es_el
30.06.04, 02:34
telewizor niesie kaganek oswiaty jak trzeba, no nie ma sie do czego
przyczepic zaprawde, misja edukacyjno-odchamiajaca najwyzszej proby, od switu
bladego mozna poszerzac horyzonty, wkraczac do unii praktycznie nie zzuwajac
pizamy, zapoznawac sie z topowymi trendami zagryzajac podwawelska i jakim-tam-
badz klinem, czy chocby woda spod ogora
wlaczylem i oniemialem, bo oto zniewala mnie nasza fejwrit katarzyna matka
dowbor, obciagnieta zielonym pancerzykiem, skutecznie kielznajacym jej
wdzieki przy pomocy solidnego eklera, zwanego powszechnie zamkiem
blyskawicznym tudziez ekspresem, glowe wienczy tez raczej pancernawy kapelut,
ogolnie sztywno i okazuje sie, ze to korespondencja w strone ascot, ze tak
angielsko, lejdowato i, ze katarzyna matka, ze wszystkich naszych krajowych
prezenterek, dysponuje uroda najbardziej wyspiarska
no i szybko sie okazalo, ze najfaktyczniej w swiecie moj horyzont bedzie tu i
teraz poszerzany w strone brytyjska, ze wprawdzie wpieprzam jakies kuchenne
prymitywstwa, pizama niekompletna i w ogole, ale byc moze jutro
zainspirowany, wrzuce na dzien dobry dzban fasoli, kielbaseczki, jajeczniczke
z bekonikiem i te de, wloze kapelusz i na ten przyklad garsonke, ale przede
wszystkim lizne jezyka, krystalicznie czystego....
nie bede dalej pierdykal w klawiature po proznicy, przytocze wam fragmencik
jak go sobie skrzetnie skrecilem z ekranu moja osobista, przykurzona setkowa
kamerka
(na zywo)
katarzyna matka:
- widzow z pewnoscia ineresuja konkrety kewinu
kevin stazak aiston:
- tak?
katarzyna matka:
- jest stuacja, jestesmy nagle w londynie, stajemy na londynskiej ulicy
i ...co?
kevin strazak lingwista oswiata (trzymajac w reku markera i udajac
zaskoczenie pytaniem, poniewaz na zywo czesto padaja pytania zgola
nieoczekiwane i zaskakujace):
- w londynie nagle, tak?
katarzyna matka (ochoczo):
- tak! oooo, jestem pewna, ze nasi niejednokrotni widzownie spotykali sie juz
z taka sytuacja, a (eh! z lekka protekcjonalnie w moja strone) jesli nie, to
na pewno (jak do przedszkolaka) sie spotkaja
kevin bystrzacha:
- dopsze, muszimy wtedi szie sapytac lońdynczika o so chsemi, ale czieba sie
upewnonc czi nas srosumial prawidlowo, tak wiens pitamy 'do you understand
me?', jeszcie ras 'do you understand me?' so sopie sapieszemy na taplisy
tutaj tak, o 'do you understUnd me?'
kevin dyskretnie oglada sie przez ramie w bok i psyka wskazujac pytajaco
glowa na tablice, niekoniecznie rozumie podpowiedz spoza kadru wiec
kontynuuje wyklad na miare miodka profesora wzbogacajac mnie o 'do you get
me?, i 'do you follow me?' jak rowniez 'are you following me?'
katarzyna matka (kapelusz majestatycznie sklania sie przed kevinem wraz glowa
naszej oldi goldi):
- dziekujemy ci, kevinie, teraz juz wiemy jak poradzic sobie w londynie,
spojrzmy jak tam nasze sniadanko, o, pieknie pachnie, a teraz dosiadzmy sie
do naszego goscia, pani przyszla do nas bo wraz z gazeta wyborcza robi taka
akcje, ktora ma na celu popularyzacje jezyka angielskiego w naszym kraju
ciag dalszy moze dopisze jutro, bo mi sie spac zachcialo
to pa,
s_l