Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2012 - 7 (vol. 24)

22.09.12, 16:33
hmm, zalozyc przed pierwszym, czy nie zalozyc ;)))

Zakladam, bo juz ciezko sie w poprzednim polapac :)
Obserwuj wątek
    • maniaczytania Niedziela - pierwszy dzien jesieni 23.09.12, 18:45
      u mnie bylo slonecznie i ladnie, ale wietrznie bardzo, wiec raczej chlodno ...

      Niedzielne wieczory przez kilka tygodni u mnie beda wygladac tak samo - Masterchef Polska, Czas honoru 5 i Kosci 7.

      Ale cos tam Wam polece, moze ktos obejrzy ;)

      - tvp1 21.20 - Szalenstwa milosci - Salma Hayek i Russell Vrowe (tak, tak zagrali kiedys pare zakochanych) - nie do konca romantic comedy, ale jednak ;)
      - tvp2 pora dla Greka - 0.30 - Prowokator - polski film z 1995r., mnie sie podobal, bom wielka fanka Krzysztofa Pieczynskiego, ktory rzadko pozwala sie ogladac ;), z B. Linda!
      - tvn 21.00 - Kogel-mogel II
      - tvn7 - 20.00 - Czas patriotow - Harrison Ford i piekny i mlody Sean Bean w walce na smierc i zycie
      - tvp Kultura - 19.45 - Aniol zaglady - nie mam pojecia, ale napisze, a co ;) dramat meksykanski z 1962r. Luisa Bunuela - no, to juz troche nas naprowadza, nieprawdaz? :)
      a potem o 21.30 - Orlando z Tilda Swinton w dziwnej roli

      A przy okazji napisze, ze wczorajszy wieczor spedzilam czesciowo z Kultura wlasnie, bo najpierw ogladalam film dokumentalny o tym, jak Metallica nagrywala czarna plyte, a pozniej godzinny koncert Slasha z 2010r. - bylo ostro :)
      • barbasia1 Re: Niedziela - pierwszy dzien jesieni 24.09.12, 21:49
        Kulturalny wieczór, kulturalna muzyka, Maniu!
        Podoba mi się ten utwór Slasha - "Far and Away"
        Z dedykacją dla Ciebie

        www.youtube.com/watch?v=dJ5vVhTBLGA&feature=related
        Teraz w Jedynce w poniedziałkowym Teatrze Telewizji premiera "Trzech sióstr". Nagrywam. :)

        Aha, melduje, że nic nie oglądałam w niedzielę wieczorem.
        • pepsic Re: Niedziela - pierwszy dzien jesieni 25.09.12, 12:20
          Wychodzi, że tylko ja sumiennie odrobiłam zadaną pracę;) Zainteresowałam sie bunuelowskim "Aniołem zagłady". Z sumiennością pewnie przesadzam, bo czytałam jednocześnie książkę, ale trochę mnie nużyło przeciągające się przyjęcie:)
          ;)
          • barbasia1 Re: Niedziela - pierwszy dzien jesieni 25.09.12, 17:03
            > Zainteresowałam sie bunuelowskim "Aniołem zagłady".
            [...]trochę mnie nużyło przeciągające się przyjęcie:)

            Ale doczekałaś do końca?

            Na stronie gazeta.pl piszą, że "Anioł zagłady" to "Jeden z najlepszych (i najokrutniejszych) filmowych dowcipów Bunuela". I że warto doczekać do końca, bo na finał mistrz Bunuel uszykował najbardziej przewrotny wic.

            Pepsic, co się zdarzyło na końcu ????

            film.gazeta.pl/film/2,23804,,Aniol_Zaglady,,5457509,2925.html
            Poproszę o powtórkę!
            :)

          • barbasia1 Re: Niedziela - pierwszy dzien jesieni 25.09.12, 16:40
            > haha, Barbasiu, i ja odpaliłem nagrywanie teatru :]

            A wiesz, że o tym pomyślałam wczoraj wieczorem, że Ty pewnie też nagrywasz!?

            Przy okazji powiem Ci, że w praktyce 8 GB pojemności USB to strasznie mało! :/

            > no to... udaję się dziś na randkę z... Hankiem Moodym.

            Jak z Hankiem, to masz moje błogosławieństwo. Idź i baw się dobrze! ;)))
            A zdaj koniecznie relację jutro! :))

            Wprawdzie ten pierwszy odcinek to ja oglądałam, ale było to już tak dawno, że właściwie już niewiele pamiętam. Zresztą musimy tu mieć cały sezon skompletowany.

            :)
            • grek.grek Re: Niedziela - pierwszy dzien jesieni 27.09.12, 13:32
              haha, no proszę, synchron jak w orkiestrze dobrej :]

              jeszcze nie zacząłem nagrywać za pomocą najnowszej technologii, za to
              wszelkie Twoje uwagi są cenne, bo w końcu nadejdzie wiekopomna chwiŁa
              i zacząć musiał będę. Póki co, cieszę się ostatnimi miesiącami szczęśliwego
              związku z moim magnetowidem ;]

              będzie cały sezon.
              taki jest plan.
              co więcej, na pewno w przeciągu kwartału ta seria doczeka się powtórki.
              Czesi tak już mają, hehe.
              1 sezon tylko w Cty oglądałem 3 razy, drugi tyle samo, a 3 i 4 po 2 razy.
              Telewizja, wyobraź sobie... publiczna :]
              Oni Californication, my... Barwy szczęścia ;]
              • barbasia1 Re: Niedziela - pierwszy dzien jesieni 28.09.12, 20:57
                Myślałam sobie właśnie w poniedziałek też o zmianach technologii od czasów wideo na taśmy, wielkiego pudła; ja nagrywałam na sprzęt wielkości mojego niedużego kciuka!

                W nowych telewizorach wbudowane są wejścia USB.

                "Swoje Barwy" szczęścia, to Czesi też pewnie mają.
                Ale oprócz nich, właśnie, mają co sezon najlepsze, najnowsze światowe produkcje.

                Ale my też wreszcie doczekaliśmy się zopóxnieniem światowego hitu, serialu "Man Men" w TVPKulturze, powtórka dziś o 23.30, przypominam.
                :)

                >Póki co, cieszę się ostatnimi miesiącami szczęśliwego związku z moim magnetowidem ;]

                He,he! :)))
                ty jesteś wierny swoim starym miłościom, prawda? Przyznaj się. ;)
      • grek.grek Re: Niedziela - pierwszy dzien jesieni 25.09.12, 16:13
        u mnie to samo, tylko wiatr ciepły, więc nawet w nocy było przyjemnie; heh, lato, proszę
        ja Ciebie :]

        w niedzielę miałem Borgiów, potem kimono, a później Pitbull [skandal, że te powtórki
        puszczają w środku nocy]

        dzisiaj zamierzam odświeżyć "Wszystko co kocham" i no startuje Californication V.

        może "Le Mans" w Ct 2, jak się uda, a jak się nie uda, to... zaoszczędzicie trochę
        zdrowia, bo nie zdołam go opisać ;]
          • grek.grek Re: Niedziela - pierwszy dzien jesieni 26.09.12, 13:22
            Siostro, Barbasiu... muszę Was rozczarować, Le Mans nie zdołałem ogarnąć...
            jednak jak się okazalo "chodzenie bez nakręcania" w moim przypadku również
            ma swoje limity ;]
            a sądziłem, że za jakiś czas będę gotowy,żeby przebić Davida Blaine'a, który
            zdaje się nie spał 11 dni;]

            [nie wiem tylko, czy pobił ten rekord, czzy się tylko przymierzał... albo nadal
            przymierza]

            liczę, że może jeszcze Le Mans wypłynie w Ct. "Zapaśnika" powtarzali, więc...
            szansa zawsze jest. za to nocną porą obejrzałem powtórkowo "Wojaczka" i
            "Wszystko co kocham", ktore to tytuly zapewne znacie...
    • grek.grek Californication V - 1 26.09.12, 12:53
      a więc... jest tak, jak to zwiastowałaś, Barbasiu, za pomocą linków zdradzających
      stan wyjściowy :]

      Po 2,5 roku Hank wraca do LA z Nowego Jorku, na zaproszenie łysego.

      Najpierw jednak zrywa ze swoją nowojorską dziewczyną. Wybiera fatalne miejsce -
      knajpę pełną ludzkości. Próbuje zrobić to elokwentnie, ale gubi się okropnie i
      ostatecznie kończy się sceną - Hank wyznaje jej, że "było nam miło, ale tak
      sądziłem, że to wszystko niezobowiązująco... nieoficjalnie...", na co dziewoja
      dostaje palmy, oblewa go... tym, co tam akurat popijała, a potem wykrzykuje
      na całą salę, że "[Hank] jest świnią, która pouswa dziewczyny w tyłek...
      ale za to nieoficjalnie !" :] I odchodzi stukając obcasami.

      W samolocie lecącym do LA Hank poznaje apetyczną czekoladową pannę.
      Dobrze im się rozmawia, zacząwszy od tego, że Hank zajmując miejsce
      potrąca ją w łokiec, a ona oblewa się jakąś wodą, czy czymś mocniejszym,
      rzucając tekstem w stylu "no i spowodował pan, że jestem cała mokra...", co
      Hank oczywiście żartem przyjął w dwuznaczny sposób.
      Chwilę póxniej okazało się, ze niestety dziewczyna musi się przesiąść, bo siedzi
      na miejscu grubszego okularnika, tak na oko 150 kg nieżywej wagi, chociaż...
      może i żywej, jak się gramolił przez Hanka do swojego miejsca przy oknie i
      niebagatelnych rozmiarów tyłkiem deformował Moody'emu twarz... wydawał się
      nad wyraz ożywiony. Potem zaczął konsumować jakieś chrupki z torby. Torba owa
      ofk mu się rozpruła, chrupki rozsypaly się Hankowi wszędzie, gruby zaczął je
      zbierać macając przy okazji Hanka tam, gdzie nie powinien forsujac zasieki wszelakie...
      Koszmar ;]

      Na szczęście po następnej chwili wyszło, że Hank również siedzi nie na swoim
      miejscu. jego miejsce właściwe znalazło się... z powrotem obok czekoladki, a
      obok grubego usiadła jakaś starsz kobieta, o aparacji angielskiej starej damy.

      Rozmowa więc mogła się toczyć dalej, a jej kumulacja nastąpić miała w
      damskiej toalecie podczas lotu... Ona tam poszła, on za nią, ona go nie
      wyprosiła... już zaczęli działać... kiedy wtargnęła im w paradę ta starsza
      babka, z tekstem "domyślam się, co tu robicie, ale uwierzcie mi - to ja mam
      ważniejszą rzecz do zrobienia akurat tutaj". No i nie wyszło. Na lotnisku
      Hank próbuje zdobyć numer telefonu swojje niedoszłej, ale ona odjeżdza, a on
      zostaje z pustymi rękoma.

      za chwilę ma je pełne, bo ściska łysego, który po niego przyjechał/. I to nie
      sam, bo ze swoim synem, 2 -letnim. Kudłatym i w okularach.

      Po przyjeździe na stare śmiecie, okazuje się, ze Karen mieszka z tym profesorem,
      literatem, który w "3" poszedł na odwyk. Teraz wygląda na wyleczonego ;] Karen
      mówi do Hanka "on jest taki jak ty, tylko przystoniejszy", no i pewnie mniej ulega
      skłonnościom do przypadkowych romansów... W każdym razie, Hank próbuje im
      dogadywać, ale widać, ze Karen jest szczęśliwa. Chałupa ma ogród przed i
      za, kwiaty dookoła domu, normalnie "se gniazdko uwili" ;]

      Córka Hanka ma już faceta, i to starszego od siebie o 6 lat. Hank nie może
      uwierzyć, kiedy Karen mówi mu, że Beccy nie ma, bo nocuje u swojego chłopaka.
      Chłopak ofk pojawia się, na zaplanowanej kolacji - Hank mu dogryza, Becca jest
      wkurzona,że stary sie zjawia po 2 latach i ma coś do powiedzenia o jej życiu i
      jej o życiu. Chłopak jest bystrzak, natarczywe pytania Hanka zbywa, albo
      nawet pomaga mu, mówiąc do Beccy "nie miej mu tego za złe, on się o ciebie
      martwi, po prosstu" i tą swoją pomocą jeszcze bardziej Hanka wnerwia. Ostatecznie,
      oboje, Becca i chłopak, wlewają w gardło trochę wina i mają zamiar jechać
      autem gdzieś, Hank próbuje ich powstrzymać, na co Becca odpala mu, że "robił
      takie rzeczy nagminnie, a teraz próbuje jej zabraniać", na co Hank "to, ze ja robiłem,
      nie znaczy, że masz moje błędy naśladować", co trafia w próznię, bo widać, że
      2 lata oddalenia zrobiły swoje w ich relacjach.

      ofk, Moody z łysym odwiedzają Marcy, która mieszka ze Stu, producentem filmowym,
      pamiętnym z "4".
      Zastają ich w sypialni, goły Stu akurat trzyma głowę między nogami zachwyconej Marcy i oboje nie zdają sobie sprawy z tego, ze ktoś ich obserwuje.
      Hank i łysy oczywiście śmialiby się z nich wesoło, gdyby nie to, ze łysy zauważa, iż
      jego syn siedzi blisko łózka. Wpada do pokoju i robi scysję "jak możecie się piep,rzyć, kiedy
      dziecko na to patrzy, MOJE dziecko !". Nastrój pryska, a ostateczny ochrzan od Marcy dostaje... latynoska pokojówka, która nie upilnowała małego.

      TO Stu umawia Hanka z raperem Samurajem Apokalipsy [ o kruca... ;)]. Gra go Rza z Wu Tang Clan. Samuraj mieszka luksusowo, ma białego kamerdynera imieniem Alfred [ Hank : czemu Alfred ? Samuraj : jak byłem mały, to powiedziałem swojej matce, że kiedyś będę bogaty i będę miał lokaja Alferda, więc... jak zostałem bogaty to sobie Alferda sprawiłem"], praktykuje jogę i chce koniecznie aby Moody coś dla niego napisał. Co ? np. ksiązkę "Gliniarz w Santa Monica",z której da się zrobić scenariusz filmu, a Samuraj będzie w nim jak Eddy Murphy w Gliniarzu z Beverly Hills - Hank niekoniecznie jest zainteresowany taką propozycją. Na pewno mniej niż... czekoladką w samolotu, która niespodziewania pojawia się w rezydencji Samuraja. Jego dziewczyna ? jakaś aktorka ? piosenkarka ? Pewnie się to wyjaśni niebawem, w każdym razie dziewczyna wchodzi i "niechący" oblewa wodą Hanka. który jeszcze tylko sparodiuje cienkim głosem murzyński slang raperów, zrobi z tego pożegnanie i sobie pójdzie.

      [pewnie wróci...]

      No i w ostatniej scenie wchodzi do łysego, który jest zajęty, a jakże... jakąś dziewczyną, a potem tańcuje po pokoju z radości,ze "to była setna". że niby setna kochanka... scenarzyści istotnie puszczają wodze fantazji ;] Hank jest mniej zadowolony z całokształtu i przebąkuje,że chciałby wrócić do Nowego Jorku. Karen szczęśliwa, córka go nie potrzebuje, czekoladowa oblewa go wodą, Samuraj to jakiś oszołom, Marcy i Stu... szkoda gadać.... ;] Co ma tam do szukania... ale pewnie zostanie ;]

      cóż, powiem Ci, ze widać, iż kontynuacja jest wysilona lekko, scenariusz nie powala,
      ale dobrze widzieć stare gęby i... niestety, gdzieniegdzie stare tyłki [męskie, dlatego niestety].
      Jakoś musieli zacząć, więc - zakładając, że i tak jestem gotów na 12 odcinków - pozostaje
      nadzieja, że chociaż nos zostanie powyżej tafli wody, kiedy rozlegnie się końcowa syrena :]
        • grek.grek Re: Californication V - 1 27.09.12, 13:25
          o, zachęcam do spróbowania.
          jakkolwiek, w tym momencie chyba żaden ogólnodostępny polski kanał nie
          pokazuje tegoż serialu.
          ale... jesli będziesz miała okazję...

          he he, dużo seksu na wesoło, pikantnych dialogów i egzystencjalno-obyczajowego
          miszmaszu, z domieszką świetnych kawałków muzycznych z lat 70 i 80-tych,
          no i David Duchovny nie do poznania, w porównaniu z Mulderem.

          w 4 serii jest nawet scena, pamiętasz Barbasiu ?, kiedy Hank/David wybiera
          się do sądu, na swoją własną sprawę, stoi przed lustrem wystrojony w garnitur
          i rzuca ponuro : wyglądam jak agent FBI :]
      • barbasia1 Re: Californication V - 1 26.09.12, 15:43
        Ślicznie opowiedziane. Jakbym znów oglądała ten odcinek! :)))

        Konwencja czy chcemy czy nie chcemy z kolejnymi sezonami wypala się .

        Pozostaje więc mieć nadzieję, że dalej nie będzie gorzej.
        I że serial nas rozbawi jeszcze nie raz.


        :)
    • grek.grek KOcham Kino "Samotny mężczyzna" 22:05 27.09.12, 13:38
      zatem, Czcigodne, może oficjalna zapowiedź "Samotnego mężczyzny" ?

      Kocham Kino, 22:05.
      o, i gotowe ;]

      21:00, Paradoks 4.
      ponoć słabe ratingi, ok. 1,4 mln ludzkości; więc jesteśmy w ... elicie ? niszy ?

      Czesi dają "Sierociniec", fajtłapy spóźnione ;]], więc dzisiaj konkurencji
      nie stwarzają.







      • barbasia1 Re: KOcham Kino "Samotny mężczyzna" 22:05 27.09.12, 22:19
        > Czesi dają "Sierociniec", fajtłapy spóźnione ;]], więc dzisiaj konkurencji
        > nie stwarzają.

        Jak to przecież Czesi dali wcześniej od nas! Ty zobaczyłeś i nam opowiedziałeś! A ja jeszcze nie powiedziałam, że bardzo mi się podobał "Sierociniec", przejmujący zwłaszcza koniec (Ależ mam zaległości w postach!) Później napisze słówko, bo za chwilę zaczyna się "Samotny mężczyzna".

        > 21:00, Paradoks 4.
        > ponoć słabe ratingi, ok. 1,4 mln ludzkości; więc jesteśmy w ... elicie ? niszy

        Szkoda, bo to niezły serial, mówię to z całym przekonaniem.

        Tylko 1,4 mln ludzkości? Przy dwóch emisjach? Dziwne? Chyba, że biorą tu pod uwagę tylko tę czwartkową oglądalność!?
        Zastanawiam się, czy to czasem program pani redaktor Jaworowicz nie jest killerem oglądalności "Paradoksu". To samo było z "Instynktem".
        • grek.grek Re: KOcham Kino "Samotny mężczyzna" 22:05 28.09.12, 15:04
          masz doskonałą pamięć, Barbasiu. Moja zaś... sama widzisz - początek końca.
          Pamiętam już tylko to, co powinenem zapomnieć, ha ;]

          mądre pytanie.
          nie mam pojęcia, czy liczą tylko czwartek, czy doliczają doń niedzielny riplej.

          być moze konkurencja istotnie wpływa na obniżkę.
          z drugiej strony, może 1,5 mln to jest dla produkcji tego typu dobry wskaźnik ?..
          Ludożerka masowo włącza na M jak Miłość etc., seriale thriller/sensacja mają
          zwykle [oraz : zasady] niższą oglądalność.
          • barbasia1 Re: KOcham Kino "Samotny mężczyzna" 22:05 28.09.12, 20:08
            Hehe! Żartujesz! Wcześniej też żartowałeś. Nie myśl, że się nie domyśliłam. Pamiętasz wszystko dobrze!

            A tak przy okazji, jakem strasznie ciekawska baba, tak chciałabym strasznie wiedzieć, co to takiego,to, co powinieneś zapomnieć, a jeszcze pamiętasz, powiedz mi, proszę, proszę, nikomu nie powiem, nikt inny się o tym nie dowie. ;)

            Jeszcze trochę czasu upłynie i wszystko zapomniesz. ;)
            Sorry, za ten czarny humor.
            Czytam teraz do snu Topora, "Chimerycznego lokatora". Na kanwie tej powieści powstał film Polańskiego "Lokator" (1976). To napisali napisali na okładce.
            I jeszcze to:

            "Trelkovsky dopiero co wprowadził się do mieszkania mieszczącego się w tajemniczej kamienicy. Pełno w niej dziwaków, którzy każdego człowieka próbują wepchnąć w idealną formę. W ich czystym , harmonijnym świecie nie ma miejsca na indywidualność, osobowość, czy bycie sobą.

            Sąsiedzi kradną Trelkovsky'emu przeszłość, zmieniają przyzwyczajenia, dobierają się nawet do jego płci. gdy ten nie daje się stłamsić, postanawiają go wyeliminować. on jednak jest na tyle bezczelny, że nawet nie próbuje popełnić samobójstwa. poirytowani, decydują się na morderstwo ... nie biorą jednak pod uwagę, że nowy "lokator" wcale nie wybiera się na tamten świat ..."

            Prawda. Też myślę, że 1,5 miliona ludzi to całkiem przyzwoita oglądalność.


            Pani Jessie Ware zaśpiewa dla Ciebie i wszystkich piosenkę "Wildest Moments":
            (podsłuchałam na Trójce,właśnie leci Lista Przebojów)

            www.tekstowo.pl/piosenka,jessie_ware_,wildest_moments.html
            Zakochałam się w tej piosence od pierwszego wysłuchania ...
            • grek.grek Re: KOcham Kino "Samotny mężczyzna" 22:05 29.09.12, 13:10
              naprawdę, umknęło mi, zupełnie :]
              To Ty pamiętałaś dobrze i brawo Tobie.

              haha, sam nie wiem, co by tu wybrać ;]]

              czarny humor zawsze mile widziany, hehe.

              o, kiedyś widziałem "LOkatora", mogliby kiedyś powtórzyć w tiwi.
              Jak filmy POlańskiego, to "Dziewiąte wrota" [jako i wczoraj], "PIanista",
              "GOrzkie gody" [2 razy w Polsacie w tym sezonie], czasami
              NÓz w wodzie, a jeszcze czasami Dziecko Rosemary",
              jak z jakiejś playlisty. A LOkator właśnie oraz Wstręt - całkiem
              zapomniane, chociaż niektórzy filmoznawcy stawają je na samym
              czele tego, co mister Roman nakręcił.

              Tak czy owak, życzę miłej lektury, Barbasiu :]

              o, słyszałem ten kawałek kiedyś, także, fakt bardzo zapada
              w pamięć, a i głos znakomity, trochę mi się skojarzyła mrs Ware
              z młodą Sinead O'Connor, trochę podobna maniera i chyba nawet
              sam utwór, linia melodyczna, gdzieś zbliżona do wczesnej Sinead.
              Jak uważasz ?
    • grek.grek "Paradoks" 4, "Samotny mężczyzna", wrażenia ? 28.09.12, 13:44
      Paradoks.
      w mojej optyce, to byś najlepszy odcinek.

      Scena, w której lekko przyczadzony ksiądz wpada na posterunek i
      nawija, że "spowiadał człowieka, który mu naopowiadał takich rzeczy, że
      on się teraz tego człowieka boi"... zapachniało wreszcie thrillerem.

      A potem scena, kiedy policaje przeszukują tę chatę strzechą krytą i Kaszowski
      zauważa, że "co to za wiejski dom, w którym na ścianach nie wiszą święte
      obrazki"... znów zapachniało :]

      nie bardzo rozumiem, dlaczego rozwiązania tych crime stories dowodzą, że
      Kaszowski nie zamyka przestępców, bo uznaje, że "sąd sądem, a sprawiedliwość
      ludzka musi być po ich stronie" ? co to za kot, który nie łapie myszy ?

      powstający romans komisarki i policaja - trochę ją wreszcie uczłowiecza, bo
      dotąd była tak sztywna i aseksualna, że aż musiałem oglądać ten serial
      w kożuchu z wielbłąda ;]

      "Samotny mężczyzna".

      Tak się zastanawiam, bo angielski tytuł brzmi "Single man" - Man, to nie tylko "mężczyzna", ale
      i przeca "człowiek".

      Moim zdaniem - nie bez kozery. Wskazuje to, wg mnie, na uniwersalny charakter tej
      historii. Chodzi o ból po stracie, rozpacz i szpagat między życiem i śmiercią : czlowieka.
      Nie "geja, któremu zmarł ukochany". W ogole nie chodzi przecież o orientację seksualną.
      Chodzi o ludzkie arcyludzkie. To polskie tłumaczenie wydaje mi się zawęża właściwy sens
      oryginału, a nawet go przeinacza niekorzystnie.

      Prowokacja niezwykle interesująca, zauważyliście/odebraliście to tak samo ?
      Co by nie powiedzieć, to utożsamienie się z ekstremalnie ludzkimi rzeczami, jak ból, żałoba i
      utrata sensu życia, zapewne by było, dla wielu widzów [stawiam w ciemno] znacznie
      prostsze, gdyby np. historia opowiadała losy matki, którs straciła córkę, albo ojca, który
      utracił syna, albo... itd.

      A tutaj jest gej, który postradał innego geja. Niby boli go tak samo, jak innych, ale...
      ale co się gej pokaże jak "jeden z nas/nich?", to zaraz wchodzi retrospekcja i ten
      gej się z innym gejem całuje, obściskuje, biega na golasa... albo flirtuje z innymi
      gejami, i to w wieku jego synów, gdyby ich miał, a miałby jakbyś... i sami
      rozumiecie, że ten film stwarza problem. Niełatwo jest polubić głównego bohatera,
      nie dlatego, ze coś z nim nie tak, że pije, koksuje i kradnie babci rentę - nie,
      trudno go polubić, bo jest inny, a ta inność jest krępująca, jest inną innością -
      nawet Murzyna który szlocha po białej żonie łatwiej pewnie jest przełknąć i
      jak w retrospekcjach mają seks, to aż tak to nie bodzie w łydkę. A tutaj -
      wg mnie : może/mogła zachodzić w.op trudność odbioru.

      Orientacja seksualna bohatera jako rzecz rozpraszająca i utrudniająca empatię
      widowni - jak sądzicie ?

      Mnie się wydaje, że jakkolwiek "Man" oznacza człowieka, to już w samej
      fabule mimo że "man-człowiek", to jednak nie do konca jako "man-człowiek i
      kropka" może być odbierany, ze jego homoseksualizm powoduje trzaski
      na łączach [ może powodować].

      Wg mnie, to jest tego filmu największą zaletą - zmuszenia widza do skonfrontowania
      w sobie : z jednej strony, współczucia dla bohatera, z drugiej - limitującego albo
      utrudniającego wczucie się w jego emocje stosunku do homoseksualizmu, nie : słowa,
      ale do obrazków "dwóch migdalących się faciów".

      kruca, gdyby jeszcze ci geje byli sfatygowani, a to same lalusie ;] tacy wypomadowani i
      gładcy jak pupa niemowlaka.

      Bardzo dobry zabieg reżyserski, że zostało to tak, a nie inaczej przedstawione. Glamurowo,
      dodatkowo konfundująco dla, jak mniemam, sporej części widowni, zmuszając ją do
      wysiłku, albo do kapitulacji - oba rozwiązania dla filmu są wyróżnieniem, dowodem na to, że
      spełnił misję.

      Dodatkowo, reżyser się spisał, bo nie poszedł w jakieś tanie egzaltacje, ckliwości prawie udało mu się uniknąć, zagrał mu koncertowo Colin Firth, którego mistrzowsko obsadził, a całość nie
      wyrżnęła orła na skórce od banana, którą byłoby pokazywanie snuja rozpływqającego
      się nad sobą. POczątkowe monologi były chwilami kiepskie ["patrzę w lustro i widzę
      udrękę"], ale później coraz lepiej się działo.

      wszelkie obrazki pukania w dno od spodu przełamała scena, kiedy profesor nie może
      stzrelić samobója, bo mu ciągle poduszka przeszkadza, a potem włazi w obcisły śpiwór,
      zamyka się i wyczynia w środku rozmaite mecyje, co z zewnątrz daje obraz przekomiczny.
      świetna scena.

      Ale i tak bank rozbiła Julianne Moore.
      po tym poznać klasę kobiety, kiedy potrafi z wdziękiem rzucić "pie,prz się" do faceta,
      który jej złośliwie przygadał :] Tutaj mówi to na wesoło, bo są przyjaciółmi z psorem, ale
      i tak wypadło rewelacyjnie, a sama JUlianne jak zawsze warta każdego kilograma z tych
      niewielu, które waży.

      szata graficzna i muzyczna, perfect-com :] W zasadzie, tak to nakręcono, umiejscowiono i
      omuzykalniono, że momentami dialogi nie nadążały za poziomem estetyki. Pełna zgodność
      wszystkich elementów przedstawienia, skoncentrowanego na zdawaniu sprawozdania z nastrojów i stanów ducha i ciała bohatera.

      I, chwila moment, co to było w tym finale ? Facet padł na atak serca ? Wiem, ze to lekki obciach, ale nie rozstrzygnąłem, czy on zmarł czy tylko się poturbował i w stanie nieprzytomności zobaczył swojego przyjaciela ?

      [gdyby zmarł, to do zalet filmu dołączyć by można ciekawy paradoks : zginął tragicznie
      w momencie, w którym odnalazł chęć do życia i porzucił myśl o sambójstwie]

      tyle ode mnie, a jak Wasze wrażenia, Czcigodni ?



      • siostra.bronte "Samotny mężczyzna" 28.09.12, 15:13
        Ciekawa recenzja :)
        Ale w paru kwestiach mam inne zdanie.
        Myślę, że dla widzów, którzy przeżyli, zwłaszcza niedawno, utratę bliskiej osoby, to właśnie film o żałobie. I nieważne czy chodzi o ojca, partnera czy jeszcze kogoś innego. Oglądając film przypominają sobie te uczucia i przeżycia.
        Znakomita jest scena kiedy George miota się po kuchni, próbując zrobić śniadanie. Bardzo prawdziwie pokazane uczucie bezradności.
        Ciekawe, że homoseksualizm bohatera tak Cię krępuje i utrudnia empatię. Dlaczego?
        Myślę, że dużą zaletą filmu jest właśnie odejście od stereotypów geja w kinie.
        Z jednej strony many homoseksualistów pogrążonych w poczuciu winy (czego chyba nawet od nich oczekujemy), tudzież walczących z nietolerancją otoczenia. Vide: "Mój nauczyciel" opisany przeze mnie.
        Z drugiej: zupełne przeciwieństwo, czyli gej jako facet swobodnie traktujący wszelkie normy moralne i obyczajowe. Nierzadko powiązany z półświatkiem. Czyli jak u Almodovara :)
        A tutaj mamy niespodziankę. George jest wrażliwym, eleganckim i na dokładkę seksownym facetem. Kto to widział? Nie dziwota, że widzowie mogą być skonsternowani.
        I film pokazuje, że ten facet przeżywa pierwsze zauroczenia (scena poznania Jima), uczucia, żałobę jak wszyscy inni.
        Zresztą trzeba zwrócić uwagę, że w filmie nie ma w ogóle scen miłosnych. W retrospekcjach jest raptem jedna scena pocałunku bohaterów, żadnego ostentacyjnego obściskiwania nie zauważyłam. I to wystarczyło, żebyś aż tak się, Greku, zbulwersował?
        Owszem jest trochę flirtowania z młodymi chłopcami, tudzież golizny, ale pamiętajmy, że to wszystko wydarzyło się w dniu, który miał być ostatnim dniem życia George'a. Zdecydowanie mógł bardziej zaszaleć :)
        Zgadzam się, że Colin Firth zagrał wspaniale. Bardzo oszczędnie, bez egzaltacji. I Julianne Moore też była świetna.
        Tak, bardzo ciekawym pomysłem było skontrastowanie pięknego, luksusowego świata z dramatem bohatera.
        Jedyne do czego mogę się przyczepić, to że w paru scenach strona estetyczna dominowała nad ich znaczeniem, o czym zresztą napisałeś. Choćby Carlos palący papierosa, żywcem wyjęty z jakiejś reklamy :)
        I jeszcze przepiękna muzyka Korzeniowskiego. Mam wrażenie, że w filmie było jej trochę za dużo. Sam temat filmu jest tak przejmujący, że nie było potrzeby podkreślać go dramatyczną muzyką. Czasem cisza robi większe wrażenie. Choćby w scenie kiedy George rozpacza w ramionach Charly.
        W ogóle to się zastanawiam jak debiutant mógł zrobić tak dobry film?





        • grek.grek Re: "Samotny mężczyzna" 29.09.12, 12:53
          Siostro, skąd wywnioskowałaś, że chodzi o moje... problemy z odbiorem postaci
          i uczuć bohatera z powodu jego seks-orientacji ? :]

          Zwróciłem uwagę na to, że - wg mnie - dla części widzów [postawiłem w ciemno, że
          taka grupa istnieje] film może/mógł być wyzwaniem z ww. powodu.

          Matkę która traci dziecko - łatwo... przytulić do piersi. Z kimś, kto należy od
          formacji światopoglądowo-obyczajowej : już trudniej. Trudniej jest, części widowni,
          utożsamić się z narkomanem, czarnym, żydem, libertynem czy właśnie
          homoseksualistą.

          I, wg mnie, ten właśnie aspekt powoduje, że ten film jest ciekawszy niż
          sama historia, ktorą przedstawia, bo - takie mam wrażenie : mimo wszystkich
          zalet i prawdy jaką w sobie nosi : nie jest ona szczegolnie sensacyjnie nowa i
          wyjątkowa.

          O,Almodovar to jeszcze większy problem :] Problem dla wielu nieprzeskakiwalny,
          jak mniemam. Ale jego filmy takie mają być - radykalne, prowokujące i
          z założenia wykluczające część odbiorców z kręgu zainteresowanych.

          Natomiast "Samotny" to rzecz mająca, imo, aspirację raczej do utrudniania
          części widowni zadania zamiast odsiewania jej poprzez programowe zniechęcenie.

          ha, skoro debutantowi udalo się za pierwszym razem, to niechybnie oznaka
          talentu :]
          • siostra.bronte Re: "Samotny mężczyzna" 29.09.12, 13:36
            Sorry, Greku, że źle Cię zrozumiałam. Ale trochę niejasno się wyraziłeś :)
            Na pewno część widzów nie zaakceptowała takiego bohatera i całej historii.
            Ten film jest na pewno orginalny z tego powodu, że homoseksualizm bohatera nie jest jego głównym tematem, do czego jako widzowie jesteśmy przyzwyczajeni.
            A nawet więcej, w ogóle nie jest przedmiotem zainteresowania reżysera. George jakoś nie zadręcza się z powodu swojej orientacji. I otoczenie też go nie gnębi. Dowiadujemy się tylko o braku akceptacji ze strony rodziny Jima.
            Gdyby bohater był hetero, ten film mógłby wyglądać tak samo.
            :)
            • grek.grek Re: "Samotny mężczyzna" 30.09.12, 14:05
              wszystko prawda, i ta właśnie normalność zestawiona z faktem, ze JEDNAK
              chodzi o geja - sprawia, wg mnie, że część widowni staje przed zadaniem
              wyjścia poza swoje uprzedzenia celem zaakceptowania bohatera w tej
              właśnie jego normalności.A to, jak mniemam, proste nie jest.

              przypomina mi się "Larry Flynt", gdzie pornograf i jego kopnięta lekko żona
              są naprawdę zakochani w sobie i to być może miłością najprawdziwszą, ale
              jednocześnie tonie to wszystko w oparach prochów, odlotów, wódeczki i
              niezbyt wystawnych wizerunków obojga - i do tej miłości widz/cześć widzów
              musi się przebijać, bo trudno ją tak po prostu z tego otoczenia wyłuskać i
              o nim zapomnieć, a widzieć tylko to szlachectwo.

              nie zrównuję pastelowego homoseksualizmu z hardkorową ćpunadą, dla jasności :]
              Oba przypadki wydają mi się podobne w warstwie,którą pow. opisałem.
      • pepsic Re: "Paradoks" 4, "Samotny mężczyzna", wrażenia ? 28.09.12, 19:53
        No cóż, jakoś się nie wkręciłam, nie uwierzyłem w landrynkową estetykę i stylizację, (twórcą jest gostek od Mad mena), a już z pewnością nie zachwyciłam Julienne Moore w nieokreślonym wieku (nigdy facetów nie zrozumiem, kobieta ma być naturalna, skromnie ubrana, ew. z delikatnym makijażem, ale jak przyjdzie co do czego... wolą kilogram tapety;), do której uprzedziłam sie po pewnej scenie u Altmana. Colin Firth tak, ślicznie sobie poradził. No więc przełączyłam na Janka Pospieszalskiego, gdzie ze zgrozą dowiedziałam się, że mamy PRL bis, przynajmniej odnośnie wymiaru sprawiedliwości. M.in. o Piotrku Stachowiczu było, tym od od słynnego hasła stadionowego. Pojawił się tez ojciec z przypuszczeniem, że za tym wszystkim stoi mściwy człowiek, nawet wskazał go z imienia i nazwiska.

        "Paradoks" odpuściłam na konto skandynawskiej opowiastki "Happy, happy". Bohaterka, niepoprawna optymistka w stylu Amelii, na szczęście dużo mniej irytująca,w poszukiwaniu szczęścia w małżeństwie wplątuje się w romans z nowym sąsiadem, notabene zakochanym we własnej żonie. A łatwo nie ma, małżonek nie kocha, pogardza i okazuje sie gejem, a potomek ma zadatki na Brevika.
            • pepsic Re: "Paradoks" 4, "Samotny mężczyzna", wrażenia ? 30.09.12, 16:59
              Staruch został aresztowany na 3 miesiące tuż przez Euro za rzekome posiadanie narkotyków na podstawie zeznań szemranego świadka. A taka Olga J. ma się dobrze, co widać w Polsacie , choć w grę wchodzą ilości hurtowe, nie wspominając, ze działkę przy niej znalezioną. Areszt Starucha przedłożono o kolejne 3 przez sędziego, który w swoim czasie wsławił sie uniewinnieniem generałów Ciastonia i Płatka. Dodam, że adwokatowi przez 3 miesiące odmawiano wglądu do akt wbrew prawu. Kilka dni temu wywleczono z domu w kajdankach o 6 rano narzeczona Piotrka za podejrzenie zajęcia niewłaściwego krzesełka na meczu i przetrzymano na dołku przez 24 godziny (mimo, że za wykroczenie nie można).
              Rzeczywiste przewinienia się udawania, a nie przedłuża w nieskończoność areszt. A tu co mamy? Bezczelną prowokacje, tak samo szytą grubymi nićmi, jak w przypadku kradzieży ręcznika i klapek.
              Barbasiu, kim jest tajemniczy mściciel? Zgadniesz?
              • barbasia1 Re: "Paradoks" 4, "Samotny mężczyzna", wrażenia ? 01.10.12, 20:41
                Dzięki, Pepsic, za opisanie sprawy.

                Wiesz, nie chce mi się wierzyć, żeby premier zlecał (w jaki sposób?) sędziemu zemstę!? Czy sędzia poczuwał się!?? w imieniu premiera do uszykowania zemsty i to za co za głupie, obraźliwe hasło. Tam musi być coś poważnego, skoro przedłużają areszt.

                Tak na marginesie, hasło "Donald, matole, twój rząd, obalą kibole",pomijam, że chamskie, obraźliwe, ale brzmi groźnie, nie sądzisz?

                Sprawa z dziewczyną, czytałam, jeśli prawdziwe są te prasowe doniesienia, rzeczywiście bardzo dziwna.

                :)
                • pepsic Re: "Paradoks" 4, "Samotny mężczyzna", wrażenia ? 02.10.12, 18:42
                  Bardziej obawiam sie o los naszego państwa w świetle poczynań ekipy rządzącej.

                  No, ale o prezesie sądu okręgowego w Trójmieście, już byłym, panu M. słyszałaś? I żeby zadzwonił ktoś arcyważny, ale nie, byle szczyl zadzwonił, asystent asystenta, a facet zaczął podskakiwać uniżenie na łapakach, jak służalczy pies.
                  • barbasia1 Re: "Paradoks" 4, "Samotny mężczyzna", wrażenia ? 05.10.12, 22:50
                    Od okazywania służalczości, bez dwóch zdań nagannej, do preparowania !? fałszywych oskarżeń o handel narkotykami droga baardzo daleka.

                    Aaa, coś mi się przypomniało! "Kruchymi i miałkimi" dowodami to przedstawiciele wymiaru sprawiedliwości z ramienia partii, która obecnie w opozycji się znajduje posłużyli się niegdyś do tragicznie zakończonego aresztowania byłej posłanki SLD i minister budownictwa podejrzanej rzekomo o korupcję.

                    Ilości "hurtowe" na użytek własny państwa artystów szły, a nie na handel.
                    • pepsic Re: "Paradoks" 4, "Samotny mężczyzna", wrażenia ? 15.10.12, 20:10
                      Ta uległość i służalczość wobec premiera dotyczy człowieka, który miał stać bezstronnie na straży niezawisłości od władzy politycznej, co jest podstawą systemu demokracji.
                      Starucha oskarżają o posiadanie narkotyków, a nie preparowanie dowodów.

                      Nie do końca. Sprawa ma dwa aspekty. Przesyłka hurtowa została zaadresowana na psa, (i przez psa wykryta na odprawie celnej), natomiast na użytek własny miała być przeznaczona działka znaleziona w domu Olgi J.

                      Śledztwo w sprawie poczynań prokuratury oraz ABW zakończyło się umorzeniem już za czasów rządów obecnje koalicji PO - PSL.
              • barbasia1 Re: "Paradoks" 4, "Samotny mężczyzna", wrażenia ? 30.09.12, 15:44
                Eeee, yyyy, nooo tak. ;))))


                Ale najlepszy to taki typ, co się do wszystkiego nadaje .


                Przy okazji, usiłowałam Cię niegdyś przekonać, że mężczyźni są poligamiczni, a kobiety monogamiczne, otóż jak się, ku memu zaskoczeniu,dowiedziałam od prof. Lwa-Starowicza (z najnowszego numeru "Mody na zdrowie", "Moda ..." to gazeta , którą można dostać w aptekach) , poligamiczność czy monogamiczność nie jest kwestią płci, ale tak zwanej chemii mózgowej, która decyduje o naszym erotyzmie!?!?

                :)
                • grek.grek Re: "Paradoks" 4, "Samotny mężczyzna", wrażenia ? 01.10.12, 13:09
                  hoho, żeby to takie typy istniały ;]

                  o, to - jak widać także nauka się tym zajęła - kulturowy przesąd z tą monogamią kobiet i poligamią mężczyzn :]
                  podobno, to nawet kobiety częściej zdradzają.

                  w moim odczuciu, istnienie tego zabobonu miało związek z "edukowaniem"
                  samych kobiet, ale i upowszechnianiem w społeczeństwie jako takim, teorii, że
                  kobieta ma mniejsze potrzeby seksualne, albo że wręcz wcale ich nie ma, za to
                  mężczyzna wręcz przeciwnie i dlatego nic nie robi tylko pląsa w poszukiwaniu
                  kolejnych partnerek, bo żeby sprostać jego żądzom, jak logika nakazuje, trzeba
                  nie jednej, a kilku kobiet. Czysty nonsens.



                  • barbasia1 Re: "Paradoks" 4, "Samotny mężczyzna", wrażenia ? 01.10.12, 19:40
                    Istnieją, istnieją, sama widziałam na własne oczy takie osobniki w przyrodzie. ;))


                    > podobno, to nawet kobiety częściej zdradzają.

                    To już jakaś plotka, pomówienie. ;)
                    Prof. Lew-Starowicz nic takiego nie potwierdza.

                    Natomiast w internecie na forach, zauważyłam, że to kobiety o wiele częściej niż mężczyźni skarżą się na zdradę partnera.

                    Prawda, prawda.

                    :)
                      • barbasia1 Re: "Paradoks" 4, "Samotny mężczyzna", wrażenia ? 05.10.12, 23:07
                        :)))

                        A właśnie.
                        Poza wynikami ankiety można wpływać formułując odpowiednio pytania.


                        A jednak prof. Zbigniew Lew-Starowicz wypowiedział się w kwestii, która płeć częściej zdradza i dlaczego!

                        zdrowie.gazeta.pl/Zdrowie/1,101717,159189.html
                        "Płeć, która więcej inwestuje w wychowanie potomstwa - na przykład nosząc płód w brzuchu przez dziewięć miesięcy - nie odnosi korzyści z posiadania dodatkowych partnerów. Płeć, która inwestuje mniej, ma czas na ich poszukiwanie. Dlatego osobniki męskie dążą do zdobycia większej liczby partnerek, a osobniki żeńskie - jakościowo lepszych partnerów.

                        Ponieważ mężczyźni mogą zwiększać swój sukces reprodukcyjny dzięki romansom, a kobiety nie, to głównie oni, a nie one uciekają się do poligamii (dlatego każdy stosunek jest u mężczyzn nagradzany orgazmem). Niewierność męża ma mniejsze konsekwencje - jego żona nie musi się takim dzieckiem opiekować, natomiast niewierność żony naraża mężczyznę na to, że będzie wychowywał nie swoje dziecko. Historia i prawo to odzwierciedlają. W większości społeczeństw zdrada żony była lub jest o wiele surowiej karana niż niewierność męża. Męską poligamię poskramiają przede wszystkim żony, które odmawiając dzielenia się mężem, sprzeciwiają się rozpraszaniu jego zasobów i energii na obce kobiety i dzieci.

                        Zresztą różnice w strategiach płciowych kobiet i mężczyzn widać już na poziomie komórek rozrodczych. Komórka jajowa jest tysiące razy większa od plemnika. Tych ostatnich jest za to dużo więcej. Pod tym względem mężczyznę można porównać do fabryki, kobietę - do zakładu rzemieślniczego. Podczas gdy z męskiej linii produkcyjnej schodzą miliony plemników dziennie, żeński zakładzik opuszcza jedno jajo na miesiąc. Od początku ona inwestuje w jakość, a on w ilość.

                        Mężczyzna łatwiej ulega podniecieniu. Jest wzrokowcem i często sam wygląd np. nieznajomej w pociągu wystarczy mu, by snuć fantazje seksualne na jej temat. Kobieta trudniej ulegają fascynacjom - jej droga do zdrady jest dłuższa niż u mężczyzny. Potrzebuje bardziej zróżnicowanych bodźców: prócz wyglądu liczy się dla niej głos i dotyk. W tym ostatnim przypadku musi dojść do naruszenia strefy intymnej. Dlatego zdecydowanie łatwiej zdobyć je na parkiecie niż w poczekalni u dentysty."

      • barbasia1 Re: "Paradoks" 4, 28.09.12, 23:15
        Plus dla scenarzysty za to, że po raz kolejny zaskakuje w finale.

        Też zwróciłam uwagą na scenę nieśmiałego wyznania sympatii do pani komisarz i jej ładny uśmiech. :)

        > aż musiałem oglądać ten serial w kożuchu z wielbłąda ;]
        He,he! :)

        No wiesz, Joanna nie przyszła do komisatriatu wdzięczyć się, tylko wykonać niełatwe zadanie wyznaczone przez dość obcesowego zwierzchnika (który okazuje się być postacią coraz bardziej demoniczną, a propos , świetna scena i rozmowa w aucie podinspektora Zielińskiego (Zielinski) z byłym partnerem pani komisarz, tajemniczym typkiem . -Nie złamali ci tam nosa? - pyta eksa Zieliński? Ex odbiera to jako to jako wyraz troski. Nie, nie - mówi kręcąc głową z uśmiechem - Nic mi nie zrobili. Na co w odpowiedzi dostaje od wkurzonego Zielińskiego z całej siły pięścią w nos. :) i musi to wykonać w tajemnicy przed współpracownikami. Do tego jeszcze ma problemy osobiste, jakieś kłopoty z byłym partnerem. A w domu dziecko do wychowania. Stąd na ciągle jej twarzy stres i napięcie.

        Dobrą aktorkę wybrano na jej miejsce, nie wyobrażam sobie już innej w tej roli.

        :)




        PS
        Maniu masz racje, świetne te ujęcia dużego miasta nocą ...
        • maniaczytania Re: "Paradoks" 4, 29.09.12, 10:42
          ja w koncu obejrzalam tylko "Paradoks", "Samotny mezczyzna" niestety przegral z ksiazkami.

          Co do "Paradoksu" to jest po prostu dalej dobry serial, a nie, że teraz nagle podskoczyl ;) Po prostu scenarzysta/scenarzysci konsekwentnie od poczatku bardzo powoli rozwijaja intryge glowna, dorzucajac malutki puzelki tej ukladanki.
          Bardzo mi sie podoba watek :milosny: miedzy Joanna i Jackiem, widac jakas taka fajna chemie miedzy aktorami, budowana drobnymi gestami, spojrzeniami, o takiej chemii niestety nie mozna powiedziec w przypadku inspektora i pani patolog.
          Kilka swietnych scen w tym odcinku - wspomniana Barbasiu przez Ciebie w samochodzie, rowniez w samochodzie z jego Ekscelencja - "posrednio" - swietna byla cala ta rozmowa.
          • siostra.bronte Re: "Paradoks" 4, 29.09.12, 13:59
            Zapomniałam dopisać, że Ekscelencję grał Stanisław Brejdygant (niezapomniany Klaudiusz w dubbingu serialu), ojciec scenarzysty serialu.
            A Muskała (coś jej ostatnio nie widać) jest żoną reżysera Grega Zglińskiego :)
        • grek.grek Re: "Paradoks" 4, 29.09.12, 13:14
          jaka bezpośredniość w tymże była ;]

          o wiesz, ten płaszcz wielbłądzi już wytarty bardzo, więc jego funkcja dogrzewająca
          też lekko zlagodniała ;]

          wydała mi się komisarzyca taka trochę oficjalna, oschła, zdystansowana, absolutnie, że
          tak brzydko powiem, obiekt nienadający się do flirtu [tak, także z powodów, ktore
          wymieniasz].
          Ale... jak widać, rozkręca się, a dobry flirt to przecież miła odskocznia od problemów.

          yes, pamiętam, dobra scena.
          generalnie, ten odcinek na duży plus.
        • siostra.bronte Re: "Paradoks" 4, 29.09.12, 13:41
          Spóźniłam się na początek i potem jakoś nie mogłam się połapać.
          Wstyd się przyznać, ale nie rozumiem dlaczego ksiądz popełnił samobójstwo.
          Wątek romansowy zapowiada się ciekawie :)
          Też podobają mi się zdjęcia W-wy nocą, ale dlaczego w kółko pokazywany jest most Świętokrzyski? Wyświechtany do bólu we wszystkich serialach i komediach romantycznych. Nie ma bardziej orginalnych miejsc? To piszę ja, mieszkanka stolicy :)
          • barbasia1 Re: "Paradoks" 4, 29.09.12, 15:21
            siostra.bronte napisała:
            > Wstyd się przyznać, ale nie rozumiem dlaczego ksiądz popełnił samobójstwo.

            Pani Siostro Warszawianko! :) Wydaje się, że księdza do popełnienia samobójstwa zmusili z jakichś powodów ludzie z parafii. Krzesło, na którym stoi ksiądz zakładając sobie pętlę na szyję kopie, jeden z grupy przyglądających się. Ale co było bezpośrednim powodem takiej decyzji, nie wiem. Chyba nie było to do końca wyjaśnione., albo ja coś przegapiłam

            Mnie Most Świętokrzyski jeszcze się nie opatrzył. Ładnie jest tu pokazywany. :)

                • maniaczytania Re: "Paradoks" 4, 29.09.12, 16:11
                  ech, powinnam Wam zaordynowac ogladanie powtorki, bo nie pojmuje, jak tak mozna nieuwaznie akurat taki serial ogladac? a potem jakies glosy, ze ot takie niedopracowane itp. ;)))

                  Kluczowa kwestia bylo slowo "posrednio". Kiedy Ekscelencja powiedzial inspektorowi, ze ksiadz mu sie wyspowiadal, ze robil te wszystkie zle rzeczy swoim parafianom i nie mogl juz wytrzymac, za pokute biskup kazal mu isc i powiedziec o tym policji, przed pogrzebaniem ksiedza chcial sie upewnic, ze tamten pokute wykonal, na co Kaszowski powiedzial - 'posrednio' (bo ksiadz mowil, ze to ktos inny niby) i zapytal biskupa - ale jak to, ksiadz bedzie pochowany w poswieconej ziemi, przeciez popelnil samobojstwo. Na co biskup - "posrednio, ale wiecej nie powiem, bo paragraf taki i taki" (czyli w domysle tajemnica spowiedzi mieszkancow parafii). I potem pokazano ostatnia scene, gdy w obecnosci mieszkancow ksiadz przygotowywal sie do smierci, bo wiedzial dobrze, ze czyni bardzo zle i chcial to zrobic przy nich i jakby ich rekami, stad nalozyl sobie petla i kiwnal glowa do kulawego, ktory wykopal stolek, czy co to tam bylo, na czym ksiadz stal.
                  Czy cos jeszcze Panie zycza wyjasnic? ;)
                  • barbasia1 Re: "Paradoks" 4, 29.09.12, 16:46
                    Dzięki, Maniusiu. :)))

                    Prawda, stanowczo powinnam zaaplikować sobie powtórkę ostatniego odcinka, wyjątkowo nieuważnie oglądałam, coś innego na dłuższy moment zaprzątnęło uwagę w pewnym momencie ...

                    Chyba już nic nie trzeba wyjaśniać. :)

                    :)




                      • rosasharn Re: "Paradoks" 4 30.09.12, 10:08
                        Moim zdaniem, księdza nie ruszyło sumienie. I nie popełnił samobójstwa, tylko został przymuszony przez mieszkańców wsi do założenia pętli. Ludzie mieli dość tego, co się dzieje w parafii, a miarka pewnie się przebrała po śmierci żony Kulawego.
                        • barbasia1 Re: "Paradoks" 4 30.09.12, 12:52
                          rosasharn napisała:

                          Witaj! :)

                          A jednak! Też bym się skłaniała ku tej wersji.

                          Sprawa, z którą ksiądz na początku filmu przyszedł na policję była jego wymysłem? On miał powiedzieć coś innego, przyznać się, jak mu zalecił spowiednik, biskup do złych uczynków, tak?

                          Postaram się obejrzeć dziś powtórkę "Paradoksu".

                          Dzięki za ten post. :)
                          • barbasia1 Re: "Paradoks" 4 01.10.12, 19:28
                            Po uważnym obejrzeniu odcinka 4. skłaniam się ku wersji Mani. Jednak samobójstwo, "poniekąd" z powodu wyrzutów sumienia przy akceptacji, a nie presji nieszczęsnych "parafian" .

                            Bronte, oglądałaś!?


                            :)
                              • barbasia1 Re: "Paradoks" 4 02.10.12, 00:17
                                Okazuje się, że ksiądz "nie mógł unieść zła , które uczynił ludziom", swoim parafianom, jak się wyraził biskup, do którego ów ksiądz , przyszedł się wyspowiadać przed śmiercią / co wiadomo z finału i rozmowy Kaszowskiego z eminencją/. Księdza dopadły w końcu wyrzuty sumienia, że swoiście pojmowaną wiarą i dziwnymi praktykami religinymi niezgodnymi z nauczaniem KK stworzył w swej parafii coś w rodzaju sekty ze sobą w roli guru, i że przez to uczynił wiele zła ludziom.

                                Ksiądz sam założył sobie pętle na szyje, kulawy kopnął w stołek, na którym stał ksiądz. poniekąd więc, jak Mania powiedziała, popełnił samobójstwo, reszta ludzi stała i obserwowała ...

                                Chyba w necie też można obejrzeć powtórki.

                                :)
                      • pepsic Re: "Paradoks" 4, 15.10.12, 19:10
                        Ja zrozumiałam, ze w samobójstwie maczała ręce kuria w porozumieniu z mieszkańcami.
                        Ps. Wczoraj ucięłam sobie maraton, obejrzałam trzy brakujące do kolekcji odcinki.
        • barbasia1 Re: "Paradoks" 4, 01.10.12, 23:42
          barbasia1 napisała:
          świetna scena i rozmowa w
          > aucie podinspektora Zielińskiego (Zielinski) z byłym partnerem pani komisarz, t
          > ajemniczym typkiem . -Nie złamali ci tam nosa? - pyta eksa Zieliński? Ex odbie
          > ra to jako to jako wyraz troski. Nie, nie - mówi kręcąc głową z uśmiechem - Nic
          > mi nie zrobili. Na co w odpowiedzi dostaje od wkurzonego Zielińskiego z całej
          > siły pięścią w nos. :)

          Korekta dialogu:
          "Złamali ci nos" pyta Zieliński przyglądają się exowi, ex z uśmiechem, że nie, na co Zieliński z całej siły wali go pięścią w nos i mówiąc stanowczo exa "Złamali", he,he.
    • grek.grek "Stan gry" & "BIlans kwartalny" [storylines] 30.09.12, 12:00
      Tydzień temu trójskok, wczoraj... biathlon ;]

      po primo, "Stan gry", w TVP 2.

      Kolejny pean na cześć niezależnych, uczciwych mediów i ich znaczenia dla kontroli
      demokracji, w tym przypadku : [ofk] amerykańskiej.

      W metrze asystentka senatora. I to nie byle jakiego, bo szefa komisji śledczej
      zajmującej się powiązaniami pewnej firmy ochroniarsko-wojskowej z rządem.
      Tematem interesuje się wytrawny dziennikarz z Washington Globe, głównie z tego
      powodu, że kongresmen Collins, to jego przyjaciel od czasów ławy szkolnej.

      Im dalej dziennikarz, wspomagany przez młodą początkującą koleżankę, brnie w
      całą sprawę, tym więcej ciekawostek.

      Nieszczęśliwy wypadek - okazuje się być zabójstwem, asystentka - kochanką senatora,
      a głównym podejrzanym ta firma - z danych papierowych wynika bowiem, że rząd
      niecnymi sposobami próbuje "sprywatyzować system bezpieczeństwa kraju" -odpowiednimi
      kontraktami i umowami z podstawionymi fikcyjnymi firmami chce de facto oddać kontrolę
      nad realizacją polityki bezpieczeństwa jednej korporacji, tworzonej przez byłych wojskowych.

      Asystentka z kochanki Collinsa wchodzi w jeszcze innych stan skupienia : asystentkę i
      kochankę, która... została podsunięta Collinsowi przez Firmę [piszę z wielkiej litery, bo
      nie pamiętam nazwy, jaka pada w filmie] , żeby nadzorować każdy jego krok.
      Później : asystentka, kochanka i wtyka zostaje zreahabilitowana : okazuje się, ze była
      wtyką, owszem, ale kiedy zaczeła romansować z Collinsem, to się w nim zakochała i
      przestała donosić na niego Firmie, za co... o właśnie, Firma ją zabiła, żeby mieć
      z nią spokój, a zarazem rzucić cień podejrzenia na samego senatora i zdezawuować
      pracę jego komisji.

      wiecie, dziennikarze dochodzą do tego idąc konkretnymi tropami, zbierając ślady,
      spotykając się z ludźmi, przeprowadzając dedukcję itd. - nie opisuję tego szczegółowo, bo
      to by mi zapewne nie wyszło, a zrobiłby się mętlik tylko :]

      W każdym para dziennikarska musi stawić czoła zagrożeniom z róznych stron : ktoś próbuje zabić naszego bohatera, giną w tajemniczych okolicznościach ludzie, którzy coś wiedzą, albo
      mogliby wiedzieć, a na domiar wszystkiego, redakcja wywiera presję, żeby może odpuścić, nie
      pakować się w jeszcze większe kłopoty, niż te w które już gazeta została wkręcona, żeby
      pójśc po rozum do głowy i nie bawić się w politykę i teorie spiskowe, a rarczej schlebiać
      reklamodawcom i pisać o d,,pie Maryni.

      Dziennikarska para idzie jednak do końca, a na końcu... wychodzi na jaw, że to wcale nie
      Firma stoi za zabójstwem asystentki, a... sam Colllins i jego tajny przyjaciel, były żołnierz, któremu kiedyś Collins, w Iraku,uratował życie i on teraz usuwa z jego drogi ludzi, którzy
      zawadzają.

      Oczywiście, w finale następuje gwałtowny twist, który całkowicie zmienia sytuację i wskazuje trop do winnego, klasyka amerykańskich filmów tego typu. Tutaj : ktoś się wygadał o czym, czego wiedzieć nie powinien, trochę na rympał akcja, ale... jakoś wybrnąć musieli :]

      No i w finale dziennikarz, w milczącym otoczeniu całej redakcji, pisze artykuł o całej sprawie,
      a jego wysłanie zostawia swojej młodszej koleżance, doceniając jej zaaangażowanie w całą
      sprawę. Ostatecznie to nazwiska ich obojga widnieją przy nagłówku, a zatem : dla niego
      jest to kolejna rozwiązana sprawa i potwierdzenie klasy, a dla niej : prawdziwy przełom w
      dziennikarskiej karierze.

      typowa : sprawna i dobrze nakręcona sensacja amerykańska, Russelll Crowe w roli głównej. W tle Helen Mirren, jako jego szefowa gazeciana, i nowe nazwisko na mapie Rachel Mc Adams, młoda dziennikarka, mozna by dodać niezwykle urocza i cokolwiek urodziwa.
      Dobra, porządna rzecz, bez pretensji do wytyczania nowych kierunkow w światowym kinie ;]

      "BIlans kwartalny" via TVP POlonia.
      Czyli, film Zanussiego kolejny.

      Babka ma 40 z gorszami na liczniku i generalnie : siedzi w typowej peerelowskiej
      "małej stabilizacji" - pracuje jako księgowa w jakimś przedsiębiorstwie/instytucji [whatever],
      ma męża [w którymś momencie mówi on,że "przewidział kurs giełdowy", więc pewnie
      pracuje jako analityk rynku finansowego, czy coś takiego], mieszkają w bloku, mają
      syna na oko 8-10 letniego, źle im się nie powodzi, trosk materialnych nie widać.
      Codziennie rano - do pracy, potem do domu, potem wieczór i lulu. Czasami coś
      się zdarza w pracy [koleżanka jest podejrzewana o zdefraudowanie pieniędzy], albo
      w drodze do niej [trzeba pomóc biednemu chłopcu, którego nauczycielka wyczuciła
      z lekcji, a który nie ma dokąd pójść, bo w jego domu nikogo nie ma].

      Pani Marta z każdym kolejnym etapem opowieści coraz bardziej jest tą
      rutyną zmęczona.

      Uświadamia jej w jakie imadło została pochwycona - przypadkowe spotkanie
      z kolegą : niejakim Jackiem.

      Jacek nie ma rodziny, żony, dzieci... nie ma nawet stałego adresu - mieszka
      tam, gdzie akurat się uda : a to w domu kolegi, co wyjechał, a to u znajomych, co
      akurat mają dwa domy i jeden stoi luzem... słucha jazzu, nie dba o konwenanse
      [ma to symbolizować scena, kiedy je makaron bez użycia sztućców], lato spędza
      na Mazurach, gdzie ma łódź, którą sobie żegluje. TEraz akurat dorabia sobie na
      "ćwierć etatu", jako kierowca przy uniwersytecie. Pewnego dnia podwozi Martę do
      pracy i rozpoczyna się ich poważniejsza znajomość.

      Marta jest zauroczona Jackiem, jego stylem bycia, stosunkiem do świata, nonszalancją
      i otwartością. Męża ma niby kulturalnego i kochającego, ale tkwiącego jednak zapracowanego,
      z nosem w papierach, pozbawionego tego wdzięku, który ma Jacek. Zapisuje się więć Marta na treningi gimnastyczne [kiedyś chyba była zawodniczką, ale później zrezgnowała],
      z Jackiem wybiera się pod żagle, na pikniki, u niego w domu słuchają jazzu, rozmawiają sobie,
      seks wisi w powietrzu, ale jakoś nie odpala, chyba z powodu jej niepewności...

      Generalnie, Marcie życie małżeńsko-zawodowe zaczyna zalatywać jałowością, wobec
      przyjemnie spędzanego czasu z Jackiem.

      Mąż staje się symbolem kieratu, w który zabrnęła, codzienna orka dowodem na to, że
      dała sie przerobić na robota i właściwie zatraciła swoją radość życia i z niego satysfakcję.
      w pracy nikomu nie można ufać, jak koleżance w zaufaniu się zdradzi, że dyrekcja
      prowadzi wobec niej śledztwo, to ona się wygada i potem samemu ma się kłopoty, zasadniczo : ach, uciec z tego całego badziewia, gdzieś w beztroskę i smakować czas...

      nadarza się okazja : Jacek wyjeżdza na Mazury. zostawia dla niej list, kartkę, z narysowaną mapą - gdzie ma go szukać, gdyby się zdecydowała przyjechać do niego.

      Marta zostawia dom, męza, syna, szybko się pakuje i wyjeżdza. Męzowi rzuca tylko krótkie "nie wrócę na noc", a on od dawna wie, że coś nie gra, że coś z nią dzieje, że możliwe, iż go zdradza...

      Przyjeżdza pod wskazane miejsce, a tam Jacka nie ma - wybrał się na mały rekonsenans i wróci wieczorem, albo dopiero rano. Marta idzie do baru, gdzie popija zdrowo, śpi na pianinie, wydaje jakieś odglosy nieartykułowane, generalnie : czeka na znajomego ;]

      Zasypia wreszcie i budzi się, kiedy knajpa jest zamknięta, a kelner sprząta lokal. Próbuje wyjśc, ale drzwi są pozamykane. Dostaje ataku paniki. Miota się po barze, aż wreszcie rzucając się
      całym ciałem na zakłódkowane drzwi wyważa je. Wychodzi w jakiś przymglony korytarz, przed nią idzie babka w czarnym kostiumie, ona za nią, potem wychodzi nad jezioro, jest świt, dookoła mgła...scena oniryczna cokolwiek.

      jacka nie ma. Ale zaraz będzie poranek, więc jeśli dotąd nie przyjechał, to zaraz powinien być...

      Marta jednak nie czeka, wraca do domu. A tam przy porannej herbacie siada przy stole
      z mężem : on ni to płacze, ni sie śmieje, ona ni to się śmieje, ni to płacze... biorą się za ręce i oboje ni to płaczą ni się śmieją.

      Koniec.

      Wygląda na to,ze pani Marta wycofała się w ostatniej chwili przed podjęciem decyzji o
      porzuceniu swojego, zdawałoby się, uporządkowanego świata dla czegoś, w jej odczuciu,
      lepszego, ożywczego.

      Co to znaczy: połapała się, że bazy dla nadbudowy się nie poświęca ?
      • grek.grek "Stan gry" & "BIlans kwartalny" [storylines] 30.09.12, 12:07
        wyszło to tak, jakby wymowa filmu miała brzmieć : orajt, babka
        straciła na moment głowę, ale wrócił jej rozsądek w decydującym
        momencie.

        Tylko, co jest "utratą głowy na moment" ? rozczarowanie życiem
        nieciekawym, pozbawionym seksapilu ? "Małą stabilizacją", ktorą oboje
        długo wypracowywali, aż wreszcie ona zobaczyła, że wznieśli kolosa
        na glinianych nogach ? atrapę życia prawdziwego ?

        Jacek symbolizuje hedonizm i niezależność, zupełny kontrast wobec
        tego, co Marta ma teraz - uwodzi ją ta róznica estetyczna, z której
        czyni róznicę jakościową. Czy podoba się jej Jacek, czy właśnie to, co
        za jego pośrednictwem widzi ?

        chce uciec, to jasne. Zawraca w ostatnim momencie. Odpowiedzialność
        za to, co zostawia ? Strach przed tym w co ucieka ? Strach przed
        wyrzutami sumienia i zamkniętą drogą powrotu ?

        Sporo ciekawych pytań można by postawić, tak mi się wydaje :]

        CO sądzicie o tym wszystkim ?

        Martę zagrała, a jakżeby inaczej : Maja Komorowska, Jacka - Marek Piwowski,
        a męża znakomicie Piotr Fronczewski. cała trójka - świetnie.
        • siostra.bronte Re: "Stan gry" & "BIlans kwartalny" [storylines] 30.09.12, 13:41
          Bardzo mi się podobał film Zanussiego. Życiowy, o prawdziwych ludziach.
          Dlaczego takich filmów już się teraz u nas nie robi?!
          Świetnie go opisałeś :)
          Tak, bohaterka stoi przed odwiecznym wyborem: bezpieczeństwo i stabilizacja, albo "wolność" (często używa tego słowa w rozmowach z Różą).
          Ale oczywiście taki romans zawsze jest bardziej atrakcyjny niż nudne małżeństwo. Marta chyba nie do końca zdawała sobie sprawę, przynajmniej na początku, że w nowym związku wcale nie będzie taka wolna. Też w końcu wpadnie w rutynę, bo skończyłyby się ukradkowe spotkania, a zaczęło zwykłe życie z codziennymi problemami.
          Duet Komorowska-Fronczewski jest znakomity. Zwłaszcza gra Fronczewskiego zrobiła na mnie wrażenie. Ależ to był fantastyczny aktor!
          Ale moim zdaniem amant Marty w interpretacji Piwowskiego (nie wiedziałam, że był też aktorem) jest trochę niewyraźny. Trudno mi zrozumieć, dlaczego tak spodobał się Marcie.
          To, że pływał na łódce i trenował gimnastykę to chyba trochę za mało. Nie widać też, żeby chodziło o fascynację seksualną ze strony Marty, bo z tajemniczych powodów do niczego między nimi nie dochodzi :)
          Mała korekta, Jacek wyjechał nad morze nie na Mazury. Chyba już w tym momencie, kiedy Marta dowiedziała się o jego wyjeździe, zrozumiała, że nie można na niego liczyć. Bo nawet jej o tym nie uprzedził.
          A potem ten samotny wieczór i atak paniki (świetny pomysł z zamkniętymi drzwiami), co uświadomiło Marcie, że to droga donikąd.
          Dużo w filmie trafnych obserwacji. Choćby sceny w biurze Marty czy zabawy na dancingach. A scena, kiedy Marta prawie ulega wąsaczowi na wycieczce zakładowej jest znakomita. Samo życie.
          Warto też wspomnieć o świetnej muzyce Wojciecha Kilara.
          W sumie znakomity film.
          • siostra.bronte Re: "Stan gry" & "BIlans kwartalny" [storylines] 30.09.12, 14:00
            I jeszcze jedno. Ta historia może być dla Marty i jej męża dobrą lekcją.
            Szkoda, że Marta nie porozmawiała wcześniej z mężem o tym co czuje. Że jest zmęczona tą rutyną, że powinni razem coś zmienić. Liczyła na to, że się domyśli?
            Jej pomysł, żeby wyciągnąć Jana na zajęcia gimnastyczne był niefortunny. Nic dziwnego, że wykręcił się brakiem czasu. Ale kiedy zauważył, że z Martą coś się dzieje, sam zaproponował wspólny wyjazd.
            Tak, trzymam stronę męża, ale Fronczewski był naprawdę bardzo sugestywny w tej roli :)
          • grek.grek Re: "Stan gry" & "BIlans kwartalny" [storylines] 30.09.12, 14:15
            no to jakoś wespół w zespół, we trójkę, z Barbasią, sobie z tym filmem poradziliśmy :]

            mnie się wydało, że ona jakby trzeźwieje w zakończeniu : co ja chciałam zrobić, co
            mi odbiło.
            Gdy tymczasem, to jej pragnienie było całkiem realne i naturalne.
            Ta jej codzienność zupełnie ją usprawiedliwiała.

            to był poryw tylko, moment, implus. Potem refleksja i może chwila ważenia losów na
            szali... i wyszło, że lepiej trzymać się tego, co ma niż łapać nowe, nie w tym wieku,
            nie z takim bagażem jaki zdązył się zgromadzić.

            według mnie, jesli można dopisywać albo interpretować stany umysły fikcyjnego
            bohatera... Marta nie zdołałaby żyć beztrosko i hulać po morzach i oceanach
            ze świadomością, ze gdzies tam zostawiła męza, dziecko i całe to życie, ktore
            budowała tyle lat.

            ha, i okazało się, ze tym, co najlepiej restartuje związek jest... romans, mały
            skok w bok z możliwością powrotu :] Czyli, stare prawdy górą. A Jacek był
            idealny kandydatem, bo jemu na Marcie nie zależało tak bardzo - będzie : dobrze,
            nie będzie : też dobrze. Idealny kochanek ;]

            • barbasia1 Re: "Stan gry" & "BIlans kwartalny" [storylines] 30.09.12, 14:46
              grek.grek napisał:

              Marta nie zdołałaby żyć beztrosko i hulać po morzach i oceanach
              > ze świadomością, ze gdzies tam zostawiła męza, dziecko i całe to życie, ktore
              > budowała tyle lat.

              Tak, poza tym, dla wielu kobiet , zresztą pewnie dla wielu mężczyzn także bardzo ważne jest poczucie bezpieczeństwa, przewidywalność. Marta chyba uzmysłowiła sobie w tym barze, że na Jacka, wolnego ducha, który znika nagle, wraca, kiedy chce, nie mogłaby liczyć w tych kwestiach w dalszej perspektywie.



              > ha, i okazało się, ze tym, co najlepiej restartuje związek jest... romans, mały
              > skok w bok z możliwością powrotu :]


              Tu był chyba był nawet nie romans, ale niewinne acz potężne do zapomnienia się zauroczenie, oczarowanie.

              Czy ja wiem czy romans najlepiej restartuje związek, różnie to bywa romansami i powrotami. Nie każdy zdradzony potrafi przebaczyć , zachować się jak mąż Marty.


              >bo jemu na Marcie nie zależało tak bardzo - będzie : dobrze, nie będzie : też dobrze. Idealny kochanek ;]
              Właśnie.

              Dziś reżyser, nie chcąc być posadzony o moralizowanie, pewnie zostawiły otwarte zakończenie, prawda?
              • grek.grek Re: "Stan gry" & "BIlans kwartalny" [storylines] 01.10.12, 13:17
                pewnie tak.

                z Jackiem mogłaby tworzyć związek otwarty, mieć więcej możliwości.

                ale, wg mnie, po prostu przeraził ją ogrom tego, co zostawia i dostrzegła, że
                nie jest w stanie tego dokonać i beztrosko nad tym przejść do porządku dziennego, że
                po prostu jej los jest już określony i nie moze go zmienić.

                uświadomiła sobie... konieczność i nieodwracalność, wg mnie - w tym momencie
                pożegnała się z młodością i weszła w okres... blaknięcia i spierniczenia ;]

                nie, że małżeństwo z dzieckiem jest mechanicznym wyznacznikiem tegoż, ale
                w jej przypadku - jak najbardziej. Jej codzienność nie ma polotu, mąż nie ma
                fantazji, generalnie : uspokoiła się, kiedy zrozumiała, że nie ma wyjścia.
          • barbasia1 Re: "Stan gry" & "BIlans kwartalny" [storylines] 30.09.12, 15:49
            siostra.bronte napisała:

            Tak, bohaterka stoi przed odwiecznym wyborem: bezpieczeństwo i stabilizacja, al
            > bo "wolność" (często używa tego słowa w rozmowach z Różą).

            Tak, "wolność" i "prawo do własnego, osobistego szczęścia", tego stwierdzenia też chyba używa Marta.

        • barbasia1 Re: "Stan gry" & "BIlans kwartalny" [storylines] 30.09.12, 16:35
          grek.grek napisał:

          > Tylko, co jest "utratą głowy na moment" ? rozczarowanie życiem
          > nieciekawym, pozbawionym seksapilu ? "Małą stabilizacją", ktorą oboje
          > długo wypracowywali, aż wreszcie ona zobaczyła, że wznieśli kolosa
          > na glinianych nogach ? atrapę życia prawdziwego ?

          A ja uważam, że jednak wznieśli coś dobrego, trwałego, a nie "kolosa na glinianych nogach", "atrapę życia prawdziwego", ale prostu w pewnym momencie zagubili się w kieracie codziennego, szarego życia, zapomnieli o sobie, o pielęgnowaniu swoich uczuć, o dawaniu do zrozumienia, jak są dla siebie ważni, zapomnieli o robieniu "przerw" w codzienności, o dawaniu sobie luzu od czasu do czasu, o wspólnym przeżywaniu radości.

          Prawdziwe życie to też, a może głównie (dla większości) banalna codzienność, zwykłe czynności, od których nie można uciec.

          :)

          Ale się rozpisałam dziś, hehe. :)
      • maniaczytania Re: "Stan gry" & "BIlans kwartalny" [storylines] 30.09.12, 12:21
        i ja obejrzalam "Stan gry" - calkiem sprawnie zrobiony film, twisty zgrabne nawet, Russell ciutke przygruby i troche taki niechlujny, ale taki jest ogolnie panujacy wizerunek super swietnego dziennikarza sledczego i w kinie i w ksiazkach ;)
        A Greku, gdybys choc raz obejrzal "Pamietnik" to urodziwa Rachel nie bylaby Ci nieznana ;)))
      • barbasia1 Re: "Stan gry" & "BIlans kwartalny" [storylines] 30.09.12, 13:44
        Właśnie chciałam zasiąść do streszczenia Wam "Bilansu kwartalnego", a tu piękna opowieść już gotowa.
        Oczywiście wcale nie żałuję, że byłeś pierwszy, wręcz przeciwnie. :)))

        Mała poprawka Marta miała, przeczytałam to chyba na stronie filmpolski, ponad 30 lat, nie 40.
        ale to akurat chyba nie ma większego znaczenia.

        Maja Komorowska była wspaniała, wypełniała sobą, emocjami cały ekran!

        Świetna scena jak wykonuje przed Jackiem dzikie tańce w rytm muzyki jazzowej?, wije się, wygina wchodząc na schodki, które prowadząc na stryszek, a potem uwiesza rękami u włazu na stryszek i kołysze się, macha nogam w powietrzu, po czym puszcza się i spada z hukiem (aż się wystraszyłam czy się jej coś nie stało, serio!). Lekko groteskowa scena. :) W końcu siada na krzesło,znów uwodzicielsko się przegina ...
        Przytulają się potem z Jackiem.

        Słówko o Marcie, dobry z niej człowiek, uważna, otwarta na innych ludzi, zawsze gotowa do pomocy; pomaga starszej pani, przewieść jej ulubiony stary fotel, podwozi do domu chłopca, by ten mógł zabrać na lekcję wyhodowaną roślinkę, o której zapomniał. Potem u nauczycielki wstawia się za chłopcem, sygnalizuje jej, że chłopiec ma prawdopodobnie trudną sytuację rodzinną, sugeruje że chłopcem trzeba się inaczej zająć. Taka trochę naprawiaczka świata z niej. Lubie takich ludzi. :)

        Niestety altruizm Marty spotyka się z dezaprobatą jej zasadniczego, racjonalnego męża, którego argumentacja po prawdzie nie jest wcale pozbawiona racji (starsza pani ma bliską rodzinę, która powinna się zająć przewiezieniem fotela; co ciekawe nieco później ten stary fotel ląduje na śmietniku, Marta widzi ja wywozi go śmieciarka).

        :)



        • grek.grek Re: "Stan gry" & "BIlans kwartalny" [storylines] 30.09.12, 14:21
          dzięki, Barbasiu :]
          trochę zaszarżowałem torpedując Ci plany, ale cieszy mnie,że dało się
          przeczytać.

          same celne uwagi Twoje.

          w tej sytuacji z chłopcem, w której dzwoni do jego nauczycielki, jej mąz
          upatruje później przyczyny problemów ich własnego syna w szkole, a poowodem
          jest jakaś tam jedna gorsza ocena, jaką złapał. I kiedy Marta zaprasza
          tego chłopca do domu, i bawi się on z ich synem, mąz ma pretensje, że
          "urządza w domu sierociniec".

          mężulo tak jakoś sam jej dostarczał argumentów, żeby świat, w którym
          żyje zaczął jej się przykrzyć, a luz Jacka zyskiwać na seksapilu, jako
          odwrotność tego nielubianego i niemiłego.