Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2012 - 3 (vol. 20)

01.04.12, 18:33
A tak, moi drodzy - niespodzianka mala :)

Wyszlo na to, ze powoli spelniaja sie nasze filmowe marzenia telewizyjne i wreszcie mamy, co ogladac. Zaowocowalo to tym, ze pierwszy raz od dawna przekroczylismy w poprzednim watku 500 juz po jednym miesiacu, a nie w trakcie drugiego.

No to milego dalszego ogladania i niech nas dalej tv rozpieszcza, a chociazby cykl KK zapowiada sie w dalszym ciagu ciekawie bardzo - w najblizszych tygodniach - Butelki zwrotne, Rewers i Falszerze.
Obserwuj wątek
    • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2012 - 3 (vol. 20) 01.04.12, 20:01
      W poniedziałek w TVPKultura o 20.20 "Volver" - mają szanse obejrzeć ci, którzy nie widzieli jeszcze filmu albo spali w trakcie poprzedniej emisji w Dwójce. ;)

      Także w poniedziałek o tej samej porze w Jedynce powtórka dobrego speklaku "Boulevard Voltaire" autorstwa Andrzeja Barta, który jest również reżyserem spektalku. Rzecz o polskich emigrantach we Francji. W roli przystojnego, polskiego hydraulika-złotej rączki - Janusz Gajos, a patnerują mu Ewa Wisniewska i Agnieszka Grochowska (w roli generały? armii izraelskiej ;)

      "W paryskim mieszkaniu spotykają się przedstawiciele dwóch fal polskiej emigracji – popaździernikowej z roku 1956 i solidarnościowej z lat 80. Rozmowa dotyczy spraw niebłahych – polsko-żydowskich stereotypów". Polecam.


      "Vol. 20" - okrągła dwudziwestka - szampana chyba trzeba otowrzyć na dalszą pomyślność!?
    • grek.grek "Bellissima" via tvp2 / Węże ? ;] 02.04.12, 10:55
      a do tego "Terminator : Ocalenie" w P-sat ;] Nie, serio zupełnie, to jest bardzo dobra przecież seria s-f. No może poza trzecią częścią, czyli poprzednią. W "Ocaleniu" nie ma chyba pana gubernatora Kalifornii, nie ma też Lindy Hamilton, ale są Bale i Worthiongton, budżet zapewne niekiepski, pytanie : czy scenariusz dostatecznie ambitny, czy historia raczej pretekstowa do zawalenia ekranu efektami bardzospecjalnymi ?..

      "Bellissimę" ktoś oglądał wczorajszą nocną porą ?
      Kameralna historyja matki i nastoletniej córki. Matka, stylizująca się na Violettę Villas, pani po 40, z zaprzepraszczonymi w młodości planami wokalistycznym, jest fryzjerką w jakimś zakładziku i tam tipsuje, manicuruje, układa fryzury, czyli... robi swoje, heh. Córkę traktuje jak jak okazję do tego, zeby ćwierć wieku później spełnić swoje plany - z determinacją dąży do zrobienia z dziewczyny wziętej modelki. Nie pyta jej, czy ona tego chce, kim chce być, co jej w duszy gra. Sukces córki ma powetować jej własną porażkę. Gania więc z nią po castingach, uklada włosy, dba o terminy, ma na tym punkcie palmę.

      Mamusia nie cofa się przed niczym - zostaje kochanką 20-letniego szczyla, który ma w świecie modelingu ma chody i może się przydać w pokonywaniu kolejnych szczebli córczynej karyjery.

      Córka, traktowana jak samobieżny kozetka psychologa, się buntuje - ucieka z domu... do mieszkania obok, w ktorym angażuje się [nie wiem, czy to dobre słowo, raczej - jest wciągnięta, ale bez protestów ze swej strony] w seks trójkącik z parą 30-latków żyjących w bardzo otwartym związku. Tam tez poznaje chłopaka, który jest oczarowany jej urodą niezwykle. Pozwala wreszcie obciąc sobie włosy.

      Dla matki będzie to prawdziwy cios, więc zaraz po tym jak mała wróci do domu i uderzona prosto w serce mamusinymi łzami wywołującymi wyrzut na sumieniu - poprowadzi ją do koleżanek fryzjerek, które jje pięknie wlosy sztucznie przedłużą.

      A potem córka wróci do modelingu. Pod pachą hałaśliwej mamusi. A sama mamusia... dowie się, że zaszła ze swoim młodocianym kochankiem w ciążę.

      Zgłasza się na aborcję, ale w ostatniej chwili, już na stanowisku roboczym siedząc - dostaje jakiegoś panikarskiego zwidu i ucieka. Kaja się na kolanach przed obrazkiem Jezusa, i zobowiązuje się ciążę donosić, a dziecko zatrzymać i wychować.

      Córka właśnie wraca z pokazów w Paryżu. Trochę bardziej dorosła, trochę bardziej samodzielna, bardziej obcesowa... mamusia z brzuchem, a córeczka - kasa... koks w drinku, widac że nie marnowała czasu w stolycy mody światowej ;]

      Matka umiera podczas porodu. No niestetyż zawżdy. Opiekę nad dzieckiem przejmuje córka. Jakoś tak bez większego żalu, że musi przewijać, fruwac z wózkiem na spacery i inne czynności okołodzieciate wykonywać. Może własnie w tym momencie jest wreszcie sobą ? Bez mamusinej obseszyn na głowie, bez matczynego miękkiego terroru, bez wewnętrznego konfliktu, w którym lojalnośc wobec matki przegrać musiała z kiełkującym pragnieniem swobody i życia według własnych zasad.

      godzinny, gęsty, ciekawy POLSKI film. z Ewą Kasprzyk, jak Villas 2.0.

      I to akurat w dzień, w którym rozdano Węże dla najgorszych polskich filmów. Podoba się Wam nazwa - "węże" ? Może i nasze propozycje były hardkorowe, ale "węże" ?.. Wąż się kojarzy z jakąs podstępnością... Że niby - chodzi o szulerów wyciągających kasę z naiwnych widzów ?




        • barbasia1 Re: "Bellissima" via tvp2 / Węże ? ;] 02.04.12, 19:30
          "Wielkie Węże" - też nie jestem przekonana do tych "węży". Dzięki, Pepsic, za wyjaśnienia.

          >Tzreba im było pokusić się o rozważenie Waszych propozycji.

          :)))
          "Złotego // Wielkiego Buraka" oddam za darmo. ;)


          Szczegóły na temat nagrodzonych:

          Tytuł Wielkiego Węża otrzymał "Wyjazd integracyjny" [...] Grającemu w tym filmie Janowi Fryczowi przyznano Węża w kategorii "występ poniżej godności".

          Pięć Węży dostał film Jerzego Hoffmana "1920 Bitwa Warszawska". Trzy antynagrody powędrowały do grającej główną rolę Nataszy Urbańskiej. Uznano ją za najgorszą aktorką; dwa kolejne Węże Urbańska otrzymała za duet z Borysem Szycem oraz za scenę z karabinem maszynowym (kategoria "żenująca scena"). Węża za scenariusz przyznano Jerzemu Hoffmanowi i Jarosławowi Sokołowi. "1920 Bitwa Warszawska" uznano też za najgorszy film w 3D.

          za: WPROST
          www.wprost.pl/ar/314214/Wyjazd-integracyjny-dostal-antynagrode-Polskie-Zlote-Maliny-przyznane/
          Dobrzez , że Szyc za duet z Urbańską otrzymał nagrodę, bo bym uważała, ze został skrzywdzony. Nie widziałam Małaszyńskiego w Weekendzie, ale wydaje mi się, że na nagrodę rola za najgorszą rolę męską zasłużył bardziej Borys Szyc. IMO był gorszy od nagrodzonej Nataszy.

          :)
          • grek.grek Re: "Bellissima" via tvp2 / Węże ? ;] 03.04.12, 12:53
            Alez pan Cezary musiał się poczuć rozczarowany :]

            A pamiętasz, jaka była promocja namolna tego "Weekendu" w mediach ? "nowy Tarantino", piali zaprzyjaźnieni dziennikarze, i sami twórcy. No to teraz mają. Się z pyszna.

            Pan Pazura, takie odnoszę wrażenie, ma siebie samego za ambitnego filmowca. To dla niego musi być cięzkie przeżycie... No bo tacy Małaszyński czy Urbańska, to oczywista rzecz, że aktorzy z nich miernej klasy [chociaz oglądam teraz entą powtórkę "Oficera" i Małaszyński jest dobry, to chyba jego najlepsza rola w aktorskim żywocie, może nawet zostanie takową już po wsze czasy], albo i żadnej klasy [pani U.]. Dla nich Wąż to żadna sensacja, ba - ja bym powiedział, drodzy, ze to wręcz pójście na łatwiznę :]

            Ja bym Wężem przyładował jakimś znanym aktorom , którzy dają twarz w kiepskich filmach, a mają siebie za aspirujących do zaszczytów.

            Jerzy Hoffman za scenariusz ? TU biję brawo wszystkim tym, czy brawo bić moge. Wreszcie ktoś mu pojechał po rajtach ;]

            • barbasia1 Re: "Bellissima" via tvp2 / Węże ? ;] 03.04.12, 16:46
              > Alez pan Cezary musiał się poczuć rozczarowany :]
              Że zaledwie trzy nagrody dostał? Ha,ha:)
              Słyszałam, że będzie kręcił część drugą "Weekendu", ma więc wielkie szanse zdobyć kilka kolejnych Węży do kolekcji.

              Kto by nie chciał być drugim Tarantino! Ale do tego potrzeba jednak jego talentu. ;)

              > Ja bym Wężem przyładował jakimś znanym aktorom , którzy dają twarz w kiepskich
              > filmach, a mają siebie za aspirujących do zaszczytów
              :)
              Tu szlaki przetarł już znany i dobry aktor Jan Frycz, w tej eleganckiej kategorii "występ poniżej godności".

              > Jerzy Hoffman za scenariusz ? TU biję brawo wszystkim tym, czy brawo bić moge.
              > Wreszcie ktoś mu pojechał po rajtach ;]

              Kto by pomyslał jeszcze parę lat temu , że wielki Hoffman, reżyser wspaniałego "Potopu" , "Pana Wołodyjowskiego" ("Ogniem i mieczem" niestety już nie dorówywało dwóm poprzedim adaptacjom Sienkiewicza ) dochrapie się takiej nagrody.
              cdn.

              :)
              • grek.grek Re: "Bellissima" via tvp2 / Węże ? ;] 04.04.12, 13:33
                hehe ;] wreszcie jakieś trofea w dorobku pana Czarka.

                ja jestem, słuchaj, ciekaw czy ktoś z obdarowanych pojawi się na gali wręczenia, o ile takowa się odbędzie...

                Pamiętam, pamiętasz ?, kilka lat temu Halle Berry dostała Złotą Malinę i przyszła na wręczenie, odegrala komicznie "egzaltowaną radość oscarową". Ale ona mogła sobie na to pozwolić, bo 3 lata wcześniej dostała Oscara za "Monster's Bell [Czekając na wyrok]".

                U nas pewnie nikt się nie pofatyguje, bo nikt nie ma takich zawodowych sukcesów na koncie, które pozwoliłyby na dystans odpowiedni.

                Wiesz, mnie ta cała narodowa klasyka bokiem wychodzi. Za filmowanie Sienkiewicza Węże, Buraki czy Maliny powinny być obligatoryjnie wręczane ;]
      • barbasia1 Re: "Bellissima" via tvp2 / Węże ? ;] 02.04.12, 20:11
        Ty my Ci zostawiamy działania operacyjne na polu "Terminator : Ocalenie" w Polsacie.

        Ja pewnie rzucę okiem na powtórkę spektaklu "Boulevard Voltaire" ...

        "Bellissimę" oglądałam dawno temu.
        Ewa Kasprzyk zagrała tu jedną z najlepszych, jeśli nie najlepszą rolę w swojej karierze, pamiętam. Śwetne, bawrurowe wcielenie wszytskich opersyjnych rodziców przerzucających na dzieic swe niespełnione ambicje.

        > Matka umiera podczas porodu. No niestetyż zawżdy.
        :))
        • grek.grek "TRzeci człowiek" via Ct 2 [część tylko, niestety] 03.04.12, 13:12
          Tak jest :]
          Wczoraj nagrałem, obejrzę na dniach i już będę z relacją.

          tragicznie zakonczyła się moja wczorajsza próba obejrzenia "Trzeciego czlowieka" w Ct 2. Ponoć Brytyjczycy uznali go za "najlepszy film XX wieku". I faktycznie : świetnie się zapowiadał. Noir style, panowie w prochowcach i kapeluszach, sceneria powojennego Wiednia, klimat kryminałów bogartowskich... I... zasnąłem. Po 48 godzinach latania bez nakręcania Morfeusz mnie zgasił jednym pacnięciem w ucho ;]

          A zapowiadało się nieźle.

          Amerykański pisarz przyjeżdza do Wiednia w odwiedziny do znajomego. Okazuje się, że znajomy zginął w wypadku samochodowym. Szedł ulicą i został stratowany. Zmarły był typem cwaniaka, trochę biznesmana, troche kombinator, genralnie kuty był na cztery łapy. Pisarz nie moze uwierzyć, ze tak głupio mógło zginąć i zaczyna węszyć wokół okoliczności całego zdarzenia.

          Według oficjalnej wersji byli z nim wtedy dwóch kumpli : pewien baron i niejaki pan Popescu, Rumun. On wlazł na jezdnię, został trafiony, oni nie mogli nic zrobić. W momencie wypadku, przypadkiem nawinął się także lekarz, również znajomy, który pomagał go reanimować. Karetka przyjechała szybko, ale i tak za późno. Ww. panowie mówią, ze facet zmarł dopiero po chwili, w międzyczasie wspominał właśnie swojego amerykańskiego kolegę i pannę Schmidt, tancerkę z miejscowej rewii, zakochaną w nim cud malinę, z którą pisarz prowadzi cale prywatne dochodzenie.

          Według wersji naocznego świadka, właściciela hotelu obok którego rozegrała się cała scena, wyglądała ona zupełnie inaczej. Przede wszystkim, ZANIM zjawił się lekarz obaj panowie, baron i Popescu, przenieśli ciało do budynku obok [hotelarz widział ten moment, nie widział samego wypadku]. Ale nie sami - pomagał im ktoś jeszcze. Prawdopodobnie ów tytułowy "trzeci człowiek". Kim był ? Popescu i baron utrzymują, ze byli sami.

          Pisarzowi zatem nie zgadza się dokładnie wszystko. W dodatku, w tajemniczy sposób zostaje zamordowany hotelarz. A tłum stojący na ulicy patrzy na niego, i pannę Schmidt, jak na winnych zbrodni.

          I wtedy Morfeusz wyłączył mi "światło" ;] Żałuję. Mogłem rąbnąć jakąś kawę, albo coś. Specjalnie włączyłem nagrywanie jednego filmu, zeby drugi obejrzeć, no i bach. Zwykle działa godzinna drzemka w takim okresie bez-snu, ale wczoraj czasu mi zabrakło albo mobilizacji na nią, no i... no i wpadka :]

          Zdarza mi się to raz na około 4 tysiące filmów ;]], ale jednak, szkoda że w takim momencie.

          Obejrzałem dokładnie połowę, obudziłem się 45 minut później, w finale,w którym panna Schmidt idzie długą aleją między drzewami, pisarz mija ją autem, wysiada z niego i czeka na spotkanie, ale ona mija go bez słowa i zostawia odchodząc.

          MOże u nas będzie kiedyś ?

          MOże widziałaś ? MOze widzieliście ? Moze możecie móc dopowiedzieć co było, kiedy bezczelnie Morfeo mnie trzymał pod butem ? :]
          • barbasia1 Re: "TRzeci człowiek" via Ct 2 [część tylko, nies 03.04.12, 15:44
            48 godzin bez snu! O Matko! Apetyt na życie apetytem, praca pracą, ale tak nie można, Greku, heh! A coś Ty robił w tym czasie!?

            Nie znam filmu "Trzeci człowiek", nawet ten tytuł nie obił mi się o uszy. Rzeczywiście film zapowiadał się bardzo dobrze. Cóż, pozostaje nam czekać na powtórkę, może właśnie w naszej telewizji.

            Dobre to, że przynajmniej odespałeś odrobinę zaległości.


            Prezesie, jutro mnie nie będzie na forum, wracam w czwartek. :)
            • grek.grek Re: "TRzeci człowiek" via Ct 2 [część tylko, nies 04.04.12, 13:11
              o, Barbasiu, duzo ciekawych rzeczy, nie zmarnowałem tego czasu ;] spytaj, czego nie robiłem ;] - nie spałem, heh, i zostało to skrzętnie wykorzystane przez podstępnego złośliwca.

              z "Trzecim człowiekiem" wyszło połowicznie, ale dziś już na pewno obejrzę "Proroka" [22:30, Ct 2 - dla chętnych] i zdam relację. spałem 3 godziny, norma wykonana, jestem maksymalnie zabezpieczony na wypadek wszelkiego-wypadku.

              o, mam nadzieję, ze to nieobecność z powodów przyjemnych ? :]
          • siostra.bronte Re: "TRzeci człowiek" via Ct 2 [część tylko, nies 03.04.12, 19:10
            A o której godzinie był ten film? Jeżeli bardzo późno, to jesteś usprawiedliwiony :)
            Widziałam "Trzeciego człowieka" wiele lat temu, w Iluzjonie bodajże. Kiedyś byłam namiętną kinomanką, chodziłam na różne stare filmy. Gdzie te czasy, ech...
            Niestety nie pomogę, bo nie pamiętam szczegółów fabuły. Pamiętam tylko ciekawe zdjęcia, mroczny nastrój i wesoły motyw muzyczny grany na akordeonie (?). Film podobał mi się, ale na pewno nie powalił na kolana.
            Ciekawe, że jest tak wysoko ceniony przez Brytyjczyków. Tak jak w ogóle Carol Reed, u nas raczej mało znany...
            Pozwolę sobie na dygresję. Otóż coś w tym jest, że filmy noir potrafią być, że tak się wyrażę nudnawe. Moją największą wpadką jest chyba zaśnięcie na ..."Sokole maltańskim", oglądanym w tv wiele lat temu :) Na szczęście przy kolejnych projekcjach to już się nie powtórzyło.
            • grek.grek Re: "TRzeci człowiek" via Ct 2 [część tylko, nies 04.04.12, 13:26
              padłem o 22 z groszami :] pora młoda, dla mnie środek dnia, bo ja nocny marek [nighmare(k)] dodatkowo jestem, ale... no tak to, widzisz, jest jak się człowiek nie zabezpieczy. na godzinę oczy przymknąc i już bym mógł hasać do rana i że hohoho dalej.

              O, no to z Ciebie kinomanka kalibrowana :] Ja też pamiętam te stare kina, trzeszczące fotele, zapach politury... odciski na tyłku, zmarznięte stopy... Nie moge się do tych multipleksów przekonać. Duszy [im] brak.

              yes, muzyczka faktycznie charakterystyczna.

              uff, teraz oczywista rzecz przyszła mi do głowy i... voila, - jest ten film na jutubie, w 7 częściach, hah, zatem - jakkolwiek maj inglisz is wery pur - spróbuję to obejrzeć do końca; jesli znajdziesz/znajdziecie czas : spróbujcie też :
              www.youtube.com/watch?v=4CdlN13nX4Q
              a to ciekawa uwaga, i po części się zgadzam, noir mają w sobie coś nużącego, ale... ja po prostu daję się otumanić nastrojowi tych filmów, specyfice, charakterystycznej estetyce i bohaterom, więc mnie to zupełnie nie przeszkadza, a nawet więcej - bez tego nie bylyby one sobą.

              shame, shame, jak można na "Sokole" usnąć !

              ;]]] żartuję, ofk, mnie się zdarza raz na tysiąc filmów, i żałuję zawsze bardzo, a najgorsze kiedy budzę się i zadaję sobie pytanie : jak to się stało, ze tak nagle film mi sie urwał. Niektórzy mają tak po jakiejś popijawie ;] teraz mogę im powiedzieć - wiem, jak to jest.

              a Ty ? masz poczucie winy i wstydu ? ;]]

              [kozetkujemy psychoanalitycznie ?]

              • siostra.bronte Re: "TRzeci człowiek" via Ct 2 [część tylko, nies 04.04.12, 14:59
                Faktycznie, nie było tak późno. Ale cóż, jesteśmy tylko ludźmi :)
                "Kinomanka kalibrowana" ? Dziękuję :) Oj tak, w dawnych czasach często chodziłam do Iluzjonu, który puszczał klasykę kina. Kino po dużych problemach zmieniło siedzibę, teraz trwa niekończący się remont i nie wiem, czy w ogóle będzie jeszcze działać. Szkoda tych starych kin, też nie lubię multipleksów.
                Co do muzyki, to sprawdziłam, motyw był grany na cytrze :)
                Przypomniało mi się ważna rzecz z fabuły filmu, ale napisałeś, że chcesz go zobaczyć w ytube, więc nie będę psuć przyjemności.
                Wstydzę się za "Sokoła maltańskiego" bardzo. Ale fabuła jakoś mnie znużyła, w końcu było mi wszystko jedno co się z sokołem stało.Tyle, że byłam wtedy początkującą kinomaniaczką. Później się uodporniłam :)

                • grek.grek Re: "TRzeci człowiek" via Ct 2 [część tylko, nies 05.04.12, 14:46
                  o, wiesz, no problemomo jak chodzi o "Trzeciego..." - jeśli coś Ci się przypomniało, napisz koniecznie, poradzę sobie z tym podczas oglądania :]

                  "już nie ma dzikich plaż', zawodzila pieśniarka... można by sparafrazować "już nie ma starych kin..."

                  sentymento-nostalgija zawisiła we powietrzu ;]
                  • siostra.bronte Re: "TRzeci człowiek" via Ct 2 [część tylko, nies 05.04.12, 19:16
                    No dobrze, ale to naprawdę ważny element fabuły. Uwaga, to ostatni moment, żeby się wycofać :)
                    Otóż, przypomniała mi się scena, kiedy bohater w jakimś tunelu (kanale?) spotyka demonicznego Orsona Wellesa. Tenże Welles grał przecież przyjaciela (sprawdziłam w sieci), który jakoby zginął. Czyli nasuwa się wniosek facet sfingował swoją śmierć! Nie pamiętam dlaczego...Ale zaskoczenie, he he. Ostrzegałam :)
                    Bardzo celna parafraza pieśni Ireny Santor :)
                      • barbasia1 Re: "TRzeci człowiek" via Ct 2 [część tylko, nies 07.04.12, 01:05
                        Film "Trzeci człowiek" znalazł się na liście stu najlepszych filmów ubiegłego stulecia stworzonej przez Barry'ego Normana, znanego w Wiekiej Brytfanii krytyka filmowego. W swojej książce o tym filmie Barry Norman motywuje swój wybór następująco :

                        - uwaga spojlery -

                        "Wydawałoby się , że film taki jak "Trzeci człowiek", pojawia się i znika, zapamiętany ewentualnie jako jeszcze jeden powojenny thriller. Główny wątek człowieka szukającego dawnego przyjaciela, o którym dowiaduje się najpierw, że zginął, a potem, że jednak żyje, wykorzystany był jużw 1944 roku w "The Mask of Dimitrios " według Erica Amblera;
                        bohater (Jospeh Cotten jako pisarz, Holly Martins) jest mniej interesujący od postaci drugoplanowych; nie ma też szczęśliwego końca. A jednak z tego potencjalnie mało interesującego materiału powstał niezaprzeczlany klasyk. Filmowa alchemia, która wymyka się logice, przemienia czasem mosiądz w złoto i sprawia , że wszytsko okazuje się doskonale precyzyjne - reżyseria, scenariusz, zdjecia, aktorzy, zaskaujące użycie muzyki na cytrę Antona Karasa i , nade wszytsko, niezywkła kreacja Orsona Wellesa w roli Harry'ego Lime'a, przyjaciela, który bynajmniej nie jest martwy, ale stał się aferzystą żerującym na chorych. Jego pierwsze opóźnione pojawienie się w ciemnych drzwiach, jego sardoniczny kpiarski uśmiech, który nieoczekiwanie ujawnia światło padające z przeciwka, to wielki moment filmowy. Wpisane w korpucję i rozpacz powojennego Wiednia, Wellesowskie studium człowieka inteligentnego i bystrego, który świadomie wybrał zło, jest, jak sądzę, jego największą kreacją. Ale również wszyscy związani z tym filmem byli w szczytowej formie. "Trzeci człowiek" zachowuje wieczną świerzosć - to film, który nie poddaje się czasowi".
                        Barry Norman "100 najlepszych filmów ubiegłego stulecia ", s. 246

                        Ciągi dalsze w wątkach poniżej nastapią jutro
                        Dobrej nocy
                        :)
      • grek.grek Re: Dzisiaj "Pianista" na kulturze, 22:15 04.04.12, 13:35
        Słabo pamiętam, a wczorajszy seans przegapilem, z powodów piłkarskich. Ale wiem, że oglądalem z dużym zaciekawieniem, chyba z powodu oczekiwań dyktowanych głośnością tytyłu. I chyba nie było najgorzej. Powtórkę mam w obowiązkowych planach, już na spokojnie i bez lanserki, chcę się przekonać, co naprawdę sądzę :]...
        • bakali Re: Dzisiaj "Pianista" na kulturze, 22:15 05.04.12, 08:20
          "Pianistę" oglądałam wiele lat temu, ale uważam, że jest bardzo dobry i zasługuje na wszystkie swoje nagrody. Owszem, był duzy szum wokół, ale w pełni zasłuzony: świetny jest nie tylko scenariusz i gra aktorska, ale też zdjęcia, a przede wszystkim poczucie widza, że sam w tym wszystkim uczestniczy, poczucie zagrożenia, chęć ucieczki - przynajmniej ja miałam takie wrażenia.
          Jedyne czego żałuję, to że poszłam do kina nieprzygotowana psychicznie na obraz o okrucieństwie (zrozumiałam to na jednej z początkowych scen: staruszka na wózku inwalidzkim).
    • grek.grek "PRorok", via Ct 2, po projekcji trzy słowa 05.04.12, 11:26
      Francuzszczyzna jest to, zlotopalmista [2010].

      Podejrzewam, ze ten film także jest w planach TVP, może Kocham Kino we własnej osobie, może w tym nowym cyklu w piątki w TVP 1.Jakkolwiek, nie zdradzę rozwiązania, ani za wielu, mam nadzieję, szczegółów, może uda mi się jakoś podlansować.

      Zawiązka jest oto taka : mlody Arab, Malik, trafia do więźnia, dostaje 6 lat odsiadki [za co ? nie jest so sprecyzowane]. Chłopaczyna ma 19 lat, jest analfabetą, pisać umie tyci-tyci, generalnie - steeotypowy blokers z imigranckich przedmieść Paryża, które w akcie agresji wyprawiały się by palić samochody burżujów, albo po prostu samochody będące pod ręką.

      W puszcze chłopak pracuje w szwalni, roznosi jedzenie po celach... Aż któregoś dnia poznaje Cezara, bossa korsykańskiej mafii, który zza krat kręci biznesem na zewnątrz, a w samym pierdlu bezwzględną ręką ustanawia porządek, w ktorym jego ekipa ma kontrolę nad calą resztą, w której prym wiedzie rosnąca w moc grupa Arabów, muzułmanów.

      Do ich więźnia właśnie trafia facet z czarnej listy Korsykanów. Cezar składa Malikowi propoozycję nie do odrzucenia : zabij go, a damy ci ochronę - jesli odmówisz albo nie zdołasz go zabić - my zabijemy ciebie. Malik jest nowy, nie jest Korsykaninem, a Arabem, więc ofiara nie będzie niczego podejrzewała. O tyle sprzyjająca jest sytuacja, ze ten facio już się Malika przystawiał - proponował mu skręty za seks doustny.

      Malik nie ma wyjścia, przyjmuje ultimatum Cezara. Niby sie umawia na randkę w celi rzeczonego jegomościa, ale idzie tam wyposażony w żyletkę i po instruktażu "jak to zrobić" udzielonym mu przez korsykańskich mafiozów. Z trudem, ale udaje mu się facetowi podciąć tętnicę, krew sika na wszystkie strony, podłoga przypomina rzeźnicki boks, a Malik ma na tyle zimnej krwi, zeby wyjśc z celi niezauważonym i bezszelstnie. Talent ?

      Od tego momentu zostaje kimś w rodzaju przybocznego te korsykańskiej mafii i samego Cezara. nie jest jednak kim waznym, robi im żarcie, parzy kawę, taki pomocnik, w zamian za bezpieczeństwo.

      Cezar nie ma dobrej opinii o Arabach, gardzi nimi, "myślecie jajami, a nie głową". Nie szanuje też specjalnie Malika. Ale to się zmienia, bo Malik jest cholerycznie pojętnym gościem. Szybko uczy się czytać, pisać, poznaje język korsykański, żeby rozumieć o czym mówią jego "koledzy". Wkrótce Cezar obdarza go kolejnymi przywilejami : załatwia mu możliwość swobodnego łażenia po całym więzieniu, potem nową, większą celę z telewizorem i meblami, wizyty prostytutek, a następnie zaczyna wykorzytstywać go do zadań znacznie większego formatu niż zabijanie - przez dobrze opłacanego adwokata ulatwia Malikowi wychodzenia na przepustki - na zewnątrz chlopak spełnia kolejne misje, a to szmugiel, a to kontakt z mafiozami, a to przekazanie lub odebranie forsy... generalnie - Malik zostaje kimś w rodzaju "przedstawiciela handlowego", w biznesie, w ktorym obraca się lewą kasą z nielegalnych kasyn i ofk narkotykami. Cezar ma do niego zaufanie. Tym większe, że korsykański gang zmniejsza swoją liczebność w więzieniu - wkrótce zostaje ich już tylko pięciu, jakkolwiek Cezar ma takie wpływy, ze ciągle jest w stanie na strażnikach wymusić np. przetrzepanie cel i skór konkurencji muzułmańskiej. Za dobrze Cezar płaci i ma za duże wpływy na zewnątrz i na górze. Niemniej, i to się zmienia z biegiem czasu...

      Cezar nie umie być ciepły, jest groźny, nigdy nie wiadomo, czy nagle nie rzuci się na człowieka karząc go za jakieś przewienienie. Malik się go boi, a jednocześnie stara się uczyć i naśladować. Cezar zaś, jakkolwiek Arabów nie poważa, to w Maliku widzi, może nawet, swojego następcę...

      Przekona się ze Malik to naprawdę bardzo dobry uczeń, znakomity, uczeń który być mozę przerósł w młodym wieku samego mistrza - z prawdziwą ciekawością ogląda się, jak niedawno jeszcze chropawy chłopiec z bylegdzie, grając na rózne fronty, sprzymierzając się z jednymi przeciw drugim, a z drugimi przeciw trzecim, korzystając z zależności i relacji między grupami kryminalistów, kręci siatkę własnych interesow i powiązań, jakiej sam Al Capone by się nie powstydził.

      Ostatnia scena więzienna na spacerniaku, przedostatnia w filmie, jest kapitalna.

      W szkole Malik poznaje niejakiego Rijada, który robi w szkółce więziennej za nauczyciela. Zaprzyjaźniają się. Rijad ma nomalną rodzinę - żonę, dzieci, Malik patrzeć zaczyna inaczej na niektóre rzeczy... zdjęcia jakie dostaje od rodziny zaczynają na ścianie zastępować fotki z gołymi babami. Rijad jest chory, ma raka. Chce koniecznie zarabiać pieniądze, aby zostawić coś rodzinie, kiedy umrze,a to zdarzy się niebawem, według wszelkiich znakkow na ziemi i niebie. ZOstaje więc partnerem Malika, pomaga mu wypełniac te misje i zadania, które Malikowi zleca Cezar. Z czasem i on nabiera do Cezara zaufania nie mniejszego niż Cezar.

      I on ma wobec Malika doniosłe plany i ma dla niego prawdziwie niecodzienną propozycję. Malik będzie musiał zdecydować, dokąd pójść - za wezwaniem Rijada czy tego, co już mu się tak spodobało.

      Czego on szuka ?

      Wg mnie, szuka siebie. Szuka samookreślenia. We więźniu jest jednostką bez przydziału - dla Korsyków : brudnym Arabem, który cos tam dla nich zrobił, ale jego towarzystwo jest niemiłe; dla Arabów, sługusem pie,przonych Korsyków, który robi dla nich za "dziwkę". Szuka więc balansu, miota się, i w końcu musi podjąć przestępczo-surwiwalowy, a póxniej także etnicznoświadomy, wybór : z kim, przeciw komu i kiedy.

      zabawna jest scena, kiedy caly gang Korsyków wychodzi na spacerniak i podają nazwiska kolejno na portierni : Lucini, Santi, Vettori.. itd, same włoskobrzmiące, a na końcu pada... Malik el-Djebena :] jedna, krótka scena dobitnie pokazująca : hej, wybierz element niepasujący na tym obrazku :]

      W międzyczasie zaczyna też dostrzegać istnienie islamu. I własną dotychczasową obojętność wobec tych religii. Ale czy rokująca, błyskotliwa kariera mafioza albo za-chwile-mafioza to nie jest przypadkiem to, czego on naprawdę chce ? Czy świadomośc religijna i kulturowa może mu się do czegoś przydać ? W tych klimatach w jakich się obraca potrzebny jest raczej chłodny rozum i spryt, wiedza - jka się zachować, zeby na cel osiągnąć, a samemu uniknąc ciosu, zdobyć sojuszników - z ich pomocą oszwabić konkurencję, a potem konkurencję wyślizgać.

      Ma życie wewnętrzne. Zabójstwo jakie popełnia, wstrząsa nim, sni mu się po nocach, a wkrótce nawiedza go duch zabitego faceta. Rozmawia z nim. Z własnym sumieniem. W tych zetknięciach ze swoim poczuciem winy znajdzie także insiprację do pogłębienia własnej świadomości.

      Misje, w które wysyła go Cezar, pozwalają mu dorosnąc, poznać świat : styka się z gangsterami, ale i z ludźmi przecież - ktorzy nie zawsze są mendami [Latif], leci pierwszy raz w życiu samolotem o jest obsługiwany, w Marsylii kontempluje morze i pije wino w uroczej kafejce, nosi garnitury...

      Świat więzienny i świat na zewnatrz ściśle się przenikają. Łączą je interesy. Zza krat można je prowadzić swobodnie. Trzeba mieć tylko ludzi, telefon i dobrze płacić słuiżbie więziennej i naczelnikom za umożliwianie kontaktów. A czasami zdarza się tak, że tego który na zewnątrz sprawia problemy usadza się za pomocą przyduszenia jego brata albo kuzyna, ktory akurat siedzi w więzieniu - jak sie jeden nie uspokoi, to drugi nie będzie miał życia. A jak trzeba usadzić tego wewnątrz, to się na zewnątrz robi kocioł w domu brata czy kuzyna, dokładnie to fotografuje, a potem zdjęcia prezentuje temu wewnątrz. Tak zachęta do gorliwego działania :] Sytuacja rozwiązania problemu z gangiem egipskim jest tutaj piękną tego mechanizmu ilustracją.

      Malik zmienia się - startuje jako wypłoch, kończy jako facet ktory wierzy w siebie, w podejmowane przez siebie decyzje i w swój spryt.

      Cezar, jego mentor i przykład, przechodzi drogę trochę inną... Reżyserowi brawa za pokazanie tej postaci w róznych barwach - jako bezwzględnego gangstera, starszego już pana, ale witalnego bardzo, we wścieku naprawdę budzącego strach u Malika.
      • grek.grek "PRorok", via Ct 2, po projekcji trzy słowa 05.04.12, 11:49
        te ataki są naprawdę ostre, przez co tak znakomicie kontrastują z nimi sceny, w którym Cezar jest po prostu starszym człowiekiem, zmęczonym. Kamera jakby go podglądała, kiedy budzi się rano, siedzi na łózku, a w telewizorze leci jakaś kreskówka... Obrazy osamotnienia i przeraźliwej słabości kontrujące sceny przewag i energii, mocy - bardzo udana konstrukcja.

        Trudno powiedzieć, czy nagłe rozbłyski coraz większej chytrości Malika, jego świetnej kumacji i umiejętności przyrządzania coraz bardziej piętrowych intryg nie są troszkę przesadnymi, ale mnie na takie nie wyglądały. W odpowiednich warunkach jego ukryte talenta po prostu wydostawały się na zewnątrz, na łeb na szyję :]

        Jest obraz życia za kratami i porachunków i interesów przestępczych na wolności i przenikanie się tych światów, ich uzupełnianie się; są portrety osobowości roznych,; jest akcja, złożony plan działania bohatera, sieciowe zależności i powiązania, są sceny mocne, i sceny subtelne. A reżyser Audiard prowadzi ten cały wózek bardzo pewną ręką, film jest surowy, szczery, aktorzy bardzo dobrzy i zyciowi. Mucha nie siada :]

        Ostatnia scena - duży znak zapytania. Bardzo jestem ciekaw, jak ją odczytacie, bo ja do tej pory nie wiem, co o niej sądzić :]

        Przesłanie ?

        Może takie, ze francuskie więzienia nie resocjalizują ?
        Że więzienia generalnie nie są do tego predystynowane, bo to raczej miejsce, gdzie szansa na rozwinięcie się talentu przestępczego jest wymarzona, a nie na wyjście na ludzi.

        A może wcale nie o to chodzi, moze chodzi o pokazanie, jak rosną w tychże więzieniach akcje gangów muzułmańskich, zasilanych z zewnątrz, nie odżegnujących się od religii, a jednoczesnie twardo prowadzących interesy na prostytucji, prochach i hazardzie ? [symboliczna scena w meczecie, z torbą z pieniędzmi która rozmodleni przed chwilą panowie w rytualnych strojach skwapliwie podejmują]. Że ta grupa z więzienia wypuszcza kolejne szwadrony gangsterów, którzy na ulicach Paryża robią jatki, chociaż częściej działają raczej zakulisowo, eliminując konkurencję, a kasę wspierając także meczety i imamów. A imamowie przyciągają kolejnych młodych bez perspektyw, co wpadną w ręce "ojców chrzestnych". Czy to nie przypomina metod dzialania włoskiej mafii ? Oni tak własnie organizowali swoje struktury, chodzili do kościoła, modlili się, ściskali ręce, dbali o swoją społeczność lokalną, za co mieli szacun i lojalność każdego "Kowalskiego". A brazylijscy organizatorzy nielegalnych hzardowych gier, jednocześnie finansujący co roku występy szkoł samby podczas Karnawału ? Kiedy szli siedzieć, miejscowi płakali z... żalu. Nie chodzi o to, ze za byle co, można od nich zarobić kulkę, jesli uznają, ze dla własnego interesu lepiej odstrzelić np. przypadkowego swiadka jakiejś ich przestępczej eskpady - ważne, ze to dobrodzieje miejscowi i o ile ma się dośc szcześcia, to można życ w ich uporządkowanym świecie, godząc sie zaledwie na lewe interesy i ich nadrzędną pozycję. Ich i ich interesów. Zaufanie ma się do nich, zna się prawa jakimi się kierują, nie ufa się za to państwu, biurokracji, politykom. MOże to własnie chciał powiedzieć pan reżyser, poza opowiedzeniem zajmującej historii ? że arabska społeczenośc we Francji, a to liczna grupa jest, zacznie wkrotce przypominać, albo już przypomina, coś w rodzaju diaspory Latynoskiej w Ameryce, tyle że zorganizwoanej wedle wzorców z Ojca Chrzestnego. Mocne przesłanie, jak mi sie wydaje :]

        polecam Wam bez ryzyka. 2 i pół godziny kina na wysokim poziomie.
    • grek.grek "Butelki zwrotne" Kocham KIno 21:40 05.04.12, 14:55
      "B Z" w opisie : starszy pan porzuca pracę nauczyciela i postanawia dorobić do emerytury w tytułowym punkcie "butelkowym", co ma być jakimś wstępem do zmiany filozofii życia. Czeskie kino daje nadzieję na specyficzny humor, egzystencjalną refleksję bez ciężkawego odoru wykładu ex cathedra. Zdenek Sverak jest świetnym aktorem, jego rola w "KOli" była mistrzowska, a zarazem bezpretensjonalna. Reżyserem jest jego syn, Jan, ktory z kolei "KOlę" reżyserował. Jesli "Butelki" mają choć trzy ćwierci tej wspaniałej atmosfery, lekkości i mądrości, jaką miał "KOla', to będzie to film wart obejrzenia każdej jego minuty.
        • grek.grek "Butelki zwrotne" Kocham KIno 21:40/no to 3 grosze 06.04.12, 12:11
          och, Barbasiu, pomyśl że kolejnośc moglaby być odwrotna ;]

          No i jak ten wieczór filmowy oceniasz ? Jakie wrażenia ?

          Ja wpadłem po uszy z pełnym zadowoleniem.

          Zajawka z American Beauty, ale potem już całkiem po czesku :] Lester w American, w rzeczywistości, uciekając ze świata korporacyjnego zaduchu - wpadał w staroamerykański
          indywidualizm, z uniformizmu w hedoniostyczny egoizm. A Pepa z "Butelek" wkraczając w nową, lepszą, świeżą przestrzeń robił coś także dla innych - pomaga im, zaiste, znaleźć uczucie, albo/także spelnić swoje pragnienia seksualne, nasycić libido, zmysły. Staje się dobrym duchem dla otoczenia, dla bliskich, i nawet dla własnej żony, hehe. Aranżuje randki wszystkim dookoła, żeby los uśmiechnąl się do nich całym garniturem kłów i siekaczy. I angażując się w te sytuacje znow dostrzega kobietę swojego życia we własnej żonie. Ktoś powie, ze banalne, ale ileż wdzięku ma w sobie ta opowieść.

          all we need is love - tak by chyba można sformułować motto, prawda ? ;]

          ... a także seks, lot balonem @ drugs, a raczej piwo ;]

          Kiedyś, jak byłem w Czechach, zapytałem znajomego o ich filozofię życia, czeską, jakby to ujął, o ile coś takiego jak "filozofia narodowa" istnieje. I wiesz, co mi odpowiedział ? - "Większośc z nas, tak sądzę, jest jak bohater Notatek z podziemia, który mówi : niech świat się wali, sypie i obraca w perzynę, bylebym mógł spokojnie sobie pić swoją herbatę. No to z nami jest podobnie, tyle że my nie lubimy herbaty, a kochamy piwo" :] COś w tym jest... Ich hedonizm jest zaraźliwy.

          ta scena, kiedy Pepa patrzy przez to swoje okno punktu skupu i przygląda się kobiecym nogom w prześwitach sukienek letnich, ta muzyka... no to przecież poetycka scena niemalże, na jego twarzy jest nostalgia, że "oczy pragną, ale ciało nie jest już tak sprawne", ale ja w tej scenie zobaczyłem prawdziwą energię życiową. Girls, girls, girsl, te fantazje wagonowe [i moment, kiedy w takie apetyczne obrazy wcina mu się starsza jejmość poruszając się na krześle, z tekstem "dostałam rentę", a on się budzi i pomstuje "co za baba !" ;)] facet żyje, dopóki musi nosić śliniak pod brodą, haha, i umrze później do zramolałego piernika, a nawet jakby umarł wcześniej, to z uśmiechem na facjacie i spelnieniem zmysłowym wszędzie indziej.

          I ten koszmar faceta, z drugiej strony : zrzędzliwa, ponura, podcinająca skrzydła Ksnatypa z deską do prasowania i telenowelą w telewizorze... ;]

          Scena smutna - Pepa wracający do pracy po ślubie Gadulskiego, a tam... zamknięte okienko i zamontowana maszyna do odbioru butelek. I starsza pani, z drugiej strony wołająca go, a potem przesyłająca w butelce kartkę do niego. " Niech pan zostanie, profesorze, na kilka godzin mogę pana zatrudnić do sortowania tych butelek" - ale on nie chce, bez kontaktu z ludźmi, przez to okienko - nie ma to dla niego wartości. Ten codzienny teatr spotkań, obserwacji i nawet rytualnych rozmów był jego radością, a nie sama praca. Ludzie z którymi sie stykał nie pozwalali mu się zestarzeć wewnętrznie. Czy to nie iście czeskie przesłanie, hej szukaj w innych dobrych znaków, nieprawdaż, Barbasiu ? :]

          Scena : dziewczyna z kreskami na biodrze zbliża się z butelką, Ściskalski do Pepy siedzącego przy okienku : idzie, idzie, ja ją obsłużę, zostaw mi ją !, Pepa od razu robi mu miejsce przy oknie, z poważną miną odjeżdza na fotelu w bok, aż mu spadają kartony na głowę. No niby nic, ale ta mina poważna spięta z szybkością działania i kontekstem sprawy... haha.

          Jak się Pepa zmienia, nie ? Z surowego, sfrustrowanego belfra z początku filmu w faceta, ktory, owszem - nękany dolegliwościami zwiastujący nadchodzącą starość - znajduje tyle szwungu i cugu w sobie. "To nie jest schyłek życia, to dopiero jesień życia, schyłek będzie dużo później" - always look on the bright side of life, jak śpiewali panowie z Wysp, i : time is on my side, jak śpiewali inni panowie z Wysp.

          luźna, niezobowiązująca komedia obyczajowa, a ile kapitalnej energii. hej, ciało młodsze nie będzie, ale ducha nie obowiązują takie rygory. Skąd Alzhaimer u ludzi, albo rak ? Wielu lekarzy i naukowców stawia tezę, ze z braku aktywności życiowej, z pierdołowatości. Bodajże Dubravka Ugresic, pisarka chorwacka, powiedziała kiedyś, ze epidemia zachorowań na raka zaczęła się po wojnie w byłej Jugoslawii, kiedy z ludzi zeszła determinacja w dążeniu do przetrwania. Kiedy ją mieli w sobie, kiedy koncentrowali się na życiu, byli w akcji - nic sie ich nie imało. Coś w tym jest, nie sądzisz, nie sądzicie ?

          Carpe diem, zatem. A reszta to betka. Czeskie przesłanie. Oswajanie ostateczności za pomocą radości życia i poszukiwania szczęścia. Maniera filmowa trochę fancuskim kinem pachnąca, pomysł sugerujący zainteresowanie kinem amerykańskim, ale treść i duch - czeski aż do bólu. Nikt nie umiera. Wszyscy odnajdują siebie, i siebie nawzajem, i jakiś mini fragment świata jest lepszy.

          Zauważyłaś, zauważyliście, w scenie, w której Pepa spalił czajnik elektryczny, jaki film zaznacza kółkiem w gazecie jego żona ? "Kola" :]

          "KOla" to jednak klasyk, m.in z uwagi na ciekawe - wg mnie - zakamuflowane odniesienia historyczne wkompowane w fabułę [w końcówce lat 80-tych, Czech - wiolonczelista, stary kawaler, nieustannie goszczący u siebie dziewczyny - zamuje się dzieckiem uciekającej na Zachód Rosjanki, z ktorą bierze fikcyjny ślub,, a więc udziela jej [początkowo wymuszonej, później świadomej] bratniej pomocy, co można zestawić konfrontacyjnie z diametralnie innego rodzaju "pomocą bratnią" jakiej Sowieci udzielili Czechom w 68], aczkolwiek Svezakowie jakby się wcale nie zmienili od tamtego filmu, ciągle ci sami. I o tym samym mówią : o zdolności do zorganizowania lepszego świata nie tylko sobie, ale i komu się akurat da, w miarę swoich skromnych możliwości. O porzuceniu na chwilę marzenia o swoim piwku, popijanym w knajpce, przy niespiesznej rozmowie.

          uff, to chyba tyle :]

          Barbasiu, jak u Ciebie to wyglądalo ?

          Jak u Was ? Jakie wrażenia ?
















          • bakali Re: "Butelki zwrotne" Kocham KIno 21:40/no to 3 g 06.04.12, 12:25
            Ja obejrzałam tylko połowę i bardzo żałuję że nie dotrwałam do końca, ale najzwyczajniej w świecie byłam zmęczona i żadne bodźce, tym bardziej artystyczne, już do mnie nie docierały.
            Bardzo lubię czeskie kino, jest lekkie, mądre i bardzo przyjemne w odbiorze. Film bardzo udany, a dzięki grekowi wiem co było dalej (do ślubu Gadulskiego i wstawienia automatu już nie dotrwałam), dziękuję :)
            Oglądaliście "Pociagi pod specjalnym nadzorem"? Też rewelacyjny, choć kochana telewizja polska zawsze emituje go o absurdalnie późnej porze. Zastanawia mnie czy całe czeskie kino jest tak przyjemne? Czy nie jest tak, że w świat wypuszczają wielkie kino, a sami zmagają się jak my z gniotami typu nasze Celulity, Kace, Ciacha i Bitwy Warszawskie? Byłoby to bardzo pocieszające.
            • grek.grek Re: "Butelki zwrotne" Kocham KIno 21:40/no to 3 g 06.04.12, 15:40
              Cieszę się, ze moglem pomóc.
              A skoro tak to ośmielę się dopowiedzieć Ci tylko, że po zamknięciu punktu skupu Pepa odkrywa, ze jego żona [my wiemy to już od pewnego czasu] ma adoratora. Teraz on zaczyna być o nią zazdrosny [po zabawie weselnej u Gadulskiego, na której żona i adorator wywijają rumby i samby Pepa wyrzuca "jak mogłaś TAK z nim tańczyć, to wyglądało bezwstydnie, jak... jak seksualne tarło" ;)].

              Organizuje zatem wyjazd weekendowy. Zabiera żonę, córkę z synem i córki nowego faceta, nauczyciela ze swojej eks-szkoły, któremu sam pomagał do córki się zbliżyć. Córka i żona ofk nie wiedzą, ze panowie się znają, ale w trakcie jazdy szybko obaj się demaskują. W sposób oczywiście zabawny, za pomocą serii pomyłek i wypaplań. Panie są zirytowane, ale może bardziej dla zasady niż w rzeczywistości, zaś oni rozbawieni własną nieporadnością...

              Na miejscu przeznaczenia czeka wykupiona przez Pepę wyceiczka, a dokładniej - przelot balonem. na okazję 40 rocznicy ślubu jego i żony rodzonej. Mają lecieć razem z synem Gadulskiego, licencjonowanym pilotem. Wskutek nieszczęśliwego zbiegu okoliczności balon startuje w górę bez pilota i Pepa z żoną muszą sami sobie poradzić.

              Ona panikuje, ze się rozbiją i rzuca sarkastycznymi tekstami, on w sumie nie zaprzecza, ale nie przeszkadza mu to kontemplować widoki. W końcu wyznaje jej, ze to było wspaniałe 40 lat razem, al we need is love.

              W koszu jest komórka, i dzięki temu mogą odbieać instrukcje od pilota z dołu. Omal nie topią się w jeziorze, do którego spadają, z powodu zacięcia się rączki do podgrzewania balonu [warto zapamiętać : w mechanizmie fruwania balonu - podgrzewanie jest jak gaz w samochodzie, hehe]. Tutaj w sukurs przychodzi im fakt, że żona Pepy potajemnie pali papierosy i akuratnie ma zapalniczkę przy sobie, dzięki której mogą uruchomić awaryjny spust i poderwać "maszynę" do góry, a potem jakoś wylądować na ziemi - w pozycji poziomej, ale za to w jednym kawalku.
              A co najważniejsze - po 40 latach razem : znów w najlepszej komitywie :] Nic tak, wszak, nie zbliża ludzi, jak perspektywa wspólnej śmierci, prawdaż zawżdy ? :]

              o, "POciągi" dawno bardzo, a na ksiązkę zbieram się od urodzenia i zebrać się nie mogę, heh.

              możliwe,że tak jest, jak piszesz, na pewno mają sporo gniotów, a my dostajemy na tacy tę "lepszą twarz". chyba wszędzie tak jest.

              ale, jak celnie zauważyłaś, ta dobra, lepsza twarz jest mądra, a zarazem lekka. Nam tej lekkości chyba brakuje trochę. Może to wynika, po prostu, z kultury i sposobu bycia, kino czeskie po prostu odwzorowuje ich mentalnośc codzienną, obronę przed too serious, w krew im weszłą taktykę unikania patosu i wielkich liter ?
          • pepsic Re: "Butelki zwrotne" Kocham KIno 21:40/no to 3 g 06.04.12, 18:38
            I ja z wielką przyjemnością obejrzałam "Butelki..." , choć przez zawirowania świąteczne nie we wszystkie sceny mogłam się wczuć dostatecznie. Nie na tyle jednak, żeby nie zauważyć, że porównaniem do Ksantypy skrzywdziłeś nadmiernie małżonkę bohatera, który jak można się domyślać babiarzem był całe życie i człowiekiem lubiącym skupiać na sobie uwagę otoczenia. Sokrates np. też nie raz dał się we znaki żonie, zanim z dziewczyny z sąsiedztwa stała sie zrzędliwą niewiastą;)
            Ps. "Amadeusz", dla mnie arcydzieło, film, który sie nie starzeje nic a nic, a bez dawki czeskiego humoru byłby tylko biografią, jedna z wielu w Hollywood.
            • grek.grek Re: "Butelki zwrotne" Kocham KIno 21:40/no to 3 g 07.04.12, 13:31
              haha, no może był "babiarzem", ale, Pepsic... kto nie jest ? my - babiarzami, wy - chłopiarkami... człowiek nie jest istotą monogamiczną :]

              swoją drogą, jeśli jego żona przez całe życie mu tak narzekała i straszyła miną zbolałą i nieszczęsliwą, to trudno żeby stanowiła konkurencję dla innych kobiet. chociaż... tak mi się wydaje, że jednak jakiś czas było dobrze, a później się pokićkało [ żeby na końcu się znów odrodzić, ces't la Vie :)].

              i spójrz, ożywczo na ich małżeńskie relacje wpłynęlo i jego "babiarstwo" i jej "chłopiarstwo" - on odżył, ona też, a efektem była nie zdrada, a dostrzeżenie, obopólne, że im na sobie jeszcze zalezy, ze jeszcze umieją być o siebie zazdrośni.
              • pepsic Re: "Butelki zwrotne" Kocham KIno 21:40/no to 3 g 09.04.12, 19:15
                Grek, to, ze inni są babiarzami nie jest w żadnym razie usprawiedliwieniem dla naszego skądinąd sympatycznego bohatera:) Jego zona nie byłam takim typem. Jej tylko zaimponowało i dowartościowało czyjeś zainteresowanie, ale niewinne.

                Ja bym powiedziała, że Pepa nie pozostawał dłużny rzucając mało sympatycznymi uwagami odnośnie siwych odrostów małżonki, czy zżymając się na oglądanie przez nią telenowel w kontekście jest wykształcenia. Można tez domniemywać, że jej zachowanie wynikało z zaszłości, Zauważyłeś, nie dzielili wspólnego łoża no i przewija sie motyw z wywłoką (że tez zawsze te miłe, ładne dziewczyny zbliżające się na niebezpieczną odległość do współmałżonków są obrzucane tego typu epitetami, jakkolwiek niewinne by były;)).
                • grek.grek Re: "Butelki zwrotne" Kocham KIno 21:40/no to 3 g 10.04.12, 12:40
                  hehe, jak Pepa nazywał tego Niemca "bauersznycel" ? "hunderwasser" ? haha :]

                  słuszne Twoje uważania. pokiepściło się między nimi, kryzys na 40-lecie się zdarzył.

                  o, "wywłoka" to klasyk gatunku, hehe.

                  koniec końców, wyszło na to, co zawsze wychodzi, ze bez interwencji z zewnątrz - nie da się klocków na nowo poskładać. ta para w iście psich obyczajach się lubowała : póki kawałek umorusanej kości leży bezczynnie - nie ruszy, trąci nosem z niesmakiem i zostawi, ale wystarczy, ze ktoś inny się nią zainteresuje - rzuca się i zjada ze smakiem.
    • grek.grek "BLask" [via TVP KUltura], slów parę 07.04.12, 14:03
      Ciekawa opowieść o bardzo utalentowanym pianiście.

      od dziecka zadziwia umiejętnościami i czuciem muzyki [już jako dziecko na jakichś szkolnych zawodach gra poloneza Szopena, potem rąbie Rachmaninowa, utwory z którymi niektórzy mistrzowie nawet boją się zaryzykować, jak twierdzi pierwszy odkrywca jego niepospolitych możliwości; a gra wirtuozersko nawet na fortepianie, który wyposażony jest w kółka, przez co ucieka mu spod rąk i musi go gonić ze stolkiem pod zadkiem, nie przerywając gry]. osiąga to dzieki wrodzonym zdolnościom i wpływom ojca. Stary jest pasjonatem muzyki. Nie udało mu się nigdy zostać mistrzem. Postanowił więc uszcześliwić siebie i spełnić swoje marzenia szkoląc syna i nadzorując go, czy wręcz terroryzując. Każe mu przy tym powtarzać "jestem szczęśliwym chłopcem". KOcha, ale kocha patologicznie. Chłopiec uwielbia muzykę, ale nie ma dzieciństwa, nie ma odskoczni. Ojciec ciągle wymaga pracy, dążenia do kolejnych nagród i wyróżnień, ambicji i wysiłku. Syn rośnie w klatce oczekiwań i wymagań starego. Ojciec traktuje go jak swoją własnośc, nie pozwala mu, paradoskalnie, rozwinąc skrzydeł - z trudem zgadza się aby chłopiec popracował z miejcowym znawcą muzyki, tym co na konkursie wypatrzył, ale już torpeduje kolejne plany - wyjazdu syna do uczelni muzycznych, z którymi współpraca i nauka w których mogłyby z niego zrobić pianistę najwyższego formatu, umożliwić występy w największych salach koncertowych świata, uwaza że sam sobie da radę jako ojciec,mentor, trener i menadżer.

      Syn prosi, ale stary odmawia mu prawa przyjęcia stypendium w Ameryce. Przy następne okazji w końcu buntuje się i wyjeżdza sam - do Anglii, do Akademii Królewskiej. Tam dostaje sie w ręce normalnych nauczycieli, i naprawde rozwija swój talent. Ojciec dał mu dom tętniący muzyka, pasją zaraził, ale tak naprawdę niczego nie nauczył, to co umiał nasz bohater jako dziecko - umiał z powodu swojej bajecznej łatwości przyswajania sobie muzyki [grać trudne utwory Rachmaninowa, jak sam mówi, nauczył się słysząc je z płyty puszczanej na adapterze], a nie technicznych wskazówek i fachowej wiedzy otrzymanej z zewnątrz, od ojca. To dostał dopiero po ucieczce od starego i dzięki nauce w poważnej szkole pod okiem nie pasjonatów, nie tylko pasjonatów, ale przede wszystkim nauczycieli z prawdziwego zdarzenia.

      Jest jednak już na tyle wyczerpany, przerobiony mentalnie, że kończy sie to załamaniem nerwowym. Chłopak mdleje podczas występu, a potem ląduje w psychiatryku. Wychodzi będąc dorosłym metrykalnie, ale naiwnym, infantylnym "bozym głupkiem", ktory rzuca się każdemu na szyje, wszystkich kocha, i generalnie prezentuje się, patrzy, mówi ciałem jakby wypalił taaaaaaaakiego skręta.

      POmagają mu rózni ludzie, przyjaciółka, siostra, jest lubiany. Występuje w małym klubie, gdzie dosataje brawa. I naraz ktoś sobie o nim przypomina. Hej, to ten facet, co kiedyś tak pięknie się zapowiadał i tak znienacka przerwał występy.

      Pojawia się ojciec, czy to zwiedziony notką w gazecie, ze syn znów gra, czy to poczuciem winy, że przez niego miał ten nerwowy zjazd... spotykają się - i scena jak z dzieciństwa : ojciec go poucza, o ambicji, pracy, nadrzędności muzyki... a on stoi i "tak, tatusiu". Kiedy jednak na chwilę się odwraca... ojciec znika. David obserwuje go przez okno, jak zgarbiony odchodzi. To koniec.

      David poznaje pełną wdzięki, starsza od siebie, astrolożkę. Ona ujęta jego dziecinną szczerością, jego talentem, jego dobrocią - rzuca dla niego narzeczonego. BIorą ślub.

      A potem David dostaje rekompensatę od losu - jako powrócony światu wybitny pianista może wystąpić w jakiejś znakomitej sali koncertowej [znawcy pewnie by ją rozpoznali, ja znawcą nie jestem, ale... whatever], gdzie dostaje gigantyczne prawa, prośbę o bis i płacze jak bóbr ze wzruszenia.

      Taka oto opowieść. Oaparta na faktach z życia niejakiego Davida Helfgotta.

      Dużo forteklapowej muzyki, głęboka psychologia postepującego szaleństwa, toksycznego ojcostwa i niespełnienia emocjonalnego.

      wspaniały absolutnie Geoffrey Rush w roli dorosłego już Davida [trzech aktorów gra głównego bohatera, na trzech róznych etapach jego życia]. wybitny. dostał rolę, która jakiś gorszy nieco aktor by przeszarżował, przegiął, nadekspresją zepsuł, choćby tylko minimalnie przesadną. Ale nie on.

      czemu "Blask" ? od notki w gazecie zatytułowanej "Od Davida bije blask", a wyprodukowanej po jednym z jego występów, kiedy jeszcze był młody, zdrowy i pozornie na drodze do szczęścia.

      Szczęście go nie omija, tylko trochę się spóźnia, a blasku muzycznej wirtuozerii bijącej z jego wyczynów przy pianinie, nie jest w stanie nic przyćmić, żadna choroba, żadne przejścia życiowe, żadna trauma. Mistrzostwo i talent, pasja pozostają nietknięte.

      • barbasia1 Wielkanocnie !!! 07.04.12, 14:52
        Greku, miłego czasu świątecznego z fajnymi babeczkami, :)))
        na przykład z takimi jak te:
        fotoforum.gazeta.pl/zdjecie/3079638,2,1,Wielkanoc-2012.html
        A tak serio -
        Dużo, dużo dobrego, wiosennego odnowienia, Nasz Drogi Greku!


        Uff! Ale jestem spóźniona dziś!
          • pepsic Re: Wielkanocnie dla Wszytskich !!! 09.04.12, 18:38
            Nie wiem, czy przyjmiecie ode mnie u schyłku Wielkiejnocy życzenia wesołego jajeczka, ale... odcięło mnie skutecznie od netu na dwa dni z powodu błahostki, uszkodzonego kabelka od routera:)
            Ps. Na to konto, a także niepogody wczorajszej zaliczyłam 3 komedie romantyczne (!), do teraz nie wiem dlaczego, w dodatku jedna słabsza od drugiej: francusko- żigolakowa "Miłość, nie przeszkadzać" z Audrey Tatou, "Narzeczony mimo woli" z Sandrą wybotoksowana Bullock i całkowicie denną " "Zostańmy przyjaciółmi", której w całości nie zaliczyłam, nawet o świętach było, tyle, że bożonarodzeniowych.
            • barbasia1 Re: Wielkanocnie dla Wszytskich !!! 09.04.12, 23:58
              Pewnie, że przyjmiemy takie sympatyczne życzenia od Ciebie! :))

              Co za pech z tą awarią!

              A ta francusko- żigolakowa "Miłość, nie przeszkadzać" z Audrey Tatou , jak rozumiem najlepsza ze wszytskich?

              W niedzielę w ogóle nie oglądałam telewizji, tylko gości . ;)
              • pepsic Re: Wielkanocnie dla Wszytskich !!! 11.04.12, 19:20
                A ta francusko- żigolakowa "Miłość, nie przeszkadzać" z Audrey Tatou , jak rozumiem najlepsza ze wszytskich?
                Miało być lekko, przyjemnie, bez refleksji - i było, tyle, że mało wybredna utrzymanka versus nijaki żigolo w rezultacie okazało się daniem niesmacznym.
            • grek.grek Re: Wielkanocnie dla Wszytskich !!! 10.04.12, 12:33
              a co tu robi zwrot "nie wiem ", hehe ?
              no pewnie, ze życzenia Twoje przyjęte zostaną, zostają, i to z calą sympatią i przyjemnością :]

              krucafaks, no to miałaś traumatyczne doznania, mam nadzieję, ze skontrowane dobrą atmosferą świąteczno-famylyjną :]
        • grek.grek Re: Wielkanocnie !!! 07.04.12, 15:08
          ależ one kształtne i zalotne... a ja taki nieuczesany ;]]

          Dzięki wielkie, Barbasiu, i ja życzę Tobie wygibasów udanych i relaksu w takich formach w jakich przychodzi Ci on z największą przyjemnością :]

          [na tych zdjęciach widzę... talent kulinarny twórczyni ; gratulacje :) ]
          • barbasia1 Re: Wielkanocnie !!! 07.04.12, 15:21
            Hahahaha :)))))))))))))))))))))))))))))) Cudne!

            Taka babeczka wszytsko Ci wybaczy, to ideał! ;)

            Dziękuję, dziękuję, przekażę gratulację ( ja brałam czynny udział, ale w charakterze głównego pomocnika. :)

            Dziękuję, Greku!

            (Życzenia od ateisty po dwakroć cenne! Już to chyba mówiłam. :)

    • grek.grek "Alicja w Krainie Czarów", TVP1, 21;25 07.04.12, 16:21
      a pamiętam jakeśmy o niej pisali, kiedy wchodziła do kin... a tutaj - voila, "Alicja" Burtona w TVP 1 [21:25], dziś, pre-świątecznie, czy to nie urocze, hehe ?

      Johnny Depp jako Szalony Kapelusznik, no się doczekać nie mogę mogę nie doczekać :] I w ogóle, całego tego świata jaki Burton, tak sądzę, musiał wyczarować z pomocą licznych speców od spełniania zachcianek jego bujnej wyobraźni filmowej.

      to boju, o dzielni :]

      Jedynka, 21:25. tudej
      • barbasia1 Re: "Alicja w Krainie Czarów", TVP1, 21;25 07.04.12, 17:30
        Nie widziałam wcześniej Twej zapowiedzi "Alicji ..." choć pojawiała się już dobrą godzinę wcześniej. Przepraszam! Zawiesiłam się. :/

        Malutki póbka tego, co czeka nas wieczorem, czyli Butonowa wizja Alicji -

        www.youtube.com/watch?v=9POCgSRVvf0
        Johnny Depp jako Szalony Kapelusznik, no się doczekać nie mogę mogę nie doczekać :]

        Ja też! :)))

        Piękną nam niespodziankę filmową TVP uszykowała na Święta. Brawo. :)
    • barbasia1 "Alicja w Krainie Czarów" dziś w TVP1 07.04.12, 17:21
      Najnowsza adaptacja powieści Lewisa z roku 2010 wyreżyserowana przez Tima Burtona, jednego z największych wizjonerów i magów kina (jak go etykietkują), człowieka o oryginalanym i rozpoznawalanym stylu łączącym bajkę, fantastykę i horror, podszytym groteską i czarnym humorem.

      Niebanalna, niczym nieskrępowana wyobraźnia Brutona i jego współpracowników sprawiła, że powstał film szalenie efektowny od strony wizualnej i za nią film zdobył nawięcej nagród i wyróżnień, m.in. te najważniejsze - Oscary w 2010 za najlepsze kostiumy (dla Colleen Atwood; typowałam je w naszej forumowej zabawie) oraz za najlepszą scenografię.

      Johnny Deep - ulubiony aktor Butrona -wystąpił tu w roli Szalonego Kapleusznika a w roli Królowej Kier ulubiona aktroka Burtona - Helena Bonham Carter (prywatnie żona reżysera).

      Początek - godzina 21:25. Będziecie oglądać?

      "Alicja ..." Burtona (2010) na DVD niedawno była do kupienia z Twoim Stylem, niestety ja przegapiłam.
      • grek.grek "Alicja w Krainie Czarów", no to może... 3 po 3 ? 08.04.12, 14:20
        Oglądałem :] a Ty ? a Wy ?

        Struchlałem usłyszawszy pana Czarka dubbingującego Johnny Deppa, trochę mi zajęlo przyzwyczajenie się do tej sytuacji, heh. Najlepiej wypadła Figura spolszczająca Helenę.

        Opowieśc, jak opowieść... postaci znajome, kolejnośc zdarzeń do przewidzenia. Ale ciekawy ten manewr z umiejscowieniem całej akcji w środku ślubu i tuż przed życiowego formatu decyzją już dorosłej Alicji - poślubić chopa czy nie ? Czy ja sama wiem, kim jestem ? Czy umiem pójść za głosem serca, a nie towarzyskiego/rodzinnego/społecznego konwenansu ? Czyli, ze, jak mi się wydaje, wszystkie wydarzenia w Norze służą Alicji jako przyspieszona lekcja wchodzenia w dorosłość i odnajdywania własnej indywidualności, zdolności do podejmowania niezależnych wyborów.

        Królowa Kier była rewelacyjna :] Gra w golfa - co za pomysł... "podłózcie świnię" - mistrzostwo świata. "Bawcie nas, no bawcie nas... BAWIĆ !" - hahaha :] Ten ton i odzywki. Z jednej strony - jędza, z drugiej - najbarwniejsza postać z całej menażerii. Dobry szwarccharakter, to połowa sukcesu w takich zamierzeniach, zawżdy onegdaj prawdali to nież ?

        Kapelusznik mnie nie porwał jakoś. Nie wiem, czego się spodziewałem. MOże tego, ze w tak luźnej interpretacji będzie to calkowity szajbus i wylęgarnia błyskotliwych tekstów ? Wygląda zawodowo, Depp paszczą robi jak należy, ślepia - ożesz ty w cara mikołaja, stroje ma odjechane, peruka oczoyebna, - całość klasowa i bez zarzutu. Brakło mi tej warstwy werbalnej.

        Do Alicji nie mam jakoś żadnego stosunku. Może pani aktorka mnie nie przekonała, a może po prostu u Burtona lepiej wypadają postaci udziwinone, NOżycoręcy, Willie Wonkas, Jokery i Jeźdźcy ze Sleepy Hollow. Postaci bez tego pierwiastka kosmity, tzw normalne, nie są tak przekonujące. I tutaj, wg mnie, Alicja też chowa się w cieniu Królowej Kier i Kapelusznika. Ale podobała mi się jej stonowana ekspresja i to, ze unikała jakichś słodkich minek i nawet w ostatnich scenach pożegnań i chodzenia po ludziach z wyznaniami - nie napstrykała ckliwych fotek. Pani aktorka bardzo sie wywiązała.

        Co powiesz, powiecie, o polskim przekładzie ? Poza tymi słówkami w niezrozumiałym języku mieszkańców świata w norze - brakowało kanonicznych numerów, które by się mogły wpisac w język codzienny. "Mam smoka i nie zawaham się go użyć" - dobre, nie ? A tutaj zabrakło podobnych wyskoków.

        Ale co za pochwała szajby, nie ? "Tylko wariaci są coś warci" - jak mówi Alicja. No może i tak... Burton nie omieszka nigdy wznieśc toastu za moc wyobraźni, która ratuje człowieka przed szarością codziennej rzeczywistości i brudem świata jako takiego. Choćby nawet kielichem ze koktajlem Białej Królowej, w roli głównej - "słone paluszki" ;]

        Cały zaś świat podziemny... no mnie ujął bardzo. Nie wiem, jak to wygląda na tle rekordowych osiągnięc speców od efektów, ale całość olśniewająca była.

        Na początku był, zdaje się, sygnał disneyowski, prawda ? Burton dostał zlecenie :] Ciekawe, jaki to by był projekt, gdyby nie był finansowany przez tę wytwórnię [o ile się nie mylę w załozeniach i odczytaniach znaków na ziemi i niebie, hehe] ? Ile by było makabreski, ileż ostrzejsza by była krytyka rzeczywistości społeczno-politycznej, moralności ? Tutaj skończyło się na pochwale przyjaźni, współpracy, potępieniu groteskowej tyranii, a za całą kontrowersję musiał wystarczyć odcięty smoczy łeb przez Alicję, dojrzewającą do tej morderczej - ale w pojedynku przecież, i to nierównym jakże - czynności przez cały film. Kapelusznik robi za więźnia politycznego... Ale też brak tutaj pieprzu było. Relacje uczuciowe bez podtekstów. Nie wiem, może nie da się tego inaczej opowiedzieć ?

        Ale mam wrazenie, ze troche Burton został zlimitowany.

        A jak Tobie, Barbasiu, jak Wam się to wszystko ujawniło ?

        • siostra.bronte Re: "Alicja w Krainie Czarów", no to może... 3 po 08.04.12, 17:42
          Oglądałam!
          Pierwsza rzecz, przeszkadzał mi dubbing. Od razu "narzucał" wrażenie, że to tylko film dla dzieci. I nie był najlepszy. Słabo wypadła zwłaszcza Alicja, miała głos dziecka, jakoś nie potrafiła przekazać większych emocji. Za to świetna była Królowa (Figura). Nie zorientowałam się, że Kapelusznika dubbingował Pazura :)
          Czasami nie potrafiłam zrozumieć, co niektórzy bohaterowie mówili/krzyczeli i to mi bardzo przeszkadzało. I to już kwestia jakości dźwięku. Głucha jeszcze nie jestem :)
          Efekty specjalne robiły wrażenie, zwłaszcza jeżeli chodzi o postaci Królowej i Kapelusznika. Jak dla mnie nastąpił jednak przerost efektów nad treścią. Za dużo akcji i hałasu (przeszkadzająca patetyczna muzyka), za mało nastroju i emocji. Tylko postać Kapelusznika wzbudziła we mnie jakieś uczucia. Jak nie przepadam za Deppem tu był świetny.
          Zgadzam się, że Alicja była dość bezbarwna, może ten głosik bez emocji trochę zaszkodził.
          W sumie miło spędzony czas, ale bez większego zaangażowania.
    • maniaczytania Moj subiektywny przewodnik swiateczny 07.04.12, 18:05
      czyli co polecam ze swiatecznego programu ( bo to nie jest rownoznaczne z tym, czy to obejrze) :)

      Sobota:
      - tvp1 21.25 - wspominana przez Was "Alicja w krainie czarow", przeze mnie obejrzana wielokrotnie, gdyz poniewaz niezmiernie do gustu przypadla mojemu synkowi, ciekawa wersja i taka mocno ... feministyczna!
      -tvp2 22.20 - polska komedia "Francuski numer" - pare smiesznych gagow, ale raczej bez bolu mozna sobie odpuscic,
      - polsat 20.05 - "Klopsiki i inne zjawiska pogodowe" - animacja dla dzieci (ogladalam w kinie), bezpretensjonalna, z moralem, chwilami wzruszajaco madra -polecam :)
      - tvn7 dwie propozycje - o 19.30 - "Lepiej pozno niz pozniej" komedia z Diane Keaton i Jackiem Nicholsonem o milosci, ktora dopasc nas moze nawet w wieku troszke starszym ;) oraz o 23.55 "Ocean's Thirteen" - tego chyba rekomendowac nie trzeba? :)
      - tvp kultura 20.25 - "Ksiezna" chyba juz byla omawiana, o ile sobie dobrze przypominam ...

      Niedziela:
      - tvp1 21.15 - "Narzeczony mimo woli" - ja obejrze, Sandre Bullock bardzo lubie :)
      - tvp2 21.50 - "Przekret" - wszystko wiadomo ;)

      Poniedzialek:
      - tvp2 21.45 - "Trick" - polska komedia, ciekawa jestem, jak wyszla, to miala byc z tego, co pamietam, taka wspolczesna wersja Kwinto i Kramera...
      - tvn 20.00 - "Zmierzch" - nie moglam nie wspomniec, w koncu jakby nie bylo - hicior ostatnich czasow, ktory wykreowal znow mode na wampiry i wykreowal nowych idoli - Roberta Pattinsona (mnie sie nie spodobal) i Kristen-mamprzerostmigdalkow-Stewart - wiem, jestem zlosliwa, ale patrzec sie nie da na to dziewcze grajace jedna mina z ciagle otwartymi ustami - nie polecam, chyba, ze naprawde koniecznie musicie to zobaczyc lub dla chcecie obejrzec ze wzgledow, hmm, socjologicznych
      - tv4 17.00 - "Pana Magorium cudowne emporium" -o, i to moze byc interesujace, jakos przegapilam w kinahc
      - tvp kultura 20.20 - "Pachnidlo"

      No, a przy okazji chcialabym Wam zyczyc wesolych, pogodnych, milych, rodzinnych swiat!
      • grek.grek Re: Moj subiektywny przewodnik swiateczny 08.04.12, 15:11
        Cię też świątecznie ja ciepło :]

        całkiem pokaźna oferta.

        dodałbym jeszcze w TVN7 "Doskonały plan", dzisiaj 22:40 [omawialiśmy kiedyś, całkiem niezły, pamiętam że jak zwykle czegoś nie zrozumiałem, hehe].

        w Kulturze trójpak dzisiejszy :
        17:50 Dekalog X, po nim Duże zwierzę, a na koniec "Pogoda na jutro" - łączy je osoba aktora Stuhra.

        a wiesz, ze ciekaw jestem tego całego "Zmierzchu", o co to całe halo i palma :]
      • barbasia1 Re: Moj subiektywny przewodnik swiateczny 09.04.12, 00:19
        Maniu, radosnego świętowania! :)

        Jaki elegancki i pomocny przewodnik po filmach, nie trzeba szukać po gazetach! Dzięki! :))

        Też nie uległam zmierzchomanii, o wiele ciekawsze od filmu, były moim zdaniem wszytskie okołofilmowe dyskusje np. temat fenomenu ogólnoświatowej popularności pierwowozru książkowego czy kwestie motywu wampirów w filmie, literaturze, kulturze.

        "Kołysanka Belli" ze "Zmierzchu", bardzo ją lubię,
        już ją kiedyś linkowałam, ale jeszcze raz ją zalinkuję, na dobranoc -

        www.youtube.com/watch?v=b7XIwItsEOk

        - tvp2 21.45 - "Trick" - polska komedia, ciekawa jestem, jak wyszla, to miala b
        > yc z tego, co pamietam, taka wspolczesna wersja Kwinto i Kramera...

        A to ciekawe. Nie słyszłam o tym filmie? Może rzucę okiem.
      • grek.grek Panny z Wilka... "Terminator, Ocalenie" ;] 09.04.12, 14:05
        a ja się załapałem nocą na "Panny z Wilka" [via TVP 1] [taka to smutna rzeczywistość, polskie kino po nocach upychane jest]. heh, znakomici aktorzy z panem Danielem i Komorowską na czele, literaturą pisana historia, Wajda w najlepszej formie, zanim zaczął kręcić Katynie i inne wynalazki; wspaniale umiejscowiona akcja [wypasiony dworek, ze szczególnie klimatyczną werandą na patio], zdjęcia. Czego tam nie było. nie wiem, słabizny, kiczu, marności - tego na pewno nie było :]

        Pomyślałem sobie, jak komuś polskie kino współczesne wadzi, to dlaczego, do stu beczek zdechłych ośmiornic [yep, Piraci w drodze] nie ma jakiegoś pomyslu TVP na wyświetlanie starych polskich filmów ? leżą i kurzem się powlekają, a jedyne, co polskie w TVP, to telenowele i łepkowszczyzna, za którą trzeba się wstydzić.

        Polskie kino. Dobre. Stare. Powtórkowo. A dla pokolenia 30's, 20' - objawiająco : jakiś cykl przypominający wybitne polskie filmy. CO Wy na to ?

        Jedną ręką "Panny", a drugą Terminator, Ocalenie", to się nazywa... sophisticated,chyba, hehe.

        W zasadzie, to Wam powiem, ze nie mam pojęcia, po co nakręcono ten film. W oryginale - android, przysłany z przyszłości przez roboty, ma za zadanie zabić matkę nienarodzonego jeszcze Johna Connora, który stanie kiedyś na czele buntu ludzi przeciw maszynom. W sequelu, ten sam android pojawia się ponownie - tym razem z przyszłości wysyła go sam Connor, aby chronił jego samego, jako nastolatka, oraz jego matkę, na których poluje wysłany przez roboty udoskonalony killer, T-1000, który ma za zadanie ofk Connora i mamuśkę zgładzić. Brzmi dziwnie ? No pewnie :] Ale bardzo intrygująco i odkrywcza jest to wizja. Oba filmy pełne akcji, a sequel nafaszerowany rewelacyjnymi popisami mozliwości komputerowych [metamorfozy T-1000] chyba nawet przerósł oryginał pod względem tempa i znakomitości scen akcji, a do tego nie brakuje obyczajowych scenek [matka Johna dochodzi do wniosku, np., ze maszyna potrafi być idealnym ojcem dla jej syna] i apokaliptycznych wizji nuklearnej zagłady.

        Trzecia część już była miałka i nakręcona na upartego.

        Czwarta, "Ocalenie", to już historia, w której John Connor jest dorosły i realizuje swoje przeznaczenie, czyli stoi na czele Ruchu Oporu ludzi przeciw imperium maszyn Skynetu.

        Skynet był system militarnym, który wymknął się ludziom spod kontroli, wpadł w "ręce" maszyn, a one sprokurowały III wojnę światową. Świat został obrócony w perzynę, przypomina teraz ten wykreowany w Mad Maxie. Ludzie toczą partyzancką wojnę przeciw maszynom.

        Odkrywają coś w rodzaju sygnału, którym można unieszkodliwiać roboty. Dowodztwo postanawia zaatakować siedzibę Skynetu i zrobić maszynom jesień z d,py średniowiecza.

        Problem polega na tym, ze środku maszyny przetrzymują ludzi, jeńców wojennych. Connor sprzeciwia się tej decyzji, wojsko ludzkie stoi murem za nim. Odmawia wykonania rozkazu dowództwa. A Connor sam się wyprawia do Skynetu, zeby jeńców uwolnić. W tym własnego ojca.

        jego przepustką ma być przybłęda, który wpadł w ręce Ruchu Oporu przypadkiem. facet nie wie, kim jest, nic nie pamięta. jego ostatni przebłysk pamięci, to moment, w którym jest na nim wykonywana kara śmierci. niezły gagatek musiał z niego być...

        [spojler]

        okazuje się, że przybłęda to... robot. Skynet przed wojną sfingował jego śmierć i przerobił go na hybrydę, pół człowieka pół androida. Kiedy Ruch Oporu odkrywa jego prawdziwą tożsamość, co jest i dla nich szokiem i dla niego jeszcze większym, więzi go, ale Connor decyduje go wykorzystać do wniknięcia na teren i w gmaszyska Skynetu.

        na miejscu, ofk, rozgrywa się akcja i mordobicio-strzelanka, Connor musi sprostać sztucznemu Arniemu, ten drugi jakiemuś najnowszemu cudowi technologii.

        Ma miejsce przewrotka, wedle której hybrydowy kolega Connora okazuje sie być zaprogramowaną przez Skynet maszyną infiltrującą, słowem - wtyką pozwalającą Skynetowi namierzyć bazę Ruchu Oporu.

        Ludzie musza więc kontratakować, a że akurat Connor z kolegą wikłają się w bój na terenie Skynetu, z pomocą ofk przychodzą im buntownicy, zaś w finale siedziba Skynetu, czyli serce imperium maszyn, zostaje wysadzone w powietrze, a Connor cięzko ranny, ale przeżywa. Przybłęda zaś, zaszokwany tym do jak niecnych celów został wykorzystany, poświęca swoje hybrydowe drugie życie w obronie ludzkości, krzycząc,ze "zwycięzył w nim człowiek nad maszyną".

        generalnie, świetna w pierwszych dwóch częściach historia została w tej odsłonie sprowadzona do prymitywnego filmu akcji w futurystycznych, postindustrialno, mad maxowskich dekorach.

        Bez Arniego [pojawia się jego jakaś podróbka, która potem traci ludzką powłoke i biega po ekranie w formie szkieletu z żelaza], bez Lindy Hamilton, bez tej niepokojącej wizji przyszłości czającej się w tle - było to prawie niesmaczne.

        mnóstwo żelastwa w efektach specjalnych. maszyny rózne i rózniste, duże, małe, w formie motoyckli i obiektów latających, Skynet zamieniony w cały kombinat maszynowy, generalnie - wizja ponura, ale już takie w kinie były, i to nieraz.

        postać hybrydy człowieka i maszyny, która niby miała być skomplikowana i schizofreniczna dostaje na swoje rozterki i pojedynek człowieka z maszyną wewnątrz niej - może 5 minut fabuły, po to żeby zdązyła wydać z siebie okrzyk przerażenia z powodu odkrycia swojej dwoistej natury. reszta nie ma nic wspólnego z jakimkolwiek wyrafinowaniem. Connor jest postacią heroiczną, płytką, pozbawioną drugiego dna.

        epilog otwiera furtkę do następnej dokrętki, która, cytujcie mnie ;], na pewno powstanie, bo magia tytułowej nazwy, napędzana wspomnieniem mistrzowskiej klasy pierwowzoru i jego sequela, będzie jeszcze jakiś czas obowiązywać.

        słowem, nie polecam zbliżania się tego filmu na zbyt bliską odleglośc :] zamiast tego, zawsze warto przypominać sobie oryginał i Terminatora, Dzień Sądu. filmy wybitne, może nawet nie tylko w swojej kategorii gatunkowej.

        • barbasia1 Re: Panny z Wilka... "Terminator, Ocalenie" ;] 09.04.12, 17:59
          Tomasz Raczek (Leksykonie filmowym, t. 1) wdzi w "Treminatorze" Schwarzenegerra wyobrażenie wspólczesnego herosa.

          Przyznam, że fanką "Terminatorów nie jestem...

          "Panny z Wilka" to jeden z nielicznych udanych przekładów literatury na obraz filmowy. Wspaniały film, to prawda.

          PS
          >wypasiony dworek, ze szczególnie klimatyczną werandą na patio],
          Takie domostwo (może być skromniejsze), to moje marzenie i pewnie w sferze marzeń pozostanie,ale cóż byłoby warte życie bez marzeń. ;))

          :)
            • barbasia1 Re: Panny z Wilka... "Terminator, Ocalenie" ;] 10.04.12, 16:41
              Dzięki za info. Trochę jednak dla mnie późno.

              Znalazałam moją ulubioną scenę filmową z "Panien ..." na youtube, Kazia, której towarzyszy Wiktor, krząta się po kobiecemu w cudownej dworskiej spiżarn, w której na półkach stoją rzędy słoi i słoikow z rozmaitymi specjalami i przygotowuje deser dla domowników, nakłada do pucharków różne pyszności, a na wierzch kładzie po łyżce gęstej bitej śmietany z wielkiej misy. Spiżarnia, cała krzątania w niej jest wspaniałym tłem do rozważań o przemijaniu i o miłości. "Każda miłość ma w sobie coś upokarzającego i śmieszego" powiada Iwaszkiewicz ustami skromnej, niepozornej Kazi, która w młodości darzyła Wiktora wielką, skrytą, niespełnioną nigdy miłością, o której on dopiero teraz się dowiaduje ...

              :)

              www.youtube.com/watch?feature=endscreen&NR=1&v=xgqIQpLkSdM


              • grek.grek Re: Panny z Wilka... "Terminator, Ocalenie" ;] 11.04.12, 14:54
                scena znakomita :] wczoraj [ a właściwie dzisiaj] oglądałem drugi raz, tak się rozpędziłem. Rarytas to jest.

                chyba wszystkie go kochały ? nawet nie wiadomo, która najbardziej, a zdaje się, ze każda w inny sposób. takie odniosłem wrażenie, nie przeczytawszy ksiązki, a obejrzawszy tylko ["tylko" ?] film. ale za to dwukrotnie ;]

                a on... może tylko tę zmarłą Felę ? a może żadnej ? Feli w Tuni odnaleźć nie potrafił, podobna ale nie ta sama, inna, nie wystarczy łudząca zbieżność urody i być może stylu bycia. Nie ten sam człowiek, ot co. do przeszłości nie ma powrotu i nie można jej odtworzyć. wszystko płynie. Refleksja chyba pocieszająca, bo dająca szansę na nowe wciąz i wciąż, nie pozwalająca zastygnąc. z drugiej strony, w tym nurcie pogrązają się te dobre rzeczy. Wuj Rubena umie wspominać to co było szczęśliwe i udane, cóż za pozytywna postać, prawdziwie spełniony człowiek, bo miał zaznał szczęścia, i potrafił je zakonserwować w sobie, odnaleźć w sensach wspomnień w kuchni nocną porą :] A Ruben chyba ich w sobie nie zgromadził. w dodatku, te zludzenia mu przeszkadzały. Ale, nie wiem czy sie zgodzisz ?, nie wyglądał, jesli by się bawić w dopisywanie ciągu dalszego dla postaci fikcyjnych, na osobnika beznadziejnego. MOże potzreba czasu, zawsze w takim przypadku ?

                w sumie, nostalgicznie, nieprawdaż ? ale za to w jakich otoczeniach przyrody, prawda ?

                życiowo tak.
                • barbasia1 Re: Panny z Wilka... "Terminator, Ocalenie" ;] 12.04.12, 19:46
                  > a on...

                  Właśnie podczas tej rozmowy z Kazią w dworskiej spiżarni, kuchni, Wiktor uśwaidomił sobie ze smutkiem, że nigdy w życiu nie kogo tak naparwdę nie kochał, że zaprzepaścił swoje szanse na wielką miłość, szczęście. Kiedy był młodym (ok. 20-letnim) chłopcem był zbyt niedojrzały i mało świadomy, by pokochać prawdziwie. Te młodzieńcze doświadczenia miłosne z zakochanymi w nim pannami z Wilka nie przerodziły się w nic głębszego. Poźniej podkochiwał się w różnych kobietach, miewał romanse, ale i też nie było mu dane doświadczyć wiekiego uczucia, albo nie chciał doświadczyć / muszę zajrzeć do opowiadania/ ...

                  "Panny z Wilka" można interpretować także jako opowieść o niezrealizowanej miłości.

                  Aleee zgadzam się z Tobą, myślę, że Wiktor po tym jak sie uporał ze wspomnieniami z młodosci, zamknął przeszłość, miał jeszcze szanse na spełnienie się, nie tylko w swej pracy (w której upatrywał sensu swego życia), ale i w miłości, na pewno, w końcy jeszcze niestarym człwiekiem był!

                  Prawdaż po trzykroć. :)
    • grek.grek "Trick", dwa słowa po. 10.04.12, 13:09
      oglądaliście "Trick", co Mania go naraiła nam ? iiii ? I jak tam ?

      bo u mnie tak sobie.

      Intryga niegłupia, na czasie [z użyciem afgańskich motywów terrorystycznych], zaskoczka w ktorej ofk negatywną rolę zagrać musiały służby specjalne i politykierzy, tylko szczegóły powodu wyjścia z puszki głównego bohatera i jego kolegi gdzieś mi się pokićkały i poza tym, ze starszy pan prysnął przez "dziurę w murze" podczas seansu białej magii, to już motyw zwolnienia papa-szopena i jego golniętego kumpla - do poprawki mam...

      gabinetowe sceny podobały mi się jakoś mniej od scen w celach więziennych, a najlepiej wyszły chyba sceny w drukarni zaimprowizowanej. dobrze dobrane plenery.

      trochę pastelowo, i zaskakujaco, a to drogocenny fałszerz łazi po głównym spacerniaku z jakimiś hardkorowymi pakerami, którzy na pewno nie siedzą za strzelanie z procy do pieska sąsiada - chyba w realu nie trzyma się więźniów o tak róznych charakterystykach ze sobą razem ?. Potem więzień nagle dostaje akcji z mówieniem po francuskiemu. Tak jakby jasno wyłuszczone zostało zamierzenie autorów : hej, to nie na serio, ma być trochę w stylu Gangu Olsena a rebours, trochę Vabank, gdzieśtam z boku nutka Vinci i Shawshank, sprytni złodzieje, których da się lubić, i tępa cała reszta. Plus obowiązkowy wątek uczucowy, który wypada, wg mnie, kiepsko, bo aktorka Gruszka zbyt serio podchodzi chyba do ról filmowych, ew. konwencje chce wygrywać w stylu teatralnym. Mieszamy to duża chochlą, ostrożnie zaglądamy do gara - co tam też się nam urodziło ? Zabrakło mi trochę oryginalności, przebojowości, nawet pan uciekający "przez mur" uciekał tak jakby cierpiał na niedowład kończyń, i wyłącznie dlatego, ze go goniono, a nie jak zdeterminowany człowiek kicający na wolność ;]

      chyba ostatecznie aktorzy mieli to unieść i sprzedać, i jakkolwiek dziwnie lubię na ekranie pana Adamczyka paposzopa, to jakoś nie dałem się w stu procentach kupić. na drugim planie ci, którzy nie grają już tylko w reklamach papieru ściernego i sandałów na rzepy. za dużo niektórych panów jest w polskim kinie. Nie macie wrażenia ? pan W, pan Ch, pan Marian Dz, także pan Papaszopęęęę - za dużo, stanowczo. A reżyserzy stawiają w ciemno na nich. A oni biorą, bo płacą to dlaczego mają nie wziąć. Ich twarze się opatrują. Nieważne już jest ich aktorstwo. Liczy się : o, pan W, o pan Ch... znowu... kamannn gajs... Ile można ? :]

      w zasadzie, polskie kino ma swoj urok, TRick też mnie nie przestraszył, swój flow miał, tyle że jakoś bez pieprzu, bez cynamonu, bez papryki. Takie potencjalnie smaczne danie bez przypraw. Orzeszek pod czaszką mi się nie zakręcił :]

      A u Was - były zadrżenia i ocieplenie w dowolnych partiach ciała ? :]


      • barbasia1 Re: "Trick", dwa słowa po. 10.04.12, 18:07
        > A u Was - były zadrżenia i ocieplenie w dowolnych partiach ciała ? :]
        :))

        Więc melduję Prezesie, że jeśli chodzi o doznania cielesne, to wczoraj mnie łupało w głowie. Dziś, teraz łupie jeszcze bardziej, na dodatek nos mi poczerwieniał, a gardło płonie, ale nie jest to spowodowane wrażeniami pofilmowymi, bo niestey nie obejrzałam ani kawałka filmu "Trick" z przyczyn niezależnych ode mnie. Ale widzę, że nie straciłam wiele.
        Dzięki za ten komentarz.

        Coraz trudniej nie mieć takiergo wrazenia, zwłaszcza w przypadku filmów przeznaczonych dla szerokiej widowni. W mniemaniu producentów, aktor na fali, znana twarz, nawisko (bo przecież nie scenariusz) jest gwarancją dużej widowni!?.
        W kinie artystycznym, niszowym, ambitniejszym jest chyba nieco lepiej pod tym względem. W filmie Skolimowskiego "Cztery noce z Anną" , ekipa aktorska składała się niemal w całości z mało znanych lub zupełnie nieznanych twarzy (opócz Kingi Preis). Efekt imponujący. /Pamiętam, że mam go opowiedzieć!/


        Mam nadzieję, że jutro będę w lepszej formie.


        • grek.grek Re: "Trick", dwa słowa po. 11.04.12, 13:45
          o kurdesz... masz nadzieję, Barbasiu, ze dzisiaj masz się lepiej ?

          o tam, to żadna strata, istotnie, zresztą... Trick możesz zawsze zobaczyć kiedy indziej, a mam tez nadzieję, ze te "okoliczności niezależne od Ciebie" były przyjemnościami :]

          zdecydowanie jest tak, jak piszesz.
          Po części taką sytuacją wymuszają ci, ktorzy płacą na-, za- i dystybuują film, jak nie ma znanego nazwiska na liście płac, to rurka im mięknie i nie są tak skorzy do wchodzenia w
          podobne projekty. a jak jest pan CH, W, S albo Papaszopęę, jak jest historyja "jaja jak berety", to wiadomo,ze interes się zwróci, bo lud nadwiślański to kupi :] Takie czasy. Ale z drugiej strony, jest tak jak kiedyś napisałaś : jeśli jakimś skutkiem komercjalizacji jest dobre
          kino niszowe, to cena warta jest zapłacenia.

          Czy kiedyś było inaczej, tak naprawde ?

          Moze tylko zmienił się poziom, kiedyś kino komercyjne, to były produkcje wartościowe, kiedyś był Wielki Szu i Vabank jako komercyjna konkurencja dla Ziemi Obiecanej czy Barw ochronnych albo Kieślowskiego. Dzisiaj Trick albo komedie pana Olafa czy coś w tym stylu to konkur dla Wesela. te same schematy, ale figury jakby wątlejsze po stronie pierwszej... a tej drugiej, to juz chyba nie ma wcale, za to bywają mocne, ambitne i dobre filmy ze szczyptą komercji - kino środka. Generalnie, chyba najgorzej nie jest, prawda ? :]
          • barbasia1 Re: "Trick", dwa słowa po. 11.04.12, 14:41
            Tak, dziekuję, Greku!, już mi lepiej dziś. :))

            Heh, walczyłam długo z techniką, zamieszaniem z nim z związanym i jeszcze z atakującym podstępnie choróbskiem . Jakiś wyjątkowo pechowy ten poniedziałek wielkanocny był . Szkoda gadać.

            Ale z drugiej strony, jest tak jak kiedyś napisałaś : jeśli ja
            > kimś skutkiem komercjalizacji jest dobre
            > kino niszowe, to cena warta jest zapłacenia.

            Oczywiście. Przy czym i ja jestem za tym, by i kino komercyjne, lekkie, rozywkowe, przyciągające przecież nawięcej widzów do kin, trzymało przywoity poziom, jak to właśnie dawniej bywało (Wielki Szu i Vabank - to właściwie jeszcze nie tak dawno) , jak słusznie zauważasz.

            > Generalnie, chyba najgorzej nie jest, prawda ? :]

            Pewnie, że nie jest. Nie raz, nie dwa sam to dowodziłeś świetnymi opowieściami filmowymi. :)

            " Papaszopęę" - hahaha :)

            Przy okazji, mojej matce Adamczyk w roli papieża kompletnie nie przypadł go gustu. Ilekroć go widzi w telewizji to o tym przypomina. ;))
            • pepsic Re: "Trick", dwa słowa po. 11.04.12, 19:02
              Barbasiu, mam podobnie, jak Twoja mama, dla mnie Adamczyk ani przez chwilę nie utożsamiał sie z papieżem. Być może biografie nakręcono zbyt pośpiesznie, kiedy w pamięci miałam autentycznego, z krwi i kości JPII.
              • barbasia1 Re: "Trick", dwa słowa po. 12.04.12, 15:40
                pepsic napisała:
                > Być może biografie nakręcono zbyt pośpiesznie, ki
                > edy w pamięci miałam autentycznego, z krwi i kości JPII.

                Tak, masz rację to na pewno jeden z głównych powodów takiego, a nie innego odbioru roli papieża.

                Sam sposób opowiadania o postaci Papieża, encyklopedyczny, trzymający się chronologii, przeskaujący od jednego ważnego wydarzenia do drugiego, też w gruncie rzeczy nie porywał, niestety.
                :)
            • grek.grek Re: "Trick", dwa słowa po. 12.04.12, 13:50
              świetnie, mam nadzieję, ze dziś też jest dobrze ? :}

              och, technika. to mordercze boje potrafią być, czlowiek kontra uklady scalone i nie tylko.

              dzięki, mimo że to tylo wersje robocze :] wspolnie, grupowo jakoś sobie organizujemy tutaj miejsce, prawdaż ?

              hehe, gratuluję gustu Twojej mamie, podobno papieża najlepiej grał... sam papież ;]]



              • barbasia1 Re: "Trick", dwa słowa po. 12.04.12, 15:01
                Dziekuję, Miły Greku, dziś lepiej niż wczoraj, choć jeszcze nos jak u klauna. ;))

                Najgorzej jak technika nie chce się dać opanować człowiekowi i robi co chce. ;)

                Prawdaż.

                Ha,ha,ha. :))) Dlatego właśnie podejrzewam, że moja mama byłaby zadowolona z filmu tylko w sytuacji, kiedy w roli papieża wystąpiłby sam Papież, sam Karol Wojtyła. :))
                • grek.grek Re: "Trick", dwa słowa po. 15.04.12, 13:11
                  przepraszam, że dopiero teraz, ale zapodziałem się gdzieś... ten "nos jak u klauna" - zabójczy :] Tekst :] Nos Twój, mam nadzieję, już wrócił do właściwej postaci ? :}

                  o, technika... jak tu nie wierzyć w przepowiednie kinowe, ze kiedyś maszyny i technologie zyskają taka samodzielnośc, w którą je wyposaży ludzkość, ze wyginiemy jak te dinozaury... :]
    • grek.grek na dziś : Katastrofa,MOje życie..", Krugerandy 10.04.12, 13:41
      z okazji rocznicowej : "Katastrofa" w TVP KUltura. 18:5o. Ceniony dokumentalista Żmijewski, pochwycił byl kamerę, pognał na Krakowskie i tam filmowal reakcje ludzi tuż po 10/4/10. Od pewnego momentu śmiech zamiera na ustach, naprawdę; tzw. zwolennicy spiskowej teorii, samozwańczy Prawdziwi Polacy - dzizus... Wejśc między nich z hasłem "co wy opowiadacie, dobrzy ludzie", to jak wejść między kiboli Śląska z szalikiem Widzewa na ramionach :] Są i glosy rozsądku, próbujące tonować nastroje. O ile pamiętam, to i wypowiedzi Rosjan, którzy teorię op zamachu przyjmowali z absolutnym zaskoczeniem "nu kak, rebjata, zamach ? a kto, szto ?", normalni ludzie patrzący na zadającego im takie niedorzeczne pytania człowieka z mieszaniną zdziwienia i cieplej lekkiej ironii. Warto zobaczyć, dobry to zapis polskiej szajby. Wielu ludzi sobie znalazło dzięki tej katastrofie sens życia - okazję do zaangażowania się, wyplucia z siebie frustracji i złości za wszystkie zmarnowane lata, przegapione szanse, niespełnienia i straty życiowe, za strach przed kolejnymi dniami bez znaczenia i barwy. Smutne obrazki. Śmiech i żażenowanie ustępują pod koniec politowaniu i może nawet da się tych ludzi zrozumieć, tak mnie się zdarzyło, nie wiem jak Wam się przydarzy. A że calość stała się już tylko politycznym paliwem do baków partyjek i krasnali politycznych [nie chodzi o cm wzrostu, ale o charakter i osobowość, i nie tylko tych, ktorzy nasuwają się na myśl od razu], ze na tym wszystkim parę gazet i stacji tiwi zbiło kokosy i mogło się naznaczyć dumnie po jednej stronie, w politycznej bijatyce... to wręcz dla nas, Polan i Polaniątek, naturalne.

      trochę odbiłem w innym kierunku, ale sam film jest wart zobaczenia, jest dobrze zmontowany, nie jest nazbyt czarno-biały, nie jest nachalnym komentarzem oduatorskim. warto dać mu szansę :]

      TVP1 daje duecik hiszpańsko-polski :
      23:30 "Moje życie beze mnie", hiszpańska rzecz, w zajawce : młoda matka i żona dowiaduje się, ze niebawem umrze. Postanawia nic nikomu nie mówić i w tym czasie jaki jest pozostał zrobić coś dobrego dla dzieci, męża i samej siebie.

      1:25 "Krugerandy", szkoda że tak późno, bo to dobre, polskie kino. krugerandy to monety złote, cenne. Trrójka przyjaciół ze szkoły przyjmuje propozycję obrobienia z nich pewnego kolekcjonera. Na zlecenie lokalnego capo di tutti capi. skok nie wychodzi tak dobrze, jak na papierze i sytuacja zaczyna się paprać.

      Ja ten film przeczyttalem, jako glos w sprawie pokolenia early 90's, ale nie tego z "Amoku", tego drugiego, malomiasteczkowego, pogrązonego w szarości codzienności i dwóch scieżkach przyszlości do wyboru : mała stabilizacja wzorem zgnuśniałych starych albo powolne wchodzenia w struktury mafijne. Tak bardziej "Z odzysku", chociaż "Krugerandy" podobały mi się bardziej. Są bezpretensjonalne, autentyczne, osobowości postaci są ciekawsze : np. transseksualny Lalka, marzący o zmianie płci, a jednoczesnie uparcie posuwając się w jakimś samodestrukcyjnym pelzaniu, albo miejscowy chłopiec z dobrego domu z całym wachlarzem zachowań adekwatnych do statusu [mlody Maciej Stuhr], oszpecony Mucha, w b. dobrej roli Bartosz Żukowski, znany głównie z odgrywania kretyna w kapitalnych skądinąd "Kiepskich", no i wreszcie glówny bohater, który staje przed wyżej nakreslonym dylematem, rozczapierzony między odrazą dla lajfstajlu rodziców i brudu półświatka, a do tego jeszcze przytrafia mu się uczucie - gra go Marcin Dorociński.

      99 rok... to był dobry rok, a to jest bardzo dobry, surowy, szczery polski film. I nie rozumiem, dlaczego tak późno...

      0:50, TVp Kultura, "Panny z Wilka", jakbyście mieli jeszcze chęc przypomnienia sobie... kawa albo dwie, albo godzinna drzemka wieczorową porą. Nie ma innego wyjścia, jak widzicie. TVP w godzinach właściwych częstuje ambitną, he he he, romantico story z bratniej Italii [pewnie kupioną za paczkę dropsów], albo szołem polityczno-publicystycznym spikera TVP z aspiracjami bycia dziennikarzem.Wszystko w TVP ważniejsze od rodzimej kinematografii.

      1:25... nie mam słów :]
        • grek.grek ,MOje życie beze mnie", opis,spojler itd 11.04.12, 13:32
          to prawda,ale patrząc na obchody w tiwi można odnieść wrażenie, ze dla niektórych czas się wręcz zatrzymał w miejscu :]

          spojrzalem wczoraj na owo "MOje życie beze mnie". Film zapowiadany jako hiszpański, a tymczasem z hiszpańskiego była tam tylko,tu i ówdzie,muzyka, aktorzy zaś zasuwali po angielsku az się kurzyło z ozorów :]

          Zajawka właściwie wszystko wyjaśnia : Ann, 23 letnia sprzątaczka na uniwersytecie, dowiaduje się, ze ma raka z przerzutami i 3 miesiące życia przed sobą. trudno powiedzieć, czy to większy cios, czy dla lekarza, który jej to komunikuje - nie potrafi jej spojrzeć w oczy sam z siebie, dopiero "wywołany do tablicy" przełamuje się.

          W pustym wieczorowym barze Ann łapie za kartkę papieru, mazak i wypisuje "Rzeczy do zrobienia przed śmiercią". Przed śmiercią, o ktorej bliskości nie powie ani słowa nikomu. Do końca będzie udawać, ze ma anemię, a jej brak apetytu, wymioty i postępujące osłabienia, to efekty właśnie braku witamin.

          zavzyna od drobiazgów : pomysłu żeby zrobić sobie paznokcie i włosy [poznaje rąbniętą na punkcie Milli Vanilli fryzjerkę], ktory to w połowie tylko dochodzi do skutku [wlosy zostają tak samo jak były] i mówienia szczerze, co myśli - kelnerce barowej marzącej o operacjach plastycznych upodobniających ją do Cher mówi : "to idiotyczny pomysł... chociaż Cher jest świetna".

          Przede wszystkim, zależy jej na dzieciach, męzu i rodzicach. Mieszkają w zasadzie razem - Ann z mężem i dziećmi w przyczepie w ogródku domu jej matki. Ojciec garuje w więzieniu, Ann nie widziała go od dawna.

          Wieczorową porą Ann zasiada w swoim aucie i nagrywa życzenia urodzinowe dla swoich dzieci [ma dwie córki], na każde ich urodziny, aż do 18 roku życia. Dostosowane w formie i języku do ich rosnącej dojrzałości. nagrywa też monologi dla męża, który kocha ją z oddaniem i jego dobrym tatą, dla matki - zrzędy, niespełnionej aktorki, która we dnie "piecze torty wielkości opony samochowej", a wieczorami frustruje się do łez oglądając filmy z Joan Crawford, ale zasadniczo jest dobrą, myślącą i ludzką kobietą.

          Prowadzi też coś w rodzaju castingu na nową żonę dla męża & macochę dla swoich córek - kandydatką jest jej koleżanka z pracy, żarłoczna niezwykle poczciwina, ale w ostatnim akcie do sąsiedztwa wprowadza się imienniczka Ann - pielęgniarka. Dobrze dogaduje się z jej córkami, zaprzyjaźniają się, a opowieść Ann-pielęgniarki o tym jak asystowała przy śmierci syjamskich bliźniąt, ktore urodziły się i zmarły po zaledwie 30 godzinach życia - wstrząsa i wzrusza do łez Ann-właściwą. wybierze Ann-pielęgniarkę, z nadzieją, ze mąż ja pokocha, a dzieci przyjmą na stałe. wybiera i jest spokojna, w ostatniej scenie : leży w łózku, a za kotarą z pasków, w kuchni, Ann-pielęgniarka, mąz i dzieci przygotowują kolację - i Ann słucha ich z uśmiechem, wie że po jej odejściu jakoś sobie poradzą, że pielęgniarka-Ann się z nimi zżyje.

          Sama Ann, na ostatniej prostej życia, decyduje się także na romans [realizuje dwa z postanowień "rozkochać kogoś w sobie" & "mieć seks z innymi mężczyznami, żeby zobaczyć, jak to jest"] Pada na niejakiego Lee, którego poznaje w deszczowe popołudnie w pralni samoobsługowej. Lee jest geodetą, podróżnikiem, właśnie odeszła od niego dziewczyna, zabierając ze sobą wszystkie meble z ich wspólnego mieszkania, Lee mieszka więc między pustymi ścianami, pośród ksiązek czytanych pasjami.

          Ann nic nie zraża, bo z Lee jest fajny gość, dobry kandydat na romans na ostatniej prostej życia. Słuchają muzyki w jego aucie, mają seks, spotykają się, chodzą razem na obiady, on się przy niej potrafi wyluzowac, ona z nim też zapomina o kłopotach. Zakochują się w sobie. Ann musi odejśc od niego, trudna to sztuka - nie mowiąc dlaczego odchodzi. On wie, ze ona ma męża, wyznaje jej uczucie, sugeruje że jesli jest nieszczęśliwa - powinna zostać z nim, bo dla niego jest jedyna, wymarzona i cudowna itd. Ale ona musi odejść. Dla neigo też zostawia taśmę z wyjaśnieniem wszystkiego. I z deklaracją miłości. Wszystkie taśmy Ann bunkruje u swojego lekarza - to on je później, po jej śmierci, ma rozdać wzystkim zainteresowanym.

          Odwiedza Ann także swojego starego, garującego w puszce. Ojciec ma poczucie winy, ze tam trafił [nie poamiętam za co, aczkolwiek nie jestem pewien, czy to w ogole zostało wyjaśnione], martwi się, ze dla niej nie był dobrym staruszkiem, a dla matki był tragicznym mężem. Ann daje mu odczuc, ze go kocha, nie gniewa się na nic, że z niego jest gośc klasa [pomimo wszystko; istotnie, ojczulek wygląda na poczciwego jegomościa] i zostawia go z lepszym samopoczuciem.

          Matce Ann zostawia tasmę, na której prosi ją o ułożenie sobie życia bez ojca, na więcej uśmiechu, więcej ciepła dla ludzi, więcej dla nich tego wielkiego serca, co je matka w sobie nosi, no i żeby zaczęła na randki chodzić, umawiać się, bo ciągle jest atrakcyjna i nie zasługuje na to, zeby sie bez męskiego ramienia obywać. Co też i matka realizuje, widać to w ujęciach w epilogu, pokazujących sceny po śmierci Ann.

          Mąz dostaje taśmę z wyznaniami i prośbą "dbaj o to, zeby dzieci nie wspominały mnie smutno, a raczej przeciwnie - zeby się uśmiechały na myśl o mnie".

          No i taki to film, temat trudny, kwestie ostateczne, a obyło się bez ckliwości, egzaltacji, aktorka grająca Ann jest stonowana i mądra, może tylko pogoda filmowa i muzyka w tle wspominają, ze to film o umieraniu. ala taki bez patosu, bez cyrków i wzlotów ponad poziomy grafomanii ekranowej w poszukiwaniu środków wyrazu. refleksje Ann są proste, normalne, wyrok z ust lekarza przyjmuje bez paniki, spina się raczej w sobie, bo nic lepszego nie ma do wyboru. Dobra postawa, wg mnie, jedyna w takich okolicznościach sensowna. MOże Ann powinna przejśc jakieś załamanie najpierw, a potem się otrząsnąć i dopiero zacząć realizować jakieś plany, ale to by było amerykańskie aż zanadto; scenarzysta wykluczył taki wariant, wg mnie bez szkody dla filmu.

          przyswalajny,treściwy i na swój sposób optymistyczny. hej, śmierć idzie, ale jeszcze coś można zrobić dla siebie i innych, choćby po to by umrzeć w spokoju i bez niezałatwionych spraw. w obliczu ostatecznego nie ma sensu narzekać i biadolić, działać trzeba i łapać wszystkie sroki za ogony :] to przecież nie jest tylko filozofia śmierci, to zdecydowanie jest również, albo przede wszystkim, filizofia życia, prawda ? :]



          • barbasia1 Re: ,MOje życie beze mnie", opis,spojler itd 11.04.12, 14:04
            Kobeca wersja "Biutiful"? :) Reżyserem filmu jest też kobieta - Isabel Coixet

            "Łapać wszytskie sroki za ogon na codzień", łatwo powiedzieć trudniej wykonać. Niestety w życiu trzeba nieustannie dokonywać wyborów, hierarchizować ważność działań, z części rzeczy rezygnować. Czasu, sił brak na wszytsko, co by się chciało robić, zwlaszcza jak proza życia dociąży.
            Ale na pewno nie można zapominać o sobie, o swoim własnym szczęściu i zadowoleniu z życia, spełnieniu ...

            Bardzo dobra opowowieść.
            Film zdobył kilaka waznych nagród i nominacji, podaje filmweb - (Berlinale, Goya).
      • pepsic Re: na dziś : Katastrofa,MOje życie..", 11.04.12, 20:13
        Nie udało mi sie obejrzeć wczoraj nic w tiwi, bo brałam udział w wiadomych uroczystościach w swoim mieście. Nikt nie ział nienawiścią, zaręczam, a dla mnie i spotkanych znajomych czas z pewności nie zatrzymał sie w miejscu (w sumie to może szkoda). Z tego, co się orientuję omawiany przez Ciebie film pokazuje dwie strony, także tę szydzącą i wyśmiewającą z ludzi modlących się na Krakowskim Przedmieściu, którym odmawia się prawa do poznania motywów katastrofy, a o której za Ziemkiewiczem wciąż można powtarzać: "gowno mamy i gowno wiemy", pomimo pojawiających się nowych okoliczności, jak ta, że zgraja rosyjskich funkcjonariuszy z oddalonego 400 km Tweru przebywała w tym dniu w Smoleńsku. Why?A czy haniebna profanacja ekshumowanych ciał (daruję drastyczny opis) nie jest znaczącym dowodem na prawdziwe intencje Rosjan? Notabene w tamtym dniu (ekshumacji) ważniejsza okazała się w reżimowej tiwi informacja o kolorze włosów, czy nie wiem czego matki Madzi. Udział w uroczystościach to nie tylko wyraz szacunku dla zabitych w katastrofie, ale manifestowanie pamięci, poczucie wspólnoty i pamięć o tej smutniej sprawie, a także odzew na skandaliczne działanie, a raczej zaniechanie działań podjętych przez władze państwa w celu wyjaśnienia katastrofy. smoleńskiej. Co z naszą racją stanu?
        Ps. Nie napisałeś tego, a aż się prosiło, więc samozwańczo się podjęłam:))
        • bakali Rewers 12.04.12, 13:27
          Dziś w KK "Rewers". Jesli ktoś jeszcze nie widział, to polecam.
          Lubię grę Agaty Buzek, choć rzadko pojawia się w filmach, i choć urodę ma rzeczywiście dość kontrowersyjną, to dla mnie jako aktorka jest bardzo przyjemna w odbiorze.
          Sam film jest świetny, jedno co moge mu zarzucić, to nadmierne epatowanie wielkim tajemniczym finałem w akcji promocyjnej kiedy film wchodził do kin: po takiej reklamie spodziewałam się olbrzymiego, niewyobrażalnego suspensu w fabule i nie ukrywam, że po obejrzeniu filmu byłam rozczarowana tak mocno podkreślanym drugim dnem, które okazało się... dość banalne.
          Niemniej polecam gorąco.
          • grek.grek Re: Rewers 12.04.12, 13:47
            to ja może siebie z achiwum wtrynię :
            forum.gazeta.pl/forum/w,14,107920523,108786791,Rewers_na_goraco_slow_kilka.html
            i Pepsic :
            forum.gazeta.pl/forum/w,14,107920523,108790591,Re_Rewers_na_goraco_kilka_slow_i_spojlerowania.html
            i koleżanka Kres8, niegdyś pisująca :
            forum.gazeta.pl/forum/w,14,105040899,105684819,Re_Rewers.html
            Barbasiu, czekamy na Twój głos w temacie :]
            • barbasia1 Re: Rewers 12.04.12, 14:09
              > Barbasiu, czekamy na Twój głos w temacie :]

              :)

              Po dzisiejszym seansie napiszę, na pewno! O solidarności, dzielności kobiet! Nie wiem czy nie lepiej pokazanej niż u Almodovara.

              Wiesz, jakos mi się tak przyjmnie zrobiło, że i na mój głos czekasz! :)

              /Matko i córko! Jakie ja mam straszne zaległości!/
            • pepsic Re: Rewers 13.04.12, 14:45
              Nie mam wyjścia, muszę posypać głowę popiołem z racji powtórki "Rewersu", którą wczoraj odebrałam dużo bardziej pozytywnie. Jednak w pełni zasługuje na laury, którymi ją obsypano.
              • barbasia1 Re: Rewers 13.04.12, 15:01
                I mnie też film zachwycił wczoraj, może nawet jeszcze bardziej, jeli to możliwe, niż za pierwszym razem. :)

                Jeden mały minus to znów dźwięk fatalny, już Pepsic wspominała zaraz po premierowej projekcji kinowej, w wersji telewizyjnej niestety było to samo, niektóre wypowiedzi bohaterów słabo było słychać, w dodatku, jeszcze momentami muzyka je zagłuszała ...

                cdn.

                Muzyka z filmu - Włodek Pawlik
                www.youtube.com/watch?v=Flkj4X7M2gk
                • maniaczytania Re: Rewers 14.04.12, 11:11
                  mnie jakos nie porwal, moze dlatego, ze ogladalam pierwszy raz ;)

                  Sam film jako film - naprawde super - wszystko dopracowane, dopicowane, scenografia, kostiumy, zdjecia, charakteryzacja - no miodzio naprawde. Ale jakos intryga sama nie do konca mi podeszla - jakby ten film nie mial jakiejs takiej mysli przewodniej - bo jak mozna odpowiedziec na proste pytanie - o czym byl? Bez doszukiwania sie drugich, trzecich den (typu - o relacjach rodzinnych, o solidarnosci kobiet itp.). O czym byl, jaka idee przekazal? Chyba, ze cos przegapilam ;)
                  I te sceny wspolczesne jakos tez mi nie pasowaly ...
                  • barbasia1 Re: Rewers 14.04.12, 17:09
                    > O czym byl, jaka idee przekazal?

                    Cała wartość tego filmu leży w jego niejednoznaczności, w tym, że podatny jest na wiele interpretacji, porusza wiele ciekawych wątków.

                    Pepsic, bardzo krótko acz szalenie celnie już odpowiedziała. :)

                    To ja tylko oddam , że w tej najbardziej powierzchownej warstwie opowieścią o zbrodni fakt, doskonałej, nigdy na jaw nie wyszła, której tłem są realia czasów stalinowskich w Polsce.( A swoistym post scriptum do tej opowieści, są zdarzenia, które dzieją się w drugim planie czasowym we współczesności ...)

                    W głębszym, metaforycznym sensie, moża "Rewers" interpretować wielorako, jako opowieść o Polsce lat stalinowskich, diabolicznym kuszeniu (Tadeusz Sobolewski mówi o "motywach ustrojowego uwiedzenia oraz miłości do wroga, która nie zostaje wymazana").
                    i okrutnym zniewoleniu przez system komunistyczny, albo jeszcze inaczej, historię kształowania się Polski współczesnej.


                    Zgadzam się z reżyserem "Rewersu" Borysem Lankoszem, który kiedyś powiedział, że scenariusze do filmów powinni tworzyć pisarze.
                    :)


        • grek.grek Re: na dziś : Katastrofa,MOje życie..", 12.04.12, 13:37
          wiesz, Pepsic, ci którzy "chcą poznać motywy katastrofy" chcą w rzeczywistości tego, żeby obecny premier, prezydent i minister spr. zagranicznych wyszli, powiedzieli : tak, spiskowaliśmy z rosysjkimi specsłużbami, zabiliśmy wspólnie Kaczyńskiego, a przy okazji pozostałe 95 osób, za pomocą bomb na pokładzie samolotu. Proszę nam dać pistolety, zebyśmy mogli się zastrzelic samobójczo w akcie skruchy za tę zbrodnię, ew. nas powieście na suchej gałęzi :]

          bez takiego scenariusza ci "chcący poznac motywy" zawsze będą chcieli je poznać i będą uważali, ze nie są one wyjaśnione. wyjaśnienie w ich optyce, polega na przyznaniu racji im i tylko im, oraz natychmiastowym wypowiedzeniu wojny Rosji, bo skoro zamach, to musi być odwet.

          dlatego, dyskusja z tymi ludźmi jest wg mnie bezprzedmiotowa. Oni nie przyjmują innych wyjaśnień niż ich własne przekonania.

          tak naprawdę, zajmowało się tym problemem iluśdziesiąt ekspertów w komisji Jerzego Milera. nie stwierdzili żadnych śladów zamachu, bomby czy innych takich. za to były błedy kardynalne po polskiej stronie : nie powinni startować w takich warunkach, potem nie powinni w ogole podchodzić do lądowania. To są błędy ktorych nikt nie mógl na nich "zamachem" wymusić. sami to zrobili. Czy polscy piloci byli w zmowie z rosyjskimi służbami ? To nonsens przecież :]

          Powiem Ci szczerze, że ja nie wiem, co tu jeszcze wyjaśniać ?

          moim zdaniem, dla niektórych polityków ten temat nadaje się jako wehikuł kampanijny, bat na rząd, a takze spoiwo dla elektoratu.

          Dla całej reszty, naprawdę, stojąc z boku i poza partyjnymi gierkami - nie mam pojęcia, co jeszcze tutaj jest do wyjaśnienia ?
          • maniaczytania Re: na dziś : Katastrofa,MOje życie..", 12.04.12, 21:50
            grek.grek napisał:


            > tak naprawdę, zajmowało się tym problemem iluśdziesiąt ekspertów w komisji Jerzego Milera. nie stwierdzili żadnych śladów zamachu, bomby czy innych takich.

            Yyy, ze sie tak malo inteligentnie wtrace - przepraszam, ale na jakiej podstawie mogli cokolwiek takiego stwierdzic bez glownego dowodu rzeczowego?


            > Powiem Ci szczerze, że ja nie wiem, co tu jeszcze wyjaśniać ?

            > Dla całej reszty, naprawdę, stojąc z boku i poza partyjnymi gierkami - nie mam
            > pojęcia, co jeszcze tutaj jest do wyjaśnienia ?

            A to cos jest juz wyjasnione?
            • grek.grek Re: na dziś : Katastrofa,MOje życie..", 13.04.12, 13:54
              a przypadkiem, Matko Przełożona, polscy eksperci nie byli w Rosji i nie badali wyczerpująco wraku ? :]

              dobre pytanie, hehe. w kontekście narracji podkrzyżowców : nic nie będzie wyjaśnione, dopóki nie padnie ze strony rządowej fraza : to był zamach ! Jarosławie, prowadź na Moskwę ! :] dlatego - dla nich sprawa jest zamknięta,

              raport Millera chyba dośc dokładnie scharakteryzował przyczyny tej katastrofy.

              Maniu, komuś trzeba wierzyć albo nie wierzy się nikomu. Jak mam do wyboru : komisję Millera i enuncjacje Zespołu Macierewicza, to wierzę komisji. Wierzę w jej ustalenia, wierzę w ustalenia niezależnych dziennikarzy zebrane już w paru ksiązkach po-smoleńskich,wierzę w to, co mówią eksperci nie z jakichś Ameryk i Australii, którzy po 2 latach nagle odkrywają bomby próżniowe i inne cuda, ale ci nasi. Nie wierzę za to w spisek służb i rządów, rosyjskie drugie dno, ani w Kaczyńskiego, jako groźnego dla Rosji przeciwnika. z niego się ludzie śmiali w kułak, sorry ale Rosja miała interes raczej w tym, zeby on żył i dalej robił za użytecznego idiotę niż umierał i to w tak dla Rosji kłopotliwych okolicznościach.

              smoleńszczycy robią politykę na grobach ludzkich. o nic innego tutaj nie chodzi, a ich medialne kacyki z Rzep, Rzeuważam i innych Gazet Polskich i Naszych dzienników robią biznes na kolportowani ich opowieści z tysiaca i jednej nocy. To polityka & biznes. to niegodne.

              • barbasia1 Re: na dziś : Katastrofa,MOje życie..", 13.04.12, 14:43
                W odpowiedzi Mani i Pepsic, dodam do postu Greka, że

                jeśli chodzi o wrak samolotu to specjaliści - jak mówił 10kwietnia dla porannego TVPInfo lub dla któregoś z programów informacyjnych w TVP redaktor z "Przeglądu Lotniczego" przebadali najistotniejsze z punktu widzenia śledztwa jego elementy, i że te pozostałości czyli głównie są to balchy leżace na lotnisku w Smoleńsku "nie powinny (!) dostarczyć nowych zakasujących danych". Choć oczywiście, zależy zbadać pozostałe resztki wraku, by ostatecznie usunąć wszelkie wątpliwości.
                /Teraz kiedy Rosjanie umyli !? wrak będzie to trudniejsze./

                Poza tym powiedział rzecz imo, najważniejszą, że wszytskie zebrane do te pory materiały, dane "układają się w logiczną całość", na teorię o zamachu nie ma w niej miejsca.

                Komisja Maciereiwcza w przeciwieństwe do tej Millera, zlożona jest z amatorów, jej ustalenia silą rzeczy nie mają, nie mogą mieć większej wartości, neistety.


                :)