Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2013 - 10 (vol.36)

01.10.13, 17:25
mowilam, ze po wakacjach watki beda 'grubsze' ? ;)

Nowy miesiac, nowy watek - zapraszam :)
Obserwuj wątek
    • maniaczytania KK-pazdziernik 01.10.13, 17:40
      To zaczynamy jak zwykle od planow KK:

      03.10 - "Kiel" film grecki, po opisie wnioskuje, ze niezle pokrecony, ale moze i wart obejrzenia?
      10.10 - "Pachnidlo" - czyli powtarzamy sie ...
      17.10 - "Ki" - zdaje sie kolejna powtorka ...
      24.10 - "Ajami" dramat izraelsko-niemiecki
      na 31.10 jeszcze nie ma programu.

      Ja chyba w tym miesiacu podziekuje ;)
      • pepsic Re: KK-pazdziernik 01.10.13, 19:53
        Czy ja wiem, nie jest tak żle:
        "Kieł" - awangardowa metafora nt. granic oglupiania społeczństwa, do refleksji, ostrożnie zachęcam;
        "Pachnidło" rzecza znana i ceniona, ale kompletnie nie moje klimaty;
        "Ki" - nie wiem, co bardzije irytuje, infantylno-roszczeniowa bohaterka, czy manierycnza Gąsiorowska.
      • grek.grek Re: KK-pazdziernik 02.10.13, 14:25
        "Kieł" zbierał niezłe recenzje.
        "Ki" to zdaje się jest premiera w KK, nie kojarzę czy w inych telewizjach leciał, tak czy owak, mnie się jeszcze nie obił.
        2 premiery jak znalazł.
        "Ajami", możliwe że w Kulturze już pokazywali, i to nie raz, ale tak całkiem głowy za to nie położę.

        przy okazji, dobrze jest wertować grafik Historii, Kultury etc.
        pokazują przedwojenne komedie z Dymszą, Bodo czy Ćwiklińską, jakieś filmy historyczne, w Kulturze - polskie kino sprzed lat. TVP1 & 2 goni w piętkę, a zjada gros pieniędzy, których np. Kultura ma dokładnie tyle, żeby nie paść, ale nie dośc, żeby żyć. Jeden "Homeland", 2 premiery w KK i ewentualnie jakiś przypadkowy event tu czy tam - jak na ca. 168 godzin tygodniowego nadawania, to słabiutko.

        Poza tym, sami powiedzcie, co to za interes, jeśli likwiduje się bajki dla dzieci, żeby znaleźc miejsce na chaotyczny program prowadzony przez celebrytkę, jesli w komercyjnym szoł w Dwójce w jury zasiada inna celebrytka, kiedyś piosenkarka, aczkolwiek rzewna i nieciekawa, przytulająca za 8 godzin w miesiącu płaszczenia zadka na fotelu jakieś 100 tysiaków ?
    • grek.grek Californication sez 6 odc 5 02.10.13, 12:39
      nowa kartka, stare ustawienia ;]

      wbrew temu, co twierdzą rozsądni oglądacze - ten serial ma ciągle przynajmniej dwa gramy energii.

      Moody chce pisać, ale nie może. Zaczyna od klawiatury, potem przechodzi na starą dobrą maszynę do pisania - i nic. Nawet pół zdania. Zapowiedzi, że ma coś do napisania pełzną spełzają na niczym z powodu braku weny. Wreszcie topi się w basenie, z flaszką, swoim wiernym towarzyszem. Potem próbuje wyciągnąc Karen na kawę poranną, ale ta się spieszy do pracy, w domu rockmana Atticusa. "Niektórzy mają normalną pracę", upomina Hanka.

      Łysy, w poprzedim odcinku, zdemaskowany jako hetero, jest rankiem wizytowany przez swojego szefa. Ciągle geja. Zachodzi go od tyłu, masuje plecy, pyta o to, jak wypadła wczorajsza impreza, a Łysy odpowiada, ze generalnie było "gorąco" i nieźle konsumował. Kłamstwo ma jednak krótkie nogi. Jego szef wie już, że Łysy okazał się wyrachowanym oszustem. Każe mu wyświetlić stronę internetową firmy. A na niej zdjęcie Łysego i wołami wypisana informacja, ze właśnie został zwolniony. Ale to nie koniec cięzkiego poranka, szef mówi mu "wszystko mogę znieść, mógłbym nawet znieśc, ze nie chcesz iśc ze mną do łózka, aczkolwiek w ogóle nie byłes dla mnie atrakcyjny - ale spaprałeś mi biznes !, a tego nie daruję" - i sprzedaje Łysemu dwa soczyste sierpowe w brzuch, po których Łysy ląduje na podłodze.

      A potem we własnym mieszkaniu, w gaciach, lampiąc sie bezmyślnie przed siebie siedząc na fotelu, sącząc jakiś trunek. W takiej marnej formie znajduje go Hank. Łysy jest w kryzysie, twierdzi ze wszystko w życiu spartolił, że do d..y jest zasadniczo jako człowiek. Moody nie pozwala mu się samobiczować i mówi, że przynajmniej ojcem jest nienajgorszym i wcale aż tak kiepsko z nim nie jest.

      To czego obu trzeba, to jakiś nowy projekt, który pachniałby dobrym groszem i spełnieniem zawodowo-twórczym.

      Ostatnią deską ratunku ma być Atticus. Po niezłej popijawo-kokainowej imprezie-stypie, na której Hank się z nim zakolegował, jest nadzieja, ze jeszcze mu z głowy nie wyparowała całkiem idea stworzenia rockopery, jaką chciał zainteresować Hanka, ale ten ją nonszalancko storpedował [był wtedy na kacu, więc trochę jest usprawiedliwiony]. Teraz, wobec okoliczności zaistniałych, Moody rzuca myśl, że trzeba by jakoś gościa namówić na powrót do tego pomysłu.

      Śćiągają do knajpy Stuarta, partnera Marcy, aktualnego. Stuart, jako producent od wszystkiego, może załatwić im spotkanie z Atticusem, ale nie tak całkiem za nic. Marcy nie chce z nim rozmawiać, więc prosi Hanka, żeby - jako stary kumpel Marcy - namówił ją, co by Stu dała drugą szansę. Moody wykonuje zadanie przez telefon, Stu mu podpowiada, padają obietnice seksu francuskiego, az się Łysy krzywi. Jako były mąz Marcy ma wszelkie ku temu podstawy. Stu sugeruje mu, tonem życzliwie-naukowym, żeby popracował nad swoimi umiejętnościami w tym względzie, czym moze znacznie zrekompensować marnośc swoich rozmiarów :] Łysy jest zdegustowany. Znów cierpi :]]

      Wizytują więc panowie Atticusa, który sensacyjnie łazi po chacie w ubraniu. Wprawdzie ze strasznymi gołymi łydkami, ale jednak. Nie jest entuazjastycznie nastawiony do swojego dawnego pomysłu. Zarzuca Hankowi, że nie wykazał wobec niego dośc szacunku. Wprawdzie mieli razem ostatnio grubą imprezę, ale szołbiznes to szołbiznes. Hank mówi mu, że zmienił zdanie, przesłuchał jego wczesne płyty i uważa że Atticus to kawał rokendrolowego rzeźnika. Atticus go sprawdza "a której dokładnie płyty słuchałeś ?", Moody nie słuchał oczywiście żadnej, kłamie jak z nut, ukradkiem rozgląda się po ścianach, gdzie wiszą oprawione w ramy powiększone okładki płyt Atticusa i wybiera jeden tytuł. Atticus się rozchmurza. Pyta o konkretny kawałek, jaki Hankowi się spodobał. Moody znów używa swojej oszukańczej metody, coś tam dodaje od siebie i... trafia. Atticus jest przekonany, "ja też lubię ten utwór !', cieszy się i zaczyna nucić. Jest więc na dobrej drodze.

      Ale nie tak hop siup. To dopiero wstęp. Teraz Atticus zaczyna swoje fochy, skręca się na kanapie, przybiera pozy, marudzi, narzeka na wszystkich producentów świata i zleca im 2 zadania : mają mu kupić peruwiańskie narkotyki, nawet nie spamiętałem jakie ;] Jego diler nie odbiera telefonu, a pan rockman na głodzie chodzi. Mają być peruwiańskie. KOkaina chyba.

      Druga sprawa : miał kiedyś bajeczną gitarę, taką, ze jak się na niej grało,to było jak "dotknięcie Jezusa, jak ejakulacja w usta archanioła Gabriela" :]] [nie patrzcie na mnie, ja tylko cytuję :))]. Potem należała ona do tego zmarłego muzyka z poprzednich odcinków. No i gdzieś ta gitara zniknęła, została sprzedana, czy coś. Maja ją przywieźc mu z powrotem, bo na innej nie będzie w stanie nic skomponowac do tej rockopery. Łysy naiwnie pyta "gdzie możemy to cacko znaleźćć ?", na co Atticus wpienia się bez reszty "a skąd mam ku...a wiedzieć !, od tego ciebie mam !".

      Hank wie, gdzie szukać pomocy. Jedzie oczywiście do Faith, która rezyduje z jakąs swoją koleżanką, co to otwiera im drzwi w stroju topless. Łysy nie moze się napatrzeć, gejowskie pląsy widać bardzo go nakręciły. Faith wie doskonale co się dzieje z gitarą i kto ją teraz ma, wszak była dziewczyną, ba - muzą, tego zmarłego szarpidruta.

      Jadą więc cała czwórką do aktualnego właściciela. Gra go ten chłopak z nadwagą z LOst. Hank i ten gośc szybko znajdują wspólny język, wymieniają jakies żartobliwe docinki piskliwymi głosikami i przybijają piątki. Przy okazji finalizują transakcję. Najpierw kokaina peruwiańska. Gośc jest chyba jakims podziemnym dżolero, bo ma wszystko. Kokainę z Peru też. Mówi że będzie kosztowała 35. Łysy "350 dolców ? jakoś damy radę", na co tamten "3 i pół tysiąca, bałwanie ? skąd ty się urwałeś ?".

      A gitara... Tu już Faith załatwia sprawę uderzając w dwie czułe struny gościa. Pierwsza mieści się poniżej pasa i tą ma się zająć jej koleżanka :], nawet jeśli czuje się przez Faith wykorzystywana, to "musi trenować" [do czego... nie wiadomo, ale można się próbować domyślać]. Druga, to jego sentymentalny stosunek do muzyki. Faith przekonuje go, że ta gitara posłuży Atticusowi do zagrania pięknych rockowych kawałków. Gośc się zgadza. A na koniec ma jeszcze jedno życzenie. Chce... garnitur Łysego. Łysy jest zdumiony, przecież gośc jest od niego dwa razy większy. "Pokaże ci gdzie go kupiłem, uszyjesz sobie na miarę", próbuje bronić się Charlie, ale gośc jest nieugięty - "zdemuj", rozkazuje.

      No i wracają całą gromadą do Atticusa, z Łysym w samych gaciach i skarpetkach. Atticus szczytuje z powodu gitary, a potem od razu chce sobie umilic życie kokainą z Peru. Łysy wyciąga malutką kopertkę. "to ma być mój koks", wścieka się Atticus, "tyle to mi starczy na 12 minut, a co dalej ?!". Oczywiście, obrywa się Łysemu. Wkurzony Atticus łapie za gitarę i ze złości chce ją rozwalić o ziemię, ale Faiht go powstrzymuje. No to łapie za jakąs inną, a ma ich niemało, i sprawnie dewastuje. Za moment Hank wyciąga z futerału na gitarę duża paczkę z tym samym "peruwińskim śniegiem", i Atticus jest w siódmym niebie.

      Wieczór na basenie. Łysy nieco podchmielony. Faith każe swojej koleżance zaprowadzić go do pokoju. Kolezanka się upewnia, ze Łysego nie będzie musiała "usypiać" w znany sposób.

      Hank zostaje z Faith, dowiaduje się samych miłych rzeczy, ze może "nie jest geniuszem", ale to jak pisze "dowodzi, ze robi to, po co został stworzony jako człowiek". To czyni go atrakcyjnym w jej oczach, a najważniejsze, ze zmieniła diametralnie o nim zdanie, poznając go bliżej. Zdarza się nawet efektowny całus, ale nie ma kontynuacji. Widać Faith lubi rozgrywki wieloetapowe i robi to świadomie. "Nie mówiłam że będzie łatwo", rzuca rozczarowanemu takim obrotem sprawy Hankowi i zostawia go samego.

      W wątku pobocznym Stuart odwiedza Marcy. W domu jest też Ofelia, ta kastrująca feministka, pisarka. Stuart jest grzeczny i pokorny. W salonie zostaje sam na sam z Ofelią i ta nie oszczędza go "ty łajzo, zwierzaku, jak mogłes zdradzać Marcy z jakąs zdzirą ?!"
    • grek.grek "Zakazane imperium" sez 1 odc 4 [1] 03.10.13, 13:39
      Dopiero co Nucky Thompson hucznie obchodził urodziny, a już przychodzi pora jubla z okazji Dnia św. Patryka. Yes, Nucky ma irlandzkie korzenie. Dzień przed świętem ma się odbyć Wieczór Celtycki, na którym spotkać się ma cała ustosunkowana irlandzka brać z Atlantic City.

      Thompson ma kilka problemów. Po primo, w ogole nie czuje... klimatów irlandzkich, żaden z niego krewki rubaszny typ, więc całe te irlandzkie świętowanie żadną dla niego przyjemnością jest. Ale tradycja zobowiązuje, a do tego idą wybory, więc trzeba uśmiechać się szeroko, nawet jeśli wewnętrznie zbiera człowieka na wymioty. Po drugo, jego brat, szeryf, Elias - umyślił sobie, że podczas Wieczoru wygłosi przemówienie. Nucky z niego pokpiwa, bo Elias sięgnął nawet po odpowiednie lektury, żeby swoje oratorskie umiejętności podrasować, w rzeczywistości zaś jest na niego zdenerwowany. Wietrzy kłopoty. Po trzecio, lider miejscowej grupy... karłów-zapaśników - którzy występują w klubie rewiowym i zabawiają gości swoimi pojedynkami, a na Wieczorze mają wystąpić w strojach celtyckich - po naradzie wewnętrzgrupowej przychodzi do Nucky'ego na audiencję i powiada, że jesli on i jego z metra cięci koledzy mają robić z siebie durniów, to żądają podwyżki. Nucky przeprowadza kalkulację, i zdaje się wychodzi mu i tak korzystny przelicznik, a wódz karzełków akceptuje ostateczną propozycję.

      Tymczasem Margaret Schroeder jest wciąż pod wrażeniem Nucky'ego. Cóż, pomaga jej, zatańczyła z nim na balu, niczym Kopciuszek z księciem, ukradła nawet sukienkę ze sklepu, żeby się lepiej zaprezentować.

      Rankiem skoro świt Margaret zrywa się z łózka. Za oknem kuchennym widzi jak na podwórzu pobliskiego magazynu krzątają się ludzie. Toczą jakieś beczki. Jeden z nich smakuje ich zawartość, jest w nich piwo. Jako członkini kobiecej organizacji antyalkoholowej Margaret nie jest zadowolona z tego, co widzi, ale nie robi z tego problemu - ma inne zajęcie na poranek : gotowanie. A nawet lepiej - pieczenie. Wypieka chleb.

      I z tym chlebem pojawia się w hotelowym hallu, mając nadzieję na spotkanie Nucky'ego. Yes, Nucky się pojawia, a Margaret cała rozpromieniona wręcza mu zapakowany ów chleb. Nucky nie wykazuje wcześniejszego oczarowania jej osobą, spieszy się, nie jest sam, zasadniczo - nie traktuje jej tym razem z taką atencją jak robił to wcześniej. Wszelako nie traci kindersztuby, proponuje jej, żeby zostawiła podarunek w jego sekretariacie, a on z wielką radością tego chleba skosztuje, ale późnej, bo teraz ma ważne spotkanie. Margaret jest wyraźnie rozczarowana jego zachowaniem. Nucku szybko i zdawkowo ją żegna, Elias na osobności mówi "jest bardzo ładna", na co Nucky odpowiada "owszem, ale czy ja nie mam dość kłopotów w życiu ?". Margaret nie odnosi chleba do jego biura, wyrzuca go do kosza na śmieci. Pierwszy błąd Nucky'ego :]

      Po południu, Margaret wizytuje zebranie tej jej organizacji kobiecej antywódczanej. Wyznaje, że tuż obok jej domu dzieją się dziwne rzeczy, beczki, piwo... Szefowa mówi, że koniecznie trzeba się tym zająć. Margaret od razu proponuje, żeby wybrać się do "pana Nucky'ego Thompsona" i opisać mu całą sprawę, to wpływowy człowiek, więc może coś będzie w stanie z tym zrobić. Dziwna sytuacja, bo przecież Margaret zdaje sobie sprawę, ze Nucky umoczony jest w nielegalny biznes alkoholowy. Z drugiej strony, możliwe, że wcale nie dziwna i Margaret postanawia przetestować swojego księcia z bajki. Na balu urodzinowym alkoholu było mnóstwo. Moze Margaret uważa, że Nucky tylko korzysta i przymyka oko, ale że sam nie pędzi tego bimbru ?

      Szefowa i Margaret odwiedzają biuro Nucky'ego. Margaret w tej sukience, co to ją podwędziła ze sklepu. Nucky przyjmuje je grzecznie, ale znów Margaret słusznie nie ma wrażenia, jakoby Nucky podchodził do niej z tamta specjalną atencją. Traktuje ją... zwyczajnie. Z wyćwiczoną kulturą i klasą, z jaką traktuje każdego gościa. Margaret pyta go o to, czy próbował jej chleba i tutaj Nucky popełnia drugi błąd - kłamie skandalicznie, że "tak, probówałem, wspaniały". Na wieść, ze dzieją się fatalne rzeczy i przez magazyn beczki piwa się przetaczają, Nucky mówi, że na pewno coś z tym zrobi, żeby piwobeczki nie kłuły w oczy Margaret i nie psuły moralności jej dzieci. Czy na to obie panie liczyły ? Hmm... W kaŻdym razie obie mu dziękują za zainteresowanie się sprawą, a Margaret "za przysługę", ale Nucky daje jej do zrozumienia, ze to nie jest kwestia jego do niej szczególnej sympatii, a raczej sprawa zawodowa. Tak czy owak, po raz drugi Margaret czuje żal, że gdzieś zanikła wyjątkowośc z jaką była przez niego traktowana.

      Kolejny raz, przez okno, widzi jak przy magazynie przeładowywane są beczki z piwem. Tym razem wychodzi z domu i podchodzi bliżej, zjawia się kierownik całego zamieszania, jest to niejaki Neary, miejscowy radny. Uspokaja on, silnąc się na najwyższą kulturę osobistą, że już za moment będzie po wszystkim.

      Margaret idzie ppo raz trzeci do Nucky'ego. Tym razem z informacją, że to radny Neary zamieszany jest w piwny interes. Czeka na krześle. Lokaj Nucky'ego informuje ją, ze pan Thomspon jest bardzo zajęty, nie przyjmie jej dzisiaj. Zanim Margaret zdąza otworzyć usta, mija ją radny Neary i wchodzi do środka. A w środku - śmiechy, rejwach, zabawa na całego. Margaret jest trafiona odlłamkowym. Wraca do domu podłamana i te sukienkę co ją ukradła, żeby mu się podobać bardziej - ze złości drze na kawałki.

      A potem idzie do... yes, agenta Van Aldena. Mówi, że "przyszła, bo coś wie". Van Alden wyrzuca z pokoju swojego asystenta, każe podać jej krzesło i zamknąć drzwi. Margaret zeznaje mu, co odkryła. Van Alden słucha uważnie, a potem pochyla się na mapą i wbija w nią małą szpileczkę. Mapa jest nimi usiana. "Widzi pani ?", mówi, "117 punktów w których świadkowie widzieli nielegalne fabryki lub punkty przeładunkowe alkoholu", i dodaje, ze on i jego ludzie nie sa w stanie z tym poważnie walczyć. Nie da się. Dzisiaj te punkty istnieją, jutro przeniosą się w inne miejsce, a zaangażowanych w ten biznes jest mnóstwo ludzi, dla gangsterów pracują prości nauczcyciele, piekarze, urzędnicy. Ładne to podsumowanie absurdu prohibicji.

      I Margaret już ma wyjśc, kiedy nagle wyciąga asa z rękawa - mówi Van Aldenowi, że zamieszany w tę całą sprawę jest radny Neary, i że widziała go jak był przyjmowany w pokoju urzędowym Nucky'ego Thompsona oraz że Neary to w istocie podwładny Thompsona. Van Alden aż unosi brew. Wszak to jego koncepcja, ze czołową postacią całego tego szemranego biznesu jest właśnie Nucky.

      Piwo, którego przechowanie i transfer nadzorował radny Neary nie było na handel. Miało być dla biesiadników Wieczora Celtyckiego.

      I otóż nadchodzi tenże Wieczór. W dużej sali, przy długich ławach siedzą, jak zapewne co roku, czołowi Irlandczycy z Atlantic City. W tym Nucky, jego brat Elias, radny Neary i leciwy ojciec Nucky'ego i Eliasa. Taki piskliwy dziadunio. Najpierw jakiś irlandzki pieśniarz wykonuje okolicznościowy utwór opiewający życie dumnego Irlandczyka. Reszta słucha i cicho wtróruje mu do taktu.

      Następnie przemawia Elias. Jak słusznie Nucky przewidywał - stwarza problemy. Kiedy przygotowuje się do wystąpienia, rozwija karteczkę z zapisanym tekstem - tu i tam rozlegają się docinki. Potem zaczyna mówić, pomagając sobie sztucznie wyglądająca gestykulacją, i schodzi na temat polityczny. Mówi o Irlandczykach gnębionych w ojczyźnie przez znienawidzonych Brytyjczyków. Coraz ostrzej wzywa do solidarności z rodakami, sala klaszcze, głosy się podnoszą. Nucky już się wierci, zaraz będzie chryja. I jest, kiedy między samymi podburzonymi biesiadnikami wywiązuje się sprzeczka, który jak bardzo, i dlaczego bardziej od innych, zasłużył się dla ukochanej Irlandii. Nucky powstaje, ucisza ich i rzuca żarcikami, pod tytułem "Jak nazywa się Irlandczyk, który nie pije alkoholu ? Trup". Sala zgodnie się śmieje, kryzys zażegnany. Nucky pochyla się w stronę Eliasa i syczy "jak chcesz przemawiać, ośle, to się tego k..wa naucz !".

      • grek.grek "Zakazane imperium" sez 1 odc 4 [2] 03.10.13, 14:22
        Potem w ruch ruszają jadło, napitek i karzełki w kraciastych strojach krążące między stołami i uzbrojone w... kobzy, czy też - dudy ?, na których odgrywają klasyczne irlandzkie melodie.

        Wszyscy czekają na tradycyjne zielone piwo, tradycyjny irlandzki rarytas na okolicznośc Dnia św. Patryka. Radny Neary właśnie m.in to zielone piwo miał w beczkach, które magazynował obok domu Margaret. A piwko miało być własnie na Wieczór Celtycki.

        I jeszcze dobrze się impreza nie rozkręciła, kiedy zostaje brutalnie przerwana... O tym za moment.

        W Chicago rezyduje wygnany z Atlantic City, Jimmy Darmody, eks-kierowca Nucky'ego. Po historii z niepotrzebnym, samowolnym i niefortunnie przeprowadzonym napadem, w którym zastrzelił kilka osób z otoczenia Rothsteina, gangstera z NYC, i przy okazji sam został rozpoznany przez świadka, który przeżył - Jim szuka nowego życia. Zostawił, z konieczności, żonę i syna, a w Chicago pracuje dla Torrio, dzieląc codziennośc z młodym i dopiero zaczynającym swoją drogę mafiosa, Alem Capone.

        Poznaje urodziwą córe Koryntu o ksywie Pearl. W poprzednim odcinku zostaje ona napadnięta i pocięta przez agresywnego klienta. Być moze padła ofiarą porachunków, Jimmy bowiem
        negocjował w imieniu Torrio podział łupów z terytorium osieroconego z powodu śmierci gangstera nazwiskiem Colosimo. Vacat przypadł Sheridanowi, ale Jimmy i Al wymusili na nim haracz dla Torrio w wysokości 50 % od zysków.

        Tak czy owak, Pearl ma na połowie twarzy bandaż. Siedzi w łózku i kopci opium, żeby uśmierzyć ból. Pytanie, który ? duszy czy ciała ?

        Właściciel hotelu, a zarazem burdeltato, bierze na bok Jima i kategorycznie każe mu coś z Pearl zrobić. "Ona nie moze tutaj sobie ot tak siedzieć, to kosztuje !', powiada, i dodaje "gdyby była kobyłą - zastrzeliłbym ją". Cóz, taki biznes, prostytutka z poharataną twarzą kończy "karierę". Jimmy proponuje, że będzie płacił za pokój, w którym mieszka Pearl, ale kiedy dowiaduje się, ze dniówka wynosi 100 dolarów, ręce mu opadają. Nie da rady tyle wysupłać.

        Jimmy pielęgnuje Pearl, karmi ją, siedzi przy niej, a ona komplementuje jego nowy styl ubierania się - granatową koszulę, kamizelkę i marynarkę. Jimmy pociesza ją, ze lekarz mówił, iż rany szybko się goją, niebawem dojdzie do siebie. Niepokoi go zapamiętanie z jakim Pearl sięga po opiium. Dolewa go sobie do wszystkiego. Nawet do zupy. Opróznia buteleczki w try miga.

        Któregoś wieczora, nahukana opium Peal schodzi na dół, do halku hotelowego, gdzie ruch, zabawa, klienci - bandaż jej spadł z głowy. Na twarzy ma przerażającą szramę, ze świeżymi szwami, od środka czoła aż po podbródek. Wygląda bardzo źle. Jest pijana i coś bełkocze. Towarzystwo milknie, wszyscy na nią patrzą ze zgrozą. Jimmy biegnie do niej, bierze ją na ręce i zanosi z powrotem do pokoju.

        Wieczorem następnego dnia Jimmy znów ją karmi, rozmawiają, on jej opowiada historię z dzieciństwa, kiedy ojciec zabrał go na rejs jachtem. Było tak fajnie... Pearl słucha, a potem chce,żeby Jimmy ją pocałował. On ją całuje, ale z wyczuwalnym dystansem. Jakby pamiętał o jej wyglądzie pod bandażem. Ona zauważa na jego nieskazitelnej koszuli jakąs plamkę z zupy, którą jej podawał. Poklepuje go poufale i mówi "no, elegancie, idź do łazienki i spierz tę plamę, zanim zaschnie". I Jimmy idzie.

        Kiedy szoruje koszulę, słyszy wystrzał. Wybiega z łazienki, biegnie przez korytarz, na który wyległy dziewczyny z klientami z sąsiednich pokojów. Na podłodze leży Pearl. Martwa. Popełniła samobójstwo.

        Wracając do Atlantic City, matka Jimmy'ego, Gillian, mieszka z jego żoną, matką jego syna, a właściwie - jego narzeczoną, nie byli jeszcze małżeństwem, ale mieli zamiar się pobrać. Wyjazd Jimmy'ego, dyktowany koniecznością ratowania życia, wszystko zmienił. Gillian proponuje jej :zabaw się, nie czekaj na jego powrót, to moze się nie zdarzyć, nie martw się o syna, ja się nim zaopiekuję, a ty wychodź, baw się, poznaj kogoś, ułóz sobie życie". Dziewczyna już raz to przechodziła, kiedy Jimmy był na wojnie, ale przecież wrócił wtedy, po 2 latach milczenia, ale jednak. Dlatego lekko oburzona odpowiada Gillian : za kogo mnie masz ?

        Kiedy jednak wychodzi z domu, niby do koleżanki, zatrzymuje się obok tego zakładu fotograficznego pana Dittricha, który "wraz z żoną bardzo jej pomagał, kiedy była sama i było jej ciężko". Czyli, jednak Jimmy słusznie podejrzewał, że pan fotograf taki całkiem obojętny jej nie był.

        W NYC Rothstein, od jakiegoś czasu wróg Nucky'ego Thompsona, ma kłopoty. Wybuchła własnie afera z oszutwami w zakładach sportowych. Ustawiane były mecze finałowej serii ligi bejsbolowej. Ofk, Rothstein był w to zamieszany. Siedzi u fryzjera-golibrody i lekko poddenerwowany przepytuje swojego prawnika, co będzie z całą sprawą i czy mu cos poważnego grozi. Prawnik uspokaja go, ze wszystko bedzie dobrze.

        A tymczasem, Wieczór Celtycki w AC zostaje brutalnie przerwany. Na salę bezceremonialnie i machając oficjalnym nakazem wkracza agent Van Alden. Nie sam, ma ze sobą kilku ludzi pod bronią i z minami desperatów gotowych na wszystko. Zamyka drzwi, stawia trzech uzbrojonych agentów na straży, a potem bez pardonu dwóch jego agentów zakuwa w kajdanki radnego Neary'ego. Tuż pod nosem Nucky'ego Thompsona, któremu Van Alden rzuca bardzo wymowne spojrzenie, pod tytułem "krążę wokół ciebie, bratku, wkrótce cię dopadnę".

        A potem całe towarzystwo irlandzkich biesiadników zostaje wyprowadzone za kołnierze i za tzw. wszarze z sali, przez agentów federalnych. Ludziska padają, jeden przez drugiego lezą, rozbijają łokciami szyby, spore zamieszanie.

        Przed lokalem sa media, błyskają flesze łapiące na zdjęciach twarze powszechnie szanowanych obywateli miasta wyprowadzanych jakby byli hołotą; a vis a vis stoi gromada kobiet z organizacji antyalkoholowej. Wychodzący z lokalu na samym końcu, z klasą i bez popychania, jak reszta, Nucky widzi wśród kobiet Margaret. Patrzy na nią, ona go tez widzi, ale unika jego wzroku.

        Podczas balu urodzinowego, w rozmowie z senatorem, Margaret zażartowała [?] "jesli nie dacie kobietom tego czego chcą, to one odbiorą wam to czego wy chcecie - alkohol". Wtedy rozmowa dotyczyła prawa do głosowania dla kobiet, ale teraz wyraźnie widać, ze takze męska adoracja, a może tylko wyjątkowe traktowanie, może być tym czymś, za czego odmowę kobieta potrafi sie zemścić :] Własnie Margaret zemściła się na Nuckym.

        W nocy Margaret słyszy pukanie do drzwi. To Nucky postanowił ją odwiedzić. Margaret otwiera drzwi. "Jest bardzo późno...", zaczyna, ale nie kończy, bo Nucky przygwożdza ją do ściany namiętnym pocałunkiem z jednoczesną taktykę "intensywnie wędrujących rąk" ;] Przyszedł do niej i ruszył do szarży ułańskiej, bo : a] zaimponowała mu tak bardzo, że uznał, iż nie ma co się dalej kryć z uczuciami i żądzami, b] bo stwierdził, że ona chce romansu z nim i jesli go nie dostanie, potwierdzenia jej przypuszczeń, wyobrazeń, o byciu ważną dla niego, gotowa naprawdę się na niego zawziąć i załatwić go na cacy. Tylko... gdyby naprawdę nic do niej nie czuł, a bał się tylko jej jako ewentualnej przeciwniczki, to czy po prostu nie mógłby jej łatwo i skutecznie zastraszyć ? już nie mówiąc o tym, że "bał się", to też supozycja w tej hipotezie dość swawolna.

    • grek.grek Forbrydelsen sez 2 odc 5 [1] 04.10.13, 13:32
      www.putlocker.com/embed/9EA0CEB66E55750A
      Na czym stanęło ? A tak, Lisbeth Thomsen ucieka w lesie Sarze Lund i Strangemu, dociera do swojego domu, gdzie czeka już na nią Jens Raben. Dom jest zaminowany. Morderca, który wcześniej - najpewniej to on był - włamał się do wojskowego magazynu i zrabował kilogram materiałów wybuchowych, jest więc na tej szwedzkiej wyspie i dokładnie kontroluje sytuację. Raben i Thomsen odjeżdzają jeepem, dokładnie w momencie, gdy Sara i Strange dobiegają na miejsce.

      Wieją więc ciemną nocą przez las. Tu wszedzie jest las, jak mówi szef miejscowej policji, która zaalarmowana przybyła na miejsce, aby pomóc Sarze i Strangemu. Zawiadomione wszystkie jednostki patrolują całą wyspę. Tyle, ze Raben i Thomsen wiedzą doskonale o swoim położeniu. Szybko zostaje znalezione auto, które ucieknierzy porzucili, aby zapuścić się swobodnie w leśne ostępy, które Thomsen zna jak własną kieszeń.

      Kiedy biegną, co tchu, Thomsen zaczepia się o coś, rani w nogę i przewraca. Raben ogląda ranę, nie jest ona groźna, pomaga jej wstać. Thomsen wykorzystuje moment, żeby go zapytać. co naprawdę wydarzyło się tam, w Afganistanie, co to za tajemnicza historia. Raben odpowiada, ze "nie wie... nie pamięta...", wie tylko tyle, co już wiemy : że dostali wezwanie by
      pójśc w sukurs atakowanemu przez talibów oddziałowi duńskich żołnierzy, ale w wiosce nie było oddziału, był jeden człowiek, nazywał się PERK. Reszta... zwłoki, śmierć... to wszystko, co Raben pamięta. Thomsen jest zaintrygowana, wydawało się, że sprawa jest zakończona, że raport asesora ostatecznie oczyścił oddział Rabena z zarzutu zabójstwa cywilów. A tutaj pojawiła się Drausholm i rzecze, że trzeba WZNOWIĆ sprawę, ze ma NOWE tropy... Kilka dni później Anne Drausholm zostaje zamordowana, a zabójstwo wygląda na polityczne. I giną ludzie w oddziału Rabena. W tym momencie, to rzeczywiście zupełnie nie wygląda na robotę fanatyka religijnego.

      Thomsen i Raben biegną na pomost, Lisbeth ma tam łódź. Policja już o tym wie, więc pytanie teraz, kto będzie szybszy.

      Szybsi są ucieknierzy. Thomsen ma tam łódź motorową, ale także zwykły kajak. Proponuje Rabenowi, żeby się rozdzielili, on popłynie kajakiem w jedną stronę, a ona motorówką w drugą. Gonic będą ją, o kajaku nie wiedzą. Jej nic nie grozi ze strony policji, a on zyska w ten sposób niezbędny czas, żeby się gdzieś ukryć. Raben nie chce się zgodzić, kategorycznie domaga się, aby trzymali się razem. Thomsen udaje, że się zgadza i wysyła Rabena do pobliskiej szopy, żeby stamtąd przyniósł benzynę do motorówki. Raben nie znajduje na miejscu żadnej benzyny, ale znajduje wojskowy plecak z nazwą jednostki w Kopenhadze. Wie już, ze morderca tu był. Biegnie z powrotem, widzi jak Thomsen odbija motorówką od brzegu i chce odpłynąc. Krzyczy, żeby nie odpalała silnika, ale jest za późno - Lisbeth zapala i motorówka eksploduje. Śmierc w butach.

      Ścigający uciekinierów policjanci słyszą wybuch, docierają na miejsce. Raben zdązył zwiać, teraz technicy zajmują się tym, co zostało po wybuchu. Nie pamiętam już, pod domem Thomsen czy tutaj, około pomostu, na drzewie wisi nieśmiertelnik i coś w foliowej torbie, mam nadzieję, ze to był kawałek ciała ludzkiego. Tak czy owak, morderca podpisał się.

      Sara Lund ma nietęgą minę, kiedy tak stoi na tym pomoście i dociera do niej, co się stało. Strange próbuje ja pocieszać, "to nie nasza wina, sama uciekła".

      Z Lund i Strangem chce sie spotkać Pułkownik. W koszarach dość obcesowo przesłuchuje własną córkę, Louise, żonę Rabena. Louise przyznaje się do wszystkiego, tak : z jego kompa wydobyła informacje o Thomsen, tak - spotkała się pokryjomu z poszukiwanym listem gończym mężem, tak - nic nie powiedziała policji, ale może dać słowo, że Raben nie ukradł tych materiałów wybuchowych z magazynu, chciał tylko poznać miejsce pobytu Thomsen. Dowódca kompanii, Bilal, przynosi informację, ze włamywacz nie posłużył się kodem Pułkownika, a także - że w Szwecji zginęła kolejna osoba powiązana ze sprawą i że użyto tam tych właśnie tutaj skradzionych mat. wybuchowych. "Raben, zdaje się, jechał do Szwecji własnie, do Thomsen", powiada Pułkownik, sugerując wyraźnie, że wszystko by się zgadzało.

      Kolejne informacje ofk przedostają się do mediów i lecą w tle w komunikatach radiowych.

      Na komendzie policji w Kopenhadze dwójka ważniaków, siwy starszy i babka, co ostrzegała Briggsa przed zbytnim zaufaniem okazywanym Lund, mają pretensje do Sary i Strangego, ze dopuścili do śmierci ważnej dla śledztwa osoby. Strange broni ich postawy, Sara Lund zaś w ogole nie słucha - w zamyśleniu przygląda się fotografiom dotyczącym śledztwa wiszącym na ścianie. I nagle przerywa im, wstaje i pyta retorycznie : a może to wszystko ściema, ta stylizacja na robote islamistów, na polityczną akcję, a jeśli KTOŚ usuwa niewygodnych świadków ? Drausholm chciała WZNOWIĆ śledztwo, miała NOWE ślady, od tego momentu zaczęli ginąć ludzie. Ktos się przestraszył. Strange pyta "czyżby ktoś w armii ? to ich materiały wybuchowe", Sara nie wyklucza tej hipotezy, bo "ktoś stamtąd mógł mieć motyw".

      Ważniaki chcą jednak, aby Briggs odsunął od sprawy Lund i Strangego, powołał nowy zespół. Briggs jednak wysyła ich na drzewo, oświadcza stanowczo, ze sprawę dalej prowadzą Strange i Lund.

      W koszarach wychodzi na jaw, że włamywacz, który ukradł materiały wybuchowe posłużył się kartą dostępu i kodem Myga Poulsena. Potencjalnie wojsko powinno taki kod zablokować, po śmierci właściciela, ale kto sądził, że użyty zostanie do zuchwałego napadu ? Włamania były dwa, pierwsze o 0:39, drugie o 1:04. Strange zastanawia się głośno, czy może włamywacz był żołnierzem, całą akcję zaplanował i przeprowadził z wzorową znajomościa terenu. Sara Lund zaś, ciekawa jest czy sam Pułkownik miał dostęp do magazynu. Wiadomo, że dostęp miało 5 podoficerów z poszczególnych formacji. Sara nie czekając na odpowiedź domaga się przesłuchania Pułkownika. Ten się próbuje wyreklamować, ale Strange kulturalnie grozi mu aresztem, jesli się będzie opierał. Pułkownik mięknie.

      Podczas przesłuchania Sara drązy sprawę tajemniczego epizodu w Afganistanie, z udziałem oddziału Rabena należącego do batalionu Egger, ktorego Pułkownik był dowódcą. Pułkownik powiada, ze wedle wersji żołnierzy : oddział Rabena poszedł na wezwanie innej grupy, która wpadła w zasadzkę, w wiosce, ale nie było tam nikogo, oprócz Perka, to on potrzebował pomocy, była zabita rodzina cywilów, a oddział Rabena został zdziesiątkowany, sam Raben ranny i prawdopodobnie na skutek szoku jakiego doznał w opisywanej akcji - wrócił do kraju z psychicznym urazem, co spowodowało umieszczenie go w zamkniętym zakładzie. Wedle ustaleń wojska : nie było wezwania, nie było Perka, żołnierze kłamali.

      Pułkownik mówi, że sam nie odbierał raportu, był wówczas na 2-dniowym spotkaniu w Kabulu. Sprawę nadzorował, i informował go, ten Major, zainteresowany Louise Raben - major Sygo.
      On wtedy dowodził. Sara uznaje to za bardzo istorną informację i zwalnia Pułkownika, który przyszedl i wychodzi z jakąs taką nagłą pokorą i podległością :]

      Tymczasem Jen Raben wraca do Kopenhagi.

      cdn



      • grek.grek Re: Forbrydelsen sez 2 odc 5 [1] 04.10.13, 14:05
        dziwna sytuacja, przy próbie wysłania posta albo odświeżenia strony w innym oknie pojawia się znaczek "permission denied" i trzeba kilka razy odświeżyć raz za razem , żeby coś się pokazało. ten post jest na próbę, jak to działa podcza wysyłania :]
      • grek.grek Forbrydelsen sez 2 odc 5 [2] 04.10.13, 14:06
        Raben zatrzymuje się tam gdzie wcześniej, u pastora w kościele. Padre prosi go, żeby nie ryzykował już, został tylko on, niech pomyśli o rodzinie, idzie na policję, szuka pomocy. Raben odmawia. Intryguje go, co odkryła Drausholm i dlaczego chciała wznowić śledztwo. Pyta pastora, czy z nim tez się kontaktowała. Padre odpowiada, ze jej nie zna i nie znał. Wedle pastora w tej wiosce, wtedy, naprawdę nie było żadnego "oficera Perka". Raben twierdzi, że to proste zamydlanie sprawy, chce żeby padre dał mu kasę. Pastor wciąz molestuje go o to,by zgłosił się na policję, więc Raben bebeszy skrzynkę na datki, wyciąga gotówkę i wychodzi.

        Jednocześnie policja przeszukuje dom Louise Raben, zabierają jej komputer. Tyle co wyhcodzą, dzwoni telefon, Pułkownik, czyli ojciec, prosi Louise, żeby przyjechała do jednostki.

        W gabinecie Pułkownika jest padre. Obaj, Pułkownik i pastor, chcą pomóc Rabenowi. Proponują Louise, żeby umówiła się z nim na spotkanie, policja zastawi pułapkę i zatrzyma Rabena, ergo - ocali go przed dalszymi kłopotami, być może nawet śmiercią. Problem w tym, ze Jens nie dzwoni do Louise, nie daje znaku życia.

        Własnie Raben kupuje broń od handlarza, w jakims opuszczonym magazynie. Nie ma dośc pieniędzy żeby zapłacić, więc przemocą zdobywa pistolet. Zaraz potem dzwoni do Louise, ona mu relacjonuje, że są obok niej Pułkownik i pastor i że chcą mu pomóc. Ale Raben nie oczekuje ich pomocy. O co mu chodzi, tak przy okazji ?, musi coś kryć, skoro nie chce razem z policją współpracować i zwiększyć szans na złapanie killera. Musi mieć jakiegos trupa w szafie chyba, nie ?

        Sara Lund koniecznie chce skontaktowac się z majorem Sygo; a że major nie odbiera telefonów, Sara wkracza pewnym krokiem do męskiej szatni w koszarach i slalomem pomiędzy golasami rodzaju męskiego dociera az pod prysznic, gdzie we własnej osobie jest major, jeszcze bardziej goły niż cała reszta. Nie zrażając się niczym, Sara Lund powiada, ze koniecznie muszą porozmawiać i może w jakims lepszym miejscu niż to w którym się aktualnie znajdują.

        Spotykają sie nieco później, na dworze. Lund pyta majora o to, o co pyta wszystkich, czyli o incydent w Afganistanie. Sygo nie wie nic o żadnym "Perku", nie wie nic o "wezwaniu" jakie rzekomo mial odebrac oddział Rabena, ani nie wie nic o "martwych cywilach", jacy mieli być konsekwencję tamtej akcji. Sygo dowodził oddziałem, który odbił oddział Rabena, dostał za to awans, właśnie na majora.

        Zaraz po tej rozmowie, Sara Lund dostaje od Strangego ważną informacją, według ustaleń : w Egger istotnie NIE było żadnego "Perka", ALE BYŁ porucznik o nazwisku PER K.Moller, a więc możliwe, że to on jest zamieszany w całą historię.

        Jednocześnie, trwa rozgrywka na szczeblu politycznym.

        Minister sprawiedliwości, Thomas Buch, wywołuje skandal. Miotany ciągle pytaniami o rolę w całej sprawie swojego poprzednika, Monberga, ignoruje premierowski nakaz, by zakończyć procedurę negcjonowania z Ludowcami brzmienia projektu ustawy antyterrorystycznej. Podczas bujnie obsadzonej przez media konferencji prasowej, po początkowych oficjalnych wystąpieniach, lider Ludowców Krabbe prosi ministra o zreferowanie tekstu projektu ustawy, co do którego uzyskano porozumienie. Buch długo milczy, wywołując zniecierpliwienie towarzystwa, a potem nagle wstaje potrącając wszystko, co stoi na stole, przeprasza i wychodzi. Szok i konsternacja. Wsżedzie : w mediach, w obozie rządowym, wszyscy współministrowie dystansują sie od niego, premier czeka na wyjasnienia.

        Buch wizytuje jakiegos gościa, może nawet to sam premier, przyznam, że nie rozpoznałem... - tak czy owak, wprost mówi on, że minister zachował się nieodpowiedzialnie, wywołał kryzys. W odpowiedzi Buch pokazuje człowiekowi to, do czego dotarł : że bardzo możliwe, iż Monber był w związku romansowym z Drausholm, znał jej plany wznowienia śledztwa dot. epizodu afgańskiego, miał raport asesora z danymi żołnierzy biorących wtedy udział w akcji, tymi podejrzanymi, których oczyszczono w sądzie, dostał je od Drausholm, która 5 dni później nie żyła, a on - dowiedziawszy sie o tym - dostał zawału [skoro żyje, a nie sposób uzyskać od niego wyjaśnień, to chyba w śpiączkę jakąs zapadł ? albo nie żyje, ale ja tego nie załapałem, jak jest naprawdę, zajarzyliście ?].

        cdn
        • grek.grek Forbrydelsen sez 2 odc 5 [3] 04.10.13, 14:13
          niezły cyrk, albo forum ma problem, albo ja go mam :] no ale wczytuje posty, więc jedziemy dalej.

          Gość zdradza Buchowi, ze Monberg wcale nie miał zawału, to wersja oficjalna, dla mediów. Tak naprawdę, eks-minister próbował strzelić samobója za pomocą tabletek nasennych. Mial depresję, małżeństwo chyliło się ku upadkowi, ciężka presja zawodowa związana z prowadzeniem ustawy antyterrorystycznej... i gotowe. O ile to faktyczne powody...

          Buch i Plough, jego doradca odziedziczony po Monbergu, jadą do sekretarki, Kariny, tej co miała romans z Monberegiem, a teraz chce zrezygnować z pracy w ministerstwie, uznając że okłamywała cały czas swojego aktualnego szefa. Buch nie ma jej tego za złe, chce żeby została w pracy i pomogła mu wyjaśnić, co ukrywał Monbeerg, dlaczego zamiótł tę sprawę pod dywan, dlaczego ukrywał swoje relacje z Drausholm, co go łączy ze sprawą afgańską ? Karina nie mówi "nie", ale zastanawia się, Buch prosi ją, zeby zatelefonowała, jeśli postanowi wrócić albo coś sobie jeszcze przypomni. Rzec by można, że minister prowadzi równoległe śledztwo.

          cdn.



          • grek.grek Forbrydelsen sez 2 odc 5 [4] 04.10.13, 14:42
            Bucha nawiedza MON minister, sprzedaje mu wersję, wedle której Monberga nie obchodził zupełnie jakiś afgański incydent, obchodziła go tylko Drausholm, jego miłośc od 15 lat, chciał jej pomóc, potem ona zmarła tragicznie, a on się załamał. Jesli coś ukrywał, to nie miało to nic wspólnego z polityką, a wszystko z osobistymi sprawami. MON minister zdradza mu, że spotkał się z Monbergiem po śmierci Anne - Monberg mówił tylko o niej, był podłamany, stąd próba samobójcza.

            Ma się odbyć ważne spotkanie, Bucha z szefem Kontrwywiadu, minister MON i jeszcze paroma ważniakami. Tuz przed dociera do gmachu ministerstwa Karina. Plough, doradca Bucha, wyraźnie jest podenerwowany jej pojawieniem, a nieco wcześniej bardzo koniecznie chciał uzyskać zgodę Bucha na zrekrutowanie nowej sekretarki, już ponoć rozesłał oferty. To musi mieć jakieś drugie dno.

            Karina mówi Buchowi, że Monberg musiał być zaangażowany w sprawę związaną z incydentem afgańskim. Drauhsolm skarzyła się mu na źle działające w tej spraswie procedury, całą rzecz nadzorował Monberg, i to on brał udział w zamkniętym spotkaniu dotyczącym Jensa Rabena, wówczas odsiadującego w tym szpitalu zamkniętym, z którego później uciekł. Spotkanie zwołał minister obrony narodowej. A zatem, minister ów kłamał opowiadajac Buchowi wersję, podle której Monberg zupełnie nic nie miał wspólnego z tematem zasadniczym.

            Buch zachowuje to dla siebie. Kiedy minister obrony wychodzi, by ponaglić go na spotkanie, Buch powiada, ze zgadza sie z jego stanowiskiem w sprawie, co tamten przyjmuje z zadowoleniem. Ale Buch prowadzi grę, a to tylko wybieg, aby osłabić czujnośc podejrzliwego przeciwnika, który wyraźnie stara się zachować prawde w głębokiej konspiracji.

            Tymczasem, Sara Lund i Strange idąc tropem "Perka" odwiedzają, pod wskazanym adresem, matkę Pera K.Mollera. Okazuje się, że Per K.Moller nie żyje od 2 lat. Zginął w jakimś wybuchu, jako żołnierz. Był to maj. Strange szybko liczy, ze to 3 miesiące PRZED tym incydentem w Afganistanie z rzekomym udziałem rzekomego "Perka". Sara żegna matkę, nic tu po nich. Błędny trop.

            Ale oto w ostatnim momencie, kiedy już mają wychodzić, pani Moller pyta ich "czy wy także w sprawie tego śledztwa ?", i dopowiada, ze była tutaj prawniczka z pytaniami o jej syna. A więc dążąca do wznowienia śledztwa Anne Drausholm także szła tym tropem.

            Matka Mollera prowadzi ich do szopy, czy garażu, czy magazynku przydomowego, gdzie ponoć grzebała Drausholm, kiedy ją odwiedziła. Szukała jakichś dokumentów, mówiąc że to a'propos możliwego odszkodowania za śmierć syna w akcji.

            Pani Moller wyznaje, że NIE widziała syna w trumnie. Wojsko odradziło jej oglądanie jego zwłok. Zgodziła się. W imieniu wojska występowali... major Sygo i pastor.

            Kiedy kobiecina na chwilę wychodzi, Sara mówi Strangemu, ze trzeba ekshumować grób Pera K.Mollera, może być pusty, a Sygo go kryje. Matka słyszy to wracając i każe im natychmiast opuścić jej dom.

            W kościele pojawia się Raben. Przyznaje pastorowi, ze to nie ma sensu, lepiej się poddać i liczyć na to, że policja pomoze, ustali fakty, złapie mordercę. Odkłada pistolet. "Chodźmy na policję", zachęca pastora. Padre przyjmuje to z satysfakcją, idzie się przebrać. Wypada mu coś z kieszeni. Kiedy znika w zakrystii, Raben podnosi ten papierek. Jest to wizytówka Anne Drausholm. A zatem padre kłamał mówiąc, że nigdy jej nie spotkał.

            Za późno jednak dla Rabena na ustalenia. Kiedy zagląda na zakrystię, pojawia się padre który mierzy do niego z pistoletu.

            Sara Lund i Strange pojawiają się nocą na cmentarzu, oglądają grób Pera K.Mollera.

            Louise Raben, z synem na tylnym siedzeniu, jedzie nocą autem. Dokąd ?

            Buch na spotkaniu wysokiego szczebla obserwuje ukradkiem ministra obrony narodowej.

            Stay tuned, akcja zasuwa w dzikim tempie, znów świetny scenariusz, jajo można znieść z ciekawości odpowiedzi na te wszystkie zagadki :]

            • pepsic Re: Forbrydelsen sez 2 odc 5 [4] 04.10.13, 18:15
              Na odc. nr 5 zasnęłam dwukrotnie i tak się zastanawiam. czego brakuje w II serii, że trudno się wdrożyć i skoncentrować. Może chodzi o brak moich ulubionych podwątków obyczajowych i głębszych relacji międzyludzkich? Za to Sara wyraźnie kwitnie. Siermiężny sweterek zamieniła na kuszący dekoltem.

              Poprzedni minister sprawiedliwości żyje, zapadł w śpiączkę po nieudanej próbie samobójczej, choć tak długi okres wydaje sie podejrzany z uwagi na stan wątroby.
              • grek.grek Re: Forbrydelsen sez 2 odc 5 [4] 05.10.13, 13:44
                faktycznie, jest tego mniej, scenariusz mniej jest rozbudowany, ale... zasnęłaś, i to DWA razy ? ;]]

                hehe, to prawda, chociaż w 1 odcinku 1 serii biegała w majtkach, więc można by rzec, że postęp jest relatywny ;]

                dzięki za uściślenie.
                  • grek.grek Re: Forbrydelsen sez 2 odc 5 [4] 05.10.13, 14:51
                    drobiazg, Siostro :]

                    [dziś "Sherlock" w CT2, "Pies Baskerville'ów, w czeskiej wersji "Psisko baskervillske" ;.), 20:55]
                    oczekuję niecierpliwie, i już mam Twój legendarny opis, żeby sobie przeczytać po emisji, celem uściślenia tego, co niechybnie nie zatrybię podczas oglądania.
                      • grek.grek Re: Forbrydelsen sez 2 odc 5 [4] 06.10.13, 15:54
                        obejrzałem oczywiście :]

                        trochę... inny ten odcinek, pewnie przez fakt, że przez większośc czasu akcji dzieje się na prowincji, a nawet w plenerach. plus - w tym laboratorium wojskowym.

                        scena, w której Holmes zaciąga się dymem z papierosa palonego przez klienta - bezcenna :]] tak samo jak to wejście z harpunem i po uszy we krwi [nie własnej, ofk, jak napisałaś w swojej relacji, zapewne był to efekt jakichś eksperymentów] - "jechałeś autobusem w takim stanie ?!" , odp : "żadna taksówka nie chciała mnie zabrać" :]]

                        no i jak chytrus wymusił na Watsonie wydobycie spod ziemi paczki papierosów. Zlecił jemu osobiście sprawę tego psa z Baskerville. Watson na to "a co ty będziesz robił ? przecież nie masz żadnej sprawy do prowadzenia", az w końcu musiał sięgnąć po argument ostateczny.
                        W ogole, pierwsze 10 minut - klasyka.

                        Później też nie gorzej, scenariusze są naprawdę błyskotliwe, a aktorzy momentalnie dają się lubić, zwłaszcza Freeman z każdym odcinkiem zyskuje, a nie jest mu łatwo, bo w przeciwieństwie do Holmesa jest w miarę... normalny ;], poukładany taki. Co nie zmienia faktu, że Cumberbatch jest iście brawurowy w swojej roli.

                        Te popisy dedukcji Holmesa w tempie serii z kałasznikowa : aż trudno nadążyć. Rozebrał tego Henry'ego z motywacji przyjazdu do nich w iście mistrzowskim stylu. Potem tę parę w knajpce, matkę i syna, aż wreszcie w laborce - kiedy kazał wyjśc Watsonowi i dr Stapleton, żeby "udać się do pałacu rozmyślan", pięknie rozrysowanego na ekranie, czasami ta grafika trącała trochę Monthy Pythonem, zwłaszcza wtedy kiedy głowa Holmesa zamieniła się w głowę Presleya :]

                        Wróciła czapka, nie wiem czy pamiętasz ? Kiedy dr Frankland przyznaje się do tego, ze jest fanem strony internetowej prowadzonej przez Watsona, gdzie John opisuje przygody detektywistyczne Sherlocka; Frankland mówi do Sherlocka "widziałem pańskie zdjęcie w tej...", Holmes zniecierpliwiony lekko "...tak - TEJ czapce" :]]

                        Fajna ta knajpa, w której siedzą przy kominku zaraz po pierwszej wizycie na wrzosowskach. Typowa brytyjska prowincja, co za urok osobisty :] I Holmes naprawdę się wtedy boi, jest roztrzęsiony.

                        Intryga z "narkotyczną mgłą" nietuzinkowa, ale jednocześnie niegłupia, oryginalna, wszak tereny to bliskie tego tajemniczego laboratorium.

                        Scena, kiedy światło zapalające się w reakcji na ruch, w ogrodzie domu Henry'ego, zaczyna szaleć i co chwila włącza się i gaśnie, a jednocześnie Henry nie widzi żadnej postaci w oświetlonym ogrodzie - tutaj już thrillerem powiało.

                        Cały wątek psa-potwora - tym bardziej :] Zwłaszcza ze sceną w laboratorium, kiedy John słyszy wycie psa, światła gasną, pomieszzczenie jest zamknięte, a jemu się wydaje, że pies jest wewnątrz i za chwilę go złapie i zje. I jaka sensacja, kiedy Holmes nagle zapala światło i wyciąga Watsona z kryjówki. Potem następuje wyjaśnienie, jak to się odbyło naprawdę, i że to był podstęp Sherlocka, zeby zbadać zachowania Johna potraktowanego tym narkotykiem, pod wpływem którego Sherlock i Henry widzieli potwora.

                        tylko pies im nie wyszedł, wiem że był halucynacją bohaterów, ale jako efekt specjalny nie wypadł zbyt ciekawie; ale to drobiazg, szczegół, nie wart uwagi. ot, wspomniałem żeby nie było że wszystko super i najlepiej, hehe.

                        hah, aczkolwiek... nie wiem, czy przypadkiem jeszcze bardziej przerażający nie był ten killer [dr Frankland, jak się później okaże] w masce przeciwgazowej z tą zwisającą rułą, z na czerwono podświetlonymi oczodołami. Ten który zabił ojca Henry'ego przed 20 laty. Zwłaszcza, ze pies się nie udał ;] Bardziej straszył w opowieści i jako wyjec, niż fizycznie, czy raczej - jako halun :]] Ale to chyba rzadko kiedy twór dorównuje wyobrazeniom o nim.

                        Długo by można.
                        przeczytałem raz jeszcze Twój opis, wszystko w nim zrozumiałe i wg mnie pasujące do sensu i zamierzeń scenariusza :]

                        Mam tylko pytanie o te światła, sygnał który morsem odbierał Watson, przez co odłączył się na moment od Holmesa i Henry'ego, podczas pierwszej wyprawy na wrzosowisko. Czy ten przekaz coś znaczył ? Było to 5 liter, które połączone stanowiły bełkot. Potem John znów je odbiera, idzie za wiązką światła, ale na miejscu znajduje tylko samochody z zapalonymi światłami, w tym jeden pośrodku, wygaszony, ale za to sugerująco poruszający się do taktu ;]
                        Mam wrażenie, ze później w dedukcji Holmesa pojawiła się ta "niformacja świetlna", którą mu przekazał Watson, ale Sherlock początkowo ją pominął milczeniem, zlekceważył. Później, to chyba z niej także wyszedł mu trop ku [projektowi] H.O.U.N.D

                        Tylko... kto by nadawał te sygnały ? I jednak Watson odkrył źródło.

                        ALE... Watson za drugim razem, kiedy nie deszyfrował, a tylko poszedł za światłem - mógł nie zwrócić uwagi na przekaz, a uznać tylko, ze to te same sygnały i ten sam nadawca. Ergo : pierwsze sygnały, które rozpisał na kartce, były prawdziwe; drugie - przypadkowe.

                        Trochę się w tym zawikłałem :]
                        Jak Ty to odebrałaś ?

                        a upieram się, ale tylko trochę :], ze to może mieć znaczenie, bo jakoś tak wszystkie te pozornie nieistotne czy rozrzucone ślady, zwykle mają sens, który dopiero później zostaje opisany. Np. ten króliik świecący, łączący się z dr. Stapleton i służący Sherlockowi jako poręczne narzędzie "szantażu" doktor :] Czy w poprzednim odcinku : te sprawy pozornie niewazne i nieciekawe, związane z zaginionymi ciałami zmarłych, potem znajdujące swoje miejsce jako linki do wątku z samolotem pełnym truposzów. itd.

                        podsumowując : rewelacyjny serial.
                        szkoda, ze za tydzień ostatni odcinek.
                        na szczęscie - póki co, ostatni :]



                        • siostra_bronte Re: Forbrydelsen sez 2 odc 5 [4] 06.10.13, 16:23
                          Dzięki, Greku :)

                          Faktycznie, en odcinek jest trochę inny, bo akcja przenosi się na urokliwą prowincję.

                          Tak, początkowe sceny są przezabawne :)

                          Co do psa, rzeczywiście nie bardzo się udał :) Ale jak napisałeś, to raczej szczegół. Bardziej straszyły sceny, które opisałeś: gasnące światła przed domem Henry'ego czy dr. Frankland w masce, zamieniający się w Moriarty'ego.

                          Wiesz, ja myślę, że te sygnały świetlne były kompletnie przypadkowe. Co prawda nie do końca rozumiem, dlaczego, hm...aktywność randkowiczów na wzgórzu wywoływała taki efekt. Ale ja niezmotoryzowana jestem :)

                          Oczywiście, pomysł, że morderca nosi na miejscu zbrodni koszulkę z nazwą tajnego projektu jest lekko naciągany, ale zadziałał :)

                          No właśnie, jestem bardzo ciekawa Twoich wrażeń, zwłaszcza, że nie opisałam tego odcinka! Oj, będzie się działo. Przygotuj chusteczki :)

                          • grek.grek Re: Forbrydelsen sez 2 odc 5 [4] 07.10.13, 14:54
                            ten Frankland, w scenie duszenia ojca Henry'ego, dodatkowo dziwne oggłosy paszczą
                            wydawał :] to też miało swój "urok".

                            mnie się wydaje, że to co Watson z nich odczytał, później posłużyło w jakiś sposób
                            do odnalezienia tropów Sherlockowi. ale nie będę się przy tym upierał zbyt mocno...
                            chyba że uda się Tobie/mnie zobaczyć raz jeszcze ten odcinek i rozwiać wszelkie
                            wątpliwości :]]

                            hehe, masz rację. mógł ubrać się w dowolny inny ciuch. najwyraźniej czuł się
                            bardzo pewnie i był przekonany o sile oddziaływania tej mgły na umysł dziecka.

                            o ! krótka zapowiedź, ale za to jak zręcznie to zrobiłaś :]
                            tym razem, jak widzę, będę się musiał obyć bez Twojej relacji.
                            spróbuję więc, a ciekawem okrutnie, aczkolwiek szkoda, że to już
                            ostatni odcinek [jak na razie]. łatwo się zżyć z tymi bohaterami.
                            komu ja to mówię, prawda ? :]
    • maniaczytania :) 04.10.13, 18:03
      ja dzis ogladam "Transformers" ;) a Wy?

      Uwaga, uwaga - wczoraj drugi raz wybralam sie na 'sekretny seans'. Jak sie okazalo juz w kinie na miejscu film, ktory wyswietlono to "Zycie Adeli", czyli laureat Zlotej Palmy w Cannes.
      Moze, jak ochlone (a probuje od wczoraj!), to cos napisze - dodam tylko, ze pierwszy raz w moim dlugim zyciu kinomana (zaczelam w pierwszych klasach podstawowki dosc intensywnie, z niewielka przerwa) bylam bardzo, bardzo bliska wyjscia w trakcie...
      • pepsic Re: :) 04.10.13, 18:30
        Jak się wyrobię, rzucę okiem na "Gorzkie gody" (kultura po 20.) Tylko czy ja dobrze widzę, Hugh Grant u Polańskiego? To jakiś hardkor ;))

        Intrygująco zabrzmiało. A ja jestem świeżo po francuskim "Vidoq'u" i angielskim "Płytkim grobie". Warto o nich wspomnieć, więc obiecuję coś więcej pod koniec weekendu.
        • pani_lovett Re: :) 04.10.13, 22:57
          > Jak się wyrobię, rzucę okiem na "Gorzkie gody" (kultura po 20.) Tylko czy ja d
          > obrze widzę, Hugh Grant u Polańskiego? To jakiś hardkor ;))

          :)

          A ja jestem świeżo po francuskim "Vidoq'u" i angielskim
          > "Płytkim grobie". Warto o nich wspomnieć, więc obiecuję coś więcej pod koniec
          > weekendu.
          Koniecznie.

          "Vidocq" z Gérardem Depardieu? Podobał mi się.
        • grek.grek Re: :) 05.10.13, 13:52
          obejrzałas "GG" ?

          hehe, nie dośc, że Grant gra, to jeszcze daleko od swojego romantycznokomediowego emploi - konserwatywnego, wstydliwego, purytańskiego niemalże Angola, który wysłuchuje pikantnej sadomaso, chociaz w gruncie rzeczy bolesnie prawdziwej jak chodzi o "życiową prawdę" i przeraźliwie smutnej, opowieści, raz to próbując uciec, to znów wracając wiedzionym nieubłaganą ciekawością wyłażącą spod noszonej pieczołowicie "ogłądy dżentelmena". jego postać komicznie nie pasuje do seksualnie drapieżnej Emmanuele Seigner.

          "Vidocq" - pamiętam jeszcze z czasu, kiedy "Ojeja" nie było, bardzo plastyczny, jak Ci się podobał ?

        • maniaczytania Re: :) 05.10.13, 11:26
          wiecie, ciezko cos napisac o filmie, w ktorym absolutnie na pierwszy plan wysuwa sie, hmm, nazwijmy to, uprawianie milosci miedzy dwoma kobietami (z czego jedna niepelnoletnia na poczatku), ukazane we wszelkich mozliwych konfiguracjach z bardzo, bardzo bliska, w wiekszosci na zblizeniach, pokazane jest doslownie wszystko, a jedna z takich scen trwala, uwaga, uwaga (jesli oczywiscie wierzyc 'internetom', bo sama nie mierzylam) - 12 minut!
          • pani_lovett Re: :) 05.10.13, 16:06
            Ze wszystkich filmów Kechiche widziałam tylko "Czarną Wenus". Tu też epatował mocnymi naturalistycznymi (i dla odmiany także brutalnymi) scenami seksu.

            A jakieś pozytywy, Maniu, dostrzegłaś? Znalazłaś jakieś wyjątkowe sceny, wątki, dialogi , które Ci się spodobały, które zostaną Ci w pamięci po tym seansie.



            :)
            • maniaczytania Re: :) 05.10.13, 19:43
              pani_lovett napisał(a):

              > A jakieś pozytywy, Maniu, dostrzegłaś? Znalazłaś jakieś wyjątkowe sceny, wątki,
              > dialogi , które Ci się spodobały, które zostaną Ci w pamięci po tym seansie.

              Przykro mi, ale ... nie. I tak sobie mysle, ze niezle sie rezyser ustawil - kazdego, kto skrytykuje ten film nazwac moze homofobem, a przeciez gdyby to byla historia o chlopaku i dziewczynie - to malo komu by sie podobal - byl przerazliwie dlugi (cos kolo 3 godzin), nudny i przeciagniety.
              • angazetka Re: :) 05.10.13, 20:12
                To czym tłumaczysz nagrodę w Cannes? Jakieś hipotezy? Czekam na ten film, ale nie sądziłam, że będzie on wyglądał aż tak. Hm. Muszę to jeszcze raz przemyśleć.
                Nawiasem mówiąc, na reżysera i pracę na planie narzekają wszyscy - i aktorki, i różni technicy-magicy. Musiało być ciekawie.
                • maniaczytania Re: :) 06.10.13, 09:12
                  nie wiem, nie tlumacze, nawet nie probuje. Najwidoczniej nie jestem tak wyrafinowana i 'sophisticated' jak jury cannenskie. Na plakacie sa slowa S. Spielberga - 'wspanialy film o milosci'. No sorry, duzo bardziej przekonujacy i jakos tak angazujacy widza, powodujacy, ze widz przejmuje sie losami bohatera i przede wszystkim wierzy w trudne uczucie, byl film "Tajemnica Brokeback Mountain.
                  Na Adeli polowa sali wyszla, a reszta na scenach 'intymnych', czy wtedy, gdy Adela przezywala i szlochala - po prostu glosno rechotala i to nie z zazenowania - chyba nie o to chodzilo rezyserowi ...
                  A o tym, co sie dzialo na planie i tych skargach na rezysera tez czytalam. Coz, troche mnie te narzekania aktorek dziwia - w koncu byly na tyle odwazne i 'otwarte', nikt ich chyba nie zmuszal do tych nieudawanych scen, podejrzewam, ze te skargi teraz to element promocji filmu ;)
              • pani_lovett Re: :) 06.10.13, 15:06
                maniaczytania napisała:
                I tak sobie mysle, ze niezle sie rezyser ustawil - kaz
                > dego, kto skrytykuje ten film nazwac moze homofobem,
                >a przeciez gdyby to byla h
                > istoria o chlopaku i dziewczynie - to malo komu by sie podobal - byl przerazliw
                > ie dlugi (cos kolo 3 godzin), nudny i przeciagniety.

                Bez przesady. Przecież nie można nazwać homofobem osoby, którą np. film zwyczajnie nudził.
    • grek.grek "KIeł", via Kocham Kino [oglądaliście ?] 05.10.13, 14:41
      oglądaliście [w Kocham Kino] ?

      odebrałem ten film jako ostrą krytykę społeczeństwa zamkniętego, sekciarstwa, wszelkich organizacji i grup próbujących narzucać swoim członkom zasady życiowe, może także atak
      na rodzinę, chociaż w mniejszym zakresie.

      Podmiotem jest jednak rodzina. Rodzice, on 50 lat, ona młodsza, którzy w doskonale wyposażonym, z wielkim ogrodem i basenem, domu trzymają w zamknięciu trójkę dorosłych dzieci, dwie dziewczyny i chłopaka. Dom jest otoczony wysokim płotem, gdzieś poza miastem. Ojciec jest dyrektorem albo nawet właścicielem dużej fabryki, matka - nie pamiętam, chyba nie pracuje; są zamożni. Kiedy kolega z pracy pyta ojca, czy możliwe będzie spotkanie towarzyskie z nimi, ojciec odmawia tłumacząc, ze jego "niepełnosprawna" żona, poruszająca się na wózku, źle znosi kontakty z obcymi ludźmi. Mają więc dobrą wymówkę na wypadek, gdyby ktos się chciał nimi zainteresować. Można założyć, ze nikt nie wie, że facet ma zdrową żonę i troje dorosłych dzieci.

      Nigdy nie wypuścili ich na zewnątrz, do świata. W tym domu : uczą je, kształcą, trenują ich osobowośc. robią to w sposób patologiczny - np. definiują słowa w sposób kompletnie sprzeczny z ich znaczeniem w normalnym świecie. Kuriozalna jest scena, kiedy jedna z dziewczyn pyta "co to jest ci-pka ?", a matka odpowiada po chwili, bez cienia stresu, "to lampa. ci-pka, to lampa. np. w zdaniu : zgasła ci-pka i jest ciemno". Zabawne ? Przezabawne :], a jednocześnie przerażające.

      dzieci gromadzą tzw. naklejki, za dobrze wykonane zadanie albo ćwiczenie. Ćwiczenie werbalne albo fizyczne. rodzice uatrakcyjniają im naukę, za pomocą wprowadzania elementu rywalizacji, która po pewnym czasie skutkuje agresją w ich wzajemnych stosunkach. kto zbierze najwięcej naklejek - ma prawo wybrać sposób, w jaki rodzina spędzi wieczór. jesli któreś z dzieci wybiera film, zawsze jest to film rodzinny, z nimi i starymi, żaden inny.

      Któregoś dnia matka stwierdza, że jest w ciązy. Jednocześnie od dłuższego czasu ona i ojciec noszą się z zamiarem kupienia psa. Podają to dzieciom za jednym zamachem, mówiąc, że "mama urodzi dwoje dzieci i psa, psa najpierw" :]

      Kiedy na posesji zjawia się niespodziewanie kot, chłopak reaguje agresją, zabija go nożycami ogrodowymi. Ojciec tłumaczy, że kot to największy wróg, a potem szkoli całą rodzinę, matka dla niepoznaki szkoli się razem z dziećmi, jak należy się zachowywać, kiedy pojawi się wróg, jak reagować na sytuację zagrożenia : po prostu każe wszystkim szczekać, w pozycji na czworakach.

      Efekt jest taki, że kiedy narasta konflikt między młodszą siostrą i bratem, i ona dowala mu w kolano młotkiem, tłumaczy, że "to nie ja, to kot wpadł oknem i uderzył go młotkiem, był bardzo szybki". naznaczanie wrogów, znajdowanie kozłów ofiarnych, jak to w świecie.

      Jedyną osobą z zewnątrz, która bywa w tym domu, jest dziewczyna pracująca w recepcji tej firmy/zakładu, któremu ojciec dyrektoruje/jest właścicielem.

      Co jakiś czas, ojciec zabiera ją do auta, zawiązuje jej oczy opaską i przywozi do domu, żeby syn mógł z nia barłożyć. Barłożenie zupełnie jest mechaniczne i raczej odstrasza od seksu niż do niego zachęca. Trudno powiedziec czemu ma służyć, bo przecież, jeśli bezpieczeństwo, jest takie ważne dla ojca, zamiast ryzykować z kobietą, mógłby go nauczyć innych sposobów rozładowywania napięcia seksualnego. MOże więc chodzi o jakieś przysposobienie do spłodzenia potomka ?

      Dziewczyna bierze pieniądze za swoje usługi, nie pyta o nic, ale zaczyna mieszać. Najpierw namawia na seks oralny jedną z sióstr, starszą. Na zasadzie kija i marchewki, czyli w zgodzie z rodziców metodologią. "jak mnie poliżesz, o tu, to ja ci dam prezent", tak namawia siostrę i ona się zgadza. od tej pory siostra sama zacznie to stosować wobec swojej siostry. Potem siostry obejrzą także filmy, które rodzice skrywają przed nimi [porno] a może nawet taki, który udaje się dziewczynie do środka przemycić, tak czy owak [bo przyznam, że tu mam lukę w pamięci] widzi na tym ekranie innych ludzi, inne życie. Pewnego dnia, w końcu, rodzice malują córkę i organizują jej randkę z bratem. Jak na kino w TVP odważnie pokazanej, bo z męskim urządzieniem w 3/4 wzwodu pobuidzanym dodatkowo damską ręką, już czekam na reakcję Krajowej Rady Czegośtam ;] a i tak dobrze, ze ręką, a nie nogą, bo to dopiero by był skandal, hah. no i jest fragment pornofilmu, przy którym siedzą rodzice, gdy dzieci już śpią, z dokładnie widoczną sceną seksu oralnego. Zgrozaaaa ;]]

      Można też zauważyć, ze siostra zdaje się zazdrosna o brata, na tle tej dziewczyny, która równolegle spotyka sie z nimi erotycznie.

      Wszystkie te kolejne doświadczenia budzą w tej starszej siostrze przeczucie że istnieje jakieś inne życie, tam za murem. Czasami jej brat staje pod murem, nasłuchuje, rodziców to niepokoi, ale chłopak jest posłuszny.

      To siostra znajdzie w sobie eneergię do buntu.

      Najpierw ojciec orientuje się, że dziewczyna od seksu odstawia w domu krecią robotę, odwiedza ją w jej domu i wali po głowie jakimś cięzkim przedmiotem. Być może ją zabija, nie jest dookreślone. w każdym razie - powala cięzkim nokautem.

      Rodzice powtarzają dzieciom ciągle, że moment w którym będą mogli zacząc żyć samodzielnie, przyjdzie wtedy, gdy wypadnie im lewy kieł, znaczy ząb.

      I starsza siostra, mając wewnętrzne poczucie, ze nadszedł moment emancypacji - bierze któregoś wieczora cięzarek do ćwiczeń i po prostu waląc się nim w szczękę wybija sobie zdrowy ząb. Uradowana patrzy na swoją upapraną krwią twarz i czarną dziurę między zebami, po tytułowym kle.

      Potem zamyka się w bagażniku samochodu ojca, w nadziei, ze to jest wehikuł, którym sie dom opuszcza.

      Ojciec znajduje umywalkę pełną krwi, ciężarek, wzywa całą rodzinę, która ustawia się przy bramie wejściowej i szczeka na czworakach, a on sam gorączkowo biega po okolicy i szuka córki. Na nic, ona już w bagażniku dogorywa zapewne z braku tlenu.

      mocny film, wyglądający momentami jak zapis jakiegoś eksperymentu, aktorzy wkładają w to sporo psychicznego zdrowia, generalnie interesujący bardzo i wyraziście krytyczny w wymowie.

      www.youtube.com/watch?v=B20bbhYqE1g
      www.youtube.com/watch?v=saJYytfMgbw
      • siostra_bronte Re: "KIeł", via Kocham Kino [oglądaliście ?] 05.10.13, 14:59
        Dzięki :)
        Nie oglądałam. Czytałam same pozytywne opinie, chociaż na pewno to film trudny w odbiorze.
        Obraz toksycznej rodziny, sprowadzony do absurdu. Czy pada jakieś wyjaśnienie, dlaczego rodzice, głównie ojciec to robią? Czy chcą w ten sposób ochronić ich przed niebezpieczeństwami życia na zewnątrz?
      • pani_lovett Re: "KIeł", via Kocham Kino [oglądaliście ?] 05.10.13, 15:27
        Oglądałam tę historię, ze z lekkim przerażeniem, ale i, nie wiem, co na to powiedzie, zafascynowaniem!?

        Atak na rodzinę, w której tresuje się dzieci, a nie wychowuje, tak.

        Myślę, że dziewczyna przywożona była dla syna właśnie po to tylko, by mógł on rozładować napięcie seksualne i żeby zapobiec kazirodczym relacjom . Kiedy jednak dziewczyna przestaje przyjeżdżać to przestaje mieć znaczenie. Swoją droga to ciekawe, że ojciec , rodzice troszczą się jedynie o potrzeby seksualne syna, a te same potrzeby córek nie istnieją dla nich.

        Ojciec rąbnął tę dziewczynę w głowę zdaje się odtwarzaczem video (!), wypowiadając znamienne słowa o złu jakie sprowadziła do jego domu.

        Tym złem były kasety z filmami o Rockym Balboa. Dziewczyna zostawiła starszej siostrze, zaszantażowana przez nią. I tylko ona jej obejrzała...

        :)


        • grek.grek Re: "KIeł", via Kocham Kino [oglądaliście ?] 05.10.13, 16:48
          dzięki za objaśnienie :] trochę się tu i tam krzątałem w trakcie, więc mam luki fabularne.
          teraz sobie przypominam te miny jakie dziewczyna stroiła przed lustrem, naśladując
          Rocky'ego. tylko nie załapałem samego momentu wniesienia do domu tej kasety.

          własnie, to ciekawe, że córki - do momentu, kiedy ta dziewczyna z zewnątrz nie uświadomi
          im [tej starszej], że istnieje ta sfera potrzeb, nie posiadają, ale nie ujawniają insynktów seksualnych ?

          tak, to był odtwarzacz.

          • pani_lovett Re: "KIeł", via Kocham Kino [oglądaliście ?] 05.10.13, 17:12
            Tak. :)
            Dziewczyna od usług seksualnych przyszła drugi raz do starszej siostry i znowu zaproponowała, żeby ta "polizała" ją w wiadomym miejscu w zamian za prezent; tym razem przyniosła żel do układania włosów. Jednak starsza siostra nie chciała żelu, chciała coś innego i zaczęła grzebać dziewczynie w plecaku i tak znalazła dwie kasety z filmami, to ich zażądała. Dziewczyna początkowo odmówiła zostawienie jej kaset. Wtedy starsza siostra zagroziła ! , że powie rodzicom o wszystkim. Dziewczyna nie miała wyjścia musiała zostawić jej kasety, ale powiedział, że je odbierze za tydzień.

            Zawartość pornokaset rodziców nie była dzieciom dostępna. Jedynie te z rodzinnymi filmami.


            Za to często siostry reagują agresywnie!? Zwłaszcza starsza wyładowywała agresję na bracie.
    • grek.grek "Aria dla atlety" [1] 06.10.13, 13:43
      To jeden z tych filmów, łatwiejszych do opisania jak chodzi o fabułę, a już cięzko uchwytnych słowem, kiedy rzecz dotyczy atmosfery i formy.

      Fabułą są losy niejakiego Władysława Góralewicza [wzorowanego na autentycznej postaci Zbyszka Cyganiewicza; w świetnym wykonaniu Krzysztofa Majchrzaka], który przechodzi drogę od prostego wieśniaka miętolącego, metaforycznie ujmując, czapicę w garści do mistrza świata w zapasach wolnoamerykańskich.

      Historia dzieje się pod koniec XIX wieku, ma formę retrospekcji, a narratorem jest sam bohater, siwiejący już i lekko nadgryziony zębem czasu [wyeksponowane w zbliżeniach twarzy zmarszczki wokół oczu] opowiadający swoje życie dziennikarzom.

      Wychował się na wsi, gdzieś na terenach Galicji ówczesnej. Pewnego dnia w okolicy gości obwoźny cyrk. Baby z brodą, facetokobieta z połową twarzy damską, a połową męską [oczywiście jest to przeokrutnie wystylizowany facet, po prostu pomalowany, tak samo jak broda u kobiety jest zwyczajnie doklejona, ale który wieśniak w końcu XIX wieku wpadłby na taki koncept...], a do tego linoskoczkini, no i właśnie - zapaśnicy. Szefem i impresario, a zarazem zapiewajłą tego całego interesu jest Siedelmayer [kapitalnie oślizgły i firmowo wredny Pszoniak]. Kiedy Góralewicz pojawia się w jego namiocie i pyta o możliwość przyłączenia się do trupy - Siedelmayer poddaje go testowi : każe mu włożyć głowę między drzwi, a potem ją mocno przytrzasnąć - wobec braku osób trzecich sam pełni rolę przytrzaskującego. Takie "test" na charakter i niewiadomocojeszcze. Góralewicz wychodzi z tego z poturbowanym uchem, ale zaczepia się w cyrku. Toczy w nim zapaśnicze pojedynki. I poznaje ludzi, którzy będą się przewijali przez jego życie : Bolcia [Wilhelmi], lubiącego jeść... złapane koty [co za łajza :)], specjalistę od rozrywania łańcuchów, ślepego na jedno oko Cyklopa, a także niemieckich braci Absów.

      Siedelmayer to krętacz. Na każdym przedstawieniu finguje walki swoich zapaśników. Mistrzem w jego stajni cyrkowej jest Specht. Rozkłada on kolejnych ustawionych rywali, a zakłady na widowni rosną. Góralewicz ma z nim przegrać, koniecznie jednak dopiero po 15 minutach walki, kiedy tylko usłyszy sygnał dzwonkiem wydawany od Siedelmayera. Walka zatem wygląda śmiesznie, bo silniejszy Góralewicz ustępuje grzecznie przed człapiącym Spechtem bojąc się w ogole go ruszyć, i czeka na dzwonek. W tym samym czasie, obok zaimprowizowanej maty, Siedelmayer poucza jakiegoś innego zapaśnika - w zdenerwowaniu macha dzwonkiem, i Góralewicz pada jak rażony piorunem na plecy, bez żadnego ciosu ze strony rywala. Widownia w śmiech. A Siedelmayer biega rozhisteryzowany i powtarza sam do siebie "masz ! no masz ! masz, co chciałeś !" :]

      Płyną wieści ze świata, w Paryżu jakiś facet dał sobie przejechać po klacie samochodem, przeżył i "Paryż oszalał na jego punkcie". Takie opowieści pobudzają wyobraźnię Góralewicza, marzącego o wielkich arenach i mistrzowskich pojedynkach. Bolcio, słuchający tej opowieści, poddaje się takiej próbie, na jakiejś wiejskiej drodze - przechodzi ją pomyślnie. Zabawna to scena : w paryskim wielkim świecie idolami zostają ludzie, robiący to, co inni umieją zrobić od ręki, ot tak, byle gdzie, bez splendoru i poklasku :]

      Nadchodzi moment, w którym Góralewicz nie chce się już podkładać. Wygrywa walkę ze Spechtem. Łamie zasady. Siedelmayer ponosi klęskę finansową. MIędzy namiotami ucieka dłużnikom, nie ma z czego wypłacić przegranej w zakładach. Góralewicz także ponosi karę - bracia Abs i kilku innych cwaniaków z cyrku przepędzają go precz, w stroju Adama.

      Człowiek się nie załamuje, przeciwnie - ta sytuacja otwiera przed nim nowe perspektywy. Zaczepia sie u profesjonalnego menadżera zapaśników; w Charlottenburgu dostaje angaż do prawdziwych walk, na zawodowej arenie, przypominającej teatralną scenę, przed zamożną publicznością [szefem i konferansjerem jest Piotr Skrzynecki].

      Mieszka wprawdzie w dośc obskurnym lokalu, ale ubiera się z klasą i dopowiada sobie pod nosem "mają mnie za górę mięsa, ale nikt jakoś nie dostrzega we mnie subtelności manier". Bo istotnie, zapaśnik to niecodzienny, o ile oczywiście roztrząsać rzecz podług stereotypów. Kulturalny z natury, choć przecież nie nabywał ogłady na jakichś salonach; trochę naiwny, dobroduszny, ale i wykształcony, z maturą, umiejący recytować wiersze po niemiecku, co zupełnie zadziwiało jego dawnych kompanów z cyrku i samego Siedelmayera. Wykazuje też intuicyjne zauroczenie operą.

      Podczas zapaśniczej walki Góralewicza, na widowni jest tenor Messalini. Dostaje on informację o czyjejś śmierci. Aby ukoić nagły żal, wstaje i zaczyna spiewać jakąś arię. Wszyscy go słuchają, zwłaszcza Góralewicz, na moment zapominając o tym, co własnie robi i z głową zwróconą ku trybunom odpierając ataki przeciwnika. Jego sportowe umiejętności, ale i ta niespotykana wrażliwość artystyczna zwracają na niego uwage Cecylii [Pola Raksa], ktora mówi do kogoś, chyba swojego protektora albo ojca albo kogośtam, "kup mi go". Spotyka się z Góralewiczem poza sceną, na jakims cyganeryjnym party, pyta go o to czy odczuwa ból podczas walk, czy sie go boi, a potem tatuuje jego nadgarstek. Wkrótce zostaje żoną Góralewicza.

      Scena... oniryczna ? deliryczna ?, sam nie wiem... pokazujaca Góralewicza i to całe towarzystwo klasy prózniaczej jest fakt znakomita. W tle Góralewicz przerzuca kolejnych rywali przez ramię, co ma chyba sugerować, ze stacza kolejne zwycięskie walki i zdobywa sobie uznanie. Postaci i pokój w którym odbywa się ta cała inscenizacja coraz intensywniej malują się na czarno-biało, palą namiętnie opium, a finałem tego ujęcia jest gra w rosyjską ruletkę przyjaciela żony Góralewicza - kończąca się jego przegraną.

      Ambicją Góralewicza jest pokonanie braci Absów, którzy również przeszli na zawodowstwo i odnoszą sukcesy w róznych krajach. Góralewicz spotyka się z Bolciem. Ten nie czuje się dobrze. Od kiedy numer z samochodem przejeżdzającym przez klatkę piersiową stał się jego popisowym człowiek podupadł na zdrowiu, jak mówi "może któryś samochód był za cięzki..? czy ja wiem... tak czy owak, przerwałem się... pluję krwią".

      Bolcio wspomaga i motywuje Góralewicza, zeby rzucił wyzwanie Absom. Organizuje całą akcję - Góralewicz zjawia się wieczorem pośród tłumu fanów zapasów i wyzywa głośno Absów na pojedynek. Bolcio zaś rozdaje tłumowi pochodnie zapalone. Podbechtana tłuszcza rusza do konkurencyjnego cyrku, który ma Absów na kontrakcie i podpala go w zemście za to, że torpeduje on pojedynek na który wszyscy czekają. Właściciel nie przejmuje się całym zdarzeniem. Zamiast tego spokojnie oznajmia Góralewiczowi "ma pan 9 godzin, żeby podpisać ze mną kontrakt". Tutaj nie wiem, czy był to szantaż, czy co - będziesz walczył u mnie i robił co ci każę, albo cię podam do sądu ? Cholera wie :] W każdym razie, cała sytuacja pokazuje doskonale rodzący się sport zawodowy, w którym najwięcej do powiedzenia mają menadżerowie i promotorzy, właściciele zabawek, a nie ci, którzy sie nimi bawią i zarabiają dla nich pieniądze.

      Tak czy owak, Góralewicz i Bolcio muszą uciekać. W jakiejś starej dziurze, przy talerzach na łańcuchach a'la Miś [Rozmowy kontrolowane ?] znajdują Cyklopa. Ten, już dawno przebrzmiały i opuszczony, radzi im wyjazd do Portugalii, gdzie rezyduje miłośnik boksu, bogaty Rosjanin, Popow.

      Istotnie, następne miesiące spędzają w Portugali, w efektownych nadwodnych, plażowych sceneriach... Sopotu ;] [tam kręcono te zdjęcia]. Popow ma własną stajnię zapaśników, jeden z nich próbuje walczyć z... bykiem i odgraża się, że położy go na łopatki. Oczywiście, zwierzak zmusza go do panicznej ucieczki. Bolcio widząc ten żałosny spektakl podejmuje się stoczyć pojedynek z jakimś bykiem, i na pytanie "jakim ?", odpowiada zuchwale "mam słaby wzrok, więc dajcie mi największego" :] Wpuszczają więc do zagrody bydlę rogate i Bolcio wychodzi do niego, cały czas monologując "Gdzieś tam walczą z bykami szpadami, łeee !, co to za problem..."





      • grek.grek "Aria dla atlety" [2] 06.10.13, 14:01
        Byk stoi spokojnie, z pochylonym łbem, gapi się na pajacującego Bolcia, co tego drugiego niepokoi, i to bardzo, jakkolwiek próbowałby to zbyć dowcipkowaniem. Wreszcie mówi "nie kwapisz się do ataku, to moze jak ci tyłek pokażę, to się odważysz". Odwraca się do niego plecami, wypina zadek i... zostaje wzięty momentalnie na rogi. Umiera na miejscu.

        Góralewicz wraca do walk. Spędza czas w Paryżu. Udaje się zakontraktować walkę jego marzeń, z jednym z braci Absów [jeden jest mały, drugi duży - Góralewicz ma walczyć z dużym]. Przedtem spotykają się na chwilę, podają sobie dłonie, mierzą sie wzrokiem, Góralewicz komplementuje kucyk jaki nosi Abs, samemu będąc krótko ostrzyżonym, a nawet ogolonym, "od jutra zapuszczam taki sam", kwituje i odwraca się. Pewnośc siebie, ot co.

        Walka ma się odbyć w specjalnym wielkim pomieszczeniu, można by nawet podejrzewać, ze to jakaś... katedra ;] Tak czy owak, Góralewicz walczy tam juz od pewnego czasu, jest gościem honorowym na spotkaniach wieczornych, szycha gaworząca nawet z czołowymi politykami. Jeden z nich opowiada, ze jakiś rosyjski zapaśnik uznał samego siebie za jednego z 3 największych Rosjan, obok Gogola i Szalapina, "czy pan, panie Góralewicz, uznaje siebie za największego Polaka ?", na co Góralewicz odpowiada "a zna pan jakiegoś innego Polaka, prócz mnie", tamten "nie znam", Góralewicz : "sam pan udzielił sobie odpowiedzi".

        Co ciekawe, jednym z kelnerów w tym lokalu jest... Siedelmayer :] Tak się losy potoczyły. Góralewicz poznaje go, próbuje zagadać, ale tamten zachowuje całkowity profesjonalizm, tylko oko mu ucieka w bok za przechodzącym eks-podwładnym :]

        Przed walką Siedelmayer znajduje jednak moment, aby podejśc do Góralewicza i powiedzieć mu na ucho "postawiłem na ciebie ! wygrasz ! wygrasz, a ja na tobie zarobię, jak ci sie podoba taka historia ?". Góralewicz nie reaguje, a Siedelmayer, celem podbicia swoich szans na hazardowy sukces, opowiada mu o słabych stronach Absa, przecież latami z nim współpracował w tym prowinicjonalnym cyrku.

        Na macie zwycięza Góralewicz. Sama walka jest jednak w tle, bo kamera skupia sie na biegającym niczym mały skrzat Siedelmayerze - zaniepokojony czy podkręcony przyszłym zyskiem, biegnie on takimi schodkami wiodącymi z podłogi aż pod sam sufit tej hali, w której odbywa się pojedynek i co jakiś czas przystaje, przygląda się z góry walce, zaciera ręce, aż wreszcie na samym szczycie zastyga w oczekiwaniu. Kapitalna scena w wykonaniu Pszoniaka.




        • grek.grek "Aria dla atlety" [3] via TVP Polonia 06.10.13, 14:30
          Po zwycięstwie nad dużym Absem, Góralewicz ma już tylko jedno sportowe wyzwanie : pokonac jego brata. Lecz nie sposób go dopaść, co sprawia że mistrz w ogole stroni od ringu. Raczej snuje się po plaży przy hotelu Excelsior, a żona powiada swojej przyjaciółce, że od kiedy Władysław przestał walczyć, nie może sobie znaleźć miejsca. Góralewicz dopowiada "mam pasy mistrzowskie, kolekcję rzeźb, mam swoją historię..." - co dalej ? Pozostaje spędzanie czasu na chadzaniu do opery, kupowaniiu kolejnych rzeźb Atlasa, udowadnianie żonie w sypialni, że jeszcze nie stetryczał zupełnie i dziwienie się, czemu wszędzie, gdzie się ruszy - spotyka "tego wyjca" Messalniego. Wkrótce okaże się, że Messalini jest kochankiem jego żony. Póki co, Góralewicz słyszy go, a potem widzi, jak ten lezie przez plażę i śpiewa arię.

          Pewnego wieczora, Góralewicz wraz z żoną i jej przyjaciółką jest w drodze do opery. Nagle do dorożki przykleja się... drugi z braci Absów. Wręcza coś Góralewiczowi. Ten natychmiast oznajmia, ze wysiada. Grubym słowem zbywa przyjaciółkę żony.

          Na liściku było wyzwanie do walki. Otóż Abs tego wieczora staje do walki na ringu w jakimś podrzędnym lokalu. Góralewicz nie ma czasu na przygotowania, dawno nie walczył, wkracza więc na ring we fraku i zwykłych butach. Nie może odpuścić, czekał całe życie na tę walkę, a to może być ostatnia i jedyna szansa, by do niej doszło.

          Mniejszy, ale szybszy i dynamiczniejszy Abs obija go dośc solidnie, powala, nokautuje. Sala wiwatuje, brytyjski komentator drze się do mikrofonu. Abs w glorii zwycięzcy przechadza się po ringu i pozdrawia tłum. Góralewicz, solidnie trafiony i kontuzjowany, wraca jednak do gry. Niczym Rocky Balboa wstaje i kontratakuje, najpierw wyrzuca Absa w ogole z ringu, a potem łapie go za nogi i wali z całej siły głową w matę ringu, jakby tamten był słupkiem do wbijania w ziemię. Zwycięza, komentator szaleje przy mikrofonie, publika wiwatuje dziko. Góralewicz poprawia na sobie resztki galowego ubrania, ledwie żywy przyjmuje od lokaja kapelusz, z trudem zakłada futro, odbiera laseczkę i chwiejnym krokiem dżentelmena, pokrwawiony wychodzi z lokalu.

          Wchodzi do fontanny, bijącej wodnymi strugami na wszystkie strony. Jakby się w niej ochładzał, a potem rusza przez wodę, starając się zachować prostą sylwetkę, nie widac jego twarzy, widać tylko sylwetkę na tle efektownych fontannowych wygibasów wodnych.

          Ostatnia krótka przebitka na współczesność ówczesną, Góralewicz posunięty w latach, siedzi za biurkiem, na tle ściany na której wiszą niezliczone jego mistrzowskie pasy, przed nim dziennikarze z fleszami. Klamra spinające całą opowieśc.

          Wszystko jest w tym filmie : klimat, zdjęcia, historia, aktorstwo, sceny do zapamiętania. Popełnił go Filip Bajon, za co niech mu bozia w dzieciach wynagrodzi :]

          Inspiracji i smaczków wizualno-technicznych ponoć sporo w tym filmie, Ken Russell, Fellini, Toulouse-Lotreck, Beadrsley itd.

          Mnie się spodobał sposób odmalowania epoki, doskonala scenografia, aranżacja kolejnych scen, wreszcie sam główny bohater, łączący sprzeczne pasje i wrażliwości : zapaśnik i atleta, a jednocześnie ktoś do kogo głęboko trafia tak wysumblimowany rodzaj sztuki, jak operowa. Kiedy opowiada, już nie pamiętam komu, że w operze "aktorzy nie wypowiadają ani słowa, tylko śpiewają', ten ktoś powiada, że to niemożliwe :]

          www.youtube.com/watch?v=bFILMkMgbQI
          www.youtube.com/watch?v=4GtwcDvZV-s
          www.youtube.com/watch?v=xSQjDkxCVys
          [ten ostatni link zawiera, według opisu, analizę pani krytyczki; jeszcze nie zajrzałem, więc wpisuję trochę w ciemno]

            • grek.grek Re: "Aria dla atlety" [3] via TVP Polonia 06.10.13, 16:07
              narracja jest bardzo specyficzna, podobnie jak w "Limuzynie Daimler Benz", pewne rzeczy nie zostają wypowiedziane, dopowiedziane, trzeba je dopisać sobie; tak samo ze znaczeniami niektórych scen czy słów, kryje się on w podtekście, albo ma wyjaśnienie później, nierzadko, z tego co zauwazyłem, wyjaśnienia trzeba sobie poszukać [np. w jakimś opisie doczytałem, że w Paryżu, Góralewicz rozmawia z premierem Francji Clemenceau, w filmie nie jest to dookreślone, może ta informacja jest do rozszyfrowania podczas wertowanie napisów końcowych, przy odczytywaniu obsady i postaci], niektóre sceny i związki przyczynowo-skutkowe są nieco zagmatwane [np. dlaczego Góralewicz musi uciekać przed tym menadżerem, z którym związani kontraktem są bracia Abs, po spaleniu przez tłum jego fanów budynku cyrku zapaśniczego który doń należy ? dlaczego przychodzi on do Góralewicza i na tle płonącej budy stawia mu ultimatum dotyczące podpisania z nim kontraktu ? Bajon zdaje się na inteligencję widza, [jak widać po mnie, nie zawsze z powodzeniem, hehe] nie zawsze jest oczywisty i kawa na ławę, ale trudno odmówić zarówno "Arii" jak i "Limuzynie" [innych nie znam jeszcze] klasy, urody, oryginalności i duszy.
    • grek.grek HOmeland odc.5 prev. 07.10.13, 12:38
      kurde balans, ale akcja, ale zwarcia, ale Danes gra, uff :] .
      wg mnie, najlepszy z dotychczasowych odcinków.
      cała scenY+ przesłuchania, gra operacyjna, potem niespodziewana konfrontacja, rewelacyjna scena
      "namierzania maila", kapitalna rozmowa Carrie z Saulem u niego w domu, z krwistym
      tekstem ktory Danes wrzuca jak mistrzyni świata [niecenzuralnym, więc ciekaw jestem, czy puszczą o 22:00, hehe].

      znów jest sytuacja, która moze wskazywać na to, że Brody jest "odwrócony", ale równolegle całkowicie dopuszczalna jest interpretacja zaprzeczająca, aczkolwiek tym razem pewna koincydencja faktów jest naprawdę zastanawiająca.

      świetny odcinek. złamany w kilku miejscach scenkami rodzinnymi, prywatnymi [żona Saula, dzieciarnia wszelaka], jakby te wyhamowania zastąpić samą akcją, w takim stylu w jakim odbywa się to przez resztę minut, to byłby ideał thrillera :] tak czy siak, szykujcie się na świetny odcinek.
    • grek.grek "Badlands" [1] 08.10.13, 13:39
      Na przystawkę Pepiki dali "Greka Zorbę", potem rzeczony "Badlands", w przerwie 3 zwiastuny i zero reklam. Co powiecie na taką telewizję publiczną ? hehe...

      Alexis Zorba jest moim bohaterem, każda scena wygrana przez Anthony Quinna jest mistrzowska, ostatnia sekwencja - kultowa, ale jednak trudno strząsnąć z pleców scenę z zamordowaniem przez społeczność wioskową nieszczęsnej wdowy, tylko za to, że zakochany w niej chłopiec utopił się na wieśc, że wybrała innego. Obyczaje i kultura to jedno, ale zabijanie z zimną krwią, to inna para kaloszy. Ta scena góruje nad tym filmem, nad powieścią, mającymi przecież, ze względu na filozofię życiową Zorby, kontekst z gruntu optymistyczny.

      No nic, słowo o "Badlands", debiucie filmowym niejakiego Terrence'a Malicka.

      Rzecz się rozpoczyna w małym mieści w Dakocie. 15-letnia Holly [Sissy Spacek] poznaje 10 lat starszego Kitta [Michael Sheen]. Ona jest grzeczną uczennicą i córką swojego tatusia, wziętego malarza reklam. Ojciec chce dla córki jak najlepszego życia, stawia na jej wykształcenie, posyła na lekcje gry na różnych instrumentach, słowem : żeby mała na ludzi wyszła.

      Wtedy w jej życiu pojawia się Kitt, "wyglądający jak James Dean" chłopak, który już zdązył coś przeskrobać i właśnie pracuje jako śmieciarz, w ramach resocjalizacji po-odsiadkowej. Któregoś dnia, ot tak po prostu zauważa Holly ćwiczącą przed domem jakieś układy taneczne z nieznanego pochodzenia przyrządem, zagaduje ją, idą na spacer i... w try miga zostają parą.

      Od tej pory ich losy komentuje retrospektywnie z offu sama Holly. Kitt jest starszy, wg niej bardzo przystojny i generalnie imponuje jej pod każdym względem. Tak bardzo jej imponuje, że dziewczyna gotowa jest opuszczać lekcje w szkole i z poświęceniem ukrywa ich związek przed czujnym okiem swojego ojca. Włócza się za miastem, rozmawiają, czynią sobie wyznania i Holly przezywa swój pierwszy raz, wszelako chyba mało interesujący, bo po wszystkim mówi tylko "i co ? i to wszystko ? i to na punkcie TEGO wszyscy mają taką szajbę ?", na co Kitt "mnie nie pytaj, ja też ich nie rozumiem" :]] Czyli, w tej kwestii się dobrali jak w korcu maku.

      W końcu ojciec Holly dowiaduje się o jej schadzkach z Kittem. Nakłada na nią ścisły reżim, dopisuje do listy zajęc nowe pozycje, osobiście zawozi i odbiera ją codziennie ze szkoły, żeby córka nie miała czasu ani sposobności widywac się ze swoim chłopakiem. Kiedy Kitt probuje zagadnąć ojca Holly, dlaczego zabrania im się spotykać, stary cedzi "nie pozwolę, żeby zmarnowała życie z takim zerem jak ty". Kitt przyjmuje to na spokojnie, odpowiada "w końcu się mną zmęczy, rzuci mnie, ale przy okazji zbierze cenne doświadczenia". Ojciec nie czuje jego humoru i widać, że Kitt nic tutaj nie ugra. Chłopak generalnie cierpi na poczucie, że marnuje życie w tym miasteczku, że nie ma przyszłości, odwiedza kuratora sądowego i dostaje nową pracę : jakieś ogrodowe prace fizyczne; dojrzewa do podjęcia męskiej decyzji.

      Jak się nie daje po dobroci, to sięga po inne metody. Któregoś dnia włamuje się do mieszkania Holly i jej ojca. Kiedy oboje wracają do domu, po jej zakończonych lekcjach, zastają Kitta kręcącego się po pokojach. Ojciec reaguje zdziwieniem, a po chwili każe mu wyjśc. Kitt nie zamierza, powiada, że "postanowił wyjechać z miasta i zabrać Holly ze sobą", a w dodatku bawi się rewolwerem, więc po bezskutecznych próbach namówienia go do wyjścia ojciec Holly chce zadzwonić na policję. Nie zdąża. Kitt kładzie go strzałem w pierś. Holly stoi i patrzy. Nie wydaje się, ze kochała ojca, bo jakoś wcale się jej na płacz i rozpacz, albo chociaż żal, nie zbiera. Kitt zostawia ją samą, wychodząc rzuca "jak chcesz, zadzwoń po policję...", a Holly pali sobie papierosa, szwęda się po domu, a wieczorem znów jawia się Kitt,razem z Holly wynoszą trochę potrzebnych rzeczy z domu, potem go podpalają i wyjeżdzają w ciemną noc samochodem Kitta.

      Wiedzą, że będą poszukiwani niebawem przez policję. Rozbijają coś w rodzaju obozowiska w ustronnym miejscu na skraju lasu. Obok mają jezioro, w którym Kitt próbuje łowić ryby, na drzewie organizują sobie domek, mają nawet koguta - na czarną godzinę, trzymanego w klatce :] Ksiązkę traktującą o florze i faunie, jakiś malarski kicz którym przyozdabiają ścianę swojej prowizorycznej chałupy. I mają broń : karabin, pistolet, amunicję. Kitt uczy Holly samoobrony, a ona, jak wskazuje jej monolog, coraz bardziej ulega jego osobowości. "Słuchałam go, całkowicie, bez zastrzeżeń" , zwierza się, dodając, że kłócili się czasami, ale zawsze krótko i niezbyt burzliwie, widać że ona jest nim zauroczona, a on może nawet w niej zakochany, aczkolwiek oboje średnio umieją to wyrażać gestem. I nie słychać żalu, czy skruchy, czy radości, ten monolog wypowiadany jest całkowicie stonowanym głosem; to są takie wspomnienia do których nabrało się już dystansu.

      Razu pewnego Kitt wkurzony tym, że nie moze złapać ryby w sposób cywilizowany, próbuje tego dokonać za pomocą pistoletu. Strzały alarmują jakiegoś starego piernika, kręcącego się po okolicy. Rychło pojawia się trzech uzbrojonych gostków. Kitt zauważa ich z drzewa. Każe Holly się ukryć, sam wskakuje do przykrytego liściastą klapą dołu w ziemi i atakując znienacka zabija z karabinu cała trójkę. Nie byli to policjanci, jak mówi Holly "zapewne myśliwi".

      Tak czy owak, Kitt i Holly muszą odjechać, ktoś mógł wiedzieć o wyprawie ludzi, których zabił Kitt, niebawem będzie tam policja.

      Kolejny przystanek to dom na odludziu, zajmowany przez eks-kolege z pracy Kitta. Gośc od razu czuje, że coś jest nie tak, Kitt nie rozstaje się z bronią, cherubinek z wyglądu Holly też wygląda podejrzanie. Facet ich karmi, zachowuje się przyjaźnie, i niby przypadkiem wspomina, ze w pobliżu jego domu, na terenach uprawnych, niedawno odkryto złoto. Po posiłku wychodzą w pole, i znienacka gospodarz mówi, że musi wrócić na chwilę do domu, bo czegoś zapomniał - ofk, ma zamiar zwyczajnei spie,przać stamtąd. Kitt rozszyfrowuje go i zanim gośc dopada swojego samochodu - pakuje mu kulkę w brzuch. Kiedy facet słania się na nogach, Kitt usłużnie i z troską na twarzy otwiera mu drzwi do domu, aby mógł się położyć. W środku przysiada się do cięzko rannego Holly i pyta go o jakieś graty, ktore ten ma w domu. Ani słowa pod tytułem "jak się czujesz ?" :]

      Kitt mówi do niej, na osobności, "chyba nie ma mi za złe, ze strzeliłem ? musiałem...", na co Holly "chyba nie, nic nie powiedział" :] Dobre, nie ? Bo też tacy oni są, dwójka smarkaczy na gigancie, nie są źli czy głupi, są po prostu niedojrzali.

      Krótko później pojawia się młoda para, przyjechali w odwiedziny do gospodarza. Kitt ich nie wpuszcza, zamiast tego kulturalnie [naprawdę] terroryzuje pistoletem. Grzecznie prowadzi ich, razem z Holly która ucina sobie koleżeńską pogawędkę z dziewczyną, w pole, zamyka w czymś w rodzaju piwniczki i tarasuje otwór. "Siedźcie tu, minimum godzinę, po tym jak odjedziemy, zgoda ?", tak ich łaskawie instruuje, chłopak się zgadza. A potem Kitt strzela do środka dwukrotnie. "Jak myślisz, trafiłem ich ?", pyta Holly, na co ona "nie wiem, ale uciekajmy" i pędem w nogi przez pole, potem w samochód i chodu. Smarkacze. Po prostu, smarkacze.

      Znów muszą zmienić miejsce pobytu. Zwłaszcza, że są już poszukiwani przez policję w całym stanie i sąsiednich też.

      Zatrzymują się w zamożnym domu w jakimś miasteczku. Bez agresji czy wrogości, ale z gnatem w garści, przekonują właściciela, żeby pozwolił im się tutaj trochę rozgościć. Dom jest ładnie urządzony, więc go podziwiają, ma wielki ogród, więc po nim spacerują, trzymając właściciela i jego głuchą służącą w zamkniętym pokoju. Odjeżdzają zabrawszy kilka bibelotów i trochę ubrań [Holly narzuca sobie na głowę i plecy jakąs chustę, a Kitt zabiera kapelusz i marynarkę]. Zabierają wypasionego cadillaca właściciela domu. Jego samego, wraz ze służącą, zamykają w jakimś składziku na szczotki, tuż przez odjazdem, pouczając, żeby odczekali trochę zanim wyjdą i zawiadomią policję.


      • grek.grek "Badlands" [2] 1973 [via CT2] 08.10.13, 14:17
        Świadomo, ze policja za nimi się ugania, że są poszukiwani - wyjeżdzają na prerię, czy tam na równinę, jadą w stronę Montany, w stronę gór. Wiele tygodni spędzają na pustkowiach, jadąc wzdłuż rzędów słupów telegraficznych, zatrzymując się od czasu do czasu aby zatankować benzynę [ co ciekawe są na trasie takie punkty, w których można to zrobić samodzielnie]. Przez długi czas jest pięknie, czują się świetnie, ale wkrótce Holly zaczyna tęsknić za cywilizacją, Kitt zaś powiada, ze "mógłby w tej izolacji, razem z Holly, trwać bez końca", że "takie położenie wyostrza zmysły".

        Holly namawia go jednak, aby spróbowali złapać pociąg, towarowy - wskoczyliby do wagonu i pojechali w jakieś bardziej ludne tereny. Nie udaje się, pociąg jedzie zbyt szybko. Wsiadają więc z powrotem do cadillaca i jadą dalej.

        KOniec ich drogi następuje obok czegoś w rodzaju... czy ja wiem ? platformy wiertniczej ? nie wiem, co to za urządzenie pośrodku równiny, w każdym razie jest tam buda, siedzi tam facet i ma benzynę. Kitt proponuje mu zamianę : on da im swoją półcięzarówkę zatankowaną po brzegi, a oni jemu cadillca. Facet już ma się zgodzić, kiedy nagle pojawia się w powietrzu helikopter policyjny. Szybko zbliża się do ziemi, facet czując kłopoty daje w długą. Kitt przygotowuje sie do strzelaniny i każe Holly przyprowadzić samochód. Holly odmawia, co dla Kitta jest szokiem chwilowym. Holly w ogole odmawia dalszej jazdy z nim. W takim momencie ! Mówi, że chce się poddać i po prostu skończyć z tym. Już nieco wcześniej, podczas tej wielotygodniowej jazdy przez prerię, poczuła, że Kitt przestaje mieć na nią wpływ, że coraz częściej po prostu nie chce się jej go słuchać, że ta "miłość" traci grunt pod nogami.

        Kitt, w podbramkowej sytuacji, podpowiada jej jakiś adres, pod którym ewentualnie spotkają się, jesli obojgu uda się z tej sytuacji wydostać.

        Holly biegnie się gdzieś ukryć, a Kitt kładzie pierwszym strzałem policjanta wyskakującego ze strzelbą z helikoptera. Zanim drugi zdąza zapanować nad wehikułem, Kitt wskakuje do cadillaca i ucieka. Holly poddaje się i, już później, zostaje zabrana przez policję.

        Kitt ucieka, zatrzymuje się na stacji benzynowej w najbliższym miasteczku i kiedy ma zamiar tankować - zjawia sie wóz policyjny. On ucieka, oni za nim. POczątkowo udaje mu się unikać pościgu, ale później wpada w ręce policji.

        Zostaje aresztowany, nawet całkiem spore siły policyjne się zebrały, zaalarmowane na okoliczność.

        W finale Kitt zostaje odwieziony do więzienia stanowego, Holly zaś z offu relacjonuje, że chłopak został skazany na krzesło elektryczne, egzekucję wykonano kilka miesięcy później; ona trafiła do jakiegoś ośrodka, a później ułożyła sobie życie poślubiając jakiegoś adwokata.

        Koniec historii. "Do utraty tchu" w wersji american west ? "Bonnie & Clyde" w wersji młodzieżowej, nieco mniej efektownej i na pewno dużo mniej romnatycznej ? :] powiedziałbym, że oba skojarzenia zupełnie naturalne. W "Do utraty..." w którymś momencie, jesli dobrze pamiętam, Patricia także wyznaje, ze cała akcja ją przestaje ciekawić, że "już nie chce". To co miało być przygodą, staje się dramatem, tak samo jak tutaj. Holly i Kitt chcą żyć samodzielnie, bez zasad, trzymając się tylko siebie, ponoszą klęskę, bo są za młodzi. Popełniają błąd na samym początku, kiedy Kitt zabija jej ojca, a ona z zabójcą wyjeżdza, reszta zdarzeń jest już tylko konsekwencją tego pierwszego epizodu. Nie są parą romantycznych przestępców a'la Bonnie Parker i Clyde Barrow, nie giną efektownie, nie są kochankami jak tamci. Raczej parą prostych zagubionych młodziaków, którzy rzucili się w "niezależne życie" z bronią w ręku, skazując się na porażkę, i tak naprawdę nie mając nawet poczucia przeżycia przygody ich życia.

        zero romantyzmu, zero legendy, zero czegoś co by tę historię uwznioślało,. czyniło atrakcyjnym wzorem do naśladowania. nie ma nawet stylizowanej demaskatorskiej agresywności i przesady "Urodzonych morderców". Jest tyllko naiwna i zbyt młoda dziewczyna i pogubiony w swoim krótkim życiu chłopak, kilka idiotycznych zabójstw, cadillac i brak pomysłu na finał tego, co zaczęli.

        www.youtube.com/watch?v=lcFx06cBmbk
        www.youtube.com/watch?v=iBZkP3H7Td4
        i księga cytatów, fragmentów monologu Holly, który sączy się gęsto w tle :
        en.wikiquote.org/wiki/Badlands_(film)
        • pani_lovett Re: "Badlands" [2] 1973 [via CT2] 08.10.13, 15:36
          >Jest tyllko naiwna i zbyt młoda dziewczyna i pogubiony w swoim krótkim życiu chłopak,

          Nie zgadzam się. To nie są naiwni, pogubieni młodzi ludzie, raczej zdeprawowani, zdegenerowani, z gruntu źli, zwłaszcza chłopak, ale dziewczyna też (patrz: reakcja na śmierć ojca). To imo film o psychopatach.

          I budzi wątpliwość pozytywne zakończenie historii Holly - ułożyła sobie życie i poślubiła adwokata!?

          Nie mniej warto było poznać debiut T. Malicka.

          :)
          • grek.grek Re: "Badlands" [2] 1973 [via CT2] 08.10.13, 16:46
            co prawda to prawda, wykazują deficyty uczuciowe, kolejne zabójstwa jakich dopuszcza się Kitt, nie wywołują w nich żadnej refleksji, nie ma wyrzutów sumienia, poczucia winy, dylematów, pytań, moralnych rozterek itp itd. zero. możliwe, że zahacza to o psychopatię, faktycznie.

            tak mówi na końcu :]
            uprzedzając wątpliwości, chodzi chyba o adwokata... jakiegoś, nie [w domyśle] tego, którego dostała w ramach tej całej sprawy. nie jest to sprecyzowane, ale ona nie została o nic oskarżona.

            z pewnością. film jest niezły, a Malick w końcu zasuwa na Niedźwiedziu z Palmą w garści, ma swoich oddanych fanów, jakkolwiek byłby o grafomanię posądzany [niektóre recenzje "Drzewa życia"].
            • siostra_bronte Re: "Badlands" [2] 1973 [via CT2] 08.10.13, 17:18
              Dzięki, Greku :)

              Co za zbieg okoliczności! Wypatrzyłam ten film w TCM w tym tygodniu i to o całkiem ludzkiej porze (najciekawsze filmy pokazują albo bladym świtem, albo po nocy). Przyznam, że straciłam teraz motywację do obejrzenia. Nie ze względu na historię, ale dlatego, że już go opisałeś :)

              Jeżeli chodzi o bohaterów, to zgadzam się z Barbasią. To żadne niedojrzałe dzieciaki, ale psychopaci. Zabicie paru ludzi z zimną krwią nie wywołuje u nich żadnych emocji. To nie jest normalne! Chłopak to kawał łobuza i materiał na zabójcę, ale Holly? Dobrali się jak w korcu maku :)

              Obrona pewnie przedstawiła Holly jako ofiarę, zmuszaną przez Kita do uczestnictwa w całym procederze.
              • pani_lovett Re: "Badlands" [2] 1973 [via CT2] 08.10.13, 19:04
                Opowieść Greka jest jak zawsze doskonała. Jednak poszłabym na Twoim miejscu, Bronte, na ten film, żeby poczuć własnymi zmysłami kino Malicka.

                Nie znam kina Malicka, nie czuję go, więc tak się zastanawiam, czy koncentrując się na psychopatycznym rysie jego bohaterów nie spłaszczamy tego filmu!??

                Znalazłam bowiem w necie interesującą interpretację komentarz na temat "Badlands":

                "W 1973 roku dysponując minimalnym budżetem w wysokości 300 000 dolarów nakręcił swój pełnometrażowy debiut „Badlands”. Wstrząsająca historia pary młodych, ubogich Amerykanów z prowincji, w poszukiwaniu szczęścia uciekających się do zbrodni, kojarzyła się z głośnym „Bonnie i Clyde” Arthura Penna. Nie było tam jednak epatowania przemocą. Był głęboko egzystencjalny smutek, którym filozof kina wymalował fresk o nieprzystosowaniu do reguł współczesnego społeczeństwa i tęsknocie za miłością. W „Badlands” po raz pierwszy pojawiają się wątki stale obecne w twórczości Malicka. Jego bohaterowie żyją losem Hioba, ich szczęście zawsze trwa tylko chwilę, koniec końców utracą wszystko, czego najbardziej pragnęli. Najbardziej wymowne były tu scena wymuszonej ucieczki z kolejnych atrap szczęścia, stworzonych przez Kita i Holly - domku, który zbudowali sobie na drzewie, czy eleganckiej willi, której właścicieli sterroryzowali. Zapłata za pierwszą dokonaną zbrodnię była nieunikniona. „Badlands” to też krytyczny obraz popkultury. Schwytany już Kit jest traktowany przez policjantów jak prawdziwa gwiazda; „Czy on nie wygląda jak Jimmy Dean?”. Pierwsze pokazy filmu wzbudziły entuzjastyczne reakcje, a firma Warner Bros zakupiła prawa do dystrybucji, dzięki czemu skromne, niezależne przedsięwzięcie przyniosło filmowi sławę."

                m.onet.pl/wiedza-swiat/kultura,lk7f0
                • siostra_bronte Re: "Badlands" [2] 1973 [via CT2] 08.10.13, 19:19
                  Barbasiu, ten film będzie pokazywany w tv, nie muszę nigdzie chodzić :)

                  No nie wiem, jakoś nie widać w tej historii, żeby bohaterowie "tęsknili za miłością". To zresztą podejrzanie częste tłumaczenie w przypadku różnych filmowych morderców. A jeżeli nawet tak było, to bohaterowie wybrali dosyć osobliwy sposób na okazanie owej tęsknoty. Ale może trzeba zobaczyć film.
                • grek.grek Re: "Badlands" [2] 1973 [via CT2] 09.10.13, 14:56
                  [dzięki, Barbasiu :)]

                  ciekawa recenzja.
                  zwłaszcza ta uwaga o "egzystencjalnym smutku".
                  celna bardzo.
                  oni oboje próbują dopiero określić sens swojego życia, znaleźć jakieś zaczepienie,
                  po drodze zabijają [on], jakby nie umieli znaleźć narzędzi odpowiednich do
                  konstruowania tej swojej przyszłości.

                  "miłość" jest w jej słowach, w jej zauroczeniu nim, a i on musi coś do niej czuć -
                  zabija jej ojca [istotnie, Holly nie jest szczęsliwa z rygorów jakie jej stary narzuca],
                  nowe życie jaki zamierza zacząć - chce zacząć razem z nią, koniecznie, jest w tym
                  uczucie, jakkolwiek oboje chyba średnio dojrzale umieją to wyrazić, nie ma scen
                  ostentacyjnie romantycznych [no może jedna, dwie], stąd może są z tym problemy
                  interpretacyjne. może nie jest to tak oczywiste, bo gdzieś na drugim planie czają się
                  inne wyjaśnienia : ona chciała zasmakować przygody i wycieczki, on chciał wyjechać i
                  zerwać się ze smyczy kuratorskiej - "miłość", to raczej nie jest, ale wspólnota celu i
                  motywacji :]
              • grek.grek Re: "Badlands" [2] 1973 [via CT2] 09.10.13, 14:45
                dzięki :]

                następnym razem zaznaczę, że SPOILER :]

                z jednej strony, macie rację - ten brak, choćby minimalnego, szoku jest zastanawiający. Z drugiej, wskazywać może na niedrosłość po prostu, niewykształcenie się cech osobowościowych, wrażliwości odpowiedniej. wiedzą, co się stało, ale nie mają mechanizmów [pożądanej] reakcji.

                zapewne tak, nie jest określone w finale.
    • grek.grek Californication sez 6 odc 6 [1] 09.10.13, 13:48
      a zatem, zdemaskowany brutalnie jako nie-gej i zwolniony z pracy Łysy zostaje agentem rockmana Atticusa, który - po licznych perypetiach narko-gitarowych - przystaje na swoją własną ;] propozycję tworzenia rockopery ku czci zmarłego przyjaciela, w którym to wiekopomnym dziele rolę literacką ma odegrać Hank Moody.

      Ale ten odcinek zaczyna się od pogadanki wychowawczej, jaką Hank serwuje swojej córce, która postanowiła zostać pisarką i dzielnie wprawia się w "zyciu artysty", czyli wlewaniu w siebie trunków, paleniu ziół i barłożeniu. Na ile są to plany i marzenia, a na ile realia... trudno orzec, nawet jesli Becca prowokacyjnie mówi do ojca "chcesz wiedziec, ilu już miałam kochanków ?". Moody oczywiście nie chce wiedzieć, przestrzega ją jednak przed konsekwencjami takiego życia, chociaż jednocześnie mile łechce jego próżnośc jej uwaga, że broni ona przecież jego własnego stylu życia, czyli - ten styl taki marny być nie może :] Poza tym, Becca napisała już 300 stron swojej powieści, więc ojciec powinien być dumny. Ojciec dumny jest średnio, chociaż uznaje jej talent. Na razie ostrzega ją, zeby trzymała się z daleka od używek innych niż niegroźne ziółka.

      POjawia się Łysy, z... podmalowanymi oczami ;] Makijaż ten nie sugeruje, że Łysy wrócił na ściezkę gejowską, raczej jest to zabieg w stylu rokendrolowym, a mówiąc wprost - chce podlizać się Atticusowi, być bardziej "roxy" ;] I ma skórzane spodnie. Zgroza, hah.

      A cała ta przebieranka, bo lecą do Nowego Jorku. On i Hank, samolotem Atticusa, z tymże nim samym we własnej osobie. Przyznam, że nie załapałem po co lecą, a możliwe, że i oni sami nie wiedzą, w każdym razie... mają lecieć. Samolot nazywa się pieszczotliwe "Air Force 69", hehe.

      Na pokładzie jest już Atticus, w czerwonych gaciach. Jest też ten ochroniarz z pogrzebu zmarłego gitarzysty, który tak fatalnie traktował Hanka. Duży, brzuchaty, wytatuowany i w czarnych okularach. Moody'ego wita z takim chłodem, że Hank powinien żałować, że z chałupy nie wziął ze sobą futra z lisów i czapki z nutrii.

      Hanka i Łysego witają dwie panienki w krótkich szortach i z dekoltami, recytując, że "mają być na ich WSZELKIE życzenia". Potem pojawia się Faith, również zaproszona przez Atticusa. No i na końcu wiecznie podchmielona i nadpalona wdowa po zmarłym gitarzyście. Pojawia się ona - jaka ? brawo ! nadpalona i podchmielona, w jakiejś szmacie przypominającej sukienkę i z flaszką w garści i widząc Hanka krzyczy "Franck ! jak miło cię widzieć ! pamiętasz ? zaczęliśmy coś w krzakach i nie skończyliśmy ?" - Hank widząc jej stan ducha i ciała grzecznie potakuje, Faith patrzy i słucha z rozbawieniem, zwłaszcza gdy wdowa komplementuje męskie urządzenie rozrywkowe Hanka, dodając jednak za chwilę, że "ale mój zmarły mąż... ten to miał prawdziwe [urządzenie]".

      Nie brakuje trunków, nie brakuje pierwszorzędnej peruwiańskiej kokainy, genrralnie... nie brakuje nawet rodzonej żony Atticusa, tej która zatrudniając Karen powiedziała z grobową miną "a tylko tknij mojego męza...", co zabrzmiało równie groźnie, co komicznie, biorąc pod uwagę, że to Atticus zwykle "tyka" pierwszy. Teraz żona Atticusa sama zabiera się za "tykanie" - a że pod ręką jest tylko Hank, no to pcha mu się z rękoma do rozporka, aż się Moody musi salwować kulturalną odmową, a później niemal ucieczką, ale w dżentelmeńskim stylu za to. A i tutaj musi uważać, bo od razu na celownik bierze go ochroniarz i z wyżyn swoich 195 cm wzrostu i 591 kg wagi wprost zapowiada, że jeśli Hank "tknie żonę szefa, to on mu zrobi takie rzeczy, że głowa mała".

      Łysy znów cierpi. Jest przerażony lotem. Biadoli, że spadną i się zabiją. Siedzi w fotelu, przypięty pasami, cały w strachu i zasadniczo nie ma z niego żadnego towarzyskiego pożytku. Do momentu, kiedy upatruje go sobie wesoła wdowa i najpierw zamęcza bełkotem, a potem próbuje pracami ręcznymi odpręzyć, co udaje się jej tylko częściowo. Po wszystkim zapowiada, że instrument Łysego dobrze by jej pasował do miejsca... poniżej pleców [cenzura nie śpi ;)].
      Zatem, czekają Łysego atrakcje, że hoho.

      Hank rozmawia z Faith, seks nonstop wisi w powietrzu w tych wzajemnych zagadywankach, oboje mają poczucie humoru i wdzięk, więc powietrze można kroić szablą. Moody pyta ją o to, czy jest już na tyle dla niej atrakcyjny, by została jego "inspiracją", co ofk w podtekście obejmuje też seks, ale Faith pomimo wszelkiego uznania dla niego, zapewne po obserwacjach jak spisuje sie jako ojciec oraz lekturze jego książek, wciąz przeciąga moment kulminacyjny, albo... moment dopełnienia formalności, bo zdaje się, ze kulminacja ma miejsce podczas tych rozmów :]

      Atticus pojawia się z paniką i dziecinnym rozżaleniem w głosie. Nie może pisać. Blokada. Co napisze, to większe badziewie. Dlatego zaprosił Hanka. "Jesteś prawdziwym człowiekiem z ludu, znasz rzeczywistość, a ja się zagubiłem w tych moich pieniądzach, zainpisruj mnie, pokaż mi prawdę", namawia Hanka, a ten kompletnie nie wie, o co rockmanowi z podmalownym okiem chodzi. Generalnie Atticus wygląda jakby nie chciał żadnej rady od Hanka, po prostu ględzi o sobie i swoich problemach.

      Sytuacja jest dramatyczna. Okazuje się, ze samolot leci do NY, gdzie Atticus ma zagrać parę kawalków na tę rockoperę dla producentów, którzy wykładają szmal na całe przedsięwzięcie - jak tu jednak ma coś zagrać, skoro na razie NIC nie napisał... Jest w rozsypce i histeryzuje.

      Wiadomo już, zatem, po co Atticus zaprosił Faith. Ma ona być jego muzą. W sposób najprostszy z możliwych - ma się z nim przespać albo coś innego mu zrobić, zeby nagle w kiepełę strzeli go piorun gwiaździsty i zaczął pisac takie kawałki, że mózg się lasuje. Zaciąg