Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2014 - 3 (vol. 41)

    • grek.grek "Dziewczyna z tatuażem" [w TVN] 14.03.14, 16:36
      22:10 TVN

      nie wiem, czy widzieliście szwedzki oryginał ?
      swego czasu opisywałem, ale OFK obejrzenie samodzielnie, to inna bajka.

      generalnie, gdzies mi w tej szwedzkiej wersji brakowało wyrazistego suspensu, palących w jęzor
      przypraw i tego wszystkiego, co sprawia że film z jego atmosferą zostaje w powietrzu
      choćby na kilka godzin po obejrzeniu. Davidf Fincher to gośc, który co jak co, ale ma dryg do tworzenia znakomitych nastrojowo thrillerów, więc ostrzę sobie zęby na to, co się wydarzy. jesli on wziął ten scenariusz, to znaczy że zaświtała mu wizja, jak to pokazać, żeby było z przytupem. przynajmniej mam taką nadzieję, motywowaną jego filmografią.

      Ronney Mara, której zupełnie nie znam, versus Noomi Rapace - no to będzie intrygujące porównanie. Rapace stworzyła wizualnie i behawioralnie ekranową Lisbeth, ale gdzieś tam niepogłębioną. Mara ma trudne zadanie, bo musiałby dodać coś zupełnie nowego, mam nadzieję, że nie będzie to wyłącznie golizna, chociaż sama w sobie golizna jest absolutnie pożądana ;]

      Daniel Craig już teraz wydaje mi się rewelacyjnie dobrany do roli Blomqvista.

      wielką szansą dla tej wersji jest tzw. ilustracja muzyczna.
      w oryginale muzyka, z tego co pamiętam, jakoś się nie przebiła i nie pomogła stworzyć świata, który byłby duszący, groźny, ciężki, spowity jakąś mgłą tajemnicy.

      skaczemy ? ;]

      ofk, Barbasia już skoczyła do kina i ma seans za sobą :]

      Barbasiu, bisujesz dziś ?

        • maniaczytania Re: "Dziewczyna z tatuażem" [w TVN] 14.03.14, 17:42
          linkow nigdy za duzo ;) , wiec podrzucam kolejny raz swoje wrazenia z filmu - nie moglam sie doczekac, zeby isc do kina!, chociaz ksiazka zachwycona mocno nie bylam.

          Zachecam wielce, w jednej z rol - niewielkiej moze - Robin Wright, ktora bardzo lubie. I nie przegapcie czolowki!!!
          • grek.grek Re: "Dziewczyna z tatuażem" [w TVN] 15.03.14, 13:49
            czołówka rzeczywiście świetna, dzięki za zwrócenie uwagi - siedziałem i pilnie czekałem od pierwszej sekundy :]

            własnie, ja trochę odczułem cięzar tych 2,5 godzin [& reklamy, hehe]. a to dlatego, że US vers. właściwie idzie po linii oiginal vers. i jest do niej scenograficznie bardzo podobna. scena po scenie - niemal tak samo. są tyllko drobne róznice.

            na plus oryginału - np. cała narracja dotycząca śledztwa jakie Mikael przeprowadza na materiale dowodowym, czyli na fotkach, zapiskach, cytatach biblijnych, także z pomocą szefa policji miejscowej który przed laty badał zabójstwa kobiet. szwedzka wersja jest tutaj lepsza, chociaż także nie nakręca suspensu w sposób szczególnie wybitny.
        • grek.grek Re: "Dziewczyna z tatuażem" [w TVN] 15.03.14, 13:37
          i jak ostatecznie zdecydowałaś ?

          po obejrzeniu, doszedłem do wniosku, że gdybym mógł cofnąć czas : wolałbym najpierw obejrzeć wersję Finchera, a potem dopiero oryginał, bo są do siebie podobne zawartością, Fincher nie poszedł w "upiększanie" i nie dołożył czegoś zaskakującego, ale Daniel Craig & muzyka & zdjęcia sprawiają, że american product jakoś wydaje mi się atrakcyjniejszy filmowo, i w takim ujęciu problemem jest to, że w warstwie fabularnej byłem już zorientowany po obejrzeniu wcześniej szwedzkiego pierwowzoru, skutkiem czego atrakcyjniejsza wersja okazała się nią tylko w porównaniu. niestety, David Fincher nakręcił film dla amerykańskiej widowni, która zapewne "Millenium" nie kojarzyła. dla pozostałych, najciekawsze może być porównywanie obsady fincherowskiej ze szwedzką. gros scen aranżowanych jest dośc podobnie, zabrakło Fincherowi śmiałości, by poprawić oryginał [powieściowy/filmowy]. nie ofk pod względem fabularnym, ale w zakresie aranżacji, szczegółów scenograficznych czy intensyfikacji relacji między bohaterami. osobowości bohaterów też nie zostają specjalnie pogłębione, aczkolwiek tego, to bym się spodziewał już tylko w ostateczności ;]

          Rooney Mara nie jest lepszą Lisbeth Salander od Noomi Rapace, jej ekspresja wydała mi się wtórną.
      • siostra_bronte Re: "Dziewczyna z tatuażem" [w TVN] 15.03.14, 12:28
        Jednak obejrzałam :)

        No i mam mieszane uczucia. Film jest znakomicie zrealizowany. Zdjęcia, montaż, klimatyczna muzyka Renzora - wszystko na wysokim poziomie. Świetna, "bondowska" czołówka (dzięki, Maniu za zwrócenie uwagi). Także Craig i Mara wypadli bardzo przekonująco.

        Ale... sama kryminalna intryga była jakoś mało wciągająca. W sumie było mi obojętne kto z rodziny stał za zniknięciem Harriet (zresztą i tak nie mogłam się połapać w rodzinnych koneksjach). Nie wiem czy to kwestia cięć z obszernej książkowej fabuły, czy z tej historii po prostu nie dało się więcej wycisnąć. Oczekiwałam więcej emocji, więcej napięcia. W sumie lekkie rozczarowanie.

        Przy okazji, ciekawostka. Okazuje się, że Rooney Mara to siostra Kate, która gra Zoe w "House of cards", a ostatnio przemknęła w "127 godzinach" jako jedna z dwóch turystek (ta której wpadł w oko Aron).



        • grek.grek Re: "Dziewczyna z tatuażem" [w TVN] 15.03.14, 14:03
          zgadzam się z Tobą, Siostro.

          fabuła jest dobra, ale nie wybitna.
          w pewnym momencie przyszło mi do głowy porównanie z "Purpurowymi rzekami" i aż się przetraszyłem ;], tym bardziej że w tamtej opowieści jakby więcej było niesamowitości, może naweet balansujących na krawędzi kiczu, ale jednocześnie thrillerowi dodających rumieńców.

          myslę, że oryginał jakby lepiej precyzuje i wyjaśnia, kto z kim, skąd i dlaczego. amerykańska werrsja jest mniej klarowna pod tym względem. brakowalo mi trochę mocnego akcentowania kolejnych odkryć jaki czynią Mikael i Lisbeth. raz wydawało mi sie, że jest to prawie-prawie, kiedy Mikael odkrywa na zdjęciach, że Harriet COŚ zobaczyła na ulicy, co napełniło ją mimowolnym lękiem - w momencie, gdy dociera to do niego, kamera cofa się do góry i widać ujęcie całego pokoju i Mikaela przed kompem, w takim efektownym przyciemnionym świetle. to było dobre, ale to był jeden raz. innymi zdobyczami, para śledczych dzieli się jakoś tak mniej namiętnie, ewentualnie nie jest to należycie dograne i sfilmowane w dostatecznie sugestywny sposób. chwilami wydawało mi się, ze David Fincher jakby się obawiał użycia środków mniej wyrafinowanych, ale za to dodających filmowi tej upragnionej szczypty efekciarstw [która przecież w małej, dobrze zlokalizowanej dawce wcale nie umniejsza filmowi, a wprost przeciwnie, jak mi się wydaje].

          • siostra_bronte Re: "Dziewczyna z tatuażem" [w TVN] 15.03.14, 14:50
            Tak, dobrze to ująłeś. To śledztwo jest pokazane mało wyraziście, brak tu narastającego napięcia, zwrotów akcji (takich jak ta scena ze zdjęciami, którą opisałeś). Koneksje rodzinne wyjaśnione zbyt szybko i pobieżnie. Kiedy w filmie pojawiało się np. imię Martin, to nie miałam pojęcia o kogo chodzi :) I masz rację z tym "mało namiętnym", hehe, dzieleniem się informacjami przez dwójkę bohaterów. W efekcie historia jakoś mało angażuje.
            • grek.grek Re: "Dziewczyna z tatuażem" [w TVN] 15.03.14, 17:16
              wiesz, mnie się momentami wydawało, że nawet sami bohaterowie jakby nie do końca są przejęci śledztwem, które prowadzą. zwłaszcza Lisbeth Salander, gdzieś bardziej zorientowana na swoje osobiste sprawy. ale może to tylko takie wrażenie. miałaś coś podobnego ?
    • grek.grek The Following 4 odc. 16.03.14, 12:47
      Weszliście w to, czy jeszcze się wahacie ? ;]

      Jeśli się ciągle wahacie, a wierzę że tak jest :]], to podtrzymam wątek krótkim streszczeniem 4 odcinka.

      www.youtube.com/watch?v=vBB6HenfPZM
      3 odcinek wprowadził dwie nowe postaci i stały się one istotne własnie teraz. Pierwsza była Maggie Kester, żona Ricka Kestera, killera latającego w masce E.A Poego. Po śmierci męża, którego zastrzelił agent Hardy, Maggie Kester jakimś trafem wydostała się na wolność, mimo że FBI dostało informację, że to Maggie stała za porwaniem syna Claire przez bandę pomagierów Joe Carrolla.

      Maggie dociera do Jenny Hardy, siostry naszego agenta, Ryana. Bierze ją jako zakładniczkę, a potem dzwoni do agenta, informując go, że chętnie zamieni ją na niego. Hardy jest dobrym bratem, jego siostra to dla niego postać niezwykle istotna, ostatnia z rodziny. Jak się dowiadujemy, agent stracił wszystkich : matka na białaczkę, ojciec policjant w akcji, brat gdziestam jescze. Wszyscy zmarli.

      Zatem, Hardy bezzwłocznie i, zgodnie z instrukcjami Maggie, nic nie mówiąc reszcie agentów, jedzie do restauracji, którą prowadzi jego siostra, gdzie Maggie się z nią zamknęła. Nie jest sam. Przyłącza się do niego ten młody policjant, szukający z nim kontaktu, Mike Jakiśtam. Hardy najpierw chce jechać sam, ale kiedy dowiaduje się, ze chłopak usłyszawszy imię "Jenny", jakie Hardy wypowiadał w rozmowie przez telefon domyśli się, że musi chodzić o coś ważnego - bierze go ze sobą. Nadal jednak nie daje się sprowokować do rozmowy na osobiste tematy. Hardy poleca Mike'owi wejśc do budynku przez jakieś boczne drzwi, sam idzie głównymi.

      Ciekawe, że kiedy Hardy sugeruje Mike'owi, że za pomoc mu w tej akcji poza procedurami MIke może beknąć, a nawet zostać zawieszonym - Mike odpowiada lekko, że po akcji z 3 odcinka, w której zginął agent Riley : już dowodząca agentka Parker podejrzewa go o szok bojowy, więc pal licho, nic mu nie zrobią.

      Na miejscu Maggie [określana przez Joe carrolla, ktorego ofk Hardy odwiedził w puszce (pielgrzymują tam do niego jak pątnicy), jako "jego wyjątkowo bystry nabytek"] rzeczywiście trzyma siostrę agenta. Błądzącego po ciemaku w budynku agenta Maggie ogłusza, a kiedy Hardy budzi się - jest przywiązany do stołu. Jenny bynajmniej nie zostaje uwolniona. Plan Maggie Kester jest taki, że zabije agenta, a jego siostra będzie widownią, zaś później sama zostanie wysłana do krainy wiecznych łowów. Tak to jest, jak się wierzy wariatom z nożami ;]

      Hardy próbuje odwieść Maggie od zamiaru, sugerując że Joe Carroll, jest morderczy guru i szef zza krat, będzie się gniewał jesli zabije ona agenta, który ma przecież tak istotną rolę odegrać w jego planie. Ale Maggie powiada "działam teraz poza planem JOe'ego". Śmierć agenta ma byc specjalna. Hardy, po pamiętnej akcji przeciw Carrollowi sprzed lat, ma wszeczepiony rozrusznik serca. Maggie chce zaburzyć pole elektromagnetyczne tego sprzętu i po prostu zabić agenta za pomocą awarii. Przywiązuje mu do piersi telefony komórkowe, o ile dobrze zauważyłem. I zdaje się dzwonki telefonów mają spowodować śmierć.

      Niedoczekanie. Do akcji wkracza młody Mike i kładzie Maggie strzałem z pistoletu.

      W drugim segmencie jest trójka porywaczy przetrzymująca syna Claire, eks-żony Carrolla, która zdradziła go swego czasu z Hardym, wówczas prowadzącym śledztwo z okazji morderstw studentek stylizowanych na zabójstwa z opowiadań E.A Poego, podczas którego Hardy zaprzyjaźnił się z Joe'em Carrollem, ekspertem od Poe'ego. Później się okazało, że Carroll jest tym mordercą, ale w międzyczasie sporo się zdarzyło w tym trójkącie. Wracają te zdarzenia w retrospekcjach. Carroll nigdy nie wybaczył żonie zdrady, a agentowi, że żonę mu uwiódł i że go złapał, mimo że się zakumplowali.

      Porywacze tworzą osobliwy trójkąt. Hersztem jest dziewczynka cherubinka, bezwzględna jak stado piratów, Emma Hill. POmagają jej Jacob i Paul. Wszyscy zapatrzeni w guru Carrolla. Jacob i Paul przez 3 lata udawali gejów, mieeszkając po sąsiedzku z Claire i zdobywając jej zaufanie, czekając na sygnał od Carrolla, aby zacząć akcję.

      Po porwaniu, fikcja gejowskiego związku ustąpiła rzeczywistości, w której Jacob jest chłopakiejm Emmy, a Paul czuje się zdradzony, bo zdązył zakochac się w Jacobie.

      Między Emmą, a Paulem dochodzi do kolejnych spięc, aż wreszcie Paul decyduje się na sprytny manewr. Opuszcza dom, w którym cała trójka przetrzymuje chłopca [mały myśli, że to zabawa, a matka o wszystkim wie, w końcu Paul i Jacob to para sąsiadów, a Emma, to jego opiekunka od roku]. Kiedy Emma i Jacob niepokoją się, że Paula złapie policja, a potem zwali im się tutaj na głowę - Paul realizuje chytry plan.

      W jednym z marketów zaskarbia sobie sympatię niejakiej Megan. Potem wali ją w łeb i przywozi do domu. Emma nie ma pojęcia, po cholerę ta pannica ? Paul na to, ze skoro jej tutaj nie chcą, to... niech ją Jacob zabije. Emma to prawdziwa królowa piratów, więc lekkim tonem każde Jacobowi Megan odciąć od tlenu.

      I tutaj się zaczyna problem. Bo Jacob... miętki jest. Nie umie zabijać. NIe umie, ale nigdy się z tym przed Emmą nie zdradził. Przeciwnie, naopowiadał, że ma już na koncie morderstwo. Dlatego został do całej bandy przyjęty. Prawdę wyznał tylko Carrollowi, ale ten potraktował go z ojcowską wyrozumiałością - docenił jego chęć uczestnictwa w planie, oddanie, a dziewictwo jako killer... no cóż, "To kwestia dojrzałości, w końcu to zrobisz, kiedy będziesz gotowy", tłumaczy mu w retrospekcji JOe z troskliwym uśmiechem.

      Emma jednak nic nie wiedziała. I Paul chce wbić klin między Emmę, a Jacoba prowokując sytuację, w której Jacob może się zdradzić ze swoją nieporadnością.

      I rzeczywiście, Jacob nie może zabić Megan. Deliberuje, deliberuje, Megan - związana - prosi go, błaga, żeby np. zabrał ją do pobliskiego lasu, puścił wolno, a reszcie powiedział, że ją zabił i zrzucił do wąwozu. Jacob zastanawia się długo, aż wreszcie po prostu ją rozwiązuje i każe uciekać.

      Rzecz w tym, że Megan musi wyjśc z piwnicy na górę, a z góry przez drzwi i dopiero może uciekać. Nie udaje się jej. Maggie zauważa, że dziewczyna ucieka i razem z Paulem ją ściga. Po krótkiej makabrycznej zabawie w kotka i myszkę w zabudowaniach okołodomowych, Megan znów wpada im w ręce.

      I wtedy już nie ma wyjścia, Paul triumfalnie oznajmia Maggie, że Jacob kłamał, nigdy nie zabił nikogo. Emma jest głęboko rozczarowana. Jej uczucie do Jacoba jakby osłabło o połowę. Megan znów ląduje w piwnicy, Jacob dostaje zadanie przełamania się, a Paul i Emma... lądują razem pod prysznicem. "Nie będzie żadnego seksu, nie panikuj", powiada Emma do Paula, ale zaraz go całuje w usta. Widac, królowa piratów swoje uczucia lokuje w tych, których widok krwi mniej rusza ;] Kiedy w łazience pojawia się Jacob, Emma i Paul zapraszają go do siebie. Nie wiadomo, czy Jacob zabił Megan - ujęcie urywa się, kiedy on na nią patrzy w tej piwnicy.

      Trójkąt zaczyna się zgrywać, czy to tylko pozory, bo zarówno Emma jak i Paul chcą Jacoba tylko dla siebie ? A może w ogóle zaczną kombinować jak by tu się słabego ogniwa pozbyć ?

      Najlepsze zaś jest to, ze młody policjant Mike, a nawet dowodząca całą akcją agentka Parker, wydają się być podejrzanymi. Kto wie, czy nie są oni również sojusznikami Carrolla. I kto wie, jaką mają role do odegrania w dalszej fazie. Maggie Kester wyglądała na płotkę, a cała ta akcja, w której Mike przyłącza się do Hardy'ego i ignorując szefostwo w osobie agentki Parker - prowokuje powyższe pytanie. Mike wyraźnie chce się zaprzyjaźnić z oschłym i zdystansowanym Hardym. Po co ? Ot, własnie :] Albo dlatego, ze go podziwia, albo dlatego, że jest kretem Carrolla i działa według jego wytycznych. Z tego pkt widzenia, zabójstwo Maggie byłoby częścią planu, a Maggie i Mike działaliby według jednego planu Carrolla, ale tylko Mike wiedziałby co nastąpi, zaś Maggie byłaby zwykłym pionkiem, ktorego Carroll bez problemu poświęca. Hardy ma dług wobec Mi
    • grek.grek "Seks z internetu" w TVP, czyli misja a'rebours 16.03.14, 13:24
      Film z cyklu "porady wychowawcze na małym ekranie".

      Uczeń szkoły średniej, Justin, ma co trzeba by wg mieszczańskich wzorców uchodzić za ideał : odnosi sukcesy jako sportowiec-pływak, ma udanego rodzinę, brata, porządną dziewczynę, grono przyjaciół, jest lubiany w szkole i dobrze się uczy. Któregoś dnia odkrywa istnienie pornografii w internecie. No i się zaczyna. Justin surfuje na stronach z golizną i z czasem zaczyna się od tego sypać jego poukładane życie.

      Oglądałem to z niekłamanym rozbawieniem. Raz, ze film wyraźnie... "interwencyjny", a więc traktujący postaci nie jak ludzi, a jak problemy i wzorcowe reakcje na nie.

      Jak wygląda upadek Justina ?
      proszę bardzo.

      Zaczyna się od tego, że jego mamuśka wstaje nocą i widzi jak 16-letni chłopak ogląda gołe baby w sieci. Mama jest w szoku cięzkim. Rozumiecie - szok z powodu tego, ze 16-latek interesuje się golizną kobiecą :]] Jakby ogladał gołych chłopaków, no to by można zrozumieć jakieś jej przerażenie ;] Ale zdrowy chłopak oglądający zdrowe dziewczyny ??

      Justin ma wizje, w których dziewczyny oglądane w sieci kąpią sie z nim w basenie, jak idzie korytarzem szkolnym, to wszedzie widzi tylko biusty i pępki dziewczyn itd. Że niby porno rzuca mu się na mózg, chociaż i bez porno mając 16 lat wszedzie widzi się dziewczyńskie pępki i biusty. Tak działa natura i z tym się nie polemizuje :] Powiem więcej, facet to taka zabawka, że w wieku 90 lat też widzi wszędzie pepki i biusty i przeklina Boga, ze chęci dał, a możliwości już poskąpił ;]]

      No nic. Matka alarmuje ojca. Ojciec próbuje racjonalnie to rozebrać. Ale matka nie popuszcza. Motywuje ją przykład koleżanki z pracy - rozeszła się z mężem, bo on siedział po nocach i oglądał porno. "Siedział i oglądal, chociaż mógł mieć to na żywo ze mną !", żali się. Uwierzcie mi na słowo, NIE MÓGŁ mieć "TEGO" na żywo z nią :] Mógł mieć najwyżej smutne potwierdzenie, że lepiej na monitorze oglądać niż takie "na żywo" konsumować ;] MOże gdyby pani ta zaproponowała męzowi, że poogląda z nim... Ale nie wpadła na to.

      Matka Justina zaczyna syna normalnie prześladować. Najpierw ostrożnie, a potem coraz namolniej. Ma powód taki, że ciekawski młodszy syn znajduje jakąs płytę CD z gołymi biustami należącą do Justina. Mamuśka przystępuje więc do totalnej inwigilacji : grzebie w rzeczach Justina, sprawdza pliki na jego kompie, instaluje [ z pomocą instrukcji] jakieś zabezpieczenia na jego komputerze, a potem - kiedy nic już nie działa - przeprowadza komputer do głównego pokoju, tak żeby Justin korzystał z niego w obecności całej rodziny :}]

      Justin próbuje namówić na seks swoją dziewczynę, ale ona chce miec "swieczki, Barry'ego White'a i niepowtarzalny nastrój". Justin zaś ma hormony i nie chce czekać. Poznaje nieco starszą koleżanką, która nie potrzebuje "nastroju". W internecie ma ona swoją stronę, na której udostępnia własne fotografie - zero pornografii, wszystko w ubraniu, ale za to z ekspozycją drugorzędnych cech płciowych. I Justin się jej podoba. A ona jemu.

      Mając szlaban na pornografię w chacie - Justin znajduje inne sposoby. A to zgrywa płyty na kompie u kolegi w domu, a to ściąga w szkolnej bibliotece... za chwilę koledzy uznają go za "zboczeńca", a w bibliotece go nakrywają nauczyciele. Obniża swój poziom w nauce i na basenie już też nie wygrywa, co stawia pod znakiem zapytania jego stypendium uniwerysteckie. Ofk, Justin kłamie jak najęty - idzie poszukiwać porno, a mowi, że idzie się uczyć itd. Matka to sprawdza, no i jest chryja.

      POziom ostatecznej klęski osiąga, kiedy umawia się z tą koleżanką bezpruderyjną [ale nie wulgarną, bardzo sympatyczną i przyjemną dziewczyną, tyle że nie traktującą seksu jako jakiegoś superdeseru, który nalezy jeść raz na dziesiąć lat i to drążcą ręką], ale już w jej domu i na łózku nagle dociera do niego, że nie chce zdradzić swojej pruderyjnej dziewczyny. Zostawia więc temat w połowie drogi i ucieka. Bezpruderyjna czuje się upokorzona. Nabija sobie sama pare guzów i twierdzi, ze to Justin ją pobił. KOledzy od "zboczeńca" znajdują Justina i leją go solidnie. Sfatygowany Justin jakimś tajnym wejściem przez dziurę w oknie, dostaje się nocą na szkolny basen i rzuca się do wody. Chyba nie umiera - tak się wydaje w scenie, która otwiera film. Kiedy ta sama scena film kończy, na zasadzie klamry - Justin zaczyna niesmiało przebierać rękoma, co by sugerowało, że ma wolę wydostania się z "bagna", w które popadł.

      Zabawne - od pierwszego momentu "nałogu" Justina widać, jak matka, a później rodzina i otoczenie wpędzają go w poczucie winy. Żadne tam porno. POrno dlatego powoduje w nim poczucie winy, bo wszyscy dookoła potepiają to porno i jego oglądającego porno. Piekłem są inni, jak mawiał klasyk.

      Matka nie rozmawia z nim. Ojciec szybko staje się instrumentem w rękach matki. KOledzy nie oglądają porno. Dziewczyna zaś seks uważa za jakies wydarzenie rangi lądowania na Księżycu. A Justin ma zdrowe popędy. Jak ma je realizować, jak nie z poomocą pornografii i wyzwolonej koleżanki ?

      Gdyby nie histeria matki, to Justin oglądałby sobie gołe baby w swoim pokoju i byłoby spoko oko. Matka zmusza go jednak, żeby wyszedł z tym w teren. A w terenie wpadka goni wpadkę. Justin pada ofiara świętoszkowatości i hipokryzji otoczenia, a nie własnej zdrowej seksualności.

      Ten film powinno się pokazywac jako przykład rodzicielskiej nieudolności, pedagogicznej niechlujności i kompletnego braku wyczucia sytuacji. Powiedzcie mi, jak można doznać szoku z powodu tego, że 16-letni chłopak ogląda gołe baby ? :} On jest normalny, matka jest zwichrowana i powinna się udac do specjalisty seksuologa, ktory by jej przepisał jakies tabletki na nerwicę i dał przepustkę na terapię, żeby mogła swoje kompleksy wyleczyć :]

      No i jeszcze koledzy. Nazywaja go "zboczeńcem", bo sami porno nie oglądają ;]] Kto w to uwierzy. Tylko Jankesi mogli nakręcić takiego bubla. Filmy potepiajace porno, a w Kalifornii biznes pornograficzny na 15 miliardów dolarów rocznie. Ot i cała Hameryka.

      Ale Hameryka jaka jest, każdy wie. Co jednak z Polską ? Dlaczego TVP pokazuje taką opowiastkę ? Co chce przekazać w tym misyjnym programie ?

      I żeby to jeszcze było prawdziwe porno ;] A to same akty, same gołe zdjęcia, same jakieś niewinne dup.erele.

      Jesli do tiwi trafiają filmy pokazujące fatalne wychowawcze wzorce jako zachowania właściwe, to HOuston, mamy problem :}

      • pani_lovett Re: "Seks z internetu" w TVP, czyli misja a'rebou 16.03.14, 14:42
        Rzeczywiście, koszmarek filmowy nachlanie umoralniający, który, wbrew intencjom, jest antyinstruktarzem wychowawczym dla rodziców. Choć być może nie tyle chodziło o poradę wychowawczą dla rodziców, ile o ostrzeżenie samej młodzieży przed upadkiem, jaki niechybnie niesie oglądanie pornografii w internecie. ;)

        Aczkolwiek łatwo dostępna i zalewająca internet pornografia zaczyna stanowić problem, zwłaszcza wśród młodzieży, donoszą o tym pedagodzy.


        Motywuje ją przykład koleżanki z pracy - rozeszła się z mężem, b
        > o on siedział po nocach i oglądał porno. "Siedział i oglądal, chociaż mógł mieć
        > to na żywo ze mną !", żali się. Uwierzcie mi na słowo, NIE MÓGŁ mieć "TEGO" na
        > żywo z nią :] Mógł mieć najwyżej smutne potwierdzenie, że lepiej na monitorze
        > oglądać niż takie "na żywo" konsumować ;]

        Domyślam się, że pani była nie była za piękna, a może się trochę zaniedbała poświęciwszy się zanadto rodzinie i obowiązkom domowym? Za to pan mąż pewnie jakiś Bradley Cooper czy Antonio Banderas był?

        >MOże gdyby pani ta zaproponowała męzowi, że poogląda z nim... Ale nie wpadła na to.

        Jeśli miałaby się tylko przyglądać, jak pan mąż-esteta się samozadowala ręcznie przed ekranem monitora, to to kiepskie by było.
        • siostra_bronte Re: "Seks z internetu" w TVP, czyli misja a'rebou 16.03.14, 15:21
          Podpisuję się. Zwłaszcza pod fragmentem z Banderasem. Grek przedstawia męski punkt widzenia i oczywiście broni bohatera :) To jest stereotyp: facet zawsze będzie wolał porno od seksu z własną kobietą, bo ta nie jest ani tak atrakcyjna, ani tak, hm...otwarta na nowe pomysły. Przecież to nieprawda.

          Porno jest dla ludzi. Ale uzależnienie od oglądania pornografii to uzależnienie jak każde inne. Jeżeli wymknie się spod kontroli, to może uniemożliwić normalne funkcjonowanie, zniszczyć relacje z bliskimi, itd. Czy owa koleżanka z pracy mówiła o szczegółach? A może rozmawiała z mężem, ale to nie dawało rezultatu?
        • grek.grek Re: "Seks z internetu" w TVP, czyli misja a'rebou 16.03.14, 15:36
          w takim otoczeniu, jak to filmowe, upadek miłośnika kobiecego ciała jest nieunkniony ;]

          pedagodzy, mam wrazenie, sami mają problem.
          większośc z nich ma, stawiam dolary przeciw orzechom, dośc marnej jakości życie
          seksualne.

          młodziez będzie korzystać z porno.
          zamiast malować porno na murzyna, potepiac, kropić wodą święconą - jak to robią
          ci rózni znachorzy - powinno się je akceptować, a nawet zwracać uwagę na to, że
          może spełniać inspirującą rolę w seksie w związku oraz w seksie singlowskim. porno
          jest stare jak ludzkość, sugerowanie że należy odcinać ludzi od tej rozrywki, to jakaś
          niedorzeczność. jak widac w samym filmie, dziewczyna Justina wie, co to jest porno, a
          jakoś jej to nie kręci, czyli - wszystko zależy od człowieka i jego konstrukcji mentalnej.
          tak ja bym to widział :] grunt to dopasowanie.

          hehe, wiesz mąż tej pani występuje tylko w opowieści, trudno więc określić jego
          atrakcyjność ;]

          na moje oko, ta pani nie jest spełnieniem seksualnej fantazji nawet dla mężczyzny nieprzypominającego Banderasa, bo i Banderasowata uroda o fantazyjności nie decyduje :]

          wiesz, w moim odczuciu jej nieatrakcyjność nie jest związana z urodą albo jej brakiem.
          atrakcyjnośc kobiety, czy mężczyzny ? - ale na tym to się nie znam, wiąże się raczej ze sferą osobowości. zawsze dla mężczyzny atrakcyjniejsza będzie kobieta otwarta, wesoła, temperamentna, przy czym te cechy kompletnie nie wykluczają wrażliwości czy subtelności. a pani z filmu wygląda na rozmemłaną marudę bez fantazji. wg niej, dlaczego mąz wymykał się na porno ? moze dlatego, że ten seks w sypialni z nią był po prostu nieciekawy i schematyczny ? :]

          nie no, aż tak źle miałoby być ? :]]
          nie sądzę.
          kobiety też przyznają się do konsumowania pornografii, moze więc chodzi aby znajdowały mężczyzn o podobnych zainteresowaniach i obyczajach, wtedy znajdą wspólny, że tak powiem... język :] w tej filmowej opowieści, zdaje się padło na dwoje ludzi rózniących się w tej materii, a głównym oskarżonym została pornografia, a nie róznica charakterów :]

          • pani_lovett Re: "Seks z internetu" w TVP, czyli misja a'rebou 17.03.14, 16:16
            > w takim otoczeniu, jak to filmowe, upadek miłośnika kobiecego ciała jest nieunk
            > niony ;]

            He,he! Prawda. :)

            > pedagodzy, mam wrazenie, sami mają problem. większośc z nich ma, stawiam dolary
            > przeciw orzechom, dośc marnej jakości życie seksualne.

            Nie mam pojęcia, jakiej jakości życie seksualne mają pedagodzy oraz psychologiowie oraz inni , których dobro młodych i bardzo młodych ludzi leży na sercu. I nie za bardzo mnie to obchodzi.

            > młodziez będzie korzystać z porno.

            Nie wątpię w to.

            > zamiast malować porno na murzyna, potepiac, kropić wodą święconą - jak to robią
            > ci rózni znachorzy - powinno się je akceptować,a nawet zwracać uwagę na to, że
            > może spełniać inspirującą rolę w seksie w związku

            Więc właśnie, uważam, że porno jest dla ludzi dojrzałych emocjonalnie, którzy wiedzą, w czym rzecz i jak się z tym obchodzić.


            > rozmemłaną marudę bez fantazji. wg niej, dlaczego mąz wymykał się na porno ? moze dlatego, że ten seks w sypialni z nią był po prostu nieciekawy i schematyczny ? :]

            Nie mogła być tak naprawdę rozmemłaną marudą, bez fantazji erotycznej, skoro, jak mówiła, oferowała mężowi, to samo, co oglądał w internecie!? A więc musiała też być gotowa na nowe propozycje, których się od jakoś męża nie doczekała.

            > na moje oko, ta pani nie jest spełnieniem seksualnej fantazji nawet dla mężczyz
            > ny nieprzypominającego Banderasa,

            Właśnie, mężczyźni to wzrokowcy. ;)

            > bo i Banderasowata uroda o fantazyjności nie decyduje :]

            Obawiam się, że jednak ma decydujący wpływ. Przynajmniej do ewentualnego pierwszego rozczarowania. ;)


            > nie no, aż tak źle miałoby być ? :]]
            > nie sądzę.
            > kobiety też przyznają się do konsumowania pornografii, moze więc chodzi aby zna
            > jdowały mężczyzn o podobnych zainteresowaniach i obyczajach, wtedy znajdą wspól
            > ny, że tak powiem... język :] w tej filmowej opowieści, zdaje się padło na dwoj
            > e ludzi rózniących się w tej materii,

            Oczywiście zgadzam się. Rzecz w tym, że pan nic takiego nie zaproponował, skoro pani czuła się niezaspokojona, zaniedbana i sfrustrowana, aż w konsekwencji podziękowała panu za małżeństwo.

            :)
            • grek.grek Re: "Seks z internetu" w TVP, czyli misja a'rebou 18.03.14, 13:48
              ja bym optował za zbadaniem tych naukowców w rzeczonej materii, bo zbyt często mam wrażenie, że ich osobiste niespełnienia przekładają się na ferowane wyroki i stawiane tezy :]

              haha :]
              to ciekawe postawienie sprawy.
              tylko, jesli "oferowała mu to samo, ale na żywo", czy ona wiedziała czego on szukał
              czy tylko miała jakieś mgliste domysły ? ;] inna rzecz, że w pewnym momencie każdego [albo wielu] związku następuje moment, gdy seks z kimś tak codziennie obecnym i znanym do spodu traci swój czar, namiętnośc wyparowuje. tutaj mogło być podobnie, i jegomość sięgnął po wirtualne zabawki, a pani się wydawało, że problemu nie ma. generalnie, powierzchownie ten wątek został w filmie potraktowany, stąd rózne interpretacje można przykładać.

              e tam, wszyscy w jakiś sposób jesteśmy wzrokowcami.
              a ta pani po prostu wyglądała na nadąsaną i ciągle przeżywającą 'zdradę" męzowską, a więc
              raczej nie na taką, która by pobudzała wyobraźnię.

              ona mu podziękowała za małzeństwo dlatego, że on oglądał :]
              poczuła się zdradzona, bo on się gapił na inne kobiety ;]]

              • pani_lovett Re: "Seks z internetu" w TVP, czyli misja a'rebou 23.03.14, 14:11
                Greku, jeśli psychologowie donoszą o tym , że już 8-letnie dzieci są uzależnione (sic!) od twardej pornografii, to chyba jest coś na rzeczy, nie sądzisz? I na pewno nie chodzi tu o zawiść niespełnionych seksualnie starych belfrów, psychologów i innych wobec onanizujących się przed pornosami z internetu małolatów.

                Czy w ogóle oglądanie pornosów daje dawać spełnienie, które może budzić zawiść u innych, tych "niespełnionych seksualnie"??? 8-O

                Greku, przepraszam, wiem, że jesteś /byłeś zawsze (przynajmniej nam tak mówiłeś ;)) // ale nie mydliłeś oczu, co?// zdania, że nieatrakcyjność nie jest związana z urodą albo jej brakiem.

                Tak, tak, wątek jest bardzo powierzchowny, nie ma co kruszyć kopii .

                Tak, warianty mogłyby być najróżniejsze.

                PS
                Swoją drogą to trochę smutne, ludzie żyją ze sobą lata, są ze sobą blisko, cały o czymś rozmawiają, śpią w jednym łóżku, uprawiają seks, a mają problem, żeby powiedzieć szczerze jedne drugiemu, jakie są ich fantazje seksualne???
                • grek.grek Re: "Seks z internetu" w TVP, czyli misja a'rebou 23.03.14, 14:52
                  ok 5-7 % społeczeństwa ma tendencję do uzależnienia - od dowolnej rzeczy, może
                  to być pornografia, może być jedzenie dropsów, może być czytanie naszych postów ;]]
                  jedno z pytań na pewno może dotyczyć wieku, w którym się ta tendencja ujawnia w
                  poszczególnych przypadkach.

                  wiesz, o tym niespełnieniu seksualnym, pisałem a'propos ludzi, dla których jedyną
                  formą spełnienia jest seks prowadzący do prokreacji, grzeczny i w jednej pozycji.
                  niestety, po prostu mam wrażenie, że bardzo często ludzie z tytułami naukowymi
                  wypowiadają się - a co gorsza : udzielają porad - kierując się własnym poczuciem
                  słuszności.

                  zupełnie nie uważam, aby pornografia była uniwersalnym modelem spełnienia seksualnego.
                  co nie znaczy, że jeśli ktoś ogląda pornografię i mu z tym dobrze, jeśli go to odpręża - należy go perswazją albo siłą wyciągać z tego "stanu", a to właśnie robią tzw.specjaliści mający jeden i ten sam słuszny pogląd na seksualne upodobania. po prostu, jestem zdania że nie należy ze wszystkiego robić wielkiego aj waj :] to robienie aj waj ma na ludzi gorszy wpływ niż to, co robią rzekomo niewłaściwego.

                  ad PS :
                  pewnie, że smutne.
                  z drugiej strony, a jesli któraś ze stron fantazjuje o trójkąciku z sąsiadką/sąsiadem ? ;]
                  wtedy może lepiej nie porywać się na brawurową szczerość ? :}



          • pani_lovett Re: "Seks z internetu" w TVP, czyli misja a'rebou 16.03.14, 20:27
            pepsic napisała:

            > nie była za piękna, a może się trochę zaniedbała poświęciwszy się zanadto ro
            > dzinie i obowiązkom domowym?

            > Moim zdaniem nie ma żadnego usprawiedliwienia dla zaniedbywania sie, no chyba
            > że 10 dzieci.


            Łatwo powiedzieć. ;)
            Ale generalnie zgadzam się. Zresztą miałam napisać coś innego, że "żona może się już trochę postarzała" ...

            Przy okazji w Daily Mailu był artykuł o pewnym szczęśliwym angielskim małżeństwie, w którym mąż wziął na siebie obowiązki domowe, sprzątanie, gotowanie (nie pamiętam już czy mieli dzieci, czy może jeszcze nie) itd., by jego żonka była miała czas na dbanie o siebie i była zawsze świeża i wypoczęta oraz gotowa w każdej chwili spełniać wszelkie zachcianki łóżkowe męża. :)
          • grek.grek Re: "Seks z internetu" w TVP, czyli misja a'rebou 17.03.14, 13:13
            celna uwaga, Pepsic :]

            wg mnie, każda kobieta moze być atrakcyjna.
            dbałośc o siebie, elegancja [niekoniecznie trzeba cięzkich pieniędzy, żeby wyglądac schludnie, a nawet efektownie], czystość - leżą w zakresie możliwości każdej/każdego. jak jeszcze jest humor, uśmiech, inteligencja, otwartośc - to jest full package :] tymczasem wiele kobiet patrzy w lustro, nie widzi Angeliny i powiada : a po co ja mam się starać ? no i klapa. i narzekanie na mężczyzn, ze powierzchnowni są :]

            żeby było jasne, to działa w obie strony w relacjach damsko-męskich.
    • grek.grek archiwum grozy "Markheim" [1971] via Kultura 16.03.14, 14:38
      Kolejna nowelka o charakterze okołohorrorowym.

      Rozpoczyna się mistrzowskim kadrem - wieczorową porą, wśród malowniczo prószącego śniegu, jedzie powóz, czarny, z jakimiś rzeźbieniami, które z daleka równie dobrze można wziąć za rogi albo zrogowacenia na łbie jakieś bestii. Jedzie majestatycznie, a na koźle siedzi nieruchomy woźnica. I do tego niesamowita muzyka z jakimiś głuchymi tąpnięciami na dalszym planie. Scena z dreszczykiem. Więcej w niej jednej grozy i klimatu niż w całej "Dziewczynie z tatuażem" ;]

      Tym razem akcja [umieszczona tradcyjnie w XIX wieku] rozgrywa się niemal w całości w jednym pomieszczeniu. Jest to sklep z antykami, którego właścicielem jest chciwy stary łysy i gruby krwiopijca, grany przez Aleksandra Bardiniego. MOżna zakładać, że jest to człowiek nie mający większych skrupółów w kupowaniu od desperatów dzieł sztuki po cholernie zaniżonych cenach.

      W Wigilię odwiedza go wieczorową porą tytułowy Markehim, grany z kolei przez Jerzego Kamasa. Najpierw Markehima zaczepia mały uliczny żebrak, prosi o pieniądze, ale Markheim pokazuje mu swój portfel "NIe mam ani grosza !".

      Wnętrze sklepu jest świetnie zaaranżowane. Wszędzie jakieś obrazy, komody, świeczniki, co chcecie, wszystko w starym stylu.

      Właściciel najpierw wygłasza cyniczny monolog na temat sposobów, którymi wykorzystuje się naiwnośc albo rozpacz klientów, i sugeruje Markheimowi, że "on [pan] grzeszy brakiem takltu, natręctwem". Potem żegna się z Karoliną, swoją młodą pracownicą, która idzie na spotkanie z "kochankiem", a zapewne w istocie chodzi o narzeczonego. Właściiel nieprzystojnie sugeruje, że Karolinie się spieszy do łózka z nim, a potem sam ją obleśnie jęzorem próbuje dopaść podczas dzielenia się opłatkiem. Karolina wychodzi do narzeczonego, ale jest szansa, ze jeszcze wróci później, żeby pomóc właścicielowi w inwentaryzacji czy czymś takim.

      Markheim siedzi w fotelu i obserwuje spod oka całą scenę. Kamas gra bardzo intensywnie. Widac, że Markheim jest cały skoncentrowany, cały skupiony, zdeterminowany ku czemuś. Wpatruje się w sklepikarza bezustannie.

      Kiedy Kartolina wychodzi, a rolety sklepowe są opuszczone od środka do wysokości kolan dorosłego mężczyzny - właściciel pyta Markheima, po co przyszedł. "Panie Markheim, czy mnie się wydaje, czy pan wysprzedał już cały swój rodzinny majątek, który pan odziedziczył ?", drwi sobie właściciel. Markheim potwierdza, ale zaznacza że tym razem przyszedł, by coś kupić, bo "polepszyło mu się ostatnio". Sugeruje, że ma to byc prezent dla kobiety. Rzuca na stół banknot. Właściciel marudzi, że banknot jest pobrudzony, ale zaraz swoim kpiącym tonem dodaje : "Fiuuu, a więc ma pan na oku jakąś zamożną partię, tak ?". I rusza ku wszechobecnym gratom, żeby znaleźć coś odpowiedniego.

      Proponuje Markheimowi lusterko. Markheim odrzuca to, z ledwie skrywanym zagniewaniem : "Mysli pan, że skoro pan to lubi, to i kobieta chce cały dzień na siebie patrzeć ? KObieta potrzebuje róznorodności. Zwłaszcza kobieta". Właściciel wraca do poszukiwań.

      I kiedy tak szuka i szuka, Markheim zdejmuje płaszcz, siada w fotelu, z nagła podbiega za plecy właściciela, ale zaraz się cofa, znów siada. Wpatruje się w niego obsesyjnie.

      Wreszcie właściciel coś znajduje, obraca się, ale w fotelu nie ma Markheima. Znajduje się w drugim kącie pokoju, okrąża stoły i komody ze świecznikami, nie spuszczając oka z właściciela. Ten zaczyna się bać. Markheim podejmuje sztylet z kredensu. Właściciel wygląda jak mysz zahpinotyzowana przez węza. Wtedy Markheim skacze ku niemu i wbija mu nóz w pierś. Właściciel pada cięzko. Martwy ?

      Czy celem wizyty Markheima była zemsta ? Okazuje się, że nie. Zaczyna buszować po sklepie. Szuka czegoś. Przechodzi do sąsiedniego pokoju. Potem schodzi do piwnicy. Łapie się za rózne kluczyki i szuflady, grzebie po komodach i majstruje przy sejfie. Łatwo się już zorientować, ze szuka albo jakiejś cennej kosztowności, którą kiedyś musiał sprzedać właścicielowi, aby przeżyć - albo też szuka po prostu łupów, czyli kasiory. Ze znalezionym pistoletem w garści przemierza kolejne zakamarki mieszkania-sklepu, ale nic nie znajduje.

      Nagle słyszy wycie psa. Jakieś daleki, ale wyraźne, trochę zdeformowane. Sytuacja już jest niepokojąca, bo jest pusto, gdzieniegdzie ciemno, a sam Markheim az paruje od nagromadzenia strachu i desperacji.

      Słysząc wycie, Markheim wraca do głównego pomieszczenia. Widzi psa obok zwłok właściciela. Nie traci rezonu. Podchodzi do zwierzaka, chwilę się czai, z ulicy dobiega do niego głos chłopca żebraka, a potem nagle łapie za sztylet i ubija nim psa.

      Ktoś wali do wejściowych drzwi. Potem pochyla się z zewnątrz i zagląda spod rolet. To jakiś podpity facet. Wymysla właścicielowi od chciwych hien. Markheim chowa się za rogiem sciany, żeby facet go nie zauważył. Potem wraca do piwnicy szukając tego, po co przyszedł. Nagle... znów słyszy psa. Zdjęty trwogą patrzy w górę schodów i widzi tam stojącego kundla. Pies zaraz ucieka. Przerażony Markheim strzela za nim z pistoletu. POtem pędzi do głównego pomieszczenia.

      Zastaje tam człowieka. Siedzi on w fotelu, w którym poprzednio siedział sam Markheim. Spowija go ciemność, więc Markheim nie widzi jego twarzy. Głos jest jednak znany...

      Zaczyna z tą postacią dyskutować. Ten drugi pyta, "Znalazł już pan ?", potem sugeruje, że są świadkowie całego zajścia [Karolina], że "będą cię szukać i znajdą", a na koniec powiada "Znam cię lepiej niż ktokolwiek. Mógłbym ci pomóc".

      Markheim odpiera "Nie jestem gorszy od innych. Jestem lepszy, bo nie kryję tego kim jestem. I nie jestem gorszy od tego chciwca, zabijajacego ludzi swoją pazernością !". Postać na to "Jesteś biedny, a bieda wykoślawia, upodla, wykoleja...".

      POstać mówi mu, że "Szybko roztrwoni te pieniądze, które znajdzie", Markheim na to "Zrobię to powoli, umiem oszczędzać, rozejdą się ale starczą mi na długo". Postać kontruje, że "Wszystko przepuścisz... także i swój bunt roztrwonisz prędko i beztrosko".

      Co będzie jak wróci Karolina ? Markheim odpowiada, ze po prostu przywali jej, potem wyniesie co trzeba, a budę podpali i ślad nie zostanie. Nikt się nie domyśli, że to jego sprawka. Postać na to spokojnie : "MOżesz się też wyrzec tego wszystkiego". Markheim w zamyśleniu "Tak, mógłbym... ale nie chcę".

      Wreszcie Markheim rozwiązujje zagadkę - podchodzi do postaci, oświetla ją lampą. Jest to ON SAM. Jego alter ego. Ktoś puka w tym momencie do drzwi wejściowych. Marhkeim odruchowo patrzy w tamtym kierunku. POtem wraca wzrokiem i zjawy już nie ma.

      Idzie otworzyć. Za drzwiami stoją Karolina i jej narzeczony. Ona pyta "Jeszcze pan nie wyszedł ?". Marheim stoi bez słowa...

      Potem akcja przenosi się na ulicę, stoi na niej Markheim, a straszny powóz przy strasznej muzyce odjeżdza w prószącą śniegiem noc...

      Bardzo ciekawe interpretacyjnie. Czy Markheim zabił właściciela ? Jesli go tylko ranił, to by wyjaśniało dialog z własnym sumieniem. Jesli zabił, a sumienie zjawiło się jako przestroga przed samym rabunkiem, to by to miało chyba mniejszy sens :] Moze więc nie zabił właściciela, a tylko pozbawił go przytomności zadając ranę.

      Czy w sytuacji życiowej bezradności i rozpaczy można zabić dla zysku, usprawiedliwiając się tym, że zamordowany to szuja ? Dylemat Raskolnikowa.

      Tu jest recenzja i kilka zdjęć z filmu :
      www.horror.com.pl/filmy/recka.php?id=2357
      rewelacyjna muzyka [Bohdan Mazurek], naprawde rewelacja, ta otwierająca scena z powozem - perełka. prawdziwa groza :] Kapitalny nastrój.

      jest to adaptacja opowiadania Roberta Louisa Stevensona.
      reżyserował Janusz Majewski.

















      • pani_lovett Re: archiwum grozy "Markheim" [1971] via Kultura 16.03.14, 15:44
        Oglądałam! :]

        I bardzo mi się podobało.

        Nie ma wątpliwości, antykwariusz, pada martwy na ziemię, po tym jak Markheim wbił mu nóż w brzuch. Inaczej dawałby jakieś znaki życia - jęczałby z bólu, poruszał się na podłodze, a tak się przecież nie dzieje.

        Czy Markheim zabił właściciela ? Jesli go tylk
        > o ranił, to by wyjaśniało dialog z własnym sumieniem. Jesli zabił, a sumienie z
        > jawiło się jako przestroga przed samym rabunkiem, to by to miało chyba mniejszy
        > sens :]

        To właściwie przestroga nie tylko przed samym rabunkiem, ale i kolejnym morderstwem na Karolinie.

        W opowiadaniu Stevensona (którego streszczenie przeczytałam na wikipedii ;/) ów tajemniczy nieznajomy (Markheim sądzi, że to Diabeł) namawia Markheima do zabójstwa Karoliny, dzięki czemu ten będzie miał całą noc na splądrowanie domu antykwariusza. Markheim uzmysławia sobie, że choć już nie kocha dobra, to wciąż bardziej brzydzi zła i że warto jeszcze coś dobrego przed śmiercią zrobić. Odmawia więc dokonania zbrodni i rabunku. Wtedy nieznajomy, na którego twarzy odmalowuje się wyraz triumfu (Anioł stróż?), znika. Markheim otwiera drzwi i oznajmia służącej, że powinna pójść na policje, i wyznaje, że zabił jej pana.

        U Majewskiego zakończenie jest niejednoznaczne, nie wiadomo, co zrobił Markheim. Przyznał się do zabójstwa Karolinie i jej narzeczonemu, uciekł, a może zabił oboje i dokończył to co zaczął ?
        • grek.grek Re: archiwum grozy "Markheim" [1971] via Kultura 17.03.14, 13:20
          celne spostrzeżenia, Barbasiu.

          i mnie się wydawało, że właściciel sklepu padł martwy.
          trochę mnie zmyliło to późniejsze pojawienie się alter ego bohatera z dyskusją
          etyczną, bo wydało mi się, że trochę ta dyskusja poniewczasie się odbyła.

          dzięki za streszczenie oryginału.
          to wiele wyjaśnia.
          zakończenie filmu pozostawia niejaki mętliik, jak słusznie zauwazyłaś.
          można szukać róznych wyjaśnień.
          przyznam, że wolałbym zakończenie STevensona.
          a Ty ?

          byłoby klarowniejsze, a jednocześnie ostateczne odkrycie kart nie pozbawiłoby
          filmu zalet.

          może ten powóz na początku i na końcu ma być wyjaśnieniem decyzji bohatera ?
          tylko jak ten symbol tutaj odczytać [o ile ofk ma sens moje podejrzenie] ?

          • pani_lovett Re: archiwum grozy "Markheim" [1971] via Kultura 17.03.14, 17:15
            > i mnie się wydawało, że właściciel sklepu padł martwy.
            > trochę mnie zmyliło to późniejsze pojawienie się alter ego bohatera z dyskusją
            > etyczną, bo wydało mi się, że trochę ta dyskusja poniewczasie się odbyła.

            Czy poniewczasie? Dostrzegłeś słusznie analogię do dylematu Raskolnikowa. Raskolnikow także mocuje się przecież ze swoim sumieniem po dokonaniu zbrodni.

            Tak, chyba też wolałbym zakończenie Stevensona ...
            Postanowiłam zdobyć tę nowelę Stevensona i poznać ją porządnie. O rezultatach oczywiście Ci/Wam powiem.


            > może ten powóz na początku i na końcu ma być wyjaśnieniem decyzji bohatera ?
            > tylko jak ten symbol tutaj odczytać [o ile ofk ma sens moje podejrzenie] ?

            Niewykluczone.
            O tym samym myślę, kogo wiezie powóz i dokąd jedzie?!


            Patrzcie jaką fantastyczną rzecz znalazłam! Zdjęcia z planu "Markheima" i czarno-białe i w kolorze!


            fototeka.fn.org.pl/strona/wyszukiwarka.html?key=Markheim&search_type=tytul&lastResult[]=8004&result[]=8004


            • grek.grek Re: archiwum grozy "Markheim" [1971] via Kultura 18.03.14, 13:55
              Raskolnikow ma wyrzuty sumienia po fakcie.
              Markheim zaczyna się zastanawiać czy może uzasadnić morderstwo, w taki sposób
              jakby dopiero miał je popełnić.
              to mi trochę tutaj zgrzyta, dylemat ten sam, ale w trochę innych okolicznoścach przyrody roztrząsany, wg mnie.

              dzięki :]

              świetne te zdjęcia, jak Ty znalazłaś taka wypasioną stronę ? :]
              • pani_lovett "Markheim" - zakończenie PS i powóz 18.03.14, 21:42
                Obejrzałam właśnie jeszcze raz zakończenie "Markheima" (dzięki temu, ze nagrałam na pendrive). Otóż, jest jak pisałeś: Markheim otwiera drzwi Karolinie i jej narzeczonemu. "Ona pyta "Jeszcze pan nie wyszedł ?". Marheim stoi bez słowa... Potem akcja przenosi się na ulicę, stoi na niej Markheim, a straszny powóz przy strasznej muzyce odjeżdza w prószącą śniegiem noc..."

                Przy czym kiedy Markheim stoi na ulicy za jego plecami właśnie opuszczane są rolety , jak się można domyślać, sklepu antykwairusza! A zatem hipoteza, że Marhheim mógł zabić Karolinę i jej narzeczonego chyba odpada. to jeszcze nie koniec, zanim pojawia się straszny powóz Marhieim mówi "Muszę się tego wyrzec" .

                Ów straszny czarny powóz, przyjrzałam się, wygląda mi na karawan pogrzebowy. Przyczepione do powozu latarenki na świeczki zwieńczone były krzyżami, powóz zdobiły tez cztery figurki aniołów w postawie żałobnej z pochyloną głową.
                • grek.grek Re: "Markheim" - zakończenie PS i powóz 19.03.14, 14:07
                  tak było, masz rację, Barbasiu.

                  może to wszystko dzieje się w wyobraźni Markheima ?

                  może on nigdy nie wszedł do tego sklepu ?

                  jesli dobrze pamiętam, rolety zostały opuszczone tuż po wejściu Markheima do środka.
                  a więc : jesli w zakończeniu stoi on na dworze i mówi "muszę się tego wyrzec", a rolety są
                  właśnie opuszczane - to znaczy, że nie zdecydował sie wejśc. to była projekcja jego
                  imaginacji. co by było, jakby wszedł. to spotkanie z własnym sumieniem - jest częscią tego.

                  tak mi się to kojarzy.
                  co powiesz na taką wersję ?
                  jaka jest Twoja interpretacja ?

                  świetnie opisałaś ten powóz.
                  robi wrażenie :]
                  no i ta niesamowita muzyka, nie ?
                  • pani_lovett Re: "Markheim" - zakończenie PS i powóz 19.03.14, 15:56
                    Tak! Tak! Masz rację! Teraz dopiero to widzę. Jesteś genialny! :)

                    Początek na to także wskazuje:


                    A początek jest taki: Markheim kreci się przed sklepem antykwariusza, zagląda przez okno wystawowe do wnętrza, ale ciągle waha się z wejściem . W tym momencie zaczepia go mały chłopiec żebrzący o pieniądze i szarpie za poły płaszcza. Marheim wyciąga portfel, pokazuje chłopcu, że nie ma pieniędzy, ale nagle skądś wypada mu banknot, mały rzuca się na ziemie by go podnieść, Marhleim przydeptuje swoim butem banknot i schyla się po niego. W tym momencie kątem oka dostrzega, że antykwariusz opuszcza rolety zamykając sklep. Markherim podnosi się , rolety opadają, a on wpija wzrok na napis " Entree" widniejący na szklanych drzwiach sklepu antykwiariusza.

                    W kolejnym ujęciu szklane drzwi antykwariatu z napisem Entree otwierają się, przy ogromnym biurku siedzi antykwariusz antykwariusz i, nie odrywając wzorku od eksponatu, któremu bacznie się przygląda, mówi: "Pan zaczeka, panie Markheim".

                    W tym kontekście opisana przez Ciebie rozmowa Markheima ze swoim sumieniem, sobą, diabłem, aniołem jest w pełni zrozumiała.

                    Wracając jeszcze do powozu - na powozie siedzi ponury woźnica, którego strach byłoby spotkać w ciemnej ulicy, do tego ta niesamowita muzyka (autorem jest Bohdan Mazurek, który jak piszą, "pracuje w Studio Eksperymentalnym Polskiego Radia jako reżyser muzyczny, kompozytor i wykonawca muzyki elektronicznej"). to wszystko robi niesamowite wrażenie, to prawda.

                    :)

                    A Ty, Greku , robiłeś notatki podczas oglądania "Markheima" ? Czy też nagrywałeś? Masz już nagrywarkę, czy ciągle się przymierzasz?
                    • grek.grek Re: "Markheim" - zakończenie PS i powóz 19.03.14, 16:24
                      trafiło mi się, jak ślepej kurze... ;]

                      przypomnienie przez Ciebie, w świetnym opisie, opadających rolet naprowadziło mnie na ten trop.

                      własnie, widzisz - woźnica :]
                      to też ważna figura na tym obrazku.
                      wygląda jakby woził do piekła ;]

                      az głupio się przyznać, Barbasiu, ale zupełnie zapomniałem o tych moich
                      planach zakupowych. gdzieś się zawiesiłem w trakcie poszukiwań. postaram się
                      wrócić do tego pomysłu, a zacznę od skontrolowania możliwości mojego tiwi, bo
                      nie wiem, czy tam czegoś przerabiać nie będzie trzeba, czy coś. u Ciebie
                      wystarczył sam pendrive ?

                      • pani_lovett Re: "Markheim" - zakończenie PS i powóz 19.03.14, 16:57
                        :)

                        > wygląda jakby woził do piekła ;]

                        Właśnie, diabelski powóz.
                        Może po ciało cwanego antykwariusza jechał? A może po duszę Markheima? Na darmo ...

                        Widać, możesz żyć bez z nagrywarki. ;)
                        Tak, wystarczy sam pendrive (8 GB) Wkładam go do dekodera i naciskam guzik RECORD i tyle. Nauczona doświadczeniem oczyszczam wcześniej pevdrive z poprzednich nagrań tak, aby był pusty i cały film się mógł się nagrać bez przeszkód.

                        :)
                        • grek.grek Re: "Markheim" - zakończenie PS i powóz 20.03.14, 14:20
                          doskonały pomysł, Barbasiu :]
                          "po duszę Markheima" - doskonała myśl, doskonała interpretacja.

                          niby żyć mogę, ale co to za życie ;]

                          a serio : zupełnie zapomniałem o tym instrumentarium.
                          czasami naprawdę by się przydał. muszę się zmobilizować.
                          możesz mnie, sklerotyka fatalnego, jeszcze raz ponformować o : nazwie [marka], cenie i pojemności ?
                          • pani_lovett Re: "Markheim" - zakończenie PS i powóz 21.03.14, 23:31
                            :)

                            Dobre są pendrive'y marki Kingstone (ja mam scandisk też ok), minimum 8 GB (na mój pendrive mieści się bez problemów jeden film fabularny 90 - 120 minut i dłuższy lub dwie, trzy krótsze pozycje po np. 30 minut; potem w komputerze oglądam nagranie i/lub przegrywam na twardy dysk albo kasuję, by przed kolejnym nagrywaniem mieć pusty p. ). Cena ok 30 zł.

                            Tylko pamiętaj, że podczas nagrywania na pendrive możesz przełączać kanały w obrębie danej platformy (np. tylko kanały telewizji polskiej, jeśli nagrywasz na TVPKultura)
    • pepsic Maraton filmowy:Wilk z Wall Street/Wielkie piękno 16.03.14, 19:07
      Czyli wielki przegrany i wielki wygrany ostatnich Oskarów. Obejrzane ciurkiem z okazji jubileuszu kina studyjnego.

      "Wilk z Wall Street" - dynamiczne, dopracowane w każdym calu dzieło z rozmachem iście hollywoodzkim, tyle że z zerowym przesłaniem. Leonardo daje radę, Matthew McConaughey (uff) udzielający nauki zawodu w trzecioplanowej roli wymiata. Raczej komediodramat, nawet zabawny. Trochę za długi. O maklerze giełdowym, który tak samo szybko dorabia się oszałamiającej fortuny, jak traci.

      "Wielkie piękno" - sentymentalna podróż podstarzałego dziennikarza po olśniewającym zabytkami Rzymie w rytm przepięknej muzyki naszych rodaków: Góreckiego i Preisnera (sic!). Dobre, niewymuszone dialogi i Fellini w tle. A tak się bawią rzymskie elyty:)
        • pepsic Re: Maraton filmowy:Wilk z Wall Street/Wielkie pi 16.03.14, 19:31
          Dosyć niekonwencjonalny:)
          Garść cytatów z "Wielkiego piękna":
          Czym sie pani zajmuje?
          Jestem ... bogata.
          Ooo, fajny zawód:)


          Albo:
          X:Moja ostania dziewczyna to miła osoba.
          Y:Czyli mało urodziwa.


          X: Ile siostra (zakonna) ma lat:
          Siostra: 104 !
          X: O? Myślałem, że więcej.
          Takich perełek jest więcej.
          • pani_lovett Re: Maraton filmowy:Wilk z Wall Street/Wielkie pi 16.03.14, 20:17
            pepsic napisała:

            > Dosyć niekonwencjonalny:)
            > Garść cytatów z "Wielkiego piękna":
            Dobre! :)))

            Piękna zachęta, Pepsic.

            Czy możesz coś więcej zdradzić na temat fabuły? Albo opowiedzieć jakąś scenę z filmu, która
            utkwiła Ci w głowie .

            Jak kocham Rzym , tak muszę ten film obejrzeć! :)



            A nasze kino studyjne zamienili na Multikino, w którym królują bajki dla dzieci i amerykańskie megaprodukcje, z rzadka coś dobrego teraz pokazują. Oczywiście "Wielkiego piękna"
            • pepsic Re: Maraton filmowy:Wilk z Wall Street/Wielkie pi 16.03.14, 20:54
              Fabuła nie jest zbyt wartka. 65-letni niespełniony pisarz przechadza sie po Rzymie zwiedzając zabytki, wspominając dawną miłość i przypadkiem spotykając obecną. W wolnych chwilach, a jest ich sporo konwersuje z przyjaciółmi ze świata intelektualnego i arystokratycznego, od czasu do czasu balanguje tudzież pracuje na chleb tj. przeprowadza wywiady z artystami celebrytami, którzy nota bene mają nieźle porąbane w głowach. Ponadto próbuje bezskutecznie nawiązać kontakt z intrygującym sąsiadem, co w finał okaże się zabawnym suspensem. Z jego olbrzymiego tarasu rozpościera się przepiękny widok na sąsiedzkie Koloseum(!). Tam urządza eleganckie party. Na jednym z nich przyjaciółce pisarce butnie przechwalającej sie sukcesami zawodowymi i rodzinnymi funduje chwilę brutalnej prawdy. Rzym zosta przecudnie skadrowany. Piękna jest także scena z flamingami (podejrzewam tricki komputerowe). Zatem must see Barbasiu, jak by to Grek napisał. Z resztą sama chętnie sięgnę jeszcze raz, bo po 3 godzinnym Wilku jednak byłam zmęczona i nie wszystkie niuanse wyłapałam.

              No cóz, możemy sie poszczyć dwoma rzeczami: Jasną Góra i kinem studyjnym:) Detroit nas czeka, ale oby nie.
              • grek.grek Re: Maraton filmowy:Wilk z Wall Street/Wielkie pi 17.03.14, 13:28
                takie dwie klasowe pozycje jedna za drugą...
                jako żywo, nie słyszałem dotąd o atrakcyjniejszym maratonie :]

                mnie się wczoraj udało obejrzeć kolejno Sherlocka, Bękarty wojny i Homeland, ale
                to małe piwo, zwłaszcza że 2/3 to powtórki ;]

                oba filmy mam na liście must-see, Wielkie Piękno w założeniu przypomina "Słodkie życie",
                może nawet bohater jego jest Marcello Rubinim 45 lat później - żyje tak samo, niewiele się zmieniło, poza tym że zaczyna się starzeć i próbuje zdobyć się na jakąs refleksję ? tak czy owak, chwytliwy koncept, gustownie filmowany Rzym sentymentalno-współczesny, galeria ciekawych bohaterów, coś o życiu... no brzmi wręcz uwodzicielsko :] dzięki za świetną recenzję.

              • pani_lovett Re: Maraton filmowy:Wilk z Wall Street/Wielkie pi 17.03.14, 17:32
                Dzięki, Pepsic! Jestem w zachwycona Twoimi opisami! :)

                "Słodkie życie" mamy w naszej kolekcji dzięki Grekowi. Trzeba koniecznie przypomnieć sobie przed seansem "Wielkiego piękna".

                Znalazłam jeszcze trailer "Wielkiego piękna":
                www.youtube.com/watch?v=RAhZ5CQOCME
                a na końcu fantastyczny cytat:

                "Wszyscy jesteśmy na skraju rozpaczy. Jedyne, co możemy zrobić , to spojrzeć sobie w oczy, dotrzymać sobie towarzystwa i trochę pożartować. Nie zgodzisz się?"


                > No cóz, możemy sie poszczyć dwoma rzeczami: Jasną Góra i kinem studyjnym:) Detr
                > oit nas czeka, ale oby nie.







                • pani_lovett Re: Maraton filmowy:Wilk z Wall Street/Wielkie pi 17.03.14, 17:41
                  > No cóz, możemy sie poszczyć dwoma rzeczami: Jasną Góra i kinem studyjnym:
                  > Detroit nas czeka, ale oby nie.

                  Oby się miasto rozwijało.

                  PS
                  A propos, moja babcia pochodziła z Częstochowy, dziadek też tam mieszkał. Dziadek zrobił sobie zdjęcie w Zakładzie Fotograficznym znanego w Częstochowie fotografa Wacława Wesołowskiego ( II aleja Nr. 26), nagrodzonego srebrnym medalem na wielkiej Wystawie Przemysłu i Rolnictwa 1909 w Częstochowie.
                    • pani_lovett Re: Maraton filmowy:Wilk z Wall Street/Wielkie pi 18.03.14, 16:21
                      :)))

                      Zapomniałam dodać, ze dziadek zrobił sobie tam zdjęcie w mundurze strażaka.
                      Zakład fotograficzny W. Wesołowskiego działał pod tym adresem w Częstochowie najprawdopodobniej do roku 1913.

                      Z kolei w Alei NMP nr 7 mieścił się zakład fotograficzny pod nazwą „Rembrant”, którego właścicielem był Hendel Szmulewicz, ( on też przedstawił swoje fotografie na Wystawie Przemysłowo-Rolniczej w 1909 roku), a potem od 1935 roku Lewek Szmulewicz . W zakładzie Hendla Szmulewicza dziadkowie zrobili sobie zdjęcie ślubne (na zdjęciu znajduje się nazwa zakładu „Rembrant”). Niestety to zdjęcie jest już mocno wypłowiałe.

                      Znalazłam kiedyś w necie ciekawy artykuł na temat fotografów częstochowskich, stąd mam tę wiedzę na temat zdjęć:

                      www.genealodzy.czestochowa.pl/pl/zasoby/artykuly/392-fotografia-czstochowska-w-latach-1847-1939

                      Sądziłam, że jesteś rodowitą Cz-wianką.

                      :)
                • pepsic Re: Maraton filmowy:Wilk z Wall Street/Wielkie pi 17.03.14, 21:19
                  To może jeszcze:

                  Reżyser: popatrz, znamy sie tyle lat, a w moim mieszkaniu byłeś tylko kilka razy.
                  Dziennikarz: ten pokój w akademiku nazywasz mieszkaniem?

                  Reżyser: powinieneś znaleźć sobie piękną kobietę.
                  Dziennikarz: powinieneś wiedzieć, że w moim wieku piękna kobieta nie wystarczy (Barbasiu, Greku, mamy kolejną wypowiedź do wczorajszej wymian zdań).


                  Pisze z pamięci, zatem bardzo niedosłownie i to były sympatyczne przygaduszki bez cienia złośliwości.
                  • pani_lovett Re: Maraton filmowy:Wilk z Wall Street/Wielkie pi 18.03.14, 16:38
                    > Reżyser: powinieneś znaleźć sobie piękną kobietę.
                    > Dziennikarz: powinieneś wiedzieć, że w moim wieku piękna kobieta nie wystarczy
                    > (Barbasiu, Greku, mamy kolejną wypowiedź do wczorajszej wymian zdań).


                    Owszem. :)

                    Wynika z tej wymiany zdań smutna konstatacja, że wnętrze kobiety mężczyźni doceniają dopiero w pewnym wieku (czytaj: na starość). :)

                    >i to były sympatyczne przygaduszki bez cienia złośliwości.

                    Tak je właśnie odbieram. :)
      • maniaczytania Re: Maraton filmowy:Wilk z Wall Street/Wielkie pi 16.03.14, 20:43
        ciekawie brzmia, ale na wilka sie raczej nie skusze, na peikno byc moze ;)

        Ja zaliczylam wczoraj pierwszy seans kinowy w tym roku - bylam na "LEGO przygodzie" - niby bajka, niby dla dzieci, ale dawno takich swietnych tekstow nie slyszalam, takiego mrugniecia okiem z superbohaterow, nawiazan do popkultury nie widzialam juz dawno :)
      • grek.grek Sherlock The Great Game" [Homeland 2/10, 2 słowa] 17.03.14, 16:24
        nie omieszkałem :]

        Barbasiu, jak ten "Sherlock" Ci się podoba ?

        nie wiem, czy przypadkiem sam nie zostałem na placu boju, ale przy okazji dopiszę, że
        10 odcinek 2 serii "Homeland" naprawdę wciąga, chociaż panowie i panie ostro jadą i robi się
        kryminalnie, moze nawet za bardzo. akcja Brody'ego w sprzęzeniu z położeniem Carrie oraz wszystkimi zdarzeniami okołotego : zapachniała już naprawdę filmem sensacyjnym. zwłaszcza zwazywszy szczebel na którym te rozgrywki się odbywają [osoba której dotyczą], trochę
        pobrzmiewają nieposkromioną fantazją scenarzystów :] szkoda, że psychologiczna rozgrywka, w której zachowania przypominały posunięcia szachistów, przy jednocześnie wysokim poziomie suspensu, ustąpiła miejsca takiej własnie top-action. początek tego 2 sezonu był świetny, w połowie ciągle było dobrze, ostatnie 2 odcinki jakby nieco odbierają mu główne atuty, wg mnie.
        tym bardziej interesujący będzie finisz tej serii, zarówno w kontekście fabularnym, jak i własnie ustalenia [się] tożsamości tego serialu.
        • siostra_bronte Re: Sherlock The Great Game" [Homeland 2/10, 2 sł 17.03.14, 16:36
          Czy ja też mogę się wypowiedzieć? :)

          Oglądałam "Great Game" trzeci czy czwarty raz i to jednak chyba najlepszy odcinek, imho. Świetne tempo. Po raz kolejny podziwiałam znakomite, pomysłowe zdjęcia. Choćby scena, kiedy Watson wypytuje współlokatorkę zabitego ochroniarza w jego pokoju. Scena ewidentnie a la Vermeer, z bocznym światłem, drapowaną tkaniną, stonowanymi kolorami. Świetne. Albo pierwsze ujęcie na basenie. Kamera na wysokości wody, słychać jej łagodny plusk. Niby nic, ale od razu robi się niepokojący klimat. Długo by wymieniać. Jak pomyślę o naszych serialach "akcji" i to tych lepszych, z trzema planami na krzyż to płakać się chce.

          Za tydzień "Skandal w Belgravii". Jak pamiętacie mocno zjechałam ten odcinek. Ale teraz, po traumie trzeciego sezonu możliwe, że wyda mi się arcydziełem :)
          • grek.grek Re: Sherlock The Great Game" [Homeland 2/10, 2 sł 18.03.14, 14:48
            no co to za pytanie ?!! :]

            [ja chciałbym tylko przypomnieć, korzystając z okazji, że "Sherlock" zaczął się od brawurowych i precyzyjnych opisów kolejnych odcinków dokonywanych przez Siostrę, są one w archiwum, a w historii mają miejsce honorowe :)]

            przyznam, że "Great game" oglądałem 2 razy, w niedzielę i ostatniej nocy :] jakby puszczali trzeci raz, to też bym obejrzał.

            doceniłem Moriarty'ego w wykonaniu Andrewa Scotta. niepozorny, a jaka łepetyna. i ten taki klasyczny dla dzisiejszych szwarcharakterów styl i charm. sam charakter jego związku z Sherlockiem jest zajmujący : dwóch mistrzów w swojej dziedzinie desperacko szukających atrakcyjnych przeżyć w świecie, który generalnie razi ich swoją rutyną wg której żyją ludzie. to niemal intymny związek.

            znamienna jest ta scena, kiedyt insp. Lestrade pomstuje na to, co robi Moriarty i pyta "po co on to robi ???!!", na co Sherlock tylko się uśmiecha pod nosem, z sympatią, może nawet wdzięcznością dla Jima, który przecież daje mu to, czego Sherlock łaknie najbardziej. to naprawdę, wg mnie, kapitalna relacja, w Great Game bardzo wyeksponowana zresztą, w ostatnim odcinku 2 serii gdzieś się ona przeradza w ostateczny pojedynek, co odbiera jej dużo uroku.

            a tak, "Skandal..." to odcinek, w którym pojawia się Irene Adler, uwodzącą Holmesa, z wykorzystaniem wszelkich dostępnych środków wyrazu :] nie było więc innego wyjścia, musiał Ci się nie spodobać ;]]

            no i muzyka.
            jest kapitalna, a ten lejtmotiw z czołówki jak się wkręci w głowę, to gdzieś tam czas cały wiruje, przynajmniej u mnie, i do tej pory.

            coraz bardziej doceniam też Martina Freemana, tym bardziej, ze Benedict Cumberbatch jest tak magnetyczny, iż właściwie panoszy się na całym ekranie i zaznaczyć swoją obecność w takim towarzystwie, to jest wyczyn. poczciwość Watsona, który próbuje mieć własne zdanie, czasami ochrzaniac Holmesa i umoralniać, a jednocześnie podąża ciągle za nim i jak dobra matka wszystko mu wybacza, a przy okazji z taką piękną naiwnością daje mu się wkręcać [scena kiedy Holmes zachęca Watsona, żeby dedukował w.s butów, tylko po to, żeby po skończonej analizie wykazac mu jak kompletnie nic nie dostrzegł].

            cięzko będzie tę parę znielubić w 3 serii ;]]


            • siostra_bronte Re: Sherlock The Great Game" 18.03.14, 16:34
              Haha, Greku, dzięki za miłe słowa :)

              O, dwa razy w ciągu paru dni. Nieźle. Ale wcale się nie dziwię :)

              Zgadzam się z Twoimi uwagami. Andrew Scott jako Moriarty budzi autentyczny niepokój, nie jest karykaturą szwarccharakteru. I faktycznie ten "związek" z Sherlockiem bardzo ciekawy. W trzeciej serii wyraźnie brak Moriarty'ego.

              Hehe, to prawda. Ale wiesz, po fatalnej trzeciej serii "Skandal..." może się okazać nie taki zły.

              Tak, muzyka jest świetna. Pisałam już kiedyś, że współkompozytorem jest David Arnold, który przez pewien czas pisał muzykę dla Bondów. Oprócz tytułowego jest kilka innych wspaniałych tematów. Znalazłam jeden z moich ulubionych, zaczyna się od 2'10" :

              www.youtube.com/watch?v=dFEOAvZ8yHc

              I z wyprzedzeniem utwór ze "Skandalu". Przepiękny.

              www.youtube.com/watch?v=uwIVuKSfdvo

              Masz rację. Freeman ma o wiele trudniejsze zadanie, jego rola jest mało efektowna w porównaniu z Sherlockiem, a jednak udało mu się zbudować tę postać tak, że jest ciekawa i bardzo wiarygodna.

              Trudno w to uwierzyć, ale niewiele mi brakowało :) W pierwszym odcinku 3 serii Sherlock jest antypatyczny, jego zachowanie wobec Watsona jest wręcz aroganckie. Za to w trzecim odcinku jest odwrotnie. Ale jak pisałam w 3 serii wszystko jest postawione na głowie :)




              • grek.grek Re: Sherlock The Great Game" 18.03.14, 16:47
                ale wzmagasz moją ciekawość tej 3 serii :]]

                muzyka świetna.
                w tym pierwwszym kawałku pobrzmiewają w pierwszej fazie znajome dziarskie motywy :]
                w drugiej części jakoś tak nostalgiczniej i spokojniej.

                fragment ze "Skandalu" istotnie urodziwy.

                oglądałaś, a raczej - słyszałaś, już "Pustkowie Smauga" ? B.Cumberbatch użycza głosu tytułowemu smokowi, podobno tak klasowo, że zyskuje na tym głosie cały smok, od dzioba do ogona ;]
                • siostra_bronte Re: Sherlock The Great Game" 18.03.14, 17:26
                  O rany, mój zamiar był wręcz przeciwny :))

                  Hehe, słyszałam. Ale Tolkien to nie moje klimaty, więc nie będę miała okazji się o tym przekonać.

                  Tak przy okazji naszła mnie taka refleksja a propos Benedicta Cumberbatcha. Zaskakująco, mam obawy o jego aktorską karierę. Bo tak naprawdę jego ogromna popularność, zwłaszcza w internecie, na razie nie przekłada się na role filmowe (nie mówię o teatrze). A sympatia widzów jest zmienna, za jakiś czas mogą sobie znaleźć nowego idola.

                  Pierwszy duży film, w którym zagrał główną rolę "Piąta władza" Condona (ktoś widział?) zrobił klapę. Podobno niezasłużoną, ale jednak. Role w głośnych filmach: "Sierpniu..." i "Zniewolonym" tylko drugoplanowe, a za pierwszą miał kiepskie recenzje. Za sukces można uznać tylko "Star Treka", ale to tylko kino rozrywkowe.

                  Dobre opinie krążą o skończonym właśnie filmie o Alanie Turingu, ale może to tylko marketing starego wygi Wensteina. Poza tym nie słyszałam o żadnych konkretnych planach. Na miejscu Benedicta rzuciłabym "Sherlocka" w diabły, bo po trzeciej serii może być już tylko coraz gorzej :)

                  Moim zdaniem problem w tym, że ze względu na oryginalną fizys ma ograniczone możliwości wyboru ról. Nie zagra everymana, nie jest też klasycznym amantem. Od szufladki szalonych geniuszy a la Sherlock stara się uciekać (choć akurat film o Turingu temu zaprzecza). Nie byłoby źle gdyby został solidnym aktorem charakterystycznym, sama nie wiem...

                  Jakoś mnie naszły takie refleksje. Nie zmieniające faktu, że jako mężczyzna B. C jest hm...absolutnie fascynujący :)
                  • grek.grek Re: Sherlock The Great Game" 19.03.14, 14:02
                    podobno to całe "Pustkowie..." ma ze 3 godziny.
                    ja też nie czuję tych filmów, trylogię Tolkiena obejrzałem, ale
                    żebym do niej wracał, to bym nie powiedział ;]

                    "Pustkowie" mnie ciekawi właśnie ze względu na tego smoka, więc może
                    dałoby się obejrzeć od momentu, kiedy on się pojawia, hehe.

                    Twoje obawy są uzasadnione, wydaje się, że aktor po prostu wykorzystuje
                    swój moment, aby grać jak najczęsciej i za dobre pieniądze. nie ma w tym
                    nic niewłaściwego, aktor nie powinien głodem przymierac, bo wtedy słabiej
                    zapamiętuje tekst ;], ale z drugiej strony - na pewno trudniej o role wybitne, bo
                    twarz staje się coraz bardziej opatrzona i wysłużona, budząca już konkretne
                    skojarzenia.

                    świetnie to napisałaś.
                    wszelako, mam inną opinię :]
                    wg mnie, dzisiaj bycie ikoną teleiwizyjną już nie jest obciachem.
                    wybitne role kinowe stają w jednym szeregu z wybitnymi kreacjami serialowymi.
                    ostatni przykład, oscarowy Matthew McConaughey, który w serialowym "Detektywie"
                    [btw, podobno wyśmienity] zagrał tak doskonale, że co czytam w ostatnim czasie
                    jakiś artykuł o tym aktorze, to obie te role wymieniane są obok siebie.

                    wg mnie, B.Cumberbatch nieźle z pewnością zarabia na byciu Sherlockiem, może
                    być aktorem... globalnym :] łapie dwie sroki za ogon, a to już coś. last but not least...
                    Sherlock w jego wykonaniu, to przecież prawdziwa kreacja, której aktorskich walorów
                    nie sposób zakwestionować w żadnym momencie.

                    Sherlock może jego szanse na wybitną rolę filmową zlimitować.
                    ale jednocześnie... porzucenie Sherlocka nie gwarantuje niczego.

                    w moim odczuciu, lepiej być Sherlockiem na miarę globalną i czekac na swoją szansę
                    w kinie :] a nawet jesli nic się nie zdarzy, skojarzenie wyłącznie z Sherlockiem, TAKIM
                    Sherlockiem, brzmi całkiem nieźle.





                    • siostra_bronte Re: Sherlock The Great Game" 19.03.14, 19:57
                      Greku, dzięki za ciekawe uwagi :)

                      Zgadza się, nie każdy aktor ma szczęście trafić na TAKĄ rolę. Rolę idealną, która może być trampoliną do wielkiej kariery. Ale oczywiście nie musi. B. C. na pewno ma większe ambicje, ale czas pokaże czy to mu się uda. Mam tylko wrażenie, że balon oczekiwań wobec niego jest tak rozdęty, że trudno będzie mu sprostać tak dużej presji. Oczywiście, życzę mu jak najlepiej :)
                      • grek.grek Re: Sherlock The Great Game" 20.03.14, 14:26
                        cieszę się, że znalazłaś je jako ciekawe :] cała przyjemnośc po mojej stronie.

                        wiesz, Sherlock to całkiem młoda rzecz. za parę lat trochę się unormuje sytuacja, a
                        BC będzie ciągle młodym aktorem z przyszłością :]

                        z drugiej strony, jest tak wyrazisty i znakomity jako Sherlock, że wariant Hugh Laurie alias Gregory House 2.0 też jest zupełnie możliwy.

                        popatrz, jaki to paradoks - BC dokonał nie lada wyczynu reanimując do życia postać zdawałoby się tak już wyeksploatowaną i na wskroś poznaną, dał jej nową osobowośc, WIĘCEJ - sprawił, że grany już tyle razy Sherlock będzie miał teraz jego twarz i styl. Zrobił więc rzecz niezwykłą.

                        a teraz może [bo jednak może] się to stać jego problemem... to dopiero przewrotna historia :]
        • grek.grek Re: "Piękność w opałach" J.Hrebejka w TVPKultura 18.03.14, 13:32
          koniecznie musisz.

          pięknośc kojarzy się jednak inaczej, nie ? ;]

          świetne zakończenie, przewrotne i nietypowe.
          w ogole, wyszła z tego taka pseudo-komedia romantyczna, przy czym "pseudo" jest
          tutaj komplementem.
          wszystko jest w tej całej zabawie nie na swoim miejscu : amant, który moze być
          ojcem głównej bohaterki, a potem jej decyzja w finale która stanowi jakże zgrabny kompromis
          między racjonalną kalkulacją a namiętnością, a więc coś wbrew zasadzie, wedle której kobieta filmowa wybiera zawsze sercem, a nie rozumem i... innymi częściami ciała.
          • pani_lovett Re: "Piękność w opałach" J.Hrebejka w TVPKultura 19.03.14, 16:41
            Tak, świetne zakończenie.

            potem jej decyzja w finale która stanowi jakże zgrabny kompromis
            > między racjonalną kalkulacją a namiętnością, a więc coś wbrew zasadzie, wedle k
            > tórej kobieta filmowa wybiera zawsze sercem, a nie rozumem i... innymi częściam
            > i ciała.

            Bo też to i prawda, może nie specjalnie odkrywcza i nie ma co zaprzeczać, że kobiety nie zawsze kierują się sercem, i nie gorzej od mężczyzn potrafią używać rozumu i kierować się zimną kalkulacją, wyrachowaniem itp. w relacjach damsko-męskich (o czym powinni pamiętać zwłaszcza starsi panowie uganiający się za dużo młodszymi kobietami od siebie ;).

            Tylko, czy ten kompromis opłaci się bohaterce na dłuższa metę?

            Polubiłam bohaterkę (wyładniała w dalszej części filmu), w finale jednak straciłam nieco sympatii do niej.

            Pan Benesz (znany nam dobrze Josef Abrham) , zamożny człowiek, który większość swojego życia spędził na Zachodzie, we Włoszech, jaka to piękna postać. Szlachetny, dobry , uważny na krzywdę drugiego człowieka, skory do pomocy człowiek. W swojej ojczyźnie ma pecha natykać się na cwaniaczków, oszustów i wyrachowane baby, ludzi , którym właściwie nie warto pomagać.

            :)
            • grek.grek Re: "Piękność w opałach" J.Hrebejka w TVPKultura 20.03.14, 14:05
              haha ;]
              wiesz, zakładam, że starsi panowie uganiający się za młodymi spódniczkami doskonale wiedzą, w czym uczestniczą i na czym ta zabawa polega. w końcu... jak ktoś stawia na szali całą swoją rentę albo emeryturę, to musi perfekcyjnie znać charakter inwestycji :]

              zakładam, że bohaterka podpadła Ci, bo nie umiała zrezygnować definitywnie z eks-męza na rzecz 100 % wierności szlachetnemu panu Beneszowi ?

              zaiste, rozwiązanie to filmowo niekonwencjonalne, ale w tzw.realu zdaje się spotykane nierzadko, aczkolwiek moze nie w takiej konfiguracji ;]

              wg mnie, filmolwo wypadło to bardzo dowcipnie i... wlasnie - życiowo. po co rezygnować z jednego na rzecz drugiego, skoro można mieć oba ?

              w moim odczuciu, zarówno jej relacja z p.Beneszem, jak i erotyczny pociąg do eks-męza są równie autentyczne i tak samo potrzebne jej do życia, i myślę, że erotyczna więź [na odległość] z eks-mężem zupełnie nie zakłamuje ani nie osłabia znaczenia jej związku z p.Beneszem.


            • pepsic Re: "Piękność w opałach" J.Hrebejka w TVPKultura 20.03.14, 19:15
              Polubiłam bohaterkę (wyładniała w dalszej części filmu), w finale jednak straciłam nieco sympatii do niej.

              Byłabym mniej surowa;) Namiętność porwała ją w stosunku do człowieka, którego z jakichś powodów wybrała na męża i ojca swoich dzieci, z którym coś ją łączyło, zanim pan Abram pojawił się na horyzoncie.

              A ja darzę sympatią postaci niejednoznaczne do końca, którym daleko do ideału i które potwierdzają, że życie nie jest ani proste, ani czarno-białe.

              A o ten opłacalny kompromis (Barbasiu, ależ masz podejście) to jestem jakoś spokojna:)
            • oleena Re: "Piękność w opałach" J.Hrebejka w TVPKultura - 20.03.14, 20:31
              > Pan Benesz (znany nam dobrze Josef Abrham) , zamożny człowiek, który większość
              > swojego życia spędził na Zachodzie, we Włoszech, jaka to piękna postać. Szlache
              > tny, dobry , uważny na krzywdę drugiego człowieka, skory do pomocy człowiek. W
              > swojej ojczyźnie ma pecha natykać się na cwaniaczków, oszustów i wyrachowane b
              > aby, ludzi , którym właściwie nie warto pomagać.

              A ja tym razem (moje drugie oglądanie "Piękności..") pomyślałam, że Benesz wcale nie jest taki jednowymiarowo szlachetny. Benesz po prostu wymienia dobro, którego ma pod dostatkiem (kasę) na dobro, którego mu brakuje (młoda dupa w łóżku).
              Jakieś pomysły co do motywów, dla których zaprosił wujka Richiego do siebie? Poza dostarczeniem wujaszkowi sposobności do walenia konia i napawania się widokiem Marceli?
              • pani_lovett Re: "Piękność w opałach" J.Hrebejka w TVPKultura 21.03.14, 00:16
                oleena napisała:

                > A ja tym razem (moje drugie oglądanie "Piękności..") pomyślałam, że Benesz wcal
                > e nie jest taki jednowymiarowo szlachetny. Benesz po prostu wymienia dobro, któ
                > rego ma pod dostatkiem (kasę) na dobro, którego mu brakuje (młoda dupa w łóżku)

                Ale dlaczego odbierasz panu Beneszowi prawo do zauroczenia się, zakochania się, do uczuć?

                > Jakieś pomysły co do motywów, dla których zaprosił wujka Richiego do siebie? Po
                > za dostarczeniem wujaszkowi sposobności do walenia konia i napawania się widoki
                > em Marceli?

                He,he! Wujek Richi to wyjątkowo antypatyczna i odpychająca postać filmowa. :) Ratuje go pewnie jedynie szczere uczucie do żony, matki Marceli. Sądzę, że właśnie to szczere opłakiwanie śmierci żony, szczery żal, mógł poruszyć pana Benesza, może nawet i Marcelę i jej dzieci i mógł stać się impulsem do zaproszenia go Włoch.

                Odnoszę też wrażenie, że reżyser, Jan Hřebejk, lubi tę postać i dlatego taka miła niespodziankę zaplanował Richiemu na koniec. ;)
                A scena w basenie była obleśna.
    • siostra_bronte "Turysta" 18.03.14, 22:40
      Ktoś oglądał? Uwaga, będzie ostro :)

      Wiedziałam, że to była klapa, ale z braku innych atrakcji obejrzałam. No i faktycznie, to raczej parodia thrillera. Całość razi sztucznością. Fabuła pełna absurdów i schematów typu gangsterzy, którzy nie potrafią strzelać, itd. O jakichkolwiek emocjach i suspensie to już w ogóle nie ma mowy.

      Aktorstwo dostosowane do scenariusza. Jolie zagrała z ekspresją manekina. Zbyt mocno "zrobiona" i sztuczna. Za to bez makijażu Johnny Depp był niepodobny do siebie :) W pierwszej scenie, w pociągu, w ogóle go nie poznałam. Generalnie sprawiał wrażenie, jakby znalazł się na planie przez pomyłkę. Romantyczne sceny między dwójką bohaterów wzbudzały niezamierzoną wesołość. Ogólne wrażenie fatalne.

      Ale Wenecja piękna :)
      • grek.grek Re: "Turysta" 19.03.14, 14:18
        hoho, jakoś bardzo dawno była pierwsza emisja. chyba nie oglądałem, chyba nie omawialiśmy jeszcze :]

        Siostro, Twoja recenzja jest druzgocąca :]

        kto tam casting robił ?
        Johnny Depp pasuje do roli faceta wciągniętego w kryminalną intrygę, jak pięśc do nosa. Angelina zaś ostatnimi czasy bardziej chyba "glamuje" i ma być wabikiem na widownię z okazji swojego królowania na portalach plotkarskich niż z racji swojego aktorstwa [a grać umie].
        szczerze mówiąc, poza rolą w "Oszukanej", wlaściwie ciągle gra w jakichś łubu-dubu-bęc produkcjach, za które pewnie kasuje cięzkie milyjony, ale aktorsko przestała się rozwijać, a nawet zaczęła się cofać. jak wracam pamięcią do "Przerwanej lekcji muzyki", czy nawet błahych, ale urokliwych "Hakerów" - trudno odnaleźć jakieś jej ambitne role. A od "Przerwanej..." minęło dobre 15 lat.

        z tego, co piszesz, wygląda na to, że tandem Depp-Jolie miał starczyć za Wielką 3, czyli scenariusz, suspens i sens :] całe szczęscie, że nie wyszło.

        może chociaż Wenecja [podczytałem, że tam się akcja koncentruje ?] zagrała dobrą rolę i przyniosła Ci parę miłych wrażeń ?

        PS : doczytałem też, że jest to remake "Anthony'ego Zimmera", oryginału made in France. ten zaś film kiedyś opisywaliśmy. też nie był chyba wybitny, ale dało sie go jakoś ugryźć ;]
        • grek.grek Re: "Turysta" 19.03.14, 14:21
          PS 2 : chciałbym jeszcze dodać, ze romans na linii Depp-Jolie też, na pierwszy rzut oka, też jakoś pokracznie wygląda, bo wg mnie pan aktor kompletnie nie ma warunków amantowych. Angelina też. kogokolwiek by nie grała, to i tak już wiadomo, że jest zadowoloną żoną innego ;]
          • siostra_bronte Re: "Turysta" 19.03.14, 18:28
            Greku, wiesz, że jestem raczej łagodnym krytykiem, ale tym razem nie wytrzymałam :)
            Oglądałam ten film z uczuciem zażenowania, aż czasami miałam ochotę schować się pod fotel. Rzadko mi się to zdarza.

            Muszę się jeszcze poznęcać nad aktorskim duetem. Jolie jest sztywna jakby połknęła kij. To że każdy facet w filmie pożera ją wzrokiem jest pokazane w tak sztuczny sposób, że aż przykro patrzeć. Depp jest nie tylko tradycyjnie niewyraźny. Gorzej, on kompletnie nie wie co ma grać. Czy to romans, czy komedia, czy thriller. Tego nie wiedział chyba sam reżyser. A propos, to dzieło zrobił Florian Henckel von Donnersmarck, ten od "Życia na podsłuchu", ciekawe skąd się tu wziął.

            Liczę na powtórkę. Greku, musisz to koniecznie zobaczyć :)

            Tutaj trailer:

            www.youtube.com/watch?v=5XtbLezJtMg
            • grek.grek Re: "Turysta" 20.03.14, 14:15
              wiem :]
              właśnie dlatego Twoje ostrzejsze recenzje mają swoją rangę i rzucają się w oczy.

              ja bym stawiał na obecnośc reżysera "Życia na podsłuchu", jako motywowaną dobrą
              finansowa zachętą, hehe. no i może chciał sobie fotkę machnąć z Angeliną i Johnnym.
              a w CV mieć epizod rezyserski z takimi gwiazdami :]

              swoją drogą, pamiętam jak Daniel Olbrychski wystąpił razem z Angeliną Jolie w "Salt" -
              widziałem i czytałem wtedy kilka wywiadów z nim, gdzie pytano go niemal wyłącznie o
              to, jaka ona jest, jak się z nią aktorzy, a pan Daniel sprzedawał anegdotki i wychwalał
              jej profesjonalizm [np. że nie ma problemu zagrać 10 dubli jakiejś sceny i nigdy nie
              marudzi.... co wydało mi się dośc zagadkowe, bo film "Salt", w tych fragmentach które
              widziałem, nie był dziełem, które domagało by się 10 dubli jakiejkolwiek sceny].

              ale uderzyło mnie coś innego.
              mianowicie, na skali aktorskiego kunsztu i dorobku pan Daniel jest przy pani Jolie bytem stratosferycznym, a kiedy spotyka ją na planie jakiegoś błahego filmu i nagle cała jego klasa i marka sprowadza się do "faceta który grał razem z Angeliną". znak czasu ?

              hehe, dzięki za trailer, Siostro.
              no i czekam z niecierpliwością na powtórkę.
              testament mam spisany, na wszelki wypadek ;]

              • siostra_bronte Re: "Turysta" 21.03.14, 19:36
                Coś mi się zdaje że pan reżyser po tej klapie to długo pracy w Hollywood nie znajdzie :)

                Takie czasy, są takie gwiazdy, które niekoniecznie są dobrymi aktorami. Raczej celebrytami.

                Hehe, ten film naprawdę gwarantuje mocne przeżycia :)
            • pepsic Re: "Turysta" 20.03.14, 18:47
              To jeszcze słówko nt. Angeliny, które mi się nasunęło po obejrzeniu trailera. Tak bardzo udoskonaliła urodę, że stała się własną karykaturę przypominającą figurę woskową.
              • siostra_bronte Re: "Turysta" 20.03.14, 19:07
                Miałam dokładnie to samo wrażenie! Napisałam wcześniej o ekspresji manekina :) Na dokładkę miała zbyt mocny makijaż i w efekcie wyglądała okropnie sztucznie.
        • pani_lovett Re: "Turysta" 19.03.14, 16:12
          grek.grek napisał:

          > Johnny Depp pasuje do roli faceta wciągniętego w kryminalną intrygę, jak pięśc
          > do nosa.

          Johnny Depp jako inspektor Frederick Abberline tropiący Kubę Rozpruwacza w filmie "Z piekła rodem" wypadł bardzo przekonująco. Pamiętam, że i Ty niegdyś pozytywnie o tym filmie się wypowiadałeś.

          Niegdyś rozmawiałyśmy troszkę o tym filmie z Pepsic. Pamiętam, że całego filmu też nam się podobały najbardziej obrazki z Wenecji.

          :)