Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2013 - 9 (vol. 35)

01.09.13, 13:28
No Kochani, pierwszy dzien kolejnego miesiaca, czas pojscia do szkoly, czas nowych ramowek ;)

Wakacje nas filmowo raczej nie rozpiescily, pozostaje miec nadzieje, ze teraz to sie zacznie ;)
Obserwuj wątek
    • maniaczytania KK - wrzesien 01.09.13, 13:33
      I tradycyjnie Kocham Kino - tvp2, czwartki ok. 22.00

      5.09. - zaczynamy z 'grubej' rury - "Skora, w ktorej zyje" Pedro Almodovara
      12.09. - "Wygrany" - film polsko-amerykanski z 2011r. z Januszem Gajosem i Polakiem z USA Pawlem Szajda w roli mlodego pianisty
      19.09. - "Oczy szeroko otwarte" - nie mylic z zamknietymi ;), to film izraelsko-niemiecko-francuski z 2009r.
      26.09. - "Hawaje, Oslo" - film norwesko-dunsko-szwedzki z 2004r.

      Hmm, wszystkie zapowiadaja sie ciekawie, dla mnie, bo zadnego nie widzialam ;)
    • grek.grek Wenecja dzień 4 01.09.13, 15:58
      www.filmweb.pl/article/WENECJA+2013%3A+Ballard+Witch+Project-98512
      film.onet.pl/festiwale-filmowe/festiwal-filmowy-w-wenecji-2013-siostry-magdalenki-w-rytmie-punk-rocka/pts42
    • siostra_bronte "Rebeka" (1) 01.09.13, 20:03
      Dzisiaj w kąciku starego kina jeden z moich ulubionych filmów. Barbasia zachęciła mnie, żeby zacząć właśnie od Hitchcocka :) Widziałam „Rebekę” po raz pierwszy wiele lat temu i zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Teraz mogłam zobaczyć ten film ponownie, już na dvd.

      „Rebeka” powstała w 1940 roku. To pierwszy film Hitchocka nakręcony w Stanach. Scenariusz jest oparty na prozie Daphne du Maurier. Fabuła jest Wam chyba znana. Sprawdziłam, że swego czasu omawiano tutaj serial, a niektórzy nawet czytali książkę. Nie będę więc dokładnie opisywać całej historii, poza najważniejszymi fragmentami.

      Młoda kobieta, dama do towarzystwa bogatej arystokratki (Joan Fontaine) w czasie pobytu w Monte Carlo poznaje tajemniczego Maxima de Winter (Laurence Olivier). Dowiaduje się, że ten wciąż nie może dojść do siebie po śmierci żony, Rebeki. Ale Maxim wyraźnie lubi towarzystwo młodej kobiety. A ta jest w nim już zakochana na zabój.

      Tutaj możecie zobaczyć początek filmu. Pierwsze sceny są po prostu genialne! Jeden z najlepszych początków w historii kina, moim skromnym zdaniem. Widzimy tajemniczą drogę wiodącą przez las, ciemną nocą, jakby ze snu. I słyszymy zza kadru głos drugiej pani de Winter: „ Ubiegłej nocy śniłam, że znowu byłam w Manderlay…”. Ten początek od razu wprowadza nas w tajemniczy, mroczny nastrój całej opowieści. A potem widzimy pierwsze spotkanie młodej kobiety i Maxima nad skalnym urwiskiem (kapitalne zdjęcia wzburzonego morza!). I kolejne, już w hotelu i na wspólnej wycieczce:

      www.youtube.com/watch?v=p-seTYixNf0&list=FLQ2Oq7WfOSxDLBwqKY8CF1A&index=7

      Maxim oświadcza się i para bierze szybki ślub. Oboje wyjeżdżają do posiadłości Maxima, Manderlay. Młoda żona jest pod ogromnym wrażeniem pięknego domu, właściwie pałacu. Przepych i luksus, do tego armia służby. Bohaterka czuje się zagubiona. To zupełnie inny świat od tego jaki znała wcześniej.

      W dodatku w domu wciąż pamięta się o Rebece. Zwłaszcza prowadząca dom, demoniczna pani Danvers (kapitalna Judith Anderson) wspomina o niej przy każdej okazji. Kiedy nasza bohaterka pyta Franka, prowadzącego posiadłość, jaka była Rebeka, ten odpowiada: „To najpiękniejsza istota jaką kiedykolwiek widziałem”. Nic dziwnego, że młoda, niedoświadczona kobieta czuje się przytłoczona. Ma wrażenie, że wszyscy porównują ją do pięknej i wyrafinowanej Rebeki. I że nie ma żadnych szans żeby jej dorównać.

      Co gorsza, Maxim czasem zachowuje się dziwnie, wręcz agresywnie. Choćby wtedy, gdy żona chce zobaczyć mały domek na plaży. Dochodzi do ostrej kłótni. Kobieta jest przestraszona jego reakcją, nie miała zamiaru go zdenerwować. W końcu się godzą. Maxim przeprasza żonę, że obciąża ją swoimi problemami. Ta tłumaczy sobie, że wspomnienia o Rebece są dla niego wciąż bolesne. A ten mały domek był miejscem gdzie Rebeka lubiła spędzać czas i gdzie przechowano jej łódź.

      Jeden z kilku ważnych momentów w całej historii. Pani de Winter nie jest w stanie opanować ciekawości i idzie do pokoju Rebeki. Wykorzystuje nieobecność swojego męża. Jak ta scena jest sfilmowana! Majstersztyk:

      www.youtube.com/watch?v=V6mt0ChEPLY&list=FLQ2Oq7WfOSxDLBwqKY8CF1A&index=8

      Po tej wizycie kobieta jest załamana. Ale bierze się w garść, ociera łzy i wzywa panią Danvers do siebie. Poleca jej wyrzucić korespondencję i papeterię Rebeki z jej biurka. Oświadcza przy tym, że teraz ONA jest panią de Winter.

      cdn…
      • siostra_bronte "Rebeka" (2) 01.09.13, 20:09
        Kolejny ważny moment to bal kostiumowy. Pani de Winter chce zrobić wrażenie na mężu i gościach. Szuka pomysłu na kostium. I wtedy pani Danvers podpowiada jej, żeby założyła suknię podobną do tej z portretu krewnej Rebeki, wiszącego w domu. Kobieta uważa, że to świetny pomysł, ale nikomu nie zdradza co założy na bal.

        Pierwsi goście powoli się schodzą. Na sali jest Maxim i jego siostra z mężem. Wtedy pani de Winter, cała podniecona, schodzi ze schodów. Kiedy Maxim odwraca się i widzi ją jest wściekły: „Co u diabła zrobiłaś? Zdejmij to natychmiast i załóż cokolwiek!”. Kobieta jest przerażona. Co takiego się stało? Z płaczem ucieka na górę. Po drodze dociera do niej, że to była pułapka pani Danvers. Zdesperowana biegnie do niej, żeby jej wszystko wygarnąć. Ale pani Danvers wcale się jej nie boi. Wręcz przeciwnie, zimnym głosem oświadcza: „Nawet w tej samej sukni nie jesteś w stanie jej dorównać”:

        www.youtube.com/watch?v=xgMDDNYIsNs&list=FLQ2Oq7WfOSxDLBwqKY8CF1A&index=1


        Potem następuje zamieszanie, wszyscy goście biegną na ratunek rozbitemu statkowi. Na brzegu jest też pani de Winter, która szuka męża. Po drodze spotyka Franka, który mówi jej, że przy okazji znaleziono łódź Rebeki. Kobieta jest przerażona. Znajduje Maxima w małym domku na plaży. Domyśla się co może teraz czuć. Znowu musi przeżywać ten koszmar... Mówi o tym Maximowi, ale ten kompletnie ją zaskakuje. „Myślałaś, że kochałem Rebekę? Naprawdę? Nienawidziłem jej!” Cóż za zwrot akcji!

        Pani de Winter jest w kompletnym szoku. A Maxim dodaje kolejną rewelację. W łodzi znaleziono zwłoki. Kobieta, której ciało wyłowiono przed kilkoma miesiącami i pochowano w rodzinnym grobowcu to nie była Rebeka, ale jakaś inna kobieta. Maxim wiedział, że zwłoki Rebeki leżą w łodzi na dnie morza. Jego żona pyta osłupiała: „Skąd o tym wiedziałeś?” Na to Maxim, że… sam umieścił jej ciało w łodzi. Pani de Winter zamiera z przerażenia.

        A Maxim opowiada jaka naprawdę była Rebeka. Że zdradzała go od samego początku, że w ogóle go nie kochała. Rebeka zaproponowała mu układ. Będzie grała idealną żonę, stworzy z Manderlay najmodniejsze miejsce w całej Anglii, ale będzie miała swoje życie. Maxim zgodził się, bo chciał uniknąć skandalu z rozwodem. I to był błąd, bo Rebeka zaczynała sobie poczynać coraz bardziej swobodnie. Maxim miał już tego dosyć.

        Pewnego wieczora chciał nakryć Rebekę z jej kuzynem Favellem (George Sanders) w domku na plaży i zmusić do zakończenia romansu. Ale Rebeka była sama. Była w dziwnym nastroju. Zapytała Maxima, jak się będzie czuł kiedy jej dziecko zostanie kiedyś właścicielem Manderlay. Ale on nie jest jego ojcem. Maxim był oczywiście wściekły. A Rebeka rozbawiona. Maxim uderzył ją w ataku złości, ale ta wciąż się śmiała. Jakby chciała go sprowokować do czegoś. Może do zabójstwa?

        I wtedy doszło do wypadku. Rebeka upadła tak nieszczęśliwie, że uderzyła głową w metalowe części łodzi (nie wiem dokładnie co to było). Nie żyła. Maxim wpadł w panikę. Załadował ciało Rebeki na łódź, którą potem zatopił.

        Żona przysłuchuje się tej historii z przerażeniem. Maxim mówi jej ze smutkiem: „Teraz spójrz na mnie i powiedz jeszcze raz, że mnie kochasz”. Nie wierzy, że oboje mają jeszcze jakąś szansę. Ale jego żona się nie poddaje. Powtarza mężowi, że go kocha, że jeszcze nie jest za późno…

        Tutaj cała scena w domku na plaży. I znowu świetne zdjęcia. Zwłaszcza fragment, kiedy kamera podąża za niewidzialną Rebeką!

        www.youtube.com/watch?v=PGmYZOwBOFc&list=FLQ2Oq7WfOSxDLBwqKY8CF1A&index=2

        cdn...
        • siostra_bronte "Rebeka" (3) 01.09.13, 20:16
          Potem następuje dochodzenie, początkowo wydaje się, że to czysta formalność. Policja przesłuchuje kolejne osoby. Ale jeden ze specjalistów od łodzi stwierdza, że to nie mógł być wypadek, bo ktoś celowo zepsuł fragment wyposażenia (nie pamiętam co to było). Pojawia się więc sugestia, że to mogło być samobójstwo. Co oczywiście idealnie pasuje Maximowi i jego żonie.

          Ale w międzyczasie znów pojawia się Favell, kochanek Rebeki. Wcześniej odwiedził panią de Winter, kiedy jej mąż wyjechał. Próbuje szantażować Maxima. Pokazuje liścik jaki dostał od Rebeki tego feralnego wieczora. Prosiła go o spotkanie, bo chciała mu powiedzieć coś ważnego. Najwyraźniej nie planowała samobójstwa. Ale Maxim nie ulega szantażowi i zgłasza to na policję.

          Favell pokazuje więc ów liścik inspektorowi. Twierdzi, że Rebeka była w ciąży i że została zamordowana przez męża. Sugeruje, aby odnaleźć lekarza Rebeki. Pani Danvers podaje jego namiary. Cała ekipa: inspektor, Favell, Maxim i Frank jadą do niego. No i lekarz opowiada, że pamięta Rebekę. Owszem, miała powody aby popełnić samobójstwo, bo to nie była ciąża, ale ostatnie stadium raka. Tego nikt się nie spodziewał. Zeznanie lekarza zamyka sprawę.

          Favell szybko dzwoni do pani Danvers i przekazuje hiobowe wieści: „Teraz Maxim i jego żona będą żyli długo i szczęśliwie w Manderlay”.

          Maxim i Frank wracają samochodem do domu. Jest już bardzo późno. Maxim ma złe przeczucia. Nagle widzi na niebie łunę. „Jest za wcześnie na świt. To Manderlay!” I rzeczywiście, dom płonie. W tłumie przerażonych ludzi biegających wokół domu jest pani de Winter. Rzuca się w ramiona Maxima. Krzyczy, że pani Danvers oszalała. Że wolała zniszczyć Manderlay niż widzieć ich oboje szczęśliwych. Widzimy jeszcze panią Danvers, wśród płomieni, w pokoju Rebeki. Ostatnia scena pokazuje poszewkę poduszki z wyhaftowanym inicjałem „R”…

          Koniec.

          Ten film ma niesamowity, mroczny klimat. Sama historia jest fascynująca, z wieloma zaskakującymi zwrotami akcji. Do tego znakomite zdjęcia (Oscar) i niepokojąca muzyka Franza Waxmana. „Rebeka” dostała też Oscara za najlepszy film roku.

          Joan Fontaine jest bardzo przekonująca w roli pani de Winter. Ale największe wrażenie robi Judith Anderson w roli pani Danvers. Jest demoniczna, budzi lęk, ale nie jest przerysowana. Można ją nawet zrozumieć. W końcu trudno pogodzić się ze śmiercią uwielbianej (a może kochanej?) osoby. Choć z pewnością u pani Danvers przybrało to rozmiary niebezpiecznej obsesji. Pani Danvers może też budzić podziw, bo nawet przez chwilę nie traci opanowania i pewności siebie. Ma klasę :)

          Świetny jest też, jak zwykle, George Sanders w roli sprytnego Favella. Tylko Laurence Olivier wypada trochę blado, brakuje mu życia i energii.

          Wspaniały film!!!

          Uff, miało być krócej, a wyszło jak zwykle :)



          • pepsic Re: "Rebeka" (3) 01.09.13, 21:49
            Dzięki Siostro. Miło przypomnieć sobie jedną z najbardziej ulubionych babskich powieści. Troszeczkę mi trudno odnieść sie do filmu, bo mam przed oczami czytaną parę razy książkę. Na pewno została wiernie przeniesiona na srebrny ekran i nie straciła nic z klimatu.

            Ps. Lawrence Olivier, jako amant podobał mi sie najbardziej w filmie z Marylin Monroe "Książę i aktoreczka". A propos. Dziwne, że nie wspominaliśmy tu jeszcze nigdy o fenomenie MM.
            • siostra_bronte Re: "Rebeka" (3) 01.09.13, 22:03
              Miło mi :) Szkoda, że "Rebeka" jest tak mało znana. Moim zdaniem to jeden z najlepszych filmów Hitchcocka.

              Olivier z pewnością był wybitnym aktorem teatralnym. Ale jego role filmowe, które widziałam, nie zachwycały. Poza "Maratończykiem" i "Detektywem", ale to już były jego późne role.

              Naprawdę nie pisaliśmy o MM? Może to będzie zaskoczenie: uwielbiam ją:)
              • pepsic Re: "Rebeka" (3) 01.09.13, 23:09
                Ja Hitchcocka pamiętam głównie z serialu telewizyjnego "Alfred Hitchcock przedstawia", a nie hollywoodzkich produkcji. Te pomału nadrabiam.
                A jednak nie. I Oskara tez nie dostała;) Nie, dlaczego. Bardzo lubię spoglądać na MM, czy w filmach, czy na fotografiach. Zawsze nurtuje mnie pytanie, co takiego miała w sobie, że wciąż tak bardzo fascynuje.
          • grek.grek Re: "Rebeka" (3) 02.09.13, 14:42
            jak zawsze, pierwszorzędnie napisane, Siostro :]
            znów kawał doskonałej roboty.
            dzięki.

            sam film, takie mam wrażenie mgliste, oglądałem, ale bardzo dawno temu, pewnie
            jeszcze jako dziecko nieprzesadnie świadome sytuacji.

            oglądając podane fragmenty - nie rozjaśniają mi się okoliczności powyższego :]
            ale za to jest pewnośc, że to w rzeczy samej mistrzowska robota filmowa.
            uderza elegancja, niespiesznośc, skupienie na szczególe, wielka uwaga przywiązana nie tylko
            do stylizacji bohaterów, ale do całego tła, na którym się poruszają i mówią. nic nie
            jest przypadkowe. "z całym pietyzmem", jak mawiał Dymsza, w której ze swoich
            najlepszych ról [czyli, jednej ze... wszystkich].

            ciekawe, że bohaterką główną całego filmu jest postać tytułowa, która zdaje się nie pojawia się ani na moment we własnej osobie, choćby w retrospekcjach ? ona wyznacza myślenie, zachowanie i kierunki działania pozostalych bohaterów, nie istniejąc [dosłownie] kieruje nimi jak mistrz marionetkami, jest układem odniesienia dla nich. bardzo interesujący zabieg.

            pani Danvers przekracza granice lojalności, bez dwóch zdań :]
            ale istotnie, da się zrozumieć takie szalone przywiązanie do czyjejś osoby, choćby tylko
            do pamięci o niej, czyli do świętości we własnym mniemaniu.

            raz jeszcze dzięki za znakomitą opowieść :]
            • siostra_bronte Re: "Rebeka" (3) 02.09.13, 19:33
              Dzięki, Greku:)

              Tak, właśnie to uderza kiedy ogląda się fragmenty filmu. Niemal każdy gest, każdy szczegół jest ważny. Widać to wyraźnie w scenie w pokoju Rebeki. Mogę ją oglądać wiele razy i wciąż zachwycam się "choreografią".

              Faktycznie, Rebeka nie pojawia się w filmie. I to sprawia, że jest jeszcze bardziej tajemnicza. Rebeka istnieje tylko we wspomnieniach bohaterów. Każdy z nich, Maxim, pani Danvers, Frank czy nawet lekarz pamiętają ją w inny sposób. Kapitalny pomysł. Nie mam pewności czy tak samo jest w książce, tzn. czy są tam jakieś retrospekcje.

              Jeszcze raz dzięki :)

              • grek.grek Re: "Rebeka" (3) 03.09.13, 14:25
                no i to wejście, najazd kamerą na klamki do drzwi, podnoszący temperaturę, znamionujący ważną chwilę i pogrubiające pytajnik "co tam się kryje, za tymi drzwiami".

                możesz mnie/nam zdradzić, czy czekałaś aż do ostatniego momentu, że ona się jednak pojawi ? :]

                przez większośc czasu podobnike jest, jak pamiętasz, w "Jądrze ciemności", gdzie Kurtz malowany jest z opinii i anegdot o nim. Pojawia się w ostatniej części. I kiedy się zjawia, to już cały jest w tych historiach opowiedzianych na jego temat.

                tutaj nie bardzo było chyba jak wpleśc w fabułę pojawienie się Rebeki i to że pozostaje zagadką aż do końca, też jest - jako się rzekło : kapitalnym pomysłem.

                już czekam na kolejny Twój opis.

                wspomniałaś o 8 filmach... to będzie zatem wypasiona jesień :]
                • siostra_bronte Re: "Rebeka" (3) 03.09.13, 18:37
                  Tak, początek tej sceny jest kapitalny :)

                  Wydaje mi się, że faktycznie nie było jak włączyć Rebeki do aktualnej akcji, więc nie liczyłam na to, że się pojawi. Jednak spodziewałam się przynajmniej jakiegoś portretu czy zdjęcia w domu. W filmie pani Danvers pokazuje pani de Winter portret kuzynki Rebeki, niejakiej Caroline (z którego skopiowała potem suknię). Może to był jednak było kłamstwo i portret przedstawiał samą Rebekę?

                  Miło mi. Ale spokojnie, nie będę pisać o wszystkich filmach :)
      • maniaczytania to Rebeka i MM :) 02.09.13, 19:46
        Barbasia kiedys pisala, ze moge uzupelniac dyskusje o linki do moich wpisow, jesli pasuja tematycznie, wiec prosze bardzo:

        Rebeka w wersji ksiazkowej

        i MM w historii, ktora wydarzyla sie na planie wspominanego wyzej filmu Ksiaze i aktoreczka ;)
        • pani_lovett Re: to Rebeka - książka i film 02.09.13, 23:07
          Jak to "możesz"!? Masz obowiązek to robić Maniu.Siostro.Przełożona.Czytania. W przypadku adaptacji filmowych pożądane jest wspomnienie o książkowym pierwowzorze. Poza tym Ojejku to wątek postmodernistyczny - interdyscyplinarny, o książkach też chętnie rozmawiamy. Tako rzekłam.

          Przy okazji, adaptacja Hitchcocka jest bardzo wierna powieściowemu oryginałowi, poza dwoma odstępstwami.

          W powieści Maxim de Winter zabija strzałem z pistoletu Rebekę sprowokowany przez nią. W filmie zaś, mówiła o tym Bronte, pokazano, że jej śmierć była wynikiem przypadku, nieszczęśliwego upadku. Druga zmiana dotyczy demonicznej pani Danvers . W powieści jej dalsze losy nie są znane. W filmie zaś pani Danvers ginie w płomieniach posiadłości, którą podpaliła.

          Teraz ciekawa rzecz, owe zmiany, wyczytałam, wymusiła na twórcach cenzura - słynny kodeks Haysa,
          pl.wikipedia.org/wiki/Kodeks_Haysa
          wedle którego sympatia widza nie mogła pozostawać po stronie zła, zbrodni, grzechu, a zbrodniarz powinien zostać ukarany;


          Świetna opowieść, Bronte. Dzięki za Hitchcocka.

          :)
    • grek.grek Wenecja dzień 5 02.09.13, 14:49
      a tutaj coraz ciekawiej i coraz gęstsza atmosfera kolejnych filmów :

      wyborcza.pl/1,75475,14530965,Festiwal_w_Wenecji__Horrory_z_polki_Bergmana_i_pragnienie.html
      film.onet.pl/wiadomosci/festiwal-filmowy-w-wenecji-2013-seks-klamstwa-i-kino/403xh
      www.filmweb.pl/article/WENECJA+2013%3A+Jiro+śni+o+Zero-98524
    • grek.grek "2012" & nowe seriale w CTv 03.09.13, 14:18

      spoglądam oto do ramówki CT i co widzę ?

      w CT2 dzisiaj :

      22:40 "Zakazane imperium"
      0:20 Californication 6

      i co powiecie ? hehe ;]
      kudy TVP to czeskiej publicznej.
      w czwartek startuje "Gra o tron", niebawem też "Sherlock" Siostry i 2 seria "Forbrydelsen".
      no i to jest telewizyjna ofensywa jesienna, hehe.

      "Zakazane imperium" [Czesi puszczają pt. "IMperium"], to dziecko scenarzysty "Sopranos" Terence'a Wintera, a jednym z ojców jest Scorsese. W zapowiedzi podają, że wyreżyserował pilota, czyli ten dzisiejszy odcinek, a w każdym razie działał przy tworzeniu całości. Ameryka lat 20-tych, interesy, korupcja, gangsterzy, polityka, nielegal itd. Podobno pierwszy sezon był hitem. Powstały już 4, może oglądaliście któryś ? MNie sie nie trafiło, więc zaczynam tzw. za porządkiem :]

      Wraca Moody i reszta menażerii. Wielu się zmęczyło Californication, ale ja się ogląda 3 sezony naraz, a do tego 24 inne seriale jednocześnie, to jak tu nie odpaść, hehe ? Ja tam się nie boję.

      oba seriale 12-odcinkowe, zatem - 3 miesiące wtorkowych podwójnych nelsonów.

      I nie myślcie sobie, że się wymigacie - bedą tutaj sążniście o nich pisał, więc szykujcie Relanium już teraz. I Alkaprim :]

      Wczoraj dałem radę 2012... Niestety, nie 2012 Murzynkom z adhd ;], ale filmowi "2012". Istotnie, obrazki katastroficzno-apokaliptyczne - prima sort, na czele z rozłamującą się Kalifornią i płonącymi przeraźliwie pod czarnym niebem Hawajami. Czego tam nie było - wulkany wybuchające, tsunami, pożary, trzęsienia ziemi, śnieg, ściany pylu i dymu, lotniskowiec niesiony falą wodną i przygniatający prezydenta USA. Ten prezydent mógł uciekać, ale wolał zostać z ludźmi. Ameryka sobie wybrała... szefa, nie powiem ;] Dowódca zamiast uciekać z zagrożonego niechybną katastrofą miejsca i z bezpiecznejn pozycji koordynować akcję ratunkową - zostaje, żeby zginąć. Mądrość jak stąd do warzywniaka.

      Między tymi ścianami ognia, chmurami pyłów i wielokilometrowej wysokości falami wody - grupka bohaterów przedziera się piechotą, furgonetką, awionetką, aż w końcu samolotem rosyjskiego oligarchy do Chin, gdzie Ameryka od parunastu lat konstruuje w tajemnicy Arki, czyli doskonale opancerzone gigantyczne statki pływające, na których upychane są wszystkie ważne rzeczy, które pozwolą odtworzyć faunę i florę ziemską po przejściu tornad i tsunami i całego tego kotła.

      Kiedy tsunami niszczące wszystko na swojej ziemi, ostatnia runda apokalipsy, pędzi ku tym Arkom ukrytym w górach chińskich - powstaje dylemat moralny : do statków dobijają się prości ludzie, a statki są pozamykane. Wpuścić ich i zrobić duży nadkomplet, czy jednak zostawić i pozwolić zginąć ? Ścierają sie zimnokrwisty technokrata dowodzący teraz amerykańską dyplomacją z idealistą-naukowcem - a przyglądają się temu przywódcy światowi zbici w zalęknioną trzódkę :] [cóż za obrzydliwy obrazek...]. Wskutek klinczu wewnątrzamerykańskiego - przywódcy światowi ujmują się za pariasami dobijającymi się do drzwi. Kogo tam nie ma... Niemcy, Hiszpanie, Francuzi... a Polaków brak ;] Nie ma też premiera Włoch, ale jego nieobecnośc zostaje usprawiedliwiona - zamiast uciekać pobiegł do Watykanu, żeby szukać ratunku w modlitwie. Wraz z nieprzebranym tłumem na Placu św. Piotra wymodlił efektowną wywrotkę Kaplicy Systyńskiej. Tak go Bóg ukarał za niekorzystanie z daru posiadania rozumu.

      fabuła, czyli te wszystkie komiksowe perypetie bohaterów, nieprawdopodobne ucieczki i uniki, ckliwe obrazki pożegnań, śmierci i wyznań miłosnych oraz bohaterskie i zionące szlachetnością speeche są wata cukrową wypełniającą czas pomiędzy kolejnymi spektakkularnymi demolkami.

      Ludzie są jak z jakiegoś papieru. Jedyny, który się trzyma do końca to ten amerykański technokrata, ale nawet on połyka własny język, kiedy wypadałoby zapytać tych oczadziałych szlachetnością, czym zamierzają nakarmić kilka/naście tysięcy dodatkowych pasażerów Arki. A czeka ich dłuuuuuugi rejs. W sukurs przychodzi mu wszelako scenarzysta - na pokładzie nikt nie jest głodny, spragniony, nikomu się nie chce siku, nie ma rannych, ani chorych. W sumie - sielanka, po przejściu tsunami, kiedy [trzy] Arki ruszają w drogę ku lepszym światom [podobnież Afryka teraz prezentuje się najkorzystniej] wszyscy wychodzą w zdrowiu i szczęściu na taras widokowy. Będą się żywić i poić wspaniałością Ameryki. Bo to Ameryka dała myśl technologiczną do wykonania tych Ark/Arek ? Robotę zaś odwalali Chińczycy. Światowy podział pracy, rozumiecie ;] Potem na Arce najwięcej jest Amerykanów, a chińscy robotnicy wyślizgani szturmują zamknięte drzwiczki ;]

      właściwie najlepszy jest rosyjski oligarcha, a jakże - gruby, szpanujący kasą i pozbawiony manier oraz wdzięku, który pomaga swoim amerykańskim towarzyszom tylko do momentu, kiedy może ich zostawić na pastwę losu. Ofk scenarzysta karze go za to pozostawieniem na śmierć - człowiek ginie próbując dostać się do Arki, ale nawet on ma szansę wykonać gest heroiczny, którym jest dostarczenie do środka dwóch małych synów [tak samo pięknych jak tatuś]. Nie przeżywają oni żałoby po ojcu, przecież mają psa, z którym mogą się pobawić. I amerykańskich przyjaciół, którzy wszystkie rany są w stanie zasklepić jednym ruchem, jednym przemówieniem uroczystym :]

      słowem - było wszystko to, czego się spodziewałem, ale za to dwa razy więcej :]
        • grek.grek Re: "2012" & nowe seriale w CTv 03.09.13, 16:57
          premierowy :]

          5 seria jednak też dość późno w nocy 23:00, 23:50 etc.], więc utrzymują jakiś tam status quo w tym względzie. zobaczymy o której bedą kolejne odcinki, aczkolwiek zapewne róznice zamkną się w półgodzinie w tę lub tamtą :]
          • pani_lovett Re: "2012" & nowe seriale w CTv 03.09.13, 22:09
            Rzuciłam okiem na stronę Ctv. Czescy fani serialu oczywiście narzekają na tamtejszym forum na porę emisji premierowych odcinków Californication, he,he.

            "Zakazanego imperium" nie oglądałam, nie znam. Zapowiada się ciekawie.

            Przyjemnego oglądania zatem, Greku.
            I czekam oczywiście na relację.

            :)

            • grek.grek Re: "2012" & nowe seriale w CTv 04.09.13, 14:21
              to prawda.
              aczkolwiek, hehe, u nas jest taki problem, że w prime leci zwykle coś słabszego niż
              w nocy, a u nich te nocne pory "Californication" są usprawiedliwione faktem, ze wcześniej
              też są ciekawe programy i filmy :]

              obejrzalem wczoraj oba.
              Californication jest na dole.
              wrażenia z Imperium dziś albo najpóźniej jutro.

              dzięki, trochę mi obraz szwankował pod koniec "Imperium", ale dało się
              jakoś doczłapać do końca.
              • pani_lovett Re: "2012" & nowe seriale w CTv 04.09.13, 15:51
                A jednak myślę , że można było znaleźć lepszą porę emisji (ok 23:00) dla premierowego serialu, który zdobył już grono wiernych widzów.

                "Californication" już przeczytałam. :) Na "Imperium" czekam, nie ma pośpiechu.

                O! Mam nadzieję, że to tylko chwilowe usterki.

                • grek.grek Re: "2012" & nowe seriale w CTv 04.09.13, 16:03
                  najciekawsze, że w ten 6 sezon pokazuje Dwójka.
                  wcześniejsze leciały w Jedynce.
                  a Dwójka ma swój rytm, najpierw koniecznie dokumentalne filmy ;]

                  i zdaje się, że - także - spece od ramówki uznali, że "Zakazane imperium", czyli
                  totalna nowość i ponoć hicior w Ameryce, to rzecz której należy się pierwszeństwo.

                  poza tym, Barbasiu - trudno jednak się oszukiwać, że Californication w swoim 6
                  sezonie nadal jest świeżym towarem :]

                  no właśnie, obraz mi zaczął latać w te i nazad, na boki i na skos, uspokajał się, to
                  znów latał, nie wiedziałem czy do Cali zupelnie sie nie zepsuje.

                  pierwszy raz miałem jakikolwiek problem z odbiorem CT, więc zakładam tę
                  optymistyczną werrsję, że to - otóż właśnie : epizod był :]
    • grek.grek Wenecja dzień 6 03.09.13, 15:23
      im dalej w las, tym więcej liści :]

      film.onet.pl//wiadomosci/festiwal-filmowy-w-wenecji-2013-perwersji-ciag-dalszy/1jjcq
      www.filmweb.pl/article/WENECJA+2013%3A+Dolan-Gilliam%2C+1%3A0-98540
      www.rp.pl/artykul/9146,1044345-Kino-brutalne-kontra-wyobraznia.html
      www.rp.pl/artykul/515407,1044215-Wenecja-2013--Triumf-Stephena-Frearsa.html
      udanej lektury.
    • grek.grek "Uciekający pociąg", na bis 03.09.13, 15:36
      nie pierwsza to powtórka i zapewne nie ostatnia, ale zawsze warto ten film podkreślić
      na czerwono.

      wybitny thriller, z wątkami aksjologicznymi, świetny Jon Voight, niesamowita scenografia i
      ten tytułowy pociąg przypominający jakiegoś czarnego upiora, także dzięki kapitalnym zdjęciom.

      w skrócie : dwóch uciekinierów z więzienia [stary rep, legenda niemalże oraz chłopaczyna, co to jego synem metrykalnie mógłby być] wsiada do pociągu, który - jak się okaże niebawem - zasuwa na pełny gaz bez żadnej kontroli [maszynista dostaje zawału i umiera]. ofk, służby kolei muszą stawać na uszach, żeby nie dopuścić do katastrofy, a garownicy w środku [oraz jeszcze ktoś] muszą dotrzeć do lokomotywy, żeby zatrzymać żelastwo zanim się rozwali, gdy skończą się tory. a do tego ściga ich naczelnik więzienia, który ze starym więźniem ma osobiste porachunki. a stary to nie lada typ. i co tam się w tym pociągu będzie działo... dramaturgia kapitalna, mocne pytania o granice człowieczeństwa i poświęcenia, zasadniczo - klasyk to zacny.

      TVN7, 20:00

      [no i jaka idealna pore wyświetlania, nie ?]
      • pani_lovett Re: "Trzeba zabić tę miłość"/ dokument o Hitlerze 03.09.13, 21:56
        Dzięki, Bronte! :) Widziałam ten film, ale rzeczywiście wspominałam, że chciałabym go sobie przypomnieć kiedyś. Teraz mam dylemat , bo szykowałam się na dokument o Hitlerze w Dwójce, właśnie go wypatrzyłam (TVP 2 22:50).

        "Złowroga charyzma Adolfa Hitlera: miliony prowadzone ku przepaści" taki nosi tytuł. Jest to właściwie trzyczęściowy film zrealizowany na zamówienie BBC.

        Za Telemagazynem ...

        "W oparciu o materiały archiwalne i relacje świadków autor przedstawia sylwetkę Adolfa Hitlera, który, choć stronił od ludzi i politycznych debat, został przywódcą Niemiec i przekonał rodaków do realizacji programu bazującego na zbrodniczej ideologii nazizmu. Pierwszy odcinek opowiada o drodze ambitnego prowincjusza do władzy. Niepozorny, będący obiektem kpin zagranicznych polityków Hitler poprowadził nic nieznaczącą partię do zwycięstwa i objął urząd kanclerza. Obietnice polepszenia bytu trafiły na podatny grunt w pogrążonym w kryzysie kraju."


        /Mam nadzieję, że nie zasnę w trakcie./

    • grek.grek Californication sez 6 odc 1 04.09.13, 14:00
      Ruszyła machina :]

      w "Californication", to co zwykle, z tym że jakby seksu mniej, hehe.

      1 odcinek tego 6 sezonu zaczyna się od snu Hanka, w którym wraca pamięcią do momentu poznania Karen, ona była barmanka w klubie, a on sie przysiadł na drinka. Niespodziewanie w kadr włazi dziewczyna zupełnie współczesna, czyli Carrie, co to w ostatnim odcinku 5 sezonu upoiła Hanka jakimś świństwem i zapadł on w sen zimowy.

      Kiedy sen się rozmywa, Hank budzi się w szpitalu. Lezy w betach i białym wdzianku, a obok siedzi Karen. Moody omal nie został otruty przez Carrie, czyli omal nie poniósł kary za to, ze zerwał z nią to, co ona nazywała "związkiem".

      Carrie chciała otruć ich oboje. Udało się jej we własnej sprawie, Hank jakimś trafem przeżył. MOże zostać wypisany. Wychodząc zagląda do sali, gdzie leży Carrie. A właściwie leżą jej zwłoki, jak mówi mu jej siostra, siedząca w pokoju. Obwina Hanka za śmierć Carrie, biadoli, że ją ostrzegała, że Moody to żadna partia dla niej, ale nie posłuchała. A na koniec tej przemowy krzyczy, żeby Hank spie,przał, co też wezwany czyni niezwłocznie.

      Gdyby oskarżenie o spowodowanie samobójstwa Carrie było tylko wymysłem jej siostry - pół biedy. Gorzej, że Hank sam ma takie zdanie w całej sprawie. Dokuczają mu wyrzuty sumienia, a on je podlewa wodą ognistą.

      W barze spotyka się z Łysym, a ten z tajemniczą miną powiada, że "ma dla Hanka plan działania". Moody w formie do działania kompletnie zaś nie jest. Łysy, widząc że przyjaciel dołuje, mówi mu, że "Carrie była wariatką, ciesz się że z tego wyszedłeś, i chrzań ją". Za to dostaje krótki cios w nos od Hanka i opuszcza lokal urażony.

      Tuż obok siedzą dziewczyna z chłopakiem. Chłopak cos tam do niej mówi, plącze się, coś sugeruje, "nie wiem, jak ci to wyznać..." i takie podobne. Hank przysuwa się do nich i zaczyna go dopingować "tak, chłopie, nie certol się, powiedz jej, że zrywasz z nią, że to koniec, nie chowaj tego w sobie". dziewczyna zasugerowana słowami Hanka już zaczyna czuć się wystawiona, już mówi "wiedziałam, że chcesz odejśc, ty taki owaki", kiedy nagle chłopak bez słowa wyciąga pudełko z pierścionkiem w środku, a potem wychodzi. Zbierał się do poproszenia ja o rękę. Hank od dziewczyny oczywiście dostaje po gębie :] Niespecjalnie się tym przejmuje, ot kolejna klęska.

      Moody źle wygląda, nieogolony, podpity, z butlą w garści, jak mu mówi Lysy - "śmierdzący" - wlecze się przez plażę nocną do domu. Zasypia w chacie i znów ma sen, z Karen, kontynuację poprzedniego : najpierw retrospekcja, jak ją z tego baru odprowadził pod dom, i znów mu w ten sen włazi Carrie.

      Rano Łysy zastaje Hanka sikającego do butelki po wódce :] "łazienka była za daleko", mamrocze Moody, a potem... resztki wódki i to, co wpompował w butelkę osobiście - miesza i wypija :] Łysy aż się krzywi.

      Potem zabiera Hanka do gostka imieniem Atticus. Jest to trochę przeterminowany gwiazdor rocka. Rezyduje akuratnie w jakimś samolocie, do którego przepisowo podstawione są schodki. W środku : jak to u rockmana - efektowne masażystki, kokaina na tacce, no i sam rockman masowy akuratnie z tyłu i... z przodu :]

      Rockman wita Hanka entuzjastycznie, "Bukowski, Baudelaire i Wilde w jednej osobie na moim pokładzie !". Zachwala Hanka i składa mu propozycję [to był ten plan jaki Łysy zapowiadał, jako menadżer Hanka] : Moody naskrobie tekst, on muzykę, i powstanie rock opera, jak "Jesus Christ Superstar" albo "Hair".

      Hank skwaszony odpowiada mu, że nie bardzo ceni sobie jego muzykę i że generalnie Atticus to "dinozaur", skończony dawno temu. Muzykant wpada w furię. Strzela Hanka w dziób. Hanka strzela w dziób Łysego, za to co mu naraił. A Atticus poprawia ciosem w brzuch Hanka. Moody dostaje akcji i wymiotuje prosto w kokainę na tacce, przyprawiając rockmana o okrzyk rozpaczy ;]

      Następna do pocieszania i prostowania Hanka bierze się Becca. Spotykają się w barze, córka wyznaje Hankowi że zerwała z chłopakiem [Taylor z 5 serii, narobił trochę zamieszania], co Hank przyjmuje z satysfakcją, ale za chwilę mina mu rzednie, bo dowiaduje się, że Becca zamierza rzucić szkołę i żyć z pisania, jak ojciec. Moody od razu jest przeciw, odradza jej taką decyzję. A ona koniecznie chce spróbowac "bedę pić, kochać się, a potem o tym pisać" :] Taka wizja przyszłości Beccy wcale Hankowi humoru i nastawienia nie poprawia.

      W barze też Hank zarabia cios w nos. Tym razem od barmana za jakieś nieodpowiednie zachowania. Po prostu, człowiek łapie go za głowę i uderza nią w kontuar. I to kolega :] Próbvował uspokajać, próbowal, aż wreszcie musiał użyć środków bezpośredniego przymusu. Robi to zresztą z klasą, przepraszając Beccę, że musiała oglądać jak ojciec dostaje w dziób. A Hank podnosi tylko głowę w górę i rzuca "o kolego, napiwku nie dostaniesz" :]

      Sprawa jest nabrzmiała, więc za ratowanie alkoholika bierze się cała banda. Łysy, Karen, Marcy i Becca. Hank nocuje u Łysego, więc rano ma na głowie całą tę czeredę.

      A wcześniej - wraca z baru, z Beccą, i zastaje Marcy i Karen, które w pokoju ze świecami goszczą kilka koleżanek na jakimś "wieczorku babskim", ni to traktującym o literaturze ni o czymś. Hank wtarabania się do pokoju z zakrwawionym nosem z przyschniętym kawałkiem opatrunku. Wzbudza ofk obrzydzenie. Nic sobie jednak z tego nie robi i rzucając "co tu macie za spotkanie ? jakieś "Monologi waginy" ?", a potem jednym dmuchnięciem odklejając z nosa pokrwawiony kawałek, odpala od świeczki papierosa ;]

      No więc cała czwórka znęca się nad nim, leżącym w łóżku. Zamiast mu pomagać, Marcy i Łysy raczej się roztkliwiają nad sobą. Marcy nad rozpadem związku ze Stuartem [producent tv, postać z 5 serii, pokłócili się, bo on romansował z aktorką] i wyprowadzką z jego wielkiej posiadłości, a Łysy nad wszystkim :] Potem heroicznie Łysy demonstruje Hankowi jakąs bliznę na ramieniu. "Wy hieny narcystyczne...", cedzi Moody i wyłazi z betów. Ma dośc.

      Ostatnia deska ratunku, czyli Becca, zatrzymuje Hanka i mówi mu "może dzieckiem już nie jestem, ale ojca nadal potrzebuję", no już jaśniejszej motywacji, żeby nie grzać w palnik nie mógl dostać. I zatrzymuje się, i jest trafiony.

      I znów ma sen. Tym razem bez Carrie już. kolejna retrospeklcja sprzed lat. Odprowadził więc Karen pod dom, ona weszła, on został na chodniku. Ale za minutę ona się wychyla z okna i zaprasza go na herbatę. Hank się ofk zgadza, ale zastrzega z humorem "nie licz na to, ze mnie zaciągniesz do lózka" :]

      W ostatniej scenie budzi się w jakims pokoju. Odpala papierosa. Żadnej butelczyny nie ma w sąsiedztwie, a Moody wychodzi na balkon.

      Początek powrotu ? zapewne.

      klasyka zatem, chociaż tym razem starania o rodzinę nie napotykają problemów ze strony nowych związkow Karen, a Hank, jak zawsze, musi się ogarnąć.

      Duchovny w formie, czyli gra dokładnie to samo, na tzw. zwisie. Łysy wciąz zabawny. Aktorka grająca Beccę znów ciut się zmieniła. Muzyka jak zawsze prima sort, świetnie pasujące do retro-postaci Moody'ego i robiące atmosferę kawałki rockowe.

      Oczekiwanie na dziewczynę, która znow pokrzyżuje Hankowi szyki ;]

      www.youtube.com/watch?v=vajlHgUXWxE
      www.youtube.com/watch?v=PcYk6NE5V_A
      • pani_lovett Re: Californication sez 6 odc 1 04.09.13, 16:04
        > w "Californication", to co zwykle, z tym że jakby seksu mniej, hehe.

        O! Czyżby początek końca serialu? ;))

        Tak, Karen, rodzina mile usposobiona do Hanka, do czasu, kiedy Hank znów wszystko zepsuje.


        Drugi link, scena odcinka, he,he. Obrzydliwość.

        Dzięki, Greku. :)
        • grek.grek Re: Californication sez 6 odc 1 04.09.13, 16:19
          haha :] możliwe.

          na razie Karen go wspiera, wie jaki jest powód kryzysu w jaki popadł.
          kryzys zresztą, jak wskazuje ostatnia scena, jest chwilowy.

          zobaczymy, co dalej, jak Hank to zepsuje, tym razem.

          no chyba, że scenarzyści tym razem skupią się na wolnym budowaniu
          pozytywnej relacji między nim, a rodziną, a środek cięzkości intryg przesuną
          na inne obszary. to by było ciekawe odejście od schematu i chyba dązenie
          do zamykania całości ? no chyba, że powstaje właśnie 7 sezon ? :]

          haha, wyjątkowa :]
          • pani_lovett Re: Californication sez 6 odc 1 04.09.13, 16:53
            Hank nie byłby Hankiem, gdyby czegoś nie zepsuł. :)

            Jak donosi anglojęzyczna Wikipedia Cerial ma być przedłużony o sezon 7, który powstanie jeszcze w tym roku (jest już w produkcji?). O następnych nic nie wiadomo. W sezonie 7. ma pojawić się postać dobrze zapowiadającego się pisarza, konkurent (!) Hanka, który namiesza w życiu.
            Czyżby szykowało się coś w rodzaju wymiany pokoleniowej? Całkiem niezły koncept na zamknięcie serialu szykuje się, nie sądzisz?

            en.wikipedia.org/wiki/Californication_(TV_series)#Season_Seven
            • grek.grek Re: Californication sez 6 odc 1 05.09.13, 14:27
              od 5 sezonów jest niezawodny, zobaczymy co będzie tym razem ;]
              inna rzecz, że o ile on jemu to przydaje wiarygodności, to reakcje Karen
              są każdorazowo przesadzone. scenarzyści robią szpagat, takie mam wrażenie :
              z jednej strony, Hank musi narozrabiać na tyle, żeby się sprowokować kryzys, a
              z drugiej - nie na tyle, żeby powrót był niemożliwy. Więc wychodzi z tego zwykle
              coś ni w pięć ni w dziewięc, takie niewiadomo co, na które Karen reaguje obrazą.
              Raz im się udało, kiedy ujawnilo się, ze Hank spał z Mią. w pozostałych przypadkach
              trochę niedosolili :] jak sądzisz ?

              a jednak, 7 sezon, hehe.
              wiesz, mnie się zdaje, że to już bazowanie na przywiązaniu widza do postaci.
              Sam scenariusz staje się drugorzędny, o ile są Hank, Łysy i reszta, a podejrzewam, że
              sam Hank też by wystarczył.

              To wpędza w spiralę : mamy Hanka, więc niie kończmy, bo się przecież sprzedaje, a sprzedaje się, bo ciągle mamy Hanka. Podejrzewam, ze nawet 12 sezonów by poszło, gdyby Duchovny nie miał nic przeciwko :]

              Nie wiem, czy dobrze pamiętam, popraw mnie - ale chyba "HOuse" skończył się, kiedy Hugh Laurie odmówił posługi ?
    • grek.grek Wenecja dzień 7 04.09.13, 15:03
      następny rzut :

      wyborcza.pl/1,75475,14543401,Sobolewski_z_Wenecji__jestem_entuzjasta_filmu_miazdzonego.html
      film.onet.pl/wiadomosci/wenecja-2013-w-poszukiwaniu-sensu-zycia/ypwrf
    • angazetka Wenecja - Wałęsa 05.09.13, 09:52
      stopklatka.pl/-/72011644,recenzujemy-walese-waleckiewicz-kropka
      W sumie recenzja potwierdza moje intuicje co do tego filmu - że genialny Więckiewicz i bryk z historii najnowszej.
      • grek.grek Wenecja - Wałęsa [& Wenecji dzień 8] 05.09.13, 15:35
        z jednej strony, bez dobrych aktorów dobry film nie powstanie, z drugiej : czy uprawniona
        jest sugestia, że aktorstwo może uratować nienajlepszy film ? :]

        najnowsze from Wenecja :

        www.filmweb.pl/article/WENECJA+2013%3A+Skok+przez+płot-98591
        wyborcza.pl/1,75475,14549014,Wenecja__najwieksze_brawa_dla_Locke___a_dzis_Walesa_.html
        film.onet.pl/wiadomosci/festiwal-filmowy-w-wenecji-2013-akcenty-polsko-wloskie/kderl
        • pepsic Re: Wenecja - Wałęsa [& Wenecji dzień 8] 07.09.13, 11:10
          czy uprawniona jest sugestia, że aktorstwo może uratować nie najlepszy film ? :]
          Trudno generalizować. Robert Więckiewicz, było nie było genialny aktor, nie uratował "W ciemności", o tym, czy "Człowieka z nadziei"- pewnie sie nie przekonam.
        • pani_lovett Re: Wenecja - Wałęsa [& Wenecji dzień 8] 08.09.13, 15:40
          grek.grek napisał:

          > z jednej strony, bez dobrych aktorów dobry film nie powstanie, z drugiej : czy
          > uprawniona jest sugestia, że aktorstwo może uratować nienajlepszy film ? :]

          Czy może uratować nienajlepszy film? Chyba nie. Ale na pewno może być powodem, dla którego warto zobaczyć film.
      • pani_lovett Re: Wenecja - Wałęsa 08.09.13, 15:48
        angazetka napisała:

        > rel="nofollow">stopklatka.pl/-/72011644,recenzujemy-walese-waleckiewicz-kropka

        > W sumie recenzja potwierdza moje intuicje co do tego filmu - że genialny Więcki
        > ewicz i bryk z historii najnowszej.

        Wcale nie jestem zdziwiona, że taki właśnie film powstał. Od początku było wiadomo, że Wajda robi film o Wałęsie z zamiarem ocalenia legendy Wałęsy, po tym, jak kilka lat temu wiadoma grupa polityków zaczęła go brutalnie opluwać i niszczyć.
    • grek.grek "Zakazane imperium" odck 1, spojlery i wrażenia 05.09.13, 14:14
      W pierwszym zdaniu powiem od razu, że rzecz jest wyśmienicie nakręcona, rzeczywistość Ameryki lat 20-tych oddana z całą pieczołowitością : wnętrza, stroje, ulice, samochody.

      Akcja rozgrywa się w Atlantic City, a zaczyna w momencie ogłoszenia w całych Stanach prohibicji. Dla podziemnego biznesu, to jest idealna sytuacja, moment Kodaka : skoro alkohol jest nielegalny, a popyt nań od tego nie tylko nie zmaleje, ale wręcz wzrośnie, to dla nas otwiera się doskonała szansa na jeszcze doskonalszy zarobek. Siedzą więc sobie panowie w drogiej restauracji, w osobnym pomieszczeniu, ofk, i wznoszą cięzkie toasty za zaistniałe okoliczności historyczne :]

      Główną postacią jest Nucky Thompson, świetnie grany przez Steve'a Buscemiego, i od razu przyznaje bez bicia, że nie załapałem z tego 1 odcinka, czym dokładnie się zajmuje. Ma ważny głos, nawet decydujący w sprawie wysokości stawek w grze w karty w pewnym kasynie - ale czy jest właścicielem ? MOżliwe. Rezyduje w drogim hotelu, czy to jego hotel ? Też możliwe. Czy pełni funkcję polityczną ? Na razie nic na to nie wskazuje, jakkolwiek ma z miejscowymi politykami dobre układy i jest ustosunkowany.

      Przede wszystkim jest kombinatorem. Wchodzi w nielegalny obrót alkoholem, a fabryczka w ukryciu, na zapleczu... nie zgadniecie... zakładu pogrzebowego :]. Tutaj ciała przygotowane do sekcji zwłok, atmosfera niesienia ludzkości ostatniej posługi, a wystarczy w odpowiednim miejscu przycisnąć, coś szarpnąć, tratata - i wchodzicie do innego świata. Beczki, ziemniaki, aparatura... parunastu ludzi kręci bimber aż miło. Popatrzeć ;]

      Nucky nie jest typem załatwiającym interesy pistoletem i grubym słownictwem. Ubiera się nienagannie, ma prezencję, umie się wysłowić, zawsze kulturalny, ujmujący, dziwi go nawet rozgorączkowane zachowania jednego z "partnerów biznesowych" [przyjaciela niejakiego Rothsteina]. Nie wyraża go slowem, wystarczy wszystko mówiące zdziwione spojrzenie.

      Kiedy przychodzi do niego niejaka pani Schroeder, z płaczliwą prośbą w sprawie męża, utracjusza, który w kasynie trwoni wspólne ich pieniądze, jest zadłużony, i czy pan Thompson nie załatwiłby mu jakiejś pracy, byle jakiej, żeby mógł je spłacić - Nucky nie dośc, że ją pociesza, to jeszcze wręcza gotówkę w prezencie.

      Niestety, mąz tej jejmości znajduje te pieniądze i posądza żonę, że sprzedała się Thompsonowi. Najpierw ja bije dotkliwie, nie zważając na to, ze jest ona w zaawansowanej ciązy, i że dwójka ich dzieciaków jest przestraszona. A potem bierze tę kasę i idzie do kasyna.
      Pijany i wkurzony spotyka Thompsona i robi mu awanturę przy ludziach, że mu żonę zbałamucił. Nucky'emu tego za wiele już, łapie go za łeb i uderza nim o stół do gry, a potem nieprzytomnego człowieka każe wynieść.

      Pani Schoreder ląduje w szpitalu, a Nucky ją tam odwiedza z kwiatami. Coś moze z tego będzie, tym bardziej, że aktualna partnerka, a może raczej stricte kochanka, Nucky'ego, to raczej kobiecina kapryśna i pretensjonalna [zabawna jest scena, kiedy obrażona o to, że jest, wg niej, traktowana z nienależytą atencją, zamyka się w gaderobie, a opasany prześcieradłem Nucky szturmuje drzwi, bo musi wyjśc, a wszystkie ubrania są właśnie w zamkniętym pokoju, którego ona ani myśli otworzyć].

      Obok Thompsona jest Jimmy, w tej roli Michael Pitt, jego kierowca. Jimmy wrócił z wojny, ma żonę, zdaje się że także dziecko. Żona sugeruje mu, żeby raczej się uczył, podjął przerwane studia, ale Jimmy krzywi się na takie pomysły. Jego wyobraźnię kolorują tacy, których widzi, kiedy przywozi Nucky'ego na spotkania "elity" - jeden z intersiarzy ma 23 lata, a już fortunę na koncie. To jest droga, na jakiej Jimmy chce się znaleźć. Ma ambicję zostać gangsterem, kosić szmal, być "kimś", ale Nucky nie traktuje poważnie tych aspiracji. Jimmy nie ma głowy, ma tylko to, czego sie nauczył w wojsku, czyli umie zabić bez problemów.

      Pojawia się postać Ala Capone'a. Jest kierowcą swojego szefa, tak jak Jimmy. Tutaj jest skromnego wzrostu, ma blizny na twarzy i kibicuje walkom bokserkim... karzełków :] Poznają się z Jimmym i przypadają sobie do gustu, obaj chcą się wybić w tym światku, mają ten podobny styl bycia. Przychodzi im do głowy, żeby zasłużyć się za pomocą rąbnięcia wódki, którą Rothstein kupił od Thompsona na jakąś tam imprezę.

      Jimmy i Al, w przepisowym kominiarkach, napadają na transport i zabijają kurierów, unosząc łupy. Prędzej niż później wiadomym się staje, kto wykonał akcję. I Thompson nie jest zadowolony z tej prymitywnej zadymy. "Umiesz tylko zabijać", podsumowuje Jimmy'ego, który liczył że jego wyczyn doczeka się pochwały raczej i sprawi, że on sam dostanie jakąs bardziej odpowiedzialną [i lepiej płatną] funkcję niż prowadzenie samochodu.

      Co ciekawe, Jimmy to syn wysoko postawionego wojskowego, który zdaje się przysłużyl się na ścieżce kariery Nucky'emu.

      I tutaj wychodzi spryt Nucky'ego. Aby uwolnić panią Shroeder od jej męza nasyła na niego swoich znajomków. Ci wysyłają damskiego boksera do krainy wiecznych łowów, a zaprzyjaźniony szef policji oficjalnie, że ś.p pan Shroeder odpowiada za ten napad, w ktorym Rothstein zgubił swoją wódkę. A skoro pan S. nie żyje, to pocałujcie misia. W ten sposób i ofiara przemocy domowej ma spokój, i jego "wychowanek", kierowca Jimmy - też pozostaje poza podejrzeniem.

      Nie byloby to wszystko pelnym obrazkiem z epoki, gdyby nie grupa agentów federalnych, którzy oczywiście tropią nielegalnych wytwórców i przemytników alkoholu. Ich dowódcę gra Michael Shannon [swoją drogą, obsada niekiepska].

      Spotykaja się oni z Jimmy, próbują go nakłonic do współpracy. Trudno powiedzieć, czy im się udaje, bo scena jest przerwana, ale fakt jest faktem, że kiedy Jimmy napada na konwoj z bimbrem, agentura robi nalot na dom pogrzebowy. Zdaje sie, ze zakończony fiaskiem, ale skąd podejrzenie, że tam sie coś dzieje ? Może czegoś nie doobejrzalem, ale wydaje mi sie, że Jimmy nie sypnął, przecież chce w branży zrobić karierę.

      Odcinek wprowadzający : w świat przedstawiony, stosunki i zależności, pokazujący poszczególne postaci.

      Czuć rękę Scorsese, gdyby scenariusz nieco przerobić, skrócić wątki, zdynamizować, pewnie dałby radę, z tymi aktorami, skręcić naprawdę dobry film fabularny.



            • pepsic "Homeland" prod. USA 07.09.13, 11:35
              Słyszałam same superlatywy, w głównej roli rudowłosy ulubieniec damskiej widowni Anglik Daniel Lewis (pamiętny Soames z "Sagi rodu Forsterytów").
              To co? Oglądamy? Poniedziałkowa pora ok. 22.00, jak dla mnie nader wyśmienita.

              Wcześnie teatr "Pamiętnik pani Hanki" wg prozy Dołęgi - Mostowicza, powieści z 1939 r., którą darzę wielkim sentymentem, tym razem w reż. Borysa Lankosza.
                  • grek.greg Re: "Homeland" prod. USA 07.09.13, 22:43
                    Zrobilismy ze znajomymi zaklady kim jest greg.greg. Najwięcej glosow otrzymaly opcje: nauczyciel powiatowego gimnazjum /polonista/, aktywista PIS. Bralismy tez pod uwagę opcję "wykladowca prywatnej szkoly wyzszej w małym miescie na Dolnym Sląsku" /ze względu na grafomańskie i zabawne opisy filmow/. Ciekawy jest też zestaw paru zaledwie osob tu występujących. Są miłośnikami filmow i specjalistami ale większość filmow widzą po raz pierwszy dopiero w telewizji. Greg.greg zachwyca się Zakazanym imperium w czeskej telewizji ale wszyscy milosnicy kina i seriali znają ten serial od 3 lat /w Polsce dawno wyszedl też na dvd/. Nikt tu nie widzial Homelandu. wsrod naszych znajomych nie ma osoby, ktora nie obejrzala przynajmniej pierwszego sezonu. I tak dalej... Jak sądzę całe tu obecne towarzystwo nigdy nie slyszalo o serialach Newsroom, The Bridge, Hannibal itp bo jeszcze nie pokazali w czeskiej telewizji....
                    • pani_lovett Kim jest greg.greg? hyhyhy! ;))) 08.09.13, 00:11
                      grek.greg napisał:

                      > Zrobilismy ze znajomymi zaklady kim jest greg.greg.

                      Hehehe! Założę się, że Grek umiera z ciekawości ciekawy,kim jest "greg.greg". I kim są ludzie, którzy zakładają się,kim jest "greg.greg". A jeszcze bardziej, kim jest człowiek, który zakłada nick "grek.greg".


                      Jak sądzę całe tu obecne towa
                      > rzystwo nigdy nie slyszalo o serialach Newsroom, The Bridge, Hannibal itp bo je
                      > szcze nie pokazali w czeskiej telewizji....

                      NIE, nie znamy. Ale nie liczymy, żeby pan i pana znajomi nas oświecali w tej materii.


                      Panie kochany, zmień pan lekarza, bo złe proszki panu daje.

                      Jeszcze jedno skasuj pan ten trollowy nick, bo zaraz doniesiemy do admilicji i będziesz miał pan zablokowane konto.
    • grek.grek "Frost/Nixon" czy "Skóra, w której żyję" ? 05.09.13, 15:56
      TVP zaszalala.

      w Dwójce reklamowana przez Was "Skóra, w której żyję", a w Jedynce zapowiadający się świetnie "Frost/Nixon".

      szkoda tylko, że oba zaczynają się o 22:20 :] to się nazywa konkurencja chyba ? i kogo tu pokochać bardziej : mamusię czy tatusia ?

      na mnie nie patrzcie, ja mam na CT seriale, jeden po drugim, dlatego zostaje mi najwyzej "Skóra" o 2:10.

      ciekawe, co wybierzecie :]
      • pani_lovett Re: "Frost/Nixon" czy "Skóra, w której żyję" ? 05.09.13, 17:07
        A ja idę do kina na 19:40 na "Blue Jasmine"! :))

        A potem to chyba rzucę okiem na film Almodovara (mam nadzieję, że dasz radę, Greku, obejrzeć tę powtórkę tak późno, heh).
        Powariowali! Mam nadzieję, że "Frost/Nixon" pokażą wkrótce w ramach powtórki w TVPKultura.

        Jutro wyjeżdżam i wrócę w sobotę po południu.
        Udanych seansów.

        :)
        • grek.grek "Skóra, w której żyję" - no to może 3 grosze 06.09.13, 13:48
          brawo :]
          napiszesz mam nadzieję, jak było ?
          no i - o filmie :]

          zatem, obejrzałem powtórkę, istotnie.

          [1 odcinek "Gry o tron" będę musiał znaleźć w sieci, bo wczoraj jakoś nie dostąpiłem; 1 odcinek 2 s. Forbrydelsen - obejrzałem, ale napiszę o nim jutro, dzisiaj jeszcze Czesi dają powtórkę, o 1:20, i chciałbym parę rzeczy uściślić, żeby bzdur Wam nie naopowiadać; w każdym razie, ciekawe że po całej akcji w 1 serii - Sara Lud wylądowała w... służbie celnej :) i dziwnym trafem jej dawny szef, Brix, proponuje jej współpracę przy zagadkowym zabójstwie powiązanej niegdyś z wojskiem kobiety; jest tutaj schemat z 1 serii : też 3 punkty widzenia i ściezki akcji - śledczych, pewnej rodziny i świata polityki, tutaj reprezentowanego przez nowo powołanego ministra sprawiedliwości, wszyscy są zaangażowani w całą historię; jutro więcej szczegółów; ta seria ma 10 odcinków, więc akcja będzie zapewne mniej rozbudowana... albo szybsza; w każdym razie, Sophie Grabol zupełnie taka sama, nic się nie zmieniła, nawet sweterek ma przepisowy, hehe; no i jest taka sama jak w 1 serii końcówka odcinka, czyli nagłe przyspieszenie muzyczne, wraz z obrazkami bez dialogów]

          sprawdziłem w ramówce, "Frost/Nixon" Jedynka powtarza tej nocy, dokładnie o 2:20 :]
          więc, jest szansa.
          [oglądaliście może ?]

          co do "Skóry, w której żyję".
          jakoś za dużo Almodovara w tym nie widziałem - za mało kobiet było i kobieta nie była główną bohaterką i porywy uczuciowe gdzieś na dalekim planie. był w narracji, w prowadzeniu aktorów, w stylu tej opowieści, w scenografii, nie wiem jak to nazwać. w estetyce - był, w naracji - jakoś tak jakby mniej, chociaż zdecydowanie historia pasująca obszarom jego zainteresowań.

          teraz już rozumiem, co zapowiadałyście.
          czy to szok, że jeden facet drugiego przerabia na kobietę ? :]
          i to w akcie zemsty, bo nie wziął go przypadkiem, tylko jest to gwałciciel jego córki, którą ojciec znalazł po samym akcie, a ona od tej pory utożsamia ojca z gwałcicielem.

          a potem się jeszcze ojczulo się zakochuje, albo przynajmniej konsumuje kobiecą powłokę przerobionego gwałtownika.

          Vicente-Vera koniec końców usypia czujnośc swojego oprawcy, zabija go, oraz jego koleżankę/partnerkę, i ucieka do matki.

          w sumie, ojczulo to postać doświadczona przez los, najpierw żona mu się zabija po wypadku, który ją okaleczył i oszpecił, a potem ten dramat z córką. trochę zwariował od tego, w dodatku ta obseszyn, żeby stworzyć skórę, jakiej nie da się zniszczyć...

          nie powiem, historia dość karkołomna, a Banderas naprawdę gra, a nie udaje amanta.

          widzę w tym grubą prowokację.
          po primo, karą za gwałt staje się przerobienie delikwenta na kobietę - mocne :]] tym mocniejsze, ze on się z tym nie godzi do końca. nie chce się bawić tuszem do rzęs i generalnie sukienkę i szpilki ubiera tylko po to, by przekonać Banderasa, że akceptuje swoją nową powierzchowność, co ma zmniejszyć poziom kontroli i czujności z jego strony.

          drugo - to, że przerobiony się nie umie pogodzić z odebraniem mu tożsamości jest paradoksalnie informacją dla wszystkich, którzy nazywają transseksualistów "świrami", albo "zboczeńcami" - zobaczcie, jak to jest żyć w nie swoim ciele.

          tutaj bohatera wtłacza w kobiece ciało sfrustroway chirurg, w realu - transseksualiści są ofiarami pomyłki natury.

          co by było, jakby Vicente był szorstkim macho, a nie chłopakiem obcującym na codzień z sukienkami w butiki matki ? :] byłaby z tego chyba zbyt tłustym drukiem pisana sadystyczna satyra.

          podobała mi się ta biała ściana zapisana jakimiś cyframi [datami] i powtarzającymi się ciągami słów. co to było, tak nawiasem mówiąc, jakiś konkretny komunikat ?

          Elena Anaya, bardzo ładna, zdaje się że pan Pedro ma nową dziewczynę w kolekcji.
          I świetna muzyka, dyskretna ale sugestywna, czyli najlepsza w możliwych.
            • maniaczytania Re: "Skóra, w której żyję" - no to może 3 grosze 06.09.13, 18:12
              ja sie jednak z Pepsic nie zgodze, no moze nie do konca ;)

              Dziewczyna nie byla opozniona, tylko otumaniona lekami psychotropowymi, ktore brala pewnie od smierci matki, ktora miala miejsce na jej oczach. Chlopaj pytal ja, czy jest na prochach, co ona potwierdzila majac na mysli cos zupelnie innego niz on. I fakt, dawala mylne sygnaly, ale pewnie nie spodziewala sie jako niewinne dziewcze jeszcze, ze on od razu 'pojdzie na calosc' . Pytanie tez, czy jednak do tej 'calosci' doszlo, bo wydaje sie, ze gdy ona zaczela krzyczec, on sie wycofal Niemniej jednak wyrzadzil jej krzywde wielka i nic go chyba nie usprawiedliwia. Gdy dziewczyna mowi 'nie', to znaczy 'nie' i kropka!


              A tak ogolnie, to obejrzalam w calosci, ale film na maksa pojechany jest dla mnie. Nie moge go sobie do konca ulozyc, na pewno nie bede chciala ogladac go kolejny raz.
              Glowna bohaterka Vera rzeczywiscie piekna. Banderas jak zwykle wspanialy, im starszy, tym lepszy, juz to gdzies tu pisalam ;)
              Od czapy byla dla mnie cala sekwencja kuriozalnych scen z tygrysem ;) Zwlaszcza, ze to byala autorska zmiana rezysera w stosunku do ksiazki.
              • pepsic Re: "Skóra, w której żyję" - no to może 3 grosze 07.09.13, 11:43
                Jednak jest jakąś tam okolicznością łagodzącą, co nie oznacza, że pochwalam gwałt, co do którego też mam wątpliwości, czy doszło. Całkiem możliwe, że to celowy zabieg reżyserski, aby nic nie było oczywiste do końca i aby można było poczuć nic sympatii do domniemanego gwałciciela.

              • pani_lovett Re: "Skóra, w której żyję" - no to może 3 grosze 08.09.13, 15:01
                maniaczytania napisała:

                Tak, Mania ma rację.
                Vicente uwięziony wyznał Robertowi, że nie zgwałcił jego córki.
                Ale nawet jeśli to prawda to jednak przyczynił się do pogorszenia jej stanu psychicznego.

                > Od czapy byla dla mnie cala sekwencja kuriozalnych scen z tygrysem ;) Zwlaszcza
                > , ze to byala autorska zmiana rezysera w stosunku do ksiazki.

                Tygrys jest, imo, symbolem brutalnej męskiej siły.

                Czytałaś "Tarantulę"? Pisałaś coś o tej książce Jonqueta na blogu?
          • pani_lovett Re: "Skóra, w której żyję" 07.09.13, 23:52
            jakoś za dużo Almodovara w tym nie widziałem > za mało kobiet było i kobieta ni
            > e była główną bohaterką i

            Ten sam schemat wcale musi być powielany w najdrobniejszczych szczegółach w każdym kolejnym dziele, by móc rozpoznać w nim rękę danego twórcy!?

            Kobiety czy tak wychwalana przez Almodovara wspólnota kobiet pojawia się w tym filmie, ale tym razem dopiero finale (po tym jak mężczyźni zostali usunięci Tygrys-Zeca zabity, Robert zastrzelony, a Vicente wykastrowany)- to matka Vicente, dziewczyna pracująca w jej sklepie , lesbijka, w której się chłopak podkochiwał oczywiście bez wzajemności oraz Vera - Vicente w skórze kobiety, przed którymi otwiera się nowe wspólne życie i zaczyna się nowa historia do opowiedzenia ...


            > nie powiem, historia dość karkołomna,

            Historia świetna, gęsta od dramatycznych wydarzeń, pełna zaskakujących wolt , a przy tym doskonale skonstruowana i perfekcyjnie, klarownie poprowadzona (jeszcze lepiej widać podczas kolejnego seansu).

            :)
            :)
            • grek.grek Re: "Skóra, w której żyję" 08.09.13, 16:35
              to prawda.
              wiesz, po poprzednich filmach Almodovara zostawał smak.
              po tym - jakoś nie :]
              technicznie na pewno wszystko grało, scenariusz i sama historia - wciągające, ale "tego czegoś" nie było, w moim odbiorze, faktora X przez który odbierałem dotąd kino Pedra. Powtarzam się, wiem :].

              yes.
              zostały kobiety.
              męski świat unicestwiony.
              mocne przesłanie.
              chociaż, prawdę powiedziawszy - unicestwia ten świat jednak mężczyzna, mimo że w
              kobiecej powłoce.

              mnie się wydaje, że Vicente nie pogodził się, że wbrew swojej woli został Verą.
              jak Ty to odebrałaś ?
              • barbasia1 Re: "Skóra, w której żyję" 08.09.13, 17:31
                Z takim argumentem trudno dyskutować (a wiesz, że przeczuwałam, że tak napiszesz o tym filmie).

                Mnie też się wydaje , że Vicente się nie pogodził ze swoją kobiecą postacią, aczkolwiek kiedy dostrzeże jak pracownica matki, lesbijka Cristina, która mu się zawsze podobała, patrzy pożądliwie na jego nowe wcielenie, będzie miał nie lada orzech do gryzienia, co dalej ze sobą zrobić . ;)
                • grek.grek Re: "Skóra, w której żyję" 09.09.13, 14:26
                  taka jego uroda [wszeteczna] :]
                  dlatego staram się nie podnosić go do miana opinii-o-filmie, a wyłącznie
                  traktować jako impresję.

                  otóż to.
                  przecież Pedro nie może widza zostawić z myślą, że kobiecości nie da się
                  zaakceptować ;]
                  muszą być jakieś pozytywne strony, a Ty znalazłaś - dla tego przypadku filmowego -
                  prawie idealną :]
          • pani_lovett Re: "Skóra, w której żyję" - no to może 3 grosze 08.09.13, 14:03
            >teraz już rozumiem, co zapowiadałyście.
            > czy to szok, że jeden facet drugiego przerabia na kobietę ? :]

            Nie, to zaskoczenie, że piękna kobieta więziona w domu szalonego chirurga jest mężczyzną. (Freud mówił, że kobieta to wykastrowany mężczyzna! ;)

            I chichot Almodovara, który, mówi na końcu, że nic takiego strasznego się nie stało, bo wykastrowany Vicente będzie miał teraz szansę u dziewczyny pracującej u jego matki, lesbijki, w której się podkochiwał. ;)
        • railly "Skóra, w której żyję" 06.09.13, 13:02
          "Skóra w której zyję" - obejrzałam, bo lubię Almodovara, jednak mam mieszane uczucia. Niby były wszytskie klasyczne środki Almodovara: szaleńcza miłość, śmierć, tragedie i tajemnice rodzinne, dużo nagości i seksu, a na końcu suspens i wzajemne pozabijanie się bohaterów jak w Drżąycm Ciele - czyli wszystko czego mozna było się spodziewać w filmie tego rezysera, ale jednak jakoś mnie nie zachwyciło. Historia trochę przekombinowana, sporo nielogiczności, komplikacji retrospekcji i dłuzyzn. To nie będzie mój ulubiony film Almodovara, nie mam ochoty oglądać go jeszcze raz.
    • grek.grek Wenecja dzień 8 06.09.13, 15:47
      zgadnijcie o czym [głównie] ?
      [Sobolewski nawet na piano trafił, hehe]

      film.onet.pl/wiadomosci/wenecja-2013-gosc-numer-jeden/j4ylz
      wyborcza.pl/1,75475,14556591,Sobolewski_o_filmowym_Walesie_z_Wenecji.html
      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,14556844,Entuzjastyczne_przyjecie_filmu_Wajdy_w_Wenecji__Oklaski.html#BoxSlotII3img
      www.filmweb.pl/article/WENECJA+2013%3A+Kryzysowy+tata-98643


      • pepsic Krytyk Sobolewski o "Wałęsie" 06.09.13, 17:41
        Co z tego, że owacje na stojąco, skoro... przy pustej sali. Nawet Sobolewski na wstępie między wierszami odważył się wspomnieć. A ponadto dwie szpalty poświęca tłu historycznemu. Film ocenia jednym zdaniem na końcu tekstu. Trudno wyczuć, chyba mu się średnio podobało.

          • pepsic Re: Krytyk Sobolewski o "Wałęsie" 07.09.13, 11:04
            Czyżby???
            Dlaczego zatem mainstreamowe media zgodnym chórem odtrąbiły sukces, podczas gdy na sali w Wenecji znajdowała sie garstka widzów, rzecz jasna żadna stacja tego nie pokazała a film okazał się słaby (wg zachowawczej opinii Sobolewskiego). He? Specjalnie obejrzałam wczorajsze tvn-owskie fakty i publiczne wydarzenia , a także z uwagą odczytam recenzję przytoczonego krytyka. Tu nie chodzi o mnie, ani o to że jestem uprzedzona do film zakłamującego historię. Chodzi o pokazanie mechanizmu działania mediów publicznych. Oni tam w telewizji odlecieli w kosmos. Strach sie bać, jak w innych poważniejszych kwestiach jesteśmy przez nich robieni w bambuko.