Gość: P-77
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
18.07.04, 19:27
TV Polonia powtarza teraz serial dokumentalny o wielkich chwilach polskiego
futbolu. Jakie jest moje zdanie na temat ciągłego życia przeszlością już
pisałem na tym forum, ale nie w tym rzecz.
Dziś był odcinek o mistrzostwach hiszpańskich. To był turniej, którego w
zasadzie nie pamiętam, ale też mistrzostwa poza może dwoma - trzema meczami
były mało ciekawe (był kretyński regulamin z dwoma rundami grupowymi, pełen
niesprawiedliwości). Otóż piosenką przewodnią tych mistrzostw w Polsce była
debilna piosenka Bogdana Łazuki "Entliczek - Piechniczek" śpiewana zresztą
na melodię przedojennego przeboju (a własciwie szlagieru bo termin "przebój"
pojawił się w latach 50 w ramach walki z zapożyczeniami) Hanki
Ordonówny : "Uliczkę znam w Barcelonie". Prwdopodobnie każdy widzial teledysk
(?) gdzie pan Łazuka w studiu telewizyjnym w obecności prowadzącego Andrzeja
Zydorowicza (wedy jeszcze nie mógł marzyć o komentowaniu na żywo) odziany w
dres śpiewa tą piosenkę. Otóż ten "teledysk" musiał powstać w czasie mundialu
albowiem za plecami obecnych widzimy tablicę z poszczególnymi grupami i
wynikami meczów. Ściślej zauważyłem dwie grupy - naszą i grupę, której
liderem była Brazylia. Z tego co zauważyłem to Polska rozgrała wówczas jeden
mecz, bezbramkowy z Włochami. Muszę powiedzieć, że wielokrotnie potem
oglądałem studia telewizyjne z udziałem różnych gości, ale nigdy nie
widziałem by ktoś śpiewał (i tu pytanie czy sądzicie, że Łazuka "zapodawał" z
playbacku?) Natomiast tekst "uliczkę znam w Barcelonie, w uliczkę wyskoczy
Boniek" po meczu z Belgią i klasycznym hat-tricku gracza Widzewa (jedną noga
już w Juventus) nabrały proroczego znaczenia, ale i tak już przed
mistrzostwami wiadomo byo, że jeśli Polska wyjdzie z grupy to będzie grała w
stolicy KAtalonii albo na Nou Camp ale na mniejszym stadionie Saria. Tak się
zresztą złożyło, że na Nou Camp grały Polska, ZSRR i Belgia a na Saria wielcy
faworyci - Włochy, Brazylia i Argentyna. Natomiast zespoły z pozostałych grup
grały na dwóch stadionach madryckich, czyli gdyby Polska tam trafiła w
Barcelonie nie grałaby ani razu.
No i jeszcze jedna sprawa - miałem okazję słuchać komentarza legendarnego
Jana Ciszewskiego - D. Szpakowski mówiąc, że to jego wzór po prostu dopuszcza
się nadużycia. Ciszewski może nie był wielkim znawcą futbolu, ale miał "to
coś", że chcialo się go słuchać. Na przykład gdy mówił : "W nerwowych
nastrojach siadaliśmy - ja do pracy a państwo do oglądania tego meczu -
niektórzy oglądają pracując". Dawał w ten sposób widzom do zrozumienia, że
jest jednym z nich. Nie podniecał się każdą akcją, nie opowiadał pierdół o
każdym zawodniku. Słowem - klasa.
Za tydzień mecz z ZSRR i będzie okazja zobaczyć czy faktycznie operatorzy
wycinali flagi Solidarności na trybunach.
To tyle, pozdr.