Gość: Dzidka
IP: 195.94.212.*
12.06.01, 12:55
Czy nie sądzicie, że ten serial jest przeslodzony do obrzydliwości? Jedyną rodziną, w której
domownicy rozmawiają ze sobą w miarę normalnie, jest ta doktora Lubicza. Wszyscy inni ciaćkają sie
ze sobą niemożliwie. Ryśkowie prawie trele z gardziołek wydobywają na swój widok, a w domu
Władysława wszyscy wybuchaja perlistymi zachwytami nad każdym słowem pani Stanisławy. Ona
sama akurat stanowi ze swoim optymizmem i pogodą ducha przyjemny ewenement i wypadałaby
znacznie wiarygodniej, gdyby każde jej słowo nie było kwitowane ciągłym entuzjazmem i kadzeniem
domowników. Ostatnio doszło do tego, że przy Klanie śmieję się do rozpuku - głównie z siebie, ze tak
mnie to złości, a jednak oglądam.