Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2012 - 1 (vol. 27)

    • maniaczytania Re: Ojej, co tu wybrac 2012 - 1 (vol. 27) 12.01.13, 16:10
      jestem i ja, w tygodniu Was tylko podczytywalam :)

      No, KK nie ogladalam znow, bo dalam szanse kolejnemu odcinkowi "Body of Proof" (i bardzo mi sie ta "Anatomia zbrodni" podoba). Obejrzalam tez we wtorek pierwszy odcinek innego serialu z Ameryki na TVP1 - "Zemsta" ("Revenge") - da sie poogladac, glownie ze wzgledu na Madeleine Stowe, ktora gra druga glowna role - niekoronowanej krolowej Hamptons, ktora rzadzi niepodzielnie towarzystwem, manipulujac itd. I nagle pojawia jej sie konkurentka w domu obok - jest duzo mlodsza, ale kto wie, czy nie wytrawniejsza w grze? Victoria (M. Stowe) nie wie jednak, ze Emily Thorne przyjechala tu, by sie zemscic za zniszczenie swojego ojca ...
      Obejrzalam tez wczoraj pierwszy odcinek ""Szpiegow w Warszawie" - na poczatku bez wiekszego zainteresowania, ale juz pod koniec bylam 'wciagnieta"" i kupiona, za tydzien tez bede go sledzic.
      I rzucilam okiem, ale na sama koncowke "Mad Menow" - Barbasiu - mozesz mi wyjasnic sprawe tych linii lotniczych??? Bo nie do konca zrozumialam - najpierw Don pozbyl sie klienta z linii lotniczych, potem zas ten mlody (on stracil ojca w katastrofie - jakiej?) 'nabywal' klienta z linii lotniczych. Czy oni juz nie pracuja w jednej agencji? Czy to chodzilo o te same linie lotnicze? A, i czyje dziecko trzymala na rekach w kosciele sekretarka Dona?

      A dzis w sumie rozne filmy sa, ale chyba same powtorki,
      wiec polece Wam jeden, zgodnie z teoria - "tydzien bez Kevina tygodniem straconym" :)))
      "Znamie" - piekny film, o milosci, ktora pokonuje przeszkody, chusteczki pod reka trzeba miec na final koniecznie i obowiazkowo, ale uwaga, bo sporo scen jest wczesniej, ktore niezle trzymaja w napieciu i przestraszyc moga :) TVP 1 - 20.20.
      • siostra.bronte Re: Ojej, co tu wybrac 2012 - 1 (vol. 27) 12.01.13, 17:02
        Natknęłam się na końcówkę "Szpiegów", więc nie mogę oceniać. Ale przeszkadzał mi dubbing, trochę to brzmi nienaturalnie. Może trzeba było zostawić wersję oryginalną i dodać lektora? Chyba, że angielski naszych aktorów był tak kiepski :)
        David Tennant jest znany głównie z roli dr. Who w kultowym serialu (nie widziałam go).
        • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2012 - 1 (vol. 27) 13.01.13, 16:26
          > David Tennant jest znany głównie z roli dr. Who w kultowym serialu (nie widział
          > am go).

          Drewniany jakiś tu główny bohater grany przez Davida Tennanta , bez isky, czaru, w ogóle nie budzi emocji, nie rozgrzały mnie nawet pieszczoty kamery jego nagiego ciała pod prysznicem (długie ujęcie!). :)

          Sam miniserial mało emocjonujący, nazbyt powolny, jak na historię szpiegowską z pościgami i akcjami (zwłaszcza, że są tylko 4 odcinki i nie ma wiele czasu na rozkręcanie się), więcej tu
          był scen salonowych z małoznaczącymi rozmowami, niż emocjonujacych akcji.

          Klimatem przypomina mi ten pierwszy odcinek serialu fabularyzowane dolumenty.
      • mia72 Re: Ojej, co tu wybrac 2012 - 1 (vol. 27) 12.01.13, 17:16
        Ja nie Barbasia, ale tak mi się zdaje, że pozbyli się dawnego klienta czyli małych linii, żeby przypodobać się nowemu klientowi (wielkim liniom) stosując poniekąd szantaż emocjonalny (ojciec "młodego" zginął właśnie w katastrofie samolotu tychże linii) .
        Co do sekretarki, to sama czekam na wyjaśnienia, bo dzięki tutaj zgromadzonym zaczęłam oglądać serial od tego sezonu i trudno mi się jeszcze połapać w personaliach;)
      • barbasia1 Mad Men 2 s. odc.2 13.01.13, 16:43
        :)
        > I rzucilam okiem, ale na sama koncowke "Mad Menow" - Barbasiu - mozesz mi wyjas
        > nic sprawe tych linii lotniczych??? Bo nie do konca zrozumialam - najpierw Don
        > pozbyl sie klienta z linii lotniczych, potem zas ten mlody (on stracil ojca w k
        > atastrofie - jakiej?) 'nabywal' klienta z linii lotniczych. Czy oni juz nie pra
        > cuja w jednej agencji? Czy to chodzilo o te same linie lotnicze?

        To Mia już dobrze wyjaśniła.
        Chodzi o dwie linie lotnicze. By pozyskać lepszego klienta, większe linie lotnicze, które akurat są w tarapatach z powodu katastrofy lotniczej, w której, jak się okazało, zginął ojciec Pete'a , a tym samym zarobić więcej pieniędzy, zrezygnowali, na razie w ciemno (ale i tak liczą , że zyskają, choćby tylko na tym, że w świat pójdzie wieść, że "wysoko mierzą") ze swojego kilenta, który jest włascicielem o wiele mniejszej lini lotniczej.

        cdn.


        A, i czyje dzi
        > ecko trzymala na rekach w kosciele sekretarka Dona?
    • grek.grek "Wojna domowa [Easy virtue]" [1] 13.01.13, 14:18
      oglądaliście może ?

      KOmedia w najlepszym brytyjskim stylu.

      są to chyba lata 30-te.
      John Whitaker, młodzian z brytyjskiej rodziny błękitnokrwistej-hehe, przywozi do rodzinnej posiadłości żonę, Amerykankę - Laritę. Dla familiji jest to rzecz co najmniej konsternująca, raz że... Amerykanka :], a dwa - Amerykanka na wskroś nowoczesna, bo, o zgrozo, biorąca udział w wyścigach automobilowych w Monte Carlo. Matka Johna miała inne plany wobec niego, chciała go ożenić z jedną z panien tutejszych, z ich sfer towarzyskich, a tu taka chryja :] Przyjmuje więc Laritę z najwyższą , ledwie tylko skrywaną pod salonowymi manierami, niechęcią i nadzieją, że uda się jej ją od syna jakoś odpędzić.

      I oto w enturażu pięknego zamku, świetnych wnętrz, ogrodów i plenerów brytyjskiej szlacheckiej prowincji rozgrywa się cała akcja, w której : dużo humoru, dużo inteligentnej ironii i szczypta goryczki.

      Pani Whitaker [świetna, kostyczna Kristin Scott Thomas] co i rusz próbuje uświadomić Laricie [Jessica Biel, ucharakteryzowana "na epokę", z jasnymi loczkami], że to nie jest środowisko, nie jej świat i niewłaściwy dla niej mężczyzna, czy raczej chłopak. A Larita próbuje przetrwać w dusznej atmosferze tworzonej przez panią domu, jej dwie córki : przejrzałą nieco dziwaczkę Marion, czekającą na powrót swojego ukochanego kryminalisty, którego zdjęcia nawet nie ma, ale za to rozpoznaje go na fotce jakiegoś innego faceta, którą przy sobie nosi ["jakby odjąć uszy, nos i podbródek, to idealne podobieństwo jest między nimi"] oraz młodszą, Hildę - naiwną dzierlatkę, która dowiedziawszy się, że w oryginale kankana tańczyły panny bez bielizny - występuje w takim stylu w miejscowym szacownym teatrzyku dla wyższych sfer, czym wywołuje salwy braw, mnóstwo śmiechu i wstyd własnej matki, a potem dowiedziawszy się, jakie palnęła głupstwo zalewa się łzami rozpaczy, biadając "gdzie ja teraz znajdę męża...", co jej brat kwituje "teraz to nie będziesz mogła opędzić się od kandydatów".

      Do tego jeszcze pan Whitaker [Colin Firth], złożona osobowościowo postać weterana wojennego, który ciągle przeżywa traumę z okopów, nie goli się, nie przywiązuje wagi do stroju, nie uśmiecha się, a większość czasu spędza w ichnim garażu remontując stary motocykl. Po wojnie nie wrocił od razu do domu, zaszył się w burdelach i palarniach opium w Paryżu, skąd zabrała do żona. Jest to jedna z tajemnic poliszynela w całej okolicy, która, zdaniem pani Whtaker, nie przysparza rodzinie plusów, a sam mąz jest dośc kłopotliwym gadżetem.

      No i do tego oczywiście rubaszna, humorystyczna służba, na czele z lokajem Furberem, który ze spokojem przyjmuje nawet najdziwniejsze polecenia, jak chodzi wypowiedziane z głębin elegancji salonu : "podaj szpadel !".

      Przepychanka między obiema paniami polega na tzw. stawianiu na swoim albo ukrywaniu wpadek. Kiedy Larita przez pomyłkę dusi małego psa rodzinnego - siadając na nim, musi to ukrywac dobra chwilę, bo co sekundę ktoś wchodzi do pokoju i chce ją z niego wyprosić. Siedzi jednak dzielnie, przeżywa nawet wizytę pani domu i jej pytania o miejsce pobytu psa, a potem, kiedy droga już wolna, rzuca się razem ze zwłokami, i wraz z lokajem i ogrodnikiem pędzą cichcem przez posesje, żeby dziada zakopać. Gdyby się pani Whitaker dowiedziała...

      Larita ma alergię na kwiaty, pani Whitaker robi więc wszystko,żeby jej kwiaty ze swojej hodowli ciągle podtykać pod nos i zmuszać do kichania. Któregoś dnia Larita wywala przez okno doniczki.

      Kiedy Larita potępia coroczne polowanie na lisa, jako rozrywkę niegodną, broniąca szlacheckiego stylu życia pani Whitaker jest oburzona.Lartia zarzeka się,ze nie weźmie udziału w mającym się odbyć na dniach tymże polowaniu. Lecz kiedy przychodzą z Detroit [miejsce urodzenia i wychowania Larity] rzeczy należące do dziewczyny, a wśród nich bezwstydny obraz jej aktu pani Whitaker stawia ultimatum : albo zapolujesz na lisa, albo te obrazy nie mają prawa tutaj być. I nieważne, że ten goły portret to same kółka, kwadraty i trójkąty, czyli akt według abstrakcjonistów ;]

      Larita i na to znajduje sposób. Poluje, owszem, ale burzy całkowcie tradycję pędząc wśród dostojnych jeźdzców motocyklem, w kurtce skórzanej i pilotce z goglami :]

      oczywiście, są i postaci z zewnątrz. eks-miłość Johna, ktora tak całkiem nie wygasła, i poczciwy kuternoga w średnim wieku, który robi maślane oczy do Larity i podziwia jej niezależność i kobiecy charm.

      A sama Larita z dnia na dzień czuje się gorzej w posiadałości.Nie przystaje do tych wszystkich norm. Jest inna. Czuje brak akceptacji ze strony matki męża, a co gorsza - czuje, że sam mąż to nie był najlepszy wybór.

      Ma ona przeszłość/ Primo, jest wdową. Secundo, kiedyś została oskarżona o zabicie swojego męża, z zarzutu ją oczysczono. W którymś momencie prawda wychodzi na jaw. W finale sama wyzna, że owszem, zabiła go, ale z miłości, bo umierał na raka i błagał o skrócenie cierpień. Czy wobec takiej miłości może się ostać związek z młodym, mdłym lekko Johnem ? BYc może akcje jego matki, jej niechęć i niedopasowanie do świata prowincji brytyjskiej to tylko dodatki do
      faktu, że Laritę i Johna nic naprawdę nie łączy.

      W zasadzie, to najlepiej się jej rozmawia z ojcem Johna.Pan Whitaker jest cichy, ale miły, na pewno zaś zgorzkniały. "być może jestem ze straconego pokolenia romantykow", powiada. Jest dojrzały, ma przeszłośc, jemu i Laricie jest do siebie blisko. To on ją broni, kiedy pani Whitaker atakuje ją za pochodzenie, za przeszłośc, za to, ze wdowa i że po rozprawie sądowej, no i że daje się na golasa malować za pomocą trójkątów ;] Nawet i huknąć mu się zdarza, aby jej pomóc.

      John najpierw ochoczo popiera żone, ale czyni to raczej bezmyślnie, nie potrafi zrobić nic, żeby przerwać całą tę matczyno-siostrzaną nawałnicę, koniec końców nawet występowi Hildy bez majtek winną została Larita ;]
      Skutkiem rozwoju wydarzeń John zbliża się z tą swoją eks-narzeczoną, zaczyna do niego docierać, że być może i dla niego i dla rodzinnego spokoju lepiej by było,zeby z Laritą się rozstał. Za duża presja ? Może za duże wymagania ? Larita w którymś momencie mówi do pana Whitakera "wybrałam Johna, bo był... chłopcem, świezym i niewinnym, a ja po śmierci męża potrzebowałam właśnie takiego kogoś". A więc, być może tu nie było miłości od początku, tylko jej chęc uśmierzenia bólu, a jego chłopięca ciekawość kobiety dojrzałej i nowoczesnej, jakiej w swoim środowisku w Anglii nie widział nigdy, jej inność.

      Tak czy owak, przez ciąg zdarzeń humorystycznych, komicznie złośliwych i wtrętów lekkogorzkich dochodzi do finalnego aku - przyjęcie u Whitakerów, zjeżdza się całe towarzystwo z okolcy, pani Whitaker rzuca "wszyscy przyjechali, żeby zobaczyć amerykańską wampirzycę". I rzeczywiście, kiedy Larita w białej sukni z dekoltem schodzi na dół- zapada cisza i wszystkie fraki i tużury gapią się na nią. Ona ordynuje orkiestrze tango. Wiadomo : taniec miłosny. I teraz ; kto z nią zatańczy ? Ona prosi męża - on niby próbuje, ale za chwilę pęka pod naporem milczącego tłumu. A więc - koniec związku, chłopiec nie dojrzał. Jest w stanie tylko patrzeć na dalszy rozwój wypadków z ukrycia. Na to wyrywa się kuternoga-maślane oko, ale i on odpada, a może to ona nie chciała tanczyć z nim... Wreszcie występuje ten właściwy - pan Whitaker i porywa ją do namiętnego tańca, na co z ukrywaną ledwie złością patrzy pani Whitaker cedząc przez usta "niech ktoś to przerwie !". Ale jest za późno.

      Larita odchodzi. W ostatnim słowie zachęca córki Whitakerów do odejścia "zostawcie tę pustynię, jedźcie w świat, nie czekajcie na cud", namaszcza tę eks-narzeczoną Johna "wyjdź za niego za mąz, i bądźcie szczęśliwi", próbuje też pożegnać się jakoś z panią Whitaker, oddając jej nawet uznanie, za to że "próbuje utrzymac rodzinę w całości", ale reakcja jest chłodna, Laritę pańcie żegnają szyderstwami i ostrzeżeniami, żeby "trzymala się z daleka od porządnych ludzi". Na co Larita wychodząc zrzuca z postumentu replikę rzeźby Wenus z Milo :]

      cdn
      • grek.grek Re: "Wojna domowa [Easy virtue]" [2] 13.01.13, 14:44
        w ostatnim momencie Laritę żegna życzliwy jej lokaj, jest lekko dziabnięty, ona go pyta " od kiedy pijesz ?", a on na to "to jeszcze nic, kiedyś byłem nawet aresztowany" ona "za co ?", on "za bigamię" :]]

        Yes, Larita i jej nowoczesne poglądy zmienią ten dom na zawsze, nawet pomimo prób zachowania starych obyczajów i konwencji przez panią Whitaker. Czas, w którym twoja córka tańczy publicznie kankana świecąc gołym tyłkiem, syn i amerykańska synowa zostają przyłapani goli, na seksie w szopie, a na ścianie, pośród portretów i herbów, zawisa golizna wyrażona trójkątami... na trwałe musi przeorać świadomość otoczenia ;] Bo i o tym to film, o nowoczesności konfrontującej się z etykietą, ciągłymi klasowymi przesądami i zapyziałą starocią, ale przecież starocią też uzasadnioną, bo, w mniemaniiu jej zwolenniczki i starażniczki : gwarantującej ciągłość rodziny, porządek, kultywującej tradycje. Zatem, jakkolwiek instynktownie staje sie po stronie Larity, to i racje pani Whitaker nie są bezzasadne.

        Kiedy Larita i John przybywają do posiadłości wychodzi na powitanie cała rodzina Whitakerów, jedna z córek rzęzi "Jak ja mam się do niej uśmiechać ?", na co pan Whitaker spokojnie odpowiada ironicznie : "Jesteś Angielką... udawaj" :] Może właśnie to najgorsze w tym wszystkim było dla swobodnej, otwartej Amerykani - nieszczerość.

        Larita wsiada do auta, chce odjeżdzać, kiedy wskakuje do niego pan Whitaker, który na przyjęciu wreszcie pojawił się uczesany i ogolony oraz we fraku. Wcześniej dokładnie unikał wszekich rodzinnych zabaw, ani w tenisa nie pograł, ani nie potańczył.

        Uciekną więc oboje, złączeni wspólnotą osobowości i poniesionych w życiu strat. Ale radośniejsi, jakby samo wyrwanie się z miejsca tak sztywnego i bezlitosnego było obietnicą szczęścia we dwoje.

        Wspaniałe aktorstwo, zapach brytyjskości, gustowna scenografia. same rarytasy. Do tego inteligentne dialogi, mądry humor i trafna refleksja. Pełny pakiet:] Plus muzyka z przerobionymi na bardziej stateczną modłę hitami a'la "Sex Bomb".

        trochę linków, na pewno uda się Wam klimat poczuć, no i pewnie rozpoznacie gros scen, o których chaotycznie pisałem, mam nadzieję,ze i kankan się znajdzie ;] :
        trailer :
        www.youtube.com/watch?v=zhiJwJsNMYw
        tango :
        www.youtube.com/watch/v=tNTEWzL39IAew.
        www.youtube.com/watch?v=OmEOwC-SAxc
        www.youtube.com/watch?v=QnldoBg4JTo
        www.youtube.com/watch?v=cMuuR6eJ4c8
        www.youtube.com/watch?v=V_HeuuF1nuM
        www.youtube.com/watch?v=tOtRS0fx_xe
        www.youtube.com/watch?v=_ZfxGHC0Mfc



        • siostra.bronte Re: "Wojna domowa [Easy virtue]" [2] 13.01.13, 15:17
          O, widziałam ten film w tv jakiś czas temu. Moja opinia nie jest tak entuzjastyczna.

          Film mnie rozczarował. Niby to komedia, ale nie tak zabawna, jak się spodziewałam. I brakowało też większych emocji, przez co nie byłam specjalnie zaangażowana w losy bohaterów.

          Jak widać w zwiastunie, scenariusz oparto na sztuce Noela Cowarda, pochodzącej, jak sprawdziła, z lat 20-tych ub.wieku. Może więc humor trochę już zwietrzał?

          Filmowi nie pomogła Jessica Biel, która jest w tej roli, moim zdaniem, drewniana. Na szczęście są jeszcze znakomici Kristin Scott-Thomas i Colin Firth. I uroczy ( "mdły"??) Ben Barnes w roli Johna. Poza tym faktycznie, jest na co popatrzeć. Piękne kostiumy i scenografia.
          Ale całość rozczarowuje.

          Część linków, tradycyjnie, nie działa :)

          • er.pa Re: "Wojna domowa [Easy virtue]" [2] 13.01.13, 15:26
            To i ja się za Siostrą odważę nie do końca zachwycić. Oglądałam drzewiej, nie mam na świeżo, ale czegoś mi brakło, jakiejś większej lotności dowcipu. A seria gagów z pieskiem zgniecionym niczym orzech pod Jagienką mnie jakoś najbardziej zniesmaczył.
            Natomiast CF uroczy i w wersji zgaszonej, i w wersji tanecznej, ale on to by nawet nogę od stołu zagrał tak, że by od niej oczu nie można było oderwać.
            Ale posiadłość pierwsza klasa.
            Mnie ten Ben Barns jakoś nie ogólnie nie leży. Nie wiem, czy widzieliście Doriana Gray'a z nim w roli głównej. Film ogólnie słaby, ale tego gościa ja jakoś szczególnie nie kupuję.
            • siostra.bronte Re: "Wojna domowa [Easy virtue]" [2] 13.01.13, 18:14
              Znaczy, że coś jest na rzeczy :)

              No właśnie, ten dowcip ze zgniecionym pieskiem był i tak ryzykowny, niepotrzebnie go przeciągnięto. Trafne nawiązanie do Jagienki :)

              Wiesz, Ben Barnes nie jest specjalnie w moim typie, i jako aktor, i jako mężczyzna. Ale na tle drewnianej Biel i tak wypadł nieźle.

              "Portret Doriana Graya" to moja ukochana książka. Dlatego nie zamierzam oglądać filmu Parkera. Widziałam tylko fragmenty w youtube, ale to mi wystarcza - istna profanacja!


              • er.pa Re: "Wojna domowa [Easy virtue]" [2] 13.01.13, 18:45
                Siostro, masz rację "Doriana Graya" (2009) należy zignorować, pomimo Colina Firtha, który w roli Lorda Henry'ego sprawdza sie co prawda znakomicie, ale dopisane nowe zakończenie rozwala tę postać dokumentnie i powoduje apopleksję u widza znającego tekst powieści. Poza epilepsją wywołaną efektami specjalnymi.

                Oglądając Easy Virtue miałam jakies takie lekkie poczucie deja vu, i teraz się odrobinkę wysiliłam, by poszukać co mi ten film przypominał. Otóż przypominał mi film oparty, jak sie okazuje, na późniejszej sztuce pana Cowarda: "Związki rodzinne" (Relative Values), z Julie Andrews w roli matki arystokratki i z kim oczywiście? Z Colinem Firthem, a jakże, tylko w bardziej komediowym wcieleniu. I po tamtym filmie zostało mi bardzo miłe wspomnienie.
                www.filmweb.pl/film/Zwi%C4%85zki+rodzinne-2000-32542
                  • er.pa Re: "Wojna domowa [Easy virtue]" [2] 13.01.13, 19:39
                    Widziałam w naszej telewizji, jakoś zupełnie przypadkiem, i nie umiem tego ani w czasie umieścić, ani do stacji przypisać. Na pewno dobre parę lat temu. Był na tyle sympatyczny, że się w mojej anglofilskiej pamięci zapisał, choć wytropić go dałam radę tylko dzięki zapamiętaniu Colina. Pamiętałam, że matkę grał ktoś kogo lubię, ale że to Julie Andrews, to juz mi w pamięc nie zapadło :) Tam jest jakas taka fajne relacja między postaciami granymi przez tych dwoje.
        • pepsic Re: "Wojna domowa [Easy virtue]" [2] 13.01.13, 20:49
          Podzielam zdanie koleżanek. Film pozostawia niedosyt, a gł. bohaterka wcale nie wydaje się być tak sympatyczną osoba, za jaką miała uchodzić. Dwa, pod wielkoduszną eutanazją wyczuwam pokaźną sumkę na koncie pana męża.
    • grek.grek "Forbrydelsen" [2 odcinek] 14.01.13, 11:57
      Stanęliśmy na opisie, więc działam :]
      ostrzeżenie dla wszystkich, którzy jednak wolą poczekać na obejrzenie i nie chcą znać
      fabuły.

      w 1 odc znaleziono ciało niejakiej Nanny Larsen,19-letniej uczennicy, córki miejscowego [akcja w Kopenhadze] przedsiębiorcy. Zwłoki były skrępowane, i znajdowały się w wyłowionym z jeziora samochodzie, należącym do sztabu wyborczego kandydata na burmistrza, Hartmanna. POlicajami, którzy tę sprawę biorą są Sarah Lund, która właśnie miała wyjechać do Szwecji, wraz ze swoim chopem, i jej następca, Jan Meyer.

      I teraz...
      Sprawa trafia do mediów, nie ma siły, wiadomo, kto jest ofiarą, ale nic poza tym.Policja trzyma w tajemnicy fakt, że auto w którym znaleziono ciało należał do stronnictwa politycznego. Prosi ich o też sam Hartmann, kiedy go odwiedzają Sarah z Meyerem, aby wypytać go o ewentualne związki Nanny z polityką. Hartmann i jego ludzie [asystentka, z którą ma romans i starszy facio w okularach, wyglądający na skrzyżowanie intelektualisty i mistrza spin doctoringu,hehe] odpowiadają, że nie znają dziewczyny. Auto istotnie jest ich, mają takich 30, a służa one do działań kampanijnych. Osobą, która - wedle papierów - miała mieć nadzór nad ruchem samochodów w piątkowy wieczór [1 listopada, piątek - yes, określona jest data zniknięcia Nanny] jest niejaka Nielsen, kierująca wolontariuszami pracującymi dla sztabu.

      W zasadzie, z zeznań przesłuchiwanych rodziców Nanny oraz jej najlepszej koleżanki Lisy, wykluwa się obraz następujący : Nanna w piątkowy wieczór 1 listopada brała udział w przyjęciu hallowenowym w szkole, przebrana za postać z kreskówki. Auto, w którym jej zwłoki później odnaleziono - kręciło się pod szkołą, zostało zarejestrowane przez kamery monitoringu, i jest na zdjęciach, które ma policja. Nanna okłamała swoich rodziców, że noc spędzi u Lisy. Lisa ją kryła instynktownie, ale też była zaskoczona słysząc tę wersję. Sądziła, że Nanna skłamała, żeby spędzić noc ze swoim chłopakiem.Jego też policja chciała przesłuchać, ale - korzystając z takiej możliwości, danej uczniom przez nauczycieli, w związku z zajściem - wymknął się prędko do domu, wyglądając na takiego, który ma coś do ukrycia.

      Nanna biegła jakiś czas przez las [ta scena rozpoczęła oba odcinki], ale została złapana,zgwałcona, oberwała mocno w głowę, a potem ją związano, zapakowano do auta i utopiono razem z nim.W zasadzie nie ma żadnych śladów na miejscu zbrodni, jest tylko charakterystyczny wisiorek, którego wszelako Lisa nie rozpoznaje jako przedmiotu należącego do Nanny. Ale Sarah Lund zwraca uwagę na ten drobiazg, co sugeruje, że swoją rolę odegra on wkrótce.

      Sarah wprawdzie w 1 odcinku przesunęła swój lot do Sztokholmu, ale źle odczytałem jej intencje ;] Ona nie chce zostać i grzebać przy sprawie. Chce wyjechać, a sprawę zostawić Meyerowi. Tyle,że szef policajów nie chce się na to zgodzić, sam załatwia jej tydzień dodatkowej służby w Kopenhadze, dogadując się ze Sztokholmem, gdzie - jak z tego wyniika - Sarah będzie nadal policjantką, tyle że na szwedzkich papierach.

      Nielsen, babka od rejestru samochodów, sprawdza dla Sary i Meyera, kto ostatni korzystał z samochodu, w którym znaleziono ciało Nanny. Rzecz dzieje się na podziemnym parkingu, gdzie faktycznie stoi kilkanaście takich samych aut. Meyer zajmuje się papierkami, a Sarah przygląda się intensywnie jednemu z samochodów./ Przy innych trwa ruch, ludzie wnoszą i wynoszą jakieś papiery, ulotki wyborcze, plakaty, a ten jeden stoi cały ciemny i spokojny, mimo że zdaje się ktoś w środku siedzi... I faktycznie - znienacka auto rusza z piskiem opon. Policaje za nim, ale na piechotę, to można najwyżej kury łapać. Samochód im ucieka, wyjeżdza na najwyższe piętro tego parkingu, gdzie znajdują je, ale ofk bez kierowcy. Kierowca właśnie sp,ieprza przed podwórko, widzą go z wysoka, jest ciemno...

      Mają jednak nazwisko.Ostatnim, który korzystał z samochodu w którym znaleziono Nannę był niejaki John Lynge. Typowa twarz : łysiejący niezgarbnie zwalisty, ze wzrokiem potencjalnego gwałciciela. Facet ma kartotekę, siedział za molestowanie seksualne 14-latki.

      Policaje ustalają, że ma siostrę. I zanim oni zdążą ją odwiedzić, a ona sama do nich dzwoni i przychodzi na komisariat z zeznaniem, że jej, zniknięty na 7 lat, braciszek był u niej, zrobił demolkę szukając pieniędzy, a potem sie zawinął. Policaje pytają, do kogo jeszcze Lynge ewentualnie mógłby pójść. Jego siostra powiada, że po tej sprawie sądowej i skazaniu rodzina i znajomi odwrócili się od niego, a jedynymi osobami, o który wie, że mu pomagały były kobiety z jakiejś charytatywnej organizacji pracującej z więźniami. Tylko jedna z tych kobiet ciągle mieszka w Kopenhadze [druga wyjechała, a trzecia nie żyje], ale nie podnosi słuchawki telefonu.

      Policaje oczywiście spieszą na miejsce. Wieczorową porą, zeby było ciekawiej ;] Lynge jest prawie tam gdzie myślą, z tą róznicą, że nie w domu tej jejmości, lecz w mieszkaniu obok - gdzie terroryzuje starszą panią z kotem. Szuka pieniędzy. Policaje dzwonią do drzwi, pytają o sąsiadkę, ale starsza pani wystawia tylko głowę i nieskładnie cos tam mruczy, by szybko zniknąć za drzwiami. Ale nie z kopenhaskimi detektywami takie numery. Orientują się oni od razu,że coś jest nie tak. Nie dają po sobie nic poznać, wychodzą z kamienicy, wsiadają do auta. Sara chce wezwać posiłki, ale Meyer juz odbezpiecza pukawkę i powiada,że czekać nie będzie, bo się Lynge ulotni i tyle go będą widzieć. Sara zatem chwilę kontempluje, by jednak ze schowka w aucie wyciągnąć pistolet, chyba nigdy nie używany ?, i jej twarz wyraża chyba ochotę wejścia do akcji wraz z nowym partnerem :]

      Przy okazji, widać już różnice między nimi. Sara jest opanowana, chrupie nieustannie jakies cukierki czy orzeszki, wie jak rozmawiać z ludźmi, nie rzuca się i nie stawia. No i myśli. Meyer woli działać, szybko się wkurza, w biurze Hartmanna raz dwa wsiada na szefa sztabu polityka, kiedy tylko dowiaduje się, że na jakieś ustalenia w papierach będzie trzeba moment poczekać.Sara go mityguje, a kiedy już jest wiadomym, że będą razem pracować przez następny tydzień, stawia mu warunki : nie rzucasz się, respektujesz ludzi, nie śmiecisz w moim samochodzie i po mieście jeździsz góra 50 na godzinę. Poza tym, dziwi się ona swojemu nowemu koledze, kiedy ten na pytanie Larsena "złapiecie go ?", odpowiada "dorwiemy ich, ruszymy wszystko, co ma ręce i nogi i dopadniemy go" - wg Sary, to wbrew podręcznikowym regułom, tak się nie mówi do ojca ofiary, nie można dać mu zapewnienia, na co Meyer odpowiada, że "ma swoje własne zasady".

      Btw, w artykule w POlityce napisali, że "Sara Lund jest na granicy autyzmu" :] Cytując poetę, "czy was tam do reszty po...ało" ;]] - gdzież tu autyzm, bardzo kontaktowa jest, rozmowna, posiada nawet mimikę twarzy, bystra taka. Gdzie tam autyzm... I sweterek zupełnie nie turecki [Barbasiu, słuszna uwaga]. Siostro, pytałaś czy atrakcyjną jest ona... przyjrzałem się teraz i bym powiedział, że nawet bardzo. W dodatku, jest atrakcyjna bez widocznego wysilłku, naturalnie.

      Na bocznym planie jest rodzina Larsenów, która musi uporać się ze stratą córki, i to w tak tragicznych okolicznościach. Muszą jakoś dalej żyć. Larsen idzie do pracy, jego ludzie witają to zakłopotanym załobnym milczeniem, najbliższy współpracownik bierze za niego odbieranie telefonów, ale zdradza "nie wiem, jak mam się zachować, co powiedzieć...".Trzeba też poinformować jakos o śmierci siostry dwóch małych chłopców. Larsenowie tłumaczą im w klasyczny sposób : że Nanna odeszła, że do nieba, że już nie wróci itd. Ale co zrobić, kiedy jeden z malców zadaje tak mądre pytanie : "jak umarła ?". Matka wstaje, a ojciec odpowiada,ze "nie wie".

      POlicja trzyma w tajemnicy informację o tym,że auto w którym były zwłoki Nanny należało do sztabu Hartmanna. Dla politykierów ujawnienie takiej rzeczy byłoby gwoździem do wyborczej trumny, sztab przeciwnika na pewno by to wykorzystał przeciw nim, a może nawet by nie musiał, samo ujawnienie by ich pogrązyło.

      ale...
    • siostra.bronte Złote Globy 14.01.13, 13:50
      Nie przywiązuję wagi do nagród filmowych, zwłaszcza amerykańskich :)
      Ale warto trzymać rękę na pulsie. Zwykle to zapowiedź Oskarów, które zresztą fatalnie się zdewaluowały w ostatnich latach.
      Jakieś komentarze?
        • barbasia1 Re: Złote Globy - lista zwycięzców 15.01.13, 00:01
          Zatem mamy już podopowiedzi do naszych forumowych typowań oscarowych.

          NAJLEPSZY FILM - DRAMAT - "Operacja Argo"
          NAJLEPSZY AKTOR W DRAMACIE - Daniel Day-Lewis - "Lincoln"
          NAJLEPSZA AKTORKA W DRAMACIE - Jessica Chastain - "Wróg numer jeden"
          NAJLEPSZY FILM - KOMEDIA LUB MUSICAL - "Les Miserables: Nędznicy"
          NAJLEPSZY AKTOR W KOMEDII LUB MUSICALU - Hugh Jackman, "Les Miserables: Nędznicy"
          NAJLEPSZA AKTORKA W KOMEDII LUB MUSICALU - Jennifer Lawrence - "Poradnik pozytywnego myślenia"
          NAJLEPSZY AKTOR DRUGOPLANOWY - Christoph Waltz - "Django"
          NAJLEPSZA AKTORKA DRUGOPLANOWA - Anne Hathaway - "Les Miserables: Nędznicy"
          NAJLEPSZA REŻYSERIA - Ben Affleck - "Operacja Argo"
          NAJLEPSZY SCENARIUSZ - Quentin Tarantino - "Django"
          NAJLEPSZY FILM ZAGRANICZNY - "Miłość"
          NAJLEPSZY FILM ANIMOWANY - "Merida Waleczna"
          NAJLEPSZA MUZYKA - Mychael Danna - "Życie Pi"
          NAJLEPSZA PIOSENKA - "Skyfall", Skyfall Muzyka: Adele, Paul Epworth; słowa: Adele, Paul Epworth
          NAGRODA CECILA B. DE MILLE'A - Jodie Foster
          film.onet.pl/wiadomosci/zlote-globy-przyznane,1,5392934,wiadomosc.html
          film.onet.pl/fotoreportaze/zlote-globy-2013-najlepsze-momenty-na-zdjeciach,5393007,13493723,fotoreportaz-maly.html
          Nagodzona muzyka - Mychael Danna "Życie Pi"
          "Kołysanka Pi"

          www.youtube.com/watch?v=NTQ9Cw0a7IY
            • siostra.bronte Re: Złote Globy - lista zwycięzców 15.01.13, 14:23
              Ciekawa sprawa. Daniel ma już dwa Oscary, może to też będzie się liczyć.

              Pozostali kandydaci: Bradley Cooper, Hugh Jackman, Joaquin Phoenix i Denzel Washington (też z nagrodą na koncie). I faktycznie, w tym zestawie, Day-Lewis jest chyba faworytem.

              Bardzo lubię Daniela. Chociaż wolałam jego wcześniejsze role, z lat 80 i 90-tych. Widziałam spory fragment "Aż poleje się krew" (oscarowa rola) i jakoś średnio mi się tam podobał. Gra teraz, jak dla mnie, zbyt "technicznie", za mało emocjonalnie.

              Obejrzałam zwiastun "Lincolna". Wygląda na dosyć nudny film, pełen przemów, deklaracji i patosu. I propagandy jaki to naród amerykańskie jest (był?) wielki. Ale Day- Lewis podobno jest znakomity. Tylko szkoda, że gra już starszych panów. Podkochiwałam się w nim za młodu :)
            • siostra.bronte Złote Globy-trailery 15.01.13, 14:32
              No właśnie, sukces "Operacji Argo" (także nominacje do Oscara) jest trochę zaskakujący. Aż sama chciałabym go obejrzeć z ciekawości.

              Tutaj trailer:
              www.youtube.com/watch?v=6wAOi0BZ3KM
              • siostra.bronte Re: Złote Globy-trailery 15.01.13, 15:14
                Zapomniałam, że miało być kilka trailerów :) W wersji pl.

                Tutaj "Lincoln":
                www.youtube.com/watch?v=BSA0ogkz-e8
                I "Django" Tarantino. Muszę przyznać, że wygląda całkiem interesująco. Oprócz Leo :)
                www.youtube.com/watch?v=fmwcCsS0-YM
              • barbasia1 Re: Złote Globy-trailery 15.01.13, 17:01
                siostra.bronte napisała:

                > No właśnie, sukces "Operacji Argo" (także nominacje do Oscara) jest trochę zask
                > akujący. Aż sama chciałabym go obejrzeć z ciekawości.

                Ja też.

                "Oparty na faktach thriller nagrodzonego Oscarem Bena Afflecka (Miasto złodziei, Buntownik z wyboru). Opowiada o niezwykle niebezpiecznej, tajnej operacji, której celem było uratowanie szóstki Amerykanów z opanowanego rewolucją 1979 roku Iranu.
                Specjalista od ewakuacji z terytorium wroga, Tony Mendez z CIA (Affleck), przedstawia ryzykowny plan wywiezienia ukrywających się Amerykanów z Iranu. To plan tak nieprawdopodobny, że wydarzyć mógłby się tylko w filmie"
    • grek.grek "Gra",finał "Californication", "Spacer po linie" 15.01.13, 13:54
      wczoraj Czesi puścili "Osiem i pół", ale - po pierwszym oglądzie, jakoś mi nie spieszno było do
      powtórki, aczkolwiek filmy Felliniego, to jest uczta dla oka. Zatem, nie wyciągnę Was na schadzkę we włoskie chaszcze ;]

      dziś, całkiem ciekawie :

      20:00,TVN 7 "Gra" - jeśli nie widzieliście, to warto temu filmowi dać szansę. Fincher, to marka sama w sobie, a Michael Douglas bardzo dobrze zostaje zdekonstruowany w swoim filmowym imidżu. Aczkolwiek, i tak najbardziej przypadł mi do gustu w "Wonder Boys", sfatygowany, nieuczesany, w przebrzydłym szlafroku na werandzie domku w podłej dzielnicy.

      Tutaj gra biznesmena, który ma wszystko, co można kupić za pieniądze, ale żyje oddzielony szklaną szybą od świata, popada w rutynę, ciągle tylko kursy walut, interesy za kolejne miliony i samotne wieczory w luksusowym domu z odgrzewanym obiadem z mikrofali, oczywiście z telewizorem nastawionym na informacje z giełdy. Zbliża się do wieku, w którym jego własny ojciec strzelił samobója.I wtedy pojawia się jego dawno nie widziany brat [gra go Sean Penn], z pewną propozycję : zagraj w grę, ona odmieni twoje życie, tak jak zrobiła to z moim.

      Co będzie dalej, to jest zaiste zagwozdka dla tych, którzy mają szczęście oglądać ten film pierwszy raz. Pozornie rzecz wydaje się jasna, gra i te sprawy, lecz z każdą kolejną dziwną akcją zaczyna się wkradać podejrzenie, że to wcale nie jest taki proste i oczywiste, że w grze toczy się inna Gra, i to może nawet niejadna. Aż do finału. A jak jest naprawdę - sami się przekonajcie, naprawdę warto, choćby dla tej wartkiej akcji, kolejnych zwrotów i niepewności,co jest prawdą,a co umową handlową, co kreatywnością a co normalnym oszustwem.

      w CT1, 23:35, ostatni odcinek "Californication".
      tytuł "W piekle nie jest tak źle" - aż pachnie siarką ;]

      No i "Lalka", 1:15 w TVp2, będę jednym z 12 widzów, którzy oglądają, hehe.
      Ale o tej porze ma to swój urok.
      czuje się tę wspólnotę nietoperzów :]

      TVP1, 1:00 - też ładna pora - "Romeo i Julia z Saskiej Kępy", romans malarza-artysty i pani pomocy domowej. 88 rocznik.

      w TV4 "Spacer po linie", biografia Johnny'ego Casha, 2005 rocznik. szkoda, że mi zachodzi na ww.seriale, bo chętnie bym obejrzał, a tak mogę najwyżej na powtórkę liczyć, żałując, że POlsat taki film puszcza w swojej "córce", a w "matce" jakieś mało wyszukane sensacyje. Może Wy się przymierzacie ?


        • grek.grek Re: "Gra",finał "Californication", "Spacer po lin 16.01.13, 14:10
          mnie się wydaje, że - może poza tym dokładnie w punkt upadkiem przez szybę
          ze szkła cukrowego,bo jednak nie da się zaanrażować czyjegoś wyboru popełnienia
          samobója - dośc logicznie to się rozwijało... Facet wszedł w to po uszy, i w pewnym
          momencie, przyznam, zaczęło mi się wydawać, że być może wcale mu sie nie wydaje, że
          ktoś go probuje wykantować.

          hehe, mnie cieszą te nieustanne powtórki :]

          yes, pewnie jeszcze powtórzą, może tym razem na POlsacie pójdzie ?
      • barbasia1 Re: "Gra",finał "Californication", "Spacer po lin 15.01.13, 16:29
        > 20:00,TVN 7 "Gra"
        Oglądałam, bardzo mi się podobała "Gra". Nie będę dziś oglądać, zaczekam aż bardziej zatrez mi sie w pamięci fabuła. ;)

        Pan Kałużyński w Leksykonie rozpisał się na kilka stron na temat "Osiem i pół". Jeśli chcesz mogę Ci/nam zrobić wstęp streszczając co nieco. W stosownym momencie, jak powtórzą dopowiesz fabułę!? Co Ty na to?

        Ożeż, co ten Hank znowu wymyślił!? Poprzedni odcinek nie zwiastował przecież upadku na samo dno piekieł!?


        TVP1, 1:00 - też ładna pora - "Romeo i Julia z Saskiej Kępy", romans malarza-ar
        > tysty i pani pomocy domowej. 88 rocznik.
        O! Brzmi ciekawie. :)

        "Spacer po linie" - jeśli jest późno, to raczej nie będę oglądać.

        Przyjemnego zatem oglądania "Lalki", wszytskim 12 nietoperzom, w tym Tobie Nocnymarku.
        (jakiej płci są pozostałe nietoperze?;)
          • barbasia1 "Spacer po linie" 16.01.13, 23:55
            Szkoda tego "Spaceru po linie" . Szkoda, że nie oglądałeś i nam nie opowiesz ...
            (Ja tylko na mały fragment okiem rzuciłam )

            Zatem wkrótce się pojawi ...

            > dzięki, Lalka w środku nocy... to jest to ;]

            Klimatycznie.

            >nie mam pojęcia, co z tymi nietoperzami, hehe; pewnie dzielą się po równo ?
            ;))
              • barbasia1 Re: "Spacer po linie" 19.01.13, 18:18
                Skoro nie w głównym swoim kanale , tylko w TV4, to nie rozumiem dlaczego tak późno w nocy dali ten film.

                Czytałam, że "Spacer po linie" nie jest , ani oryginalnym, ani wybitynym filmem biograficznym. Biografia zrobiona została według sprawdzonego, standarowego hollywoodzkiego schematu, jak napisano na filmwebie, w dodatku zaprawionego clkiwym i sentymantalnym sosem. W krótkich epizodach przedstawiono najważniejsze wydarzenia z różnych lat życia i kariery muzyka . Najwięcej miejsca poświęcono wątkowi związku Johnny'ego Casha z amerykańska piosenkarką i kompozytorką country June Carter (która była jego drugą żoną; pozostali małżeństwem aż do jej śmierci w 2003 roku, on zaś, sprawdziłam na wiki, zmarł kilka miesięcy po niej, na skutek komplikacji po operacji) oraz na wątku jego walki z uzależnieniami.

                Wielbicielką country, Johnnego Casha nie jestem, ale bardzo lubię filmy biograficzne, dlatego mi szkoda tego filmu.

                June Carter była autorką jednego z największych przebojów Johnny'ego Casha "Ring of Fire".

                Oto ta piosenka i Johnny Cash z akompaniamentem instrumentów dętych w stylu meksykańskim (pomysł takiej aranżacji podobno mu się przyśnił).
                The Ring Of Fire

                www.tekstowo.pl/piosenka,johnny_cash,ring_of_fire.html
                Na koniec "The Ring Of Fire w ognistym wykonaniu ... Acid Drinkers!
                Trzymajcie się mocno, Moi Drodzy, swoich krzeseł i foteli! ;)
                www.tekstowo.pl/piosenka,acid_drinkers,ring_of_fire__johnny_cash_cover_.html

                :)
                  • barbasia1 Re: "Spacer po linie" 19.01.13, 18:28
                    który grał, jak już wspomniałeś wyżej Greku, Johnny'ego Casha zwanego także Man in Black – "Człowiekiem w czerni", "ze względu na kolor ubrań jakie nosił – będący znakiem sprzeciwu wobec społecznych dyskryminacji i nierówności" - podpowiada mi wiki. :)
                    • barbasia1 Re: "Spacer po linie" 19.01.13, 19:06
                      Joaquin Phoenix - Ring of Fire

                      www.youtube.com/watch?v=SN9lk2jN5cw
                      Tralier filmu:
                      www.youtube.com/watch?v=rIfdWoHqeXE
                      i prawdziwi Johnny Cash and June Carter w pisence "Jackson"
                      www.youtube.com/watch?v=4GvD_NQrLFo&NR=1
                      • grek.grek Re: "Spacer po linie" 20.01.13, 13:35
                        Dzięki, Barbasiu, za cały ten zestaw informacji i interpretacji :]

                        Johnny Cash, mimo etykiety muzyka country, przez wielu zaliczany jest
                        do bluesa, a nawet rocka i ma szacun u przedstawicieli innych gatunków
                        muzycznych, przekracza granice stylu, z którego się wywodzi.

                        I wiesz, że jak tak go posłuchać,to naprawdę nie jest typowe country,coś
                        pod nózkę, square dancing itd. To jest muzyka, w której widać jakieś
                        otwarcie na inną estetykę, z której można robić świetne aranżacje, jak np.
                        ta Acid Drinkers, która nie służy kowbojom do zabawy.

                        Mam wrażenie, że czy biografie, czy to postaci autentycznych czy fikcyjnych, wtedy
                        są ciekawe, kiedy scenariusz zakłada dobieranie się im do tzw. tyłka :] hagiografie albo
                        wyliczanki chronologiczne obronić może rozmach, dobre zdjęcia, muzyka i popis aktora
                        odtwarzającego takiego bohatera - ponoć własnie Phoenix zagrał świetnie ?
                        • barbasia1 Re: "Spacer po linie" 20.01.13, 16:01
                          > I wiesz, że jak tak go posłuchać,to naprawdę nie jest typowe country

                          Właśnie, właśnie. Posłuchałam kilku utworów i to ku memu zdziwieniu z przyjemnością i ta sama myśl mi przyszła do głowy.

                          No więc na pewno ta biografia filmowa broni się dobrą muzyką, która jak ładnie napisałeś "przekracza granice stylu z którego się wywodzi" . Ma więc szansę spodobać się nie tylko wielbicielom country.

                          Podobno Phoenix i Reese Witherspoon (za mało widziłam, ale ogólnie pozytywne wrażenie pozostawili ) zostali wybrani do swoich ról przez samego Johnny'ego Casha i June Carter (chyba jeszcze kilka lat przed nakręceniem filmu).

                          :)
    • grek.grek Calfornication sez 5 odc 12 16.01.13, 13:05
      zaczyna się oniryczną sceną, w której Hank Moody gości w .. a co Wam będę opowiadał ;] ... :
      www.youtube.com/watch?v=3P3VDlqDAjI
      [hehe, w pierwszym momencie pomyślałem - mam nadzieję, że już tak mają i dla mnie
      miejscówkę, czekałem tylko na to, jaki jest haczyk, hehe]

      Po tym uroczym wstępie, Hank, no bo i cóż mu pozostało, po takim "proroczym śnie", jedzie do domu Karen i Batesa.

      I tu pierwsza, z licznych w tym ostatnim odcinku, sensacji : oto niereformowalny alkoholik Bates decyduje się... odejść od Karen. Ale nie tak sobie : zanim się ostatecznie zawinie w swoją stronę powiada "bądźcie razem", nie chce przeszkadzać Karen i Hankowi w powrocie do siebie. On sam zaś "chce być wolny", związek dusi jego inwencję twórczą i życiową [albo obie naraz, o ile to jakaś róznica], a poza tym, zapewne, po prostu chce swobodnie grzać w palnik i nie tłumaczyć się przed nikim. Co też daje do zrozumienia, na odchodnym chowając za pazuchę czule obejmowaną butelczynę. Nie muszę dodawać, że Karen i Hank są mocno zaskoczeni.Kiedy ten stan mija, natychmiast nadrabiają łóżkowe zaległości i generalnie kwitną i szczebioczą, jakby się znali góra dwa dni.

      Hank wraca [co za scena, w zwolnionym tempie biegnie chodnikiem, a one czekają na podjeździe i padają sobie w ramiona, haha] nie tylko do łózka Karen, ale i do spacerów z Beccą most[k]ami na kanałach Venice. I do rozmów o życiu. Becca informuje go, że rzuciła Tylera - Hank na to "brawo", ale w następnym zdaniu ona dorzuca "ale zaraz do niego wróciłam", Hank - "tragedia...". A w jeszcze następnym Becca zwierza mu się,że Tyler poprosił ją o rękę...Hank wstrzymuje oddech...i ona się zgodziła. I tutaj Moody nie wytrzymuje - rzuca pokaźnego pawia przez barierkę do wody. Becca "pogratuluj mi", na co Hank chce ją pocałować, ale z racji tego, co przed chwilą go spotkało - musi się ograniczyc do werbalnych zapewnień, że... to fatalna decyzja Beccy.

      Co może jeszcze zrobić Hank, aby upadek jego rodziny powstrzymać ?
      Jedzie na plan "Gliniarza z Santa Monica" i próbuje się rozmówić z Tylerem. Odbędzie się tam prawdziwe pandemonium ;]

      Po primo, odwiedza Samuraja w jego przyczepie filmowej, i dowiaduje się, że Samuraj wie, iż Kali, z którą, jak się okazuje, romantyczna strona Samuraja łączyła plany małzeńsko-dziecięco-domowe - miała romans z Tylerem. Samuraj cały jest wkurzony i rozżalony jednocześnie, własnie ma kręcić ostatnią scenę tego swojego kiczu, ale już dojrzewa w nim myśl, żeby uwolnić swoje mniej liryczne wcielenie, które domaga się "uczynienia z tego planu filmowego prawdziwej apokalipsy". Hank prosi go,żeby się opanował, nie robił głupstw.

      Ostatnia scena tego gniota, to strzelanina przestępców z policją, w której oczywiście Samuraj w swojej roli kładzie wszystkich bandziorów jednym strzałem. Uwalnia zakładniczkę, gra ją... Kali, i zamiast przewidzianych w scenariuszu miłosnych uścisków i wyznań, Samuraj rzuca do niej "wal się, suko" - jak to się życie z ekranem miele ;], a grającej małą rólkę Lizzy nawet nie dopuszcza do powiedzenia jej kwestii, tylko każe spadać. a nasza aktoreczka tak się starała by dostać tę rolę. I to nawet dwa razy :]

      Film jest skończony. Samuraj idzie pewnym krokiem do Tylera. Chce mu chyba krzywdę zrobić.Nawet bezapelacyjnie chce. W ręku ma pistolet z planu filmowego. Hank staje między nim, a chłopakiem, cała ekipa patrzy, co sie stanie. Hank rzuca "nie bójcie się, ten pistolet to
      rekwizyt", na co Samuraj szybko zmienia sztuczną pukawkę na calkowicie prawdziwą wzbudzając panikę na pokładzie. Hank wciąż go uspokaja, ale najtrudniejsze przed nim : szepcząc do siebie "jak prawda - to do końca" wyznaje mu, że on też miał romans z Kali.Samuraj "tylko nie ty, nie mój czarnuch...". Hank tłumaczy,że to było w samolocie lecącym do LA i że nie miał pojęcia, że Kali to dziewczyna Samuraja, albo że nią w ogole zostanie. Samuraj gotów mu jest efekt takiego pechowego zbiegu okoliczności wybaczyć, ale skruszony Hank dopowiada,że już w LA i już wiedząc kim jest Kali - miał z nią drugą okoliczność. No i tu Samuraj już nie wytrzymuje i zaczyna nie na żarty machać pistoletem grożąc, że za chwilę wszyscy będą martwi.

      I już pistolet Samuraja ma wystrzelić wiedziony ręką rozeźlonego właściciela [rozwijam się pisarsko,nie ;), kiedy na pomoc rzuca się, a jakże - Łysy :]
      Łysy, który na plan przyjechał ze swoją eks-żoną Marcy, po dramatycznej, hehe, dyskusji w domu, w której oboje uświadomili sobie, że Lizzie i Stuart ich zdradzili,nieważne - że on jest producentem filmowym, a ona początkującą aktorką, zaś oralne przyjemności są w branży czymś jak "podanie ręki" ;]... zdradzili ich i kropka.

      I oto Łysy, w zwolnionym tempie jest to pokazane, rzuca się osłonić własnym ciałem Moody'ego. I udaje mu się, pistolet Samuraja wypala, Łysy pada kwicząc niemiłosiernie. Wrzeszczy, że "już puka do bram niebios" [że co proszę, gdzie ? hehe,podczas gdy
      jest zaledwie draśnięty w ramię. Samuraj zaraz pędzi z przeprosinami, że nie chciał, że
      to był przypadek, cala branżowa maska gangstera spada pięknie w tym momencie- no ludzki
      człowiek, prawie załamany tym, że postrzelił nieznacznie faceta, którego zawsze wyśmiewał.
      Hank oczywiście jest wzruszony tym, że przyjaciel "uratował mu życie",odprowadza Charliego, leżącego na noszach, do karetki, trzymając go za dłoń i puszczając w niepamięc wszystkie grzechy jego [czy te sceny Wam czegoś nie przypominają ?].

      Kali zaczyna przepraszać Samuraja, który mięknie w oczach, zwłaszcza kiedy dziewczyna wyznaje mu, że "nigdy nikt nie był w niej tak zakochany, żeby chcieć aż zabić, i to najwyższy akt miłości" - odchodzą razem wybaczając sobie nawzajem.

      Tyler dziękuje Hankowi, że go zasłonił przed kulką, a Hank przestrzega go,żeby nie zawiódł już nigdy Beccy, bo nigdy nie jest za późno, żeby go nauczyć moresu, no i... facetowi,który ci uratował życie, się nie odmawia :]
      .
      A wkurzona Marcy łapie za pistolet odebrany Samurajowi i wymierza siarczyste uderzenie kolbą poniżej pasa Stuarta, ktory momentalnie zwija się z bólu i łapie za to... gdzie go uderzono ;] I w takiej niewygodnej cokolwiek pozycji przepraszająco kica jak zając w krok za dumnie chcącą go zostawić na lodzie Marcy.

      Uff, awantura zażegnana. Niczym w kiepskim filmie :]

      Hank dzwoni do Karen,która w domu przygotowuje kolację, że zaraz będzie w chałupie.
      Oczywiście, jako nowo odnalezieni sobie przeznaczeni są nieznośnie przesłodzeni ;]

      Zanim jednak Hank dostanie się domu, czeka go jeszcze jedna akcja. W mieszkaniu Łysego i Marcy, do którego przyjeżdza po swoje rzeczy, czeka na niego Carrie, dziewczyna, którą zostawił wyjeżdzając z Nowego Jorku, a która potem przyjechała w ślad za nim do Los Angeles [odcinki 1-3], dziewczyna, która - bagatela - spaliła mu mieszkania i publicznie skompromitowała, z powodu miłosnego zawodu,oczywiście.

      Carrie więc,próbuje się upewnić, że już ich nie łączy. Hank potwierdza.Ona mu proponuje seks, "na pożegnanie", ale Hank odmawia. Mówi, że będzie miał o niej dobre wspomnienie, zwłaszcza dotyczące seksu, ale to już przeszłość. Na co ona, nie zrażona, oferuje "pożegnalnego drinka,na co Hank z westchnieniem zniecierpliwienia przystaje. Wypija raz dwa duszkiem i chce wychodzić. Zatrzymuje go widok dużej ilości papierków po pigułkach leżących na stoliku. Czy Carrie je zjadła ? Hank znów nie może odmówić, kiedy carrie zaczyna się do niego kleić. Pozwala,żeby położyła go na sofie i nagle zamazuje mu się niego widoczność. Carrie zagląda mu w twarz, a on czuje, że piguły zdaje się on połknął, a ona mu je podała:]

      Kiedy wzrok na chwilę mu wraca widzi nad sobą... twarz Karen.

      KOniec.

      CO z tą twarzą na końcu ? Przysniło mu się ? Majaki ? Metafora taka,że nawet jak ma do czynienia z inną kobietą, to i tak kocha się zawsze z tą jedną ?

      trochę w zawieszeniu pozostawia ten finał, możliwe, że, tak sobie imaginuję - przygotowano od razu 5 i 6 sezon, stąd taki otwarty i pozostawiający fur
      • grek.grek Re: Californication sez 5 odc 12 16.01.13, 13:25
        no i po sezonie :]

        teraz może wreszcie trailery z całości [o ile działają] :
        www.youtube.com/watch?v=kxk0yCCI24c
        www.youtube.com/watch?v=_WDT4Omtqr8
        dziwne zakończenie, cały ostatni odcinek wygląda na zabawę z konwencją
        amerykańskiego happy endu : uratowanie życia zmazuje grzechy, melodramat zakochanych,
        zejście się zakochanych niespodziewane, zemsty liczne ;]. W sumie, cóż lepszego mieli do wyboru... Gdyby Hank nie dostał kolejnej szansy,by wrócić na łono związku i ojcostwa [i ją przypuszczalnie w 6 sezonie spaprać, hehe], zapewne już nigdy by nie spróbował ponownie, a to oznaczałoby koniec serialu, bo Californication nie istnieje bez kanonicznego wątku starania się Hanka o odzyskanie [i utrzymanie przy sobie, a siebie przy nich] Karen i Beccy. Finał zatem spodziewany, a dla twórców uznanie, że umieli tę koniecznośc dziejową wypichcić puszczając oko do widowni.

        to był dobry sezon, aczkolwiek... trudno jednak nie oprzeć się wrażeniu, że tylko sentyment widowni do postaci Hanka trzyma go przy życiu, tak naprawdę prawdziwy entuzjazm minął, klimat pierwszych dwóch serii się ulotnił, chwilami scenarzyści łapią się prawą ręką za lewe ucho, ale... jako sympatyk -nie mam nic przeciwko 6 serii, może uda się zgrabnie zamknąć rzecz całą. No chyba, że jednak jest w planach 7-my...:]
          • barbasia1 Re: Californication sez 5 odc 12 16.01.13, 23:05
            O tak, podkład muzyczny w Californication jest naparwdę znakomity. Są tu znakomite stare utwory (jak właśnie Led Zeppelinów, czy Eltona Johna , Warrena Zewona / słabo znanego poza Ameryką ) ale też i sporo nowości. Na stronach fanów serialu można znaleźć wątki poświęcone utworom wykorzystanym w danym sezonie, w danym odcinku. (swego czasu grzebałam trochę) . Trzeba by kiedy i u nas założyć taki podwątek poświęcony wyłącznie muzyce w Californication.

            :)

            Led Zeppelin - Dazed and Confused

            www.tekstowo.pl/piosenka,led_zeppelin,dazed_and_confused.html
            Dobre!


            Elton John - Rocket Man
            www.youtube.com/watch?v=-LX7WrHCaUA
          • grek.grek Re: Californication sez 5 odc 12 17.01.13, 13:55
            trailery, to jeszcze nic.
            wg mnie, muzyka z Californication idealnie pasuje do poszczególnych scen, albo
            jako współbrzmienie z puentą, wymową całego odcinka, dlatego najlepiej jej
            słuchać w trakcie oglądania :]
        • barbasia1 Re: Californication sez 5 odc 12 16.01.13, 22:51
          > [...] w pierwszym momencie pomyślałem - mam nadzieję, że już tak mają i dla mnie
          miejscówkę

          Miejścówkę dla Ciebie w tych tam z Cali rajskich zaświatach, tak? O! Na pewno! W zaświatach każdemu według pragnień . ;)

          >No chyba, że jednak jest w planach 7-my...:]

          Jak to, czy będzie sezon 7.? Wspominałam już w ubiegłym roku, o tym, że sezon 7. jest w produkcji. Nie tylko go wyprodukowano ,ale nawet wystartował pierwszy odcinek! dokładnie miłao to miejsce trzy dni temu, 13 stycznia tego roku, w niedzielę wieczorem .
          Marylin Manson będzie straszył w tym sezonie.

          Każdy oryginalny koncept po jakimś czasie musi stracić świeżość. Tak się dzieje z każdym serialem opartym na charakterystycznym koncepcie. Podobnie jest, zauważ jest z Dexterem.

          To teraz Karen ma powód, by się na Hanka znów obrazić ...
          I starania się Hanka o odzyskanie [i utrzymanie przy sobie, a siebie przy nich] Karen i Beccy zaczną się od początku.

          Na tym cały urok Hanka polega, że pomimo słabości do licznych pań, on cały czas krąży wokół Karen, odejść od niej na zawsze nie potrafi. Tylko ona się liczy. Prawdziwa miłość! ;)

          Wiesz ja nawet już bym nie chciała zobaczyć takiego happy endu w Cali, w którym Hank zostaje z Karen . Bo oni zawsze będą już razem. Tak jak Łysy z Marcy. :)

          Tylko do czego Hankowi Marylin Manson będzie potrzebny? To ciekawe!

          Dziękuję Ci za sezon 6.!
          :)
          • grek.grek Re: Californication sez 5 odc 12 17.01.13, 13:41
            rajskie, to one raczej nie były....
            w rajskich wszystkie kobiety chodzą zapięte po szyję ;]

            Faktycznie.... zapomniałem zupełnie, że pisałaś, mea culpa.
            cały czas gdzieś mi się z tyłu głowy tłucze ten zbliżajacy się [ufam]
            6 sezon i jakoś tak automatycznie odnoszę do niego wszelkie informacje dot.
            przyszłości tego serialu.

            Na pewno tak jest, o ile jednak w Dexter odbywa się w konwencji, w której
            możliwe są napięcia kryminalne, twisty, a do tego sam bohater ciągle
            ewoluuje w swojej psychice - to w Californication właściwe wszystko kręci się
            wokół jednej sprawy, z paroma zawsze wątkami pobocznymi, w których i tak
            zwykle chodzi o seks ;]

            Dlatego, jakkolwiek dobrze oceniam ten 5 sezon, to wcale nie chciałbym, żeby
            6 zaczął się od przyszłego tygodnia :] Przy Californication przerwa jest wskazana,przynajmniej
            dla mnie. A następnego Dextera mógłbym w zasadzie konsumować choćby od zaraz, tak ciekawi mnie, jak puszczą, i rozegrają, to od [wiadomego] miejsca,w którym zatrzymali.

            tak własnie.
            Jest dobrze, więc bankowo w 1odcinku nowej serii Hank to zepsuje :]
            a potem przez kolejnych 11 będzie próbował odkręcić.
            właściwie można by to traktować, jako ten niezmienny fundament fabuły i zajmować
            się samymi pobocznościami oraz drogami naprawy, ale kiedy Karen po raz enty decyduje się
            zacząć "od nowa" i wiadomo, że żeby przeżyć serial potrzebuje wolty Hanka... heh, to
            się jednak chce trochę odpocząć, żeby nie przegrzać kaloryferów ;]

            właśnie, Hank nie zdradza Karen mentalnie, bo kocha tylko ją.
            pytanie, czy sam seks [choćby i przyjemny, hehe] można traktować jako zdradę.
            w jakimśtam kanonie kulturowym jest to przyjęte, ale czy nie jest to tylko przesąd i
            pułapka,w której się ludzie dali zamknąć, łącząc w nierozerwalną całość uczucia i
            fizjologię ?
            wydaje mi sie, że w tym notorycznym "zdradzaniu" Hanka w centrum jest własnie to
            zagadnienie/pytanie.
            I wiesz co, wydaje mi się, że, jak tak sięgam pamięcią, ona nigdy go nie porzucała
            z powodu tych seksualnych przypadków.

            cała przyjemnośc po mojej stronie [była i jest] :]

            • barbasia1 Re: Californication sez 5 odc 12 18.01.13, 00:12
              Ależ to był raj dla niegrzecznych chłopców, tam kobiety mogą chodzić nawet w negliżu ... :)

              /Teraz widzę, że z zaświatowego forumowania jednak będą nici. Naiwna. ;)/

              Pomyliłam numerację, o 6 sezonie pisałam. Marylin Manson i rock opera, to wszystko w 6 sezonie, on 13 stycznia wystartował.
              Znalazłam króciutki trailer:
              www.youtube.com/watch?v=6RSERPCAF1o
              cnd.

              :)

              GoodNight!
            • barbasia1 Re: Californication - refleksja 20.01.13, 13:38
              > [...], więc bankowo w 1odcinku nowej serii Hank to zepsuje :]
              > a potem przez kolejnych 11 będzie próbował odkręcić.właściwie można by to traktować, jako ten niezmienny fundament fabuły
              > właśnie, Hank [...] kocha tylko ją.

              Patrz Greku, pod bijącym po oczach opakowaniem w postaci obyczajowej odwagi, kontrowersji, naruszania tabu, epatowania ludzkimi fantazjami seksualnymi, perwersjami (oczywiście z przymrużeniem oka), przekraczaniem granic dobrego smaku, szkowaniem, kryje się w gruncie bardzo konserwatywny przekaz - najważniejsza jest (prawdziwa) miłość, rodzina.

              :)
              • grek.grek Re: Californication - refleksja 20.01.13, 13:44
                celna uwaga, Barbasiu.
                Moody nawet cały jest konserwatywny, jak chodzi o rózne inne sprawy : nie uznaje współczesnej muzyki, lubi Stonesów; szanuje klasykę języka i nie znosi nowomowy; seks tylko za obopólną zgodą i nie dla pieniędzy,zysku albo jednostronnej przyjemności itd. Facet z zasadami i jedną słabością : lubi kobiety w liczbie mnogiej i kiedy ma okazje do seksu, to je głównie wykorzystuje, a przecież on za tym seksem nie biega, to seks sam do niego przychodzi ;]

                powstaje pytanie : na ile zdrada czysto seksualna narusza uczucie miłości ?
                czy ciało może zdradzić porozumienie duchowe ?
    • siostra.bronte Nagisa Oshima 16.01.13, 19:08
      Wybitny japoński reżyser zmarł wczoraj w wieku 80 lat. Wypatrzyłam tę wiadomość na pasku w jakiejś stacji tv. Na polskich portalach, niestety, ani słowa.

      Najbardziej znany film to oczywiście "Imperium zmysłów". Z ostatnich lat: "Wesołych świąt, Mr. Lawrence" (nie do końca udany, ale z przepiękną muzyką Sakamoto) i "Tabu" (pokazywany jakiś czas temu w tv.
        • barbasia1 Re: Nagisa Oshima 16.01.13, 23:13
          Piękny utwór, prawda.
          Wg mnie najpiekniejszy temat muzyczny Sakamoto skomponował do "Wichrowych Wzgórz."

          Nieco informacji na temat tego reżysera ...

          W wieku 80 lat zmarł Nagisa Oshima, japoński reżyser, autor m.in. filmu "Imperium zmysłów"
          Nazywany był japońskim Pasolinim - Nagisa Oshima to indywidualista-prowokator, który zaczynał jako krytyk (pisał m.in. o polskiej szkole filmowej), a potem współtworzył w Japonii nową falę na przełomie lat 50. i 60., realizując kino oparte głównie na faktach.

          Gdy na Berlinale pokazano jego "Imperium zmysłów" (1976), skończyło się skandalem - film o szefie domu publicznego i jego służącej został na 18 miesięcy skonfiskowany przez sąd. Bo obraz Oshimy to właściwie niekończący się akt seksualny, brawurowy, szalony erotyzm w stanie czystym, który ma prowadzić do wolności (w tle rządzona przez wojskowych Japonia), ale zarazem sam w sobie zniewala i niszczy. Film kończy się uduszeniem głównego bohatera przez kochankę, która odcina mu genitalia.



          Tematowi ryzykownego, niebezpiecznego, łamiącego granice seksu Oshima pozostał wierny do końca - od głośnego "Imperium namiętności" z 1978 roku (nagroda za reżyserię w Cannes) po swój ostatni film "Tabu" o japońskich homoseksualistach z XIX wieku. Wątek homoseksualny był też kluczowy w "Wesołych świąt, pułkowniku Lawrence" (1983), filmie z Takeshim Kitano (to Oshima odkrył go jako aktora) i Davidem Bowiem zakopywanym w piachu po szyję.

          Oshima zmarł na zapalenie płac. Miał 80 lat.

          Cały tekst: wyborcza.pl/1,75475,13242033,Tworca__Imperium_zmyslow__nie_zyje.html#ixzz2IB9j5Vu1


          Może Kultura coś pokaże, przypomni w zwięzku z tą smutną rocznicą .
          Przyznam, że widziałam żadnego filmu Oshimy.
          • siostra.bronte Re: Nagisa Oshima 17.01.13, 10:02
            Tak, Sakamoto napisał też piękną muzykę do "Wichrowych wzgórz". A także do "Pod osłoną nieba" Bertolucciego.

            Oprócz wyżej wymienionych, widziałam też dosyć oryginalny film "Max, moja miłość", w którym Charlotte Rampling ma romans z...małpą. I jak sama przyznała, to jej ulubiony film, w jakim grała.
              • barbasia1 Re: Nagisa Oshima 18.01.13, 00:30
                > film "Max, moja miłość", w >którym Charlotte Rampling ma romans z...małpą. I jak sama przyznała, to jej ulubiony film, >w jakim grała.


                . Pamiętam była malutka wzmianka ten temat w artykule o Rampling w Wysokich Obcasach z ubiegłego roku chyba! Ja go nawet linkowałam w związku z naszą rozmową o Rampling.

                A więc to Nagisa Oshima był reżyserem tego filmu!

                siostra.bronte napisała:

                > Zajrzałam do zalinkowanego tekstu, a tam właśnie fotka Rampling :)
                :)

                Z tego właśnie filmu. Powiem Ci, że zaintrygował mnie ten film. Chętnie bym go obejrzała.

                Bronte, ile Ty ciekawych rzeczy już widziłaś!
                • siostra.bronte Re: Nagisa Oshima 18.01.13, 15:13
                  Dzięki, Barbasiu :)
                  Za młodu namiętnie chodziłam na różne przeglądy i festiwale. Można było zobaczyć filmy, które później nie były pokazywane ani w kinach, ani w tv.
                  "Maxa" widziałam wieki temu. Wydał mi się , delikatnie mówiąc, nieporozumieniem. Może nie powinno się go traktować zbyt serio :)
          • grek.grek Re: Nagisa Oshima 17.01.13, 16:12
            O, dzięki, Barbasiu, za ten kaganek oświecenia :]
            nazwisko zmarłego jest mi, a raczej - było do przed-chwilą, nieznane, a
            tutaj nawet cały zasygnalizowałaś tematykę filmów jego.

            może coś wcisną w tę poustalaną tygodniami do przodu ramówkę ?
      • grek.grek Re: Nagisa Oshima 17.01.13, 16:19
        patrzcie, pan reżyser w wieku 80 lat zawinął się w piórnik, a jego równolatek
        Berlusconi własnie wziął ślub z młodszą o 50 lat babką :]

        obrzućcie mnie pomidorami, ale ten Silvio cały, to jest nadzieja dla wszystkich
        facetów - jasne,człowiek ma miliony na koncie, ale przecież i bez milionów można
        dożyć tej 80-tki w dobrej kondycji, radości życia i apetytu na więcej. Kwestia
        podejścia, dbania o siebie i pozytywnego myślenia. Co by mu dały te miliony, gdyby
        się zapuścił, zgorzkniał, a nawet spleśniał mentalnie ? jak tak gdzieś spojrzałem na
        człowieka, to - pomijając jego polityczne wygibasy - wyglądał jak ktoś, kto lubi życie.

        a teraz popatrzcie na przeciętnego polskiego, nawet nie 80-latka, a 60-latka.
        Człowiek się szykuje już do grobowca. Kompletny zanik aktywności wszelakiej,
        stateczność, dziób w pałąk... nic dziwnego,że polski 60-latek może tylko pomarzyć o
        30-letniej kochance ;]
        • siostra.bronte Re: Nagisa Oshima 17.01.13, 18:15
          Uwaga, będę rzucać :)

          Greku, naprawdę wierzysz, że wystarczy pozytywne myślenie i dbanie o siebie? Pan Berlusconi ma kasę na najlepszą opiekę medyczną, operacje plastyczne i przeszczepy włosów. To zdecydowanie pomaga w walce z upływem czasu.

          A u nas seniorzy tak wyglądają ze względu na niski poziom życia i opieki zdrowotnej. Nie trzeba porównania z Berlusconim. Wystarczy porównanie z równolatkami z krajów zachodnich! Ogromna różnica.
            • siostra.bronte Berlusconi 18.01.13, 10:28
              Chyba już czas na zmianę tytułu, bo temat radykalnie się zmienił.

              Hehe, Barbasiu, czekam niecierpliwie :)

              Dodam jeszcze, że bogaci panowie, choćby i stuletni zawsze będą przyciągać młode kobiety, które chcą się ustawić w życiu. Nic nowego.

              Wiem, że panowie zazdroszczą Berlusconiemu. Luksusy, orgie, żyć nie umierać. A teraz, biedaczek, jest za to ciągany po sądach!

              • barbasia1 Re: Berlusconi 19.01.13, 14:15
                > Dodam jeszcze, że bogaci panowie, choćby i stuletni zawsze będą przyciągać młod
                > e kobiety, które chcą się ustawić w życiu. Nic nowego.

                Właśnie to chciałam powiedzieć na wstępie.

                To co najbardziej pociągające w osiemdziesięciolatku Berlisconim dla młodych, ślicznych trzydziestek, to nie jego radość życia, nie odmłodzona, wyprasowana po liftingach za wielką kasę twarz, nie dopakowana syropianem klata, ani nie zalana betonem męskość, tylko właśnie pieniądze, pozycja, władza, możliwości, znajomości, luksusy i wszelkie dobra świata w zasięgu ręki . To jest największy afordyzjak dla wielu kobiet, zwłaszcza młodych.
                • grek.grek Re: Berlusconi 19.01.13, 15:27
                  ha, Barbasiu, jakim więc cudem inni panowie z kasą i pozycją nie są takim obiektem
                  zainteresowania młodszych kobiet ? :]

                  wiesz,stary piernik z kasą zawsze będzie wabikiem dla młodych kobiet,które za jego pieniądze
                  będą się stroić... dla młodszych od niego kochanków ;], niemniej : jeden piernik może być
                  mniej atrakcyjny,a drugi bardziej,z jednym to może być tylko interes życia, a z drugim interes
                  życia z całkiem ciekawą i interesującą znajomością.

                  wiesz, jako wciąz młody mężczyzna, hehe, też bym wolał być utrzymankiem pani w wieku starszym, która jest uśmiechnięta,wesoła i ciekawa życia niż pani ponurej, niekobiecej i
                  w wisielczym nastroju ;]
                  • barbasia1 Re: Berlusconi 19.01.13, 16:10
                    grek.grek napisał:

                    > ha, Barbasiu, jakim więc cudem inni panowie z kasą i pozycją nie są takim obiek
                    > tem zainteresowania młodszych kobiet ? :]

                    Przyznam, że nie słyszłam o takich przypadkach. :)

                    Pewnie, że im więcej zalet ma człowiek, tym lepiej.
                    • siostra.bronte Re: Berlusconi 19.01.13, 18:26
                      Hehe. Co i rusz słychać o kolejnych przypadkach, kiedy starsi panowie z kasą znajdują sobie młode kochanki, tudzież żony.
                      Żeby nie szukać daleko: świeża afera z byłym już prezesem naszej giełdy :)