Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2012 - 5 (vol. 22)

    • grek.grek "Niech bestia zdycha" via CT 2 pełna wersja ;] 25.07.12, 12:05
      No to może te obiecane kuflony, heh.

      "Niech bestia zdycha", pamiętasz, Siostro ? wspominałas o tym filmie przy okazji
      poprzedniego Chabrola. I zdarzyła się w CT 2 okazja obejrzenia, a ja jej nie
      przegapiłem.

      Moze streszczę na szybko, o co chodzi.

      Chodzi o pragnienie zemsty, które dopada ojca, co stracił w wypadku syna.
      POtrącił dzieciaka samochód, on zginął, a sprawca uciekł - rozpacz w biały dzień.

      Ojcem jest Michel Thenier, literat, piszący ksiązki dla dzieci. Gośc na pewnym poziomie.
      MOżna by powiedziec, ze przedstawiciel inteligencji. Facet popada w coś na obraz żałoby,
      ale nie rozpamiętuje swojej relacji z dzieckiem, tylko kulturalnie dyszy chęcią dorwania
      mordercy. Swoje wrażenia, myśli i emocje spisuje w notatniku.

      Policja radzi sobie słabiutko, szanse na złapanie zabójcy są małe, śladów niewiele...
      Sam Michel zatem bierze się za śledztwo w sprawie. Auto ktore potrąciło jego
      syna musiało mieć jakieś wgniecenia - a zatem sprawca mógłby szukać później
      pomocy w zakładach blacharskich, co by samochód doprowadzić tam do porządku.
      Policja jednak nie znalazła takich śladów. Michel dochodzi więc do wniosku, ze możliwe
      iż sprawca sam jest właścicielem takiego zakładu. To pierwszy trop.

      Drugi wynika z rozmowy ze świadkami tamtego zdarzenia, dwoma rolnikami [rzecz
      się działa na prowincji]. Według ich opowieści, auto, duże czarne, moglo należeć
      do pewnej znanej aktorki z telewizji. Michel nie jest obeznany, ale dostaje zdjęcie
      tej pani dla informacji.

      znajduje ją i wdaje się w romans z babką. Indaguje ją ostrożnie i dowiaduje się, ze
      ma ona szwagra - imieniem Paul, wlaścicela zakładu blacharskiego. Dodatkowo aktorka
      zaprasza Michela na weekend, który ma spędzić u siostry. Michel nastawia się na
      to, ze pojedzie tam z aktorką i po prostu ubije jej szwagra. Na wszelki wypadek Michel cały czas posługuje się fałszywym nazwiskiem.

      Szwagier, Paul, okazuje się być chamem i prostakiem. Przy stole kpi sobie ze swojej
      żony, czytając publicznie jej intymne poezje, i zaśmiewając się z jej grafomańskich, wg niego,
      fraz. Syna traktuje jak popychadło. Jest grubiański do bólu. Michelowi kręci się po glowie
      pytanie " czy taki człowiek ma prawo żyć ?" i nie chodzi tylko o to, że stoi on za smiercią
      jego dziecka. Facet jest po prostu fatalnym burakiem i terrorystą familijnym. Czy to ułatwić
      może decyzję o tym, zeby mu odebrać życie ?

      Michel budzi zainteresowanie Paula. próbuje on z nim się, na swoją prymitywną modłę, zakumplować. Ale Michel trzyma dystans. Paul zainteresowany jest, co też tam Michel wypisuje w tym swoim notatniku, ale ten go zbywa, ze zapisuje tam pomysły na kolejne bajki dla dzieci.
      W rzeczywistości notuje tam przebieg swojego śledztwa i zbrodnicze plany zabójstwa Paula.

      Syn Paula, Filip, bity i upokarzany przez starego - okazuje się być wrażliwym dzieciakiem. Michel odrabia z nim lekcje, opowiada mu o Iliadzie, znajdują wspólny język/ Dla Michela jest to forma
      relacji ojcowsko-synowskiej, której nigdy nie zazna ze swoim zmarłym synem. Dla Filipa - Michel jest takim mężczyzną, jakiego chciałby mieć za ojca. Wyznaje mu to. I mówi jeszcze "mojego ojca należy zabić" i dorzuca "jeśli pan tego nie zrobi... ja to zrobię".

      Co ciekawe, również aktorka wspomina o tym, ze gdyby jej szwagrowi przydarzył się jakiś
      wypadek, to ona by nie miała nic naprzeciwko. Michel mający już zamiary ukryte - nagle dostrzega, ze tak naprawdę nikt nie chce, aby Paul nadal zył.

      W warszztacie Paula Michel znajduje samochód, duży czarny, ze świeżymi śladami
      naprawczymi. Zapewne ten, od którego uderzenia zginął jego syn. A Paul bardzo
      namolnie chce mu to auto sprzedać... Michel odmawia.

      Okazja nadarza się podczas wyprawy terenowej, na którą udaje się cały zjazd towarzysko-rodzinny.
      Paul traci równowgę, wywraca się i wisi na skarpie trzymając się rozpaczliwie krawędzi.
      Prosi Mchela o pomoc. A ten biegnie po jakiś kamień, zeby mu przygrzać w baniak i
      spuścić w dół. Ale nim zdązy dobiec - zjawia się reszta towarzystwa i Michel rezygnuje z
      zamiaru, pomaga Paulowi sie uratować.

      Aktorce zbiera się na wyrzut na sumieniu i wyznaje Michelowi, że razem ze szwagrem
      dopuściła się zbrodni. POtrącili samochodem dziecko i uciekli z miejsca zdarzenia. I że
      to jej nie daje spokoju... Michel nic nie mówi na to wyznanie. Nie daje po sobie nic
      poznać.

      Podejmuje kolejną próbę zabicia Paula. W tym celu kupuje wypasioną łódź i zaprasza go
      na rejs dziewiczy. Dlaczego rejs łodzią ? Bo dowiaduje się wcześniej,że Paul nie umie
      pływać i boi się tak naprawdę wody. Michel wątpi, czy Paul da się namówić, ale ten
      niespodziewanie się zgadza.

      są sami, na wodzie... Michel czeka na dobrą okazje, żeby gostka wypchnąc z łódki i
      utopić. Przy pierwszej próbie - zostaje zaskoczony. Paul ma pistolet przy sobie. I mierzy
      w Michela informując go jednocześnie, ze dokładne sobie przeczytał jego notatnik i już
      wie, że Michel chce go zamordować. I ten notatnik Paul mu zabrał, zdeponował w
      bezpiecznym miejscu i jak mu się coś stanie, to bezzwłocznie policja dostanie go w swoje
      łapy. Michel nie ma więc ruchu. Przegrał.

      Gdyby tylko docierają na ląd, Paul każe aktorce zabrać ich manele i wychrzanić z jego domu.
      Michela nawet nie wpuszcza do środka. Na odległość musi się pożegnać z Filipem.

      Michel z aktorką odjeżdzają. Zatrzymują się w restauracji przydrożonej. Tam Michel wyznaje
      aktorce swoje prawdziwe nazwisko i to , ze chłopiec, którego potrąciła z Paulem [to Paul siedział za kierownicą, wg niej] był jego synem i ze ją wykorzystał w celu zbliżenia się do Paula i zabicia go. Aktorka jest zaszokowana, ale jednocześnie pyta Michela, czy mimo wszystko nie
      mogliby ze sobą zostać - na co on, ze gdyby nie wydarzyło się to wszystko, to na pewno nie miałby nic przeciwko, ale to się jednak stało, więc związek z nią nie jest możliwy.

      Nagle z telewizora na ścianie dowiadują się o śmierci Paula. informuje o tym lokalna tiwi,a Paul był tam jakąś figurą miejscową. Wracają zatem do posiadlości. A tam już węszy policja.

      KOmisarz ma w rękach notatnik Paula i wg niego jest to poszlaka prowadząca do wnosku, że
      to Michel zabił Paula. Facet został otruty, ktoś podmienił mu lekarstwa które regularnie pił. więc teoretycznie Michel mógl to zrobić będąc jeszcze w domu. Michel przyznaje spokojnie, ze chciał zabić Paula, ale Paul go przejrzał i zaszachował. "czy zabiłbym go wiedząc, iż w ten sposób
      uruchomię machinę, która mnie skróci o głowę ?", pyta retorycznie Michel, ale komisarz odpowiada, ze równie dobrze taki wariant mógłby służyć mu za doskonałe alibi "któż uznałby pana za dostatecznie głupiego, by jednak to zrobić... świetne wytłumaczenie".

      I tak by się mocowali, gdyby nie zjawil się Filip, syn Paula. z wyznaniem,ze to on zabił ojca. KOmisarz upewnia się, czy chłopiec aby nie konfabuluje, ale dzieciak ma konkrentne dowody na swój czyn [butelkę z ojcowskim lekarstwem, z którego sie stary podrzuconej trucizny napil, a ktora znikła tajemniczo z dowodami w środku, tak że mógł ją mieć tylko truciciel].

      Filip wyląduje więc w puszce.
      A Michel ?
      On postanawia strzelić samobója. Wypływa w tym celu łodzią [chyba tak to było,pamięc mi tutaj odmawia posłuszeństwa...]. I monologuje, powołując się na jakiś fragment twórczości Brhamsa, ze "bestia musi zdechnąć, ale i człowiek ją ścigający - umrzeć musi". Jakby były to byty ze sobą szczepione i wzajemnie zależne.

      MOże wyrzuty sumienia, ze nie zrobił tego, co niewinny chłopiec za niego zrobić musiał ?

      Może brak sensu życia ? Paul nie żyje. Zemsta dokonana, chćby cudzymi rękoma, ale... po co żyć dalej ? z niezmiennym obrazem i wspomnieniem syna ? Sensem była zemsta. Bez nie - nie ma go. Po co dalej żyć ?

      świetny film, Siostro, istotnie. Klasowy. Zbrodnia, pytania o jej naturę, wraz z tym kluczowym, czy można zabić kogoś, kto na śmierć zasługuje z powodu swojego uciązliwego dla innych życia - i podane to bez łubudubu i przerysowań. Nawet burak Paul nie jest burakiem na dzisiejszą modłę.
      • siostra.bronte Re: "Niech bestia zdycha" via CT 2 pełna wersja ; 25.07.12, 13:32
        Fajnie, że mogłeś ten film zobaczyć :)
        Wiesz, ja go widziałam wieki temu, więc nie pamiętam właściwie nic, poza szokującym początkiem. Ale pamiętam, że zrobił na mnie duże wrażenie.
        Tak sobie myślę, że gdyby podobny film zrobiono dzisiaj, to byłoby właśnie" łubudubu", bez głębi psychologicznej i prawdziwych emocji. Nikt by się nie bawił w egzystencjalne rozważania.
        To jest dobre pytanie, czy zbrodnia może być "usprawiedliwiona"?
        Pewnie gdyby Michel sam zabił Paula, to i tak jego życie byłoby skończone. Chociaż może miałby pewnie satysfakcję, przez chwilę, że to mu się udało...
        • grek.grek Re: "Niech bestia zdycha" via CT 2 pełna wersja ; 25.07.12, 15:18
          owszem :]

          możliwe, że tak by było.
          ale... wiesz, z drugiej strony pojawiają się i dzisiaj filmy, które ciut tego
          "łubudubu" zawierają,a jednocześnie jest w nich głęboka prawda psychologiczna.
          Jakbyś miała okazję, to polecam "Proroka" jegomościa nazwiskiem Audiard.
          Swego czasu opowiadałem go tutaj u nas, ale może lepiej obejrzeć go bez
          znajomości faktów :]
          W każdym razie, jest to film zarazem nowoczesny, jak i z nutą oldskulowej
          dbałości o owe egzystencjalne rozważania.

          mam podobne spojrzenie.
          nie zostało mu już nic do zrobienia, a poza obręb tej tragedii jaką przeżył -
          wyjśc nie mógł. patrząc na to, wg mnie można by się nawet pokusić na
          pytanie, czy to on sam nie stał sie przypadkiem ową "bestią", zamknięty w
          klatce tego jednego momentu, w którym zginął jego syn i który to moment
          określił jego życie, zdefiniował jego celowośc, a wreszcie wyznaczył jego kres ?

          I, to paradoks, dążąc do zemsty poniekąd "zabił" syna Paula.
          Gdyby to Michel zabił Paula - Filip by tego nie musiał robić.
          Byłoby to... uczciwe - zabił ten który "powinien".

          Filip zrobił to niejako "w zastępstwie" Michela, który się zawahał, gdy Paul
          znalazł na niego haka. Bardziej od śmierci Paula i zemsty na nim ważne
          było pozostanie na wolności. A więc Michel nie gral o cała stawkę, co trochę
          znów zmienia kąt nachylenia jego motywacji, a może poziomu wewnętrznej energii
          p[otrzebnej do realizacji zamierzeń ?

          w każdym razie, tak by wychodziło, ze jego słabość sprowadziła Filipa za kraty,
          pchnęła zdeterminowanego chłopca do czynu, który zniszczył mu życie, "zabił go"
          w pewnym sensie.

          co o tym sądzisz ?
          • siostra.bronte Re: "Niech bestia zdycha" via CT 2 pełna wersja ; 25.07.12, 16:32
            Wiesz, tacy weterani jak ja będą się upierać, że za ich czasów wszystko było lepsze. I filmy, i muzyka, i ludzie też :))
            Bardzo trafne uwagi na temat Filipa i Michela.
            Faktycznie, Michel przestraszył się dekonspiracji i zrezygnował z zemsty. Czyli nie był aż tak zdeterminowany jak to się wydawało.
            Tak, z pewnością sam stał się "bestią". Zwłaszcza, że na zimno planował zbrodnię. A śmierć jego syna była jednak wypadkiem...
            Ciekawa jestem, jak ta historia potoczyłaby się dalej, gdyby Filip nie otruł ojca, a ten zostałby skazany na jakiś mały wyrok za spowodowanie wypadku. Czy Michel potrafiłby się z tym pogodzić?
            A może każdy człowiek jest w stanie przemienić się w taką bestię, jeżeli ktoś zniszczy mu życie?
            Przypomina mi się historia sprzed paru lat. W zderzeniu 2 samolotów nad Niemcami zginęło ok 40 dzieci z Rosji, które leciały na wakacje. Mężczyzna, który stracił żonę i dwójkę dzieci, wytropił kontrolera lotów (nie udowodniono mu winy) i zabił go. Dostał 8 lat więzienia, ale wyszedł wcześniej...
            • pepsic Re: "Niech bestia zdycha" via CT 2 pełna wersja ; 26.07.12, 09:37
              Nie słyszałam tej historii o kontrolerze lotów, choć sam wypadek jak przez mgłę kojarzę, która tylko potwierdza frazę, że scenariusze pisze życie. Nie potrafię zrozumieć, co kieruje ludźmi pałającymi chęcią zemsty, to przecież bezsensownie destrukcyjne i bezustanne nakręcanie. Z drugiej strony wobec tak niewyobrażalnej tragedii trudno się postawić na czyimś miejscu.

              Ps. Siostro, kiedy z muzyką to akurat prawda! Przynajmniej z tą papką serwowaną w komercyjnych radiach. A filmy? Hm... nie potrafię sie odnieść, dopiero nadrabiam braki. Te dwa passe polecone ostatnio narobiły mi apetytu:) Co do ludzi, mam sporo uznania dla obecnej młodzieży, która imponuje wiedzą i ... pragmatyzmem, ale może to tylko rozsądek. Tak sobie myślę, że w ich wieku niewiele co wiedziałam o życiu.
            • grek.grek Re: "Niech bestia zdycha" via CT 2 pełna wersja ; 26.07.12, 15:05
              hehe, nic w tym negatywnego, a tworzyć może dobrą perspektywę w dyskusji/rozmowie.

              ktoś powiedział, że walcząc z potworami łatwo stać się jednym z nich.

              ta historia, o której wspominasz, kojarzy się, filmowo, z "Czasem zabijania", tyle
              że tam w ogole uniewinniono mordercę gwalcicieli swojej córki. Film naiwny, z tego
              powodu [łzawa mowa adwokata sprawia, ze ława przysięgłych orzeka, iż facet
              który publicznie odstrzelił dwóch oskarżonych zostaje uznany za "niewinnego"], ale
              sam motyw postępowania mściciela podobny.
      • pepsic Re: "Niech bestia zdycha" via CT 2 pełna wersja ; 26.07.12, 09:05
        Ciekawa historia i ciekawie zrelacjonowana:) Co do motywów nakręcających zbrodnię, to o ile młodego chłopaka chcącego uwolnić siebie i matkę od tyrana - można zrozumieć (nie usprawiedliwić), to niskie instynkty Michela powodowanego chęcią dokonania zemsty - trudniej. A właśnie, nie wspomniałeś Grek, w jakich okolicznościach doszło do wypadku. Siostra wspominała o szokujących. A także w jakim wieku byli synowie?
        Zaspokoisz mą ciekawość?
    • pepsic "Maria łaski pełna" czwartek 21:45 tvp2 25.07.12, 21:11
      Zapowiada się niezły seans w Kocham Kino, dramat kolumbijski o dziewczynie w ciąży, która decyduje się na przemyt narkotyków. Film nominowany do Oskara, zdobywca Niedźwiadka sprzed 8 lat. Ale osobiście nie sprawdzałam. Tylko pana komisarza żal opuścić;)
            • siostra.bronte Re: The Killing 26.07.12, 19:32
              I seria. Co do II to muszę obiektywnie przyznać, że jest ciut słabsza. Formuła jest taka sama, więc odpada element zaskoczenia. II seria rozkręca się trochę powoli, ale później znowu wciąga.
              Moim zdaniem raczej dla fanów jedynki :)
              • pepsic Re: "Maria łaski pełna" czwartek 21:45 tvp2 27.07.12, 15:00
                Niewątpliwie film dobry, sprawnie zrealizowany, trzymający w napięciu (sceny w samolocie i na lotnisku ), dobrze, jak sądzę oddający realia prowincji kolumbijskiej, z walorem poznawczym, dzięki któremu można przekonać się, jak ciężkim i niebezpiecznym kawałkiem chleba jest przemyt narkotyków. Maleńki niedosyt pozostał, np. to, że młodziutkiej 17-letniej bohaterce, która wie czego chce, i twardo to egzekwuje zabrakło odrobiny ... subtelności, jakiejś próby chwycenia widza za serce.. Ale nie będę spolerować, poczekam, aż osobiście się przekonasz/cie.
                Komisarz Gajewski nie zając, poczeka;), ale jakbyś mógł opowiedzieć wczorajszą część, byłoby miło:)
                • grek.grek Re: "Maria łaski pełna" czwartek 21:45 tvp2 28.07.12, 14:21
                  pech... od 2 serii Gliny robię sobie wakacje :]
                  widziałem ją już bodaj 4-krotnie i moje zainteresowanie
                  nią siadło.
                  Muszę odczekać, co by znów nabrać apetytu.

                  z pamięci zaś - nie dam rady.

                  dzięki za ten wstęp do "Marii".
                  przypomina mi się dokument o mlodych ludziach z Izraela, ktorzy
                  parali się przemytem narkotyków [za "muły" robili] i wylądowali
                  w więzieniach.
                  gdzieś tam musi być w archiwum, podrzucę tytuł, może gdzieś
                  jest w necie do obejrzenia.
                  • pepsic Re: "Maria łaski pełna" czwartek 21:45 tvp2 29.07.12, 15:06
                    Jak pech, to pech, a teraz olimpiada wchodzi w paradę, chyba nie dane mi będzie.

                    To ja bym prosiła. Chętnie spojrzę w celach porównawczych, zwłaszcza, że nabyłam jako taką orientację. Nie wiem, jakie ilości wchodziły w grę w dokumencie, w "Marii" delikwentki (tak, nazywano je mułami), musiały połknąć jednorazowo 60 sporych woreczków w kształcie walca i co do sztuki odliczyć. Zapewniam, że można śmiało oglądać wbrew obawom Siostry.
    • grek.grek Menu na dziś ? 27.07.12, 14:35
      Igrzyska ruszają, więc powtórkowo się zrobi [zapewne].

      Przedsmak dzisiaj, w TVP Kult "Tatarak" 20:20 & "XXY" 22:20 - oba mamy w
      archiwum, zatem bez sensacji.

      TVN poszedł w klasykę :
      Ojciec Chrzestny 22:30 w głównym,
      Żądło, 22:25, w TVN7.

      POlsat zasunął wczoraj
      "Lepiej być nie może", po raz setny, historyjka ku pokprzepieniu serc, Helen
      Hunt tradcyjnie matka-polka/pokrzywdzona losem, a przerysowany Nicholson w swoich
      natręctwach dziwnie przypominający Adasia Miauczyńskiego z "Dnia Świra", sama
      zaś opowieść za każdym kolejnym razem wydaje mi się bardziej banalna, choć
      na pewno można docenić walory edukacyjne. Chyba całośc miała zawisnąć na
      aktorstwie i poniekąd się to udało. No i na ogrywaniu "lepszej" twarzy Nowego
      Jorku ;]

      "Cztery noce z Anną" - coś więcej może jutro ? a Wy - może dzisiaj ? :]
    • maniaczytania Re: Ojej, co tu wybrac 2012 - 5 (vol. 22) 27.07.12, 17:22
      Jestem, wrocilam, mam nadzieje, ze sie steskniliscie ;)))

      Nie wiem tylko, kiedy przeczytam to, co napisaliscie, bo troche tego, jak widze, jest!

      Barbasiu - niestety leksykonu panow dwoch ze soba nie wzielam, bo mialam juz spakowane ... ekhm ... siedem innych ksiazek... (przeczytalam 5 i kawalek szostej ;) )
        • maniaczytania Re: Ojej, co tu wybrac 2012 - 5 (vol. 22) 28.07.12, 16:53
          grek.grek napisał:

          > jakiejś premiery via kino uświadczyłaś, podróżniczko ? :]

          Premiery via kino to nie, ale, juz to chyba bedzie tradycja ;), kilka zaleglosci nadrobilam, Wymienie tytuly, jakby ktos chcial cos wiecej, prosze o dawanie znakow dymnych :)))
          - "Arlington Road" - swietny film, trzymajacy w napieciu, Tim Robbins, Jeff Bridges, w grze pozorow i o tym, jak niewiele czasami wiemy o sasiadach ;)
          - "Cztery Gwiazdki" - romantic comedy chyba, dla mnie troche jednak malo smieszne, bo zbyt ... prawdziwe momentami
          - "Wspolna tajemnica" - film na faktach, o zmowie milczenia miedzy nastolatkami, ktore na imprezie sylwestrowej doprowadzily do smierci mezczyzny
          - "Zgon na pogrzebie" - niezle pokrecona komedia afroamerykanska glownie, z wieloma gwiazdami (ale chyba do ogladania na procentach bardziej ;) )
          - "Fenomen" - polska chyba miala byc komedia, wyszla zalosc, jedyny plus to baaardzo przystojny cudzoziemiec w jednej z glownych rol meskich :)
          - "Walentynki" - niby romantic comedy, ale nie do konca, to jednak cos innego, obsada gwiazdorska ;), male dramaty i smutki, z przeslaniem

          dwa najlepsze zostawilam na koniec:
          - "Infiltracja" -tak, dopiero teraz obejrzalam i tak, bardzo mi sie podobal (zaczelam ogladac ok. polnocy, skonczylam kolo 3 nad ranem i w ogole, ale to w ogole nawet przez moment nie ziewnelam ;) )
          - "Michael Clayton" - swietny film z Georgem Clooneyem, o prawniku, ktory sie pewnego dnia "nawraca" jakby.
          • maniaczytania i jeszcze, 28.07.12, 16:56
            bo jak moglam zapomniec ;)
            -"Zaplatani" - animowana wersja bajki o Roszpunce Disneya - genialna!
            _"Hop" o zajacu wielkanocnym, ktory chcial grac na bebnach i mlodym chlopaku Fredzie, ktory chcial zostac wielkanocnym zajacem :) - calkiem zgrabne i smieszne
          • pepsic Re: Ojej, co tu wybrac 2012 - 5 (vol. 22) 29.07.12, 14:51
            Ależ imponujący dorobek, aż się boję spytać, ile książek zaliczyłaś:)
            Kojarzę jeden z filmów tych wymienionych: " Zgon na pogrzebie", ale ja oglądałam pierwowzór angielski., b. udany, aczkolwiek w paru momentach przeszarżowany. A i fragmenty " Infiltracji" z tymi pożal się panie amantami.
          • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac 2012 - 5 (vol. 22) 29.07.12, 15:06
            jak jeszcze dopiszesz, ze przesłuchałaś 10 płyt z muzyką, to zapytam, czy
            na tej plaży można było zobaczyć także jakiś teatr albo operę ? ;]

            dorobek [U-robek, hehe] niekiepski, gratulacje. "Arlington" byl chyba
            kiedyś w Polsacie, ale zdaje się grupowo przegapiliśmy byli go.
            • maniaczytania Re: Ojej, co tu wybrac 2012 - 5 (vol. 22) 29.07.12, 18:56
              grek.grek napisał:

              > jak jeszcze dopiszesz, ze przesłuchałaś 10 płyt z muzyką, to zapytam, czy
              > na tej plaży można było zobaczyć także jakiś teatr albo operę ? ;]

              Na samej plazy to nie, ale wieczorem na promenadzie to trafilismy raz na koncert jazzowej orkiestry chorwackiego radia i telewizji z wokalista, ktory jest chyba takim chorwackim Michaelem Bubble, aczkolwiek spiewajacym lepiej i duuuzo przystojniejszym ;)

              > dorobek [U-robek, hehe] niekiepski, gratulacje.
              Taa, na dwoch filmach w polowie zasnelam, wiec moglo byc jeszcze lepiej ;)
      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2012 - 5 (vol. 22) 02.08.12, 15:03
        Nie wiem tylko, kiedy przeczytam to, co napisaliscie, bo troche tego, jak widze
        > , jest!

        Wzięliśmy sobie do serca Twoje życzenie z pierwszego postu. :))

        A "Klub szczęścia" pamiętasz jeszcze, że spytam nieśmiało?


        Dobrze się stało, pysznych rozmów panów Raczka i Kałużyńskiego szkoda pochłaniać na raz.

        :)
    • grek.grek "Cztery noce z Anną" - ... o filmie 3 po 3 28.07.12, 15:47
      jak odebraliście ten film ?

      ponoć Skolimowski sfilmował historię z kroniki kryminalnej, facet wkradał się
      nocami przez okno do domu pewnej dziewczyny, i tam sobie siedział w środku.
      kontemplował :] w filmie np. maluje jej paznokcie, kupuje i wciska na palec
      pierścionek, co dorzuca do całej rzeczy ponadwymiarową dawkę romantyzmu.
      Ale i tak wszystko przebija sytuacja, w ktorej on widzi przez okno, jak ona
      wyprawia przyjęcie urodzinowe/czy imieninowe i jest po jego zakończeniu
      wstawiona, więc idąc do niej na noc - sam się zalewa "tekilą", i za jej zdrowie, ale i
      dlatego, ze wg niego wypada, co by ona nie była "gorsza" od niego, co
      by podkreślić wspólnotowość między nią , a nim samym.

      - dlaczego oskarżony to robił ?, pyta sąd.
      -... z miłości - niesmiało artykułuje jegomość.

      I co tu dodać jeszcze ? :]

      Cenny film, wg mnie.
      teraz tzw. miłość realizowana jest filmowo we wszystkch możliwych formach, tylko
      nie w takich, ktore uwypuklają subtelne rejony uczuć.

      A tutaj, prosta pielęgniarka i jej amant, chłop trochę autystyczny, wycofany -
      ale za to z wielkim sercem na dłoni. Okolica ponurawa, pora roku : jesień chyba
      jakaś, albo wczesna zimna wiosna [?], generalnie żadnych "klimatów sprzyjających
      zakochaniu", jakie mozna zaobserwować w polskich filmach dot. związkow męsko-damskich, i
      nie chodzi mi tylko o komedie romantyczne, ktore z zasady operują w innej
      kowencji. Tutaj - surowośc i słota, na których tle szlachetny uczuciowy poryw włamywacza
      dodatkowo nabiera barw ciepłych. Taka milość niemożliwa, czyli prawdziwa. I on
      sam tego nie ogarnia, nie potrafi opisać, zdefinować nawet tego, co robi. Robi to pchany
      niezrozumiałą tęsknotą i potrzebą. Nie gada wcale. Bo nie musi. W tzw normalnych filmach
      uczuć jest tak mało, że wszyscy bohaterowie muszą się od cholewy naględzić, żeby
      widza upewnić, że naprawdę coś się w nich głęboko odbywa, a im bardziej probują, tym
      mniej się im wierzy.

      dobry ten pan aktor w głównej roli, Artur Steranko. świetne, wg mnie, zdjęcia. i
      fachowa reżyserska ręka, spokojnie, cierpliwie prowadząca całość od punktu A do
      punktu Z.

      I gośc ponosi karę za swoje wyczyny, głównie z rąk, chociaż ręce grały w tym
      akcie pośrednią rolę, tych trzech typkow , którzy go napadają, bo są przekonani,że
      on tę dziewczynę molestować musiał.
      Ale kiedy się dowiadują z gazet, gdzie opisano jego przypadek, że gość jej
      paznokcie malował - to dopiero uznają za prawdziwe "zboczenie". Widać jak
      bardzo Leon nie pasuje do świata, w którym funkcjonuje, jak dalece jego
      wrażliwość do niego nie przystaje, ale też widac, jak bardzo mu na tym nie zależy
      by było inaczej.

      Komiczna zarazem jest scena, kiedy policja nakrywa go podczas włażenia
      nocą podczas kolejnej wizytacji u Anny - facet włazi oknem, ale słyszy
      nadjeżdzający samochód, próbuje się wycofać, ale zaplątuje się głową w
      firankę, oplątany i oślepiony nią probuje uciekac, ale kompletnie nie działa mu
      "kierunkowskaz", więc policjanci nawet nie musza za nim biec, sam się zatacza i
      pada na ziemię pokonany przez podstępną firanę.



    • pepsic Olimpiadę czas zacząć :) 29.07.12, 15:15
      Dzisiaj wyjścia nie ma,musowo trzeba dopingować siatkarzy w meczu z Włochami! Godz. 21:00.
      Na razie mam zaliczoną zwycięską rundkę pingpongowej Natalii. I słyszę za sobą odgłosy meczu Radwańskiej. Oj, niedobrze, głosy niezadowolone:(
      • barbasia1 Re: Olimpiadę czas zacząć :) - otwarcie, słówko 01.08.12, 15:43
        Radwańska odpadła, Natalia Partyka także, siatarzom wiedzie się lepiej, choć wczoraj ponieśli sromotną porażkę w meczu z Bułgarią, słyszłam, ale na szczęście wciaż są w grze ...

        Oglądałam rozpoczęcie Olimpiady. Na pewno zapamiętam występ królowej Elżbiety II w krótkim fabularnym (po raz pierwszy w historii panowania królowej Elżbiety), przygotowanym przez Danny'ego Boyle'a specjalnie na potrzeby otwarcia Igrzysk, w roli, tak pisali w Daily Mail, dziewczyny Bonda ( Daniel Craig), hehe i jej efektowne pojawienie się na ceremonii otwarcia - "skok" w towarzystwie z Bonda z helikoptera lecącego nad stadionem. Ma wiekowa Monarchini poczucie humoru i wielki dystans do siebie. Chapeau bas jak mawiają sąsiedzi Brytfańczyków. :))

        Oraz zmultiplikowaną Mary Poppins z nieodłączną parasolką i walizeczką, która tuzinami spadała z nieba (b. lubiłam w dzieciństwię tę serii książek napisanych przez Pamelę L. Travers ).

        :)

    • siostra.bronte "Fedora" 29.07.12, 20:40
      Via youtube. Bo w tv naprawdę plaża, tudzież igrzyska :)
      Film Billy Wildera z 1978 roku. Ma opinię słabego echa "Bulwaru Zachodzącego Słońca", czy wręcz jego niezamierzonej parodii. Ale porażki takich reżyserów potrafią być interesujące, więc chciałam ten film zobaczyć.
      Pierwsza scena. Jest wieczór, jakaś kobieta rzuca się pod koła nadjeżdżającego pociągu. I słychać czyjś krzyk: "Fedora!!". Mocny początek.
      Oglądamy wiadomości tv, pojawia się informacja o śmierci słynnej gwiazdy kina, polskiego (!) pochodzenia, Fedory. To legenda, jak Greta Garbo, czy Marlena Dietriech.
      W jej domu w Paryżu wystawiona jest trumna. Setki ludzi przychodzą zobaczyć ją po raz ostatni, wszędzie mnóstwo kwiatów. Widać, że wciąż była uwielbiana.
      Jednym z odwiedzających jest producent filmowy, Dutch Detweiler (William Holden). Stojąc wśród innych wielbicieli wspomina co się stało zaledwie kilka tygodni wcześniej.
      I mamy retrospekcję. Dutch przyleciał na Korfu, aby zobaczyć się z Fedorą, która przed kilku laty zrezygnowała z kariery. Chciał ją namówić do powrotu i zagrania w jego nowym filmie.
      Dutch z trudem ją wytropił, bo aktorka ukrywa się przed światem.
      Producent zamieszkał w małym hotelu. Przy pomocy właściciela dowiedział się, że Fedora mieszka na małej wyspie, w rezydencji przyjaciółki, hrabiny Sobryanski (Hildegard Knef).
      Dutch płynie na wyspę. Przez ogrodzenie widzi dwie kobiety, które się kłócą. Jedna z nich to Fedora (Marthe Keller). Dutch dzwoni do bramy wejściowej, ale dowiaduje się od jakiegoś podejrzanego faceta, że aktorka tu nie mieszka...
      Ale następnego dnia Dutch ma szczęście. W czasie spaceru po mieście widzi limuzynę. Wysiada z niej kobieta w średnim wieku (chyba asystentka), a za nią Fedora. Ale ta ucieka spod kurateli i miesza się z tłumem. Za nią biegną asystentka i szofer, a także Dutch.
      Fedora wpada do jakiegoś sklepiku i prosi o coś sprzedawcę, chyba o narkotyki. Ale ten nie chce jej ich sprzedać, bo Fedora ma już u niego długi. W tym momencie wpada Dutch. Przedstawia się jej jako stary znajomy. Mówi, że przyjechał specjalnie ze Stanów, żeby ją namówić do zagrania w filmie. Fedora jest miła, zachowuje się dziwnie. Szybko prosi o pieniądze i kupuje prochy.
      Pojawiają się asystentka i szofer. Zabierają ją ze sobą. Widać, że dzieje się coś dziwnego...
      Muszę tu wspomnieć o szczegółach z ubioru Fedory. Otóż nosi wielkie okulary
      przeciwsłoneczne, chustę na głowie i białe rękawiczki.
      Dutch po powrocie do hotelu pisze do Fedory list. I znowu mamy retrospekcję. Okazuje się, że ponad 30 lat temu Dutch miał z nią krótki romans, w czasie pracy nad filmem.
      I znowu pomaga przypadek. W knajpie Dutch spotyka dr Vando, lekarza Fedory, o którym mówił mu właściciel hotelu. Producent prosi go o dostarczenie scenariusza filmu (adaptacja "Anny Kareniny") aktorce, ale ten stanowczo odmawia. Dutch próbuje zdobyć jego przychylność komplementami. Mówi mu, że Fedora wygląda wspaniale i to pewnie jego zasługa. Dr Vando chwali się, że jest geniuszem, chociaż koledzy uważają go raczej za szarlatana.
      Jednak lekarz zabiera scenariusz dzięki podstępowi Dutcha. I następnego dnia limuzyna z szoferem przyjeżdża, aby go zabrać do rezydencji. W środku spotyka hrabinę-starszą panią na wózku, asystentkę i szofera. Hrabina mówi Dutchowi, że przeczytała scenariusz, ale Fedora w tym filmie nie zagra. Producent pyta, czy aktorka go w ogóle czytała. Hrabina odpowiada, że nie musiała. Scenariusz jest fatalny, rosyjska soap-opera :) I dodaje, że Tołstoj nie znał kobiet. Bo kobieta popełniając samobójstwo wybiera sposób, który jej nie oszpeci: przedawkowanie leków, podcięcie żył itd.
      W tym momencie pojawia się Fedora. Mówi, że to zakończenie bardzo jej się podoba. I że chciałaby zagrać w tym filmie. Hrabina jest przeciwna. Zaczyna się kłótnia, Fedora wpada w histerię. Krzyczy, że chce uciec z tego więzienia. Zamyka się w swoim pokoju. Dutch jest zdumiony tym co widział, ale nie reaguje.
      Spędza wieczór w knajpie, zastanawiając się co może zrobić. Wraca do swojego pokoju i zastaje tam...Fedorę. Jest bardzo wystraszona. Opowiada, że jest więziona przez swoją "świtę", że nie może nawet korzystać ze swoich pieniędzy. Dutch nie rozumie o co chodzi, przecież może wyjechać dokąd zechce. Ale Fedora mówi, że już próbowała, ale "oni" zawsze ją znajdują.
      Dutch chce jechać na policję, ale w tym momencie wpadają doktor z asystentką. Dochodzi do bójki, ale Dutch nie ma szans. Doktor tłumaczy, że aktorka miała kilka lat wcześniej załamanie nerwowe, po nieudanym romansie i do tej pory nie doszła do siebie. Dlatego trzymają Fedorę z dala od świata, żeby ją pamiętano jako wspaniałą aktorkę, a nie psychicznie chorą kobietę.
      Dutch widzi przez okno jak Fedora próbuje uciekać, ale doktor pakuje ją w kaftan bezpieczeństwa. Producent wie, że coś tu nie gra.
      Następnego dnia płynie na wyspę. Włamuje się do rezydencji, która wydaje się opuszczona. Wchodzi do pokoju Fedory. W szufladzie znajduje mnóstwo białych rękawiczek. I ta scena, nie wiem dlaczego, jest przerażająca. I jeszcze stos zeszytów, w których powtarza się tylko jedno zdanie: "Jestem Fedorą".
      Dzwoni telefon, Dutch podszywa się pod doktora. Ktoś z Paryża informuje go, że na Fedorę czeka miejsce w klinice. Ale po chwili orientuje się, że to nie lekarz i kończy rozmowę. W tym momencie do rezydencji przyjeżdża szofer. Dutch próbuje żartować, ale dostaje od niego w głowę.
      Budzi się obolały w hotelu. Okazuje się, że leżał tak kilka dni. Kiedy się o tym dowiaduje, zrywa się z łóżka i zamierza natychmiast wyjechać do Francji, aby ratować Fedorę. Niestety, właściciel pokazuje mu gazetę, w której podano informację o śmierci aktorki.
      Dutch jest oczywiście zszokowany. Krzyczy, że to "oni" ją zabili...
      Koniec retrospekcji. Widzimy Dutcha ponownie przy trumnie Fedory. Odwiedzający muszą wyjść, bo zaczęła się przerwa. Dutch upiera się, aby zostać. Wtedy pojawia się cała świta Fedory, którą widział już wcześniej.
      Po początkowych uprzejmościach dochodzi do ostrej wymiany zdań. Dutch mówi wprost: "wy ją zabiliście". Hrabina nieoczekiwanie mówi Dutchowi, że kobieta w trumnie to...nie Fedora. Dutch jest w szoku!
      Hrabina prosi, żeby Dutch spojrzał na jej ręce. W tej chwili asystentka akurat zmienia rękawiczki kobiety w trumnie. Z pewnością to nie są ręce ponad 60-latki.
      Hrabina mówi, że okulary i rękawiczki noszone przez "Fedorę" miały na celu ukryć nie to, że jest stara, ale to, że jest młoda!
      Dutch jest wstrząśnięty tymi rewelacjami. Ale to nie koniec. Pyta hrabinę, gdzie jest prawdziwa Fedora. Hrabina odsłania woalkę i mówi: to ja. I widzimy twarz starej, oszpeconej przez blizny kobiety.
      Muszę przyznać, że w tym momencie mało nie dostałam zawału z emocji!
      Hrabina mówi Dutchowi skąd tak uderzające podobieństwo, przecież rozpoznał Fedorę. Okazuje się, że kobieta w trumnie to...jej córka.
      I znowu retrospekcja. Fedora miała krótki romans z księciem Sobryanskim, którego owocem była córka Antonia. Nie zgodziła się na małżeństwo, a córkę podrzuciła matce księcia, bo przeszkadzałaby jej w karierze. Spotykała się z nią rzadko, w przerwach między kręceniem filmów. Oczywiście była to tajemnica. Ale po pewnym czasie córka miała dosyć tego ukrywania i nie chciała już widywać matki. Zobaczyły się po wielu latach i to w dramatycznych okolicznościach.
      Fedora miała obsesję na punkcie zachowania młodości. Dlatego korzystała z pomocy doktora Vando. Ale chciała spektakularnych efektów. Poddała się eksperymentalnemu zabiegowi twarzy, mimo dużego ryzyka. I niestety nie udał się. Ta scena jest naprawdę straszna, chociaż nie widzimy jej twarzy. Lekarz rozcina bandaż, widzimy reakcję jego, pielęgniarki i asystenki Fedory. Aktorka, przerażona zwleka się z łóżka i przegląda się w lustrze. Słyszymy tylko jej przerażający krzyk.
      Uff, cdn...



      • mm_88 Re: "Fedora" 29.07.12, 21:10
        Podczytuje czasami ten wątek ale jak zobaczyłam, że ktoś napisał coś o "Fedorze" to muszę się odezwać.
        Dziwie się, że jest to film uznawany za jeden z najsłabszych w dorobku Billy Wildera i stosunkowo mało znany być może ze względu na brak jakiejś mega gwiazdy w odsadzie. Rzadko można na niego trafić w polskiej tv, chociaż pamiętam, że kilkanaście lat temu był emitowany na tvp1. Próbowałam go szukać w necie z polskim lektorem bądź napisami ale znalazłam tylko wersje angielską. Na mnie zrobił wielkie wrażenie i chyba mogę napisać, że jest jednym z moich ulubionych. Ciekawa fabuła i w ogóle w jakimś stopniu cały film jest jakiś taki przerażający.
        Aaa i Fedora musiała być naprawdę wielką gwiazdą, bo w filmie jest scena jak przebrana za nią córka ( o ile dobrze pamiętam pierwszy raz ją udaje) odbiera Oscara nawet nie na ceremonii, a właśnie w jej posiadłości na wyspie.
        Pozdrawiam i czekam na dalszą część recenzji.
        • siostra.bronte Re: "Fedora" 29.07.12, 22:10
          Miło mi :) Fajnie, że tak bardzo lubisz ten film. Faktycznie, trudno go zobaczyć. Obejrzałam go też w wersji oryginalnej, dlatego paru szczegółów nie zrozumiałam.
          Na razie to właściwie dokładny opis filmu, a la Grek, chociaż bez jego znakomitego stylu :)
          Przyznam, że film zrobił na mnie duże wrażenie, stąd postanowiłam o nim napisać tak obszernie.
          Pozdrawiam również.
          • siostra.bronte "Fedora" cd. 30.07.12, 01:09
            Po nieudanej operacji dr. Vando próbuje wszystkich sposobów, aby zmniejszyć fatalne skutki. Niestety leczenie przynosi skutek uboczny: udar i paraliż.
            Załamana Fedora prosi córkę o przyjazd. Ta jest wstrząśnięta jej widokiem, ale szczęśliwa ze spotkania po latach.
            Oczywiście aktorka zrywa wszystkie kontakty i wycofuje się z pracy w filmie.
            Kobiety zamieszkują razem w willi na wyspie, należącej wcześniej do hrabiny Sobryanski. Idealne miejsce, aby ukryć się przed światem. Z willi trzeba było usunąć wszystkie lustra, których Fedora nie znosiła.
            A prawdziwa hrabina zmarła jakiś czas temu, pochowano ją bez rozgłosu (chyba na jej życzenie) w Warszawie. Bo też była Polką z pochodzenia. No dobrze, raczej trudno ukryć fakt śmierci, ale powiedzmy, że to szczegół :) Dzięki temu Fedora mogła się pod nią podszyć, przy wydatnej pomocy hrabiego.
            Dla Fedory córka stała się "lustrem", odbiciem jej samej z czasów młodości. Kobiety żyją szczęśliwie, ale do czasu.
            Aktorka dostaje honorowego Oscara. Przewodniczący komitetu chce jej go wręczyć osobiście. Oczywiście, Fedora nie chce się mu pokazać na oczy. Ale patrząc na Antonię wpada na szatański pomysł. Córka "zagra" ją przed przewodniczącym, notabene to Henry Fonda, grający samego siebie. Przyjeżdża on na wyspę, spotkanie udaje się znakomicie, zdjęcia "Fedory" obiegają świat. Przypominają sobie on niej producenci, dzwonią z propozycjami.
            Aktorka idzie na całość. Namawia córkę, aby "grała" ją dalej. Ta jest zachwycona, do tej pory jej życie było raczej pasmem porażek. Ogląda z matką jej stare filmy, uczy się ją naśladować.
            A dr Vando, chirurg plastyczny, zajmuje się tym, aby postarzyć dziewczynę i upodobnić ją jeszcze bardziej do matki. I Antonia/Fedora zaczyna grać w filmach.
            W trakcie retrospekcji Dutch pyta Fedorę o szczegóły. Przecież Antonia nie była aktorką, jak sobie poradziła? Na to Fedora odpowiada, że chodzi o to, aby kamera kochała twarz. Z tym trzeba się urodzić i Antonia to miała.
            Antonia/Fedora zagrała w kilku filmach z sukcesami. Wiem, że to brzmi trochę mało realnie, ale naprawdę pasuje do konwencji filmu :)
            Jednak podczas realizacji kolejnego filmu Antonia zakochuje się w partnerze (Michael York). Postanawia powiedzieć mu prawdę po premierze filmu. Ale asystentka, nie opuszczająca Antonii na krok, mówi jej, że to niemożliwe, bo zniszczyłaby legendę matki. Doktor szprycuje ją narkotykami, aby do tego nie dopuścić. I Antonia/Fedora znika z ekranów na zawsze...
            Już po wydarzeniach na wyspie zostaje umieszczona w klinice dr. Vando. Dostaje fikcyjny telefon od Michaela, w rzeczywistości to doktor. I tu nie do końca zrozumiałam skąd ten pomysł, czy chodziło o to, żeby utrwalić jej obsesje? Kurcze, nie wiem :)
            W każdym razie po telefonie Antonia ucieka ze szpitala na dworzec. Czeka tam na Michaela, który niby obiecał przyjazd. Znajduje ją asystentka i chce zabrać ze sobą. Dobija ją słowami, że już na zawsze będzie Fedorą. Dziewczyna wpada w szał, ucieka i rzuca się pod pociąg. Jak Anna Karenina...
            Dutch po wysłuchaniu tej historii jest wstrząśnięty. Fedora wie, że uważa ją za potwora. Ale broni się mówiąc, że stworzenie legendy wymaga wielkiej pracy i poświęcenia. Na koniec ma nadzieję, że Dutch zachowa te rewelacje dla siebie, w imię "dawnych czasów".
            Epilog filmu: producent wychodzi z rezydencji, a my dowiadujemy się, że Fedora zmarła kilka miesięcy później.
            Prawda, że pokręcona historia? Ale w filmie to wszystko jest jasne i wiarygodne. Tylko w opisie brzmi bardzo skomplikowanie.
            Największym plusem filmu jest właśnie fascynująca fabuła, z wieloma zwrotami akcji. Siedziałam przykuta do ekranu. Klimat filmu, jak napisała koleżanka wyżej, trochę przerażający. Temat obsesji na punkcie młodości, operacje plastyczne, to wszystko pasuje wręcz do filmu grozy. Fedora chce być wciąż młoda dzięki córce, chce oszukać czas...
            Zresztą wydaje się, że Wilder wyprzedził czasy podejmując temat operacji odmładzających. Wtedy ten problem jeszcze nie istniał na taką skalę jak teraz. A metoda dr Vando polegała na wprowadzeniu pewnej substancji pod skórę...
            Inny temat filmu to cena sławy. Jak daleko można się posunąć, ile poświęcić?
            I to także hołd Wildera dla starego kina, z wielkimi gwiazdami. W filmie pada wiele prawdziwych nazwisk aktorów dawnego Hollywood.
            A teraz o minusach. Szkoda, że głównych ról kobiecych nie zagrały bardziej znane aktorki. Mogłyby wnieść więcej do filmu. Pierwotnie Wilder chciał dać rolę Fedory Marlenie Dietriech, ale ta odmówiła.
            Co jeszcze. Niestety od początku wydawało mi się, że hrabina jest podejrzana :) Finał był dla mnie zaskoczeniem, ale nie tak wielkim. Potem doczytałam, że Knef i Keller były dublowane. I chyba głos nie pasował mi do postaci Fedory. Przypadek, ale jednak naprowadził mnie na rozwiązanie.
            Można się też przyczepić, że to film bardzo wręcz staromodny, z nadmiarem retrospekcji. I czasem balansuje na granicy powagi i śmieszności. Ale to akurat mi się w nim podoba. Jest w nim coś dziwnego, ale fascynującego.
            Mam nadzieję, że ktoś z Was przebrnął przez ten elaborat :)




            • siostra.bronte Re: "Fedora" cd. 30.07.12, 12:06
              A, jeszcze jedno. Moje podejrzenia wzbudził też fakt, że "Fedorę", kobietę 60-letnią, zagrała Marthe Keller, w końcu młoda babka. Chociaż trzeba przyznać, że w filmie sprawia wrażenie kobiety "bez wieku". Najlepiej byłoby żeby tę rolę zagrała jakaś zupełnie nieznana aktorka, ale wtedy film by pewnie nie powstał.
            • grek.grek Re: "Fedora" cd. 30.07.12, 14:37
              słowo "przebrnął" zakłada jakiś wysiłek, a ja tylko śmignąłem tanecznym krokiem :]
              [no dobra, taniec w moim wykonaniu nie ma nic ze szlachetnej głębi Greka Zorby,
              raczej niezborną plątaniną rąk i nóg bywa]

              rzeczywiście, historia niepogodzonej z losem aktorki, jako żywo kojarzy się z
              "Bulwarem..." [coverowaliśmy kiedyś].

              ciekawe brzmi postać tej młodej córki przefalancowanej na matczyny sobowtór
              za pomocą inżynierii tożsamościowej, niemalże, odbierającej jej osobowość dla
              celów mało zaszczytnych, bo zaledwie naśladowczych.

              fabuła istotnie zakręcona, ale jakoś trudności w połapaniu się nie miałem większych.
              a jak nawet ja ikch nie mam, to znaczy, ze jest dobrze ;]
              mogę sobie tylko wyobrazić, jak to smakowało podczas oglądania, heh.


              very gut opowieść, Siostro, pamiętając Bulwar wyśwetlił mi się, podczas czytania,
              ten charakterystyczny nastrój zdjęć, strojów, aut i w ogole caly enturaż tamtej
              epoki.

              i jak zwykle przyszła mi do głowy nieznośna myśl, że polska telewizja zamiast
              się kompromitować kolejnymi gniotami kupowanymi za paczkę dropsów powinna
              sięgnąc po dawne kino, tytułów jest mnóstwo do pokazania.

              dzięki za frapującą historyję :]
              • siostra.bronte Re: "Fedora" cd. 30.07.12, 15:20
                Dzięki! Wiesz, pisząc ten tekst sama się trochę gubiłam w meandrach fabuły :)
                Tak, skojarzenia z "Bulwarem" są nieuchronne, także ze względu na obecność Williama Holdena.
                Ale na tym podobieństwa się kończą. To już jednak inna epoka, inne kino.
                Ciekawy jest kontrast między pięknymi zdjęciami Korfu, pełnymi słońca, a mroczną historią.
                Warto też wspomnieć o muzyce Miklosa Rozsy, w starym, hollywoodzkim stylu.
                Polecam się :)
                    • grek.grek Re: "Fedora" cd. 01.08.12, 13:36
                      może czasami tak się zdarzyć, że się bezwiednie rozkręcisz i polecisz
                      jak Małysz za najlepszych lat ;]

                      co tam, każda wersja mile widziana będzie, dłuższa, krótsza, jaka Ci wyjdzie
                      akuratnie.
                    • barbasia1 Re: "Fedora" cd. 01.08.12, 15:59
                      Dobra robota , Bronte, dobrze się czytało Twoją opowieść .

                      Rozumiem Cię dobrze. Sama kiedyś opisywałam dwa dni (z przerwami naturalnie) jeden z odcinków 3. sezonu Californication. A przy filmie "Oszukana" Clinta Eastwooda (nie wiedziałam, że film taki długi będzie) dorobiłam się rekordu na miarę olimpijskiego - cztery dni. ;))
                        • barbasia1 Re: "Fedora" cd. 02.08.12, 15:19
                          Właśnie. :)

                          Twój post, streszczenie wcale nie było za długie, było w sam raz.
                          Żeby dobrze, jasno przedstawić zawikłaną często fabułę, w której w zasadzie każdy szczegół jest ważny, trzeba się rozpisać, niestety.

                          Wymagają pracy takie streszczenia, ale potem, kiedy szczęśliwe dobrnie się do końca, to człowiek szalenie dumny z siebie, prawda? :)
                        • barbasia1 Re: "Fedora" cd. 02.08.12, 15:43
                          Wracając jeszcze do "Fedory" i wątku operacji plastycznych, odmładzających, upiększających, dawniej dostępnych dla wybranych i bogatych, to nie wiem czy wiecie, ale Marylin Monroe już w latach 50. zrobiła sobie operację plastyczną podbródka i nosa.

                          :)

                          • siostra.bronte Re: "Fedora" cd. 02.08.12, 16:52
                            Tak, słyszałam o tym, ale Marilyn i tak wyglądała bardzo naturalnie.
                            Dawne gwiazdy też sobie trochę poprawiały urodę, chociaż oczywiście w inny sposób. Było usuwanie tylnych zębów, żeby uzyskać wymarzony owal twarzy (Marlena Dietrich?). Usuwano też żebra dla efektu talii osy.
                            "Fedora" przypomina mi historię znanej włoskiej aktorki, Laury Antonelli. Kojarzycie? Włoski symbol seksu i urody. Pod koniec lat 80-tych zrobiła sobie operację twarzy, podobno na życzenie producentów nowego filmu. Operacja trwale ją oszpeciła. Antonelli musiała zakończyć karierę, wpadła w narkotyki i teraz żyje z zasiłku.
                            • maniaczytania Re: "Fedora" cd. 02.08.12, 21:01
                              siostra.bronte napisała:

                              > "Fedora" przypomina mi historię znanej włoskiej aktorki, Laury Antonelli. Kojarzycie? Włoski symbol seksu i urody. Pod koniec lat 80-tych zrobiła sobie operację twarzy, podobno na życzenie producentów nowego filmu. Operacja trwale ją oszpeciła. Antonelli musiała zakończyć karierę, wpadła w narkotyki i teraz żyje z zasiłku.

                              Troszke podobny, bo jednak nie do konca, jest rowniez przypadek Jennifer Grey, pamietnej Baby z Dirty Dancing. Zrobila sobie operacje nosa, ale chirurg chcial poprawic jeszcze to i owo - nie oszpecil jej, ale bardzo zmienil jej twarz - stracila rozpoznawalnosc i na iles lat musiala zrezygnowac z kariery.
                              • barbasia1 Re: "Fedora" cd. 03.08.12, 15:55
                                Laury Antonelli i jej historii nie znalam, za to pamiętam dobrze Jennifer Grey ("Dirty Dancing" film naszego bardzo wczesnej młodości ;), o przyczynach załamania się kariery tej ostaniej -po nieudanej operacji - dowiedziałam się właściwie niedawno.

                                :)
      • pepsic Re: "Fedora" 31.07.12, 19:00
        Widzę, ze zyskaliśmy przewodnika po starych, dobrych filmach:)
        Dziękuję za miłe wrażenia. Mam skojarzenia zgoła odmienne, z "Rebeką" Hitchcocka, rzecz jasna powstałe jedynie na podstawie wersji opisowej.
    • grek.grek co na dziś ? Żona astronauty/RObak/Palimpsest 31.07.12, 14:10
      oglądacie IGrzyska ? ja patrzyłem wczoraj na pingpong i szermierkę.

      w zasadzie, zauważyliście, ze bez technologii, elektorniki w zasadzie część sportów
      w ogole nie istnieje ?
      te dziewczyny od szpad, floretów i szabli są całe okablowane, bo bez tego nie
      sposób by było dostrzec, która ktorą trafiła, albo czy przypadkiem nie trafiły siebie
      nawzajem jednocześnie.
      Bieg na 100 metrów ? 19 na 20 razy bez fotokomórki nie da się rozstrzygnąć kto
      przed kim, a za kim kto.
      To samo na pływalni.

      TVN7 dzisiaj daje antyIgrzyskowy program :]

      20:00 - "Żona astronauty".
      Nie wiem, co jest nie tak z tym filmem.
      Theron & Depp w głównych rolach, potencjalnie dobry scenariusz grozy, ambicje
      psychokina, toztropnie - żadnych upiększających efektów specjalnych, ktore zwykle w takich sytuacjach odnoszą skutek przeciwny do zamierzonego, i... klops. słabe noty, kiepska prasa.

      chodzi o to, z grubsza, ze dwóch astronautów na orbicie nagle gwałtownie traci kontakt
      z bazą i przez minutę pozostaje poza zasięgiem i wszelkich urządzeń pomiarowych
      i kontrolnych. Potem kontakt powraca i wszystko jest bez zarzutu, panowie żyją, mają
      się dobrze, i niespecjalnie chcą mówić o tym, co w ciągu tej minuty sie wydarzyło.

      Fabuła skupia się na jednym z nich, i tytułowej jego żonie. Zauważa ona, ze mąz nie jest sobą
      od kiedy wrócił z misji. Niby zewnątrznie jest taki sam, ale stopniowo coraz bardziej jego zachowania, spojrzenia, gesty zaczynają ją niepokoić, a wręcz przerażać. od pewnego, wczesnego, momentu fimu dylemat bohaterki zaczyna się kształtować, więc wydaje się, ze energię niosącą go do finału zapewnić mieli aktorzy i stopniowane napięcie, jakie widz ma odczuwać wczuwając się w bohaterkę, miłą i sympatyczna nauczycielkę, z ktorej wdzięk i dobry humor ulatują jak powoli wypuszczane powietrze z przekłutego balona, i ustępują strachowi, niedowierzaniu i bijatyce myśli, czy to co sie jej wydaje - albo co mówi jej pewien naukowiec - jest prawdą czy tylko straszna halucynacją i psychicznym natręctwem.

      Johnny Depp jest kompletnie poza swoim emploi i filmowi to nie pomaga. Theron jest lepsza, bo ma więcej do zagrania, ale też za rzadko cieniuje emocje, za to zbyt często przypomina... naiwną gąskę, co się zaplątała w krzaki, coś jak w "Adwokacie diabła". CHociaż... może to
      atut, ze nie próbuje przekonywac, ze z miłej i grzecznej nauczycielki można przeskoczyć
      do bycia babą-herod, albo twardzielką z kina akcji rodem...

      są momenty Kodaka, np. kiedy Theron idzie ciemnymi korytarzami jakiegoś budynku, do pokoju
      gdzie oczekiwac mają na nią papiery i wideotaśma od naukowca, który przekonuje ją , ze
      ma materiały dot. prawdy o jej mężu.

      Atmosfera osaczenia bohaterki. KOlejne sygnały, mniej lub bardziej subtelne,że dzieje się źle i fatalnie. I pytanie wiszące w powietrzu : jaka jest prawda o tej Minucie i czy może jednak
      Theron nie przesadza, zwłaszcza, ze jest w ciązy, i to bliźniaczej.

      To kolejny motyw : jesli z mężem jest coś bardzo nie tak, to co z dziećmi ? czy są zainfekowane jego... dolegliwością ? a może wcale nic mu nie jest i to tylko histeria ?

      Motyw w Dziecka Rosemary.

      nie wiem, to nie jest tak kiepski film, może nie jest to też pierwsza liga thrillerów, ale
      warto sprawdzić, jesli dotąd nie widzieliście.

      a po Żonie - "RObak", 23:10.
      Niedawno coverowałem, pamiętacie ?
      pisałem, że jest porąbany ;]
      jeśli macie ochotę na takie kino dzisiaj - śmiało, wg mnie : zaspokoi
      wasze pragnienia i oczekiwania ;]

      TVP, 23:00 Palimpsest
      jakby się zmówili, to to też psychuszka, tylko trochę inna.
      łamigłówka schizoidalna.
      ale powiem Wam, ze warto docenić taką probę w polskim kinie.
      fałszowania fabuły, mieszania, odklejania od rzeczywistości i
      rzucenia widzowi wyzwania sklejenia tej szajby ekranowej celem
      znalezienia odpowiedzi na pytanie : o co tu chodzi, motyla noga ?


      • siostra.bronte Re: co na dziś ? Żona astronauty/RObak/Palimpsest 31.07.12, 18:27
        Czasem rzucę okiem. Widziałam trochę pływania i siatkówki. Może później się wkręcę, jak dojdzie lekkoatletyka.
        "Żona astronauty" do obejrzenia, ale temat trochę zmarnowany. Skojarzenia z filmem Polańskiego są oczywiste. Co do Deppa, w rolach poza swoim emploi (pirat/nawiedzony u Burtona) jest po prostu drewniany.
        "Robaka" wypatrzyłam już dawno :) Ale pora jest fatalna. To samo z "Palimpsestem", który krąży tu i tam, ale nie mogę go zobaczyć.
        • grek.grek Re: co na dziś ? Żona astronauty/RObak/Palimpsest 01.08.12, 13:34
          ja też czekam na lekką. No i na pucharową fazę gier zespołowych.
          Ta grupowa służy chyba tylko odsianiu słabszych zespołów.
          mam podgląd na TVP i CT, w sumie 5 kanałów ;], więc nawet jesli jedni i drudzy będą
          forować swoich reprezentantów, to chyba nie bedą oni jednocześnie na wszystkich
          łączach hasać i siła rzeczy zostanie miejsce na te wydarzenia obiektywnie najbardziej
          interesujące.

          heh, wiesz polscy sportowcy odpadają tak szybko i gładko, że anteny TVP powinny
          obfitować w wolne terminy do pokazywania ww. iventów :]

      • pepsic Re: co na dziś ? Żona astronauty/RObak/Palimpsest 31.07.12, 19:27
        Z kolei część zawodów sportowych jest nieciekawa dla odbiorcy z racji braku widowiskowości, braku widocznej rywalizacji lub przeznaczona dla wąskiej grupy profesjonalistów. Ja np nie potrafię ocenić skoków z trampoliny, skupiam się na stronie estetycznej:)) Ale dobre i to. A propos ping-ponga, czy tylko mi wydaje sie dyscypliną niewystarczająco docenianą przez telewizję z racji atrakcyjności wizualnej i sporej dawki emocji? Dzisiejszej porażki siatkarzy nie oglądałam, mam nadzieję, że wyjdzie na dobre, tak dla ostudzenia emocji i przypomnienia, ze do medali długa droga.
        I jeszcze jedno, chciałabym wiedzieć, kto naszym siatkarzom zrobił krzywdę i ubrał ich w siermiężne, kuse stroje z długaśnymi koszulkami podczas meczu z Włochami, na których zachwycające stroje w moim ulubionym kolorze nie mogłam się napatrzeć. To jest to, na co już uwagę zwracała Siostra Bronte przy Euro.

        Nie ułatwiliście mi zadania:(. Może jednak na "żonę astronauty" się pokuszę.
      • barbasia1 Re: co na dziś ? Żona astronauty/RObak/Palimpsest 01.08.12, 01:18
        Oczywiście, że oglądamy Igrzyska, XXX Letnie Igrzyska Olimpijskie, a właściwie Igrzyska XXX Olimpiady. ;)


        Obejzrałam mecz siatkarzy z Włochami, trochę pływania, badmintona i również zmagania tenisitów stołowych - pojedynek fantastycznej Natalii Partyki ze skośnooką Holenderką (przegrany w końcu przez Natalię, po dobrym, obiecującym początku) i kawalek meczu skośnokokiego Polaka ze skośnookim Hiszpanem . Grający w barwach Hiszpani zawodnik - He Zhiwen - to prawdziwy fenomen, ma 50 lat! Niesmowite. Czy to czasem nie jest najstarszy zawodnik na Igrzyskach w Londynie?

        Rzeczywiscie dziś "psychiczne kino", oglądałam trochę "Robaka", ale idę już spać , raz, że padam, dwa, jakoś nie mam dziś nastroju na "psychiczne kino". Właśnie rozkręca się w umyśle bohatera paranoja, zaczyna wszędzie widzieć robaki ...
        (Właściwie tereaz , kiedy piszę te słowa to film chyba dobiega końca!?)

        cdn.
        • grek.grek Re: co na dziś ? Żona astronauty/RObak/Palimpsest 01.08.12, 13:25
          halo, Barbasiu, już myślałem, że o nas zapomniałaś na amen :]

          [jak się udał wypoczynek ?]

          wiesz, że ja zaczynam odkrywac tego "pingla" na nowo :]
          na codzień nawet nie pamiętam, że taki sport istnieje, a tutaj obejrzałem
          parę meczów [yes, Natalię from POland, i drugą panią from Poland, czy
          raczej from China to POland ;) vs Japonka] i aż mi się wyświetliła podstawówka,
          gdzie graliśmy w tegoz pingla na przerwach [ofk, o ile nie graliśmy w "manko" -
          znasz taką grę ? ;)].
          i przypomniał mi się cały słownik - "paletka", haha; "paletka" mogła być
          "gumka" albo "deska" - ofk "deska" obniżała szanse przy stole i rujnowała
          status gracza, hehe; piłeczka "plastik", czyli taka gorsza, dyskwalifikowała
          w ogole; "ścinka" była zamiast fachowego "smeczu"; najszerszy rozdział w tym słowniku obejmuje wyrazy pochodzenia łacińskiego, będące reakcją na nieudane zagrania, stracone punkty - ale tych, z przyczyn obiektywnych, nie wymienię, heh.

          dobry pomysł z tymi setami do 11, prawda ?
          Kiedyś grało się do 21 i za długo to trwało.
          a teraz do 11 i do 4 wygranych setów.
          dzięki temu dwukrotnie szybciej dochodzi do tych momentów w secie,
          kiedy kazda pomyłka skutkuje poważnymi konsekwencjami, a i chyba
          w ogole gra do 11 podnosi rangę każdej akcji w secie. Takie mam wrażenie.

          jak ten "RObak" Ci się podobał ? :}
          • barbasia1 Re: co na dziś ? Żona astronauty/RObak/Palimpsest 01.08.12, 15:03
            Greku, jak mogłeś tak pomyśleć! Zapomnieć? To niemożliwe!
            forum.gazeta.pl/forum/w,14,137291443,137670498,Re_OT_informacyjno_muzyczny.html
            Zresetowałam umysł, odpoczęłam, Greku (mam wrażenie, że moje neurony to chyba jeszcze odpoczywają ;)


            Bardzo interesujące wspomnienie wywołała mam Olimpiada, to znaczy Igrzyska, interesujące nie tylko pod względem językowym ... :))

            Nie tylko Ty odkrywasz pingponga na nowo, u nas w sąsiedztwie na części placu szkolnego niedawno ustawiono, opócz chustawek i drabinek dla dzieci, także stół do ping ponga. Na początku służył za siedzisko dla większych dzieciarów, zaobserwowałam teraz, kiedy trwają Igrzyska (i jest ładna pogoda), chłopaki przynoszą ze sobą "paletki", tak u nas też się tak mówiło ( fachowo - rakietki do tenisa stołowego :) i grają...

            A my z bracikiem we wczesnej młodości też graliśmy w ping ponga, mieliśmy drewniane paletki pokryte czerwoną gumą, za stół służyła nam długa ława. Nie chwaląc się powiem,że to ja najczęściej wygrywałam. :]} Mam jeszcze gdzieś te paletki ...


            Rzeczywiscie, kiedyś grałos ię do 21 punktów. Zgadzam się z Tobą. Rzecziwście świetny pomysł z setami do 11!

            No wiesz, "najlepszego" czyli apogeum szaleństwa, paranoi (udzielonej) głównych bohaterów, ale muszę przyznać, że film wciągał!, a Michael Shannon byl przekonujący w swojej roli, w w tej części filmu, którą widziałam, kiedy szukał w łożu kochanki malutkich robaków, mszyc, a potem przyglądał się przez mikroskop robakom w swojej krwi. Dobrze dobrana rola, Peter Evans ma coś dziwnego, niepokojącego w twarzy ...
            • barbasia1 Ping-pong - poprawnie! 01.08.12, 15:13
              Ping-pong, a nie pingpong, przepraszam za pomyłkę.

              Ping-pong, ping pong «gra sportowa, w której biorą udział dwie lub cztery osoby, polegająca na przerzucaniu drewnianą rakietką celuloidowej piłeczki przez siatkę rozpiętą na środku stołu»
              • pingpongowy • pingpongista • pingpongistka

              sjp.pwn.pl/slownik/2500481/ping-pong
            • grek.grek Re: co na dziś ? Żona astronauty/RObak/Palimpsest 02.08.12, 13:43
              cieszę się :]

              dobry urlop nigdy nie jest zły, że tak sie nie popiszę talentem Kolumba :]

              o, widzisz, "pingiel" zostaje we krwi, hehe.
              Jakby jeszcze nie trzeba było tych "palatek" i piłeczek, to w ogole
              byłby to sport masowy.
              Ale, wiesz pamiętam, ze jak nie było rakietki pod ręką, to się i łapą
              odbijało. Nawet łatwiej było oszukiwać i zamiast odbijać - rzucało się
              piłeczkę, hehe.

              wczoraj oglądałem finalowy mecz pingla żeńskiego.
              ofk, dwie Chinki zagrały w nim.

              zupełnie inna gra niż to, co wcześniej widziałem - zauwazyłeś, ze o ile
              Natalia i inne oglądane dziewczyny uderzały piłeczkę w górnej fazie jej
              lotu, o tyle te dwie Chinki atakowały ją już w locie wznoszącym.
              Dzięki temu szybkośc ich wymian była dwukrotnie lepsza. No i trafiały
              w większości w pole ;]
              Ta szybkośc je całkowicie od Natalii & co odrózniała.
              pach, pach, pach, może bez specjalnych zawiłości taktycznych, ale
              tą szybkością zapewne wykosiły resztą rywalek.

              I tak bez celebracji zbytniej. obie tylko czyhały, zeby jak najwcześniej
              ruszyć do ataku. Bardzo szybka gra, bardzo ofensywna, bardzo dla oka
              przyjemna. świetnie się oglądało. Chinka w czerwonym kubraczku pokonała
              Chinkę z zielono-żołtym [o ile dobrze pamiętam kolory] 4-1 w setach -
              nazwisk nie zdołam wymienić ;]

              prawda, Shannon się spisał.
              ale myślę, ze i Ashley Judd nie ustępowała mu w tej szajbie zbytnio ;]
          • pepsic Re: co na dziś ? Żona astronauty/RObak/Palimpsest 02.08.12, 17:53
            Grywałam w ping-ponga na wakacjach, w domu na ... biurku:) Zanim dorobiłam sie prawdziwej zielonej siatki wystarczał drążek wyciągnięty spod chodnika ze schodów. Oczywista, piłeczki sie podkręcało,a nawet miałam ambicje grania lewą ręką. Co do łaciny, co to, to nie! :)
            Ze zmianą zasad pingpongowych miałam to samo, co kiedyś z siatkówką. Nie mogłam się odnaleźć, jak poszłam na mecz po nowemu, a tu jeszcze koleś wyróżniający się innym strojem wchodzi i wychodzi z boiska, jak chce.
            Przy okazji, możecie wytłumaczyć, dlaczego drużyny i zawodnicy chińscy grają na olimpiadzie przeciwko sobie ??
            A właśnie siatkówka się zaczęła.