Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2011 - 6 (vol.17)

31.10.11, 22:02
Watek poprzedni daaawno przekroczyl 500, ale, jak mnie znacie, to wiecie, ze czekam zawsze na 1 ;) Dzis wyjatkowo - dzien wczesniej i ciekawa jestem, czy listopad bedzie na tyle bogaty, ze zdazymy jeszcze przed koncem roku jeden watek zalozyc? :)

A na jutro wieczor - ja zasiadam przed "Australia" - choc nie przepadam za Nicole, to bardzo lubie Hugh Jackmana :)
Obserwuj wątek
    • grek.grek "Wielki błękit" rep. 01.11.11, 14:01
      a już myślałem, że tauzena ubijemy ;]

      dzisiaj jest bogato.

      primo, "Wielki błękit" -tvp2, 21:45] - el Classic, choćby dla filmowania, plenerów - nie sposób nie obejrzeć nawet jak się zna na pamięć, jak sądzę; do tego, ciekawy jest sam wątek fabularny - dwóch rywalizujących o rekord świata w nurkowniu przyjaciół i zderzenie dwóch motywacji i osobowości - rywalizującej, nastawionej na sukces za wszelką cenę, zapominającej o ograniczeniach, z żyłą na czole i drugiej - bez żyły, sportowe wyczyny robiącej niezauważalnie dla siebie, nieograniczonej i skupionej na przyjemności i doznaniu duchowym. znakomitość. wtedy jeszcze Besson kręcił ważne filmy. machnął trzy świetne filmy "Nikita", "Leon", "Błękit", a później przestał chyba kontrolować własną twórczość. szkoda. póki co, ofk.

      "Schmidt" -pols, 23:30, też jest niezły, spojler i opis leża gdzieś w archiwum, zreszta, hu hu; ale to jednak jest wieczór Bessona. "wielki błękit", to jest wydarzenie przez duże W i w zasadzie anihiluje konkurencję ;].

      • barbasia1 Re: "Wielki błękit" / Schmidt/ Australia 01.11.11, 14:34
        Ale przecież to jest do zrobienia! :)

        Tak, dziś od przybytku głowa aż boli. "Wielki błękit" - wielki film, ale bym się jednak skłaniała dziś ku "Australii" /trzy i pół godziny w Polsacie, z reklamami , O Matko!/ . Mam ten film od dawna na płycie, ale było do tej pory okazji, żeby obejrzeć...

        O "Schmidcie" - też czytałam, że dobra rzecz (4/5 giwazdki w Wyborczej) , ze świetną rolą Nicholsona; mam nadzieję, że Polsat powtórzy za jakiś czas ten film o lepszej porze.
        Greku, będziesz nagrywał Schmidta?


    • grek.grek "Milczenie Lorny", ze spojlerem 02.11.11, 12:18
      dziabnąłem wczoraj via ct2.

      zajawka jest taka - Lorna jest Albanką "na kontrakcie". za posrednictwem niejakiego Fabia [drobny cwaniak] wzięła fikcyjny ślub z Charlym w celu uzyskania belgijskiego obywatelstwa. Charly jest ćpunem na prostej drodze do samozagłady. niewiele mu już brakuje. po jego spodziewanie prędkiej śmierci Lorna ma wypelnić drugą część umowy - jako już Belgijka poślubić dzianego Rosjanina, aby z kolei on mógł zdobyć obywatelstwo. umowa opiewa na 10 tys E. za te pieniądze Lorna ma zamiar otworzyć bar szybkiej obsługi. razem ze swoim faktycznym narzeczonym, Sokolem, którego poślubi już po wypełnieniu "kontraktu" z Fabiem. taka jest wstępna wersja.

      dalej spojler będzie permanentny i bezczelnie odsłaniający wszystko :]

      Lorna mieszka ze swoim fikcyjnym mężem. traktuje to jak biznes, a faceta jak dead man walking. jest obcesowa i zdystansowana. on jest sympatyczny, kontaktowy [zaprasza ją do gry w karty, proponuje że będzie gotował obiady] i ciągle na głodzie heroinowym. kiedy ona wychodzi do pracy [w pralni,prasowalni] on ją prosi,zeby zamykala go na klucz. tak żeby nie mógł zdobyć narkotyków. to wbrew jej interesom, więc zostawia drzwi otwarte. jeszcze tego brakowało, żeby faciowi zachciało się wyjśc z nałogu i nie kojfnąć. kiedy on w nocy drze dziób, zeby mu pomogła - ona to ignoruje.

      dziewczyna próbuje być bezwzględna i trzymac pion, ale z biegiem czasu pęka i nie umie mu odmówić drobnych przyslug - kupna środków przeciwbólowych, podania wody podczas kolejnego ataku delirki. widzi, ze facet się jakoś trzyma, probuje się wygrzebać z dołka. budzi to jej współczucie, a nawet więcej... kiedy Charly ma zapaść - Lorna pomaga mu się dostać do szpitala na odwyk. działa wbrew swojemu interesowi, ale... nie umie patrzeć jak człowiek sie wykańcza. w szpitalu Charly powraca powoli do zdrowia.

      wtedy Lorna proponuje Charly'emu rozwód. zapłaci mu z pieniędzy, ktore dostanie za następny ślub, z Rosjaninem. Charly nie bardzo chce się zgodzić. nie z dnia na dzień, bo to formalności, koniecznośc znalezienia pracy, domu. wobec tego Lorna obija sama sobie ramiona i zgłasza na policji, ze mąz ją bije. chce sama uzyskać prawną podstawę do wniesienia sprawy rozwodowej.
      problem w tym, że brak świadków, którzy by mogli potwierdzić jej wersję.

      w międzyczasie pojawia się ten jej facet, Sokol, oczywiście cały zainteresowany postępami w sprawie :]

      odwiedza Charly'ego w szpitalu. robią ustawkę. na jej życzenie on ją traktuje piąchą [przychodzi mu to z trudem], a ona robi raban, ze została pobita. pielęgniarka, mimo że nie widziała, zgadza się złożyć zeznania, więc sprawa wydaje się rozwiązana. niezadowolony jest tylko pośrednik Fabio, który boi się o swój geszeft, a poza tym - wdowa w Belgii szybciej może znów wyjśc za mąz niż rozwódka. a czas to pieniądz. dziany Rosjanin nie będzie czekał wiecznie...

      w końcu sąd orzeka rozwód. jako się rzeklo, następny ślub Lorna może wziąc za miesiąc. Rosjanin zgadza się poczekać.

      Charly i Lorna jeszcze ze sobą mieszkają. któregoś dnia po powrocie z pracy ona zastaje w domu dilera. wyprasza go z domu. Charly mówi mu, zeby poczekał na dole, że zaraz do niego wyjdzie. Charly chce od niej pieniędzy na heroinę. ona mu odmawia. szarpią się. udaje sie jej zamknąć drzwi, a klucz wyrzucić przez okno. uziemić go. uratować. więcej, za chwilę mają ze sobą seks. i to z jej inicjatywy. po prostu się w nim zakochała, od obcesowości i totalnej oschłości przeszła do namiętnego uczucia. odwzajemnionego. następnego dnia wyglądają na ulicy jak para narzeczonych. on kupuje mtorower, ona mu kupuje raczej. będzie sobie jeździł. ona się wreszcie śmieje. on wygląda na uleczonego.

      potem jest pstryk. i okazuje się, ze Charly'ego już nie ma tym świecie. oficjalna wersja "przedawkowanie narkotyków". yea łrajt... Lorna pakuje jego manele, szykuje się do wyprowadzki. odwiedza ją Fabio - z sugestią, ze nie ma możliwościl, zeby się z tego interesu wycofała, że ma wypełnić umowę do końca. nie ma miejsca na sentymenty.

      przychodzi do niej policja. wypytuje ją o Charly'ego, czy chciał strzelić samobója, czy miał wrogow, czy to prawda że nie chciała mu pani dawać pieniędzy na narkotyki i takie tam. ona trzyma twarz na kłódkę. "nic nie wiem", chociaż łzy się jej w oczach kręcą.

      jest smutna. trochę ją ożywia wyjście z tym calym Sokolem do baru, tańce jakieś, wspólne oglądania lokalu, który zamierzają kupić i wyszykować w nim bistro, jak tylko Lorna dostanie pieniądze za ślub z Rosjaninem.

      a;propos, z którym się spotyka. ona, on, i pośrednicy. przeglądają papiery, spisują coś, cała scena przypomina transakcję kupna samochodu albo pary butów. kasa, zaliczka. cześc-cześć. szybka piłka. ślub na dniach.

      jest jednak nagły, decydujący zwrot akcji. Lorna gorzej się czuje. jest przekonana, ze to ciąża. z kim ? ojcem może być tylko... Charly. dziewczyna goni do lekarza, ale kiedy ten proponuje badanie ultrasonografem - Lorna z płaczem ucieka z gabinetu.

      powiadamia o sprawie Fabia. gostek jest zdziwiony i niezadowolony, ale nie traci zimnej krwi - zrobimy aborcję i po krzyku.

      podczas kolejnego spotkania z przyszłym mężem Lorna pyta Rosjanina, co on na to, ze ona jest w ciązy. on na to, że umowa tego nie przewiduje. on nie chce mieć problemów, alimentów, które państwo by zasądziło po rozwodzie, który wezmą itd. wkracza w to Fabio i uspokaja kontrahentów - spoko, zrobi sie skrobankę i załatwione, robimy dil bez przeszkód. a Lorna stoi obok. jak towar. oni ustalają co dalej z jej brzuchem, a ona nie ma nic do powiedzenia. zgodziła się przecież na ten caly interes...

      Fabio jest wqrwiony nie na żarty. ledwie udaje mu się ocalić dil. wobec Lorny robi się agresywny. na tyle, ze babka ląduje w szpitalu. Fabio nie odstępuje jej na krok. pilnuje jak walizki z koksem.
      sugeruje,ze jest dobra okazja, zeby teraz Lorna poprosiła o aborcję.

      problem jest taki, ze nikt nie wie, czy Lorna jest w tej ciązy. ona się nie chce zgodzić na ultrasonograf, według badań nie doszlo do żadnego poronienia... cholera wie - ma to dziecko, czy nie ma ? ona mowi tylko "ja wiem najlepiej".

      w końcu postanawia sie wycofać ze wszystkiego. zwraca zaliczki i papiery Fabiowi. chce wracać do domu. do Albanii. jej facet jest niepocieszony, ale obiecuje, ze jak swoje sprawy pozałatwia to po nią przyjedzie. że "są razem" ciągle.

      Fabio ze wspólnikiem pakują jej manele, mają ją odstawić za granicę, tam skąd przyjechała do Belgii. chyba do Niemiec, czy gdzieś, nie wiem jak dokładnia mapa wygląda ;]]] w aucie szybkie rozliczenia finansowe.

      wiezie ją w tę drogę wspólnik Fabia. Lorna jest cała w strachu. podejrzewa, ze gość ma za zadanie ją zabić. prosi go o postój na toaletę. idzie na stronę. bierze kamień. mówi do tego niby dziecka swojego "nie pozwolę, zeby cię skrzywdzili". wraca i wali go nim w łeb. i w długą daje. ucieka w las.

      błąka sie po nim, przemawiając ciągle do dzieciaka. znajduje starą chatę. włamuje się tam, pali w piecu. postanawia w niej zostać. układa się na długiej ławce i trzymając rękę na brzuchu zasypia.

      koniec :]

      coś dopisze jeszcze za moment.


      • grek.grek "Milczenie Lorny", ze spojlerem 02.11.11, 12:42
        orajt - rodzące się uczucie dwojga pokrzywdzonych przez świat ludzi, budzące się sumienie, dramat. to raz.

        dwa, geszeft uzyskiwania obywatelstwa przez imigrantów, w którym człowiek jest workiem kartofli, ścieżką koki, nie wiem... iguaną na handel.

        ale trzy - ta ciąża i wątek ucieczki Lorny.

        tytuł nawiązuje do "milczenia owiec". nie wiem, czy tak miało być, ale zobaczcie jak to się jednak wiąże. Starling opowiada Lecterowi, ze jej traumą z dzieciństwa, kiedy mieszkała w rodzinie zastępczej, która miała hodowlę owiec, był dzień szlachtowania owiec. wzięła wtedy jedną i próbowała z nią prysnąć. została złapana. owca poszła pod nóż. Lecter bezbłędnie odczytał z tej historii powód determinacji, z jaką Starling dązy do ocalenia dziewczyny porwanej przez seryjnego zabójcę.

        "milczenie owiec" oznaczać miało spokój duszy Starling, uratowanie jednego życia jako rekompensata za to, ze innego wcześniej uratować nie zdołała, nie umiała, nie mogła.

        nie wiem, czy to pasuje, ale tutaj jest dokładnie taki sam mechanizm - Lorna nie była w stanie uratować Charly'ego. i bardzo jej to ciązy. nie może o tym zapomnieć. ma poczucie winy. niejako symbolicznie - ratuje więc ich dziecko, które w sobie nosi. żeby je uratować - co logiczne, sama musi zostać przy życiu.

        czy jest w ciązy ? nie wiadomo. ona sama nie pozwala się zbadać. nie chce wiedzieć.

        może to dziecko jest w jej głowie. może jest wytworem jej wyobraźni, czy raczej sumienia. produktem poczucia winy. powodem dla którego dokonuje aktu odkupienia. symbolicznego. być może nawet symbolicznego w takim znaczeniu, ze nie mającego realnego przedmiotu.

        znakomity film. co tu dużo mówić. rzeczowy, bez fajerwerków, surowy, ale naładowany znaczeniami, obserwacjami, uczuciami. bracia Dardenne nie kręcą bez powodu. jak już wypuszczają film, to mają w nim coś do powiedzenia. "Dziecko" kiedyś mieliśmy na rozkładówce. "Lorna" jest w tym samym guście. w tamtym filmie młoda para porzuca dzieciaka, aby potem znów o niego się upomnieć, czy to z powodu obudzonej stratą świadomości, czy z powodu wyrzutów na sumieniu, które prowadzą do rozbudzenia wyższej uczuciowości. ten sam schemat. tutaj jeszcze dochodzi wzięcie pod lupę losu imigrantów. pokątnego biznesu, jaki na pragnieniach tych ludzi wyrwania się ze swoich biedaszybów kręcą rózne cwaniaki [Fabio jest mydłkiem, taksówkarzem, na oko mógłby gangsterom najwyżej po fajki ganiać, a kręci lody jak stary, a Lorna, jej ciąza, Charly to dla niego tylko przedmioty obrotu handlowego].

        Arta Dobroshi, to jest dziewczyna która zagrała Lornę. warto zapamiętać. znakomita. fotogeniczna. a jednocześnie - ascetyczna. pełna samokontrola. uczucia sugeruje i akcentuje subtelnie, niczego nie wywalając na wierzch histerycznie.

        tak czy siak, warto zobaczyć, nawet po przeczytaniu powyższego ;]
        • barbasia1 Re: "Milczenie Lorny", ze spojlerem 02.11.11, 20:13
          Podoba mi się "Milczenie Lorny".
          (Podobał mi się też opowiedziany przez Ciebie wcześniejszy film braci Dardenne, o którym wspomniałeś wyżej, "Dziecko"; poniżej jest spojler "Dziecka":
          forum.gazeta.pl/forum/w,14,109585922,111493349,_Dziecko_Ray_.html
          >w filmie ["Dziecko" -ja] młoda para porzuca dzieciaka, aby potem znów o niego się >pomnieć, czy to z powodu o budzonej stratą świadomości, czy z powodu wyrzutów na >umieniu, które prowadzą do rozbudzenia wyższej uczuciowości. ten sam schemat

          Tak, krytycy filmowi zauważają, że w filmach braci Dardenne pojawia się często ów motyw poczucia winy, które jak powiedział Luc Darndenne w wywiadzie "jest czymś, co pcha na do robienia lepszych rzeczy".


          Widać u braci Dardenne głęboką wiarę we współczesnego człowieka, w to, że w człowieku tkwią pokłady dobra, że jest zdolny do zmiany na lepsze, do naprawienia błędów. To bardzo optymistyczne, bardzo pocieszające.


          Mam jedno pytanie o Charly'ego. Czy wiadomo jaka była przyczyna jego śmierci. Czy było to wyjaśnione, powiedziane wprost? Czy ktoś mu pomógł umrzeć, czy to był przypadek, wypadek?


          Grek, jesteś wielki! To naprawdę leciało po czesku? :)
          • barbasia1 Re: "Milczenie Lorny", ze spojlerem 02.11.11, 20:17
            Tak, krytycy filmowi zauważają, że w filmach braci Dardenne pojawia się często ów motyw poczucia winy, które, jak powiedział Luc Dardenne w wywiadzie "jest czymś, co pcha nas do robienia lepszych rzeczy"
            www.stopklatka.pl/film/film.asp?fi=34133&sekcja=5
          • grek.grek Re: "Milczenie Lorny", ze spojlerem 03.11.11, 12:58
            i mnie się podobało :]

            takie otrzeźwienie następuje. w związku z czym nawet przydarzająca się cięzka sytuacja/zdarzenie jest czymś dobrym, bo prowadzi do lepszego życia w przyszlości. "lepszego"... może bardziej świadomego, dla tej konkretnej jednostki ?

            przyczyną śmierci Charly'ego było "przedawkowanie narkotyków'. oficjalnie zrobił to sam. nieoficjalnie... trudno uwierzyć, że to zrobił, skoro parę dni wcześniej wyszedł z nałogu, oczyścił się i był zakochany. dlatego, najpewniej "ktoś mu pomógł". nie jest to powiedziane wprost. Lorna też tego nie wie na pewno. ale jest przekonana, ze został on "wypchnięty z okna" raczej niż "sam wypadł".

            hehe, powiem Ci więcej - leciało z czeskimi napisami, a aktorzy mówili po francusku, niderlandzku, czy w jakimś takim narzeczu. podwójnie ciekawie, zatem ;]
            • barbasia1 Re: "Milczenie Lorny", ze spojlerem 04.11.11, 14:42
              >... może bardziej świadomego, dla tej konkretnej jednostki ?
              Tak. to chyba dobre określenie.

              A propos znalazłam kiedyś w necie, ciekawą książkę poradnik psychologiczny ona temat świadomego życia. Jak go znajdę, to zalinkuję.

              Nieźle, he,he! To jesteś wielki, podwójnie.

              • grek.grek Re: "Milczenie Lorny", ze spojlerem 04.11.11, 14:54
                hehe, no wiesz, trochę mi się "udało", bo dialogi nie były zbyt skomplikowane, nie zawierały terminów techniczych, specyficznych, a czego nie doczytałem, albo nie do-rozumiałem - to mi się wyjaśniło za chwilę z przebiegu akcji.
    • maniaczytania Australia 02.11.11, 20:24
      Barbasiu - i jak wrazenia?

      Mnie sie ogolnie podobalo, poplakalam sie jak bobr ze trzy razy - seans udany ;)

      Na wielki plus - aborygenskie dziecko - te oczy!, calkiem zabawna Nicole Kidman, no i boski Hugh, ech :))) Calkiem fajny, chociaz zly Bryan Brown. Piekne zdjecia, krajobrazy, trzymajace w napieciu sceny pedzenia bydla i atakow japonskich. Sporo humoru. Czegoz chciec wiecej - czysta rozrywka *

      * bo tak naprawde to jakos nie dopatrzylam sie glebszego sensu, mimo ze byly proby wmowienia go
      • barbasia1 Re: Australia 02.11.11, 22:34
        Tak, bardzo dobra rozrwyka, w tle bardzo mi się podobała "Australia" , niestety nie obejrzałam jej do końca. Potwornie zmęczona byłam wczoraj. A jeszcze Polsat tymi wielkimi blokami reklamowymi odebrał połowę przyjemności z oglądania! Na szczęście mam ten film na płycie, dziś albo jutro dokończę go sobie. Widziałam film do sceny balu u gubernatora, po którym Nicole Kidman (żywiołowa, pełna energii) i Hugh Jackman postanowili, że nie sprzedadzą farmy i będą ją prowadzić razem. Bardzo ładna para, przyjemnie się na nich patrzyło. :)

        Poodbała mi się scena na początku filmu Nicole, przybywa z Anglii do Australii (tuż przed II wojną , by przejąć farmę , która należała do jej męża, zabitego w niejsanych okolicznoścach, oficjalnie przez Aborygena, a faktycznie przez chcących przejąć jego framę konkuretów). Jak przystało na angielską elegancką arytsokratkę ma ze sobą mnóstwo walizek, kuferków, pudełek z kapeluszami. Te zostawia przed knajpą, do której po opuszczeniu pokładu statku, udaje się by odnaleźć "zaufanego człowieka", który ma ją zwieźć na farmę. Ale ów zaufany człowiek, australijski poganiacz bydła (Jackman) bije się właśnie z facetem, który go obraził za to, że ten przyjaźni się z Aborygenami. Kotłujący się przed knajpą faceci wpadąją na ustawione przed drzwiami piramidy walizek , kuferków, walizki się przewracają i wysypuje się z nich zawartość, akurat ta najbardziej wstydliwa część garderoby - bielizna staniki, majtki, halki. Nicole jest przerażonwa, wściekła, zawstydzona jednocześnie. Chłopy co wyskoczyły z baru by obserwować walkę rechoczą na ten widok. Na dodatek Jackman bierze wielkie pudło z kapeluszami i wali przeciwnika w głowę, chłopisko pada na ziemię. Pudło i kapelusze są doszczętnie zniszczone. Nicole zdruzgotana ...

        Bryana Browna uwielbiem od dawna, niespodzianką miłą było dla mnie jego pojawienie się w roli czarnego charakteru / nie wspominałaś chyba w swej zapowiedzi, że BB też tutaj gra/, dawno go nie oglądałam w filmie.

        Sceny pędzienia była przez pół Australii, górskie tereny, wąwozy, pustynne tereny były bardzo efektowne, z rozmachem (1500 sztuk bydła to w końcu nie byle co do pokazania), w tej efektowności niemały udział miały chyba komputerowe efekty specjalne ...

        Parę głębszych wątków by się tu znalazło, choćby wątek dyskryminacji Aborygenów, rdzennej ludności w Australii, czy dramatyczny problem odbierania dzieci pochodzących z mieszanych, biało-aborygeńskich związków (białego ojca i matki Aborygenki) i przekazywanie ich pod kuratelę państwa, do domów dziecka, szkół z internatem. z dala od aborygeńskich matek, by przystosować ich do życia w społeczności "białych", tym samaym wykorzenić z nich całkowice aborygeńską kulturę - (ten wątek z aborygeńskim dzieckiem, o którym wspominasz, z pięknymi czarnymi oczami, i dramatyczną śmiercią matki Aborygenki, która ratując chłopca przed zabraniem przez policję sama utonęła w zbiorniku na wodę).


        :)
        • grek.grek Re: Australia 03.11.11, 14:07
          dzięki za dobrą lekturę i możliwość zorientowania się w temacie :]

          asymilacja, yup. to samo w Ameryce robili i robią z Indianami, od początku XX wieku. rezerwaty i karczowanie starych zwyczajów.

          • barbasia1 Re: Australia 04.11.11, 14:10
            grek.grek napisał:

            > dzięki za dobrą lekturę i możliwość zorientowania się w temacie :]

            W takim razie jeszcze krótko o fabule będzie, bo ta nie była specjanie rozbudowana, mimo, że czas trwania filmu - ponad 3 godziny - wskazywałaby na coś innego. To może jedyny zarzut odnośnie tego filmu, trochę jednak był za długi, bez straty dla filmu, myślę, można byłoby go nieco skrócić ... Maniuczytania, pomożesz?

            Tak. Podobnie okrutnie biali potraktowali Indian.

            A artykule poświeconym problematyce Aborygenów, który znalałam w necie, autor pisze, że jedyną pozytywną stroną tego ohydnego procederu, jakim było odbieranie rodzinom, matkom aborygeńskim dzieci jest to, że powstała wykształcona w białych szkołach elita aborygeńska, która teraz występuje w obronie praw Aborygenów.
            Ładnie to autor podsumował : "Tak koło historii się zamknęło, a socjologiczny eksperyment zaowocował skutkami odwrotnymi od zamierzonych".
            tolerancja.pl/?pojednanie,64,,,2
            • grek.grek Re: Australia 04.11.11, 14:51
              z przyjemnością poczytam :]
              dzięki też za ten link poniżej; mają i kangurowcy swoje trupy w szafie. "white Australia policy". z tego, co czytałem, to nawet w Ameryce, już po zapędzeniu do rezerwatów, nie posuwano się do zabierania Indianom dzieci, co by je na dobrych wujówsamów wychować. inna rzecz, ze po prostu zabierano im dawne życie, koczownictwo, polowania [nigdy nie praktykowanych dla frajdy zabijania zwierząt, a zawsze dla zgromadzenia zapasów jedzenia, skór na namioty i ubrania etc.], rytualne wyprawy wojenne. coś, jakby z tygrysa zrobić kota pokojowego. zmarnieje w oczach z żalu. cześc się przystosowała, część umarła w nieprzejednanym oporze.

              • barbasia1 Re: Australia 04.11.11, 16:20
                A jeszcze inna część Indian żyła i żyje na marginesie społeczeństwa, w dodatku nierzadko nękana różnymi patologiami, alkoholizmem / pamiętam, kiedyś, w jakimś dokumentalnym filmie o tym mówiono /. Zresztą w podobnej sytuacji byli i nadal są jeszcze Aborygeni. Wiki podaje, że "liczna populacja Aborygenów zamieszkuje także slumsy w wielkich australijskich miastach". To wiele mówi o ich sytuacji dziś.

                • maniaczytania Re: Australia 04.11.11, 18:50
                  Barbasiu, gdybym nie przeczytala wczesniej tej ksiazki, pewnie tez myslalabym, ze film porusza glebokie tematy dotyczace Aborygenow. Niestety on je tylko 'tyka', a dzieki tej ksiazce wiem juz troche wiecej na temat Aborygenow - jesli chcecie moge co nieco zdradzic, o ile sobie przypomne hehe :)

                  A, i chetnie w wolnej chwili mozemy streszczenie na glosy pyknac, co? :)
                  • barbasia1 Australia - kolejna pozycja książkowa 05.11.11, 17:45
                    Oczywiście, masz całkowitą rację, Maniu.

                    Nie twierdzę wcale, że kwestia dyskryminacji Aborygenów, czy poroblem "skradzionych pokoleń" zostały w filmie w sposób szczególnie głęboki potraktowane, ja tylko zwóciłam uwagę, że wątek chłopca o imieniu Nullach (który jest zresztą narratorem filmowej historii), małego Aborygena, a wlaściwie pół-Aborygena (spodził go biały zarządca farmy i nieszczególnie przejmował się on potem jego istnieniem) , "kundla" jak o sobie mówił, nie należącego ani do Aborygenów, ani do białych i jego perypetie - ucieczki przed policją ("whtie Australian policy"), utrata matki w dramatycznych okolicznościach, spotkania z jego dziadkiem, wspaniałym aborygeńskim szamanem (żyjącym samotnie n ałonie natury z dala od ludzi), w końcu podróż przez Australię w charakterze jednego z poganiczy bydła itd. - stanowią tu równoległy do melodramatycznego wątek, w dodatku wątek, myślę, wagowo cięższy (czy głębszy, używając metafory przestrzennej) od tego drugiego, przez to tylko,że odwołuje do autentycznych wydarzeń, do kawałka dramatycznej historii Australii, jej niechlubnej przeszłości.

                    Zatem "Australia. Gdzie kwiaty rodzą się z ognia" - Marka Tomalika będzie kolejną książką na mojej liście "Must read (it)".
                    mojeprzemiany.blox.pl/2011/06/Australia-Gdzie-kwiaty-rodza-sie-z-ognia-Marek.html

                    Maniu, jeśli jeszcze masz tę książkę, napisz słów kilka o historii "bone-touch", która zrobiła na Tobie wrażenie i jeszcze co nieco o tym, jak Aborygeni postrzegają świat! To jest szalenie ciekawa kwestia. Z góry dziękuję. :)

                    > A, i chetnie w wolnej chwili mozemy streszczenie na glosy pyknac, co? :)

                    Fantastycznie, to ja wezmę pierwszą połowę / do balu u gubernatora/ , a Ty drugą połowę. Mam nadzieję, że równo podzieliłam. :)
                • grek.grek Re: Australia 05.11.11, 12:59
                  zgadza się. jedyną szansą była edukacja, zmiana kulturowa, odcięcie się od tradycji. a do tego spore odium społeczne wobec "czerwonych", w konserwatywnej Ameryce [jak mowią sami Amerykanie, poza Nowym Jorkiem, paroma innymi większymi miastami na wschodnim wybrzeżu i Kalifornią na zachodnim, cała reszta to dominium białych redneków, oni ustalają reguły gry, i nawet jak tzw. kolorowy jest wykształcony czy zdolny, czy jedno i drugie - i tak ma pod górę. nie buduje to pozycji całej społeczności, już nawet pomijając to, ze jest wewnętrznie niespójna.

                  taki los prawdziwych właścicieli [ameryki i australii].
      • f6f Re: Australia 03.11.11, 21:00
        jako ciekawostkę dopowiem,że początkowo do roli którą zagrał Hugh Jackman, był brany pod uwagę Russel Crowe.
        • maniaczytania Re: Australia 03.11.11, 22:28
          f6f napisał:

          > jako ciekawostkę dopowiem,że początkowo do roli którą zagrał Hugh Jackman, był
          > brany pod uwagę Russel Crowe.

          W sumie chyba tez nie byloby zle ;)
          • barbasia1 Re: Australia 04.11.11, 14:26
            maniaczytania napisała:

            > f6f napisał:
            >
            > > jako ciekawostkę dopowiem,że początkowo do roli którą zagrał Hugh Jackman
            > , był
            > > brany pod uwagę Russel Crowe.
            >
            > W sumie chyba tez nie byloby zle ;)

            Ja wolę tu Jackmana, choć lubię Russela Crowe. Jackman jakoś mi bardziej pasował do pary z Nicole.
    • grek.grek zajawka House'a, plus... jest coś poza tym ? 03.11.11, 13:22
      jak tam, jesteście gotowi na kolejnego House'a ? hehe :]

      jak zwykle będzie kombinował jak koń pod górę - tym razem chce spróbuje się wyłgać od proszonej kolacji u matki swojej dziewczyny. plan ma sprytny...

      a propos - owa matka, to niezły zawodnik; stoczą trzyrundowy pojedynek, a House wykaże się inwencją godną naśladownictwa :]

      problemy nie ominą tego małego z czarnym włosem. zostaje właśnie Face of the Hospital, bo "jego fizjonomia budzi zaufanie". yup, słusznie się domyślacie, ze koledzy nie będą go oszczędzać :] i zadawać pytania "dlaczego on, a nie ja ?". reakcja jego własnej rodzonej żony trochę go skonfunduje...

      pacjentem będzie lokalny bohater, który uratował w metrze kobietę. przed śmiercią pod pociągiem. w chwilę po brawurowym wyczynie sam zemdlał, a potem było coraz ciekawiej. rozwiązanie tym razem będzie mniej kosmiczne, ale po drodze znów ruda z doktorem się w czymś nie zgodzą, w czymś co dotyczyć będzie morale człowieka :]

      "kiedy nie byłeś na plakacie - bzykałeś pielęgniarkę. kiedyś jesteś na plakacie - bzykasz zonę. czy tobie się coś nie pomieszało ?" do kogo, to już wiecie, a kto ? też wiecie :]

      "sądzisz, ze powodem dla którego nie wzięli cię na plakat jest to, że jesteś czarny, a nie to, ze masz minę jakbyś komuś chciał dać w pysk ?" - do kogo : wiecie, kto - się dowiecie.

      jest niezly tekst, którym House gasi rudzielca. podczas rozmowy przez telefon dr z resztą zespołu, w której ruda wcina się z offu :] tego nie dopiszę, sami odsłuchacie.

      ujęcie odcinka - mina House'a po wysłuchaniu krótkiego speechu, w którym jego dziewczyna wyjaśnia mu dlaczego dla dobra ich związku i z poczucia odpowiedzialności zań powinien przyjść i zachowywać się grzecznie na kolacji u jej matki.

      enjoy :]

      poza tym, Madame Sata w tvp kultura, w dwupaku z Requiem dla snu, od 23:00. co mnie skłania tylko do stwierdzenia, ze dekoder to rzecz absolutnie niezbędna i to JUŻ :] własny, nieśmigany, nówka. JUZ.

      tvp2, w KK znów powtórka - tym razem "Przypadek Harold Cricka". dobry film, ale ... no ale nie premiera. był kiedyś w tvp 1, nie dam głowy, ze później nie był także drugi raz, i był na tutejszym spojlerze nawet, haha, więc pamiętam, ze był, heh. gościu któregoś dnia się orientuje, ze jest postacią literacką i właśnie ma zostać uśmiercony przez pisarkę. próbuje temu zapobiec. dobrze brzmi ? no i wygląda też dobrze. do polecenia kino. ale... ja mam niedosyt, bo to jednak kolejny raz w niby-eksluzywnym cyklu jest odgrzewany kotlet. jeszcze nie calkiem zielony, na razie taki tylko przyprószony, ale jednak. kaman, pani Torbicko, stać panią na więcej...

      btw, warto "Cricka" obejrzeć :]








      • barbasia1 Re: zajawka House'a, plus... jest coś poza tym ? 04.11.11, 17:16
        Spóźniłam się wczoraj na House'a! Greku, możesz opisać w kilku słowach początek, pliz! Chodzi mi przede wszytskim o pierwsze starcie z teściową. Bo drugie, to było chyba ... uśpienie jej, he,he środkami nasennymi podczas wspólnej kolacji, co za inwencja, godna lekarza! :)
        Jaki spokój, powiedział House usmiechajac się do Cuddy, kiedy po kolacji myli talerze. :))

        > ujęcie odcinka - mina House'a po wysłuchaniu krótkiego speechu, w którym jego d
        > ziewczyna wyjaśnia mu dlaczego dla dobra ich związku i z poczucia odpowiedzialn
        > ości zań powinien przyjść i zachowywać się grzecznie na kolacji u jej matki.

        haha Tak, tak, nawet sobie zapisałam słowa Caddy, po których House zrobił wielgachne jak katowicki Spodek oczy. Oznajmiwszy mu, że musi przyjść na kolację z udziałem teściowej czyli jej osobistej matki, dodała dramatycznie: "Na tym polega związek, że wspieramy się w biedzie". :))
        Nieno bardzo mądre słowa, swoją drogą.

        Stawiam paczkę orzeszków w czekoladzie, że oba teksty są autorstwa House'a.

        > jest niezly tekst, którym House gasi rudzielca. podczas rozmowy przez telefon d
        > r z resztą zespołu, w której ruda wcina się z offu :] tego nie dopiszę, sami od
        > słuchacie.
        Nie słyszałam! Dopisz, pliz.

        :)
        • grek.grek Re: zajawka House'a, plus... jest coś poza tym ? 05.11.11, 11:05
          postaram się.
          z tego, co pamiętam, na pooczątku był ten facet, co uratował babkę, która zemdlała na torach metra w obliczu nadjeżdzającego pociągu. potem sam stracił przytomnośc i trafił do szpitala.

          House chciał się wykpić od kolacji z okazji urodzin swojej dziewczyny w domu jej matki. Dziewczynie powiedział, że już jest umówiony z Wilsonem, który cierpi po tym jak został rzucony, więc towarzystwo House'a jest mu niezbędne. dziewczyna to akceptuje ze zrozumieniem.

          rzecz w tym, ze House wcale nie ma ochoty spędzać wieczoru także z Wilsonem. żeby jego się pozbyć informuje go, ze ma kolację urodzinową dziewczyny i że to ważne itd. Wilson oczywiście zgadza się z jego planami.

          House chce, po prostu, wieczór spędzić samotnie, z telewizorem i drinkiem. sztuczka ofk się nie udaje, bo Wilson i Cudy się ze sobą znają, jedna rozmowa i już wiedzą, co jest grane. House próbuje jeszcze zastrzec sobie prawo wyboru między nimi, i wolałby raczej iśc z Wilsonem niż na kolację u matki, ale zostaje natychmiast zgaszony - Cudy mówi mu, ze to bardzo dobrze, iż wybiera towarzystwo Wilsona, bo Wilson na tę kolację też jest zaproszony, a sam Wilson popiera to miną mówiącą, ze stanowczo zamierza z zaproszenia skorzystać.

          co do pierwszego spotkania House'a z Bergen, to ona po prostu umówiła się na wizytę lekarską u niego, wyłącznie po to, zeby go poznać. oczywiście, House nie wiedząc z kim ma do czynienia traktował ją jak każdego innego pacjenta, czyli z ironią i lekko uszczypliwie. nie przytoczę dokładnej rozmowy, nie spamiętałem, niemniej - House nie wypadł na miłego, sympatycznego dżentelmena ;] a kiedy się dowiedział, kto zacz [bo Bergen szybko mu wyjaśniła kim jest] - mina mu się bardzo wydłużyła :]

          to chyba tyle... może jeszcze coś mi się przypomni. i liczę na dobrą pamięć reszty załogi :]

          hehe, tak to brzmiało. zastrzeliła go, po prostu.

          House był na tej kolacji. zadzwoniła do niego ekipa ze szpitala w sprawie pacjenta. rozmawiają. a Ruda coś tam dogaduje z offu, ofk podważając diagnozy House'a. House na to "w szkole też tak pewnie nawijała" i coś dodał, ze dotyczyło to zapewne "teorii Euklidesa" - niestety,posiałem kartkę na ktrej to sobie zaszyfrowałem, więc w tym momencie dokładnie nie przytoczę. może ktoś mnie uratuje, czytaj : wyręczy ? :] a swoją drogą, postaram się znaleźć ten papier z zapiskiem. w każdym razie, główny komizm, według mnie, polegał na tym, jak się Ruda próbowała do rozmowy wcinała, zza słuchawki, i "agresja" z jaką House ją zgasił :]
          • barbasia1 Re: zajawka House'a, plus... jest coś poza tym ? 05.11.11, 15:14
            Jestem usatysfakcjonowana dopowiedzeniem! Nie musisz szukać tej karteczki z dokładnym tekstem dialogu rudej i House'a.
            I teraz rozumiem, skąd się wziął Wilson na rodzinnej kolacji u Cuddy.

            To jednak mężczyźni nie cierpią w samotności i czasem też potrzebują wsparcie kumplam, czy po prosty jego obecności.

            I nadal nic o nogach rudej!??? 8-O. No tak, w ostanim odcinku nogi ciągle jej ucinali, poza kadrem latały, przynajmniej w drugiej połowie, którą obejrzałam.

            :)
    • grek.grek "Niezbezpieczna metoda" kinowo 04.11.11, 15:33
      "Niebezpieczna metoda" wchodzi kinowo właśnie. recenzje, na które się natknąłem, raczej zgodne : bardzo gustowna scenografia, fabuła raczej papierowo-teatralna niż kinowa, i kompletnie zawalona, sztuczna i egzaltowana rola kobieca Keiry Knightley. ale... kruca, nadal brzmi atrakcyjnie, z jakichś poowodów, hehe. ?

      egzemplifikacja zgodnego, z tego co udało mi się na razie przeczytać, tonu opinii :
      www.rp.pl/artykul/9146,746482-Niebezpieczna-metoda-Davida-Cronenberga-na-ekranach.html
      jakoś w tych donosach z Wenecji, kiedy "NM" miała premierę, życzliwiej pisano, nieprawdaż ? ;]

      a może... mieliście już okazję obejrzeć ..?




      • barbasia1 Re: "Niezbezpieczna metoda" kinowo 04.11.11, 16:55
        Rzeczywiście, w festiwalowych doniesieniach komentarze na temat "Niebezpiecznej metody" były zdecydowanie życzliwsze. Może nie było czasu by się wnikliwiej przyjrzeć filmowi.
        Recenzja w Rzepie bardzo chłodna, ale nie zniechęciła mnie, jeśli nic nie stanie na przeszkodzie jutro pójdę do kina.

        :)
        • grek.grek Re: "Niezbezpieczna metoda" kinowo 05.11.11, 13:02
          brawo ! nie ma to jak premiera. gorąca bułka :] koniecznie idź i baw się dobrze :] furda recenzje, krytycy często popadają raczej w krytykanctwo. a sam przedmiot filmu zdaje się być ciekawy, no i, jak sami ww przyznają - okoliczności wnętrz i przyrody są gustowne. na pewno warto :]

          • barbasia1 Re: "Niezbezpieczna metoda" kinowo 05.11.11, 15:23
            Mam już rezerwację, na 18:45. Będzie to już ostatni seans kinowy tego roku, chyba, że uda mi się gdzieś w innym kinie załapać na "Skórę ..." Almodowara albo irańskie "Rozstanie".

            To teraz jeszcze recenzje z filmów zostały do napisania, nazbierało się, heh ... :/

            Dzięki serdeczne za dobre słowa!
            Szkoda, tylko, że też nie idziesz/ -cie dziś do kina!

            :)
            • grek.grek Re: "Niezbezpieczna metoda" kinowo 05.11.11, 15:48
              e tam, nie przejmuj się, nie ma potrzeby, masz się dobrze bawić i już :]

              dobra godzilla, jak na mój gust - dawnymi czasy właśnie 18-19, to było moje optimum, kiedy wyprawiałem się kinowo. w sam raz. no, z wyjątkiem letnich seansów, wtedy 21, to był ten lepszy czas :] a według Twoich upodobań ?

              recenzja nie Gołota - nie ucieknie :] w liczbie mnogiej tym bardziej.
              • barbasia1 Re: "Niezbezpieczna metoda" kinowo 05.11.11, 16:11
                Dzięki! :)

                Dokladnie te sama pora mi odpowiada!

                > recenzja nie Gołota - nie ucieknie :]
                Uśmiałam się. Za każdym razem nieodmiennie ogromnie śmieszy mnie ten tekst. A to jest Twoje autorskie czy zasłyszane? Ciekawe, czy jest to już odnotowane w jakichś językowych bazach czy, za przeproszeniem, korpusach językowych .

                :)
                • grek.grek Re: "Niezbezpieczna metoda" kinowo 06.11.11, 13:27
                  hehe, no to masz dobry gust i zegar wewnętrzny :]]

                  zasłyszane, niestety... haha, a nie wiem, może w jakichś słownikach z powiedzonkami kiedyś wyląduje, o ile już nie wylądował. to zawsze jest ciekawe, ze trudno po pewnym czasie ustalić autorów podobnych bon motów, a ktoś przeciez musi to mieć na swoim własnym "sumieniu", heh.

    • barbasia1 "Bruno" Polsat 22.00 05.11.11, 15:56
      Przegoniony niespodziewanie przez walkę boserską tydzień temu, czy dwa "Bruno" powraca (szybko!?) do sobotniej ramówki Posatu. Bruno - nowe wcielenie Botrata - austriacki gej, dziennikarz telewizyjny, skandalista i specjalista od mody wyrusza do Stanów po sławę.
      Siać postrach i zdegustowanie budzić będzie samym Los Angeles.

      Zjanąc wyczyny Borata, polecam bardzo ostrożnie i raczej tym którym nic, co filmowe nie jest straszne. W telewizyjnej GW piszą: "Niesmaczne", poza tym "Bruno" zdaje się to już niestety odgrzewany kotlet ...

      Greku, będziesz oglądać, co? He, he! :)
        • barbasia1 Re: "Bruno" Polsat 22.00 05.11.11, 17:55
          maniaczytania napisała:

          > Dziekuje, nie skorzystam :)
          :)
          Nie rozumiem dlaczego, Maniusiu!? ;)

          > Ja najpierw TVoP - dzis grupa Ksiecia Ciemnosci ;)

          Będzie straszyć śpiewem? ;))

          > a pozniej relaks z TVN - "Ja Cie kocham, a Ty z nim" komedia romantyczna z Juli
          > ette "krediagrikol" Binoche

          Piszą w TVGW o tej komedi, że "krzepiąca". :)
          • maniaczytania Re: "Bruno" Polsat 22.00 05.11.11, 18:32
            barbasia1 napisała:

            > maniaczytania napisała:
            >
            > > Dziekuje, nie skorzystam :)
            > :)
            > Nie rozumiem dlaczego, Maniusiu!? ;)

            Zeby on choc ciut przystojny byl Barbasiu, to moze bym zdzierzyla :)


            > > Ja najpierw TVoP - dzis grupa Ksiecia Ciemnosci ;)
            >
            > Będzie straszyć śpiewem? ;))

            Sama jestem ciekawa, tydzien temu Kayah i Piasek zaspiewali jedna piosenke ze swoja grupa.


            > > a pozniej relaks z TVN - "Ja Cie kocham, a Ty z nim" komedia romantyczna z Juliette "krediagrikol" Binoche
            >
            > Piszą w TVGW o tej komedi, że "krzepiąca". :)

            No to sie chetnie pokrzepie.


            Bajdelej - w czwartek w KK - Moja krew - chyba warto, co? :)
      • grek.grek Re: "Bruno" Polsat 22.00 06.11.11, 13:31
        kurczę, umknął mi, za wcześnie wylogowałem się z forum i nie przeczytałem Twojej zapowiedzi. pech... obejrzałem wczoraj zachomikowany "Wielki błękit", a potem też powtórkowo, korzystając z szansy, "Z odzysku" [aż cud, że między 2;30 a 4:00 TVP nie wyłączyła sygnału...] w tym właśnie czasie. nie żałuję, ofk, ale w sumie mogłem to jakoś podzielić, dla "Bruna" miejsce by sie znalazło... no nic, znów pozostaje powiedzieć nieśmiertelne : oczekuję na powtórkę :]
        • barbasia1 Re: "Bruno" Polsat 22.00 06.11.11, 14:19
          Umknęły ci zatem:
          -seksualne praktyki gejowskie, także z użyciem maszynerii, butelki itd.
          -homoseksualny stosunek oralny Bruna z ... duchem członka (!) zespołu Mili Vanili , wywołanego przez wróża;
          - fragment próbnego nagrania programu telwizyjnego, którym Bruno chce podbić Amerykę. Wwywija wdzięcznie, na końcu, swoim fijutkiem pokaźnych rozmiarów w rtym muzyki dicso (tak, tak, wszytsko dokładnie pokazano, na samiutki koniec fijutek niczym strzelba skierowany zostaje otworem ku widziwi i ... koniec próbki programu następuje, uff ).
          -Bruna robiącego depilację włosów na pośladkach;
          -Bruna zrzucającego spodnie w pokoju hotelowym przed autentycznym amerykańskim senatorem, który ucieka przerażony oraz zdegustowany na serio.

          A potem to ja już uciekłam! :)

          Coś na obronę?
          Bruno, Borat wygladają mi na potomków Dyla Sowizdrzała, któremu prowokacyjne sprośne figle też nie były obce...
          • grek.grek Re: "Bruno" Polsat 22.00 06.11.11, 15:03
            haha, wiesz, po tym opisie, to się zastanawiam, czy to mnie coś umknęło, czy raczej ja umknąłem [nieświadomie] temu czemuś ;]

            jedno jest pewne : jeśli zdecyduję się obejrzeć ten film, będzie to wymagało bardzo poważnego przygotowania; słowem : bez drinka się nie obejdzie. przed. i drugiego, jak sądzę - po. hehe.

            bardzo ciekawa interpretacja, Barbasiu. taki Dyl 2.0 ;]
            • barbasia1 Re: "Bruno" Polsat 22.00 06.11.11, 15:11
              hahaha :))))))))))))))

              Ja tak podejrzewalam, że tym, że sądziłąm, że umknąłeś raczej świadomie niż nieświadomie. ;)

              Jak nie namawiam do drinkowania nikogo, tak w tym przypadku, poleciłabym Ci napicie się czegoś mocniejszego przed Brunem. :))

              O Dylu, o Boracie ,mam nadzieję napiszę w końcu kiedyś ...

              O "Metodzie " za moment ...

              :)

                • barbasia1 Re: "Bruno" Polsat 22.00 07.11.11, 16:39
                  :)))

                  PS
                  Ominęło Cię jeszcze, scena w której Bruno podlatuje z mikrofonem do spieszącego się Harrisona Forda (z prośbą o jakiś komentarz), a ten nie czekając na pytanie Bruna wypala: "Sp......aj!" i wskakuje do auta.

                  • pepsic Re: "Bruno" Polsat 22.00 07.11.11, 19:54
                    Bruno podlatuje z mikrofonem do spieszącego się Harrisona Forda (z prośbą o jakiś komentarz), a ten nie czekając na pytanie Bruna wypala: "Sp......aj!" i wskakuje do auta.
                    No i jak go nie lubić;) Znaczy H. Forda.

                    Ps. Barbasiu, po pierwsze, nie wierze, że ktoś coś takiego sfilmował (tamto wyżej też przeczytałam). Dwa, że to oglądałaś;)
                    • barbasia1 Re: "Bruno" Polsat 22.00 08.11.11, 16:43
                      Miał nosa Harrison Ford albo dostał cynk, znaczy ostrzeżenie, że Sacha Baron Cohen znów grasuje po Ameryce. :)


                      > Ps. Barbasiu, po pierwsze, nie wierze, że ktoś coś takiego sfilmował (tamto wy
                      > żej też przeczytałam).

                      Wszystko to najprawdziwsza prawda.
                      Twórca i pomysłodawca - Sacha Baron Cohen to wariat!

                      >Dwa, że to oglądałaś;)
                      Ha,ha :)

                      bo ja, Pepsic, myślałam, że po "Boracie", zwłaszcza po po scenie, w której Borat i jego kumpel Azamat, taki niski, tłuściutki (o sylwetce typu: witaj brzusiu, żegnaj siusiu) prowadzą na g o l a s a zapasy (biją się o Pamelę Anderson), a siłując się, pokładają się na siebie w dziwnych pozach, sugerujących innego rodzaju zmagania, a potem też na golasa latają po hotelu, strasząc ludzi (przy tym, oczywiście filmują degustowane i przerażone miny ludzi) , że już nic gorszego zobaczyć nie mogę. ;)
                      Jakże się wtedy myliłam ...

        • barbasia1 "Niebezpieczna metoda" 06.11.11, 16:38
          > napisz, jak było na "Metodzie", udany wieczór ?

          Prawdę mówiąc mam abiwalentne odczucia, bo z jednej strony już samo wyjście do kina, oglądanie filmu na dużym kinowym ekranie zawsze jest dla mnie swego rodzaju przyjemnością, świętem, z drugiej strony film wywołał we mnie bardzo letnie odczucia by nie rzec rozczarowanie ...

          Niestety recenzentka Rzeczpospolitej miała sporo racji, w kwestii teatralności filmu (to już drugi po "Babach ..." w teatralnej manierze film, z tym, że tu chyba jednak teatralość gra bardziej na niekorzyść filmu ), nadmiernego przegadania filmu, braku pasji, emocji, nerwu filmowego (posługujac się, intuicyjnie rozumianym, terminem pana Kałużyńskiego) .

          Jest rok 1906. Do kiliniki psychiatrycznej w Zurychu, gdzie pracuje dr Jung przybywa Sabina Spielrein (Keira Knightly) Pod klinikę podjeżdża kareta z miotającą się w paroksyzmach histerii Sabiną / co widać przez okno karety/, kareta sie zatrzymuje, kobieta stawia opór nie chce wysiąść, więc szarpiącą sie się i wyrywajacą wynoszą ją pielgniarze, biorąc jeden za ręce, drugi za nogi ...
          Na drugi dzień Sabina spotyka się z doktorem Jungiem ...

          cdn.



    • grek.grek "dexter" IV s. 06.11.11, 14:05
      bida z nędzą trochę dzisiaj..?

      kto ma Prima Cool "dextera" zalecam [22;05/2:25]. dzieje się. zbliżył się bardzo z innym serial killerem Trinitym, którego ma zamiar ubić rytualnie za to, ze on zranił jego siostrę i zabił jej faceta, nota bene agenta FBI, który był na jego tropie.. udając kogoś innego wszedł w jego życie. dostrzegł w nim wiele z siebie samego, jak chodzi o kamuflaż - faceta z genem zabijactwa, który oprócz tego ma normalne życie, rodzinę i jego głową lokalnej społeczności nawet, a do tego para się budownictwem domów z drewna. i jest purytaninem, konserwatystą, ma kręgosłup moralny - tu się róznią. dexter zabija, bo taki ma nalóg, przeżył szok w dzieciństwie i teraz ma głód krwi. Trinity w równych odstępach czasu zabija po trzy osoby w bardzo konkretny sposób : najpierw babka w wannie, potem pozorowany samobój, a potem mężczyzna - ma to być forma odreagowywania tragedii rodzinnej, również z młodości : jego siostra podcięła sobie żyły w wannie, matka popełniła z tego powodu samobójstwo, a śmierć mężczyzny, to odwzorowanie ojcobójstwa, jakiego Trinity dopuścił się na swoim starym, ktory go tyranizował.

      coś Dexterowi ciągle przeszkadza w odfajkowaniu roboty. najpierw już się zasadził na Trinity'ego, pod jego własnym domem, ale jak zobaczył, ze facet ma rodzinę, dzieci - zamurowało go i się zawahał. potem - w swojej rutynowej działalności oczyszaczania świata z mętów - się pomylił i zabił niewinnego forografa mody sądząc, ze to on mordował modelki, co go wpędziło w kaca moralnego. przez to się zbliżył do Trinity'ego szukając w kimś wsparcia, zwierzył mu się że zabił czlowieka i mu z tym niefajnie - ofk, Trinity nie wie, z kim ma do czynienia i nie wie, ze Dexter wie o nim wszystko. Dexter odgrywa przed nim zagubionego w życiu chłopaka, który przypadkiem trafił do kościoła, w którym Triinity jest kimś w rodzaju pastora, i szuka życiowej drogi, wyprostowania. tak się poznali i tak Dexter, miły przecież i do rany przyłóż facet, się do niego zbliżył, odnajdując między nimi pewną chemię, zaciekawiony facetem, takim jak on. ofk, Dexter lawiruje ciągle między róznymi odsłonami własnego życia : pracą w laboratorium policyjnym, byciem mężem, ojcem, bratem i kolegą z pracy, a odwiedzaniem Trinity'ego i udawaniem tego,co wyżej.

      w ost. odcinku ostrząsnął się z szoku po zamordowaniiu fotografa. Trinity właśnie się szykuje do wyjazu do St Louis, gdzie ma zlecenie wybudowania domu. to znak - trinity zabija bowiem właśnie wtedy, kiedy wyjeżdza robic chatę i jest to w określonym odstępie czasowym. i tak od 30 lat...Dexterowi udało się go namówić, zeby go ze sobą zabrał, wmawiając, ze potrzebuje z nim pojechać, aby się trochę odświeżyć po tym zabójstwie [zgodnie z faktami, tyle że Trinity rzcz jasna, nie ma pojęcia, jakiego typu morderstwo popełnił Dxter, dla T. jest to "jakieś morderstwo", a Dex to chłopak, który szuka duchowego przewodnika, męskiego towarzysza, który pomoże mu wyjśc w życiu na prostą]. z niechęcią Trinity się zgadza. w pracy Dexter usprawiedliwia swoją nieobecnośc wyjazdem na sympozjum naukowe, które w St Louis w tym samym czasie się odbywa. spryciarz.

      po drodze odwiedzają dom rodzinny Trinity;ego, w którym doszlo do tragedii, jaka stoi za morderstwami, których się on dopuszcza. Trinity nie ma pojęcia, ze Dexter to wszystko już o nim wie, a nawet wie to, czego T. mu ofk nie powie : że od 30 lat morduje po 3 osoby, aby jakoś z dawną traumą sobie radzić. otwiera się przed Dexterem.

      w nocy Dexter bierze się w garść - koleżeństwo swoją drogą, a zadanie trza wykonać. szykuje się, żeby go wreszcie zaszlachtować. przygotowuje łazienkę [dokładnie ją wyściełając od sufitu, przez ściany po podłogę folią], szykuje narzędzia. ze strzykawką ze srodkiem usypiającym włazi mu do pokoju, a tam... puste lózko. szuka więc Trinity'ego i znajduje go na budowie [domu] nieopodal hotelu. facet chce walnąc samobója, ma kryzys wyraźny. skacze, ale Dexterowi udaje się go złapać za ręke. trzyma go za nią i zastanawia się, co tu zrobić - puścić i szlus, czy go wciągnąć, a wkrótce i tak zabić. i jak tak się zastanawia, wpadają robotnicy, którzy właśnie przychodzą na poranną zmianę. pędzą na pomoc i wciągają chłopa do góry. Dexter jest bohaterem. Trinity powiada mu, ze "pojechałeś ze mną, żeby szukać u mnie ratunku, a to ja zawdzięczam go tobie".

      i co teraz ? hehe, znów Dexter będzie miał zagwozdkę moralną - zabić faceta, który ma go za bohatera i z którym naprawdę go łączy parę rzeczy, kogoś podobnego do siebie,być może siebie-za-30-lat, czy jednak mu odpuścić ? :]
      na domiar wszystkiego, jego siostra, policjanta detektyw, też szuka Trinity'ego. a najciekawsze, ze śledztwo, jakie jednocześnie prowadzi ona w sprawie własnego postrzelenia i zabicia jej faceta - idzie w niespodziewanym kierunku. może się okazać, ze Trinity wcale do nich nie strzelał, a więc Dexter - który będzie musiał się o tym dowiedzieć, jako policjant i jako jej brat - może stracić zasadniczy powód do zabicia gościa.

      jest dobrze. 2 sezon był świetny, ale 4 zaczyna nabierać rumieńców i te następne 4 odcinki zapowiadają się zawodowo.
        • grek.grek Re: "dexter" IV s. 07.11.11, 13:34
          jasne, o "Błękicie" mogę nadziobać :]

          a "Dexter" - pierwsza liga, hehe.

          wczorajszy odcinek zdemaskował Trinity'ego jako ojca i męża. okazuje się, ze jego harmonijna rodzinka, która w jakiś sposób imponowała Dexterowi i przez pryzmat której gość w jego oczach zyskiwał, to wielka ściema. a wszystko przy okazji Św. Dziękczynienia.

          Trinity trzyma tam wszystko za mordę. nie wytrzymuje w końcu jego syn [tresowany przez starego na prymusa, kapitana drużyny futbolowej itp itd] , w odruchu buntu wobec codziennego drylu dewastuje kijem bejsbolowym ojcowskie auto, które mu stary pożyczył. DExter jest tego jedynym świadkiem. w domu Trinity skrzętnie ukrywa złość, a podczas tradycjnego oglądania meczu futbolowego, kiedy tylko Dexter na chwilę wychodzi, łamie synowi palec. niby przybija z nim piątkę po udanym zagraniu zawodnika w telewizji, a potem już nie chce odpuścić i... chruuupp :] nie widział, ze to syn zdemolował szybę w jego samochodzie, ale karę mu wymierzył.

          swoją córkę pobożny Trinity zamyka z kolei w pokoju. na kłódkę. okna i drzwi. dziewczyna cichaczem prosi o pomoc Dextera. ofiaruje nawet własną cnotę jako walutę wymienną. Dexter jest w szoku. całą scenę widzi jej matka. prosi Dextera, zeby nic nie mówił męzowi. "róbcie z moją córką, co tam sobvie chcecie, ale o jedno cię proszę : niech mój mąz nic o tym nie wie, nie mów mu ani słowa". taka mamuśka. taka rodzinka.

          wreszcie przychodzi pora pożerania indora. wszyscy przy stole wygłaszają formulki podziękowań. za to, za śmo, za owo, a na końcu ledwie hamujący wściekłość Trinity powiada "za wszystko podziękowaliście, a... nikt z was za podziękowal losowi za mnie". na to jego syn się zbiera na odwagę, ze "ja za ciebie nie zamierzam dziękować, bo nie ma za co". i robi się ostra zadyma. doprowadzony do ostateczności chłopak dewastuje pokój, rozbija urnę z prochami siostry, która jest dla Trinity'ego czymś w rodzaju relikiwi. dopada więc syna i zaczyna go dusić. na to wkracza Dexter i odciąga go od chłopaka, rzuca do kuchni, bierze za nóz i cedzi "powinienem był zabić cię tam, na dachu, ale zrobię to teraz". na co wpada żona faceta i Dexter przytomnieje, a Trinity w objęciach żony patrzy na niego z lękiem.

          więc trochę się Dexter zdradził, ale nie do końca. poniosło go.rzadka sytuacja jak dla niego. szlachetnością się ujął. Triinity, jak widać, przejął po swoim ojcu niektóre zachowania. do tego konserwatyzm obyczajowy. terror rodzinny. na zewnątrz porządek i harmonia, a w srodku tyrania.

          spędzając czas z trinitym i jego rodziną Dexter nie zauważa, ze w jego domu coraz bardziej panoszy się sąsiad. samotny, z synem, który bawi się z dziećmi Dextera. sąsiad ofk coraz bardziej zbliża sie z żoną Dextera, wykorzystując że faceta nie ma często w domu. świadkiem zalecanek sąsiada jest kolega z pracy Dextera, zaproszony na kolację z indorem. pewnie niebawem wypaple, co widział, i sąsiad któregoś dnia zniknie nagle i nieoczekiwanie, albo się przeprowadzi ;]

          a do tego dochodzi - dotąd poboczny i trzecioplanowy - wątek dziennikarki romansującej z jednym z policjantów, wyciągającej informacje z dochodzeń kryminalnych, która okazuje się być... córką Trinity'ego. pewnie będzie to miało wkrótce swoje konsekwencje.

          w każdym razie, 3 ostatnie odcinki zapowiadają się nie gorzej niż poprzednie trzy, hehe. i muszą faktycznie być zawodowe, jeśli IV seria ma być lepsza od II, bo jednak II-ka póki co ciągle pozostaje najlepsza.
    • grek.grek propozycje jakieś na dziś ? 07.11.11, 15:25
      "Obcy kontra Predator" [polsat 20:00] - yup, to się nazywa koncepcja biznesowa. wziąc dwie kultowe kosmiczne stwory i napuścić je na siebie. nie oglądałem... stawiam w ciemno, że jest jatka, predatorów i obcych są tysiące, a na końcu i tak ludzie robią z nimi porządek ? ;] "Ósmy" i "Predator", to klasyki dreszczowców s-f. sentymentalne podróże za każdym razem, kiedy są grane. widać, nie dla każdego. ruszyć z posad można nie tylko bryłę świata, ale i kanon kina.

      "Mistrz", 23:00 tvp1. polski, nie znam, nie orientuję się, nic nie wiem. może Wy spróbujecie ?
      zajawki mówią o kinie drogi, o mistrz rzucania nożem, który pracował w cyrku, o prostytutce i akordeoniście, którzy sie z nim wałęsają, ale do czego to prowadzić ma - nie jest napisane. może i dobrze. mozna by rzucić okiem chyba...

      niedawno Halloween szalał, więc z okazji tejże - 30 października 38 roku Orson Welles narobił niezłego zamieszania w Ameryce; 73 lata minęły, a pokażcie mi lepszą prowokację medialną :]
      ten sam Orson nakręcił "OBywatela Kane'a", wg krytyków topowy film w historii; trochę o czlowieku, bo zaslużył :

      film.onet.pl/wiadomosci/publikacje/artykuly/4890046,wiadomosc-drukuj.html
      • barbasia1 Re: propozycje jakieś na dziś ? 07.11.11, 16:34
        "Mistrz", 23:00 tvp1.

        Może, jak na film drogi przystało wałęsanie prowadzi do odnalezienia przez bohatera/ -ów samego siebie, do rozpoznania celu i sensu życia !? ;)

        Obił mi się o uszy kiedyś tytuł i motyw bohatera - artysty cyrkowego, mistrza rzucania nożem, ale nic na temat filmu nie wiem. Znalazłam właśnie informację, że reżyserem filmu jest Piotr Trzaskalski reżyser "Ediego". Myślę, warto rzucić okime na ten film, , choć pora, prawdę mówiąc, niezbyt zachęcająca.

        A tak, czytałam, słyszłam o tej prowokacji Wellesa!
        Nie mniej jednak dzięki za link, przypominający.

        :)
        • grek.grek ?Mistrz", trzy grosze 08.11.11, 13:15
          hehe, no i trafiłaś, bo zdaje się o to w tym filmie chodziło.

          mistrz rzucania nożem, dawny cyrkowiec, który chce wyjechać do Paryża, więc organizuje trupę cyrkową z udziałem przypadkowo napotkanych ludzi [prostytutka, ktorą uratował od gwałtu; akordeonista napotkany na ulicy; francuska studentka] - jeżdzą po miasteczkach i dają pokazy miotania kozikiem do żywej kobiety i do ruchomych celów na tarczy. a po drodze mistrz noża - sfrustrowany cynik, po przejściach wojennych - pomimo odruchów sprzeciwu wobec ciepłych prądów w głowicy, odzyskuje wiarę w uczucie, za sprawą zwiewnej panny poznanej podczas jednego z występów. akordeonista, który kiedyś porzucił swoją rodzine, ze strachu przed wychowywaniem niewidomego dziecka - też doznaje przemiany i decyduje się wrócić do domu. w końcu mistrz powoduje ciążę u swojej dziewczyny. proponuje jej aborcję. ona odmawia. rozstają się. mistrz noża marzy o tym swoim Paryżu. dziewczyna by chciała żeby został. teraz jeszcze ta ciąża... mistrz ma powazny dylemat. i w ostatniej scenie podpala swoj autobus cyrkowy, chyba w geście decyzji, ze zostaje i podejmie się opieki nad dzieckiem i zwiąże na stałe z dziewczyna, ktora siedzi przy stole i chyba też o czymś myśli :]

          nie wiem, czy oglądaliście ?] więc, a co tam :], poleciałem bez osłonek.

          trwało to prawie dwie godziny. poetyckie miało chyba być. realizm poetycki taki. folklor małomiasteczkowej fauny i flory pokazany z wrażliwością. urok muzyki w tle [jak dla mnie, najlepsza rzecz w tym filmie]. aktor z rosyjskim akcentem w roli głównej. przesłanie dotyczące
          przełamywania wątpliwości i urazów z przeszłości na tle uczuciowym, które zakończone sukcesem niwelują nawet marzenia, sprowadzając je do gadżetu cokolwiek zbytecznego.

          w sumie - całkiem przyzwoite kino.

          widzieliście ? jak Wasze oceny ?
          • barbasia1 Re: ?Mistrz", trzy grosze 08.11.11, 15:21
            Bo zapowiedź dobra już chwytała istotę filmu! :)

            Widziałam tylko początek, ale mam ten film , postaram się obejrzeć jak najszybciej (czuję, ze będzie mi się podobało).

            Twoja recenzja, nie wiem, może się mylę, coś chłodna, jakaś zdystaoswana!?
            I mam jeszcze wrażenie, jakbyś nie pochwalał decyzji głównego bohatera?

            To zakończenie nie jest zdaje się jednoznaczne, a może mistrz podjął wreszcie męską decyzję o wyjeździe do Paryża? Spalenie wozu, byłoby symbolicznym zakończeniem pewnego etapu, zerwaniem z życiem tu.
            ( jak on bez wozu utrzyma teraz rodzinę w małej mieścinie?)


            >które zakończone sukcesem niwelują nawet marzenia, sprowadzając je do gadżetu cokolwiek zbytecznego.

            A kto powiedział, że uczucie, związek ma przekreślić marzenia?
            A może pragnienie/ marzenie wyjazdu do Paryża nie było jednak silne,głębokie, może zrodziło się z braku lepszych marzeń, celów, z nieuświadomienia sobie prawdziwych potrzeb...

            • grek.grek Re: ?Mistrz", trzy grosze 08.11.11, 15:54
              hehe :]

              ja wiem..? chyba mi się podobał, generalnie. tzw. oprawa muzyczna - pierwsza klasa.

              właśnie, z tą decyzją mam problem poznawczy. bo, tak jak słusznie zauważasz - nie wiadomo, koniec końców, czy on ją podjął w tę, czy we wtę. spalenie autokaru może mieć różnorakie znaczenie, fakt.

              aczkolwiek... uściślając, to było tak, ze to miasteczko miało być przystankiem na mapie dla całej trupy. aż tu nagle tak się zadziało, ze mistrz wpadł w uczucie, a potem w ciążę [aczkolwiek, nie chcę trywializować codziennością poetyckiej historii, o ile sami reżyser ze scenarzystą tego nie zrobili], zaś samo miasteczko okaaało się być odwiedzane przez licznych turystów z Niemiec [i Danii, jak wynikało z zapowiedzi w jednym z dialogów], dysponujących niezgorszą mamoną, gotowych do jej wydawania, aby oglądać popisy cyrkowe. więc - w sumie, jakby się uparł pan mistrz noża, to i bez autokaru dałby radę w tej miejscowości dobrze zarabiać. miałby stacjonarną posadę :]

              to prawda. mnie chodziło o film. wyglądało to zakończenie, jakby mistrz jednak ten Paryż sobie odpuścił. inna rzecz, ze w sumie nie do końca wiadomo, o co mu chodziło z tym Paryżem. czy o zarobek ? czy jednak o urok i wdzięki miasta [w jednej ze scen prosi francuską studentkę, zeby mu opowiedziała o "duszy" Paryża, co może wskazywać, ze jego motywacje nie muszą być dotyczyć wyłącznie prosperity biznesu cyrkowego].

              może jest tak jak piszesz, nic go tu nie trzymało, więc się czepił tego Paryża, a kiedy nagle coś takiego się znalazło Paryż przestał stanowić priorytet ? może Paryż miał być ucieczką od przeszłości, czy cynizmu własnego, ktory uczucie i dziecko w drodze skutecznie ukróciło ? możliwe, ze Twoja interpretacja jest trafiona.

              • barbasia1 Re: ?Mistrz", trzy grosze 08.11.11, 16:01
                Przyznam Ci się, że przeczytałam dziś o tym otwartym zakończeniu (oczywiście bez szczegółów) w recenzji ze stopklatki . Dzięki za streszczenie. Nie dałam rad obejrzeć, późno się zaczęło ...
                :)
              • barbasia1 Re: ?Mistrz", trzy grosze 08.11.11, 16:48
                No tak scenarzysta i nakreślił Mistrzowi bardzo przyzwoite perspektywy!

                Prawdę mówiąc mnie by się podobało to pozytywne zakończenie, lubię jak się uczuciowe historie damsko -męskie dobrze kończą, lubię jak się problemy życiowe dobrze kończą.

                :)
                • grek.grek Re: ?Mistrz", trzy grosze 09.11.11, 13:02
                  właśnie. tak czy inaczej, mistrz noża coś upoluje :] ja bym optował za tym, ze jednak zostanie on na miejscu, z tą swoją dziewczyną. skoro spalił autobus, to znaczy - nigdzie nie zamierza już jechać...

                  "House" - następny, dziś. siedzę. napiszę Wam później, czego się spodziewać, heh.
                    • grek.grek "house", dwa słowa po i - przed. 10.11.11, 13:23
                      dobry House.

                      primo, jego dziewczyna chce, zeby córka poszła do przedszkola. wybrała takie, w ktorym są testy dla maluchów. House uważa, ze mała ich nie przejdzie, więc, w tajemnicy najgłębszej, chce jej pomóc... zgryźliwie komentując, ofk. rzuci na szalę swoje pedagogiczne talenty. dowiecie się m.in do czego może się przydać słoik chilli :] mała zaimponuje House'owi - nie zgadniecie czym [po wszystkim, będzie oczywiste, ze łatwo było to przewidzieć, hehe]... i ostatnia scena - doktor w konfuzji, i to porządnej.

                      ten młody lekarz, pan podrywacz, doznaje uszczerbku na dobrym imieniu. i to jakiego uszczerbku... już lepiej by przyjął, jakby go okradli, aczkolwiek - fakt faktem, ze i rzeczona sytuacja z kradzieżą ma sporo wspólneg. ruszy więc, czy raczej - popędzi, ratować to co w nim najlepszego, przed okiem świata i kolegów z pracy. będzie się musiał cofnąć do tego trójpodboju podczas pamiętnego przyjęcia weselnego, aczkolwiek ostateczna konkluzja będzie zaskakująca.

                      pacjent, to tym razem sierżant, czy tam kapral, ze specjalnego wojskowej jednostki, w ktorej musztruje chłopaków z zakładów poprawczych, którzy popadli w konflikt z prawem, co by "na ludzi wyszli". któregoś razu sierzant sam wysiada podczas zajęć, ból pleców powala go na ziemię. a że szczególnie docierał jednego chudego murzyna, to wkrótce właśnie on wyląduje na sąsiednim łózku...

                      tembr głosu z jakim House chwali małą - hehe, dobre :] dobra scena.

                      druga dobra scena - ruda siedząca przy stole w takiej pozie, że nie widać sukienki, a tylko rajstopy i wysoko zaczynający się fartuszek... brawo pani Ruda i pan od zdjęć ;] tak trzymać. widać, ze się tam zorientowali, że dziewczyna ma potencjał. było oszczędnie, w kwestii nożnej, a w tym odcinku - już lepiej, już ciekawiej, heh.

                      przychodzi House do swojego przyjaciela, Wilsona, ten widzi, ze House coś kombinuje i chyba chce go w to coś wciągną, po pierwszym zdaniu od razu reaguje "nie bawię się ! idź sobie" :]

                      sceny House - córka Cudy, trafione w punkt.

                      wrzuciłbym jeszcze ze dwa teksty, ale zdradzałyby chyba fabułę, więc - milczę w czternastu językach. dobrej zabawy :]
                      • barbasia1 Re: "house", dwa słowa po i - przed. 10.11.11, 15:44
                        mała zaimponuje House'owi - nie zgadniecie czym [po wszystkim, bę
                        > dzie oczywiste, ze łatwo było to przewidzieć, hehe]...

                        Spróbuję zagadnąć, może powie do House'a ... "tato"??? Bo na trafne diagnozy lekarskie, jedyną rzecz, która imponuje House'owi w innych, mała jest jeszcze za mała! ;) No chyba , że zrobi to przz przypadek i nieświadomie.

                        Już mi się dziejszy House podoba! :)
                        THnX! :)
                        • grek.grek Re: "house", dwa słowa po i - przed. 10.11.11, 16:05
                          hehe, dobra próba, Barbasiu :] ale... to będzie coś zupełnie innego, będziesz zaskoczona, a potem powiesz "że ja na to od razu nie wpadłam" - no nic, jutro z chęcią przeczytam, co napiszesz, po obejrzeniu.

                          hehe, cieszę się, zatem, że trochę udalo mi się [go] podlansować.
                          • barbasia1 Re: "house", dwa słowa 10.11.11, 16:43
                            Nieeeee? Coś innego??? Niemożliwe!???
                            To w takim razie nie mam pojęcia!? Heh!
                            Co to mogło by być?


                            Fantastycznie, pięknie jak zawsze! :)
                            /Tylko o ujęciach rudej nie trzeba było się tak szczegółowo rozpisywać! /

                            :)


                          • barbasia1 Re: "house", dwa słowa po i - przed. 11.11.11, 13:44
                            mała zaimponuje House'owi - nie zgadniecie czym [po wszystkim, bę
                            > dzie oczywiste, ze łatwo było to przewidzieć, hehe]...

                            No więc już wszystko wiem w kwestii, jak to mała zaimponowala House'owi.

                            Powiem ci Greku, że to było łatwe i zarazem trudne do przewidzenia. Łatwe, bo przecież House'owi mogłam się domyślić, że spryt ,wybitne zdolności do kłamstwa i manipulacji mogą zaimponować doktorowi. Z drugiej jednak strony, kto by pomyślał, że taka malutka, osóbka, wykaże się tak wybitnymi zdolnościami do kłamstwa, co z podziwem komentował House.

                            Przy czym na docenienie malej złożyło się jeszcze coś, a mianowicie fakt, że mała go nie wydała (tak jak to było w historii z połkniętą monetą) i nie przyznała się mamie Cuddy i chwalącej umiejętności dziecka pani przedszkolance, że znała wcześniej zabawę w karmienie małpki ( a poznała ją bawiąc się z Housem, który postanowił, w tajemnicy przed Cuddy, przeszkolić ją w zabawach, by nie było problemów z przyjęciem do ekskluzywnego przedszkola - że dopowiem dla tych, którzy nie widzieli )

                            Zemsta na uwodzicielu, fantastyczna! :))
                        • pepsic Re: "house", dwa słowa po i - przed. 10.11.11, 16:24
                          Wybawi House'a z opresji: nie wpuści intruza do dom, poda drinka bądź laskę, najprawdopodobniej złapie ufnie za dłoń.
                          ??
                          Niestety sama nie sprawdzę, wybieram się na na okrzyknięte arcydziełem irańskie "Rozstania".
                          • barbasia1 Re: "house", /"Rozstania" 10.11.11, 16:55
                            pepsic napisała:

                            > poda drinka bądź laskę
                            He,he Dobre! :)

                            W takim razie udanego wieczoru w kinie, fantastycznych wrażeń życzę/ -ymy Ci, Pepsic!
                            Napisz potem dwa słowa o filmie! Koniecznie.
                            Ja się postaram zabrać za moje zaległe opowieści...

                            Teraz krótki lot za płot, na to zimnisko ... :(
                            • pepsic "Rozstania" - mały spojler 12.11.11, 20:50
                              Dobry dramat, a raczej thriller obyczajowy, w którym nikt nie postępuje do końca ani uczciwie, ani źle, gdzie każdy ma swoje racje większe, czy mniejsze i przeżywa swój własny dramat. Żona chce rozwodu, gdyż mąż nie chce wyjechać z nią z kraju i nie chce oddać opieki nad 11-letnią nad wiek dojrzałą córką, generalnie to im się nie układa. A nie chce, gdyż opiekuje się ojcem chorym na alzheimera. Kobietę, która się ojcem opiekuje mąż przypadkowo popycha, w wyniku czego traci ona ciążę. Małżonek poszkodowanej mocno awanturujący się i mocno zadłużony osobnik występuje z oskarżeniem o zabicie dziecka, żądając odszkodowania finansowego (okup krwi), co jest zgodne z irańskim prawem.
                              To mój trzeci film reżysera Asgar Farhadiego po: "Co wiesz o Elly" i "Perskim Nowym Roku". Nie uważam, jak krytycy "Rozstania" za arcydzieło, bo o ile każdy z ww. traktuje o czymś innym i inny aspekt życia porusza (trójkąt małżeński, pozycję kobiety w Iranie), to układ i prowadzenie jest dość podobne, pada bardzo duża ilość słów! O wszystkich wcześniej wyrażałam sie pozytywnie i je w wątku zaznaczałam. Ale nie umiem powiedzieć, który najbardziej mi przypadł do gustu.
                              Polecam.
                                • pepsic Re: "Rozstania" - mały spojler 13.11.11, 17:56
                                  Nie do końca, tyle że główny bohater zostaje oczyszczony z zarzutu. Nie udaje im się skleić z powrotem małżeństwa, żona podtrzymuje chęć emigracji, czyli rozwód w drodze. Nie rozstrzyga sie ostatecznie z kim postanawia zostać córka, o którą się wcześniej szarpali. Film kończy się sceną w sądzie, przed którym dziewczynka musi złożyć oświadczenie woli. Druga para, która straciła dziecko, zostaje ze swoimi kłopotami materialnymi i biedą.
                              • grek.grek Re: "Rozstania" - mały spojler 13.11.11, 14:28
                                dzięki za opis i ocenę. nie ma to, jak wrażenia z pierwszej ręki :]

                                w sumie, jakoś tak mnie się wydaje [ i może tylko tyle], że film irański jest oczekiwany, w Europie czy na świecie, zawsze pod kątem tego, ile w nim znajdzie się krytyki ideologii ajatollahów i jej wpływu na życie normalnych obywateli, zwłaszcza płci żeńskiej plus - na ile będzie to krytyka z domieszką optymizmu, czyli pokazaniem, ze pomimo warunków ciągle niekorzystnych Iran się zmienia na modłę zachodnią. co akurat, tak nawiasem mówiąc - zgodne jest z prawdą i daje większą szansę, wg mnie/z tego co czytałem, na zmianę modelu życia tamtejszego społeczeństwa na w większym stopniu właśnie zachodni niż np. w społeczeństwie palestyńskim. oba są z dużym odsetkiem ludzi młodych, ale Iran jest w innej sytuacji geopolitycznej, przez co młodzież trudniej indoktrynować wrogością do Zachodu, nie pomijając faktu, że Palestyńczycy mają te swoje Hamasy, które są przy okazji organizacjami społecznymi, i działają bardzo prężnie. niektorzy, co się na Iranie znają, powiadają, ze ten wyznaniowy beton skruszy... MTV :]; telewizja satelitarna, bo anten tam niemało wyrasta każdego dnia, młodzi oglądają i chcą żyć, tak jak widzą na tych obrazkach, a nie podług nauk brodatych starców i innych ahmadineżadów.

                                nie wiem, czy to do filmu pasuje, ale tak mi się jakoś skojarzyło... jednak to "made in Iran" nasuwa od razu pewne wątki ;]
                                • pepsic Re: "Rozstania" - mały spojler 13.11.11, 17:45
                                  W filmach irańskich, które znam, spraw politycznych nie porusza sie wcale, a na moje babskie oko, kobiety w Iranie mają zaskakująco sporo do powiedzenia nie tylko w domu, ale i w instytucjach np. w sądach i wcale się nie patyczkują z delikwentami, a jakie sa wygadane i jak potrafią walczyć o swoje, tylko pozazdrościć. Poza tym prowadzą normalne, cywilizowane życie, Lepiej lub gorzej im sie powodzi, tyle że w chustach, ale im wyższa klasa społeczna tym chusta delikatniejsza z bardziej szlachetnego materiału. Jest i ciemna strona, która się powtarza w wymienionych 3 filmach - scena, kiedy mężczyzna podnosi rękę na swoją kobietę (publicznie!).
                                  • pepsic Re: "Rozstania" - mały spojler 13.11.11, 18:01
                                    Trochę się z tą cywilizacją rozpędziłam zważywszy na warunki, w jakich pokazano prace sądu i biednego protokolanta spisującego zeznania na kolanie w jakimś nędznym pokoiku bez klimatyzacji. Anna Maria Wesołowska przy tym to Wersal.
                                • pepsic OT poświąteczny 12.11.11, 21:02
                                  U mnie na prowincji było grzecznie i patriotycznie, nie było niespodziewanych gości, po prawdzie ich nikt nie zapraszał. Niestety muszę się podzielić smutną refleksją. Wstyd mi przez tymi starszymi panami walczącymi niegdyś o niepodległość, których garstka została, kiedy tak patrzą co sie wyrabia ze świętem niepodległości, którzy patrzą na niezrozumiałe blokady ze znanymi aktorami na czele (nazwiska litościwie daruję).

                                  • grek.grek Re: OT poświąteczny 13.11.11, 13:11
                                    jak dla mnie, te warszawskie cyrki udowodniły, ze już nie ma święta, które by łączyło
                                    tzw. naród. cytując klasyka : nie ma niczego :] zawłaszczyły sobie wszelkie święta
                                    bojówki, organizacje, partie, skrzykują się na nie kibole, zadymiarze, hołota jakaś...
                                    Oni się przedostają na plan pierwszy i stanowią o wizerunku tych obchodów, i o całej
                                    rocznicy, co tylko odrzuca od niej kolejnych neutralnych obserwatorów.

                                    dobrze, ze u Ciebie nie było zadym, i zgadzam się, że kombatanci muszą czuć wstyd
                                    z powodu tego, co się działo. szkoda, ze pietnowaniem już nic się nie da zrobić.
                                    Imo, kierownictwo Ratusza stolicznego pięknie zawaliło sprawę, swoją drogą, przykładając
                                    nie tylko rękę, ale nawet obie nogi, do tego, co się wyrabiało.
                                    • pepsic Re: OT refleksyjno-rozliczeniowy 13.11.11, 18:23
                                      Tylko, że to nie wzięło się znikąd, ani samo w sobie nie powstało. Marsz niepodległości obywał sie od lat, nagle zaczął komuś przeszkadzać, rozpoczęło się napuszczanie, nagonka, nawoływanie medialne (ze strony red. gazety stołecznej) do blokad i zakłócanie uroczystszego charakteru.
                                      Natomiast za sytuację zaistniałą podczas tzw. uroczystości winę ponosi obok samorządu w całości rząd ( to jemu podlegają siły specjalne), który wiedział, że jada cocktaile Mołotowa, który rękoma policji dopuszcza do prowokacji, chroni chuliganów, pozwala niemieckiemu chuliganowi bezkarnie napluć na polski, historyczny mundur, popycha i bije boguduchawinnego chłopaka niosącego flagę narodową, który przyzwala na brutalny atak policjanta w cywilu na przypadkowego człowieka.
                                      • grek.grek Re: OT refleksyjno-rozliczeniowy 14.11.11, 13:13
                                        sporo masz racji. efekt jest taki, że się państwo i społeczeństwo kompromituje, bo taki przekaz idzie w świat. jedni zaprosili Niemców - a co, my są lepsi i nam wszystko wolno, bo tamci drudzy niosą chorągwie faszyzyujące... do drugich się przylepili kibole - a co, skoro ich politycy bronią publicznie, skoro premier rządu ich nobilituje i chadza z nimi dyskutować, mimo że nie ma o czym... skoro są "prześladowaną samą szlachetnością"... imo, jedni i drudzy mogliby przemyśleć to, co robią i co wcześniej zrobili, a co teraz czkawką się im odbija. to się upolityczniło, zideologizowało do szczętu.

                                        a tak w rzeczy samej... wystarczyło po prostu rozdzielić jednych i drugich, odizolować ich czy to czasowo, czy wyznaczyć trasy marszów oddalone od siebie wystarczająco - i przynajmniej część problemów by była do uniknięcia.
    • barbasia1 Dziś "Moja krew" polski dramat obycz. TVP2 21:40 10.11.11, 20:16
      Premiera! Mania już kilka dni temu zapowiadała, więc tylko przypominam.

      "Młody bokser Igor, dowiaduje się, że jest umierający. Chce więc pozostawić coś na świecie coś po sobie. Decyduje, że powinno być to dziecko. Zaczyna więc szukać kobiety, która zgodzi się mu je urodzić. Niedługo potem poznaje młodą Wietnamkę."

      W roli głównej Eryk Lubos, przełamujący, jak piszą, z sukcesem, swoje stereotypowe filmowie amploi.
      • grek.grek "XXY", spojl. 11.11.11, 12:49
        niestety, nie udało mi się obejrzeć... ale mam alibi :] - miałem okazję obejrzeć wczoraj na Kulturze filmy sztuk dwie/dwie, i z szasy skorzystałem.

        "XXY" był chyba argentyński... Rzecz o dziewczynie... a może chłopaku ? szkopuł w tym, ze Alex jest obojnakiem. ma 15 lat i powoli zaczyna do niej/niego docierać od świata sygnał : hej, kolego określ się, chcesz być facetem, czy babką ? tu jest problem, bo Alex sam/a nie zna odpowiedzi na to pytanie. rodzice mieli możliwość zdecydowania za niego/nią, w momencie narodzin, ale postanowili nic nie robić, oddać prawo wyboru w jego/jej ręce, kiedy do tego dojrzeje. "był zbyt idealny, aby ingerować", powiada ojciec. tytułuje Alexa "on", "mój syn", jakby bezwiednie mu się wymykały z ust podświadomie oczekiwania i pragnienia, aczkolwiek jest wobec Alex zupełnie lojalny, oddany i gotów zaakceptować dowolną decyzję dziecka. nawet jeśli odwiedza faceta, znajomego z dawnych lat, transseksualistę, który kiedyś zmienił płeć i dzisiaj jest mężczyzną. jakby od niego próbował zdobyć energię potrzebną do przejścia przez to, co dzieje się z Alex, ale i z całą rodziną - z nim, z żoną, z przyjaciółmi którzy znają prawdę.

        rodzina mieszka nad morzem, w każdym razie nad wodą :], domek przy plaży, co za widok i klimat, dla polskiego tubylca listopadową porą... :] - no i do tego ich domku przyjeżdza znajomy, z żoną i synem Alvaro. syn jest rówieśnikiem Alex i... przeżywa swoje problemy okresu dojrzewania, związane z tożsamością seksualną.

        któregoś dnia Alex i Alvaro się seksualnie konsumują. Alex z tyłu, Alvaro z przodu. przypadkiem widzi to ojciec Alex, przez co podejrzewa, że w Alex jednak grają hormony męskie, ze one biorą górę. Alvaro ma podejrzeenie wobec siebie,ze jest gejem, ale z drugiej strony - jest zakochany w Alex, traktując go/ją raczej jako dziewczynę. robi się niezły galimatias, a rozterki Alex coraz głębsze, decyzja coraz trudniejsza. on/ona tak naprawdę nie chce się rozstawać z żadną częścią siebie. lubi siebie. akceptuje w pełni własną fizycznośc, własną dwojakość. jest i dziewczyną, która rozmawia sobie o seksie ze swoją przyjaciółką, i chłopakiem, który w seksie z chłopakiem jest stroną aktywną [jesli tak to można określić].

        ale w okolicy rozchodzi się zapaszek... nie wiadomo skąd, ale Alex staje się obiektem podejrzeń otoczenia, w wiadomym temacie. pewnego dnia kilku chłopaków wlecze ją w krzaki przy plaży, żeby naocznie się przekonac, co też Alex w majtkach chowa. jedni są zadziwieni, innym się podoba, próbują go/ją napastować, ratuje Alex w ostatniej chwilli kolega, zakochany w niej/nim.
        ojciec Alex, kiedy go wieść o tych wydarzeniach spotyka, jest wściekly. gotów do zlinczowania prowodyra całego zajścia. w ostatniej chwili się reflektuje. chce całą sprawę zgłosić na policji. podjeżdza autem pod komisariat i ... animusz słabnie, bo wie, ze musiałby sprawę opisać, a wtedy powszechną wiedzą stałoby się, że Alex jest "dziwadłem". aczkolwiek, po zajściu na plaży raczej nie ma szans na to, by wieśc się nie rozeszła...

        Ojciec pyta Alex o to, czy chce wnieść oskarżenie. "wiesz, ze jeśli to zrobisz, wszyscy się dowiedzą", na co Alex odpowiada "chcę. niech się dowiedzą".

        Alvaro w końcu wyjeżdza z rodzicami, pełen niepewności co do siebie, i zakochany w Alex. on/a w nim także, aczkolwiek... być może nigdy już nie spotkają się jako dwie takie same osobowości. może "nigdy się już nie zobaczą", jak Alex przepowiada.

        i ostatnia scena, spacer całej rodziny ulicami, Alex zarzuca sobie ramię ojca na szyję, pełna komitywa. i wygląda na zadowoloną/ego z tego kim jest. otwarte zakończenie. a może wcale nie ? może jest zamknięte - po cóż ma podejmować decyzję ? taka się urodziła/ił i koniec. czy mając 15 lat trzeba wiedzieć, kim się jest ?



        • barbasia1 Re: "XXY", spojl. 11.11.11, 14:27
          Ciekawy film, mam wrażenie, szalenie odważny w mówieniu i pokazywaniu kwestii sekualności, płynności tożsamości płciowej człowieka.

          Tak sobie pomyślalam (chyba po raz drugi już), że daleko jeszcze naszym filmowcom do odwagi filmców z Argentyny. Z drugiej strony kwestie płynnej seksulaności człowieka, powoli przestają być u nas tabu, mam wrażenie, do czego niewątpliwie przyczyniają się także media.

          Niedawno zrobiło się głośno o jednej z uczestniczek TVN-owego progremu Top model (druga seria),Michalina Manios, która otwarcie przyznała się na castingach do programu, że urodziła się z męskimi i żeńskimi cechami płciowymi i przez większość życia, na skutek, jak mówiła w wywiadach, decyzji lekarzy zaraz po urodzeniu nosiła męskie imię i była wychowywana jak chłopiec, choć tak naparwdę czuła się dziewczyną... Ale w końcu dzięki swej determinacji (też wielkiemu wsparciu rodziny, mamy) stała się dziewczyną ...


          • grek.grek Re: "XXY", spojl. 11.11.11, 16:11
            otóż to. w dodatku, tutaj problem dotyczy nastolatka/ki, która/y dojrzewa, jest w momencie ksztaltowania się całej psyche, nie tylko fizys. a tutaj - taki wybór. kto wie, czy Alex nie znaduje
            instynktownie złotego środka - dlaczego mam się zmieniac, skoro tak jest mi dobrze ? bo świat tego oczekuje ? bo muszę być po jakiejś stronie ? dlatego mam się wyzbywać połowy siebie ?

            ciekawa historia. dziewczyna, o której piszesz - miała psychiczną tożsamość, to ją określiło. w filmie, Alex w zasadzie ma ten problem, czy może nie jest to zaden problem ?, że nie jest psychicznie ani chłopakiem ani dziewczyną, jest po prostu sobą, jest Alex, nie potrafi siebie przyporządkować do określonej grupy i nie chce się zgodzić z samą potrzebą takiego autodefiniowania. to utrudnia wybór. a może nawet go uniemożliwia...
      • grek.grek "Nic osobistego", też spojler 11.11.11, 13:46
        tvp kultura ma gest, filmy jeden za drugim, hehe.

        drugi nosił tytuł "Nic osobistego".

        zaczyna się w Amsterdamie. dziewczyna wystawia na ulicę swój dobytek, siedzi chwilę w pustym mieszkaniu, a potem z wielkim plecakiem po prostu się zawija stamtąd. odnajduje się na prowincji Zielonej wyspy, maszeruje przed siebie w towarzystwie wiatru, deszczu, chmur i wszystkiego, z czego irlandzka aura słynie. na noc rozkłada namiot, w dzień wyjada ze śmietników obok przydrożnych restauracji, a na pytanie zaszokowanej kobieciny wcinającej z nabożeństwem bułę na parkingu - "potrzebuje pani pomocy ?", odpowiada arogancko "nie, a pani ?". i tak idzie, idzie, ucieka z cięzarówki, której kierowca zamiast ją podwieźć kawałek, zaczął się szykować do molestowania... ot, takie przygody jakie czyhają na samotną wędrowczynię na szlaku. zwłaszcza taka w typie Julianne Moore, z burzą rudych włosów :]

        dociera wreszcie do domu. nie swojego. przypadkiem go napotyka. dookoła pustka, piękna zieleń, a na wysokości stoi chałupa. duża. a w niej wszystko, czego jej trzeba : jedzenie, łózko do ucięcia sobie drzemki, a nawet dobry sprzęt grający i dużo płyt z muzyką poważną, którą ona [do końca nie udaje się poznać jej imienia] wyraźnie preferuje.

        następnego dnia dziewczyna poznaje właściciela domu. ma na imię Martin, poza tym, ze jest wdowcem, jest schludny, miły i szarmancki, poza pierwszym momentem, kiedy sprowokowany arogancją dziewczyny wywraca ławkę, na której ona się wygodnie rozparła. proponuje jej jedzenie, ale za pracę w ogródku. kiedy dziewczyna chce odejść oferuje jej stałe zatrudnienie. będzie pracować, w zamian za posiłki, może wyprać ciuchy itd. ona się zgadza, ale pod jednym warunkiem - żadnego wypytywania o personalne sprawy, jak głosi tytuł "nic osobistego", bo ona sobie tego po prostu nie życzy. Martin się zgadza. na pytanie, "jak mam się do ciebie zwracać ?", ona mu odpowiada "mów mi 'ty' " - no i "ty" dziewczyna zostanie. dla nas też.

        ich relacja się bardzo zacieśnia. ona pracuje, wykopuje torf [gośc chyba jest ogrodnikiem, aczkolwiek nie wiadomo z czego się utrzymuje, nie jest to wyjaśnione, co najwyżej zasugerowane], sprząta, odkurza, pierze. on gotuje dla niej i dla siebie. z czasem zbliżają sie do siebie. kiedy on łamie postanowienie o "niczym osobistym" proponuje, że zaśpiewa w ramach odkupienia win - na początku ona to przyjmuje z niechęcią, potem sama będzie śpiewać, a jeszcze później wyć będą oboje :]

        z obcych sobie ludzi, na swoistym "kontrakcie", staja się przyjaciółmi. on ją w końcu zabiera z namiotu, w ktorym ona upierała się nocować - daje jej własny pokój, a pod drzwiami co rano zostawia śniadanie wykwintnie podane i przystrojone. widząc, jak bardzo lubi słuchać muzyki, specjalnie przegrywa dla niej płytę CD na normalne taśmy, tak żeby mogła jej słuchać na walkmanie, który to komplet jej podarowuje. coraz więcej ciepła jest w ich kontakcie, uśmiechu i życzliwości. facet naprawde daje się lubić, a ona zrzuca coraz chętniej maskę bezczelności i ukazuje się spod niej jako dziewczyna przyjazna otoczeniu. zaczynają też razem jeść posiłki, wcześniej on jadł w domu, a ona na ławce przed domem. z własnej nieprzymuszonej woli.

        facet ma problemy z sercem chyba. zdarza mu się zasłabnąć. prosi ją o to, zeby pilnowała go w nocy, pomogła mu w razie jakiegoś ataku. i ona z nim śpi. grzecznie obok siebie. on niczego nie próbuje, ona go nie zachęca, ani sama nie przejawia inicjatywy, ale w powietrzu wisi wzajemne zainteresowanie, jak Murray i Johansson w pokoju hotelowym, kiedy on ją trzyma za nogę, pamiętacie ? w końcu Martin mówi jej, ze może iśc już do siebie, że z nim dobrze. czyżby się bał, że może się stać coś, co ich ku sobie popchnie do końca ?

        [brzmi jak kalka amerykańskich filmów ? nic podobnego. nie ma tu ani cienia maniery filmowej z Hameryki]

        idą do pobliskiego miasteczka. bawią się, piją piwo,, tańcują, w drodze powrotnej się zataczają i sikają :] lepiej być nie może.

        jest tak dobrze, ze pytanie brzmi tylko : komu pierwszemu zapali się lampka ? i czy tak naprawde chca być razem, czy jednak oboje szukają izolacji ? czy chcą ją przełamać ?
        on ją pyta któregoś razu "czego chcesz, tak naprawdę ?", a ona na to "chciałbym być jak ty. mieć taki dom. dla siebie. tylko dla siebie. wokół nic, a ja w takim dużym domu".

        wreszcie, to jemu zapala się czerwona kontrolka. cichaczem rewiduje kieszenie jej kurtki. znajduje paszport z ostatnim adresem zameldowania. jedzie do Amsterdamu. odnajduje dom, który ona opuściła. chodzi po nim, ogląda, chociaż są to po prostu cztery ściany i nic poza tym. właścicielkę kamienicy prosi o to, zeby mógł pobyć w tym mieszkaniu sam. przez chwilę chociaz. ona "a po co ?", a on "żeby uchwycić nastrój". gość na poziomie, nie ma co.

        w tym samym czasie, kiedy go nie ma, dziewczyna pucuje jego szafę. znajduje jakieś medale wojskowe, jakieś strzępki przeszlości, pewnie wojskowej ?

        co sprawiło, ze facet się zamknął, odizolował ? śmierć żony ? choroba ? nie wiadomo tego. tak jak nie wiadomo, dlaczego dziewczyna wybyła ze swojego domu i ruszyła w świat. są dla siebie, tak samo jak dla widza - enigmami. łączy ich tylko czysto ludzka sympatia, bez żadnych umocowań w tym, kim byli, jakie mają życiorysy, przeszłość, co zrobili, albo czego zaniechali. łączy ich coś czystego. coś czego się oboje obawiają. nie wiedzą nawet jak to określić - przyjaźń ? miłość ? on widzi w niej swoją zmarłą żonę ? a ona w nim może kogoś, kogo straciła wcześniej, ojca, męża ? nic nie wiadomo. można to tylko próbować odczytać, ale bez żadnej szansy trafienia w punkt.

        i oto on nagle umiera. ona znajduje go w pościeli. atak serca, udar mózgu, a może... ? nic nie wiadomo, ale też nie jest to istotne, na co umarł - grunt, że nie żyje. ona go zawija po prostu w prześcierdało, sama się rozbiera i się do niego przytula. z tego,co się kapnąłem,to takie własnie ujęcie jest na plakacie do tego filmu.

        na stole leży kartka - list, w którym on pisze, ze dom, kosztowności, pieniądze, wszystko należy do niej, że zapisał jej to w testamencie, i informuje gdzie tenże się znajduje. dopisek "kocham cię, Ty". czy zatem zmarł naturalną smiercią, czy strzelił samobója ?

        jeśli to drugie - dlaczego ? czyżby uświadomił sobie, ze ich coś łączy, a on nie jest gotów na to ? może pamięć żony ? może zrozumiał, że... to po prostu nie jest możliwe, że nie chce rezygnowac z poprzedniego życia ? jesli tak, to dlaczego tak zabiegał o jej towaarzystwo ?

        a potem nagle znajdujemy dziewczynę w nowym miejscu. leży na łózku. z zewnątrz dochodzą odgłosy ulicy... hmm, arabskiej chyba. plus architektura [dziewczyna zanim się położy krótko odwiedza jakiś rejstrację hotelową, czy tam coś, wykłada kartę płatniczą...], co razem wspólnie wskazuje, ze może chodzić o Turcję. i koniec.

        zatem - po jego śmierci wyjechała, nie została w domu Martina. czy zatem jest to przykład nierefrormowalnej koczowniczki ? a może tak w Amsterdamie, jak i w Irlandii nie mogła zostać, bo dom wiązał się ze śmiercią ? może śmierć Martina wyjaśnia powody jej odejścia z pierwszego mieszkania, porzucenia dawnego życia ?

        udany, niejednoznaczny, powściągliwy film. bardzo dobry. świetnie zagrany, dziewczyną była Lotte Veerbeek [pierwsze słyszę, ale fajna jest, bardzo podobna do Julianne Moore], a Martinem Stephen Rea, którego na pewno znacie z twarzy i paru ról tu i ówdzie. w zasadzie cały film na nich się opiera, na odtwarzaniu zakulisowych, podskórnych stanów ducha. wyglądają w tej scenerii lepiej niż dobrze.

        a w "XXY" dobre wrażenie robi niejaka Ines Efron, czyli Alex. jako 22-latka zagrała nastolatkę, wygladała na te swoje filmowe 15 lat i była naprawdę przekonująca, a miała do sprzedania uczucia i rozterki niełatwe i subtelne.

        w sumie, dobry czas filmowy to był :]

        oba polecam, mając nadzieję, ze jesli czytaliście te spojlery, to je zdązycie zapomnieć do czasu, kiedy nadarzy się okazja zobaczenia ich.



        • barbasia1 Re: "Nic osobistego",reż. Urszula Antoniak. 11.11.11, 15:06
          Bardzo podoba mi się ten film!

          Czytam, właśnie, że jest to filmowy debiut mieszkajacej w Holandii polskiej reżyserki Urszuli Antoniak. O jej drugim filmie "Code Blue" (2011) było glośno na tegorocznym festiwalu w Cannes, pamiętam pisał o tym filmie T. Sobolewski.

          W#spaniałe rzeczy obejrzałeś, Greku. Jakże mi brakuje tego rodzaju filmów w telewizji publicznej!!! Całe szczęście, że już niedługo TVP Kultura będzie poweszechnie dostępna za sprawą cyfyzacji.

          :)
          • grek.grek Re: "Nic osobistego",reż. Urszula Antoniak. 11.11.11, 16:22
            cieszy mnie to :] przy tzw. bliższym poznaniu, naocznym, jeszcze zyskuje. historia jest zajmująca, a sposób pokazania, narracja, atmosfera stworzona - dodatkowo podnoszą poziom.

            o, widzisz, właśnie - to nasz człowiek zrobił. nasza babka w tym biznesie :] jak na debiutancki film, to bym powiedział, że - dojrzały bardzo. stylowy. pamiętam, pamiętam "Code blue". a u nas cicho, a sądząc z tych doniesień i z pewnych faktów zaobserwowanych, można by zaryzykować, ze Antoniak śmiało może stawać obok Holland, Szumowskiej czy innych reżyserk. ale, wiesz... promocja, marketing, media... skromne, znakomite filmy przepadają bez odpowiedniej machiny lanserskiej :] na szczęscie, zawsze znajdzie się jakaś nisza, gdzie da się je obejrzeć, prędzej czy później.

            to prawda, to był udany seans. nie ma to, jak się wkręcić w dobre miejsce ;] a TVP Kultura... już dostępna, Barbasiu. tylko wybór pozostaje : sam dekoder i strojenie kanałów czy od razu nowy telewizor z już ustawionymi ? tak, czy owak - za 1,5 roku kanały analogowe i tak zostaną wycofane, więc będzie to konieczność dziejowa. a można miec już teraz. ja się przymierzam powoli, nie ma na co specjalnie czekać, a przyjemność korzystania kiedy się chce, miast wcinania się gdzieś-komuś - o, znacznie to lepsze rozwiązanie :]
            • barbasia1 Re: "Nic osobistego",reż. Urszula Antoniak. 11.11.11, 17:04
              Felis napisał o tym filmie: " bardzo wnikliwy portret dwojga ludzi, poranionych i opornych na kontakty z innymi".

              Trudno jest się otworzyć na drugiego człowieka, zaufać mu, pokochac raz jeszcze, niosąc na plecach bagaż ciężkich życiowych doświadczeń, traum, zranień, może też i jakichś kompleksów, ale otwarcie na drugiego czlowieka jest jednak możliwe, jak pokazuje pani reżyser, tylko, że uczucia rozwijąc się w naturalnym tępie, powoli, przychodzą tu (zwykle?), kiedy jest już za późno ... heh

              można by zaryzykować, ze Antoniak śmiało może stawać ob
              > ok Holland, Szumowskiej czy innych reżyserek

              Tak, na pewno nie ma w tym stwierdzeniu przeasady. Bardzo ciekawe kino proponuje Antoniak.
              Mam tu rozmowa z Antoniak na temat jej "Code Blue":
              wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/1,35771,10265993,Urszula_Antoniak_opowiada_o_swoim_filmie__Code_Blue_.html

              Może ja też się rozejrzę już za dekoderem!? To świetny pomysł.

              :)

              • grek.grek Re: "Nic osobistego",reż. Urszula Antoniak. 11.11.11, 17:18
                dobra decyzja, Barbasiu. pojawia się kwestia ceny [ewentualnego jej obniżenia w dłuższej perspektywie], ale nie sądzę, zeby np. za rok była ona niższa, w końcu - te dekodery będą szły jak woda, bo każdego, kto chce mieć telewizję jakąkolwiek, nieuchronnie czeka przejście na cyfrę, a zatem - kółko się zamyka. dziś czy za rok - to bez róznicy. i tak nie ma wyjścia, więc lepiej mieć już teraz i już oglądać, co tam tylko dobrego dają :] ceny raczej się nie zmienią. z tego, co się orientuję dziś jest to jakieś 150 zł i trudno zakładać jakąs redukcję. więc - cóż nam pozostaje... :] kupić, nastroić, oglądać :]

                zdecydowanie, taka jest wymowa tego filmu, o jakiej piszesz. wydaje się, że ci dwoje są w jakiś sposób skonfundowani tym, co się zdarzyło. on miał sobie spokojnie żyć w swoim domu, ona poszła w świat, być może odcinając się od jakichś wspomnień, miało w ich kontakcie nie być "niczego osobistego", a tutaj - zupełnie niespodziewanie, właściwie z codziennej życzliwości, z samej ciekawości drugiego człowieka - urodziła się bliskość. wg mnie, to właśnie tego nie przewidzieli - że nie są w stanie wyeliminować ciekawości drugiego, nie są w stanie się uodpornić na drugiego.

                istotnie, powoli to dojrzewa, a oprócz tego, na domiar wszystkiego - niejasna jest sytuacja zejścia Martina, w znaczeniu : czy to nie było samobójstwo ? z niemożności ogarnięcia sytuacji, a może z braku gotowości żeby raz jeszcze spróbowac, a może ją chciał ratować - stało się to bowiem, niedaleko po tym, jak odwiedził dom w Holandii, z którego dziewczyna wyjechała. coś zrozumiał, coś mu się wyświetliło, tylko co to było ?..

                dzięki za link. babka widać, że ma swój styl, nie zależy jej na taniej populares, chce robić dobre kino i nic poza tym.
                • barbasia1 Re: "Nic osobistego",reż. Urszula Antoniak. 11.11.11, 17:35
                  Dlaczego samobójstwo? Skąd podejrzenie, że to było samobójstwo? Przecież on byl chory na serce. Hipoteza o zawale nie byłaby bardziej prawdopodobna?

                  Obejrzałam zalinkowany trailer, fizycznie nie bardzo pasują do siebie, ani wiekiem zdaje się. Pewnie w innych okolicznościach nigdy by zinteresowali się sobą, nie poświecili sobie tyle czasu, prawda!?

                  • grek.grek Re: "Nic osobistego",reż. Urszula Antoniak. 11.11.11, 17:45
                    hmm, prawda - moment, kiedy zasłabł na schodach, a potem prosił ją o pilnowanie go w nocy, na wypadek ataku choroby, sugeruje możliwość naturalnej śmierci. ale ten list zostawiony przez niego na stole, z ostatnimi instrukcjami dla niej, tak mnie trochę zarzucił w przeciwnym kierunku... trudno do końca zdecydować... wyglądało to na list pożegnalny, ustawiony w widocznym miejscu, przygotowany...

                    owszem, całkowicie są inni, może to miejsce, moment spotkania, moment w ich życiu sprzyjał porozumieniu [ponad podziałami] ? ciekawy zabieg, zauważ : oboje uciekają od ludzi, a jednocześnie coś ich do siebie nawzajem przyciąga. słowem : rację masz :]
                    • barbasia1 Re: "Nic osobistego",reż. Urszula Antoniak. 11.11.11, 18:12
                      Będąc chorym, może wiedział, że wkrótce umrze, może przeczuwał śmierć.

                      >ciekawy zabieg, zauważ : oboje uciekają od ludzi, a jednocześnie coś ich do siebie nawzajem przyciąga.

                      Jest w nich lęk przed drugim człowekiem, obawa przed (kolejnym) zranieniem, ale także, jak w chyba każdym normalnym człowieku, jest i potrzeba (tylko u nich głęboko ukryta) bliskości, miłości, czułości , potzreba bycia z drugim człowiekiem.
                      I ta potzreba bliskosci odradza się w nich powoli ....


                      >słowem : rację masz :]

                      :))