieser zdobył jakąkolwiek nagrodę (nie sprawdzałam) to wcale mnie to nie zdziwi.
          :)

          "Ody" nie kojarzę.
          • grek.grek Re: "Wieser" 06.08.11, 14:52
            ja się zgadzam z tym, co piszesz odnosząc [jesli się mylę - popraw mnie] rzecz całą do tzw hiperralizmu. nie ma go w niej za wiele, albo nie ma wcale.

            wiesz, może rzecz polega na tym, żeby ten film sobie wdrukować na określonej częstotliwości. tu jest taki realizm magiczny.

            imo, bohaterowi ciązy ta smuga cienia, więc wraca do dzieciństwa i odkrywa w tamtej historii kompletnie nierzeczywiste zdarzenia i postaci, których nie wypłukała w nim dorosłość. ja bym w tym widział konfrontację tamtych dziecinnych wyobrażeń i projekcji z zupełnie dojrzałą refleksją i poszukiwaniem w nich własnie tego twardego realizmu - nagle mu się to rozjeżdza, jedno do drugiego nie pasuje, wspomnienia kompletnie nie pasują do dzisiejszego stanu ducha i gość jest w kropce - zaczyna dochodzić prawdy, szukać faktów, a znajduje same sprzeczności i ślady, które tylko pozornie mogą potwierdzać jego wspomnienia takimi, jakie je w sobie utrwalił.

            imo, piętno dzieciństwa tutaj ma decydujace znaczenie, coś nie do zmazania, coś co tam się w głębi gdzieś ostało w stanie dziewiczym i nagle objawione wprawia człowieka w totalną konfuzję :]

            mnie się to podobało właśnie z tego względu, ze uformowane jest na gruncie tego zderzenia, pęknięcia w umyśle samego bohatera.

            a do tego, nie wiem czy Cię to złapało czy nie bardzo ? :] - wkrada się w tę całą narracją taka jakaś groza niewypowiedziana... nie wiem, czy Ci się to rzuciło w oczy ?.. mnie to ujęło, atmosfera zgęstniała, jakieś "pohukiwania w mroku" dało się słyszeć, zrobiło się niepokojąco, czy to z powodu coraz większej miotaniny bohatera, czy tej całej opowieści, tak napakowanej niewytłumaczalnymi zdarzeniami. wiesz, ja się na moment gdzieś wczułem w tę postać - czy to jawa, czy sen ? jako widz tak samo nie miałem grama pewności, czy za chwilę nie okaże się, ze jednak nie jest to podroż w dziecinną psyche, a całkowicie normalny paranormal activity movie ;]

            • pepsic Re: "Wieser" 06.08.11, 19:29
              Nie o przesłanie się rozchodzi, choć mnie też nie przekonuje, niby kogo te metafizyczne, wydumane tematy mają zainteresować? Nieliczną garstkę? Wytrawnego widza? Chodzi o sposób wykonania, poprowadzenia, zwłaszcza niezrozumiały, poplątany wątek współczesny. Jaki wybór się pozostawia, wielkie kino artystyczne czy głupiutki tvn-owski serialik? Jak się mam wczuć w akcję, czy przeżywać grozę, skoro znudzona co rusz spoglądam na zegarek?
              • grek.grek Re: "Wieser" 07.08.11, 13:33
                hehe, trudna sprawa...

                cóż, na tym polega cała uroda świata - na rozmaitości poglądów, róznorodności typów strun wewnętrznych i wielości punktów widzenia, że tak filzjolgicznie rzeknę, ze swej strony podsumowując :].
        • maniaczytania Karate po polsku 05.08.11, 21:01
          U mnie wczoraj mial byc Closer, ale w koncu stanelo na "Karate..." , bo w sumie jakos nigdy nie bylo okazji, zeby obejrzec to od poczatku do konca. Bardzo mi sie podobal, teraz rzadko takie filmy kreca, a szkoda.
    • grek.grek "oda do radości' sp 06.08.11, 13:10
      to moze tę "odę do radości" tak jednostkowo i osobniczo ;]

      tytuł jest ironiczny i symboliczny - radości tutaj niewiele, a w całokształcie - wcale nie ma, a jednocześnie zdaje się jest to hymn UE, bo koniec konców losy bohaterów się sprowadzają
      się do konieczności dokonania wyjazdu z Polandu do Londynu w Brytfanii.

      trzy nowele.

      w pierwszej, rzecz się dzieje na Śląsku górnym - dziewczyna wraca z Londona, gdzie szorowała klozety, zarobiła trochę kasy i w sumie staneła finansowo na nogi.

      w rodzinnym mieście same problemy frustrujące na nią czekają - ojciec górnik siedzi w kopalni i strajkuje przeciw jej zamknięciu, matka popada w coraz większą rozpacz, bo starego w domu nie ma i generalnie apatia postepuje; pozstawiony narzeczony pracuje jako ochroniarz i liczy głównie na to, ze za kasę przywiezioną przez dziewczyną zrobią wesele i pożyją trochę; dziewczyna patrzy na to wszystko, na tę ślunskośc całą i nie ogarnia zagadnienia - jedyne chwile przyjemności, to picie piwa z koleżanką na jakimś murku. ze starym nie ma o czym gadać, ot styropian zafiksowany na swoim strajkowaniu, ideowiec, reszta go nie obchodzi, matka coraz mniej kontaktowa, chłopak interesowny...

      dziewczyna inwestuje kasę w salon frryzjerski, bo jej matka jedyne co umie, to dobrze robić porządek z owłosieniem na głowie. chłopak jest zawiedziony... ale zakład działa, klientki matki, dotąd przyjmowane w domu, walą drzwiami i oknami, pracująca matka odżywa... do czasu - strajkownicy z kopalni biją się na ulicy z policją i przy okazji demolują szyby w lokalu, a szabrownicy wynoszą całe wyposażenie. rozpacz. wszystko poszło się paść...

      co może zrobić dziewczyna w takich okolicznościach ? no jak to co, kupić bilet na powrót do b-Londyna.

      druga nowelka - z warszawy.

      jest sobie chłopak, którego całym życiem jest hip hop. raper, znaczy się. wysyła swoje demo po rozgłośniach radiowych, liczy na jakąs promocję, generalnie - ma nadzieję, ze wypłynie. na tym funduje całą swoją przyszłośc.

      otoczenie go jednak za grzyba nie rozumie - koledzy z jego hip hopowetgo składu wykruszają się, bo albo nie mają już serca do tej zabawy, albo go nigdy nie mieli i nie traktowali jej poważnie, tak poważnie jak on. tylko wychowująca go babcia, bo chłopak jest sierotą, wierzy w niego i stoi za nim murem, mimo że w chałupie się nie przelewa, to dzielnie ze swojej renty płaci rachunki, byle chłopak mógł swoje marzenia ścigać.

      gość byłby całkiem do rzeczy, ale ma piętę achillesową - swoją dziewczynę. a właściwie starego swojej dziewczyny. ona go niby kocha, niby jest fajna itd, ale ojciec chce dla niej lepszej przyszłości niż związek z jaikimś raperem z podwórka. planuje jej przyszłośc, a mianowicie studia a Anglii. dziewczyna zapewnia chłopaka, ze nie wyjedzie, ale coś wisi w powietrzu.

      stary dziewczyny jest szefem w jakiejś firmie medialnej, czy w czym tam... naciska na chłopaka, niby na luzie i z wdziękiem, żeby wziął etat i zaczął zarabiać. chłopak się wymawia, wymawia, ale w któryms momencie dochodzi do wniosku, ze lepiej będzie, jak pokaże staremu, ze się stara być odpowiedzialnym i zgadza się zatrudnić.

      cała ta firma, to koszmarek na jawie. dostaje robotę najłatwiejsza z możliwych - ma być wynieś-przynieś-pozamiataj... a tutaj jakiś laluś upokarza go jak byle śmiecia za nic [za "dotykanie [ przyniesionymio ksiązkami] stołu na którym [on, laluś] pracuje"], dwie paniusie go wkręcają w rozmowę odrywając od pracy, ostrzegają, ze musi zakrywać tatuaż na przedramieniu, bo to wbrew dress code, a potem pojawia się stary dziewczyny i robi mu karczemną awanturę przy wszystkich - gnoi go niecenzuralnie, każe wszystkich wyżej wymieionych przepraszać za przeszkadzanie im, i to po 3 razy, bo "nie usłyszeli", zaś po wszystkim mówi chłopakowi "takie jest życie" i przyjaźnie się uśmiechając mówi mu o tym, jakimi łajzami są ci wszyscy, ktorych mu przed chwilą przepraszać kazał.

      zatem - z robotą aut. co więcej - stary mu mówi : odpuśc sobie moją córkę, zostaw ją, daj spokój... i to mówi to ciepłym, miłym, miękkim głosem. mocna scena.

      chłopak za chwilę doznaje kolejnego upokorzenia - tym razem ze strony selekcjonera na bramce klubu eksluzywnego, w którym siedzi dziewczyna, a on chciałby tam wejśc i z nią porozmawiać [ona go zresztą zaprasza przez okno]. selekcjoner mu na to : nie ta twarz, nie te ciuchy, nie ten czlowiek, nie wejdziesz tutaj, kawalerze miły. chłopak się probuje z nim dogadać, ale tamten robi sobie z niego dość niefajne jaja ['aha, twoja mama tu sprząta tak ? to powiedz jej, zeby nie zostawiała wiadra na drodze], a kiedy oferuje mu wejście za 'zrobienie loda wybranej osobie" chłopak wdaje się z nim, i jego kolezkami, w bijatykę, z której wychodzi z rozbitym nosem, a wybiegajaćej za nim dziewczynie każe się odwalić.

      a później pojawia się dziwny motyw - zdesperowany chłopak zaczaja się na lotnisku, czyha na dziewczynę i starego [ona ma właśnie lecieć do tej szkoły do Anglii] bierze ją za zakładnika, a jemu każe spiep,rzać - na czworaka i szczekając jak pies. wyjeżdza autem poza teren lotniska i mówi do niej: no, to gdzie jedziemy ? a ona mu na to, zeby ją odwiózł, bo nie chce z nim nigdzie jechac = nie po czymś takim... no to chłopak dostaje piany...jedyne co mu się udalo, to odegrać na jej starym i odwlec jej wyjazd.

      próbuje jesczze raz z nią porozmawiac, po jakimś czasie - cichcem dostaje się do jej domu w trakcie wypasionego przyjęcia firmowego, garden party jakiegoś... nie mogą sie dogadać w kwestii jej wyjazdu. koniec końców ktoś zauważa go na posesji i musi się salwować ucieczką przed ochroniarzami z psami, a potem zostaje wystawiony za ogrodzenie.

      odnosi w końcu sukces. jego muzykę grają w radio. koncerty, dziewczyny na backstage...

      umiera mu ukochana babcia, ale wcześniej mu powiedziała, zeby pojechał do Anglii, za dziewczyną. widać zresztą po nim, ze ten cały rap-sukces go nie kręci, bo bardziej mu zależy na tej pannie. no i pakuje się i wyjeżdza.

      trzecia nowela jest z Mazur.
      bohaterem jest chłopak, który też ma w beznadzieję dookoła - niby ładne krajobrazy, plaża itd, ale pracę ma kiepską, przy rybach dla cwaniakowatego właściciela przetwórni, zaś w domu ociężałego ojca, który od lat przygotowuje się do startu w "1 z 10", oglądanym na zaśnieżonym tiwi, co aż na kilometr śmierdzi tragedią; i matkę, która nieustannie mu ciosa kołki na łbie, ze się powinien wreszcie dorobić, a nie jadać w domu, a spać w przyczepie. dziewczyny jakie spotyka są albo nieciekawe, albo cyniczne. w pracy ma kolegę, który dobiega 50tki, a ciągle zapie,prza przy tych rybach - jakby widzial w nim swoją przyszłość... słowem - żenada do potęgi. wiadomo, jak się skończy ;]

      ten cwaniakowaty szef od ryb spotyka się z matką drugiego jego kolegi z pracy - młodszego. ten młody ma tego dość. kiedy naszemu bohaterowi, po kłótnio z szefem i odejściu z pracy, przychodzi do głowy, ze wyjściem z tego bajzlu jest wyjazd do Londynu, młody chętnie się do tego przyłącza, zdobywa kasę na bilety autobusowe i start na miejscu. Siedzą więc i czekają na wyjazd.

      ale nasz bohater nie jest zdecydowany do końca... mając jeszcze kilka godzin do terminu wyjazdu zostawia swojego kolegę, zapewniając ze wróci na czas,i podejmuje ostatnią próbę znalezienia powodu by zostać - spotyka się z dziewczyną, do której coś czuje. idą do łózka, a po wszystkim ona odchodzi, zostawiając go jak byle żigolaka.

      porażka bohatera jest podwójna,bo koniec końców nie zdąża on na autobus i musi zostać w kraju. jego młody kolega nie ma odwagi jechać sam i też musi zostać. co więcej, okazuje się, ze tę kasę, co miał na wyjazd dla nich - ukradł cwaniakowatemu gachowi swojej matki i szefowi zarazem. dostaje za to solidne manto. ma się za co boczyć na kolegę - ukradl, tak bardzo chciał jechać, a się okazało, ze jemu zależy bardzioej niż temu, co go tym pomysłem zaraził...

      nasz bohater zatrudnia się ponownie u rybiarza, wszystko wraca do poprzedniego wymiaru.
      cd
      • grek.grek "oda do radości' sp 06.08.11, 13:22
        jego apatyczno-autustyczny stary własnie się wybiera na eliminacje "1 z 10" - z zeszytem, w którym nieudolnie zapisywal zasłyszane w programie pytania i odpowiedzi, co matka kwitowała "po co ty to piszesz, skoro ty podstaw nie masz ?". wychodzi niby na pociąg, a potem chłopak spotyka go w jakims ustronnym miejscu - nie pojechał, przestraszył się, dostrzegł jakie to niepowazne... "nie spie,prz życia, synu" - to cała nauka jaką ma dla niego.

        no i tego życia spie,przyć nie chce - wyjeżdza do Londynu.

        i bohaterowie wszystkch trzech nowelek spotykają się w autokarze jadącym do Anglii. finito.

        sami widzicie - Polska to kraj tragiczny, brzydki, głupi, chamowaty. Pięknie jest tylko na zmywaku albo w wucecie londyńskim ;] tam nasza młodzież jedzie z uśmniechem na ustach, z optymizmem w oku, z nadzieją na lepsze.

        żadnych światełek w tunelu w tym Polandzie. normalnie, same żule, świnie i łajzy. "co za fatalny świat roku bieżącego", jak spiewał poeta.

        jakoś nie kupiłem tego obrazka. taka jakaś prosta antyteza tvn-owskich serialów kręconych w wykupionych na na godziny apartamentowcach i kamienicach.

        za to paru dobrych aktorów można było znaleźć - w 1 nowelce główną bohaterkę gra Buczkowska, zapomniałem imienia... bardzo do rzeczy dziewczyna; w drugiej jest jankowska-cieślak w roli babci i świetny sp. maciej kozłowski, jako tata-psychopata i gąsiorowska jako jego córka; w trzeciej jakoś zapamiętałem chabiora, w roli rozsądnego, pogodzonego z losem pracownika branży rybnej - może najbardzeij rozsądnej postaci w całej tej trylogii, pozostałe albo są popaprane, albo się miotają bez ładu i składu, nie wiedząc same czego chcą, albo po prostu miota nimi rzeczywistość, jak szmacianymi lalkami.

        • grek.grek Re: "oda do radości' sp 07.08.11, 13:38
          poza udźwiękowieniem, przez które niektóre dialogi/odzywki słyszane są mało wyraźnie - filmowo fakt wypada to nieźle.

          gorzej z przesłaniem - uciekajcie stąd, bo tu tylko bida z nędzą i no future.

          zdecydowanie bardziej odpowiada mi przesłanie wojcieszka w "głośniej od bomb" - hej, spróbujmy tutaj, bo od nas zależy, jak tutaj jest, to my kształtujemy swoje otoczenie, uciekając tak naprawdę uciekamy od własnej niemożności; zróbmy coś ze sobą tutaj, na swoją miarę i w swoim stylu, nie po to, zeby wypchać mieszek, ale po to, by mieć udane życie, dobrych ludzi dookoła siebie i móc sobie spojrzeć w twarz i nie przegrać czasu.

          za komunę jechano, ze wszystko du..., demokracja - też do du... litości, ile mozna... ;]

          problem ofk jest, i dobrze, ze sie o nim mówi, robi film, ale trochę cieniowania by się przydało, zamiast takiej jazdy na jednym biegu. jałowym w dodatku.
          • barbasia1 Re: "oda do radości' sp 07.08.11, 22:47
            Na dzieńdobrywieczór! :) niech zaśpiewa cudna Erica Badu:

            www.youtube.com/watch?v=RyRcSnhoQdw
            grek.grek napisał:
            > za komunę jechano, ze wszystko du..., demokracja - też do du... litości, ile mo
            > zna... ;]

            "Forman zapytany kiedyś, czym różnią się dwa światy, w jakich przyszło mu żyć, odpowiedział: W komunizmie człowiek trzymany był w klatce, w wolnym świecie zostaje wypuszczony do dżungli".

            Więcej... wyborcza.pl/1,75475,10065479,Chaplin_z_Czech_srodkowych.html?as=1&startsz=x#ixzz1UN7aUlO0

            I tak źle, i tak niedobrze! ;)

            Cytat z piątkowej Wyborczej zaczerpnęłam, z ciekawego tekstu Tadeusza Sobolewskiego poświeconego właśnie Miloszowi Formanowi i jego twórczości (pt."Chaplin z Czech środkowych"). Oprócz tekstu Sobolewskiego jest tu jeszcze wywiad z Miloszem Formanem.
            Polecam, jeśli jeszcze nie czytaliście, tu jest link do rozmowy:
            wyborcza.pl/1,75475,10065478,Milosz_Forman__Wszyscy_jestesmy_malymi_burzujami.html
            Tu do tekstu Sobolewskiego:
            wyborcza.pl/1,75475,10065479,Chaplin_z_Czech_srodkowych.html?as=1&startsz=x
            "Oda do radości" - nie widziałam , nie słyszłam wcześniej o tym filmie!? Teraz dopiero czytam, że to debiut filmowy trójki młodych reżyserów, którzy dopiero co (w 2006) skończyli szkołę filmową, m.in. Janka Komasy, o którym głośno było, przypominam, za sprawą jego najnowszego filmu "Sala samobójców" ...

            A mnie się się ta "Oda " taka ponura nie wydała!?
            Przecież bohater warszawskiej opowieści zrealiował tu swoje marzenia, przekuł je na sukces i to w tak trudnej branży jaką jest branża muzyczna. Do Londynu jedzie tylko z powodu dziewczyny, którą kocha, o której nie może zapomnieć. Opowieść pierwsza ze Śląska też wbrew pozorom wygląda, imo, optymistycznie. Pomysł z salonem fryzjerskim wypalił, panie zdobyły klientki i klientów, co w tym fachu jest niebagtelną sprawą, a to dobrze rokuje na przyszłość niedaleką ...

            Bohater opowieści z Mazur jest, imo, najciekawszy... ale o tym i innych rzeczach jutro ...

            :)


            • barbasia1 Sobolewski o Miloszu Formanie 07.08.11, 23:37
              Chaplin z Czech środkowych
              Tadeusz Sobolewski2011-08-05, ostatnia aktualizacja 2011-08-04 19:40
              wyborcza.pl/1,75475,10065479,Chaplin_z_Czech_srodkowych.html?as=1&startsz=x

              Milosz Forman mówi, że nasycał swoje filmy "ciemnymi wydarzeniami z własnego życia", przezwyciężając strach i melancholię sardonicznym, bezczelnym humorem. Ale złośliwość godzi z szorstkim współczuciem. W swoich filmach nie zdradza skrzywdzonych
              Jan Hrzebejk, czołowy reżyser nowego czeskiego kina, wspominał kiedyś, że w Nowym Jorku przegadał kilka nocy z Miloszem Formanem. Zastanawiali się, co jest istotą czeskiej sztuki. Forman opowiedział mu o swoim spotkaniu z wielkim aktorem Janem Werzichem, który przed wojną pisał komedie dla Teatru Wyzwolonego. Forman pytał Werzicha: Jak pisać? Werzich mówił: Trzymaj się paradoksów.

              Czy nie to właśnie wyróżnia pisarstwo Hrabala, Kundery, Skvoreckiego? - zastanawia się Hrzebejk. Paradoks prowadzi czytelnika przez całą opowieść, pozwalając mu się śmiać, wywołuje głębszą refleksję. Tak właśnie jest w filmach Formana, zarówno czeskich, jak amerykańskich. Widz ma wrażenie, że życie samo demaskuje się w jego filmach w akcie spontanicznej improwizacji.

              Bez złudzeń, bez cynizmu

              Forman, laureat dwóch Oscarów, ceni konkret, nie znosi abstrakcji. Prawda jego filmów powstaje na poziomie elementarnych, międzyludzkich relacji. Za systemami społecznymi widzi ludzi. Autor "Pali się, moja panno" nie ma złudzeń ani co do ludzi, ani co do ideologii. Nie jest jednak cynikiem czy nihilistą.

              Jego żarliwą obroną demokracji był "Skandalista Larry Flynt" (1997). Oskarżony o obrazę moralności wydawca "Hustlera" zamienia się w oskarżyciela, wyzywa człowieka o nieposzlakowanej moralności, przywódcę ruchu Moralnej Większości. I wygrywa. Dochodzi w tym filmie do głosu wyniesione z komunistycznych czasów przekonanie, że społeczny porządek, jeśli ma być podtrzymywany siłą, musi kryć w sobie fałsz, a ci, którzy uważają, że mają monopol na prawdę, muszą być kłamcami.

              Widz nie od razu przechodzi na stronę antybohatera. Łatwiej było solidaryzować się z innymi formanowskimi szaleńcami - przez wzgląd na geniusz Mozarta czy przez skojarzenie szpitala psychiatrycznego z "Lotu nad kukułczym gniazdem" z państwem totalitarnym. W przypadku Flynta jest to trudniejsze. Jego zwycięstwo oznacza, że w demokracji mogą żyć obok siebie ci, co uważają, że najważniejsza jest wolność i realizowanie siebie, jak i ci, którzy sądzą, jak pastor, że jest jakaś jedyna słuszna droga, na którą trzeba ludzi kierować.

              Wszyscy są podejrzani!

              Jak Bunuel przez całe życie odreagowywał jezuicką szkołę, tak Forman odreagowuje komunizm - rządy tych, którzy samozwańczo uznali siebie za "moralną większość".

              Groteskową kwintesencję tych rządów przedstawił w filmie "Pali się, moja panno". Na balu w remizie zorganizowanym na zasadach wojskowego drylu starszy strażak oświadcza: "Fanty zostały rozkradzione, wszyscy tu byli, znaczy - wszyscy są podejrzani!". Jak się okaże - łącznie z władzą.

              Carlo Ponti, włoski producent "Pali się...", po obejrzeniu gotowego filmu kazał sobie zwrócić pieniądze, bo uznał, że ta komedia "obraża prostego człowieka". Czeska władza mówiła to samo.

              Forman zapytany kiedyś, czym różnią się dwa światy, w jakich przyszło mu żyć, odpowiedział: W komunizmie człowiek trzymany był w klatce, w wolnym świecie zostaje wypuszczony do dżungli.



              Zakłócona zabawa

              Urodził się w 1932 roku w ewangelickiej rodzinie ze środkowych Czech. Jego rodzice byli właścicielami hotelu. Oboje aresztowani przez gestapo zginęli w obozach koncentracyjnych. Forman opowiada o tym w książce "Moje dwa światy" i w biograficznym dokumencie "Co cię nie zabije".

              Mając 13 lat, był już sierotą (wiele lat potem odkrył - podobnie jak François Truffaut - że jego ojcem jest prawdopodobnie kto inny, znajomy matki, architekt żydowskiego pochodzenia, jednak nie szukał z nim kontaktu).

              O swoim dzieciństwie opowiada bez roztkliwiania się. Za okupacji odpychał od siebie straszną prawdę. Ostatnia wizyta u matki w więzieniu, przed zesłaniem jej do obozu, zeszła na najbanalniejszych rozmowach. W "listach do Jezuska", jakie dzieci pisały przed Bożym Narodzeniem, prośba małego Milosza, żeby tata wrócił z obozu, znajduje się na ostatnim miejscu, po długiej wyliczance prezentów, jakie spodziewał się dostać. "Byłem outsiderem - pisze o sobie. - Zaglądałem przez kraty do zamkniętego przede mną świata, w którym miałem obiecane miejsce".

              Po aresztowaniu rodziców brat Formana, aby umknąć gestapo, wstąpił do wędrownej trupy operetkowej, Teatr i jego kulisy, "atmosfera koleżeńskości i twórczego zamieszania", gdzie "cudowne młode kobiety zmieniały w pośpiechu kostiumy z falbankami", wciągnęły Formana do tego stopnia, że zobaczył swoje miejsce w show-biznesie.

              Poprzez wszystkie filmy, począwszy od debiutanckiego "Konkursu", poprzez "Pali się, moja panno", "Amadeusza", aż po ostatnie "Duchy Goi", powraca motyw zakłóconego przedstawienia, przerwanej, niespełnionej zabawy, dysonansu między sztuką a życiem, między jednostką a społeczeństwem.

              • barbasia1 Re: Sobolewski o Miloszu Formanie cz 2. 07.08.11, 23:38

                Złosliwość i współczucie

                Forman mówi, że nigdy nie nakręcił filmu otwarcie autobiograficznego, jednak nasycał swoje filmy "ciemnymi wydarzeniami z własnego życia", przezwyciężając strach i melancholię sardonicznym, bezczelnym humorem. Złośliwy humor idzie u niego w parze z szorstkim współczuciem wobec ofiar - losu, nieludzkich systemów, społeczeństwa, rodziny. Forman, jak Chaplin, w swoich filmach nie zdradza skrzywdzonych. Znajomość życia od najgorszej strony nie przeszkodziła mu dawać nadziei pomimo absurdu.

                W "Człowieku z księżyca", opartym na biografii słynnego amerykańskiego komika prowokatora Andy'ego Kaufmana, wyrażona jest najdosadniej filozofia błazna: życie jest widowiskiem, iluzją, ale nie jesteśmy niewolnikami tego spektaklu, jesteśmy wolni. Motywem przewodnim tego filmu są twarze widzów Andy'ego - najpierw zaskoczone, zgorszone, a w pewnym momencie ożywione błyskiem zrozumienia. Andy, wbrew pozorom, nie manipuluje nimi, ale uodparnia widzów na manipulacje, budząc niewiarę. "Zawsze muszę być krok przed nimi".


                Filozofia Andy'ego (Jim Carrey) przechodzi w swoje przeciwieństwo - nie potrafimy uwierzyć nawet we własną śmierć! Andy reżyseruje swoją ceremonię pogrzebową jako iluzjonistyczny, wesoły show. Za życia, zamieniając się rolami z innym komikiem, przygotowuje pośmiertny dowcip: w postaci tego drugiego pojawia się nagle wśród żywych, jakby to był on sam, zamaskowany.

                Błazenada, patos, prawda

                Kino Formana w sposób chaplinowski łączy trzy cechy: humor nieuznający nic świętego, ludzką prawdę i patos. Błaznem jest Mozart z "Amadeusza" ukazany jako postać paradoksalna: w oczach świata - głupek, w rzeczywistości - geniusz. Salieri nie może pojąć, dlaczego właśnie tamtego - grzesznego, amoralnego, egocentrycznego - Pan Bóg obdarzył geniuszem. W scenie pogrzebu Mozarta tłum żałobników zatrzymuje się jak zaklęty. Tak mogło być naprawdę - zatrzymali się z lęku przed zarazą. Ale obraz ten tworzy metaforę zwycięstwa jednostki nad miernotą zbiorowości, jest paradoksalnym triumfem Amadeusza, nawet w śmierci. Trumna Mozarta wyprzedza ludzi, idzie dalej.

                W filmie o Larrym Flyncie sparaliżowany właściciel pornograficznego "Hustlera" ogląda zmarłą ukochaną na taśmach wideo. Jej śmiech miesza się ze "Stabat Mater" Dworzaka.

                Czy nie patetyczny jest pamiętny obraz z "Hair", gdy młody Bukowski idzie nowojorską avenue, śpiewając, a zapełniający ją tłum w niezwykłym choreograficznym układzie nagle przykuca, co sprawia, że skromny chłopak z prowincji na chwilę wyrasta ponad głowy ludzi? Czy w tym obrazku Forman nie święci swego amerykańskiego triumfu? W przekornym zakończeniu "Hair" hipis, chcąc nie chcąc, poniesie większą ofiarę: przez przypadek to on, zamiast Bukowskiego, pojedzie do Wietnamu.

                W czeskich filmach Formana patos zostaje postawiony jak na ostrzu noża, obok trywialności. W "Pali się, moja panno" dziadek pogorzelec, siłą wyniesiony z płonącego domu, odmawia głośno "Ojcze nasz" - wokół niego goście, którzy przybiegli prosto z zabawy w remizie, oglądają pożar jako widowisko. "Proszę nie zasłaniać!" - wołają do strażaków. Między nimi kręcą się kelnerzy sprzedający napitki.

                Z siebie się śmiejecie

                Piękny moment formanowskiego patosu jest w "Miłości blondynki". Do domu chłopaka z Pragi przyjeżdża wieczorem niespodziewanie zakochana w nim, naiwna dziewczyna z prowincji, z która się kiedyś przespał. O północy w kuchni matka chłopaka zabiera się do rewidowania jej walizki. W momencie, gdy otwiera wieko, z radia rozlega się czechosłowacki hymn. Na wierzchu walizki leży krawat, prezent dla chłopca - znak miłości, która za chwilę zostanie zniszczona i zbrukana przez czeską panią Dulską w imię przyzwoitości i rodziny.

                Jaka to rzeczywistość: drobnomieszczańska czy totalitarna? Jedno w drugim - tłumaczy Forman. - Wszyscy jesteśmy małymi burżujami - mówi o Czechach - Chroniąc się przed totalitaryzmem, obwarowaliśmy się w naszym mieszczaństwie.

                Z "Miłością blondynki" wiąże się moje osobiste wspomnienie - doznałem kiedyś na sobie leczniczego działania formanowskiego śmiechu. To było w czasach szkolnych. Prowadziłem moich rodziców do wypełnionego do ostatniego miejsca kina Moskwa na film Formana. Nie ma chyba w kinie drugiego tak ostrego, tak bliskiego życiu, wolnego od melodramatyzmu obrazu pierwszej miłości i pierwszego rozczarowania. Wyobrażałem sobie wtedy, że dla mnie i rodziców ten film będzie momentem zbratania. I był.

                "Miłość blondynki" - być może najwybitniejszy film Formana - wydaje się paradokumentalną improwizacją. To złudzenie - jest w nim precyzja komedii dell'arte. Sceną jest pokój, kuchnia i sypialnia praskiego mieszkania, do którego wieczorem puka dziewczyna z walizką. W dawnym teatrze mówiło się "na stronie" to, co się myśli. Tu dzieje się coś podobnego, z tym że fałsz jest po obu stronach, nie sposób go oddzielić od prawdy. Zaskoczony chłopak, zastając w domu dziewczynę, gra podwójną rolę - wobec niej jest wciąż czułym zakochanym, ale równocześnie przez drzwi do sypialni zapewnia rodziców, że dziewczyny w ogóle nie zna.

                Wiele mówiono o panującym w krajach demokracji ludowej dwójmyśleniu, o wszechobecnym fałszu - Forman ukazuje zakłamanie w samym zarodku. I pozwala się śmiać gogolowskim śmiechem z samych siebie.

                • barbasia1 Re: Sobolewski o Miloszu Formanie cz. 3. 07.08.11, 23:39

                  Rodzice palą jointy

                  Rewersem "Miłości blondynki" jest nowojorski "Odlot" z 1970 roku - znakomity, niedoceniony, niebywale śmieszny. Wydawałoby się, że reżyser świeżo wypuszczony z komunistycznego grajdołka zachłyśnie się hipisowską kontrkulturą. Ale bohaterami jego komedii nie są zbuntowane dzieci kwiaty, tylko uczestnicy Stowarzyszenia Rodziców Zbiegłych Dzieci. Aby swoje dzieci lepiej poznać, sami palą jointy pod kierunkiem eksperta hipisa (film daje dokładną instrukcję) i doznają ekstazy.

                  Rewolucja obyczajowa, konflikt pokoleń zostają tu oddemonizowane, rozbrojone. Obie strony są śmieszne, gdy próbują wolności, która w każdym pokoleniu ma swój styl i reguły. Zarazem obie strony zostają zrównane i nikt nie jest poniżony. To raczej ojciec córki uciekinierki ze swoją kawalerską fantazją wydaje się "dzieckiem kwiatem" w konfrontacji z przyprowadzonym przez nią do domu kudłatym muzykiem, który - jak się okazuje - zarabia rocznie 290 tys. dol.

                  Gorycz i nadzieja

                  Śmiech z ludzkości, śmiech zaskakujący, który nie ugina się przed tyranią ideologii, to podstawa formanowskiego poczucia wolności. Okrutny śmiech niesie oczyszczenie, które Forman ceni bardziej od łez. Jego śmiech jest odmianą tragizmu.

                  Forman mówi, że podziela filozofię swojego francuskiego przyjaciela i scenarzysty Jean-Claude Carriere'a. Z kolei Carriere mówił kiedyś "Gazecie" za swoim mistrzem Luisem Bunuelem, że "irracjonalizm napędza świat". Czy taka jest też wiara Formana?

                  W swoim filmie testamencie - "Duchach Goi" - nakłada XX-wieczne doświadczenie na doświadczenie dawnej Hiszpanii najechanej w imię postępu przez Napoleona. Procesy urządzane przez inkwizycję przypominały mu procesy stalinowskie. Inwazja na Hiszpanię kojarzyła się z inwazją wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację w 1968 r. Formanowski paradoks sprawia jednak, że w ironicznym finale ginie tajemniczy czarny charakter tego filmu, don Lorenzo, bojownik wszelkich rewolucji, prawicowych i lewicowych, wieczny naprawiacz świata, zawsze gorliwie wierzący, przedtem inkwizytor, później demokrata, doścignięty wraz z powrotem monarchii i ukarany przez swój własny reżim.

                  Za taczką wiozącą jego ciało biegnie jego oszalała ofiara - Inez. Za nią - jej opiekun, malarz Goya. W tym obrazie przebijają i gorycz, i nadzieja. Bo chociaż nie da się naprawić świata, gest artysty nie jest bez znaczenia.

                  Źródło: Gazeta Wyborcza
                  • grek.grek Re: Sobolewski o Miloszu Formanie cz. 3. 08.08.11, 13:46
                    wielkie dzięki za tę wklejkę, jest co poczytać; i tylko szkoda, ze rzadko Forman w tiwi lata... w ogole, po macoszemu traktowani są ci wszyscy wielcy mistrzowie. dominują "grzechotniki w samolocie", albo "krokodyle samobójcy"... i to w publicznej telewizji. no nic, temat rzeka, nie ma co do niego nonstop wracać :]


                  • grek.grek Re: Sobolewski o Miloszu Formanie cz. 3. 08.08.11, 14:04
                    oglądałaś wczoraj [oglądaliście] "Job" na TVN ?

                    to powtórka była, trochę popatrzyłem, ale powiem Ci, ze jakoś mniej strawna niż za pierwszym razem, a i za tymże pierwszym też zachwytu nie było - ciąg gagów łączony jakimis tam wydumanymi perypetiami trzech głównych bohaterów, część dowcipów zgarnięta z jakichś kawałów z taaaaaaką brodą, część zasłuchana skądśtam [przyznam,ze sam je słyszałem wczesniej niż obejrzałem i wysłuchałemw tym filmie - np. nauczyciel do dzieci : nazywam się jan kowalski, a wy ? dzieci : a my nie.

                    podobał mi się "teleturniej Ibiszowy"; facet który dostał kulki erotyczne pod choinkę, wyjmuje je, nie wie co to takiego i zastanawia się "różaniec ?.."; i chyba ten chińczyk z bazaru, któremu bohaterowie tłumaczą, ze chcą gdzieś dostać takie cudo,żeby nauczyło ich języka angielskiego w trymiga, on się uśmiecha głupio, nic nie kuma, w końcu jeden z nich, z desperacją w głowie mówi "rozumiesz, kur..wa, rozumiesz ?" na co chińczyk "ku..wa, rozumiem !" i prowadzi ich do burdelu na zapleczu ;] jak widać, w polskim filmie dowcip nawet w miarę śmieszny musi być niecenzuralny i plątać się w okolicach poniżejpępkowych :]

                    co mamy na dziś ? ja tak patrzę i... widzę ciemnośc, ciemnośc widzę.

                    "serenite" wg iwaszkiewicza o 3 w nocy. gratulacje dla TVP. wiszą mi jakies 200 filmów za te długie lata sponsorowania ich cynizmu :] prędko dlugu nie spłacą, jeśli w takim tempie będą się wlec... ;]

                    film z chrisem slaterem chyba widziałem...

                    dla mnie, i tak zostanie on aktorem jednej roli, didżeja w "pump up the volume" :] ech, jeden z bohaterów mojej mlodości. mogliby powtórzyć ten film...

                    pamiętacie jeszcze marka huntera ?

                    • barbasia1 "Job" / "Taki spokojny człowiek" /Christian Slater 08.08.11, 15:40
                      Nie nie oglądałam wczoraj filmu "Job" i jakoś prawdę mówią bardzo słabo go kojarzę!?
                      Chyba nigdy w całości go nie obejrzałam? Właśnie, właśnie małostrawna rzecz!?

                      Ja dziś wchodzę w klimaty kryminału szwedzkiego - na Dwójce o 21.10 leci kolejny odcinek Van Veeterena: Sprawa G.

                      Przed filmem "Serenite", "Dwa Księżyce w reż. Andrzeja Barańskiego. Na podstawie prozy
                      Marii Kuncewiczowej. Wieki temu oglądałam.

                      "Taki spokojny człowiek" z Christianem Slaterem - nie znam, nie widziałam...

                      Mark Hunter."Pump up the volume", po naszemu "Więcej czadu". ;) Pamiętam, ale jakoś słabo. Dawno, dawno temu oglądałam ten film. Ale za to lepiej pamiętam samotnika, outsaidera, oryginała, chorego na serce Adama z jednego z lepszych melodramatów, jakie widziałam, zatytułowanego "Skryta namiętność". Christianowi Slaterowi partneruje tu znakomicie urocza Marisa Tomei w roli zachochanej w nim , równie samotnej Caroline ...
                      Znasz ten film, Greku, znacie ten film?

                      :)
                      • maniaczytania Re: "Job" / "Taki spokojny człowiek" /Christian S 08.08.11, 18:38
                        "Job" - beznadziejny, bylam kiedys na tym w kinie - chyba najbardziej zmarnowane pieniadze na tego rodzaju rozrywke ;)

                        a Christiana Slatera znam, kojarze, lubie, nie tylko z "Wiecej czadu" :)
                        Barbasiu -i mnie sie ten film podobal, ale bardziej chyba z racji Marisy Tomei, ktora bardzo lubie i kiedys obejrzalam sporo z nia filmow - moj ulubiony to oczywiscie - "Only you" :)
                      • grek.grek Re: "Job" / "Taki spokojny człowiek" /Christian S 09.08.11, 13:50
                        hehehe, psychopatologiczny kącik jakiś tworzymy ;]

                        "interesująca bohaterka kobieca" ? trudno powiedzieć tak a priori, to raczej mnie się objawia już w trakcie... w "californication" takich, niestety, brak, ale np bardzo interesująca jest postać z "dextera" [TVN własnie powtarza 2 sezon, w poniedziałki] - Lila. generalnie jednak, jak już trafię na jakiś serial, to z trudem ciekawe kobiece postaci odnajduję... czy ja wiem, może jako M mam większe wymagania, a męskie odpowiedniki traktuję z większą pobłażliwością, a Wy macie na odwrót ? :]

                        co do "JOba", to może aż tak surowy, jak Mania, bym nie był, niemniej - chyba też bym nie polecił nikomu specjalnie, co najwyżej - powiedziałbym, ze... można spróbować.

                        wielka szkoda, ze te polskie filmy tak późno... i zwykle TVP wyłącza nadawanie i sobie własne plecy można pooglądać, nawet siedząc dzielnie do późna, albo nagrywając.

                        o to to - o to chodziło w "pump up",świetne były te jego audycje, cały film miał to "coś", była w nim wtedy swieżość ogromna. miał tzw kult w sobie :]

                        pamiętam, wyobraź sobie :] pamiętam "skrytą namiętność". bohater slatera zdaje się zmarł. i miał psa chyba ? pamiętam, to i owo, o ile to co pamiętam, to własnie z tego filmu... ;]

                        własnie, swietną audycję wczoraj odsłuchałem - w Trójce, w Klubie 3, o nieśmiertelności i nauce w kontekście tejże, w wolnej chwili bardzo Tobie, i Wam, polecam. 45 minut i leci jak z płatka, bardzo ciekawa rozmowa, m.in z profesorem Mikołejko, którego zawsze warto uważnie słuchać

                        może się Wam uda ściągnąc to stąd, aczkolwiek na stronie Trójki tak jakoś poutrudniali ściąganie plikow... ale - jam ciemnota w tym zakresie, a Ty, i Wy, na pewno dajecie sobie z tym radę o niebo lepiej, więc mam nadzieję, ze się Wam uda :

                        P.S : nie ma jeszcze ikonki, która by sugerowała, ze jest plik do ścignięcia z tą audycją, więc może będzie dopiero wieczorem, albo jutro... tak czy owak - trzymajcie rękę na pulsie, zaglądajcie, monitorujcie, a ja naprawde zachęcam, bo przednia dysputa się wywiązała :

                        www.polskieradio.pl/9/Audycja/7422
                        btw, a propos "pump up", pamiętacie jaką piosenką Mark witał się z publiką [najpierw nie wiedzial, czy ktoś go słucha, po prostu nawijał i puszczal muzykę w przestrzeń, a dopiero poźniej dotarło do niego, że ma sluchaczy i to wiernych] ?

                        www.youtube.com/watch?v=h27HRNm_r4U
                        • barbasia1 Re: "Job" / "Taki spokojny człowiek" /Christian S 09.08.11, 18:59
                          > hehehe, psychopatologiczny kącik jakiś tworzymy ;]

                          He,he No wlaśnie! ;)

                          Musiałam pogrzebać w necie by się czegoś dowiedzieć o tej Lili, niestety nie oglądałam Dextera , ale może kiedyś jeszcze nadrobię tę zaległość, no więc Lila (tak, jak przypuszczałam, brunetka) to jedna z mroczniejszych postaci serialowych, aż mi dreszcz po grzbiecie przeszedł, jak o niej czytałam ...
                          O tu:
                          www.popcorner.pl/popcorner/51,108015,8327429.html?i=3
                          Dexter Morgan i Lila Tournay- To był związek zawarty w piekle- seryjny morderca i bezwzględna psychopatka. Najpierw Lila była jego sponsorem w AA, potem kochanką, aż do momentu, kiedy próbowała zabić dzieci Rity, porwała Doakesa i próbowała spalić siebie i Dextera. Ten związek zakończył się co prawda w Paryżu, ale romantycznie nie było. Dexter wytropił ją i ugodził w serce.
                          i tu:
                          www.popcorner.pl/popcorner/1,108032,8600755,Lila_i_Dexter_,,ga,,2.html
                          Lila pojawiła się w życiu Dextera w momencie słabości i była dla niego jak skok na głęboką wodę. Jak dotąd jego jedyną damsko-męską relacją, był związek z dość "sztywną" i potulną Ritą. Lila była kobietą silną, niezależną i pełną erotycznego napięcia, które dla Dextera było czymś nowym i nieznanym. Lila była kochanką i artystką, kobietą skłonną do obsesji, a jednocześnie bardzo zaborczą. Jej potrzeba poznania Dextera sprawiła, że odkryła jego najgłębiej skrywane tajemnice (co okazało się być dla niej zabójcze). Z nikim wcześniej Dexter nie był tak blisko związany... strachem. Lila go opętała, a kiedy próbował się wyrwać, sama oszalała. Jej mroczna, psychopatyczna osobowość nie pasowała Dexterowi. Ta znajomość źle się skończyła, ucząc przy okazji Dextera, że namiętność to nie jest uczucie dla niego.

                          !

                          Właśnie, nie widać ikony "słuchaj" na tej stronie z informacją o audycji, może jeszcze nie umieszczono wersji audio , mam nadzieję, że to nastąpi wkrótce. Dzięki za info.! Temat o nieśmiertelności naprawdę jest szalenie ciekawy.

                          W fascynacji opowieściami o wampirach , które zyskały ogromną popularność zwłaszcza w ostatnich latach, także wyziera ta tęsknota człowieka za nieśmiertelnością ...



                          > pamiętam, wyobraź sobie :] pamiętam "skrytą namiętność".
                          :)))
                          O! Brawo! :) Tak, bohater zmarł niestety (psa z kolei ja nie za bardzo kojarzę) .


                          "Everybody Knows" Leonarda Cohena -cudne zawsze. Nie pamiętałam, że Mark to puszczał.

                          • grek.grek Re: "Job" / "Taki spokojny człowiek" /Christian S 10.08.11, 13:49
                            cała Lila ;] tu jest kompilacja dexter-lila z 2 sezonu - ja sobie na razie nie chcę całości przypominać, skoro co poniedziałek jest kolejny odcinek :

                            www.youtube.com/watch?v=YoQm_kBsgU
                            z odc 3 rozmowa w barze, o "mrocznym pasażerze", czytaj : niepohamowanym pociągu do krwi dextera, aczkolwiek ona nie wie, co z nim jest nie tak, wie tylko, ze "coś" w sobie nosi, i to ją do niego przyciąga :

                            www.youtube.com/watch?v=mPELu49AR80
                            w tej rozmowie o nieśmiertelności jest i nawiązanie do wampirów :] tym bardziej zachęcam, ja to odbierałem ze słuchawkami na uszach leżąc sobie po ciemaku, heh, fajne wrażenie się tworzyło, miała ta dyskusja klimat ;]

                            Cohen nie starzeje się w ogole...
                            • barbasia1 Re: "Job" / "Taki spokojny człowiek" /Christian S 10.08.11, 15:49
                              O! Dzięki, później sobie odsłucham rozmowę Lili i Dextera, bo to po angielsku, widzę, więc wymaga trochę więcej uwagi ...

                              > z odc 3 rozmowa w barze, o "mrocznym pasażerze", czytaj : niepohamowanym pociąg
                              > u do krwi dextera, aczkolwiek ona nie wie, co z nim jest nie tak, wie tylko, ze
                              > "coś" w sobie nosi, i to ją do niego przyciąga

                              Wyczuła pokrewieństwo dusz?

                              Ale okazało się, że dwie mroczne, 'zabójcze' osobowości w związku to za dużo...

                              Matha Beck (z "Samotnych serc"), teraz Lila, fascynują Cię mroczne kobiety? ;)

                              > w tej rozmowie o nieśmiertelności jest i nawiązanie do wampirów :]
                              O! :))
                              W sumie nie dziwne. ;)

                              Słyszałam kiedyś w jakiejś audycji, programie w TV, że biologicznego punktu widzenia nieśmiertelność komórek ludzkich,, a tym samaym nieśmiertlność organizmu, w żaden sposób nie jest możliwa. Robiono jakieś eksperymenty na komórkach, które wielkim uproszeczniu polegały na póbie zahamowania procesów odpowiedzilanych za ich starzenie się. Efekty nie byly zadowalające, ale już nie pamiętam szczegółów...

                              Na stronie Twójki już jest dostępna ta audycja o nieśmiertelności! (uwielbiem internet!:) Przed momentem to sprawdziłam, posłucham sobie zatem dziś wieczorem. :)

                              >ja to odbierałem ze słuchawkami na uszach leżąc sobie po ciemaku, heh, fajne wrażenie się tworzyło, miała ta dyskusja klimat ;]

                              No to bardzo kilmatycznie miałeś! :)

                              > Cohen nie starzeje się w ogole...
                              To prawda.


                              • grek.grek Re: "Job" / "Taki spokojny człowiek" /Christian S 11.08.11, 13:39
                                o to poszło, dostrzegła w nim cos, co sama w sobie ma. coś takiego mało twarzowego ;]

                                mroczne ? a nie wiem, hehe, takie postaci akurat, po prostu, są ciekawsze, coś w nich tam się dzieje, na tle innych wyglądają na znacznie bardziej interesujące. przynajmniej na ekranie, hehe.

                                już wrzucili audio ? no to cieszę się, ciekawe jak Ci się to spodoba, ta dyskusja. parę ciekawych kwestii poruszyli.
                                • barbasia1 Re: "Job" / "Taki spokojny człowiek" /Christian S 12.08.11, 14:36
                                  >Coś takiego mało twarzowego ;]
                                  ha,ha
                                  Bardzo delikatnie powiedziane!


                                  A tak, i to kwestii na kilka odrębnych audycji np np. na temat problematyki nieśmiretelności na przestrzeni dziejów (ludzie od zawsze szukali eliksiru dającego nieśmiertelność ), czy motywów nieśmiertelności w kulturze, w literaturze, sztuce, w filmach (wspomniano zaledwie o kilku filmach/ serialach m.in. o „Hibernatusie” moim ulubionym filmie z Louisem de Funesem; ponoć twórców tej komedii zainspirowała właśnie propagowana przez Ettingera idea krioniki, której poświeceona była audycja, czyli (za trójkową stroną cytuję) „techniki głębokiego ochładzania ciał ludzi i zwierząt i których współczesna medycyna nie jest w stanie utrzymać przy życiu, i przechowywania w temperaturze ciekłego azotu (-196 °C), z nadzieją przywrócenia do życia, kiedy medycyna wystarczająco się rozwinie”. ( a najciekawsze było to, ze Ettinger miał też plany by zamrażać ludzi tuż przed ich śmiercią, ale nie uzyskał zgody stosownych władz USA).
                                  Interesujące byłyby też szersze rozważnia na temat nieśmiertelnosci (duszy) z punktu widzenia różnych religii, czy przede wszytskim z punktu widzenia nauki - kwestie najnowszych badań nad procesami starzenia ...


                                  PS

                                  A jednak to była plotka, że i ciało Walta Disenya zostało po śmierci zamrożone.

                                  Podobno człowiek może żyć nawet 140, 160 lat (Fidel Castro planował, że żyć będzie 120 lat , czytałam gdzieś kiedyś), mówili w audycji. Ciekawe zatem jak będzie wyglądała osoba w wieku 160 lat, skoro w wieku 85 wygląda tak:
                                  pomponik.pl/galerie/podpatrzono/85-latka-relaksuje-sie-przed-slubem/zdjecie/duze,1500280,5
                                  :)
                      • grek.grek Re: "Job" / "Taki spokojny człowiek" /Christian S 09.08.11, 13:57
                        p.s : "drzazg" jeszcze nie oglądałem... cholewa, gdzieś mi się zapodziały, muszę taśmy przewertować, ale znajdę. ale to nic nie szkodzi, jestem gotów na przeczytanie Twojego komentarza, recenzjonu, i wszelkich komentarzy, ze spojlerami włącznie :]

                        p.s 2 : o Formanie doczytałem co się dało ze stron 'kultury" w Gw :]
                        • barbasia1 Drzazgi /Forman/ Skvorecky 09.08.11, 16:34
                          OK, dobrze w takim razie, szukaj, oglądaj , a ja dwa słowa powiem o tym filmie jutro (mam nadzieję Pepsic, Mania dolączą się do rozmowy)

                          Świetnie! :)
                          /jakby coś daj znać, będę Ci kopiować ;)/

                          A propos artykułu o Formanie i jego twórczości. Na początku tego artykułu Sobolewski wymienia pokrewnych Formanowi duchemi i konceptem czeskich pisarzy, m.in. pojawia się nazwisko Josefa Skvorecky'ego. Otóż Josef Skvorecky był tym pisarzem (pamiętasz, kiedyś rozmawialiśmy na ten temat ), który jako pierwszy z pisarzy (jeden z pierwszych?) rozliczał Czechów z ich oportunistycznej postawy podczas drugiej wojny światowej, miało to miejsce w powieści pod wszytsko mówiącym tytułem "Tchórze". Ta debiutancka powieść Skvorecky'ego napisana w roku 1949, a wydana w Czechach dopiero po dziwięciu latach, w 1958 roku wywołała wielki skandal obyczajowo-polityczny i została wycofana z księgrań, (co przysporzyło jej jeszcze więcej popularności), zaś samego pisarza władza komunistyczna zmusiła do milczenia przez kilka lat ...

                          W Polsce "Tchórzy" Skvoreckiego wydało wydawnictwo Śląsk w 1970 roku.

                          I wyobrażcie sobie , że to polskie wydanie "Tchórzy" Skvorecky'ego w bardzo dobrym stanie wpadło mi w ręce jakiś czas temu (kilka miesięcy temu) w bilbiotece miejskiej. Ale nie w wypożyczalni, znalazlam ją na specjalnej półeczce z książkami, które można sobie zabrać, bez żadnej opłaty, na własność (przynoszą je ludzie, którzy już ich nie chcą, nie potrzebują (!?). Cudna, niesamowita okazja, a ja tych "Tchórzy" nie zabrałam do domu, wzięłam coś innego. Kiedy kilka dni później wróciłam po tę książkę już jej nie było na półeczce. Do dziś nie mogę tego przeżałować, strasznie!!! Heh!

                          A przesłanie tej historii płynie takie - nigdy nie marnujcie dobrych okazji. Nie wypuszczajcie z rąk cennych okazów, które wpadną Wam w ręce !


                          :)


                      • pepsic Van Veetteren / Wallander 10.08.11, 11:53
                        Sprawa G - coraz przyjemniej się ogląda, tak bywa po bliższym zaznajomieniu się z bohaterami.
                        Ps. Chyba znowu coś pomyliłam, a mianowicie stan rodzinny komisarza Munstera.

                        Ale kino! wystartowało z nowa serią wallanderowską, tym razem głównego bohatera gra Rolf Lassgard (Tuż po weselu). Wygląda tak:
                        www.listal.com/viewimage/1619221
                        Czyli niekoniecznie jako obiekt do westchnień, ale przy odrobinie dobrej woli stwierdzam, coś w sobie ma.
                        Serial bardzo dobrze zagrany aktorsko, w miarę zamknięta całość z elementami życia osobistego bohatera, a także akcentami humorystycznymi, odważny obyczajowo, Końcówka - miodzio:), to wszystko stwierdzam mało obiektywnie, jako że na podstawie 1 odcinka (ale długiego).
                        Przyznam, że kiedy ujrzałam kolejnego aktora w roli Wallandera w wieku mocno dojrzałym, styranego życiem, z problemami - trochę mina mi zrzedła. A jakby tak im wszystkim przyszło żyć w naszym uroczym kraju?
                        • barbasia1 Re: Van Veetteren / Wallander 10.08.11, 16:37
                          pepsic napisała:

                          > Sprawa G - coraz przyjemniej się ogląda, tak bywa po bliższym zaznajomieniu si
                          > ę z bohaterami.
                          Właśnie, właśnie.

                          No i okazało się, że Eric Van Veetteren, syn starego komisarza Van Veetterena jednak w dilowanie narkotykami został podstępnie wrobiony. Tylko dlaczego potem nie chciał pomóc policji, nie chciałą zeznnawać, nie chciała skrócić sobie wyroku, dlaczego wolał odsiedzieć te 7 lat w więzieniu?

                          > Ps. Chyba znowu coś pomyliłam, a mianowicie stan rodzinny komisarza Munstera
                          To znaczy?

                          Pepsic, spóźniłam się na sam początek "Sprawy G". Dlaczego właściwie ten gość, którego tropił Van Veetteren przed laty zabił ( jak się potem okazało przy współudziale żony) kobietę, ktorą policja znalazla w basenie?

                          > Ale kino! wystartowało z nowa serią wallanderowską,
                          Ale masz fajnie!!!

                          Rolf Lassgard - coraz brzydszy ten Wallander! Mnie też mina zrzedła, jak zobaczyłam to zdjęcie! ;))

                          > Czyli niekoniecznie jako obiekt do westchnień, ale przy odrobinie dobrej woli stwierdzam, coś w sobie ma.
                          ha,ha :)
                          No tak, może być, że w akcji, w działaniu się lepiej prezentuje!?

                          >A jakby tak im wszystkim przyszło żyć w naszym uroczym kraju?
                          ha,ha
                          Właśnie, właśnie.

                          Z drugiej strony profesja policjanta, śledczego, który na codzień styka sie ze złem, wynaturzeniem, zbrodnią, śmiecią, ludzkim cierpieniem, to nie jest lekki kawalek chleba, chyba nigdzie na świecie.

                          :)
                          • pepsic Re: Van Veetteren / Wallander 10.08.11, 21:01
                            Syn był znanym narkomanem, relacje z ojcem też porozstawiały wiele do życzenia na zasadzie na złość mamie odmrożę sobie uszy. W filmie nie pokazano, jak i dlaczego zginał, musiało to nastąpić po siedmiu latach, po odsiedzeniu wyroku, bo zdążył z ojcostwem.

                            Tak mi chodzi po głowie, że mogłam pomylić rodzinny stan posiadania kom. Munstera z klonem na Ale kino.

                            Ten gość upozorował przypadkową śmierć żony (skok do pustego basenu), w rzeczywistości była to podstawiona, podobna kobieta, aby wyłudzić wysokie ubezpieczenie. Naciągane prawda? Nie słyszeli o DNA?

                            Rolf Lassgard - postury całkiem przyzwoitej, można poczuć się bezpiecznie, b. hokeista, nadrabia braki w urodzie skutecznie grą, no i ta finałowa scena, też bym tak chciała;)

                            profesja policjanta, śledczego, który na co dzień styka się ze złem, wynaturzeniem, zbrodnią, śmiecią, ludzkim cierpieniem, to nie jest lekki kawałek chleba, chyba nigdzie na świecie.
                            Tylko skąd określenie "psy"?
                            • barbasia1 Re: Van Veetteren / Wallander 11.08.11, 14:37
                              A no tak.

                              Jak zginął Eric opiwedziano w poprzednim odcinku, tydzień wcześniej. Eric po wyjściu z więzienia po 7 latach postanowił ułożyć sobie życie, spotkał dziewczynę, chyba nawet ożenił się znią, spodziewali się dziecka. Eric zginął właściwie przez pomyłkę. Gosć, który potrącił przechodnia i zbiegł z miejsca wypadku myślał, że Eric go szantażuje w związku z tą sprawą potrącenia. Facet potem spotkawszy Erica w jakiś okolicznosciach (nie wiem dokłądnie jakich) w kłótni miał go popchnąć, Eric się przewrócił i uderzył o coś głową, w efekcie czego zmarł. Nie znam szczegłów, bo tydzień temu od połowy oglądałam VV.

                              Rolf Lassgard - to pierwszy Wallander! / w gazecie telewizyjnej z tego tygdonia o tym piszą!/
                              Szwedzki serial z Rolfem był ekranizacją 8 powieści i zbioru opowiadań Mankella )
                              Drugim Wallanderem był Krister Henriksson (scenariusze powstały na motywach powieści), trzecim Wallanderem Kenneth Branagh w serialu BBC.

                              Powinnam więc była napisać, coraz przystojniejszy ten Wallander! ;)


                              > Tylko skąd określenie "psy"?
                              Z niewiedzy? Z lekceważenia ?
                              • pepsic Re: Van Veetteren / Wallander 11.08.11, 20:24
                                Dzięki za objaśnienia, chwilowo jestem odcięta od wyborczej. Dzisiaj kupiłam jakiś badziew brukowy z polecenia forumowego "To & owo", szkoda 2 złotych, a ile się naszukałam tvp kultura, i po co mi 100 programów, skoro sprawdzam góra 7,8.

                                Myślę, że policjanci na ekranie zostali przegloryfikowani, w realu zdaje się różnie bywa.

                                Stwierdzam w takim razie, że pierwszy Wallander jest najbardziej żywiołowym facetem z krwi i kości, i najmniej depresyjnym. U mnie poprzeczka dot. wyglądu proporcjonalnie z wiekiem się obniża na rzecz charakteru i natury człowieka.
                                • barbasia1 Re: Van Veetteren / Wallander 12.08.11, 15:01
                                  "To & owo", szkoda 2 złotych, a ile
                                  > się naszukałam tvp kultura, i po co mi 100 programów, skoro sprawdzam góra 7,8.
                                  ;))
                                  Od przybytku głowa boli, heh!

                                  Może trochę? / zam tylko policjantow z drogówki, ich praca na pewno nie wyczerpująca ...;)/

                                  >U mnie poprzeczka dot. wyglądu p
                                  > roporcjonalnie z wiekiem się obniża na rzecz charakteru i natury człowieka.

                                  Oczywiscie, że najważniejszy jest charakter człowieka, osobowość , to co dobrego z duszy wyziera. Aleeeee ... ja lubię czasami pokontemplować sobie piękno istoty ludzkiej (niezależnie od płci) ... ;)
            • grek.grek Re: "oda do radości' sp 08.08.11, 13:42
              eryka - zawsze mile widziana, i słyszana :]

              no wiesz, koniec końców wszyscy ci bohaterowie są zmuszeni do wyjazdu. a rzeczywistość polska z jaką się stykają naprawdę daje się im we znaki, nawet jesli coś tam zdobywają, to albo zaraz tracą, albo nie smakuje to im za dobrze [bohater 2 nowelki osiąga ten tzw sukces - z zespołem, z dwoma kolegami, którzy obaj wcześniej do opuścili, jeden powiedział, ze "już go to nie kręci", a drugi "człowieku daj sobie spokój z tym, ludzie się z ciebie śmieją" - tak naprawdę, zostawili go na lodzie, ale on jednak wysłal do radia to demo muzyczne, co je razem nagrali i to zaskoczyło; dopiero, kiedy zagrali ich w radio i dostali zaproszenie na koncert, się okazało, ze oni grają razem z nim, czyli że wrócili do niego, odwidzialo się im - nie ze względu na wspólnotę marzeń i lojalność, tylko ze względy na smrodek sukcesiku i ten, który tydzie wcześniej mówił "wiesz, mnie to już nie kręci" teraz opowiada jakimś panienkom, ze "hip hop, to moje życie" - nie dopisałem tego w spojlerze, za co się kajam, a co zapewne nie pomogło w pełnym ogarnięciu sytuacji].

              wiesz, mnie się wlaśnie ten sposób podejścia do polskiej rzeczywistości niekoniecznie podoba. brak w nim pólcieni, wszystko raczej na ciemnoszaroburo :]

              • barbasia1 Re: "oda do radości' sp 08.08.11, 16:14
                A właśnie, nie "Erica" (jak ja piszę!?), a ERYKAH BADU!

                W takim razie Erykah Badu raz jeszcze:

                www.youtube.com/watch?v=RxITI3A2KWA&feature=related
                (dobra muzyka na ten dzisiejszy ponury dzień
                  • grek.grek Re: "oda do radości' sp 09.08.11, 15:58
                    nawet bardzo :]

                    Erykah, podobnież, była w Poznaniu [chyba ?] i dała świetny koncert. ja pamiętam, ze kiedyś w Ct miałem honor oglądać i słuchać takiego wydarzenia - bardzo godne polecenia.

                    btw, "romeo i julia z saskiej kępy" - opis brzmi ciekawie... www.filmpolski.pl/fp/index.php/122560

                    ... cóz z tego, skoro TVp zaplaanowała go na 2 w nocy... i pewnie o wpół do trzeciej wyłączy sygnał, albo i nawet przed rozpoczęciem jeszcze...
                    • barbasia1 Re: "oda do radości' sp 09.08.11, 16:49
                      :)

                      A tak, coś mi się obiło o uszy, ale nie znam szczeółów

                      Moja koleżanka odkryła Erykę Badu pod koniec lat 90-tych, pamiętam, że miała ją chyba jeszcze na kasetach magnetofonowych!??

                      Bardzo ciekawa rzecz! Jakby jakimś cudem udało Ci się nagrać całość, to licze na opowieść, pliz !!!
                      :)
                      • grek.grek Re: "oda do radości' sp 10.08.11, 13:57
                        fajna historia z tym Skvoreckym, z morałem :]

                        niestety, "romeo i julia" wczoraj nie poleciał... wylączono nadawanie, a - żeby było dowcipniej - to poprzedzono to wyłączenie nadaniem całej serii reklam... czyli, znów obecność jakiegoś programu w ramówce TVP okazała się dżołkiem.

                        w zasadzie... takich rzeczy nie umiem już komentować, bo mi ręce za nisko opadają...
                        • barbasia1 Re: "oda do radości' sp 10.08.11, 16:07
                          > fajna historia z tym Skvoreckym, z morałem :]
                          :)

                          Heh, tak mi żal tych "Tchórzy" Skvorecky'ego, tak żal ...

                          Trudno. Może w lepszych cyfrowych czasach uda się złapać ten film.
                          Własnie, szkoda klawiatury na komentowanie tego, co wyprawia publiczna ... Po co oni wogóle umieszczają te pozycje w ramówce, skoro i tak ich nie pokazują?

    • pepsic "Persona non grata" z wczoraj, tvp kultura 10.08.11, 11:22
      Grek, wspominałeś na dniach, że ma być w publicznej nocą, obejrzałeś w końcu/obejrzałyście? Ja jestem pod wrażeniem, do tego mile rozczarowana, jeśli chodzi o osobę pana reżysera.

      Ps. Przeczytałam wreszcie zalinkowany wywiad z szefem dwójki, pozostając nadal mocno sceptyczna, jako że dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane, a kolosowi na glinianych nogach ze spółkami i córkami nic i nikt nie pomoże. Aczkolwiek niewielka (ale zawsze) garstka polskich filmów z ostatniego okresu daje nadzieję.
        • barbasia1 Re: "Persona non grata" z wczoraj, tvp kultura 11.08.11, 14:02
          grek.grek napisał:

          > Pepsic, jeśli byś znalazła chwilę, to może napiszesz coś o tym filmie ? o swoic
          > h wrażeniach i opiniach.

          Właśnie, to samo miałam napisać. Żal byłoby nie utrwalić tych pozytywnych wrażeń!
          W stosownym czasie, jak się nadarzy powtorka filmu, wrócimy do tego podwątku...
          Będziemy mieli
        • pepsic Re: "Persona non grata" - s p o j l e r 11.08.11, 20:08
          Ależ proszę:)
          Tytułową postacią jest Wiktor (Zb.Zapasiewicz), polski ambasador w Urugwaju, który po stracie ukochanej żony nie może się pozbierać, tym bardziej że i na polu służbowym nieciekawie się wiedzie, pracownicy ambasady ślą donosy do Warszawy, że alkoholik (to akurat trochę prawda), że sobie nie radzi, że stary etc. Najbliższym podwładnym jest panoszący się obślizgły radca, b. ubek, szuja, kręcący podejrzane interesy na boku (stary Stuhr), specjalnie nie kryje, że nie przepada za szefem, co rusz przepowiada i wytyka szefowi odwołanie. Wiktor z czasów solidarnościowych ma niezłe układy, przyjaźni się z wiceministrem MON (D.Olbrychski) i politykiem z Moskwy (kipiący energią Nikita Michałkow), ale i te ulegają rozluźnieniu, ministrowi MON podpada służbowo raz - z powodu alkoholizmu, przyłapał go telefonicznie, dwa - na skutek błędu podopiecznego do kraju przemycono w zalutowanej trumnie kokainy 3 kg, ponadto wierzy donosom. Natomiast przyjaciela z Moskwy na skutek niewinnej uwagi zaczyna podejrzewać o romans z żoną. Na posadę konsula przyjmuje znajomego, tego od przegapionej koki (Chyra), któremu z małżonką z Ukrainy (chyba) udziela dodatkowo gościny również w celu uniknięcia samotności. Z czasem zaczyna podejrzewać Ukrainkę o szpiegowanie, okazuje się, że robiła to na użytek własny, jako zabezpieczenie na przyszłość, aby mąż Polak jej nie zostawił. Przed mężem Ukrainka nie przyznaje się niecnego postępku, w efekcie para obrażona opuszcza dom ambasadora, bo Chyra niesłusznie oskarża go o zaloty względem żony. Ambasador to przyzwoity chłop, jak spotyka rodaka, bagażowego w hotelu ucina miła pogawędkę, służy pomocą jego koleżankom tancerkom przy rurze, także finansową wykraczającą poza służbowe ramy, bezdomnego obdarowuje licznymi resztkami alkoholu. Na koniec wyjaśnia się sprawa domniemanego romansu, okazuje się, że była tylko przyjaźń. Ambasador osamotniony, osaczony przez otoczenie u którego nie znajduje zrozumienia umiera.
          Tyle treści ogólnych, parę szczegółów pominęłam.
          Udany scenariusz i pomysł, obsada jak widać doborowa, gra poprawna, aczkolwiek bez fajerwerków, jak dla mnie zbyt teatralna, najlepiej wypadł stonowany drugoplanowy Chyra i żywiołowy Michałkow, z ulgą stwierdzam, że miejscem akcji wreszcie przestała być nadużywana prowincja polska, że poruszane są nie wydumane problemy (odwrotnie jak w Weiserze), okazuje się ponadto, że można się obejść bez dosadnego wulgarnego słownictwa. A przyznaję, miałam obawy (niesłuszne) przez Zanussiego bułką przez bibułkę.
    • maniaczytania ja tylko chcialam 10.08.11, 22:23
      napisac, ze juz kiedys o tym pisalam chyba, a nawet na pewno, ze ja tez mam wiele filmow na plytach, ktorych jeszcze nie widzialam albo widzialam kiedys i bardzo chcialam miec, i ich nie ogladam, ale jak leca w tv ;)
      • grek.grek z wczoraj to i owo/"ludzie koty" dziś 11.08.11, 14:06
        haha, no to mamy prawdziwy wesoły autobus ;]

        ale wczoraj nasypali powtórek...

        "dzień zagłady" - pamiętacie to ? jezwa, bohaterszczyzny i sentymentalizmu od metra. dwie - mała i duża - asteroidy pędzą ku Ziemi, mają ją rozwalic, ale w ostatniej chwili dzielna ekpia ratunkowa rozwala tę dużą i tylko ta mała robi demolkę - uderza w ocean, powstaje megawielka fala i ta fala zatapia połowe miast na wschodnim wybrzeżu.

        stężenie ckliwości rozsadzające ekran, zwłascza podczas sceny pożegnania ratownikow, którzy wiedzą, ze ich misja jest samobójcza i po kolei ze swoimi rodzinami robią papa, niestety przy tej okazji rozmawiając...

        zbliża się epicka katastrofa i kto będzie ratował świat ? Amerykanie :] jak zawsze. jak zachwoują się Amerykanie w obliczu tragedii i śmierci ? są nastrojowi, ratują jeden drugiego nie dbając o siebie, odkurzają więzy rodzinne,biorą śluby, jeden drugiemu nieba przychylają, a łzy leją się wiadrami. panika ? eksplozja pierwotnych instynktów ? szajba w obliczu ? a gdzie tam... jedyna szajba i panika jest na migawkach telewizyjnych z... a jakże - Moskwy :]

        asteroidy sa dwie. dlaczego są dwie. bo pierwsza akcja ratownicza tylko rozłupała pędzący obiekt na dwoje. a wszystko po to, by był happy end, a jednocześnie, zeby móc zademonstrować efektowne sceny komputerowe zalewania gigantyczną wodą nowego jorku i okolic, ale i nie tylko.

        słowem - brrr.... :]

        "blues brothers" - oglądaliście ?
        ja widzialem ze trzy razy w pooprzednich latach. a to jest właśnie ta lepsza strona amerykańskiego kina. bracia blues, jeden właśnie wyszedl z puszki, muszą zdobyć pieniądze na ratowanie sierocińca, w ktorym się wychowali, i w tym celu zbierają bluesowy zespół muzyczny, ktorego czlonkowie się rozproszyli po ameryce, co by zagrac wielki koncert, z którego dochód pójdzie na ww szczytny cel.

        no i po kolei urabiają swoich dawnych kolegów po saksie i puzonie, przy okazji co chwila się komuś narażają, tak że w końcu ścigają ich policjanci, zespół country, szalona eks-narzeczona jake'a, grupa neofaszystów... w zasadzie chyba tylko liga ochrony skowronków za nimi nie goni dysząc żądzą zemsty. ofk, jest happy end, misję udaje się zrealizowac, a jake i elwood lądują we więźniu, gdzie robią to co umieją najlepiej, czyli łoją "jailhouse rock", a cała sala tańczy.

        kogo tam nie ma... ray charles, aretha franklin, james brown... kawal świetnej muzyki, dwóch z elity najbardziej charakterystycznych bohaterów kina, żwawa akcja, sporo humoru.

        wczoraj zapomnieliśmy, ale to, mam nadzieję, dlatego,ze po prostu widzieliśmy to już dostatecznie wiele razy ;]

        a dziś "Ludzie koty" w tvp2, o mistrzowskiej godzilli ; 23:50...
        widzieliście kiedyś ?
        mnie się udało kiedyś obejrzeć wersję oryginalną, z lat 40 - stylowy, bardzo elegancki w formie, klasyczny horror, dotykający przy okazji, w pewnej przenośni czy tam przerzutce ;], spraw dwoistości, pierwotności ludzkiej natury.

        to co dzisiaj, to będzie remake. i z tego, co czytam odważniejszy obyczajowo, bo sprawa ma się kręcić także wokół motywu seksualnego.
        • barbasia1 Re: z wczoraj to i owo/"ludzie koty" dziś 11.08.11, 16:26
          > "blues brothers" - oglądaliście ?

          /Nie, wczoraj wieczorem słuchałam Trójkowej audycji o nieśmiertelności! :)/

          Tak to świetny film!

          Fantastyczna Aretha Franklin W "Blues brothers", dla przypomnienia:
          www.youtube.com/watch?v=qE41YPdPuis&feature=related
          > a dziś "Ludzie koty" w tvp2, o mistrzowskiej godzilli ; 23:50

          Nie pozostaje nic innego tylko prosić Cię o streszczenie ma tego filmu...
          :)
            • barbasia1 Re: z wczoraj to i owo/"ludzie koty" dziś 12.08.11, 14:47
              > jakie masz wrażenia, po tejże audycji ? interesująca była, dla Ciebie ?

              forum.gazeta.pl/forum/w,14,126640432,127877013,Re_Job_Taki_spokojny_czlowiek_Christian_S.html
              Aretha - maj pleże!
              > "Ludzie-koty" - bardzo proszę, jutro się postaram napisać
              To świetnie! :)

              Widziałam mały fragmencik "Ludzi-kotów" wczoraj!
              Śliczna była Nastassja Kinski w młodości!
              :)
              • grek.grek Re: z wczoraj to i owo/"ludzie koty" dziś 12.08.11, 15:23
                istotnie, a do tego w drugiej częsci filmu panna Kinski epatowała golizną, wcale nie mniej atrakcyjną od aktorki Kamińskiej za młodu ;]

                ciekawie to wypunktowałaś, mnie utkwiło w pamięci, ze Mikołejko sceptycznie odnosił się do samej idei nieśmiertelności, perspektywy nieumieralności, która faktycznie brzmi "równie przerażająco, co śmiertelność", a może nawet bardziej, o perspektywie, w której pragnieniem staje się śmierć, tak dzisiaj odrzucana, a absurdem wszelakie działanie.

                własnie, 160 lat... fajna wizja :] byłoby w sam raz, prawda, hehe ? :]

                ciekawe, które pokolenie, po naszym fiknięciu, osiągnie ten pułap ? może lepiej wierzyć,że żadne nigdy ? bo tak wykopyrtnąc w wieku... 80-90 lat i pomysleć, że za pięćdziesiąt będzie to zaledwie połowa ? ;] ale pytanie : w jakiej formie te 160 lat ? czy można zatrzymać proces starzenia ? bo wizja 160 urodzin trochę traci na atrakcyjjności, jesli mielibyśmy w wieku 90 lat wyglądać tak jak dzisiejsi 90-latkowie i po prostu na jakimś wspomaganiu człapać te dodatkowe 70 lat, prawda ? :]


                • barbasia1 Re: z wczoraj to i owo/"ludzie koty" dziś 12.08.11, 15:57
                  Eeee, jakiś taki nieciekawy ten film chyba będzie. ;)

                  Wszyscy w studio jak jedne mąż jakoś bez entuzjamu odnosili się do wizji nieśmiertelności. ;)

                  A tu o tym, jak to Wasyl próbował oszukać śmierć ... :))
                  www.youtube.com/watch?v=xDuaVI8_6TE
                  Fajna wizja,pod warunkiem, że, właśnie, przez więzkość życia ludzka kondycja fizyczna, psychiczna będzie w miarę dobra. Jakieś wspomaganie będzie absolutnie absolutnie konieczne! Pigłulki, mistutry opóźniające starzenie.
                  W Ameryce słyszyszałam ekperymentuje się obecnie z hormonami. Znalazłam kiedyś fajny artykuł (przestrogę) ...

                  www.wprost.pl/ar/37001/Hormony-zludzen/?I=1046

                  Numer: 50/2002 (1046)
                  Kuracje odmładzające skracają życie
                  Kilka milionów ludzi regularnie połyka "pigułki młodości", jak nazywane są preparaty zawierające melatoninę lub hormon oznaczony skrótem DHEA. Prawie 300 tys. osób codziennie wstrzykuje sobie syntetyczny hormon wzrostu, choć za miesięczną kurację trzeba zapłacić co najmniej tysiąc dolarów. Coraz więcej mężczyzn przyjmuje testosteron - liczba recept wypisywanych rocznie z tego powodu przez lekarzy amerykańskich w ostatnich pięciu latach zwiększyła się prawie dwa razy (z 800 tys. do 1,5 mln). Niestety, niepożądane skutki terapii hormonalnej są większe niż ewentualne jej korzyści - ostrzegają w najnowszym raporcie specjaliści Narodowego Instytutu Zdrowia (NIH) w Bethesda. Tymczasem po pigułki młodości coraz częściej sięgają również Polacy. Melatoninę regularnie zażywa już 70 tys. naszych rodaków.

                  Toksyczna terapia
                  Szczególnie niebezpieczny jest hormon wzrostu, czyli somatotropina. "To naprawdę toksyczna terapia" - alarmuje prof. Richard Spark z Beth Israel Hospital, jeden z autorów raportu NIH. "Zażywanie go przez dorosłych może nawet skracać życie" - uważa prof. Zvi Laron z uniwersytetu w Tel Awiwie, pionier leczenia somatotropiną dzieci z niedoczynnością przysadki mózgowej. Z jego doświadczeń wynika, że ludzie z takim zaburzeniem, nie leczeni w dzieciństwie hormonem wzrostu, są wprawdzie niscy, lecz przeciętnie żyją dłużej niż ci, którzy poddali się terapii. Hormon wzrostu stał się popularny na początku lat 90. Amerykański endokrynolog Daniel Rudman opublikował wtedy pierwsze badania, z których wynikało, że somatotropina zwiększa masę mięśniową, likwiduje fałdy tłuszczu, ujędrnia skórę i obniża stężenie cholesterolu we krwi. Wkrótce taką kurację zafundowały sobie gwiazdy Hollywood, m.in. sześćdziesięciojednoletni aktor Nick Nolte, pięćdziesięciopięcioletni reżyser Oliver Stone oraz Deborah Harry, była wokalistka grupy Blondie. "Czuję się znacznie lepiej i wyglądam, jakby ubyło mi co najmniej kilka lat" - twierdzi Oliver Stone, który poddał się kuracji odmładzającej w LifeSpan, słynnej klinice Christphera Renna. Najnowsze badania sugerują jednak, że jedynym pozytywnym efektem takiej terapii jest poprawa samopoczucia.


                  Jak wykazały badania, u osób powyżej 65. roku życia po pół roku przyjmowania somatotropiny zwiększyła się masa mięśniowa, ale nie wzrosła siła mięśni (co może świadczyć o tym, że w komórkach zgromadziła się większa ilość wody). Stwierdzono natomiast niepokojące powikłania, takie jak większa skłonność do cukrzycy (objawiająca się podwyższonym poziomem glukozy i insuliny), a także bóle stawów, obrzęki rąk i nóg oraz tzw. zespół kanału nadgarstkowego (ostry lub przewlekły ucisk nerwu pośrodkowego). Nie wiadomo, jakie skutki powodują nawet małe dawki somatotropiny podawane przez dłuższy okres, szczególnie u ludzi w średnim wieku (długotrwałych obserwacji nikt jeszcze nie przeprowadził). Najbardziej niepokojące są podejrzenia, że kuracja zwiększa ryzyko zachorowania na tzw. nowotwory hormonozależne - raka piersi u kobiet i raka prostaty u mężczyzn. Podobne wątpliwości budzi stosowanie innych "hormonów młodości", takich jak testosteron, melatonina czy dehydroepiandrosteron (DHEA), od niedawna sprzedawany w Polsce przez firmę Lekam. - Dotychczas nie udało się uzyskać ani jednego syntetycznego hormonu, który działałby jak eliksir młodości i nie powodował żadnych skutków ubocznych - twierdzi niemieckie pismo medyczne "Deutsche Ärtzteblatt", które przeanalizowało wszystkie badania na ten temat


                  www.wprost.pl/ar/37001/Hormony-zludzen/?I=1046
                  • barbasia1 Re: z wczoraj to i owo/"ludzie koty" dziś 12.08.11, 15:59
                    cz.2
                    Kondycja ważniejsza niż wiek
                    - Z upływem lat, najczęściej po 30.-35. roku życia, organizm wytwarza coraz mniej hormonów - mówi prof. Stefan Zgliczyński, kierownik Kliniki Endokrynologii Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego w Warszawie. Nie ma jednak dowodów na to, że ich uzupełnianie odmładza i wydłuża życie. Nie wiadomo również, czy spadek ich produkcji jest przyczyną, czy tylko jednym z wielu objawów starzenia się. "Kuracja hormonalna może być stosowana jedynie u osób z drastycznie niskim poziomem hormonów" - uważa prof. Fran?oise Forette, autorka książki "La révolution de la longévité" ("Rewolucja długowieczności"). Dlatego trzeba dobierać ją indywidualnie. Kłopot polega na tym, że na razie jedynie u kobiet można jednoznacznie stwierdzić (najczęściej około 50. roku życia) niedobór hormonów płciowych - estrogenów i progesteronu. W wypadku pozostałych hormonów obowiązujące normy są znacznie mniej ścisłe. U mężczyzn prawidłowy poziom testosteronu wynosi 300-1000 ng/dl krwi, a DHEA - 600-3000 ng/dl krwi. Na dodatek zmienia się on w ciągu dnia, na przykład pod wpływem stresów. Prawdopodobnie najwyżej co piąta osoba po pięćdziesiątce wymaga leczenia z powodu zbyt niskigo poziomu testosteronu lub DHEA (przetwarzanego w organizmie na żeńskie lub męskie hormony płciowe). Ów niedobór zwiększa się z powodu palenia tytoniu, nadużywania alkoholu, nieprawidłowego odżywiania się oraz prowadzenia mało aktywnego trybu życia, może być także zaprogramowany genetycznie. - Wystąpienie andropauzy w większym stopniu zależy od ogólnego stanu zdrowia mężczyzny niż od wieku - twierdzi prof. Zgliczyński.

                    Sekret długowieczności
                    Badania prof. George'a Rotha z National Institute of Aging w Baltimore sugerują, że o długości życia decydują trzy czynniki: temperatura ciała (u ludzi długowiecznych nieznacznie tylko przekracza ona 36°C), obniżony poziom insuliny (chroniący przed cukrzycą i zawałami serca) oraz podwyższone stężenie siarczanu dehydroepiandrosteronu (DHEA). Nie wystarczy jednak zażywać preparat zawierający hormon DHEA, by przedłużyć życie. Wymienione czynniki prawdopodobnie świadczą jedynie o wolnej przemianie materii sprzyjającej długowieczności. Wbrew wcześniejszym podejrzeniom nie wpływa na nią dieta niskokaloryczna (poniżej 1500 kalorii dziennie). Wprawdzie małpy będące na takiej diecie mają w porównaniu z innymi zwierzętami niższą temperaturę ciała, niższy poziom insuliny, a ilość DHEA w ich organizmach zmniejsza się wolniej, ale testy genetyczne wykazały, że ich mięśnie starzeją się w takim samym tempie jak u małp odżywiających się bardziej kalorycznie. Podobnie jest u ludzi. Genetycy oceniają, że po 30. roku życia nawarstwiające się uszkodzenia DNA w komórkach powodują osłabienie wydolności organizmu średnio o 0,5 proc. rocznie. Stosowanie hormonów nie ma na to wpływu. Tego procesu nie może również zahamować zażywanie przeciwutleniaczy - witamin i mikroelementów neutralizujących szkodliwe dla genów działanie tzw. wolnych rodników. Większość z nich nie przenika do wnętrza komórek, gdzie powstają uszkodzenia DNA. "Długowieczność jest czasami cechą rodzinną" - twierdzą specjaliści National Institute of Aging. Ludzie wywodzący się z rodzin długowiecznych mają wyższy poziom dobrego cholesterolu (HDL) i rzadziej chorują na serce. Błędne jest jednak przekonanie, że o tym, jak długo żyjemy, decydują wyłącznie geny. Według specjalistów amerykańskiego Narodowego Instytutu Zdrowia, różnice długości życia między ludźmi tylko w jednej czwartej zależą od DNA. Zdecydowana większość osób w tym stuleciu powinna dożyć osiemdziesiątki, ale o tym, kto będzie obchodził setne urodziny, zadecyduje głównie styl życia.

                    Autor: Zbigniew Wojtasiński

                    www.wprost.pl/ar/37001/Hormony-zludzen/?O=37001&pg=1
      • barbasia1 Re: ja tylko chcialam 11.08.11, 14:07
        maniaczytania napisała:

        WYBACZ! Nie pamiętałam o tym! Nie byłam pewna! /a nie wspominałaś czasem o tym na swoim blogu, w tym wpisie o oscarowych filmach ???/
        No tak, nie mogło by być inaczej!
        Aleśmy się dobrali! ;)))
    • grek.grek "Ludzie koty" spojler 13.08.11, 10:48
      historia jest ciekawa, bo niczym innym jest jak metaforą, analizą ludzkiej natury, ale to może później.

      rzecz się dzieje w Nowym Orleanie.

      młoda dziewczyna, Irina jej na imię, przyjeżdza do brata, Paula, którego dawno nie widziała. w zasadzie, to od dziecka nie mieli ze sobą żadnego kontaktu. mieszka on w starej chawirze, stylowej, wraz z Murzynką starszą, co wygląda jak materiał na kapłankę voodoo w następnym filmie, o ile producent wyłożył kasę ;]

      tyle co ona przyjeżdza, to on tajemniczo znika. w tym samym czasie policaje dostają bardzo nietypową sprawę : córy koryntu, która zamiast z przebierającym nogami, i nie tylko, miała randkę z czarną panterą. zwierzę udaje się jakoś odłowić i osadzić w ogrodzie zoologicznym.

      do tegoż ogrodu Irina chodzi namiętnie, a jej uwagę przykuwa właśnie ta pantera. chodzi i ją bez przerwy ogląda, czując jakby dziwne z nią powinowactwo, jakąs więź, której nie potrafi zdefiniować. Po jakims czasie stała bywalczynią zoo zaczyna sie interesować Olivier, dyro tego przybytku. dziewczyna jest dość nieśmiała, taka spięta nieco, co czyni ją dodatkowo atrakcyjną, jakby sama uroda Nastasii Kinski nie wystarczała. no i jej atencja dla pantery, zupełnie niezrozumiała, dodaje jej uroku i intryguje pana dyra, który sam jest miłośnikiem zwierząt.
      po jakimś czasie Oliver proponuje jej pracę w sklepie na terenie zoo. a ona się zgadza. jakaś tam chemia się między nimi tworzy, bo z Olivera jest porządny, sympatyczny gość.

      współpracownicą Olivera jest Alice. Oliver ją interesuje, więc kiedy dostrzega, ze jej pupil kręci się wokół innej panny, chce ją trochę wybadać. zaprasza ją do baru, rozmawiają i Alice ze zdziwieniem dowiaduje się, ze dziewczyna jest dziewica. informacja jest istotna, dla późiejszego zrozumienia całej ukladanki.

      następuje wypadek w zoo. Ta czarna pantera, co chciała mieć randkę z prostytutką, odgryza rękę, a w efekcie zabija, karmiciela. a potem... znika jak kamfora, zostaje po niej tylko wypalony, dymiący ślad w klatce.

      tyle co pantera znika z zoo - Paul pojawia się w domu i nastaje na cnotę siostry. yup :] piowiada, ze 'wrócił, bo dostrzegl chemię między nimi, między nią, a Oliverem, jej podniecenie...", ale top on jest dla niej stworzony, Paul, a nie tamten. "uratuj nas" - powiada, co na tym etapie brzmi dość dziwnie, ale wkrótce się wyjaśni.

      Irina ucieka mu, wyskakując zgrabnym susem przez okno, a on za nią. Pojawia się patrol policji. Dziewczyna prosi ich o pomoc, ale kiedy obraca się, zeby wskazać zagrożenie, to Paula już nie ma. Policjanci odprowadzają ją te parę metrów do domu, i już mają odjechać, kiedy pies [zwierzę ;)] którego mają na tylnym siedzeniu radiowozu dostaje szajby, złapał jakiś trop. postanawiają przeszukać dom Iriny. W piwnicy znajdują pomieszczenie dla dzikich zwierząt i szczątki kilku ludzkich ciał. aresztują murzynkę, wzywają ludzi z zoo - ofk, Oliver z Alice przyjeżdzają, potwierdzają przypuszczenia policji, ze tutaj właśnie przebywała pantera, którą mieli w zoo i która uciekła po zabiciu pracownika. policjanci sugerują Oliverowi, zeby zabrał gdzieś Irinię, bo grozi jej ze strony brata niebezpieczeństwo.

      gdzie zabiera Oliver Irinę ? do siebie, rzecz jasna. w końcu... cos tam się między nimi kręci... Próbuje ją oderwać od wydarzeń, których była świadkiem [widziała to zabójstwo w zoo, brat ją gonił...], jadą na prowincję, łowią tam ryby, szwędają sie... Problem jest taki, ze dziewczyna nie zgadza się na żaden seks. Oliver jest wyrozumiały, ale zdziwiony lekko, a ona sama odmawia mu instyktownie, wbrew własnej żądzy, co ją samą niepokoi, bo nie bardzo wie, co jest grane w jej własnej głowie.

      w tym samym czasie Paul umawia się z poznaną przygodnie blondynką. słabo mu idzie cała ta zabawa, jakby sam nie chcial, ale musiał... ale przy jej pomocy... i kiedy ona mu pomaga, Irina... wyłazi nocą z chałupy, i rozsiewając goliznę biega po jakichś krzakach i między drzewami, widzi w ciemności, czuje zew krwi, przejawia sprawność fizyczną nieprzeciętną [pamiętacie scenę z jackiem Nicholsonem jako wilkołakiem ?]...

      a rano przebudzony Paul zbiera się z podłogi w pokoju u tej blondynki, która jest martwa...

      Irina już przeczuwa, co jej dolega. Po powrocie do miasta chce odejść od Olivera. "jestem taka sama jka mój brat", powiada. Ale Oliver, który chyba też już wie, o co biega, zatrzymuje ją zaprzeczając jje słowom i wyznając jej miłość. skutecznie. Paul ich obserwuje, siedząc na drzewie...

      Paul odwiedza siostrę i znów prosi ją o "ocal mnie i nas, powstrzymaj to zabijanie, kochaj się ze mną". ale Irina odmawia wytrwale. nie może się przemóc. Paul mówi jej, ze ich rodzice też byli rodzeństwem; przekonuje ją, ze Oliver jej nie kocha, raczej boi się jej, bo wyczuwa jej prawidzwą naturę, i myli mu się miłośc ze strachem, bo tak naprawdę kocha on tylko zwierzęta...
      Irina rani braciszka w łapę i ucieka mu.

      Kiedy Oliver przyjeżdza do domu, po dyżurze, razem z Alice, zastaje w pokoju Iriny czarną panterę. drzwi się zatrzaskują, facet zostaje z nią sam na sam w pokoju, Alice biegnie mu na pomoc ze strzelbą, ale nie może dostac się do środka... koniec końców pantera próbuje uciec oknem, skok konczy się dla niej tragicznie. A Irina znajdując ciało na dole wpada w rozpacz.

      Oliver próbuje w zoo zrobić sekcję zwłok pantery. Jest zszokowany, kiedy w środku znajduje ludzką rękę... I nagle ciało zaczyna dymic, Oliver prawie mdleje, a kiedy dochodzi do siebie zwłok nie ma stole, zostaje tylko wypalony ślad...

      Irina, w totalnym już wewnętrznym konflikcie, spotyka się z murzynką, na widzeniu w mamrze, pyta ją "kim jestem ? co mam robić dalej ?", a ona jej odpowiada "wiesz dobrze, kim jesteś... zrób to, co twój brat chciał zrobić : ukryj się za kratami, nie kochaj się, udawaj, ze świat jest taki, jakim go ludzie widzą".

      Irina próbuje wyjechać. kupuje bilet do byle-gdzie. w pociągu ma jednak wizję. znajduje się na wielkiej pustyni, całej w kolorze oczoyebno-szkarłatnym. jest tam jej brat, są jakies badyle robiące za drzewa i pantery oczywiście. I jest głos, który jej wszystko wyjaśnia : że ona i jej brat są rasą dawnych bogów, krzyżówką panter i ludzi, rasy kaziorodczej, która może współżyć tylko ze sobą. dlaczego tylko ze sobą ? bo seks z kimkolwiek innym zamienia ich w zwierzęta, i żeby powrócić po seksie do ludzkiej postaci muszą zabić. czyli, wszystko jasne. i Irina dostaje łagodne polecenie "musisz wrócić..."

      wrócić aby podjąc decyzję. Ona już wie jaką, co czyni ją zupełnie inną kobietą - pewną siebie i całkowicie pozbawioną już niejasności. wraca zatem do miasta. najpierw straszy Alice, konkurentkę do Olivera, a potem idzie do niego.

      proponuje mu, bez słów, seks. On sie zgadza. Po wszystkim Irina zamienia się w panterę, wyskakuje z domu w ciemną noc, Oliver pędzi jej szukać. Znajduje ją na moście, osaczoną przez
      kordon policjantów. Pantera-Irina wymyka się skacząc do rzeki. Paul jej dalej szuka. Na brzegu leży ciało przypadkowego rybaka. A więc, zgodnie z zasadą : zabiła, zeby przejść w ludzką postać.

      spotykają się u niego w domu. Ona jest zdecydowana : chce z nim iśc do łózka, ale po wszystkim nie chce już wracać do ludzkiej postaci, chce pozostać panterą, wybiera w ten sposób tożsamość, kończąc ze schizofernicznym rozdwojeniem - Oliver wszystko wie i rozumie, i przywiązuje ją do lózka linami, zeby po zamianie w panterę nie uciekła wiedziona instynktem.

      w ostatniej scenie Oliver karmi zwierzęta w zoo, w klatce siedzi czarna pantera, Irina :]

      i co Wy na to ? wg mnie, bardzo ciekawe studium charakteru. rozdwojenia osobowości. schizofrenii owej. szamotaniny, próby ucieczki. Gdzieś tam widac zbliżenie do postaci wampirycznych, ktore tez mają dylemat związany z zabijaniem wpisanym w ich naturę, koniecznym dla przeżycia w danym wcieleniu. Jest kwestia wyborów podejmowanych w imię
      odnalezienia i zaakceptowania własnej tożsamości i naturalnej konstrukcji emocjonalnej. ja bym powiedział, ze to żaden tam horror, tylko dramat egzystencjalny :]


      • grek.grek "Ludzie koty" spojler 13.08.11, 11:14
        co by tu jeszcze...

        seks pelni tu rolę klucza do własnej osobowości, indywidualna seksualność separuje albo zbliża do świata, ostatecznie Irina i Paul, jako para skazana na związek kazirodczy, jako jedyny, który pozwala im być sobą i nie być zagrożeniem dla otoczenia, sa niemal postaciami tragicznymi.

        widzą konieczność zamknięcia się w klatce, aby nie zagrazać innym - tego własie próbuje Paul, ktory ostatecznie reztgnuje, kiedy dostrzega seksualną dojrzałość siostry i błyska mu nadzieja,że może jest ona gotowa na związek z nim, że odkryje tę zależność i się jej odda. Irina, po jego śmierci, tez dociera do takiego wniosku, ale nie ma już partnera swojej rasy, więc jest skazana na osamotnienie. nie ma dla niej szansy, seks z Oliverem, ktorego może nawet kocha, skutkowałby za każdym razem koniecznością zabicia kogoś, by wrócić do ludzkiej postaci; więc przerywa kręciołę nieustannych metamorfoz wybierając postać pantery.

        przypomina to, w jakimś tam zarysie i ogolnej idei, historie z legend o kochankach zaklętych w zwierzęta, ktorzy nie mogą się spotkać, bo ich schiozfreniczne natury złośliwie się konfigurują niekorzystanie zarówno w dzień jak i w nocy.

        jest styl tej opowieści. Poza warstwą intelektualną ukrytą pod tym całym pantero-seksualnym językiem jest oszczędność srodków. ze dwa przejścia z człowieka w pantere, ale też bez specjalnej efektowności, dzisiaj by to wyglądało pewnie dużo efektowniej. ale coś za coś... bogactwo srodków zabrało by tajemnicę i podtekst. nie przemiana jest bowiem ważna, a to co się z nią wiąże. tutaj ważniejsze jest aktorstwo, dialog, mowa ciała, oczu - McDowell i Kinski są na poziomie, do tego dochodzi sugestywna muzyka, filmowanie głównie we wnętrzach, mało ujęć dziennych, no i ma to taki specyficzny nalot amerykańskiego kina lat - od połowy lat 60 do końca 80, gdzie chodziło o coś więcej niż tylko o tępą rozrywkę i nawet film z gruntu mający wystraszyć albo zabawić sensacyjnie miał walory intelektatualne : "noc żywych trupów", "szczęki", "planeta małp", "serpico", żeby tylko kilka wymienić : wszędzie akcja i atrakcja służyła wyłącznie powiedzeniu czegoś o świecie i człowieku. to dlatego kontynuacje czy próby nawiązań kończyły się fatalnie - twórcy sądzili, ze sukces oryginałów polegał na walorach rozrywkowych, i idąc tym tropem w sequelach ponosili dotkliwe klęski, nawet jesli trochę zarabiali na nich.

        jeden mały minus - akcja została umieszczona w Nowym Orleanie, wg mnie, sądząc z filmów krajoznawczych i fotografii - może najbardziej klimatycznym mieście Ameryki. w tym filmie nie zostało to w ogole ograne, wykorzystane dla stworzenia jeszcze bardziej interesującej atmosfery filmu.
          • grek.grek Re: "Ludzie koty" spojler 13.08.11, 12:47
            dzięki :]

            sądze, ze dałabyś radę obejrzeć, bo seks, czy krew, czy animalizmy rozmaite są pokazane bez upajania się nimi; zdecydowanie na pierwszym planie są perypetie z rozchwianiem natury, emocji, metaforyka nad wszsytkim góruje, zrobiono ile sie dało, zeby efekty specjalne nie przysłoniły istoty rzeczy.

            "dexter" jest świetny, też ma podtekst i stawia pytanie o miejsce odmienności i wysokiego kalibru nietypowości charakteru/zachowań w świecie. no i ma znakomity scenariusz, bardzo inteligentny i pamiętam, ze każdy odcinek od połowy 2 serii [niestety, widziałem tylko dwie pierwsze, z 5 czy 6 łącznie nakręconych, aczkolwiek w opiinii większości tych, co wszystkie oglądali seria 2 jest najlepsza, ew. na drugim miejscu], to była uczta, i ciekawość podrasowana na max obroty.
        • barbasia1 Re: "Ludzie koty" spojler 13.08.11, 17:56
          Niezłe to kino grozy!

          Ciekawa interpretacja!

          A ja pomyślałam sobie, że może w tej w metaforycznej warstwie film usiłuje też opowiedzieć o budzącej się w kobiecie seksualności, zmysłowości, erotyce, dzikiej? namiętności, pożądaniu itd. (jest tu przecież na początku z ducha freduowski lęk przed inicjacją seksulaną, cielesną namiętnością /i może też w tym motywie pożądaniu siostry przez brata echa freudowskich poglądów na temat ukrytych w człowieku skłonności kazirodczych!??/), której symbolem byłaby czarna pantera (czyżby seksulaność ubrana tu była w kostium zła? może tylko ambliwalencji? ) ...

          Kobieca seksualna aktywność (odkrytya i zaakceptowana przez kobietę) zostaje jednak na końcu podporządkowana pierwiastkowi męskiemu(!), który ją ujarzmia i sprawuje nad nią kontrolę...


          >Ona jest zdecydowana : chce z nim iśc do łózka, ale po wszystkim nie chce już wracać do >ludzkiej postaci, chce pozostać panterą,[...] Oliver wszystko wie i rozumie, i przywiązuje ją >do lózka linami, zeby po zamianie w panterę nie uciekła wiedziona instynktem

          >w ostatniej scenie Oliver karmi zwierzęta w zoo, w klatce siedzi czarna pantera, Irina :]


          Fajny klimat mają te filmy z lat 80-tych, prawda?!

          :)
          • grek.grek Re: "Ludzie koty" spojler 14.08.11, 11:10
            Twoja interpretacja, przepuszczająca rzecz całą przez freuda, trafia w punkt :]

            w zasadzie - nic dodać, nic ująć...

            zdecydowanie, mam wrażenie, nie wiem czy je podzielasz, że to sensacyjno-horrorystyczne kino lat 80 korzystało na tym, ze możliwości techniczne były dość skromne i to w jakiś sposób nie
            rodziło pokusy, żeby dać sobie spokój z przemycaniem treści intelektualnych, a postawić na
            efektowne popisy i akcję nonstop.
            • barbasia1 Re: "Ludzie koty" spojler 14.08.11, 14:16
              I trochę w duchu feministycznym, he,he! ;)
              Kobieca seksulaność w klatce pod kontrolą mężczyzny, to mi się nie bardzo podoba,
              zapomniałam powiedzieć. ;)

              Czytałam co nieco na temat wersji "Ludzi kotów" z 1940 i muszę Ci powiedzieć, że, imo, jest ona jednak znacznie bardziej intrygujaca od tej nowszej z Nastassją Kinski, gdzie jednak trochę przekombinowano niektóre wątki (myślę tu przede wszytskim o wprowadzeniu wątku boskiego pochodzenie ludzki kotów, którego zdaje się nie było w pierwotnej wersji), albo zrezygnowano z ciekawych tropów.

              Jakbyś był ciekaw , to powiem, że o klasycznej wersji "Ludzi kotów" z 1940 roku przeczytałam wczoraj w artykule pt. "Val Lewton - horror światła i cienia. O legendarnym producencie kina grozy klasy B w latach 40." , który znajduje się pod tym linkiem:


              www.ofilmie.pl/varia/val_lewton_cziczio.html
              Polecam! :)
              • grek.grek Re: "Ludzie koty" spojler 15.08.11, 11:32
                zgadza się :]

                a jednocześnie, ta seksualność jest pozanormatywna. kobieta ma wybór, i ten który podejmuje odpręza ją, wyzwalając ze schizofrenicznego rozdwojenia, przywraca spokój, a "męska kontrola"... hmm, ten mężczyzna jest dla niej kimś bliskim, ona ufa, ze on się nią zaopiekuje i zapewni jej właściwe warunki zycia - więc, to by może trochę było z kolei antyfeministyczne, nie sądzisz ? :] feministyczny model kobiety idealnej, to - popraw mnie jeśli plotę - kobieta samodzielna, nie potrzebująca męskiej opieki.

                z drugiej strony - ona sama podejmuje decyzję, jest ona wynikiem jej głębokiej refleksji nt własnej tożsamości. czy mężczyzna jest jej opiekunem i kontrolerem w pełnym tego słowa znaczeniu, czy tylko powiernikiem, rozumiejącym przyjacielem, oddanym jej szczerze, który spełnia tak naprawdę jej prośbę, może nawet wbrew sobie ?

                bardzo ciekawy ten artykuł, który zalinkowałaś.

                w tej nowej wersji też jest scena, zapomniałem o niej wspomniec, w której do siedzącej w barze Iriny podchodzi tajemnicza kobieta i nazywa ją, w jakimś starożytnym języku - "siostrą". w odróżnieniu od wersji oryginalnej, w której Irinie towarzyszył Oliver, tutaj jest z nia Alice.

                z tej wersji oryginalnej, faktycznie, to mi najbardziej w pamięci utkwiło - ta gra cieniem, tworzenie za pomocą świetnej pracy kamery i aranżacji kolejnych scen nastroju, o którym mowa w artykule.

                bardzo celne porównanie Iriny z Alice, w remake'u jest to zachowane. Alice jest american-girl, sympatyczną i normalną; Irina widać,ze pochodzi z innego kosmosu, ma w sobie własnie ten "koci gen", Oliver tak naprawdę pasuje do Alice, ale Irina go pociąga, bo jest inna.

                ten motyw seksualny, w remake, z zasady odważniejszym znacznie obyczajowo, jest posunięty daleko bardziej, w grę wchodzą już takie sprawy jak kazirodcze skłonności, seks z przywiąyzwaniem do łózka; w oryginale raczej było to zarysowane tylko, gdzieś w tle, ze może chodzić o metaforyzację owego lęku przed inicjacją, budzącego się seksualizmu jako takiego.

                bardzo interesujący artykuł. Twój research jak zawsze na najwyższym poziomie :] I interpretacja własna - interesująca równie.
                • barbasia1 Re: "Ludzie koty" spojler 18.08.11, 14:11
                  Rodząca się seksulaność =zwierzęcość to kwestia biologii, naturalnych instynktów, raczej niż wyrozumowanego, świadomego działania, imo / pamiętaj, jesteśmy na poziomie metafory!/

                  Abstrahujemy tu od konkretnego przypadku (np.tej pozytywnej wersji wydarzeń), ważna jest sama wymowa zakończenia.
                  Rozbudzona kobieca seksulaność, zwierzęcość zostaje następnie spętana, wsadzona za karty, poddana pod kontrolę tego, który ją rozbudził, mężczyzny - pana i władcy, czyli wszytsko zgodnie z wielkowiekową tradycją, z którą starają się walczyć feministki. ;).


                  Wersja z 1982 w porównaniu do starszej, idzie, jak mi się wydaje (Boszsz, znowu zawzięcie dyskutuję na temat filmu którego nie widzialam!) , o wiele bardziej niż klasyczna bardziej w kierunku horroru, horroru fantazy, traci ona przez to, mam wrażenie, swoją głębie, którą miała wersja klasyczna i to też sprawia trudnosci interpretacyjne na poziomie metaforycznym ( niestety trzeba naginać do potrzeb intrpretacji niektóre kwestie, może nawet aż za bardzo...)

                  > bardzo celne porównanie Iriny z Alice, w remake'u jest to zachowane. Alice jest
                  > american-girl, sympatyczną i normalną; Irina widać,ze pochodzi z innego kosmos
                  > u, ma w sobie własnie ten "koci gen", Oliver tak naprawdę pasuje do Alice, ale
                  > Irina go pociąga, bo jest inna.

                  A czyli jednak, to zostało, to dobrze ...

                  Dzięki Ci za dobre słowa!!!

                  Mnóstwo ciekawych rzeczy można zleźć w necie. Tylko trzeba mieć dużo czasu, żeby to wszytsko wyłowić, przeczytać, poznać.

                  :)
                  • barbasia1 Re: "Ludzie koty" spojler 18.08.11, 14:12
                    barbasia1 napisała:

                    > Rodząca się seksulaność =zwierzęcość to kwestia biologii, naturalnych instynktó
                    > w, raczej niż wyrozumowanego, świadomego działania, imo / pamiętaj, jesteśmy na
                    > poziomie metafory!/

                    "Mrocznych" instynktów. ;)
                  • barbasia1 Re: "Ludzie koty" spojler 18.08.11, 15:32
                    > Wersja z 1982 w porównaniu do starszej, idzie, jak mi się wydaje (Boszsz, zno
                    > wu zawzięcie dyskutuję na temat filmu którego nie widzialam!) , o wiele bardzie
                    > j niż klasyczna bardziej w kierunku horroru, horroru fantazy, traci ona przez
                    > to, mam wrażenie, swoją głębie, którą miała wersja klasyczna i to też sprawia
                    > trudnosci interpretacyjne na poziomie metaforycznym ( niestety trzeba naginać d
                    > o potrzeb intrpretacji niektóre kwestie, może nawet aż za bardzo...)

                    a może powinnam była powiedzieć - przesynięta w kierunki dosłowności !?
    • pepsic "36" - tvp1, godz. 22.15 13.08.11, 12:00
      Dramat sensacyjny made in France z udziałem G.Depardieu i D.Auteil. Tylko przypomnę, wymienialiśmy się uwagami, bez przykrości można rzucić okiem na powtórkę, tym bardziej, że pora w miarę dogodna, jak widać, długo weekendowa.
      • grek.grek Re: "36" - tvp1, godz. 22.15 13.08.11, 13:01
        to ja się przyłączę. warto obejrzeć. dobry kryminał, doborowa obsada.

        nie wiem, czy oglądałaś/oglądaliście wczorajsze "Trzy królestwa" na TVN ?

        ja sie skusiłem, po "hero" łapię współczesne chińskie kino historyczne, kiedy się tylko da.

        w 1 w n.e, w podzielonym na trzy części kraju władca jednego z nich postanawia zagarnąc ziemie
        pozostałych dwóch i zdobyć niepodzielne panowanie nad całością. ma ogromną armię, mnóstwo żołnierzy, okrętów, sprzętu. pozostali władcy jednoczą swoje wojska, zeby mu się wspólnie przeciwstawić. mają mniej wszystkiego, ale są dzielni, mądrzy i właściwie "sztukę wojenną" Sun Zi mają w małym palcu, wykorzystują nawet świetne umiejętności w zakresie prognozowania zmian pogodowych, żeby swojego przeciwnika pognębić i ostatecznie zwycięzyć, dowodząc, ze wespół w zespół można pokonać każdą potęgę.

        fabuła jest dośc prosta, bohaterowie główni kreowani na herosów, którzy wyłysiałą szczoteczką do zębów kładą pokotem tuzin uzbrojonych po zęby wrogów, trochę hollywodzkiej wręcz kiczowatości scen romantycznych [bo w tle ofk są tam jakieś relacje k-m], a warto było obejrzeć ze względu na kapitalna oprawę - sceny zbiorowe z mnóstwem statystów jak z "Troji", długie sekwencje bitew i ich choregrafia, z synchronizowanymi ruchami całych pulków wojska, nie gorsze od tych z "gladiatora"; broń, mundury z epoki, wymyślne fryzury, ataki konne, ataki piesze, starcia i pojedynki - włozono w przygotowania potęzną kasę z pewnością, ale oplacało się, bo efekt jest taki, ze jakby to był amerykański film, to by dostał nominacjkę do Oskara za scenografię, a i niewykluczone że także za zdjęcia, bo całośc jest naprawdę nakręcona znakomicie, a sekwencja nocnej bitwy morskiej, to prawdziwa perełka.
        • barbasia1 Re: "36" - tvp1, godz. 22.15/Trzy królestwa TVN 13.08.11, 18:15
          Chyba nie ogladąłm filmu "36"?! Spóbuję rzucić okiem! :)

          "Trzy królestwa"

          Nie,nie oglądałam. Liczę na powtórkę. Też lubię dla relaksu obejrzeć chińskie kino w kostiumie.

          >bohaterowie główni kreowani na herosów, którzy wyłysia
          > łą szczoteczką do zębów kładą pokotem tuzin uzbrojonych po zęby wrogów

          ha,ha, ha :)))

          Jeśli strona wizualna tu jest największym atutem filmu, to koniecznie trzeba tu wkleić kilka zdjęć z galerii:
          www.filmweb.pl/film/Trzy+kr%C3%B3lestwa-2008-176582/photos#picture-6
          www.filmweb.pl/film/Trzy+kr%C3%B3lestwa-2008-176582/photos#picture-18
          (Imponujący rozmach !)
          www.filmweb.pl/film/Trzy+kr%C3%B3lestwa-2008-176582/photos#picture-1
          (Herosi są boscy! ;)
          www.filmweb.pl/film/Trzy+kr%C3%B3lestwa-2008-176582/photos#picture-7
          (Ładny świecznik! :)


          :)
          • grek.grek Re: "36" - tvp1, godz. 22.15/Trzy królestwa TVN 14.08.11, 13:22
            I, jak tam ? oglądałaś "36" ? jakie wrażenia ?

            dobre fotki. niemniej, jeśli bedą powtarzać, to zachęcam, ofk.

            podobno John Woo, reżyseiro, skądinąd znany, którego wzięli do tej roboty dostał
            80 milionów martwych prezydentów to dyspozycji. ja bym zaryzykował opinię, że
            wykorzystał ten kapitał całkiem dobrze :]
            • barbasia1 Re: "36" - tvp1, godz. 22.15/Trzy królestwa TVN 14.08.11, 14:49
              > I, jak tam ? oglądałaś "36" ? jakie wrażenia ?

              Podbał mi się "36"! Całkiem przyzwoite francuskie kino sensacyjne! Tylko urwał mi się film, WSTYD! jak aresztowano Auteuila czyli Leo Vrinksa! Czy mogłbyś, Greku, poratować i dopowiedzieć co tam było dalej, jak się skończyło!!!? Będę Ci bardzo wdzięczna! :)

              Jedna rzecz mi fałszywie zabrzmiała, a mianowicie nieracjonalne zachowanie starego wygi, szefa brygady antyterrorystycznej! Denisa Kleina (Depardieu) podczas obławy na bandytów , który wbrew procedurom, wbrew zasadom, nie czeka na rozpoczęcie akcji, ktorą prowadzi zresztą Leo, tylko nagle, powodowany, nie wiem czym, leci sam jeden z pistoletem na uzbrojoną po zęby liczną grupę bandytów, a tym samym rozwala misternie przygotwaną cała akację i naraża na śmiertelne niebezpieczeństwo biorących udział w akcji.
              Czy tak się zachowuje człowiek, który kieruje brygadą antyterrorystyczną, doświadczony antyterrorysta???

              :)
              • grek.grek "36" - spojler dopowiastka 15.08.11, 10:10
                spróbuję dopowiedzieć, co było dalej, chociaż, wiesz głupio się przyznac, ale trochę mi się zapomniało :]

                a pamiętałem kiedyś całkiem nieźle...

                więc, po primo - nie mogę sobie przypomnieć, czy żona Vrinksa zginęła przed czy po jego aresztowaniu ?

                żona cały czas starała się o zwolnienie Vrinksa, ale bezskutecznie. udało się jej dotrzeć do tego faceta, z którym był Vrinks owej nocy, kiedy tamten wykonał egzekucję gangsterską, za co później Vrinks został oskarżony o współudział. Spotkali się w jego aucie, gdzieś na pustkowiu za miastem, ona chciała od niego uzyskać zeznania oczyszczające Vrinksa, tak czy owak - poinformowany o tym wcześniej Klein zastawił zasadzke, samochód wpadł w poślizg, dachował, facet zginął na miejscu, a ledwie zipiącą żonę Vrinksa dobił Klein.

                po aresztowaniu Vrinksa Klein przejął całe dowództwo czyszcząc do kości wydział, usuwając policjantów związanych wcześniej z Vrinksem, uznając ich za nielojalnych. tę blondynkę z warkoczem wysiudali do administracji, Titi, ten młody, w ogóle wyleciał.

                była taka scena, jakiegoś policyjnego rautu dla uczczenia Kleina na stołku, na której ww. Titi obsikał Kleina. dosłownie :]

                po wyjściu Vrinks miał dwa cele : zemstę na Kleinie i nawiązanie kontaktu z córką.

                akcję zaplanował na dorocznym balu policjantów. zdobył broń, od tej prostytutki, której pomagał, pamiętasz ? tej pobitej na samym początku.

                potem odwiedział Titiego, który został ochroniarzem w nocnym klubie. zdradził mu swoje plany. w trakcie tej wizyty doszło do zadymy, w której Titi pobił się z jakimś gangusem. okazało się, ze ten gość, tobył dokładnie ten sam, co go kiedyś pamiętasz zapewne, wywieźli do lasu, rozebrali do golca, kazali kopać grób,a później zostawili, co było zemstą za pobicie prostytutki ww.
                wówczas Titi wziął sobie nóz tego faceta, i po tym nożu został teraz rozpoznany przez gangusa.
                po nożu - ponieważ, podczas tamtej akcji, miał chyba zawiązane oczy, w każdym razie nie widział twarzy policjantów, którzy go wieźli.

                ten gangus się na Titim odegrał, dopadł go, z pomocą koleżków, wywiózł za miasto i solidnie obił. i zadał mu pytanie : który gliniarz był wtedy z tobą, kto tym dowodził ? Titi był półprzytomny [ostatecznie wylądował w szpitalu, ale przeżył], ale nie stracił zimnej krwi i powiedział, ze to był... Klein.

                Klein wiedział, ze Vrinks wychodzi, i założył mu "oko", dwóch gliniarzy stale za nim łaziło, jeździło i meldowało Kleinowi.

                Vrinks, w dniu balu, zagrozil im bronią, wrzucił do bagaznika i miał wolną drogę. Pojechal na ten bal, wyczekał kiedy Klein będzie sam - w toalecie się nadarzyła okazja - i wyszedł na niego z wycelowanym pistoletem. dziabnął mu oskarżycielska krótką mowę i pozostawił pistolet, z sugestią że Klein powinien, za całokształt, walnąc samobója, jesli ma odrobinę honoru. I wyszedł.

                Kleinowi to dopiekło, ale ofk strzelać do siebie nie zamierzał, wyskoczył za Vrinksem na ulicę i zaczął wolłać, że "jej śmierć, to twoja wina" [to by znaczyło, ze chodzi o żonę Vrinksa, kiedyś narzeczoną Kleina]. i kiedy tak wołał podjechało dwóch gości na skuterze, ubranych na czarno, w kaskach, jeden uchylił otwór na oczy, rzucił "poznajesz mnie ?" i odpalił Kleinowi prosto w czoło. trup na miejscu. był to ten szukający odwetu gangster, który pobił Titiego...

                oczywiście, z nawiązaniem relacji z córką Vrinks nie miał większych kłopotów, chociaż się musiał zawstydzić jednak za te lata nieobecności; niemniej, na końcu sa oni oboje na lotnisku i szykują się razem do jakiegoś wylotu na wakacje wspólne, czy coś w tym guście. tak czy owak - happy end :]

                zdecydowanie masz rację - tak się nie zachowuje doświadczony antyterrorysta.

                rzecz w tym jednak, ze, jak pamiętasz, byla to akcja, która miała zadecydować o tym, kto dostanie szefostwo wydziału i Klein, ambicjoner i wróg Vrinksa, śledząc przez policyjne radio przebieg wypadków, dostawał nerwicy i koniecznie chciał się zasłużyc, zeby to na jego konto
                została zapisana cała zasługa. nadmiar ambicji i patologiczna wrogość do Vrinksa odebrały mu rozum i rozsądek, puściły z torbami całe doświadczenie i umiejętności, których na pewno mu nie brakowało.
                • barbasia1 Re: "36" - spojler dopowiastka -dzięki! :)))))) 15.08.11, 14:48
                  Greku, znakomitą masz pamięć !

                  Przyznam Ci się , że wczoraj późnym wieczorem znalazłam "36" na stronach filmowo-serialowych i doobejrzałam to czego nie widziałam! Miałam Ci o tym napisać dziś, ale Ty byłeś szybszy! Za co gorąco Ci dziękuję! Wiedz, że przeczytałam ten spojler z wcale nie mniejszą przyjemnością! Poza tym jedną kwestię, która nie do końca była dla mnie jasna rozjaśniłeś tym spojlerem ! (kim był ten gagnster, który napadł na Titego :)


                  > więc, po primo - nie mogę sobie przypomnieć, czy żona Vrinksa zginęła przed czy
                  > po jego aresztowaniu ?

                  Żona zginęła po jego aresztowaniu.

                  Tak, zgadzam się, jak najbardziej masz rację, niezdrowe ambicje, rywalizacja mogły popchnąć Kleina do takiego działania. Wycofuję tę uwagę.

                  Naparwdę niezłe kino.
                  :)
                  • grek.grek Re: "36" - spojler dopowiastka -dzięki! :)))))) 15.08.11, 15:12
                    dzięki :] miałem wątpliwości, a 'propos żony Vrinksa, rozjaśniłaś je skutecznie.

                    o proszę, obrotna z Ciebie dziewczyna :] a ze spojlerem, to calkowicie po mojej stronie cała przyjemność.

                    czytałem o porównaniu "36" do "Heat" z al pacino i de niro. jak byś to oceniła ?

                    ja bym powiedział, ze jednak Heat ciekawiej oddało ten bezpośredni konflikt między głównymi bohaterami, była ta świetna rozmowa w barze, i ci dwaj się naprawdę polubili, co było bardzo ciekawym pomysłem scenariuszowym, dzieki temu do końca nie było pewne, jak to się skończy,czy zgodnie z regułami gatunku, czy jednak scenarzysta nie pozwoli przegrać i umrzec de niro. skończylo się, jak pamiętasz, bez zaskoczeń, ale... było na co czekać :]

                    "36" imo jest jednak słabszy, nie ma tego rozmachu, nie ma tej niespodzianki w sobie, bo jednak Klein jest łobuzem, nie ma tutaj szarości, jest jednak jasny podział na fajnego i niefajnego i, u mnie tak było, w połowie mniej więcej czuje się, że Klein musi zostać wytarmoszony za uszy na śmierć, bo za dużo ma na koncie, zeby logicznym było jakieś nieszablonowe zakończenie. i tylko czeka się na to, jak to się stanie, i kto to zrobi, oraz kiedy.

                    to taka moja ocena. na równi postawiłbym chyba tylko aktorstwo :]

                    a jak Ty sądzisz ?

                    jak Wy sądzicie ?

                • pepsic Re: "36" - spojler dopowiastka 15.08.11, 21:01
                  A propos śmierci żony Vrinksa, cały czas chodziło mi po głowie, dlaczego Klein ją dobił? Wczoraj doczytałam, że prawdopodobnie nieprecyzyjnie przetłumaczono tekst, Klein powiedział do Vrinksa wtedy w toalecie: "ona i tak już była martwa", co przetłumaczono: " i tak prawie nie żyła". Czy w takim razie nie zmienia to postaci rzeczy, czy Klein strzelając do zabójcy, nie dał do ręki Vrinksowi prawa do obrony, przecież od tej pory nie musiał zważać na umowy dżentelmeńskie. Dwa, jak wytłumaczcie, dlaczego Vrinks nie poszedł w linię obrony w kierunku bycia świadkiem, a nie współodpowiedzialności?

                  Chciałam doprecyzować, że Titi w wyniku pobicia już nigdy nie miał odzyskać przytomności wg opinii lekarzy, przy życiu trzymała go maszyna. Natomiast żona Vrinksa spotkała się z zabójcą, gdyż do niej dzwonił, podczas spotkania tuż przed tragedią dał jej pieniądze na życie i list. Telefon był na podsłuchu, stąd obecność Kleina,
                  I jeszcze ciekawostka, może sami doczytaliście, filmowa córka, ta starsza rzecz jasna, jest prawdziwą córką Auteila, nietrudno spostrzec podobieństwo:)
                  A "Gorączki" chyba nie znam:)
                  • grek.grek Re: "36" - spojler dopowiastka 16.08.11, 13:04
                    Klein nie wiedział, jaką wiedzą dysponuje zona Vrinksa, w sprawie tego zabójstwa, przy którym Vrinks asystował bez własnej intencji, a o którym chciała rozmawiac z tym garusem. może to też się przyczyniło do tej decyzji ? a może był to, po prostu, impuls, może chciał ją zabić, bo była żoną Vrinksa ? nie był by to pierwszy raz, kiedy wrogość wobec niego wzięła by u Kleina górę nad rozwagą.

                    widze, pamięć Twoja w świetnej formie :]

                    "Gorączkę" polecam. dużo akcji, ale to co ją łączy z "36", to rozgrywka dwóch osobowości,w przypadku Heat są to policjant i rabuś.
                    • pepsic Re: "36" - spojler dopowiastka 16.08.11, 18:17
                      Z pamięcią niespecjalnie, po prostu obejrzałam powtórkę, dodam że z równym zainteresowaniem.
                      Twoja wersja motywu brzmi wiarygodnie, przyznaję, nie przyszła mi do głowy, ale w żadnym razie nie wyglądało to na zemstę na ukochanej, a taką wykładnię narzuca film bądź tłumacz.
                      • grek.grek Re: "36" - spojler dopowiastka 17.08.11, 13:49
                        aaaa, to takie buty... ;]

                        a może obydwie motywacje się sprzęgły i Klein zabił ją mając, jakkolwiek to brzmi z perspektywy moralnej oceny, racjonalne powody, lecz i nie bez satysfakcji całkowicie złośliwej ?
                    • barbasia1 Re: "36" - spojler dopowiastka 16.08.11, 19:00
                      Te ż nie oglądałam "Gorączki". W tej kwestii zawierzam Tobie na słowo. :)

                      Masz rację właściwie to już niemal od pierwszych minut filmu twórcy wskazują z kim widz ma sympatyzować i że jest to towarzyski, koleżeński nie lecący na zaszczyty, nie pragnący jakoś specjalnie władzy Vrinks , a nie Klein gburowaty samotnik, któremu właśnie bardzo zależy na władzy i stołku komendanta.

                      Oczywiście od pewnego momentu nieuchonnie nasuwa się podejrzenie, że jakaś kara na Kleina musi w końcu spaść,że kres dobrej passy, jak to w życiu, musi nastąpić, nie jest jednak w żaden sposób wiadome i do przewidzenia, z której strony i w jakich okolicznosciach ona spadnie i kto będzie karzącą ręką. I to myślę jest na plus dla filmu.

                      Myślę , że nie można powiedziec o Vrinksie, że jest jednoznacznie negatywną postacią, imo, jest w niej dużo niejdnoznaczności ...

                      :)
                  • barbasia1 Re: "36" - spojler dopowiastka 16.08.11, 18:32
                    pepsic napisała:

                    > A propos śmierci żony Vrinksa, cały czas chodziło mi po głowie, dlaczego Klein
                    > ją dobił? Wczoraj doczytałam, że prawdopodobnie nieprecyzyjnie przetłumaczono
                    > tekst, Klein powiedział do Vrinksa wtedy w toalecie: "ona i tak już była martwa
                    > ", co przetłumaczono: " i tak prawie nie żyła".

                    Moim zdaniem Vrinks nie dobił żony Kleina, ona już nie żyła.

                    Tę drugą część filmu oglądałam w necie, na stronie ekino, w wersji z lektorem. Vrinks w tej scenie w tolacecie mówi Kleinowi: "Już nie żyła"! "Nie wiem dlaczego Silien ją zabił". I w tym momencie w głowie Vrinksa pojawia się wspomnienie tego zdarzenia i retrospekcja na ekranie, Vrinks zbliża się do leżącej we wraku auta do żony Kleina (oglądąłam właśnie 3. razy ten fragment i wydaje mi się, choć nie jestem tego pewna w 100% , że ona leżała z otwartymi oczami) Vinks sprawdza jej puls na szyi, po czym z bólem na twarzy przymyka (swoje) oczy, odwraca głowę, a na końcu dopiero decyduje się strzelić do niej.

                    Strzał z bliska spowodował , że ciało kobiety jakby drgnęło. Ale to, myślę, na skutek siły z jaką pocisk wszedł w ciało, a nie dlatego, że prawie nie żyła ...

                    No chyba, że chciał jej oszczędzić konania ...

                    Myślę, że pozorując, że to Silien zabił żonę Kliena Vrinks chciał oddalić od siebie winę za przyczynienie się do katastrofy samochodwej i śmierci żony Kliena, i a przy okazji jeszcze zrzucić poczucie winy na samego Kleina, który przecież współpracował z powadzącym wtedy auto ściganym Silienem i chronił go do końca .

                    Vrinks nie chciał zdradzić, gdzie jest Silien (który wyszedł na wolność) i dlatego tak surowo go potraktowano.

                    Ha! Nie wiedziałam, że to była córka Auteuila! Dzięki za info. :)

                    Pepsic, też masz świetną pamięć!
                      • barbasia1 Re: "36" - spojler dopowiastka 16.08.11, 19:09
                        Dzięki! Wiem, wiem. Pomyliłam starsznie?, zmęczona jestem . :)

                        korekta:

                        pepsic napisała:

                        > A propos śmierci żony Vrinksa, cały czas chodziło mi po głowie, dlaczego Klein
                        > ją dobił? Wczoraj doczytałam, że prawdopodobnie nieprecyzyjnie przetłumaczono
                        > tekst, Klein powiedział do Vrinksa wtedy w toalecie: "ona i tak już była martwa
                        > ", co przetłumaczono: " i tak prawie nie żyła".

                        Moim zdaniem Klein nie dobił żony Vrinksa, ona już nie żyła.

                        Tę drugą część filmu oglądałam w necie, na stronie ekino, w wersji z lektorem. Klein w tej scenie w tolacecie mówi Vrinksowi: "Już nie żyła"! "Nie wiem dlaczego Silien ją zabił". I w tym momencie w głowie Kleina pojawia się wspomnienie tego zdarzenia i retrospekcja na ekranie, Klein zbliża się do leżącej we wraku auta do żony Vrinksa (oglądąłam właśnie 3. razy ten fragment i wydaje mi się, choć nie jestem tego pewna w 100% , że ona leżała z otwartymi oczami) Klein sprawdza jej puls na szyi, po czym z bólem na twarzy przymyka (swoje) oczy, odwraca głowę, a na końcu dopiero decyduje się strzelić do niej.

                        Strzał z bliska spowodował , że ciało kobiety jakby drgnęło. Ale to, myślę, na skutek siły z jaką pocisk wszedł w ciało, a nie dlatego, że prawie nie żyła ...

                        No chyba, że chciał jej oszczędzić konania ...

                        Myślę, że pozorując, że to Silien zabił żonę Vrinksa Klein chciał oddalić od siebie winę za przyczynienie się do katastrofy samochodwej i śmierci żony Vrinksa (ktorą przecież jak sie okazuje też kochał), i a przy okazji jeszcze zrzucić poczucie winy na samego Vrinksa, który przecież współpracował z powadzącym wtedy auto ściganym Silienem i chronił go do końca .

                        Vrinks nie chciał zdradzić, gdzie jest Silien (który wyszedł na wolność) i dlatego tak surowo go potraktowano.

                        Ha! Nie wiedziałam, że to była córka Auteuila! Dzięki za info. :)

                        Pepsic, też masz świetną pamięć! - to co, mam to usunąć? ;))) (przeczytałam Twój post wyżej)
                        • pepsic Re: "36" - spojler dopowiastka 16.08.11, 19:26
                          Wszystko było zrozumiale Barbasiu, jedynie dla przejrzystości pozwoliłam sobie na sprostowanie.
                          Ale o co chodzi z usunięciem?
                          Ja po cichu liczę, że inni nie zauważają moich pomyłek, poprawiam wtedy, kiedy wypaczam sens, wydźwięk.
                          :)
                          • barbasia1 Re: "36" - spojler dopowiastka 16.08.11, 19:39
                            Bardzo dobrze zrobiłaś! A wiesz, że myslałam nawet , żeby tylko nie pomylić tych nazwisk, a tu masz, taki klops.

                            Czy usunać to zdanie: "Pepsic, też masz świetną pamięć!"
                            Napisałeś wyżej, że przypomniałaś sobie ten film przedwczoraj, a ja sądziłam, powyższe zdanie, że pamiętasz wszytsko jeszcze z poprzedniego seansu.

                            Niestety, nie da się nie popełniać tu na forum błędów. Też ubolewam.
                            • barbasia1 Re: "36" - spojler dopowiastka 16.08.11, 19:41
                              > Czy usunać to zdanie: "Pepsic, też masz świetną pamięć!"
                              > Napisałeś wyżej, że przypomniałaś sobie ten film przedwczoraj, a ja sądziłam, p
                              > owyższe zdanie, że pamiętasz wszytsko jeszcze z poprzedniego seansu.

                              To taki żart mój. ;/