Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2013 - 12 (vol. 38)

01.12.13, 16:22
i zaczynamy ostatnie Ojejki w tym roku. Mam nadzieje, ze grudzien bedzie tak owocny we wpisy jak listopad :)
Obserwuj wątek
      • grek.grek "Krew z krwi" - [1/8] bedę się znęcał okrutnie ;] 02.12.13, 14:11
        obejrzałem :]

        na razie jest to telenowela z elementami kryminału, hehe.

        nagromadzenie rodzinno-towarzyskich rozmów, rozmówek, ckliwostek i
        słodkich minek - wata scenariuszowa, dla tych kilku scen z wątku sensacyjnego.

        bardzo bezpieczna forma i język, parę razy padło najpopularniejsze polskie słowo
        na "k", ale aktorzy tak się kulili, kiedy je wypowiadali, że ledwie dało się usłyszeć.

        seks skończył się na zdjęciu przez aktorkę bluzki, pod którą miała sportowy stanik.
        pikanteria przede wszystkim ;]

        dzieciak zwija ojcu z samochodu pistolet.
        ojciec nie jarzy gdzie spluwa.
        dedukuje : była w schowku w aucie... potem mały wsiadł do auta... potem zawiozłem do
        do szkoły... i spluwa znikła... no to pewnie zapodziała się gdzieś w garażu.

        matka i ojciec kłócą się na cały regulator w salonie.
        temat : ojciec dorabia nielegalnie, a matka chce, żeby przestał.
        matka : "musimy to wszystko ukrywać przed dziećmi !!!"
        ... które nawet śpiąc na ulicy, a nie dwa kroki wyżej - na piętrze - musiałyby tę
        wymianę zdań usłyszeć.

        dzieciak niesie pistolet do szkoły i grozi koledze.
        i nawet wie, jak go odbezpieczyć.
        rewelacja.

        i te imiona... "Carmen", "Luther"... :]

        mąz bohaterki jest tak dramatycznie niewiarygodny w roli stanowczego ćwierćgangstera, że
        aż strach. misio-pysio taki... jak próbuje być groźny albo "mieć jaja", to kontrast z jego fizjonomią jest aż rozśmieszający. coś jak u Clooneya. jak go widziałem w jakimś filmie, w którym częśc akcji rozgrywa się w więzieniu, to nie mogłem wyjśc ze zdumienia, że on nie pląsa w sukience i nie ma ksywy "Mariola", a zamiast tego prezentuje zestaw "min twardziela". niekiedy reżyserom brakuje chyba instynktu samozachowawczego.

        dobrze, że ta scena seksu urywa się na bluzce, bo jakby jeszcze z misia-pysia zrobili... sami wiecie kogo, to trzeba by zakwalifikować ten serial jako science-fiction ;]]

        aha, jak gośc jest "stanowczy" i "robi miny", to na tle dwóch śmiesznawych chłopków roztropków dukających coś pod nosem, w postawie z rękoma chroniącymi podbrzusze i mówiących "do widzenia" a akcentem na ostatnią sylabę. na tle takich egzemplarzy - na macho mógłby pozować z powodzeniem Tomasz Kamel.

        kolor włosów Agaty Kuleszy odbieram jako osobistą zniewagę :]

        plusy są dwa.
        pierwszy, to ofk Mrs Kulesza, która robi co może, aczkolwiek jakby nie robiła, to nie może zatrzeć we mnie wrażenia, że gra w tym serialu dla pieniędzy, a nie dla sztuki [Amerykę odkryłem właśnie].
        drugi, to Łukasz Simlat, który swoim spojrzeniem, mową ciała i bluzganiem z wdziękiem ukradł wszystkim ten 1. odcinek.

        ja to oldskulowa mentalnośc jestem : jak kobieta, to kobieca, jak mężczyzna - to męski, no chyba, że się trafi jakaś fajna wariatka albo wariat fajny - wtedy wszystkie kategorie idą w kąt, heh.

        ostatnia scena mówi mi, że to zapewne Carmen przejmie interesy po mężu, czy tak ?
        no to może cała rzecz się rozwinie jakoś interesująco, aczkolwiek mam niepokojące, hehe, przeczucie, że będzie tak samo jak w tym prologu : Carmen będzie matką dzieciom i tutaj wystąpią przeważające liczebnie sceny telenowelowe, a w międzyczasie zamieni się w biznesłomen i jako taka stawiać się będzie gangsterom od proszku i zioła, oczywiście z powodzeniem. może nawet Agata Kulesza użyje słowa na "k", ale tak żeby dzieci nie słyszały.

        powiedzcie mi, dlaczego polskich scenarzystów nie stać na odważny, ostry, mocny scenariusz serialowy ? dlaczego w polskich serialach nie ma postaci skomplikowanych i nieschematycznych ? dlaczego jest tak zachowawczo i kunktatorsko ? [mam nadzieję, ze będę musiał odwoływać to wszystko po kolejnych odcinkach, chociaż wielkiej wiary w to nie znajduję]

        a jak u Was było ? :]

          • er.pa Top of the Lake - po odcinku 4 02.12.13, 20:51
            Nie jestem pewna, czy ja powinnam z tym tematem już tu, czy jeszcze tam, bo ten odcinek niby był jeszcze w listopadzie, ale ja obejrzałam go dziś ...
            Odrobiłam zadanie :) I nie żałuję, dlatego, że zrobiło się ciekawiej, choć bynajmniej nie w wątku głównym, jeśli założymy, że takowym pozostaje zniknięcie dziewczynki (a wcale nie jest to oczywiste). Tym razem odcinek w 80% poświęcony był Robin, czyli pani detektyw, i przepracowywaniu przez nią jej osobistej traumy sprzed 15 lat, związanej bezpośrednio z obecnym miejscem akcji. I tu pani Moss pokazuje, że potrafi grać przejmująco, po raz pierwszy oglądałam ją bez jakieś podskórnej irytacji. Odcinek znacznie bardziej spójny niż poprzednie, a mój lepszy odbiór wynikał tez chyba z oglądania tego odcinka na komputerze, z okiem w ekranie. Mamy też pewne sztampowe rozwiązanie fabularne, tzn. „nasza” pani detektyw zostaje odsunięta od sprawy, w zasadzie zwolniona. Wątek kobiet z Paradise bz. Pojawia się też nowa postać, zewnętrzna, patolog z większego miasta, który spotyka się z panią detektyw/już nie detektyw, by się z nią podzielić swoimi spostrzeżeniami.
            I jedno, co rzeczywiście jest w tym serialu ciekawe, to zestawienie „brudu” związanego z zachowaniem ludzi, ich agresji (a ma ją w sobie i pani detektyw) z zapierającymi dech w piersiach krajobrazami Nowej Zelandii. Czyli jest to historia okropnych, zwyrodniałych ludzi otoczonych zjawiskowym krajobrazem, wywołująca u widza zamierzony jak sądzę dysonans poznawczy :)
            • grek.grek Re: Top of the Lake - po odcinku 4 03.12.13, 17:08
              pisz gdzie zechcesz - złapiemy Cię na każdej częstotliwości :]

              no proszę, czyli jednak nie oberwę pomidorem ! hurra, ha ha.

              świetny opis, Er.po, dzięki.

              [sam bym się internetowo rzucił na ten serial, zainspirowany przez Ciebie, ale
              jakoś tak się boję, że niebawem poleci w telewizji, co to ją odbieram zza południowej
              granicy, i będzie mi głupio, że nie poczekałem. więc, osobiście bardzo liczę na Twoje
              relacje z frontu]
              • er.pa Re: Top of the Lake - po odcinku 4 03.12.13, 19:00
                Pomidory już podrożały, szkoda by było :)
                Sama nie wiem, czy to, że czujesz się zachęcony do obejrzenia tego serialu powinnam sobie poczytywać za zasługę, biorąc pod uwagę, że go znacząco omarudziłam ... ;)
                Postaram się donieść co dalej, jednocześnie nie zdradzając do końca co dalej (na wypadek pojawienia się tego serialu gdzieś w Twoim lub innych zaciekawionym zasięgu) - lubię zadania skomplikowane logicznie :)
                • grek.grek Re: Top of the Lake - po odcinku 4 04.12.13, 14:49
                  racjonalny powód :]]

                  nie zraził mnie Twój dystans wobec atmosfery i tempa, bo... wiesz, de gustibus... :]
                  zaciekawił mnie za to cała reszta, o ktorej pisałaś.
                  a teraz jeszcze mówisz, że się ruszyło...
                  no to jak mam nie być zainteresowany :]

                  dzięki.
                  trzymam[y] Cię za słowo.

                  wiesz, dałoby się znaleźc ten serial w necie, i mnie takie pomysły chodzą
                  po głowie, ale za bardzo lubię oglądać filmy jednak w telewizji, żeby jednak nie
                  dać sobie i im trochę czasu.

            • pepsic Re: Top of the Lake - po odcinku 4 03.12.13, 19:51
              Właśnie, właśnie, miałam wspomnieć w listopadzie, ze serial odżył w czwartej odsłonie przykuwając uwagę za sprawką Elisabeth Moss, ale mi umknęło.

              Ps. Niczym w Hyde Parku, piszemy, kiedy chcemy, gdzie chcemy i o czym chcemy:)
    • grek.grek Dexter sez 7, odc. 3 & 4 [1] 03.12.13, 13:32
      Dobrej prasy Dexter nie ma, hehe, ale sezon się rozwija, pozwolę sobie zatem kontynuować.

      Wątek bratersko-siostrzany rozkręca się bujnie. Debra ma wysoce zrozumiały problem z zaakceptowaniem szokującej prawdy o tożsamości Dextera. Próbuje mu pomagać za pomocą zrobienia z siebie i niego pary bliźniaków syjamskich - wszedzie razem, gdzie ja - tam i ty, gdzie ty - tam i ja. Tak żeby nie został sam, bo jak zostanie na moment sam, to zaraz mu do głowy przyjdą same dziwne pomysły. Ale to tak nie działa, nie da się z czyjejś osobowości wyciągnąć siedzącej w niej kluczowej cegiełki.

      Dexter wreszcie prosi siostrę, żeby mu odpuściła. Deprymuje go, zaszczuwa wręcz, nie jest w stanie ani żyć ani nawet pracować mając ciągle do czynienia z permanentną inwilgilacją. A instynkt zabijania reaguje ze zdwojoną energią : a to podsuwa mu wyobrażenie podcinania gardła kobiecinie w okienku pocztowym, a to znów jedno niewinne słówko kolegi z pracy powoduje, że Dexterowi wyświetla się jego gwałtowna śmierć od noża. Żyć się nie da.

      Siostra ustępuje zatem, ale nieoficjalnie nadal łazi za bratem. A Dexter dla odświeżenia znajduje sobie właśnie nowy cel. Jest nim Ray Speltzer, podejrzany w dwóch sprawach o morderstwa młodych kobiet. Tylko podejrzany, chociaż smród ciągnie się za nim niemożliwy. Dexter zaczyna go śledzić - w siłowni, w której Speltzer z zapamiętaniem okłada worek bokserski, potem w klubie - gdzie gośc flirtuje z kelnerką latynoskiej urody, a wreszcie - w jego miejscu pracy, czyli na cmentarzu, gdzie Speltzer jest kimś w rodzaju... czy ja wiem ? kustosza ? ;]] w każdym razie zajmuje się grobami, pomnikami, ogrodnictwem - wszystkim naraz.

      Dexter przegląda zdjęcia ofiar morderrstw, o które podejrzewany był/jest Speltzer. Druga dziewczyna, Nina - została znaleziona z naderwanym uchem, z którego zniknął drugi kolczyk. Od razu Dexter, znający przecież najlepiej obyczaje seryjnych zabójców, podejrzewa że właśnie kolczyki mogą być trofeami tego, kto je zabił.

      Jego uwagę przykuwa fakt, który policja przeoczyła - kiedy Speltzera zwijano po obu morderstwach [obie dziewczyny umawiały się z nim] : miał ogoloną głowę. To stary latynoski zwyczaj gangsterski poprzedzający zabójstwo. Flirtując z kelnerką - Speltzer ma łysa głowę, co naprowadza Dextera na podejrzenie, że szykuje się on do kolejnego morderstwa.

      W klubie dochodzi do ostrej rozmowy Debry z Dexterem. Dexter, wiedząc, że siostra go sledzi - niejako ją 'zaprosił" do lokalu. Mówi jej o tym, co odkrył a'propos Speltzera. Debra na to, ze nie ma żadnych dowodów, że to on zabijał. Dexter na to, że będzie tych dowodów szukał i jesli je znajdzie - trzeba go załatwić zanim kolejna dziewczyna zginie. Debra jest podenerwowana, ciągle w jej głowie siedzi "brat morderca" - zarzuca Dexterowi, że zastępuje sąd, adwokata i prokuratora. On - że system prawny jest do chrzanu, jeśli nie umie powstrzymać morderców. Ona - że nie sposób tego systemu zastąpić "dexterowskim", czyli zabijaniem na własną rękę, bez sądu. On jej na to, że chce pokazać - jak to działa, jak działa "jego system". Ona - żeby uważał, co by Speltzerowi nic się nie stało, w sugestii : bo mogę zapomnieć, że jestem jednak twoją siostrą i założę ci kajdanki.

      Dexter "odwiedza" Speltzera na cmentarzu. Obserrwuje go z ukrycia. Gośc spędza dziwnie duzo czasu w jednym z mauzoleów. Ostatniego zmarłego pochowano w nim przed 50 laty, a Spltzer najpierw siedzi okropnie długo w środku, a potem z pietyzmem przestawia doniczki z kwiatkami na zewnątrz. Nie dane jest mu tym razem dostać się do środka tej... jaskini, bo telefon wzywa go do pracy [o efektach tego wezwania - w innym wątku].

      Debra, jakkolwiek nieufnie traktuje brata, także zaczyna chodzić wokół tej sprawy ze Speltzerem. U szefowej wydziału, La Guerty, uzyskuje prawo do oficjalnego śledzenia gościa. Dwóch policjantów siedzi w aucie przed jego domem, gdzie Ray akuratnie przebywa, i nie spuszczają z chałupy oka.

      W tym czasie, nocą, Dexter włamuje się wreszcie do mauzoleum. Znajduje tam coś w rodzaju killerskiej świątyni. Jakiś ołtarzyk, cholera wie co, a na tym ołtarzyku... kolczyk Niny. Jest więc dowód ? MOżna tak to potraktować. Obawiając się,żeby Speltzera nie spłoszyć - Dexter tylko fotografuje ten kolczyk i wysyła fotkę Debrze. Ta jednak nie odbiera telefonu, bo... dzwoni w tym czasie do Dextera... Najpierw Debra dostaje od policjantów śledzących Speltzera informację, że gośc chyba śpi, bo nic się nie dzieje i czy mogą wyskoczyć w inne miejsce, gdzie trwa jakaś akcja. Debra im na to pozwala, a potem sama jedzie ich zastąpić. Powiadamia o tym Dextera, ale ten nie odbiera, informacja trafia do jego poczty głosowej.

      Speltzera odwiedza kelnerka poznana w barze. Przyszła na miły wieczór, a tymczasem po kilku minutach Speltzer rzuca się na nia i ją obezwładnia. Dziewczyna budzi się na pietrze, gdzie Speltzer... cóż - urządził jakiś upiorny labirynt. Mnóstwo gratów, śmatów, drzwiczek, śmyczek, przesmyków, prześmryków... Włącza się muzyka metalowa. POjawia się sam Speltzer ubrany w maskę z rogami byka. I zaczyna ganiać przerażoną śmiertelnie dziewczynę. Labirynt, to chyba jego pomysł na to, żeby sobie uatrakcyjnić cały proceder. Ryba samodzielnie złapana smakuje najlepiej ;]

      Debra siedzi, siedzi... widzi jak gaśnie światło w domu. Nie wie, że dziewczyna jest w srodku. Przyszła po tym jak policjanci odjechali, a zanim Debra przyjechała.

      W każdym razie, Debra widzi jakieś błyski na strychu i piętrze. Rozgląda się wokół domu. I słyszy znienacka wrzask kobiety. I gwałtowne uderzenie muzyki. Wdziera się do środka. Biegnie na górę, uzbrojona w pistolet...

      Dexter po wyjściu z mauzoluem na cmentarzu odsłuchuje informację z poczty. Ofk, pędzi do domu Speltzera, bo już wie, że z niego killer na sto dwa. Dociera w ostatnim momencie - Speltzerowi udało się powalić Debrę i już szykował się do jej zabicia. Dexter powala go ciosem w tym głowy, ale nie na tyle mocnym, aby Speltzer, korzystając z ciemności i zamieszania, nie zdołał uciec.

      Kelnerka jest mocno pokiereszowana, skutkiem czego umiera. Dexter opowiada Debrze, co odkrył w mauzoluem, od razu zostają tam rzuceni technicy policyjni, ale nic nie znajdują - ani śladów DNA Speltzera, ani tym bardziej kolczyka Niny. Speltzer przytomnie podrałował od razu do swojego kościółka i zniknął dowody rzeczowe.

      Po tej akcji Debra ma sporo do przemyślenia. Ot choćby... to, czy Dexter nie miał sporo racji mówiąc, że takich 'speltzerów' trzeba eliminować zanim kolejna ofiara wpadnie w ich łapy ?

      • grek.grek Dexter sez 7, odc. 3 & 4 [2] 03.12.13, 14:12
        Przemyślenia pewnie sprzyjają teorii [i praktyce] Dextera, ale mimo to następnego ranka - Debra prosi go, żeby się wyprowadził. Kiedy Dexter mówi "Nic się nie zmieniło, to wciąz ten sam ja, twój brat, kocham cię i dbam o ciebie", ona odpowiada "Wszystko się zmieniło, nic już nie jest na tym samym miejscu, co wcześniej". Przeraża ją na przykład to, że nic nie rózni Dextera od Speltzera jak chodzi o trofea : Speltzer zbiera kolczyki zabitych przez siebie kobiet, Dexter pobiera próbki krwi z ofiar swoich morderstw. Róznica jest fundamentalna : Speltzer zabija niewinnych, Dexter zabija Speltzera, żeby go powstrzymac od zabijania, a innej metody nie ma na seryjnych killerów. Mimo więc, że Debra nazywa jego działania "złem koniecznym" - nie potrafi już postrzegać brata w tak samo jak wcześniej. On zabija. Jesli nawet w słusznej sprawie - to nie zmienia faktu, a ten fakt wywraca wszystko do góry nogami. W dodatku samą ją zaczynają nawiedzac wizje, z wanną pełną krwi na czele. I zaczynają się pojawiać pytania wysoce nie na miejscu.

        Oto Debra pyta brata, czy to na pewno Trinity zabił jego żonę [finał 4 sezonu]. Nie mówi tego wprost, ale sugeruje. A kiedy Dexter to potwierdza, wyrzuca mu, że Rita padła ofiarą jego trybu życia. "Umarła, bo byłeś egoistą", mówi mu w twarz. I sugeruje, że powinien wysłać swojego syna do dziadków, do Orlando, z daleka od siebie, aby życie lub zdrowie małego nie doznało uszczerbku w konsekwencji tatusiowych wyczynów. "co by było jakbyś spóźnił się o 3 minuty w domu Speltzera ? do Rity 3 minuty się spóźniłeś...", podsuwa mu plastyczne przykłady. Dexter odmawia "jestem dobrym ojcem, nie oddam swojego syna". Prędko jednak przyjdzie mu zmienić zdanie.

        Speltzer zostaje aresztowany. Potrzeba 4 policajów, żeby go obezwładnić :] Dowodów na jego przestępstwa nie ma. Nawet Debra nie może nic zeznać, bo przecież ganiał ją w masce byka :] Dochodzi do przesłuchania. Najpierw sierżant Batista wchodzi do pokoju i udaje, że nie znosi swojej przełożonej, nakręca w ten sposób Speltzera, sugeruje że Debra to miękki ogórek. To plan oczywiście, aby podejść Speltzera, żeby się wysypał z czymś. Potem wchodzi Debra i wjeżdza mu ostro na rodzinę - to znaczy zasypuje go monologiem, w którym insynuuje, że Speltzer zabił te wszystkie dziewczyny, a zrobił to dlatego, że wszystkie były podobne do jego matki, a z kolei jego matka puszczała się wesoło, kiedy Speltzer był mały. Gośc słucha tego i trzyma się dośc długo. Kapituluje w momencie, gdy Debra mówi "... i leżałeś za ścianą słuchając, ile twoja matka ma przyjemności z tego jak ją p...lą ci wszyscy mężczyzni. I wiesz co, Ray ? Tak naprawdę zawsze chciałeś być jednym z nich" - wtedy Speltzer skacze na nią z tekstem "powinienem cię był zabić, jak tamta dziwkę !". Jest dobrze uwiązany, więc nic jej nie może zrobić, a Debra wstaje z uśmieszkiem triumfu.

        Nie na długo. Niebawem prawnik Speltzera zaskarża policję. Według niego, na co stosownym dowodem jest fim video z zatrzymania, policja pobiła jego klienta i doprowadziła go do stanu, w którym nie był w stanie zrozumieć swoich praw, jakie mu odczytano. Kuriozum, ale przecież to Ameryka ;]

        Speltzer zostaje wypuszczony. Wtedy właśnie Dexter decyduje by wysłać syna do Orlando. Nie może ryzykować, że killer dobierze mu się do dzieciaka.

        Dexter znów odwiedza cmentarz. Speltzer wrócił do pracy. Po tym jak "spalił" mu się dom, Speltzer mieszka w przyczepie na terenie cmentarza. Widząc, że Ray ruszył do roboty - Dexter wkrada się do tejże przyczepy szukając jakichś haków na niego. Znajduje kilka kobiecych kolczyków - trofea. Znienacka wraca Speltzer i nie jest zadowolony z widoku Dextera. W walce Dexter ulega silniejszemu Speltzerowi. Traci przytomnośc.

        Budzi się w jakimś opuszczonym magazynie. Od razu orientuje się, że Speltzer zainscenizował tutaj kolejny swój labirynt [labirynt, przebranie byka... czyżby nawiązanie do podania o Minotaurze ?]. Nie związał nawet Dextera, a do tego zostawił mu kartkę z poleceniem "run". Dexter na to "Uciekaj ? Ja nie uciekam, to przede mną uciekają". Wstaje, rusza w teren i widzi nagle wychodzącego zza zakrętu Speltzera - w masce z rogami i z siekierą. Rzuca sam do siebie "... kiedy widzę byka z siekiera - wtedy uciekam" :] No i ucieka, a tamten za nim. Zamienia się to oczywiście w makabryczne podchody, w [pół]ciemnościach, z błyskającymi refleksami jakichś czerwonych świateł, a jedno z pomieszczeń wypełnione jest damskimi manekinami wiszącymi na hakach. Ostatecznie Dexterowi udaje się wydostać i uciec, a scena jest ze stuprocentowego thrillera.

        Po zakończeniu pogrzebu tej kelnerki, Debra widzi Speltzera stojącego przy swoim samochodzie, obok cmentarza. Gośc jest uśmiechnięty i zadowolony, więc wkurza ją do niemożliwości - chce go bić, Speltzer przygląda się jej histerii z politowaniem; wkracza sierżant Batista i odciąga ją, bo wymachuje butami w powietrzu i gotowa typowi oko wybić, za co na pewno by ją zaskarzył i puścił z torbami.

        Wydaje się teraz, że na gościa nie na innej rady, jak tylko te o których Dexter jej mówił. Już nie ma na co czekac, są dowody, jest jasne że Speltzer to zabójca.

        Sam Dexter nie czeka na pozwolenie. Zaczaja się na Speltzera nocą na cmentarzu. Wali go szpadlem w łeb. Speltzer budzi się na takiej... "łopacie" na której zwłoki wjeżdzają do pieca krematoryjnego. Jest przywiązany pasami. Dostaje szału. "Uwolnij mnie, k...aaaa !!", drze się. A Dexter stoi w cieniu i kiedy Speltzer wrzeszczy - przedrzeźnia go komicznie "kur...aaaaa !!" i macha rękoma jak szaleniec :] A potem odbywa się z nim zwyczajową pogawędkę, kończąc ją wyrazami nadziei, że "może związek mój i Debry odrodzi się z twoich popiołów ?..." - potem z rozmachem ubija Speltzera kołkiem, niczym wampira. Zwłoki pali. A razem ze zwłokami swoje pudełko z trofeami, zatrzaskami z próbkami krwi ofiar - "żegnajcie, przyjaciele" powiada. Nie może sobie już pozwolić na trofea, za duże to ryzyko.

        Debra tymczasem siedzi w samochodzie, obok cmentarza. Dexter ją wezwał. Przysiada się do niej. Pokazuje jej dym lecący z komina - }"To Speltzer", informuje. Debra nie jest w jakimś wielkim, kolejnym, szoku, a po chwili nawet przyznaje się, że odczuwa coś w rodzaju... zadowolenia. "KIm jestem, skoro coś takikego czuję ?", na co Dexter "... człowiekiem".





      • grek.grek Dexter sez 7, odc. 3 & 4 [3] 03.12.13, 14:29
        Równolegle biegnie wątek śledztwa w sprawie zabójstwa Andersona, policjanta z wydziału zabójstw. Zabił go rosyjski gangster, Wiktor. Wiktora sprzątnął Dexter. Zwłoki upłynnił w oceanie. Wiktor zabił Andersona na ulicy, kiedy policjant zaoferował mu pomoc przy zepsutym aucie. Wiktor zwiał autem Andersona, a w jego samochodzie, który zostawił - odkryto ciało zamordowanej striptizerki z klubu nocnego, imieniem Kaja, imigrantki z Rosji czy tam Ukrainy. Tak więc policja ma do wyjaśnienia dwie sprawy.

        Jednego Dexter nie przewidział - a mianowicie tego, że Wiktor miał przy sobie bransoletkę zabitej dziewczyny. Lepiej nawet : bransoletkę z systemem GPS. Dexter tego NIE WIE, ale wiemy to my, kiedy Nadia, przyjaciółka Kaji mówi o tym sierżantowi Quinowi z policji, z którym się spotyka.

        Szefem Wiktora jest Isaac. A klub, w którym pracowała Kaja - należy do Isaaca i jest on tak naprawdę punktem w którym załatwiane są interesy narkotykowe. .

        Wynajęty spec od nowoczesnych technologii - znajduje sygnał bransoletki z GPS... w oceanie.

        W tym samym czasie Dexter postanawia się raz na zawsze pozbyć się ze swojego życia wścibskiego Louisa, chłopaka swojej opiekunki i stażysty w policyjnym laboratorium. Najpierw rujnuje mu karierę zawodową - wysyłając anonimowo do przełożonego Louisa kradzione dowody rzeczowe z policyjnego magazynu [Louis je kupił, a potem podesłał Dexterowi, wciągając go w makabryczną grę]. Gośc wylatuje momentalnie z pracy. Potem wysyła opiekunce film video jaki Louise nagrał ze swojej randki z prostytutką. OPiekunka spławia więc Louisa i od tej pory Dexter ma pewność, ze gość nie będzie mu grzebał w rzeczach, kiedy odwiedza dziewczynę zajmującą się jego synem, w jego domu.



        • grek.grek Dexter sez 7, odc. 3 & 4 [4] 03.12.13, 14:52
          I oto na przystani krzyżują się losy Louisa i gangsterów z klubu. Ustalenia ich speca komputerowego kierują ich własnie tam, jako na miejsce, gdzie ostatni raz bransoletka dawała sygnał z ziemi. "Zabito go i wrzucono do oceanu", konstatuje Isaac.

          Nie wiem, dlaczego akurat dopadają łódź Dextera. Nie mam pojęcia, może coś przegapiłem, ale nie sądzę. CHYBA ŻE ustalenia są tak perfekcyjne, że wskazały dokładnie i co do metra, że to własnie na tej łodzi Wiktor [a raczej : jego zwłoki] był przed wyrzuceniem do wody. To by sie trzymało tzw. kupy. Traf chce, że na łodzi jest akurat Louis, który bierze się do jej zatapiania, żeby zemścić się na Dexterze.

          Louis otoczony przez przez mafiosów próbuje się stawiać, a zagrożony ślepotą z powodu wiertarki - kabluje, że łódź nalezy do Dextera Morgana. Dostaje kulkę, a Isaac już wie, gdzie ma szukać [potencjalnego] zabójcy Wiktora.

          Robią więc gangusy dokładny research i szybko dowiadują się kim jest Dexter. Isaac przypomina sobie, widząc jego zdjęcie, że już się spotkali.

          Jest bowiem w 3 odcinku scena w klubie. Dexter przychodzi tam z sierżantem Batistą, który ma coś do załatwienia z menadżerem, w związku ze śledztwem. Kiedy sierżant znika, Dexter czeka na niego, a obok siedzi właśnie Isaac. Obaj nie wiedzą, kim jest drugi, w każdym razie wywiązuje się niemal filozoficzna pogawędka. Obaj dochodzą do wniosku, że są w klubie ze striptizem z powodów absolutnie odmiennych niż cała reszta, która tam się znajduje. Jeden - bo czegoś szuka, a drugi - bo na kogoś czeka. To dowodzi zaś, konstatuje Isaac, że są tam z powodu frustracji.

          Policja, aby nacisnąc menadżera klubu w sprawie zabójstwa Kaji a co za tym idzie - Andersona, decyduje by urządzać codzienne naloty na lokal, dezorganizujące jego funkcjonowanie. Sierzant Quinn odmawia naweet wzięcia łapówki za odstąpienie od czynności, więc mafiosi muszą szukać jakiegoś pretekstu, aby policaje się od nich odczepili i pozwolili spokojnie szmuglować koks :]

          Isaac wpada na pomysł godny mistrza zbrodni. Wieczorową porą, wraz z menadżerem i gorylem, odwiedzają prostego barmana z klubu, Alexa. Isaac zauważa, że facet ma na ścianach mnóstwo zdjęć swojej rodziny, którą zostawił w kraju, w Kursku. Pyta, ile Alex wysyła im forsy co miesiąc. Kiedy pada kwota - Isaac proponuje Alexowi umowę. Wedle niej : Isaac bierze na siebie utrzymanie i wykształcenie dzieci Alexa. W zamian, Alex ma... popełnić samobójstwo. Najpierw napisać list pożegnalny do... Kaji, a potem strzelić sobie w łeb. List stanowi, że Alex "nie może żyć z tym, co zrobił", a pistolet - to ten sam, z którego zabito Andersona. Alex jest tak wystraszony i skonfundowany, jak tylko może być człowiek, który szykuje się do spania, a dostaje nagle TAKĄ propozycję, której nawet nie może odrzucić - zabiją go tak czy owak, broń podrzucą, spreparują samobója, najwyżej liściku nie będzie. Zgadza się więc i wszystko odbywa się tak jak Isaac chce.

          Zatem, Isaac daje policji "mordercę". Alex zostaje znaleziony nazajzutrz. Ale sierzant Batista nie jest taki prosty. Kiedy Quinn podsumowuje : Alex kochał się w Kaji, ona miała romans z Andersonem [bo chyba miała faktycznie], więc zabił oboje. Zbrodnia z miłości. Potem popełnił samobójstwo, bo dopadło go sumienia. Tragiczne, ale w sumie oklepane i przez to wiarygodne. Batista nie chce w to uwierzyć, nie dają mu spokoju ściany mieszkania Alexa, obwieszone zdjęciami rodzinnymi. Czy facet zakochany do takiego stopnia w innej kobiecie trzymałby te zdjęcia na widoku ? Schowałby je przynajmniej, jesli już wyrzucać nie chciał. Tak czy owak, Batista chce przesłuchać sąsiadów, znajomych, może... Alexa ktoś odwiedzał ? "To pachnie ustawką", powiada sierżant.



      • grek.grek Dexter sez 7, odc. 3 & 4 [5] 03.12.13, 15:08
        I ostatni wątek.

        Kiedy Dexter, buszujący w mauzoleum na cmentarzu, dostaje telefon wołający go do pracy - ma jechać z sierżantem Batistą do niejakiej Hanny Mc Kay.

        Po drodze zahaczają o klub, w ktorym pracowała Kaja, o czym wyżej.

        Dlaczego Hannah Mc Kay zjawia się w serialu ?

        Dotyczy to seryjnego mordercy, niejakiego Randalla. Dexter poznaje go w 1 odcinku. Akurat policja prowadzi... wykopaliska, w poszukiwaniu kolejnej ofiary tego killera. Sam je wskazał. Randall jest na miejscu, w pomarańczowym stroju więziennym. Dexter jest tam po to, żeby zbadać zwłoki, które mają być znalezione. Randall, na oczach Dextera, popełnia samobójstwo, rzucając się pod cięzarówkę. Jest bardzo kontaktowy, bystry, tuż przed śmiercią wdaje się w pogawędkę z Dexterem i wyznaje mu, że oszukał policję - w miejscu, które wskazał - nie ma żadnego ciała, ale dzięki temu, że policja szuka i grzebie - on może pobyć trochę na słońcu, na świezym powietrzu.

        Po śmierci syna, na policję zgłasza się matka. Pani Randall przynosi różne szpargały, które ukrywała w domu na prośnę syna. Teraz, po jego śmierci, może je policji oddać. Randall też miał trofea - figurki zwierzątek, może zabijal dzieci ? Przyznam, że nie spamiętałem tego faktu, ale coś może być na rzeczy.

        Policja ma więc nowe ślady i wznawia, już po śmierci winnego, śledztwo w sprawie tych zabójstw.

        Hannah Mc Kay, to eks-dziewczyna Randalla. Podróżowała z nim po Ameryce, chyba nawet nie wiedząc, czym para się jej kochanek. Kiedy Randall został złapany, Hannah - nieletnia wówczas [rzecz sprzed bodaj 8 lat] - została umieszczona w specjalnym ośrodku, a potem wypuszczona na wolnośc, jako osoba całkowicie niewinna.

        Teraz prowadzi w swoim domu coś w rodzaju małego ogrodu botanicznego. Kiedy odwiedzają ją policjanci jest obcesowa. Batista próbuje jej uświadomić, że powinna współpracować, ale ona odpowiada tylko, ze "chce o tym wszystkim zapomnieć".

        Na wszelki wypadek, Dexter ma pobrać jej ślady DNa do badań. Kto wie, co wykaże śledztwo... Hannah jest ładną blondynką, więc nic dziwnego, że Dexterowi wypada z ręki patyczek, którym ma pobrać jej z ust ślinę. Jego nieporadność rozbawia ją. I o ile na początku dialog brzmi :

        "Jestem Dexter Morgan, ale proszę mi mówić Dexter" -
        "Wolałabym jednak : panie Morgan",

        to na odchodnym wygląda to :
        "Do widzenia, pani Mc Kay"
        "Proszę mi mówić : Hannah".
        "Wolałbym jednak : pani Mc Kay"

        W 4 odcinku Hannah pojawia się na policji, gdzie ma być przesłuchana. Rozmawia chwilę z Dexterem, który pyta ją o związki z Randallem, a ona wspomina, ze najlepsze w tym wszystkim było... uczucie przygody, jakie miała kiedy przebywała z nim podczas tych podróży. "Zna pan to uczucie ?", pyta Dextera, a on zaprzecza, ale przecież doskonale wie, o czym Hannah mówi. On ma to uczucie podczas zabijania. Dowiaduje się też, że planowali oboje wyjazd do Argentyny, aby tam zamieszkać, no ale Randall złapano, a ją razem z nim.

        w każdym razie, coś z tego musi być, zbyt ceremonialnie wprowadzono do fabuły tę postać, dodatkowo obdarzając ją urodą i wdziękiem :]

    • er.pa Top of the Lake - po odcinku 5 05.12.13, 08:28
      To ja powracam do marudzenia :) To znaczy nie było jakoś bardzo źle, ale serial wrócił do stylu odcinków 1-3. Co prawda sama sprawa dziewczynki już się w pewnym sensie wyjaśniła, tzn. wiadomo co się z nią dzieje, ale w tej sprawie i tak napięcie było żadne. Na plus jest postać kolegi tej dziewczynki, chłopca z zaburzeniami emocjonalnymi i tendencją do zachować autodestrukcyjnych – sceny z nim w tym odcinku przyciągały uwagę.
      Cały czas zastanawiam się, co mi w tej produkcji przeszkadza. I jest to montaż i jakiś taki nierówny poziom reżyserii. Chyba tak na to patrzę, bo po Campion spodziewałam się na czegoś innego. Są sceny dobre, i są sceny słabe i tak jakoś zmontowane, że ma się co jakiś czas poczucie rwanej narracji. Może to jest koronkowa konstrukcja, której ja nie rozumiem, może jakiś styl montażu, do którego nie jestem przyzwyczajona, ale mi to przeszkadza.
      Wracając jeszcze do opisywanego poprzednio kontrastu natura-ludzie. Ten kontrast osiągnięty jest też sposobem filmowania – natura ma fantastyczne światło, długie ujęcia, szeroki plan. Wnętrza są kręcone bardzo klaustrofobicznie, i to niezależnie od tego, czy są to wnętrza mieszkań typu przyczepa czy kontener, czy też bardziej wypasiony dom „głównego złego”, który pokazywany jest w takich samych wąskich ujęciach.
      Nie mogę pozbyć się wrażenia, że Campion załatwia tym serialem jakieś swoje prywatne nowozelandzkie porachunki :) Bierze za coś odwet. Co ciekawe, dwie ważne i w sumie pozytywne postaci kobiece wystylizowane są „na Campion” obecnie, czyli mają rozpuszczone długie siwe włosy – postać grana przez Holly Hunter, i umierająca na raka matka pani detektyw. Nie wiem tylko, czy to jest stylizacja „na Campion”, czy też tak wyglądają obecnie starsze panie o pewnej przeszłości i stylu życia na Nowej Zelandii 
      Ilustrując:
      Holly
      www.sundancechannel.com/series/top-of-the-lake/photos/top-of-the-lake-holly-hunter#/0Campion
      www.studiosystemnews.com/emmy-stats-jane-campion-steven-soderbergh-among-oscaremmy-double-threats/
      i matka Robin:
      blogs.indiewire.com/thompsononhollywood/top-of-the-lake-episode-5-recap
      • grek.grek Re: Top of the Lake - po odcinku 5 05.12.13, 15:47
        prawdziwie fachowa analiza, Er.po :]
        dzięki wielkie.

        niezły rollercoaster funduje Ci ten serial, jak widzę - jak już się poprawiło, to
        znów się pogorszyło.

        miejmy nadzieję, że finał będzie znakomity.

        ja tak sobie pomyślałem, że może reżyserka Campion zechciała być ambitna w trochę
        inną stronę niż powinna ?
        to znaczy, zamiast tworzyć rzecz frapującą i podnoszącą temperaturę u widza - postawiła
        na wymowę całokształtu, jakieś artyzmy i estetykę.
        możliwe, że producent tego własnie oczekiwał ?

        jak mniemam, postaci "wystylizowane na Campion" są dzielnymi feministkami przeciwko
        męskiej dominacji ? :] [ w tym serialu, postawa nader uzasadniona ?]
        • er.pa Re: Top of the Lake - po odcinku 5 05.12.13, 22:50
          A wiesz, że właśnie "artyzm i estetyka" której się po Campion można by spodziewać za bardzo tu nie występuje, jest tak, jakby starała się uciec od swojej dotychczasowej kinowej stylistyki. Wszystko co poza naturą jest "estetyczne inaczej. " Może prosty przykład z tym Paradise - czyli obozowiskiem kobiet. Miejsce fantastyczne, otwarta przestrzeń, jezioro, wokół góry. I pordzewiałe kontenery w którym te niewiasty mieszkają slamsowo, tak trochę post-hipisowsko. W ostatnim odcinku była krótka scena kąpieli tych pań w ciepłym źródle. Jak to w komunie - na golasa. No powiem Ci, to nie były aniołki VS :) W takich scenach widać że scenarzystka i reżyserka to pani w średnim wieku :)
          Mieszkanki Paradise to zbieranina bardzo różnych kobiet o których bardzo niewiele wiemy, ale to nie jest zestaw jakichś walczących feministek bynajmniej. Holly Hunter jest guru, która czasem coś mówi, a czasem nie. Czasem mądrze, a czasem "na odwal się". Ta komuna robi wrażenie azylu dla kobiet sponiewieranych przez życie, ale i wciąż dajacych się jakoś tam poniewierać - co najmniej dwie z nich są zdecydowanie głupie, a to co poczynają zalotnie okazuje się żałosne, i wracają do Paradise, gdzie jest tak niby idyllicznie - chodzą, coś tam piorą, coś tam palą, coś tam mówią, tam na chwilę trafiają różne inne osoby - a to ta dziewczynka, zanim zniknęła, a to ostatnio matka pani detektyw, głównie po akceptację nadchodzącej śmierci.
          Jednak ten świat pokazany jest tak, że nie przechodzi ci jako widzowi przez myśl "ale mają tam fajnie". Patrzysz na nie, i myślisz że taki sobie znalazły sposób na przetrwanie, na harmonijną wegetację. Jak się pojawia facet, a czasem sie pojawia, to się ożywiają :)
          • grek.grek Re: Top of the Lake - po odcinku 5 06.12.13, 16:49
            może estetyczna jest sama czysta radość kąpieli na golasa ? :]

            z Twojego opisu, wg mnie, wyłania się obraz Paradise, jako czegoś
            realistycznego. w znaczeniu : wspólnota kobiet nie tworzy raju na ziemi
            i nie ma patentu na mądrość, ale najważniejsze, że nie wykorzystują siebie
            nawzajem, czy coś takiego ?

            hehe, skoro "ożywiają się", to znaczy że nie zatraciły się w jakiejś
            kastrującej misji, zachowały zdrowe odruchy, no i nie są chyba zgorzkniałe ? :]

          • pani_lovett Re: Top of the Lake - po odcinku 5 06.12.13, 16:56
            Mnie te komentarze coraz bardziej zachęcają do obejrzenia "Top of the Lake".

            A propos nagości i niedoskonałych ciał pań z komuny, przyszedł mi na myśl dużo wcześniejszy film Campion, słynny "Fortepian" i scena, w której nago pojawia się niepiękny fizycznie mężczyzna w średnim wieku twarzy o Harvey'a Keitla...
            • er.pa Re: Top of the Lake - po odcinku 5 06.12.13, 19:59
              Spróbuję się jednym wpisem ustosunkowac do Waszych komentarzy powyżej.
              Zacznę od Greka - wiesz co, Twoja diagnoza Paradise chyba odpowiada temu, co na ekranie :) I w kwestii realizmu, i w kwestii radości z kąpieli nago :) Bo to jest radosna kąpiel, w tym damskim towarzystwie, pełna naturalnego śmiechu. A że estetyka nie hollywoodzka... cóż :)
              Co do Fortepianu - w tym filmie byłam absolutnie zakochana, nza muzykę, za zdjęcia, za sposób pokazania rodzącej się miłości, za realistyczne przezwyciężanie wiktoriańskiej bariery odzieżowej (najbardziej utknęła mi w pamięci scena, w której Keitel "dobiera się" do fragmenciku nagiej nogi Holly w czasie jej gry na fortepianie), i teraz powiem rzecz straszną Barbasiu - KOMPLETNIE nie pamiętam gołego Keitel'a.... Czuję się upośledzona na pamięci... I wstyd mi okrutnie. Trochę boję się wrócić do tego filmu, bo wspomnienie sobie cenię, boję się, że mi się zestarzał.
              A wracając do serialowego meritum - miło mi, że Was zainteresowałam, mimo, że sama nie jestem pewna swojego zainteresowania tym serialem :) Tzn. jak się nad nim dla Was zastanawiam, to wydaje mi się ciekawszy, niż bez zastanawiania :)
              Nie wiem, jak u Was, ale u mnie spadło z 5 cm śniegu, który leży, i koty dostają pierwszego zimowego kota w domu z racji niechęci do wyjścia.
              • siostra_bronte Re: Top of the Lake - po odcinku 5 06.12.13, 20:11
                O, a mnie "Fortepian" rozczarował. Jakoś nie mogłam wczuć się w klimat. Piękna muzyka, zdjęcia, ale bez większych emocji.

                Ja też nie pamiętam gołego Keitela :) Zresztą muszę przyznać, że jedyną postacią, która wzbudziła we mnie sympatię był, zaskakująco, mąż bohaterki. Szkoda mi go było.


                • er.pa Re: Top of the Lake - po odcinku 5 06.12.13, 21:17
                  Ulżyło mi, że nie tylko ja nie pamiętam :)
                  Co do Fortepianu - mam wrażenie, że ten film trafił u mnie w taki moment, w którym idealnie wpasowal się w stan emocjonalny. Kiedyś cos takiego przeżyłam tez z "Podwójnym zyciem Weroniki" - właśnie wrażenie, że film trafił w jakieś moje "tam" i "wtedy" powstrzymuje mnie od obejrzenia ponownie po latach.
                  Myślę, że ogromnie znaczenie miała tu muzyka Nymana, która potem miałam jeszcze długo na zakupionej taśmie.
              • grek.grek Re: Top of the Lake - po odcinku 5 07.12.13, 14:05
                cieszę się, że trafiłem :]

                mnie tam golizna radosna podoba się bardziej od np. golizny... posągowej.
                ta pierwsza ma w sobie życie, a to czyni ją atrakcyjną.

                u mnie śnieg był symobliczny, a i w takiej liczebności zmył się do rana.
                Ksawery litościwy był, hehe; nawet prąd nie wysiadł.

                ile masz kotów ? :]

                • er.pa Re: Top of the Lake - po odcinku 5 07.12.13, 14:58
                  Koty mam trzy, dwa planowane (siedmioletnie prawie, bracia) i jeden nieplanowany (przybłęda, już dwa lata, kobieta). Ze śniegu to w pierwszy dzień cieszyła się ta najmłodsza, ale dziś wyszła przodem, zaraz wróciła tyłem, sarknęła, pobiegła do żwirku :) Zgaduję, że załatwianie się w takich warunkach pogodowych jest poniżej jej godności.

                  A ja chyba jednak wolę na ekranie goliznę posągową, tę żywą mam na co dzień, i estetycznie satysfakcjonuje mnie umiarkowanie :) Poza tym mam za sobą kilka wymuszonych społecznie kąpieli grupowych na golasa (kontekst był zagraniczny:), i wspominam to jako dużą traumę :) No nie chowałam się komunie hipisowskiej, nie umiem zapomnieć o tym, że jestem goła i się wyluzować :) Innymi słowy znowu filtruję film przez swoje doświadczenie, i takie sceny budzą wspomnienia mojego własnego poczucia skrępowania.
              • pani_lovett Re: Top of the Lake - po odcinku 5 07.12.13, 16:31
                > i teraz powiem rzecz straszną Barbasiu - KOMPLETNIE nie pamiętam
                > gołego Keitel'a...

                :)

                Baines, bohater grany, przez Keitela, rozbiera się do naga i swoją koszulą delikatnie ociera z piasku fortepian Ady, dopiero co przyniesiony z plaży. Scena niemal erotyczna, niesamowita , subtelna, piękna ...

                Potem jeszcze raz pojawia się nago w scenie, kiedy dochodzi do żbliżenia z Adą ...

                > najbardziej utknęła mi w pamięci scena, w której Keitel "dobiera się" do fragmenciku nagiej nogi Holly w czasie jej gry na fortepianie

                Kolejna znakomita scena. :)


                Film na pewno się nie zestarzał, aczkolwiek, Twój odbiór tego filmu po latach może być już nieco inny.


                Wczoraj kiedy pisałaś swój post (późnym popołudniem), ja szłam po zamówiony chleb, nie chciałam ale musiałam, wiało i śnieg dopiero zaczynał padać.
                Teraz sypie...

                :)
    • grek.grek "Erratum" w Kocham Kino 05.12.13, 16:44
      coś dawno nie pisaliśmy o Kocham Kino, zauważyliście ? :]

      dzisiaj jest okazja, bo "Erratum" zebrało dobre recenzje kilka lat temu.
      facet ustawił się w życiu [żona, dzieci, zarobiony], ale trochę zapomniał o korzeniach.
      przypomina sobie o nich, kiedy bawi w sprawach zawodowych niedaleko rodzinnego
      miasta. postanawia zobaczyć się z ojcem, z którym od dawna nie miał kontaktu.
      [zapewne także odbędzie sentymentalną podróż w przeszłość, może obejrzy ją z
      perspektywy tego, co się w jego życiu stało]

      nie wiem, czemu ale jakoś Tomasz Kot jest aktorem, którego lubię.
      nie mogę dojśc - dlaczego ?.. podpowiecie mi jakiś wariant ? ;]]

      będzie też Ryszard Kotys, kiedyś świetny aktor drugoplanowy, który wdrukował się
      wszystkim, jako Marian Paździoch z "Kiepskich [nawiasem mówiąc, jest fenomenalny
      w tej roli, jak zresztą kilku innych aktorów z tego świetnego serialu].

      w obsadzie są też Januszowie - Michałowski i Chabior, Mariusz Saniternik, zatem
      cała grupa wspaniałych polskich aktorów.

      reżyserował i pisał ten film Marek Lechki.
      zdobył mnie godzinnym, przejmującym, tragiczno-zabawnym "Moim miastem".
      jeśli znajdziecie chwilę czasu - obejrzyjcie; trwa tylko godzinę, ale każda minuta jest
      warta zachodu :

      www.youtube.com/watch?v=uY0UqB2GU3Q
      gośc nie kręci zbyt często, "Moje miasto" i 8 lat późniejszy "Erratum", to jego jedyne
      filmy. jeśli ten drugi choć w cześci dorównuje pierwszemu, to niech człowiek kręci co
      8 lat, nie mam nic przeciwko, hehe.

      dzisiaj o 22:25, powtórka o 2:30

      zapytam więc kanonicznie : oglądamy ? :]
        • grek.grek "Erratum" [słów parę] 06.12.13, 14:55
          No to może słów parę.

          Prosta historia, lecz nie banalna - z głębią, ale nie za głęboką, lecz w sam raz. Słowem, taki film, który coś porusza, a jednocześnie nie daje okazji do tego, by się poczuć głupszym od scenarzysty [i reżysera] :]

          Michał ma ładne mieszkanie, dobrą pracę [biuro rachunkowe], żonę i syna. Generalnie, wiedzie mu się. Pewnego dnia szef prosi go o odebranie samochodu ze Szczecina. Dla Michała jest to okazja, aby wrócić na stare rodzinne śmieci, w miejsce gdzie się wychował.

          Najchętniej nie zaglądałby w ogole do domu - po śmierci matki został tam jego stary ojciec, z którym Michał jest śmiertelnie pokłócony, ale... żona zleciła mu zaproszenie ojca na komunię ich syna, a jakby tego było mało - syn chce dostać w prezencie wędkę Michała, którą ten zostawił w rodzinnej chałupie. Tak więc Michał zajść do domu po prostu musi.

          To, co miało być jednodniową wycieczką niespodziewanie zamienia się w kilkudniowy pobyt. A to za sprawą wypadku drogowego, w ktorym Michał niechący potrąca bezdomnego. Gośc ginie na miejscu. Michał próbuje mu jeszcze pomóc, potem wzywa policję i karetkę, zostaje przesłuchany, ale nie otrzymuje żadnych zarzutów. Policjant jest wyjątkowo empatyczny. Problem w tym, że auto ma rozbity reflektor i uszkodzony zderzak. Mechanik Nawrocki deklaruje, że naprawi go w ciągu 24 godzin. Tak czy owak, Michał musi nocować w mieście.

          Sprawa oczywiście przeciąga się o kolejny dzień, i w tym czasie Michał odbywa szereg spotkań i doznaje sentymentalnych wzruszeń przebywając w miejscach, które za młodu [no może bez przesady, bo gośc jest ledwie po 30-tce] były mu bliskie.

          Jednocześnie nie daje mu spokoju ten bezdomny, ktory zginął pod kołami jego samochodu. Chodzi po okolicy i stara się czegoś o nim dowiedzieć. Przegląda rzeczy, które facet po sobie zostawił. Wreszcie, od miejscowych złomiarzy, dowiaduje się, gdzie ten chłopina mieszkał. Zastaje tam... gościa łudząco podobnego. To jego syn. Opowiada mu, że ojciec był kiedyś nauczuycielem, miał zonę, dzieci, mieszkanie. Wszystko się wykopyrtnęło, kiedy wpadł w alkoholizm. Stracił wszystko, wylądował na bruku. Został po nim tylko sympatyczny pies, ktory plącze się za Michałem od kiedy ten postawił nogę pod rodzinnym domem.

          Drugi syn tego bezdomnego prowadzi jakieś uprawy pod szklarnią. Michał odwiedza go i informuje, że ojciec mu zmarł. POdaje datę pogrzebu [ a przy okazji, sam załatwia wszystkie formalności potrzebowe, rozmawia z księdzem i "załatwia" katolicki pochówek, a także kupuje krzyż drewniany na grób]. Chłop najpierw odpowiada, że "ojca to on stracił dawno temu, nie ma o czym mówić", ale potem nagle się wzrusza okrutnie. Michał patrzy na to z przejęciem, bo przecież sam jest w ostrym konflikcie z własnym staruszkiem, który ma już bliżej niż dalej.

          Ciekawe, i ważne, jest to, że Michał od początku chce zwiać z miasta. Uciec. Denerwuje go otoczenie, denerwuje go to, że będzie musiał czekać na naprawę auta, irytuje go sam widok znanych miejsc. Powód tego odkrywany jest powoli i stopniowo, a w finale okazuje się, że było nim jego własne poczucie winy.

          Kilka razy odwiedza swojego ojca - widać starszego człowieka, o lasce, z jakąs kontuzją biodra, po hospitalizacji, słabego, prowadzącego dośc monotonne życie spędzane głównie przed telewizorem, w starym mieszkaniu w jakiejś podniszczonej kamienicy. Michał próbuje starego zagadać, ale ten odburkuje nieprzyjaźnie. Musieli się ostro pożreć.



          • grek.grek "Erratum" [słów parę] 06.12.13, 15:37
            Ojciec sprzedaje stare zabawki Michała, dorabia sobie zapewne do skromnej renty. A może przeciwnie, może sprzedaje je ze złości, żeby tym samym zatrzeć wszelkie wspomnienia o synu ? Michał chce je kupić. Ojciec się irytuje.

            Kiedy Michał wchodzi pierwszy raz do domu, pyta ojca "Co u ciebie ?", odpowiedź brzmi "Nic", twarda i krótka. Michał próbuje jeszcze kilka razy, zawsze napotykając ten sam nieporuszony mur milczenia i ewentualnie zdawkowych warknięć. Nocleg Michała w domu [najpierw spał w hotelu], a potem wspólne przetykanie zatkanego odpływu w wannie jest tylko pozornym przejawem ocieplenia. Ojciec trzyma dystans jak trzymał.

            Musi w końcu dojśc do konfrontacji. Ojciec nie może synowi wybaczyć, że po śmierci matki wyjechał niby na egzaminy końcowe do szkoły muzycznej i... już do domu nie wrócił. Michał tłumaczy podnosząc głos, że uciekł od ojca... ale nie wiadomo w zasadzie : od czego ? Zawsze tak burczał ? A może uciekł ze wstydu ? Bo Michał kłamał przez całe 3 lata. Nie chodził do żadnej szkoły muzycznej. Uczył się rachunkowości w jakimś studium. Oszukiwał ojca. Może nie chciał wrócić bo musiałby swoje kŁamstwo obnażyć ?

            Właściwie to Michał mówi, zasłaniając ojcu telewizor, żeby "wreszcie go wysłuchał". Ale stary nie odpowiada ani słowem. Zacięty jest.

            Nie tylko on ma żal do Michała. Ma go też Zbyszek, jego przyjaciel z młodzieńczych lat. Jego też Michał kiedyś opuścił uciekając z domu. Jego, ich zespół muzyczny, w którym grali, wspólne plany i marzenia.

            Spotykają się przypadkiem, gdzieś na ulicy. Zbyszek patrzy na Michała z wyrzutem, ale zaprasza go na jakieś spotkanie. Michał odmawia, tłumacząc się brakiem czasu. W rzeczywistości - wstydzi się siebie. Zbyszek zaprasza go na jakiś koncert, który gra tego dnia. Bo on nie uciekł. Został i urządził sobie życie. Ma uroczą żonę, fajnego syna, mieszkają skromnie, ale ciesza się tym co mają i cieszą sie sobą. Jakże to inny obrazek niż nieco sztywniacka rodzinka Michała.

            Zbyszek spełnia marzenia młodzieńcze. Nie ma wiele, ale za to robi to co lubi - muzykę. Ten zespół to taki jakiś przystępny jazz ze szczyptą etno. Michał cichaczem pojawia się tym koncercie. Widzi jak Zbyszek, i kilku innych znajomych, robią to, co zawsze było jego pasją [grał na trąbce]. Zbyszek zauważa Michała. Zaprasza go na scenę. A kiedy Michał robi to, co najlepiej w życiu mu wychodzi - ucieka, Zbyszek dedykuje mu [tonem nieco szyderczym, może z wyrzutem] następny utwór.

            Ale nie tak całkiem Michał daje nogę. Po koncercie siedzi przy wejściu do tego... ja wiem ? lokalu ? takie raczej katakumby jakieś to są :] Zbyszek zaprasza go do siebie, Michał poznaje jego rodzinę. W życiu Zbyszka widzi jak sam mógłby żyć, gdyby wytrwał w marzeniach.

            Razem wybierają się za miasto. Nad jezioro wśród pszenicy, rzepaku i traw licznych. Idą do takiej ambony/wieży drewnianej, na której spędzali czas jako dzieciaki. Spotykają starego strażnika. Wracają wspomnienia - ten facet ścigał ich za włażenie na te wieżę, kiedy byli mali. Dzisiaj stare z nich konie, a on tam nadal jest, jak element przeszłości, wzruszający i upewniający, że to dawne jeszcze gdzieś jest, gdzieś tam majaczy. Jak za dawnych lat wchodzą na górę, oglądają piękne pejzaże, a Zbyszek prowokuje dla śmiechu głupie zabawy sprzed lat ["blacha" i "karczycho}, no któz by nie pamiętał, hehe]. A potem zjawia się ten leciwy strażnik i grożąc im rachitycznie karabinem - każe złazić. Ot, taki typowy dziadzio, któremu uciekało się dla zabawy, a on śmiesznis się pultał.

            Następnego dnia, a właściwie - nocą, Michał wyciąga Zbyszka i idą znów na wieżę. Znów dopada ich strażnik. Wygraża bronią. Michał zabiera mu ją z łatwością. Dziadek w obliczu zdrowego młodego mężczyzny jest bezbronny jak dziecko. Ten gest wiele mówi : to koniec, nie jesteśmy już tymi którymi byliśmy, wszystko się zmieniło, nie ma powrotu. Niespodziewanie, a moze spodziewanie ?, Michał - bawiąc się zapałkami - podpala wieżę. Dziadek wzywa policję. Michał i Zbyszek nie uciekają. POlicjanci chcą odjechać, zabrać ich na przesłuchanie, ale Michał prosi o chwilę zwłoki - patrzą jak się dopala symbol ich młodości, jak odchodzi ona z dymem. Czas na zamknięcie tego rozdziału. KOmendant oczywiście nie ma nic do zarzucenia chłopakom, więc spalenie budy obędzie się bez konsekwencji.

            Michal odwiedza grób matki, widzi pogrzeb bezdomnego którego potrącił - widzi synów, którzy zjawiają się na nim i żegnają ojca.

            Auto jest naprawione. Może wracać do domu. I jest inny już. JUż lepszy, jakby naprawiony. Jakby lżejszy o to, co wyznał, o prawdę o swojej ucieczce, której kanty go uwierały. O spotkania z tymi, których przez 10 lat unikał. O konfrontację z tym, co zostawił i byc moze nawet zdradził. O to wszystko, co kryje się pod tytułem filmu.

            Przygarnia psa tego bezdomnego. Znaleziona w jego rzeczach obroża doskonale pasuje na szyję kundelka. Pakuje go do auta i wybiera się do domu.

            Ale jeszcze na moment wraca do domu. Sprytnie udaje mu się naprawić zepsutą skrzynkę pocztową ojca. Bardzo znaczący moment.

            A potem idzie na górę. Puka. Puka znów. Nie ma odpowiedzi. Znów puka. I znów nie ma odpowiedzi. Ale Michał nie rezygnuje. I wtedy widać, jak po drugiej stronie drzwi pojawia się twarz ojca. Skupiona taka. A MIchał dalej puka po swojej stronie. Nie odpuszcza. Wreszcie ojciec zaczyna mu odpowiadać. I pukają tak do siebie przez drzwi, a Michałowi puszcza się łza z oka.

            Piekne zakończenie, chociaż... może powinno to zostać urwane w momencie, gdy Michał staje pod drzwiami ? To trudne do osądzenia, bo raz, że trudno polemizować z panem reżyserem, a dwa... kurdesz, oba rozwiązania są dobre. Scena finałowa jest naprawdę poruszająca.

            A sam film mądry i tak naprawdę ciepły, choć Michał rozchmurza się przez cały film, a ojciec w ostatnim kadrze :]

            Znakomita muzyka Bartosza Straburzyńskiego, z wpadającym w ucho lejtmotiwem, wspaniale spaja i tworzy cały film, bo narracja niespieszna, ujęcia długie, a aktorzy nie szaleją z ekspresją. Doskonałe zdjęcia Przemysława Kamińskiego, pejzaże rewelacyjnie [zwłaszcza ten ze wzbijającym się do lotu ptaszyskiem, pod chmurnym letnim wieczornym niebem, na tle pół zbożowych - dobra, wiem, że takie ujęcia zalatują efekciarstwem, ale co mi tam :)], ale i filmowanie scen dialogowych i rodzajowych wypada dobrze i z wdziękiem - kamera nie lata, dyskretnie zagląda w człowieka/ludzi, harmonizuje z wypowiadanymi kwestiami.

            w sumie, Marek Lechki zrobił drugi już znakomity film i jak nastepny będzie za 10 lat, to też warto czekać, bo gośc ma swój własny styl, a w centrum jego filmów jest człowiek i to co w nim siedzi, w tych dwóch - związek z miejscem. Zarówno Goździk w "Moim mieście" jak i Michał w "Erratum" mają ten sam punkt odniesienia do kształtowania własnego zycia : swój dom, swoja okolicę, heimat. Z jego własnym kolorytem. MOżliwe nawet, że Erratum to w jakimś sensie wizja tego, jak mogłyby się potoczyć losy Goździka, gdyby był tak "ambitny", jak życzyłaby sobie tego jego matka :]

            • pani_lovett Re: "Erratum" [słów parę] i moje dwa grosze 08.12.13, 18:12
              Podobał mi się film. Jednak mam małe zastrzeżenie, brakowało mi przekonujących wyjaśnień, co takiego się stało w rodzinie Michała, jakiego rodzaju traumami naznaczona jest psychika Michała, że odciął się tak radykalnie, na tak długo od ojca, osoby, która była mu niegdyś najbliższa. Te sugestie przekazane w filmie nie przekonały mnie.

              Brakowało mi głębszej analizy psychologicznej, wgryzienia się w psychikę głównych bohaterów, syna i ojca, w ich dawne motywacje.

              Tomasz Kot i Ryszard Kotys stworzyli tu bardzo pozytywne, ciepłe (pomimo mrukliwości ojca i pozornej oschłości) postacie. Co uzasadnia zresztą fakt, że stosunkowo bezproblemowo i gładko dochodzi do porozumienia między panami, które ma swoje zwieńczenie w tej pięknej, poruszającej scenie finałowej. Trudno jest mi więc zrozumieć i pojąć, co kierowało niegdyś Michałem.

              Jakim trzeba być człowiekiem, żeby zerwać wszelkie kontakty z własnym ojcem, w dodatku człowiekiem schorowanym i osamotnionym po śmierci żony!?

              A może nieprzykładnie wagi do relacji z rodzicami, a właściwie do relacji ojcowsko-synowskiej (kiedy zabrakło matki) nie jest niczym niezwykłym w świecie mężczyzn (film o mężczyznach robiony przez mężczyznę)? Wszak, jak mówią badania psychologów, to kobiety dbają o relacje międzyludzkie. Nie przypadkiem z inicjatywy swojej żony Michał ma zaprosić ojca na komunię ich syna (a dlaczego nie zaprosili ojca na ślub? dlaczego nie poinformowali o narodzinach syna?).

              :)
              :)
              • grek.grek Re: "Erratum" [słów parę] i moje dwa grosze 09.12.13, 14:45
                mnie się wydaje, że matka trzymała to w kupie.
                kiedy umarła - rozleciało się.

                w filmie pada wyjaśnienie, że Michał uciekł z domu, aby nie wyszlo na jaw, że
                przez 3 lata nie studiował w szkole muzycznej, a zrobił jaką szkołę z profilem
                rachunkowość. ojciec miał mu za złe, że wyjechał bez pożegnania. Michał niby
                coś mówi, że wyjechał także z daleka od ojca, może stary był apodyktyczny i
                nieprzyjemny ? ale, wg tych informacji, wydaje mi się, ze Michał uciekł od
                prawdy i wstydu z powodu własnego kłamstwa.

                to prawda. psychologia nie jest wnikliwa.
                ale, z drugiej strony, może celowo tak jest, aby większy nacisk położyć na
                powrót po latach Michała i tzw. rys środowiskowy ?

                a tu będę z Tobą polemizował :]
                wydaje mi sie, że jednak to porozumienie trochę kosztowało.
                dośc długo nie mogą złapać kontaktu.
                dopiero poszukiwanie krewnych bezdomnego, którego zabił, daje
                Michałowi moc, by wyznać prawdę ojcu i w jakiś sposób się do niego
                zbliżyć, wyciągnąc rękę.
                bo, wg mnie, Michał na początku chce wziąć tę wędkę, zdawkowo ojca
                zaprosić na komunię syna [na prośbę żony], przewidując że i tak odmówi -
                i mieć z głowy.
                ojciec też wolałby go nie widzieć, i jednak potrzeba kilku dośc intensywnych
                zetknięć, żeby nieśmiało wyłoniła się perspektywa pojednania.

                właśnie.
                dlatego mam wrażenie, że to poczucie winy Michała gra główną rolę.

                ciekawe zagadnienie, Barbasiu.
                wydaje mi się, że każdy przypadek jest inny, osobny, decydują specyficzne
                warunki panujące w danej relacji dzieci-rodzice.
                tutaj : decyduje brak odwagi syna, który nakręcił spiralę kłamstw, a potem
                nie miał odwagi się z nich wyplątać.
                • pani_lovett Re: "Erratum" [słów parę] i moje dwa grosze 10.12.13, 16:58
                  :)

                  Zanim Ci odpowiem, mała ciekawostka. W czasie , kiedy my oglądaliśmy i omawialiśmy "Erratum", na stronie głównej pojawił się odnośnik do wątku na forum Savoir Vivre, którego autorka w poście założycielskim opisuje dość podobną sprawę, przypadek jej męża. Tam jednak, jak twierdzi autorka, mąż zerwał wszelkie kontakty z rodziną ze względu na swój mocno apodyktyczny charakter, który uniemożliwiał jakiekolwiek porozumienie się z najbliższymi!?



                  forum.gazeta.pl/forum/w,10226,148386442,148386442,Stosunek_do_rodziny.html

                  PS Wkleiłam tam Twój opis filmu "Erratum" . :}


                • pani_lovett Re: "Erratum" [słów parę] i moje dwa grosze 11.12.13, 18:09
                  Ale dlaczego ojcowsko-synowska relacja była taka krucha, że rozpadła się tak łatwo?

                  Michał uciekł z domu, aby nie wyszlo na jaw, że
                  > przez 3 lata nie studiował w szkole muzycznej, a zrobił jaką szkołę z profilem
                  > rachunkowość. [...] Michał uciekł od
                  > prawdy i wstydu z powodu własnego kłamstwa.

                  Tak. Tak go tłumaczy reżyser/ scenarzysta. Ale to słabe jest, nie sądzisz?

                  Michał, z tego, co wynika z filmu, nie był obdarzony jakimś wybitnym talentem muzycznym na miarę Rafała Blechacza. Ot brzdąkał czy zawodził ;) w kapeli rockowej z kumplami. Ojciec Michała nie wypruwał sobie żył, by pomóc małemu Michałowi w rozwoju talentu. Więc nie sądzę, by ojciec miał się czuć szczególnie rozczarowany czy boleśnie zawiedziony, w sytuacji, kiedy 19-letni Michał nie dostał się do zamiejscowej akademii muzycznej i nie zrobił wielkiej kariery muzycznej. Tak więc Michał nie miał powodów, by się aż tak bardzo wstydzić się przed ojcem swojej porażki, czuć się winnym, nie informować ojca o zmianie planów i wyborze innej szkoły i ukrywać prawdę o zmianie drogi życiowej.

                  Ojciec w kreacji Ryszarda Kotysa to człowiek, który pod maską mrukliwego, małomównego i trudnego w kontaktach człowieka kryje ciepły, dobry, wrażliwy mężczyzna.

                  Pojąć nie mogę ciężkiego "zawstydzenia" Michała i jego poczucia winy z powodu niedostania się do szkoły muzycznej.

                  Nie pojmuję też tych długich lat milczenia, niechęci do kontaktu z ojcem z własnej woli (do kontaktu z ojcem zmusza go żona, powtórzę raz jeszcze). Tym bardziej, że po opuszczeniu rodzinnego domu, zdany tylko na siebie w wielkim mieście świetnie sobie poradził , co jest powodem do dumny. Utrzymał się sam przez całe studia, skończył szkołę, znalazł pracę, zdobył mieszkanie, spotkał kobietę swego życia, spłodził zdrowego syna. (Co innego, gdyby się stoczył, popadł w alkoholizm, narkotyki, albo zszedł na złą drogę, z jaką mafią się związał).

                  Ojciec dawno wybaczył by mu kłamstewko, które stało się dla Michała powodem zerwania, kontaktów z ojcem.

                  W filmie Michał kreowany jest na pozytywną osobę, lubi się od początku.
                  Ale Michał tak naprawdę jest albo sqrwy.synem ,
                  albo tylko papierową postacią?

                  > to prawda. psychologia nie jest wnikliwa.
                  > ale, z drugiej strony, może celowo tak jest, aby większy nacisk położyć na
                  > powrót po latach Michała i tzw. rys środowiskowy ?

                  Jedno drugiemu nie przeszkadza. Jeśli tego rodzaju historia ma być wiarygodna musi być dobrze podbudowana i uzasadniona psychologicznie.

                  :)
                  • pani_lovett Re: "Erratum" [słów parę] i moje dwa grosze 11.12.13, 18:29
                    Brakowało mi grzebania w bebechach, wyjaśnień, wyrzucania z siebie (wzajemnych( pretensji, trudów godzenia się sobą, napięcia emocjonalnego .
                    Zamiast tego mamy metaforyczno-poetyckie sceny zadumanego Michała na tle wzburzonych fal morza, mające oddawać stan umysłu bohatera, które właściwie to napięcie znoszą ...

                    :)
                    • grek.grek Re: "Erratum" [słów parę] i moje dwa grosze 12.12.13, 15:01
                      kilka momentów było :]

                      yes.
                      to już licencia poetica :]
                      ja bym to odczytywał jako próbę stworzenia balansu w tej opowieści, tak
                      aby nie zeszła w psychodramę, a była właśnie taką różnobrzmiącą wariacją
                      na temat stanu ducha człowieka wracającego po latach do spraw, które
                      zostawił bez puenty.

                      ostrożnie powiem, że - jakkolwiek ciekaw jestem jak by to wyglądało w bardziej
                      hardkorowej formie - kupiłem tę narrację :]]
                  • grek.grek Re: "Erratum" [słów parę] i moje dwa grosze 12.12.13, 14:57
                    istotne pytanie.
                    fakt, nic by scenariuszowi [nastawionemu na przyglądanie się raczej naprawianiu]
                    nie ujęło, gdyby dorzucono w nim 2-3 znaczące dialogi albo symbole trochę więcej
                    wyjaśniające.

                    mnie się wydaje, że chodziło o kłamstwo samo w sobie.
                    może jednak Michał odczuwał jakąs presję rodzinną na skończenie tej szkoły muzycznej
                    [jak wiemy - fikcyjnej] ? to by mogło tłumaczyć jego wstydliwą ucieczkę ?

                    jedno jest pewne, tak jak zauważyłaś : relacja między ojcem a synem nie była dośc
                    mocna, jesli syn nie miał odwagi przyznać się do takiej rzeczy jak zmiana kierunku
                    studiów.

                    zdecydowanie, ostatnie sceny ocieplają wizerunek ojca.
                    najpierw poprawia zasłony w pokoju, żeby słońce nie obudziło Michała [nie wie, że Michał
                    już nie śpi], potem w łazience daje się namówić na wspólne naprawianie zatkanego odpływu, no i na końcu ta świetna scena "drzwiowa".

                    wiesz, może Michał się dorobił i ustawił, ale jednak wyjechał bez słowa na całe 10 lat.
                    on się tego boi - swojej ucieczki i konieczności stanięcia twarzą w twarz z własnym tchórzostwem sprzed lat. tak mi się wydaje.

                    otóż to.
                    Michał popełnia najstarszy błąd świata - czeka długie lata na tę rozmowę, która okazuje się
                    wcale nie tak straszna i traumatyzująca jak może sobie wyobrażał. ale to ludzkie bardzo. jak raz wszedł na drogę duszenia w sobie wspomnień o domu, ojcu, własnych błędach - tak się w niej zapamiętał na dobre.

                    mam trochę inne wrażenie :]
                    Michał jest jakiś wycofany, a będąc już w Szczecinie - poirytowany koniecznością przebywania w swoich rodzinnych okolicach, wszystko mu przypomina niespełnione plany i brzydki postępek wobec przyjaciela i ojca. to w jaki sposób prowadzi pierwszą rozmowe ze Zbyszkiem też jakoś tak średnio go maluje, wg mnie. jest w miarę cywilizowany, więc nie rzuca mięsem ani talerzami, ale w moim odczuciu on się rozwija, z czasem staje się wrażliwszy i wraca być może do tego, jaki był zanim wyjechał.

                    prawda. racja.
                    może chodziło o to, żeby ta psychologia nas nie przerosła ? :]
    • maniaczytania Basie kochane, 05.12.13, 19:37
      wybaczcie :) Nadrabiam karygodne opoznienie teraz.

      Wszystkiego najlepszego, spelniania marzen i samych fajnych ludzi po drodze!

      A w prezencie piosenka, w wykonaniu Matta Duska (a co!), piosenka specjalna, bo napisana przez Bono i The Edge z U2 dla Franka Sinatry - niestety Frank jej nie zaspiewal ...
      Ale za to dla Was Matt spiewa:
      www.youtube.com/watch?v=Qyf5JeHfD9k&playnext=1&list=AL94UKMTqg-9ABBKCd0O_3eHulK7tvpZLv
      • grek.grek Re: Dziś imieniny Mikołaja :) 07.12.13, 14:33
        haha, na początku myślałem, że po niemiecku śpiewają ;]

        cała ikonografia mikołajowa w tym "wideoklipie", do skocznej muzyczki, a na końcu oko puszcza, i jakąś ma taką młodzieńczą twarz do tej siwej brody, hehe.

        to ja zaproponuję estetykę nieco inną, ale jak najbardziej pozostającą w temacie;
        z najlepszych czasów hip hopu :

        www.youtube.com/watch?v=OR07r0ZMFb8