Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2014 - 4 (vol. 42)

    • grek.grek "Mroczny przedmiot pożądania" [1977] [1] 15.04.14, 13:35
      Klasyka ponoć :] Ostatni film Bunuela.

      POczątkiem całej intrygi jest kuriozalna scena na peronie w Sevilli. Oto dystyngowany pan w sile wieku wychyla się z drzwi szykującego się do odjazdu pociągu i wylewa kubeł wody na głowę młodej dziewczyny. Jest ona zdumiona sytuacją, trochę się ogarnia, a później wsiada do ostatniego wagonu i pociąg rusza.

      Mężczyną który posłużył się wiadrem z wodą jest Mathieu Faber, pan około 60-tki, ciągle - z punktu widzenia heteryka koślawego jak chodzi o ocenę atrakcyjności męskiej - mogącego uchodzić za przystojnego. Po dumnym wylaniu wody na głowę dziewczyny zasiada on w wagonie, a jego przypadkowi współtowarzysze podróży [m.in pani z dwójką dzieci] są zaciekawieni motywami jego postępowania. W końcu on sam zaprasza ich do wysłuchania opowieści, która ma owe motywacje dokładnie im przybliżyć.

      Reszta to już daleko posunięty, a nawet do ostateczności posunięty, spojler :]

      Dziewczyna oblana wodą ma na imię Conchita. Co ciekawe, grają ją na zmianę dwie aktorki - Carole Bouquet i Angela Molina, obie urodziwe aż do przesadyzmu. Zapewne może w tym być jakaś symboliczna wartość, ale jako że ja jej nie dostrzegłem, to powiem tylko tyle, że dzięki temu zabiegowi aktorskiemu powstała świetna dla widza sytuacja, w której nigdy nie wiadomo, czyją twarz Conchita będzie miała nie tylko w kolejnej scenie, ale nawet w kolejnym ujęciu.

      Mathieu poznał Conchitę w Paryżu, przy jakiejś okazji [zupełnym przypadkiem; przyznam, że miałem 5-minutową przerwę z powodu utraty sygnału i ta scena jest tajemnicą, niemniej - podejrzewam że cudów niewidów Bunuel nie wymyślił]. Od razu wzbudziła jego żywe zainteresowanie, a nade wszystko - pożądanie.

      Jak to mówią, "najlepszy facet, to taki, który ma srebro we włosach, złoto w kieszeni i żelazo w galotach" ;] Nie pytajcie mnie, ja nie wiem jak jest. Tak czy owak, pan Mathieu pasowałby do tego wzorca. W dodatku ma kulturę i maniery.

      Conchita pracuje jako kelnerka, a wieczorami dorabia sobie jako tancerka estradowa w kawiarniach. Mieszka z matką. Nie narzeka na swój stan posiadania - "Nie mam pieniędzy, więc nie chodze nigdzie, bo nie miałabym za co kupować, zamiast tego wolę sobie poleżeć na wersalce", powiada swobodnie. Pan Mathieu poznaje ją, odwiedza, orientuje się w jej życiowym położeniu. Podarowuje pieniądze, nie jej, ale jej matce, generalnie próbuje odgrywać rolę dobrego wujka, którego wzruszył los pięknej skromnej dziewczyny. W rzeczywistości, od początku kombinuje jakby tu ją do łózka zaciągnąć.

      Zdobywa więc zaufanie jej matki, ale z zaufaniem samej Conchity jest trudniej. Mathieu oczy rozszerzają się jak talerze, kiedy dowiaduje się, że dziewczyna jest dziewicą. Az mu ręce z przejęcia się trzęsą ;] Jakby mimo uszu przelatywały mu jej monologi, w których Conchita powiada, że szuka miłości, uczucia, mężczyzny zdolnego ją kochać, a nie prostego napaleńca. Mathieu, z pełną kulturą i manierami, próbuje się do niej jakoś zbliżyć, coś tam o miłości plecie, ale tylko dla picu, wyraźnie uważa ją za naiwną panienkę, która w końcu mu ulegnie, porażona wypukłością na jego spodniach... nie cieszcie się, mówię o jego portfelu :]

      I kiedy tak się zakrada ku niej... ona znika. Kiedy tylko pada propozycja łózkowa, Conchita znika. Razem z matką. Nie, nie uciekła. Powiedziała swoje o miłości, a potem... po prostu musiała się wyprowadzić z zajmowanej skromnej czynszówki. Pan Mathieu jest niepocieszony.

      Ale życie jest pełne niespodzianek, zwłaszcza w filmie. Mathieu przypadkiem odnajduje Conchitę w jakimś klubie kawiarnianym. Ofk, pracuje ona tam jako kelnerka. Mathieu jest zachwycony tym zbiegiem okoliczności. Intensyfikuje swoje starania o jej... bynajmniej nie rękę :] Nie jest natarczywy, przeciwnie - ta zabawa ma wysoki walor kultury osobistej i konwersacji, niemniej - cel jest jasny.

      Udaje mu się zwabić Conchitę do swojej posiadłości. I kiedy już przyjmuje ona zaproszenie do łózka i to nawet topless... okazuje sie, że pod toplessem ma bardzo specyficzną bieliznę. Sa to obcisłe barchany do kolan sznurowane na miliard sznureczków. Mathieu jest zdenerwowany jej zachowaniem, najwyraźniej nic nie zrozumiał z tego, co mówiła o poszukiwaniu miłości i mężczyzny który będzie ją kochał, a nie kochanka. Próbuje biedak dzielnie rozsupływać te pętelki, ale praca to na pół życia ;], a nawet jakby zdołał, to seks dawno by mu przeszedł. Pozostaje więc przytulanka. Mathieu wprawdzie zahacza jeszcze "Wiesz, jest wiele sposobów, na które dziewczyna może zaspokoić mężczyznę, bez utraty dziewictwa", ale piękna Conchita w ogóle nie chce o tym słyszeć.

      Mathieu prowadza więc się z nią do kawiarni, restauracji, na spacery, z nadzieją że sama dojrzeje do czynu. Bierze ją na cierpliwość. Na próżno, dochodzi do kłótni, która znów zrywa ich związek.

      Tym razem Mathieu ma mocny powód. Conchita zaprasza do ich wspólnego mieszkania... kolegę. I to młodszego od Mathieu. Ukrywa go za kanapą, kiedy Mathieu dobija się do drzwi, poirytowany późnym powrotem Conchity z klubu gdzie ona tańcuje. Oczywiście, ukryty za kanapą gośc znajduje się w trymiga. Conchita tłumaczy, że to tylko kumpel, który nie ma się gdzie podziać, poza tym... on tu już trzecią noc spędza :] Mathieu jest urażony do żywego. Wyrzuca ją z mieszkania.

      Kilka dni później, urząd imigracyjny deportuje Conchitę i jej matkę do Hiszpanii. Bardzo prawdopodobne, że Mathieu je zakablował. One nigdy nie zorientowały się, ze mogłoby to miec coś wspólnego z jego osobą.

      Traf chce, że kobiety osiadają w Sevilli, gdzie przybywa pewnego dnia Mathieu. Spotyka Conchitę i nie wierzy własnemu szczęściu. Sytuacja jej i jej matki w Sevilii jest taka jak w Paryżu - czynszówka, praca kelnerki i tancerki.

      Conchita, wyraźnie szczęśliwa z powodu spotkania Mathieu, zaprasza go na swój występ. Tańczy regionalne wygibasy flamencopodobne. Sala jest pełna swojaków, Conchita z koleżankami wywija jak jakaś Carmen, Matheiu siedzi przy stoliku i popija winko. Pełen komfort.
      Po zakończeniu występu, Conchita prosi go, żeby na nią poczekał, bo ona ma teraz moment na wypoczynek za kulisami, a potem pójdą gdzieś razem. Mathieu czeka więc spokojnie i dobrze się bawi.

      Wtedy dosiada się do jego stolika tajemnicza blondynka i zachęca go, zeby sprawdził jak wygląda "odpoczynek" w wykonaniu Conchity. Mathieu wychodzi za kulisy i znajduje lokal na piętrze, w którym Conchita rozebrana do rosołu tańczy dla jakiejś bandy chińskich oficjeli. Jest wściekły, wdziera się do środka, demoluje salę, wyrzuca skośnych. Potem robi karczemną awanturę Conchicie, a ona w ostrych słowach tłumaczy mu, że to "sztuka" :] Nie jest dziwką, tylko tancerką, taniec nago nie jest prostytucją, czy czymkolwiek takim, ani nawet zdradą nie jest. Mathieu opanowuje się, możliwe że jej argumenty do niego trafiają.

      Conchita obiecuje mu spotkanie łózkowe, udowodni mu to, że jest ciągle dziewicą. W ostatniej chwili jednak, odkłada je na następną noc. Mathieu z radosnej wizji spełnienia stacza się w torturę następnych 24 godzin oczekiwania.

      Kiedy wreszcie pojawia się w jej mieszkaniu, zastaje okratowane drzwi zamknięte. Conchita jest w środku i za cholerę go nie zamierza wpuścić. Więcej - ona sobie z niego drwi ! Że go nie wpuści, bo on jej nigdy nie kochał i nie kocha, podkradał się do niej aby ją po prostu zaliczyć. Nie o to jej chodziło ! Gorzej - Mathieu chciał ją kupić ! Za pieniądze, jak rzecz, jak w sklepie.

      Mathieu stoi bezradnie za kratowanymi drzwiami, słucha jej ironiczno-triumfalnej tyrady. Conchita przyprowadza kolegę, ciekawe że dokładnie tego samego co go miała w Paryżu :] "To mój kochanek", przedstawia go, "widzisz ? Jest od ciebie MŁODSZY". I powiada, że jemu się oddaje i zaraz znów mu się odda. Przynosi koc, rozkłada go pod drzwiami i komunikuje Mathieu, że za moment będzie seksualizować się z tym kolegą i żeby Mathieu sobie popatrzył z najbliższej odległości. I rzeczywiście, sama się rozbiera, a potem tego kochanka.
      • grek.grek "Mroczny przedmiot pożądania" [1977] via CT2 [1] 15.04.14, 14:11
        Mathieu nie może oczywiście patrzeć na całą scenę. Załamany i upokorzony próbuje się wytoczyć jakoś [bo wychodzeniem trudno to nazwać] z tego mieszkania/kamienicy? Opiera się o ścianę i dziwnym ruchem bumeranga wraca na miejsce. Nie zastaje tam upojnego seksu, ale Conchita i jej kochanek przenoszą się tylko do pokoju na piętrze. Przy okazji Mathieu dowiaduje sie, ze Conchita zawsze się nim brzydziła.

        Co gorsza, po wyjściu od Conchity Mathieu zostaje obrabowany z kasy i samochodu przez jakąś ekipę terrorystów z karabinami, którzy od paru dni sieją poploch w całej Sevilli.

        Swoją kleskę Mathieu rozpamiętuje następnego poranka, w efektownych okolicznościach ogrodu, nie wiem - jego własnego domu ? czy to eksklyzuwny hotel ? no nic, to chyba drugorzędna rzecz.

        Odwiedza go Conchita. Chce z nim rozmawiać. Mathieu jest obrażony, ale wielkopańskim gestem podnosi z krzesła cztery litery i w milczeniu prowadzi Conchitę do pokoju. Tam dowiaduje się, że... to wszystko była prowokacja - do niczego nie doszło, a ten jej "kochanek", to normalnie kolega-gej. Conchita wyznaje mu, że odegrała całą scenę.

        Mathieu ma dość, zaczyną ją policzkować. Zawzięcie i z taką miną jakby polował na aligatory. Po dwóch uderzeniach Conchita krwawi z nosa. Leżąc mówi do Matheiu "O to chodziło ! Teraz wiem, że mnie kochasz !". To własnie chciała sprowokować. Przemoc motywowana zazdrością, to dowód miłości ? MOżliwe :] Dla niej na pewno.

        Conchita wyjmuje z torebki klucz od swojego mieszkania - "Przyjdź kiedy zechcesz", powiada i wręcza go Mathieu, ale ten bez słowa, z zaciętą mina, bierze go tylko po to, żeby ze wzgardą odrzucić go jej i wyjść z pokoju, zostawiając ją zakrwawioną na podłodze.

        I tak to było w opowieści Mathieu.

        Spanikowany tym terrorystycznym aktem, którego padł ofiarą - następnego dnia wsiada w pociąg do Paryża. No a na peronie ma miejsce scena z kubłem wody.

        I teraz... Mathieu kończy swoją opowieśc [zabawny moment - kiedy opowiada, czasami kamera pokazuje jego i jego słuchaczy w pociągu; kiedy opowiada on o jakichś łóżkowych sprawach, pani od dwójki dzieci dopiero po chwili orientuje się, ze one też tego słuchają z zapartym tchem, wysyła je na korytarz :)]. Słuchacze kręcą głowami.

        Na początku filmu, zapomniałem o tym, Mathieu pytany o to, dlaczego wylał wodę na dziewczynę, odpowiada "Lepiej wylać wodę, niż ją... zabić". I teraz kończy historię słowami "Teraz już wiecie, dlaczego lepiej było wylać wodę niż ją zabić !". Przyznają mu rację ;]

        Tymczasem korytarzem pociągu sunie Conchita, która - jak pamiętacie - wsiadła do ostatniego wagonu odjeżdzającego wehikułu. Ma w rękach kubeł pełen wody. Znajduje Mathieu w przedziale i wylewa mu tę wodę prosto na łeb. Mathieu pędzi za niż, zeby coś jej zrobić, ale kiedy ją dopada, próbującą się ukryć w toalecie, obecność świadków i poczucie humoru Bunuela nakazuje mu tylko stać przed nią i miotać się ze złości :]

        Paryż. Przed dworcem stoi samochód. Conchita i Mathieu [z ręcznikiem na głowie] wsiadają do niego razem. Cóz, symboliczny moment, możemy ze sobą wojować, ale kobieta i mężczyzna są dla siebie stworzeni, więc po wszystkich, i przed następnymi, bitwami prychając na siebie i tocząc gniewnym wzrokiem, bez słowa toczymy się razem w tej komedii ludzkiej [poeta ze mnie, nie ? ;) tylko głowa nie ta].

        Ostatnia scena jest zaskakująca, jesli dotarliście aż tutaj, to znów powiem, że będzie spojler ;]] - Mathieu i Conchita wędrują najpierw ulicami Paryża, potem idą do pasażu handlowego. Razem oglądają jak w sklepie/zakładzie na wystawie nowoczesna szwaczka siedzi i ceruje... koszulę nocną/bieliznę, coś co przypomina rzeczy Conchity, ktore po rozstaniu z nią Mathieu kazał swojemu lokajowi zapakować do worka i wyrzucić.

        Coś tam znów zaczyna między nimi iskrzyć, kamera filmuje ich zza pleców - widać jak ona odpycha jego rękę, którą on próbuje wziąć ją za łokieć, on rozkłada bezradnie ramiona idąc obok niej, czyli znów jakaś kłótnia, mała burza nad Azją... aż tu nagle ! - BUM ! cięzki wybuch wstrząsa powietrzem, czarno-biały dym spowija ekran, nic nie widać... Lecą napisy końcowe :]

        Czy można więcej powiedzieć o jaskiniowych relacjach kobieco-męskich ? ;]

        W 2014 ten film nie szokuje, raczej można podziwiać jego klasę, podskórny humor, doskonałe zdjęcia, świetne role Fernando Reya i obu Conchit - C.Bouquet i Angeli Moliny [teraz mi przyszło do głowy, że są rózne jak chodzi o wygląd i jednak Molina jest w swoich scenach namiętniejsza, temperamentniejsza, Bouquet zaś oszczędniejsza i bardziej zdystansowana, ale zmieniają się na ekranie tak nagle i bez przerwy, że trzeba by obejrzeć ten film jeden raz tylko pod kątem śledzenia zachowań i gestów Conchity w zależności do tego, która z aktorek akurat ją gra] i pyszny scenariusz. W '77 chyba trochę zamieszania narobił ? już plakat jest taki, że nawet dzisiaj byłby na cenzurowanym ;] ot, choćby w Polsce, hehe.

        Bawiłem się świetnie. Jesli będziecie kiedyś mieli okazję - łapcie, skaczcie i oglądajcie :] I koniecznie potem napiszcie, jak było i CO było.

        www.youtube.com/watch?v=gba_tu2-EMY
        www.youtube.com/watch?v=5Abu1OemCLY
        [niestety, nie ma naprawdę dobrego trailera, za stary film chyba :} ale może uda Wam się złapać chociaż format estetyczny w jakim jest zrobiony]
        • siostra_bronte Re: "Mroczny przedmiot pożądania" [1977] via CT2 15.04.14, 18:07
          Dzięki, Greku :)

          Nie widziałam tego filmu. W ogóle Bunuel mnie jakoś ominął.

          Zastanawiam się, czy to byłaby duża różnica dla filmu, gdyby Conchitę grała jedna aktorka? Przy okazji kołacze mi się w pamięci, że Bunuel najpierw zaproponował tę rolę (nie pamiętam czy całą czy połówkę) Isabelle Adjani. Ale ta odmówiła, bo nie chciała grać nago. Potem zdaje się, żałowała tego, bo to w końcu Bunuel i ta rola mogła przyspieszyć jej karierę.
          • grek.grek Re: "Mroczny przedmiot pożądania" [1977] via CT2 16.04.14, 14:21
            dzięki, Siostro :]

            pamiętam, że opisywałem też kiedyś "Dyskretny urok burżuazji" :]
            w sumie, fajne tytuły mają te filmy. i są, wg mnie, świetne.
            chciałbym czymś przyłożyć opiewanej zewsząd klasyce, no a jakoś niczego
            nie mogę znaleźć, czym wymachiwać bym mógł, a co nie kłóciłoby się z moim
            poczuciem, że te filmy mnie urzekły.

            ciekawy wątek.
            myślę, że jednak dwie aktorki zmieniające się czasami po kilka razy w jednej
            scenie, to jest zabieg bardzo uatrakcyjniający całość :] tam na pewno jest
            jakiś głębszy podtekst, może właśnie róznica charakterów, dualizm natury
            kobiecej, który dwie aktorki [rózniące się urodą i temperamentem] mają symbolizować ?
            to by się jakoś tak narzucało jako interpretacja, nie sądzisz ? ale nawet poza tym -
            po prostu interesujące były te nagłe zmiany :]

            ciekawe, która aktorka zastąpiła Adjani ? jest ona brunetką [jak Molina], ale jej
            ekranowy temperament jest raczej powściągliwy [jak Bouquet, przynajmniej w "Mrocznym..."]... - w obu przypadkach musiałaby zmienić swój styl bycia ekranowego. bardzo intrygująca perspektywa, szkoda że nie pochwyciła tej szansy.
    • pepsic Komunikat techniczny! 16.04.14, 21:11
      Jest usterka na forum. Jeśli ktoś nie może się zalogować przed napisaniem posta, musi spróbować na belce po prawej stronie u góry. No chyba, że wszystkie panie zaczęły już szykować świąteczne kulinaria
    • grek.grek The Following odc. 8 17.04.14, 14:47
      Kurde, na stronie na "Z" ten odcinek nie istnieje, "file error". Kilka innych stron polskich z serialami padło. pół godziny strawiłem na znalezienie tego 8 odcinka, i to po angolańsku. Jakem utrudzon, nie macie pojęcia... ;]] Kombatancka karta, nie ma co ;]]

      Orajt, spróbujmy.
      7 odcinek zmienił sytuację - Joe Carroll, serial killer i guru dla swoich wyznawców, with little help form his friends prysnął brawurowo z więzienia i zaszył się w jakiejś posiadłości, przypominającej zamek staroangielski albo internat brytyjskiej szkoły. Czekała tam na niego cała armia zwerbowanych przez niego albo jego "współpracowników" ludzi gotowych do działania. Jakiego ? Jaki plan ma Joe Carroll ? Na razie nie wiadomo, poza tym że chce się zemścić na agencie Hardym za to, że go złapał i uwiódł mu żonę oraz na żonie, że dała się uwieść i go zdradziła. GOśc ma styl, cała ta akcja ma być jak kolejne opowiadanie Edgara Allana Poego, którego fanem i specjalistą od którego twórczości jest i był [jako eks-wykładowca uczelniany] Joe Carroll.

      No i teraz...
      W tym całym zamku Carroll najpierw próbuje delikatnie rozmawiać ze swoim synkiem JOeym, którego na jego zlecenie porwała i przywiozła [treść ostatnich 7 odcinków] Emma Hill. Wciska więc chłopcu, że z niego fajny tata i porządny gość, a nie żaden łobuz, jak go matka opisywała. I że udowodni to małemu. Kiedy Carroll schodzi na dół po schodach, na dole, w hallu czeka ta gromada jego wyznawców, w takim ordynku jakimś, w szeregach ustawiona, wyglądają ci ludzie jak desperaci albo niewolnicy faraona ;]

      Cała ta chawira tętni życiem. Ludzie się kręcą po dziedzińcu, jest sala do gier, jest czytelnia, jest wreszcie centrum informatyczne, którym dowodzi Charlie [5 odcinek, to ten honorowy eks-żołnierz, który przetrzymywał Claire Carroll]. Pojawia się też tajemniczy "Roderick". Jest to... szeryf miejscowej policji. Stary kumpel Carrolla. To on zorganizował ten cały zamek i wyposażenie. Ma dług wobec Carrolla. JOe wziął na siebie 2 zabójstwa, które popełnił ów Roderick. Siedział w puszce, był oskarżony o tyle morderstw, że 2 więcej nie robiły mu róznicy. A biorąc je na siebie, zdobył wiernego sługusa. Co ciekawe, Roderick był pierwszym "uczniem" Carrolla. To Joe pokazał mu jak należy prawidłowo celebrować zabójstwo.

      Joe najbardziej by chciał, żeby sprowadzono na miejsce Claire, bo Joey potrzebuje matki. Potem okazuje, że także Joe potrzebuje żony - kiedy Emma próbuje go uwodzić, Carroll odpowiada "KOcham moją żonę". Roderick zobowiązuje się, ze tego dokona. Czyli, będzie musiał ją porwać.

      Tymczasem policja i FBI przeżywają upokorzenie. Jakby nie patrzeć Carroll zrobił z nich durniów, a do tego to była jego druga ucieczka [pierwsza odbyła się w 1. odcinku]. Lecą głowy. Dowództwo przejmuje agent Donovan, czarny, łysy i z bródką. Od razu zmienia status Ryana Hardy'ego - z pełnoprawnego śledczego zostaje on konsultantem. Czyli, jakby mała degradacja ?

      W końcówce 7. odcinka Carroll ucieka helikopterem, ale jego pomagier, David, wpada w ręce FBI. I teraz agent Donovan, z Hardym, przesłuchują tego całego Davida. Ignoruje on zupełnie Donovana, mówi tylko do Hardy'ego. Wychwala Carrolla, buńczucznie twierdzi, że agenci nigdy go nie złapia, ale to on złapie ich i ich rodziny powyłapuje i pozabija. David zachowuje ten zimny sposób mówienia bredni, który charakteryzuje czubków :] KIedy Hardy ironicznie pomija jego patetyczne wstawki i zaczyna wypytywać go o to, gdzie Carrolll się zamelinował - David schyla twarz do kajdanek i sensacyjnie wciąga jakąś pigułkę. Krew zalewa mu usta. Ma jakie drgawki. Przybiega personel medyczny. Przesłuchanie kończy się fiaskiem.

      Chwilę później, agent Donovan wzywa na przesłuchanie Mike'a, młodego agenta, który do tej pory ściśle współpracował z Hardym. Okazuje się, że MIke hakował e-mail Donovana i nielegalnie czytał przychodzące tajne raporty. Odsunięta od dowodzenia, ale ciągle wysoko postawiona agentka Parker po przesłuchaniu wysyła Mike'a do hotelu, żeby odpoczął.

      Na miejscu MIke ma niejasne przeczucie, że ktoś go śledzi. Może paranoja ? Boi się wsiąść do windy z obcą kobietą. Na korytarzu widzi dwie postaci wychodzące zza rogu. Ucieka do pokoju...

      Hardy próbuje się do Mike'a dodzwonić, ale telefon nie odpowiada. Zaniepokojony agent jedzie do hotelu. Zastaje pokój MIke'a kompletnie zdemolowany. My już wiemy, że został porwany. Zrobili to Roderick, Charlie i nowa koleżanka Louise, która pomagała Carrollowi w ucieczce helikopterowej.

      Uruchomiona agentura FBI dociera do monitoringu okołohotelowego. Widać jak kilka osób pakuje MIke'a do samochodu. Częściowo widać numery auta. Wg bazy danych zarejestrowanych jest w całym stanie 9 aut, które zawierają takie numery. Znane są miejsca ich pobytu [ach, ta sateliterna nawigacja]. Hardy stawia na samochód, który jest od hotelu oddalony o jakieś pół godziny drogi. Taka cezura czasowa wydaje mu się najbardziej prawdopodobna. Donovan wydaje zgodę, aby Hardy z agentką Parker sprawdzili ten samochód.

      Tymczasem Mike jest trzymany w jakimś opuszczonym starym budynku. Roderick chce od niego wydusić, gdzie jest Claire. Mike nie chce mu odpowiedzieć, zasłania się niewiedzą. Roderick serwuje mu 3 rundy pojedynków z Charlie'em. Najpierw na pięści, gdzie wychodzi remis. Potem na jakieś metalowe rurki, gdzie Mike już solidnie obrywa i ledwie staje do trzeciej odsłony - na noże. Potencjalnie śmiercionośnej. W przerwach Roderick ciągle go pyta o Claire, a Mike ciągle nic nie chce mu powiedzieć.

      Hardy słusznie obstawił auto, od auta parę kroków do budynku, a w budynku Hardy w ostatniej chwili wkracza i ratuje chwiejącego się Mike'a przed oberwaniem nożem. Hardy wpada z serią z pistoletu, zabija dwóch pomagierów, ale Louise, Roderick i Charlie uciekają. Agentka Parker nie jest w stanie ich zatrzymać, kiedy odpalają samochód i dają dyla z piskiem opon.

      Mike trafia do szpitala. Hardy ma poczucie winy, siedzi więc przy nim nieustannie i minę ma markotną.

      W zamku : Charlie, jak przystało na żołnierza honorowego, przeprasza Carrolla za to, że go zawiódł. Po prawdzie, wszyscy zawiedli, ale Charlie bierze to na siebie - chodzi zapewne o sytuację z odcinka 5. - Charlie zwabił Claire do starego magazynu, kulturalnie ją tam trzymał, mamiąc spotkaniem z synem, zapewne chodziło o spotkanie w zamku. Tyle że agentura FBI wyśledziła Claire, odbiła ją, a Charliego zmusiła do ucieczki, a spotkanie w zamku szlag trafił.

      Charlie Prosi Carrolla, żeby go zabił. Niczym samuraj, który zawiódł swojego pana. NIe będzie jednak harakiri rytualnego. Zamiast tego zaskoczony i wzruszony jego oddaniem i godnością Carroll obejmuje Charliego jak ojciec syna i zasztyletowuje go w tym przyjacielskim uścisku. I jaka muzyka do tego :] Reszta towarzystwa ma oczy jak talerze.

      Po wszystkim, Roderick nie jest zadowolony. Kiedy Louise próbuje go uwodzić, Roderick ją odpycha. Czyżby Charlie był bliskim mu człowiekiem i zgoda Carrolla na jego śmierć uraziła go, zirytowała ? Po chwili jednak, Roderick zaczyna akceptować zaloty Louise, ale posługuje się przy tym kontrolowaną przemocą - a to ją za szyję dusi i o sofę rzuca, a to z liścia... widać seks bez przyprawy gościa nie kręci ;] Jej możliwe, że też, albo też kręci ją to, co kręci jego. TO się nazywa porozumienie ponad podziałami ;]

      W drugim pokoju, Emma uwodzi skutecznie Carrolla. Co tam żona, którą kocha :]

      www.youtube.com/watch?v=c5jPKM5wo-s










        • grek.grek Re: Cannes 2014 - raczej 18.04.14, 15:28
          hehe, plakat mi jakoś tak zaostrzył apetyty ;]

          ponoć zgłoszeń było w tym roku 1,7 tys.
          wybrano 18 filmów, z czego kilka miejsc było chyba zajętych od dawna - dla reżyserów, którzy
          są wizytówką i ich nowe filmy mają wstęp bez eliminacji [np. Godard, Leigh, Loach].

          jak zwykle bez polskiego filmu, zauważyłaś ? :] trochę szkoda, niby co roku pojawiają się interesujące filmy i duma rozpiera krytykow i widownię, a na największe festiwale załapać się
          nie mogą.

          yup, plakat kapitalny. od razu sentymentalnie wyświetlają się w pamięci kadry z dawnych czarno-białych filmów włoskich czy francuskich, nie ? :]
    • grek.grek "Vera Drake" [2004] [1] 18.04.14, 13:59
      Fabuła prosta i logiczna, aktorstwo pierwszej próby, a kontrowersje nieuniknione :]
      Złoty Lew' 04, 3 nominacje do Oscarów, Europejska Nagroda Filmowa dla najlepszej aktorki.
      Mike Leigh w wysokiej formie.

      W największym skrócie, jest to historia prostej i uczciwej kobiety, która - jak sama mówi - "niesie pomoc młodym kobietom". Robi to całkowicie bezinteresownie. Z sercem na dłoni. Pomoc tą stanowią... pokątnie i domowymi sposobami wykonywane zabiegi przerywania ciąży.

      W skrócie nieco mniejszym, ze spoilerami, wyglądałoby to tak...

      Vera Drake, jako się rzekło, to prosta i uczciwa kobiecina. Drobna, na oko 60-letnia, złoty człowiek. Naprawdę, takiej osobistości powierzylibyście nie tylko swoje życie, ale i oszczędności ;] Pracuje jako sprzątaczka alias pomoc domowa.

      Od kiedy wykonuje aborcje ? Sama nie pamięta... "Od bardzo dawna". Jest kimś w rodzaju fachowca, który wyrobił sobie markę przez wiele lat. Za pośrednictwem kobiet, u których sprzata, Vera dostaje kolejne zlecenia. Niechciana ciąża nie wybiera - trafia na kobietę z siódemką dzieci, żyjącą w skrajnie trudnych warunkach, na młodą dziewczynę która zostaje zgwałcona, na damulkę z zamożnego domu która po prostu chce się dalej bawić... Ile kobiet, tyle motywacji. POśredniczki biorą pieniądze za kontakt z Verą, ale sama Vera nie ma z tego ani grosza.

      Ona traktuje to jako "POMOC potrzebującym". Aborcja jest zakazana [Wlk Brytania jakoś niedługo po wojnie], pomaganie w niej to przestępstwo. Vera krąży oo domach, wyposazona w absolutnie amatorskie urządzenia i niesie wybawienie i ulgę w kłopocie.

      Ma rodzinę. Oddanego poczciwego męza, tego samego od 27 lat. Dwoje dorosłych dzieci - syna studenta i bardzo nieśmiałą córkę, którą właśnie poprosił o rekę niezgrabny, ale jakże lojalny i kochający chłopak. A do tego brat męża Very ze swoją żoną oczekują potomka, więc okazji do spotkania przedświątecznego w skromnym mieszkanku Drake'ów jest sporo.

      Ta radosna okoliczność rodzina obraca się jednak w dramat.

      Oto ostatnia z dziewczyn, której pomocy udzieliła Vera, doznaje krwotoku. Vera o tym nie wie - jak zwykle, zrobiła swoje, zostawiła pacjentkę z instrukcjami, żeby czekać, a potem "samo wypłynie". Tysiąc razy było skuteczne, za tysiąc pierwszym zdarzyła się nieprzewidziana komplikacja.

      Dziewczyna trafia do szpitala. Doktor który interweniował na wezwanie jej matki nie jest nowicjuszem. ORientuje się, że ktoś grzebał przy tej ciązy. Proponuje matce, żeby zgłosiła rzecz na policji. Matka się wymawia, mimo że zna nazwisko Very, więc lekarz sam zgłasza.

      Przybywają więc łapsy. Mimo starań matki, idą po sznurku do kłębka. Docierają do Very. Śledztwo prowadzi racjonalny, rzeczowy, nieugięty policjant.

      Wchodzą do domu Drake'ów akurat w momencie, gdy uroczystość rodzinna trwa w najlepsze. Wzbudzają konsternację. Mąż próbuje interweniować, ale policjanci powiadają, ze sprawa jest poważna. Proszą Verę do wolnego pokoju. Tam przedstawiają jej zarzuty.

      Od tego momentu koncertowo wręcz gra Imelda Staunton, nie znam tej aktorki, ale jest to popis. Vera zaczyna lecieć głową w dół, a ta niepozorna aktorka pokazuje to rewelacyjnie - rozpłakana, zaszlochana, to znów opanowana, ale przerażona, a jednocześnie niezmienne zdumiona "co się dzieje ? dlaczego ? za to że okazywałam ludziom serce ?", cały czas jakby myślała, intensywnie, do bólu się zastanawiała czy to wszystko jawa czy sen. Trochę wygląda jak naiwny złodziej, który nie wierzył że mogą go złapać, ale przede wszystkim, jak człowiek który nie może uwierzyć, że za pomaganie ludziom w ich kłopotach ktoś robi mu wyrzuty i oskarża o przestępstwo. Twarz aktorki Staunton, po której spływa łza, a bezradne oczy szukają czegoś na ścianie, zostaje w pamięci.

      Policja ogląda sprzęt, którym posługiwała się Vera, spisuje jej wydukane zeznania, z trudem ustala [Vera jest po prostu w szoku], że Vera robi to, co robi "od bardzo bardzo dawna" - policjant ustala, że może chodzić o przedział czasowy "od około 20 lat", dla równego rachunku. Pada pytanie, "czy pierwszy raz zrobiła to pani samej sobie ?" i wtedy Vera wybucha płaczem, co ma rangę tysiąca słów.

      Rodzina aż cała chodzi ze zdenerwowania. Co jest grane ? Podejrzewają, że pewnie doszło do kradzieży w jednym z domów, w których Vera sprząta, i policja wyjaśnia okoliczności. Wreszcie mąż zdobywa się na odwagę i prosi o wyjaśnienia. Dowiaduje się wszystkiego. Vera wprawdzie prosiła policję, aby jej rodzinie oszczędzić informacji, ale nie jest przecież możliwe do końca. Policja i tak zachowuje maksiumum dyskrecji.

      Policja zabiera Verę na posterunek. Tam spisują jej zeznania. Mąż twardo siedzi w poczekalni. Rodzina w domu, pijąc setną kawę i paląc papierosy. Wreszcie mąz zostaje zaproszony do pokoju przesłuchań. Polkicjant prowadzący zgadza się, zeby Vera sama mu powiedział, o co chodzi. Ale jednocześnie Drake'owie nie mogą zostać sami w pokoju.

      Wspaniale MIke Leigh wychodzi z tej sytuacji. Vera mówi męzowi o swojej winie, ale tak że my tego nie słyszymy. Najpierw nie moze wydobyć z siebie głosu, cały czas popłakuje, wreszcie oboje zbliżają do siebie głowy, a Vera szeptem, którego my nie słyszymy, a i policjanci też nie - opowiada mu wszystko. Mąż jest przerażony i zdumiony, zupełnie jak ona sama... Policja zabiera Verę, a mąz wraca do domu, nie informuje nikogo o niczym. Rozmawia tylko ze swoim bratem. Reszta rodziny niepokoi się ekstremalnie. Ojciec jednak nie puszcza pary z gęby, więc sądzą że sprawa na dniach się wyjaśni.

      Odbywa się wstępna rozprawa. Vera dostaje adwokata z urzędu. Udaje mu się załatwić jej występowanie na procesie z wolnej stopy. Ustala kaucję. Vera może wrócić do domu. Główna rozprawa ma się odbyć za trzy tygodnie. Jest grudzień, zbliżają się święta, Vera może je spędzić w domu.

      JUz nie da się ukrywać faktów. Cała rodzina dowiaduje się o jej winie. Nikt nawet nie przypuszczał, że Vera może zajmowac się czymś takim. Najmocniej przeżywa to syn, okazuje matce wrogość, a nade wszystko jest na nią wkurzony, że narażając siebie nie myślała o tym, jak on/oni będą żyli bez niej, jesli zdarzy się to, co właśnie się wydarzyło. Ojciec bierze go na stronę i powiada "Wybacz jej, wybacz jej , bo ona by tobie wybaczyła wszystko. To twoja matka, ona nas teraz potrzebuje". I syn wyznaje matce, że ja strasznie kocha i jest po jej stronie. Sam mąz wspiera ją z całych sił. Brat męża ma kłopot, bo jego wyfiokowana żona nie chce iść na święta do Drake'ów, nie chce się spotkać z Verą. A jednocześnie przecież to jego szwagierka, znają się doskonale, Vera to złoty człowiek... Facet jest w kropce. Mike Leigh rozgrywa to doskonale, przede wszystkim pozwalając mężowi Very nie dokonywać moralnego osądu jej czynów. Ba, nikt tego nie robi. Jeśli bliscy zajmują stanowisko wobec Very, to tylko z powodu wpływu jej aresztowania i procesu na ich życie i wzajemne relacje.

      Symboliczna jest scena, kiedy spotykają się świątecznie w mieszkaniu Drake'ów - Vera bierze pudełko z czekoladkami i oznajmia, że zje jedną, bo wyglądają smakowicie. Pudełko krązy : żona szwagra odmawia, szwagier cichym głosem też odmawia, ale za to ten narzeczony córki sięga do pudełka i mówi do Very "To najlepsze święta jakie miałem w życiu, dziękuję ci". Normalnie, głaz by się wzruszył :]

      Odbywa się proces. Vera dostaje dobrego adwokata, liczy na 18 miesięcy odsiadki. Sędzie jest jednak kulturalny, grzeczny, ale surowy. Wlepia jej 30 miesięcy. Rodzina siedzi w komplecie na galerii i kolejne decyzje sądu przyjmuje drobnymi, ale jakże znaczącymi gestami [np. córka Very słysząc zapowiedź sądu, że wyrok będzie surowy, aby odstraszyć podobnych śmiałków - pochyla się gwałtownie do przodu jakby dostała w plecy czymś cięzkim, mały wielki moment, oddający to co się dzieje w głowach wszystkich bliskich Very]. Ogłoszenie wyroku zastaje ich zapłakanych co do jednego.

      Zachowanie, postawa Very podczas rozprawy, to kolejna perełka aktorska Staunton.
      • grek.grek Re: "Vera Drake" [2004] via Stopklatka 18.04.14, 14:19
        Już sam moment, gdy rośli policjanci wprowadzają na salę filigranową starszą panią z rękoma strachliwie i nieporadnie przyciśnietymi do brzucha - robi wrażenie. A potem kiedy Vera na pytanie "Czy przyznaje się pani do winy ?", odpowiada "Jestem winna". I kiedy słucha wyroku, na stojąco, a oczy ma jak ze szkła, z wielkimi łzami.

        W więzieniu Vera spotyka takie jak ona społecznice. Recydywistki, z 4-letnimi wyrokami. Kiedy idzie schodami w górę korytarza, mija grubą strażniczkę, która warczy na nią "Uważaj jak chodzisz, Drake !".

        A rodzina siedzi przy stole. I nikt nic nie mówi, siedzą i wpatrują się w stół.

        Niezwykły film. Rewelacyjnie zrobiony, prawdziwy, mądry. Z wielkimi pytaniami, na które Mike Leigh nie udziala odpowiedzi : czy Vera zasłużyła na potępienie ? I drugim : czy prawo zakazujące aborcji jest słuszne ?

        jest jeden moment, kiedy padają dwie kontropinie, jakby wyrażające to co widzowie mają w głowie. Jeden z członków rodziny [chyba szwagier, ale nie dam głowy za to] powiada, że to jednak nielegalne i to jednak naganne, a ten narzeczony córki powiada " Może i tak, ale jak jest siódemka dzieci, a nie ma ich czym nakarmić, to jakoś trudno je naprawdę kochać". Nie ma tutaj stanowiska reżysera. Jest tylko oczywisty i znany dylemat moralny.

        Ofk, sposób przedstawienia bohaterki nie pozostawia złudzeń, Leigh z nią sympatyzuje. Pokazuje dobrego człowieka, takiego jakich mało na świecie.

        Może nawet ktoś by zaryzykował, że pokazuje on świecką świętą, wrażliwą na los drugiego człowieka. Czy jest świadoma że popełnia czyn zakazany ? MOżliwe, ale ważniejsze jest dla niej ulżenie w niedoli drugiemu. Czy to nie czyn chrystusowy ? Ona nie wartościuje : aborcja jest dobra czy zła. Ona wie, że drugi człowiek potrzebuje pomocy i to jest dla niej najważniejsze, ponad wszystkie dylematy moralne i kwestie prawne.

        Doskonale zagrany film, wszyscy aktorzy są świetni. Imelda Staunton właściwie rozbija bank. Idealnie dobrana, idealnie spojona z postacią, idealna mowa ciała, idealne reakcje i akcenty, druga częśc filmu na niezwykle wysokiej intensywności emocjonalnej. Ale to nie jest film jednej aktorki, to film z wieloma małymi świetnymi epizodami. Do tego świetna muzyka, a kamera nie szaleje, zaś długie ujęcie w którym niejaki Dick Pope pokazuje główną bohaterkę w momencie, gdy dowiaduje się ona o zarzutach wobec niej - świetny przykład współpracy zdolnego speca od zdjęc z wybitnie grającą aktorką.

        www.youtube.com/watch?j88yqmuGlkQ
          • siostra_bronte Re: "Vera Drake" [2004] via Stopklatka 18.04.14, 17:27
            Dzięki, Greku :)

            Film znany i nagradzany. Na pewno był pokazany kiedyś w tv, ale go przegapiłam. Nie mam Stopklatki w kablówce, niestety.

            Dramatyczna historia. Myślę, że o ocenie bohaterki decydują osobiste opinie widza na temat aborcji. Jeżeli ktoś jest absolutnie przeciw to nie znajdzie dla Very żadnego usprawiedliwienia. I odwrotnie.

            Imelda Staunton jest, zdaje się, uznaną aktorką teatralną.

            • grek.grek Re: "Vera Drake" [2004] via Stopklatka 19.04.14, 13:11
              drobiazg, Siostro :]

              w ramówce Stopklatki widziałem ten film 4 razy, zanim go dopadłem, hehe.
              to się nazywa cierpliwość myśliwego.

              bohaterka jest pokazana tak, że raczej wzbudza pozytywne uczucia. nawet
              bardzo. Leigh ma lewicujący światopogląd, z tego co się orientuję.

              ale to jednocześnie zastawia na widza pułapkę - dobroć bohaterki łatwo może
              zwieść przy ocenie jej etyki.
              jakby nie było, łamała prawo.
              może prawo bezmyślne i szkodliwe, ale jednak prawo.
              pytanie brzmi : czy można być legalistą i oceniać jej działania pozytywnie ?
              wydaje mi sie, ze po części dlatego nie pada żadna jednoznaczna ocena moralna
              z ekranu.
              aborcja to jedno, prawo to dodatkowa okoliczność.

              ja bym widział w tym filmie krytykę systemu prawnego, który w tej akurat sprawie
              [aborcja] powinien zostawiać decyzję kobiecie. płód do momentu wykształcenia pnia mózgu nie jest per se człowiekiem więc zabójstwo nie wchodzi w grę. w grę wchodzi więc tylko dylemat moralny, czy pozbyć się tego, co może stać się człowiekiem czy nie.

              swoją drogą, ciekawe jak system prawny oceni[łby] dziewczynę, która poddała się temu zabiegowi ? jako morderczynię ? tego już film Leigha nie opisuje, a wielka szkoda :]

              co sądzisz, Siostro ?

              • pepsic Re: "Vera Drake" [2004] via Stopklatka 21.04.14, 00:14
                Greku, nie zgodzę się, co do pozytywnego wizerunku bohaterki, gdyż przyświecające jej intencje budzą moje wątpliwości. Gdybyż to robiła tylko dla pieniędzy prędzej bym zrozumiała. Mam jednak nieodparte wrażenie, że ta cicha, niezauważalna na co dzień kobieta poprzez dokonywanie aborcji dowartościowywała się w jakimś sensie, gdyż mogła decydować o czyimś życiu i w pełni poczuć się panem Bogiem. I wychodzi, że kolejny raz zgadzam się z Siostrą Bronte, iż przesłanie filmu nie spodoba się przeciwniczkom aborcji, aczkolwiek przeciwniczką jestem umiarkowaną. Pozostaje też kwestia związana z zagrożeniem życia i zdrowia kobiet poddawanych pokątnym zabiegom. Jakoś pan reżyser mało skwapliwie podejmuje wątek, a zauważ, jak wiele kobiet ta "pozytywna osoba" naraziła na śmiertelnie niebezpieczeństwo. To tak mamy rozumieć chęć niesienia pomocy?
                • grek.grek Re: "Vera Drake" [2004] via Stopklatka 21.04.14, 17:06
                  aborcja była prawnie zakazana, żaden szpital nie mógł jej dokonać.
                  zatem, tylko takie metody jakie stosowała bohaterka były na podorędziu.
                  zagrożenie było w nie wpisane, lecz inny sposób po prostu nie istniał.

                  w tym ujęciu, myślę że akcent położony na zagrożenie życia poddanych
                  amatorskim zabiegom kobiet, jest raczej oskarżeniem kretyńskiego systemu, który
                  nastaje na ich wolność i wpędza je w desperację. gdyby mogły legalnie skorzystać
                  ze szpitalnego fachowego sprzętu i lekarskich umiejętności - Vera Drake byłaby zbędna.
                  ale skoro prawo odmawiało im takich "luksusów" - Vera była ostatnią deską
                  ratunku. I nigdy nie robiła niczego wbrew ich woli. to one brały na siebie groźbę
                  ewentualnych komplikacji. w takich pokątnych warunkach było to wpisane w umowę.
                  dzisiaj też jest. nie każda kobieta ma za co pojechac do Czech albo Niemiec i wykonać
                  aborcję w pięknej klinice. te które mają 6-7 dzieci i nie chcą mieć 8 - raczej na to
                  nie stać, a biskup czy polityk z prawego sektora - nie pomoże.

                  wiesz, bohaterka namalowana jest w taki sposób, że w czystość jej intencji
                  naprawdę mozna uwierzyć, nie pozostawiają one - wg mnie - żadnych wątpliwości.
                  dlatego skojarzyła mi się z kimś w rodzaju świeckiej świętej, a przynajmniej
                  ofiary systemu, która ponosi karę za ofiarność. nie ma w niej instynktu walki
                  z systemem - ona po prostu widzi człowieka, który potrzebuje pomocy. tak
                  po prostu. to żaden bunt, to ludzki odruch.
                  • pepsic Re: "Vera Drake" [2004] via Stopklatka 25.04.14, 19:06
                    Istniał i to dużo bardziej bezpieczny: urodzić dziecko, dać sobie czas na podjęcie decyzji, co dalej i ew. oddać do adopcji. A poza tym nie rozumiem, dlaczego zdrowa kobieta ma się pozbywać zdrowej ciąży, za która jest współodpowiedzialna i na dodatek za pieniądze podatników i jeszcze jest cała w pretensjach do państwa?

                    Greku, mi się wydaje, że zabiegów przerywania ciąży dokonują zazwyczaj panie wygodne i nieźle sytuowane mające jedno, góra dwoje dzieci, albo wcale.

                    Mam wrażenie, że aborcja dawała jej poczucie władzy, ale całkiem prawdopodobne, że była mało złożoną istotą pozbawioną głębszych uczuć.

                    O delikatności materii, tudzież nie zbadaniu do końca fenomenu powstawania życia świadczy niedawny przypadek, kiedy jeden zespół medyczny w majestacie prawa zabijał dziecko, a drugi reanimował żywą i całą dziewczynkę, o czym już wspominałam.
    • siostra_bronte "Spadkobiercy" 18.04.14, 17:31
      Premiera w zalewie powtórek. Film Payne'a dzisiaj o 20.05 w Polsacie. Zastanawiam się, czy obejrzeć, bo ani temat, ani George Clooney w roli głównej jakoś mnie nie zachęcają.
      • grek.grek Re: "Spadkobiercy" 19.04.14, 13:59
        dzięki za zapowiedź, Siostro.

        skoczyłem :]

        ujęła mnie muzyka wykonywana przez grupę muzyków hawajskich [np. Filmweb pretendujący do roli poważnego portalu zupełnie pomija fakt, że w tym filmie istnieje jakakolwiek muzyka :)], która nadaje tej całej historii mnóstwo wdzięku. na równi, oczywiście, z plenerami - a jakże : hawajskimi. od groma zieleni, plaże, domki lekkiej konstrukcji, takiej co to mocny wiatr ją zrywa, a potem przychodzi ekipa i w 10 godzin domek znów stoi.

        Clooney chyba dobry, nie ? dobrze wypada w scenach biegowych - np. kiedy w rozczłapanych laczkach pędzi przez trzy przecznice do znajomych, dowiedziawszy się, ze będącą w comie żona miała romans. albo jak śledzi tego jej romansera, niczym emerytowany komandos postrzelony w plecy przez lumbago; te małpie skoki ;]

        cała historia ojca i męża, który musi poskładać swoje życie na nowo, z okazji śmierci żony [odłączenie od aparatury na dniach ma się odbyć i jest przesądzone], czyli przekonać do siebie rezolutną starszą córkę, zadbać o to żeby młodszej [też z charakterkiem, co to koleżankę szkolną potrafi prześladować i napastować] matki nie brakowało przesadnie plus ma jeszcze na głowie sprzedaż ziemi, której jest współwłaścicielem wraz z liczną rodziną - wydała mi się dośc powtarzalna.

        ale za to dobry był wątek romansu żony, który mąz odkrywa w momencie, gdy jest ona w nieodwołalnej śpiączce. i ją ochrzania w sali szpitalnej. a potem bije się z myślami, czy namierzyć tego jej kochanka. druzgocąca informacja, bo przecież Clooney miał ją za mistrzynię małżeńskości. a tu taka akcja. [uwaga, spoiler !} informacje o kochanku jakoś same wpadają mu w łapy, więc się pcha jakby wbrew sobie, bardziej chyba z zacietrzewienia i czystej ludzkiej ciekawości w poszukiwania człowieka. znajduje go, odkrywa że ma on żonę i dzieci. czy uraza daje prawo do niszczenia człowiekowi życia, za pomocą wyznania jego żonie prawdy ? Clooney chyba mądrze decyduje, że NIE, chce więc tylko, żeby gość przyjechał do szpitala i pożegnał się z umierającą. ale żona faceta i tak się domyśla i wyciąga z niego wiadomości - potem sama zjawia się w szpitalu, żeby ukwiecić ostatnie chwile pani śpiączek.

        ten wątek w pewnym momencie staje się dominujący - i wg mnie, bardzo dobrze, bo zjawia się element dramatyczny : zona umiera, a mąz opiewający jej klasę nagle odkrywa jej niewiernośc, więcej - dowiaduje się, ze ona chciała się z nim rozwieśc. Jakby nie miała wypadku, który ją wpędził w śpiączkę/śmierć, to by odeszła. to od razu weryfikuje uczucia. a najgorsze, - dla widza - najlepsze, że mąz nie może już z nią porozmawiać, wyjaśnić, zapytać "dlaczego ?", nie może spytać "co zrobiłem źle ?", skazany jest na jakieś mgliste relacje osób trzecich i na własne domniemania.

        no i jeszcze ojciec żony, który mu wymawia że córka się z nim męczyła, bo ona chciała przygód i pełnego życia, a on wysiadywał fotel jako prawnik zamiast dotrzymywać jej towarzystwa w jej sportach ekstremalnych. i po co ? przecież, z powodu dziedziczenia fortuny, Clooney nie powinien w ogole myśleć o pracy. milioner za biurkiem ?

        a wiecie co wydało mi się najlepsze ?
        że to wszystko pływa w tym hawajskim klimacie i przyrodzie, tej muzyce i wśród dialogów i gry aktorskiej, która ma gdzieś pod skórą sporą dozę ironii i niewymuszonego humoru.
        jak to bohater zapowiada w pierwszym monologu "Wszyscy myślą, ze my tu, na bajkowo pięknych Hawaajach, nie mamy problemów, trudności i nie przeżywamy bólu ani dramatów".
        w krajobrazach zimowych efekt byłby mniej zauważalny. a tak, z jednej strony cały ten dramat trudnych odkryć, spotkań, rozstań, życia i śmierci jest ciekawy, a z drugiej nie ma w nim depresyjnej głębi.

        powiedziałbym, że to była dobra premiera, a reżyser Alexander Payne zrobił kawałek dobrego obyczajowego kina, znajdując sposób na to by zapobiec groźbie wybuchu bomby patosu, ckliwości albo osunięcia się filmu w jakąs skrajną kpinę lub wojenkę, a zamiast tego wykroić coś jednocześnie lekkiego i mądrego, w czym główny bohater to lekki safanduła i pierdoła, przez co jego dylematy i rozterki muszą być zabarwione komedią, ale w sam raz, żeby nie spłaszczyły się do kpiny z pogrzebu i zdrady małzeńskiej, a a irytujący wszystkich, wyglądający na udziabanego trawką nonstop, kolega córki Clooneya zawsze jest na posterunku, kiedy trzeba w danej scenie rozmiękczyć nieco twardszy ton. A i on nie jest przecież postacią jednowymiarową. w rozmowie z Clooneyem ujawnia zupełnie dodatkowe znaczenia własnej osoby.

        a jak Ty, Siostro ? Jesteś na tak ?
        a Wy, Czcigodni ?
        • siostra_bronte Re: "Spadkobiercy" 19.04.14, 14:38
          Nie ma za co :) Cieszę się, że skorzystałeś i że Ci podobało.

          Z braku innych atrakcji obejrzałam. Generalnie zgadzam się z Twoją recenzją, poza paroma szczegółami.

          Zdecydowanie, muzyka i cudne widoki Hawajów (rzadko ogrywane w "poważnych" filmach) to największe plusy filmu.

          Ale już sama historia ma parę słabych stron. Czasem trochę za bardzo się ciągnie. I nie wywołuje głębszych emocji, przynajmniej u mnie. Może masz rację, że te piękne okoliczności przyrody, tudzież komfortowa sytuacja materialna bohaterów (ach, ten piękny dom) jakoś zmiękczają ten dramat.

          Wątek "zagubionego ojca" jest faktycznie zbyt banalny. Ciekawszy była historia romansu i namierzania kochanka.

          Trochę mnie irytował fakt, że żona i matka w śpiączce była jakoś zostawiona na boku. Rodzinka jakoś łatwo przechodzi nad jej sytuacją do porządku dziennego. Nie twierdzę, że musieli koczować przy jej łożu przez cały film, ale brakowało trochę więcej emocji, zwłaszcza u córek.

          Co do Clooneya to mam mieszane uczucia. Jak wiadomo, nie jestem jego fanką, a tutaj wypadł przeciętnie, moim zdaniem. Czasami, w bardziej emocjonalnych scenach, jest moim zdaniem, nie do końca przekonujący. Ale nie jest źle :)



          • grek.grek Re: "Spadkobiercy" 19.04.14, 17:22
            na Kulturze była jeszcze jakaś premiera, ale jakakolwiek nie była - nie żałuję :]

            zgadzam się, skondensowanie nie jest najmocniejszą stroną scenariusza. a formuła
            komediodramatu ma ofk swoje wady.

            myślę sobie, że jakby ten film poszedł w kierunku nieco bardziej serio, to by jednak
            trochę stracił - postaci są napisane [ponoć literacki oryginał jakiś jest] i obsadzone
            aktorsko akurat pod obrany kierunek.

            dobrze wychwyciłaś, to słabszy punkt programu - starsza córka zaczyna istnienie w
            filmie od ostrego "pie,przyć matkę !", kiedy ojciec przyjeżdza do internatu, żeby ją
            zawiadomić o tym, że matka jest w śpiączce, a potem ta sama córka jakoś zaczyna
            pomagać ojcu w namierzaniu kochanka matki, bierze udział w pogrzebie [fajny, podobał
            mi się, i te wianki hawajskie na wodzie, hehe], słowem angażuje się w cała historię -
            a jakoś dzieje się to bez akcentów, które by opisywałyby odpowiednio zmianę jej stosunku
            do matki.

            sam się sobie dziwię, ale Clooneya spróbuję jednak bronić :}
            myślę, że znalazł się w tej formule, wczuł się w rolę i w scenach, gdy ma być zabawny jest zabawny, a jak jest nieporadny i pełen rozterek, to nawet ja bym po glacy poklepał z
            wyrozumiałością i współczuciem ;] a co dopiero płeć piękna - trzeba by było casting na pocieszycielkę zrobić, heh.
    • grek.grek świetny "Mazurek" [polski z 2013] via Kultura 20.04.14, 13:14
      Pierwsza z wczorajszych 3 premier.

      30 minut, rzecz napisana i wyreżyserowana przez debiutantkę [Julia Kolberger, rocznik 78] - jeden z lepszych polskich filmów, jakie widziałem w ostatnim czasie.

      Akcja dzieje się na prowincji. Mieszka tu małżeństwo Urszula i Marek. Dom wypasiony, elegancki, ludzie wykształceni, sprawnie posługujący się angielskim, Urszula pracuje w popularnym piśmie kobiecym, Marek to [o ile zapamiętałem dobrze] muzyk czy też wykładowca muzyczny, tak czy siak - małżeństwo tzw. inteligenckie.

      Wypasioną chatę stawiał jednak nie Marek, a Stefan, eks-mąz Urszuli - z pocuzciem humoru, ciut złośliwy, jakby nieco mniej "inteligencki", o czym świadczy jego słabsza angielszczyzna i okropny akcent. Teraz Stefan ma młodsza żonę, ksywa Bobas :] Typ naiwnej słodkiej idiotki, ale o złotym sercu.

      Obydwie pary spotykają się w domu Urszuli i Marka na okolicznośc Wielkanocy. Najważniejszym momentem ma być spotkanie z córką Urszuli i Stefana, Adą. Ma ona przywieźć ze sobą narzeczonego, rodowitego Anglika, którego poznała na studiach.

      Zaczyna się więc od zapakowanych w mniejsze lub większe przymrużenia oka uwag Stefana na temat domu i jego zawartości, które "JEGO są", na co Urszula odpowiada złośliwie "Jakbyś chciał jeszcze czegoś, co jest TWOJE i czego moze ci brakować, to kasety z TWOIMI pornosami są w szufladzie" :] Urszula patrzy też krzywym okiem na młodszą żonę Stefana, która eksponuje nogi i obcisłą bluzkę. Kiedy tylko Marek jest dla dziewczyny choć trochę miły i sympatyczny - natychmiast Urszula strofuje go na osobności, że jej włazi w tyłek. Słowem, atmosfera zostaje podgrzana.

      Ale prawdziwa bomba, to pojawienie się Ady. W najśmielszych snach Urszula, Marek i Stefan nie przypuszczali KOGO im Ada przedstawi jako swojego narzeczonego. Kiedy widzą, to debieją Stefan puszczasię w seryjne dowcipasy, próbując zrozumieć sytuacjęm, żartem rozładować nastrój i jakoś zaakceptować wybór córki. Marek bez dowcipasów, ale stara się również, chociaż na pewno nim trzepnęło - próbuje także dlatego, że COŚ chowa przed żoną, sekret którego istota sprawia, ze rozumie motywacje wybranka swojej pasierbicy. Żona Stefana absolutnie nie widzi problemu, dzięki niej gośc czuje się choć trochę jak w domu.

      Najmocniej w cymbał dostaje Urszula. Nie moze wyjśc z szoku, i "szok" nie jst tutaj tylko modnym słówkiem, jest zupełnie namacalny i realny. W chacie robi się normalne pole minowe.
      Kiedy wszyscy, oprócz narzeczonych, idą na spacer w plener i troje gaworzy sobie jakby nigdy nic, Urszula im przerywa "Czy wy jesteście normalni ?! Tylko ja widzę jaki mamy Problem ?!!".

      Urszula próbuje rozmawiać delikatnie z narzeczonym córki o problemie, który widzi w ich relacji, ale ostra reakcja gościa sprawia, że cały Titanic obiera kurs na górę lodową. Zderzenie ma nastąpić podczas kolacji.

      I tego, co się dzieje podczas kolacji Wam w ogóle nie opowiem, bo kapitalnie się dzieje. Kąsliwe żarty, riposty, dramatyczne gesty, niecenzuralne rysunki na świątecznym mazurku [nie powiem jakie, musicie to sami zobaczyć :)], a wreszcie wypadające spod kiecki sekrety i kłamstwa, które sprawiają że nikt nie jest już święty i być moze nikt nie ma prawa oskarzać kogokolwiek o cokolwiek, wytykać czy też pouczać. Może jedyne znaczenie ma teraz poskładanie wszystkiego do kupy.

      Mistrzowskie dialogi. naprawdę, ileż tam inteligentnych złośliwostek, ironii, szpilek, a i parę uwag ciekawych o życiu [polecam tę o "trzech życiach każdego mężczyzny", Stefana do Marka przy grze w pingponga]. Spora część jest po angielsku, jako że główna postać tylko tym językiem się posługuje.
      Jednak zaangażowanie profesjonalnych aktorów robi róznicę - Kinga Preis gra Urszulę kapitalnie. Perełka aktorska. Prowadzi ten film w znakomitym nieodpartym stylu. Paweł Królikowski Stefana gra w swojej "ranczowej" manierze i według swojego emploi i trafia w sedno. Roman Gancarczyk, dwie młode aktorki Marta Juras i Aleksandra Domańska, a nazwiska odtwórcy roli Anglika Wam nie powiem, bo szkoda by było psuć sens intrygi :]

      Świetne zdjęcia - wyraziste, nasycone, żadnej nieudolnej offowej stylizacji, świetna aranżacja miejsca akcji.

      Ale przede wszystkim reżyserka się spisała, wg mnie. Bardzo dobry, nieprzekombinowany scenariusz, aktorzy wiedzą co grają, pełne panowanie nad pojazdem. Niezwykle dojrzale to wygląda, jak krótki film jakiegoś twórcy z dużym dorobkiem, który postanowił się pobawić w mniejsze formy.

      To naprawdę można pokazywać na czołowych festiwalach. Film jest z 2013, więc możliwe że już pokazano tu i ówdzie :]

      tu jest trailer, ale ostrzegam, że poza 36 sekundę lepiej nie wybiegać, jeśli chcecie mieć 100 % zaskoczenia przy oglądaniu całości :} :
      www.frequency.com/video/mazurek-re-julia-kolberger-zwiastun/111040540/-/Vimeo
    • grek.grek canneńskie "Drive" [2011] via TV4 20.04.14, 14:11
      Niespodzianka, film który zdobył markę i popularnośc, był w głównym konkursie w Cannes w 2011, Nicolas Refn dostał Palmę dla naj. reżysera, na ekranie Ryan Gosling i Carrie Mulligan tytuł znany, a leciał na TV4. CZemu Polsat swoją główną antenę zapełnia niewydarzonymi szołami, a hity zostawia dla kanału-córki ?

      Trochę się spóźniłem, jakieś 20 minut, ale to dlatego że wpadłem z zaskoczenia.

      Akcja dzieje się w Kalifornii, głównego bohatera gra Ryan Gosling. Jest to małomówny pracownik zakładu samochodowego. Jego właściciel współpracuje z mafią. A mafia wypożycza sobie czasami Drivera, żeby zawiózł ich na akcję. Kieruje się on żelaznymi zasadami : przywozi na miejsce, czeka 5 minut z zegarkiem w ręku i wtedy jest do całkowitej dyspozycji tego kto go wynajął, po 5 minutach odjeżdza i nie ogląda się za siebie, nic go nie interesuje. Poza tym nosi charakterystyczną jasną kurtkę z logo skorpiona na plecach. Mieszka w małym pokoiku, dorabia jako kaskader i wydaje sie, że jego życie nie ma większego celu ponad te dorywcze zajęcia.

      Sens pojawia sie wtedy, kiedy Driver poznaje Irene, swoją młodą sąsiadkę, wychowującą samotnie kilkuletniego chłopca. Driver zbliża się do nich, Irene polubić jest łatwiej niż Kermita z Muppet Show, więc Driver się w niej po prostu zakochuje. Jej syn doskonale na niego reaguje, bo i człowiek może i robi za kierowcę mafii, ale jest cichy, spokojny i emanuje wewnętrznym ciepłem.

      Problemy zaczynają się, kiedy z więzienia wychodzi chłopak [czy mąz ?] Irene.
      Tutaj ostrzegam przed spoilerami :]

      Zatem, mąz wychodzi, wraca, organizują przyjęcie, na którym mężulo wznosi toast i obiecuje, że "wykorzysta szansę od losu", czyli że będzie najlepszym ojcem i mężem w historii, dziękuje też żonie za to, że czekała na niego. To nie jest bad guy, raczej facet który chciał dorobić dla rodziny, a wplątał się w brudne interesy. Irene nie ukrywa, że sąsiad im pomagał. Mąz dziękuje Driverowi, nie podejrzewa że kocha on Irene, a Irene możliwe że kocha jego [fajne jest to, że nie jest to dopowiedziane, jest COŚ między nimi, powazne COŚ, ale nie jest to żadną deklaracją wyartykułowane]. Więcej, dziękuje Driverowi za opiekę nad rodziną i zaprasza go do domu na wspólne obiadki. Driver przychodzi, milczy, robi dobre miny, bo chce być blisko Irene. Nie walczy o nią za pomocą prób usunięcia mężą. Usuwa się, nie chcąc popełnić nietaktu, ale ciągle daje jej do zrozumienia, że na nią czeka i nie zrezygnuje JAKBY CO.

      Brudne interesy ścigają męża Irene na wolności. A ściślej : mafia. Ta mafia nachodzi go i bije, grozi rodzinie, a synowi Irene zostawia w prezencie kulę karabinową. Wrescie mąz wyznaje Driverowi, że ma dług niespłacony wobec mafiosów. Chcą go zmusić do napadu i kradzieży dla nich. Driver wie, że sytuacja zagraża Irene i małemu, więc ze względu na nich oferuje swoją pomoc.

      Zawozi na miejsce męza Irene i jego koleżankę po fachu. Czeka swoje 5 minut na parkingu przed lokalem, który tamci mają obrobić. Kiedy tak czeka, podjeżdza inne auto, z zaciemnionymi szybami i ustawia się równoległe nieopodal. Driver coś podejrzewa, ale czeka. Najpierw wychodzi z lokalu dziewczyna. Z torbą [pełną forsy]. Potem mąz Irene. Mąż jednak nie zdąza do auta. Z lokalu ktoś wypada za nim i strzela mu w plecy. Trup. Driver odjeżdza z piskiem opon. Tajemnicze auto za nim. Udaje mu się uciec po krotkim wyścigu. Melinują się z dziewczyną w jakimś motelu. Tam Driver wyciąga z niej, że wiedziała o tym tajemniczym samochodzie. TO mafia nim przyjechała, żeby po skoku napaść na męża Irene i obrobić go z kasy. W ten sposób zabraliby mu kasę, a on nadal by był dłużnikiem.

      Mafia w liczbie dwóch typów dociera za nimi do motelu. W strzelaninie zabijają dziewczynę. Driver za to wykańcza obu gangusów. Sceny są, jakby to rzec, tarantinowskie, w sensie wulgaryzowania przemocy. Zwłaszcza keczapu nie żałowano :] Za to dobrze wypadają odgosy strzałów ze strzelb. Czuje się cięzar gatunkowy. Realizm. Nie tak jak w innych filmach, gdzie ma się wrażenie, ze postaci strzelają z korkowców.

      Szybko i łatwo obie strony orientują się z kim mają do czynienia, Driver oczywiście musi jednemu gościowi połamać palce młotkiem i zagrozić wbiciem tym młotkiem do głowy owej kuli karabinowej zostawionej ku przestrodze dla syna Irene. Mafia nasyła mordercę na Irene i jej syna, ale tylko po to, by Driver go przeniósł do krainy wiecznych łowów. Świadkiem tej sceny jest Irene, los chce bowiem że Irene i Driver napotykają tego killera w windzie. Driver pozoruje pocałunek [ostentacyjnie filmowy, co było zapewne celowym zabiegiem] z nią, a potem skacze na tamtego. Znów brutalizm przemocowy, tym razem z użyciem buta. Ale ma on swoje uzasadnienie, bo Driver po akcji patrzy na Irene, a ona na niego, i oboje wiedzą że niby on to robi, zeby chronić także ją, a jednocześnie ona widzi coś, o co by go nigdy nie podejrzewała, a on się orientuje że ona to widzi i może teraz zacznie się go bać ?

      Mafia ofk chce odzyskać pieniądze z torby, które trzyma Driver. Próbują go namierzyć z pomocą jego szefa z warsztatu samochodowego, ale szef nie chce im nic powiedzieć. Zabijają go. Z ta mafią jest tak, że jeden typ zlecił całą akcję, bo musiał swoje długi spłacić, a drugi - wyższy w hierarchii - chroni go. CO lepsze, ten drugi zna Drivera, kiedyś sam go wynajmował do akcji.

      Driver jest szybszy. To on dopada tego mniejszego, co zlecił napad męzowi Irene. Do akcji zakłada na głowę maskę. Niby wygląda w niej jak normalny łysy facet, ale jednak jest to przerażająca koszmarna stylizacja. Tak nienaturalna, tak oczy nie pasuję do twarzy, która nie posługuje się mimiką. Driver dopada go nocą, kiedy tamten jedzie ze swoim ochroniarzem samochodem. Najpierw taranuje ich auto, a rannego gangstera, uciekającego na plażę, zapędza do wody, gdzie ten się topi.

      POtem Driver dzwoni do głównego gangstera. Proponuje mu, że odda kasę, ale w zamian za gwarancję bezpieczeństwa dla Irene i jej syna. Gangster się zgadza.

      Przed spotkaniem z nim, Driver pisze list do Irene i zostawia go dla niej. Wyznaje jej, że spotkanie z nią i jej synem było najlepszą rzeczą w jego życiu. I że wyjeżdza i najpewniej już nie wróci.

      Z gangsterem spotyka się z restauracji. Dostaje słowo i pewnośc, że Irene i jej syn będą bezpieczni, nikt ich nie ruszy. "Ty jednak nigdy takiego zapewnienia nie dostaniesz. Już do końca życia będziesz się oglądał za siebie", powiada gangster do Drivera. Ten się zgadza, bo to najlepsza propozycja na jaką może liczyć. Zresztą, o siebie mu nie chodziło, a o nich.

      Na parkingu Driver przekazuje torbę z kasą gangsterowi. I nagle, w zwolnionym tempie i znów w tarantinowskiej manierze, gangster atakuje Drivera nożem. Rani go. Driver odpowiada ciosem. Kamera pokazuje ich cienie na ziemi.

      Wreszcie Driver odjeżdza. Ranny. Na parkingu zostaje gangster i torba pełna martwych prezydentów. Ostatnie ujęcie jest z perspektywy kierowcy jadącego samochodem w noc. Gustowne. Sugestywne.

      Zatem, słów tu niewiele, akcji sporo, ale i znaczeń nie brakuje. Czytałem kiedyś porównanie Drivera do średniowiecznego rycerza, który w szlachetnym czynie poświęca siebie dla ukochanej, którą darzy uczuciem czystym. Efektowne :] No i moze rzeczywiście, rycerz bywa cholerycznie brutalny, ale kieruje nim prawdziwie szczytna idea. A dla tej idei musi być skuteczny i wszelkie środki cel uświęca. Przemoc naturalistyczna, czasami ważniejsze są odgłosy niż obrazy :] Efektowna scena samochodowego starcia na bocznej drodze. Do tego nastrojowa albo nerwowa muzyka, która odgrywa rolę niezwykle istotną. Kreuje cały nastrój, na równi z grającym twarzą i oczami bardziej niż słowem Goslingiem i kamerą wjeżdzającą w zaułki i wnętrza niekoniecznie kojarzące się z Los Angeles, chociaż stawiam 10 do 1, że Los Angeles było miejscem rozgrywania się akcji :]]

      www.youtube.com/watch?v=qbj4V_IV8v8


      • siostra_bronte Re: canneńskie "Drive" [2011] via TV4 20.04.14, 14:25
        Dzięki, Greku :)

        Tak, to dziwne, że tak znany film pokazano w tv4. Zauważyłam go w programie, ale pora emisji jak dla mnie zbyt późna. Mimo to, powinnam była o nim napisać, to byś się nie spóźnił :)

        Przyznam, że trochę się pogubiłam w tych gangsterskich machinacjach, ale na pewno warto zobaczyć.
        • grek.grek Re: canneńskie "Drive" [2011] via TV4 20.04.14, 17:43
          dzięki :]

          hehe, nie miej wyrzutów sumienia ;]
          jakby co, to mam namierzony w sieci, do-obejrzę te 20 minut.

          namieszałem, przyznaję.

          jest tak :
          mąż Irene wisiał kasę mafii
          ten konkretny, któremu wisiał - sam wisiał jakiemuś innemu, dlatego jej potrzebował
          i ten konkretny miał ochronę większego od siebie, który dostawał od tej kasy procent
          obaj zatem chcieli dopaść tej kasy, co ją mąz Irene ukradł podcas napadu, który skończył
          się dla niego śmiercią, a którą Driver trzymał,

          przy okazji niebezpieczeństwo groziło samej Irene i dziecku.

          pewnie lepiej by wyszło, jakbym posługiwał się nazwiskami/pseudonimami, ale przyznam, że się w nich nie mogłem rozeznać podczas oglądania.



          • pepsic Re: canneńskie "Drive" [2011] via TV4 20.04.14, 22:12
            Trochę się rozpisałam w swoim czasie. Tu próbka spisanych na gorące emocjonalnych relacji, sama nie wiem, czy do końca tak bardzo zasłużonych:

            nr 1
            nr 2
            Ps. Koleżanka od mokrej roboty to nie to inny, jak seksowna Joan (Ruda) z Mad Men (Christina Hendricks).
            • grek.grek Re: canneńskie "Drive" [2011] via TV4 21.04.14, 17:10
              o yes.
              zapomniałem zajrzeć do archiwum, tak się dałem unieść zdziwieniu, że ten film poszedł w
              tak peryferyjnym kanale tiwi.

              zgrabnie streściłaś w pigułce fabułę.

              i masz rację, jest w tym filmie coś ciekawego, owa "nietuzinkowość" przedstawienia historii, która łatwo mogłaby uchodzić za powtarzalną i w sumie dośc banalną, nawet mimo poświęcenia głównego bohatera. może zestawienie naturalistycznej przemocy z szlachetnością intencji bohatera, to jest jakaś nad-wartość niespotykana dotąd, albo spotykana rzadko ?
    • grek.grek "Żona doskonała" [2010] klasyk francuskiej komedii 20.04.14, 14:59
      A to z kolei luźna, sympatyczna, w najlepszym francuskim stylu zrealizowana komedia obyczajowa. Francois Ozon zaprosił na plan Catherine Deneuve, Gerarda Deperdieu, napisał bardzo przyjemny, profeministyczny, antypatriarchalny, a moze po prostu... genderowy :] scenariusz i wyszła rzecz jakże urocza.

      Deneuve gra panią Pujol, od 30 lat żonę właściciela firmy produkującej parasole. Pan Pujol poślubił panią Pujolową głównie dlatego, że była córką założyciela tej firmy. Po jego śmierci, pan Pujol dostał 45 % udziałów i został twardym i ostrym szefem. Taki jest pan Pujol własnie - apodyktyczny... burak. No po prostu burak :] Żonę zamknął w superwypasionej posiadłości, nauczył ją zajmowac się porannym joggingiem, pianiem ckliwych wierszyków o wiewióreczkach i generalnie leżeniem i pachnieniem. I tak oto pani Pujol, kobieta szalenie atrakcyjna, dobiega 60-tki i nadal musi znosić ciągłe wywyższanie się mężusia. Nie tylko. Musi znosić także jego romanse, z którymi pan Pujol się niespecjalnie kryje. Ostatni to rudowłosa sekretarka. Pani Pujol zachowuje się z klasą i chyba już jest pogodzona ze swoim losem. Jej zmartwienie to raczej dzieci - córka Joelle i syn Laurent [Jeremy Renier, pamiętacie go zapewne z "Dziecka" Dardennów i "Milczenia Lorny" ?]. Oboje są w jakichś związkach, ale zawodowo się nie spełniają. Pani Pujol mile widziałayby ich w firmie rodzinnej, ale pan Pujol swoje dzieci traktuje nie mniej protekcjonalnie od żony.

      Punktem zwrotnym jest nagły wybuch strajku w firmie. Związki zawodowe przerywają pracę, zgłaszają liczne postulaty, a pan Pujol zamiast negocjować i ustalać wspólną linię działania - wdaje się w nimi w pyskówkę. Kończy się to dla niego zawałem serca. Ląduje w domu na kanapie, otoczony rodziną i... sekretarką [o ich romansie wszyscy wiedzą, na czele z panią Pujol, ale jak to w komedii francuskiej - wszyscy traktują to jako częśc codzienności]. Wkrótce konieczna jest wizyta w klinice. A strajk przybiera na sile... Kto ma zająć miejsce Pujola w fotelu prezesa w tak trudnym momencie ? Jesli nie chcecie czekać na powtórkę... opiszę Wam resztę :]

      Wiadomo, że związkowców popiera mer miasta, pan Babin [to rola G.Depardieu]. Uwaga, jedzie armata : pan Babin i pani Pujol znają się z dawnych lat. Ona miała 20 lat, on też 20, jej się zepsuło auto na uroczej przy-leśnej drodze, on akurat przejeżdzał, pomógł... a potem wylądowali w namiętnym seksie pod topolą :]] "A następnego dnia była pani wyniosła jak dawniej", wspomina pan Babin, kiedy pani Pujol odwiedza go w jego mieszkaniu, prosząc o pomoc w negocjacjach ze związkowcami. Cóz, ona była córką zamożnego przedsiębiorcy, a on synem biednego robotnika... taki mezalians nie mógł się udać. Ale los przecież zsyła drugie szansy, nie ? No i własnie im się nadarza.

      Zanim pan Pujol dostanie pogorszenia zdrowotności - Pani Pujol sprowadza do domu pana Babina, żeby pomógł załatwić problem. Pan Pujol dostaje apopleksji. Kiedy jego stan pogarsza się tragicznie i zaraz ma jechać do szpitala - drogą eliminacji staje na tym, że funkcję prezesa do momentu jego powrotu przejmuje pani Pujol. Yes, "kura domowa", jak ją nazywa własna córka. Co ciekawe, córka jest zdeklarowaną zwolenniczką poglądów ojca, a więc "robotnika trzeba za twarz trzymać", a syn Laurent - przeciwnie, "trzeba szanować i się dogadywać".

      I co się okazuje ? Że kura domowa swoim wdziękiem i przytomnością umysłu, a nade wszystko zdolnością do kooperacji i słuchania innych ludzi jest w stanie zrobić więćej niż jej tępy mąz :} Pan Pujol zadłużył całą firmę, robotników traktuje jakby to był XIX wiek, w sumie mają go tam dość. Jest taka scena, kiedy pani Pujol i córka oglądają w lokalnej TV materiał z tego strajku i widzą transparent antyPujolowski na bramie wejściowej. "Pujol, to... CO ???", odczytuje i zdumiewa się pani Pujol :} Mozemy sobie dośpiewac "CO".

      Mer Babin pomaga pani Pujol w pisaniu przemówienia, doradza przy doborze słów i stroju - twierdzi, ze przyjście w pełnej gali, z perłami na szyi, to obraza dla ludu pracującego. Ale pani Pujol ma to w nosie. Idzie jak chce, mówi co chce, a że mówi mądrze i chce po prostu pomóc ludziom i znaleźc kompromis - w trymiga strajk zostaje zakończony. Firma rusza z kopyta. Zatrudnienie znajdują zarówno córka jak i syn pani Pujol. Laurent, pasjonat sztuki, projektuje nowe formy parasoli, wzorowane na twórczości Kandinsky'ego. Pani Pujol rozbraja gniewnych związkowców, spełnia ich postulaty, staje się wręcz ich matką przełożoną, a nade wszystko inspiruje rudą sekretarkę do poszukiwania swojej wartości jako kobiety, a nie tylko kochanicy prezesa, który automatycznie rozpina spodnie, kiedy sekretarka przynosi mu ku pokrzepieniu bulion, ale on o tym nie wie i jak pies Pawłowa reaguje na jej zapowiedź "Chcesz spróbowac mojej specjalności ?" :]

      Pani Pujol odgrzewa też romans z panem Babinem. Jak przystalo na ludzi dojrzałych idą do miejscowego klubu taneczno-drinkowego i pani Pujol nareszcie może doświadczyć wieczornej zabawy. Dwie 'agentki towarzyskie" siedzą przy barze i komentują "Zaraz, czy to nie żona Pujola ?", mówi jedna, na co druga "NASZEGO Pujola ?". Pan prezes nie odmawiał sobie w żadną stronę :]

      Kiedy pan Babin poznaje Laurenta Pujola obaj stwierdzają że świetnie im się ze sobą rozmawia. Czy to przypadek ?

      Kiedy pan Pujol wraca z chorobowego, ale wciąz niespecjalnie zdrów, stwierdza że żona zrobiła swoje, żona może wrócić na swoje miejsce w kącie. A żona mu na to : a goń się, dziadek. Nagle pani Pujol zobaczyła, że jest w stanie robić coś innego niż tylko zmieniać wode pod kwiatkami. Rzuca wyzwanie męzowi, które chce odzyskać kontrolę nad firmą. Oblicza swoje udziały : ona, córka, syn, dwóch innych udziałowców mają w sumie 55 %. A zatem dośc, żeby wysadzić pana Pujola z siodła.

      Wojenka między małżonkami prowadzi do nieoczekiwanych wydarzeń. Najpierw pan Pujol odkrywa romans żony z panem Babinem przed laty. Dowiaduje sie, ze Laurent może nie być jego synem. A pan Babin, że Laurent to moze być jego syn :] Pani Pujol oznajmia panu Babinowi, że w tamtym czasie miała jeszcze jeden romans, z młodym prawnikiem pracującym dla jej rodziny. "Jesteś nimfomanką !', wybycha komicznie pan Babin. Pan Pujol jest przeciwny szykująćemu się małzeństwu Laurenta z córką miejscowego cukiernika - dlaczego ? No jasne, bo miał romans z żoną tego cukiernika :] Jej córka może być siostrą Laurenta. Ale teraz pani Pujol wyprowadza go z błędu - kochany, Laurent nie jest twoim synem, więc nie moze być bratem córki cukiernika :] Takie kombinacyje. Cała ta historia prowadzi do tego, że pan Babin w porywie nagłej wiary w ojcostwo - proponuje pani Pujol, żeby zostawiła męża i związała się z nim. W celu złożenia jej tej propozycji wywozi ją za miasto, tam gdzie kiedyś mieli namiętną okoliczność. Pani Pujol odmawia "Mój drogi, ty już masz żonę... politykę, oddałeś się jej bez reszty, byłabym tylko jej marnym uzupełnieniem w twoim życiu. Poza tym, ja mam męża". Rozżalony pan Babin zostawia panią Pujol w szpilkach, na pustej drodze za miastem, skąd podwozi ją kierowca cięzarówki, który dziwnie się do niej uśmiecha [sympatycznie, jak się okaże]... ;]

      Dochodzi do głosowania w firmie. Pan Pujol ma 45 % udziałów. Pani Pujol ma 45 % tuż przed ostatnim głosem - swojej córki, która ma 10 %. I córka... przekazuje udziały ojcu. POrażka. Pani Pujol jest rozczarowana. Córka przeprasza ją, wyznaje że głosowała na ojca, bo obiecał jej że da zdobyczne stanowisko prezesa da jej jej narzeczonemu, dzięki czemu nie będzie musiał on jechać do pracy gdzieś daleko i będą mogli razem być na miejscu.

      Pan Pujol doznaje jednak olśnienia. Zdrowie go opuszcza, werwa też, sekretarka nie chce romansować, bo się wyemancypowała, na czworakach pan Pujol wraca do żony, do małzeńskiego łóza i wspomina z głową pod jej ręką, jak to im dobrze było w miesiącu miodowym.

      Pani Pujol podejmuje finalnie decyzję swojego życia... skoro nie moze być prezesem firmy, to wystartuje w wyborach do Parlamentu. Jej konkurentem zostaje mer Babin.
      • grek.grek "Żona doskonała" [2010] F.Ozona via Kultura 20.04.14, 15:15
        MIjają się na targowisku rozdając ulotki. Babin widząc ją cedzi do swoich pomagierów "A, to TA Pujol" :} Oczywiście, urok i naturalny wdzięk pani Pujol zwyciężają. Wygrywa ona nominację i wygłasza efektowny speech o tym, ze "przyszedł czas na kobiety ! udało mi się uratować naszą firmę, wyprowadzić ją na prostą, dogadać się ze związkami, teraz pora by zrobić to w całym kraju !" - i dostaje burzę braw. Przy telewizorze w domu siedzi pan Pujol i przytula poduszkę. Teraz on "zostanie kurą domową i będzie robił co lubi, czyli grał w golfa". Ona zaś bedzie politykiem, a jej asystentką zostanie... ruda sekretarka, niedawno męzowa kochanica. To się chyba nazywa solidarnośc estrogenów ;]

        Pani Pujol i pan Babin rozmawiają przez telefon, on jej gratuluje, jej jest niezręcznie że on przegrał, ale on ją zachęca do działania, wspiera. Rozczarowanie mu przeszło i zostają dozgonnymi przyjaciółmi, którzy kiedyś mieli "przygodę", a ona przez długie lata nosiła przy sobie medialion z jego zdjęciem w środku.

        Naprawdę, pełen wdzięku film, stylizowany na lata 70-te, bo i akcja jest umieszczona w roku 77, nawet napisy początkowe są z tej epoki kina. Stroje również, no i samochody. Ale w trakcie oglądania łatwo zgubić tę perspektywę i traktować ten film jako dziejący się współcześnie, bo i problematyka ciągle aktualna - triumf i awans kobiet w świecie biznesu i polityki.

        Pan Pujol zostaje figurą upadającego, cherlawego, archaicznego patriatrchalizmu i parodią maczyzmu. Pan Babin, jako lewicowiec zostaje potraktowany łagodniej, choć i jemu zdarza się być gburem :]

        Wszyscy aktorzy są znakomicie, a Catherine Deneuve czaruje zarówno doskonałą figurą i nogami [scena, kiedy wsiada do ciężarówki po wysokich schodkach, specjalnie została tutaj wrzucona, żeby mogła się pochwalić :) - i słusznie po tysiąkroć], jak i lekkim byciem aktorskim.
        Depardieu gra swoje, po warunkach, i jak zawsze w komediach swoją dominującą fizycznośc kapitalnie kontrapunktuje mieszanką pociesznej niezgrabności, humoru sytuacyjnego i świetną mimiką. Wszyscy są świetni, tempo jest zacne, dialogi i sceny połączone perfekcyjnie, lekka muzyczka w tle, efektowne wnętrza domowe i krótkie wypady w plenery francuskiej prowincji.

        F. OZon w najlepszej formie.

        www.youtube.com/watch?v=OO8AlFKD8LE
          • grek.grek Re: "Żona doskonała" [2010] F.Ozona via Kultura 20.04.14, 17:48
            cała przyjemnośc po mojej stronie :]

            haha, no tak, norma spełniona ;]

            stawiam na to, że Kultura jeszcze nie raz powtórzy ten film, a kto wie... moze Kocham
            Kino po niego sięgnie ? takie transfery między Kulturą a Dwójką, to normalka.

            "Żona.." powtórkowo leciała o 3 w nocy.
            po "Drive" chwilę przysnałem, ale miałem już wcześniej budzik na 3 nastawiony.
            budzę się więc o tej 3 i zastanawiam intensywnie... po co ja ten budzik nastawiłem na tę godzinę, co miałem zrobić, u licha...
            tak działa człowiek wygrzebany pogrzebaczem z krótkiego, acz treściwego snu ;]

            prawda. w filmie ta muzyczka jest inna, taka lekka francuska, "michel legrand-mode" :]
    • grek.grek "Nietykalni" hicior made in France w TVP1 20.04.14, 17:54
      Bogaty, z wyższej klasy średniej biały kaleka [można takiego słowa użyć czy politycznie niepoprawne jest ?] na wózku zatrudnia czarnoskórego imigranta, bystrego prostaczka z nizin społecznych i eks-kryminalistę, aby się nim zajmował. Rodzi się z tego komedia przeciwieństw wbijająca szpilkę w stereotypy społeczne i nadęte balony kulturalnych i kulturowych przesądów.

      Hicior we Francji, w POlandzie, w kinach, też ponoć nieźle sobie radził.
      No a teraz pora na nas ;]

      21:25 TVP1.

      skaczecie ? bo ja skaczę ;]]
      • siostra_bronte Re: "Nietykalni" hicior made in France w TVP1 20.04.14, 17:59
        Widziałam i to w kinie! A chodzę do kina raz na rok :)

        To co Francuzi potrafią najlepiej czyli solidne kino obyczajowe. Trochę dramatu, trochę komedii.
        Film fajnie się ogląda, ale jego wielki sukces jest dla mnie zaskakujący. Podobno historia z życia, ale moim zdaniem trochę podejrzanie zbyt optymistyczna :)
        • grek.grek Re: "Nietykalni" hicior made in France w TVP1 21.04.14, 15:03
          na pewno trochę udrapowana na potrzeby filmu :]
          postaci jakże pozytywne, przesłanie wartościowe, a do tego ciekawe połączenie
          światów, z których przychodzą bohaterowie - jakby nie było we Francji strach białej
          klasy średniej przed środowiskami imigrantów z Afryki jest dośc rozpowszechniony.
          a tutaj nagle takie dictum :]
        • maniaczytania Re: "Nietykalni" hicior made in France w TVP1 25.04.14, 19:06
          siostra_bronte napisał(a):

          > To co Francuzi potrafią najlepiej czyli solidne kino obyczajowe. Trochę dramatu, trochę komedii.

          Sie zgadzam w 100%!

          > Film fajnie się ogląda, ale jego wielki sukces jest dla mnie zaskakujący. Podobno historia z życia, ale moim zdaniem trochę podejrzanie zbyt optymistyczna :)

          I slusznie, bo troche ja w filmie podkoloryzowano.
        • grek.grek Re: "Nietykalni" hicior made in France w TVP 21.04.14, 14:58
          mnie też przyszedł do głowy Eddie Murphy jako analogia ;]
          ale jednak Eddie w "Gliniarzu..." byl po prostu brawurowy.
          Omar Sy jest jakby mniej ekspresyjny, chociaż jak na warunki francuskie to az nadto, hehe.

          generalnie, ku pokrzepieniu serc, parę świetnych scen [z goleniem brody i wąsów; wszystkie sceny prób podrywu rudej, co to się finalnie okazała les; banalna może, ale dobrze odegrana kpina z malarstwa współczesnego i mechanizmów rynku sztuki; orzeł jakiego wywinął ogrodnik podczas tańca do karaibskich rytmów; postać Yvonne; ciepłe sceny dotyczące znajomości Filipa z dziewczyną korespondencyjną; wątek uszu jako strefy erogennej; parę udanych dialogów, których sobie nie zanotowałem w pamięci i teraz wiem, że mi się spodobały, ale nie wiem, jak brzmiały - to chyba zew ciągnący mnie do powtórki, hehe;]

          bardzo dobrze wyglądał kontrast między tym jak Filip świetnie czuje się z Drissem, jak przy nim odżywa, a jak jego życie traci gwałtownie blask i humor, kiedy pojawia się nowy pielęgniarz, sztywny jak kołek w płocie i bez fantazji. W ogóle, scena naboru jest udana - jakie banały sprzedają ci ludzie :}]



          • pani_lovett Re: "Nietykalni" hicior made in France w TVP 23.04.14, 20:18
            A jakie ładne listy pisał Filip do swojej korespondencyjnej przyjaciółki ... :)

            Dwa cytaty mam:

            "Niesamowite jak garnitur odmienia człowieka. Świetnie wyglądasz. Jak Barak Obama "- szepcze podczas koncertu do wyelegantowanego Drissa ruda asystentka Filipa, która okazała się les.
            Driss cały rozpromieniony odwraca się do sąsiada i mówi "Leci na mnie, to widać". :))
            "Barak Obama to dopiero klasa. To tak jakby ktoś cię porównał do Busha czy Clintona". tłumaczy sąsiadowi.


            Filip i Driss w operze rozmawiają o korespondencyjnej znajomej, która pochodzi z północy Francji. I o tym co Filip, jako mężczyzna może jej zaoferować, oprócz pieniędzy. "Faceci z północy piją i biją. A to jej z twojej strony nie grozi" - mówi ze śmiechem Driss, rozbawiając tym po raz kolejny Filipa.


            Scena z goleniem brody i wąsów jest znakomita, to prawda.


            Świetna komedia.
            Choć w istocie pokazany jest tu dramat człowieka niepełnosprawnego.

            Ulubiony zespół Drissa
            Earth wind and fire
            i utwór, który też bardzo lubię - "September"
            www.youtube.com/watch?v=BrpAQ8CUFPQ
            Earth wind and fire we własnych osobach:
            "Boogie Wonderland"
            www.youtube.com/watch?v=god7hAPv8f0
            i tańcami Drissa:
            www.youtube.com/watch?v=Xis71dIt5Nc
            • grek.grek Re: "Nietykalni" hicior made in France w TVP 24.04.14, 17:23
              cytował Rimbauda i Baudelaire'a :]

              dobre :]]
              w ogole, te żarty z niepełnosprawności Filipa są zabawne, a jednocześnie ciepłe, nie
              ma w nich szyderstwa albo niestosowności.

              przypomniało mi sie, jak Driss kładzie list od tej przyjaciółki na łózku Filipa i odchodzi, ale
              zaraz wraca i mówi "Otworzę go, bo tobie zajmie go wieki" [hehe]

              no i scena z azjatyckimi masażystkami i skrętami w twarzach :] Filip poczuł, że żyje, heh.
              ktoś go wreszcie traktował normalnie i po ludzku, a nie jakby był 26 jajem faberge :]

              dramat jest, to na pewno, ale tylko po to zarysowany, żeby zaraz go zanegować - hej, wydarzyło ci się coś złego, ale nie rezygnuj, możesz świetnie żyć, póki masz mózg na chodzie. w sumie, dla mnie najgorszą tragedią byłaby utrata wzroku. wolałbym już wózek i paraliż od szyi w dół. ale wybór byłby to zaiste przegwizdany ;]

              o, dzieki za wszystkie linki, zaraz posłucham i pooglądam.

    • siostra_bronte "Red eye" 20.04.14, 18:13
      Alternatywnie dla "Nietykalnych" thriller Wesa Cravena o 22.00 w Polsacie. Jak sprawdziłam miał raczej słabe recenzje, ale to zawsze nowość. W rolach głównych Cillian Murphy, co mnie zachęca do obejrzenia i Rachel McAdams, niestety :)
    • grek.grek "Luther" odc. 4 [1] 21.04.14, 14:16
      W tym odcinku sprawa kompulsywnego dusiciela plus dziwnej relacji Luthera z Alice Morgan ciąg dalszy.

      Zaczyna się od nocnej sceny, w której na peryferiach miasta jakiś pucołowaty z zaczątkami łysienia zdejmuje z szyi martwej dziewczyny efektowny naszyjnik. Waha się, ale zdejmuje. Potem odchodzi w ciemność.

      Następnego dnia policja znajduje wyżej wymienione zwłoki. To już trzecia zaduszona ofiara w ostatnich 5 dniach. Wcześniej zabójca dusił co 5 dni, a więc zwiększył częstotliwość. Wszystkie ciała znajdowane są gdzieś na obrzeżach Londynu, więc policja zakłada, że sprawca porywa je w mieście, a potem przywozi autem na miejsce. Trudno spotkać elegancko ubrane, młode kobiety w jakichś odludnych okolicach, gdzie nawet szczura nie uświadczysz. Luther nazywa działanie dusiciela "morderczym szałem".

      Tymczasem w szpitalu budzi się Henry Madsen, kidnaper i dzieckobójca, którego przez rok ścigał i wreszcie złapał Luther, od której to sceny zaczął się cały serial. Luther dopadł go w jakiejś starej fabryce. Madsenowi powinęła się noga i wpadł w dziurę na przejściu wysoko nad ziemią. Wisiał na rękach, a Luther nie pomógł mu się podciągnąć. W zamian za oferowaną pomoc, Madsen wyjawił gdzie przetrzymuje ostatnią ze swoich ofiar, ale kiedy policja sprawdziła to i dziecko tam było - Luther nie wywiązał się ze swojej części umowy. Madsen poleciał na dół, ale się nie zabił. Zapadł w śpiączkę. Wewnętrzny wydział policyjny wszczął postępowanie wyjaśniające. I teraz Madsen budzi się nagle, krzyczy nazwisko Luthera, jeśli zacznie zeznawać Luther będzie w kłopotach, a razem z nim cały wydział.

      Wielka hala sklepu z elektroniką staje się miejscem stałych spotkań Luthera z Alice. Tym razem Luther przychodzi powiedzieć jej, że wobec sytuacji z Madsenem muszą przestać się widywać. Wewnętrzni na pewno prześwietlą kontakty Luthera, lepiej żeby nie odkryli że widuje się z babką, wokół której tak mocno zalatywało rodzicobójstwem. "Boją się, że go wykończę", podsumowuje Luther i śmieją się do siebie z Alice - świetny moment. Ale już informację, że to koniec ich znajomości Alice przyjmuje z gniewem - "Nie !!!", krzyczy na to męskim głosem, Luther odpowiada jej spokojnie "Jednak tak". I wychodzi.

      GOśc od duszenia nazywa się Shand. Ma żonę, Lindę. Oszukuje ją, że pracuje, w gruncie rzeczy wymyka się nocami, żeby zabijać. Rankiem po ostatnim zabójstwie przynosi jej ten efektowny naszyjnik. To prezent urodzinowy. Linda przyjmuje podarunek z radością, ale wydaje się ona jakaś taka sztuczna minimalnie. To samo z jej pozytywną reakcją na propozycję seksu. Niby idą na pięterko, ale ona nie jest tym faktem uszczęśliwiona.

      Wieczorem Shandowie wychodzą do kawiarni i spędzają tam wieczór ze znajomymi. Shand w pewnym momencie wymyka się - "do pracy". Na odchodnem pochyla się do jednego z przyjaciół, ciemnoskórego chudego nazwiskiem Keaton i chwali się, jak to dogodził swojej żonie na okoliczność urodzin. Niby taka męska pogaduszka, Keaton reaguje uśmiechem, ale w zachowaniu obu widać jakiś podtekst.

      Ten kolega, Keaton odprowadza żonę Shanda do domu. Rozmowa wyjaśnia wszystko : Keaton ma romans z Lindą, od dawna. TEraz Keaton boi się, że Shand ich przejrzał, wie o nich. Przetraszona LInda zwierza mu się, że cierpiący od dawna na impotencję Shand, od paru tygodni znów jest sprawny seksualnie. Dlaczego ? [my wiemy : bo zaczął zabijać i to go usprawniło]

      Policja intensywnie przegląda monitoring z miejsc, w których znajdowane były zwłoki. "Jego żądze eksplodują", powiada Luther. Prowadzi on nietypową indywidualną burzę mózgu. Rozkłada na podłodze zdjęcia ofiar, z monitoringu, siada na krześle w środku i główkuje patrząc na nie, "szuka punktu zaczepienia". Skąd wziąłeś taką metodykę działania ?, pyta go kolega, na co Luther : Od Davida Bowie'ego, on tak pisze swoje teksty. Dobre, nie ? ;]

      Wreszcie Luther dociera do jakiejś myśli. Jesli facet wywoził dziewczyny na peryferie, to musiał je jakoś do samochodu zwabić. Ale jak ? Samochód firmowy jakiś ? Nie, musiałby wyskakiwać, atakować, one robiłyby rejwach, za duże ryzyko... taksówka !, olśniewa Luthera. Facet musi być taksówkarzem albo udawać taksówkarza. Tak zdobywał ich zaufanie.

      I fakt. Shand ma taksówkę. Bardzo niepozorną, staromodną, nierzucającą się w oczy. Na monitoringu policja znajduje taksówkę w pobliżu miejsca jednego z poprzednich morderstw. Stała bardzo blisko. Są numery. Po namierzeniu aktualnego miejsca działania tej taksówki ruszają w teren i to na kogutach. Jest wieczór, więc wygląda to efektownie :] Dopadają taksówkę. Wyciągają gościa z szoferki, kują... ale my już wiemy, że to nie ten facet.

      Właściwy, Shand, właśnie zwabia do swojej taksówki dziewczynę. MÓwi jej, ze w pobliżu policja poszukuje jakiegoś bandyty, więc bezpieczniej będzie jak on ją podwiezie. I zrobi to za friko, bo leży mu na sercu jej bezpieczeństwo. Dziewczyna się waha, zastanawia, ale w końcu wsiada. Orientuje sie, ze coś tu nie pasuje, kiedy Shand omija zakręt, w który powinien wjechać by ją zawieźć tam, gdzie sobie życzyła. Jest jednak za późno dla niej. Jej zwłoki Shand zostawia tradycyjnie w widocznym miejscu na obrzeżach miasta.

      POlicja złapała nie tego gościa, co trzeba, bo Shand po prostu zmienił tablicę z numerami i traf chciał, że takie same numery miała inna taksa. Takie tablice można kupić w wielu sklepach, taksówkarzy w Londynie jest ponad 20 tys., a do tego Shand najpewniej nie jest zawodowcem, więc nie jest zaresjestrowany - to jak szukanie igły w stogu siana. Żeby stóg nieco zmniejszyć, policaje przeszukują listę eks-taksówkarzy i tych, którzy nie zdali egzaminów. Porównują ich dane do profilu psychologicznego zabójcy. Wyłaniają 23 kandydatów.

      I kiedy policaje martwią się dusicielem, Alice Morgan odwiedza szpital, w którym trzymany jest Madsen. Przebiera się w podkradziony kitel lekarski, prowokuje mały pożar na niższym piętrze, wysyła tam strażnika policyjnego pilnującego pokoju z Madsenem, a sama spokojnie i bezwzględnie Madsena dusi. W imię możliwości dalszego spotykania się z Lutherem. Wygląda na to, że Alice to jego anioł stróż ;] Ale to także egoistka pierwszej wody. Zaraz po jej akcji, Luthera odwiedza gośc z wewnętrznego, informuje co się stało i wyraźnie nie chce uwierzyć, ze to przypadek i Luther nie miał z tym nic wspólnego. NO ale dowodów nie ma żadnych na to, że było inaczej.

      Luther zbywa go udając zapracowanego i sugerując, że Madsen skrzywdził tylu ludzi, że z ich krewnych można zrobić całą armię dybiących na jego życie. Domyśla się jednak, że to robota Alice. Dzwoni do niej i robi jej awanturę. Alice na to, że pomogła mu naprawić stosunki z żoną, teraz uratowała mu pracę, a on tak się odwdzięcza ? Luther jest wściekły, demoluje jakiś stolik na komisariacie, aż wszyscy gapią się na niego - z kim on przez ten telefon rozmawia :] Ten z wewnętrznego mówi do szefowej Luthera, żeby załatwiła mu billingi rozmów z telefonu Lutherowego. Ale Alice na samym początku rozmowy zapowiada, że ten zniszczy telefon, z którego dzwoni. Luther grozi jej aresztowaniem, a ona że go wkopie, na co on, że nie wkopałaby samej siebie, ale ona sobie z niego drwi... przyjacielska pogawędka w tonie wściekło-szyderczym ;]]

      To nie koniec aktywności Alice. Odwiedza ona tego nowego męża eks-żony Luthera Zoey. JUż zleciła jego pobicie [3 odcinek], więc facet się jej boi. "Znajdź sobie egzorcystę", próbuje ją zbyć, ale za chwilę chce z nią rozmawiać, bo wie że Alice przyszłą z informacją dot. Zoey. Jak się okaże, Alice po prostu wsypała Luthera i Zoey, którzy przespali się ze sobą w finale 3 odcinka.

      Wreszcie policja namierza Shanda, którego miała wśród kandydatów wytypowanych. Dzięki jego znajomości z pierwszą ofiarą. Luther ma instynktowne przekonanie, że to ten facet. Żeby się upewnić każe zaprosić jego żonę. Sierżant Ripley ściąga ją z jej pracy [sprząta w jakimś firmowym budynku]. LIndzie udaje się zadzwonić do Shanda, informujje go że policja ją wezwała, O CO CHODZI ?







      • grek.grek "Luther" odc. 4 [2] 21.04.14, 14:46
        Pyta go "O chodzi ? znów KRADŁEŚ ?". Shanda ten telefon zastaje na ulicy. Kiedy dowiaduje się o co chodzi, dostaje ataku złości, wali się po głowie, krzyczy, kopie kosze na śmieci - wzbudza wśród przechodniów lęk i konsternację.

        Luther przesłuchuje Lindę. Pyta ją o to, gdzie był jej mąż w piątek wieczorem [wtedy gdy miała urodziny]. Ona opowiada o tym balecie urodzinowym i że potem się zmył do pracy. Luther jej na to, ze od 2 miesięcy Shand nie pracuje. Zostawia ją samą w pokoju, wychodząc "po ważny telefon". To celowe zagranie, prowokacja. Na stole Luther pozostawia teczkę ze zdjęciami ofiar dusiciela. Zdenerwowana Linda sięga po nie, na zdjęciu jest dziewczyna z tym naszyjnikiem, który po zabójstwie Shand jej zabrał i dał go Lindzie. I wtedy LIndę dopada histeria. Ma dowód, ze to jej mąz jest mordercą. Wpada w roztrzęsienie, szloch, panikę. Ledwie udaje się ją jakoś opanować .

        Luther wyciaga od niej, że chciał rozejść się z Shandem od dawna, ale on groził że się zabije, jesli LInda odejdzie. Kiedy raz go zostawiła - rzeczywiście, podciął sobie żyły. Trochę na pokaz, ale krew była. Od tego czasu Linda jest z nim, bo nie ma siły wziąć na siebie jego ewentualnego samobója.

        Kiedyś złapała Shanda, że kradnie w sklepach torebki damskie i traktuje je jako seksualne fetysze. Zażenowało ją to okrutnie. Dlatego nie zgłosiła tego faktu na policję, bała się że zostanie pośmiewiskiem dla znajomych, jesli się dowiedzą. Popełniła też inny błąd - nie skasowała sms-a z ostatnią korespondencją ze swoim kochankiiem, Keatonem. Shand musiał się o tym dowiedzieć.

        LUther działa szybko, powiadamia patrol policyjny, żeby mieli oko na tego całego Keatona. Wyświetla mu się teraz wielkimi literami : Shand zabija, bo chce ukarać żonę za niewierność. Wie że policja go ściga, więc będzie zabijał jeszcze szybciej niż w ostatnich tygodniach.

        Istotnie, Shand odwiedza Keatona. Policja się spóźnia. Kiedy docierają pod dom, Shand jest już w środku, a Keaton jest już martwy. Luther chce tam jechać, ale szefowa zabrania mu ruszac się na krok z komisariatu, w związku ze sprawą śmierci Madsena i postepowaniem wewnętrznego wydziału dyscypliny. Jedzie więc sierżant. Luther moze nadzorować akcję przez telefon.

        Przez telefon z domu Keatona Shand zamawia dziewczynę z agencji. POlicja o tym wie. Dziewczyna przyjeżdza, melduje się, on ją wpuszcza, płaci, proponuje żeby poszli na górę. Wtedy na telefon dziewczyny dodzwania się Luther. Zapewne wziął numer z jej agencji. Prosi ją, zeby udawała, ze to koleżanka sprawdza, czy dojechała i wszystko w porządku. Dziewczyna więc udaje, a w istocie Luther ostrzega ją przed Shandem i instruuje żeby ukryła się gdzieś, w miare możliwości, pomoc niebawem nadejdzie. Pannicy mina rzednie, Shand wpatruje się w nią czujnie i podejrzliwie. KIedy dziewczyna kończy rozmowę, Shand przystawia się do jej torebki. Fetysz niezastapiony ;] Wtedy ona daje dyla. Udaje się jej zamknąć w łazience. Shand próbuje się tam dostać - bije pięsciami, potem nożem, wreszcie młotkiem, co jakiś czas wybucha histerycznym rechotem. Dobry aktor gra ;]

        I kiedy już rozwala całe drzwi, i chce wejśc, słyszy... głos żony. LInda jest na dole, to pomysł Luthera był żeby ją zabrać na miejsce i użyć przeciw Shandowi. Shand porzuca zamiary mordercze i idzie do niej. "Ty marny ci..ulu", nokautuje go Linda od razu :] Za nią wkracza policja. Shand rechocze, ale coraz smutniej, aż w końcu załamany tym, że żona ma go za nic - wypuszcza z ręki młotek i daje się obezwładnić.

        LInda jest wstrząsnięta i oszołomiona, idzie na górę, widzi tam tę przerażoną agentkę towarzyską, schodzi na dół, podnosi z ziemi młotek i nagle wybiega na chodnik. Dopada Shanda prowadzonego przez policjantów i tym młotkiem naparza go w potylicę. Zabija go na miejscu. Sama, zapłakana i rozstrzęsiona, zostaje aresztowana. Sierżant Ripley poplamiony krwią Shanda nie może dojśc do siebie, tak gwałtowna i sensacyjna była to akcja.

        Luther po cięzkim dniu wraca do mieszkania. Dzwoni do Zoey. Ona nie odbiera, mimo że jest w domu. A nie odbiera, bo wcześniej porozmawiała ze swoim facetem Markiem. Przeprosiła go za chwilę słabości, jakby nie było Luther to jej eks-mąż. "Nie zalezy ma nim [Lutherze], zależy mi na tobie i na tym, co mamy tutaj, razem, ja z tobą", powiada i Mark wierzy jej i wybacza. Zatem, Luther może tylko nagrać na sekretarkę wyznanie, że "po prostu chciał usłyszeć jej głos".

        Idris Elba naprawdę świetnie aktorzy.
        Muzyka i kawałek na wejście przyjemnie psychodeliczne.
        kolejni przestępcy łapani są "na mental" :]
        i coraz ciekawiej rozwijają się wątki prywatne, do wątku Luthera i Alice
        dochodzi coraz bardziej interesujacy trójkąt uczuciowy Luthera z jego byłą
        żoną i jej aktualnym chłopakiem/mężem/jakkolwiek.

        trailera nie znalazłem, niestety.

    • grek.grek bogactwo oferty poniedziałkowej :] 21.04.14, 16:52
      Kultura leci z całym pasmem :
      18:30 "Jeszcze nie wieczór"
      20:20 "Artysta"
      22:15 powtórka "Miłości" - dokumentu o zespole, jeśli nie widzieliście to
      szansa niepowtrzalna się nadarza, rzecz jest świetna

      0:00 "Hiszpański cyrk" - Javier, syn eks-cyrkowca, bohatera walki przeciw frankistom w czasie wojny domowej, w hołdzie dla ojca zostaje klaunem cyrkowym - "smutnym", bo nie ma talentu do rozśmieszania dzieciaków; w zespole ma rywala, wesołego klauna, którego odtwarza arogant i cham, terroryzujący otoczenie. Nieśmiały Javier podkochuje się w akrobatce Natalii, kochance tego drugiego, co zwiastuje nieuchronną konfrontację. Tyle z zajawki :]
      brzmi ciekawie.

      Co wybieracie ?

      Czesi dają o 23:45 "Zaćmienie" Antonioniego, cóż za marny termin sobie wybrali, heh :]
      o 21:35 "Kochanica Francuza". też nieźle, bo nie oglądałem, a tytuł głośny i wypadałoby
      nadrobić zaległości w znajomości klasyki.

      Nadobfitość, to dopiero utrapienie ;]



      • siostra_bronte Re: bogactwo oferty poniedziałkowej :] 21.04.14, 18:39
        Jeszcze się zastanawiam :) Może powtórkę "Artysty", zwłaszcza, że nie widziałam sporego kawałka z początku.

        Pozazdrościć czeskiej oferty. "Kochanica Francuza" jak najbardziej godna obejrzenia. Znakomita, pierwsza ważna rola Jeremy'ego Ironsa. Tylko Meryl Streep nie pasowała mi do roli amantki.
        • grek.grek Re: bogactwo oferty poniedziałkowej :] 22.04.14, 15:36
          jak wybrałaś ? :]

          a dziękuję, hehe.
          istotnie, w poniedziałki zawsze 2 filmy, najczęściej tzw.stare.
          w piątki coś się zdarza ciekawego, soboty zapaćkali powtórkami chyba wszystkich
          Bondów, po których leci "Sherlock".

          niestety, "Kochanicy..." nie złapałem, udało mi się obejrzeć "Zaćmienie" o czym poniżej wspominam. dzięki za zachętę, Siostro, jak tylko będę miał okazję nadrobię stratę i obejrzę
          ten film.
        • grek.grek Re: bogactwo oferty poniedziałkowej :] 22.04.14, 15:40
          PS : a wiesz, że mnie zaciekawia jak też Streep wypada w tej roli :]

          wydaje mi się, że za często "amantów" płci oboja utożsamia się z typem fizys, bo
          to raczej kwestia umiejętności wykrzesania z siebie namiętności przekonujących, może
          nawet jakiejś tam dozy szaleństwa, a więc temperament i zdolności aktorskie.
          coś czuję, że właśnie Meryl Streep może potwierdzać moje teorie :]]

          nie przekonała Cię, jak rozumiem ? pozwól, że zadam Ci sakramentalne pytanie :
          WHY, Siostro, WHY ? :]
    • grek.grek "Zaćmienie [L'eclisse]" [1962] 22.04.14, 14:17
      Do tego wczorajszego zestawu zobaczyłem później jeszcze w TVN : "Medium" Eastwooda.
      Stanowczo zbyt wiele tego było wczoraj :]

      Wybrałem "Zaćmienie". Wszystko inne pewnie zostanie powtórzone, albo już widziałem, a tutaj - niepowtarzalna szansa obejrzenia klasyka.

      Zatem, klasyk mnie nie rozczarował, jest wspaniale nakręcony i zagrany, a po zakończeniu nie mogę się opędzić od wrażenia, że całe pierwsze 2 godziny są tylko preludium do ostatniej kapitalnej długiej sceny.

      Najpierw jednak Vittoria [gra ją Monica Vitti] zrywa ze swoich dotychczasowym narzeczonym. Przeprowadzają rozmowę, ona stwierdza, że go po prostu nie kocha, a on nie chce się z tym pogodzić. Towarzyszy jej więc w drodze do jej mieszkania, a później jeszcze przychodzi pod nie z nadzieją na to, że się jej odmieniło, ale Vittoria jest zdecydowana - nie chce z nim rozmawiać, ukrywa się w środku, zagląda tylko zza firanki, kiedy on sobie wreszcie pójdzie.

      Kilka długich sekwencji nakręconych jest na giełdzie. Nie wiem, czy to naprawdę rzymska giełda papierów wartościowych AD 62, ale wygląda niezwykle wiarygodnie ;] Vittoria odwiedza tam matkę, która namiętnie obraca akcjami, oczywiście za pośrednictwem maklera. Jest nim Piero [gra go Alain Delon]. Wiecie z czym się je taką giełdę - nieustannie przelewający się ludzie w garniturach, kursy na tablicach, wrzaski, krzyki, bieganina, telefony : ile i kiedy kupić, albo sprzedać, albo zamienić albo cholera wie co. Pozorny chaos, w gruncie rzeczy wszystko od początku do końca ma swoją głęboką logikę. I Piero jest w środku tego galimatiasu. Vittoria snuje się po sali, chciałaby z matką pogadać o swoim zerwaniu, wyraźnie jest w kiepskiej formie - wygląda na apatyczną, powiada że "ma depresję"; elegancka, ładna i jakby chora na rzeczywistość. Matka jednak zajęta jest a to swoimi pieniędzmi w obrocie, a to gania do Piero, generalnie - nie ma czasu. Piero poznaje Vittorię, parę razy ją mija w szybkim chodzie albo biegu, pozdrawia ją, ale ona reaguje beznamiętnie albo w ogole nie reaguje.

      Wieczorem Vittoria spotyka się z koleżanką. Razem idą do koleżanki tej koleżanki :] Siedzi ona sama w mieszkaniu. Opowiada im o Kongo, gdzie mieszka i skąd przyjechała do Włoch. Opowiada o lęku, jaki wzbudza w niej fakt, że jest tam "6 milionów czarnych pariasów i 60 tys. białych, którzy rządzą i narażają się na gniew tak ogromnej większości". Vittoria nagle łapie dobry humor. Przebiera się w sklecony z pościeli strój "afrykański", łapie jakąs ozdobną lancę wiszącą na ścianie i odstawia coś, co wygląda jak naśladowanie tańca afrykańskich wojowników. Do tego wymazana jest czymś, co jej skórze nadaje kolor nie tyle "murzyński", co - mimo że film jest czarno-biały, można to stwierdzić - jakiś jasnopomarańczowo-czerwony. KOleżanka z Konga prosi ją, żeby przestała, bo ten taniec budzi w niej niekorzystne wspomnienia.

      POtem ucieka tej koleżance pies, więc Vittoria i ona mają okazję przejśc się nocą po ulicach [Rzym oczywiście pięknie kasdrowany, w czerni i bieili dodatkowo zyskuje]. Wszystko to w jakiś sposób odrywa ją od własnego stanu dziwnego zawieszenia życiowego, które wyraźnie jej ciąży, wpędza ją w marazm, wyzierający z każdego jej spojrzenia i z mowy ciała.

      Przyjaciółka zabiera też Vittorię na jakąs wyspę. Lecą awionetką, wśród chmur, Vittoria prosi pilota, żeby zanurzył się w jedną chmurę i zwolnił, aby jak najdłużej mogli lecieć w tym "białym puchu". Wyspa jest urodziwa, Vittoria zagląda do tawerny [czy co to jest], na której dziedzińcu wysiadują ciemnoskórzy przy stolikach. Jest odprężona, siada sobie na krzesełku i delektuje się słońcem.

      Następne spotkanie Vittori z Piero ma przykry kontekst. Piero właśnie ją poinformował, że kursy były kiepskie tego dnia i matka straciła trochę gotówki. "Ona boi się biedy", mówi Vittoria, na co Piero odpowiada "Wszyscy się tego boimy". Piero ofk pociesza kobiecinę, że tak to jest z giełda, dziś strata, jutro zysk, ale na dłuzszą metę może mu zaufać i na pewno wyjdzie na swoje. Tego dnia zresztą wszyscy, którzy powierzyli mu swój kapitał, stracili. Scena ma miejsce w domu matki Vittori. Dziewczyna nie była tam od dawna, kładzie się na łózku i widzi, że jest ono za krótkie dla niej, śmieje się - Piero, który od początku nie ukrywa że Vittoria mu się podoba, próbuje ją znienacka pocałować, ale Vittoria ucieka.

      Wieczorem Piero odwiedza Vittorię w jej mieszkaniu, a ściślejk : kręci się pod płotem :] Vitoria widzi go, najpierw się ukrywa, ale później podchodzi do okna. Rozmawiają chwilę. Mija ich podpity jegomość, pozdrawia Vittorię, co ją rozśmiesza. Chwilę później ten sam gość kradnie samochód, który nieopodal zaparkował Piero. Pędzi jak wariat, omal nie rozjeżdżąjąc Piera.

      Rano Vittoria i Piero mają okazję znów się zobaczyć. Gość który ukradł auto Pierowi - skończył martwy w okolicznym stawie. Właśnie odpowiednie służby wyławiają samochód. Piero stwierdza, że nie ma co zbierać i idą z Vittorią na spacer. Co ciekawe, Piero utyskuje, że auto diabli wzięli, a jakoś nie nachodzi do refleksja nad faktem, że jakiś facet się w nim zabił.

      Spędzają czas na rogu sennej ulicy, przy drzewie i płocie z drewnianym elementem. Stoi tam beczka z deszczówką, Vittoria puszcza na tej wodzie kawałek drewna leżącego obok. POtem idą na spacer, rozmawiają, on jest w nią wpatrzony, a ona o tym wie i to on a dykltuje tempo i kierunek spaceru, a on tylko za podąża. Odwiedzają tę koleżankę z Konga - Vittoria skądś [może od sprzedawcy ulicznego] ma balon na sznurku. Puszcza go w górę, wywołuje tę koleżankę na balkon, żeby strzeliła do tego balona. No i ta zaraz wraca ze strzelbą i trafia bez pudła. Vittoria jest rozbawiona, pozdrawia ją, odchodzą z Piero.

      Piero zabiera ją do mieszkania swoich rodziców. I oczywiście trwa staromodna i jakże pełna wdzięku uwodzicielska zabawa. On się kulturalnie do niej zbliża, ona go zwodzi, przyciąga i ucieka, ale za każdym razem pozwala mu zrobić krok dalej, słowa są drugorzędne, istotne są ich gesty. Wreszcie Vittoria otwiera okno i całują się, ale przez szybę. A potem już... jak ludzie ;] Ramiączko od sukienki jej pęka, co komentuje ona "Jeśli pękło, to jego wina [tego ramiączka]". Jeszcze chwilę Vittoria wędruje po mieszkaniu, Piero za nią kulturalnie i w starym stylu, a potem kładą się na łózku, kamera dyskretnie opuszcza mieszkanie, można przypuszczać co się wydarzyło. Dlaczego mu uległa ? Wydało mi sie, że w jej... egzystencjalnej formie było jej to całkowicie obojętne. NIe miało znaczenia. Może po to, żeby choć na moment przełamać apatię ? A czym to było dlla niego ? MOże chwilowy kaprys ? Może ulotne zaaferowanie urodziwą dziewczyną ? Ci dwoje nie wyglądają na zakochanych.

      Następne przedpołudnie spędzają razem. Najpierw w jego mieszkaniu, leżąc na sofie i śmiejąc się z byle czego. Potem wychodzą w plener, gdzie Piero napomyka o tym, że mogliby się związać ze sobą... Ona na to, że nie chce wychodzić za mąz, ma złe doświadczenia. On na to, jakie ona może mieć doświadczenia, skoro dotąd nie była mężatką ? - przez moment wisi w powietrzu mała burza nad Azją. Idą ulicą, znów odwiedzają swoje miejsce pod drzewem, na rogu.

      Kiedy w południe VIttoria opuszcza mieszkanie Piero - umawiają się na spotkanie dnia następnego. W ICH miejscu. Vittoria schodzi na dół, Piero jeszcze chwilę stoi na korytarzu w dzwiach. Potem wraca do pracy, kładzie na widełki słuchawki 76889 telefonów, które odłożył na czas, gdy Vittoria była u niego.

      I następuje finałowa sekwencja. Mieli się spotkać, prawda ? W ICH miejscu ?
      zobaczcie, co też się stało dnia następnego :
      www.youtube.com/watch?v=oSqhOzdTG-g
      spojlerując w spojlerze :} : kamera przez kilka minut, bez słów, pokazuje życie tej cichej, sennej ulicy : przystanek autobusowy, deszczówka lejąca się z baniaka, ludzie przechodzą... i co chwila - czasami wprost, a czasami dyskretnie, tylko przemazując w tle albo zaglądając błyskawicznie - kieruje się na to ICH mie
      • grek.grek Re: "Zaćmienie [L'eclisse]" [1962] 22.04.14, 14:29
        Kamera wyczekuje, obserwuje życie ulicy, i cały cały czas czeka na nich, pokazuje to ICH miejsce - przyjdą czy nie ? MOże chociaż jedno z nich ?

        W pewnym momencie widać dziewczynę idącą w kierunku tego miejsca. Blondynka. Vittoria ! ... NIe, to nie ona. Dziewczyna odwraca się profilem, przechodząc przez ulicę - to nie ona.

        Zapalają się światła lamp wieczornych, dwie pary wracają z zabawy ? idą na nią ? Wkrótce znikają w ciemnościach... Nad ICH miejscem jest latarnia. Oświeca je. Kamera obserwuje... Nie przychodzą. Ani oboje, ani żadne z nich.

        Wybitna scena, wg mnie. Mistrzowska jak chodzi o koncept, przekaz, formę i realizację. Przypomina ostatnią scenę "Zawodu : reporter" [kiedyś opisywałem, 3 częsci, jakbyście kiedyś mieli czas... i cierpliwość, mogę się tylko polecić :)]. Zapada w pamięć.

        Czarno-białe zdjęcia, stylowe aranżacje plenerów [pod]miejskich i scenografii wnętrzarskiej, doskonałe sceny "giełdowe", w których widać pełne panowanie nad żywiołem; urodziwi aktorzy, ale i dobrzy aktorzy, zwłaszcza Monica Vitti - cała w jakimś bezwładzie wewnętrznym, poruszająca się jak na autopilocie, symoblizująca jakieś przesielnie mentalnie, jakiś kryzys, a może ogólne zniechęcenie do życia, poczucie nonsensu, egzystencjalne sproszkowanie. I ten 'związek" pokazany tyleż z wielkim wyczuciem, co dowodzący atrofii uczuć w tych młodych ludziach. Maestro Antonioni maestro jest i to przez duże M. Z wielką przyjemnością ogląda się ten film. Widać wagę przykładaną do każdej sceny, niespieszność, przeciąganie ujęć, ale w taki sposób, że nie są zbyt długie, lecz w sam raz. Ciekawe, co by świętej pamięci powiedział na te dzisiejsze filmy tak pełne rwanych, teledyskowych popisów, zwanych "eksperymentami z formą". Może ci wybitni nie musieli kombinować, bo mieli coś do powiedzenia, umieli to powiedzieć i nie musieli uciekać się do kuglowania ? :]

        trailer :
        www.youtube.com/watch?v=5WSpXza38V4
        • grek.grek Re: "Zaćmienie [L'eclisse]" [1962] 22.04.14, 14:41
          PS : obejrzałem raz jeszcze tę ostatnią scenę - rewelacja. Jak kapitalnie można opowiedzieć o miłości, która nie mogła się zdarzyć, bo... zbyt niedojrzali byli ? bo im od początku nie zależało ? bo to chwila była tylko, bez konsekwencji ? bo takie czasy ? Jak w jeden moment w życiu dwójki ludzi można wpleść zatroskaną myśl o świat.

          Zraszacz, który wyłącza robotnik - wazny symbol, jakby przed czasem informujący, że nie przyjdą na spotkanie. Kiedy spacerowali poprzedniego dnia, Vittoria śmiała się oblewając Piera wodą z tego zraszacza. W tej ostatniej scenie, robotnik go wyłącza, woda przestaje płynąć. W świetle finału tej historii - mozna by powiedzieć, jakże to zasmucające ujęcie, odbierające zawczasu nadzieję. Tak to jakoś wygląda, jakby od tego ich spotkania zależała nadzieja dla świata, że nie chodzi o ich osobiste sprawy, a o to, czy świat zdolny jest do pokonania zwątpienia i cynizmu. Chyba pOleciałem solidnie w górne loty ;] wybaczcie mi.
    • grek.grek "Joanna" w TVp1 22.04.14, 15:33
      Jedynka się stara - w niedzielę "Nietykalni" [swoją drogą, na Filmwebie jest to #3 światowego rankingu, co chyba jest nieco przesadzoną ocenę, nie sądzicie ?], teraz "Joanna".

      W 2010 przebił się ten film z racji nagród dla Urszuli Grabowskiej za tytułową rolę, ale sama historia Polki z narażeniem życia i nie tylko ukrywającej żydowską dziewczynkę w Krakowie w czasie wojny - brzmi sama w sobie interesująco. Są dodatkowo Kinga Preis i Stanisława Celińska, z reżyserem jest Feliks Falk, więc brzmi świetnie.

      TVP1 21:20
      powtórka w czwartek 3:10

      ten drugi termin jakoś bardziej mi wygląda pasująco, zwłaszcza że dzisiaj przy okazji Liga Mistrzów. a jak u Was ? skaczecie dziś ? :]

        • grek.grek Re: "Joanna" w TVp1 23.04.14, 13:46
          no i... obejrzałaś do końca, Barbasiu ?

          Czcigodni ?

          Ja bym powiedział, że film dobry.
          [spoilery]
          Niejednoznaczny, jak chodzi o tego Niemca, któremu oddała się ofiarnie Joanna, bo wydaje się, że on chciał ją kulturalnie uwieść, ale że przypadkiem zdemaskował ukrywającą się małą i dostał propozycję... W każdym razie, esesman czy gestapowiec nie jest tutaj prymitywnym chamem, a nawet mówi po francuskiemu i przynosi wino.

          Przewrotny, kiedy okazuje się że ceną za poświęcenie w imię ratowania życia dziecka będzie dla Joanny także pogarda ze strony Polaków. swoją drogą, nawet gdyby sypiała z Niemcem wyłącznie dla ratowania siebie albo podnoszenia swojej pozycji materialnej - co komu do tego ? niech sobie sypia. jej los, jej życie, reszta niech pilnuje swojego nosa. a tutaj jakiś taki wymóg patriotyzmu, w imię którego można dziecko rzucić na czołg, bo przecież to zaszczytna śmierć za ojczyznę". wszystkie te normy wspólnotowe są po prostu niesmaczne i godzą w ludzką autonomię. ale ona to odczuwa głęboko, to ostrzyżenie włosów - niezwykła jest scena, kiedy oszołomiona biegnie ulicą i kryje głowę pod płaszczem. nie chodzi o estetykę, krótkie włosy to nie kłopot, ale o symbol - obciachana głowa, czyli "niemiecka dziwka", "kolaborantka", "szmata do oplucia". a potem ta wizytta matki i przez drzwi wystękanie, jak to się wstydzi córki i zabrania jej przychodzić na Wigilię do domu i w ogole, że "może kiedyś [przyznamy się do ciebie], jak ludzie zapomną" - ostateczny cios.

          nie rozumiem za to finałowej sceny.
          znaczy się, rozumiem jej symbolikę, ale... nie macie wrażenia, że to jednak było przesadzone ? że niby strzeliła samobója ? że poszła zdobywać szczyty górskie w samych pantoflach ? że uciekła od koszmaru ?

          wg mnie, wszystkie opcje są felerne.
          jasne, osiągnięcie masy krytycznej trudności i problemów albo oczyszcza i daje niezwykłą siłę, albo wpędza w otchłań i prowokuje załamanie. tutaj jednak Joanna ma powód, żeby dalej żyć - małą Różę. obiecała jej powrót. co z tego, że została potępiona przez wszystkich. jedno to miasto w POlsce, w którym można żyć ? wydawało by się, ze Joannie bliżej by było do wariantu pierwszego, a więc do wzmocnienia i zahartowania trudnościami i ciosami, a nie do bezładnej, histerycznej ucieczki, jaką sugeruje finał.

          Urszula Grabowska świetna, ale to już kolejna rola [po tej w "Glinie"], w której widzę ją w postaci cierpiętnicy, znerwicowanej, dość zamkniętej w sobie - oby nie została zaszufladkowana jako aktorka do grania takich właśnie typów postaci. jako kobiecie rozstanie się w długimi włosami pewnie nie przyszło jej łatwo, zwłaszcza że w filmie musiała zostać ostrzyżona w sposób chaotyczny i nierównomierny, co zapewne wymagało później ogolenia głowy - dla kobiety sprawa dośc istotna, jak sądzę. efektowne to było i bardzo wiarygodne.

          Stanisława Celińska klasowa - obrzydliwą postać dozorczyni, co to węszy i kabluje Niemcom, zagrała tak, że w scenie, gdy weszła do mieszkania Joanny i zaglądała po kątach jak zawodowy szpicel - łatwo się zapomnieć i rzucić jakimś klapkiem w telewizor ;]

          • pani_lovett Re: "Joanna" w TVp1 23.04.14, 18:31
            Tak. Obejrzałam do końca.

            > Niejednoznaczny, jak chodzi o tego Niemca,

            Tak. Zgadzam się.
            Co więcej ten oficer SS jako jedyny poznaje tajemnicę Joanny. I nie wydaje Joanny i dzewczynki. Jako jedyny też okazuje wsparcie, przysyłając paczkę z jedzeniem i aspiryną dla chorującej Róży.

            Scena, którą można by ją uznać za kontrowersyjną, kiedy Joanna podczas ostatniego spotkania z Niemcem wykonuje gest jakby przytulała się , jakby chciała przytulić się do oficera. W podziękowaniu? W poszukiwaniu wsparcia? A może dając wyraz rodzącym się ciepłym uczuciom do esesmana?

            > Przewrotny, kiedy okazuje się że ceną za poświęcenie w imię ratowania życia dzi
            > ecka będzie dla Joanny także pogarda ze strony Polaków.


            Tak. Przy czym, pogarda i odrzucenie ze strony swoich ma związek raczej z osobą niemieckiego oficera, któremu Joanna wpadła w oko, i który się w okół niej kręcił oraz niesłusznymi oskarżeniami o zadawanie się z Niemcami, o kolaborację.
            Tu się otwiera ciekawy wątek niesłusznych oskarżeń o kolaborację, błędnych wyroków wydawanych przez AK-owców.

            > nie rozumiem za to finałowej sceny.
            > znaczy się, rozumiem jej symbolikę, ale... nie macie wrażenia, że to jednak był
            > o przesadzone ? że niby strzeliła samobója ? że poszła zdobywać szczyty górskie
            > w samych pantoflach ? że uciekła od koszmaru ?


            W pierwszej chwili też mi się nie podobało zakończenie, sugestia samobójstwa , odebranie nadziei na szczęśliwy koniec, spotkanie z Różą, może stworzenie rodziny.

            Ale potem pomyślałam, że Joanna mogła po ludzku nie udźwignąć ciężaru sytuacji, nagromadzenia traumatycznych doświadczeń. Joanna nie była bohaterką, nie działała nawet aktywnie w żadnej organizacji ruchu oporu, została nagle postawiona w skrajnie trudnej sytuacji. Zdołała uratować małą, ale zapłaciła za to swoim zdrowiem, życiem, choć, zauważ, w sposób zupełnie inny niż do tej pory pokazywano w filmach o tematyce wojennej. I w gruncie rzeczy w mało bohaterski sposób.
            To kolene odejście od utrwalonych schematów i przyzwyczajeń widza.

            >Stanisława Celińska klasowa - obrzydliwą postać dozorczyni, co to węszy kablu
            > je Niemcom, [...]

            Dla mnie postać dozorczyni w wykonaniu Stanisławy Celińskiej jest (genialnie ) nieprzenikniona. Jest to typ, który ma oczy dokoła głowy, widzi wszystko, wie o wszystkim i wszytskich, owszem, aczkolwiek wcale nie można mieć pewności, że to ona doniosła Niemcom na Joannę. Może zrobiła to osoba, która interesowała się mieszkaniem Joanny, chcąc je przejąć. Może, któreś z dzieci bawiących się na podwórku zauważyło małą Różę spoglądającą zza firanki okno i powiedziało o tym rodzicom.
            Nie ma również pewności, że to dozorczyni doniosła AK-owcom o spotkaniach z Niemcem, choć jej mina, kiedy Joanna żegna się przed kamienicą z oficerem SS, wiele mówiła.


            >swoją drogą, nawet gdyby sypiała z Niemcem wyłącznie dla ratowania siebie albo >podnoszenia swojej pozycji materialnej - co komu do tego ? niech sobie sypia. jej los, jej >życie, reszta niech pilnuje swojego nosa. a tutaj jakiś taki wymóg patriotyzmu,

            Okradają cię, niszczą wszystko, co stworzyłeś, ograniczają twoje prawa, torturują twojego ojca, gwałcą siostrę, palą w piecu twojego sąsiada i jego małe dzieci, a tym świadomie robisz im herbatę i ścielesz łóżko, żeby rzucili ci ochłapy, żeby podnieść swoją pozycję materialną???


            Wspaniała rola Urszuli Grabowskiej.
            Dobry film.

            :)


            • grek.grek Re: "Joanna" w TVp1 24.04.14, 16:25
              chodziło Niemcowi o seks :]
              ale z drugiej strony, wydaje sie, że czuł do Joanny jakąs sympatię, nie ?
              no i tych paczek też nie musiał przynosić, jak słusznie zauważyłaś.
              Niemiec więcej dla nich zrobił [choć nie bezinteresownie] niż Polacy.

              mnie się wydaje, że doznała osłabienia na wieśc o tym, że jej mąz zmarł.

              niby racja, ale jakie kto ma prawo do osądzania innych ?
              ci sami Polacy chętnie ją zakapowali, bo przecież Niemcy przyszli z rewizją z powodu donosu
              że Joanna ukrywa żydowskie dziecko.

              masz dużo racji, Barbasiu.
              ciężar ją przerósł, w końcu spadają na nią kolejne serie ciosów, mogła się załamać.
              ten finał na pewno podkreśla tragizm jej losów, ale wydaje mi się trochę przesadnie
              namalowany : pejzaż wysokogórski, a ona idzie przez te śniegi... może zbyt monumentalne
              ujęcie :]

              była jeszcze, tak sądzę, opcja pozostawienia wszystkiego w zawieszeniu, bez sugestii jakichkolwiek.

              ha, może i tak było.
              mnie sie wydaje, że dozorczyni była kapusiem. ta jej wszędobylskość, ta nieszczera troska, to zainteresowanie niezdrowe niewłasnym życiem... jakoś mi to brzydko pachniało.

              hard play :]
              wiesz, jedną z podstawowych intuicji człowieka jest pragnienie przetrwania.
              czy matki oddające się za chleb, aby ich dzieci nie głodowały zasługują na potępienie ?
              nie, walczą o przeżycie.

              Joanna nikogo nie krzywdzi, nawet gdyby nie chodziło o życie Rózy i sypiała z Niemcem dla
              własnej korzyści.
              ona nikogo nie krzywdzi.
              to Polacy ją krzywdzą, żądając od niej żeby poświęciła się w imię jakiejś dziwnej dumy i rzekomego oporu wobec okupanta. dla kodeksu honorowego.

              kodeks honorowy nie ratuje życia, kodeksem honorowym nie wyleczysz dziecka, kodeksem honorowym nie uratujesz sie od śmierci głodowej. kodeks honorowy nie uchroni cię od wywózki do obozu koncentracyjnego. wiele polskich kobiet miało w czasie okupacji 'swojego Niemca", z którym sypiały i zapewniały bezpieczeństwo sobie i bliskim. lepiej było dać się zagazować ?

              Joanna wybrała jedną ze strategii przetrwania. nie robiąc nikomu krzywdy w ten sposób. spotyka ją potępienie za to, że śmiała wyłamać się z niepisanych norm ustalonych przez jakąś wspólnotową świadomość. tyle że to norma zniewalająca człowieka, odbierająća mu autonomię.

              jej przypadek ma coś wspólnego z Maleną z filmu Tornatore. tyle że Malena sypiała z oficerem niemieckim własnie dla przetrwania, dla bezpieczeństwa, myśląc że jej mąz zginał na wojnie. miasteczko ją potępia, opluwa. po wojnie nadal jest ona wyrodkiem i traktuje się ją z pogardą. ale wtedy wraca z wojny mąż, który wcale nie zginął. i wychodzą razem na spacer, zaś miasteczko nie śmie już dłużej jej szykanować.

              • pepsic Re: "Joanna" w TVp1 25.04.14, 19:27
                Niby co mogła zrobić? Pohańbiona, z ogoloną głową, bez środków do życia, w depresji po śmierci ukochanego, odrzucona przez rodzinę. Gdzie znalazłaby pracę, jak się gdziekolwiek przetransportowała z dzieckiem o wyraźnym semickim typie urody? Nawet gestapowiec erudyta radził, aby pozbyć się dziecka. Dla Ciebie Greku, jak zwykle wszystko jest jasne i proste;) A Joannę tak zwyczajne po ludzku życie przerosło.

                Podobnie, jak Barbasia sypianie w wrogiem uważam za dwuznacznie moralnie, aczkolwiek nie byłabym tak surowa, bo różne są motywacje, niekoniecznie wyrachowanie, a poza tym krew nie woda. I znakomitym przykładem jest Joanna, która zrobiła to w chwili realnego zagrożenia życia Róży i swojego. Aczkolwiek nie sądzę, aby była dobrym przykładem na kobietę, która dla własnych korzyści sypia z wrogiem, bo w jej przypadku zadziałał jednorazowy impuls.
                • pani_lovett Re: "Joanna" w TVp1 26.04.14, 17:06
                  >Aczkolwiek nie sądzę,
                  > aby była dobrym przykładem na kobietę, która dla własnych korzyści sypia z wro
                  > giem, bo w jej przypadku zadziałał jednorazowy impuls.

                  Właściwie ona została zmuszona do tego przez okoliczności. Czuła, że to jedyna szansa by uratować siebie i Różę.
                • grek.grek Re: "Joanna" w TVp1 27.04.14, 13:39
                  e tam, "proste i jasne" ? ;]
                  szczur odgryzie sobie łapę, jesli będzie trzeba, by wydostać się z potrzasku, będzie
                  walczył do końca. człowiek nie jest gorszy.

                  powtórzę, że kumulacja nieszczęśc prowadzi albo do załamania albo do zahartowania.
                  jeśli Joanna załamuje się - mogę żyć z takim postawieniem sprawy, bo filmowo ma
                  ono swoją rangę i na pewno [jak powiedziała Barbasia] jest niesztampowe.

                  jeśli z czym bym polemizował, to z tym finałem, który został wg mnie zaprojektowany
                  dość kiczowato.

                  właśnie.
                  sypianie z wrogiem jest 'dwuznaczne moralnie", ale wobec czego ?
                  jakiego układu odniesienia ?
                  wspólnoty, która odbiera ci prawo do walki o przetrwanie w imię jakichś zasad, które są zwyczajnie głupie, bo ewokują zagrożenie śmiercią ?

                  powiedzmy, że Joanna albo inna Polka wychodzi na ulicę i zostaje ucapiona w trakcie łapanki.
                  ma zostać rozstrzelana.
                  ta, która ma "swojego Niemca" uratuje się. i może jeszcze kogoś uratuje.

                  a tu dumna i wierna wspólnocie, która nie sypia z wrogiem "dla własnych korzyści" ?
                  dostanie kulkę w łeb. nie uratuje ani siebie ani nikogo innego.
                  warto umierać pod murem dla... dla czego ? dla kogo ?
                  czy nie dla zasad, które nie mają kwantyfikatorów i realnej postaci, a są jedynie zlepkiem komunałów ?

                  wiesz, mówimy o czasie wojny, a tutaj tzw. moralność nie jest "prosta i jasna" :]
                  • pani_lovett Re: "Joanna" w TVp1 17.05.14, 18:29
                    grek.grek napisał:

                    > sypianie z wrogiem jest 'dwuznaczne moralnie", ale wobec czego ?
                    > jakiego układu odniesienia ?
                    > wspólnoty, która odbiera ci prawo do walki o przetrwanie w imię jakichś zasad,
                    > które są zwyczajnie głupie, bo ewokują zagrożenie śmiercią ?

                    Tak, właśnie, wobec wspólnoty. Bo tylko jednocząc się ze wspólnotą możesz przetrwać w sytuacji poważnego zagrożenia jaką jest wojna. Zwłaszcza, że okupant ma jasno postawione cele, chce dokonać eksterminacji całego narodu. Planuje wymordować elity narodu, całą inteligencję oraz wszystkich, którzy mu się usiłują przeciwstawić, zaś resztę wykorzystać w charakterze niewolników do najcięższych prac. Jednostka pozostawiona sama sobie w tej sytuacji nie ma wielkich szans na przetrwanie.

                    Co by było gdyby wspólnota nie zintegrowała się i każdy zaczął działać na własną rękę, gdyby ludzie masowo zaczęli kolaborować z wrogiem? Taka wspólnota przecież bardzo szybko przestałaby istnieć, w najlepszym przypadku stałaby się narodem niewolników. A przecież nikt nie chce żyć w niewoli i pod butem i batem innych.

                    Dlatego zabijanie kolaborantów, karanie czy szykanowanie kobiet zadających się z Niemcami miało wpływać na morale wspólnoty, odstraszało też od pokusy kolaboracji.

                    > wiesz, mówimy o czasie wojny, a tutaj tzw. moralność nie jest "prosta i jasna"

                    To prawda, nie jest.

                    > powiedzmy, że Joanna albo inna Polka wychodzi na ulicę i zostaje ucapiona w tra
                    > kcie łapanki. ma zostać rozstrzelana.
                    > ta, która ma "swojego Niemca" uratuje się. i może jeszcze kogoś uratuje.


                    Może się uratuje, może nie.



                    > jeśli z czym bym polemizował, to z tym finałem, który został wg mnie zaprojekto
                    > wany dość kiczowato.

                    Właśnie nie wiem, czy to kiczowate czy nie. Rozumiem intencje reżysera, który tym finałem chciał zadośćuczynić pokrzywdzonej Róży, wynagrodzić jej niezawinioną krzywdę. Uwznioślić ją.
                    • grek.grek Re: "Joanna" w TVp1 19.05.14, 15:39
                      wiesz, pytanie czy ktoś sobie życzy z tą wspólnotą się bratać czy moze chce się ratować
                      na własną rękę. co współnocie do tego ?

                      tutaj wspólnota siłą zagarnia wszystkich, nie pytając ich o zgodę i własne zdanie.
                      to terror - zmuszanie przemocą do oporu wobec wroga. to kibolstwo.

                      chodzi mi właśnie o to, że jednostka zostaje zniewolona przez wymuszającą na niej
                      [przemocą, karami, zastraszaniem] określone zachowania wspólnotę.

                      ta złapana na ulicy, która ma 'swojego Niemca' ma przynajmniej szansę.
                      ta bez Niemca nie ma żadnych szans.





              • pani_lovett Re: "Joanna" w TVp1 26.04.14, 16:49
                grek.grek napisał:

                > chodziło Niemcowi o seks :]
                > ale z drugiej strony, wydaje sie, że czuł do Joanny jakąs sympatię, nie ?

                Z całą pewnością Joanna wpadła mu w oko. I niebezinteresowne były jego odwiedziny u Joanny.

                > no i tych paczek też nie musiał przynosić, jak słusznie zauważyłaś.
                > Niemiec więcej dla nich zrobił [choć nie bezinteresownie] niż Polacy.

                Tu bym dyskutowała. Joanna nie przyznała się przecież rodzinie, znajomym, że ukrywa żydowską dziewczynę. Poza tym od siostry i siostrzenicy dostała ubrania, zabawki, książki. W finale Staszka, znajoma z pracy na poczcie, kieruje ją do ludzi, którzy pomagają ukryć Różę w klasztorze. Więc chyba nie można powiedzieć, że to Niemiec zrobił większą przysługę niż Polacy.

                > ten finał na pewno podkreśla tragizm jej losów, ale wydaje mi się trochę przesa
                > dnie namalowany : pejzaż wysokogórski, a ona idzie przez te śniegi... może zbyt monu
                > mentalne ujęcie :]
                Może i masz rację, że zbyt monumentalne. Jak się skupiłam na symbolice gór (niebo, Bóg) , bieli (niewinność). Góry to też (pewnie ukochane) miejsca, gdzie często bywali z mężem.


                > ha, może i tak było.
                > mnie sie wydaje, że dozorczyni była kapusiem. ta jej wszędobylskość, ta nieszcz
                > era troska, to zainteresowanie niezdrowe niewłasnym życiem... jakoś mi to brzydko >pachniało

                Takie są dozorczynie. ;)
                A jednak, imo, nie ma stuprocentowej pewności, nie ma pewnych sygnałów, że to ona, dozorczyni doniosła na Joannę do Niemców.


                Oczywiście, znalazłabym usprawiedliwienie dla "zadawania się z Niemcami" w celu ratowania życia drugiego człowieka, dziecka, swojego życia. Zrozumiałabym również powody sercowe, zakochanie, miłość.

                A propos ostatniego, Marek Hłasko napisał wstrząsąjące opowiadanie pt. "Miesiąc Matki Boskiej", opisujące historię wykonania wyroku przez żołnierzy AK na młodej kobiecie oskarżonej o kolaboracje, czy zadawanie z Niemcem. Kobieta choć jest świadoma , że bardzo młodzi, niedoświadczeni chłopcy, nie zrozumieją jej, wyjaśnia im, że ona robiła to z miłości do tego mężczyzny, że ważny był mężczyzna, a nie mundur, który on nosi.

                Natomiast kolaborację dla własnej korzyści, polepszenia swego statusu, pozycji uważam za niedopuszczalną, niemoralną, obrzydliwą i haniebną. Za zbrodnię.

                z którym sypiały i zapewniały bezpieczeństwo sob
                > ie i bliskim. lepiej było dać się zagazować ?

                Tylko, że często ceną własnego ocalenia było bezpieczeństwo i życie innych osób.

                wiele polskich kobiet miało w cza
                > sie okupacji 'swojego Niemca", z którym sypiały i zapewniały bezpieczeństwo sob
                > ie i bliskim. lepiej było dać się zagazować ?

                Przyznam, że nie wiem, czy takich kobiet było wiele.

                Przez myśl mi nawet nie przeszło, by potępiać Joannę. Ona jest niewinna. Ona jest święta. Dla ratowania drugiego człowieka poświęciła życie.
                Ale wołałabym, by wybrała inną drogę w finale.

                Zastanawia mnie dlaczego matka Joanny tak szybko ja skreśliła, nie prosząc o wyjaśnienia...
                • grek.grek Re: "Joanna" w TVp1 27.04.14, 14:00
                  pytanie brzmi : dlaczego Joanna nie ufa Polakom i nawet bliskim nie wyjawia prawdy ?
                  z jednej strony, jest to zabieg warunkujący dramaturgię i psychologię filmu, ale z drugiej... czy nie jest sugestią, że Joanna po prostu wie, że świnią może sie okazać każdy i że tzw. wspólnota, która uzurpuje sobie prawo do oceniania czyjegoś życia i zaangażowania w tzw. patriotyzm, to fikcja i ściema ?

                  yes, góry i mąż - teraz przypominam sobie.

                  dlaczego za zbrodnię uwazasz "kolaborację dla własnej korzyści" ?
                  wg mnie, w czasie wojny przetrwanie i własna korzyśc w zasadzie istnieją równolegle.

                  utrzymanki Niemców miały immunitet na szykany, chodziły z nimi do lokali, sypiały, dostawały dobre ubrania, jedzenie, prowadziły normalne życie. jasne - w tym czasie reszta była cięmiężona, ale... wg mnie, czepianie się tych kobiet za to, że były na tyle atrakcyjne, że dostała im się taka szansa, a one z niej skorzystały - jest nietrafione. sztuka przetrwania ma rózne odcienie. jeśli oszukiwanie Niemców, robienie ich w konia było wtedy dowodem patriotyzmu, to dlaczego umiejętnośc zapewnienia sobie bezpieczeństwa kosztem tychże okupantów była traktowana jak zdrada ? to nielogiczne :]

                  powiedzmy, że 30 osób jedzie autobusem.
                  jest wypadek.
                  autobus staje w płomieniach.
                  masz szansę się uratować, ale nie możesz pomóc pozostałym 29 osobom.
                  zostajesz w imię lojalności i dajesz się spalić, czy uciekasz kiedy masz sposobność ?

                  czy Galileusz okazał się świnią, bo oficjalnie zaparł się swoich teorii i dzięki temu uniknął
                  stosu ?

                  yes, zachowanie matki jest fatalne. najwyraźniej i ona doznała prania mózgu za pomocą
                  narodowej dumy i wierności czemuś, co nie istnieje realnie, a jedynie jest przesądem, czyli jakiejś wspólnoty dumy i oporu, w którą włączeni są przymusowo wszyscy, a jak kto zrobi
                  na przekór, to grupa dzierżyńskich dopadnie, ogoli głowę i napiętnuje.

                  ci Polacy z Joanny przypominają mi kiboli, którzy na stadionie biją każdego, kto nie chce śpiewac ich piosenek, obrażać wulgarnie przeciwnych kiboli i skakać kiedy zapiewajło nakazuje. niestety, do tego prowadzi tzw. wspólnota narodowa. dlatego, im szybciej rozpłyniemy się w Europie i nasza "polskość" przestanie nas określać, a ta najagresywniejsza grupa przestanie nas wzywać do takiego "kibolstwa" - tym dla nas wszystkich lepiej, i dla dzieci które po nas przyjdą.





                  • pepsic Re: "Joanna" w TVp1 29.04.14, 20:31
                    dlaczego Joanna nie ufa Polakom i nawet bliskim nie wyjawia prawdy ?
                    Rodakom nie zdradza sekretu, bo im więcej ludzi wie, tym bardziej narażone jest życie Róży. Nie chce również narażać własnej rodziny na śmierć bądź obóz, bo takie kary groziły Polakom za ukrywanie Żydów. A Joanna była osoba świetą, jak Barbasia napisała.
                    • pani_lovett Re: "Joanna" w TVp1 04.05.14, 16:52
                      pepsic napisała:

                      > dlaczego Joanna nie ufa Polakom i nawet bliskim nie wyjawia prawdy ?
                      > Rodakom nie zdradza sekretu, bo im więcej ludzi wie, tym bardziej narażone jes
                      > t życie Róży. Nie chce również narażać własnej rodziny na śmierć bądź obóz, b
                      > o takie kary groziły Polakom za ukrywanie Żydów.

                      Otóż to.
                  • pani_lovett Re: "Joanna" w TVp1 17.05.14, 19:15
                    Na części najważniejszych kwestii odpowiedziałam wyżej.

                    > powiedzmy, że 30 osób jedzie autobusem.
                    > jest wypadek.
                    > autobus staje w płomieniach.
                    > masz szansę się uratować, ale nie możesz pomóc pozostałym 29 osobom.
                    > zostajesz w imię lojalności i dajesz się spalić, czy uciekasz kiedy masz sposob
                    > ność ?

                    Jasne, że w tej sytuacji, jak już nie ma żadnej możliwości, by pomóc innym człowiek musi ratować swoje życie. Ale to zupełnie inny przypadek i nie da się go porównać do sytuacji podczas wojny. ( o kolaboracji z wrogiem podczas wojny odniosłam się w w tym wątku w poście wyżej). Sprawy Galileusza także jest nieporównywalna.

                    > narodowej dumy i wierności czemuś, co nie istnieje realnie, a jedynie jest prze
                    > sądem, czyli jakiejś wspólnoty dumy i oporu,

                    Tylko wspólnota ( o podłożu etnicznym, gospodarczym, politycznym, społecznym i kulturowym wytworzona w procesie dziejowym, przejawiająca się w świadomości swych członków) może przetrwać (j/w).


                    im szybciej rozpłyniemy się w Europie i nasza "polskość" przestanie na
                    > s określać, a ta najagresywniejsza grupa przestanie nas wzywać do takiego "kibo
                    > lstwa" - tym dla nas wszystkich lepiej, i dla dzieci które po nas przyjdą.

                    Nie lubię kiboli, ale nie wiem dlaczegóż to mamy rozpływać się w Europie i naszej "polskości" się pozbywać?
                    I kim my wtedy będziemy pozbywszy się polskości (w praktyce jak by to wyglądało?)? Zwłaszcza, jeśli Czesi nie pozbędą się swej czeskości (którą chyba w sobie lubią), Niemcy niemieckości, a Rosjanie rosyjskości? ;)

                    Polska ma, uważam, trochę do zaoferowania Europie, więc może nie warto rozpływać się w Europie być niewidzialnym, nijakim.