Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2014 - 5 (vol. 43)

01.05.14, 22:18
wlasnie mi sie przypomnialo, ze dzis nowy miesiac :)
Obserwuj wątek
    • maniaczytania KK - maj 01.05.14, 22:23
      08.05 - Idy marcowe
      15.05 - Scoop - Goracy temat - ile mozna?
      22.05 - Hawana - miasto utracone - tez chyba juz bylo?
      29.05 - Jestes Bogiem - no, wreszcie cos nowego i interesujacego, widzialam w kinie, bardzo mi sie podobal, nie ukrywam, ze licze na dyskusje ;)
      • grek.grek Re: KK - maj 02.05.14, 12:48
        dzięki, Maniu :]

        "Idy marcowe" Wam opisywałem niedawno [leciał na CTv], mam nadzieję że choć trochę zapomnieliście, albo - w kontekście premiery w TVP - że... w ogóle nie podchodziliście do mojego opisu ;]]

        "Jesteś Bogiem" - yup, bardzo dobry wybór. szkoda, że TVP watuje Kocham Kino entymi powtórkami. to powinien być ekskluzywny wybór, naprawdę dużej miary PREMIERY, a nie miłe i poczciwe, ale jednak powtórki. to zaniża... majestat ;] i rangę.

        a do tego... jak już naprawdę pani Torbicka nie ma pomysłu albo pieniędzy, żeby pokazać jakiś brand new hot thing, to niech pokazuje stare filmy. jako specjalistka od kina, zdaje sobie chyba sprawozdanie z tego, jakie zasoby ma klasyka włoskiego, francuskiego, amerykańskiego kina. jest tego na kopy, rzadko pokazywanego, tłamszonego gdzieś w archiwach. pani Grażyno, więcej kreatywności !

        swoją drogą, to wstyd, że kanał komercyjny jakim jest Stopklatka, pokazuje w jednym ciągu "Niewinnych czarodziejów", "Matkę Joannę od Aniołów" i bodajże "Nikt nie woła", a na drugi dzień "Zaklęte rewiry", nad ranem w środę natrafiłem na końcówkę "Kanału". TVP serwuje zaś "Hulka" i inne bzdety albo powtórki powtórek seriali.

        podejrzewam, że pierwszy lepszy Rosjanin sprzedający używane ołówki z materaca na bazarku prowadziłby TVP znacznie lepiej niż jej obecni polityczni nominaci. tym ludziom strach dać sam portfel do popilnowania, a co dopiero portfel wypchany gotówką.

        znów mnie naszło :]
      • pepsic Re: KK - maj 02.05.14, 13:30
        "Idy marcowe" - poprawny thriller polityczny, standard. Śp. Hoffman w roli drugoplanowej jakoś bez szału.

        "Sccop..." Scarlett Johanson wreszcie trafia w swoje emploi. Sympatyczne i lekkie.

        "Hawana..." - przyjemne ze względu na Andiego Garcię, aczkolwiek tempo nie powala.

        "Jesteś Bogiem" - o! Czuję się zachęcona:)
    • grek.grek "Szczęki" Puls, 20:00 El Classico ;] 02.05.14, 12:51
      piękna powtórka, nie sądzicie ? :]

      klasyk klasyków. kapitalnie zbudowany scenariusz, fantastyczna muzyka, rewelacyjny suspens, niezapomniane dialogi i sceny.

      to zajmująca rzecz - myśl, że za kolejne 40 lat "Szczęki" wciąż będą zachwycać kolejne pokolenia ludzkości filmowej.
        • grek.grek Re: "Szczęki" Puls, 20:00 El Classico ;] 03.05.14, 13:38
          o yes.

          ile tam podtekstów jest w samej konstrukcji postaci : Quint ma swoje motywacje, które nakazują mu działać wbrew zdrowemu rozsądkowi - całe życie gania za rekinami z powodu traumy z młodości, z czasów wojny, której nigdy się nie pozbył i teraz uważa, że jak złapie tego rekina rekinów, to może dozna katharsis; Brody chce zmazać poczucie winy, jakie ma z okazji śmierci chłopca spowodowanej niezamknięciem przez niego plaży [winna była rada miasteczka i burmistrz, ale i Brody nie dośc zdecydowany w działaniach, mimo swoich prerogatyw]; ofk, nawiązanie do "Starego człowieka i morza"; pośrodku jest Hooper, czyli człowiek bez przeszłości, ale zaintrygowany rekinami, zakochany w nich, stąd zapewne jego liczne potyczki z Quintem, który od początku traktuje go z niechęcią i wrogim szyderstwem - właśnie z tego powodu.
          plus władze miasteczka, burmistrz, niby głupcy negujący zagrożenie i narażający ludzi, ale przecież także gospodarze - zdający sobie sprawę z tego, że zamknięcie plaży i dostępu do wody oznacza finansowy krach całego miasta, żyjącego z tego kurortu.

          zero pośpiechu, spokojnie, a intrygująco, budowana fabuła, pokazywane związki międzyludzkie, sceny plażowe, kolejne epizody zwiastujące obecnośc rekina, a sam rekin w pełnej krasie dopiero po jakimś czasie się ujawnia. ten moment, kiedy Brody widzi go po raz pierwszy, płynąc już kutrem Quinta - rewelacyjny, niezapomniany. rekin ukazuje się na moment w całej paszczowej okazałości, Brody z wielkimi oczami cofa się mimowolnie aż do budki kapitańskiej - i ten tekst ; "Będziemy potrzebowali większej łodzi", mistrzostwo :] Ale tych scen jest pińcet, można by cały film opisać, chcąc je po kolei wymieniać.

          jacy klasowi aktorzy : Robert Shaw gra mistrzowsko, Quint ma swój styl, a jednocześnie intrygującą psychologię; Dreyffus kapitalnie podaje tekst, z Scheider chyba najlepszy jest jednak w scenach lądowych, na wodzie film przejmuje Shaw.

          truizmy opowiadam, ale jakoś mnie znów napadło ;]

          • pepsic Re: "Szczęki" Puls, 20:00 El Classico ;] 04.05.14, 18:36
            Zaczęłam oglądać, ale niespodziewani goście zwalili mi sie na głowę;) Myślałam, że nie są ramotką, ale jednak trochę. Do Twojej zgrabnej recenzji dorzucam jeden istotny element, a mianowicie kultowy już podkład muzyczny potęgujący emocje, a także okularki na pół twarzy Roya Scheidera, i ujmującego sposobem bycia Richarda Dreyfussa.
            Mi sie spodobał tekst: ale masz brzydki czepek. I z jakim obrzydzeniem zostało to powiedziane. Kojarzysz? Ten czepek przez pomyłkę uznał za grzbiet rekina pojawiający sie obok kobiety szczupłej inaczej i bez kompleksów.
    • grek.grek "Taksówkarz", POlsat, 0:15, klasyka vol II 02.05.14, 12:59
      drugi klasyk, tym raZem w Polsacie, który czasami zaskakuje, jak zima drogowców.

      kiedyś porwałem się na opis i nie tylko, ale nie będę Was wkurzał linkowaniem tego, co
      napisałem - lepiej obejrzeć, o błogosławieni, którzy jeszcze nie widzieli, bo cóż za projekcja przed Wami :]. wybitne kino, wybitna rola Roberta de Niro, kultowy debiut Jodie Foster, dla której jakiś facet chciał, po obejrzeniu jej w tym filmie, zabić prezydenta; wybitny portret miasta [NYC], a wraz z nim tej brzydkiej strony Ameryki, chowanej przed światem - nocnej, plugawej, pełnej występku i degrengolady, z dziwkami, alfonsami, złodziejami, brudnymi zaułkami, obleśnymi pokoikami zaplutych hotelików, pornokinami, cynizmem i brutalnością. Martin Scorsese w najlepszej swojej odsłonie.

    • grek.grek "Pod Mocnym Aniołem", suplement niejako 02.05.14, 16:58
      z recenzji [Barbasiu, dzięki raz jeszcze] wynika, że przykry obraz serwuje Smarzowski w swojej adaptacji "Pod Mocnym..." - trafiło mi się coś zupełnie na inną nogę, woda ognista leje się gęsto, ale te anegdoty są przekomiczne, a język przeuroczy.

      chciałem dać link, ale mechanizm nie przepuścił i określił go jako "spam".

      w takim razie podam tytuł artykułu, przez wujka gugla na pewno łatwo znajdziecie :
      "Artyści nietrzeźwi. Upodobanie do alkoholu wśród elit II RP".

      czyta się jednym tchem.
      aha, i upewnijcie się, że nie macie w barku żadnych procentów, to może Was najśc ochota; a jak macie, to zanim zaczniecie - skoczcie do sklepu dokupić, bo później możecie nie być
      w dostatecznie dobrej formie do sprostania temu wyzwaniu ;]]

      [niby "Pod Mocnym..." lezy na paru dostępnych stronach i dałoby się obejrzeć, a jakoś
      jak jest pod ręką, to nie mogę się nastroić odpowiednio; podziwiam ludzi, którzy sięgają po
      prostu po jakiś film i oglądają - bez celebracji i ceregieli; dopiero jak w ramówce takie cudo
      się pojawia, to nastrój klecę w 5 minut, heh - magiczna moc konieczności dziejowej; też tak macie ? :)]
    • grek.grek co gramy dzisiaj ? 03.05.14, 16:51
      ja dzisiaj nabijam oglądalność CTv :
      20:00 Sherlock
      23:05 Luther [6]

      przedziela je francuska kryminałka "Niepokorni" z 2008 [ u nas miała taki tytuł, Czesi dają to pod tytułem "W krzyżowym ogniu"].
      na Rotten 0 %, bo i żadnej recenzji nie znaleźli ;]
      na IMbd 5,7 na 10.
      Filmweb 6 na 10.

      w Kulturze powtórka "MOjego tygodnia z Marilyn" - 20:20 & 0:25
      w POlsacie od 20:00 najnowsza [?] [2011] wersja "Trzech muszkieterów".
      "Karmazynowy przypływ" i "Hulk" to TVP 1 &2.

      coś dodajemy ?




    • grek.grek "Niepokorni, Les Insoumis" [made in france 08] Ct2 04.05.14, 13:05
      Dośc konwencjonalny film sensacyjjny.

      Zaczyna się sceną uwolnienia z więziennego konwoju gangstera. Dużego formatu. Ci co go odbijają robią szum i chaos, zabijają policyjną obstawę, a ten wychodzi sobie z furgonetki spacerowym krokiem, przeciera z pietyzmem okularki przed założeniem ich na nos... klasa sama w sobie ;]

      A potem zmienia się to w historię policjanta, który z Paryża przenosi się na prowincjonalny posterunek. Człowiek jest w seperacji z żoną, za sobą ma jakieś trudne momenty pod tytułem "straciłem partnera i zawiodłem w chwili próby" itd., a w gruncie rzeczy jest uczciwym gliną z zasadami. Przygarnia kota, karmi go mlekiem i mięsem, a na posterunku czyni jakościową zmianę wśród swoich kolegów i koleżanek. Wprawdzie interesem zarządza jakaś wyższa szarżą policjantka [w zaawansowanej ciąży], ale to Vincent staje się wzorem do naśladowania dla innych.

      Generalnie, jest to grupa policjantów nauczona bezczynności - ot, spisać pijaczka jadącego rowerem, złapać małolata ze skrętem, wkroczyć w rodzinną awanturę... To jest kaliber spraw, którymi się zajmują.

      A dookoła grasuje gang narkotykowy. Yup. Dzieją się dziwne rzeczy - nocami włącza się alarm w miejscowej fabryce broni, postrzelony zostaje policjant, w walce kickboxingowej o mistrzostwo śmierć ponosi local hero, jak później wychodzi z raportu medycznego - przedawkował prochy, ktoś jest szantażowany, ktoś znaleziony w kawałkach, jest trup, a niedaleko miejsca jego znalezienia stoi porzucone czarne mitsubishi... i jest właściciel miejscowego disco-klubu, w otoczeniu łysych ochroniarzy, plastkowych dzierlatek i z cygarem w twarzy. Już czujecie bluesa ? ;]

      No właśnie. Vincent zbiera do kupy te rozsypane puzzle i wychodzi mu, że w okolicy działa gang, który organizuje napady w róznych miejscach wokół Paryża. Właściciel klubu nie jest szefem gangu, szef gangu to ten gangster dużego formatu, co uciekł z konwoju. Właściciel klubu tylko zastępuje go tutaj na miejscu - organizuje kradzież broni oraz produkcję narkotyków.

      Vincent wciąga w całą akcję swoich nowych kolegów [i atrakcyjną ciemnoskórą koleżankę], którzy tylko czekali na "bycie prawdziwymi policjantami", organizuje co rano wspólne bieganie dla poprawy wydolności fizycznej i umysłowej, ale kiedy przychodzi moment konfrontacji - chce wyjechać. Ma to związek z faktem, że jego koledzy natrafiają na kilku gangsterów, chcą ich złapać, ale przeliczają się z własnymi siłami i jeden z nich ginie. Vincent uważa, ze ponosi winę za to, bo to on przekonywał ich, że powinni się angażować i wierzyć we własne umiejętności.

      Ofk, jak w konwencjonalnym sensacyjnym filmie - bohater musi wrócić, żeby pomóc w ostatecznym zwycięstwie, a sobie coś udowodnić.

      Vincent dociera do prawdy, którą znamy od początku - to cwaniakowaty właściciel klubu Black Coffee jest szychą i zarządcą gangu. Policja aresztuje dziada, ale wtedy na miejsce zjeżdza cała armia gangusów, na czele z tym dużym formatem, co uciekł z konwoju. Przyjeżdzają z bronią, na samochodach parawojskowych, w przepaskach i opaskach... dalibyście głowę sobie uciąć, że to scenka z jakiejś wojny domowej w Afryce, a nie z miasteczka 100 kilosów od Paryża ;]

      Tak czy owak, dochodzi do zbrojnej konfrontacji, z której policja wychodzi zwycięsko, duży format pada pod bronią, reszta pada albo idszie w rozsypkę i tylko utrafionej i zastrzelonej ciemnoskórej policjantki nie sposób odżałować. Vincent żegna kolegów, wsiada w pociąg i au revoir.

      Scenerią jest multikulti miasteczko skąpane w słońcu, gdzie Arabowie, czarnoskórzy stanowią większość, a białych tyle, co kot napłakał. Osobowości tutaj nie ma, Vincent jest schematyczny, psychologia śladowa, dramaturgia szczątkowa, i tylko czarnoskóra policjantka robi miłe wrażenie ;]]

      www.youtube.com/watch?v=j-6R46c04KM
    • grek.grek "Sherlock, His last voW" TVp2, 21:10 04.05.14, 14:40
      wybaczcie, że szarżuję z tym angielskim tytułem, ale nie bardzo wiem, jak wygląda polskie tłumaczenie dla TVP ;]

      szybko zleciało, szast prast i 9 odcinków tylko śmignęło.
      teraz przyjdzie nam ze 2 lata czekać na 4 serię, hehe [odpukać !].

      w sumie, to miejsce w grafiku mogłoby być stałym miejscem pokazywania
      jakichś topowych seriali, o ile TVP wykaże jakiś szacun dla widza, w co trudno uwierzyć.
      a co i rusz o jakimś nowym hiciorze się słyszy.

      [powtórka, z pon/wtorek 0:05]
      • grek.grek Re: "Sherlock, His last voW" TVp2, 21:10 04.05.14, 15:02
        PS : Czesi pokazali "Sign of Three" :
        a] z napisami przy scenie sherlockowej dedukcji na gazie
        b] z grafikami odmierzającymi ilośc wypitych trunków i wyliczeniami momentów zaproszenia Watsona przez matkę naturę do toalety podczas tournee po pubach podczas wieczoru kawalerskiego.

        kurdesz, nawet pojawiające się na 5 sekund w polu widzenia wpisy na blogu Watsona są PRZETŁUMACZONE na czeski :] zatrzymując kadr można sobie poczytać.

        TVP kompletnie te rzeczy pominęła. klapa.

        swoją drogą, nie zazdroszczę głuchym.
        TVP proponuje może 6-7 programów/filmów/odc.seriali z wersją dla niesłyszących.
        i to kiepską - kiedyś włączyłem sobie pod jakiś polski film, bo dialogi były momentami niewyraźne - zamiast wiernego tłumaczenia dialogów, jakieś skrótowce, oczywiście skrzętnie
        pominięte wszystkie słowa niecenzuralne, nawet w minimalnym stopniu. cholera, głuchy nie znaczy głupi :]

        nie żebym znów chwalił Czechów, ale u nich 95 % programów na tłumaczenia dla głuchych. obowiązkowo wszystkie filmy, seriale i dokumenty.

        TVP jest po prostu telewizją dziadowską, tak po prostu i do bólu :]
      • pani_lovett Re: "Sherlock, His last voW" TVp2, 21:10 04.05.14, 15:37
        Na stronie TVP2 podają - "Jego ostatnia przysięga", właśnie sprawdziłam.

        tvp2.tvp.pl/#
        To "w" w ostatnim wyrazie angielskiego tytułu ma być pisanej z dużej litery czy to literówka Ci się przydarzyła ?

        > w sumie, to miejsce w grafiku mogłoby być stałym miejscem pokazywania
        > jakichś topowych seriali,

        Doskonały pomysł. :)
        • grek.grek Re: "Sherlock, His last voW" TVp2, 21:10 04.05.14, 17:37
          prawda ?

          nie mówię o jakichś "Dexterach", "Breaking Bad" czy Grach o tron" etc., bo te mają po kilka sezonów i zaczynanie od pierwszego, mającego dobre kilka lat na karku - nie ma większego sensu

          bardziej myślę o tych nowych rzeczach, które dopiero co wyszły na jaw, pierwsze sezony mają góra pół roku albo rok, może nie wszyscy natrafili i obejrzeli.

          swoją drogą... TVP powinna sobie gwizdać na oglądalność, jakby uznali że taka "Gra o tron" to misja, to powinni ją pokazywać od 1. sezonu i koniec. nawet jakby oglądało 50 tys ludzi. bo na tym misja polega. a M jak Miłośc sprzedać do TVN :], właściwy serial by był na właściwym miejscu.
    • grek.grek "Odznaka" w Stopklatce [późno] 04.05.14, 14:46
      miasteczko w Luizjanie, śmierc transseksualisty, dociekliwy policjant [ale homofob], zmowa milczenia, podejrzani miejscowi politycy, śledztwo w dusznym klimacie nie tylko południa Ameryki, ale i klubów ze stritptizem i innymi erotyzującymi rzeczami... może to być zarówno bardzo schematyczne, jak i całkiem oryginalne. z Billym Bobem Thorntonem, który ma dryg do ról wagowo obciązonych ;]

      2:45
          • pani_lovett Re: "Odznaka" w Stopklatce [późno] 05.05.14, 17:55
            Właśnie. Pewnie z końcem sezonu będzie można poczytać recenzje i podsumowania.

            I jeszcze "Drakula" został przerobiony na serial, pisano o nim niedawno w Gazecie Telewizyjnej (dodatku do GW). Podobno niezły. Główną rolę gra Jonathan Rhys Meyers. Już mi się podoba. :)

            www.filmweb.pl/serial/Dracula-2013-661388/photos/463525
                • grek.grek Re: "Odznaka" w Stopklatce [późno] 08.05.14, 15:33
                  jesteś nieoceniona, Barbasiu :]

                  widziałem ten artykuł, ale niestety wyczerpałem limit 10 artykułów for free, szczeerze mówiąc - w pierwszym dniu maja, bo zapomniałem, że jest nowy miesiąc i wszedłem tu i tam na strony Gazety, a że nie ma oznaczeń, które z nich podlegają zasadom płatności - miałem z głowy cały zapas na maj :]
                  • pani_lovett Re: "Odznaka" w Stopklatce [późno] 08.05.14, 21:07
                    Cała przyjemność po mojej stronie:

                    "Podwójny kusiciel - Wojciech Orliński o serialu "Drakula"
                    Wojciech Orliński
                    02.05.2014 , aktualizacja: 29.04.2014 15:39
                    Jonathan Rhys Meyers (gwiazda "Dynastii Tudorów") staje przed niełatwym zadaniem. Kreuje kolejną postać przystojnego wampira we współczesnej popkulturze. Czy pokona rywali takich jak Robert Pattinson (Edward ze "Zmierzchu") czy Alexander Skarsgard (Eric z "Czystej krwi")?

                    Na pierwsze danie Stoker, na drugie Rhys Meyers

                    Serialowy Drakula ma jedną przewagę nad rywalami. Wracając do korzeni, czyli do powieści Brama Stokera z 1897 roku, przypomina nam o tym, że szanujący się wampir powinien być kusicielem działającym na ludzi dwojako.

                    Owszem, możliwa jest pokusa erotyczna, czyli obezwładniające spojrzenie wampira (albo wampirycznego sukkuba). To było już u Stokera: hrabia uwodzi Lucy Westenra, tak naprawdę próbując dopaść jej przyjaciółkę Minę Murray (a z drugiej strony piękne wampirzyce napastują Jonathana Harkera, narzeczonego Miny).

                    U Stokera motorem napędzającym działanie jest pokusa finansowa. To wszystko by się nie wydarzyło, gdyby Harker nie zwęszył intratnej - jak sądził - transakcji w dalekiej Transylwanii i nie pojechał do zamku Drakuli z własnej, nieprzymuszonej woli.

                    No właśnie, czy na pewno "własnej i nieprzymuszonej"? XIX-wieczne opowieści o wampirach mają strukturę moralitetu. Wampiryczne pokąsanie jest w nich karą za grzech. Często rozumiany jako uleganie grzesznemu pożądaniu (inspiracją dla Stokera i dla postaci Lucy była francuska nowela "Carmilla", w której chodziło o zakazaną miłość lesbijską). Ale często jest to po prostu stara, dobra chciwość.

                    Symbolem człowieka stojącego ponad takimi pokusami jest doktor Abraham Van Helsing. U Stokera to sędziwy starzec, który moc oparcia się pokusom zdobył za sprawą wieku i doświadczenia - nie wiemy, co dokładnie przeżył, ale jako jedyny bohater powieści od początku dokładnie wie, co się dzieje z Lucy i kim jest Drakula.

                    Nowe grzechy

                    We współczesnych opowieściach o wampirach najbardziej mnie drażni ich przeerotyzowanie. Nie żebym miał coś przeciwko przystojnym wampirom i uroczym wampirzycom, po prostu stara, dobra chciwość też jest całkiem fajnym grzechem. Jakże brakuje mi go w "Czystej krwi", nie mówiąc już o "Zmierzchu".

                    A przecież jeśli zastanowić się na serio nad postacią wampira, to przede wszystkim musi być ktoś bardzo bogaty. Nawet gdyby miał antytalent do pomnażania pieniędzy, samo życie przez setki lat połączone z zerowymi wydatkami na jedzenie, ogrzewanie, paliwo itd., gwarantuje zgromadzenie wielkiego majątku. Przecież nawet byle jaki naszyjnik po pięciuset latach staje się pięćsetletnim naszyjnikiem. A jakie transakcje na nieruchomościach można by zrobić. Co za tym idzie, wampiry nie muszą nas kusić zalotnymi spojrzeniami. Wystarczy, że wymienią sumę.

                    Stoker pisał w epoce, w której doskonale znano tę drugą pokusę. W Wielkiej Brytanii zwano ją epoką wiktoriańską, w Stanach Mark Twain wymyślił złośliwe określenie "wieku pozłacanego" ("The Gilded Age") - bowiem dowolny przedmiot można było uczynić przedmiotem uwielbienia, pokrywając cieniutką warstewką żółtego świecidełka.

                    Stara, dobra chciwość

                    Serial "Drakula" pod tym względem wraca do korzeni. Fabułę znacznie w nim przerobiono, chociaż zostawiono to, co w utworze Stokera najważniejsze: pokusy.

                    Jonathan Rhys Meyers gra w nim amerykańskiego wynalazcę i milionera Alexandra Graysona, który przyjeżdża z pozłacanej Ameryki do wiktoriańskiej Anglii czarować ludzi z towarzystwa nowymi technologiami oraz kusić bogactwem. Wśród kuszonych są oczywiście Jonathan Harker (kuszony pieniężnie), Lucy Westenra (kuszona erotycznie) i Mina Murray (o którą Drakuli chodzi tak naprawdę).

                    Tylko Abraham Van Helsing wie, że rzekomy Grayson to Drakula. Wie o tym, bo to on go wyciągnął z transylwańskiej trumny. Tutaj odchodzimy już od książki (choć nadal nie dowiadujemy się o przeszłości sędziwego doktora). A wyciągnął go, żeby wspólnie stawili czoło starożytnemu tajnemu Zakonowi Smoka, który kiedyś prześladował ich obu, a teraz skrycie włada globalizującym się światem. I to już nie ma nic wspólnego ze Stokerem, ale bądźmy szczerzy, fabuły w powieści wystarczyłoby na jeden odcinek serialu.

                    Po trupach się pchać

                    Musical "Taniec wampirów" na podstawie filmu Polańskiego kończy się nietypowo dla historii wampirycznych triumfem wampirów, które śpiewają: "Bierz, ile chcesz, nigdy nie patrz na innych i łokciami do koryta się pchaj / To jest fakt, tak stary jak świat, że za forsę wszystko kupić się da (...) Twoja logika przyniesie postępy, jeśli umiesz po trupach się pchać".

                    Ta piosenka nadawałaby się też na podsumowanie tego serialu - i już za to go lubię (a poza tym, na litość boską, gdzie Pattinsonowi do Rhys Meyersa!).
                    (święte słowa - ja :)


        • er.pa to ja się wetnę z "Imigrantką" :) 04.05.14, 20:19
          Korzystając z kinowego przyzwolenia :)
          Dałam się skusić na "Imigrantkę", państwo z mojego ulubionego TK dośc dobrze mówili. A ja nie powiem za wiele dobrze. Powiem tak - to sztuka, zrobić film z niezłą historią i znakomitą obsadą, który kompletnie nie angazuje emocjonalnie. Było mi zupełnie obojętne co się z główną bohaterką ostatecznie stanie, i nawet nie umiem wyjasnić dlaczego tak się dzieje.
          Ciekawostką jest Marion Cotillard mówiąca z jedną trzecią swoich kwestii po polsku. I jest to dla polskiego widza męczące. Z ulga słucha się dwóch polskich aktorek, które się tam pojawiają. Choć najbardziej boli mówiący "po polsku" aktor grający polskiego wujka. Ta dziwnie artykułowana polszczyzna rzutuje na odbiór, bo odbiera iluzję rzeczywistości.
          Phoenix jest za to znakomity, dla niego w sumie warto, choć nic tu jakoś szczególnie nowego nie pokazuje - on jest po prostu urodzony do grania skomplikowanych częściowo czarnych bohaterów.
          Historia jest wymęczona, za długa i za bardzo wpada w melodramatyczność. A szkoda, bo materiał historyczny bogaty. Dla nieznających fabuły - mamy rok 1921, dwie młode dziewczyny, siostry, przypływają na Ellis Island z Polski, z Katowic, i jedna w związku z gruźlicą musi zostać na wyspie. A losy drugiej udowadniają, że najgorzej jest być ładną i biedną, bo zostanie wykorzystaną jest tylko kwestią czasu. Najciekawszy jest chyba w tej historii mechanizm w jakim sutener pozyskuje swoje pracownice.
          Szkoda Cotillard, bo to znakomita aktorka, a tu wypada moim zdaniem bardzo blado.
          Zdjęcia niezłe. Można ten film kiedyś przy okazji zobaczyć, ale jako coś do specjalnego obejrzenia - nie polecam.
          A poza tym pozdrawiam majowo :)
          • grek.grek Re: to ja się wetnę z "Imigrantką" :) 05.05.14, 15:47
            majowo ? toż to paździerznik ;]

            dziękii za recenzję.
            "sutener", "pracownice"... czy dla biednej, ładnej Polki naprawdę nic ambitniejszego sie
            nie znalazło za oceanem ? czy to raczej ogrywanie stereotypu, wedle którego Polka, niczym POlska historycznie, musi być zawsze wykorzystana, pognieciona i podeptana w swej godności ?
            • er.pa Re: to ja się wetnę z "Imigrantką" :) 05.05.14, 16:36
              E, dzień dłuższy, niż w październiku ;)
              No, jest dość stereotypowo - polska niewiasta szlachetna, rozmodlona, ale bezradna w sytuacji, w której się znalazła. Co ciekawe, z czasem okazuje się że jedna z pracownic z dłuższym stażem to też Polka. Natomiast pewną niespodzianka jest fakt, że w filmie o nierządnicy nie ma ani jednej sceny seksu, a "gołe baby" są tylko raz w łaźni. Nie ma tez żadnej brutalności wobec tych kobiet, zastraszania. Jest przymus ekonomiczny, manipulacja i akceptacja sytuacji.
              Ta główna bohaterka w Katowicach była pielęgniarką i jej płynna znajomość angielskiego wynika z tego, że pracowała dla angielskiego dyplomaty. Nie powiem, zaintrygował mnie temat angielskich dyplomatów w Katowicach w roku 1921 wymagających pielęgniarki w takim zakresie, by nauczyło ją to języka :)
              • pani_lovett Re: to ja się wetnę z "Imigrantką" :) 05.05.14, 18:01
                > Ta główna bohaterka w Katowicach była pielęgniarką i jej płynna znajomość angie
                > lskiego wynika z tego, że pracowała dla angielskiego dyplomaty. Nie powiem, zai
                > ntrygował mnie temat angielskich dyplomatów w Katowicach w roku 1921 wymagający
                > ch pielęgniarki w takim zakresie, by nauczyło ją to języka :)

                He, he! :)
                • er.pa Re: to ja się wetnę z "Imigrantką" :) 05.05.14, 21:01
                  No, i to dość wcześnie w filmie to wyjaśniają. Tuż po tym, jak moja koleżanka się zbulwersowała, że ona tak dobrze po angielsku mówi, a to przecież nie jest prawdopodobne :)
                  Natomiast inna rzecz, która tę moją koleżankę zirytowała, to zamożność wujostwa które te dziewczyny miało pierwotnie podjąć. Mieszkają niby na Greenpoincie w kamienicy bogato umeblowanej, ewidentnie zamożna klasa średnia. Może byli tacy wśród imigracji przełomu wieków? Wujek mówi że ma biznes, ale nie wiadomo jaki.
      • angazetka Locke 04.05.14, 22:04
        Piętro wyżej mamy "Imigrantkę", a ja też z filmem z "polskimi akcentami" wyskoczę. Tyle że jest to bardzo dobry film. Który łatwo przegapić, a byłoby szkoda.
        "Locke". Film o facecie, którzy jedzie samochodem przez Wielką Brytanię i prowadzi rozmowy telefoniczne z kilkoma osobami. Film o facecie, który próbuje stanąć na wysokości zadania i jednocześnie wali sobie na głowę świat. Film, który mocno stoi na dwóch nogach: doskonałym aktorstwie Toma Hardy'ego: oszczędnym, podskórnie emocjonalnym. I na dialogach, które nie włażą w patos (no, prawie) i są fantastycznie żywe (mało spoilerowo: kiedy słyszymy relację z meczu piłki nożnej, to ja byłam w stanie oczyma duszy zobaczyć ten mecz, a nawet znaleźć analogię do jednego meczu w wykonaniu polskiej kadry).

        I jak ktoś ma, jak ja, pewien odpał na punkcie brytyjskich aktorów, to ma dodatkową przyjemność z drugiego planu głosowego: bo są tam trzy doskonale mi znane serialowe głosy. I polscy robotnicy budowlani, jak to w Anglii... ;)

        A żeby nie było tak dobrze - to maj jest strasznym miesiącem, bo nic mnie nie ciekawi w kinach. Do 23 maja - posucha. Jak żyć?
        • grek.grek Re: Locke 05.05.14, 15:53
          no jak to "nic w maju nie ma" ? a premiera "Jana Pawła II", to pies ? ;]]

          dzięki za "Locke'a".
          słyszałem gdzieś o nim, jestem ogromnie ciekaw tego... monodramu.
          Twoja pozytywna recenzja dodaje przyprawy do tego zaciekawienia.
          dialogi, aktor, głosy w słuchawce i efekty dźwiękowe - yes, kluczowe sprawy
          w tego typu kinie.

          jak dalece ma to posmak jednak teatru w kinie ? czy moze udało się uniknąć podobnych
          skojarzeń ?
          • angazetka Re: Locke 05.05.14, 16:11
            No właśnie wcale nie czuć teatrem (no, może nieco w scenach monologów wewnętrznych bohatera, ale to jest minimalne)!
            Więcej powiem, nawet scenografia nie jest nudna, choć nie opuszczamy wnętrza auta.
            Taka magia.

        • pani_lovett "Obywatel roku" Hansa Pettera Molanda w kinach 05.05.14, 17:41
          Jak to nic w kinach do 23 maja nie ma? Pani Grażynka Torbicka wczoraj w KK zachęcała (i mnie, przyznam, zachęciła ) do obejrzenia norweskiego filmu, komedii kryminalnej "Obywatel roku" (2014) Hansa Pettera Molanda. Premiera 16 maja.

          "Norwegia, kraj porządnych ludzi. A najbardziej porządnym z porządnych jest Nils. W uznaniu ciężkiej pracy na rzecz społeczności oraz przepustowości lokalnych dróg zdobył właśnie tytuł Obywatela Roku. Radość Nilsa nie trwa jednak długo. Jego syn staje się przypadkową ofiarą w porachunkach przestępczego półświatka. Nils decyduje się na własne, amatorskie śledztwo. Porządek musi być. Jego niekonwencjonalne metody niezamierzenie wywołują wojnę wśród konkurujących gangów. Nawet w kraju tak porządnym i poukładanym jak Norwegia sprawy nie zawsze toczą się zaplanowanym torem"
          www.filmweb.pl/film/Obywatel+roku-2014-684846
          Łukasz Muszyński swoją recenzję na filmwebie zaczyna tak: "Obywatel roku" przypomina trochę filmy braci Coen, w których jedna nieprzemyślana decyzja powoduje lawinę nieszczęść".
          Brzmi dobrze, nieprawdaż?
    • grek.grek LUther sez 1 odc 6 [1] 05.05.14, 12:58
      Może słów parę o ostatnim odc. z 1 serii "Luthera" [od następnego tygodnia Czesi fruwają z 2 serią, 4-odcinkową].

      5 odc. kończy się sceną dramatyczną, w której skorumpowany gliniarz, Ian Reid, wieloletni przyjaciel Luthera, zabija jego żonę, Zoey. Luther słyszy strzał przez telefon, wzywa policję i karetkę do domu swojej eks, a kiedy sam tam przybiega i znajduje jej zwłoki - w panice ucieka. Ian strzelał z jego pistoletu, który wcześniej w ferworze śledztwa nad inną sprawą - Luther mu sam dał.

      Tak czy owak - policja poszukuje Luthera, na miejscu zbrodni są tylko jego odciski palców. Mieszkanie jest zdemolowane - ileż to razy koledzy z wydziału widzieli jak Luther wpadał w złość i coś rozbijał o ścianę... Ian Reid niby rozstrzęsiony i zdenerwowany, ale nikt go o nic nie podejrzewa, mimo że Luther dzwoniąc na policję powiedział im, że to Ian chce zabić jego żonę. Wszyscy myślą, ze to Lutherowi odbiło. Także Marc, nowy mąz śp. Zoey. GOśc mocno przeżywa jej śmierć. Wraca do domu, a tam policyjna "dyskoteka", przez otwarte drzwi widać jej zwłoki - człowiek wpada w rozpacz. On też jest pewien, że Luther musiał to zrobić. Szefowa Luthera, zwykle jakże lojalna wobec niego - tym raZem cała jest wściekła, "a ostrzegali mnie, żebym go nie przyjmowała, bo to raptus i świr !", wyrzuca sobie histerycznie.

      Jedynym policajem, który nie może uwierzyć w winę Luthera jest sierżant Ripley - jesli Luther miał zabić Zoey, to z zazdrości, a tutaj widać działanie w afekcie, więc coś mu nie pasuje. A sam Luther schronienia szuka w jedynym bezpiecznym i przyjaznym miejscu, czyli w mieszkaniu Alice MOrgan. OPowiada jej o wszystkim. Ma ona do niego tylko jedno pytanie "Zrobiłeś to ?". Pytanie nie tyle dramatyczne, ile takie jak Alice - pozbawione moralizatorstwa, a raczej nacechowane przemożną ciekawością. I pyta go, czy chce zabić Iana ? Luther ma mętlik w głowie, więc Alice pyta znów "Po co do mnie przyszedłeś ?", w sugestii : przecież chcesz COŚ ZROBIĆ, a nie stać i hamletyzować.

      Policja chce dopaść Luthera po cichu, bez udziału mediów, aby nie narażać swojej reputacji na publiczny szwank.

      Luther domyśla się, ze Ripley jest po jego stronie. Dzwoni do niego potajemnie. Sierżant akurat jest na miejscu zbrodni, gdzie trwa zbieranie śladów. Rozmawiają chwilę. Traf chce, że właśnie wtedy policja znajduje porzuconą niedaleko domu Zoey broń. Zapewne to jest pistolet Luthera, którego użył Ian. Problem w tym, ze jest to teraz dowód przeciw Lutherowi, bo Ian używał rękawiczek. Ripley celowo nie wyłącza telefonu, więc Luther słyszy wszystkie rozmowy policjantów na miejscu.

      Razem z Alice Luther organizuje napad na policyjne auto wiozące tę trefną broń. Alice deklarfuje "Ciebie jednego nigdy nie zdradzę" i daje mu wyciągniętą skarpetę, żeby ją sobie na głowę założył w charakterze maskującym :] Ale i tak prowadzący śledztwo Schenk wie, kto zajechał mu drogę i napadł. Razem z Schenkiem jest Ripley - Luther niby wywleka go z auta i tarmosi, ale tylko po to, żeby cichaczem Ripley powiedział mu, gdzie jest schowana broń. Luther musi też pacnąć Ripleya, dla zachowania pozorów. POtem zabiera dowód rzeczowy i ulatnia się. A później ów dowód ląduje w Tamizie.

      Ian Reid jest kłębkiem nerwów. Kiedy ponownie dzwoni do niego Luther, żeby poinformować go o tym, iż "dopadnie go" - Ian prosi żeby się spotkali, bo już dłuzej nie wytrzyma w tej nerwacji. Luther z satysfakcją konstattuje, że Ian się boi. Umawiają się na spotkanie.

      Ian to menda. I nie tyle udaje spanikowanego, co na tym spanikowaniu próbuje zyskać. Idzie do szefowej Luthera i informuje ją o spotkaniu. Ta od razu zwołuje cały wydział, obstawia teren snajperami i z dachu obserwuje spotkanie Iana z Lutherem.

      Ale wcześniej Luther wysyła Alice z nożem po Marka. Alice przywozi go do starego opuszczonego budynku. Mark widząc Luthera dostaje szału, chce go pobić, Luther z trudem nad nim zapanowuje. W sugestii opowiada mu o wszystkim, a Mark zgadza się mu pomóc.

      Luther ofk domyśla się, ze Ian przyszedł w towarzystwie, ale korzystając z tego, że gośc ma na sobie mikrofon - Luther oskarża go wprost o zabójstwo, zaprzecza swojej winie, a w końcu zbliza się do niego i powiada, ze wie o tym, iż Ian ma w swojej szafce diamenty z rozboju [wątek z odc. 5 - Ian maczał palce w kradzieży tych klejnotów, przy której życie postradało kilka osób, Luther go przejrzał i dlatego Ian postanowił wrobić go w zabójstwo żony]. Ian wpada w popłoch. Snajperzy na górze czekają na znak szefowej, żeby strzelać do Luthera. A on wie jaki plan ma Ian : sprowokować go do gwałtownej reakcji, żeby policja strzeliła mu w łepetynę. W ten sposób pozbędzie się Luthera i będzie czysty na wieki wieków. I Luther jest o krok od przepadnięcia... zdenerwowany nawijaniem Iana pod tytułem : "Zabiłeś swoją zonę, chcę ci pomóc" sięga po nóz w kieszeni... Snajperzy już ściągają spust, wtedy Ripley krzyczy z dachu, żeby Luther uciekał, bo zaraz go zastrzelą. I ten ucieka. Szefowa jest ofk wściekła, ponownie :], każe Ripleya skuć i aresztować.

      cdn.







      • grek.grek Luther sez 1 odc 6 [2] 05.05.14, 13:29
        Luther daje w długą. Ian goni za nim, ale gubi się w labiryncie podwórek i przejśc. Na Luthera czeka Alice i odjeżdzają razem.

        Tymczasem na posterunku Mark wykonuje swoją częśc zadanie. Niby przychodzi tam po to, by złożyć jakieś zeznania, ale kiedy Schenk go przepytuje - Mark prosi o moment przerwy na toaletę. Niby idzie za potrzebą, ale w rzeczywistości wykorzystuje okazję i włamuje się do szafki Iana [ma numer od Luthera]. Znajduje ukryte diamenty. Zabiera je.
        Kiedy Ian wraca na posterunek - zaniepokojony wspomnieniem Luthera o diamentach, pędzi do szafki. MIja w drzwiach Marka. Cynicznie składa mu kondolencje. W szafce diamentów nie ma, a Mark wychodzi z posterunku, wymawiając się od dalszych zeznań gorszym samopoczuciem. Schenk nie naciska, w końcu Mark własnie stracił w tragicznych okolicznościach żonę.

        Ian głupi nie jest. Wie, że Luther wyciągnął go na spotkanie, i całą policję, żeby Mark mógł podprowadzić diamenty Ianowi. Raz - dowód w sprawie, dwa - Ian zechce je odzyskać, bo to kasa jak cholera.

        Idzie zatem Ian do komputera policyjnego i namierza samochód Marka. Potem w auto, w aucie skan z namierzaczem - i jedzie śladem Marka.

        W tym samym czasie Schenk przesłuchuje aresztowanego Ripleya. I przegląda zapis z monitoringu, ze spotkania Luthera z Ianem. Coś mu świta... Dlaczego Ripley, facet totalnie uczciwy, dla którego lojalnośc to najważniejsza rzecz, chłopak z biednej rodziny... naraża całą swoją wymarzoną karierę w policji, dla Luthera ? Czy nie dlatego, że wierzy w jego niewinność tak głęboko ? Schenkowi świta jeszcze bardziej... Po chwili każe szukać Iana Reida.

        Ale to Luther pierwszy go złapie.

        Mark zdaje sobie sprawę, ze Ian go ściga. Wie, bo jest przynętą. Zaciąga Iana w jakieś opuszczone industrialne krajobrazy. A tam znienacka na plecy Ianowi skacze Luther. Obezwładnia go i zabiera mu karabin, który Ian miał ze sobą. Co ma teraz zrobić ?

        Ian jest u kresu sił, ale nie wiadomo, na ile chce naprawde, zeby Luther go "zabił", a na ile robi mu wodę z mózgu. Powiada, że żałuje śmierci Zoey, chciałby to cofnąć. Luther cały się topi w emocjach, ale stara się nad nimi zapanować. Nie chce zabić Iana. Chce go raczej aresztować i władować do więzienia, sądząc że to będzie dla niego najgorsza kara, sam na sam ze swoim poczuciem winy. Ian przyznaje się do wszystkiego, Luther cichaczem to nagrywa na dyktafon ukryty.

        Wtedy Ian zaczyna rozgrywkę - nagle opowiada, że sypiał z Zoey, że zdradzała ona Luthera [póki jeszcze byli razem], ale nie tylko z Ianem, że się "puszczała", że "kobieta z takim temperamentem musiała się puszczać przy kimś takim jak ty", że "każdym orgazmem ze mną, mściła się na tobie" i że generalnie jej śmierć to Luthera wina. Luther ledwie się powstrzymuje, żeby mu nie odstrzelić głowy. Mark i Alice stoją obok i śledzą to w milczeniu, ale coraz bardziej zaniepokojeni.

        Kiedy Luther opanowuje gniew i chce go skuć - Ian sensacyjnie atakuje go nozem i rani w brzuch. Wtedy do akcji wkracza Alice ze strzelbą. Mówi mu, że Luther go nie zabił, ale ona nie będzie miała skrupułów. Luther stara się za wszelką cenę odwieść ją od zamiaru. Ale Alice powiada, że więzienie moze być dobrą karą wg Luthera, dla niej karą jest tylko śmierć. JEŚLI JEDNAK... głosy są podzielone 1 do 1, to niech Mark zdecyduje, co ma się stać z Ianem. I wtedy Ian znów wkręca gadkę o tym, ze Zoey "była puszczalską dziwką" coś opowiada o jej nagości... i Mark daje się sprowokować, mimo ze Luther prosi, żeby nie słuchać Iana, bo on prowokuje.

        Alice rozpaczliwy okrzyk Marka interpretuje jednoznacznie i kładzie Iana trupem strzałem z karabinu.

        Teraz tylko będą musieli się wytłumaczyć z tego ;] Ale seria kończy się na tym strzale, więc nie wiadomo nic, poza - wg mnie - sugestią, że śmierć Iana kończy sprawę, a do tego przecież prowadzący śledztwo policaj zorientował się w temacie, więc pewnie Luther dozna oczyszczenia, Alice zniknie, a Mark potwierdzi, że Iana zabito w obronie własnej [on lub Luther].

        trailer 1 sezonu [na zakończenie :)]
        www.youtube.com/watch?=qRcizKbrsws
        i coś a'propos 6 odcinka :
        www.youtube.com/watch?v=SZ3bkq2jeAk
        pierwsza rozmowa Luthera z Alice [ z 1 odc. który był wg mnie najlepszy] :
        www.youtube.com/watch?v=L-ypyLzkg50
        kryminał z ambitną psychologią, świetne ujęcia Londynu [i te kameralne, i te panoramiczne], intrygująca postać Alice Morgan, poplątany wewnętrznie interesujący policjant Luther, doskonałe role Idrisa Elby i Ruth Wilson.





    • grek.grek "Sherlock, His last vow" - po odcinku, po serii 05.05.14, 13:48
      Siostro, dzięki za ostrzeżenie.
      teraz można będzie zachodzić w głowę, jak to Moriarty przeżył własne samobójstwo ;]

      wg mnie, trrochę duzo tych zmartwychwstań i sensacji.
      wątek z Mary Watson, jako agentką wywiadu vel komandoską włamującą się do pilnie strzeżonego budynku i wybitnym strzelcu trafiającym w podrzucona monete w ciemnym korytarzu... tyleż sensacyjny i nieźle umotywowany strzępami dialogów z 2 odcinka, co
      ocierający się o małe naciągactwo [chyba, że sir Conan Doyle w oryginale umieścił takie
      zapisy, hehe].

      doskonale odnalazł się Lars Mikkelsen, jako szantażysta Magnussen. Z jednej strony - klasa i dystynkcja, ale od razu złamana sikaniem po ścianach mieszkania Sherlocka, lizaniem twarzy jakiejś kobieciny, a potem pstrykaniem po oczach Watsona. Zagrał to w tak sugestywny sposób, że nawet podziwiający ten styl i aktorstwo chłodny widz ma ochotę - jak mniemam - wskoczyć w ekran i potraktować go z laczka :] Świetny zawodnik. Prawie tak samo dobry jak MOriarty, chociaż ten był mniej oślizgły, taki bardziej angielski i z większym wdziękiem pozytywnym.

      Największa zaleta tego 3 sezonu, to - wg mnie : fakt, że wszystkie odcinki są od siebie diametralnie rózne estetycznie i charakterem zawartości. Generalnie wszystko jednak kręci się wokół relacji Sherlocka z Watsonem : w 1 - trudny powrót po 2 latach, w 2 - wesele, w 3 - żona Johna i jej przeszłość, a co za tym idzie na ostrzu noża staje sprawa przyszłości jej i Watsona. Uważam, ze jest to jakaś zaleta. Siostro, ten sezon, tak jak mówiłaś, jest słabszy, ale mimo wszystko są dobre momenty, dzięki którym nie sposób całkowicie go przekreślić. Ta róznorodność i jakaś tam ekstrawagancja tych odcinków jest interesująca, chociaż przydałoby się, żeby w 4 sezonie scenarzyści zeszli jednak stopień niżej do może mniej malowniczych i brawurowych, ale bliższych duchowi oryginału fabuł.

      Akcja na początku, kiedy do mikrosamochodu Mary pakuje się trzech "ćpunów" - przepiękna.
      Sherlock i "jego dziewczyna" - też niezłe, od początku wiadomo, że to perfidna mistyfikacja ;]
      Ale chyba odcinek przejął Mikkelsen vel Troels Hartmann alias Magnussen, z efektownym finiszem w postaci "pałacu myśli", który jest archiwum jego banku informacji [Sherlock-like], no i tym jak Sherlock przecina ten węzeł gordyjski uwikłań i zagrożeń dla swojego przyjaciela. To było mocne jak ten serial. Tak z zimną krwią i po prostu. Ale i Magnussen w domu Sherlocka mówił z lekceważeniem o "zbytnim ucywilizowaniu Brytyjczyków". Zdziwienia po strzale Holmesa już nie miał szansy zademonstrować ;]

      To tak na gorąco, ale po 2 powtórkach pewnie coś dopiszę.
      A jak Wasza ocena ?
      Siostro, nie zmieniłaś [cząstkowo ?] oceny po ponownej lekturze tej serii ?

      • siostra_bronte Re: "Sherlock, His last vow" - po odcinku, po ser 05.05.14, 18:48
        Nie ma za co :)

        Dzięki Greku za ciekawe spostrzeżenia. Generalnie się zgadzam :)

        Co do Mary to akurat ten koncept z jej przeszłością podobał mi się. Scena kiedy odwraca się do Sherlocka, mając na muszce Magnussena była naprawdę mocna. I do tego momentu było ok. Zrobiło się ciekawie, mrocznie. Ale potem akcja poszła w inną stronę niż miałam nadzieję :)

        Otóż, wkurza mnie jak łatwo Mary się z tego wszystkiego wymigała. Okłamywała Johna na temat przeszłości, a była w końcu kilerem na usługach CIA. Żeby ukryć swoje kłamstwa prawie zabiła Sherlocka! I John jej to wszystko wybaczył. No żesz...Owszem trochę na nią pokrzyczał, ale to były pieszczoty wobec zamętu jaki spowodowała. A tak mamy słodki happy end, żyli długo i szczęśliwie, moim zdaniem nieprzekonujący.

        Całe szczęście, że Sherlock szybko wrócił z "wygnania", bo tego już bym jej nie darowała :)

        Bardzo lubię Larsa Mikkelsena, podpisuję się pod Twoją opinią na jego temat. Ale moim zdaniem ta rola mogła być lepiej napisana. Wg. mnie Magnussena jest za mało. W poprzednich seriach mieliśmy Moriarty'ego, który przewijał się bliżej lub dalej, ale czuliśmy jego obecność. I to dodawało klimatu. Magnussen pojawia się trochę za późno, żeby poczuć z nim emocjonalną więź :) Na końcu pierwszego odcinka widać tylko jego oczy, w drugim pojawia się kartka na weselu dla Mary od tajemniczego CAM. Zabrakło w tej serii solidnego szwarcharakteru i serial na tym stracił.

        Moriarty. Masz absolutną rację, drugie zmartwychwstanie w jednej serii to przesada :) To tak jakby twórcy się przyznali, że nie mogą się bez niego obejść. I że brakuje im pomysłów. Chociaż ta końcówka wcale nie oznacza, że Moriarty wróci, moim zdaniem nie.

        Tak, sceny z ćpunami były dobre. A jak John sprowadził do parteru Billa :) Masz rację wiadomo było, że akcja z Janine to była mistyfikacja. Tylko John się nie poznał. Jakie miny robił, kiedy Sherlock ją całował, hehe.

        Duże wrażenie zrobiła na mnie scena "śmierci" Sherlocka, znakomicie sfilmowana, ale jak bywało wcześniej aż nazbyt efektowna i zwalniająca tempo opowiadanej historii.

        Czy zmieniłam swoją opinię? Hm, może za drugim razem było odrobinę lepiej, głównie dlatego, że w oryginale jednak sporo dialogów mi uciekło. Ale zasadniczo zdania nie zmieniłam.

        I jeszcze tradycyjnie, scena z napisami, których nie widzieliśmy:

        www.youtube.com/watch?v=Z_hm0Y7Y7uk
















        • mia72 Re: "Sherlock, His last vow" - po odcinku, po ser 06.05.14, 07:32
          To i ja wychynę na chwile zachęcona komentowaniem Sherlocka...;)
          Dobrze, że komuś jednak sezon ten się podobał;) Ja jednak zostaje przy swoim, ostatni odcinek gł. za sprawa cudownie odrażającego Mikkelsena dużo lepszy od reszty, ale całość zanadto efekciarska jak dla mnie - scena "śmierci" Sherlocka była już przegięciem, wiem, że kunszt filmowy etc. ale po co? oglądałam na bieżąco i nie dało się przewinąć niestety;(
          Dla mnie najlepszy był pierwszy sezon, w którym widać było, ze scenarzyści twórczo przenieśli powieści sir Arthura do współczesności bez popadania przy tym w przesadę w chęci przypodobania się publice spragnionej cudów i dziwów.
          Tak czy siak sezon czwarty będę oglądać, bo oglądanie Cumberbatcha jest jak narkotyk;)... a może jednak Moriarty wróci... a może jednak Sherlock nie zabił na śmierć Magnussona... w tym serialu wszystko być może, oby tylko pierwszy odcinek kolejnej serii nie był cały o tym właśnie, bo prasnę laczkiem w ekran (na szczęście mam jeszcze tv starego typu;) i podziękuję - mimo Cumberbatcha;)
          • grek.grek Re: "Sherlock, His last vow" - po odcinku, po ser 06.05.14, 16:14
            no aż Sherlocka trzeba, żebyś wychynęła ?? ;]
            wychynaj, wychyniwaj, wychynawaj regularnie, Mio, bo jak będziemy liczyć na Sherlocka, żeby Cię móc poczytać, to będziemy musieli czekać 2 lata :]]

            sama prawda - pan aktor Cumberbatch as Sherlock jest tak świetny i nieodparty, że po prostu nie da się zrezygnować z kolejnych odcinków, choćby nawet Holmes tropił kradzież słoików typu wek z mieszkania państwa Pierdzików.

            ale to chyba taka przypadłośc, a raczej - żelazny argument - wszystkich seriali, w słabszych chwilach ich żywota : doskonale obsadzony i grany główny bohater.
        • grek.grek Re: "Sherlock, His last vow" - po odcinku, po ser 06.05.14, 16:08
          własnie na taką serię uwag Twoich liczyłem :]

          zgadzam się z lwią większością.

          dziwi mnie, a może nie dosłyszałem, czemu Mary z nagła napada na tego Magnussena i chce mu zabrać informacje dot. swojej przeszłości ?
          bo wzięła ślub i chce mieć czyste konto ? czy Magnussen czymś jej grozi ? ujawnieniem ich w jakimś celu ?

          Mary w kominiarce, Janine - druhna i asystentka Magnussena, Watson - mąż Mary... za dużo starych znajomych na metrze kwadratowym przestrzeni, jak dla mnie ;]
          rozumiem intrygę, dobrze skonstruowana, ale brakowało mi jakichś [większej ilości] postaci z zewnątrz.

          Sherlock momentami, takie mam wrażenie, w tym odcinku zbliża się niebezpiecznie blisko postaci quasi-bondowskiej, nie masz takiego wrażenia ? mało dedukcji, a za to dużo włamań, postrzałów, pistoletów i więcej szpiegostwa niż detektywistycznej roboty.

          o, ciekawa opinia.
          uważasz, że wizerunek Moriarty'ego jest wykorzystywany przez kogoś nowego w serialu, aby zatrzymać Sherlocka w Londynie ?

          jakby to rzec... Sherlock kompletnie nie pasuje na takiego misia-pysia, heh, te sceny całusków są aż niesmaczne ;]

          a yes, Sherlock postrzelony - świetnie skomponowana sekwencja, i znów Watson jako powód dla którego podejmuje walkę.

          w ogóle, wydaje mi się, że w tych dwóch ostatnich odcinkach doskonale wyszły sceny ilustrujące "korespondencyjne" stany ducha/zachowania.
          w "Sign of Three" Sherlock zbiera informacje od kobiet, z którymi umawiał się poszukiwany zabójca. było ich 5. w istocie on z nimi pisze mailowo, a na ekranie zostaje to pokazane tak jakby spotkali się w szóstkę w jednej sali i rozmawiali face to face. W "His last..." - podobny charakter, wg mnie, ma własnie ta scena postrzału Sherlocka i jego walki o życie - metaforyczna ilustracja tego, co dzieje się w jego podświadomości, chaotyczne impulsy mózgowe przełożone na symboliczne zachowania wyobrażone.

          dzięki za link. kurdesz, znów nas ocyganili.

          tak coś czułem, miałem nadzieję, że troszkę podniesiesz swoją ocenę dla tej serii :]

          miałaś bezdyskusyjnie rację, że nie dorównała ona dwóm pierwszym, ale... sama w sobie chyba aż taka marna nie była ;]
          • siostra_bronte Re: "Sherlock, His last vow" - po odcinku, po ser 07.05.14, 11:49
            Nie mogło być inaczej, kiedy mowa o Sherlocku :)

            I znowu zgadzam się z Tobą.

            No właśnie, też mam problem z szantażem wobec Mary. Magnussen pewnie groził ujawnieniem jej przeszłości Johnowi, ale czego chciał w zamian? Na końcu, kiedy John i Sherlock są u niego, mówi, że mając Mary miałby też Mycrofta. Bo słabym punktem Mycrofta jest Sherlock, Sherlocka - John, a Johna- Mary. Ale jak to chciał technicznie załatwić to nie wiem.

            Zgadzam się, za dużo bondowskich klimatów, z ewidentnie naciągniętymi sytuacjami. Np. dlaczego ochrona Magnussena nie sprawdziła, czy John i Sherlock mają broń, kiedy przyjechali do jego domu? Za to ochroniarze przeszukują ich obu na Baker Street.

            Mam wrażenie, że Moriarty to był trochę rozpaczliwy sposób na efektowne zakończenie serii i wzbudzenie następnych domysłów.

            Mysio-pysio? Hehe. Dla mnie te sceny też były trudne do zniesienia, z wiadomych powodów :)

            Tak, obie sceny, które opisałeś były bardzo pomysłowe, ale co do drugiej mam wątpliwości, jest trochę efekciarska, mimo wszystko.

            Jest jeszcze scena dedukcji Magnussena z napisami, kiedy przychodzi na Baker Str.

            Prawda, nie jest aż tak źle :)




            • grek.grek Re: "Sherlock, His last vow" - po odcinku, po ser 08.05.14, 15:30
              no i znów się nie posprzeczamy ;]], bo zgadzam się z Tobą, co do joty.

              Moriarty był świetny, aktor Andrew Scott znakomicie dobrany i sugestywny, w dodatku
              [możliwe, że sam aktor to zasugerował, wciągając w sprawę własną prywatność] o delikatnie zarysowanej niejednoznacznej seksualnej tożsamości, co - także dyskretnie - sugerowało jakieś erotyczne połączenie między nim, a Sherlockiem [chociaż podtrzymuję swoją interpretację, że łączy ich raczej podobne podejście do życia]. sceny ich rozmów uważam za jedne z najlepszych w całym serialu, jak dotąd. co sądzisz o tej relacji ?

              tak czy owak, był świetny, ale jego powrót - jesli się odbędzie i nie zostanie naprawdę dobrze uargumentowany - to jeszcze gorszy wariant niż jego samobójstwo w finale 2 serii. swoją drogą, finał "Fail..." był wirtuozerski i brawurowy, taki do zapamiętania na lata, ale bardzo dużo kosztował 3 serię - nie uważasz ?

              "sceny trudne do zniesienia z wiadomych powodow" ?
              aż tak daleko TO zaszło ? :]]

              ha, czekam zatem na sobotni pokaz w CT 1, co by się z pełną wersją zaznajomić.

              świetnie, zatem :]
              teraz pytanie : kiedy się zjawi 4. seria ? czyżby znowu oczekiwanie miało trwać 2 lata ?
              • siostra_bronte Re: "Sherlock, His last vow" - po odcinku, po ser 10.05.14, 13:24
                A ja zgadzam się z Tobą:)

                No właśnie, brak Moriarty'ego i tej specyficznej relacji z Sherlockiem zdecydowanie osłabił tę serię. Moriarty powiedział nawet, że "beze mnie jesteś nikim", oczywiście z dużą przesadą, ale jednak coś w tym jest. Co do tej erotycznej więzi, hm, twórcy to obśmiali w "Karawanie" (scena na dachu), było to raczej wkurzające i w dodatku pełne hipokryzji :)

                Tak jest, finał drugiej serii zaciążył na kolejnej. Ale zamiast łagodnie zejść z wysokiego c, wybrali najgorszą opcję, niestety.

                Dziwię się, że się dziwisz, Greku :) Pamiętasz co pisałam o Irene. A tam przecież nawet do niczego nie doszło :)

                Fajnie, że możesz obejrzeć powtórnie. Mimo narzekań, będzie mi brakować tego serialu i naszych dyskusji :)

                Informacje są sprzeczne. Ostatnio to chyba właśnie 2016 r, ale do tego czasu dużo się może wydarzyć.
                • grek.grek Re: "Sherlock, His last vow" - po odcinku, po ser 10.05.14, 14:34
                  no toż to rozpusta jakaś ;]]

                  bardzo zgrabnie połączyłaś ten cytat z sytuacją serialu.
                  możliwe, że - tak jak pisałaś wcześniej - ta zapowiedź powrotu Moriarty'ego jest tylko zmyślnym zabiegiem marketingowym, żeby utrzymać zainteresowanie fanów [chociaż... czy to by było konieczne ?] i podgrzać spekulacje, co dobrze zrobi 4 serii. już raz musieli wyjaśniać jakim trafem Sherlock się nie zabił, mimo że powinien - przywracanie w taki sam sposób Moriarty'ego, to by chyba było zbyt wiele.

                  hehe, pamiętam pamiętam.
                  mnie się wydaje, że TAM doszło do WSZYSTKIEGO, chociaż niby nic się nie wydarzyło :]

                  dzisiaj Czesi powtarzają "His last..." o 20:00.
                  och, mnie też, chociaż... przed 4 sezonem będą zapowiedzi, zwiastuny, jakieś przecieki - myślę, że od "Sherlocka" się nie uwolnimy, w większej czy mniejszej dawce :}

                  2016... no to... obyśmy zdrowi byli ;]]
                    • grek.grek Re: BC w Krakowie 11.05.14, 13:31
                      :] ciekawe, co by było jakby pojawił się ubrany jak serialowy Sherlock. i w tej samej pozie ;]
                      to dopiero by było.

                      czekając na Sherlocka w CTv, widziałem jakiś materiał w TVN z OPC - były jakieś krótkie flesze z przybycia pana aktora, z pomocą helikoptera, a także parę ujęć Kim Cattrall, która na wstępie spotkania z ludożerką zacytowała piękną polszczyzną dwa wersy polskiego hymnu narodowego, hehe. towarzystwo miało z tego satysfakcję nie gorszą niż Samantha Jones z wiadomo-czego ;]]
    • grek.grek "Lada dzień [Any day now]" [2012] via Kultura 06.05.14, 14:10
      Świeża rzecz - 2012 rok straight from US.

      Dwóch gejów przygarnia zaniedbanego wychowawczo chłopca z zespołem Downa. Tworzą mu kochający dom, ale system i społeczeństwo są przeciwko nim, wyłącznie z powodu przesądów kulturowych. Tak w największym skrócie. Film manifest, scenarzyści i reżyser nie ukrywają sympatii dla bohaterów, przeciwstwiają im bezduszny i uprzedzony wymiar sprawiedliwości i złośliwych wpływowych macherów z jego otoczenia.

      jesli macie chęć :
      www.youtube.com/watch?v=1gtDvqVIrEU
      a ze spoilerami ?

      Rudi Donatello żyje z dnia na dzień - pracuje jako śpiewająca drag qeen w barze dla gejów, ciągle zalega z czynszem i nieustannie znosi imprezy za ścianą, gdzie mieszka młoda samotna mama, z Marco, dzieciakiem co ma Downa. Mamunia albo wystawia dzieciaka na korytarz, żeby nie przeszkadzał w ćpaniu, albo zostawia go w domu i sama idzie na balety. Rudi się z chłopcem zaprzyjaźnia. Kiedy poznaje w tym swoim barze rozwiedzionego prawnika, Paula - zakochują się w sobie i zaczynają regularnie spotykać i razem także opiekować Marco. Ukrywają przed światem, że są parą, właśnie ze względu na chłopca, wiedzą w jakim świecie żyją. Rudi przeprowadza się do Paula, razem z Marco, oficjalnie jako "kuzyn z synem".

      Kiedy mamunia ląduje za kratami, za posiadanie prochów - zgadza się, żeby Rudi zajął się Marco w trakcie jej nieobecności. No i wtedy już na całego Rudi i Paul przepadają w tym rodzicielstwie, a Marco przepada razem z nimi. Nie sposób wyobrazić sobie lepszej i bardziej zgranej familiji. Opowiadają mu bajki, zapisują do specjalnej szkoły, gotują obiady, a na deser ulubione pączki z czekoladą. MIlczący i smutny dzieciak odżywa przy nich.

      Wszystko się chrzani, kiedy na przyjęciu u szefa Paula panowie wysypują się ze swoim homoseksualizmem.

      Tyle, że otoczenie ma z tym problem. Cała sprawa trafia do sądu, gdzie obaj jegomoście muszą walczyć o prawo do opieki nad chłopcem. Na początku idzie jak z płatka - przedszkolanka i ekspertka społeczna badająca Marco, obie stwierdzają że przy Paulu i Rudim Marco rozwinął się niesamowicie - uspołecznił się, lepiej przyswaja edukację, cieszy się życiem i po prostu chce z nimi pozostać. Ale prokurator wyciąga na wierzch, cóż by innego, "niepokojący styl życia", czyli homoseksualny charakter związku rodziców/opiekunów. A to że się pocałowali przy chłopaku, a to że jeden z nich śpiewa w sukience, a to w końcu, że chłopiec bawi się, o zgrozo ! - lalką :] Gwoli ścisłości, on tą lalką bawił się zanim poznał Rudiego i Paula.

      Pani sędzia niby rozumie sytuację, ale wydaje wyrok negatywny dla nich. Własnie ze względu na "niepokojący styl życia", który "może wydać się Marco czymś naturalnym", a wobec tego może go zwichnąć emocjonalnie ;] Chłopiec ląduje w domu dziecka i płacze za Rudim i Paulem, a Paul z Rudim lądują w smutku nieutulonym. No może częściowo, bo utalentowany wokalnie Rudi uzyskuje pracę w dobrym klubie, gdzie - już bez stylizowania na kobietę - moze śpiewać piosenki. Jak śpiewa, to widać że tęskni. A Paul ogląda go od stolika. I też widac, ze tęskni.

      Panowie składają apelację. Nikt nie chce jej wziąć, poza czarnoskórym adwokatem od spraw beznadziejnych. Przegrywają jednak i to starcie.

      Paul traci posadę w kancelarii prawniczej, i to jego własny szef stoi za tym, że mamunia Marco zostaje zwolniona przedterminowo z więzienia i wnosi o przywrócenie jej praw do opieki nad synem. Sąd się zgadza, no bo matka i ma pierwszeństwo. Nawet jesli trzeba ją trzy razy głośno pytać i przymuszać niemal do odpowiedzi na pytanie "czy chce zajmowac się synem ?".

      Finał jest tragiczny, dzięki czemu wymowa filmu zostaje ekstremalnie podrasowana.

      Po powrocie mamusia robi to co zawsze - baluje i ćpa. Jej nowy "chłopak" wysyła Marco na korytarz, żeby im nie przeszkadzał. Dzieciak sobie idzie, a potem wychodzi z kamienicy i gubi się w nocnych zaułkach miasta.

      Zakończenie tej historii monologuje Rudi - Marco zmarł po tym jak tułał się przez 3 dni "szukając domu" i zatułał się aż pod most, gdzie go później znaleziono. Zmarł z wyczerpania. Notka o tym zdarzeniu pojawiła się w lokalnej gazecie. Rudi wysyła sędziom, oskarżycielom i szefowi Paula osobne egzemplarze tej notatki prasowej - patrzcie, do czego doprowadziliście.

      Zawartośc i jej przesłanie sa dośc czytelne. Jednoznacznie i z przytupem film opowiada się za prawem do wychowywania dzieci przez pary homoseksualne, piętnuje głupotę systemu i bezdusznośc ludzi.

      Chyba najmocniejszy akcent tej opowieści, to wystąpienie Paula na sali sądowej, kiedy mówi ze łzami w oczach : "KOchamy go, a on kocha nas. Jesli nam go odbierzecie, to wyląduje w domu dziecka. I nigdy stamtąd nie wyjdzie. Bo nikt nie chce takiego dziecka jak on - grubego, brzydkiego, z Downem. Nikt prócz nas. A my kochamy najmocniej jak się da".

      Imo, nawet jeśli film pokaZuje przypadek idealny i nie każda para homoseksualna musi być tak zgodna i świetna, to równocześnie jasne jest, że i wśród par hetero jest dokładnie tak samo. Nie ma róznic. Przeszkodę stanowi wyłącznie społeczna opresja i nietolerancja plus brak odwagi sądów, które nie próbują wydawanymi orzeczeniami przyczyniać się do rozpraszania wątpliwości.

      trailer :
      www.youtube.com/watch?v=7ghwGOuuNy0
    • grek.grek "Odznaka" [US, 2002] via Stopklatka 06.05.14, 15:09
      NO to na drugą nogę.
      Fylm sprzed 2 dni, uwaga - może być powtórka, boć to i Stopklatkowiec.

      LUizjana, śledztwo w sprawie znalezionego przy szosie trupa młodego transseksualisty/tki. Prowadzi je szeryf, Darl Hardwick. I jak to w tego typu historiach : szeryf jest rozwodnikiem, ma córkę która mieszka z eks-żoną, jest pokłócony z młodszym bratem, i zdaje się tankował nieźle w przeszłości. A do tego jego ojciec, eks policjant, gania po okolicy w indiańskim pióropuszu i ze strzelbą. Nie jest typem zajadłego homofoba, ale konserwatywne otoczenie ukształtowało w nim postawę nieufności i nieco tylko przygładzonego szyderstwa wobec odmienności wszelakiej płciowej.

      Trup znaleziony zostaje przypadkiem. Pierwotnie chodziło o zabezpiecznie samochodu dostawczego, który wywrócił się kołami do góry. Przy okazji wyleciało z niego wiele par butów, które czym prędzej Darl rozdał pielgrzymującym na miejsce wypadku mieszkańcom miasteczka. Zwłoki przytrafiły się w drugiej kolejności, leżały nieopodal. Mają kulę w głowie, więc to zabójstwo.

      Co dalej ? spoiler, haha [zaśmiał się ze zgrozą].

      Właściwie policaje nie bardzo wiedzą, co z tym fantem począć, gdzie szukać zabójcy i od czego w ogóle zacząć. Ktoś widział ofiarę na jezdni, jakiś przejeżdzający kierowca, który później zgłosi się z tą informacją. Ale poza tym - nic, żadnych punktów zaczepienia. Aha, i jeszcze jeden fakt - ofiara miała jeden but, drugi zgubiła gdzieś.

      Cała akcja rusza, kiedy do miasteczka przyjeżdża z Nowego Orleanu żona zamordowanego transseksualisty, Scarlett. Wg niej, jej żona alias mąż dzwoniła do niej w nocy. Mąż robił za prezentera bielizny na pokazach. Miał biust, ale poniżej pępka miał męskie urządzenie, co jednak zupełnie nie przeszkadzało w tej pracy. CO robił transseksualista-model w damskich ciuchach, na szpilkach, pośrodku nocy na jezdni przy miasteczku ? No właśnie. Scarlett zeznaje, że w środku nocy mąz dzwonił do niej i twierdził, że uciekł mu autobus i przyjedzie następnym, żeby się nie martwiła. Wg wykazu, dzwonił z miasteczka.

      Scarlett wraca do Orleanu, a wokół szeryfa Darla zaczynają się dziać dziwne historie. Nieformalna rada starszych miasteczka, czyli miejscowy biznesmen, burmistrz i paru innych, sfraternizowanych z senatorem, odwiedzającym miasteczko na róznych rautach i flirtującym przy okazji z eks-żoną Darla [kobieta z klasą, urzędniczka jakaś czy ktoś, w każdym razie - z klasą].

      Zaczyna ta cała ekipa dybać na stanowisko Darla. Ten bowiem nie zamyka śledztwa, z powodu braku dowodów. A im się spieszy. Czemu im się spieszy ? NO właśnie...

      Idą nowe wybory na szeryfa, ale nieformalna rada odwołuje Darla za pomocą decyzji burmistrza, i daje fotel jego dotychczasowemu zastępcy. Perfidnie wykorzystują do tego nieletnią dziewczynę, która się nawaliła jak meserszmitt, a którą Darl ofiarnie zaniósł do własnego domu, przenocował i ocalił jej cnotę. Knujące przeciw Darlowi grubasy namówiły ją, zeby złożyła doniesienie o gwałcie, czy próbie gwałtu. Tak czy siak, Darl zostaje odwołany i zawieszony.

      O ile do tej pory Darl zajmował się sprawą morderstwa transseksualisty z takiej jakiejś naturalnej uczciwości gliniarskiej [bo to dobry chłop] i z zainteresowania osobą Scarlett, o tyle teraz wie, że jej wyjaśnienie leży w jego żywotnym interesie.

      Jedzie więc do Nowego Orleanu, by odnaleźć Scarlett.Jest ona wokalistką i striptizerką w klubie go-go. Aby odnaleźc klub [zostawiła mu nazwę] odwiedza brata. MŁodszego. Brat jest gejem,, przez co wyklął go stary ojciec homofob, a Darl przed laty przyczynił się do wygnania go z miasteczka. "Rada starszych" nie akceptując inności chłopaka - zaproponowała Darlowi deal : wywieziesz go i dostaniesz w zamian posadę szeryfa. Darl na to poszedł, brat ma mu to za złe, a Darl ma poczucie winy.

      Teraz jednak brat mu pomaga, Darl odnajduje Scarlett, pomieszkuje u niej, poznaje środowisko gejów i transseksualnych, przekonując się, że od tego się nie umiera, a jednocześnie dowiaduje się ciekawych rzeczy - feralnego wieczoru zamordowany transseksualista pokazywał bieliznę na zamówienie... senatora, który gościł w miasteczku. A więc "rada starszych" mogła po prostu odkryć jego tożsamośc płciową i zabić go, aby zatuszować potencjalny skandal. Wiecie sami, w Ameryce byle pierdoła od razu jest skandalem ;] Darl i Scarlett mają kłopoty, jacyś nasłani dresiarze próbują ich prześwięcić. Udaje się jakoś uciec. A więc komuś bardzo zależy na tym, by śledztwo się nie rozkręcało. Przy tym wszystkim, Darl ma kryzysy, w momentach kulminacyjnych Scarlett zarzuca mu, że nie wyzbył się swoich homofobicznych naleciałości i prowadzi to śledztwo po to tylko, żeby się z nią przespać, o ile ofk jest ona 100 % kobietą.

      Darl wraca do miasteczka i gruntownie przetrząsa teren. Znajduje zgubiony but zamordowanego. I to rzut beretem od domu burmistrza. Ten zaś, w obstawie reszty dziadów, cynicznie namawia Darla do zachowania zdrowego rozsądku. On im odpada, żeby raczej pilnowalii jego bezpieczeństwa, bo jeśli będą mu podskakiwać, to pójdzie do mediów, a one opiszą rauty miasteczkowe z senatorem w roli głównej, na których transseksualiści paradują bieliźnie.

      Jeszcze raz do miasteczka przyjeżdza Scarlett. I razem demaskują zabójcę. A jest nim... żaden z grubasów, żaden senator, ot zwykły opóźniony w rozwoju obleśny grubasek z miejscowego sklepu, niedaleko budki telefonicznej, z której - jak ustalono - ofiara dzwoniła do swojej żony.

      Darl zaszedł do tego sklepu przypadkiem. Scarlett chciała skorzystać z toalety. GOść gapiąc się w tiwi powiada - że tylko męska jest czynna, damska zamknięta. Ona na to, ze może pójśc do męskiej. Tylko klucz niech jej da. Na co gość rzuca jakąs uwagę, niby złośliwą, o tym, że niby nigdy nie wiadomo, kto faktycznie korzysta z męskiej a kto z żeńskiej kabiny.

      Darl włamuje się do tego zamkniętego damskiego przybytku - ogląda go gruntownie od środka. Odkrywa wywiercony otwór w ścianie, dla niepoznaki otoczony jakimś czymś sugerującym, że to cześć hydrauliki pomieszczenia. Idąc tym tropem - Darl odkrywa, że grubasek zrobił sobie darmowe kino. Przez ten otwór podglądał kobiety korzystające z kabiny. Kiedy przyszła tam żona Scarlett i zdjęła co się zwykle zdejmuje w takich okolicznościach, a grubasek zobaczył, że ma ona sikawkę, a nie kreseczkę... zwariował. Zagonił ofiarę w teren i zastrzelił człowieka w akcie wściekłości.

      Tak to własnie bywa, szambo wybija w najsłabszym punkcie. Cóż grubasek... po prostu nasiąkł środowiskowymi klimatami i poglądami, zrobił to co wydało mu się słuszne i właściwe.

      Na pogrzebie zamordowanego Darl jedna się z bratem, jest też sugestia że on i Scarlett znajdą wspólną przyszłość - on widział jej striptiz sceniczny, więc już wie, że jest ona kobietą bez dodatków, więc jest mu łatwiej [mogli to zostawić w niedopowiedzeniu]. Typowa zatem opowieść, jak to śmierć, dramat, zbrodnia, historia tragiczna przyczynia się do czegoś dobrego - naprawy innego człowieka, wyprostowania ścieżek, pozbycia się uprzedzeń i zawarcia pokoju z samym sobą i z rodziną.

      Dobry Billy Bob Thornton w roli głównej.
      Niespecjalnie dreszczowate kino, śledztwo też raczej bez skandynawskiej otoczki, a największy akcent położony jest na mentalne przemiany Darla.

      www.youtube.com/watch?v=sFvGUKzmroI


      • pepsic Re: "Odznaka" [US, 2002] via Stopklatka 06.05.14, 18:28
        Tak to własnie bywa, szambo wybija w najsłabszym punkcie. Cóż grubasek... po prostu nasiąkł środowiskowymi klimatami i poglądami, zrobił to co wydało mu się słuszne i właściwe.

        Bardzo uniwersalne przesłanie. Skojarzyło mi się jednoznacznie z zabójcą Marka Rosiaka, niejakim Cybą, członkiem PO ogarnięym nienawiścią do prezesa PiS. I nie jest to przyczynek do dyskusji, tylko moja pierwsza myśl i analogia.
          • pepsic Re: "Odznaka" [US, 2002] via Stopklatka 07.05.14, 19:33
            Media tuz po tragedii rozmywały odpowiedzialności i relatywizowały wybór ofiar zabójstwa. Jednak i sąd i morderca, który złożył oświadczenie jednoznacznie wskazali, że celem ataku mieli być politycy PiS: Kaczyński, Ziobro i Kurski. Z oświadczenia wynika ponadto, że Cyba to człowieka uwarunkowany przez przemysł pogardy i nienawiści, powtarzający „nagrane” mu wrzutki o winie braci Kaczyńskich za tragedię smoleńską. Sorry Greku, ale takie sa fakty.

            Blogerzy dowodzą, że nie podjęto stosownej uchwały skreślającej go z listy PO ale to mniej istotne, bo faktycznie w ostatnich latach przed zabójstwem Marka Rosiaka w PO sie nie udzielał.

            Masz na myśli JKM?
            • grek.grek Re: "Odznaka" [US, 2002] via Stopklatka 08.05.14, 14:50
              ja miałem wrażenie, że ten gość był obrażony generalnie na polskich polityków.
              a to by znaczyło, że raczył się retoryką tych partii, które sugerują własnie taki
              obraz rzeczywistości. nie chcę powiedzieć, że one ponoszą winę za jego wyczyny, bo
              trudno odpowiadać za wariata, który nie rozumie politycznego teatru i wszystko
              bierze na 100 % serio i dosłownie.
                • pani_lovett Re: "Odznaka" [US, 2002] via Stopklatka 08.05.14, 20:43
                  pepsic napisała:

                  > Cyba nie był wariatem. Jego poczytalność potwierdzili biegli.


                  Pepsic, czy normalny człowiek idzie zabijać polityków z danego ugrupowania, tylko dlatego, że nie lubi, nie znosi, nienawidzi tego ugrupowania i jego prezesa, albo dlatego, że nasłuchał się mniej lub bardziej ostrych słów krytyki pod adresem tego ugrupowania?

                  Brevik też nie został uznany za wariata.
                  I dobrze, w obu przypadkach, obaj zostali surowo ukarani.
                  • pepsic Re: "Odznaka" [US, 2002] via Stopklatka 09.05.14, 19:59
                    Nie o krytykę, a język pogardy i nienawiści chodziło.

                    Gdyby iść Waszym tokiem myśl, który notabene umniejsza wymiar zbrodni, nie powinny istnieć więzienia, a zamknięte zakłady psychiatryczne.

                    Nie uważam, że surową karą za zamordowanie 77 ludzi jest ledwie 21-letnia odsiadka w cieplarnianych skandynawskich warunkach.
                    • grek.grek Re: "Odznaka" [US, 2002] via Stopklatka 10.05.14, 14:27
                      wiesz, Pepsic, dla mnie ten rząd i prezydent, to też nie jest wymarzone combo, wolałbym jednak ludzi otwartych, zdolnych do przeprowadzania zmian. jesli oni nie potarfią przeforosować nawet czegos tak natychmiastowo potzrebnego w Polsce, co w całej Europie jest standardem, czyli ustawy o związkach partnerskich, to dla mnie są szkodliwymi nieudacznikami, którzy pchają się na stołki, bo nic innego w życiu nie mają do roboty.

                      ale mówiąc szczerze, to jak dla mnie rząd PO i prezydent z nadania PO oberwali większą ilością "pogardy i nienawiści" niż ich poprzednicy - już samo sugerowanie, ba - noszenie na sztandarach podczas pochodów - haseł "PO zamordowała 96 osób w tym parę prezydencką" jest czymś niesłychanym. sugerowanie prezydentowi, że jest rosyjskim agentem... z drugiej strony, pamiętam jak rząd PiS ścigał niemiecką gazetę za to, że porównała braci bliźniaków do kartofli - i też nazywane to było "pogardą i nienawiścią". a to zwykły dowcipas był. marny, ale dowcip. zamiast obrażania się, trzeba było wysłać tej gazecie worek ziemniaków z liścikiem "znajdźcie nas". Niestety, ja się w pewnym momencie złapałem na tym, że PiS i środowiska skupione wokół niego, za "pogardę" uważają każdą najdrobniejszą krytykę ich postępowania.

                      wydaje mi sie, że to zabieg marketingowy, kreowanie siebie w roli ofiary, z jednej strony - integruje to niektóre środowiska ludzi, którzy popierają PiS [nie mówię o Tobie], a syndrom ofiary jest im bardzo bliski - a do tego naznaczają krytykow jako stroną napastliwą, chamską, agresywną i przekraczającą granice przyzwoitości, z drugiej - dają możliwość samodzielnego atakowania, zapominania sie w tym atakowaniu wręcz, i wygodne alibi "to oni uprawiają przemysł pogardy, my się tylko bronimy".

                      dlatego, myślę że jedyna rzecz w tym całym zamieszaniu, jaka ma istotne znaczenie, to fakt że żaden z wołających "PO zabiła 96 osób" nie złapał za broń.

                      chociaż... jak słyszę pana reżysera Brauna, który nawołuje do czynnego likwidowania przeciwników politycznych z Gazety Wyborczej [też nie moja bajka], to zastanawiam się, czy jak już ktoś nie złapie, to się skończy na jednej ofierze.
                      • pepsic Re: "Odznaka" [US, 2002] via Stopklatka 10.05.14, 22:22
                        Jak dla mnie związki partnerskie nie są żadnym priorytetem, bo nic w kraju pod względem ekonomicznym nie zmienią i tak naprawdę interesują znikomą część społeczeństwa. I dziwi mnie, że akurat to zagadnienie wybrałeś, aby pokazać katastrofalne i skandalicznie nieudolne rządy PO.
                        Podajesz za przykład sztandar, za którym stoi anonimowy człowiek, podczas gdy PiS i ich liderzy byli i nadal sa obrażani na każdym kroku przez osoby z wierchuszki PO, jak Bartoszewski, Niesiołowski, Palikot, Sikorski, czy celebryci Wojewódzki, Zapędowska etc. I wielu, wielu do nich dołącza.
                        Oto zabieg marketingowy:
                        I jeszcze tu:
                        • grek.grek Re: "Odznaka" [US, 2002] via Stopklatka 11.05.14, 13:46
                          związki partnerskie mozna załatwić w miesiąc i pomóc wielu ludziom. procesy ekonomiczne trwają latami. wg mnie, nie ma żadnej racjonalnej przyczyny, żeby czekać ze związkami partnerskimi na poprawę ekonomicznych wskaźników. to są dwie kompletnie od siebie niezależne kategorie.

                          wiesz, zadłużenie sięgające biliona to oklepana sprawa ;]
                          nie mam wątpliwości, że żaden rząd nie zacznie likwidować przywilejów róznych grup zawodowych, do których wszyscy dopłacamy krocie. nie sądze, że obniżą podatki.

                          dla mnie kuriozum nie jest facet o lasce, ale baba z brodą do pasa [żeby być na czasie ;)]. ekonomiczne problemy ma wiele krajów w Europie. to są złożone, trudne sprawy.

                          natomiast takie rzeczy jak przysłowiowe związki partnerskie, to jest rutyna, podstawa. to jak umycie uszu rano. nie zżymam się, że ktoś pleców nie ogolił, bo do tego trzeba by jednak trochę czasu. mycie uszu, to zaś banał, truizm, oczywista oczywistość. i nawet tego ten kaprawy rząd nie umie przeprowadzić. in vitro, złagodzenie tej kuriozalnej ustawy antyaborcyjnej etc., wszystkie ustawy wolnościowe, to absolutna podstawa. to pokazuje jak ten rząd jest tchórzliwy i nastawiony na trwanie za cięzkie pieniądze, zamiast poprawiania jakości życia ludzi.

                          wiesz, jak obraża wierchuszka to pół biedy, bo można to zrzucić na karb politycznego teatru. ale jak zaczynają takie hasła nosić ludzie na ulicy, to jest kłopot.

                          wg mnie, jedni i drudzy mają za uszami. Palikota też któryś z PiSowców chciał "wieszac na suchej gałęzi". ma ten PiSowiec szczęscie, że Palikot ma ochroniarzy albo że żaden wyborca PiS nie wziął sobie tego do serca.

                          jeszcze jedna sprawa.
                          widzisz, jest jakoś tak, że ja na ulicach podczas demonstracji widzę hasła "PO zabiła 96 osób" albo "Tusk z Putinem i KOmoruskim zamordowali nam prezydenta", a nie widzę haseł z tego "przemysłu pogardy". szczerze mówiąc, z "przemysłu pogardy" na ulice przebił się tylko pan Hubert zwany Bezdomnym, który po pijanemu nawrzucał panu śp. prezydentowi Kaczyńskiemu.

                          więc, jak to jest ? "przemysł pogardy" nie generuje marszów z pochodniami i transparentami "Kaczyński zabił nam 95 osób, w tym własną zonę, bo nie wydał rozkazu odejścia na drugi krąg", a zamiast tego ofiary "przemysłu pogardy" ganiają tysiącami z dziesiątkami transparentów treści wspominanej ? :]
                          • pepsic Re: "Odznaka" [US, 2002] via Stopklatka 13.05.14, 18:30
                            Widać lud ma pretensje, że rząd Tuska nie zabezpieczył należycie wizyty w Rosji i wysłał prezydenta RP i 95 towarzyszących mu osób na śmierć, co ostatnio wspólnie ustaliliśmy, jak mi się zdaje. Ulica ma prawo protestować przeciwko nieudolnym rządom/nierządom, a obrzucanie obelgami i szyderstwem opozycji (zważ na proporcje, vide 2-tomwy "Przemysł pogardy" Kmicika!) oraz jej zwalczanie przez wysoko postawionych urzędników to standardy białoruskie. A co do domniemanego zamachu - rząd nic nie zrobił, aby przekonać społeczeństwo, że go nie było.
                        • pani_lovett Re: "Odznaka" [US, 2002] via Stopklatka 11.05.14, 14:16
                          >PiS i ich liderzy byli i nadal sa obrażani na każdym kroku przez osoby z wier
                          > chuszki PO, jak Bartoszewski, Niesiołowski, Palikot, Sikorski, czy celebryci Wo
                          > jewódzki, Zapędowska etc.

                          Jeśli ktoś najdrobniejszą krytykę postępowania (bywa, przecież nie raz że w dużej mierze uzasadnioną), a nawet żarty kabaretowe (na drugim linku) uważa za obraźliwe i traktuje jako powód do obrazy to, imo, nie nadaje się na polityka, nie nadaje się do życia publicznego.
                          • pepsic Re: "Odznaka" [US, 2002] via Stopklatka 13.05.14, 18:44
                            Każdy ma własne poczucie humoru. Grek kiedyś zalinkował kabaretowy żart o dziurawych skarpetkach Tuska (czy jakoś tak) i wcale nie było mi do śmiechu. No sorry. Jak Komorowski dostał na Ukrainie jajkiem - podobnie. A przecież nie są z mojej bajki i powinnam rechotać.

                            Barbasiu, głowę naszego państwa L. Kaczyńskiego nazwano chamem (Palikot), Przewodniczącego największej partii opozycyjnej J. Kaczyńskiego ch..em (Hołdys).
                            Wulgarne chamstwo uważasz za krytykę?

                            nie nadaje się na polityka, nie nadaje się do życia publicznego.
                            Niechcący wpisałaś się w retorykę pana premiera Tuska.
                            • pani_lovett Re: "Odznaka" [US, 2002] via Stopklatka 13.05.14, 20:57
                              Generalnie zgadzam się.

                              Jedno małe wyjaśnienie, w pod linkami , które zostały umieszczone w kontekście rozmowy o "obrażaniu (sic!) przedstawicieli PIS" jako przykłady podałaś (na materiale z youtube zatytułowanym, jak się domyślam, ironicznie,"polityka miłości") fragmenty skeczy, w których żartowano (kulturalnie) np. z niskiego wzrostu prezydenta. Zdziwiło mnie bardzo , że tego rodzaju skecze uważane są za obraźliwe. I dlatego napisałam, że jeśli, ktoś obraża się na tego rodzaju żarty to, nie nadaje się na polityka, nie nadaje się do życia publicznego.



                              Jak Komorowski dostał na Ukrainie jajkiem - podobnie. A przecież nie są z mo
                              > jej bajki i powinnam rechotać.

                              Ale to chyba nie był skecz kabaretowy?

                              > Barbasiu, głowę naszego państwa L. Kaczyńskiego nazwano chamem (Palik
                              > ot
                              ), Przewodniczącego największej partii opozycyjnej J. Kaczyńskiego ch
                              > ..em (Hołdys)
                              .
                              > Wulgarne chamstwo uważasz za krytykę?

                              Tak, ci panowie użyli skandalicznych, chamskich, wulgarnych, obraźliwych słów, które w nigdy nie powinny były paść, aczkolwiek ani w jednym ani drugim wypadku nie był to przecież atak słowny ograniczony jedynie do tych wulgarnych słów, lecz były one (niefortunną) częścią szerszej wypowiedzi, krytycznych komentarzy do wydarzeń i zjawisk wywołujących publiczne dyskusje . Nie wiem dlaczego, nie podałaś całych wypowiedzi.
                        • pani_lovett Re: "Odznaka" [US, 2002] via Stopklatka 11.05.14, 15:03
                          > PiS i ich liderzy byli i nadal sa obrażani na każdym kroku przez osoby z wier
                          > chuszki PO, jak Bartoszewski, Niesiołowski, Palikot, Sikorski, czy celebryci Wo
                          > jewódzki, Zapędowska etc. I wielu, wielu do nich dołącza.

                          Aczkolwiek druga strona nie pozostaje dłużna.

                          - [Bartoszewski - red.] to pastuch słabej klasy. Niech się schowa i nas nie poucza. Tak mi się wydaje, że osoby w starszym wieku powinny dać sobie spokój. Nie obrażać Polaków, nie wyzywać, język opanować - powiedziała posłanka PiS Krystyna Pawłowicz w telewizji Superstacja. Tymi słowami skomentowała udział Władysława Bartoszewskiego w spocie PO.

                          wybory.gazeta.pl/ParlamentEuropejski2014/1,137162,15927775,Pawlowicz_o_Bartoszewskim__To_pastuch_slabej_klasy_.html
                          • grek.grek Re: "Odznaka" [US, 2002] via Stopklatka 11.05.14, 18:01
                            cześć, Barbasiu :]

                            posłanka Pawłowicz, no co tu dużo mówić... podoba mi się :]]
                            naprawdę. ma cięty jęzor i zero paniki. szkoda, że się prowadza z tymi od Radia Maryja, bo
                            jakby czasami dowaliła też klerowi, to bym ją na rękach nosił, haha.
                            sto razy wolę ją od tych beznadziejnych paniuś z drugiej strony politycznej barykady, które
                            nie mają żadnej ikry.

                            wiesz, wg mnie jegomośc pan Bartoszewski zasłużył sobie na ripostę.
                            nazywał ludzi "bydłem", więc sam się niejako ustawił w roli "pastucha".
                            jestem jak najdalszy od uznawania, że skoro pan ma 90 lat i był w obozie koncentracyjnym, to ma prawo okładać ludzi parasolką i strzykać śliną, a oni powinni milczeć.
                            jestem za równouprawnieniem ;]

                            nie przypominam sobie, żeby szanowny profesor za to "bydło" wyraził skruchę.



                            • pani_lovett Re: "Odznaka" [US, 2002] via Stopklatka 13.05.14, 18:46
                              Małe uzupełnienie na początku:

                              Komentując spot wyborczy PO Władysława Bartoszewskiego Pawłowicz powiedziała jeszcze:
                              Siedzi w fotelu jak przed egzekucją na krześle elektrycznym i to już chyba po wykonaniu wyroku, bo wszystkie światła jakieś pogaszone dziwnie.


                              Baba , która wie jak ma przyfasolić, żeby zabolało.
                              Też ma Ci się kto podobać!? ;)


                              > wiesz, wg mnie jegomośc pan Bartoszewski zasłużył sobie na ripostę.
                              > nazywał ludzi "bydłem", więc sam się niejako ustawił w roli "pastucha".

                              A nie sądzisz , że to tłumaczenie jest porażająco infantylne oraz prostackie? Usprawiedliwianie własnego chamstwa, tym, że ktoś kiedyś też niewybrednie się wypowiedział świadczy jak najgorzej, imo, o takiej osobie i jej kulturze osobistej.

                              A ja przeciwnie, uważam, że z racji wieku, dużego doświadczenia w tym politycznego, wiedzy, działalności na rzecz kraju i ludzi, z racji dokonań, osiągnięć Władysławowi Bartoszewskiemu należy się bezwzględny szacunek, nawet, jeśli nie podziela się jego poglądów, a nawet jeśli bolą ostre słowa.

                              Poza tym odnosić się do czyjejś wypowiedzi, krytykować można w kulturalny sposób, przypominam.


                              > jestem za równouprawnieniem ;]


                              Tylko niech potem wierchuszka PIS nie krzyczy, że tylko oni są nieustannie obrażani.