Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2012 - 1 (vol. 27)

01.01.13, 01:00
I zgodnie z zapowiedzia zakladam nowy najnowszy swiezutki pierwszy w nowym roku watek 'ojejkowy' :)

Na zachete program KK na styczen:
03.01. - "Kopia mistrza" - film o Beethovenie z Diane Kruger i Edem Harrisem w roli glownej, rezyseria Agnieszki Holland;
10.01. - "Motyl i skafander" - chyba nie trzeba zapowiadac ...
17.01. - "Oda do radosci" - polski film z 2005r. ;
24.01. - "Iris" - no, to juz troche starszy, ale nie ogladalam, wiec moze sie skusze wreszcie?

w pozostale dni stycznia TVP2 nas raczej nie rozpiesci ;)

natomiast TVP1 chce zaskoczyc nowymi serialami - konkurencyjnie dla KK w czwartkowe wieczory "Anatomia prawdy", w piatki (od 11.01.) "Szpiedzy w Warszawie", w poniedzialki "Dynastia Tudorow" sez. 3, we wtorki "Zemsta" (amerykanski z 2011), w srody "Przeblysk jutra" - moze byc ciekawie :)
Obserwuj wątek
    • grek.grek OjejAsy, wydane 1, nagrody za rok 2012 :] 01.01.13, 13:47
      No dobrze, miałby być nagrody, więc... parampampam - oto i one :]
      OjejAsy edycja 1, za 2012.

      [wiecie, Oscary za 2012 bedą 24 lutego 2013, więc i tak jesteśmy do przodu, hehe]

      Na wstępie, od razu muszę przeprosić...
      Prowadzić miał Hugh Jackman, na własne życzenie zresztą, ale przedwczoraj wyskoczył mu
      na nosie niezidentyfikowany wykwit, zapewne efekt ostatnich przemian fizjologicznych jakie przechodzi w związku z metamorfozami fizycznymi do kolejnych filmów, i uznał, z żalem wyraźnym, że nie może się w takim stanie pokazać Wam. Zaklepany pół roku temu Maciek Stuhr nie wychodzi z domu, wiecie dlaczego..., więc też odpadł. Robert Górski zadzwonił, że "utknął w zaspie", ale jako, że śniegu nie ma, noc była sylwestrowa, a jego głos brzmiał jak taśma magnetofonowa puszczona od tyłu, uznałem, ze "zaspa", to taka metafora prawdziwych przyczyn jego nieobecności... Leo Messi musiał pójść grać w piłkę, a Evanowi Handlerowi sam odmówiłem, mówiąc, że "prędzej włosy ci wyrosną na głowie, niż poprowadzisz tę imprezę". Krzysztof Ibisz osiągnął właśnie wiek 17 lat, skutkiem czego wolałem nie ryzykować zatrudniania nieletniego... I tak oto, po serii nieszczęśliwych wypadków zostałem Wam... ja :]

      OjejAs 2012 prezentuje się tak :
      islandturfcrafts.com/i/larger/cat-statue-GF3.jpg
      specjalna wersja alternatywna, "tygrysia :
      www.10ravens.com/files/product/6/3/12604/preview.jpg
      Przejdźmy do konkretów.

      OjejAs Grand Prix, podwójny :
      Barbasiu, za "Boccaccio", Grand Prix Brazylijski - czyli : dowcip, lekkość, a jednocześnie walory jakościowe
      Siostro, za "Sherlocki" wszelakie, Grand Prix Szwajcarski - czyli : precyzja, struktura oraz atrakcyjnośc akcyjna.
      Gratulacje, drogie Panie.

      OjejAs Specjalny, Spiritus Sanctus Award, dla Ciebie, Maniu, za stałą unoszenie się duchem pomiędzy nami, nawet jesli ciałem jesteś na blogu, za planowe zakładanie nam wątków, za opiekę metafizyczną i za to, że myśmy jak dzieci, a Ty nam jak dobra matka, tudzież siostra oddziałowa. Gratulacje.

      OjejAs specjalny, Bruce Lee aka Wejście Smoka Award dla Ciebie, Pepsic, za szybkie, dynamiczne i pełne treści aktywizacje wnoszące wigor i treść. Gratulacje.

      Orajt, pierwsza faza śmignęła, więc może pierwszy z trzech występów artystycznych, Wy sobie posłuchacie, a ja się kopnę na zaplecze, gdzie czeka na mnie... 100 gram dla kurażu :]. Jest to najbardziej optymistyczna i najradośniejsza piosenka, jaką znam :
      www.youtube.com/watch?v=w40ushYAaYA
      Tu przydałby się jakiś kawał, jak przystało na prowadzącego... Rozmawiają dwie sąsiadki. Jedna : pani mąz ładnie wygląda w tym nowym garniturze. Druga : to nie nowy garnitur, to nowy mąz.
      Jest to nie mój dowcip, pożyczył mi kolega, ma na imię Karol, nazwiska prosił nie ujawniać, bo i tak ma mnóstwo problemów z powodu tych żartów.
      POsmialiśmy się, haha, hihi...
      Pora na kolejne nagrody...

      OjejAs zwany Szybki Prawy Sierpowy za największą ilość treści w najmniejszej ilości najtrafniejszych słów, za rzeczowość przy jednoczesnym fajnym poczuciu humoru, dla Ciebie, Pepsic. Gratulacje.

      OjejAs pod tytułem Bogata Ciocia Z Ameryki dla Ciebie, Maniu, za prowadzenie znakomitego, zaprzyjaźnionego bloga, za jego oprawę, treść i wybitne walory merytoryczne. Gratulacje.

      OjejAs, Ich Troje, czyli Imienia Esperanzy, Lisbeth i Leonarda, dla Ciebie, Barbasiu, za wykazywanie znakomitej aktywności poszerzającej nasze horyzonty, w tak róznych dziedzinach jak muzyka, film, sztuka, forografia, za informacje tajne i niejawne, które zdobywasz sobie tylko znanymi sposobami, umiejętność ich przekazania i interpretacji oraz wdzięk, z którym tego dokonujesz. Gratulacje.

      OjejAs Specjalny, dla Ciebie, Siostro, za Twój cykl W Starym Kinie, z którego zrobiłaś wehikuł filmowy, którym wycieczki są niezmiennie frapujące, a to dlatego, że umiesz opowiadać ciekawie, wartko i z widoczną przyjemnością własną, która nam się udziela. Gratulacje.

      Ten pan, nie znam go, ale jego impresario tak mękolił, że jego podopieczny chce wystąpić, że nie miałem serca odmówić :
      www.youtube.com/watch?v=bET5-EsqKuc
      takie sobie, nie ? ;] Panu juz dziękujemy.

      Odsłona trzecia przed nami... mam jeszcze kilka dowcipów od tajemniczego Karola, ale nie mam osłony przed pomidorami, więc zrobię tylko efektowny przysiad i piruecik, o taaałoooaaakkk, uff... złapię równowagę i lecimy dalej.

      OjejAs Specjalny, firmowany przez Tajne Stowarzyszenie Kotów Iluminatów, dla Ciebie, Barbasiu. Oficjalnie nadaje Ci to honor Cat Queen, oraz jeszcze bardziej honorowej członkini Jeszcze Bardziej Tajnego Stowarzyszenia Kotów Świata - za sympatię dla kotów, cierpliwośc dla ich kociej natury i generalnie dla kotów serce. Gratulacje.

      OjeAs Stradiovarius Award, dla Ciebie, Maniu, nie wiem czemu stradivarius, ale skojarzył mi się on z tym, że pojawiasz się nieczęsto, ale jak już się pojawiasz - jest to na miarę świetnej partii skrzypiec w dobrej orkiestrze. Gratulacje.

      OjejAs zwany Uśmiechem Johna Cleese, dla Ciebie, Siostro, za znajomośc i uznanie dla kina brytyjskiego, jakim nas raczysz na codzień i od święta, ku naszej przyjemności. Gratulacje.

      OjejAs Specjalny imienia Więckiewicza, dla Ciebie Pepsic, za ten sam styl bycia forumowego, który charakteryzuje ekranowe poczynania patrona nagrody, czyli za klasę i umiejętności techniczne Gratulacje.

      OjejAs Szczególny, dla Zoe, która nazwę naszego Zgromadzenia wymysliła. Gdziekolwiek jesteś, bądź pozdrowiona. Gratulacje.

      OjejAs Debiut Roku, dla koleżanki Er.pa, za... Debiut sensacyjny i finezyjny. Gratulacje.

      Występ ostatni, pan już nie żyje, ale jego spadkobiercy dotarli do mnie, bo odkryli, że on już wtedy wiedział, że my się pojawimy i nam swój utwór zadedykował :
      fRgWBN8yt_E
      Ray, ty nie umarłeś :]
      Kontaktowała się ze mną także rodzina Nat King Cole'a, być może dostanie on szansę za rok. Stay tuned, Cole's people. Peace.

      Ostani OjejAs to OjejAs za Osobowość Roku, nazwany pokerowo Karetą Z Czterech Dam, dla Was, Barbasiu, Maniu, Pepsic i Siostro - za urok osobisty, myśl, humor i zdolnośc zarówno do polemiki i sporu, co i zgodności oraz współbrzmienia z elegancją i klasą. Gratulacje.

      Trybuna jest Wasza, drogie Panie, wszelkie podziękowania i wystąpienia - mile widziane :]

      Ja znikam, scena należy do bohaterek dnia, miałem jeszcze coś o seksie, ale schowałem przed Evanem i teraz nie mogę znaleźć... no nic... 2013 - cały nasz jesteś :]


      • maniaczytania Re: OjejAsy, wydane 1, nagrody za rok 2012 :] 01.01.13, 14:28
        Ach, jej, jakze jestem wzruszona i zaskoczona, no kompletnie sie nie spodziewalam, no. Och, tak zupelnie przypadkiem mam przy sobie karteczke, bo chcialabym oczywiscie podziekowac, no i zeby nie zapomniec o nikim ta przypadkowa karteczka. Ach, plote bez sensu, to ze wzruszenia.
        Ach, no to zaczynam czytac, tylko lzy obetre, zeby mi kartki nie zalaly ;) Dziekuje najpierw oczywiscie mamie i tacie, bo bez nich by mnie nie bylo, i babciom i dziadkom, bo bez nich nie byloby moich rodzicow, a bez nich ... , i tak dalej ;) Dziekuje nauczycielom ze szkol, kolezankom i kolegom z podstawowki i ogolniaka ;) i ze studiow tez :) No i tym z pracy, i z reala, i z wirtuala, i z tesco ;)
        Przy okazji, chwila, obetre znow lzy, chcialabym apelowac o pokoj na swiecie !


        A tak zupelnie serio - to bardzo dziekuje za dowcipne wyroznienia i nagrody, i dziekuje Wam, ze tu sobie razem jestesmy :)
        • grek.grek Re: OjejAsy, wydane 1, nagrody za rok 2012 :] 02.01.13, 12:56
          Cała przzyjemnośc po mojej stronie, Pepsic. Będę się starał, aby była to tradycja, coraz bogatsza i atrakcyjniejsza :]

          suwenir prześwietny, oryginalny, a przed oczami stanęła mi ostatnia scena z "Greka Zorby", na plaży, zawsze się wzruszam, cóz to za kwintesencja filozofii życia w życiu... W powieści Zorba mówi przed śmiercią "Powinien żyć kilka razy" - oby i nam wszystkim zawsze było tego życia mało i mało, jak umierać to tylko w głodzie i biegu :] Nie metryka nas ogranicza, ponieważ pasja życia ją unieważnia, w dobrym i złym, lepszym i gorszym, ale zawsze z pasją życia w sobie :]
      • barbasia1 Re: OjejAsy, wydane 1, nagrody za rok 2012 :] 01.01.13, 15:33
        Ho, ho, to my nie tylko otrzymaliśmy nagrody ale i prawdziwą galę w pięknej oprawie z konferansjerką na światowym poziomie z bardzo śmiesznymi żartami prowadzącego , oraz z a występami gwiazd światowego formatu, ściągniętymi specjalnie na tę okazję z youtube.

        Bardzo mi się wszystko podoba, a szczególnie nagrody i ich uzasadnienia. :)

        Pozwolisz zatem, że ja w imieniu swoim i koleżanek też wręczę Ci, Greku, kilka nagród:

        Pierwsza to statuetka poczwórnego imienia Piotra Bałtroczyka, Artura Andrusa , Grażynki Torbickiej i Kasi Pakosińskiej (na statuetce widnieją twarze wszystkich wymienionych, formą nawiązuje ona do starosłowiańskich posągów bóstw, każda twarz skierowana jest w inną stronę świata) za, jak już mówiłam, za profesjonalną , na światowym poziomie konferansjerkę na pierwszej gali OjejAsy za 2012 rok.

        Druga to gruby złoty łańcuch z medalionem przedstawiającym twarz Łysego z Californication czyli Evana Handlera za uśmiech, humor, dystans do świata oraz za nieustajacą chęć odpowiadania żartem na żart.

        Trzecia, nagroda imienia Jerzego Urbana oraz bilet do Kalifornii i z powrotem (w tym samym dniu) za wyważone emocjonalnie komentarze polityczne. Statuetka jest mało oryginalna, przestawia duże uszy redaktora.

        Czwarta, mały ogrodowy rollercoaster za twórcze podejście do języka, sprawne żonglowanie słowami, efektowną dekonstrukcję utartych wrażeń i zwrotów , za wszystkie eleganckie i zabawne, metaforyczne i dosadne zdania i frazy.


        Piata to moneta dwuzłotowa z Henrykiem Sienkiewiczem oraz kawałek koronki od halki Izabeli Łęckiej i guziczek od bluzeczki Maryni Połanieckiej za szczere umiłowanie i zachwyt powieści pana Sienkiewicza „Lalka” oraz „Rodzina Połanieckich” oraz ich serialowych adaptacji.
        www.e-kolekcjoner.pl/33,2-zlote-henryk-sienkiewicz.html
        Piata, której sponsorem jestem ja, to gablota wypasiona z kierowcą dożywotnio, za cierpliwość i wyrozumiałość Twą, abyś mógł pojechać wszędzie tam, gdzie jeszcze nie byłeś, a chciałbyś pojechać albo wracać tam, gdzie lubisz wracać . Oraz abyś mógł podwozić piękne dziewczyny (gablota potrafi też pływać i latać z szybkością helikoptera).

        Szósta, najważniejsza to korona i berło (na kuli berła widnieje twarz pisarza Hanka Moody’ego) i korona dla najbardziej twórczego, niezmordowanego i pasjonującego opowiadacza filmów i seriali na Forum Telewizja i we wszechświecie internetowym.

        :)
        • barbasia1 Re: OjejAsy, wydane 1, nagrody za rok 2012 :] 01.01.13, 15:49
          Z emocji aż źle ponumerowałam nagrody, wiedziałam, żę coś pomylę

          Piąta to moneta dwuzłotowa z Henrykiem Sienkiewiczem [...]

          Szósta, której sponsorem jestem ja, to gablota wypasiona z kierowcą dożywotnio [...]

          Siódma, najważniejsza to korona i berło [...]

          Ufff! :/

            • barbasia1 Re: OjejAsy, wydane 1, nagrody za rok 2012 :] 01.01.13, 22:10
              Maniu, trzeba było śmiało od razu mnie poprawiać, a nie szczeptem sceniczym prostować!

              Piąta to moneta dwuzłotowa z Henrykiem Sienkiewiczem oraz kawałek koronki od halki Izabeli Łęckiej i guziczek od bluzeczki Maryni Połanieckiej za szczere umiłowanie i zachwyt dla powieści pana Prusa i pana Sienkiewicza „Lalka” oraz „Rodzina Połanieckich” oraz ich serialowych adaptacji.

              Dołączam jeszcze dziesieciozłotówkę z ubiegłego wieku z podobizną pana Prusa
              www.numizmato.pl/10-zl-1982-boleslaw-prus-p-1173.html

              Przepraszam za usterki!


              • barbasia1 Re: OjejAsy, wydane 1, nagrody za rok 2012 :] 02.01.13, 09:05
                PS zachwyt nad powieściami Prusa i Sienkiewicza


                Oprócz pana Prusa zgubiłam jeszcze scyzoryk Dextera! :/ Z siedmioma ostrzami , nożyczkami i korkociągiem ze zdjęciem Michaela C. Halla czyli Dexa oraz, to w, bonusie breloczek na klucze lub do przypięcia do szlufki u spodni, z malutkim pejczykiem i kajdankami z różowym puszkiem za wszytskie krwawe i pieprzne opowieści z Dextera i z Californication.

                :)
        • pepsic Re: OjejAsy, wydane 1, nagrody za rok 2012 :] 01.01.13, 17:24
          Korzystając z dnia prawdy chciałam uzupełnić uzasadnienie do nagrody nr 3, której imię jakoś mi nie przechodzi przez usta (bardzo sorry). Cenię Greka za to, że w dysputach politycznych nieraz mocno burzliwych nie zastępuje braku argumentacji (o ile to możliwe) wycieczkami personalnymi. A muszę przyznać, że niektóre jego posty mocno mnie bolały;). Do uzasadnienia nagrody nr 6 dopisuję kategorię: za mistrzowskie trafianie w sedno sprawy i za niezwykle sugestywne opisywanie filmów.

          Ps. A ja się zastanawiałam, kim jest Evan i czy przypadkiem nie kotem;))
    • grek.grek zza kurtyny... 01.01.13, 16:21
      [to Wasz dzień, jako się rzekło, więc jutro Wam podziękuję i całą resztę powiem... cieszę się, że rzecz cała przypadła Wam do gustu]

      [co do Kocham Kino, to trochę jednak jestem zawiedziony; "Motyl i Skafander" mamy w archiwum,"Odę..." puszczali już iks razy na iks kanałach... pozostałe dwa tytuły brzmią ciekawie, nie widziałem ich, ale... może mam przesadzone oczekiwania, ale myślałem sobie śmiało, że Kocham Kino będzie jednak proponowało jakieś prawdziwe nowości, będzie czymś ekskluzywnym w TVP...]

      [Siostro, Twój aktor lubiany, mr Cumberbatch pojawi się w kinach dwukrotnie w 2013, drugi występ będzie miał miejsce w filmie "Twelve Years a Slave" Steve'a Mc Queena, w którym partnerować będzie mu Michael Fassbender - o czym będzie ten film... więcej informacji o nim, i o propozycjach na 2013 (dużo ich ogromnie) tutaj :
      wyborcza.pl/1,75475,13124480,Witajcie_w_swiatowym_kinie_A_D__2013.html ]

      [Barbasiu, jesteś Wielka :), wystarczyłoby mi samo Twoje i Wasze zadowolenie z zawartości i przebiegu tej 1 edycji, a tutaj obdarowałaś mnie tak szczodrze, że ja tego nie udźwignę w żaden sposób :) nie na kota siły takie ciężary :)]
      • pepsic Re: zza kurtyny... 01.01.13, 17:02
        "Irys" tez spoczywa na półce w archiwum. Myślę, że nie ma powodów do wybrzydzania, choć nosem kręciłam, bo za bardzo skupiono sie na chorobie pisarki pod koniec życia, niż znacznie ciekawszych telewizyjnie retrospekcjach z młodości.
          • er.pa Re: zza kurtyny... 01.01.13, 18:14
            Do ja się dorzucę do Iris, powtarzajac za Siostrą, że choćby dla obsady warto. Jim Broadbent dostał zdaje się Oskara za tę rolę, a do tego w bonusie niejako analogiczną rolę męża silnej kobiety chorej na Alzheimera 10 lat później, w Żelaznej damie, której nie widziałam. Sama nie wiem, czy lepiej byc dyżurnym amantem, czy mężem chorych żon :)
            A Iris warto dla Judi Dench (dla niej każdy film warto, moim zdaniem), i dla koneserów - Kate Winslet bez odzieży :)
            • maniaczytania Re: zza kurtyny... 01.01.13, 18:17
              er.pa napisała:

              > A Iris warto dla Judi Dench (dla niej każdy film warto, moim zdaniem), i dla koneserów - Kate Winslet bez odzieży :)

              Z Judi Dench zgodze sie bez wahania, z Kate Winslet mam problem - ja jej zwyczajnie nie lubie, stad zbyt wielu filmow z nia nie widzialam ( i w takim np. "Holiday" mogloby jej watku wcale nie byc bez szkody dla filmu :) ), a w neglizu juz ja widzialam tez niestety, w "Lektorze" (chociaz to akurat byl bardzo dobry film i jemu nawet Kate nie zaszkodzila).
              • er.pa Re: zza kurtyny... 01.01.13, 18:36
                Winslet jest w Iris nie za długo, bo film jest zdominowany przez wątek choroby.
                Zaczęłam się zastanawiać nad swoim stosunkiem do tej aktorki - i chyba mam obojętny, poza tym, że przypomina mi bliską koleżankę ze studiów, co powoduje przychylność :)
                Co do rozbierania, to w Iris jest to niełóżkowe, i tym się różni od innych:) A przynajmniej tak to zapamiętałam...
                • pepsic Re: zza kurtyny... 01.01.13, 20:15
                  Co do rozbierania, to w Iris jest to niełóżkowe,
                  To jest dość zabawna scena. Przypadkowa wycieczka szkolna spotyka na brzegu rzeki nagą Winslet (młoda Iris), skonsternowany nauczyciel w popłochu zakrywa uczniom oczy. Kojarzy się z "Rybką zwana Wandą". Tyle, że tam o męskie klejnoty chodziło;)
              • pepsic Lektor 04.01.13, 17:11
                Co do "Lektora", pozwolę się nie zgodzić. Ralf Fiennes nie dał rady, a Kate Winslet nie pasowała na analfabetkę. Po równo film położyli, choć i z przesłaniem filmu trudno mi się było pogodzić. Chyba o tym już dyskutowałyśmy.
      • barbasia1 Re: zza kurtyny... 01.01.13, 22:39
        Jednego dnia ponosisz złoty łańcuch, drugiego berło, a jeszcze innym razem poszalejesz gablotą, dasz radę! :)

        Zresztą te nagrody specjalne za cłokształt dla Ciebie zostały przyznane jednorazowo, ale dożywotnio.


        Najważniejsza dziś i tak przygotowana przez Ciebie gala, z nagrodami, jak już wspomniałam wyżej, tak równo i sprawiedliwie rozdzielonymi pośród nas.
        Dziękuję za wszytskie dobre słowa. Naparwde, bardzo mi miło. :)




        • grek.grek Re: zza kurtyny... 02.01.13, 12:39
          Barbasiu, przeczytałem wszystkie posty, Twoje i Wasze - jestem poruszony i
          wdzięczny za wszystkie miłe słowa :]

          Twoje zabawne, finezyjnie opisane i jakże wyrózniające mnie nagrody, wraz z suplementami, są wystrzałowe i od wczoraj noszę je wszystkie z dumą, ciągle chodzę do lustra się przeglądać, jak w nich i z nimi wyglądam, bo... wyglądam tak dobrze :] A jak nie uprawiam wygibasów przed lustrem, to pędzę przed chatę i dumnie się gnieżdzę w gablocie szałowej. Za chwilę całkowicie stracę kontakt z rzeczywistością, a duma mnie uniesie w powietrze :]

          Miał to być dzień przyjemny przede wszystkim dla Was, a moja przyjemność z tego właśnie faktu miała pochodzić - i tak jest i było :], a tutaj jeszcze nagrody dla mnie, które tak kreatywnie i z taką dobrą energią wyczarowałaś w tak krótkiej chwili... Dziękuję, tak po prostu :]

          Wszystke OjejAsy, które nie zmieściły sie w tej edycji - będą na pewno w następnej, myślę, że będzie ich więcej i mam też pewne pomysły na udoskonalenie oprawy całego przedsięwzięcia :]
          • barbasia1 Re: zza kurtyny...Brawa! Brawa! Niesutające brawa! 02.01.13, 21:53
            grek.grek napisał:
            >nagrody, [...] od wczoraj noszę je wszystkie z dumą,
            >ciągle chodzę do lustra się przeglądać, jak w nich i z nimi wyglądam, bo... wyglądam tak dob
            > rze :] A jak nie uprawiam wygibasów przed lustrem, to pędzę przed chatę i dumn
            > ie się gnieżdzę w gablocie szałowej. Za chwilę całkowicie stracę kontakt z rzec
            > zywistością, a duma mnie uniesie w powietrze :]

            Ha,ha,ha,ha! :)))))))))))
            Bardzo mnie to cieszy!!!
            I że się tak dobrze prezentujesz! :)))
            Ta myśl mi przyświecała, kiedy wybierałam nagrody, żebyś się dobrze prezentował. :)))
            Jestem romantyczna, ale też bardzo praktyczna.


            Oprawa gali była zaprawdę niezwykła, wspaniała, urocza, czarowna, dowcipna (uśmiałam się z dowcipów), radosna (ach ten Gene Kelly na scenie, on zawsze budzi uśmiech i radość w sercu, „Deszczowa piosenka” to też moja ulubiona piosenka – słucham jej właśnie po raz czwarty, już piąty i szósty; po raz kolejny odtworzyłam sobie galę), momentami dramatyczna (ten grożący upadkiem pirueto-przysiad, wywołał jęk przerażenia na sali). Było wszstko co potrzebne we właściwych proporcjach. Idealna gala . Pomysł na nią, jej rozmach, był prawdziwym zaskoczeniem, przemiłą niespodziewaną dla mnie (prawdę mówiąc spodziewałam się zwykłej banalnej listy z uzasadnieniami, a nie wyśmienitego show!?) . Być może to wyznanie będzie trąciło nieco egzaltacją, ale trudno, powiem to, Greku, sprawiłeś, że to był najmilszy, najbardziej wyjątkowy pierwszy dzień nowego roku ze wszystkich jakie przeżyłam. Piękny, jedyny w swoim rodzaju, niepowtarzalny prezent na początek roku.

            Ależ, Greku, żadnego udoskonalenia oprawa nie potrzebuje!

            Wczoraj wieczorem jak wróciłam i ponownie, , zasiadłam do oglądania gali, już na spokojnie nasunęły mi się na myśl klimaty kabaretowe z lat przedwojennych, Kabaret Kit-Kat Klub, wyobraziłam nas, jak ubrane w kreacje z lat 30-tych siedzimy w klimatycznej, przyciemnionej sali na krzesłach z drewna giętego przy okrągłych stolikach, na których stoją małe lampki oraz kieliszki z szampanem i kalifornijskim winem. W sali unosi się zapach pięknych perfum, przemieszany z delikatnym zapachem doskonałego tytoniu i najlepszych kubańskich cygar … (to członkowie big bandu oraz Ray w przewach palą cygara i papierosy).

            Ty (kreacja na miarę tej, którą stworzył Joel Grey w „Kabarecie”) na małej scenie na tle czarnej brokatowej kurtyny świetle reflektorów, w lśniąco białej koszuli w czarnym fraczku z muszką, w czarnych lakierkach, z wybrylantynowanymi kruczo czarnymi włosami i z maską kota na twarzy pięknym niskim męskim głosem wyczytujesz, uzasadnienia, z charmem wręczasz kolejnym paniom nagrody , składasz gratulacje, zapowiadasz kolejnych wykonawców, znikasz ze sceny, wracasz zza kulis, opowiadasz dowcipy, tańczysz, robisz piruety, przysiady i co tam jeszcze … Kto był ten widział. :)))

            Wszystkie panie pąsowieją na twarzach z emocji oraz od magnetyzmu prowadzącego.

            Dziękuję za to, żeś wcześniej ani słówkiem się nie zdradził i cudną niespodziankę nam wszystkim sprawił! / tak mi się zrymowało na koniec! ;)/


            Ufff!

            Przepraszam, ale chyba zaraziłeś mnie gadatliwością! ;)
            :)


            To jeszcze nie koniec ...

            A to ja czekająca na wyjście po odbiór swojej nagrody (w tle nóżki Siostry.Bronte :} -
            www.flickr.com/photos/53035820@N02/5101021853/

            ja w sukni znanej projektantki Elsy Schiaparelli (Bronte chyba też)
            (polecam Waszej uwadze całą przecudowną galerię sukienzaprojektowanych przez Elsę Schiaparelli)...
    • grek.grek OjejAsy,m echa światowe :] 01.01.13, 19:28
      [pierwsze echa światowe mamy... Woody Allen zadzwonił przed chwilą. Barbasiu, powtarzam tylko jego słowa : "You are so charming woman... Penelope, Scarlett and You, Basia... my three favorite girls"]

      [z planu nowego filmu dzwonił pan Benedict i przekazał "Siostro, I'm a Fan..."]
      [rozdzwoniły się telefony... Zadzwoniła Gildia Wszystkich Przystojnych Facetów Świata i okrzyknęli Manię mianem The Man's Beauty Expert... Pepsic, dla Ciebie są życzenia od pana Więckiewicza, powiedział, że "podziwia i ceni"... Er.pa, dzwoniła pani aktorka Joanna Kulig, kilka lat temu Debiutantka Roku na FPFF w Gdyni, a dziś odkrycie europejskie, z życzeniami
      mocnej kontynuacji dobrego początku...]

      [ja tylko pośredniczę :)

      aha, i piosenka dedykowana Wam :
      www.youtube.com/watch?v=GROdIwG_7Ok
      • siostra.bronte Re: OjejAsy,m echa światowe :] 01.01.13, 19:39
        Hahaha :))))
        Ech, miło jest pomarzyć. Należy się nam trochę radości w tym [...] życiu, prawda?

        Od siebie wręczam Ci, Greku dwie nagrody (nie mam konceptu na nazwę). Pierwsza za niestrudzoną popularyzację seriali: "Dextera", "Californication", "Rodziny Połanieckich" i paru innych. Druga, za znakomity styl pisania i lekkie pióro. Chciałabym kiedyś tak swobodnie pisać jak Ty :)
        • grek.grek Re: OjejAsy,m echa światowe :] 02.01.13, 12:41
          Dziękuję, Siostro :]
          Piszesz bardzo dobrze, przejrzyście, sprawnie, nie tracąc jednocześnie z pola widzenia
          logiki i dbając o atrakcyjne zaprezentowanie opowiadanych historii. To ja powinien się
          od Ciebie uczyć.
      • barbasia1 Re: OjejAsy,m echa światowe :] 01.01.13, 22:29
        Och! Wspaniała wiadomość!
        Jakby Allen jeszcze kiedyś do Ciebie zadzwonił, powiedz proszę, że marzę o zostaniu staystką w jego filmie. Zrobię to całkowicie za darmo. Mogę odgrywać nawet roślinność.

        Za piosenkę bardzo dziękuję!
        :)
        • grek.grek Re: OjejAsy,m echa światowe :] 02.01.13, 12:45
          Mam nadzieję, że będziesz ją sobie często puszczać i czerpać
          z niej dobrą energię :]

          Woody wie, że jesteś jego fanką. On jest z kolei Twoim fanem.
          Jak będzie kręcił w Krakowie, na pewno da znać :]
          • barbasia1 Re: OjejAsy,m echa światowe :] 02.01.13, 22:09
            grek.grek napisał:

            > Mam nadzieję, że będziesz ją sobie często puszczać i czerpać
            > z niej dobrą energię :]

            Będę. A przede wszytskim dobrą energię będę czerpać z Twojego galowego, noworocznego postu, słów mnie poświęconych.

            Cudowna wiadomość! :))) Żeby tylko jak najszybciej zebrano pieniądze na ten film...
      • barbasia1 Re: OjejAsy,m echa światowe :] 02.01.13, 22:51
        > [pierwsze echa światowe mamy... Woody Allen zadzwonił przed chwilą. Barbasiu, p
        > owtarzam tylko jego słowa : "You are so charming woman... Penelope, Scarlett an
        > d You, Basia... my three favorite girls"]

        Być dziewczyną Woody'ego wraz z Penelope i Scarlett to jest COŚ PIĘKNEGO! ... :)))
    • pepsic "Tydzień z życia mężczyzny" - sprzed chwil paru 01.01.13, 20:47
      Refleksyjnie o życiowych wyborach i słabościach z wiele mówiącym motywem wygłoszonym przez głównego bohatera, że śpiew jest chwilą, kiedy może poczuć się lepszym człowiekiem (cytat nie dosłowny), z przepiękną muzyczną oprawą. Jest jedno małe "ale" - obsada. Otóż Jerzy Stuhr ze swoją vis comica nic nie ujmując talentowi nie nadaje się do ról stricte dramatycznych.
    • grek.grek dziś "Underworld " [3p3] & "Zabójstwo J.Jamesa..." 02.01.13, 13:55
      "Vinci" raz w roku - nie mam nic przeciwko, znam na pamięć, ale... chcę zobaczyć te sceny, chcę usłyszeć te dialogi, a że więcej film składa się w 3/4 z tych momentów... :] Nie nagrywam, nie oglądałbym gdybym miał na taśmie, albo oglądałbym tak często, że powtórki telewizyjne utraciłyby swoją rangę i smak, a po cóż pozbywać się nawet najdrobniejszych spośród tysiąca przyjemności ? :]

      Dzisiaj jest skrzyżowanie planet w prime time.
      TVP puszcza "Underworld" [20:20], a TVN7 od 20:00 "Zabójstwo Jessie Jamesa przez tchórzliwego Roberta Forda" - antywestern, z Bradem Pittem w głównej roli, w reżyserii faceta, który zrobił niedawno omawianego "Choppera", a także "Zabić, jak to łatwo powiedzieć" [też z Pittem], który chyba jeszcze lata w kinach, a na pewno latał przed chwilą.

      Co wybierzecie ?
      domyślam się... :]

      Ale, wg mnie, "Underworld" [oglądałem nocną emisję, bo TVP umyśliła sobie dać ten film dwukrotnie w ciągu doby], to rzecz bardzo interesująca i jak na kino horrorowe - ambitna.

      OPisuje świat nam znajomy, ale wzbogacony o potajemną rywalizację dwóch klanów - wampirów i lykanów, czyli wilkołaków. Są to dwie grupy stworzeń dalece od siebie róznych, wampiry mają rodzaj szarmu, elegancji, mieszkają w stylowym wielkim domu w XIX wiecznym stylu - oczywiście, kiedy idą jeść albo walczyć, to się specjalnie certolą z przeciwnikami albo z dwunożnym obiadem. Za ucho i na talerz. Lykanie zaś, są brutalni, podczas metamorfoz zmieniają się w potęzne wilki z zębami wielkości bojowego sprzętu polskiego kosyniera.

      Oba te rody łączy burzliwa przeszłośc, w której Lykanie byli niewolnikami Wampirów, niższą klasą, plebsem, zajmowali się służeniem Wampirom, opieką nad nimi za dnia, aby tamci mogli polować nocą. Potem staneli do wyzwoleńczej walki i od tej pory oba plemiona prowadzą wojnę na wyniszczenie, przez stulecia sięgając po wszelkie sposoby zwiększania własnych możliwości, zwłaszcza w obszarze sił witalnych, poprzez modyfikacje genetyczne.

      Przywódcy obu rodów, wampir Viktor i lykanin Lucian są wrogami na śmierć i życie, a wszystko przez ponurą historię - Lucian zakochał się, wieki wcześnie, w córce Viktora. Niczym Romeo w Julii. Przerażony wizją skrzyżowania ras Viktor wystawił swoją córkę na światło dzienne, a zatem spalił ją, żeby tylko tę perspektywę unicestwić. Luciana zaś wypędził, a ten powrócił na czele zbuntowanych byłych niewolników i tak się targają po szczękach bez przerwy.

      W środku całego zamieszania jest główna bohaterka, Selena. Wampirzyca, przybrana córka Viktora. Odziana w czarny lateks maszynka do walki. BYa człowiekiem, do momentu kiedy Lykanie zabili jej rodzinę, a ja samą uratował Viktor i zmienił w wampirzycę. Od tej chwili Selena bierze stały odwet na Lykanach za śmierć swojej rodziny i jest lojalną córką ojca.

      Problem robi się w momencie, kiedy od Luciena Selena dowiaduje się prawdy - a brzmi ona tak, że Viktor nie tyle ocalił ją życie, co - po zamordowaniu jej rodziny - nie umiał jej samej ubić, a to dlatego, ze przypominała mu własną córkę, tę zabitą przez niego. Dlatego przygarnął Selenę, i okłamywał ją, ze jej rodzinę wymordowali Lykanie.

      Następny kluczowy wątek, to pojawienie się człowieka nazwiskiem Corvin - Selena pomaga mu, kiedy ten staje się ofiarą napaści Lykanów. Jest ciekawa, dlaczego Lykanie polują na człowieka, zwykle oba klany nie prowadzą wojny z ludźmi, co najwyżej mogą ich zjadać w formie obiadowej :] Postanawia się nieszczęśnikiem zaopiekować, przy okazji zakochując się w nim, i dociec - dlaczego jest tak ważny dla Lykanów. Dociera do sensacyjnej informacji, że Wampiry i Lykanie wywodzą się z jednego pnia genetycznego, mają wspólnego przodka, a Michael Corvin to jego potomek, więc jego krew zawiera zarówno cechy wampierze, jak i lykanowe - ergo : czyni to Corvina silniejszym zarówno od wampirów, jak i od Lykanów, hybrydą której obecność może zmienić losy odwiecznej wojny. Lykanie desperacko chcą go dostać w swoje łapy, a i dla Wampirów może być on cenny, bo stworzenie z jego genów odpowiedniej modyfikacji jest w stanie jednemu z plemion dać decydujące atuty wojenne. Selena zaś nie ma interesu w działaniu na korzyśc któregokolwiek z klanów, więc chroni Corvina przed obiema, zwłaszcza w momencie, kiedy młody Wampir, Kraven probuje dokonać przewrotu, unicestwić Viktora i przejąć kontrolę nad sytuacją, a używa do tego tajnego porozumienia z Lucienem, wodzem Lykanów, który oczywiście bardzo chce pozbyć się swojego odwiecznego wroga, Viktora, nawet za cenę sojuszu z jego następcą,z którym i tak będzie musiał się skonfrontować... no chyba, że Wampiry i Lykanie po smierci Viktora zawrą rozejm, a nawet się zjednoczą... przeciw komu ? Tak, macie rację : przeciw ludziom :]

      Fajna fantasmagoria ? :]

      Rozpisałem to, żeby Was przekonać, że ten film ma fabułę :]

      Owszem, są tutaj efektowne walki, czerwona farba i strzelaniny, noże i talerze fruwają, ale nie jest to tępa naparzanka, jak w polskim Sejmie, hehe. O cos jednak chodzi, coś się z czego wywodzi.

      Ciekawa jest wizja dwóch grup, na wzór : plemion, klanów, rodzin mafijnych, mozna by to nawet podciągnąc pod metaforę polityki [kto wie, może dlatego TVP puszcza taką, cokolwiek krwawą i horrorową produkcje, o 20:20 ?], zbuntowanych przeciw rządzącym, pięknych przeciw brzydkim... tych porownać można wiele wykoncypować, to pojemny format.

      Wielką zaletą jest estetyka wykreowanego świata - akcja dzieje się nocą, więc większośc scen odbywa się w niebieskawo-pociemniałej scenerii, na wampirzych pokojach, zaułkach ulicznych pod wielkimi budynkami niczym w Nowym Jorku, aż po postindustrialne krajobrazy fabryczne, w których kryja się Lykanie. Wciągające. Naprawdę :]

      Postaci są świetne. Zwłaszcza Lykanie, straszni, ale bajkowi, wiadomo że to komiks i bajka. Ja podziwiam projekt tych maszkaronów, ktoś kto na to wpadł miał plastyczną wyobraźnię. Obcy jest szczytem kreatywności i wizji, ale Lykanie w "Underworld" niewiele mu ustępują. Przepiękne poczwary :] Wampiry są bardziej konwencjonalne, bo są stale w jednej postaci, nie przechodzą metamorfoz cielesnych. Interesujące są kolejne etpay przemiany i dochodzenia do zrozumienia swojej natury Michaela Corvina, człowieka który długo nie rozumie, co się z nim i wokół niego dzieje.

      No i Selena, mała, szczupła, na czarno, w obcisłym lateksie, nawet kiedy strzela, kopie i robi fikołki albo skacze z 10 metrów i ląduje z gracją - nie traci powabu i wdzięku. Nakręcono ciąg dalszy "Underworld", już duzo słabszy niż omawiany oryginał, w tym jeden bez Seleny, i w zasadzie dopóki grająca Selenę urodziwa Kate Beckinsale będzie powracać, dopóty pewnie będzie się cała rzecz opłacała. Czy w sensie artystycznym [szeroko pojętym], to już mniej oczywiste. Ale postać jest to charakterystyczna bardzo. Poważna bardzo, charakterna, niepokorna, ale przecież zdolna do uczuć.

      W roli wampira Viktora... Bill Nighy :] Gra świetnie, i, wbrew pozorom, ma coś do zagrania, sceny dialogowe i nie tylko. Kiedy swoją chudą dłonią łapie za gardło potężnego wilka i "usypia go" na amen, robi to naprawdę przekonująco i z majestatem.

      Do tego dużo dobrej, neorockowej muzyki, zwłaszcza w trakcie scen batalistycznych [ktos by powiedział "nawalanki", ale... jak zwał, tak zwał, hehe], nota bene - bardzo dobrze nakręconych, dynamicznych i wiarygodnych [pomijając wizerunek niektórych uczestników, hah].

      wg mnie, a oglądałem to już 3 albo i 4-krotnie, rzecz jest naprawdę dobra, ofk w swoim gatunku, i gdybyście... przypadkiem... i mieli akurat aptetyt na tego typu kino... wtedy - warto spróbować :]

      w częściach, tu link do 1 :
      www.youtube.com/watch?v=kc2S-YTcUks
      sam trailer :
      www.youtube.com/watch?v=TMYyhBtQ1PU
        • grek.grek Re: dziś "Underworld " [3p3] & "Zabójstwo J.James 02.01.13, 15:12
          Kto wie, jeśli jeszcze nie masz swojego ulubionego "popkulturowego" horroru, to
          może "Underworld" zajmie tę półkę ? :]

          wiesz, "Zabójstwo...[strasznie długi tytuł]" obraca się w tej konwencji, z racji
          historycznych konotacji, ale nie trzyma tego westernowego schematu, ponoć
          nacisk kładzie na psychologię postaci i relacji pomiędzy nimi.

          chciałbym jeszcze dorzucić, że Czesi w CT2 pokazują dziś "Matkę Teresę
          od kotów". o 22:30.
          U nich nazywa się to "Matka Tereza od kocek [z taką falą nad "c"]" ;]
          • barbasia1 OT 02.01.13, 19:49
            grek.grek napisał:
            chciałbym jeszcze dorzucić, że Czesi w CT2 pokazują dziś "Matkę Teresę
            > od kotów". o 22:30. > U nich nazywa się to "Matka Tereza od kocek [z taką falą nad "c"]" ;]

            [koczka] (z miękkim cz) tak wymawiała słowo 'kot" po czesku moja przesympatyczna czeska kolezanka, pamiętam .

            Polecamy Czechom ten film dziś, jeśli czytają nasze Forum.
            :)
            • grek.grek Re: OT 03.01.13, 13:50
              yess, tak to właśnie działa :]

              Oglądałaś [oglądaliście ?] może "Zabójstwo Jesse Jamesa..." ?

              Ja zacząłem, a nawet dotarłem do drugiej przerwy reklamowej. Niestety, od
              początku, a nawet od jeszcze wcześniej, toczyłem heroiczny, nierówny bój z
              bezlitosnym Morfeuszem. Podczas tej ww. przerwy postanowiłem na chwilkę
              przymknąć oczy, obiecując sobie,że to tylko na moment. I już ich nie otworzyłem.
              TO znaczy - ocknąłem się. Na napisach końcowych. Zgasiło mnie w sekundę :]
              To niestety zagrożenia płynące z chodzenia 48 godzin bez nakręcania, heh.
              Fik i amen ;]

              Domyślam się, że tytuł filmu zawierał w sobie opis losów głównych bohaterów,
              i domyślam się, że cała istota filmu zawierała się w ukazaniu psychologii obu
              wymienionych w tytule postaci. Z tego, co wiem, Ford był fanem Jamesa, traktował
              go jak idola, to wynikało także z tej pierwszej godziny. Ów Ford nie wyglądał przy
              tym na specjalnie bystrego, chociaż zapewniał o tym, że to tylko pozory. James
              zadał mu nawet wprost pytanie : Chcesz być taki jak ja, czy chcesz być mną, czego
              ty naprawdę chcesz ? Ford niespecjalnie zrewanżował mu się klarowną odpowiedzią.
              Chyba sam nie wiedział, jaka jest podstawa jego stosunku do Jessie'ego.

              Więc - zasstrzelił go.
              Czy da się wywnioskować : dlaczego ?
              Czy fabuła dała wskazówki jakieś ?
              Czy jest więcej niż jedna możliwość interpretacji motywacji Forda ?
              Co fabuła mówiła o Jessie'em ?

              Przepraszam,że tak zarzucam Was pytaniami, ale czekałem na ten film z ciekawością,
              którą zaspokajał do momentu... no własnie, padłem, jak te dwa małe węże pod nożem
              w ręku Jamesa ;]
              • barbasia1 Re: OT 03.01.13, 14:33
                > Oglądałaś [oglądaliście ?] może "Zabójstwo Jesse Jamesa..." ?

                Niestety nie zaspokoje Twej ciekawości, nie ja nie oglądałam"Zabójstwa Jesse Jamesa..." , ani "Underworld, siedziałam na Forum, w necie, musiałam to i owo napisać.
                Może ktoś inny widział, jak nie to pozstaje czekać do następnej powtórki ...

                Nie możesz sobie zaplanować tych trzech skromnych godzinek snu w nocy! Co Ty robisz w nocy!??
                Jak zaniemożesz z niewyspania alboco innego niedajBoże (odpukać), to się śmiertelnie na Ciebie obrażę!
                :/
                • siostra.bronte Re: OT 03.01.13, 14:52
                  Też nie widziałam tego filmu. "Underworld" też. Podeszłam do "Boso, ale na rowerze", ale obraz patologii rodzinnej nie wydał mi się wcale zabawny. W efekcie capowałam bez sensu po kanałach :)
                  • grek.grek Re: OT 03.01.13, 15:58
                    czyli, "Zabójstwo Jessie Jamesa..." wymaga powtórkowej projekcji :]

                    wiesz, finał "Boso..." jest dość pozytywny, bo chłopak w pozytyw przekuwa
                    swoje doświadczenia.
                    pozwolę sobie na link do szczegółów :
                    forum.gazeta.pl/forum/w,14,131980886,132893734,_Boso_ale_na_rowerze_dwie_wersje.html
                • grek.grek Re: OT 03.01.13, 15:52
                  orajt :] powtórka będzie mile widziana i drugi raz nie dam się zaskoczyć, hehe.

                  ha, ano widzisz, takie mam jakies kocie zwyczaje.
                  Lubię noc, ale co gorsza lubię też dzień i najchętniej w ogóle bym nie spał, bo
                  wychodzę z założenia, że czas na sen będzie po śmierci ;]

                  wiesz, nocą... jak to koty, na myszy poluję... ;]
                  żart.
                  wiesz jak to jest, zawsze coś jest do zrobienia, przeprowadzenia...

                  miło mi z powodu Twojej troski, Barbasiu.
                  Postaram się utrzymać w jednym kawałku :]
                  Na razie jedyny minus, to wlaśnie takie zaśnięcia podczas filmów :]
                  A i to możliwe,że by się nie stało, gdybym zamiast "przymykać na moment oko"
                  wstał i umył twarz zimną wodą albo przyniósł sobie coś do jedzenia, a juz
                  przede wszystkim zmienił pozycję na siedzącą w fotelu, a nie półleżącą na czymś...
                  czego nazwy aż boję się domyślać ;]]
                  • barbasia1 Re: OT 03.01.13, 16:20
                    > wiesz jak to jest, zawsze coś jest do przeprowadzenia ...

                    Do przeprowadzenia!?
                    Śledztwo? Rozmowy? Zamach? 8-O

                    :)

                    Organizm sam się dopomniał o swoje.

                    Też bym najchętniej nie spała, ala tak sie nie da.
                    Greku! Uważaj na siebie! Dbaj o siebie!

                    • grek.grek Re: OT 04.01.13, 13:53
                      czasami wszystko naraz ;]]

                      yesss :]

                      robię, co mogę, Barbasiu; nie dam się łatwo zjeść, zresztą - czuję się świetnie i
                      twórczo, tylko... tego filmu szkoda.
                      Nie ma wyjścia, niebawem będę potrzebował tego specjalnego sprzętu do nagrywania,
                      o którym rozmawialiśmy. Gdyby go miał juz teraz, na pewno bym sobie rzecz całą
                      nagrał, zdrzemnął się, a potem obejrzał :] A bez takiego wyposażenia... no cóż.
                      TVN7 mam już na dekoderze, a więc starego dobrego magnetowidu użyć nie mogłem.
                      • barbasia1 Re: OT 04.01.13, 16:07
                        Hehehe! :)))
                        Nieno, zaraz pęknę z ciekawości!

                        To dobrze. Tak trzymać.! :)

                        Jeśli w dekoderze masz wejście usb to musisz sobie koniecznie sprawić pendrive'a minimum jak mówiłam 8 giga lub lepiej 16 GB, , które w promocji w supermarkecie nawet za 30 -35 zł dostaniesz. Bez problemu wszytsko sobie nagrasz w dobrej jakości. I odtworzysz potem w telewizorze lub na komputerze.

                        PS
                        Grekuuu, tym razem mnie się zasnęło wczoraj w połowie filmu, heh. To wyznanie pisze tu, nie pod Twoim postem w stosownym podwątku o filmie AH , bo to byłaby kompromutująca ... mnie receznja ;) Doobrejrzę i dopiszę się później, dobrze? Powiem Ci tylko, że i mnie nie rzucił ten film na kolana ...

                        :)


                        • pepsic Re: OT 04.01.13, 17:04
                          Przebiję Was, wczoraj zasnęłam w środku MM. Wpisuję sie tu ukradkiem, żeby nikt nie zauważył. Żegnaj Beethovenie!
                          ;)
                        • grek.grek Re: OT 05.01.13, 13:46
                          haha ;] kocie życie, ot co.

                          dzięki za informacje, Barbasiu; czy z tego pendrive'a da się nagrywać na
                          normalnym magnetowidzie, czy jednak DVD potrzebne jest ?

                          e tam, zdarza się, znam to ;]
                          Jasna sprawa, Barbasiu, do KAŻDEGO filmu przecież możemy wrócić w dowolnym momencie.
                          • barbasia1 Re: OT 06.01.13, 22:35
                            Acha! ;/

                            Greku,nagrywasz z dekodera, pendrive wkładasz do dekodera, jeśli oczywiście masz wejście usb, nic więcej nie potrzebujesz!

                            Popatrz, ja mam taki dekoder, cabeltech : www.ceneo.pl/13034022
                            Jest tu jest płaskie wejście usb,widzisz? Tu wkładam pendrive, następnie na pilocie - dokładnie taki mam:
                            cbsklep1.home.pl/userdata/gfx/65e3694d77decb6d7847837f3dd20b62.jpg
                            naciskam czerwony guzik record czyli nagrywaj i to wszytsko. Jak już mam nagrane chce to obejrzeć na telewizorze, wchodzę do menu dekodera, do zakładki nagrywanie i szukam opcji odtwórz (pendrive mam cały czas w dekoderze, oczywista sprawa).
                            Tak wyglada cała operacja nagrywania i odtwarzania.

                            Nowe telewizory mają już wbudowane wejścia usb!
                            :)
                            • grek.grek Re: OT 07.01.13, 15:55
                              ja mam jakiś inny, będę musiał to sprawdzić.

                              dzięki Ci za przystępne wytłumaczenie, jak tylko kupię to ustrojstwo - wezmę się z nim
                              za bary ;]

                              nowy telewizor w dalekich planach, póki co, więc będę się posiłkował opcją pośrednią. Dzięki, Barbasiu :]

                              • barbasia1 Re: OT 07.01.13, 16:29
                                Jeszcze Ci powiem, tylko nie przestrasz się, że chyba będziesz musiał samemu nieco poeksperymentować z tym nagrywaniem i odtwarzaniem, bo opisy w instrukcji są mętne, przynajmniej w mojej obsługi były bardzo szczątkowe, poza tym to jednak prymitywne urządzenie, są małe niegogodności w użytkownaniu, ja np. do konca nie rozgryzłam, jak wyłączać nagrywanie, ale, koniec końców, najważniejsze, że nagrywa elegancko!

                                Nagrywanie z dekodera na pendrive to fantastyczna sprawa! Mam nagranych 6 filmów Allena (+ dwa z usterkami, za późno włączyłam nagrywanie albo, w drugim przypadku, z powodu braku pamięci w penrdrivie nagrywanie się zatrzymało.)

                                Jak sprawdzisz nazwę swojego dekodera, to napisz mi proszę.


                                :)
                                • grek.grek Re: OT 08.01.13, 13:56
                                  Dzięki za wszystkie informacje, Barbasiu :]

                                  mój dekoder nosi dumną nazwę Ferguson Ariva 220combo [nie wiem, czy w dobrej
                                  kolejności, ale wypisuję wszystkie nazwy jakie się na nim znajduję, hehe].

                                  • barbasia1 Re: OT 08.01.13, 23:54
                                    Cała przyjemność po mojej stronie!

                                    O! Nie dość, że nazwa dumna, to jeszcze sam dekoder wypasiony! I dobrze :))
                                    Drogi Mikołaj przyniósł Ci nie byle jaki sprzęcior! :)

                                    Widzę, że masz w nim oczywiście wejście USB, zdaje się z przodu jest pod klapką? Świetnie! Tak więc masz możliwość nagrywania filmów! :) Może ktoś by Ci mógł pożyczyć pendrive'a, (minimum 4 GB gigabajty), żebyś mógł wypróbować nagrywanie?

                                    :)
                                    • grek.grek Re: OT 09.01.13, 13:58
                                      miło mi :]

                                      hehe, małpowałem po starszym kocie.

                                      yes, klapka jest, świetnie się orientujesz, Barbasiu :]
                                      dzięki za wszystkie informacje.
                                      Pendrive'a będę musiał chyba kupić, ale... cele są szczytne, wydatek
                                      na lata, i się zwróci, prawda ? :]

                                      • barbasia1 Re: OT 13.01.13, 15:40
                                        > hehe, małpowałem po starszym kocie.

                                        He,he! :))
                                        Aaaa, to tak było...

                                        Pooglądałam Twój dekoder w necie, są djęcia, poczytałam opinie, stąd wiem. :)
                                        Pendrive jest przydatny, warto mieć zapasowe kopie swoich dokumentów , zdjęć czy czego tam jeszcze na dodatkowym nośniku, nie tylko w komputerze, w razie jakieś awarii. Poza tym przydaje się wspaniale właśnie do nagrywania filmów bez użycia nagrywarki DVD! i jeśli chcesz przenoszenia ich do komputera! Dla mnie to fantastyczna sprawa! :)

                                        Jak będziesz kupować, to tylko minimum 16 GB, są coraz tańsze!
                                        Np.ten malutki Kingston 16 GB jest niezły:
                                        allegro.pl/kingston-metalowy-pendrive-16gb-dtse9-na-prezent-i2878425235.html
                                        Też planuję kupić sobie 16 GB (żałuję, że nie kupiłam od razu 16 GB, tylko 8 GB, ale przydadzą się oba).


                                        Kocie życie! ;)
                                        wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,13148527,Brazylia__kot_probowal_przemycic_do_wiezienia_pile.html?lokale=warszawa
                                        :)
                                        • grek.grek Re: OT 18.01.13, 14:11
                                          Barbasiu, jesteś nieoceniona, dzieki za wszystkie wskazówki.
                                          I za linka do Twojego posta, który gdzieś mi się zawieruszył, jak widać.

                                          hahaha, świetne :]]
                  • maniaczytania Re: OT 03.01.13, 16:32
                    ja Ciebie tez nie poratuje, bo ja wczoraj ogladalam (choc to za duzo powiedziane, zerkalam bardziej) na film z Robertem De Niro "Co jest grane?". ktory byl na dwojce.
                    Jak bedzie nastepnym razem, to Ci Greku go polecam, mysle, ze spodobalby Ci sie.
                    Dla mnei troche za bardzo przegadany byl ale motyw z kreceniem filmu w filmie, problemy producenta z szefami wytworni, narzucanie tego, jak film powinien wygladac, ktore sceny wyciac i dlaczego - niezle. Pierwsze sceny z pokazu probnego filmu wyprodukowanego przez Bena (czyli De Niro wlasnie) - bezbledne, zwlaszcza reakcja publiki na koncowe sceny tegoz filmu (ale tu nie zdradze, jakie, bo bym popsula). Sporo tez aluzji do "Amores perros".
                    • grek.grek Re: OT 04.01.13, 13:57
                      widziałem kawałek, może 20 minut, końcowe, Bruce Willis miał brodę na
                      tylko jednej połowie twarzy ;] KOńcowe sceny widziałem, na tym pokazie w
                      Cannes, przed którym reżyser amerykański ostro jedzie po akademikach
                      hollywoodzkich.
                      Intrygi nie złapałem, za mało czasu, ale dzięki, Maniu, za zwrócenie uwagi -
                      obejrzę następnym razem w całości, mam nadzieję.

              • er.pa Re: OT 03.01.13, 22:00
                No właśnie - w jakimś sensie to, że, Greku, w sen zapadłeś podreperowało mi ego, bo ja swego czasu "Zabójstwo ..." pożyczyłam, i ... odpadłam. Nie zasnęłam co prawda (chyba?), ale poddałam się gdzieś w połowie, i nie zmobilizowałam się, by obejrzeć do końca, co zdarza mi się rzadko. Znużył mnie - tak bym to określiła. Ładnie kręcone zdjęcia - tyle zapamiętałam. Niespieszność narracji mnie wykończyła.
                • grek.grek Re: OT 04.01.13, 14:05
                  Miło mi, że się mimo wszystko na coś przydałem :]]

                  yes, zauważyłem to w tej godzinie, którą udało mi się obejrzeć -
                  spokojny rytm, przerywany pojedynczymi gwałtowymi scenami [napad na
                  pociąg, te dwa węże zdekapitowane znienacka itp.] i ciekawie, wg mnie,
                  rozwijał się wątek relacji obu protagonistów. Idol James i zakręcony nim Ford.
                  BYłem, jestem !, niezmiernie ciekaw, jak to sie stało, co spowodowało,ze
                  Ford zabił Jessego. [pamiętasz, Axl Rose z Gun's Roses nosił taką koszulkę,
                  z wizerunkiem Jezusa i napisem "Kill your idol" ?]. A także byłem, jestem ! vol 2,
                  zainteresowany portretem samego Jesse Jamesa. Andrew Dominik dal świetny
                  psychologiczny porrtet jednostki w "Chopperze", który niedawno omawialiśmy - to podbija
                  moje oczekiwania.

                  yes, nieco nużący, to na pewno, ale... wiesz, mnie takie "zamuły" ;] psychologiczne
                  wciągają, miałem też nadzieję, ze może uda mi się ten film sprzedać Wam w jakiejś
                  ciekawej opowieści :] Ale, na pewno jeszcze się trafi, może Czesi w CTV pokażą... może
                  TVP KUltura podchwyci pomysł... Stay tuned :]
            • barbasia1 Dziś 03.01.13, 15:39
              Jak już Mania zapowiedziała dziś w KK "Kopia mistrza" - film o Beethovenie z Diane Kruger i Edem Harrisem w roli glównej w reżyserii Agnieszki Holland;
              Nie wiem jak dla Was, ale mnie będzie to premiera.

              W TVPKultura rozpoczyna się 2.sezon Mad Men.
              Kiepsko mi poszły relacje z sezomu pierwszego, oj kiepsko, wybaczcie! (oczywiście postaram się jeszcze dopowiedzieć kilka ciekawych szczegółów, w tym wizje Dona po trawce ... ), w tym roku więc postanowiłam, że nie będę więcej obiecywać opowieści i niedotrzymywać słowa ...
              Tym bardziej, że zainteresowanie tym serialem nie jest wielkie.

              Ktoś ma inne propozycje?

              :)
              • siostra.bronte Re: Dziś 03.01.13, 15:48
                Też nie widziałam "Kopii mistrza", ale sama nie wiem...
                Z MM to mam problem. Nie mogłam obejrzeć kilku ostatnich odcinków i wypadłam z rytmu. I jakoś straciłam ochotę, żeby oglądać ten serial dalej. Rozczarowanie.
              • grek.grek Dziś.KOcham Kino "KOpia mistrza" 03.01.13, 16:11
                ciekaw jestem tego filmu, dla mnie to też premiera będzie.

                Barbasiu, udało Ci się interesująco zarysować parę rzeczy, wprowadzić [mnie przynajmniej]
                w główne wątki i odmalować ciekawie kilka postaci.

                Ja się przyznaję, że trochę bokiem obszedłem Mad men, najpierw kolidował z Paradoksem,
                potem z Kocham Kino, uciekło kilka pierwszych odcinków, może 2-3 częściowo zobaczyłem,
                dzięki czemu trochę załapałem tzw. szaty graficznej, ale z treścią gorzej. Dzięki Tobie
                dostałem garść potrzebnych informacji, kto, z kim, po co, i ogólne tło obyczajowe.

                W Polsacie, 22:15, Erin Brockovich, z oskarową Julią Roberts
                1:00 Lars i prawdziwa dziewczyna", z opisu wynika, ze chłopak "przyprowadza" do domu
                swoją dziewczynę, którą sie okazuje dmuchana lalka. Ryan Gosling w głównej roli.

                Nie znam :]

                TVN, 22:35
                tez Gosling, razem z Michaelem Pittem oraz Sandrą Bullock w "Śmiertelnej wyliczance".
                omawialiśmy kilka razy przy róznych okazjach.
                Ja bym powtórzył, że to dobre, chociaż może chwilami trochę pastelowe, kino kryminalne,
                ciekawa rozgrywka między "chłopakowatą" panią detektyw, a dwójką młodocianych morderców, wierzących, że istnieje "zbrodnia doskonała"; pani detektyw ma dodatkowo traumę z przeszłości, z którą musi się zmierzyć, a między chłopakami staje dziewczyna, koleżanka z klasy. Ciekawe. Chętnie bym obejrzał jeszcze raz, ale planuję tym razem live obejrzeć Kocham Kino, a nagrywać jakoś nie mam chęci, z taśmy film oglądany już 3 krotnie nie jest specjalnie porywający, no chyba, że ostatni raz zdarzył się wiele lat wcześniej ;]
                • barbasia1 Re: Dziś.KOcham Kino "KOpia mistrza" 03.01.13, 16:33
                  > Barbasiu, udało Ci się interesująco zarysować parę rzeczy, wprowadzić [mnie prz
                  > ynajmniej] w główne wątki i odmalować ciekawie kilka postaci

                  Naprawdę? Jeśli tak, to się bardzo cieszę! :)))
                  To może jednak zmobiluje się , by opowiedzieć co nieco na bieżąco. Zobaczymy.

                  > 1:00 Lars i prawdziwa dziewczyna",
                  >z opisu wynika, ze chłopak "przyprowadza" do domu swoją dziewczynę, którą sie okazuje >dmuchana lalka.
                  O MATKO! SERIO!?

                  Opis brzmi tak dziwne, że trzeba by to poznać, zobaczyć!?
                  Greku, jak masz odwagę, to rzuć okiem, co!? ;))

                  >TVN, 22:35
                  > tez Gosling, razem z Michaelem Pittem oraz Sandrą Bullock w "Śmiertelnej wylicz
                  > ance". omawialiśmy kilka razy przy róznych okazjach.
                  Tak , pamiętam.
              • maniaczytania Re: Dziś 03.01.13, 19:04
                Barbasiu, ja podobnie jak Siostra jakos nie dalam rady obejrzec kilku odcinkow pod koniec 1 serii, ale zainteresowania nie stracilam, jakbym mogla ;) (ze tak napomkne tylko o mym najnowszym ulubiencu :) ) i dlatego smialo uzupelniaj zaleglosci, to sie moze znowu poorientuje :)))

                A dzis tak - KK - jakos nie jestem do konca przekonana i chyba sprawdze ten nowy serial na Jedynce "Anatomia prawdy" (jako milosniczka seriali kryminalnych wszelkej masci i narodowosci), a wczesnie pewnie rzuce okiem na TV4 na film "Idealny dzien" na podst. ksiazki Richarda Paula Evansa (ktorego jeszcze nic nie czytalam, bo nie do konca jestem pewna, czy by mi sie spodobalo ;) )
                • barbasia1 Re: Dziś 04.01.13, 16:13
                  maniaczytania napisała:

                  > Barbasiu, ja podobnie jak Siostra jakos nie dalam rady obejrzec kilku odcinkow
                  > pod koniec 1 serii, ale zainteresowania nie stracilam, jakbym mogla ;) (ze tak
                  > napomkne tylko o mym najnowszym ulubiencu :) ) i dlatego smialo uzupelniaj zale
                  > glosci, to sie moze znowu poorientuje :)))

                  O! To dobra wiadomość. :)
                  Postaram się to zrobić jak najszybciej!

                  Dzis dopiero będę oglądać 1. odcinek drugiego sezonu. A Ty Maniu zainaugurowałaś już sezon 2. MM?
    • grek.grek "KOpia mistrza", jakie wrażenia ? 04.01.13, 13:50
      Oglądaliście ?

      Ja powiem tak : gdzieś już to widziałem... ;] Stary mistrz i młody uczeń lub uczennica, który/która swoją bezpośredniością, szczerością i charakterem zdobywa zaufanie i uznanie, jakiego
      ów mistrz skąpi światu, dla którego jest nienośny. Gdzieś już to było..I to obawiam się, że niejednokrotnie. Zatem, jakiś schematy tutaj jest. Trudne początki, potem coraz lepiej, wielkie wspólne osiągnięcie, potem nagłe załamanie, a po nim triumfalny powrót w ramiona obustronnej przyjaźni.

      Zdaje się atrakcją miało być to, że tym razem chodzi o Van Beethovena [nie mylić z Beethovenem bez "Van" ;)].

      Świetnie wypadła scena odegrania IX Symfonii, naprawdę koncertowo. Ed Harris w peruce prezentował się godnie i grał z uczuciem, z powodzeniem sprzedając wizerunek kompozytora pozostającego w głębokiej relacji duchowej z własnym wyobrażeniem Boga i formy jego obecności w świecie i człowieku. Pieczołowicie odtworzone realia epoki - stroje, pokoje, stylizacje, muzykanci... prima sort. Nawet trochę obrazków tworzenia muzyki.

      Nie wiedzieć, czemu, jednak... nasunęło mi się porównanie z "Amadeuszem" i nie umiałem się z tego wyplątać przez cały film. Dylematy z "Kopii mistrza" wypadają tu jednak jakby bardziej akademicko, mistrz naucza, uczennica i pomocnica słucha, jakby brakowało w tym prawdziwego stracia charakterów, mimo że ona chyłkiem poprawia, doprawia jego kompozycje, a kiedy jej własne on gani - ona unosi się honorem, odchodzi, przez co on pada na kolana przed nią, z prośbą żeby wróciła. Nie ma jednak tutaj intrygi, czegoś co by sprowadziło całą rzecz na poziom konfrontacji osobowości. W rzeczywistości, osobowość ma tylko Van Beethoven, pani kopistka to jednak tylko dziewczyna do kopiowania, nawet jeśli utalentowana muzycznie i potrafi spamiętać całą symfonię, by ją przygłuchemu mistrzowi podpowiadać.

      Kompozytore jest przygłuchy [ " Bóg krzyczy muzykę w moje uszy, dlatego ogłuchłem"
      - fajne, nie ?], przez co nie może słyszeć swojej muzyki, musi mieć trudności w kontakcie ze światem... I wiecie co ? Ja nie zauważyłem dramatu w tym wątku. Dramatu, którego można by się chyba spodziewać. Przeciwnie, wydaje sie Ludwiś niejako pogodzony z losem, ma swoje trąbki douszne, umie czytać z ust, zakłada specjalne pochłaniacze dźwięku - radzi sobie dzielnie, a głuchotę traktuje nawet jako zaletę : w ciszy słychać duszę, a jego muzyka z duszy pochodzi. Zgrabne wyprowadzenie, ALE... jesli postać Anny Holtz jest fikcyjna i może być symbolicznie odebrana [jako pretekstowa aby opisać kompozytore z punktu widzenia Człowieka], to równie dobrze można było lekko naciągnąć i opisać Van Beethovena, jako faceta, który nigdy nie pogodził się z utratą słuchu i do końca przeżywał z tego powodu cięzkie chwile. Przecież w końcu, jak Van Bethoven, to "aaa, ten głuchy, co komponował" :] Jest mądra akceptacja głuchoty, jej twórcze wykorzystanie przezeń, ale nie ma tragicznej strony i rozpaczy znoszenia jej przez niego. Jakaś tam jedna, czy druga zbolała mina, i gorzka uwaga, to jednak nie starcza na wiarygodny opis uczuć [ w tej kwestii].

      Aktorka w roli Anny - wg mnie, dobrze dobrana, ale jako że postać Anny wyposażona jest zaledwie w charaterek, a nie charakter, i w założeniu ma robić nie za równorzędnego partnera dla mistrza, ale za zamazane tło - starania Diany Kruger są bez znaczenia dla całości. Tego mi szkoda. Postać bratanka Van Beethovena, też bez głębszej myśli, jakby tylko po to, żeby pokazać jeszcze jeden fragment osobowości mistrza, a nie stworzyć drugoplanową perełkę i postać samą w sobie.

      Oglądałem i słuchałem z przyjemnością, mam na taśmie [na wszelki wypadek nagrałem, hyhy], więc na pewno obejrzę raz jeszcze. Cacko estetyczne, portret mistrza - dobry, dramturgia i otoczenie - tu by mi czegoś brakowało...

      A jak u Was ?
    • maniaczytania Anatomia zbrodni 04.01.13, 19:04
      zgodnie z zapowiedzia, zrezygnowalam wczoraj z KK na rzecz pierwszego odcinka nowego serialu amerykanskiego.
      Tak w skrocie duzym - glowna bohaterka to fajna kobitka w srednim wieku (hura, hura!). Pracowala jako bardzo uznany i swietny neurochirurg, niestety przez oddanie pracy maz sie z nia rozwiodl i zalatwil sobie pelna opieke nad 12-letnia corka. Pozniej lekarka miala wypadek, w wyniku ktorego zaczely jej dretwiec dlonie i po pracy.
      Jej nowa praca to patolog, bada ciala zmarlych w szpitalu i przy okazji rozwiazuje zagadki - taki troche House w spodnicy, ktory szuka nie u zywych, a u martwych - ha, przynajmniej wyeliminowala "wszyscy klamia" ;)
      Pani doktor jest bezkompromisowa, lazi razem z policja po podejrzanych, wali im wprost rozne rzeczy, przez co moze zaszkodzic sledztwu, ale kto wie, czy bez niej troche gamoniowaty policjant wpadlby na wlasciwy trop.
      Byl tez calkiem zgrabny watek prywatny ze swietujaca urodziny corka. I na zakonczenie - mieszkanie pani doktor - nooooo, takie to bym mogla miec ;)
      • barbasia1 Re: Anatomia zbrodni 05.01.13, 09:53
        maniaczytania napisała:

        O! Dzięki za eleganckie wieści z frontu seriale. Szkoda tylko, że w czwratek akurat pokazują "Anatomię zbrodni", bo przecież w ten dzień konkurencja jest wyjątkowo mocna.

        Bohaterką "fajna kobitka w średnim wieku" - odważne posunięcie ze strony twórców, prawda!? ;)
    • barbasia1 OT 05.01.13, 09:42
      W powodów technicznych muszę zniknąć, wrócę w niedzielę wieczorem lub dopiero poniedziałak.

      Sercecznie pozdrawiam

      Cat Queen
      :}}}
      • grek.grek Re: OT 05.01.13, 13:51
        do zobaczenia :]
        [mam nadzieję, że te "powody techiczne" nie są nieprzyjemnościami żadnymi]

        yes, Cat Queen, to tytuł, chciałbym nadmienić, dożywotni :]
    • siostra.bronte "Sherlock", "Hounds of Baskerville" (1) 05.01.13, 13:08
      Z dużym opóźnieniem, ale wreszcie się zebrałam. Kolejny odcinek „Sherlocka”. Oczywiście, kojarzy się on z najbardziej chyba znaną książką Conan Doyle’a „Hound of the Baskervilles” (tłumaczoną u nas jako „Pies Baskervillów”).

      Z radością donoszę, że serial wrócił na dawne tory, a wokół Sherlocka nie kręcą się żadne panie o wątpliwej reputacji :) Powrócił dawny klimat, a ten odcinek jest wyjątkowo mroczny.

      Zaczyna się od retrospekcji. Mały chłopiec, przerażony, biegnie nocą przez las. W pamięci ma straszny obraz swojego ojca, rozszarpanego przez jakieś dzikie stworzenie. Kiedy malec wybiega z lasu, spotyka jakąś kobietę spacerującą z psem. Na widok psa zaczyna przeraźliwie krzyczeć i ucieka.

      Wracamy do współczesności. Sherlock przyjeżdża do domu, cały …umazany krwią i z harpunem w ręku :) To nawiązanie do oryginalnej sceny u Conan Doyle’a. John dziwi się: „Przyjechałeś tak metrem?”. A Sherlock na to: „Żadna taksówka nie chciała mnie zabrać” :) Sherlock przeprowadzał zapewne jakieś tajemnicze eksperymenty w laboratorium.

      Po ogarnięciu się Sherlock zaczyna nerwowo kręcić się po mieszkaniu, wciąż z harpunem w ręku. W końcu nie wytrzymuje i domaga się od Johna choćby jednego papierosa. Ale John odmawia. Bo Sherlock od pewnego czasu rzuca palenie. U Conan Doyle’a detektyw był uzależniony od kokainy, ale teraz to by nie przeszło :) Sherlock naciska dalej, ale John pozostaje niewzruszony. Przypomina Sherlockowi, że to był jego pomysł. I sam przekupił wszystkich sklepikarzy w okolicy, żeby nie sprzedawali mu papierosów :) Zdesperowany detektyw przetrząsa mieszkanie w poszukiwaniu tajnych zapasów, ale bez efektu. Tutaj ta zabawna scena:
      www.youtube.com/watch?v=yZDd2WNlCwA&list=FLQ2Oq7WfOSxDLBwqKY8CF1A&index=2


      W końcu wzywa panią Hudson i pyta ją, gdzie są papierosy. Ta o niczym nie wie. Detektyw jest tak nakręcony, że szybko ją lustruje. I dedukuje: „Spotykasz się z sąsiadem!”, mierząc w nią oskarżycielsko harpunem :) Z satysfakcją informuje ją, że facet jest żonaty. Zbulwersowana kobieta wychodzi z pokoju. Watson jest oburzony. Sherlock tłumaczy się, że tak go nosi, bo nie ma zajęcia. Żadnych spraw do rozwiązania. Owszem, dostał maila od jakiejś dziewczynki, że zaginął jej ukochany królik, niejaki Dzwoneczek, który…świecił w ciemnościach, ale czy takie zgłoszenie można traktować poważnie? :)

      Na szczęście w tym momencie dzwoni dzwonek do drzwi i zjawia się klient. To Henry Knight. Pokazuje na laptopie dokument jaki nakręciła telewizja o wojskowej bazie w Baskerville, w regionie Dartmoor. Prowadzi się tam badania nad bronią biochemiczną. Reporter mówi, że dzieją się tam dziwne rzeczy i są świadkowie, którzy to potwierdzają. Henry jest jednym z bohaterów filmu. Opowiada, że jako dziecko przeżył tam tragedię. Już wiemy, że retrospekcja z początku odcinka pokazywała właśnie jego. Sherlock wyłącza film i pyta Henry’ego co dokładnie się stało.

      Henry opowiada, że jako chłopiec często chodził z ojcem na spacery po wrzosowiskach, zwłaszcza do pięknego miejsca zwanego Dewar’s Hollow. Któregoś wieczora doszło do tragedii. Jego ojciec został zaatakowany przez wielkie stworzenie ze świecącymi, czerwonymi oczami. Przerażony chłopiec uciekł i został znaleziony dopiero następnego dnia, gdy błąkał się po wrzosowiskach. Ciała ojca nigdy nie odnaleziono.

      Sherlock jest sceptycznie nastawiony do tych rewelacji. Henry widzi, że nie traktuje go poważnie. Mówi, że jego ojciec wiedział co się dzieje w bazie wojskowej, ale nikt mu nie wierzył. Dopiero teraz telewizja zainteresowała się tym miejscem. Sherlock ironicznie komentuje, że teraz do miasteczka ściągają pewnie tłumy turystów.

      Watson próbuje dowiedzieć się czegoś więcej. Pyta Henry’ego dlaczego zjawia się właśnie teraz, skoro od tragedii minęło już dwadzieścia lat. Ale wystarczy rzut oka Sherlocka. Dedukuje, że Henry przyjechał pierwszym pociągiem z samego rana, bo wczoraj wieczorem zobaczył coś strasznego. Zaskoczony Henry potwierdza, że tak było. Sherlock jest wyraźnie podminowany, w końcu nie wytrzymuje i mówi: „Zamknij się i zapal!”. Bo oczywiście poznał po palcach Henry’ego, że jest palaczem.

      Henry zapala papierosa, a Sherlock zbliża się do niego i …wciąga dym z widoczną satysfakcją :) John sugeruje Henry’emu, że może wymyślił to wszystko, żeby jakoś wytłumaczyć sobie śmierć ojca. A Sherlock znowu się zaciąga :) Henry, zachowując stoicki spokój odpowiada, że jego terapeutka twierdzi to samo. Dlatego namówiła go, aby wrócił w rodzinne strony i stawił czoło swoim obsesjom. Tutaj ta scena. Co nałóg robi z człowiekiem :)
      www.youtube.com/watch?v=pACM6zmkFXc&list=FLQ2Oq7WfOSxDLBwqKY8CF1A&index=1
      cdn...



      • siostra.bronte Re: "Sherlock", "Hounds of Baskerville" (2) 05.01.13, 13:20
        Henry opowiada, że poszedł poprzedniego wieczora do Dewar’s Hollow i zobaczył tam ślady stóp. Sherlock pyta, jakie to ślady. Henry odpowiada, że na pewno nie ludzkie. Detektyw w to nie wierzy: „Wymyślona historyjka”. Już zamierza pożegnać Henry’ego, gdy ten zbiera się w sobie i przerażonym głosem mówi: ” to były ślady… gigantycznego psa”. Sherlock jest pod wrażeniem. Bo Henry mówiąc o psie użył dawnego i mało popularnego słowa „hound”. Decyduje się przyjąć sprawę.

        Sherlock i John jadą do Dartmoor. To piękna okolica, z parkiem narodowym. Zatrzymują się w małym zajeździe. Na miejscu widzą grupę turystów z przewodnikiem. John próbuje się czegoś dowiedzieć od właściciela. Ten opowiada, że baza i pola minowe wokół odstraszają turystów. Na szczęście, jak mówi, jest „piekielny pies”, który przyciąga amatorów mocnych wrażeń. Właściciel twierdzi, że podobno Fletcher, przewodnik wycieczek, widział psa.

        W międzyczasie Henry w swoim domu ma spotkanie z terapeutką. Opowiada o powracających, koszmarnych snach. Mówi też, że w snach pojawiły się dwa słowa: „Liberty” i „In”. Nie ma pojęcia co oznaczają.

        Tymczasem Sherlock zaczepia przewodnika, Fletchera przed zajazdem. Wypytuje go o psa. Mężczyzna jest niechętny, ale kiedy Sherlock gra mu na ambicji („nie potrafisz udowodnić, że go widziałeś”) zaczyna mówić. Miesiąc temu był na wrzosowiskach i zobaczył psa. Ale była mgła, zrobił więc tylko niewyraźne zdjęcie komórką. Sherlock ogląda je i śmieje się; „ i to ma być dowód?”. Ale Fletcher upiera się, że „coś” uciekło z bazy. Sherlock żartuje: „Klon? Superpies?”. Więc Fletcher wyciąga zza pazuchy (ma ze sobą cały zestaw rekwizytów dla turystów) gipsowy odlew wielkiej łapy. To przekonuje Sherlocka, że coś jest na rzeczy.

        Następnego dnia Sherlock i John jadą wypożyczonym wozem do bazy wojskowej w Baskerville. Przy bramie Sherlock wyciąga jakąś legitymację. Okazuje się, że to legitymacja Mycrofta, która podobno otwiera „wszystkie drzwi”. I faktycznie, zostają wpuszczeni do bazy bez problemu. John jest zaniepokojony. Podejrzewa, że Sherlock zdobył dokument w nielegalny sposób. Zastanawia się, czy aby nie zostaną zastrzeleni :) Ale Sherlock go uspokaja, że mają ok. 20 min. zanim wszystko się wyda.

        Obaj idą do głównego budynku bazy, ciekawie rozglądając się dookoła. Nagle podjeżdża wojskowy samochód i wysiada z niego żołnierz. Mówi, że nie spodziewano się dzisiaj inspekcji. I że muszą spotkać się z majorem. Sherlock próbuje dyskutować, ale wtedy włącza się John. Twierdzi, że nie mają czasu i prosi o oprowadzenie po bazie. Kapral się waha, a wtedy John wyciąga zza pazuchy swoją wojskową odznakę i mówi do przestraszonego kaprala: „Kapitan John Watson, piąty dywizjon…(nie pamiętam dokładnie). To rozkaz!”. Żołnierz salutuje i karnie prowadzi ich do budynku laboratorium. Nawet Sherlock jest pod wrażeniem :)

        Sherlock i John wchodzą do środka. Przechodzą przez laboratoria, w których uwija się pracownicy w uniformach. Wszędzie stoją klatki ze zwierzętami, na których prowadzone są badania. Wszystko wygląda raczej przerażająco. Po drodze spotykają dr Franklanda, który wita ich przyjaźnie. Później kapral prowadzi ich do dr Stapleton, genetyka. Kobieta nie ukrywa niechęci. Nagle Sherlock doznaje olśnienia: „Wiedziałem, że znam to nazwisko. Co się stało z Dzwoneczkiem? To pani sprawka. Świecił w ciemnościach!” Bo okazuje się, że pani dr jest matką dziewczynki, której królik zaginął :) John i Dr Stapleton są w szoku, ale Sherlock nie ma już czasu. Szybko idzie z Johnem w stronę windy.

        W międzyczasie do Mycrofta dochodzi informacja, że wykorzystano jego legitymację. Wysyła sms-a do Sherlocka: „Co Ty robisz?”. Sherlock z ironią stwierdza, że Mycroft robi się coraz wolniejszy :) Niestety, w windzie Sherlock i John spotykają majora. Jest wściekły, że nikt go nie poinformował o wizycie. Nagle przybiega kapral i włącza się alarm. Kapral melduje, że przepustka Sherlocka została zablokowana. Major pyta Sherlocka i Johna kim u diabła są. John próbuje ratować sytuację: „To pewnie błąd w systemie. Wpiszemy to do raportu” :) Ale do akcji włącza się dr Frankland. Wita się z Holmesem: „Witaj Mycroft. Poznaliśmy się chyba w Genewie?”. Major poddaje się, ale mówi lekarzowi, że zwalnia obu intruzów na jego odpowiedzialność. Dr Frankland odprowadza ich do wyjścia.

        Okazuje się, że dr Frankland namiętnie czyta bloga Sherlocka, więc go rozpoznał. Domyślił się, że chodzi o Henry’ego. Przyjaźnił się kiedyś z jego ojcem, a teraz bardzo się o niego martwi. Sherlock próbuje go wypytać o laboratorium, ale lekarz jest związany tajemnicą służbową. Zostawia wizytówkę i odchodzi.

        Następnego dnia Sherlock i John jadą do Henry’ego. Ten opowiada im o swoich snach i słowach: „Liberty” i „In”. Jest ciekawy, co dalej ze śledztwem. Sherlock ma plan: „Pójdziemy nocą na wrzosowiska. Zobaczymy czy coś Cię zaatakuje. Sprawa powinna się wyjaśnić” :) Ale Henry’emu wcale nie do śmiechu. Jest przerażony na myśl o tym, żeby tam wrócić.

        cdn...
        • siostra.bronte Re: "Sherlock", "Hounds of Baskerville" (3) 05.01.13, 13:30
          Ale nie ma wyjścia. Nocą, we trójkę idą na wrzosowiska. Atmosfera jak w horrorze. Watson zaaferowany jakimiś światłami odłącza się od grupy. Henry i Sherlock dochodzą do Dewar’s Hollow. Nagle rozlega się wycie. Obaj widzą na urwisku coś strasznego (my tego nie widzimy). Henry krzyczy do Sherlocka: „Widziałeś?!”. Przybiega John. A Sherlock wygląda tak, jakby był w szoku. Twierdzi, że niczego nie widział i odchodzi. Tutaj ta scena:

          www.youtube.com/watch?v=2hdSOLbTZJY&list=FLQ2Oq7WfOSxDLBwqKY8CF1A&index=13


          John wraca z Henrym do domu. Henry nie może zrozumieć, dlaczego Sherlock kłamie. Ale jest zadowolony, bo to co się stało oznacza, że nie oszalał. I pies tam jest.

          Watson wraca do zajazdu i w pubie zastaje Sherlocka. Detektyw wygląda niewyraźnie. John zastanawia się co robić dalej, ale Sherlock go nie słucha. W końcu mówi: „Widziałem go… wielkiego psa”. John jest sceptyczny: „Bądźmy racjonalni. Trzymajmy się faktów”. Ale Sherlock przyznaje, że się boi. Jest coraz bardziej zdenerwowany. John go uspokaja, ale detektyw twierdzi, że nic mu nie jest i na dowód tego szybko lustruje jakąś parę przy sąsiednim stoliku, opowiadając całą historię ich życia. Zadowolony z siebie krzyczy na Johna, żeby dał mu święty spokój. Ten, zirytowany, mówi, że no jasne, dlaczego miałby słuchać przyjaciela. Na to Sherlock cedzi przez zęby: „Nie mam przy-ja-ciół”. John na to: „Ciekawe dlaczego” i wychodzi.

          Tymczasem Henry budzi się w swoim łóżku. Nie może spać, więc włącza telewizję. Nagle na podwórzu przed domem, a jest to luksusowy dom ze szklanymi ścianami, zapala się alarm świetlny (reagujący na ruch). Światła w kółko zapalają się i gasną, doprowadzając Henry’ego do histerii.

          John, spacerujący po okolicy, żeby ochłonąć, dostaje sms-a od Sherlocka. W pubie jest terapeutka Henry’ego, dr Mortimer, można by coś z niej wyciągnąć. Ale John nie jest zainteresowany. Dostaje więc fotkę pięknej pani dr. To go przekonuje :) Chwilę później flirtuje z nią przy winie. Terapeutka żartuje, że John chce ją upić, aby wyciągnąć z niej tajne informacje. John oczywiście zaprzecza. Podał się wcześniej za przyjaciela Henry’ego, któremu chce pomóc. Dr Mortimer zasłania się tajemnicą lekarską, ale John wykorzystuje swój cały urok :) Niestety, do stolika podchodzi dr Frankland, już nieźle wstawiony. Wylewnie wita się z Johnem i pyta o śledztwo. Pani dr rzednie mina. Obrażona wychodzi z pubu.

          Rankiem Sherlock spotyka Johna na spacerze, ale rozmowa się nie klei, bo John jest obrażony. Sherlock próbuje się tłumaczyć z dziwnego zachowania poprzedniego wieczoru. Zaczął wątpić w swoje zmysły. Widział potwora i nie potrafi tego wytłumaczyć. John życzy mu powodzenia w śledztwie i odchodzi. Zaskoczony Sherlock z trudem wydusza z siebie, że to co powiedział wczoraj to prawda: „ Nie mam przyjaciół. Mam tylko jednego”. Ale John maszeruje dalej. Sherlock biegnie za nim i krzyczy: „Jesteś fantastyczny!”, bo właśnie w tej chwili doznał olśnienia :) Tłumaczy Johnowi, że zwykli ludzie potrafią zainspirować geniuszy :) Właśnie przyszło mu do głowy, że słowo „hound” to może być skrót!

          Obaj wracają do zajazdu, a tam spotykają Lestrade’a. Niezadowolony Sherlock pyta go co tu robi. Lestrade mało przekonująco tłumaczy, że akurat był w okolicy. Ale Sherlock jest pewny, że nasłał go Mycroft, aby go pilnować. Lestrade może się jednak przydać. Otóż John zwinął wcześniej z recepcji zajazdu rachunek na podejrzanie dużą ilość mięsa, jak na wegetariańską restaurację. Lestrade ściąga właściciela i jego wspólnika, przegląda papiery. Obok Sherlock robi Johnowi kawę. John wyczuwa podstęp, bo Sherlock nigdy tego nie robi. Ostrożnie wypija jeden łyk, jakby sprawdzał, czy to nie trucizna :) Mówi, że nie słodzi, ale dziękuje. A Sherlock podejrzanie przygląda się, czy wypije całą filiżankę.

          Właściciele gospody przyznają się w końcu, że chcieli rozdmuchać sprawę „piekielnego psa”, bo dzięki temu przyjeżdżali turyści. Trzymali dużego psa w starej kopalni, ale z czasem zaczął sprawiać coraz większe problemy i musieli go uśpić. Lestrade jest oburzony, że przez niech ludzie w okolicy byli przerażeni. Jego zdaniem sprawa jest zamknięta. Niestety nie ma paragrafu na takie „przestępstwo”.

          Ale Sherlock ma wątpliwości. Twierdzi, że widział prawdziwego potwora, to nie mógł być zwykły, choćby i duży pies. Ma pewne podejrzenia, ale musi wrócić do bazy w Baskerville. Dzwoni do Mycrofta i jest niezwykle miły :) Chwilę później Sherlock i John przyjeżdżają do bazy. Detektyw spotyka się z majorem, który oczywiście nie jest zadowolony z tej wizyty. Ale dostał rozkaz z góry, aby zapewnić całkowity dostęp Sherlockowi. Major ironicznie życzy mu powodzenia w szukaniu potworów i kosmitów :)

          Tymczasem John chodzi po pustych o tej porze laboratoriach, szukając dowodów na przestępczy proceder. Wchodzi do sali z oślepiającym światłem. Chce wyjść, ale jego karta zostaje zablokowana. Nagle światło gaśnie. Rozlega się straszne wycie. John w panice szuka miejsca, żeby się schować. Zamyka się w dużej klatce, zasłoniętej kotarami i dzwoni do Sherlocka. Ledwo żywy ze strachu mówi, że bestia tu jest, słyszy ją, widzi jej cień. Prosi o pomoc. Po chwili zapala się światło i Sherlock otwiera klatkę. John jest w szoku. Sherlock uspokaja go: „Już jest ok”. Ale John krzyczy wniebogłosy: „Nie! Wcale nie jest ok!”. Ale detektyw jest dziwnie spokojny: „Nie wyciągajmy pochopnych wniosków”. Pyta Johna co widział. Ten odpowiada, że widział psa, ze świecącymi oczami! Sherlock zaprzecza. Warto zobaczyć tę scenę dla przerażonego Johna :)

          www.youtube.com/watch?v=qciTZy8YnIs&list=FLQ2Oq7WfOSxDLBwqKY8CF1A&index=1


          • siostra.bronte Re: "Sherlock", "Hounds of Baskerville" (4) 05.01.13, 13:40
            Sherlock tłumaczy, że widział to, co „oni” chcieli. „Naćpali nas”. I mówi, że czas rozwiązać zagadkę. Idą do dr Stapleton, która akurat zajmuje się jakimś biednym królikiem. Sherlock gasi światło, a królik…świeci w ciemnościach :) Pyta panią dr czy zamierza wyjaśnić wszystko córce. Dr Stapleton poddaje się i zgadza się pomóc. Sherlock korzysta z jej mikroskopu, na którym bada jakieś próbki. W międzyczasie lekarka tłumaczy Johnowi, że prowadzi badania nad genem fluorescencyjnym, pobranym od meduzy. Przez pomyłkę świecącego królika otrzymała w prezencie jej córka :)

            Sherlock jest wściekły, bo w próbkach niczego nie znalazł. A szukał narkotyku w…cukrze, jaki zabrał z domu Henry’ego. Bo tego wieczora, kiedy widzieli „piekielnego psa”, wszyscy trzej, Sherlock, Henry i John jedli i pili to samo. Tylko John nie słodzi kawy i on jeden go nie widział. Więc detektyw błędnie uważał, że ktoś dodaje narkotyk do cukru, żeby podtrzymywać szaleństwo Henry’ego. Sherlock zaczyna więc intensywną dedukcję. Przed oczami przelatują mu wszystkie skojarzenia jakie ma ze słowami „hound”, „Liberty” i „In”. Nawet Presley śpiewający „Hound Dog” :) Na końcu pojawia się rozwiązanie, trzy słowa: „Liberty. Indiana. H.O.U.N.D”.

            Tymczasem Henry w trakcie sesji dostaje ataku szału i strzela do terapeutki. Na szczęście chybi. Przerażony tym co zrobił wybiega z domu.

            Sherlock mówi Johnowi i dr Stapleton, że słyszał kiedyś (oczywiście!) o projekcie CIA o nazwie „H.O.U.N.D”. Prosi ją, aby weszła do bazy danych w swoim komputerze. Ale dostęp do informacji o projekcie jest zablokowany. Z pewnością major musi znać hasło. Sherlock wchodzi więc do jego gabinetu i próbuje się domyślić, jakie to może być hasło. Zauważa kilka książek o Thatcher, tudzież zdjęcie majora z medalem za wojnę na Falklandach. Strzela, że hasło to: „Maggie” i trafia. Co oczywiście jest mało prawdopodobne, ale zabawne :)

            Sherlock przegląda informacje o tajnym projekcie, prowadzonym w Stanach, w Indianie. Jego celem było stworzenie broni chemicznej, narkotycznego gazu obezwładniającego przeciwnika. Zamieszczone jest zdjęcie twórców projektu. Pierwsze litery ich nazwisk tworzą skrót: „H.O.U.N.D” . Projekt został zamknięty w 1986 r. z powodu licznych skutków ubocznych jakie wywołał u uczestników badań, takich jak: ataki agresji, paranoja, itd.

            Wygląda więc na to, że ktoś nielegalnie kontynuuje badania. Sherlock jeszcze raz ogląda zdjęcie, w tle stoją tam też młodzi naukowcy, ubrani w bluzy z nazwą projektu. Rozpoznaje dr Franklanda. Przypomina sobie, że w trakcie ich spotkania lekarz używał typowo amerykańskich słów. A więc to on. Sherlock dzwoni do niego, żeby umówić się na spotkanie.

            W tej chwili do Johna dzwoni dr Mortimer. Opowiada, że Henry wpadł w szał i wybiegł z domu z pistoletem w ręku. Sherlock domyśla się, że biegnie tam, gdzie wszystko się zaczęło, do Dewar’s Hollow. Dzwoni do Lestrade’a, żeby tam pojechał.

            Jest już noc. Henry dociera na miejsce. Roztrzęsiony wkłada sobie pistolet do ust. Ale przybiegają Sherlock i John. Próbują go powstrzymać. Detektyw tłumaczy, że ktoś celowo chciał go doprowadzić do szaleństwa. I namawia Henry’ego, żeby sobie przypomniał jeszcze raz co się stało. Mówi:„ To nie był pies, prawda? To był człowiek”. I Henry widzi znowu koszmarną scenę. Tym razem ojciec jest duszony przez jakiegoś człowieka w masce przeciwgazowej, z podświetlonymi na czerwono szybkami (nie wiem jak to nazwać inaczej). Ubranego w bluzę z napisem „H.O.U.N.D” Liberty, In. (fatalny wybór stroju, hehe).

            Henry krzyczy, że przecież wszyscy widzieli psa! Sherlock odpowiada, że byli pod wpływem narkotyków i żadnego potwora nie było. Nagle rozlega się przeraźliwe wycie. Henry wpada w histerię. Wszyscy, łącznie z Lestradem widzą na urwisku przerażającą bestię. Pojawia się też jakaś postać. Sherlock zbliża się do niej i widzi…twarz Moriarty’ego. Ale wie, że to halucynacje. Po chwili okazuje się, że to Frankland, który zasłania sobie ręką nos i usta. Sherlock już wie, że narkotyk jest ukryty we mgle (warto wspomnieć, że wątek halucynogennego gazu pojawił się w jednej z książek Conan Doyle’a).

            Bestia jest coraz bliżej, więc Lestrade i John strzelają. Okazuje się, że to zwykły pies (pewnie ten sam, którego mieli właściciele gospody, ale skłamali, że go uśpili). Pod wpływem narkotyku wydawał się potworem. Wściekły Henry rzuca się na Franklanda. A więc ojciec Henry’ego miał rację. Odkrył proceder Franklanda i ten uciszył go na zawsze. Ale zabicie Henry’ego byłoby już zbyt podejrzane. Sherlock tłumaczy, że to chemiczne pole minowe, jakie stworzył Frankland. Za każdym razem, kiedy Henry tu przychodził, wdychał narkotyczny gaz i jego szaleństwo się utrwalało. Sherlock jest pełen podziwu: „Fantastyczna sprawa!” :)

            Zastanawiam się tylko, dlaczego Frankland nie załatwił ojca Henry’ego bez świadków, ale nie czepiajmy się szczegółów :)

            W ogólnym zamieszaniu Frankland zaczyna uciekać. Biegnie przez las i nie mając innej drogi przeskakuje ogrodzenie pola minowego. Niestety, ma pecha i szybko wpada na minę. Następuje efektowny wybuch.

            Następnego ranka przy śniadaniu John zastanawia się, co się stało w laboratorium. Słyszał piekielnego psa, chociaż nie był na tego dnia na wrzosowisku. Domyśla się, że to Sherlock tak go urządził. I faktycznie, dał Johnowi kawę z, jak sądził, podejrzanym cukrem, zamknął go w laboratorium, puścił z taśmy wycie psów i czekał na efekty :) John jakoś się z tym godzi, bo przynajmniej ma satysfakcję, że Sherlock się mylił. (I tu mam wątpliwość. Dlaczego zaraz po akcji w laboratorium John twierdził, że widział psa, chociaż go tylko słyszał? Siła sugestii? Ech, zawsze mam problemy z połapaniem się w kryminalnych intrygach).

            Ostatnia scena. Moriarty siedzi w celi więzienia. Przychodzi Mycroft i mówi, żeby go wypuścić. Na ścianach celi wydrapane jest setki razy jedno słowo :”Sherlock”.

            I znowu wyszedł mi elaborat. Dziękuję wszystkim, którzy przebrnęli :))

            Tutaj zwiastun odcinka:
            www.youtube.com/watch?v=bm78r2innnE&list=FLQ2Oq7WfOSxDLBwqKY8CF1A&index=3
            • grek.grek Re: "Sherlock", "Hounds of Baskerville" (4) 05.01.13, 13:56
              no to teraz kawka, pączek i paluszki, czyli dobra literatura musi mieć dobrą oprawę :[
              zaraz zaczynam, ale na razie powiem tylko... - spodziewając się świetnej opowieści - że
              zaczęłaś, Siostro nowy sezon z wysokiego "C", co mnie,i pozwolę sobie powiedzieć -
              nas, niezmiernie cieszy.

              4 strony - to lubię.

              Boję się tylko jednego, że mi nie starczy komplementów dla Ciebie :]
            • pepsic Re: "Sherlock", "Hounds of Baskerville" (4) 05.01.13, 15:18
              Trafiłam na dobry moment, co przeczytałam część, cyk i następna wskakiwała. THX Siostro:) Chyba wywołałam Cię wraz z Sherlockiem myślami przy ... odkurzaniu:)

              Intrygą bym sie nie przejmowała, w sensie jej całkowitego zrozumienia, w końcu chodzi o zabawę i przyjemność obcowania z interesującymi i pociągającymi bohaterami.
            • grek.grek Re: "Sherlock", "Hounds of Baskerville" (4) 05.01.13, 15:49
              to ":[" powyżej, to mi chyba wyszło z powodu podświadomego skojarzenia, że za te
              pączki paluszki przyjdzie mi zapłacić wysoką cenę podczas biegania, hehe.

              Siostro, ci którzy "przebrnęli" [haha, ja śmignąłem przyjemnie] - dziękuję Ci :]

              Niezmiennie te same walory : precyzja, wyczerpujące informacje, dokładnośc,
              płynnośc i do tego humor i dodatki wideo, pozwalające sie lepiej wkręcić w estetykę
              krajobrazu. Znakomitość. Czyta się zawodowo. Klasyka gatunku, który własnoręcznie stworzyłaś :] Ku mojej [naszej] przyjemności, do wielokrotnego użytku.

              Co do "Psa..." - widziałem starą wersję, z Sherlockiem w kraciastym wdzianku, hehe. W tamtym wydaniu pies Baskerville'ów był pomalowany flourescencyjną farbą i rozgrywka dotyczyła jakiejś międzyrodzinnej intrygi.

              Ta wersja z Twojej opowieści jest równie ciekawie poprowadzona, oryginalna w stosunku do pierwowzoru, "psiej" konwencji, i na pewno, z korzyścią dla całokształtu, rozbudowana, no i Sherlock i Watson unowocześnieni.

              Yes, w oryginale Sherlock był uzależniony od kokainy.
              wiesz,w Rodzinie Połanieckich kokainę wciąga Bukacki, może jednak udałoby się jakoś
              przemycić Holmesa "manipulującego nosem"... ;] A może chodzi o to, żeby jednak
              trochę oryginał przerabiać ?..

              Siostro, pytanie za 100 punktów : aktor Cumberbatch podoba Ci się, bo jest Cumberbatchem, czy dlatego, że świetnie gra Sherlocka, który to własnie Ci się podoba [jako postać i jako mężczyzna] ? :]

              Jak wymyślą taką machinę do cofania się w czasie, i stanie sie ona powszednim urządzeniem do kupienia w każdym kiosku Ruchu, to sobie taką kupię i będę sie cofał, żeby Twoje "Sherlocki" czytać znów za pierwszym razem :] A tymczasem, nieprzyzwoicie objedzony świetną i perfekcyjnie opowiedzianą historyją udaję się na spoczynek, przed nocnymi maratonami filmowymi.

              Siostro, Bóg zapłać :]] Powinnaś swoje opowieści puszczać w systemie Piano, zarobiłabyś krocie. I mówię to z pełną odpowiedzialnością, bo jakby trzeba było, to bym wysupłał grosiwo, specjalnie na taką okazję. A tutaj mamy takie rarytasy za friko, z dobrego serca.

              Dzięki wielkie, i już nie mogę się doczekać następnego odcinka, mam nadzieje, że masz go w planach... :]



              • siostra.bronte Re: "Sherlock", "Hounds of Baskerville" (4) 05.01.13, 16:24
                Dzięki, Greku :)) Cieszę się, że Ci się podobało!
                I znowu, uginam się pod ciężarem komplementów!!

                Zadałeś osobiste pytanie, ale odpowiem :) Najpierw aktor Cumberbatch podobał mi się jako Sherlock. Przyznam się bez bicia, że początkowo jego uroda wydawała mi się, jakby to określić, kontrowersyjna. Ale z czasem zaczął mi się też podobać jako mężczyzna. Oczywiście, chodzi nie tylko o wygląd, ale i osobowość, itd. No i wpadłam po uszy :)

                Jeszcze raz dzięki za dobre słowa! Oczywiście, planuję ostatni odcinek, ale na razie muszę odsapnąć :)
                • grek.grek Re: "Sherlock", "Hounds of Baskerville" (4) 06.01.13, 13:46
                  Bardzo. Jak zawsze oraz niezmiennie,
                  a tych komplementów dla Ciebie, to zawsze będzie za mało :]

                  o, dlatego właśnie było ono za 100 punktów :]
                  po prostu, byłem ciekaw, jak postrzegasz tę zależnośc między postacią, a
                  aktorem, który ją kreuje, czy nie jest to przypadkiem wątek pierwszeństwa jajka
                  i kury; byłem ciekaw, jak to u Ciebie działa - przyznałaś że pan aktor robi
                  na Tobie wrażenie, więc zaryzykowałem pytanie...

                  Dzięki za odpowiedź.

                  W "Paryż Manhattan" Woody Allen występuje jako wirtualny mentor, przyjaciel
                  zaintrygowanej nim Francuzki, która "konsultuje" z nim swoje kolejne życiowe
                  decyzje. I ponoć wypada to niezwykle sympatycznie. Dlatego... wszystko ma
                  swoją wartość, jeśli nam przynosi jakieś korzyści, pozytywy, przyjemności i wpływa
                  inspirująco.
                  Zatem, wobec powyższej argumentacji... gratuluję Ci tak fajnej "wpadki" :]

                  Zasłużyłaś na każde z tych słów.

                  Świetnie :] To jest odpowiedź, na którą potajemnie liczyłem [i zapewne wyrażam w ten
                  sposób zdanie wszystkich tubylców].
                • angazetka Re: "Sherlock", "Hounds of Baskerville" (4) 07.01.13, 16:44
                  To ja jeszcze pospieszę z komplementem, że - jak zwykle - czyta się ciebie świetnie. I mam to miłe uczucie mrowienia z zachwytu jakie towarzyszyło mi przy oglądaniu odcinków :)
                  A z Cumberbatchem to niemal każdy(a?) przechodził taką drogę ;) Ja też.
                  A przed ostatnim odcinkiem nastaw się psychicznie.
                    • angazetka Re: "Sherlock", "Hounds of Baskerville" (4) 08.01.13, 10:00
                      Aj, musiałam przegapić ;) Wrócę do nich - ale wstępnie faktycznie mnie to dziwi, uwielbiam czwarty odcinek (no dobra, ja w sumie tylko jednego nie uwielbiam, więc nie jestem szalenie wiarygodna).
                      To w takim razie czekam na twoją recenzję z finału. W marcu mają ruszyć zdjęcia do trzeciej serii...