Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2012 - 2 (vol. 19)

24.02.12, 19:00
Ha - jako, ze w watku poprzednim pojawily sie spekulacje, co do terminu powstania nowych Ojejkow, postanowilam zrobic niespodzianke i wylom w tradycji i zakladam nowy watek juz dzis :) Styczen i luty okazaly sie bogate w ciekawe filmy, jesli tak dalej pojdzie (trzymajmy kciuki za tv, zwlaszcza za czwartkowe KK!), to moze i tradycja sie zmieni ;)))

A jako, ze noc oscarowa przed nami - typujmy!
Obserwuj wątek
    • grek.grek oskardy 25.02.12, 14:32
      orajt, moje typy :

      film - Hugo

      Pierwszoplanowe role : aktor - Dujardin [ale liczę na to, ze Pitt dostanie], aktorka - Streep
      drugplanowe role : aktor - Nolte, aktorka - Bejo

      reżyser : Scoresse

      Scenariusz org : "O północy w Paryżu" [kiedy Woody jesli nie teraz ?..], adaptowany : "Hugo"

      film nienaglojęzyczny "Rozstanie"

      muzyka "Hugo" [dzieki, Barbasiu za umożliwienie zorientowania się w terenie]

      scenografia "Hugo" - yes, sądzę,ze to Hugo będzie zwycięzcą tej gali :]

      efekty : "Hugo'" -

      zdjęcia "Artysta"

      dzwięk "Czas wojny" [strzelam wesoło, a nuż widelec...]

      11 kategorii wyszło. I tak o 11 za dużo, zważywszy, że żadnego z tych filmów nie widziałem. Pytanie : ilu akademików widziało więcej niż dwa ? ;] Jak sie bawić, to bawić, a i tak trendy, nastroje są zwykle najważniejsze. Sądze, ze i Hugo i Artysta trafiają w punkt : kryzys, zaciskanie pasa, Hollywood w dołku, a to jest kino odwołujące się do romantyzmu filmowego, wskrzeszające to, co w nim powinno być najważniejsze : opowiadanie niezwykłych historii i odwolywanie się do emocji i uczuć widza. Imo, Hugo jako film rodem z Ameryki ma większe szanse niż produkcja, bądź co bądź, zagraniczna i podobająca się bardzo krytykom z Europy. Amerykanie zwykle lubią się dystansować od europejskich kolegów z branży :]



      • barbasia1 Re: oskardy 25.02.12, 16:06
        Moje typy:

        Film - "Artysta"

        Pierwszoplanowe role
        męska - Jean Dujardin - "Artysta"
        żeńska - Meryl Streep - "Żelazna Dama"

        drugoplanowe role:
        męska - Christopher Plummer - "Debiutanci" / podpatrzyłam na stronie filmowej/
        aktorka - Berenice Bejo - "Artysta"

        reżyser - Michel Hazanavicius

        Scenariusz orginalny - imo trudna kategoria, komedia: "O północy w Paryżu", którą widziałam, bardzo mi się podobała, miała dobry scenariusz, ale czy zasługuje on na Oscara, to mam jednak watpliwości, poza tym Allen ma już 2 Oscary za scenariusz do filmów "Annie Hall", "Hannah i jej siostry" (te w porównaniu z najnowszym znacznie lepsze) to może postawię na "Rozstanie" (z opowieści Pepsic, wygląda ciekawie).

        Scenariusz adaptowany - "Hugo" / za Grekiem, on coś wie więcej /

        Film nienaglojęzyczny - "W ciemności" Holland / trzymam kciuki za Poland :)/

        Muzyka - Ludovic Bource do filmu "Artysta"

        >[dzieki, Barbasiu za umożliwienie zorientowania się w terenie]
        Maj big pleże , Greku. :))

        Scenografia - "Hugo" / efektowny wizulanie/

        > yes, sądzę,ze to Hugo będzie zwycięzcą tej gali :]
        a ja myślę, że zwyciężcą będzie "Artysta"

        Efekty - "Hugo'" !?! /na intiucję/

        Zdjęcia - Janusz Kamiński do filmu "Czas wojny" / trzymam kciuki /

        Dźwięk - skoro nominowana jest w tej kategorii "Dziewczyna z tatuażem", którą widziałam w kinie, to na ten film stawiam i ,Greku, Tobie też radzę na ten film wytypować, masz czas jeszcze poprawić. Naprawdę bardzo efektownie wdźwiękowiony film, z fenomenalnie wpasowaną, budujacą klimat grozy, napięcia ścieżką dźwiękową!

        Dodam jeszcze dwie kategorie:
        Film dokumentalny - wygra "Pina" Wima Wendersa, fasycnujący dokument, pierwszy w technice w 3D! o fascynującej artystce niemieckej tancerce i choreografce tańca współczesnego Pinie Bausch (widziałam fragmenty)

        Kostiumy - do filmu W.E. dla Arianne Phillips i Maddony, reżyserki tego filmu.

        W.E. to "dwupoziomowy dramat opowiadający historię romansu pomiędzy królem Edwardem VIII a amerykańską rozwódką Wallis Simpson /oboje byli znani z zamiłowania do pięknych strojów, kreacji - ja / , oraz współczesnego związku pomiędzy zamężną kobietą a rosyjskim ochroniarzem" .

      • pepsic Re: oskardy 25.02.12, 19:18
        Moje typy wybrane w ekspresowym tempie:
        film O północy w Paryżu
        aktor I Gary Oldman
        aktorka I Meryl Streep
        aktor II Kenneth Branagh
        aktorka II Bejo
        reżyser Woody Allen
        scen. org. Rozstanie
        scen. adaptow. Idy marcowe
        nieanglojęz. W ciemności, jak na patriotkę przystało
        charakteryzacja Żelazna Dama
        scenogr./muzyka Artysta
      • cestina Re: oskardy 25.02.12, 20:03
        A moje typy to:
        Artysta

        Aktorzy:
        Jean Dujardin
        Meryl Streep

        Christopher Plummer
        Octavia Spencer

        Scenariusze:
        O północy w Paryżu
        Spadkobiercy

        Film nieanglojęzyczny - Rozstanie

        Charakteryzacja - Żelazna Dama
        Scenografia - Hugo
        Zdjęcia - Hugo (chociaż mocno trzymam kciuki za Kamińskiego)
        Kostiumy - W.E. (oceniam po zdjęciach i zwiastunach ;) )
        Muzyka - Artysta
        Piiosenka - z tych dwóch, które dali do wyboru - Mupetty
    • pepsic "Cesarzowa" // "Amadeusz" 25.02.12, 18:18
      Dzisiaj po 20. "Cesarzowa" (kostiumowy, Chiny) w Kulturze (niedawno omawialiśmy) i powszechnie znany "Amadeusz" Formana w Ale Kino+ Natomiast w tvn-ie z zapowiada sie kolejny produkcyjniak amerykański pod jakże wyszukanym tytułem "Plan doskonały" Spike Lee z gwiazdorską obsadą;) godz: 21.55. Może tym razem postawię na mniej ambitne, schematyczne kino i dam odpocząć szarym komórkom w międzyczasie podglądając wariacje nt. Mozarta.

      Ps. Kompletnie jestem nieprzygotowana do Oskarów, znaczy roboczego typowania. Pojęcie mam, dzięki uprzejmości Barbasi tylko o nominacjach muzycznych, gdzie zważywszy na wiek najstarszego akademika (102 lata!) stawiam na "Artystę".
      :)
      • maniaczytania Pepsic, "Plan doskonaly" 25.02.12, 18:38
        to calkiem zgrabny film sensacyjny z podwojnym dnem, angielski tytul lepiej odpowiada rzeczywistosci. A do tego uwielbiany przeze mnie przystojniak w roli glownej - Clive Owen i bardzo lubiana przeze mnie Jodie Foster - :)
      • lospecchio Re: "Cesarzowa" // "Amadeusz" 25.02.12, 18:53
        >zważywszy na wiek najstarszego akademika (102 lata!) stawiam na "Artystę".
        > :)

        He,he, he. Teoretycznie do jutra masz jeszcze czas. Możesz ode mnie pościągać, choć żadnych gwarancji, że moje typowania jest właściwie nie daję.

        Powiedz tylko jeszcze koniecznie, kto wygra w kategorii film nienaglojęzyczny.

        Miałam Ci dopowiedzieć początek "Cesarzowej" , a tu już powtórka się szykuje. Ale mam tempo. Sorry! :/ Będziesz oglądać?

        A to najprawdopodobniej zwycięzca w kategorii najlepsza piosenka (jeden z zaledwie
        d w ó c h kandydatów):

        www.youtube.com/watch?v=T8EURqoKLY8
        :)
        • barbasia1 Re: "Cesarzowa" // "Amadeusz" 25.02.12, 19:04
          Sorry to ja z nicka zapasowego:

          >zważywszy na wiek najstarszego akademika (102 lata!) stawiam na "Artystę". :)

          He,he, he. Teoretycznie do jutra masz jeszcze czas. Możesz ode mnie pościągać,
          choć żadnych gwarancji, że moje typowania jest właściwie nie daję.

          Powiedz tylko jeszcze koniecznie, kto wygra w kategorii film nienaglojęzyczny.

          Miałam Ci dopowiedzieć początek "Cesarzowej" , a tu już powtórka się szykuje.
          Ale mam tempo. Sorry! :/ Będziesz oglądać?

          A to najprawdopodobniej zwycięzca w kategorii najlepsza piosenka (jeden z zaledwie
          d w ó c h kandydatów):

          www.youtube.com/watch?v=T8EURqoKLY8
          :)
    • siostra.bronte Rola męska 25.02.12, 18:26
      Od pewnego czasu jakoś nie emocjonuję się Oskarami, no chyba, że kandyduje ktoś z moich ulubieńców. W tym roku aktor, którego uwielbiam - Gary Oldman, ale ma chyba niewielkie szanse.
    • maniaczytania Moje typy Oscarowe: 26.02.12, 13:49
      Film - Hugo

      Pierwszoplanowe role
      George Clooney
      Meryl Streep

      drugoplanowe role:
      Christopher Plummer
      ktoras ze "Sluzacych"

      rezyseria - M. Scorsese

      Scenariusz oryginalny - Artysta
      Scenariusz adaptowany - Hugo

      Film animowany - Kot w butach
      Film nieanglojezyczny - Rozstanie

      Zdjecia - Hugo
      Montaz - Hugo
      Scenografia - Artysta
      Kostiumy - Jane Eyre (a co - wczoraj obejrzalam - piekny!)
      Charakteryzacja - Albert Nobbs

      Muzyka - Hugo
      Piosenka - Muppety

      Dzwiek i montaz dzwieku - czyli dwa Oscary dla Dziewczyny z tatuazem - zgadzam sie z Barbasia w tej kwestii :)

      Efekty - Hugo

      Dodam tylko krotki metraz animowany - The Fantastic Flying Books of Mr. Morris Lessmore (no nie moglabym inaczej z moim nickiem ;) )

      • grek.grek no to już mamy wyniki, Artysta # 1 27.02.12, 13:09
        no to już wiemy wszystko - "hugociarze" vs "artystowcy" na remis, 5 do 5, ALE "Artysta" dostal Oskary w kategoriach bardziej prestiżowych i to on jest zwycięzcą tegorocznym.

        GRatulacje dla Was :]

        Meryl i Dujardin - yup, trafieni.

        gratulacje dla Barbasi za całokształt i za tego Hazanaviciusa wcelowanego :]

        koleżanka Cestina zdaje się rozbiła bank, trafiając wszystko, przynajmniej w tych główncyh kategoriach, z tą Spencer to zastrzeliłaś [Manii coś dzwoniło także, i to dośc donośnie :} ]

        mnie się udało z org scenariuszem i świetnie, ze Allen nie wyszedł z pustymi łapami. w ogole, co za ładne docenienie : Meryl i Woody. szkoda, że pominęli Scorsese, ale za swoje najlepsze filmy nie dostawał, dostał za przeciętną "Infiltrację" w formie nagrody pocieszenie... znów go pominięto - nic nowego, niemniej skoor Artysta to takie dzieło - Hazanavicius dostał zasłuzenie.
        moze to taki doping dla Scorseese, zeby jeszcze raz zrobił coś świetnego ? żartuję od takiego dopingu to się można załamać ;]

        a "Ciemność"... no niestety... rozbawiła mnie trzódka w studio radiowym, podczas nocnej transmisji - przed ogłoszeniem wynikow rozpływali się nad znakomitością "W ciemności', nie mieli żadnych uwag nt. tego, ze być może "Rozstanie" po prostu lepiej trafia we współczesne problemy świata, że dotyka kwestii istotniejszych, że może "Pianista" i "Lista Schindlera" trochę wyczerpały koniunkturę na filmy o heroizmie w czasach Holocaustu... dopiero, kiedy okazało się, ze "Rozstanie" bierze nagrodę - towarzystwo zaczęło się prześcigać w odnajdywaniu powodów takiego rozstrzygnięcia [te wyżej wymienione dominowały]... albo czarne albo białe, nic pośrodku :]

        chyba bez sensacji się obylo w tym roku, nie sądzicie ? żadnego... "uff, to zaskoczenie" ..?
        • barbasia1 Re: no to już mamy wyniki, Artysta # 1 27.02.12, 16:02
          Ładne podsumowanie, Greku!

          Swego rodzaju sensacją może być jednak fakt, że te 5 najważniejszych statuetek Oscara przyznano w Ameryce filmowi pochodzącemu z Europy. To jednak rzecz bez precedensu, chyba.

          Niestety "W ciemności", nie dostał statuetki, ale sama nominacja jest też cenna, jest wielkim wyróżnieniem dla Holland , dla wszytskich twórców tego filmu.

          "Rozstanie" myślę może pociągąć widzów nieznających w ogóle/ za dobrze realiów irańskich (a o Iranie prawie głośno ostatnio, w kontekscie politycznym) zapewne również egzotyką świata przedstawionego oraz poniekąd pokazywanych tam problemów.

          Jan A.P. Kaczmarek, który jest jednym z głosujących Akademików, mówił wczoraj wieczorem w specjanym programie w TVP2 poświęconemu nocy oscarowej (pprowadziła Grażyna Torbicka z M. Chacińskim), że ilość materiałów promocyjnych dotyczących filmu "Rozstanie", jakie dostał on od amerykańskiego dystrybutora tego filmu naznacznie przewyższała, ilość materiałów na temat "W ciemności" (oba filmy mają tego samego dystrybutora). Nie wiem, czy to mogło mieć jakieś znaczenie, przełożyć się na ostateczny werdykt, ale fakt jest faktem.

          Cieszę się, że jednak Allen dostał Oscara, podobno starym zwyczajem nie przybył na Galę po odbiór statuetki? (Ja za scenariusz chciałam dać Oscara irańskiemu "Rozstaniu", by w "W ciermności" mógł zwycieżyć w kategorii najlepszy fim nieanglojęzyczny. ;))

          A jednak typowana przeze mnie "Dziewczyna z tatuażem" nie otrzymała Oscara za dżwięk, (Greku, dobrze, żeś mnie nie posłuchał i nie zmienił swego typowania ;) .
          Wspaniały dokument Wendersa "Pina" też nie otrzymał Oscara.


          :)
        • barbasia1 Oscary 2012 pełna lista zwycięzców 27.02.12, 16:04
          Oscary 2012 pełna lista zwycięzców:

          Najlepsze zdjęcia: Robert Richardson, "Hugo i jego wynalazek"

          Najlepsza scenografia i dekoracja wnętrz: Dante Ferretti and Francesca Lo Schiavo, "Hugo i jego wynalazek"


          Najlepsze Kostiumy : Mark Bridges, ''Artysta''

          Najlepsza Charakteryzacja : Mark Coulier and J. Roy Helland, ''Żelazna Dama''

          Najlepszy Film Nieanglojęzyczny: ''Rozstanie''

          Najlepsza aktorka drugoplanowa: Octavia Spencer, ''Służące''

          Najlepszy montaż : Kirk Baxter and Angus Wall, ''Dziewczyna z tatuażem''

          Montaż dźwięku : Philip Stockton and Eugene Gearty, "Hugo i jego wynalazek"

          Najlepszy dźwięk : Tom Fleischman and John Midgley, "Hugo i jego wynalazek"

          Najlepszy dokument pełnometrażowy: ''Niepokonany''

          Najlepszy film animowany: "Rango"

          Najlepsze efekty specjalne: Rob Legato, Joss Williams, Ben Grossman and Alex Henning, "Hugo i jego wynalazek"

          Najlepszy aktor drugoplanowy: Christopher Plummer, "Debiutanci"'

          Najlepsza muzyka filmowa : Ludovic Bource, ''Artysta''

          Najlepsza piosenka : Bret McKenzie, "Man or Muppet" z filmu ''Muppety''

          Najlepszy Scenariusz Adaptowany : Alexander Payne and Nat Faxon & Jim Rash, ''Spadkobiercy''

          Scenariusz oryginalny: Woody Allen, O północy w Paryżu

          Najlepszy krótkometrażowy film aktorski: ''The Shore''

          Najlepszy dokument krótkometrażowy: ''Zachować twarz''

          Najlepszy krótkometrażowy film animowany: ''Fantastyczne Latające Książki Pana Morrisa Lessmore''

          Najlepszy reżyser Michel Hazanavicius, ''Artysta''

          Najlepszy aktor : Jean Dujardin, ''Artysta''

          Najlepsza aktorka : Meryl Streep, ''Żelazna dama''

          Najlepszy film : ''Artysta''

          Oscary honorowe - Oprah Winfrey, James Earl Jones i Dick Smith


          Więcej... wyborcza.pl/1,76842,11240588,Oscary_2012_pelna_lista_zwyciezcow.html#ixzz1napPGyvi


        • barbasia1 Ciekawostki okołoOscarowe 27.02.12, 16:22
          Sacha Baron Cohen przybył na galę przebrany za dyktatora z urną z "prochami" Kim Dzong Ila, którymi później obsypał jednego z dziennikarzy.

          deser.pl/deser/51,111857,11240736.html?i=1
          :)
        • barbasia1 Re: no to już mamy wyniki, Artysta # 1 27.02.12, 16:26
          To zdjęcie z gali bardzo mi się podoba, same białasy biją brawo na stojąco nagrodzonej Oscarem za rolę z filmi ''Służące'' czarnoskórej aktorce Octavii Spencer.

          kultura.gazeta.pl/kultura/5,114438,11240293,Oscary_2012__zobacz_najlepsze_zdjecia_z_czerwonego.html?i=8
          Widził ktoś "Służące"? O czym to film?
          :)
          • pepsic Re: no to już mamy wyniki, Artysta # 1 27.02.12, 20:14
            "Służące" - widziałam tylko fragmenty, więc z góry tłumaczę brak obiektywizmu. Otóż jedna z dobrze urodzonych panienek bierze na warsztat pisarski niewdzięczną prace służących biorąc na ostrze krytyki domy znanych pań z sąsiedztwa. Specjalnie sie nie wysilono w pod względem psychologicznym, bo dobrymi sa czarne służce, złymi - białe chlebodawczynie. Bardziej interesujące i mniej oczywiste wydaje się podejście do tematu w innym filmie sprzed 3 lat, chilijskim pt. "Służąca", gdzie tytułowa bohaterka po 20 altach wiernej służby wpada w depresję, zaczyna stroić fochy i mobbinguje młodsze koleżanki po fachu (do czasu).

            Piękna kreacja pani Oliwii (na zalinkowanym troche mniej widać). Okazuje się, że panie o bardziej obfitych kształtach tez mogą wyglądać uroczo i dystyngowanie (i jak ładnie upięte włosy).
        • barbasia1 Kreacje oscarowe 27.02.12, 16:57
          Na stronie dailymail znalazłam ładny przegląd kreacji oscarowych. Żadnej oszłamiającej nie wypatrzyłam w tym roku.

          Najbardziej podobają mi się suknie Stacy Keibler (dziewczyny Clooney'a), Penelope Curiz i Berenice Bejo.
          (Później przypatrzę się im jeszcze lepiej)

          A jak Wam, Drogie Dziewczynki i Nasz Chłopcze, się podobają tegoroczne kreacje ?

          www.dailymail.co.uk/tvshowbiz/article-2106903/Oscars-2012-Angelina-Jolie-wows-thigh-high-split-Gwyneth-Paltrow-Cameron-Diaz-sparkle.html
          :)
          • cestina Re: Kreacje oscarowe 27.02.12, 19:58
            Najbardziej podobały mi się Gwyneth ( ale tylko w wersji z "narzutką"), Cameron Diaz, Emma Stone i Rooney Mara. Angelina byłoby dobrze gdyby nie pokraczna poza z nogą i przerażająca chudość i bladość. Bardzo podobał mi się kolor sukni Gllen Close, krój już nie. Nie wiem jak Wy, ale ja mam wrażenie, że jakoś mało tych kreacji było, czuje niedosyt ;)
            • barbasia1 Re: Kreacje oscarowe 27.02.12, 20:15
              Suknia Emmy Stone też ładna, choć nie jestem bardzo przekonana do tej wielkiej kokadry przmocownanej przy szyi.

              A noga Angeliny ma już podobno swoje konto na facebooku. :))

              Zdjęć jest całkiem sporo, ale faktycznie przyjemnie się ogląda, z chęcią oglądałoby się jeszcze i jeszcze. :)
          • pepsic Re: Kreacje oscarowe 28.02.12, 20:24
            Mimo, że Grek uroczyście odtrąbił koniec, a ja poległam w innej dziedzinie kilka słów o kreacjach, które z takich, czy innych względów wzbudziły moje zainteresowanie, :

            Georgina Chapman absolutny nr 1
            kobieta.wp.pl/gid,14284562,img,14284775,kat,59116,title,Kreacje-na-Oscarach-2012,galeriazdjecie.html
            Berenice Bejo (Barbasiu nie zgapiłam)
            kobieta.wp.pl/gid,14284562,img,14284591,kat,59116,title,Kreacje-na-Oscarach-2012,galeriazdjecie.html
            Shailene Woodley, po obcięciu rękawów, jak znalazł do ołtarza
            kobieta.wp.pl/gid,14284562,img,14284593,kat,59116,title,Kreacje-na-Oscarach-2012,galeriazdjecie.html
            Maya Rudolph, niekonwencjonalnie, ale bezwzględnie do innej figury
            kobieta.wp.pl/gid,14284562,img,14284638,kat,59116,title,Kreacje-na-Oscarach-2012,galeriazdjecie.html
            Elaine Taylor, inspiracja dla naszych mam i babć
            kobieta.wp.pl/gid,14284562,img,14284639,kat,59116,title,Kreacje-na-Oscarach-2012,galeriazdjecie.html
            Jane Seymour za całokształt i wiek
            kobieta.wp.pl/gid,14284562,img,14284636,kat,59116,title,Kreacje-na-Oscarach-2012,galeriazdjecie.html
            Meryl Streep, przestroga, aby w szlafroku nie wychodzić z domu
            kobieta.wp.pl/gid,14284562,img,14284661,kat,59116,title,Kreacje-na-Oscarach-2012,galeriazdjecie.html
            olśniewająca Penelope Cruz, do której mam osobisty sentyment
            kobieta.wp.pl/gid,14284562,img,14284663,kat,59116,title,Kreacje-na-Oscarach-2012,galeriazdjecie.html
            Gwyneth Paltrow, piękna suknia, ale z twarzą coś nie tak i fryzura mało wyszukana.
            kobieta.wp.pl/gid,14284562,img,14284722,kat,59116,title,Kreacje-na-Oscarach-2012,galeriazdjecie.html
            Octavia Spencer, tu w pełnej krasie
            kobieta.wp.pl/gid,14284562,img,14284685,kat,59116,title,Kreacje-na-Oscarach-2012,galeriazdjecie.html
            Jennifer Lopez, mój głos w dyskusji: doceniam urodę, podobnie jak minister Muchy, ale mnie nie rusza.
            kobieta.wp.pl/gid,14284562,img,14284662,kat,59116,title,Kreacje-na-Oscarach-2012,galeriazdjecie.html
              • barbasia1 Re: Kreacje oscarowe 01.03.12, 13:54
                grek.grek napisał:

                > nie znam się na modzie, za to wydaje mi się, że ... aktorka Bejo jakoś na zdjęc
                > iach z Artysty wyglądała urodziwiej.

                A wiesz, że też tak pomyślałam. Sądzę, że to ta niekorzystna fryzura zepsuła cały efekt, bo suknię miała naparwdę ładną (lubię koronki).

                :)
        • maniaczytania Re: no to już mamy wyniki, Artysta # 1 27.02.12, 18:16
          Rzeczywiscie Cestina rozbila bank - 11 trafionych! Gratulacje!

          Pozostalym rowniez - Barbasia i ja po 8 trafien, Grek - 6, Pepsic -3.

          Ja, jak Barbasia, troche zdziwiona jestem brakiem Oscara za dzwiek dla Dziewczyny...

          I jeszcze chcialam napisac, ze bardzo nie podobaja mi sie wypowiedzi pani Holland - proby dowartosciowania sie kosztem innych - tak nie wypada, porazke trzeba znosic z godnoscia, a ta nominacja to i tak wielkie wydarzenie.
          • grek.grek Re: no to już mamy wyniki, Artysta # 1 28.02.12, 14:33
            dzięki Tobie i Wam wszystkim za oskardową zabawę tegoroczną, za 12 miesięcy następny odcinek :] tit tak, tik tak...

            Holland się wygłupiła. "W ciemności", nawet jeśli jest to dobry film, zrobiła 15 za późno, niech do siebie albo do zrządzeń losu ma pretensje, że Spielberg i Polański byli szybsi.


              • grek.grek Re: no to już mamy wyniki, Artysta # 1 28.02.12, 15:47
                Wiesz, Barbasiu, tak to już u nas jest... zawsze zakładamy czapki i spodnie, które były modne 5 lat temu, zawsze jesteśmy w tyle za światowymi trendami; za 5 lat jakiś polski twórca zrobi polską wersję "Artysty" i znów sie zdziwi, że nikogo ona nie interessuje. jak kto, przecież to najnowszy krzyk mody, oburzy się i zadziwi twórca :] ale wtedy modne będzie, co innego, coś co kolejny polski twórca spróbuje powielić za 10 lat i zrobi taką samą minę jak pani Holland przedwczoraj.

                Oryginalność, oto czego nam brakuje, narzucania tematów, wprowadzania własnych, a nie powielania trendów - tak mi się wydaje, jak sądzisz ? sądzicie ? Filmy o bohaterach, które uparcie zgłaszamy do Oskara są same w sobie passe, trochę, zwłaszcza kiedy dotyczą historii wojennych. Może powinniśmy kręcić o ludziach, a nie o zbawicielach albo dumnych ofiarach komunistycznej opresji ?
                • barbasia1 Re: no to już mamy wyniki, Artysta # 1 01.03.12, 15:16
                  grek.grek napisał:
                  > Oryginalność, oto czego nam brakuje, narzucania tematów, wprowadzania własnych,
                  > a nie powielania trendów - tak mi się wydaje, jak sądzisz ?

                  Racja.

                  [...] Może powinniśmy kręcić o >ludziach, a nie o zbawicielach albo dumnych ofiarach komunistycznej opresji ?

                  Pomiając kontekst II wojny światowej, wątek pomocy Żydom, film Holland jest jest przecież historią o człowieku z krwi i kości. Więcej, jest uniwersalną opowieścią pokazujacą, że dobro i zło istnieją w człowieku mniej lub bardziej obok siebie.
                  :)
        • cestina Re: no to już mamy wyniki, Artysta # 1 27.02.12, 19:40
          Greku niczego tak nie byłam pewna jak Spencer, Dujardina i "Spadkobierców" za scenariusz :)
          W tym roku się zawzięłam i udało mi się obejrzeć 5 filmów z nominowanych, plus jeszcze dwa nie liczące się w wyścigu ("Druhny" i "Idy marcowe"). Kiedy przeczytałam jaka jest średnia wieku głosujących wiedziałam, że "Artysta" wygra. Tu nie miało znaczenia, że film jest europejski, bo to film dla nich, może nawet po części o nich.
          Zasłużony Oscar dla Spencer i Dujardina. To były moje pewniaki, reszta to kalkulacje i ślepy traf;). Dodam jeszcze, że mnie, osobiście bardziej podobały się "Służące", niż "Artysta".

          Co do " W Ciemności" oglądałam rozdanie Oscarów na Canal+. Do studia zaproszono Marcina Bosaka (Yanek Grossmann w filmie Holland), który powiedział, że " Rozstanie" to najlepszy film jaki widział w zeszłym roku, oczywiście zaraz się poprawił, i dodał, że oprócz " W Ciemności". To było tuż przed wręczeniem nagrody dla filmu nieanglojęzycznego, w jednej sekundzie pozbawił mnie wszelkich złudzeń ;)
          • grek.grek Re: no to już mamy wyniki, Artysta # 1 28.02.12, 14:27
            tym bardziej gratuluję Ci orientacji w terenie i nosa też.

            ja słuchalem po-oskarowych komentarzy w Tok Fm - dwie panie chętnie używaly, wobecx Artysty, określenia "film wydmuszka" - widać, komentarz sfrustrowanej polskiej reżyser robi szybką karierę ;]
    • grek.grek Wróg publiczny/Parę osób.../Walc z Baszirem/Vinci 27.02.12, 13:43
      glównie powtórki w tych ostatnich dniach, takie małe resume zatem ...

      "Wrog publiczny" w sobotę - pomimo róznych scenariuszowych nadprogramowych kół ratunkowych rzucanych bohaterom, pomimo oczywistych uproszczeń, to jest, był i pewnie na dlugo pozostanie bardzo dobry film akcji z ostrzegawczym przesłaniem, które niby mowi o czymś, co wszystkim się zdaje, ale o czym na codzień się zapomina, co ułatwia robotę rozmaitym agencjom od inwigilacji. czy technologia jest na tyle zaawansowana, by zobaczyć, co facet nosi w torbie plastikowej za pomocą obracania slajdu z tą torbą i majstrowania przy nim za pomocą komputera - nie podejmuję się osądzić ;]

      "Parę osób mały czas" - wczoraj sobie przypomniałem. zupełnie zniewalający klimat : osobowości postaci, relacji między nimi, dobieranych wnętrz, prowadzenia kamery, montażu, dialogów. Białoszewski wnerwiający, ale jednocześnie taki łatwy do zrozumienia, relacja ze Stańczkówną wyjątkowa, ale i momentami kuriozalna. Poeta poetą, awersja do szarej codziennej bieżączki awersją, ale żeby niewidoma za niego latała po urzędach, sklepach i jeszcze mu porządkowała papiery... z drugiej strony - ona bez tego bycia jego niańką, pewnie by się po prostu zawinęła w piórnik, dlatego akceptowała to wszystko tak bezkrytycznie, no - z momentami przesileń. Nie zostałaby poetką, nie uczestniczyłaby we "wtorkach", ominęło by ją wiele fajnych rzeczy, może nawet całe życie w jej decydującym znaczeniu.

      Moja ulubiona scena : Stańczakowa nieśmiało komunikuje Białoszewskiemu, ze sama zaczyna pisać wiersze. daje mu do przeczytania, on czyta, odrzuca, namawia ją, zeby się w to nie pchała, bo to za duża sprawa jak dla niej, na co ona wstaje i rzuca mu : mam cię w dupie, chcę pisać i będę pisać. Przy całej atencji i uznaniu dla niego, jako poety, przy całym szacunku dla jego zdania - ważniejsza była dla niej jej wlasna potrzeba. Wreszcie. I w końcu on to zrozumiał, pomagał jej, a na końcu czytał jej wiersze na jakimś jublu.

      "Walc z Baszirem", w CT poleciał. Animowana w formie opowieść o izraelskich eks-żołnierzach wracających wspomnieniami do czasów wojny 82 roku w Libanie, a zwłaszcza do masakry na uchodżcach palestyńskich w obozach Sabra & Satila, którym wojsko izraelskie nie zapobiegło, co tym eks-wojakom leży ciągle wyrzutem na sumieniu, tak jak pewnie niektórym Błękitnym Hełmom los setek tysięcy Tutsi, których Hutu zaszlachtowali maczetami w momencie, gdy wojska ONZ w zasadzie zostawiły ich samym sobie wycofując się z Ruandy. glówny bohater w zasadzie wraca do wspomnień, które przyspał mu solidny gruz, wraca do nich z powodu koszmarnych snów; szuka kontaktu z dawnymi kolegami z wojska, swoimi towarzyszami ówczesnymi, i konfrontując się z ich wspominkami wraca do własnych, zagrzebanych głęboko obrazów ówczesnych zdarzeń. Ciekawy pomysł, forma, temat rzadko poruszany, bo kto by tam sobie głowę zawracał starymi kotletami, ale tym bardziej ważny - jest tu ekspiacja za grzech zaniechania, jest refleksja, ze z wojny nigdy nie wraca się bez zmian we własnej głowie, że nie da się zapomnieć zanim się sprawy nie rozwiąże, nie stanie z nią twarzą w twarz; coś zawsze zostaje, choćby w poświadomości, kiedyś wróci i upomni sie o swoje.

      a wczoraj "Vinci" - też z przymrużeniem oka, zwłaszcza jak chodzi o logistykę, czas i precyzję wykonania 4 kopii "Damy z łasiczką", ale poza tym to kawał fajnego, rozrywkowego kina, w krakowskich dekoracjach, które nawet przez ekran calkiem nienajgorzej pachną artystowsko-bohemową famą tego miasta, przesadzoną czy nie, zrozumiałą być może tylko dla starych krakusów, ale tu akurat się udało wpleść te watki i wrażenia, m.in za sprawą postaci Hagena i jego córki.
      • pepsic Walc z Bashirem/Co wiesz o Elly 27.02.12, 20:29
        Chciałam tylko przypomnieć, że wspominałam o "Walcu z Bashirem". Odczucia, jak widzę mamy podobne. Zwróciłabym jeszcze uwagę na ważny przekaz, a mianowicie porównanie przedstawionej sytuacji w Libanie do bezwzględnego traktowania Żydów podczas wojny - ofiary po latach stały się katami.
        Ps. Dzisiaj na Kulturze o 22 z minutami film irański "Co wiesz o Elly" (wielokrotnie zachwalałam), a którego reżyser wczoraj w nocy zdobył drogocenną statuetkę za "Rozstanie".
        :)
        • grek.grek Co wiesz o Elly, 3 słowa & jeszcze 4 28.02.12, 11:56
          yes, pamiętam, a raczej - przypomniałem sobie :]

          "Co wiesz o Elly" - obejrzałem, miałem w kapowniku zapisany - z Twojego polecenia właśnie.

          wspomnę tylko, dla tych którzy jeszcze nie mieli okazji - grupa przyjaciół [głównie małżeństwa z dziećmi] z Teheranu jedzie do wynajętej nad morzem willi, by tam spędzić wesoły weekend. jedna z dziewczyn, Sephire, namawia do wyjazdu razem z nimi Elly, przedszkolną wychowawczynię jej dziecka. Cel jest taki, zeby Elly przedstawić Ahmadowi, który właśnie przyjechał na chwilę z Niemiec, gdzie rozstał się ze swoją panią, czyli... spiknąć ich ze sobą, bo ona fajna, a i on nie gorszy.

          w sumie, jest miło, fajnie i zabawowo, państwo jedzą, piją, grają w siatkowkę albo w kalambury, przywiezione z nimi dzieci bawią się na plaży albo z nimi... no po prostu weekend w ładnych okolicznościach nadmorskiej przyrody.

          Problemy i latawica się zaczynają, kiedy nagle w morzu zaczyna topić się syn jednego z małżeństw. Na początku nikt tego nie zauważa, a mężczyźni grajacy w siatkowkę ignorują alarmujące wezwania własnych dzieciaków. Po chwili jednak reagują i kiedy odkrywają, co sie dzieje : wszyscy rzucają mu się na pomoc, udaje im się go odratować, ale zaraz później zauważają, że gdzieś zniknęła owa Elly. Dochodza do wniosku, ze pierwsza, zanim oni jeszcvze sie zorientowali, rzuciła się na pomoc dzieciakowi i utonęła. Zawiadamiają policję, pojawiają się motorówki, ale poszukiwania są bezowocne, policjanci radzą czekać na wyrzucenie ciała przez wodę, o ile dziewczyna faktycznie się utopiła... nic nie można więcej zrobić.

          Okazuje się, ze kruca oni nic o niej nie wiedzą, nawet nazwiska nie znają, nie mają o niej żadnego pojęcia, to jednak była dziewczyna z zewnątrz, nie z ich paczki... Nerwowo się robi, ludzie skaczą sobie do oczu, znikąd wracają jakieś małe urazy i frustracje, które małżonkowie zaczynają rozgrywać, poruszeni emocjonalnie całą sytuacją i podskórnie obwiniający się o nią nawzajem i osobiście.

          Przyjaciele mają jej komórkę, która się zaplątała w torebce Sephire,więc próbuję dzwonić po numerach, które są tam wklepane. natrafiają na brata Elly, który wkrótce okazuej się kimś zupełnie innym, a jego związki z Elly bardzo niejednoznaczne [nie zdradzę jakie], a później ten facet wyrazi chęć spotkania z nimi, przyjazdu na miejsce zdarzenia.

          oni zaś staną przed dylematem : ile mu powiedzieć o zamiarach własnych względem Elly [poznanie jej z Ahmadem, z nadzieją na związek tych dwojga], i czy zdradzić mu, na ile Elly o tychże wiedziała, co w kontekście jej relacji z tym facetem będzie miało decydujące znaczenie jak chodzi o ocenę jej moralności.

          jak to się potoczyło - nie wypada chyba zdradzać, no może w jakimś sekretnym spojlerze ? ;]

          trochę jest tak, ze jak kino chińskie, czy irańskie, czy z innego kraju w którym panuje tzw. zamordyzm polityczny/religijny - to automatycznie oczekiwanie, że film musi się gdzieś tam odnosić krytycznie do rzeczywistości opresyjnej.

          A tutaj, na wstępie - normalna grupa ludzi, żadne ofiary reżimu ajatollahów, ekipa przyjaciół na wypadzie weekendowym. W pierwszej części, to jest obraz irańskiej normalności. Jakby nie typ urody i stroje kobiet, to spokojnie móglby to być portret grupy Europejczyków. OBrazek rodzajowy.

          W drugiej jest akcja, nerwy, bieganina i generalnie rozpierdak, w ktorym żona staje przeciw mężowi, kobieta przeciw mężczyźnie, a on nawet umie i rękę na nią podnieść, wywlekane są małe brudy z przeszłości - zasłony z normalności chwieja się i spadają. Dochodzi jeszcze pytanie tytularne : kim jest Elly ? Gdzie się podziała ? Czy naprawdę nie żyje ? Jesli tak, to gdzie jest ciało ? pytania jak z dochodzeniówki albo z jakiegoś filmu sensacyjnego. Odpowiedź pojawi się w finale.

          W trzeciej zaczynają do głosu dochodzić kwestie zwyczajów i etyki, a grupa musi się integrować w obliczu zewnętrznej "inwazji". Dorośli instruują dzieci, zeby facetowi, ktory ma ich odwiedzić - ani nie pisnęły, ze oni tam wypili drinka czy grali w piłkę. a sami w końcu będą musieli zdecydować, co robić, co mu powiedzieć : prawdę czy bajkę o Elly ? Nie jest to błaha rzecz, bo chodzi o to, z jaką opinią Elly zostanie pochowana, jeśli nie żyje, jak wszyscy sądzą. I zdecydują... demokratycznie - każda opinia będzie miała znaczenie i wpływ na ostateczną wolę grupy.

          Historia nie uderza w reżim religijny, ale jednocześnie... Jest gorąco, słońce... faceci chodzą ubrani w podkoszulki, bermudy, a kobiety nie mogą pokazać nawet kawałka ciała, na głowach mają chusty - nie mogą zagrać w siatkówkę w staniku i szortach, przy całej nowoczesności, "europejskości" towarzystwa, najpewniej nie zostałoby to zaakceptowane, nikt nawet nie proponuje zeby Elly zdjęła z głowy tę niewygodną, latającą wokół ciała chustę, którą przytrzymuje czymś w rodzaju czapeczki bejsbolowej w formie samego daszku. Nie.

          Kiedy ma się zjawić gośc, ten wydzwoniony z komórki Elly - pełna konspira. Byle sie nie dowiedział, ze my tu sie bawimy, że siatkówka, że papierosek, zę drink, że jedzenie może nierytualne itd.

          Kiedy z nim rozmawiają, i wynika sytuacja zapalna - jeden z nowoczesnych irańskich 30-latków klnie się "przysięgam na Koran !', co brzmi jakby było odpowiednikiem nie tyle przysięgi, co zestawem słów o randze daleko większej, które wręcz wymuszają wiarę w prawdomówność tego, kto je składa, bo niemożliwe, by się ośmielił kłamać w taki sposób.

          mówi się, ze irański reżim islamski obali prędzej MTV niż zbrojny pucz. To młode społeczeństwo, bardzo młode, inne, zakręcone Zachodem, który odbierają za pomocą anten satelitarnych, których w samym Teheranie są tysiące, albo i dziesiątki tysięcy, jak mówią tambylcy. Ten film pokazuje jednak, Imo, ludzi chcących łączyć tradycję z nowoczesnością, ale niepewnych tego na ile mogą sobie pozwolić, świadomych tego, ze naginanie zasad może
          oznaczać problemy, jakby czekających na zmianę obycvzajowo-polityczną, która musi się zdarzyć, a tymczasem wprowadzających do swojego życia zachodnie nowinki w pełnej tajemnicy przez obcymi. A może wcale nie tak :]

          No i jakoś mi wyszło tak, ze jednak znajdują się w tym filmie jawne odwołania do faktu, ze Iran to wciąz państwo wyznaniowe, i ze nie da sie uciec od jego wpływów i norm ktore stanowi :]

          ale, to tylko wg mnie, macie może doświadczenie z tym filmem ? jak sądzicie ? Pepsic, dorzucisz coś ?



          • pepsic Re: Co wiesz o Elly, 3 słowa & jeszcze 4 28.02.12, 20:10
            Czytałam kiedyś wywiad z reżyserem, mówił, że nie miesza się do polityki, wiec jeśli jakieś akcenty były, to przedstawione w mocno zawoalowany sposób.

            Odnośnie chust, a raczej pięknych i drogich szali, bo z klasy zamożnej wywodzili się bohaterowie filmu. Mnie nie przeszkadzają, to ich kultura i tradycja. Zwróciłabym tylko uwagę na powtarzający się motyw dotyczący bicia kobiet w filmach tego reżysera zwłaszcza. Smutne, ale coś jest na rzeczy, jak widać.

            Ps. Grek, to nie mógł być alkoholu, bo mają zakaz. Czy dobrze mi sie wydaje, że nie jesteś zachwycony? Ja doceniłam film za drugim razem, kiedy dotarło do mnie przesłanie, za pierwszym podejściem poszłam fałszywym tropem, ten właściwy wydawał mi się nieprawdopodobny.
            • grek.grek Re: Co wiesz o Elly, 3 słowa & jeszcze 4 29.02.12, 10:39
              Kultura i tradycja tradycją i kulturą, ale... to takie jakieś jednak traktujące kobiece ciało odkryte, jak źródło zgorszenia, obrazy majestatu, manifestację obyczajowego skandalu... To chore jest, Pepsic. Może to i jest tradycja i może to nawet kultura jest, ale - jak dla mnie - to raczej przejaw dyskrymninacji i zdziecinnienia.

              hehe, "nie jestem zachwycony", ze sobie nie chalpnęli na pochybel starym brodaczom ? ;]

              To ciekawe, o jakich "tropach" mówisz ?

              • pepsic Re: Co wiesz o Elly, 3 słowa & jeszcze 4 29.02.12, 21:19
                Skoro chusty im nie przeszkadzają, ubierają się, tak, jak uważają za słuszne - to co nam, Europejczykom do tego? Sądzisz, że na gali oskarowej estetyczniej wyglądały wylewające się biusty, wybotoksowane twarze, czy wystające piszczele? A co powiesz na mało apetycznych osobników wylegujących sie na polskich plażach z wielkimi brzuchami, nie obrażają czyichś uczuć, jeśli ponadto w tym samym kusym stroju i plażowych klapkach wkraczają do restauracji na posiłek?

                Niewłaściwego słowa użyłam. Po prostu poniosła mnie wyobraźnia i zaczęłam doszukiwać sie drugiego dna, sensacyjnego.

                • grek.grek Re: Co wiesz o Elly, 3 słowa & jeszcze 4 02.03.12, 14:01
                  w upalnym słońcu jest im na pewno za gorąco :]

                  pytanie, czy one chcą tak sie ubierać, czy mają wybór ? wg mnie - nie mają, a - znów wg mnie : może by mieć chciały ubierać się inaczej, wygodniej, luźniej. wiele muzułmanek po wyjeździe na Zachód zmienia całkowicie styl ubierania sie, czy tylko z powodów konformistycznych ? czytałem kiedyś jakiś artykuł, przepraszam - nie mam go pod ręką, więc nie zacytuję - w ktorym dowodzono, ze z kolei te europejskie muzułmanki, ktore upierają się przy noszeniu chust, nie robią tego z własnej woli, albo robi to nieznaczny odłam, większość po prostu boi się reakcji swoich męskich krewnych i radykalnie nastawionych patrairchalnych społeczności islamskich, które w wielu arabskich diasporach w Europie są dominujące. Muzułmanki/kobiety arabskie zderzające się z europejskim styem życia i mając wybor nie ograniczany przez męskich szownistów - wybierają styl europejski.

                  wiesz, jak leży taki wieloryb, to wystarczy na niego nie patrzeć, opresją by było zmuszanie do oglądania takich okazów :]

                  jak chodzi o restauracyjne wizyty takich egzemplarzy, to kwestia zasad panujących w tej konkretnej jadłopodajni - zwracasz mu uwagę i prosisz o założenie koszuli i spodni, albo pozwalasz siedzieć w samych slipach. jak chcesz, twój lokal - ty ustalasz normy.

    • grek.grek "Czarna Wenus" 28.02.12, 12:49
      "CO wiesz o Elly ?" było - później, wczoraj; wcześniej - "Czarna Wenus".

      Historyja o niejakiej pani Saartije Bartman, czarnej dziewczynie z RPA, którą na początku XIX wieku wyciągnął holenderskim farmerom i zawiózł do Europy pewien brytyjski impresario, mamiąc ją nadzieją na zostanie aktorką albo szołmenką, a na pewno kobietę zamożną i ustawioną. Saartije wygladała nietypowo - miała nadprogramowo duże genitalia i pośladki. Czyli, kuriozum mogące budzić sensację wśród gawiedzi. Czlowiek Słoń vol 2.

      Saartje robi więc za główną atrakcję prowincjonalnych szoł jej menadżera. Występuje jako dzikuska na smyczy, groźna i nieobliczalna, ktora jednak, jak jej menadżer każe - umie zatańczyć trzęsąc pośladkami tak, ze tynk sypie się ze ścian. Odważni mogą nawet jej dotknać. Ofk, przez specjalny kostium, w ktorym dziewczyna występuje.

      Mało wyjściowe sytuacje, ale Saartje wie w co się bawi, słucha swojego szefa, i wierzy w to, ze kiedy słuch o niej dotrze do stolicy - w Londynie zoistanie należycie doceniona, dostrzeżone zostaną jej walory aktorskie, artystyczne, ktore w sobie znajduje i ceni, że te cyrki w budach malych miasteczek zostaną zastąpione przez artystyczne pokazy dla najlepszej socjety, gdzie spotka się z atencją i szacunkiem.

      Kto wie, może tak by było, może zostałaby faktycznie ustawiona i doceniona, gdyby nie przeszła z rąk swojego menago, który padł na oskarżeniu o handel niewolnikami, do łap nowego, który zabiera ja do Paryża, gdzie jako Totentot Wenus jest eksploatowana przez swojego chlebodawcę do oporu : a to oddaje ją w ręce naukowców z Muzeum Czlowieka, którzy mówiąc do niej per "pani" traktują jak manekina czy może małpę z buszu z ambicją udowodnienia, ze jest ona jakims pośrednim ogniwem ewolucji, zbliżonym barsziej do orangutana niż człowieka - a to znów Saartje jest bohaterką orgii pośród francuskiej socjety, a menago robi za jej ujeżdzacza i innym też pozwala pchać jej łapy do otworów, łapać za tyłek, a i pojawiają się rózne zabawki z nocnej szafki.

      Pan reżyser ciagnie te sceny bez opamiętania, ciekawskie głupio ucieszone albo wyrażające jakieś takie tępe zafraprowanie gęby, liczne paluchy i łapska obłapiające dziewczynę, która nie może się nawet ruszyć, zaprotestować. Kiedyś udawała dzikuskę, szarpała się, pluła - ale to bylo wliczone w szoł, to była rola. W Paryżu - jej zadaniem jest dać się zeszmacić, dać się upodlić, mowy już nie ma o artystycznej karierze. Jest tylko upookorzenie, publiczne pokazywanie tego, co ma między nogami i kolejne wypinanie tyłka, zeby wszyscy zgromadzeni mogli się nagapić i naszumieć do woli.

      Granicą są łzy. Kiedy Saartje nie wytrzymuje i zaczyna płakać - socjeta paryska odstępuje. "ona płacze, to już przestaje być zabawne",mówią, ale jej menadżer, wyjątkowa łajza, krzyczy "nie, smakujcie państwo dalej, ona cała jest dla was, to łzy rozkoszy, szczęścia !". "tyo okrucieństwo", odpowiadają mu. A on wścieka się i brutalnie wypędza Saartje z salonu, gdzie cała akcja ma miejsce. Za jedną łzę, której nie powstrzymała.

      Na nic, to koniec, fama o płaczącej, wykorzystywanej Wenus ostatecznie kładzie kres pokazom w salonach burżujskich. Ale Saartje nadal jest atrakcją i nadal przynosi zyski, ale... już tylko jako
      dziwka w burdelu, z którego jej mendżer czerpie zyski. W przeciwieństwie do innych pracownic jest osowiała, smutna, zobojętniala, jest wrakiem czlowieka - ale i tak ma powodzenie, czy to jako obiekt bezpośtredniej konsumpcji czy też jako wizualna podnieta, żywa fotka albo tancerka dla kogoś, kto właśnie konsumuje jedną z jej koleżanek. Bywa, ze łapie jakieś choróbska, musi polegiwać w szpitalu, a potem abator od nowa i na końcu klientowi jeszce matowym, pozbawionym życia głosem, grzecznie dziękuje, ze sie raczył pofatygować i wysilic.

      Dziewczyna pije coraz więcej, pali coraz częściej, aż w końcu pada i dusi się kaszląc. Zgon na miejscu.

      Nawet na jej zwłokach menago zarabia - oddaje ją do Muzuem Czlowieka, gdzie wreszcie antropolodzy mogą swobodnie jej genitalia zmierzyć, a z ciała zrobić odlew gipsowy.

      To co przyciąga uwagę w tym filmie, to nie są rozmiary pani aktorki. To jej oczy. Oczy jej bohaterki, ktore najpierw są żywe, później zmęczone, potem toczą łzę, a w końcu zieją pustką i
      beznadzieją.

      Jak dalece można wykorzystać człeka, zrobic z niego sceniczno-salonową marionetkę, wystawić na żer całą jego cielesność, zupełnie ignorując jego godność i uczucia - to pytanie się jakoś samo nasuwa, z zasady. I pan reżyser właściwie chyba dla jego pełnego wybrzmienia zrobił prawie 3 godzinny film, zeby wystarczająco długo mogły trwać i dostatecznie mocno wryć się w świadomośc oglądacza wszystkie ilustracyjne sceny, cały ich ciąg, ktore w sumie składaja się na potężną czczcionkę jaką ono zostaje zapisane. Ktoś powie, ze ile można wciskać obrazkow kolejnych szołów, orgii, pokazów, kopulacji gdzie Saartje jest gwałcona mentalnie i cieleśnie, jak można długo przeciągać te sceny - no i to jest fakt ryzyko, bo w takich sytuacjach czasami dochodzi do banalizacji tematu, do przesilenia, przekroczenie masy krytycznej, po którym widz obojętnieje, ładunek emocjonalny całej historii marnijeje,a sama Saartje przestaje widza obchodzić. Kwestia indywidualnych upodobań i konstukcji wewnętrznej.

      Zarzut może być taki, ze reżyser nie wnika zbytnio w umysł bohaterki. Skupia się na jej ciele i jego eksploatacji oraz reakcjach na nie. Plus dorzuca jej owo ww. postępujące zrozpaczenie aż do całkowitego zamknięcia.

      Szumu jest od cholery, jak facet wyjdzie goły na ekranie, jakie to poświęcenie aktorskie... Pani Yahima Torres, grająća Saartje, wyznacza całkiem nowe grancie w tym obszarze.

      ktoś powie - to tylko aktorstwo, to udawane, aktorka jest w srodku, to wie najlepiej/ Może, ale tutaj naprawdę tak bardzo jej ciało zostało wykorzystane, tak mocne są sceny, w ktorych ona jest w centrum przed gawiedzią, że wypada tylko czapką zamieść przed tą panią. Rola naprawdę mocna. naturalistyczna, w calkowitym obnażeniu, bez żadnego marginesu na obejście jej bokiem.

      Chemia i zaufanie między Torres, a reżyserem [mr Kechiche] musiały być wyjątkowe. Nie wiem, ile wydoili razem Dżony Łokerów, ale pewnie poszła na to spora część budżetu na ten film :]
      • barbasia1 Re: "Czarna Wenus" 28.02.12, 14:37
        Wszytsko z TVPKulkury, tak? Jak nie będę mieć dziś dekoderka, to wyjdę z siebie i zostanę się Dexterem.

        "Czarna Wenus" o której wspominaliśmy już, wspaniale! Zaraz zabieram się do czytania!
        :)
        • grek.grek Re: "Czarna Wenus" 28.02.12, 15:40
          Yes, Barbasiu yes, madame :] zacząłem o 20:20, zakończyłem o 1:15, z przerwą na spacer, hehe. Taka noc filmowa.

          trzymam kciuki, dekoder must be there :] już tam pal licho resztę, ale choćby dla Kultury i dla CT warto mieć jak najprędzej. Nie oszczędzaj tych magików, ktorzy mają Ci zamontować dekoda. Jak zrobią i będzie działało, to ich zdexteruj za opóźnienie i w ten sposób dwie sprawy naraz załatwisz :]

          pamiętam, kiedyś już pojawil się ten tytuł. Jak widzisz, co się odwlecze, to nie uciecze, a powtórek w Kulturze tylko wyglądać, hehe. TO co nam uciekło - wróci niebawem. dlatego kapownik zawsze mam przy sobie, notuję pilnie i sprawdzam, co można złowić.

          mam nadzieję, że to co nadziobałem nie sprawi Ci większego bólu głowy, chociaż... wiesz sama... wersja robocza wersją roboczą ;]

          • barbasia1 Re: "Czarna Wenus" 28.02.12, 16:14
            Istny maraton filmowy, powiedziałabym. ;)

            Ha,ha. Postaram się dziś postawić sprawę dekodera na ostrzu noża, jak przystało na fankę Dextera. ;))

            Nic się nie martw, zawsze bardzo dobrze czyta się Twoje wersje robocze.
            • grek.grek Re: "Czarna Wenus" 28.02.12, 16:18
              hehe, no tak, coś w tym stylu, ale nie czułem dystansu, wyobraź sobie. Jakbym miał jeszcze trzeci tytuł do obejrzenia, to z lekkością motylej nogi bym się zakręcił wokół niego :] Chyba w dobrej formie jestem, haha.

              O, i o to chodzi :] Płacisz i wymagasz, a jak nie płacisz, to... wymagasz podwójnie.

              cieszy mnie to niezmienne, próbuję jak mogę najlepiej, raz wyjdzie nienajgorzej, a raz gorzej niż nienajgorzej, ale za każdym razem jest pełny naturalizm ;]
      • barbasia1 Re: "Czarna Wenus" 29.02.12, 18:57
        "Człowiek słoń", film Lyncha, "Najbrzydsza kobieta świata" opowiadanie Olgi Tokarczuk z tomu "Gra na wielu bębenkach" po przeczytaniu tej opowieści o Czarnej Wenus, tam również bohaterowie ze względu na swoje osobliwe przymioty ciała stają się "cyrkowymi atrakcjami" dla spragnionych sensacji bezdusznych ludzi ...

        Ciężka historia, Pepsic też to mówiła -
        forum.gazeta.pl/forum/w,14,130276386,130644248,Czarna_Venus.html
        Trailer "Czarnej Wenus" wygląda niewinnie
        www.youtube.com/watch?v=OO7oaJkQyzU
    • grek.grek Californication IV - odc 9 29.02.12, 10:58
      Barbasiu, madame, i Wy, dzielni pielgrzymi, ktorzy śledzicie Californication serię IV... w odc 9 serii IV :

      Hank Moody nie może się dostać do pokoju hotelowego. Problemy z kartami płatniczymi. Rachunek zaś za hotelowe pomieszkiwanie urósł do 25 tys dolków. Henry James Moody III nocuje zatem w samochodzie pod domem swojej eks-Karen. Rankiem wybudza go córka Becca i zaprasza na śniadanie do domu, w ktorym jeszcze przed chwilą Moody był persona non grata jako czekający na proces sądowy nastolatko-wykorzystywacz, niewierna świnia i tata psychopata. A już dziś, przy śniadanku Hank rozbawia swoją eks i swoją córkę i przez dłuższą chwilę wyglądają jak fajna rodzina. Ta chwila się przedłuża, bo córka Hanka wyraża ochotę nauczenia się prowadzenia samochodu, więc Hank ma okazję swoje obcowanie z famiilją przedłużyć. Finał zaś jest taki, ze po eks-Karen wpada Ben, jej czarnoskóry przyjaciel, ojciec koleżanki Beccy, i wychodzą na pół-randkę, przy ledwie tylko skrywanej niechęci Hanka. który zostaje z dwiema nastolatkami, zmorzony lekturą książki zasypia, a one porywają jego kluczyki od auta, potem samo auto, a potem je kasują na pierwszym zakręcie. Nic im sie nie urywa ani nie zgniata, ale Ben obwinia Hanka o niedopilnowanie dzierlatek, mimo żę one same bronią Hanka i opiewają jego niewinność, a piętnują własną żyłkę złodziejsko-samochodoporywaczową.

      Łysy romansuje z dziewczyną od sprzedaży domów. Zaprasza go na kolację Marcy. Do rezydencji Stuarta. Łysy, żeby na eks-żonie wymóc odruch zazdrości,idzie tam z nowo poznaną wyżej wymienioną. Na miejscu Łysy dowiaduje się, ze Marcy jest w ciązy, a Stuart jest ojcem, zapewne. Trochę go to konfunduje, ale zaraz potem pociesza go jego nowa znajomość, oralnie, w aucie, na parkingu. Tam się bawią ;]

      w scenie pre-finałowej Becca, corka Hanka, wyraża jakieś uczucia do Hanka, ojca Beccy. Kurdesz, odcinek wcześniej traktowała ojca swego, jak ostatniego pajaca i łajzę... :]

      Moim zdaniem scenarzyści płyną i to bardzo cienko. Rozpaczliwcem. Uczucia Karen & Beccy wobec Hanka zmieniają się jak w kalejdoskopie, najgorzej, ze bez wyraźnych przyczyn...

      a w finałowej scenie eks-Karen Hanka wyraża zaniepokojenie, co to będzie, bo za dwa dni Hank staje przed sądem i orzeczony ma zostać wyrok w jego sprawie molestowania seksualnego nastolatki [seria 2], [ która mu powiedziała,ze ma 18+, a on po prostu nie poprosił jej o dowód osobisty, tudzież legitymację szkolną - słowem, chcą nam porządnego chłopa wsadzic do puszki, skandal, grajmy larum, haha] - i... no co to będzie ? Może dlatego Karen nie umie się do Hanka ponownie zbliżyć, bo jego przyszłość jest wysoce niejasna i pachnie kryminałem... może już wcale nie chodzi o to, że baraszkowal z pannicą, ktora mogłaby być jego córką [a w tamtym momencie byłą córką ówczesnego narzeczonego Karen - ale Hank o tym nie wiedział, więc.. dobrego chlopa chcą sprofanować, no chryja normalna :].

      W odc 10 Hank pójdzie siedzieć albo pójdzie na drinka :]
    • grek.grek "Glory road', spojl, z... soboty. 29.02.12, 11:44
      "Glory road' - to z soboty, nagrywałem, wczoraj obejrzałem.

      Sportowy film. Wiecie jakie są sportowe filmy zwykle : zespół albo jednostka, na który/którą nikt nie stawia, poprzez kolejne piętrzące się trudności, zwątpienia i rzucane pod nogi kłody dociera do celu, wygrywa, zdobywa chwałę i uznanie otoczenia. "Glory road" nie jest inny pod tym względem. Wykapany tata, mama, wujek i nawet listonosz.

      Są jednak pewne rzeczy, ktore ten film wyrózniają na tle jego braci i sióstr, kuzynow i pociotków. primo - przedstawia historię autentyczną. drugo - ta historia zmieniła sport amerykański, wplynęła na rewizję postaw społecznych i instytucjonalnych, no i dodatkowo
      wpisala się w cały szereg innych wydarzeń przełamujących stereotypy rasowe.

      Rzecz dotyczy sezonu roku pańskiego 1966 w koszykówce uniwersyteckiej. Wtedy to ambitny trener Don Haskins, do tej pory realizujący się jako coach drużyn licealistek, dostaje pracę na mało znanej w koszykarskich osiągnięć uczelni Western Texas. Haskins dostaje male mieszkanko dla siebie, żony i syna, a do tego pustą kasę uczelnianą i salę do gry w której ptaszyska zrobiły sobie gniazda pod dachem. Haskins ma opinię trenera, który umie dyscyplinować młodzież i narzucać jej zdrowe zasady. I o to bardziej chodzi uczelni niż o jakies sukcesy koszykarskiego teamu. Oni stawiają na football, koszykówka to gorsza siostra, nikogo w zasadzie ona nie obchodzi. Ale Haskins nie ma zamiaru być tylko wychowawcą - chce wygrywać.

      Żaden młodzik z listy najlepszych rekrutów ze szkół średnich nie chce grać w WT w El Paso. Bo to zadupie i skazana na porażkę drużyna.

      Jak jednak wiadomo - potrzeba matka wynalazku. Haskins wpada oto na rewolucyjny kompletnie pomysł. Postanawia olać prawidła rządzące akademicką koszykowką od zarania dziejów i złożyć zespół z... czarnoskórych graczy. Yes, to był czas rasistowskiego podziału. Czarni siedzą w tyle autobusu, czarni dostają gorsze pensje, czarni nie grają w koszykówkę razem z białymi. Oficjalna wersja zaś brzmiała tak : czarni są za glupi, zeby zrozumieć złożonośc taktycznych rozwiązań w koszykówce. Umieją skakać, biegać, ale zanadto wolą się popisywać, a za malo chcą zwycięzać, grać zespołowo i słuchać uwag trenera.

      Haskins ma to w du,pie. Jeździ po kraju i kompletuje drużynę z chlopaków z podwórkowych boisk. Detroit, Houston, Nowy Jordk, Baltimore, Filadelfia... Tworzy zespół z 7 czarnych chłopaków i 5 białych, ze składu z poprzedniego sezonu ocalałych.

      Konsternacja, ofk. Jka to możliwe ?.. EL Paso i sam uczelnia Western Texas są dość tolerancyjne, ale za to reszta świata niekoniecznie.

      Haskins musi chłopaków nauczyć poświęcenia, wytrenowac, zdyscyplinować, stworzyć system uczciwych zasad, szacunku dla wspólnego dobra, cięzkiej pracy i unikania kłopotów, jak również łączenia boiskowych wyczynów z wyczynami na zajęciach z matmy, angola czy chemii. Jak już nic nie pomaga, jak chłopak nie chce się uczyć, to trener sięga po wunderwaffe i do szkoły przyjeżdza mama agregata, zamyka go w pokoju, każe kuć na blachę i towarzyszy mu nawet na lekcjach, zgłaszając syna do odpowiedzi na każde zadane pytanie przez panią nauczycielkę. Ofk, generalnie jednak łatwo nie jest. Czasami trzeba ukarać chłopaków, bo nocą poszli potańczyć, czasami trzeba zabronić spotkań z dziewczynami, czasami trzeba zabronić gry kiedy u delikewenta zostaje zdiagnozowana powazna choroba serca, czasami trzeba powiedzieć innemu chlopakowi, ze sie nie nadaje, bo się boi, trzeba narzucić sposób gry, wyplenić szkodliwe nawyki, wpoić normy i zasady, i trzymać ich w kupie, zeby się nie zaczęli rozpraszać i wymykać z rąk. Zrobić z nich zespół na boisku i poza nim. POgodzić czarnych z białymi. Nie dać im poczuć, że to oni rządzą, ale i nie doprowadzic do frustrującego poczucia, ze są rządzeni.

      Ale to także czas ucierania kompromisów - trzeba wysluchać wzruszająćej prośby matki i samego chłopca z chorym sercem i dać mu pograć, trzeba przyjąc do zespołu z powrotem chlopaka którego sie wyrzuciło, a ktory sie wziął w garść i to udowodnił, trzeba ulec prośbom chłopaków, kiedy przegrywa się mecz i nie ma pomysłu na odwrócenie biegu zdarzeń, a oni mowią "trenerze, pozwól nam grać dzisiaj po naszemu" - trzeba wtedy powiedzieć "dobrze, grajcie po waszemu, ale i... po mojemu".

      Tak się dochodzi do porozumienia, na którym zbudowana zostaje mistrzowska drużyna.

      Ale to 66 rok, czarni nie są akceptowani, a już czarni sportowcy szkolni, czarni sportowcy szkolni wygrywający z białymi i to raz za razem ? no way. Dlatego zespół spotykają kolejne ataki, upokorzenia, oblewanie wodą podczas wyjścia na boisko korytarzem pod trybunami, obelgi lecące całymi seriami, pobicia w toaletach. W czarnych graczach rodzą się chęci zemsty, pojawiają się napomknięcia o etosie Czarnych Panter, między białą mniejszością a czarną większością w zespole narasta niechęć, co rzutuje na kryzys zaufania i respektu dla siebie nawzajem, a to skutkuje kiepskimi wynikami i gorszą grą. Ale - to trwa tylko jakiś czas. Szczere rozmowy, mądrość trenera, który sam dostaje listy z pogrożkami i jest nazywany "kumplem czarnuchów", wreszcie pragnienie sukcesu jako naksuteczniejszego knebla na rozwrzeszczane gęby - sprawiają, że niechęc i wrogość otoczenia przekuta zostaje w tym większą determinację i ostatecznie wpływa na zacieśnienia wewnętrznych więzi pomiędzy graczami i ich trenerem.

      A od tego już tylko krok do osattecznego zwycięstwa. I to nad wielokrotnymi mistrzami ligi prowadzonymi przez # 2 na liście najwybitniejszych trenerów wszechczasów. Wygranej pomimo kontuzji, problemów techniczych i przewagi doświadczenia rywala. Wygrywają sercem.

      I jest to zwycięstwo historyczne, bo otwierające drogę do koszykówki akademickiej kolejnym czarnym graczom. Pionierski sukces, tym większy, ze Haskins do meczu finałowego wystawia TYLKO czarnych chłopakow, specjalnie - żeby to był TYLKO ich sukces. Biali chłopcy w zespole wspaniałomyślnie to akceptują i nawet wspierają swoich czarnych kolegów, swoje ambicje zagrania w meczu tak waznym odkładając na półkę niższą niż cel znamienitszy i wyjątkowy.

      Tak to się zaczęło, a dzisiaj koszykówka generalnie nazywana jest "sportem dla czarnych". Sporo w tym przesady, ale to czarni gracze stanowią większość w ligach akademickich i zawodowych w Ameryce, oni też zarabiają największe pieniądze. tamten rok był przełomowy, oglądała ten mecz cała Ameryka, a texas Western ad 66 stali się zespołem legendą.

      Haskins trenował jeszcze wiele lat, trafił po zakończeniu pracy do Galerii Sław. Kilku graczy kontynuowało koszykarskie kariery, a kilku służyło społeczności miejscowej i zdobyło ogólny szacun i poważanie.

      Poza tym, ze temat istotny, to i kamerowanie dobre, aktorstwo nie raziło w oczy, aczkolwiek trochę trzeba przymknąc oko na to,ze trenerzy w finałowym meczu nie podsuwają swoim graczom taktycznych pomyslów, tylko raczej rywalizują na to, kto zapoda im bardziej patetyczną albo agresywną motywacyjną gadkę :]
      • barbasia1 Re: "Glory road', spojl, z... soboty. 03.03.12, 15:52
        Bardzo interesująca historia. U nas chyba mało komu znany epizod, pewnie poza fanami koszykówki amerykańskiej.

        Zaprawdę postać trenera Haskinsa, sposób w jaki podchodził do swoich zawodników jest godna podziwu i naśladowania.

        Fajnie tę historię opowiedziałeś!
        :)
        • barbasia1 Re: "Glory road', spojl, z... soboty. 03.03.12, 17:31
          Grek napisał:

          "Istotnie, trener Haskins może za wzór uchodzić. chyba nawet uchodził i uchodzi w tamtym środowisku. co ciekawe, wiesz kto byl drugim po Haskinsie - trenerem w koszykówce uniwersyteckiej w Ameyce, kto przyjął czarnego gracza ? zaskoczę cię : ten wybitny trener, ktory w omawianym sezonie 66 przegrał z Haskinsem mecz finałowy :] tak się przejął sytuacją, hehe."

          forum.gazeta.pl/forum/w,14,133674423,133911514,Re_Seraphine_wersja_na_zolnierza_i_na_marude.html
          ;)
    • grek.grek "Ostatni król Szkocji"/"Na wolność" 29.02.12, 13:17
      Lecę dalej, boć i się nazbierało tego stuffu ;]

      "Ostatni król Szkocji", wczoraj Polsat zasunął.

      Młody Europejczyk, szkocki lekarz, w Ugandzie czasów Idiego Amina. Chłopak poznaje samego dyktatora, rozmawia z nim, staje się jego powiernikiem i doradcą, a w miedzyczasie nawiązuje romans z jedną z jego żon, ratuje życie ich synowi, kilka razy przytomnie instruuje go, jak ma się zachować w sytuacjach dyplomatycznych w odpowiedzi na krytykę spadającą na jego głowę z mediów Zachodu. Amin funduje mu samochód, prowadza po salonach, zabawia, momentami jest wręcz przyjacielski, a że waaadzę ma nieograniczoną, to lekarza trochę otumania przywilej zajmowania miejsca na takich wyżynach i pierzynach.

      Stosunek Szkota do Amina zmienia się diametralnie, kiedy docierają do niego kolejne info o tym, jak facet traktuje swoich wrogów, jak jego siepacze wycinają mieczem i karabinem wszelkie przejawy nieposłuszeństwa wobec prezydenta, a w zasadzie - tytułowego króla Ugandy. Kolejne zdjęcie i relacje wstrząsają mlodym lekarzem. Dochodzi do tego sprawa tej żony Amina, z którą romansuje, a która zachodzi w ciążę - Amin dowiaduje się o tym i zabija ją. Lekarz zwraca się przeciw Aminowi i podejmuje się, we współpracy z agenturą obcą, otruć łobuza.

      czy mu wyszło ? spojler poniżej...

      ....

      Prawie mu wyszło. Chciał to zrobić za pomocą zamiany zwykłych tabletek na bol głowy, jakie rutynowo przepisywał i dostarczał Aminowi na jakieś trujące badziewie. Jednak bezpieczniacy postanowili sprawdzić tym razem lekarstwa dając je do próbnego zażycia jakiemuś pierwszemu lepszemu żołnierzowi. Chłopak to zobaczył, postanowił interweniować i zapobiegł połknięciu ich przez testera - tak czy owak : wyszloby na jaw, ze chciał swojego dobrodzieja otruć. Spotyka go za to kara - podwieszanie za skorę, brrr - oglądaliście "CZlowieka zwanego Koniem" ? no, to coś w tym guście, tyle ze tam był to rytuał inicjacyjny.

      Cala ta akcja ma miejsce w wyjątkowo napiętym momencie - w Ugandzie ląduje samolot z porwanymi przez Palestyńczyków zakładnikami, i Amin angażuje się w rozwiązanie konfliktu dyplomatycznego. Skazując na powolną śmierć swojego szkockiego przyjaciela mówi mu, ze wiedział o jego romansie z jego żoną - jak mogłeś ?, dlaczego ?, pyta go. Chlopak mu odpowiada "wiesz, dlaczgo sie ciebie tak panicznie ludzie boją ? Bo jesteś dzieckiem".

      czy lekarz umrze ?

      Nie, nie umrze, jak by mógł ;] Amin go zostawia swoim oprawcom. Kiedy chłopak mdleje, ci go zostawiają na jakiś czas, idą do kantyny na obiad, i mają wrócić, zeby kontynuować robienie mu krzywdy. W tym momencie Amin, aby przypodobac się Zachodowi, postanawia zwolnić część zakładników, nie związanych z Izraelem, z którym trwają negocacje - wykorzystuje ten moment drugi doktor, ktory pomaga naszemu młodemu lekarzowi się ogarnąc, oprzytomnieć i wmieszać w grupę pasażerów idących do samolotu, którym mają opuścić Ugandę.

      Do ostatniej chwili jest nerwówka, bo ofk kiedy esbecja Amina wraca do lekarza i chce go dalej maltretowac, a jego tam nie - zawiadamiają samego szefa, ze chlopak zwiał. Amin od razu domyśla się, gdzie i dokąd, ale nie zdązają zatrzymać samolotu.

      Generalnie, najciekawsza rzecz w tym filmie, to postać samego dyktatora. Gra go Forrest Whitaker, misiowaty dokładnie jak pierwowzor, w mundurze z większą ilością orderów niż sowieccy generałowie nosili - bezblędny, a do tego bardzo żywo oddający zmienność zachowań swojej postaci - od uśmiechu i serdeczności, po napady. Lekarz go celnie podsumował - dziecko. Jest scena, w ktorej Amin wyrzuca z Ugandy Azjatów, chce wojować z dziennikarzami - lekarz mu odradza, bo to sprowadzi na niego krytykę mediów zachodnich, na ktorą Amin jest bardzo czuły, jako ze przedstawiają go tam jako chama i prymitywa, a on uważa siebie za wręcz wcielenie cnót i macho na dodatek. Amin nie słucha swojego doradcy i efekt jest oczywisty : kolejne ataki prasowe, kolejne pohukiwania z Zachodu, kolejna wojna dyplomatyczna, kolejne wezwania pacyfistów zachodnich do zrobienia z niego wiatraka. Jaki czas później wymawia mu całą sytuację "dlaczego mi nie doradziłeś, zebym nie wyrzucał Azjatow, zeby traktował lepiej dziennikarzy ?!" - chłopak na to "alez doradzałem ci, nie posłuchałeś mnie !", na co Amin z ogromną pretensją w głosie "ale mnie nie przekonałeś". w zasadzie, Whitaker zbija z dykty i listewek osobowośc chwiejną i rozedrganą na tyle, że obcowanie z nią, to jak jazda na tygrysie, w każdej chwili z jeźdźca można się stać ofiarą jego bezmyślnej furii.

      Czemu "Ostatni król szkocji" ? to mieszanka łącząca królewską pozycję Amina w swoim kraju z żartem autorstwa samego dyktatora - rzekł był on, ze szkoccy znajomi jego szkockiego przyjaciela są tak zachwyceni jego butną postawą wobec Brytyjczyków i ich rządu, ze chętnie by go widzieli u siebie jako decydenta, a wiadomo, ze Szkoci z Anglikami na pieńki mieli, mają i mieć pewnie będą zawsze ;]

      w TVP1 zaś "Na wolność" - taka sobie, nasza polska, opowiastka z polowy lat 80 - dziewczyna wychodzi z puszki, gdzie garowała za jakieś ciemne interesy z podwórkowymi gangusami. Chce sie zmienić, wyjść na prostą. Podczas odsiadki zdobyła czarny pas w krawiectwie, ale papiery ma zafajdane wzmianką o wyroku, więc roboty nie może dostać i pracuje u swojej matki i jej męza w warzywniaku, który ci prowadzą. Pomieszkuje też u nich. I stale odmawia spotkań swoim startym znajomym z pigalakow rozmaitych. Czasami wylezie z niej dawna zabawowa panna i [maybe] dziwka, ale to epizody.Poznaje sympatycznego faceta, dostawcę towaru do tej budy warzywnej. zaczynają sie spotykać. facet wydaje się świetną partią - miły, kultura, postawa, do tego ma dom za miastem z sadem, z którego to interesu ma kasę, opiekuje sie wprawdzie zniedołężniałym dziadkiem, ale dziadek w sumie też klawy jest i mieszka w innej części domu, więc gdyby się ze sobą związali, to by dziewczyna miała wypas. W przypływie szczerości Ula mowi facetowi, że ma za sobą więzienny epizod; gotowa na odrzucenie probuje z nim zerwać odruchowo, przekonana że on ją musi potępić i odejśc, ale jemu to ani w myśl, przeciwnie : mowi jej, ze sie domyślał czegoś, bo tak sie nagle pojawiła u swojej matki, i że jego jej przeszłośc w cholerę nie obchodzi, interesuje go tylko wspólna z nią przyszłość. Czy Urszula wyjdzie na prostą ?

      spojler... dla chętnych.

      trudno powiedzieć :]
      Na randkę z dostawcą Urszula chce się gustownie ubrać. Nie ma kasy, więc podciąga parę trochę tysiaków z grubego pliku z matczynej szafy. Potem sie okazuje, ze to była kasa tego dostawcy, jej faceta, który w zaufaniu ją u nich przehowywał. Matka oskarża ją o kradzież, nadużycie zaufania, wstyd jaki rodzinie przyniosła. Urszula jest zagubiona. Nie chciała przecież nikomu zrobić krzywdy, chciała "pożyczyć"... Idzie na melinę do swoich starych znajomków napić się i coś tam jeszcze :]

      Kiedy znow spotyka się z dostawcą on chce jej wytłumaczyć, ze nic sie nie stało, że to nie problem żaden, że on do niej nie ma pretensji, ale dziewczyna zawstydzona sobą i jego dobrocia opdpycha go,a nawet rani w policzek żyletką. I ucieka z domu.

      Odnajduje się na komisaracie policji. Odbierają ją stamtąd matka z mężem. Wychodzą na zewnątrz, a tam czeka na nią także dostawca - uśmiechnięty macha do niej z daleka ręką przyjaźnie. Policzek ma zaklejony plastrem. Ona go widzi, i instynktownie cofa się, coraz bardziej w gląb, w głąb, aż jej twarz niknie w ciemności korytarza... czy wróci ? Czy ośmieli się uwierzyć jeszcze w czyjąs wspaniałomyślnośc i w to, że ktoś może ją kochać, wybaczać, nie odwracać sie od niej z powodu jakiegoś błędu ? Czy przyjmie szansę od losu ? czy pokona niedowierzanie i nie cofnie się do sobie znanej rzeczywistości, w której jest po prostu przestępczynią i jako taką siebie odnajduje i definiuje ?

      Katarzyna Walter, główna rola. fajna dziewczyna z niej była ;] W tle Polandia lat 80, jak to sie mówiło na właścicieli takich bud z warzywami ?.. Badylarze ? ;] Albo na tych co dostarczali im towar, hodowców tytularnych badyli ?


      • barbasia1 Re: "Ostatni król Szkocji" 29.02.12, 17:46
        To oscarowa rola Foresta Whitakera! W 2007 roku zobył za nią Oscara /dla najlepszego aktora pierwszoplanowego/, zresztą nie tylko Oscara, bo wcześniej też Złotego Globa i nagrodę BAFTY i inne. Pamiętam, że śledząc doniesienia na temat zwycięzców Oscarów w 2007 właśnie po raz pierwszy raz usłyszłam o filmie "Ostatni król Szkocji".

        Swoją drogą postać okrutnego dyktatora (postać to autentyczna, jak mówią, ten ugandyjski był najokrutniejszym afrykańskim dyktatorem) o zmiennych nastrojach to szalenie atrakcyjna rola do zagrania dla aktora.

        Jako uzupłenienie do Twego spojlera zalinkuję trailer filmu:
        www.youtube.com/watch?v=85QWgIf3Ee4
        oraz jeszcze coś ciekawego - artykuł na temat Idiego Amina i jego zbrodniczych dokonań
        pod wszytsko mówiacym tytułem "W lodówce trzymał głowy wrogów, żonę kazał pokroić" -

        konflikty.wp.pl/kat,1020235,title,W-lodowce-trzymal-glowy-wrogow-zone-kazal-pokroic,wid,11131404,wiadomosc.html?ticaid=1e022
        :)
      • barbasia1 Re: "Ostatni król Szkocji"/"Na wolność" 29.02.12, 17:48
        > "Ostatni król Szkocji", wczoraj Polsat zasunął.

        Ale jak późno zasunął!
        Aleee teraz pory emisji nie są mi straszne, mogę sobie nagrywać filmy i programy! / poczytać muszę tylko instrukcję obługi dekoderka i pendrive dodatkowy zamówić na allegro :)/
      • barbasia1 "Na wolność" 29.02.12, 18:06
        Badylarz to zasadniczo hodowca badyli, czyli ogrodnik ;), a konkretniej "prywatny przedsiębiorca-ogrodnik, najczęściej prowadzący uprawę pod szkłem lub folią to właśnie badylarz". /za wiki/
        Ale na handlarzy zieleniną chyba też tak mówiono w czasach PRL-u!? Kto pamięta?

        Badylarz-dostawca istny_spodnie_noszący_anioł, ideał! :)

        Pokazany w filmie problem wciąż aktulany.

        Pamiętam ładną twarz Katarzyny Walter "07 złoś się" i jeszcze ... nie przypomnę sobie?
        • grek.grek Re: "Na wolność" 01.03.12, 13:34
          hehe, no ten anioł z dostawczaka byl jednak badylarzem ;] Anioł Badylarz.

          o, przy poruczniku Borewiczu niejedna taka twarz się pojawiła, hehe, kolekcjonerem był.
    • grek.grek Kocham Kino - wyrazy uznania 29.02.12, 14:14
      zastrzelcie mnie z pomidora, ale jeszcze swoją nadobecność, nadpisalnictwo przedłużyć...

      Kocham Kino naprawdę sie, modnym słówkiem się popiszę he he - wylaszczyło i wylaszczać się nie zamierza przestać.

      jakież oni tytuły zapowiadają, część Mania nam już zdradziła ... Dom zły, Wszyscy jesteśmy Chrystusami, Volver, Fałszerze, Rewers [juz byl tutaj na forum obgadywany, ale co tam - ja, na ten przykład, już zapomniałem częściowo ;)], a i to chyba tylko częśc, bo moja pamięc ma swoje istotne ograniczenia pojemności ;]

      w każdym razie - w moim odczuciu, Kocham Kino robi za jedno z 2-3 alibi dla istnienia TVP.

      aha, i gdyby abonament można bylo płacić na konkretny program [punktowy] - KOcham Kino w obecnym kształcie i przy ofercie jaką proponuje od paru miesięcy by było idealnym targetem. Placisz i wiesz, że warto.

      A tymczasem, płacisz człowieku, a twoja kasa i tak spływa na konto jakiejś pogodynki glupio ucieszonej, ze jutro będzie śnieg po uszy, albo pana ktory zgaduje po jednej nutce, ze to Krawczyk, a nie Dratewka.

      Nadal uważam, że p. Torbicka przypomina brytyjską lady, a ja wolę hiszpańskie senority ;], ale fakt faktem - jej KOcham Kino jest w calokształcie propozycji i stylu prezentowanego przez TVP jak blyszczący złoty sygnet na palcu menela, jak szlachetna perła na piersi portowej dziewki ;].

    • grek.grek "Seraphine" - wersja na zołnierza i na marudera 01.03.12, 10:43
      Czesi wrzucili [wczoraj] - ja sie rzuciłem :]

      W największym skrócie : historia francuskiego Nikifora, Seraphie z Senlis, czy raczej - Nikiforzycy, bo to o jejmość chodzi, a nie o waćpana.

      Ten film może kiedyś być pokazany w TVP, więc tzw, rozwinięcie tematu dla odważnych tylko.

      Jako się rzekło - francuski Nikifor to Seraphie z Senlis. Pod takim mianem przeszła do historii malarstwa.

      W tymże właśnie małym i uroczym Senlis Seraphie spędziła cały swój żywot. BYła prostą służącą w zamożnym domu, gdzie jeździła na szmacie, robiła jedzenie i herbatę, mrs.wynieś-przynieś-pozamiataj; z innych domów brała prace zlecone - np. pranie w rzecznej wodzie. Mowimy o roku 1914, pralka była wtedy chyba w planach dopiero. Te drobniaki, które zarabiała na swojej pracy przeznaczała na swoją wielką pasję - malowanie. Kupowała za nie białą farbę, albo coś, co tę białą farbę miało imitować [my czech langidż is pur]. Inne koloru uzyskiwała chałupniczym sposobem - czerwień z zebranej do fiolki krwi zabitej na obiad kury, żółć z rozpuszczonego wosku, brąz z błota z czymś tam zmieszanego, po prostu - Pomysłowy Dobromir odnalazł swoją zaginioną siostrę.

      Od rana do popołudnia - praca, a wieczorem i po nocach - w swoim skromnym mieszkanku w jakimś pensjonacie - malowanie.

      Serafina ma imię nieprzypadkowe - babka jet bardzo wierząca. Może nawet idealnie wierząca. Nie szuka intelektualnych podstaw swojej wiary, nie przeżywa zwątpienia w momentach zderzeń rozumu z sercem - nie, bo w jej życiu takie zderzenia nie następuje. Wierzy prosto i czysto - w Matkę Boską, w anioły opiekuńcze, przesiaduje w kościele, a malując wyje komicznym głosem pieśni religijne, a że słuchu muzycznego nie ma za grosz, to sąsiadom z dołu zupa przestaje smakować od jej wyczynów; a do tego preferuje postawę franciszkańską - dla poprawienia formy obejmuje drzewa, a jej druga po malowaniu ulubiona czynność, to siedzenie pod drzewem, albo na drzewie, i wsłuchiwanie sie w wiatr. Kontemplacja natury.

      No i jak sądzicie - co może malować Serafina ? Zgadliście - naturę. Kwiaty, owoce i takie tam. Ale w specyficzny sposób, jest ich na jej obrazach całe mnóstwo i tworzą zajmujące kompozycje.

      I tak by sobie skromna służąca i popularna w okolicy praczka i dewotka żyła spokojnie, gdyby nie przypadek - daje jakiś swój obrazek na jakąs maluśką wystawkę, potem się dowiaduje o nim jej pani domu - chce zobaczyć jakiś jej obrazek. Kiedy już widzi - krytykuje jej styl. Traf chce, ze ten obrazek ma okazję zobaczyć także niejaki Wilhelm Uhde, niemiecki fan malarstwa i marszand, który akurat gości na zaproszenie. Eureka - Uhde jest zakręcony kompletnie tym, co widzi. Pragnie poznać autora i nie może uwierzyć, ze to skromna służąca. Ona z kolei nie może uwierzyć, ze taki wytworny pan może jej obrazami się interesować. Ale dostaje potwierdzenie w try miga - Uhde kupuje od ręki ten jej obraz. A potem... wszystkie, ktore do tej pory namalowała.

      Facet, który odkrył Picassa i Braque'a - musiał mieć oko :] Zupełnie mu odpala korba na punkcie jej malarstwa - wiedząc, ze Serafina maluje w nocy, o szóstej rano kolęduje pod jej drzwiami, bo koniecznie chce zobaczyć, co udało się jej namalować podczas ostatniej sesji :] Taki pasjonat.

      I oto tak dobrze zapowiadającą się znajomość przerywa wojna. Niemcy wkraczają do Francji. Uhde, z siostrą, muszą uciekać, on chyba dostał powołanie do wojska i się nie zgłosił, dlatego przyjechali do Senlis - zatem, znaleziony przez Niemców zostałby od razu zastrzelony.

      Po przejściu wojennej zawieruchy Senlis pustoszeje. Serafina jest całkowicie sama. Nie ma pracy, bo nie ma dla kogo pracować. Przychodzi zima... ULice są puste... Tylko religia i sztuka pozwalają jej przetrwać ten czas. Maluje bez wytchnienia, korzystając z tego, ze domy stoją puste i otwarte - kosi ile może prześcieradeł i maluje na nich, tworzy obrazy wielkoformatowe. Maluje to samo, ale w tysiącu róznych wariantów. I podśpiewuje sobie ku chwale Boskiej Matki i aniołów. W jej przypadku styl malowania zupełnie zgadzał się z życiową postawą i podejściem do świata i rzeczy - naiwność all the way :]

      Wojna mija - mija też 13 lat od poznania się Serafiny z panem Uhde. Obojgu udaje się przeżyć wojnę. Uhde mieszka we Francji, w Chantilly, razem z siostrą i swoim przyjacielem Helmutem, chorującym na suchoty młodym malarzem. Nadal zbiera obrazy, potem je sprzedaje, aby kupić nowe, organizuje wystawy, ma własną galerię w Paryżu, obrazy z jego kolekcji trafiają do Luwru. Serafina żyje tak jak zawsze - nic sie nie zmieniło. Uhde sądzi, ze ona nie żyje, ale jego siostra znajduje w gazecie informację o jakiejś malarskiej wystawie w Senlis, wraca wspomnienie Serafiny i siostra mówi mu - sprawdź, człowieku, dlaczego z góry założyłeś, ze ona umarła ?

      I Uhde jedzie do Senlis, ogląda tę wystawę, chodzi i szuka jej obrazów. Znajduje je... Puka do drzwi mieszkania Serafiny i - ona mu otwiera. Wzruszające spotkanie. A w srodku obrazy wielkie i o takiej skali barw, ze Uhde nie może się wysłowić normalnie z podziwu. "Sądzi pan, ze zrobiłam postępy ?" - no baaa...

      Uhde zaprasza ją do siebie, gdzie jest przyjmowana z wielką życzliwością, bo i nie było czegoś, co by w niej lubić się szczegolnie nie dało. Wilhelm roztacza nad nią mecenat - Serafina ma od tej pory zajmować się tylko malarstwem, Uhde bierze na siebie jej rachunki i dostarcza materiały, farby, płótna. Do Senlis odwozi ją siostra Udhego, Serafina jest zupełnie przejęta jazdą samochodem - "też sobie kupię taki, jak już będę bogata", powiada, co brzmi zabawnie w tym momencie, ale wkrótce okaże się zapowiedzią zmian na gorsze...

      Serafine mając wiele wolnego czasu i pieniądze do dyspozycji - zaczyna je wydawać. Uhde dostaje coraz wyższe rachunki. Serafina wykupuje całe piętro kamienicy w której mieszka [ma powód, bywała obiektem zaczepek innych lokatorek, a teraz ma klucze i może zamykać całe piętro], do tego zastawy stołowej, gadżety, bibeloty - celem udekorowania pokojów. Sukienka z tafty nie bylaby jeszcze takim problemem, ale kiedy babka kupuje nowy dom, i to duży - Uhde traci cierpliwość. Jest kryzys, obrazy słabo idą, a jej wydatki nadwerężają jego konto. Zwraca jej uwagę siląc się na spokój.

      Dochodzi sprawa wystawy w Paryżu, którą Uhde jej obiecał, a i sam koniecznie tego chciał, pragnąc objawić w stolicy jej nieprzeciętny talent. Ale i na tym odcinku są kłopoty, Uhde prosi ją o spokój, robi co może, ale to potrwa jeszcze trochę - Serafine dostaje palmy : krzyczy, że Uhde ją okłamuje, że na pewno przestały mu się podobać jej obrazy, że ją wodzi za nos, ale że "anioły mnie uratują, tak anioły mnie chronią". Naiwne malarstwo - naiwny umysł - naiwnie nie rozumiejący, ze Europa pogrązona jest w kryzysie gospodarczym, że po prostu nie ma za co, jak i kiedy. Dziecko tupiące i wieszające się na matczynej nodze w reakcji na odmowę kupna drogiej zabawki. To początek końca.

      Kiedy Uhde przeżywa żałobę po śmierci Helmuta, i chwilowo nie w głowie mu wystawy i obrazy, Serafine popada w obłęd - ubiera się jak do pierwszej komunii, w białe szaty, chodzi po ulicach i rozdaje [stawiając pod drzwiami kolejnych domów] te garnki, świeczniki i chochle, co je tak gorliwie kupowała - stawiam na to, ze uwaga Uhdego, iż nie liczy się ona z pieniędzmi wywołała u niej poczucie winy za grzech rozrzutności. Zwija ją, na spokojnie, policja.

      Serafina laduje w psychiatryku, gdzie - może w odpowiedzi na jej modlitwy przez sen - inne pensjonariuszki prowokują ją do ataków złości, za co zostaje ona przypięta pasami w izolatce. Uhde zastaje ją zupelnie nieświadomą, płaczącą, i mamroczącą coś pod nosem.

      Mija jakiś czas. Obrazy jej autorstwa zaczynają mieć markę na rynku, Uhde chciałby jej o tym powiedzieć, ale lekarz prosi go, zeby tego nie robił. Serafine sie uspokoiła, wspomnienie poprzedniego życia, malarstwa, mogłoby spowodować nawrót choroby. Jedyne, co uhde może dla niej zrobić, to wynająć jej osobny pokój, z widokiem na park.

      c dn










      • bakali Za wszelką cenę 01.03.12, 11:04
        Nikt nie pisze o "Za wszelką cenę" (Million dollar baby)?
        Dziś na TVP2, w godzinie bardzo przystępnej.
        Dobry film, i wzruszający, i zaskakujący, i do refleksji. Jesli koś zastanawia się czy warto - ja gorąco polecam.
        • grek.grek Re: Za wszelką cenę 01.03.12, 14:09
          piękna, trudna w swoich początkach, przyjaźń dwóch twardych, upartych osobowości, rozbitków życiowych poranionych przeszłością, poszukujących ojca [ona] i córki [on], których nigdy nie mogli mieć albo których utracili, jego obawa przed nią, obawa przed historią, ktora lubi sie powtarzać... wszystkie sceny, w których Clint i Hilary są razem i rozmawiają - zawodowe. uporczywe opędzanie się Clinta przed nią, wcinanie placka, nastawianie nosa, czytanie wierszy w języku celtyckim ... takie sprawy ;]

          historia o marzeniach, ich potędze, która utrzymuje człeka przy życiu i nadaje mu sens, determinacji w dążeniu do ich spełnienia i cenie za ich realizację. Ale i o spelnieniu, o szczęściu, o w swoim własnym mniemaniu najlepszym życiu na jakie mozna było sie załapać.

          I pytanie o granice tej przyjaźni i poświęcenia w jej imię, o etykę i humanizm najszerzej pojmowany. O człowieczeństwo, jeśli już używać słów z najwyższej półki.

          wspaniała Hilary z mądrymi oczami, przystojny i męski [tak mówią na mieście] Clint i niezastąpiony w roli brata-łaty MOrgan Freeman. co za chemia między nimi... i te skarpetki Morgana, ten dialog o nich. To też jest niezwykła przyjaźń, której koleje odsłania sukcesywnie monolog narratora oraz jego rozmowy z Hilary. Powstaje z nich biografia człowieka, który dostał od życia solidne lanie. w zasadzie tak na poły się zawinął. dopiero ona, córka 2.0 a może córka wlaściwa - go ponownie uruchomiła.

          rany, to jest przecież historia miłosna :] ich uczucie do siebie jest uniwersalne.

          chusteczki przygotować wypada, scena w której Clint mówi Hilary, co znaczy "mo cuishle', i okoliczności, i jej reakcja, sprawi, ze się przydadzą :]

          mnie się podoba, oprócz stu innych, taka mało znacząca scena, kiedy Freman zaprasza Hilary do swojego małego pokoju w tym klubie bokserskim, pokój jest skromny, ale ładnie utrzymany, ona wchodzi i mowi "jak tu ładnie" - ale jak ona to mówi... heh.





          • rosemadder Re: Za wszelką cenę 02.03.12, 09:00
            świetne kino, poryczałam się w finałowej scenie chociaż oglądałam po raz trzeci lub czwarty
            kilka historii zgrabnie połączonych w jeden film, dramatyczna historia sukcesu i upadku, plus wątek religijny który staje się najbardziej dobitny w finale
            "Mo cuishle - mój skarb moja krew"
            jak najbardziej zasłużone 4 statuetki
            • grek.grek Re: Za wszelką cenę 02.03.12, 14:06
              dobrze że się w 2005 zdarzył Ray i Jamie Foxx zagrał bezbłędnie, bo Million Dolllar Baby zgarnąłby trzy Oskary za role - Clint naprawdę był świetny. dostał za reżyserię, więc gra muzyka u Pawlika, ale w sumie - jakby dostał za reżyserię ORAZ za rolę, to by byl dopiero triumf :]

              tak spojrzałem na nominacje z 2005 i mamy już na rozkładzie 4 z 5 filmów z tymi oto rolami : Foxx/Ray. Cheadle/Hotel Ruanda, Di Caprio/Aviator, Clint/MDB, brak tylko Marzyciela, gdzie panoszył się Johnny Depp. Ale... co się odwlecze, to a pewno nie uciecze.

      • grek.grek "Seraphine" - wersja na zołnierza i na marude 01.03.12, 11:47
        w ostatniej scenie Seraphin otwiera drzwiczki od pokoju, wychodzi na małe patio, z krzesłem pośrodku, na horyzoncie widzi wielkie liściaste drzewo. Zabiera to krzesło, drepcze swoim kaczym chodem pod górkę, dociera do drzewa - kamera to filmuje z daleka, a muzykę stanowi szum liści na wietrze - potem siada pod drzewem i - i koniec :]

        zmarła 7 lat później, w 1942, w 1945 w Paryżu, po wielu staraniach, Wilhelm Uhde doprowadził do wystawienia jej obrazów.

        Jak dla mnie jest to historia zaintrygowania człowiekiem, sztuką, życiem jako takim, irracjonalnością natchnienia, niemożnością odkrycia tajemnicy powołania. Skąd w takiej niepozornej kobiecinie takie zdolności ?

        Jest taka scena, w której siostra Uhdego chce zrobić Serafine zdjęcie - ta stoi z obrazem większym od niej samej, i na sugestię, zeby patrzyła w obiektyw mówi poważnym tonem " nie mogę, muszę patrzeć w górę, stamtąd pochodzi moje natchnienie" . więc ona miała odpowiedź. A my ? ludzie racjonalni ? :] Co my na to ?

        Uhde nie docieka od pewnego momentu, przestaje - bo wie, ze do niczego nie dotrze, ona nie miała żadnego styku z malarstwem w swoim życiu, zanim sama nie zaczęła się w to bawić. Nie miala żadnej inspiracji innymi malarzami, nigdy nie widziała obrazów żadnych, bo niby skąd i gdzie miała je zobaczyć, skoro całe życie prała i sprzątała i słuchała drzew ?. Nic. To przyszło do niej znikąd, z pstryku,z powietrza, z potrzeby serca.

        W jednej ze scen Serafine prezentuje swoje obrazy ludziom z ulicy - sadza ich na krześle, a oni je oglądają. Zdziwieni, zamroczeni, ale i wzruszeni, a na pewno pełni podziwu. Kamera obserwuje ich twarze, dopiero później pojawiają się słowa. "te obrazy wyglądają jakby kotłowało się na nich robactwo", zauważa jedna jejmośc, Serafine przytakuje jej "to prawda, ja się ich boję, kiedy je maluję".

        Otoż to. Przyczyna jej malarskiej wyjatkowości - rodzaj czystości umysłu, prostoty życia, wrażliwości i otwartości uruchamiającej zmysły i wewnętrzne ukryte talenta w połączeniu z brakiem zdolności do bardziej skomplikowanych intelektualnych dociekań, analizowania i rozumienia złożoności świata, kltóre wywołały poważny stres - okazała się także przyczyną jej fiksacji. COś za coś. Za talent sie płaci.

        W ktorymś momencie na początku Serafine pyta Wilhelma, co to za dziewczyna z nim mieszka i tak na niego patrzy łakomie - on jej na to, ze to tak, jak ona sobie wyobraża, a ona mu na to : pan sądzi, że ja nic nie widzę, bo piorę panu gacie, a te dywany, po których pan chodzi w pięknych butach ja szoruję na kolanach ? - cóż za elokwencja :] I jakież poczucie wlasnej godności, kontrastujące z naiwnością dziecinną, w innych sprawach. Dziewczyna ofk była siostrą Wilhelma :]

        I wreszcie, cóż za historia przyjaźni, nieprawdaż ?

        farm4.static.flickr.com/3655/3454707053_2bf1d99089.jpg
        kadr z filmu, gł. bohaterowie i pośrodku to, co ich połączyło nierozerwalną więzią :
        media.sbs.com.au/films/upload_media/site_28_rand_2106500833_seraphine_maxed.jpg
        dorzuciłbym oklaski za dekoracje, klimatyczne wnętrza domów, umiejętnie ogrywaną scenografię francuskiej prowincji, w ktorej bohaterka była tak rozkochana, no i dla Yolandy Moreau i Ulricha Tukura [pow. foto], ktorzy wzięli na klatę swoje role i nie dali się pokonać materii scenariusza. Gutdżab.

        • barbasia1 Re: "Seraphine" - wersja na zołnierza i na marude 01.03.12, 16:00
          Świetna historia!
          Niezwykła postać, której prostotę jej umysłu równoważyła w pewnym sensie ponadprzeciętna wyobraźnia. Zaprawdę niezykłe są te jej niesamowicie barwne kopozycje roślinne. Jestem oczarowana.

          Szukłam trailera, a znalazłam obrazy Seraphine:
          www.youtube.com/watch?v=S_8sWlTWkFs&feature=related
          :)
                • barbasia1 Re: "Seraphine" - wersja na zołnierza i na marude 02.03.12, 17:07
                  :)))
                  Nie chcę Cię straszyć, Greku, ale ja mam ok. 160 (albo więcej?) zeszytów z cylku "Wielcy malarze", każdy zeszyt poświęcony innemu artyście, zamierzam kiedyś je wszytskie przestudiować dogłębnie (ofk. na emeryturze, jak dożyję ;).

                  Merci. Yolande Moreau, aktorka grająca Séraphine rzeczywiście wspaniale wcieliła się w swą rolą, widać już w tych krotkich fragmentach .

                  Nieustanie mnie ten Twój żart śmieszy i przeraża jednocześnie, Greku, a jak rzeczywiście potop zaleje ziemię, jakiś piorun rąbnie z nieba, ziemię na pół przepołowi i nastąpi koniec świata ...
                  A ja mam jeszcze tyle planów, tyle rzeczy do zobieniaaaaaaaa
                    • barbasia1 Re: "Seraphine" - wersja na zołnierza i na marude 03.03.12, 14:45
                      :)))
                      O Greku, mam teraz inne rzeczy do czytania, plus różne rzeczy oczywiście na tematy filmowe i inne, neurony by mi się chyba przegrzały. ;))

                      O tak, cudowna, wspaniała Krystyna Feldman tych utrudnień miała sporo, bo i przecież wiek zacny 84 lata też musia ją trochę ograniczać.

                      Ha,ha!
                      Tylko gdzie się ukryć?
                        • barbasia1 Re: "Seraphine" - wersja na zołnierza i na marude 03.03.12, 16:40
                          Hahahahahahahahahahaha :))))
                          Dzięki Ci, Dobry Człowieku! :)

                          Ale gdzie jest takie bezpieczne miejsce? :)

                          Greku, przeczytałam dziś dopiero na spokojnie Twoje streszczenie filmu "Glory road"/ "Droga sławy", o czym oczyiwście dałam znać w komentarzu wyżej.

                          PS
                          Zmęczona jestem bardzo, jutro będę się więc w plenerze się relaksować, wrócę w poniedziałek. Stay tuned. Pozdrówka gorące! :)


                          • grek.grek Re: "Seraphine" - wersja na zołnierza i na marude 03.03.12, 17:08
                            może jakoś humorem szermując oswoimy tę datę złowieszczą ;]]

                            no właśnie, gdzie ono jest... to chyba ten słabszy punkt w mojej teorii ;]

                            yes, czytałem. dzięki za dobre słowo, Barbasiu. Istotnie, trener Haskins może za wzór uchodzić. chyba nawet uchodził i uchodzi w tamtym środowisku. co ciekawe, wiesz kto byl drugim po Haskinsie - trenerem w koszykówce uniwersyteckiej w Ameyce, kto przyjął czarnego gracza ? zaskoczę cię : ten wybitny trener, ktory w omawianym sezonie 66 przegrał z Haskinsem mecz finałowy :] tak się przejął sytuacją, hehe.

                            O, no to nie oszczędzaj plenerów, szusuj, drałuj, wrzucaj ludzi do wody, whatever :] udanej niedzieli, Barbasiu :]
                            • barbasia1 Re: "Seraphine" - wersja na zołnierza i na marude 03.03.12, 17:28
                              Otóż to. :)

                              Nie przejmuj się , bo ja bym jednak nie chciała zostać jedyną uratowaną na ziemi. :)

                              Świetna historia!

                              Chichichi :))) Nieno woda jeszcze u nas za zimna. ;)))

                              Dzięki, Greku! I ja Tobie życzę przyjemnej niedzieli!

                              Wiesz, chciałabym w tych plenarach ... , ale ... eh. ;)
                                • barbasia1 Re: "Seraphine" - wersja na zołnierza i na marude 05.03.12, 14:31
                                  > hehe, wrzucaj tylko tych w czapkach i cieplych paltach ;]

                                  :)))

                                  Więc nie wrzucałam ludzi w ciepłych paltach do wody, za to sama mało elegancko zjechałam na niewymownej części ciała z górki ...

                                  Widoki górskie podziwiłam wczoraj w Wiśle, na Soszowie po stronie czeskiej udało mi się stopy postawić, nawet bym nie wiedziała, że jestem w Czechach, gdyby nie tabliczki informacyjne na szklaku z opisami w języku czeskim, którym zrobiłam zdjęcia z myślą o Tobie Grek.Czechu, jak się wreszcie zanistaluję na fotoforum to Ci pokażę kiedyś.

                                  Bardzo był mi potrzebny ten odpoczynek.

                                  :)
                                    • barbasia1 Re: "Seraphine" - wersja na zołnierza i na marude 05.03.12, 17:01
                                      He, he. :) Nie, nie, nie do wody, bo na szczęście z dala od strumyka górskiego wesoło już płynącego się ów poślizg wydarzył, ale po śniegu, więc też trochę mokro miałam.

                                      O, tak! Kawał drogi.
                                      Piękna pogoda byław niedzielę w Wiśle, ze szczytu Szoszowa widać było w dali ośnieżne szczyty Tatr. :)

                                      O tak, konieczny jest taki całodniowy reset dla higieny umysłowej, raz na tydzień, raz na dwa tygodnie, przynajmniej.

                                      :)
                                      • grek.grek Re: "Seraphine" - wersja na zołnierza i na marude 06.03.12, 14:49
                                        cóz tu dodać do tak wesołego i zdrowo brzmiącej relacji ... tak trzymać, Barbasiu; niech śnieg lekkim będzie zawsze dla tych części cielesności Twej, którymi się po nim ślizgasz, a góry niech się... górzą i powetrzem górskim górują ku górnym granicom Twojej przyjemności :]
                                            • grek.grek Re: "Seraphine" - wersja na zołnierza i na marude 06.03.12, 16:03
                                              wszystkie zdjęcia się otworzyły i wszystkie są jakościowo bezblędne, no i zdradzają niejakie talenta osoby, która wybierała miejsce, kąt, parametry przysłony i migawki... więcej obcych słów z branży nie znam ;], a zdjęcia po prostu są wymowne dosłownie i w przeności i są niezaprzeczalnie urokliwe :]

                                              ten zjazd, to musiałaś mieć całkiem długi, hę ? i co za sytuacja... ruszasz z góry, a dołu nie widzisz, widzisz tylko górną krawdędź kolejnego obniżenia terenu, no i hamulca nie ma pod ręką... ;]
                                            • pepsic Re: "Seraphine" - wersja na zołnierza i na marude 06.03.12, 19:39
                                              Barbasiu, fajna wycieczka, zazdraszczam:) Mnie przy okazji oświeciło, poszperałam w domowym archiwum, w książeczkach rajdowych i yes! Szłam tamtędy od Przełęczy Kubalońskiej poprzez Kiczory - Stożek Wielki - Cieślar -Soszów Wielki - Przełęcz Beskidek - Wielka Czantoria - Ustroń Polana. Miejsce ze zdjęcia Twojego mniej więcej kojarzę, choć mogę się mylić, doskonale za to pamiętam męczące wejście na Czantorię, nie od tej komercyjnej strony. Jedno ze zdjęć mam zrobione przy prywatnym schronisku pod tablicą Velky Stożek.
                                              To była piesza wędrówka, większa trasa, czy narty?
                                              • barbasia1 Re: "Seraphine" - wersja na zołnierza i na marude 07.03.12, 17:20
                                                Szłam tamtędy od Przełęczy Kubalońskiej poprzez Kiczory - Stożek Wielki - Cieślar -Soszów Wielki - Przełęcz Beskidek - Wielka Czantoria - Ustroń Polana.

                                                Ależ piękna trasa, teraz ja zazdraszczam! Podwójnie, bo ja nie nie mam, nie miałam takiej dokumentacji w postaci książeczek rajdowych. Bardzo jest pomocna w takich momentach, kiedy trzeba sobie przypomnieć, gdzie się wędrowało.
                                                Na Czantorię na pewno wchodziłam nie raz. :)

                                                Towarzystwo było na nartach, ja z nimi wjechałam wyciągiem (sic!) na górę (mniej więcej do połowy), na szczyt już podeszałam na własnych nogach, trochę tam sobie pochodziłam, trochę posiedziałam, pokontempolowałam widoki, a potem zamiast zjechać jak wjechałam, postanowiłam, że zejdę z góry. I zeszłam z małą przygodą. ;)
                                                Trudno byłoby się teraz wybrać na dłuższa trasę bez zaopatrzenia się w raki na buty, bo jednak leży zmarznięty śnieg i droga na szlaku miejsami jest dość oblodzona.


                                                :)
    • bakali Ile waży koń trojański - polecam! 02.03.12, 09:24
      W sobotę "Ile waży koń trojański"
      Pomijając kwestię tytułu - twórcy chyba nie mieli na niego pomysłu i zostawili roboczy, który mało co znaczy (cały film szukałam głebszego sensu tego tutułu, liczyłam na jakąs symbolikę - nie znalazłam) - film jest godny polecenia. Uważam, ze to jeden z najsympatyczniejszych polskich filmów ostatnich lat. Na szczęście nie jest to gniot w rodzaju "Chłopaki nie płaczą" czy innego "Wyjazdu integracyjnego", nazwisko reżysera: Juliusza Machulskiego mówi samo za siebie.
      Skrótowo o fabule: główna bohaterka, Zosia - kobieta która po rozwodzie ułozyła sobie zycie na nowo i jest bardzo szczęśliwa z nowym mężem i córką z pierwszego małzeństwa - przenosi się w czasie o kilkanaście lat, do końca lat '80. Musi się w tym odnaleźć i oczywiście tak pokierować życiem, żeby przyszłość była tak samo dobra, a jeśli miałaby przynieść zmiany, to tylko te dobre.
      Jest tu i historia wielkiej, prawdziwej miłości, i szczęścia rodzinnego, i wątki komediowe, i Robert Więckiewicz jako wiarołomny pierwszy mąż - lekkoduch. Jest przedstawiona z pewnym sentymentem brutalna i absurdalna ze wspólczesnego punktu widzenia rzeczywistośc PRL-u. Jest stały motyw próby wpłynięcia na przyszłość, żeby była lepsza. Będą tez zadowoleni fani Ilony Ostrowskiej znający ją z jedynej znaczącej roli, czyli Lucy Wilskiej - Zosia jest bardzo do Lucy podobna: ładna, dobra, sympatyczna, uczciwa.
      Film jest bardzo przyjemny w odbiorze, naprawdę warto!
      • grek.grek Re: Ile waży koń trojański - polecam! 02.03.12, 15:14
        Dzięki za wprowadzenie.

        dzisiaj zaś, TVN raczy "Kac Vegas", to hitowa komedia była, nieprawdaż zawżdy przekomaż ?
        I to chyba z okazji polskiej premiery nadwiślańskiej wersyji tegoż hamburgera pt. "Kac Wawa".

        opinie krytyków po pokazach prasowych przerabiają ten film na durszlak, a widz i tak da sobie wydrenować kieszenie, zaś TVN bankowo macza w tym łapy :]

        rozmaici tacy proponują żeby takie "Kace", "ciacha" i "Wekendy" omijać i w ten sposób dać do zrozumienia ich twórcom, ze powinni zaprzestać wypuszczania takich, z premedytacją skleconych knotów - nie wiem, jak dla Was, ale dla mnie,, to jest głupie, bo widownia zawsze robi na przekór krytykom i im gorszymi pomyjami film oblany - tym większa frekwencja.

        Na mój gust - trzeba wprowadzić polską wersję Zlotych Malin, nie wiem... Gniot Roku, Chała sezonu, albo nawet Krowi Placek Kwartału - i nagradzać kogo trzeba. Kiedy jakiś Pazura,Lubaszenka albo inna Cwaniara dostanie parę Krowich Placów Roku, to może go zacznie gęba palić.

        Dzień dobry, państwu, naszym gościem na dzisiejszym spotkaniu jest pan Pazura, posiadacz sześciu Krowich Plackow, powitajmy go pełnymi politowania brawami :]

        Kochani kinomani, oto do kin wchodzi kolejna komedia znanego kolekcjonera Krowich Plackjów Olafa Lubaszenka...

        Drodzy widzowie, mamy dziś dla was wywiad z obsypanymi Krowimi Plackami aktorem, panem Krowala... pardon, Karolakiem, ofk...

        itd. Niech się wstydzą. Widz zapłacił, obejrzał, szlus. A reżyser, producent, aktorzy - niech świecą paszczami za swoje procenty od zysków :]
        • bakali Re: Ile waży koń trojański - polecam! 02.03.12, 15:25
          greku, nie podejrzewam nikogo z was (w sensie: recenzentów filmów w tym watku) o potajemne oglądanie polskich knotów z wszechobecnymi Szycami, Kotami i Karolakami, ja tez zapieram się przed takimi obrazami, ponieważ żenujące sa dla mnie już pierwsze zdania streszczeń fabuły, a lista odtwórców głównych ról mówi sama za siebie.
          Dobrych polskich komedii w ostatnim tysiącleciu jest naprawdę niewiele, dlatego tym bardziej doceniam chęc pana Machulskiego do stworzenia raz na jakiś czas czegoś dla odrobinę wymagających widzów, co zwyczajnie da się oglądać i nie opiera się na wulgarnym języku i nieśmiesznych scenach.
        • bakali Re: Ile waży koń trojański - polecam! 02.03.12, 15:32
          Swoją drogą, placki plackami, moge jednym tchem wymienić moich faworytów do tej nagrody (mogę? mogę?), ale zauważcie, że to jest samonakręcająca się machina: dopóki kina i tv dają niestrawne gnioty, dopóty przeciętny widz będzie sobie robił w głowie śmietnik i na cięższe kino nie będzie miał ochoty. Kina wyświetlają to, co jest lekkostrawne, nad czym nie trzeba mysleć. Koniunkturę kinom nakręca głównie młodzież która sama z siebie ma już siano w głowie - zaproponujcie współczesnemu nastolatkowi "Ciacho" lub "Fortepian" i zobaczcie co wybierze na lekki piątkowy wieczór. Gnioty kreują "gust" filmowy, a ponieważ maja dobrą oglądalnośc (nad czym ubolewam) kręci się kolejne.
          • barbasia1 Re: Ile waży koń trojański - polecam! 02.03.12, 15:52
            Aleee jeśli te gnioty filmowe zarabiają na utrzymanie kin, a przede wszytskim na produkcje filmów mniej kasowych, na filmy artystyczne, ambitne, niszowe (PIF jest nie wiem czy zauwazliliście współfinansował już kilka takich gniotów),z którymi można udać się na festiwale, i jeśli potem te wartościowe filmy są pokazywane równolegle z gniotami kinach, to ja jestem za tym by one powstawały i by chodzili na nie ludzie, którzy gustują w tego rodzaju rozrywce (i zawsze gustować będą, nawet nie ma co się łudzić, ze nmogłoby być inaczej)

            A pomysł przyznawania polskich odpowiedników Złotych Malin "Krowich Placków" albo
            Zgniłych Buraków uważam za godny rozważenia. :)
          • grek.grek Re: Ile waży koń trojański - polecam! 02.03.12, 16:21
            hehe, jasne, że MOŻESZ :] Lista twoich faworytnych tytułów do Krowich Placków mile widziana będzie :]

            to prawda, co piszesz i knoty będą się pojawialy - nie da się tego wyeliminować. Może, po prostu, warto by stworzyć coś dla odreagowania - zagraniczniaki mają Złote Maliny, miejmy i my coś na obraz i podobieństwo.

            wiesz, mnie tak misja nie w głowie - niech każdy ogląda, co tam chce. raczej chciałbym właśnie formuły w której można by to napiętnować, obśmiać, oblać farbą. I jestem ciekaw, który z tych twórców pofatgował by się po odbiór nagrody ;]

            [kto wie, może by paru przyszło, to w końcu by była jedyna w ich karyjerze szansa na jakąkolwiek nagrodę ]
              • barbasia1 "Mamma mia" 03.03.12, 17:13
                Bardzo sympatyczna, lekka komedia z happy endem, wzruszjącym trochę, no ja się wzruszyłam, heh. ;)


                Bardzo dobrym pomysłem było umieszczenie polskich napisów z tłumaczeniami piosenek , które można było sobie przypomnieć, albo jesli się nie znało dobrze, zapoznać się z nimi (choć niektóre tłumaczenia brzmiały nieco kontrowersyjne). Swoją drogą świetne teksty miała, ma Abba, nic się nie zestarzały.

                www.youtube.com/watch?v=HGB1Vce1BDM&feature=related
                • maniaczytania Re: "Mamma mia" 03.03.12, 18:01
                  To nie byl raczej "pomysl", tylko wymog z tymi slowami ;)
                  Poniewaz jest to ekranizacja musicalu scenicznego, a slowa te idealnie sie wpasowuja w tresc, bez zrozumienia slow, nie daloby rade sledzic calej intrygi ;)))
                • pepsic Re: "Mamma mia" 03.03.12, 19:15
                  Niestety, jestem na nie. Grafomania w czystej postaci, Meryl nie pasująca do roli, za stara na matkę 20 latki w kontekście przedstawionej sytuacji.
                  Ilość ABBY dla nie fana trudna do przełknięcia. Nieporozumienie:((