Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2014 - 6 (vol 44)

01.06.14, 14:34
Z okazji Dnia Dziecka wszystkim dzieciom duzym i malym wszystkiego najlepszego :)
Obserwuj wątek
    • maniaczytania KK - czerwiec 01.06.14, 14:44
      tradycyjnie zaczynamy od programu Kocham Kino w tym miesiacu:

      05.06. - "Mniejsze zlo" - film polski z 2009r. - wstepnie jestem zainteresowana;
      12.06. - "Frost / Nixon" - nie ogladalam, moze wreszcie mi sie uda;
      19.06. - poniewaz trwa Mundial, KK nie ma, ale tego dnia o 20.25 - "Wymyk";
      26.06. - Mundial pelna para ;)
    • grek.grek free arts z Piano 01.06.14, 17:20
      dzięki, jako reprezentant kasty dzieciakow ;]]

      jako że 1 czerwca - 10 artykulów z Piano do przeczytania.
      sięgnałem po wszystkie relacje z Cannes.

      a przy okazji odkryłem [wiem, szumne słowo, hehe], że wpisując tytuł artykułu do google'a, a potem klikając w link - można zneutralizować Piano :] polecam tę metodę, póki się nie połapali, heh.
      • pepsic Re: free arts z Piano 01.06.14, 18:28
        O kopiowaniu stosownych linków i wpisywaniu w dowolnej wyszukiwarce już nie raz wspominałam, tudzież wyłączaniu funkcji ciasteczka (cookies) i czyszczeniu historii przeglądania na bieżąco. Tego technicznie nie przeskoczą. Dlatego pytam, why Grek, why?
      • pani_lovett Re: free arts z Piano 03.06.14, 16:23
        Ależ fantastyczne odkrycie, Greku! Dzięki, Greku, Pepsic za tę cenną radę! :)


        Zaraz się rzucę na artykuły z Cannes. Niepowetowaną stratą byłoby nie przeczytać artykułów Tadeusza Sobolewskiego z Cannes. / niektóre udało mi się przeczytać w papierowej gazecie/
    • grek.grek powtórki i [pra]premiery na dziś 01.06.14, 17:28
      widzę "Zakazany owoc" w TVP 1 [po 21:00], czyli rabin i katolicki ksiądz, dwaj kumple, zakochani w tej samej dziewczynie. klasyczna komedia romantyczna w scenerii, strzelam w ciemno : Manhattanu.

      "Rekrut" na Pulsie [20:00] - chciałbym to kiedyś powtórzyć, moze się przekonam do tego, ze to jednak dobry film, a nie kolejna chałtura Ala Pacino :]

      "Wesele" Smarzowskiego o 20:40 w Kulturze. enty raz :]

      spodziewam się zasiedzieć dzisiaj przy CTv.
      o 20:00 Policjant, klasyk francuskiego kryminału, Melville'a z Delonem i Deneuve [rocznik 71]
      i o 22:35 "Harsh times" Davida Ayersa, czyli najpewniej klimaty gangsterskich przedmieść Los Angeles, z Christianem Bale'em w roli głównej. brzmi nieźle, prawda ?

      udanego wieczoru, przy filmach albo dowolnie innego, Czcigodni :]

      • pepsic Re: powtórki i [pra]premiery na dziś 01.06.14, 18:46
        Dorzucam "Odznakę" w Stopklatce dla nocnych marków o 23:00. Przyzwoite kino sensacyjne z Bobem Thorntonem, niedawno spojlerowane i więcej, niż umiarkowanie zachwalane. Wcześniej udana wersja "Rozważnej i romantycznej" wg Angie Lee z aseksualną zwyczajowo już Emmą Thomson, tylko ileż razy można?
    • grek.grek "Gliniarz [Un Flic]" [1972] (1) 02.06.14, 14:48
      Ostatni film Jeana-Pierre'a Melevilla.
      oryginalny tytuł "Un Flic', czyli "POlicjant", "Glina" albo "Gliniarz".

      Klasyczne francuskie kino sensacyjne lat 70-tych, w klasycznej oprawie i w klasycznym, starym dobrym stylu. Alain Delon w swojej klasycznej roli. Klasycznie piękna Catherine Deneuve. Klasyczni przestępcy. Klasyczne auta. Słowem... klasyka ;]

      W największym skrócie : paryski policaj nazwiskiem Coleman stara się zapobiec przemytowi narkotyków na trasie kolejowej Paryż-Lizbona, a przy okazji trafia na trop szajki przestępców, który prowadzi go do zupełnie nieoczekiwanego odkrycia.

      A w bliższym ujęciu...

      Film rozpoczyna 20-minutowa, niemal bezdialogowa, sekwencja napadu na podparyski bank. Wieczór, chłodny, deszczowy i wietrzny. Czterej faceci w prochowcach i kapeluszach [Czcigodni, pełna klasyka :)] podjeżdzają autkiem, wchodzą do środka i niby coś załatwiają, ale w istocie czekają. Czekają na moment zamknięcia banku. Procedura polega na tym, że wychodzi pracownik i zaciąga rolety, żeby nikt nie mógł wejść z zewnątrz. Klienci w środku nie są wypraszani, ale obsługiwani do końca. Drzwi zostają zamknięte na klucz od środka. Wtedy nasza czwórka przystępuje do ataku. Na sygnał zakładają maski [takie... chirurgiczne] na twarz, czarne okulary na oczy i terroryzują obsługę, pozostałych klientów, a potem bebeszą kasę. Wszystko idzie jak po maśle. Do momentu, kiedy jeden z ochroniarzy cichcem nie dopada karabinu. Wywiązuje się krótka strzelanina. Ochroniarz zostaje zabity, a jeden z napastników ranny.

      Przestępcy szybko wsiadają do auta, prowadząc chwiejącego się rannego kumpla i odjeżdzają z piskiem opon. Okolica nie jest ludna, więc nikt nie widzi. I jadą strasznie długo. Po drodze przebierają się w inne ciuchy, a te z napadu zakopują gdzieś na uboczu. Następnie zatrzymują się w jakiejś małej miejscowości. Tam przedefilowują specjalnie przed kasami biletowymi, żeby zwrócić na siebie uwagę, zwłaszcza na swojego rannego kolegę. Następnie markują wejście do pociągu stojącego na peronie. Wszystko po to, żeby zmylić pościg, wiedzą że pracownicy stacji albo sami zawiadomią policję albo policja będzie ich pytać o podejrzanych ludzi, bo wieść o napadzie na bank z pewnością otrzymała zaraz po ich wyjściu.

      PO tej całej szopce przesiadają się do wcześniej podstawionego nowego samochodu i odjeżdzają do Paryza. Rannego kolegę odstawiają do szpitala.

      Eduard Coleman to komisarz policji paryskiej. Codziennie wieczorem jeździ po ulicach, ze swoim poczciwym partnerem. I zawsze to samo : telefon [specjalnie zamontowany w samochodzie] z info o przestępstwie, partner odbiera, przekazuje Colemanowi, a on zawsze mówi to samo "Przyjąłem. JUż jadę". Zawsze te same słowa, gesty i kolejnośc :]

      Raz jest to włam, raz jakaś inna pierdółka. Wszystko Coleman wyjaśnia na miejscu albo przyjmuje zeznania do raportu.

      Tego dnia wieczorem spotyka się z transseksualną prostytutką - swoim informatorem. Tym razem dostaje bardzo ciekawą informację : jej znajomy, który jest kurierem mafijnym, ma przewozić w pociągu Paryż-Lizbona kufer pełen narkotyków. Z Paryża gośc ma wyjechać sam, towar do przewozu ma dostać od podstawionych ludzi na jednej z mniejsszych stacji przystankowych. Chodzi o ominięcie punktu celnego, czy coś takiego.

      Tak czy owak, Coleman bierze tę sprawę.

      Wieczorem komisarz odwiedza swój ulubiony klub. Jego właścicielem jest niejaki Simon [Richard Crenna]. Dziewczyną Simona jest Kathy [Deneuve]. Coleman i Simon znają się, możliwe nawet że są przyjaciółmi. Kathy jest kochanką Colemana, o czym Simon nie wie, ale chyba się czegoś domyśla. Następuje kapitalna scena przy barze - w klubie [taka jazzowa knajpka] gra muzyka, ktoś śpiewa chyba, goście przy stolikach, a nasza trójka przy barze. I kamera prześlizguje się szybkimi krótkimi ujęciami po ich twarzach, z jednej na druga, z drugiej na trzecią i znów na pierwszą. Coleman rzuca okiem na Kathy, a ona na niego, Simon ukradkiem na Colemana, a wtedy on na niego albo w bok itd. Prawdziwy balet spojrzeń, z którego wynika, że jest to zaawansowany trójkąt uczuciowy :]

      Teraz najlepsze : Simon jest szefem tych gangsterów, którzy napadli na bank. Kathy tam nie było, ale ona wie o tym, kim jest jej narzeczony. Coleman nie wie o tym, że Simon napadł na bank, ale możliiwe iż wie, że Simon jest przestepcą lub ma przeszłość przestępczą. Film tego NIE wyjaśnia ani słowem, skąd się znają, jak się poznali, co ich łączyło. Są przyjaciółmi i konkurentami do wdzięków Kathy.

      CHwilę później okazuje sie, że gang Simona chce napaść na tego kuriera narkotykowego. I to w jaki sposób :] - wynajmują helikopter, aby wsiąść do pociągu z powietrza, nie mogą się wcześniej ujawnić, wiedzą, ze na peronach kolejnych stacji kurier ma być kontrolowany przez podstawionych ludzi mafii. Wybierają najdłuższy odcinek bez przystanku, czyli mają 20 minut. Przy okazji, z gazet wyczytują informację o swoim napadzie na bank. Nikt ich nie rozpoznał, ale jest informacja, że jeden z nich został ranny.

      Wiedząc, ze policja będzie szukać rannego po szpitalach - przebrani za sanitariuszy próbują wymóc na lekarce dyżurnej wydanie swojego kolegi, czyli "pacjenta Schmidta", bo muszą go przewieźć do innego szpitala. Mają na to podrobione papiery. Lekarka stwierdza, ze stan Schmidta jest kiepski, więc nie ma o tym mowy. Kiedy oni zagadują ją, z auta wysiada Kathy. Przebrana za pielęgniarkę. Niezauważona przechodzi bokiem. Znajduje pokój ze Schmidtem w srodku i zabija go wstrzykując mu coś w żyłę.

      Coleman zostaje wezwany do szpitala, ogląda ubrania i inne klamoty po "Schmidtcie" - stwierdza, że nazwisko jest fałszywe i że generalnie w tym momencie nie da się z tym nic zrobić. POleca swoim ludziom, żeby sprawdzili facjatę nieboszczyka w papierach policyjnych - moze jest notowany. Jesli nie, to klapa, "pozostanie jeszcze jednym anonimowym załatwionym przez koleżków bandytą".

      I przychodzi wieczór akcji. OBjaśniony przez swoją informatorkę kOmisarz Coleman obserwuje na peronie, jak czterech smutnych panów w prochowcach wnosi do rzeczonego pociągu walizkę. Wiadomo, że jest tam koks. Coleman ma zamiar zatrzymać kuriera na następnej stacji, czyli za wspominane 20 minut. Teraz nie może wsiąść, rozpoznaliby go smutni, którzy stoją na peronie aż do odjazdu pociągu.

      Zatem pociąg zasuwa pędem. Jedzie przez jakieś odludne tereny, niby pagórzyste. Jest wieczór. I wtedy nad pociągiem pojawia się helikopter. A w nim gangsterzy Simona i on sam. Zabawne, bo cała scena wygląda jakby pociąg był zwykłą kolejką zabawkową, a helikopter wręcz widocznymi sznurkami jest manipulowany :] CIęcie kosztów po całości.

      Ale nic to - z helikoptera opuszcza się na dach pociągu Simon. W kombinezonie. Dostaje się do środka wagonu, w którym jedzie kurier z narkotykami. Idzie do łazienki. Tam myje dziób i zdejmuje kombinezon. POd spodem ma czyściutki nocny szlafrok. A pod szlafrokiem niezbędne akcesoria [cholera, jak to brzmi... ale zaraz się wyjaśni, heh]. Kombinezon chowa odkręcając kawałek ściany pod zlewem. OPisuję dokładnie, ale i ta scena jest bardzo dokładnie szczegółowo zrobiona. POtem wychodzi na korytarz [pociąg pullmanowski]. MIja innego podróżnego, który zmierza do toalety. Czeka. Tamten wraca, wymieniają uwagi o bezsenności w nocnym pociągu.

      Kiedy pasażer znika w swojej kabinie - Simon działa : za pomocą wielkiego magnesu od zewnątrz otwiera drzwi zamknięte od środka na zasuwkę. Wchodzi do środka, od razu ogłusza kuriera, potem go usypia chloromformem. Wcześniej kurier przepakował narkotyki z walizki, w której dali mu je mafiosi, do do dwóch walizek z własną garderobą [w tzw. drugie dno]. Simon zabiera obie walizki. Ostrożnie wraca do łazienki. Przebiera się z powrotem w kombinezon i wychodzi na zewnątrz. Wiatr wieje silny, ale udaje mu się najpierw przekazać kumplom w helikopterze walizki, a potem zostaje sam zostaje przez nich wciągnięty do środka. Podciąga się na specjalnie opuszczanym "haku".

      cdn
      • grek.grek "Gliniarz [Un Flic]" [1972] (2) 02.06.14, 15:10
        Haku... powiedzmy, że na czymś w rodzaju pałąka na stalowej lince jeżdżącej góra-dół automatycznie ;]

        Po akcji panowie zostawiają heliopter na jakimś odludziu, gdzie czeka umówiony gośc, który od odprowadza do wynajmującego. A oni sami wracają autem do Paryża.

        Coleman jest wściekły. Wyszedł na idiotę. Zatrzymał rzekomego kuriera, a ten nie miał żadnych narkotykow ! Ze złości oskarża swoją informatorkę, że celowo wprowadziła go w błąd. Każe ją aresztować. Jaką biedaczka ma minę...

        KOMisarz wydaje się wyrolowany, ale w sukurs przychodzą mu policyjni magicy od archiwum. Okazuje się, ze ten zabity w szpitalu "Schimidt" jest notowany. Mają jego nazwisko - Marc Albouil.

        I teraz - ni cholery nie wiadomo w jaki sposób, bo film tego nie wyjąsnia w 100 % - Coleman namierza szofera gangu, Louisa Costa [Michael Conrad, charakterystyczna twarz]. Organizuje na niego zasadzkę w barze, który Costa odwiedza. Jak na to wpadł ? MOżliwe, że miał wykaz kryminalnych znajomości Albouila. MOżliwe też, jest o tym wzmianka, że jego uwagę zwrócił fakt, że Costa od roku jest "bezrobotny", a jesli notowany kryminalista jest "bezrobotny", to coś musi znaczyć ;] Nie wiem, nie ma 100 % wyjasnienia.

        Tak czy owak, Coleman ostro bierze się za przesłuchanie Costy...

        Następnego dnia, Coleman odwiedza w Simona, w jego knajpie. Siedzą sobie przy barze. I wtedy Coleman pyta go kolejno o Albouila [pokazuje zdjęcie], Costę [też foto] i Paula Webera [czwarty z szajki, co ciekawe - mały, grzeczny mieszczanin w kapciuszkach i szlafroczku, z porządną staroświecką żoną, wzięlibyście go na ulicy za szarego urzędnika, facet cały czas ukrywa przed żoną swoje drugie życie]. Pyta czy ich zna. Simon maskując zaskoczenie i panikę - odpowiada z udawaną swobodą, że nie. Coleman na to : "Albiuol CIEBIE ZNA". I wychodzi.

        Simon wpada w popłoch. Najpierw dzwoni do Paula z ostrzeżeniem, że zostali namierzeni. Za późno, policja już parkuje pod domem Paula, za chwilę walą do drzwi. Paul przeprasza żonę, prosi, żeby otworzyła, a sam zamyka się w pokoju. Kiedy COleman otwiera drzwi, wiedzi Paula z bronią. MOże być strzelanina. Nie będzie jednak - słychać pojedynczy wystrzał. Paul popełnia samobójstwo.

        Simon opanowuje się. Pakuje walizkę, pewnie z ukradzioną kasą. Porozumiewawcze spojrzenia z Kathy.

        Kathy podjeżdza autem na chodnik niedaleko knajpy. Simon wychodzi. Coleman czeka na niego i teren jest obstawiony policjantami. Kiedy Coleman probuje skłonić Simona do poddania się - ten wyciąga broń. Coleman strzela pierwszy i kładzie go trupem. Całą scenę widzi z auta Kathy. Coleman nie aresztuje jej, rzuca jej tylko wymowne spojrzenie i odjeżdza. Simona zbierają z ulicy policjanci.

        I ostatnie, świetna scena - znów Coleman i jego partner jadą ulicą. I znów dzwoni telefon, partner odbiera, przekazuje, Coleman dostaje słuchawkę i mówi swój tekst. Za chwilę ponownie telefon. TEraz jednak partner nie odbiera. I Coleman nie zwraca mu uwagi. Jadą w milczeniu. Poważni. A wiecie jaką jadą ulicą ? Champs Elysees. Jadą Champ Elysees i są grobowo smutni - czy to nie efektowne ? :} Simon był przyjacielem Colemana. Był przestępcą, ale jednak był i przyjacielem. Coleman jako policjant, ale zabił przyjaciela. Na Champs Elysees nie będzie triumfował.

        www.youtube.com/watch?v=KRo0r_rIW54
        www.youtube.com/watch?v=C-lCOLr60vE
        • siostra_bronte Re: "Angel-A" w Ale kino 03.06.14, 19:35
          Tak :)

          W skrócie historia jest taka. Bohater, Andre (Jamel Debbouze), jest winny dużą kasę gangsterom i musi ją szybko oddać. Jest załamany i nie widząc innego wyjścia chce popełnić samobójstwo. Już ma skoczyć z mostu, kiedy obok widzi kobietę, która chce zrobić dokładnie to samo. Kiedy babka skacze Andre robi to samo, żeby ją ratować :) Kobieta, niejaka Angela (Rie Rassmusen) proponuje Andre, że będzie mu pomagać w zamian za uratowanie jej życia. No i ta dziwna para krąży po Paryżu...

          Uwaga spojler! Pod koniec okazuje się, że Angela jest...aniołem zesłanym, żeby pomóc Andre i w ogóle podbudować go moralnie. Kiedy Angela chce odlecieć (na wielkich skrzydłach) to zakochany Andre uwiesza się na niej i w efekcie oboje lądują w Sekwanie. Kończy się happy endem :)

          Mam mieszane uczucia. Bo pomysł naprawdę fajny, chociaż niezbyt oryginalny. To komedia, czasem nawet zabawna. Np. Andre ma pretensje do Angeli: " Nie mogłaś skakać z innego mostu? Przecież widziałaś, że ten jest zajęty" :) Albo zdesperowany Andre idzie na policję, żeby go zamknęli na parę dni. Miałby czas, żeby coś wymyśleć w sprawie długów, a byłby bezpieczny. Policjant nie chce się zgodzić, więc Andre krzyczy: "tak trudno znaleźć coś na Araba bez dokumentów?!" :)

          A więc historia zaczyna się obiecująco, ale potem trochę się dłuży. Przez większość czasu dwójka bohaterów gada ze sobą i to z czasem zaczyna męczyć. Są poruszające sceny (Andre przed lustrem próbuje powiedzieć do siebie "kocham Cię"), ale całość jakoś średnio angażuje. Za to Paryż w czerni i bieli jest piękny. No i te nogi Angeli. Greku, byłbyś zachwycony :)

          Tutaj trailer:

          www.youtube.com/watch?v=uwfPiPcN9Bw

          • grek.grek Re: "Angel-A" w Ale kino 04.06.14, 14:04
            dzięki, Siostro :]
            nóg nie brakuje w trailerze, więc mogę tylko potwierdzić Twoje podejrzenia ;]
            czarno-biały wizual - rewelacja, i to nie taki ostry, a minimalnie, o włos "przylizany".
            świetnie to wygląda. a i Paris Paris chyba gustownie, w dobranych z pietyzmem scenografiach, filmowany, prawda ?

            sama historia z anielicą spadającą z nieba na ratunek brzmi dyskusyjnie ;], ale jeśli piszesz, że "krązą po Paryżu i rozmawiają", to już brzmi - z mojej perspektywy - dostatecznie zachęcająco - zatem, suma summarum zaciekawiłaś mnie, dzięki :]
      • never_never Re: no i ??? 03.06.14, 20:16
        no i chyba nikt więcej nie oglądał...

        a więc moim zdaniem da się oko "zwiesić" czy "zawiesić" ;)
        główny bohater ma charyzmę, jestem zachęcona do dalszego oglądania, ale może niekoniecznie w TV Puls, bo przerwy reklamowe są jednak trudne do przetrzymania
        • pani_lovett Re: no i ??? 03.06.14, 23:59
          Wybaczcie, katowałam się Sopocką Nocą Kabaretową w Polsacie, przez co zapomniałam o Wikingach.

          Gryfny, świetny ten trailer, pociągający muzycznie i wizualnie (fiordy!:). Komentarz Never_never też brzmi obiecująco (poza oczywiście uwagą o uciążliwych przerwach reklamowych).

          Spróbuję obejrzeć odcinek Wikingów w najbliższą niedzielę.

    • grek.grek Luther ser 2 odc 4 03.06.14, 14:09
      "tekst nie zostanie wysłany, za dużo pustych linii"
      mieliście kiedyś coś takiego ?

      a że "puste linie" spowodowane zostały jakimś szaleńczym przesum samego formularza, po tym jak doszedłem do 800 znaków - to chyba taka kara za grzechy :]

      dzięki.
      • pani_lovett Re: Luther ser 2 odc 4 07.06.14, 22:51
        grek.grek napisał:

        > "tekst nie zostanie wysłany, za dużo pustych linii"
        > mieliście kiedyś coś takiego ?

        Nie, nigdy nie spotkałam się z takim komentarzem (testujesz forum na wszystkie strony).

        Ożeż! Tyle pisania i wszystko poszło w niebyt. :/
    • grek.grek Luther ser 2 odc 4 03.06.14, 14:11
      Ostatni odcinek 2 serii. Zamknięcie wątków. W poprzednim odcinku : policaje łapią gościa, który lata po Londynie i naparza ludzi pałką lejąc po oczach kwasem - okazuje się, ze gość prowadzi cos w rodzaju RPG, role playing game. Ginie 7 osób, ale udaje się go dorwac i posadzić. Tuż przed złapaniem, facet gdzieś chciał dzwonić - nie udało się wydobyc z niego adresu, a numer który wybrał jest głuchy. Luther wyciąga Jenny [córkę faceta, który kiedyś zabił, a Luther go wsadził do puszki, gdzie facet strzelił samobója, przez co John ma na sobie jakiś rodzaj odpowiedzialności za losy dziewczyny] z objęć mafii. W zamian za to popełnia kolejne przestępstwa dla mafiosów : najpierw zastrasza świadka koronnego, a potem wydobywa kopie dokumentów z komputera swojego szefa, przedtem pozorując alarm na posterunku. Na tej drugiej czynności zostaje przyłapany przez policjantkę Gray, która próbuje zawiadomić o tym sierżanta Ripleya, ale lojalny wobec Johna policaj wierzy że Luther musiał mieć powód, by grzebać w tym kompie. Niepokojona przez psycholowatego mafiosa Jenny - broniąc się przed gwałtem zabija go. W ostatniej scenie pojawia się nowy gośc z pałką i kwasem, rozsiada się na podłodze lotniska czy dworca kolejowego...

      I ten odcinek zaczyna się od chaosu na tym lotnisku alias dworcu. Pałkarz Numer 2 naparza kijem kogo popadnie i leje kwasem jak wariat. Po akcji ucieka w stronę wyjścia. Za nim biegnie jakiś gość. Pusty korytarz, pracujące głośno maszyny odpowiadające na nawiew czy cośtam. Kiedy zaraz ma Pałkarza dopaść, ten się odwraca. Patrzą sobie w oczy z najbliższej odległości. Nagle Pałkarz robi nieznaczny ruch. Pod stopy faceta spływa wolno gęsta ciemna krew. Dostał nożem. Gośc osuwa się na ziemię, a Pałkarz już spokojnie opuszcza lotnisko vel dworze

      W tym czasie, Luther próbuje ogarnąc bajzel, jaki zrobił się w mieszkaniu - mafioso Toby lezy w kałuży krwi, Jenny trzęsie się w traumie. John przywołuje ją do opanowania, każe najpierw odstawić samochód gdzieś daleko stąd samochód Toby'ego, który stoi pod kamienicą, a także wysprzątać podłogę z krwi. Toby'ego będą szukać ludzie jego babki, która zdaje się tym całym mafijjnym klanem zarządza. Jenny dochodzi do siebie, a John wychodzi, własnie dostał zawiadomienie o ataku na lotnisku/dworcu.

      Jenny działa tak jak John ją poinstruuował - wywozi auto na jakąś pustą ulicę i zostawia. POtem szoruje podłogę w domu. Co z ciałem ? Tym się ma zająć Luther. Nie widać tego, ale wkrótce zwłoki są ładnie zapakowane w worek foliowy i leżą... na dachu kamienicy. Co dalej z nimi ? Stay tuned, bo to ciekawe :]

      Pałkarz podczas ucieczki zgubił coś w rodzaju karty magnetycznej do pokoju hotelowego. Przy nim była reklama jakiejś firmy. POlicaje mają nadzieję ustalić nazwę hotelu, dzięki uzyskaniu informacji o miejscach w których reklamuje się właśnie ta firma. John sądzi, że mają do czynienia z czymś w rodzaju meczu dwóch zabójców. Jeden siedzi, ale drugi chyba o tym nie wie i zasuwa dalej, nabija punkty na swoje konto.

      Nagrania z monitoringu nie pozostawiają wątpliwości - Pałkarz Numer 2, to... brat bliźniak Pałkarza Numer 1 :] Nieznana jest ich tożsamość, ale wedle tego, co robią - zachowują się jak w grze fabularnej. Zarabiają kolejne punkty, przechodzą poziomy, a to pozwala im na sięganie po lepszą broń. Pałka, potem kwas, nóz... co dalej ? BOMBA ? Tego obawia się John.

      W notatniku Pałkarza I jest coś w rodzaju szyfru, ma wzór ksiązkowy, a zatem do odczytania potrzeba ksiązki, wedle której został zrobiony. Zapewne Pałkarz 2 ma taką samą i w ten sposób się porozumiewają.

      John udaje głupa i odwiedza Franka, jednego z mafiosów. Powiada, że załatwił dla Toby'ego dokumenty, które tamten chciał, a Toby nie przyszedł. Frank na to, że Toby to niesubordynowany lekkoduch. Później John spotyka się z Frankiem i babką Toby'ego [przy lodowisku krytym]. Babina wyraźnie zaniepokojona jest zniknięciem swojego wnuczka. Luther wychodzi ze spotkania i od razu dzwoni do Jenny, żeby uciekała z mieszkania, bo zaraz będzie tam Frank szukający Toby'ego. Tak też robi Jenny.

      Frank faktycznie zjawia się od razu. Grzebie po mieszkaniu. Znajduje szczotkę, są na niej jakieś ślady. Wydaje się, że to krople krwi, ale chyba Frank tego nie jarzy :] Luther przyjeżdza w ślad za nim i tylnymi schodami dostaje się na dach. Zrzuca z niego worek ze zwłokami Toby'ego. Gdzie je taszczy ? Stay tuned :]

      Luther i Frank spotykają się pod kamienicą. Frank grożąc Johnowi pistoletem zmusza go do otworzenia bagażniku jego auta. Ofk, chwila nerwowości, ale John jest zbyt cwany, żeby dać się tak złapać. W bagażniku ma jakieś stare policyjne graty, kamizelki itd bzdety. Frank jest uspokojony.

      John namawia Jenny, żeby znalazła stałą kryjówkę, z daleka od jego mieszkania. Jak przestaną węszyć, to będzie mogła wrócić. Jenny pyta go "Dlaczego się nie ożeniłeś ? Bylibyście szczęśliwi", na co John "Żadna mnie nie chce". Jaka odpowiedź, heh, w gruncie rzeczy to miał żonę, zamordowaną przez wariata, jego kolegę z wydziału [seria 1], a teraz... pewnie to on żadnej nie chce, bo że Alice Morgan [i tym razem nieobecna] zagięła na niego parol, to oczywiste.

      POlicja ustala nazwę hotelu i pokój otwierany kartą zgubioną przez Pałkarza 2. W środku jest łózko piętrowe, ściana oblepiona plakatami i laptop. Prawdziwa baza wypadowa i kryjówka zarazem. Gośc ma sporo książek. Luther wie, że poszukiwanie tej akurat ksiązkii, z której bliźniacy brali szyfr, jest szukaniem igły w stogu siana. A czas nagli. John ma lepszy pomysł - zaczyna buszowac po całym lokalu i znajduje ukrytą ksiązkę - Biblię. Wydanie standardowe, wszędzie dostępne. Skoro była ukryta, to znaczy że to jest ksiązka-klucz do szyfru.

      Tymczasem Pałkarz 2 znów atakuje. Świetna scena : Londyn w deszczu, szereg samochodów stoi w korku, a on idzie sobie między nimi z młotkiem w ręku, wybiera jeden, wpada do srodka i zabija kierowcę. Nie ma bezpośredniej "transmisji", kamera z dystansu pokazuje jak w aucie nagły rumor się odbywa. Wychodzi umorusany krwią, pozwala aby deszcz ją spłukał z jego twarzy. A cała scena w takt psychodelicznej - niegłośnej ale niepokojącej - muzyki.

      POlicaje otwierają laptop znaleziony w kryjówce Pałkarza 2 i udaje się odszyfrować korespondencję bliźniaków. Korespondowali na jakimś blogu, za pomocą postów. Krótkie, zwięzłe zdania. Ustalają, że ten, co siedzi ma na imię Robert. Ten który grasuje - Nick.

      John przesłuchuje Roberta. Wjeżdza mu na ambicję : "Ty siedzisz, a Nick dalej gra, zaraz cię POKONA ! ale jak pomożesz mi go złapać, to jeszcze możesz ocalić swoje zwycięstwo". Robert, z nieprzenikioną miną i ukrytą szajbą w pozornie spokojnych oczach, proponuje żeby o to zagrali. Jeden rzut kostką, suma powyżej 10 wygrywa. Robert rzuca pierwszy i wyrzuca ponad 10 punktów. John nie dostanie od niego żadnych informacji.

      W tym czasie, Jenny wraca do matki. Skoro mieszkanie Johna chwilowo jest spalone... I ten moment sugeruje porozumienie między wiecznie skłóconymi kobietami. Wieczorem śpiącą Jenny budzi telefon. Matka tłumaczy że dzwoniła do niej sąsiadka. Ale Jenny życie nauczyło nieufności. Podejrzewa najgorsze... matka zakapowała mafiosom, że Jenny jest u niej. Niereformowalna, zniewolona umysłowo mamuśka. Jenny dzwoni z tym do Johna, a ten każe jej uciekać.

      Istotnie, za chwilę zjawia się znajomy już Frank. Jenny opuszcza budynek innym wyjściem. Przez telefon John każe jej zadzwonić na policję z anonimowym info, że pod jej domem : ze srebrnego Hyuindaia [auto Franka] wylazł chłop z bronią i lata po okolicy. Jenny tak robi. Policja zjawia się bardzo szybko.
      • grek.grek Luther ser 2 odc 4 [2] 03.06.14, 14:53
        haha, nie ze mną te numery, ubiłem smoka ;]

        orajt, lecę dalej z odcinkiem.

        Kiedy Frank terroryzuje bronią matkę Jenny i zmusza ją do wydzwaniania córki, która i tak nie odbiera telefonu - policja sprawdza Hyundaia Franka. CO jest w bagażniku ? Yes, worek ze zwłokami Toby'ego. Luther, stary cwaniak, załatwił gościa na cacy. A do tego Frank będzie podejrzanym o morderstwo, wiec mafijny klan będzie mógł odczepić się od Luthera i Jenny, którzy mają teraz 99 % alibi, a do tego to Toby nękał Johna poleceniami kolejnych przestępstw na rzecz mafii, więc i ten rozdział John może mieć za sobą.

        W tym czasie Gray jest na dywaniku o szefowej policji. Doniosła tam na Johna, że grzebał w kompie szefa wydziału. Dochodzenie wewnętrzne nie wykazało jednak, aby ktoś z kompa korzystał podczas tego alarmu na posterunku. Zatem, Gray jest w d... Dostaje solidny ochrzan i propozycję "zastanowienia się nad sobą i swoją przyszłością w policji". Wychodzi zdumiona i zawstydzona. Pyta Luther przy wszystkich "Jak to zrobiłes ? Jak zatarłeś ślady ?". John udaje, że nie wie, o co chodzi. Ktoś mu tłumaczy z czym Gray poszła na skargę. John znów udaje, że nie wie, skąd ona to wytrzasnęła. Reszta ją uspokaja. Ripley na osobności mówi Lutherowi, że Gray zachowała się uczciwie i czysto, John to wie, mowi że postara się jej pomóc i odkręcić sprawę.

        Pałkarz Numer 2, czyli Nick jest na ulicy. Angielska pogoda. Nick widzi w TV zdjęcie swojego brata i informację, ze Robert uciekł z więzienia i jest poszukiwany. To wybieg policji, aby skłonić Nicka do kontaktu z Robertem. POlicaje czuwają przy laptopie, aby namierzyć Nicka, kiedy tylko skontaktuje się z bratem.

        Nick ma na sobie duży prochowy płaszcz. Wchodzi do kawiarni, takiej z wiellką szybą dzielącą stolik od chodnika i ulicy. Psychodeliczna muzyka :] Nick siada do laptopa, pisze coś, i od razu zostaje namierzony. Ekipa jedzie na miejsce, razem z grupą szturmową. Nick pisze, żeby Robert przyjechał do "strefy bezpieczeństwa". Po drugiej stronie druta siedzi policjant, który naśladując styl Roberta, odpowiada Nickowi, aby w ten sposób utrzymać go w miejscu do momentu, aż ekipa przyjedzie go zawinąć.

        Wreszcie się zjawiają. Świetna scena : kamera jest za plecami siedzącego przy tej wielkiej szybie Nicka - zza jego pleców widać jak na ulicy zatrzymuje się, a potem zajmuje pozycje, oddział policjantów. Ale Nick siedzi spokojnie, żadnej paniki. Wstaje od stolika, rozpina płaszcz i widać że pod spodem... ma przywiązane ładunki wybuchowe. Wychodzi na chodnik. Wszyscy się cofają. Nick w ręku ma zapalnik. Pokazuje go dobitnym gestem. Spec policyjny na szybko ocenia, że zasięg razenia tych ładunków, to jakieś 30 metrów. Nieźle. Nie moga strzelać do niego, bo gośc trzyma palec na guziku odbezpieczającym te bomby. Sam jest żywą bombą.

        Nick spokojnie rusza chodnikiem, cały czas trzymając zapalnik w odwiedzionej w bok ręce. Policja idzie za nim. Zaczyna się cała akcja, bo nie wiadomo, gdzie ten gośc zamierza się wysadzić, o ile taki ma istotnie zamiar. Policja gorączkowo oczyszcza teren. Nick idzie spacerkiem, a policja pospiesznie ewakuuje ludzi z przewidywanej trasy jego przemarszu. Za chwilę Londyn zaczyna wyglądać jak w "28 dni później" :] Z góry sytuację nadzoruje ekipa w helikopterze. Doskonała scena, znakomicie zrealizowana, bardzo efektowna.

        Wreszcie Nick idąc przez place i jezdnie dociera do jakiejś szerokiej otoczonej wysokimi budynkami ulicy. Własnie policja ppmaga uciec ostatnim przechodniom.

        Kto staje naprzeciw pana bombowca ? No jak kto - John Luther ;] W ręku ma pomarańczową skrzynkę. Mówi do Nicka jakby to była gra "Jesli przejdziesz mnie, przejdziesz do następnego etapu gry, ale najpierw musisz mnie pokonać". Idzie szybkim krokiem w jego stronę. Oczywiście cała policyjna ekipa, antyterroryści śledzą tę akcję z zapartym tchem. John ma na sobie mikrofon, więc wszystko słyszą.

        Luther najpierw rzuca Nickowi zapalniczkę. Potem otwiera skrzynkę, w istocie - kanister z benzyną. Oblewa się nią cały. Proponuje mu grę : Nick rzuci kostkami, a Luther spróbuje odgadnąc ilośc oczek, która wypadnie. Jesli wygra John - Nick odłoży zapalnik. Jesli przegra - Nick, zapalniczka, Luther oblany benzyną... sami wiecie :] Po chwili Nick się zgadza. Idealna psychologia. Aby złapać gracza, trzeba odwołać się do jego pasji grania.

        John proponuje, żeby zagrali w stojącym obok dużym samochodzie dostawczym. Paka jest otwarta. Tam nikt im nie przeszkodzi. Nick zgadza się na to. Wchodzą do środka. Słuchają tego policaje i szef każe zejść z dachów snajperom, otoczyć cichcem ten samochód. MOżna odnieśc wrażenie, że jest gotów zabić obu jeśli będzie trzeba, poświęcić życie Johna.

        W środku John zwierza się Nickowi, że spodobała mu się ich wizja - po co zastanawiać się nad konsekwencjami swoich czynów, lepiej zdać się na ślepy los, rzut kostką. Jakież to uproszczenie ! Nick poleca mu oblać się resztką paliwa z kanistra. Luther robi to. Nick czerpie jakąs przyjemnośc z tego, że za chwilę będzie mógł podpalić Johna. Na jego gębę wypływa obleśny, psycholski uśmieszek. John każe mu rzucać, "Odłóż detonator i rzucaj". Nick jest tak pewny siebie, że to własnie czyni. Rzuca kostką. "Ile ?", pyta niecierpliwie Johna. A ten zwleka z odpowiedzią. "Ile ?", dopytuje się. John wie, że ma przewagę - Nick chce wiedziec, czy wygrał , nie zabije go zanim się nie dowie, czy John zgadł czy nie.

        A John zamiast odpowiedzieć, przekazuje zrozumiałym dla snajperów systemem namiar na pozycję Nicka - sam pada na podłogę, seria z karabinów przebija z łatwością ściany tej całej paki i kładzie trupem Nicka. Finito. aAkcja zakończona, wszyscy oddychają z ulgą.

        W ostatnim akcie John i Jenny odwiedzają babkę Toby'ego, panią od mafii. John powiada, że spłacili jej dług za Jenny - znaleźli Franka, który przecież zabił Toby'ego. Teraz są czyści i długi uregulowane. John pozwala sobie nawet na zagrożenie, że jak starsza pani nie da Jenny spokoju - to naśle na nią "swoją znajomą", która "zabierze jej to, co najbardziej ukochane".

        Wychodzą i Jenny pyta o tę znajomą". Lutherowi chodziło o Alice Morgan.

        A potem... nic, że jesień - Jenny i John zasiadają do zjedzenia lodów. Optymistyczny nastrój. Kamera w górę, rzecz dzieje się na jakiiejś bocznej, efektownie łączącej stare budownictwo z nowoczesnym szyldem reklamowym, ulicy.

        A Czesi jadą z 3 sezonem już za chwilę. TO się nazywa bezkompromisowość ;]

        do II/4 :
        www.youtube.com/watch?v=XbJcRsGj0ks
        trailer całej II serii
        www.youtube.com/watch?v=PhQYmpSOcL0




    • grek.grek "Obsesja" [2009] via Polsat 03.06.14, 16:11
      oglądaliście wczoraj ?

      schemat stary jak świat : żonaty mąż wpada w oko atrakcyjnej wariatce, której roi się, że "są razem", która uwodzi go nieskutecznie, a odtrącona mści się zatruwając życie jego rodzinie, co prowadzi do finału, w którym oczywiście rodzina zwiera szyki przeciw niej i finał jest przewidywalny jak to, ze prezydent amerykański znów zjechał do Polandu, żeby sprzedawać tandentne paciorki ;]

      osaczonego wiernego męża gra Idris Elba [czyli, John Luther], jego żonę piosenkarka Beyonce [co to za maniera, żeby muzykow wkręcać w film, nawet jesli grać nie umieją ?], a wariatkę Ali Larter, bardzo zresztą ładna i seksowna.

      obsada z Beyonce i Elbą oraz glamour aranżacje [pan mąz pracuje w dużej firmie na stanowisku wysokiego szczebla, wariatka jest jego nową asystentką, a żona wychowuje małego synka w chałupie na wysoki połysk] róznią ten film od stu innych napisanych i opowiedzianych dokładnie w takiej samej manierze. zero zaskoczeń scenariuszowych, zero prób psychologizowania, zero prób rozwijania osobowości bohaterów.

      całośc jest namolną reklamą wierności małżeńskiej ;] mąż ma od metra okazji, żeby posiąść efektowną asystentkę, ale zawsze dopada go myśl o żonie w papilotach. mówi do asystentki : "jakbym był singlem, to bym się tobą poważnie zainteresował..", co jest aż komiczne, bo można odnieśc wrażenie, że on nie tyle nie chce zdradzić żony, gdyż ją kocha, ale raczej jest spętany obrączką i aktem ślubu oraz przysięgą małzeńską, czyli zasadami.

      a asystentka jest wygadana, sympatyczna, przyjemna, miła, seksowna - potem ujawnia się jej rys psychopatyczny, jako że nie rozumie ona słowa "nie" i okazuje się, ze nie tyle darzy uczuciami swoją ofiarę, co pragnie ją sobie podporządkować.

      poza tym, małzeństwo jest czarnoskóre, a wariatka jest biała... hmm ? ;]]

      słowem : średniosmaczny cukierek, ale za to ten papierek... :]

      www.youtube.com/watch?v=9-ugXe_xEXw
      • pani_lovett Re: "Obsesja" [2009] via Polsat 03.06.14, 16:45
        Finał jest przewidywalny jak to, że prezydent amerykański znów zjechał do Polandu, żeby sprzedawać tandentne paciorki ;]

        Ha,ha,ha!
        Ciekawe, czy prezydent Ameryki podczas tej wizyty obieca w końcu najlepszemu sojusznikowi zniesie wiz do Ameryki?

        Żartował Pazura podczas ostatniej Sopockiej Nocy Kabaretowej, że tylko cztery narody na świecie muszą mieć wizy do Ameryki, więc w kolejce do odprawy na lotnisku w specjalnej strefie stoją z jednej strony goście turbanach, wrogowie , z drugiej sojusznicy, Polacy, hehe.

        • grek.grek Re: "Obsesja" [2009] via Polsat 03.06.14, 17:33
          hehe ;]

          wiesz, najgorsze że ten prezio przyjechał tutaj w momencie, gdy dymi na wschód od naszych granic, a Ameryka podkłada drwa pod ten kociołek. mam wrażenie, że za parę uśmiechów i poklepanie po plecach właśnie się zgadzamy na zostanie amerykańskim przyczółkiem w jej korespondencyjnej mini-wojence z Rosją. jakby co, to nas uzbroją i poślą w bój za "wolnośc naszą i waszą", a bardziej to ukraińskich neobanderowców. jak Ameryka przyjeżdza, to się trzeba łapać za portfele i testamenty spisywać, bo to źle wróży.
    • grek.grek powtórkami czerwiec się zaczyna 03.06.14, 17:30
      generalnie, powtarzają nonstop i nie jest to wydarzenie samo w sobie, ale... wczoraj "Wszystko co kocham" i "Psy". dziś "Gorzkie gody" [Kultura, 22:20] i "Leon zawodowiec" [POlsat, 21:30]. to są dobre, wartościowe powtórki.

      zasadzacie się na coś ? :}
          • grek.grek Re: powtórkami czerwiec się zaczyna 07.06.14, 13:02
            i to jeszcze jak :]
            świetnie się przygotował do tej wizyty, chyba nawet nauczył się paru d,pereli,
            co sprawiło, że nasze siusiumajtki tańcowały wokół niego jak pajace na sznurkach.

            przyjechał interesy robić.
            dadzą nam 1 miliard dolarów.
            a potem wyciągną gros z 50 mld dolców [nie wiem, jak tam kursy, ale na polskie, to ma być 140 mld zł] na które opiewać ma polski budżet na zbrojenia.
            sprzęt kupimy oczywiście od Amerykanów, którzy w tym celu wywarli już presję na izraelską firmę, która chciała w tych zawodach brać udział. Izraelczycy się musieli wycofać rakiem. kasa pojedzie do Ameryki i dostaniemy jakieś kolejne złomy a'la F-16, które już w pierwszym roku po kupnie obrodziły 1,7 tys usterek na których naprawdę wydaliśmy 125 mln dolarów, bo... ten złom kupiliśmy bez gwarancji :]]

            jesteśmy niestety niewolnikami irracjonalnego lęku przed Rosją, który czyni z nas frajerów dających się wyzyskiwać cwaniakom z Ameryki. a prezydent Putin i tak jest przyjmowany z honorami na rocznicy lądowania w Normandii, podczas gdy polski prezydent zapisuje się głównie tym, że robi za przybocznego błazna prezydenta amerykańskiego.

            ręce opadywują, jak mówią niektórzy ;]
    • angazetka Raport kinowy 04.06.14, 11:30
      Koleżanka wygrała wejściówki na przedpremierowe pokazy dwóch potencjalnych hitów kinowych: "Gwiazd naszych wina" (wczoraj) i "Na skraju jutra" (w czwartek), więc uprzejmie donoszę i donosić będę (bo tak za pieniądz to bym pewnie nie poszła).
      "Gwiazd naszych wina"... Nie wiem, czy znacie książkę, ale rzecz jest o parze nastolatków, którzy zakochują się w sobie na spotkaniach grupy wsparcia dla młodzieży z rakiem. Książka jest typowym wyciskaczem łez dla young adult (a co gorsza - widziałam mechanizmy jej działania, a i tak parę razy miałam oczy na mokrym miejscu). Film nawet tego nie ma, choć robi nadmiarowy numer, który powinien emocjonalnie ogłuszyć (a powodował jedynie moją złość). No i chyba stara jestem, skoro główny aktor, który chyba miał być idolem tłumów, wydał mi się strasznym dzieciakiem.
      I w dodatku jestem starą i bez serca, bo spokojnie popijałam colę, by obok mnie zużywano chusteczki w ilościach hurtowych.
      • grek.grek Re: Raport kinowy 04.06.14, 15:24
        młodzież, rak, spotkania, miłość... to będzie hicior murowany :]]

        [btw, pewnie już 99 % ludzkości widziało, ale... w przyszły wtorek w Polsacie "Czarny łabędź" - ja akurat nie widziałem, ignorowałem projekcję w sieci, czekając cierpliwie na telewizyjną - więc się cieszę ;); swoją drogą, czy to nie dziwne, że takie filmy pokazuje Polsat, a nie publiczna ?]

        • angazetka Re: Raport kinowy 04.06.14, 15:33
          Ksiązka była w USA jakimś zupełnie szalonym bestsellerem. Zresztą film jest tak totalnie amerykański z ducha, że to aż fascynujące.
          A Twej opinii o "Czarnym łabędziu" jestem nader ciekawa.
          • grek.grek Re: Raport kinowy 04.06.14, 15:46
            w Polandzie pójdzie jak świeże rogale :]]

            dzięki :] jestem [też] ciekaw Natalii, bo podobno stanęła na uszach i wyszła z siebie w tej roli. istotnie tak jest ?
            • pani_lovett Re: Raport kinowy 05.06.14, 17:52
              grek.grek napisał:

              > dzięki :] jestem [też] ciekaw Natalii, bo podobno stanęła na uszach i wyszła z
              > siebie w tej roli. istotnie tak jest ?

              Tak. Natalia przygotowawszy się do roli sumiennie ( schudła mocno by uzyskać odpowiednią sylwetkę baletnicy, poza tym ćwiczyła pozycje baletowe, taniec) gra świetnie, przekonująco, imo.

              Mojego pozytywnego wrażenia nie przekreśliły informacje, o tym jakoby w scenach tanecznych miała ostatecznie występować dublerka , zawodowa baletnica - Sarah Lane, solistka American Ballet Theatre, która po gali oskarowej, kiedy to Portman zgarnęła Oscara za pierwszoplanowa rolę, narobiła zamieszania wyznaniem (dopominając się o uznanie? ), że to ona wykonywała wszystkie partie taneczne, a do jej ciała doklejono komputerowo twarz Natalie.
              • grek.grek Re: Raport kinowy 07.06.14, 13:07
                yup, słyszałem o tej historii. zakładając, że to prawda... czyżby pani balerina nie wiedziała, że w filmie jej twarz będzie widoczna ? ;] skoro występowała w roli ghost-dancer, to musiała sobie z tego zdawać sprawozdanie. skąd więc te pretensyje ? :] i czy kontrakt nie przewidywał, że będzie ona jednak milczała jak grób nt. swojej roli w tym przedsięwzięciu ? jesli nie, to twórcy dokonali sporego przeoczenia.
        • siostra_bronte Re: Raport kinowy 04.06.14, 19:10
          Ja nie widziałam "Czarnego łabędzia" :)

          Słyszałam głosy, że trochę przereklamowany, więc lepiej się nie nastawiać. Osobiście jestem ciekawa, czy będzie widać inspirację, podobno ewidentną, "Czerwonymi pantofelkami" Powera i Pressburgera.
          • grek.grek Re: Raport kinowy 05.06.14, 14:09
            witam w klubie, Siostro ;]

            o, proszę.
            na Imbd ma 8 na 10, na Filmwebie 7.7 na 10, na Rotten Tomatoes 87 % pozytywnych recenzji. słowo "przereklamowany" jest zatem trafione w dziesiątkę, O ILE rzeczywiście nie jest to tak dobry film jak wskazują te oceny.

            środowisko baletnic, psychiczne fiksacje, Natalia jako artystka ambicjonerka... przynajmniej w formie zapowiedzi tematyczno-aktorskiej brzmi nieźle :] jak wyszło - sprawdzimy, mam nadzieję.
          • pani_lovett Re: Raport kinowy 05.06.14, 17:32
            > Osobiście jestem ciekawa, czy będzie widać inspirację, podobno ewidentną, "Czerwony
            > mi pantofelkami" Powera i Pressburgera.

            Oba wymienione przez Ciebie filmy łączy oczywiście motyw tańca, baletu oraz całkowitego poświęcenia się dla sztuki (tu: baletu) nawet kosztem zdrowia, życia. I tyle. Jeśli o inspiracjach tu mowa to trzeba wspomnieć też o "Wstręcie" Polańskiego. Może on nawet ważniejszy od filmu Powera i Pressburgera.


            Widziałam "Czarnego łabędzia" i mam mieszane odczucia , bo film efektowny wizualnie i świetnie gra Natalie Portman , ale ...

              • pani_lovett Re: Raport kinowy 05.06.14, 19:37
                I jeszcze dyrektor prestiżowego teatru operowego , pod kierunkiem, którego powstaje przedstawienie "Jezioro łabędzie", wymagający artysta Thomas Leroy, postać grana w "Czarnym Łabędziu" przez Vincenta Cassela przypomina Borysa Lermontowa z "Czerwonych pantofelków":
                / zajrzałam, żeby sprawdzić nazwisko Borysa, więc przy okazji linkuję tekst Twój , Bronte/

                forum.gazeta.pl/forum/w,14,148768999,148777335,_Czerwone_pantofelki_1_.html
              • pani_lovett Re: Raport kinowy 07.06.14, 00:01
                siostra_bronte napisał(a):

                > Ale co? :)

                Właściwie moich "ale", moich zastrzeżeń nie było wiele.
                Generalnie pozytywnie odebrałam "Czarnego łabędzi".
                Ciekawa jestem jak go odbiorę za drugim razem.
      • pani_lovett Re: Raport kinowy 05.06.14, 18:45
        angazetka napisała:
        >[ I w dodatku jestem starą i bez serca, bo] spokojnie popijałam colę, by obok mnie
        > zużywano chusteczki w ilościach hurtowych.

        Hehehe! Nie byłaś właściwym targetem. ;)
      • pani_lovett Re: Raport kinowy - A gdzie drugi raport??? 06.06.14, 23:50
        Miała być relacja z filmu "Na skraju jutra"!?

        angazetka napisała:

        > Koleżanka wygrała wejściówki na przedpremierowe pokazy dwóch potencjalnych hitó
        > w kinowych: "Gwiazd naszych wina" (wczoraj) i "Na skraju jutra" (w czwartek), w
        > ięc uprzejmie donoszę i donosić będę (bo tak za pieniądz to bym pewnie nie posz
        > ła).

        Szczęściara ta Twoja koleżanka.
          • pani_lovett Re: Cannes'14 - resume 05.06.14, 17:56
            grek.grek napisał:

            > dzięęęki :]
            > Pepsic była pierwsza, a ja mam amnezję, więc w zasadzie... sklerotycznie, ale t
            > ylko powtórzyłem po niej.

            Dobrze, żeś powtórzył, bo miałam nawet szukać tego postu Pepsic. Wiesz, jednym okiem wpadło, drugim wyleciało. ;)
    • grek.grek Aleksander Żabczyński, aktorzy ponadczasowi 04.06.14, 15:59
      pamiętacie człowieka ? :] :
      cosiedziwisz.blog.pl/2014/04/30/aleksander-zabczynski-czarujacy-amant/
      oglądam czasami te stare filmy przedwojenne i co mnie w nich uderza, to lekkość z jaką grają aktorzy. w lżejszych gatunkach : bawią się rolą, bawią się filmem, w taki jakiś naturalny sposób; a jesli konwencja jest cięższego kalibru, to widać jak filtrują ten dramat przez siebie, czasami przeginają przy okazji, ale jest w tym coś w rodzaju, szumnie rzecz nazywając - prawdy ekranowej. szukają w sobie tych ról. mam wrażenie, że dzisiaj większość znakomita polskich aktorów "przygotowuje się do roli", nie odnajduje jej w sobie. pewnie się grubo mylę, ale takie odnoszę wrażenie. mamy wielu wspaniałych aktorów, ale mam wrażenie, że to są profesjonaliści, zawodowcy - nie umniejszając "profesjonalizmowi" : to chyba jednak za mało, żeby zapadać w pamięć. brakuje też imidżów, nie sądzicie ? rzeczony Żabczyński kojarzył się z rolami amantów. Bodo zwykle grywał nie tyle amantów, co bon vivantów, Dymsza zgrywusów i zabawnych, sympatycznych tricksterów, itd. może to i było szufladkowanie, ale miało to swój walor niezaprzeczalny, tworzyło rodzaaj pozytywnej rozpoznawalności. i oni grali dobrze, świetnie czuli te swoje zagrywki ekranowe, a do tego to był jakiś inny czas, aktorzy nie byli tacy... higeniczni jak teraz - ŻYLI naprawdę, mieli czas na knajpę, balet i inne takie. i ten luz przynosili na plan. dzisiaj same spięte pośladki, casting o 7, casting o 12, casting o 14, a o 16 5 odcinkow do telenoweli. prawda życia, prawdą ekranu ? ;]
    • pani_lovett "Spaleni słońcem" w TVPKultura środa o 22:30 04.06.14, 18:25
      Zapowiadam już dziś.
      Ten wybitny film Nikity Michałkowa miał premierę 20 lat temu, a ja, aż wstyd się przyznać, jeszcze go nie widziałam, choć od dawna mam DVD z tym filmem.
      Na zachętę powiem za P. Mossakowskim (GT 30.05-5.06):
      "Świetny film, który sprawdza się na każdym z interpretacyjnych poziomów:historii miłosnej rywalizacji opowiedzianej bez tandety i z niezwykłym wyczuciem, rodzinnej sagi, politycznego thrillera z okrutna historią Rosji, ale także socjologicznej diagnozy. Ta ostania jest najbardziej dyskusyjna".

      "Rosja, lato 1936 roku. Pułkownik Armii Czerwonej (Nikita Michałkow), bohater wojny domowej korzysta z uroków życia w wiejskiej posiadłości w towarzystwie żony, córki, grona krewnych i przyjaciół. Panuje radosna atmosfera wypoczynku i beztroski.Sielankę zakłóca przybycie tajemniczego mężczyzny, który wkrótce okazuje się byłym kochankiem żony pana domu. Mężczyzna zniknął dziesięć lat wcześniej w niewyjaśnionych, ale - dla znających realia stalinowskiego reżimu - nietrudnych do odgadnięcia okolicznościach. W jakim celu teraz przybył?

      Niestety film kończy się o 1:00.
      Na szczęście mam DVD.
      To co, Greku, (Drogie Panie za Was, domyślam się, pora jest zbyt późna?), zanurzamy się jutro w klimaty rosyjskie ? ;)

      Stopklatka wcześniej (początek o 20:15) powtarza "Sprawę Kramerów".
      • mia72 Re: "Spaleni słońcem" w TVPKultura środa o 22:30 05.06.14, 11:01
        Ja oglądałam "Spalonych..." też niedawno, kilka miesięcy temu. Początkowo jakby wszystko powoli dość się dzieje, trzeba "wejść" w ten film, ale potem... ostatnie kilkanaście minut filmu przesiedziałam gryząc palce i z dreszczami na plecach;) To jest wg mnie jeden z filmów, które obowiązkowo trzeba obejrzeć!
      • grek.grek Re: "Spaleni słońcem" w TVPKultura środa o 22:30 05.06.14, 14:02
        dzięki, Barbasiu :]

        zdecydowanie skaczę.
        i się zanurzam :]

        to klasyk, a ja nawet nie pamiętam, czy widziałem czy nie - to zresztą w tym momencie bez znaczenia, bo nawet jesli oglądałem, to nic nie pamiętam, więc dla mnie będzie to w zasadzie premiera. zdecydowanie #1 w dzisiejszej ramówce.

        jak to ogarnąć, bo chciałbym obejrzeć przynajmniej 3 filmy "Spalonych", "Kramerów" i powtórkę "Mniejszego zła". zdaje się znów maraton się kroi, hehe, i to tak z zaskoczenia. bez uderzenia w kimono przed ósmą - nie da rady. najpierw kimono, potem kawa i oby mnie nic nie oderwało od ekranu :] czego życzę Tobie i Wam wszystkim. nie ma to jak machnąć trzy filmy i poczuć że przez następny miesiąc żadnego się nie obejrzy. a potem się przespać i obudzić się z myślą, że warto by obejrzeć film jakiś, hehe. to nałóg, nie obawiajmy się tego słowa ;]
        • pani_lovett Re: "Spaleni słońcem" w TVPKultura środa o 22:30 05.06.14, 18:42
          Wspaniale! :))
          Ponieważ mnie przekonałeś do "Mniejszego zła", to ja "Spalonych słońcem" obejrzę dopiero jutro wieczorem.

          > jak to ogarnąć, bo chciałbym obejrzeć przynajmniej 3 filmy "Spalonych", "Kramer
          > ów" i powtórkę "Mniejszego zła". zdaje się znów maraton się kroi, hehe, i to ta
          > k z zaskoczenia.

          O Matko! Trzymaj się!
                • pani_lovett Re: "Spaleni słońcem" w TVPKultura środa o 22:30 05.06.14, 19:48
                  Grek oglądał "Sprawę Kramerów" w 2010 roku:

                  forum.gazeta.pl/forum/w,14,142900311,143559742,Re_Sprawa_Kramerow_.html
                  W 2013, hehe, pamiętał "co nieco jeszcze"! A nawet chyba więcej. ;)

                  forum.gazeta.pl/forum/w,14,142900311,143559742,Re_Sprawa_Kramerow_.html
                  Ale czy w końcu obejrzał powtórnie tego nie wiem, nie zostało to odnotowane w naszych kronikach Ojejkowych. A Ty , Bronte, zapowiadałaś wtedy ten film.

                  forum.gazeta.pl/forum/w,14,142900311,143558137,_Sprawa_Kramerow_.html

                  ;)
                  • grek.grek "Sprawa KRamerów" 06.06.14, 14:35
                    dzięki, Barbasiu :]]

                    obejrzałem wczoraj.
                    klasa, wielka klasa. powinienem pamiętać, że matka na końcu rezygnuje z odzyskania małego [synka, nie męża-Hoffmana ;)]. wygrywa proces, kocha dzieciaka, ale nie chce psuć tego, co urodziło się między Tedem, a Billym. nie pamiętałem i jakże zostałem zaskoczyłem tym faktem! :] na moment, bo zaraz pamięć wróciła, zawsze wraca w takich chwilach - ALE przez dwie sekundy zaskoczenie było zupełne, heh.

                    a pamiętacie polskiego "Tatę" ? matka-wariatka, finał w postaci grania na skrzypcach na gzymsie przez dziewczynkę nie mogącą się pogodzić z zabraniem jej ojcu, a na koniec upadek z dachu pokracznej babci małej, spritus movens całego nieszczęscia - i jakąż widz ma satysfakcję, nie ? wredna baba ląduje na glebie i to jeszcze z kijem od szczotki, niczym czarownica. cóż za prymitywne chwyty.
                    • siostra_bronte Re: "Sprawa KRamerów" 06.06.14, 19:19
                      Kiedy go oglądałam wieki temu w kinie, to chusteczki były niezbędne :) Zwłaszcza przy tej końcowej scenie. Pamiętam piękną muzykę Vivaldiego, świetnie pasowała do filmu.

                      O, tak, "Tato" to było jakieś kuriozum, stworzone chyba przez mizogina. A pamiętna scena, którą opisałeś była przezabawna, wbrew intencjom twórców.
                      • grek.grek Re: "Sprawa KRamerów" 07.06.14, 13:13
                        domyślam się :]
                        o yes, muzyka doskonale i nieoczekiwanie dopasowana.

                        niejaki pan Ślesicki odpowiada za "Tatę" :] chyba musiał przeczytać jakiś artykuł gazetowy o tym, jak to sądy polskie dyskryminują prawa rodzicielskie ojców i tak się przejął, że mu wyszedł film tak cholernie czarno-biały, że aż strach.

                        co innego w "Sprawie Kramerów", oboje rodzice są w miarę normalni ;], gdyby matka przyjęła opiekę nad synem, to chyba nie byłoby wielkiego zgrzytu, choć moze zalatywałoby żalem, że to jednak nie ojciec, który tak bardzo się zaangażował i odkrył w sobie tacierzyńskie uczucia. wszystko więc sprowadza się do trudnej decyzji matki, podytkowanej miłością do dziecka. u Ślesickiego... szkoda słów.

      • grek.grek "Spaleni słońcem" słów parę po projekcji 06.06.14, 14:24
        CÓż powiedzieć - wybitne kino.

        Pierwsza godzina opisująca [i opiewająca] beztroskie życie na radzieckiej prowincji w latach 30-tych. Druga z haczykiem - psychologiczna niepokojąca drama, najpierw dyskretna, potem narastająca cyklicznie, aż do ostrej rozmowy podczas "szukania piłki" między Kotowem, a MItią, wreszcie po finał - tak jak Mia napisała : kapitalnie rozegrany i prawdziwie wciskający w fotel.

        będę spojlerował, plotąc o swoich wrażeniach :], więc jesli nie oglądaliście - nie czytajcie.

        Kotow jest malowany na bohatera [jest nim w istocie, zasłużony z niego rewolucjonista portetowany i wieszany na ścianach] i patriotę, a przy tym - fajnego gościa : wesoły, ale z charakterem, dobry ojciec, kochający mąż i opoka miejscowej społeczności - kiedy czołgi planują manewrować przez pola zbożowe, zdesperowani mieszkańcy wsi wołają go na pomoc, a on wykonuje telefon "na górę" i po paru minutach czołgi odjeżdzają, a tankiści są wzruszeni spotkaniem z bohaterem. i jak tam przyjemnie jest : zabawna pomoc domowa, dobroduszni starsi państwo, wygadana i już posługująca się nowomową radzieckiej kobiety czynu, żeby nie powiedzieć : traktorzystki, kilkuletnia córeczka Kotowa i jego żony Marusi. idealne miejsce pod słońcem.

        ale kiedy przypomnieć sobie, że w całym Związuniu nie było już tak różowo, że eliminowani byli ludzie niewygodni władzy, że niedawno przetoczyła się fala kolektywizacji, która kosztowała zdrowie i życie milionów ludzi, że Baćko i jego ekipa zaczęli pokazywać swoje najgorsze oblicze - ta sielanka wygląda jakże przewrotnie. Jesli nawet pojawiają w okolicy jacyś aktywiści, to prowadzi to do sytuacji co najwyżej komicznych - scena ćwiczeń na wypadek ataku chemicznego jest po prostu przekomiczna : po mini-plaży nad jeziorkiem biegają umundurowani harcerze i każdemu chcą wcisnąc maskę gazową na głowę albo załadować na nosze, żeby potrenować pierwszą pomoc rannym. Kabaret sięga szczytów, kiedy na te nosze próbują położyć jejmośc 180 cm i lekko licząc 120 kg, w dodatku wyrywającą się i histeryzującą. plaża się wyludnia w try miga, plażowicze uciekaja, a poczciwi harcerze pędzą za nimi z maskami i noszami.

        i wtedy przychodzi pierwszy moment, kiedy wiadomo już, ze Mitia nie przyjechał odwiedzić domu, w którym się wychował. Nie przyjechał nawet po Marusię, z którą łączył go kiedyś romans, do zerwania którego przyczynił się Kotow, również smalący cholewki do dziewczyny. To jest jedna chwila - po ucieczce z plaży towarzystwo bawi się w domu [jakiż stylowy, wiejski kapitalny dworek, prawda ?], Mitia gra szalonego kankana, a kobiety tańczą ze śmiechem. W dodatku Mitia ma na głowie tę maskę pegaz, co ją harcerstwo dawało. Kiedy zjawia się Kotow i przygląda się całej akcji : Mitia nie przestając grać kankana, rzuca mu zimne, przerażające spojrzenie, zza szkiełek tej maski. Ależ to jest niesamowity moment.

        I już wiadomo, że on tu nie przyjechał wypowiedzieć swoich żalów, zanurzyć się we wspomnieniach. OPowiada gorzką historię swojego życia, ubierając ją w bajkę, córce Kotowa, ale i przy wszystkich domownikach. Nie wiadomo, ilu się połapało w tym wszystkim, ale dla Marusi to jest informacja dnia : jej mąż, wykorzystując swoje wpływy i pozycję, odsuwał od niej Mitię, załatwiając mu coraz bardziej oddalone od domu i niej wojskowe przydziały. Dzięki temu Mitia zwiedził trochę świata, był w Paryżu jakiś czas, lecz wszędzie dusiła go tęsknota za domem. To nie jest facet od stepowania, od przygrywania na gitarce albo pianinie, to nie kawalarz w przebraniu dziadka mroza. To mściciel.

        Potem jest rozmowa "przy piłce", i wszystko wiadomo - nikt nie jest czysty i bezpieczny. Mitia to podwójny agent, a Kotow to bohater bez immunitetu, którego dni są policzone.

        Kotow wierzy w system, wierzy w komunizm, uczy tego swoją córkę [scena na łódce]. Taki człowiek to problem. Ma autorytet i ma ideały. A system przechodzi na zamordyzm, co wymaga eliminowania tych, którzy mogą potencjalnie zbuntować się przeciw władzy która nie będzie służyła narodowi, a wyłącznie samej sobie. CO więcej - mogą zbuntować też innych, mogą poprowadzić powstanie, mogę zrewoltować armię. Kotow nie wie, co się dzieje. Ale domyśla się, bo jest bystry. Jeszcze grozi Mitii, że go załatwi, ale za pięć minut już tylko myśli o tym, żeby spędzić jeszcze kilka godzin z rodziną, pocałować żonę, pobawić się z córką. Moze nawet scena, w której zasiada do obiadu przed wszystkimi, co dziwi gospodynię, ma wymiar symboliczny : Kotow zaczyna się spieszyć, jakby czuł i rozumiał, że jego czas biegnie szybciej niż u innych.

        POżegnanie z rodziną - ile musi ksoztować Kotowa zachowywanie pozorów niewinnego wyjazdu do Moskwy, jakiż smak musi mieć ostatnia zabawa z córką, pocałunek żony. A w czarnej wołdze czekają typy z NKWD. Doskonale gra to sam Michałkow. Jeszcze w aucie ma nadzieję, ze Wódz to wyjaśni, że to nieporozumienie, że wróci do domu szybciej niż wyjechał. Nie wie, nie dopuszcza do siebie, ze to sam wódz zalecił eliminowanie takich Kotowów, niebezpiecznych bohaterów z patriotycznym idealistycznym zacięciem. Doskonała jest scena na ścieżce między lanami zbóż. i ten przypadkowy chłopina, który wpadł jak śliwka w kompot, bo... "żona uprała mu spodnie z kartką w kieszeni i teraz nie może odczytać adresu", więc błąka się przez cały film w poszukiwaniu jakiejś wioseczki. az znajduje się w nieodpowiednim miejscu w nieodpowiednim czasie.

        co robi największe wrażenie ? zduszony płacz Kotowa w wołdze, pobitego i skutego kajdankami, bohatera który zawraca czołgi i wydaje się być osobistością, by za chwilę być szarpanym przez bezpiekę ? Dociera do niego, że nie ma nadziei, że to nie pomyłka.

        MOże wygrywana przez cały film melodia na nutę "Tej ostatniej niedzieli" ? ROsyjski tytuł jest inny, ale nam [mnie na pewno :)] kojarzy się jednoznacznie i wymowa w istocie jest adekwatna do tych skojarzeń, nieprawdaż ?

        Może samobójstwo Mitii w wannie, naprzeciw szeroko otwartego okna - kiedy słońce zachodzi i pojawia się wieczorny zmierzch, on już jest martwy. UMiera tak jak chciała umrzeć Marusia po tym jak przed dziesięciu laty Mitia wyjechał i nie wrócił - podcina sobie żyły. Ją uratowali. On ratunku nie chciał. Na początku filmu zdaje się na los : gra w rosyjską ruletkę. A ten dyktuje mu : żyj i zrealizuj go, co masz do zrobienia. Wie, że odbierze Marusi męża, samemu nie mając zamiaru powrócić na dobre. Nadia straci ojca, a także wiarę w system, który jej go zamordował.

        I ten portret Stalina, który nagle rozwija się na wznoszącym się ku górze balonie - własnie nad tą ścieżką nasłonecznioną wśród zbóż, jak świadek ? nie - patron ! tego całego wydarzenia w pigłuce dokumentująćego moment historyczny : umierają wszyscy : bohater rewolucji, zdrajca, przypadkowy człowiek, rykoszetem oberwą ich rodziny. SŁońcem w tym systemie jest wizerunek Wodza, a prawdziwą jego emanacją tysiące służbistów, terrorystów władzy i urzędników w majestacie bezprawia, którzy nie cofną się przed niczym, by utrwalić władzę, będącą dla nich wszystkich źródłem osobistego powodzenia i kontroli nad społeczeństwem.

        wybitne kino.
        wybaczcie mi, że opowiedziałem kawał filmu, ale jakoś tak mi wyszło samo :]
        napiszcie, co sądzicie o tej całej awanturze :]

      • mia72 Re: "Nostalgia anioła" 05.06.14, 11:04
        Obejrzałam, poza strona wizualną to niezły thriller jest - dawno się tak nie stresowałam na filmie, zwłaszcza podczas sekwencji z siostra gł. bohaterki przebywającą w domu mordercy... To niezbyt mądre z mojej strony oglądać takie filmy będąc samą w sporym domu;)
    • siostra_bronte "Valmont" 04.06.14, 19:44
      Też zapowiadam z wyprzedzeniem, bo ostatnio ledwo się wyrabiam. Jutro o 0.10 powtórka w Stopklatce, więc to propozycja głównie dla Greka :)
    • grek.grek Kocham Kino "Mniejsze zło" 05.06.14, 13:51
      no to mamy filmowy czwartek, prawdaż Czcigodni ?

      "Spalonych słońcem" zapowiedziała Barbasia, "Valmonta" Siostra, a ja bym dorzucił "Mniejsze zło" w Kocham Kino, ofk tytułem u-oficjalnienia ;], bo Mania już ten film zaznaczyła na otwarciu.

      wedle opisu : historia chłopaka, który chce zażyć uroków literackiego sukcesu, a że jest raczej nieudanym poetą, to i postanawia obrobić z powieści bardziej utalentowanego, znacznie starszego, kolegę po piórze.

      pamiętam, że podobny motyw był punktem wyjściowym w "Wersetach zbrodni [A Murder of Craws]" z Cubą Goodingiem. tam haczykiem była osoba tajemniczego literata, który [uwaga : spoiler]... wcale nie umarł zostawiając młodemu eks-prawnikowi rękopis doskonałej powieści kryminalnej, ale zastawił na niego pułapkę.

      "Mniejsze zło", ostatni film śp. MOrgensterna. w obsadzie widnieją : Gajos, Pszoniak i Cielecka, czyli - zapowiada się znakomicie.

      skaczecie ? bo ja skoczę ;]]
        • grek.grek Re: Kocham Kino "Mniejsze zło" 06.06.14, 14:27
          ha, no to wyszło ciekawie, bo ja nie skoczyłem w "Mniejsze zło" :]]
          wszelako, odnalazłem w sieci ten film i obejrzę go, mam nadzieję jak najprędzej.

          udanej projekcji "Spalonych", Barbasiu - świetne kino, znakomite.
          • pani_lovett Re: Kocham Kino "Mniejsze zło" 06.06.14, 23:47
            A ja obejrzałam "Mniejsze zło". Dobry film. Trzeba obejrzeć.
            Czekam zatem na Ciebie.

            Dziękuję, Greku. Chyba jutro będę oglądać.


            PS Bardzo jestem ciekawa , co powiesz o aktorze odtwarzającym główną rolę w tym filmie?
            • grek.grek "Mniejsze zło" 3 po 3 po obejrzeniu 08.06.14, 12:34
              Wczoraj obejrzałem.

              Chyba będę bardziej sceptyczny od Ciebie :]
              [tu i tam zapewne zaspojleruję]

              Jak się zorientowałem, że akcja dzieje się za PRL, to już wiedziałem, co nastąpi : ubecy, stan wojenny, Solidarność, bibuła... no i tak było, niestety. Kolejny powrót do przeszłości, znów w tych samych okolicznościach przyrody.

              Sama istota rzeczy polegająca na tym, że bohater w każdej sytuacji wierny jest naukom ojca, który stawia panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek oraz podnosi znaczenie konieczności dziejowej jako najważniejszego motora podejmowania decyzji - zapewne ciekawa, ale brakuje temu wszystkiemu ikry, zbyt pastelowo jest rozegrane, to ewidentnie kino mierzone na miarę popularnego, mainstreamowego.

              Chyba więcej oczekiwałem po tym wątku z kradzieżą powieści. Początek jest dobry : klinka psychiatryczna, wariat piszący świetną powieść, nasz bohater - po jego nagłej śmierci - przywłaszcza ją sobie, wydaje, odnosi sukces. Szkoda, że to tylko wstęp do tradycyjnego uwikłania go w kolejne łgarstwa [plagiat słuchowiska radiowego], do konszachtów z bezpieką - co by zawsze być krytym ze wszystkich stron. Chyba liczyłem na to, że więcej miejsca otrzymają jego nieudane pierwsze próby, a także późniejsze dyskontowanie tego sukcesu oraz narastająca panika, że nie jest w stanie napisać nic więcej. W filmie sa tylko ślady.

              Poza tym, jakaś niespójność była w zajawce : bohater nie jest "nieutalentowany". Jest "nadzieją młodej polskiej poezji". Nawet ojciec się przekonuje do tego niepewnego "fachu", kiedy w telewizji nazwisko syna zostaje wymienione wśród tych najbardziej poetycko obiecujących. Kradnie więc tę powieśc chyba dlatego, że po prostu jest okazja ? Idzie na skróty ?

              Wątek przemiany pod wpływem wyrzutów sumienia [oraz groźby skompromitowania przez bezpiekę, która odkryła plagiat słuchowiska], a takze pokuta, czyli odsiadka, podczas której bohater zdobywa się na napisanie "czegoś własnego" - nieodzowna. Zdziwiłbym się, gdyby w Polsce powstał kiedyś film o moralnie niejednoznacznej puencie. Nope. Bohater musi się nawrócić, wyjśc na prostą, wyznać grzech i odbębnić słuszną karę, by wrócić oczyszczonym i już życ przykładnie. Tutaj nie było aż takiego naciągactwa, jak w w niedoścignionym "Komorniku", ale i tak amerykański wzorzec aż nadto rzuca się w oczy.

              Z iloma kobietami barłoży bohater ? ;] Pięcioma ? Nawet Hank Moody, postać spełniająca męskie fantazje, potrzebuje na taką liczbę jednego sezonu, a tutaj : bach i w 100 minut się udaje, hehe. Czyżby autor scenariusza uległ wdziękowi "Californication" ? I jakim trafem bohater jest taki jakiś bez wyrazu, że w te jego romansidła kompletnie nie można uwierzyć, że o pozazdroszczeniu nawet nie wspomnę ;] Nie da się ani uwierzyć ani pozazdrościć, bo dzięki jego niewyrazistości są one tak mało wiarygodne ekranowo.

              Wiesz, jeśli pan aktor Żurek miał być takim mr. nobody, to spisał się na medal. Gorzej jesli zamiar był przeciwny do osiągniętego efektu :]

              Za to Janusz Gajos jak zawsze znakomity i sceny z nim są najlepsze. Te jego monologi - ech, klasa, sama przyjemność z patrzenia i słuchania. Klejnot :] Także Pszoniak wypadł doskonale, jako wariat z talentem. Aktorki świetne w scenach rozbieranych ;] Niestety, ale widać :
              a] kasa była dobra, b] nazwisko Janusza Morgensterna sprawiło, że możliwe iż nawet nie przeczytały scenariusza, a jesli przeczytały, to patrz punkt a. Matka bohatera, to jedyna sensowna rola damska i dlatego aktorka Romantowska jest jedyną dotrzymującą kroku Gajosowi i Pszoniakowi - stara gwardia górą. Stara, bo doświadczona, bo wigorem i talentem najzupełniej młoda.

              Podobał mi się ten jazzujący motyw pojawiający się czasami, kiedy bohater idzie ulicami. Kto wpadł na to, żeby wpuszczać go tak rzadko ? Gdyby film cały był wygrany na tym jazzie, to może zyskałby trochę soli, skoro chilli nie dostarczył scenariusz, a pan reżyser powiosłował pod prąd jak chodzi o metodę, ale zdaje się popłynął, kiedy mowa o energii ekranowej jaka z niej wynikła.

              Dobre zdjęcia, wg mnie. To w polskich filmach rzadko nawala :] Operatorzy są prima sort.

              Tyle ode mnie.
              Barbasiu, Czcigodni - napiszcie co sądzicie :]
    • grek.grek "OBcy, 8 pasażer Nostromo" powt. w Polsacie 06.06.14, 17:22
      22:30

      wszyscy wiemy :] klasyczny klasyk thrillera, czyli kapitalnie budowany nastrój narastającej grozy i coraz bardziej dotkliwego odczucia klaustrofobicznego zamknięcia, precyzyjny scenariusz i intrygujący czarny charakter z bujnej wyobraźni, odkrywany bardzo powoli. Ridley Scott zrobił to cacko, Hans Giger zaprojektował rewelacyjnego Obcego i nie gorszą poziomem scenografię, czyli wnętrze Nostromo - prawdziwie artystyczna robota, a Sigourney Weaver zagrała rolę swojego życia. Scott doskonale wie o co chodzi : typowa akcja nie może zdominować filmu, a nawet lepiej : jej szybkie, krótkie wejścia są znacznie lepszym wariantem; dopiero finał ma i może przynieść jej większą dawkę. akcja dzieje się na statku kosmicznym, wiadomo że bohaterowie nie są w stanie uciec, schować się, wyjść, muszą stawić czoła śmiertelnemu zagrożeniu - czyli, klasyka :] najlepsze thrillery prawie zawsze ogrywają limitowaną przestrzeń, podkreślając najgorsze z możliwych położenie bohaterów, sam na sam z własnym strachem i śmiercią, bez drogi wyjścia... chyba że po trupie wroga, zmaterializowanej formy lęku.

      kolejne trzy części też dostały się w ręce świetnych reżyserów, ale żadna nie ma już tego stylu i klasy, co oryginał. w sequelach biega już cała gromada Obcych, żaden scenariusz i żaden reżyser nie kładzie nacisku na klimat całej historii, i chyba jedynymi atrakcjami są kolejne metamorfozy dziwnych związków między Ripley aka Weaver, a rasą Obcych. chyba że ktoś lubi strzelanki, gonitwy i inne efekty specjalne, wtedy OBcy II-IV są jak najbardziej kinem dobrym.
    • grek.grek "Egzorcysta" w TVN [0:20] 07.06.14, 17:10
      kolejny klasyk do powtórki.

      późno 0:20, ale co tam - czekam. a Wy ?
      znów się będę bał pójśc do drugiego pokoju, ale z drugiej strony pora zacząc się przyzwyczajać do pośmiertnego towarzystwa ;]]

      ileż legend narosło wokół tego filmu, ilez protestów i skandali...

      film.onet.pl/artykuly-i-wywiady/egzorcysta-demon-dziewczynka-i-ksiadz/kr7dz
      73' rocznik, 41 lat - a porównywalnych poziomem horrorów, dreszczowców jako takich, które powstały przez te cztery dekady, powstało może kilka. w tym żaden od kilku dobrych lat. czyżby horror zmarł jako gatunek filmowy ? wszystko już zostało pokazane, wszystkie chwyty ograne, zostało już tylko parodiowanie albo nieudolne epigoństwo ?

      • pani_lovett Re: "Egzorcysta" w TVN [0:20] 07.06.14, 17:21
        grek.grek napisał:

        > późno 0:20, ale co tam - czekam. a Wy ?

        Za nic w świecie. Nie widziałam. Nie chcę oglądać o żadnej porze.

        > [...] ale z drugiej strony pora zacząc się przyzwyczajać do pośmiertnego towarzystwa ;]]

        "Zacząć przyzwyczajać do pośmiertnego towarzystwa" NocośTY!?? 8-O
        • grek.grek Re: "Egzorcysta" w TVN [0:20] 08.06.14, 12:41
          serio ? :]
          nie jest tak źle, a dramaturgia, pewien rodzaj realizmu, doskonała konstrukcja i zdjęcia - naprawdę warto, Barbasiu.
          bo poza wszystkim, to jest przede wszystkim znakomity film.

          w kategorii horrorów, to jest coś takiego jak w country muzyka Johnny'ego Casha - wychodzi poza swój, niekoniecznie respektowany, gatunek i dialogi brzmią mniej więcej tak :
          - Słuchasz Johnny'ego Casha, czyli lubisz country ?
          - Nie lubię country - słucham Johnny'ego Casha.

          haha ;]
        • grek.grek Re: "Egzorcysta" w TVN [0:20] 08.06.14, 13:10
          Racja, Siostro - aż tak strasznie nie jest :] raczej ciekawie, ale co najlepsze - tak to jest zrobione, że cała historia mocno jest zakorzeniona w rzeczywistości codzienności. dodajmy do tego konsylia lekarskie, księzy którzy nie są nawiedzonymi pajacami, psychologiczne natręctwa księdza Karasa, doskonałą postać zrozpaczonej matki, świetne dialogi ktore cały czas naświetlają kontrowersje dotyczące źródła zachowań dziewczynki [schizofrenia czy rzeczywiście opętanie ?] i mamy, wg mnie, powody dla których ten film miał nominację oscarową w kategorii scenariusza adaptowanego.

          yes, sceny opetania są świetne.
          co ciekawe, tak mi sie wydaje, nie ma tutaj nadpodaży efekciarstwa. owszem, podskakujące łóżko, przekręcająca się o 180 st głowa Regan, lewitacja, to weszło do kanonu. MOże dlatego te sceny robią wrażenie, bo jest ich kilka i są świetnie otoczone bardzo dobrymi dialogiami, kolejnymi scenami dociekania przyczyn szaleństw dziewczynki, spotkań, badań, rozmów, a takze świetnym początkiem, kiedy ksiądz Miren znajduje figurkę podczas wykopalisk, a potem wokół dzieje się cała kakofonia róznych dźwięków, obrazków, migawek - widać wyraźnie, że coś się uruchomiło, świat to wyraża, otoczenie, chociaż nie ma tam żadnych nadprzyrodzonych rzeczy - świat nagle przyspiesza, uderza w zmysły. Albo scena, kiedy matka wraca do domu, pokój Regan jest ciemny, ona śpi, a okna są otwarte - matka wchodzi, zamyka okna, przykrywa małą śpiącą twarzą do poduszki : jest oczekiwanie na jakiś nagły zryw, coś sensacyjnego, ale nic nie następuje. Normalność. Mam wrażenie, że efektowne sceny horrorowe były dla mainsteramu, a cała reszta, wspaniała reszzta, dla Akademików ;] W dzisiejszych horrorach jest odwrotnie : 80 % szklanki zamuje "cukier", a 20 % "herbata właściwa", stąd najczęściej nie wywołują one żadnego wrażenia, bo po w połowie całe zapotrzebowanie widza na "strach" zostaje zaspokojone. Najczęsciej mało wybrednymi sposobami.

          W kategorii strachliwych, wg mnie najlepsze w Egzorcyście są sceny, kiedy do domu Regan przybywa ojciec Merin - rozmawia z domownikami w salonie, przygotowuje się, posyła ojca Karasa po komże, czyli tak jakby lekarz przyszedł do dziecka, a z pokoju Regan na górze cały czas dobywa się jakiś ponury pomruk, momentami przerywany głośnymi porykiwaniami. To jest najbardziej sugestywne wg mnie :] - nie widać, ale za to jak słychać.

          Plus pierwsza rozmowa ojca Karasa z opętaną Regan, czyli z tym co tam w niej siedzi. To coś otwiera szufladę w biurku. Ofk, Regan jest przywiązana za ręce, więc to pokaz siły. Ojciec Karas zamyka szufladkę i chwali "Imponujące, zrobisz to jeszcze raz ?", a on mu na to "W swoim czasie". Świetne. Cała rozmowa. I cały czas nawiązania do zmarłej matki Karasa, z powodu czego ma on wyrzuty sumienia, bo przeca odeszła w szpitalu psychiatrycznym. Ojciec więc może i siebie podejrzewa o skłonności do fiksowania ?

          No i scena, kiedy podczas egzorcyzmów Regan bluzga :] Scena z krucyfiksem - mocna, zwłaszcza jak na lata 70-te w Ameryce. I moment, kiedy Regan lewituje, a słabnący Merin i walczący z przerażeniem Karas ze 20 razy wypowiadają ten sam tekst "Rozkazuję ci w imię Chrystusa !" i w każdą powtórkę wkładają tak wiele energii, by nadać jej maksymalną moc. A jednak kiedy Regan z wolna zaczyna opadać na łózko - domninuje odczucie, że nie oni wygrali, a raczej temu czemuś się nie chciało dłużej demonstrować swojej potęgi.

          I scena drobna, ale wg mnie znakomita : kiedy ojciec Karas wraca do pokoju, aby dołączyć do Merina i zacząć drugą rundę egzorcyzmów : zastaje Merina martwego, a Regan siedzi oparta na łózku, rozwiązana, i z taką mieszaniną beztroski i zamyślenia patrzy na Merina, a my wiemy, że to nie Regan tylko ten azazel czy jak mu tam. Świetna jest ta zadumana poza - jak z jakiegoś obrazu.

          Uff, znakomity film :]
          • siostra_bronte Re: "Egzorcysta" w TVN [0:20] 08.06.14, 13:37
            Dzięki, Greku :)

            Generalnie zgadzam się z Twoim komentarzem. Może byłam ciut rozczarowana, bo to jednak słynny film, więc miałam duże oczekiwania. Ale to prawda, to poziom nieosiągalny dla współczesnych horrorów.
            • grek.grek Re: "Egzorcysta" w TVN [0:20] 08.06.14, 17:55
              dzięki, Siostro :]

              własnie, pytanie czy horror jako gatunek filmowy może wydać z siebie jeszcze coś, co choćby zbliży się do tych klasykow z lat 70-tych i 80-tych ? bo mam wątpliwości. nie widzę idei, która mogłaby to uruchomić i w taki sposób pożenić te już znane i ograne chwyty, żeby stworzyły całkiem nową i intrygującą jakość. trudna sprawa chyba ? :]
              • pani_lovett Re: "Egzorcysta" w TVN [0:20] 08.06.14, 19:26
                Ale Hiszpanie z powodzeniem niedawno odświeżyli gatunek horroru, właśnie wracając do korzeni, budując spójne opowieści, które mają klimat, w których starannie budowane jest napięcie i w odpowiednich momentach zaskakują. ( "Inni", "Sierociniec" itd. )

    • pani_lovett "Wyśnione miłości" (2010) TVPKultura dziś o 20:20 07.06.14, 19:59
      Film w reżyserii jednego z tegorocznych laureatów canneńskich , Xaviera Dolana, młodego zdolnego kanadyjskiego reżysera.



      "Wyśnione miłości" to pełna energii i emocji opowieść o przyjaźni i miłości, rywalizacji i zdradzie. Bohaterowie, Francis i Marie, są dobrymi przyjaciółmi. Pewnej szalonej nocy spotykają Nicolasa, młodego chłopaka, który właśnie przyjechał do Montrealu. Od spotkania do spotkania, od jednej wspólnie spędzonej chwili do drugiej Francis i Marie staja się coraz bardziej zafascynowani nowym znajomym. Wkrótce zorientują się, że ich obsesja na jego punkcie zmienia się w miłosny pojedynek. Rywalizacja o względy i uczucia Nicolasa zagrozi ich przyjaźni, która jeszcze niedawno wydawała się niezniszczalna".


      Oglądacie!?
      Greku nie śpij! Oglądaj! ;)
      • pani_lovett Re: "Miłość i śmierć w Wenecji" cz.1. 09.06.14, 20:21
        Stylowy melodramat kostiumowy z młodziutką Heleną Bonham Carter w jednej z głównych ról.

        Londyn, koniec pierwszej dekady XX wieku. Młodziutka, urocza, pełna wigoru Kate Croy jest zakochana ze wzajemnością w Mertonie Densherze , przystojnym, młodym, acz niezamożnym dziennikarzu zaangażowanym w sprawy społeczne, walczącym z nieuczciwością tego świata, z którym spotyka się - w parku, na łódkach - w tajemnicy przed zamożną ciotką, pod której opieka się znajduje.

        Matka Cate popełniła mezalians, wyszła z miłości za mąż za niezamożnego człowieka. Kiedy skończyły się pieniądze, skończyła się miłość, przyszły kłopoty, matka się rozchorowała i zmarła, a ojciec stoczył się do rynsztoka.
        I wtedy ciotka Maude odnalazła Kate i wzięła ją pod opiekę.

        Ciotka postanowiła sobie, że nie dopuści do tego , by jej , zdaje się, siostrzenica powtórzyła los matki i zamierza wydać Kate bogato za mąż za lorda Marka, ciut antypatycznego arystokratę w średnim wieku.

        Kiedy Kate wraca z kolejnego miłego spotkania z Mertonem, lord Mark już na nią czeka w domu ciotki. I zaprasza panie na obiad dnia następnego. Kate wykręca się jak może, pod pretekstem spotkania z przyjaciółką, bo już się umówiła z Mertonem. Ciotka i lord Mark tak naciskają, że Kate chcąc nie chcąc zamiast na spotkanie z Mertonem zgadza się pójść na obiad z lordem Markiem.

        Kiedy panie zostają same ciotka lodowatym tonem oznajmia, że wie o jej potajemnych spotkaniach z młodym dziennikarzem i absolutnie zabrania dalszych spotkań pod groźbą utraty apanaży.

        Ojciec Kate, którego odwiedza, chcąc wybadać jego opinię na temat kandydatów do zamążpójścia, radzi by słuchała ciotki, by wybrała, zamiast miłości, tego który zapewni jej odpowiedni status majątkowy. I oznajmia Kate, że jeśli ona nie posłucha woli ciotki, to i on na tym straci, bo ciotka Maude i jego utrzymuje, posyła mu co tydzień pieniądze na życie. Kate jest zbulwersowana, że ojciec ją sprzedaje. Ale ten spokojnie podaje jej za przykład siebie i matkę Kate, ich nieudane i nieszczęśliwe życie, upadek spowodowany brakiem pieniędzy.

        Dzień później Kate biegnie natychmiast do Mertona, by go przeprosić i wyjaśnić przyczyny nieobecności. Opowiada o stanowisku ciotki, o lordzie Marku, tłumaczy, że musi liczyć się ze zdaniem ciotki, bo bez niej, mówi, byłaby "wyrzutkiem społecznym". W końcu prosi Mertona, by przez jakiś czas przestali się spotykać. Cóż, Merton nie jest szczęśliwy, ale co ma robić, zgadza się.


        Mija kilka miesięcy. Do Londynu przybywa urocza Amerykanka Millie Theale, wyjątkowo miła i skromna jak na dziedziczkę bajecznej fortuny. Mille jest pożądanym gościem londyńskich elit. Na jednym z przyjęć , wydanym zdaje się przez ciotkę Maude, Kate i Mille poznają się i zaprzyjaźniają. Kate intryguje nieco tajemnicza Millie Theale, zwłaszcza po tym, jak przez przypadek wyśledziła, że Millie odwiedziła ośrodek radiologii.

        Pewnego dnia na jakimś przyjęciu, na którym są Millie i Kate zjawia się Merton w towarzystwie starszej damy, z którą ostentacyjnie się całuje (dzięki tej pani dostał się na przyjęcie, by zobaczyć się z Kate). Merton wpada w oko Mille, o czym ta informuje Kate.

        W międzyczasie Kate i Millie goszczą w posiadłości lorda Marka. W nocy pijany lord Mark zakrada się do pokoju Kate i wyznaje jej, że choć ją kocha, musi związać się z Millie. Gdyż, albowiem straszliwie potrzebuje jej pieniędzy na dom. I mówi, żeby Kate się tym nie martwiła. Millie, jak się dowiedział, jest śmiertelnie chora wkrótce umrze, on odziedziczy pieniądze i wtedy z Kate będą mogli się spokojnie pobrać. Kate jest wstrząśnięta tą informacją, każe Markowi wynosić się z pokoju.

        cdn.





              • pani_lovett Re: "Miłość i śmierć w Wenecji" cz.2 11.06.14, 20:58
                :)

                Po wyjściu lorda Marka, Kate udaje się natychmiast do pokoju, w którym śpi Millie. Z zadumaną miną, niczym upiór stoi w ciemności nad jej łóżkiem. Millie budzi się, widząc Kate zmienioną na twarzy, pyta zaniepokojona, co się stało i odkrywając kołdrę każe jej wejść do łóżka. Kate kładzie się obok Millle, wciąż zamyślona, tłumaczy, że w jej pokoju jest zimno (ach te stare niedogrzane pałace artystokratów). To chyba w tedy przychodzi jej do głowy szatański plan, by popchnąć Merona, którego pomimo rozłąki wciąż gorąco kocha, w ramona Millie, by to on, nie lord Marek, przejął po rychłej śmierci jej majątek.

                Wkrótce Kate i Merton spotykają przypadkiem, a może i nie przypadkiem Millie, na wystawie obrazów Gustawa Klimta . Kate koniecznie chce coś Millie pokazać i prowadzi ją wprost przed obraz Danae I www.art-prints-on-demand.com/a/gustav-klimt/danae-i.html
                Za nimi idzie Merton. Kiedy Merton podchodzi do nich, Kate znika. Merton i Millie zostają sami, potem razem wracają do domu miło rozmawiając cały czas.

                Wkrótce Millie postanawia wyjechać do Wenecji, by pobyć trochę w tym pięknym mieście. Millie zaprasza oczywiscie Kate o Mertona, by z nią pojechali. Merton odmawia, Kate zgadza się z chęcią, wykłóciwszy się o wyjazd z ciotką, która nie była chętna jej wyjazdowi. W końcu mówi, by sprawiła sobie porządną garderobę, żeby nie wyglądała jak służąca Millie (dobra kobieta z tej ciotki, prawda?).

                Przed wyjazdem Kate zanosi ojcu do podejrzanego miejsca (palarnia opium?) swoją biżuterię, by mógł ją spieniężyć na swoje nędzne wydatki.

                Panie w towarzystwie służacej Mille wyruszają więc do Wenecji. W Wenecji Millie oznajmia Kate, że jak sie znudzi moze zaprosić kogo chce. I Kate wpada na pomysł , by zaprosić Mertona. Millie ozajmia Kate ze smutkiem , że zapraszała już Mertona ,ale on odmówił.

                Na wezwanie Kate Merton niespodziewanie przyjeżdża. Miło spędzają razem czas we trójkę. Zwiedzają słynne zabytki - plac św. Marka i bazylikę, pływają gondolami po weneckich kanałach, rozmawiają, śmieją się.

                Kate namawia Mertona, by zainteresował się Millie.

                W końcu nadchodzi czas karnawału. Tłumy w przebraniach tańczą i biegają po placach i uliczkach Wenecji, wśród tłumu jest także Kate , Merton i Millie ze swoją służącą. Millie roześmiana, rozradowana jak chyba nigdy w życiu tańczy z Mertonem. Kate patrzy na nich z daleka, na jej twarzy maluje się zazdrość pomieszna z wściekłością. Po chwili korzystając z tego , że Millie usiadła przy fontanie , żeby się ochłodzić Kate bierze za rękę Mertona ciągnie go w ustronne miejsce z dala od rozwrzeszczanych tłumów, od Millie.

                cdn.





                • grek.grek Re: "Miłość i śmierć w Wenecji" cz.2 12.06.14, 14:16
                  to sie nie może skończyć dobrze :]
                  jeśli Merton i Millie się polubią, to Kate zostanie na aucie - i zdaje się, że zaczyna sobie zdawac sprawę z zagrożenia. nawet jeśli Millie umrze, to jesli wcześniej poślubi Mertona - jej cień będzie zawsze wisiał nad ewentualnym związkiem Mertona i Kate po jej śmierci. czy to wszystko warte jest zrobienia na złość cynicznemu lordowi ?
                          • pani_lovett Re: "Miłość i śmierć w Wenecji" cz.3 15.06.14, 16:36
                            Dzięki, dzięki Greku! Wylądowałam. Niedzielnie pozdrawiam! :))


                            Czas skończyć tę o-powieść w odcinkach:

                            Zaciągnąwszy Mertona w ciemny zaułek, Kate namawia go usilnie, by zbliżył się do Millie i tak się zakręcił wokół niej, by ona swej szczodrobliwości zapisała mu w testamencie część swego majątku. Nie będzie to trudne, Millie jest przecież w Mertonie zakochana, przekonuje Kate.
                            Merton, człowiek uczciwy, nie jest zachwycony pomysłem Kate, mówi z niesmakiem: "Mam uwieść chorą dziewczynę?". Poza tym Merton jednak kocha i pożąda Kate. Kate to wie. Oddaje mu się w tym ciemnym zaułku, jakby ciała go zmotywować i przekonać do swojego planu. Kochają się namiętnie.

                            Na drugi dzień wczesnym Kate zjawia się w pokoju Millie. Millie jet lekko obrażona, że Kate i Merton poprzedniego wieczoru nagle zniknęli i zostawili ją samą. Pyta czy coś między nimi jest. Kate odpowiada przecząco, wyjaśnia, że musiała rozmówić się z Mertonem sam na sam. Że właśnie oznajmiła mu, że go nie kocha i ze dziś jeszcze wyjeżdża do Londynu, ponieważ czuje, że stoi Millie i Mertonowi na drodze do szczęścia. Mille, dobra dziewczyna, nie chce , żeby Kate wyjeżdżała, ale sprawa już postanowiona.

                            Kiedy u Mille zjawia się Merton , dowiaduje się, że Kate wyjechała rano do Londynu.
                            Merton zostaje w Wenecji z Millie , spotykają często. Pewnego wieczora Millie postanawia odprowadzić Mertona do domu, który wynajął na czas pobytu w Wenecji i przy okazji deklaruje, że za chwilę zrobi jakieś głupstwo!?
                            Kiedy Merton i Millie stoją już przed domem, Millie postanawia wejść i zostać na noc. Merton z wielką delikatnością powstrzymuje ją od "zrobienia głupstwa". Oznajmia, że teraz on odprowadzi ją do domu. Millie godzi się, ale pod warunkiem, że spotka go jutro , pojutrze i popojutrze oraz każdego następnego dnia. Merton śmiejąc się wyraża zgodę.
                            I tak Merton i Millie miło spędzają czas w Wenecji. A Kate pisze pełne namiętności, ale przede wszystkim niepokoju listy, ponieważ Merton nie odzywa się do niej.

                            Pewnego dnia w Wenecji pojawia się niespodziewanie lord Marek. Wypatrzył go Merton w weneckiej kawiarni, ale nie zdążył z nim porozmawiać, bo ten szybko zniknął.

                            Następnego dnia po tym zdarzeniu Merton jak zwykle wybrał się gondolą do pałacu , w którym mieszkała Millie. Jednak lokaj nie wpuścił go do Millie. Oznajmił, że pani nie chce się z nikim widzieć. Merton zaniepokojony zaczyna domyślać się, co się dzieje. pyta tylko, czy lord Marek był u Millie. Lokaj potwierdza.
                            A więc najprawdopodobniej lord Mark , nasłany przez szalejącą z zazdrości Kate, poinformował Mille, że Merton ma zamiar ją uwieść dla pieniędzy.

                            Nie pozostaje wiec Mertonowi nic innego, niż wrócić do domu i czekać , co zrobi Millie.
                            Wkrótce u Mertona w domu zjawia się Susan, służąca Millie z informacją ...

                            WYBACZCIE, ALE ZA CHIŃSKIEGO BOGA NIE PAMIĘTAM, JAKĄ INFORMACJĘ SUSAN MIAŁA DO PRZEKAZANIA MERTONOWI. W TRAKCIE NIEDAWNEJ POWTÓRKĘ MUSIAŁAM WYJŚĆ NA CHWILĘ Z POKOJU I PRZEGAPIŁAM TEN MOMENT.

                            Wątek majątkowy też mi umknął, ale postaram się uzupełnić go przy najbliższej okazji.

                            Chyba było tak, że Millie zapisała przed śmiercią część majątku Mertonowi, ale ten nie zamierzał go przyjąć, o czym poinformował Kate, kiedy się w końcu po kilku miesiącach spotkali. Kate będzie musiała go poślubić bez pieniędzy, jeśli wciąż tego chce...

                            Kate jakby na potwierdzenie swych uczuć kocha się z Mertonem, lecz próżno szukać śladów dawnej namiętności ze strony Mertona. Kate w trakcie beznamiętnego seksu wypytuje Mertona o Millie , czy jest wciąż w niej zakochany , czy wciąż ma ją w pamięci. Merton nie zaprzecza...

                            W ostatniej scenie Merton samotnie przybywa do Wenecji.

                            Ufff
                            Koniec

                            Jeszcze małe podsumowanie będzie. ;)

                            • pani_lovett Re: "Miłość i śmierć w Wenecji" cz.3 15.06.14, 17:20
                              Film jest adaptacją powieści Henry'ego Jamesa /pt. "The Wings of the Dove" (1902) ,
                              efektowną wizualnie, filmowaną w plenarach Londynu oraz Wenecji (miastem symbolicznym, symbolika ma związek ze śmiercią, odchodzeniem). Dbałością o szczegóły wystroju wnętrz (domów londyńskich wyższych sfer), o kostiumy (wspaniałe kreacje z początku XX wieku) przypomina dopracowane w każdym calu ekranizacje dramatów kostiumowych wyprodukowane przez słynne Merchant Ivory Productions.

                              cdn.
                            • grek.grek Re: "Miłość i śmierć w Wenecji" cz.3 15.06.14, 17:55
                              świetnie :]

                              dzięki za ostatnią część i za całą tę opowieść filmową, Barbasiu.

                              a więc jednak, intryga Kate nie pozostała bez konsekwencji. Merton okazał się wrażliwszy niz sądziła. chyba ? ona sama zresztę też, na zimno nie mogła znieść tego, co sama sprowokowała, a i po śmierci Millie Merton jak widać przybywa do Wenecji po pamięć o niej i wspomnienia. czy mi się wydaje, czy Kate jest postacią cyniczną ? namawia swojego kochanka, żeby polubił się z majętną śmiertelnie chorą kobieciną, co by podłapać kasę na ich wspólne życie - dla mnie cyniczna zagrywka. jest gdzieś haczyk ? :}

                              dzięki raz jeszcze, świetnie się czytało, a i zapewne z przyjemnością będzie się wracało :]
                              • pani_lovett Re: "Miłość i śmierć w Wenecji" cz.3 15.06.14, 19:57
                                Wielka przyjemność po mojej stronie. :)

                                Właśnie tak, intryga Kate nie pozostała bez konsekwencji w finale.



                                Merton okazał się w
                                > rażliwszy niz sądziła. chyba ? ona sama zresztę też, na zimno nie mogła znieść
                                > tego, co sama sprowokowała, a i po śmierci Millie Merton jak widać przybywa do
                                > Wenecji po pamięć o niej i wspomnienia.
                                Tak. Tak. Tak.

                                czy mi się wydaje, czy Kate jest postac
                                > ią cyniczną ? namawia swojego kochanka, żeby polubił się z majętną śmiertelnie
                                > chorą kobieciną, co by podłapać kasę na ich wspólne życie - dla mnie cyniczna z
                                > agrywka. jest gdzieś haczyk ? :}

                                :)

                                Tak, niewątpliwie Kate jest cyniczną postacią. Choć, co ciekawe , jak wyczytałam, filmowa postać Kate została złagodzona w porównaniu z jej pierwowzorem książkowym, gdzie była postacią zdecydowanie bardziej wyrachowaną, złą do tego stopnia, że wg. Rogera Eberta zachowania filmowej Kate można bronić, określając go mianem pragmatycznego! Kate bowiem pozwala wykorzystać Millie swojego ukochanego, walcząc przecież o szczęście dla siebie i Mertona (no i jest jeszcze upadły ojciec , o którego Kate też się troszczy). Za to Millie dostaje w zamian to czego tak bardzo pragnęła, za czym przybyła do Europy, uczucie mężczyzny, w którym się zakochała, i którego pragnęła.

                                Filmowa postać Mertona zresztą też została nieco złagodzona w stosunku do powieściowej postaci, właśnie przez desperację z jaką Millie pragnie Mertona, tak wyczytałam.
                                Filmowy więc Merton wypełniałby ostatnią wolę umierającej młodej dziewczyny.

                                Oczywiście pieniądze są tu kluczową sprawą, ale o tym nie wypada mówić w dobrym towarzystwie. ;)


                                Mertona grał Linus Roache , lekko mdławy, że nawet można by się zastanawiać, co te urocze kobiety - Kate i Millie w nim widziały. Ale czepiajmy się.
                                film.onet.pl/milosc-i-smierc-w-wenecji-galeria/rc0bq
                                Wspaniale zagrały panie młodziutka Helena Bonham Carter jako przebiegła Kate, Alison Elliott jako przemiła i przedobra bogata Amerykanka oraz Charlotte Rampling w roli bogatej ciotki Maud.
                                Alex Jennings też się dobrze spisał w roli cynicznego lorda Marka.
                                :)






                                • pani_lovett Re: "Miłość i śmierć w Wenecji" cz.3 15.06.14, 20:01
                                  > Mertona grał Linus Roache , lekko mdławy, że nawet można by się zastanawiać, c
                                  > o te urocze kobiety - Kate i Millie w nim widziały. Ale czepiajmy się.

                                  Merton jest poniekąd w moim typie. ;)
                                  Także dlatego, że jest zaangażowany w walkę z niesprawiedliwością tego świata.