Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2013 - 8 (vol. 34)

01.08.13, 18:36
1 kolejnego miesiaca, w poprzednim blisko do 500, wiec zakladam nowy watek :)

Sezon ogorkowy w polowie, moze cos tam sie uda nam wynalezc?
Obserwuj wątek
    • maniaczytania KK - sierpien 01.08.13, 18:54
      I jak zawsze na poczatek, KK.

      01.08. - wspomniana w poprzednim wolumie ;) "Rysa" - film polski, powtorkowy juz niestety;
      08.08. - "Milosna dieta" - film hiszpanski z 2009r.
      15.08. - z okazji swieta program inny
      22.08. - "Karmel" - czyli znow powtorka
      29.08. - "Labirynt fauna" - to, co wyzej

      czyli ogolnie jednak slabo, oj trzeba czekac do wrzesnia, moze sie poprawi ...
      • grek.grek Re: KK - sierpien 02.08.13, 14:24
        klik w żółty wyciągniety kciuk [widzę, ze jesteście dopiero przed ;)]

        yup, powtórkami obrodziło, ale w zakarmakach TVP da się czasami coś
        wygrzebać, co wczoraj sobie uświadomiłem, zupełnie a vista. nie bylo
        juz czasu podrzucić propozycji. ale za to opiszę :] dziś, albo jutro.

        szkoda, że KOcham Kino nie postawiło w wakacje na klasykę światowego
        kina, starsze i stare filmy, nawet bez komentarza prowadzącej. wg mnie, byłoby
        to daleko lepsze niż "Labirynt" czy "Rysa" albo "Karmel", powtarzane bez przerwy
        na róznych publicznych kanałach.
          • grek.grek Re: KK - sierpien 03.08.13, 13:38
            pomyśleć, że w TVP był kiedyś taki cykl jak "Perły z lamusa", nie ? :]
            dzisiaj brzmi to jak science fiction.

            to zawstydzające dla TVP, że takie filmy jak "Słodkie życie", Bulwar Zachodzacego
            Słońca", "Chinatown", "Dziecko Rosemary" czy "Taksówkarz" w ostatnich latach
            pokazał... Polsat :], nazywany "telewizją dla Polski B" :]

            • pani_lovett Re: KK - sierpien 03.08.13, 15:12
              grek.grek napisał:

              > pomyśleć, że w TVP był kiedyś taki cykl jak "Perły z lamusa", nie ? :]

              Tak, i w tym cyklu nie pokazywano 3 filmów na krzyż (jak to jest dzisiejszych cyklach), ale kilkaset!?

              :)
              • grek.grek Re: KK - sierpien 03.08.13, 16:24
                Cześc, Barbasiu :]

                yup. trwało to długo. ktoś to akceptował. Ludzie chcieli oglądać.
                I teraz jeden z drugim przychodzi i twierdzi, że publiczność jest
                głupia i chce serialowo-filmowego badziewia, więc się jej to daje
                czego ona chce :]

    • grek.grek "Dama Kameliowa", '95 PL 03.08.13, 13:33
      obejrzałem przedwczoraj, w Kulturze.

      jeśli mielibyście chęć :
      www.youtube.com/watch?v=YpWiGo18M5A
      powieść znacie zapewne dobrze - miłość od pierwszego wejrzenia Armanda do szlachetnego serca luksusowej kurtyzany paryskiej, Małgorzaty, pełna wzlotów i upadków, namiętności, barier nie do przebycia, tragicznych nieporozumień, ciosów, aż wreszcie śmierci Małgorzaty chorującej na gruźlicę i wyrzutów sumienia Armanda, który był wtedy daleko hen, przekonany że został przez nią cynicznie odrzucony.

      polską wersję ad 94 robił Antczak, skrypt pisała Barańska, a paryskie wnętrza domów, opery oraz ulicę [w zasadzie jedną jedyną używaną, tę przed domem Małgorzaty] znaleziono w Łazienkach, na Starówce warszawskiej i w krakowskim Starym Teatrze. Jest i kilka scen na wsi, gdzie przez pewien czas bawią kochankowie. Wyszedł z tego dramat kostiumowy, stylowy, z klasą.

      Muzyka jest odpowiednio dramaturgiczno-lirycznie podrasowana, ma chwytliwy motyw przewodni, który pojawia się w momentach przelomowych.

      Anna Radwan jest olśniewająco piękna, i odpowiednio ekspresyjna fizycznie i werbalnie, w tych momentach, kiedy Małgorzata ma jeszcze energię, żeby być kokieteryjną, lekko złośliwą [pierwsze relacje z Armandem, który spodobał się jej od razu, ale przez pewien czas wiarygodnie grała mu na nosie] i opiewającą "szybkie życie" dziewczyną, poganianą przez świadomośc, ze toczy ją cięzka choroba. Bardzo dobra aktorka, niezwykle piękna, aż dziw, że tak jakoś schowana w polskim kinie. no dobrze, jako że "w polskim kinie", to moze i wcale nie dziw :]

      Jan Frycz ma w twarzy jakiś taki pierwiastek śliskiego typka, nie ? :]
      dlatego, myślę sobie : no to będzie ciekawie, jakże on odegra tego cierpiącego romantycznego Armanda. i kurde balans - odegrał jak należy, spojrzeniem, tonem głosu, naturalną nerwowością zachowań człowieka zakochanego po uszy i zazdrosnego po czubek głowy, który z czasem coraz mniej nad sobą panuje.

      ale, krucafaks, mimo że oboje aktorzy są tak dobrzy, że wspierają ich Dymna, Celińska, Kamas czy pojawiający się w roli Aleksandra Dumasa, słuchającego historii którą po śmierci Małgorzaty opowiada złamany Armand, Jan Englert, to czegoś w tym filmie, wg mnie, brakuje.

      nie wiem czego :]

      wszystko niby jest - kostiumy, lokalizacje, płynna narracja, aktorzy, historia, dramat, zdjęcia, muzyka, a tutaj jest wrażenie jakieś... ja wiem ? sztuczności ? jakby jednak nie poruszała ta cała story. może po prostu sama Dama Kameliowa jest, jakby to Pepsic ujęła, ramotką ? może pewien patos, który z niej wyziera, te namiętności wykraczające poza zwykle doświadczenie, w pewien sposób brzmią dzisiaj średnio wiarygodnie ? może czuć papier ?

      a może jest też tak, że jakkolwiek pojedynczo świetni, Radwan i Frycz w scenach kiedy są razem - nie mogą złapać odpowiedniej chemii i jakoś wychodzi tak, że 2 plus 2 daje raz 3, a raz 5 ?

      no nic, w każdym razie zaciekawiło mnie moje własne odczucie, że "coś tu nie gra" ;] a może potrzebuję obejrzec to jeszcze raz ?

      jakbyście się zdecydowali, albo już mieli na rozkładzie, to koniecznie przyznajcie się, czy też tak Wam się porobiło :]]

    • grek.grek "Joe Black" 04.08.13, 12:43
      "wykryto spam" - no i moja recenzja poszła sobie na daleki spacer.
      strach pisać drugą, żeby znów czasu nie stracić.

      Ale może w skrócie wielkim.

      3-godzinny kicz, niestety. Szlachetność i pieniądz kapie z ekranu, z wnętrz, sylwestrowych kreacji, przepych na każdym kroku [apogeum ofk w scenie urodzinego przyjęcia w ogrodach pałacu bogatych "carringtonów"], Jay Gatsby się chowa. Miłosne dylematy i same uczucia trącące harlequinadą i pensjonarskim idealizmem. Postać pana Śmierci, poznającego czym jest człowieczeństwo, mądro-nawiniacka, grana na dwóch minach przez Brada Pitta, do którego zupełnie taki sztafaż nie pasuje. rekordy ckliwości i łzawości pobijane w scenach miłosnych wyznań, zwłaszcza w finałowych partiach [rozmowy Blacka z Susan i Susan z ojcem], gdzie wspiera je dodatkowo rzępoląca w tle patetyczne muzyczka. Wątki humorystyczne raczej mało zabawne ["proszę o ciasteczka" podczas ważnego posiedzenia rady nadzorczej wielkiej firmy, boki zrywać]. No i wątek biznesowej potyczki, urażonego niedoszłego zięcia z szykującym się na tamten świat starszym jegomościem, rekin kontra romantyk, tyle że rekin coś mało rekinowaty, a romantyk jak z "Klanu" :]

      zlośliwie piszę, ale słowo daję, że to, co napisałem, a co mi nie wydrukowali - było jeszcze gorsze ;]
      • grek.grek "Joe Black" 04.08.13, 13:03
        o, przeszło :]

        widać w tym filmie nakłady finansowe, ale widać też brak ambicji filmowych. tak jakby pomyśleli sobie państwo : damy ładnych aktorów, damy oszałamiające lokalizacje, pokażemy świat do jakiego 99,9 % ludzkości nie ma wstępu, ale zawsze lubi marzyć o nim oglądając obrazki z jego backstage'u, wtłoczymy w to wątek metafizyczny znamionujący glębię treści, oraz nieco przewrotny [w końcu Susan zakochała się w blondynie, którego ciało wziął później pan Śmierć i sam się w niej zakochał] wątek miłości doskonałej i clue "troski o drugą osobę", zmiksujemy z baśniową narracją jak to Śmierć we własnej postaci przychodzi na Ziemię po najlepszego człowieka świata, Carringtona, który da wszystkim przykład, jak godnie umierać, zamiast chowac się po krzaczorach i kwilić jak niemowlak :] [pan starszy raz tylko pozwala na, zdawkowe zresztą, pytanie "czy Śmierć może czynić wyjątki ?"] ; na plakatach będą Pitt & Hopkins - pójdzie jak woda :]

        pomysł dobry na sprzedaż, ale na dobre kino - troche wg mnie, za bardzo... biznesplan :]

        Na polskim Filmwebie JOe Black" ma 7,7 pkt na 10 możliwych.
        na Rotten Tomatoes, zbierającym recenzje z calego świata : na 37 owych recenzji -
        51 % zaledwie jest pozytywnych.
        Skąd ten rozdźwięk ? :]
        • pani_lovett Re: "Joe Black" 04.08.13, 13:29
          Hollywoodzki mistycyzm okazuje się cieniutki, powiedział Zygmunt Kałużyński komentując ten film. ;)


          Na filmweb okupują ludzie nie mających żadnego pojęcia o kinie, komentarze o filmach są tam w znakomitej większości są żenujące.

          • siostra_bronte Re: "Joe Black" 04.08.13, 13:48
            Dzięki, Greku. Rzadko zdarza Ci się pisać aż tak krytyczne recenzje :)
            Słyszałam, że film jest słaby, więc nawet nie podchodziłam. No i Brad Pitt w roli głównej już wystarczająco mnie zniechęca :)
            • grek.grek Re: "Joe Black" 04.08.13, 15:28
              zawsze czynię to z wielkim trudem ;]
              staram się na ogól odnajdować w filmach to, co dobre, a krytykę przynajmniej
              w zabawne [na ile możliwości własne pozwalają] fatałszki ubierać. tutaj chyba
              nie wyszło mi ani jedno ani drugie, heh.

              o, ja nie sprawdzałem wcześniej, jakoś tak z biegu się zdecydowałem, no a
              później odwrotu już nie było [mam taki dziwny zwyczaj, że jeśli juz zacznę
              oglądać, to - wyłączając przyczyny obiektywne a'la Morfeusz gaszący mi lampę albo
              awaria prądu jakowaś - oglądam do koca].

              skąd ta elegancka, ale jednak, niechęć do Brada, Siostro ? ;]
              • siostra_bronte Re: "Joe Black" 04.08.13, 15:54
                Hehe :)
                Co do Pitta, moim zdaniem jest przeciętnym aktorem, bez wyrazu. No i po prostu na mnie nie działa :) W dodatku nie rozumiem tego szału, jaki to z niego przystojniak.
                • grek.grek Re: "Joe Black" 04.08.13, 16:21
                  ja od tego zacząłem ;]
                  potem dopiero zacząłem się jakoś do niego przekonywać.
                  wydaje mi się, że w jego przypadku decyduje postać, którą
                  gra i to jak jest napisana i jaki zostawia mu margines swobody
                  interpretacyjnej. dlatego, zupełnie nie wygląda on w filmach, w
                  których gra dlatego, że mają świetny budżet i są nastawione
                  na komercyjny sukces, a "Brad Pitt" to świetna naklejka reklamowa.

                  a w kwestii urody... na szczęscie na męskiej się nie znam ;]
          • grek.grek Re: "Joe Black" 04.08.13, 15:24
            hehe, mocne podsumowanie :]

            niestety, a do tego po 500 założonych wątków, nie sposób wyłowić
            z tych stogów siana igieł sensownych wypowiedzi. chyba nikt tam nie
            panuje już nad sytuacją :]
            • pani_lovett Re: "Joe Black" 04.08.13, 15:35
              Mocne, aczkolwiek Kałużyński dostrzega w filmie pewien pozytyw, a mianowicie, może będziesz zaskoczony, jest to ... duet Pitta z Hopkinsem, na który "patrzy się jak zawsze z przyjemnością" - pisze w ostatnim zdaniu recenzji.


              Otóż to!
              • grek.grek Re: "Joe Black" 04.08.13, 16:23
                a wiesz, że... znów się zgodzę :] rzeczywiście. duet jak się patrzy, nawet próbują grać, kiedy są sam na sam, bo wtedy Pitt nie robi z siebie "forresta gumpa", a zachowuje się normalnie :]
    • pani_lovett Ogłoszenie wakacyjne ;) 04.08.13, 14:16
      Mania wróciła szczęśliwie z urlopu, to teraz na mnie kolej, będę się wakacjować od poniedziałku. Pojadę tu i tam, będę odpoczywać, wietrzyć głowę i zbierać siły na cały kolejny rok forumowania. Wracam 20 sierpnia.

      Sercem będę przy Tobie, przy Was ... ;)))
      www.youtube.com/watch?v=XuAaVVPEGoY

      B.



    • grek.grek "Wendy and Lucy" via CT2 05.08.13, 13:08
      z wczoraj via CT2, w ramach Lata z Amerykańskim Filmem Niezależnym ;]

      Co jest największą zaletą tego filmu ?
      Może Michelle Williams [tym razem ufarbowana na czarno, z krótszymi włosami], która chyba ani na moment nie schodzi z ekranu ?

      Wendy [Caroll], to dziewczyna. Jedzie samochodem z Indiany na Alaskę. Ma nadzieję
      dostać tam pracę. Lucy, to jej pies, a dokladnie - suka. Wendy podlicza stan swojej
      gotówki, dysponuje 525 dolarami. Częśc pewnie wzięła z domu, część zarobiła po drodze -
      widać w notesie dodawane kwoty przy nazwach kolejnych miast, o które zahaczyła.
      Jak zarobiła ? Zapewne zbierając puszki do skupu, co widać w dwóch scenach w róznych
      fragmentach filmu.

      Któregoś dnia zatrzymuje się w jakimś robotniczym mieście w Oregonie. Noc spędza klasycznie w aucie. Rano budzi ją dyskretnie pukający palcem w szybę starszy jegomośc, ochroniarz - mówi, że Wendy stoi na parkingu dla pracowników [nie wiadomo, co ochrania ten gośc, w każdym razie stoi w mundurowej koszuli przed bundynkiem, jak strach na wróble] i powinna odjechać. Problem w tym, że auto nie chce odpalić. Zepsuło się.Z pomocą ochroniarza Wendy udaje się wypychnąc auto i zaparkować przy chodniku. Warsztat jest tuż obok, ale jeszzcze nieczynny, więc ma trochę czasu na rozejrzenie się po mieście.

      Tradycyjnie odwiedza łazienkę na tylach miejscowego marketu, żeby się tam umyć, wyczyścić
      zęby, przebrać bieliznę, coś uprać. A potem idzie do tegoż marketu, żeby "zrobić zakupy",
      czyli coś gwizdnąć. Nie tyle dla siebie, co dla psa, którego przywiązuje przed wejściem.

      Tym razem Wendy ma pecha. Zostaje złapana z puszką psiego jedzenia w kieszeni
      bluzy, i jak na zlośc w momencie, kiedy wychodziła i już miała odwiązywać psa. Łapie
      ją służbisty młody pracownik, a starszy, szef ochrony chyba ? :], wzywa policję. Wendy
      jedzie na komisariat, gdzie przez ładnych parę godzin pobierają jej odciski palców, spisują dane,
      odklepują całą tę biurokrację, trzymając ją przy okazji w areszcie. Musi zapłacić 50 dolarów, nie wiem - kaucji czy grzywny, ale to mniej istotne.

      Najważniejsze, ze kiedy Wendy wraca pod sklep - nie ma tam Lucy. Rusza więc na poszukiwania : nawołuje, złazi pół miasta, i nic. Przyjaźnie nastawiony ochroniarz też nic nie wie,, ale zaręcza, że "stoi tu cały dzień, od 8 do 8, więc będzie miał oko na jej samochód i na okolicę".

      Poszukiwania nic nie dają. Pies znikł. Nikt z marketu nie widział nic. W schronisku dla zwierząt - też nie ma takiego psa, Wendy sprawdza osobiście. Zostawia swoje dane, rysopis psa i zabiera numer kontaktowy do przybytku.

      Potem jakoś doprowadza auto do warsztatu. Zajmuje się nim fachowiec, wiadomo już, ze koszta będą spore, Wendy ma nadzieję, że nie pożrą wszystkich jej oszczędności.

      Następnego dnia ochroniarz mówi jej, że kiedy był mały - też zginął pies, w jego domu rodzinnym. Jego ojciec szukał go najpierw w lesie, a potem zostawił w miejscu, gdzie psa widział ostatni raz, swoją kurtkę. I pies się znalazł.

      Wendy chwyta pomysł i krązy po ulicach przywiązują do słupków i poręczy swoją garderobę. Nie mając tymczasowo auta, pieniędzy na hotel - postanawia się przespać w lesie. Znajduje miejsce, przygotowuje legowisko i w gong. Nocą zjawia się niespodziewany gość. Dobre ujęcie : najpierw kamera pokazuje śpiącą Wendy, a potem nagle przechodzi spokojnie na niewyraźną w mroku twarz męską, która się oczami w nią wpatruje milcząco. Gośc wydaje z siebie jakiś odgłos i Wendy się budzi. Widać tylko jej oczy spod koca. "Nie gap się na mnie !", od razu ją instruuje nieznajomy, i zaczyna przemowę, narzeka że ludzie go nie lubią i inne takie. Gada, gada i gada, a jak kończy, to sobie idzie.

      Wendy ani chwili dłużej tam nie zostaje. Zwija manatki i biegiem wraca do miasta. Wpada do, czynnej jak widać całą dobę, oświetlonej toalety marketowej i pozwala sobie na płacz z rozstrzęsienia. Niby nic się jej nie stało, ale sytuacja była niebezpieczna.

      Psa nadal nie ma. Uczynny ochroniarz pozwala jej dzwonić ze swojej komórki do schroniska. Pies sie nie znalazł. Wendy sporządza "list gończy" za Lucy, kseruje w parunastu egzemplarzach, a potem chodzi po mieście i rozkleja go w róznych startegicznych miejscach.

      Sprawa z samochodem dobija ją. Okazuje sie, że cały silnik jest do wymiany. Koszt ? Jakieś 2 tysiące zielonych. I Wendy musi szybko decydować, bo majster nie może jej auta trzymać w nieskończonośc na podjeździe, ma wielu klientów.

      Wieczorem pojawia się znienacka ochroniarz, już po pracy, w swoim aucie, z żoną. Spotyka Wendy przy markecie. Mówi, że na numer jego komórki telefonowali ze schroniska. Wendy oddzwania i dowiaduje sie, że Lucy sie odnalazła. Wtedy kiedy długi czas Wendy nie wracała z komisariatu - jacyś ludzie odwiązali ją i zabrali do siebie do domu. Teraz się zgłosili z informacją do schroniska. Wendy dostaje ich adres.

      Auto zatem - out. Pies do odebrania. A ochroniarz, tak żeby żona nie widziała, wciska jej w dloń pieniądze. "Nie mów nic, nic nie mów", mówi konfidencjonalnie. Zaprasza, żeby Wendy odezwała się, jesli kiedyś się jeszcze pojawi. I kiedy odjeżdza Wendy widzi, że jego hojnośc wynosi całe 2 dolary :] Może po prostu na więcej go nie było stać, ot co, wdowi grosz, ochroniarski :] Teraz ma całe 527 dolarów.

      Jedzie po psa. Okolica jest w miarę spokojna, Wendy z daleka widzi jak z domu wyjeżdza właściciel. Potem zachodzi od podwórza i widzi, że Wendy jest na wybiegu, ma duży zielony placyk do zabawy. Pies ją poznaje. Bawią się, Wendy rzuca patyk - pies aportuje, nic sie nie zmieniło. Ale Wendy albo w tym momencie dochodzi do takiego przekonania, albo z takowym już przyjechała, że lepiej będzie Lucy w tym nowym miejscu. Jest ładne, gospodarz - skoro się nią zaopiekował z dobroci serca i zgłosił się do schroniska w odpowiedzi na ogłoszenie o zgubie : musi być uczciwy, Lucy ma dobre warunki bytowe, pełną miskę. I Wendy decyduje się zostawić psa, obiecując, że wróci po niego.

      A potem jedzie dalej, na Alaskę. Wsiada do otwartego wagonu towarowego wolno jadącego pociągu.

      I oto cała historia :] Może i rzeczywiście kino niezależne, skromne niskobudżetowe, historia ludzka, kawałek prawdziwej Ameryki, no i hipsterska klasowa aktorka w roli glównej ;]

      trailer :
      www.youtube.com/watch?v=rt8VU8rbHUU
      i może jeszcze to :
      www.youtube.com/watch?v=A4T3PxU&PoA
    • pepsic "Tajemnica" / "M jak morderstwo" 05.08.13, 18:33
      Chińska "Tajemnica" umiarkowany spojler
      Młody biznesmen prowadzi podwójne, a właściwie potrójne życie, co w konsekwencji prowadzi do tragicznego zdarzenia pokazanego w scenie początkowej. Z jednej strony szczęśliwa rodzina z córeczką, z drugiej nieformalna, czyli kochanka i synek. Żona o romansie nic nie wie. Panie zaprzyjaźniają się z inicjatywy kochanki, która naprowadza rywalkę na ślad "tej trzeciej", młodziutkiej studentki. Dziewczyna po schadzce z wiarołomnym małżonkiem, jednocześnie wiarołomnym kochankiem ginie tragicznie pod kołami samochodu, pod który zostaje wepchnięta, a wcześniej brutalnie pobita. Nie wiadomo przez kogo. Wiadomo, że śledziła ją żona, a tę kochanka. Nitki wiodące do podwójnej tragedii pokazuje retrospekcja, jedna wynika z drugiej. Suma summarum małżonka opuszcza męża, zostawia z torbami i z kochanką. Wówczas na właściwy ślad (prawie) trafia były chłopak studentki. Jednak śledztwo jest już zamknięte, matka ofiary konsumuje wysokie odszkodowanie (luksusowe mieszkanie od ojca chłopaka, który potrącił i dobił kopniakiem w głowę studentkę), główna podejrzana nie pamięta wydarzeń, albo się zasłania niepamięcią, winny może spać spokojnie, ale czy na pewno mając obciążone sumienie dwoma zbrodniami, jako że w brutalnym zabójstwie ginie również świadek zbrodni pierwszej, bezdomny mężczyzna. Rozwiązaniem drugiego nikt nie zaprząta sobie głowy, ani nie łączy z pierwszym. A więc niedosyt, który w zasadzie w niczym nie przeszkadza, ale wielbiciele amerykańskiego kina mogą sie rozczarować. Celowo nie wskazałam sprawcy/ów, aby w razie co nie psuć wrażenia, bo film jest dostępny w "Ale Kino". Tempo nieśpieszne, od niechcenia, aczkolwiek nie brakuje zaskakujących zwrotów akcji, więc czujność trzeba zachować. Bardzo przyzwoicie rozpisany na role thriller psychologiczny.

      A w zanadrzu mistrz Alfred Hitchcock i "M jak morderstwo" oraz olśniewająca urodą Grace Kelly, tu nieco w męskim cieniu. Wielka gratka dla koneserów sztuki filmowej, a raczej teatralnej, szarmancka i wysmakowana, Nie pozbawiona szczypty humoru, choć intryga kryminalna nie powala i nie przekonuje, ale przecież nie w tym rzecz. W wielkim skrócie: zdradzany mąż wynajmuje zabójcę, aby sie pozbyć żony, bo zamierza odejść do innego i położyć łapę na majątku, Niestety zbrodnicze plany nie zostają zrealizowane, bo małżonka w obronie własnej atakuje nożyczkami niedoszłego mordercę i skutecznie usuwa ze świata żywych. W tej sytuacji pan mąż zmienia front przekonując organa ścigania, ze nie była to obrona własna, a morderstwo z premedytacją. W sukurs kobiecie skazanej na szafot, znaczy powieszenie, znaczy nie wiem, przychodzi inspektor policji (elegancka wersja porucznika Colombo) i specjalista od kryminałów, czyli przystojny kochanek. Gwoli sprawiedliwości pan mąż w urodzie niczym mu nie ustępuje, jeśli nie przerasta. Rezerwa do Brada Pitta w tej sytuacji wydaje się zrozumiała. To byli prawdziwi mężczyźni, nie pozujący na młodzieniaszków, choć metrykalnie byli w tym samym wieku.

      Ps. Cały czas sie pilnowałam, żeby nie napisać "M jak miłość":)
      • siostra_bronte Re: "Tajemnica" / "M jak morderstwo" 05.08.13, 19:13
        Dzięki :)

        Widzę, że mnie rozumiesz, Pepsic :) Przy Gregorym Pecku, Dirku Bogardzie (żeby wymienić tylko kilku) Brad Pitt nie jest w stanie mi zaimponować. W ogóle jak trafnie zauważyłaś współcześni "amanci" wyglądają jak wieczni nastolatkowie (inny przykład to Leo) a nie dorośli mężczyźni.
      • grek.grek Re: "Tajemnica" / "M jak morderstwo" 06.08.13, 13:15
        dobry rzeczowy opis, oba brzmią nieźle - dzięki Pepsic :]

        Nie oglądałem "M jak Morderstwo", co wyznaję ze skruchą. wszystko przede mną, nieprawdaż ? ;]

        a'propos "Tajemnicy" [chiński thriller, prawdziwie oryginalna rzecz, pierwszy raz spotykam, dzieki Tobie] - "tragiczne zdarzenie ze sceny początkowej", o której piszesz w
        pierwszym zdaniu, to owa "pierwsza z dwóch zbrodni", czy dobrze odczytuję ?

        Niestety, "Ale Kino" nie dysponuję, ale za to mam ramówkę w gazecie i widzę, że sporo
        się tam dzieje, a powtórki nie są chyba [?] aż tak namolnie serwowane jak w tzw. kanałach ogólnostępnych.

        ohoho, wiesz, czasy się zmieniają :]
        patrzę na "Czterdziestolatka" i widzę pana inżyniera Karwowskiego, który przypomina raczej dzisiejszego 70-latka :]] Podstarzały, podmęczony, wszystkie problemy wieku starczego, twarz i ciało sflaczałe, mentalnośc "tatuśka" itd. Powiedziałbym, że dośc słaby widok. Nie wydaje mi się, aby pasował do dzisiejszej kultury. Ludzie żyją dłużej, zatem siłą rzeczy dłużej chcą być mlodzi, granice się przesuwają, a nawet zacierają. 40 lat nie jest już momentem "wejścia w smugę cienia", przeciwnie - teraz, jakby to plastycznie ująć... teraz się biega na 200 metrów, a nie na 100 ;']

        • siostra_bronte Re: "Tajemnica" / "M jak morderstwo" 06.08.13, 18:48
          Tak, "Ale kino" ma chyba najlepszy repertuar filmowy z ogólnodostępnych kanałów.

          Hehe. Kiedy oglądałam "40-latka" będąc jeszcze dzieciakiem, to wydawało mi się, że to już starość :) I faktycznie bohater był już mocno zmęczony życiem. Teraz nasza kultura zrobiła się bardziej infantylna. Młodość to fetysz naszych czasów. Sprzedaje wszystko. Kiedyś miałam telefon od jakiegoś ankietera, nie pamiętam o co chodziło. Facet zapytał mnie o wiek. Po usłyszeniu odpowiedzi stwierdził, że "nie mieszczę się w targecie" i szybko się pożegnał :)
          • grek.grek Re: "Tajemnica" / "M jak morderstwo" 07.08.13, 13:31
            tym bardziej mi szkoda, że go nie mam jednak.
            na szczęście, są Tacy, Którzy Mają i piszą :]]

            "target" - hehe, ciekawe co sprzedawali ? może deskorolki albocoś ? ;]

            wiesz, ja myślę, że zawsze był jakiś odłam ludzi pragnących tę
            młodość przedluzać wszelkimi sposobami, nawet jako dzieciak co
            i rusz słyszalem "a ta sie nie powinna już ubierać w taki sposób,
            ma w końcu tyle-a-tyle lat", a "tamten to", a "tamci owo".

            moze następuje pewien rodzaj rozluźnienia po latach tkwienia
            w gorsecie pewnych ścisłych kanonów ?
        • pepsic Re: "Tajemnica" / "M jak morderstwo" 06.08.13, 22:19
          Wiem, pogmatwałam, wszytko przez retrospekcje, no i rozwiązania nie chciałam zdradzić. Pierwsza zbrodnia (wypadek komunikacyjny) była skomplikowana, rozłożona na raty. Maczały w nie palce trzy osoby, w tym jedna z zamiarem zabójstwa. W drugiej zginął świadek pierwszej.

          PS. W Ale Kino+ stosuje sie podobną zasadę, jak w CANAL+ . Premierę puszcza sie w najlepszym czasie antenowym, a potem powtarza w innych godzinach, co ma dobre strony. Niestety oferta repertuarowa w ostatnich latach wyraźnie obniżyła loty, nadal jednak trzyma poziom.
    • pepsic "Papierowy żołnierz" Rosja, jutro na tvp kultura 05.08.13, 18:52
      Skoro jestem przy głosie rzutem na taśmę zapowiadam i z czystym sumieniem polecam prawdziwie poetyckie kino przewijające sie wokół pierwszego lotu w kosmos. Z tym, że proszę się nie sugerować. Wspaniała rosyjska dusza i pokręcone ludzkie losy. Niestety pora późnawa, 23.15.
      • grek.grek "Papierowy żołnierz" dziś & 2 inne 06.08.13, 15:54
        dzięki. coś tam się jednak dzieje filmowo w tej telewiżyn.

        Przed "Papierowym żołnierzem" - "Daleko od okna" 21:05. naprawdę warto spróbować,
        jeśli jeszcze nie widzieliście.

        ja już jestem po :] :
        forum.gazeta.pl/forum/w,14,134764654,135947018,_Daleko_od_oKna_ze_spojlerem_uwaga_.html
        jak w tytule : uwaga ! spojler.

        a bez spojlera : rzecz się dzieje w trakcie II wś.,w jakimś polskim mieście okupowanym przez Niemców. młode polskie małżeństwo przygarnia i ukrywa nie mniej młodą Żydówkę. mąż wdaje się w romans z nią, skutkiem czego jest ciąża. szkopuł w tym, że małżeństwo do dawna starało się o potomka, ale bez efektu, co rodziło oczywiste podejrzenie, że któreś jest bezpłodne - teraz już wiadomo, że żona, co jest dla niej informacją nader przykrą. Ale jest i upragnione dziecko, przeciez dziecko JEJ męża także, prawda ?. I co w takim położeniu począć ? warto zobaczyć, kameralny film, z solidną psychologią i uczuciowymi zawirowaniami oraz porządną dramaturgią. No i polski ;]

        I może warto też dorzucić "Bezsenność" w TVN [20:50]. omawialiśmy kiedyś, gdy leciał w TVP.
        jak tak patrzę z perspektywy czasu, to jest niezły thriller, rozegrany w małej górskiej miejscowości na krańcu Ameryki, a może nawet na Alasce ;]

        Al Pacino nie pierwszej świeżości - ale dobry wciąż, jak to on, a do tego zawsze przyjemnie
        się prezentująca i profesjonalna Hilary Swank i Robin Williams w niecodziennej dla siebie roli.
        Reżyserował Nolan, ale scenariusz pisali inni, więc mimo niezłych twistów, czuje się, że
        to nie jest jego dziecko ;] Dla niektórych, to moze być nawet dodatkowa zachęta, jak sądzę.

        co ciekawee, teraz czytam - jest to remake oryginału z Norwegii "Insomnia".
        I najlepsze : amerykański remake dostał jakieś nagrody za... scenariusz :]
        nie ma to jak dobrze przepisać pierwowzór.



    • grek.grek "Dziennik wiejskiego proboszcza" ad 51 07.08.13, 13:32
      Film francuski, z 51 roku, scenario & reżyseria Roberta Bressona, podstawą była
      ksiązka Georgesa Bernanosa. Czarno-biały, bez fajerwerków, mający w sobie ten
      stary dobry sznyt.

      jest tutaj, o ile... jesteście zalogowani :]

      pl.gloria.tv/?media=388231
      Tytuł nie pozostawia wątpliwości - jest to ciąg epizodów składających się obraz posługi młodego księdza, który obejmuje swoją pierwszą parafię, w małej wiejskiej miejscowości.

      Nie jest to lekki kawałek chleba. Pełen ideałów i pragnienia służenia ludziom, ksiądz nie ma większych szans na realizację powołania, a jesli już ma, to nie w takiej formule jaką sobie wymarzył.

      "Pamiętaj, że dla nich dobry ksiądz, to zły ksiądz, więc nie bądź natrętny, administruj, rób swoje, zaprowadzaj porządek, ale nie próbuj wnikać w ich życie", tak na wstępie instruuje młodego proboszcza jego starszy kolega, z sąsiedniej parafii. Od razu wprowadza go w realia codzienności. Ludzie mogą chodzić na mszę, przyjmowac sakramenty, nawet modlić się, ale
      poza tym - są zamknięci, żyją swoją pracą, domem, a księdza nie zamierzają do tych spraw
      włączać. Troskliwy pasterz i złaknione go owieczki, które będą przychodzić do niego z życiowymi problemami i radościami, i tworzyć będą piękną wspólnotę ? Nie ma mowy.

      Ksiądz choruje. Ma kłopoty z żołądkiem. MOże jeśc chleb, popijac winem, może kawą, ale poza tym niczego nie przyswaja. Niekiedy ból atakuje bardzo agresywnie.

      Gorsza jest chyba tylko samotność. Izolacja. Zwłaszcza, kiedy weekendowymi wieczorami ksiądz słyszy jak ludzie wracają z zabaw czy spotkań towarzyskich, a on sam siedzi na plebanii. "Czasami podchodzę do okna, bo mam wrażenie, że ktoś mnie woła, ale idąc wiem, że nikogo tam nie ma", zwierza się. Istotnie. Jedyną osobą, z którą może regularnie rozmawiać jest ten starszy proboszcz z sąsiedniej wsi. Jeździ do niego rowerem. Któregoś dnia gospodyni informuje młodego księdza, że starszy wyjechał na dziesięc dni - wizja tak długiego czasu bez możliwości normalnej rozmowy z człowiekiem, sprawia że młody padre aż musi się oprzeć o ścianę z powodu zachwiania.

      Kontakty z ludźmi we własnej parafii nie są nigdy serdeczne, nie są relacją ojciec-dzieci. To starcia, konfrontacje.

      Nawet te pozornie niewinne. Jak z Serafią, dziewczynką aniołeczkiem, która nie przypomina innych wiejskich dzieciaków. Jest poważna nad swój wiek, świetnie zna katecvhizm i odpowiada śpiewająco na pytania stawiane przez księdza. Ma on nadzieję, że dziewczynka przystąpi do komunii. Ale kiedy jej to mówi i pyta o to, skąd u niej zainteresowanie religią, ona na to "bo ksiądz ma takie ładne oczy". Ot, zakochana koza. Potem zresztą prowokuje księdza niczym rasowa podrywaczka, raz go spojrzeniami ściga, za chwilę ignoruje, a na koniec specjalnie rzuca tornister na ziemię i zaraz ucieka, a ksiądz rowerem odwozi go do jej domu, gdzie spotyka jej surową matkę, która nawet nie zaprasza go na werandę, a cókę popycha do domu.

      Któregoś dnia ksiądz dowiaduje się, od młodej nauczycielki modlącej się w kościele, że w domu miejscowej hrabiny źle się dzieje. Nauczycielka tam pracuje, więc wie. Hrabina straciła małego syna, od tamtego czasu jest w żałobie, a jej nastoletnia córka, Chantal, wszczyna co chwila jakieś awantury, także przeciw samej nauczycielce, którą podejrzewa o romans z ojcem [czeska mowa bywa ciągle jeszcze trudna mowa, piszę tak jak zrozumiałem, ale mam nadzieję obejrzeć ten film kiedyś z tłumaczeniem angielskim albo polskim, więc wersja jest tymczasowa, możliwa weryfikacja :)].

      Ksiądz odwiedza dom hrabiny. Za pierwszym razem dopada go atak bólu żoładka i musi się odmeldować. Za drugim razem - dochodzi do mocnej rozmowy między nim, a hrabiną. Długiej i pełnej pasji z jej strony oraz spokoju i argumentow z jego. Hrabina nie może przełamać w sobie żalu, jej synek zmarł jako dziecko, hrabina odwróciła się od Boga, przeklęła go, uznała, że zezwolił na tę śmierć, ewentualnie nie zapobiegł jej. Ksiądz stara się jej powiedzieć, że trwanie w tym stanie ją wykańcza, że powinna zaakceptować to, co się stało, że polemizowanie z Bogiem nie jest sensowne i powoduje wyłącznie autodestrukcję. Hrabina rzuca w ogień swój medalik z dewocjonaliami, ksiądz go wybiera spośród drew. Aż wreszcie mówi jej "jest w pani tyle gniewu, że gotowa by była pani Boga ukrzyżować własnymi rękoma, lecz to już się stało, to już było". Hrabina ostatecznie uspokaja się, dziękuje księdzu za "przyniesienie jej ukojenia". Ale, wydaje się, że następuje tutaj sprzężenie zwrotne, bo o ile dla hrabiny jest katharsis, na które oczekiwała, to dla księdza jest zarzewiem jakichś wątpliwości, bo ból hrabiny ma przecież podstawę w logicznym pytaniu "skoro wierzy ksiadz, że Bóg jest miłością, to jak wytłumaczyć jego zezwolenie na śmierć dziecka ?", pytanie jak z "Braci Karamazow".

      Traf chce, że w nocy po rozmowie z księdzem - hrabina umiera. Parafianie patrzą na niego jeszczze bardziej nieufnie, podejrzewając, ze to rozmowa z nim przywiodła hrabinę do zgonu. "Szepczą za moimi plecami. Szepczą o mnie", zapisuje w dzienniku impresję z odwiedzin zwłok zmarłej przed pogrzebem, w jej domu. Kłopoty są tym większe, że jeden z bliskich hrabiny ma ustosunkowania z kościelną hierarchią i ksiądz może zostać wyrzucony z parafii.

      Drugą przeciwniczką księdza w dyskusji staje się Chantal, córka hrabiny. Dziewczyna rosła czując niechęc i wrogośc ze strony matki, gotowej nawet pozbyć się jej z domu, żeby na nią nie patrzeć. Przyznam, że nie złapałem : w czym tkwiła przyczyna tej postawy hrabiny wobec niej, być może w tym samym, co jej złości wobec Boga.

      Chantal przyznaje, że jest nienawistnicą - "nienawidzę, żeby ksiądz wiedział, jaka to siła ! może określić ludzkie życie na całą jego długośc !", mówi mu podczas pierwszego, krótkiego spotkania, kiedy jeszcze hrabina jest wśród żywych. W drugiej rozmowie, po smierci matki, ksiądz znajduje w niej rywalkę, której bunt przeciw światu i Bogu zmusza go do znalezienia w sobie dośc wiary, żeby go w nim złamać albo przynajmniej zmusić ją do wewnętrznej walki.
      Chantal żyła zawsze w malym świecie, między cierpiącą matką i ojcem, od momentu gdy matka wpadła w paranoję po śmierci syna - zdradzającym ją, m.in z nauczycielką Chantal, przychodzącą tam dawać jej korepetycje. Ta nienawiść, którą ma w sobie Chantal, została w niej wyhodowana. Jest w tym jej gniewie coś szlachetnego, jest opór przeciw obłudzie, cichej złości, w których oparach całe życie spędziła, jest więc i dla niej nadzieja - kiedy znajdzie w sobie dojrzalośc odrzucenia instynktownej nienawiści, będzie gotowa do szczerego mądrego życia, "znajdzie światło", jak mówi ksiądz.

      Sam padre ma coraz większe problemy zdrowotne. Któregoś dnia wyjeżdza do miasta. Na pociąg odwozi go motocyklem niejaki Olmer, służący [aktualnie czy z przeszlością w niej ?] w Legii Cudzoziemskiej. Sama przejażdzka jest dla księdza bardzo przyjemna, a i później rozmawiają dłuższą chwilę, OLmer stwierdza, że mogliby nawet być przyjaciółmi, mieliby o czym rozmawiać, przez moment rozmowa schodzi na sprawy egzystencjalne - "piekłem jest niezdolnośc do kochania", pada kluczowe zdanie, które być może znamionuje rozwiązanie największego dylematu księdza : czym naprawdę jest wiara ?

      W mieście ksiądz odwiedza lekarza. Badania nie pozostaawiają wątpliwości : zaawansowany nowotwór żołądka. "cały czas wiedziałem, czułem, że to rak albo gruźlica, wolałem żeby to była gruźlica..."< zwierza się w dzienniku.

      Potem odwiedza przyjaciela. Kiedyś byli razem w seminarium [albo w szkole, przyznam, że nie złapałem tego szczegółu]. Przyjaciel wybrał drogę świecką, związał się z kobietą. W jego mieszkaniu, czynszówce małej, po krótkiej rozmowie - ksiądz ma kolejny napad bólu. Umiera po kilku dniach w szpitalu. Jak dopisuje jego przyjaciel, ostatnie słowa jakie wypowiedział brzmiały "wszystko to nie ma znaczenia, liczy się tylko miłość".

      <a href="
          • grek.grek Re: "Dziennik wiejskiego proboszcza" ad 51 08.08.13, 13:42
            cała przyjemnośc po mojej stronie :]

            o proszę, no to trafiłem na klasyk[a].
            wspomnę tylko, że uraczyła mnie tym filmem czeska CT2, która w
            ciągu 3 dni potrafi wyemitować kolejno "Dziennik...", "Wendy & Lucy" i
            "Absolwenta", czyli rózne epoki, rózne style, ale zawsze kino ciekawe.

            o, mnie się zdarzyło zobaczyć "Kieszonkowca" kiedyś, ale było to już
            tak dawno temu, że właściwie z chęcią obejrzałbym raz jeszcze, może
            dopiero teraz utrwalibym go sobie na dobre.

            świetnie, czyli coś szykujesz :] dobra informacja.
            • siostra_bronte Re: "Dziennik wiejskiego proboszcza" ad 51 08.08.13, 18:36
              Chodziło mi o to, że napiszę coś więcej o filmie Bressona :)

              Skromna historia, ascetyczne zdjęcia, ale widać w nich emocje i dramat bohatera. Tak, stary, dobry sznyt". Tak myślałam, że widziałeś ten film w czeskiej tv. I znowu możemy im tylko pozazdrościć.

              Tak, szykuję coś :)
              • grek.grek Re: "Dziennik wiejskiego proboszcza" ad 51 09.08.13, 14:04
                aaa, rozumiem :]
                dwa w jednym, zatem : i nt. Bressona i coś szykujesz.
                good point :]

                yes, bardzo sugestywny aktor w roli głównej, doskonale dobrany, idealnie
                pasujący do potocznej wizji "młodego wikarego" - tutaj : debiutującego
                proboszcza.

                o, wiesz... CT, to jest naprawdę misyjna telewizja. mnóstwo tam ciekawych
                dokumentów, są filmy [duzo jest czeskich, współczesnych, odbierających nagrody
                na przeróżnych ichnich festiwalach i przeglądach, spektrum czeskiego kina lat
                dwutysięcznych], reklam niemal nie ma, nawet przed "Borgiami" czy
                "Forbrydelsen", czyli hitami, które leciały w dobrym czasie - były może 2 spoty.

                Oglądam czasami, przelotem, ich tv śniadaniową - nie uwierzysz : ZERO reklam.
                ZERO :] Kiedy jest jakies przejście w programie, czyli np. do prognozy pogody -
                pokazywana jest jakaś mozaika albo specjalnośc CT, czyli plansza z jakąs
                ciekawostką np. "czy wiecie, że ludzkie oko rozpoznaje ponad milion barw [albo
                miliard, przyznam że zapomniałem :) ?" - edukacja, proszę ja Ciebie :] A pod
                tą planszę taka muzyczka, a właściwie podłożony pojedynczy subtelny ton/dzwięk.

                kiedyś rzuciłem okiem, z zoologicznej ciekawości, na polski odpowiednik takiej
                porannej tv. jest tak : o równej godzinie 3 minutowe wiadomości, potem 5 minut reklam, po nich
                1-minutowa pogoda, potem 5 minut reklam, potem program właściwy, po którym 5 minut reklam, bo w połowie godziny musi być znów zestaw wiadomości-reklamy-pogoda-reklamy i tak dookoła wojtek. koszmarek. po co oni o czymkolwiek rozpoczynają dyskusję, skoro w ciągu tych 10-15 minut programu właściwego nie są w stanie nawet nadgryźc tematu [a sadzą się na "ważkie" zagadnienia] ? W czeskiej śniadaniówce : w ciągu 2,5 godziny jest góra 4 gości, którzy zostają do końca i mają na rozwinięcie tematu mnóstwo czasu. zwykle wybierany jest zresztą jeden temat przewodni każdego wydania programu. W TVP wygląda to tak : najpierw jest 10 minut rozmowy o nowotorach, potem kącik dla celebrytów, następnie "oszustwo na wnuczka" itd. a wszystko po 10 minut, bez zagłębienia się w wątek. Oczywiście, najwięcej miejsca przeznacza się na pokazywanie zdjęć z imprez dla Frytek z Big Brothera i innych tego typu bywalców "Pudelka" :]

                w CT wieczorynka dla dzieciaków ma ponad godzinę albo około godziny. U nas chcą
                likwidować, bo podobno "tylko emeryci oglądają" ;] jakby im nie było wolno. No i miejsce na reklamę zajmuje niepotrzebnie.

                Informacje są w 20-min dzienniku i nie ma tam głupot, tylko naprawdę ważne
                wydarzenia w kraju i na świecie. jednocześnie leci cały czas kanał CT24 [odpowiednik
                TV Info], gdzie nawet obrady Parlamentu są transmitowane. I tam też nie ma
                reklam, sprawdzałem :] U nas jest tak, ze Panorama w Dwójce ma trwać 55 minut, z
                czego sama Panorama ma 27-28, niestety połowa materiałów służy "watowaniu",
                potem reklamy, 3 minuty na prognozę pogody, a potem znów reklamy przeplatane
                zwiastunami wybitnych szoł artystycznych pt "Voice of POland" albo kolejnymi
                powtórkami kabaretów. W sumie, zawartość cukru w cukrze jest znikoma, a i sam ów cukier
                mało zjadliwy. Wiadomości w Jedynce : ten sam schemat, trwają 50 minut z czego
                program zajmuje 25, pogoda 3-4 i sport tyle samo. Reszta... wiadomo :]

                nie żebym się zżymał, czy coś, po prostu dostrzegam gigantyczne róznice i widzę
                jak ci polscy cwaniacy zwyczajnie oszukują ludzi. nie mają zielonego pojęcia, jak
                robić telewizję, i nawet im o to nie chodzi, a wyłącznie o to, żeby na licznych i dobrze
                płatnych stołkach usadzić mozliwie jak najwięcej swoich przyjaciół, znajomych, kolegów -
                z partii, ze szkoły, z osiedla, zewsząd. Po prostu - polska bylejakości i korupcja :]

                Kiedyś optowałem za ważnością telewizji publicznej, dzisiaj twierdzę, że jako społeczeństwo
                nie zasługujemy na taki rarytas. po prostu, nie głosujemy w wyborach na partie, które
                by były w stanie to zmienić, wznieśc się ponad swój własny interes. inna rzecz, ze może
                takich partii po prostu nie ma :] ale to jeszcze gorzej by było, znaczyłoby bowiem, że nie
                jesteśmy w stanie wydobyć z siebie nawet takowej propozycji. Zresztą... patrząc na to, co
                rząd aktualny zrobił z programi ostrożnościowymi do budżetu można zakładać, że jak jeden
                oświecony, raz na 25 lat, zrobi coś dobrego - to zawsze w końcu przyjdzie po nim jakiś
                cwaniak i zepsuje :] Nie ma poszanowania dla tego, co potrzebne i pożyteczne.

                uff, no to się nagadałem ;]



                jakim cudem, takie retoryczne pytanie :], oni się finansują, problemów nie mają,
                nie muszą się uciekać do komercjalizacji, a TVP musi ?
        • grek.grek Re: "Dziennik wiejskiego proboszcza" ad 51 09.08.13, 14:13
          moja przyjemnośc :]

          ciekawe pytanie.
          może jedna samotnośc nakłada się na drugą ?
          samotnośc czysto ludzka, fizyczna współgra z samotnością księdza, który musi
          toczyć pojedynki duchowe, aby ocalić swoją wiarę [ albo - jej kształt i własną jej
          definicję], a znikąd nie ma oparcia, ma się wrażenie nawet, że nie ma tego
          oparcia w samym Bogu, w którego przecież wierzy, aczkolwiek... Bóg wystawia
          ponoć na największe próby tych, których najbardziej kocha ;]

          wiesz, ksiądz tęskni za ludzkim towarzystwem, takim po prostu, a jednocześnie
          chciałby być raczej pasterzem swoich owiec, a nie pasterzem, który musi toczyć z nimi
          samymi boje o duszę [ich i swoją, przy okazji, może nawet bardziej o swoją].
          ta sytuacja dodatkowo pogłębia jego wyobcowanie.

    • grek.grek KObra, Kocham Kino, dokument 08.08.13, 13:56
      tym razem w KObrze "Kto zabił Św. Mikołaja ?", 21:05
      z opisu wynika, że bohaterką jest aktorka, prześladowana telefonami z pogróżkami,
      prezentami... z pogróżkami, aż wreszcie zamordowana zostaje jej sekretarka, i to
      w okolicznościach, w których można sądzić, iż stało się to przypadkiem, bo celem
      miała być sama aktorka.
      Brzmi nieźle, jak zawsze, no i ta atmosfera, przyprószona przyjemną naftaliną :]]

      KOcham Kino wreszcie z nowością, iście wakacyjną, hehe.
      "Miłosna dieta", hiszpański.
      Senorita z marzeniami o karierze w gastronomii, dwóch kandydatów do jej ręki,
      ona nie umie dokonać wyboru, bo obu lubi, a zatem - i tutaj w zajawce pada
      zdanie : "proponuje im nietypowy układ". Co to za układ, to się przyjdzie
      przekonać o 23:15.
      Pewnie lekkie, niezobowiązujące, może nawet to komedyja jest ;]

      powtórka w sobotę o... 3:40 :]
      to brzmi jak szantaż.

      1:05, w Dwójce.
      "Będziesz legendą, człowieku". Koszałka Marcin kręci dokumentalnie polskich piłkarzy
      przygotowujacych się do Euro 2012.
      pamiętam, że z kilku recenzji, które przeczytalem, wyłaniał się obraz filmu niezbyt
      porywającego, raczej bezpiecznego, pastelowego, poprawnego, bez temperatury.
      jak jest naprawdę, warto by się samodzielnie przekonać, co sprawia, że jesli by się
      zasadzić na wszystkie trzy propozycje, to wyjdzie maraton :]

        • grek.grek Re: KObra, Kocham Kino, dokument 09.08.13, 14:18
          wiedziałem :]

          ja wybrałem... wszystko, a nie obejrzałem prawie nic, tak to jest jak się chce łapać wiele srok za ogony.

          na KObrze Morfeusz mnie zgasił, a tylko na moment miałem przymknąc oko, na MOMENT :] wiesz, jak się takie "momenty" kończą...
          u mnie skończyło się tym, ze przegapiłem ostatni kwadrans.

          W związku z tym, mam od razu pytanie : czy mogłabyś mi zdradzić - kto był killerem ? i jak inspektor to wykrył ?

          Zakładam, że obejrzałaś w całości :]

          "Dieta miłości", też mi przepadła. Mam nadzieję obejrzeć tę powtórkę o 3:40 :]]

          No a dokument Koszałki - zdaje się, że nie do odzyskania w tym podejściu.

          A co Tobie się udało obejrzeć ?
          • pepsic Re: KObra, Kocham Kino, dokument 09.08.13, 14:46
            A ja mogę;) ?
            Asystentkę udusiła aktorka szantażowana przez ofiarę informacją o oddaniu w przeszłości dziecka do adopcji (młody fotograf? gej?) na rzecz kariery. Aktorka w chwilę po morderstwie rzuciła uwagę o ponownej obecności fotografa na miejscy zbrodni, o czym tylko morderca mógł wiedzieć. Mało brakło, aby w scenie finałowej inspektor nie został zastrzelony przez aktorkę, która błyskawicznie ukuła plan B manipulując nagraną rozmową. Sytuację uratował czatujący pod drzwiami będący w zmowie z inspektorem fotograf.
            • grek.grek Re: KObra, Kocham Kino, dokument 09.08.13, 16:47
              jasne :] dzięki.

              a to niespodzianka.
              a to inspektor cwaniakiem się okazał niekiepskim.
              w ogole, podobała mi się tym razem rola detektywa.
              cały czas był na miejscu, prowadził aktywnie śledztwo, zwłaszcza
              udanie wypadły te dialogi z wszystkimi zaproszonymi jegomościami -
              dobrze ich podpytywał, szukając nitek łączących ich z formą
              w której zastraszana miała być aktorka.

              czy udało sie ustalić, kto podkładał głos do tego telefonicznego
              nagrania ?
                • siostra_bronte Re: KObra, Kocham Kino, dokument 09.08.13, 18:55
                  Bez obaw, ja też miałam problemy z obejrzeniem :)
                  Byłam bardzo zmęczona i pod koniec spektaklu musiałam walczyć z sennością. W efekcie zanotowałam, że to Barbara (plus za imię, hehe) zabiła, ale dlaczego to już jakoś mi umknęło. Dzięki, Pepsic. Ale nie wiem, skąd sekretarka znała jej przeszłość.
                  Zgadzam się z Grekiem, fajna postać inspektora policji.
                  Tak, Milewska wyglądała niekorzystnie, ale podobały mi się jej ciuchy, zwłaszcza ten kostium bluzka+spodnie. Lata 70-te w pełnej krasie. A Chamiec znowu miał fantazyjną fryzurę :)
                  • grek.grek Re: KObra, Kocham Kino, dokument 10.08.13, 15:44
                    a co sądzisz/sądzicie o tym nagłym sekrecie z przeszłości aktorki, który był motywem
                    zabójstwa ? wcześniej nie było żadnych symptomów, że aktorka ma uraz wobec sekretarki.
                    nawet nie chodzi o jakąs otwartą agresję, bo to by zdradzało za wiele, ale o jakieś
                    niuanse, o to że np. aktorka w czym nagle ustępuje sekretarce, albo że jest pod jej
                    tajemniczym wpływem, słowem - że coś tam w ich wzajemnej relacji jest zagadkowego.

                    a tutaj nagle, deus ex machina - sekretarka znała tajemnicę aktorki.

                    trochę to naciągane, nie uważacie ?

                    hehe, Siostro, a zwróciłaś uwagę na Chamca doklejone bokobrody ? przy tej grzywce powstawało wrażenie, że włosy i te pekaesy tworzą jedną całość, hehe. ale temu Chamcu zrobili przysługę ;]
      • pepsic Kobra "Kto zabił św. Mikołaja" / "007 zgłoś się" 09.08.13, 12:55
        Średnio mi się podobało. Milewska za bardzo manieryczna, a motyw naciągany, wymyślony aby zbyć. Swoją drogą, co za koszmarna peruka i postarzający image. Dużo ładniej wyglądała po 40 latach w "Złotopolskich". Nie odgadłam mordercy, ale przez głowę przeleciała myśl, że męskie postaci są płaskie i od sztancy, więc nie sposób wpaść na jakikolwiek trop. Z tym że jednym okiem oglądałam, bo pomału się pakuję. Za to od początku tj. od opisu by Grek miałam przeczucie, że ofiarą padła właściwa osoba.

        Na ""oo7" się załapałam i luzacki wątek ze D. Stalińską oraz mistrzowsko zagrane przesłuchanie W.Drzewicza w roli zawiedzionego menela z cytatem: "myślałem, że zawodowiec rozmawia z zawodowcem". Fajnie wyglądała L.Łącz, za to B.Brylską jedną z najpiękniejszych niegdyś aktorek bardzo skrzywdzili, nie do uwierzenia.
        :)
        • grek.grek Re: Kobra "Kto zabił św. Mikołaja" / "007 zgłoś s 09.08.13, 14:31
          dodałbym jeszcze, ze w Lalce Milewska też może się podobać.
          mnie jakoś bardziej przypadła do gustu niż Braunek.

          pozwól, że [także] Ciebie pomolestuję :] - kto okazał się killerem ?

          [otumaniło mnie w momencie, kiedy znalezione zostaje ciało sekretarki w stroju Mikołaja i
          nagle wszyscy dżentelmeni zaczynają się ze sobą sprzeczać, następuje gwałtowna wymiana zdań i pretensji - myślę sobie : przymknę oko i zaraz otworzę, dobry moment ku temu... no i otworzyłem, jak na złośc, podczas napisów końcowych, hehe]

          interesujące wydało mi się to, ze każdy mógł pasować do zgromadzonego
          materiału : poeta, bo wierszyk i forma szantażu - wizażysta, bo sukienka
          lalki, następny bo atakujący pytaniami [jak głos w słuchawce] i to dośc natrętnie, a
          Chamiec zdaje się miał motyw czysto finansowy. mlody fotoreporter, do czasu
          wykluczenia go z listy - też stwarzał wrażenie podejrzanego. nawet inspektorowi
          nie wierzyłem, bo na początku, tak to zarejestrowałem - poprawcie mnie jeśli
          się mylę - nie wylegitymowal się.

          ale koncept z tymi pogróżkami przez telefon, za pomocą spowolnionego "zagęszczonego" głosu z tym tekstem : "zna już pani moje nazwisko ? nazywam się Śmierć" - prima sort :] brzmiały naprawdę jak z horrorA :]

          cos w tym jest, nieprawdaż ?
          tyle dzisiaj możliwości, tyle środków, przyzwolenie na odsłanianie i w ogole moda jakaś
          taka łaskawsza dla kobiet, a naprawdę atrakcyjnych aktorek dzisiaj jak na lekarstwo.
          za to w tych dawnych filmach i serialach... jedna na drugiej i trzecią pogania :]
          • pepsic Re: Kobra "Kto zabił św. Mikołaja" / "007 zgłoś s 09.08.13, 15:00
            Sama i niepytana powyżej się namaściłam;)

            Równo poobdzielane motywy wydały sie podejrzane, ale nie miałam pomysłu w tym najgorętszym dniu lata.

            O tak, nagranie wyszło świetnie.

            Dyskusyjna uroda Braunek już przed kręceniem "Potopu" wywołała ożywione debatę ogólnonarodową. A mogli wybrać Brylską.
            • grek.grek Re: Kobra "Kto zabił św. Mikołaja" / "007 zgłoś s 09.08.13, 16:52
              bardzo piątka :]

              no to miałaś nosa, metodą wykluczenia niejako trafiłaś ;]

              mogli, ciekawe jak by wyszło.
              ale, wiesz, mnie Braunek pasuje do roli Łęckiej.
              jest idealnie zmanierowana, pół-dziewczyna pół-kobieta, ten rozmamlany wzrok i
              tym większe wrażenie robią nagłe "ataki" jej samoświadomości. uroda Braunek
              pasuje do tego typu roli, Brylska możliwe że byłaby jednak zbyt dojrzała do
              tej roli, może zabrakłoby jej tego infantylizmu pomieszanego z ambicją - w oczach,
              w mowie ciała, w tonie głosu.
          • maniaczytania Re: Kobra "Kto zabił św. Mikołaja" / "007 zgłoś s 10.08.13, 11:00
            grek.grek napisał:

            > cos w tym jest, nieprawdaż ?
            > tyle dzisiaj możliwości, tyle środków, przyzwolenie na odsłanianie i w ogole moda jakaś> taka łaskawsza dla kobiet, a naprawdę atrakcyjnych aktorek dzisiaj jak na lekarstwo.
            > za to w tych dawnych filmach i serialach... jedna na drugiej i trzecią pogania
            > :]

            Greku - no co Ty, przeciez najwieksze przyzwolenie na odslanianie bylo wlasnie wtedy, w czasach tamtych aktorek, wystarczy poogladac "O7 zglos sie".
            Teraz to one sie zaslaniaja w porownaniu do tamtego okresu, wtedy pokazywano w zasadzie wszystko.
    • maniaczytania przeglad tygodnia - 10.08-15.08. 10.08.13, 11:32
      sobota:
      tvp1 20.25 - "Oszukana" z Angelina Jolie w roli glownej, rezyser - Clint Eastwood (!) - dramat oparty na faktach o matce poszukujacej zaginionego syna i walczacej z ... policja; podobno bardzo dobry;
      tvp2 23.20 - Denzel Washington jako "Huragan"
      tvn dzis komediowo-romantycznie - o 20.00 "Masz wiadomosc", a po nim o 22.25 "Mickey Blue Eye" - obydwa sympatyczne i na pewno 'ogladable'

      niedziela:
      tvp2 - pora wybitnie 'Grekowa' ;) - 02.00 - "Enak" dramat polski z Irene Jacob;
      tvn 20.00 - "Asterix i Obelix: Misja Kleopatra" - chyba najzabawniejsza czesc serii, do tego z piekna Monica Bellucci w roli Kleopatry;
      tvp Kultura - 20.20 - dla Was milosnicy Allena - "Przejrzec Harry'ego"
      tvn7 - 23.10 - "Miejski obled" z Johnem Travolta - ogladalam kiedys, bardzo dobry film;

      poniedzialek:
      tvp1 20.25 - klasyka ;) "Sami swoi"
      tvp Kultura - 21.05 - "Dziewczeta z Nowolipek", a o 22.45 "Co wiesz o Elly?"
      polsat 20.05 - moj wybor na ten wieczor - "X-Men - Ostatni bastion"

      wtorek:
      tvp1 20.25 - "Nic do oclenia" francuska komedia
      tvp Kultura 21.05 - "Rajska jablon"

      sroda:
      tvp2 21.15 - "Robin Hood ksiaze zlodzie" - Kevin Costner ;)
      polsat 20.35 - hmm, mozna samemu sie przekonac, jak wielki to 'gniot' - "Kac Wawa"
      tvn 20.50 - i to moze byc interesujaca propozycja - "Krolestwo" - inspirowana prawdziwymi wydarzeniami historia tajnej misji amerykanskiej w Arabii Saudyjskiej, w roli glownej Jamie Foxx;
      tvn7 -20.00 - klasyka gangsterska czyli "Chlopcy z ferajny"
      tvp kultura - Barbara Sass po raz trzeci 21.05 - "Jak narkotyk", a o 23.35 "Grbavica"

      czwartek:
      tvp1 - 13.40 "Tredowata", 15.25 "Sami swoi", 20.25 "1920 Bitwa warszawska" - ktos bedzie sprawdzal wielka superprodukcje? ;)
      tvp2 - 10.40 "Spartakus", 15.15 "Robin Hood ksiaze zlodziei", 20.25 "Kowboj z Szanghaju";
      polsat - 13.30 "Anna i krol" - bardzo przyjemny i ladny film z Jodie Foster w roli guwernantki krolweskich dzieci, 20.00 - "Siostry", jako siostry Cameron Diaz i Toni Colette = poluje na ten film od dluzszego zasu, wiec w koncu chyba obejrze;
      tvn - 20.00 "Z ust do ust" calkiem niezla komedia o tym, jak Jennifer Aniston orientuje sie, ze film "Absolwent" oparty jest na historii jej rodziny, a Dustinem Hoffmanem jest Kevin Costner ;), pozniej o 22.05 "Przyneta" z Jamiem Foxxem;
      tvn7 - 11.55 "Gdzie jest general" polska komedia, 20.00 klasyka musicalu "Grease";
      tvp kultura - Kobra - "Smierrc w najszczesliwszym dniu";
      tvp Puls - 15.00 "Ella zakleta" swietna bajka nie tylko dla dzieci!
    • grek.grek "Trzy pogrzeby Melquiadesa Estrady" [1] 10.08.13, 12:20
      Najlepsza bezdyskusyjnie pora filmowa, jak dla mnie, przychodzi wtedy, kiedy pada deszcz :] I to mocno pada. Tak jak wczoraj. Od razu mnie naszło, żeby coś obejrzeć. Padło na powyższe "Trzy pogrzeby Melquiadesa Estrady".

      I wyszło mi, na koniec, że to bardzo dobry wybór był :]
      Dołem storyline, czyli bezlitosny spojler, hehe.

      Całośc jest podzieliona na trzy rozdziały, czyli trzy pogrzeby. W pierwszej akcja jest wymieszana, nie trzyma się chronologii, w następnych jest już "po bożemu".

      Rzecz się dzieje na pograniczu amerykańsko-meksykańskim. Codziennie setki, a moze i tysiące Meksykanów próbuje sforsować zieloną granicę oddzielającą ich od "raju", gdzie każdy ma prawo do swojego american dream albo przynajmniej śmierci w dązeniu do jego spełnienia.

      Pewnego dnia zostaje znalezione ciało zabitego Meksykanina, tytułowego Melquiadesa. Na posterunku miejscowej policji dokonuje się rytualnych czynności ewidencyjnych. Dowiaduje się o sytuacji miejscowy ranczer, Pete, starszy jegomośc o surowej twarzy Tommy Lee Jonesa. Oznajmia, że Melquiades był jego przyjacielem i że chciałby móc zaopiekować się jego zwłokami. Nie dostaje na to pozwolenia, ciało musi zostać zbadane przez koronera, sporządzona musi zostać raport z sekcji, a poza tym - nie ma takiego prawa, które zezwala ot tak sobie, brać czyjeś zwłoki do domu.

      Pete i Melquiades istotnie byli przyjaciółmi. Pewnego dnia, Melquiades powiedział Pete'owi, że gdyby mu się cos stalo - Pete ma go pochować w rodzinnej wsi Jimenez. I zawiadomić żonę. Melquiades wyposaża Pete'a w naszkicowane miejsce położenia wsi oraz w zdjęcie, na którym jest on i ładna Meksykanka wraz z trójką dzieciaków. Pete się trochę podśmiewa z Melquiadesa, mówi "uważaj, bo prędzej to ty mnie będziesz musial pochować, jestem od ciebie znacznie starszy". Istotnie, o ile Meksykanin wygląda na jakieś około 40, to Pete dobiega zapewne 60-tki.

      O tym : kto zabił Melquiadesa wiadomo mniej więcej od początku - zrobił to młody policjant z e Straży Pogranicza, Mike Norton. Właśnie się przeprowadził z Cincinatti, to jego debiutancki miesiąc na służbie. W pierwszej części narysowany zostaje jego portret : ma mlodą, ładną żonę, ale absolutnie się między nimi nie układa [m.in zdecydowanie najsmutniejsza, najżałośniejsza scena seksu w historii kina]. Żona tęskni za miastem, które opuścili, nie umie sie odnaleźć w nowym miejscu. Całe dni przesiaduje w miejscowym barze, gapi się w telewizor, a wydarzeniem miesiąca ma być wyprawa do centrum handlowego w sąsiednim miasteczku. Mike ożywia się tylko w pracy, a dokładniej - kiedy ściga między kaktusami i innym zielskiem meksykańskich imigrantów. Nie ma skrupułów, jak trzeba dziewczynę strzelić pięścią w nos, żeby ją złapać - robi to bez zastanowienia.

      Scena śmierci Melquiadesa jest przedstawiona w dwóch wariantach. Najpierw w perspektywy Mike'a, a potem samego Estrady. Było to tak : Melquiades, nielegalny imigrant, już nieco się zadomowił po amerykańskiej stronie, ma nawet małą chatynkę gdzie hoduje kozy. Któregoś razu dostrzega lisa kręcącego się w pobliżu. Łapie za strzelbę i wygarnia do rudzielca. Za chwilę sam obrywa dwie kulki. Pada i za chwilę umiera. Tak to było z jego punktu widzenia. Z punktu widzenia Mike'a było tak : patrolując okolicę wysiadł z auta, wziął świerszczyk i usiadł sobie, na kamieniu żeby tym świersczykiem się nacieszyć - nagle usłyszał dwa strzały, jakby w jego kierunku. Zdjęty strachem poleciał do samochodu po karabin. Zajął pozycję strzelecką i posłał dwie kulki. Potem pobiegł zobaczyć efekty - znalazł dogorywającego Meksykanina. Chciał mu pomóc, ale było juz za późno.

      Melquiades i Pete byli przyjaciółmi. Zanim pierwszy przeszedł do Krainy wiecznych łowów - umówili się na randkę z dwiema kobietami. Pierwszą byla... sfrustrowana żona Mike'a. Drugą, atrakcyjna jejmośc w średnim wieku, żona szefa baru, Rachel - zajmująca kobieta, przyjemna, seksowna, sypiająca z... trzema mężczyznami - Pete'em, z miejscowym szeryfem [zabawny typek z problemami z erekcją]... co naturalne - z własnym mężem, panem w sile wieku. I wszyscy faceci o sobie nawzajem wiedzą :] Komiczna sytuacja. I żaden nie próbuje utrącić konkurencji, jakby się pogodzili z sytuacją. Randka była udana, w western style ;], a piszę o tym, bo to dodaje smaczku sytuacji - MIke Norton zastrzelił faceta, z którym zdradziła go żona, jakkolwiek Mike nie wiedział o tym i być może nigdy się nie dowie.

      To Rachel podsłuchała rozmowę szeryfa z szefem Pograniczników, z której wynikało, że młody debiutanta zastrzelił Melquiadesa. Sytuacja nieklomfortowa. Obaj panowie umówili się, że nie będą drążyć tematu. Ot, zginał imigrant, człowiek bez twarzy, a po co narażać na szwank dobre imię Straży Pogranicza, a szeryfowi nadkładac roboty i nieprzyjemności prawnego dochodzenia.

      Melquiades zostaje więc pochowany przez służby miasteczka. Dostaje mały biały krzyż, na którym wypisane jest tylko jego imię.

      Rachel jeszcze tego samego dnia powiadamia Pete'a, że to Mike Norton zabił Melquiadesa. Pete prowadził coś w rodzaju prywatnego śledztwa, wiedział bowiem, jakiego typu pociski znaleziono w ciele przyjaciela. Próbował na tej podstawie dowiedzieć się, czy zabiła go policja czy Służba Graniczna, ale nic nie wskórał tym sposobem.

      W nocy Pete pojawia się w domu Nortonów. Dośc obcesowo traktuje MIke'a - trzymając go na muszce pistoletu : każe mu się ubrać w służbowy mundur, nałożyć sobie kajdanki; żonę Nortona - Pete przywiązuje do fotela, knebluje, włącza jej telewizor i przykrywa troskliwie kocem po samą szyję ["żebyś nie zmarzła"].

      POtem zabiera ze sobą, a właściwie popycha przed sobą, MIke'a. Prosto do grobu Melquiadesa. Każe Mike'owi wydobyć z niego worek z ciałem zmarłego, a następnie wydostać na powierzchnię. Sami rozumiecie, że cięzka go sprawa, zwłaszcza jeśli Mike nie jest siłaczem, Melquiades trochę ważył, grób zwykle jest dośc głęboki, a pracę Mike musi wykonywać skrępowanymi kajdankami rękoma.

      Kiedy już w pocie czoła i znoju Mike wyciąga ciało, Pete jedzie z nim do chaty Melquiadesa. Spokojnie opowiada mu o Melquiadesie, o tym że byli przyjaciółmi, pozwala mu, a nawet nakłania, do tego by napił się z kubka, z którego zmarły korzystał, a następnie każe Mike'owi przebrać ciało Melquiadesa w odświętne ubranie, a samemu założyć melquiadesowe codzienne ubranie. Milke jest zdezorientowany, ale jak facet z bronia każe, to chyba nie ma wielkiego pola do polemiki.

      Rankiem Pete zabiera Mike'a w drogę do Jimenez. Na jednym koniu Pete, na drugim zakajdankowany Mike, na trzecim ciało Melquiadesa zawinięte w koce, a na czwartym - jakieś zapasy czy cośtam. Pete wybiera drogę górską, wiedząc że szeryf i strażnicy niebawem zainteresują się nieobecnością w pracy Nortona, znajdą jego żonę, a potem ruszą w pościg. W górach będzie im znacznie ciężej.

      Tak jest w istocie. Wprawdzie szeryf dość szybko, intuicyjnie, wpada na trop Pete'a i jego kawalkady, i nawet mierzy do nich z karabinu, ale nie moze strzelić. Generalnie, od momentu zajścia z Melquiadesem - kiepski ma okres, erekcja nie nadchodzi, przez co spotkania z Rachel są marnej jakości [zabawne sceny], a teraz jeszcze odmawia mu posłuszeństwa instynkt łowcy ;] Samochodem nie da się po drogach górskich jeździć, więc szeryf chce okrązyć Pete'a jadąc traktem. Traf chce, że auto ma defekt, wpada w dziurę i jest niezdatne do użytku. Pościg więc chwilowo pada.

      Droga górska jest pełna pułapek. Na jednej z przelęczy koń taszczący zapasy dostaje szajby i spada w przepaść.

      Kiedy zatrzymują się na nocleg, Pete każe spać MIke'owi w sąsiedztwie trupa Melquiadesa. Nie zasłoniętego. Melquidesa Pete traktuje jak żywą osobę, a przynajmniej nie jak trupa, którego trzyma się "w bagażniku". To wyraz szacunku dla przyjaciela, ale i nauka dla zabójcy. "On śmierdzi, nie mogę spać", mówi Mike i probuje zmienić miejsce spoczynku. Pete mu tego zabrania. A kiedy po zwłokach Melquiadesa zaczynają łazić mrówki, Pete rzuca się do oczyszczania go z nich, używa nawet ognia.
      • grek.grek "Trzy pogrzeby Melquiadesa Estrady" [2] 10.08.13, 13:02
        W trakcie wędrówki napotykają samotny dom - mieszka tam niewidomy starszy jegomość. Akurat siedzi na werandzie i słucha hiszpańskiej muzyki przez radio ; "nie znam hiszpańskiego, nie wiem o czym jest ta piosenka, ale bardzo lubię brzmienie tego języka", zwierza się. A potem gości ich chlebem i solą, czyli : najpierw pozytywnie odpowiada na pytanie Pete'a na to, czy ma jakieś środki chemiczne w domu - daje mu olej silnikowy czy coś takiego i Pete wpompowuje tenże olej w ciało Melquiadesa, żeby je zakonserwować lepiej i odstraszyć insekty. A potem zasiadają do stołu. Nie wiem, co im starszy pan podał do jedzenia, ale głodny jak wilk Mike wypluł go po pierwszym kęsie. Staruszek powiada im, że "Daję sobie jakoś radę, syn odwiedza mnie co miesiąc i przywozi mi wszystko, co potrzebne... ale syna nie było już od pół roku. Żyję z zapasów". Kiedy szykują się do odjazdu jegomość ma do nich prośbę - chce, zeby go... zastrzelili. "Mój syn już nie przyjedzie, wiem o tym, mówił mi kiedyś, ze ma raka, chciał mnie nawet zabrać do siebie, do miasta, ale... ja nie umiałbym tam żyć, całe życie spędziłem tutaj" - Pete mu odmawia. Staruszek "Nie mogę zastrzelić siebie sam, bo obraziłbym Boga", na co Pete "My też nie możemy Go obrazić". I odjeżdzają. A niewidomy dziadek powiada "dobrzy z was ludzie... zastrzelcie mnie" - ale ta prośba już nie dotrze do uszu Pete'a.

        Kiedy do chaty staruszka dociera pościg policyjny i pytają czy widział kogoś, powiada "nie widziałem nikogo od 30 lat" :] A kiedy pytanie zostaje poprawione na "czy słyszał ?" - odpowiada, że nie. Lojalny człowiek. Mimo ze go nie zastrzelili :]

        Podczas przejścia przez obszar pustynny, nagle traci równowagę wierzchowiec pod Pete'em. Przygniata jeźdzca. Mike wykorzystuje moment i rzuca się do panicznej ucieczki. Drze przed siebie, z rękoma spiętymi kajdankami, wypada na przestrzeć trawisto-kamienista, między krzaczory i inną florę. Szybko drze na sobie spodnie, z częsci materiału robi sobie prowizoryczne "obuwie" [zapomniałem napisać, ze Mike jedzie boso, jak mu kazał Pete]. I chodu. Jak zając :]

        Pete oczywiście odzyskuje kontrolę nad sytuacją. I dalsze losy ucieczki Mike'a są przekomiczne. Chłopak wieje ile sił w nogach, ale... palące słońce, brak orientacji w terenie, no i pragnienie powodują, że co jakiś czas odpoczywa cięzko dysząc - a wtedy zaraz z boku pojawia się Pete jadący konno i prowadzący pozostałe dwie chabety [dobra dobra, calkiem dobrze odżywione, hehe]. W którymś momencie Mike biegnie, coraz wolniej oczywiście, a Pete towarzyszy mu jakieś 10-15 metrów z boku. Tak dyskretnie :] Mógłby go złapać, ale po co ? Uciekaj, biegnij, aż się dowiesz sam, ze to nie ma sensu. Czysty komiz. I ta mina Pete'a "kolego, jak długo jeszcze chcesz grać tę farsę ?" :]]

        W takim kuriozalnym spęciu docierają do fragmentu górzystego. Tam Mike wskakuje w jakieś skalne wyłomy, oczywiście - dopada go tam grzechotnik. Mike toczy z nim bój, kwicząc i kwiląc na przemian, dusi gada, ale sam zostaje ukąszony i traci przytomność - w pierwszym momencie chyba bardziej ze zmęczenia i szoku :].

        Kiedy dociera na miejsce Pete, któremu wolniej idzie pokonywanie tego akurat odcinka, Mike'em zajmuje się grupka imigrantów meksykańskich. Pete prosi ich o pomoc, bez niej Mike umrze niebawem, kiedy jad zacznie działać. Przywódca grupy powiada, że sam nie da rady, ale zna jedną znachorkę w niedalekim miasteczku. W zamian za konia zgadza się zaprowadzić tam Pete'a razem z Mike'em. Mike zostaje więc przerzucony przez grzbiet koński, wierzchowcem manerwuje Meksykanin, a na trzecim koniu buja się nadal ciało Melquiadesa zawinięte w koce.

        Mike odzyskuje przytomnośc podczas przeprawy przez rzekę. Krzycząc chce uciekać znowu. Tym razem Pete już nie żartuje sobie. Łapie go na lasso za szyję i po prostu przeciąga za sobą przez wodę, jak worek ziemniaków :]

        W miasteczku, istotnie jest znachorka, co leczy ziołami. Wiecie kim ona jest ? To ta sama dziewczyna, której Mike Norton złamał nos waląc ją w twarz kiedy gonił za imigrantami przekraczającymi granicę :]] Taka karma :] Ona go od razu poznaje. Nie ma zamiaru go leczyć. Ale Pete ją prosi. Jedno spojrzenie i dziewczyna decyduje się jednak pomóc. Noga wygląda tragicznie, czarna i spuchnięta jak balon. Operacja przyjemna nie jest, ale po wszystkim - Mike powoli dochodzi do siebie. Dziewczyna przynosi mu herbatę - Mike nie chce jej pić, a jako że czuje się już nieco lepiej : dziewczyna wylewa na niego ukrop, a potem strzela go prosto w nos dzbankiem - "jesteśmy kwita".

        Kiedy Mike może już trochę chodzić - przysiada się do kobiet łuskających fasolę. I zabawnie to wygląda : dziewczyna z zaklejonym nosem i Mike z nosem zaklejonym siedzą obok siebie i patrzą na siebie bez słowa :]

        A Pete pielęgnuje cialo Melquiadesa, coraz bardziej deformującą sie twarz, przycina mu wlosy nawet :] Korzysta też z okazji, i z wioski dzwoni do Rachel. Ona informuje go, że trwa pościg za nim, a on proponuje jej... "rzuć męża i przyjedź do mnie, zostań moją żoną". Ona jest strasznie poruszona, ale odmawia instynktownie. Pete powołuje się na jej słowa podczas randki "mówiłaś, ze TO MNIE kochasz", ona "kocham męża". I rozłączają się, a ona jest w zupełnym szoku, bo być moze uświadamia sobie w tym momencie, że już nigdy w jej życiu nic się nie zmieni, że się wystraszyła w kluczowym momencie, wybrała stablizację u boku męza, który nawet nie pamięta od ilu lat są malżeństwem i którego - wbrew temu co mówi - wcale nie kocha.

        Ruszają w dalszą drogę, spotykają gromadę meksykańskich imigrantów, ogląających telewizor na samochodzie, którym podrożują. Przysiadają się do nich. Pete prosi o wskazówki dotyczące dalszej drogi. A Mike widzi, ze Meksykanie oglądają... ten sam serial, który bez przerwy oglądała jego żona, a i on przy okazji. "Znam ten odcinek", cieszy się. I zaraz smutnieje, i płakać mu się chce - jakby zaczynał rozumieć, jak wiele stracił, jak słabo się starał. Kiedy na odchodnym, Meksykanie obdarowują go życzliwie flaszką rumu, beczy już prawie otwarcie - okazują mu tyle serca, tacy dobrzy ludzie, a on był takim bucem, kiedy "wykonywał swoje obowiązki".

        Wreszcie docierają do miasteczka, za którym powinno być, wedle mapy jaką Melquiades wyrysował Pete'owi, Jimenez. W miejscowej... klubokawiarni ;] Pete zasięga języka. Dowiaduje się rzeczy przedziwnych : otóż NIE MA wioski o nazwie "Jimenez". NIE MA i kropka. W miejscu tym zaś, w którym się właśnie znajduje : nikt nie zna człowieka o nazwisku "Melquiades Estrada". Nawet facet, który mieszka tutaj od zawsze i zna wszystkich. Znana jest tylko kobieta ze zdjęcia - ale pod zupełnie innych imieniem niż ją przedstawił Pete'owi Melquiades, ma ona na imię Rose. Pete od razu do niej idzie, a ona nie ma pojęcia o żadnym Melquiadesie, ma męża, dzieci i nie chce żeby jej zawracano gitarę. Pete jest w kropce.

        Przypomina sobie plastyczny opis "JImenez", jaki mu przedstawił Melquiades. Jedzie dalej, w to miejsce w którym powinno ono być. Nie ma tam żadnej ludzkiej osady, ale jest... to piękno krajobrazu, o którym mówił Melquiades. I nagle Pete rozpoznaje wszystko : Jimenez, to po prostu "miasto" stworzone w wyobraźni przyjaciela, jego faktyczny zarys, "sklep", "dom", "cmentarz" nie są namacalne, ale są elementami charakterystycznymi : stertą kamieni, fragmentem przestrzeni.

        Każe zsiąść z konia MIke'owi i razem robią dach prowizorycznej chaty, ufunduowanej na odpowiednio położonych kamieniach. Tam spoczywa ciało Melquiadesa. To jego symboliczny, drugi, pogrzeb.

        Potem Pete nakazuje Mike'owi - już od pewnego czasu bez kajdanek - wygrzebać grób. Tam ostatecznie zostaje Melquiades pochowany, po raz trzeci i definitywnie. Mike pracuje gorliwie, stara się naprawdę, jakby zaczynał rozumieć sens tego wszystkiego.

        A potem przychodzi noc. Rano Pete budzi obcesowo Mike'a. Rzuca go na kolana przed drzewem na którym umieszcza zdjęcie Melquiadesa.