gołldis of połlisz ejtis [Wideoteka D.Cz.)

12.06.04, 01:43
Widzieliście kiedyś coś takiego? Po Violetcie Villas, po Skrybant od "Żegnaj
Pamelo", po dziesiątkach niesłusznie zapomnianych gwiazdach minionej
niesłusznej epoki Krzychu Szewczyk i Marysia Szabłowska postanowili sięgnąć
do tych świeższych zasobów Leksykonu Polskiej Muzyki Rozrywkowej, co to
rozrywała dusze i serca młodzieży od lat 5 do 95, od Tatr aż po Ciechocinek.
Ladies and gentlemen, boys and gays - 2 TVP presented Krzysztof Antkowiak we
własnej osobie. Ech, łza się w niejednym oku zakręciła. Pamiętam, że jako
szczaw w pogoni za jednym warkoczem robiłem się na Krzycha. Taka luzacka
czapeczka (być może z kiermaszu "Trybuny Ludu", a więc z
napisem "My", "Ursus" albo "OHP") - coś niedorośnięty hiphopowiec.
Obowiązkowa guma "Donald" (o gumie "Eros" w tym wieku jeszcze nikt nie
myślał - tacy byliśmy niewinni!) i zwisające kabelki od słuchawek walkmana ZR
Kasprzak. No i tu trauma - odpadłem przed warkoczem w przedbiegach z
kolesiem, który miał walkmana marki "International", a więc jak by nie
patrzeć ze Zgniłego Zachodu, który to Zachód być może miał i swoje minusy,
ale generalnie za mojej młodszej młodości byle szit (ważne aby z Zachodu) był
brany za cymelium. Sorki, że tak wiele o sobie, ale człowiek naprawdę się
wzruszył, gdy zobaczył po latach swojego idola. No dobra będzie o Krzychu.
To, że przypomniano "Zakazany owoc" to małe piccolo. Człowiek dopiero
rozkleił się, gdy poszedł hicior, którego tytułu już nie pamiętam ("Komandos"
pijany w liceum substancję szarą wyżarł), ale słówka leciały w ten deseń: "O
je, o je, o je - czemu pech nie opuszcza mnie; hey you, hey you, hey you -
nie udało się me rendez-vous" (kto mi przypomni resztę słów tego rapsodu,
temu podaruję kasetę "Podróże Pana Kleksa"). Wyobrażacie sobie kolesia, który
szczenięciem 14-letnim będąc, głosikiem, który da się porównać do
legendarnych już zalążków piersi kandydatek do show Mończyka, śpiewa o tym,
że panna dała mu kosza? Nie ma co; narzekamy tak, narzekamy na juntę Jaruzela
(junta juje), ale to był liberalizm obyczajowy jak się patrzy. Jeszcze lepsza
Sodomia i Gomoria, jak Kris miał przeróbkę hita Madonny "La Isla Bonita".
Nice fryzura, elegancko spływająca na karczek i młody śpiewa teksty a la soft
porno (no w końcu piosenka Madonny). Tak to widzę z dzisiejszej perspektywy i
tylko pozostaje mi żałować, że człowiek w podstawówce nie był uświadomiony:
bo co? kumple z trzepaka to tylko uczyli słów "ruchać" albo "cipa", a na
wyższą poezję z programu "Dyskoteka Pana Jacka" nieukształtowany człowiek nie
był jeszcze wrażliwy. No normalnie zalałem się jak bóbr, gdy moja
prześwitująca pamięć na widok Krzycha przypomniała sobie Tadzia Brosia i
Dżeka Cygana, co to już miał zadatki na Idola. I ten ich program - Anna
Jurksztowicz, Papa Dance. Samyje łuszcze ansamble, piewce i dansjory. A
propos dansjorów - jak w szlagierze o "rendez-vous" Antkowiak, ubrany w
marmurkowe dżinsowe trałzersy (sprowadzane z Turcji to był szpan, jak takie
miałem, byłem królem podwórka) i jaskółkę (tak, tak! musieli to wygrzebać z
jakiejś stęchlizny na Woronicza), odstawił choreo, to klękajcie narody.
Takiego tornada na scenie to nie robią dziś połączone zespoły Górniak-Durniak
i Kayhi-Szmai. I tu formalnie, jak to zobaczyłem, moja rurka zmiękła. Kiedyś
na tym szacownym forum Vega chciał zakładać boysbanda. Vince, nie obraź się,
ale na kija nam ten boysband, jak w eighties 15-letni chłopaczek sam z lekką
pomocą Gitana wymiatał całą polską scenę? To jest wzór!
Macie to dzisiaj? A psujcie sobie wzrok, wpatrując się w Pedały od Błażeja, a
gapcie się na tych cweli z "Fali Zbrodni", podrzynajcie sobie żyły, bo
Karolek-Trolek odszedł od Wioli-Co-Ją-Pipa-Boli i tak młodziaki nigdy nie
posiądziecie moich wspomnień.
Nasz Prezesie Kochaniuteńki Dworaku. Ja to pana wszystkie filmy oglądałem - i
te polskie i zagraniczne, ale widzisz: lud Cię błaga. Po co się pierdzielić i
pokazywać w kanikułę jakieś replaye "Klanu"? A zapodaj Pan, Panie Szanowny,
powtórki "Dyskoteki Pana Jacka", 5-10-15, "Niebieskiego Lata", "Telefonu
110", "Jarmarku", "Studia Lato", "Skautów Piwnych" i "Telewizyjnego Technikum
Rolniczego".
Kocham Kwiatkosia z Redakcji Rolnej, kocham Szewczyka, kocham Ninę Terentiew
i last but not least Krzysztofa Antkowiaka z etapu twórczości przed "Młodymi
Wilkami". I mówię to za milijony, które czekają na rewolucję w wakacyjnej
ramówce!
Tylko człowieka ogarnia taka refleksja: po co było obalać nie tylko
półlitrówkę, skoro dzisiaj trzeba się poważnie zastanawiać, co jest większą
podpadziochą - polska popkultura lat osiemdziesiątych, czy krawat w biało-
czerwone paski?
Pełna wersja