Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2014 - 7 (vol. 45)

03.07.14, 20:02
oj, straszne opoznienie zlapalam! Ale sie urlopowalam krotko i chyba sie rozleniwilam :)

Ciekawe, czy w wakacje beda jakies nowe propozycje, czy glownie jednak powtorki powtorek ...
Obserwuj wątek
    • maniaczytania KK na lipiec 03.07.14, 21:33
      niby dziala, ale pora ...

      03.07 - czyli dzis o 23.05! - "Bez niej" film z Meksyku
      10.07 - "Dzien, ktory odmienil twoje zycie" - Francja, 2008r.
      17.07 - "Wygnanie" - rosyjsko-belgijski, 2007r.
      24.07 - "Chrzest" - powtorka ...
      31.07 - "Przeboje i podboje" - czyli kolejne odgrzewane kotlety ...
    • grek.grek no dobra, to kto dzisiaj wygra ? 04.07.14, 13:41
      o 18 stara Europa, czyli Niemcy vs Francja [TVP2], o 22:00 nowa Ameryka, czyli Brazylia przeciw Kolumbii [TVP1] - jak Wam się wydaje, kto zapłacze, a kto odtańczy triumfalnego obertasa ? :]

      o ile wydaje mi się, że do tej pory lepiej śmigali Francuzi i Kolumbijczycy, to po prostu nie wyobrażam sobie półfinałów jednocześnie bez Brazylii i Niemiec. nie pytajcie dlaczego, po prostu : NIE WIDZĘ TEGO, heh. to by było cyniczne złamanie zasad, jakiś przewrót w futbolu... zamach futbolowego stanu ! ;]

      myślę, że Francja ogra Niemcy - powiedzmy 2:1, a Brazylia Kolumbię 1:0.
    • grek.grek "Z piekła rodem" 22:05 Polsat 04.07.14, 15:52
      jakby Wam przypadkiem Dwójka śnieżyła... ;]

      interessująca fikcyjna story skupiona wokół wątku śledztwa dot. zabójstw Kuby Rozpruwacza - check.

      dobrze namalowany ekranowo obrazek LOndynu XIX wiecznego - check.

      brylujący Johnny Depp jako detektyw-opiumista - check.
    • grek.grek "Obywatel Kane" [1941] [1] 06.07.14, 12:59
      Gdybyście mieli ochotę się przymierzyć :
      www.cda.pl/video8738380/Obywatel-Kane-Lektor-PL
      Rutynowe 1 miejsca na wielu listach "najlepszych filmów w historii", sami wiecie. DEBIUT Orsona Wellesa. 9 nominacji oscarowych i 1 nagroda - za najlepszy scenariusz oryginalny. Ponoć przejawiający nowatorstwo w dziedzinie narracji nielininowej oraz muzyki. Fachmanem nie jestem, mnie się spodobała przede wszystkim historia jaką opowiada oraz sposób jej przedstawienia. Kilka scen wybitnych owszem zauważam, o czym Wam niechybnie napiszę.

      Całą historię Welles oparł na biografii Williamsa Hearsta, amerykańskiego magnata prasowego, ale i dodał ponoć parę wątków z własnego życia. Zagrał też główną rolę.

      Co ciekawe, po premierze krytycy byli zadowoleni, a widownia tak sobie, co sprawiło, że film szybko przestał latać po kinach. Jak czytam w Wiki : reaktywowali go francuscy krytycy filmowi, a Amerykanie ponownie wprowadzili do kin w 1956 roku, dodając doskonałe recenzje, co zdecydowało o statusie tego filmu niezmiennym aż do dzisiaj.

      W największym skrócie jest to historia dziennikarskiego śledztwa, które podejmuje niejaki Thompson, celem którego jest zdefiniowanie znaczenia ostatniego słowa, jakie wypowiedział umierający król mediów, Charles Kane. CHodzi więc Thompson po znajomych i wypytuje ich o zmarłego. A oni mu opowiadają, czasami nie wprost [dzienniki Thatchera]. Z licznych retrospekcji wyłania się portret Kane'a, który prowadzi Thompsona do finałowej konkluzji.

      Ale początkiem jest moment śmierci tytułowego bohatera - w ostatnim tchnieniu wypowiada słowo "Różyczka !", wypuszcza z rąk szklaną kulkę z imitacją padającego śniegu i oddaje ducha.

      Pierwsza sekwencja następująca po tym otwarciu, to kilkunastominutowe pośmiertne przedstawienie tego, kim był Charles Kane. Zrobione w formie dokumentu alias kroniki filmowej. Znakomite, wartkie, przekrojowe jak chodzi o informację.

      Zatem, Kane był magnatem prasowym. Królem mediów w Ameryce i nie tylko. Startował od jakiejs jeden zdezelowanej redakcji, by na finiszu zarządzać imperium - 37 tytułami prasowymi, niezliczonymi tytułami-córkami, ale także mieć fabryki, lasy, statki... słowem - facet dorobił się fortuny na obrocie informacją.

      Dzięki swoim medialnym wpływom zwalniał i powoływał prezydentów, niszczył i kreował polityków, wszczynał wojny [z Hiszpanią], wzbudzał nienawiść i miłość, zajmował stanowisko i wpływał na opinię publiczną, a co za tym idzie - społeczną - w niemal każdej sprawie, o jakiej mówiono w Ameryce na przestrzeni poprzednich 40 lat [Kane zaczyna działać mając lat 35, umiera jako 70-latek]. NIgdy nie pełnił osobiście żadnej funkcji, raz tylko startował w wyborach, które przegrał po.... skandalu medialnym. Dwukrotnie żonaty : z siostrzenicą prezydenta USA oraz divą operową, dla której wystawił Operę. Kosztem bagatela 3 milionów dolarów. Także dla niej zbudował posiadłość - z drzew i marmurów - jakiej nie widziano na świecie, nazwał ją Xanadu. Zgromadził tam niespotykaną kolekcję rzeźb, obrazów, dzieł sztuki. Umarł w osamotnieniu, a Xanadu stało się dla niego tym, czym piramidy dla egipskich władców, imponującym mauzoleum. W pierwszych sekwencjach kamera w sugestywny sposób ślizga się po groźnych kształtach Xanadu, w poświacie wieczornego księzyca, robi to doskonałe wrażenie.

      Także w Xanadu odbywa się pogrzeb Kane'a.

      Tuz po nim kilku dziennikarzy [przyznam, że nie mam pojęcia czy to byli ludzie z kane'owskiego "NY Inquirera" czy z jakiejś innej ? whatever chyba] zastanawia się nad ostatnim słowem jakie powiedział Kane. "Rosebud - różyczka", co to znaczy ? Chodzi o kobietę ? o wyścigowego konia ? Jerry Thompson zostaje oddelegowany do wyjaśnienia tej zagadki. Ma listę killku kluczowych osób z otoczenia Kane'a, które mają mu pomóc w dojściu do prawdy. OPowieść detektywistyczna ? Jak najbardziej :]

      Pierwsza jest Susan Alexander - druga żona zmarłego, ta diva operowa, dla której Kane postawił gmach Opery. Ich związek skończył się rozstaniem. TEraz siedzi ona w swojej własnej restauracji, pije do lusterka i nie życzy sobie żadnych rozmów. Jeden z ludzi z jej otoczenia zapewnia jednak, że "nie słyszała ona o "RÓżyczce" [brzmienie ostatnich słów Kane'a podały oczywiście wszystkie gazety, stąd jej wiedza o czym mowa].

      Drugi punkt, to lektura dzienników Thatchera, jednego z niegdysiejszych biznesmenów i bankierów z Filadelfii. Są one w bibliotece miejskiej. Świetnie ujęcie : sztywna jak kij w płocie bibliotekarka wprowadza Thompsona do sali - jest ciemno, tylko przez okiennicę wysoko zawieszoną w ścianie wpada szeroki snop światła. CO ciekawe, od razu to napiszę, postać dziennikarza niemal przez cały czas jest w cieniu, nie widać jego twarzy, zawsze wyeksponowani są jego rozmówcy.

      Dzienniki Thatchera przenoszą nas w czasy dzieciństwa i młodości Charlesa Kane'a. Jako kilkulatek mieszka w matką i ojccem w małym domu na przedmieściach, gdzieś na biednym Zachodzie. Ojciec to trochę chłopek roztropek, w typie Kargula, ale za to matka to kobieta myślaca i z charakterem. Swego czasu, trafem weszła w posiadanie starej wygasłej kopalni złota. TEraz oto zgłasza się do niej duży bank, który w zamian za przejęcie tej kopalni, proponuje jej dwie rzeczy : a] opłacenie i przeprowadzenie edukacji syna na Wschodnim Wybrzeżu, b] zapewnienie Charlesowi wypłacenia 50 tys rocznie oraz kwoty od zysków rokrocznie po jego 25 urodzinach. Mały Charlie woli jeździć sankami po śniegu niż jechać daleko od domu by się uczyć, ale matka stawia na swoim, sugerując niedwuznacznie, że robi to także dlatego, bo ojciec często bije Charlesa i im dalej chłopiec będzie od niego i jego pasa - tym lepiej dla niego. Mały ma charakter, sankami rzuca w Thatchera, kiedy ten próbuje się do niego przymilać.

      Zatem, kiedy Charles ma już 25 lat - przejmuje bardzo pokaźną sumkę pieniędzy. Prawnicy sugerują mu rózne gałęzie inwestycji, ale on wybiera... prasę. Gazety. Chce zarządzać gazetą. NIe obchodzi go handel, tankowce, nieruchomości. Gazeta, oto jego wybór.

      Przejmuje redakcję podupadającego New York Inquirera. Zmienia go w trymiga w prawdziwą potęgę. OPisuje szwindle, afery, ale nie stroni także od ploteczek i kroniki towarzyskiej - słowem, kładzie podwaliny pod to, co dzisiaj jest medialnym standardem. Zawsze staje po stronie "zwykłych ludzi" przeciw grubym rybom, cwaniakom politycznym i oszustom. NIe ma skrupupłów by występować przeciw prezydentom, a nawet swoim dobroczyńcom z młodości, czyli np. Thatcherowi. Więcej : on występuje NAWET przeciw firmom, w których sam ma udziały, ale które sprzeniewierzyły się interesom "prostych obywateli". Jest idealistą ? Z pewnością. Ale, jak później się okaże, nie tylko.

      Jest młody, rzutki, kipi energią i stylem którym zdobywa sobie ludzi. Kiedy dowiaduje się, że z jednym z sezonów INquirer przyniósł milion dolarów deficytu i że może by lekko spasował z tą "filantropią", wzrusza ramionami i z uśmiechem odpowiada : "POliczmy : jeśli będę tracił rokrocznie milion, to - zważywszy na stan mojego konta - zbankrutuję za jakieś... 60 lat". Nic nie jest w stanie go zepchnąc z raz obranej drogi, w którą wierzy. Silny charakter ? Z pewnością.

      W trakcie Wielkiego Kryzysu, owszem Kane ma problemy. Zawiera układy z róznymi firmami i bankami, zbiera fundusze nawet w Europie. I odbija się od dna. Na trudne czasy - ma też trudne refleksje : "Czepek, w którym się urodziłem, zawsze mnie uwierał". Albo "Gdybym nie został bogaczem, mógłbym być kimś naprawdę wielkim". Kiedy jeden z prawników pyta "KIm konkretnie ?", Kane odpowiada "Wszystkim, co panu nienawistne".

      Kolejnym rozmówcą Thompsona jest Bernstein, przez wiele lat pozostający w trudnej koleżeńskiej relacji z Kane'em. Współpracownik i "doradca" Kane'a. W cudzysłowiu, bo Kane nie liczył się z żadnymi "dobrymi radami", ufał tylko i wyłącznie samemu sobie.

      Bernstein wspomina, ze Kane'owi nigdy nie zależało na pieniądzach, były one t
      • gryfny Re: "Obywatel Kane" [1941] [1] 06.07.14, 13:07
        Kamien milowy w histori rozwoju kina a raczej architektury budowy filmow ,dla koneserow i kronikarzy statystykow co zastosowano po raz pierwszy, zawsze gradka i powod do zachwytu.
        Osobiscie twierdze ze przereklamowana nedza z bidom czy jak kto woli bida z nedzom.
      • grek.grek "Obywatel Kane" [1941] [2] 06.07.14, 13:43
        Pieniądze były tylko skutkiem ubocznym dążenia do zaspokojania innych potrzeb. Czasami środkiem do tego celu. Jakich ? To się wyjaśni w toku tego śledztwa.

        Retrospekcja odtwarza pierwszą wizytę Kane'a w Inquirerze. Już jako właściciela. Nowi pracownicy wstają jak na rozkaz, naczelny - pan Carter - w pozie grzybiarza wprowadza nowego bossa na skromne pokoje. Ale Kane nie chce żeby mu czapkowano, jest bezpośredni i sympatyczny. Prosi, żeby mu przygotowano pokój w budynku redakcyjnym, bo chce... tutaj zamieszkać. Skonsternowanemu Carterowi mówi : "Drogi panie, INquirer będzie pracował przez 24 godziny na dobrę. Dzisiaj informacje spływają całą dobę, nie mozemy sobie pozwolić na żadną przerwę" - znamy to skądś, nieprawdaż ? :]

        KIedy Kane przegląda poprzednie numery gazety zadaje nagle pytanie : przepraszam bardzo, w THe CHronicles pisano o tajemniczym morderstwie pani Silverstone. BYła to informacja na pierwszej stronie. Wołami napisana ! Dlaczego my mamy to na stronie pośledniej i to małym druczkiem ? Carter zakłopotany odpowiada, że to informacja z cyklu sensacja-plotka, nie wypada żeby poważna gazeta zajmowała się takimi pierdołami. Na co Kane : Od tej pory się tym zajmujemy i to na poważnie. Wszystko, co budzi zainteresowanie LUDZI - ma być w naszej gazecie i to na poczesnym miejscu. I natychmiast każe wysłać dziennikarza śledczego, by zbadal tę sprawę, podszył się pod policjanta albo ubezpieczyciela, dotarł do podejrzanych w tej sprawie [mąz] i zdobył materiały z pierwszej ręki. MÓwiłem : rzutki facet :]

        "INquirer ma być dla ludzi, tym czym gaz dla lampy", powiada. Do pierwszego numeru INquirera, po przejęciu go przez siebie, przygotowuje zupełnie niecodzienną rzecz - Deklarację Uczciwości. Odezwę, w której zobowiązuje się i przysięga bronić interesów ludzi pracy, ludzi słabszych i "zwyczajnych" przeciwko możnym i establishmentowi. NYI publikuje ją na pierwszej stronie, w wielkoliterowym formacie. Wedle niej, NYI ma być gazetą, która "przekazuje tylko uczciwe informacje, w lekkiej, przystępnej formie, nie ulega żadnym naciskom i broni praw obywatelskich i wolności ludzkich".

        Nakład rośnie, 25 tys... 495 tys... aż do prawie 700 tys. egzemplarzy. Sukces szybki i bezdysusyjny. Pismo jest atrakcyjne i dynamiczne.

        Kane z lubością strzela sobie zdjęcie ze swoimi dziennikarzami. KOmpletował ich przez kilka lat. Same "asy". "Patrząc na nich i czytając ich - czułem się jak dziecko oglądające wystawę cukierni. Dzisiaj jestem właścicielem tych wszystkich słodkości", powiada dumnie.

        Kiedy wraca z podróży do Europy i ktoś zagaduje go o gromadzoną namiętnie kolekcję rzeźb i dzieł sztuki - na pytanie "Jak to się stało, że w Europie są jeszcze jakieś dzieła sztuki, których pan nie kupił ?", odpowiada "Och, rzeźby powstają od tysięcy lat, a ja kolekcjonuję je dopiero od lat 6". Ma błyskotliwe poczucie humoru, ktorym zyskuje sobie łatwo zwolenników i rozbraja negatywne nastroje.

        POdczas świętowania sukcesu INquirera leje się szampan, pojawia się liczna grupa tancerek z jakimiś piórami, niczym w karnawale w Rio, orkiestra łoi latynoskie rytmy, śpiewana jest piosenka o Kane'ie, rewia całą gębą, towarzystwo świetnie się bawi. Tylko jeden ze współpracownikow Kane'a, paradoksalnie ten najbliższy - niejaki Leland, mówi do Bernsteina na boku "Czy ci wszyscy ludzie nie są lojalni wobec Kane'a z powodu pieniędzy ? Najpierw robili dla Chronicles, teraz dla Inquirera, czy to znaczy ze my jesteśmy tacy sami jak tamci ?". Za pieniądze kupuje się nie lojalnośc, panie Leland, ale usługi tylko. Leland to idealista. Pewnie dlatego przypadł mu do gustu. Pewnie dlatego także... ale o tym później.

        Z podróży do Paryża, gdzie starał się o zakup największego diamentu świata, Kane wraca zmieniony - w białym ganiturze, pod wąsikiem oraz z... narzeczoną, a wkrótce żoną - Emily Monroe-Norton, siostrzenicą prezydenta. Osobiście prosi szefową działu towarzyskiego swojej gazety, aby wydrukowała jego oświadczenie o tym, że został oświadczył się i został przyjęty. Ma być impreza na jego cześć, ale Charles szybko się urywa. Cała redakcja wali do okien, żeby zobaczyć jego i jego narzeczoną. Machają wszystkie ręce. Nie z przymusu i dla podlizania się - oni go po prostu lubią i szanują.

        Bernstein zaprzecza tezie Thompsona, ze Emily to "Różyczka". Nie wierzy, że chodzi o jakąkolwiek kobietę. Sugeruje, że to raczej jest coś, co Kane utracił. Proponuje Thompsonowi, aby odnalazł Lelanda, on może wiedzieć więcej.

        Leland dożywa starości w szpitalu vel wypasionym domu opieki. Starszy zażywny pan powiadający, ze "pamięć, to przekleństwo człowieka". Chory na płuca, a mimo to nagabujący Thompsona, czy aby nie przyniósł mu cichaczem jakiego papieroska do odpalenia.

        Leland wspomina, że Kane "miał w sobie coś wielkiego, ale nie obnosił się z tym. Żywy umysł. Wierzył tylko w siebie, tylko we własne intuicje i pomysły". Ale od razu zaznacza, że "wobec mnie Kane zachował się JAK ŚWINIA, a przecież bylismy PRZYJACIÓŁMI". Czy aby na pewno ?

        KOlejna retrospekcja dotyczy związku Kane'a z Emily. Leland poznał ją osobiście, na jakims kursie tańca. "BYła miła". Związek z Kane'em od początku wyglądał na nieporozumienie. "Po miesiącu widywali się już tylko przez moment, podczas śniadania, typowe małżeństwo", podsumowuje.

        KOlejne fazy ich pogarszających się relacji są pokazane w kapitalnym skrócie składającym się z kilku płynnie przechodzących z jednej do drugiej scen przy śniadaniu, dzięki zmieniającym się strojom, twarzom i szczegółom dekoracji wiadomo, że są to sceny z następujących po sobie okresów czasu. Taki "teleexpress". W każdej z nich Kane wypowiada zdanie, które symbolizuje kolejne jego przemiany. Najpierw Emily delikatnie protestuje przeciw temu, że Kane w INquirerze dowala jej rodzinie, którą oskarża o polityczne machloje. Kane odpowiada, że ci ludzie to kanciarze, a on robi to jako "wydawca prasowy i człowiek walczący o uczciwośc w życiu publicznym", nie zaś jako Kane-małżonek, Kane-członek rodziny. To dwie rózne rzeczy.

        Kiedy Emily sugeruje, że mąż zaniedbuje ją - Kane odpowiada, że Inquirer, to jej jedyna konkurencja. Ona na to "Wolałabym taką z krwi i kości".

        Przy innej okazji Emily mówi "Ludzie pomyślą...." - na co Kane ostro wcina się "... TO CO JA IM KAŻĘ" - widać moment, w którym Charles zaczyna czuć władzę i jej zapach go odurza.

        "KOchał Charlesa Kane'a TKLIWIE, może jeszcze kochał matkę, ale nie umiał obdarzać miłością. On miłości ŁAKNĄŁ od innych. Zawsze jednak NA WŁASNCYH ZASADACH", podsumowuje Leland.

        Charles tak bardzo tej miłości potrzebował, że podjął się nawet startu w wyborach na gubernatora.

        Wtedy pojawia się na scenie Susan Alexander. POznają się wieczorową porą, na ulicy. Jego ochlapał samochód. Ona strasznie się śmieje z jego bezradnego wyglądu. A tak poza tym, to ją boli ząb :]]

        Susan zaprasza go do siebie. Nie wiem, kim jest Charles. NIe rozpoznaje jego twarzy. To mu wyraźnie sprawia przyjemnośc. Susan jest ładną blondynką, uśmiecha się nonstop, jest bezpośrednia i naturalna. Jakże jest inna od sztywnawej Emily. Zdobywa go szturmem. A on rewanzuje się kilkoma żartami i tak ją rozbawia ruszaniem uszami, że aż Susan zapomina o bolącym zębie. Wydają się dla siebie stworzeni.

        Susan wyznaje Charlesowi, że ma 22 lata i pracuje w sklepie, w dziale modowym, ale tak naprawdę jej miłością jest śpiew. Jej matka marzyła, by została ona śpiewaczką operową. Ale... nie udało się. Kane prosi, by zaśpiewała coś dla niego. Susan trochę się waha i ociąga, ale w końcu śpiewa akompaniując sobie na pianinie. Kane słucha z uśmiechem i bije brawo po zakończeniu. Wspaniały przyjemny wieczór.

        Kane staje do wyborów. Kampania inaugurująca jest wielkim sukcesem. W ostrych słowach Kane potępia aktualnego gubernatora, Gettysa, i obiecuje naprawić wszystko w mieście i stanie : od piwnicy aż po strych, a przede wszystkim powsadzać do pudła aferałów i koruptów, na czele z Gettysem.
        • grek.grek "Obywatel Kane" [1941] [3] 06.07.14, 14:31
          "ZŁożyłbym wam obietnicę - powiada - gdyby nie to, że jestem tak zajęty jej realizowaniem !". Owacje na stojąco, aplauz. Uroczyście ślubuje stanie po stronie ludzi pracy, ludzi biednych i potrzebujących, wykorzystywanych, pokrzywdzonych.

          Po przemówieniu ma być bankiet. Ale Kane na nim się nie pojawi.

          Oto jego żona, Emily, z poważną jak atak serca miną powiada, że dostała dziwną informację na kartce - na tej kartce adres i że ona ma tam się stawić. Kane jedzie z nią. Ach, ma w tym momencie już SYNA. Syna Emily wysyła do domu z opiekunką.

          Kane nie wie, dokąd jadą. Dopiero na miejscu orientuje się, że to... dom Susan Alexander. W środku zaś czeka... gubernator Gettys i jego prawnik. To oni szantażem zmusili SUsan do napisania tej notatki dla Emily. Gettys w ostrych słowach zarzuca Kane'owi nieuczciwe gierki, medialne obsmarowywanie go na masową skalę. I przechodzi do kontrataku : albo Kane mu odpuści, albo Gettys opisze w innych mediach, że Kane ma kochankę [czyli, Susan]. Ma na to dowody w postaci wspólnych fotografii.

          Kane rzuca się trochę, odgraża i wydziera, ale wie, że przegrał. Gettys cedzi na do widzenia "Gdybym miał do czynienia z kimś innym - powiedziałbym, że się nie podniesie po takim ciosie, ale ty jesteś inny i jedna nauczka ci nie wystarczy. Dostaniesz więc kolejne". Kane wrzeszczy za nim, że Gettys nie odbierze mu sympatii ludzi i ich poparcia, ale nie wie najwyraźniej, ze sam wpajał swoim wyborcom uczciwość. Sprzedał im sznurek, na którym sam zawiśnie.

          Charles jest zamroczony lekko. NIe traci jednak zdolności do podejmowania twardych decyzji. Emily z poważną miną pyta go, czy wraca do domu razem z nią - Kane odpowiada, że NIE. Zostaje z Susan. Ta symboliczna decyzja oznacza rozwód.

          Jako się rzekło : na 1 stronie konkurencyjnej The Chronicles ląduje artykuł i fota o romansie Kane'a zatytułowany : "Charles Kane ma kochankę "SPIEWACZKĘ OPEROWĄ" [ważny cudzysłów]". KOńczy to jego karierę polityczną. Przegrywa wybory. INquirer sugeruje wprawdzie wyborcze fałszerstwo, ale to tylko pusty gest.

          W opróżnionej, pełnej papierów, sali redakcyjnej Inquirera dochodzi do rozmowy Kane'a z Lelandem. Kane gorzko podsumowuje, ze "naród wolał Gettysa". Leland na to, że Kane traktuje i traktował zawsze "naród" jak swoją własność. Na tym polega wolnośc, w którą wierzy ? Na "mówieniu Kane'em" ? I przepowiada Charlesowi upadek : "Kiedy ludzie pracy naprawdę się zorganizują, a już zaczynają to robić - przestaną brać to co im dajesz, oni zaczną żądać, a to cię przerośnie. Wyjedziesz więc przegrany i zaczniesz "wyzwalać" małpy na bezludnej wyspie. Obchodzi cię tylko CHARLES KANE. Ludzi kochasz tak bardzo, ze aż WINNI są ci wzajemność. Ale zawsze według TWOICH reguł". Ta przemowa uderza w Kane'a mocno.

          A jeszcze bardziej prośba Lelanda o przeniesienie do oddziału w Chicago. Kane próbuje go zatrzymać, ale wobec zdecydowanego zachowania Lelanda - zgadza się. Jest podpity, podłamany i kończy tę rozmowę "MOże masz rację... z tą miłością na MOICH warunkach. Ale wiesz dlaczego ? Bo NIE MA innych warunkow niż TWOJE WŁASNE".

          PO wyborach Kane wraca do swojej poprzedniej postaci, medialnego magnata. Polityka już nigdy go nie uwiedzie. Jak mawia się, w relacjach z polityką "lubi być druhną, ale nigdy panną młodą", czyli przeprowadza swoje zamierzenia, personalne czy ustawowe, za pomocą wywierania presji w swoich gazetach na odpowiednich ludzi.

          Żeni się z Susan. Ceremonia jest oczywiście wydarzeniem towarzyskim. Dla niej wybudowuje Operę za 3 mln dolarów. Przychodzi dzień premiery. Z Chicago... recenzję ma napisać LELAND pełniący rolę krytyka artystycznego. Od czasu rozmowy powyborczej nie zamienili ze sobą ani słowa.

          Kane czeka z niecierpliwością na wieści z CHicago. Wreszcie jest - Leland nie znęca się nad występem Susan, po prostu poświęca jej jedną linijkę tekstu, a to wręcz gorsze niż gdyby wylał morze jadu. Tak to odbiera Kane. Zdenerwowany i zdeterminowany siada do maszyny, aby... ROZWINĄĆ myśl Lelanda. Pisząc zamaszyście i w jakimś amoku z kilku słów tworzy arcykrytyczną, dołującą, gnojącą wręcz recenzję, która ma zostać opublikowana w jego własnej gazecie. Nie zgadza się na litośc, na fory po znajomości starej, na jakąkolwiek formę wyrozumiałości.

          Leland zastaje Kane'a podczas pisania. Charles nie obracając sie w jego stronę komunikuje mu, że go "zwalnia".

          Kiedy Thompson pyta starego już Lelanda, dlaczego Kane to zrobił - Leland odpowiada, że Charles chciał udowodnić wszem i wobec swoją uczciwość.

          KIedy doniesiono o jego romansie z Susan, napisano że jest ona "śpiewaczką", ironizując z jej braku talentu, z powodu którego nie została divą operową. Kane nigdy nie zapomniał tego upokorzenia. Nie jej, ale SIEBIE. PO to by udowodnić innym, że jest górą, że ma rację - postanowił z beztalencia Susan zrobić primadonnę. Dowieść wszystkim, że ona będzie śpiewała i będzie gwiazdą. To dlatego postawił tę Operę. Nie dla niej, ale dla SIEBIE.

          "Ta moja recenzja, którą dopisał, to jedyne co w życiu ukończył", ironizuje Leland. "Nawet tego swojego Xanadu nie skończył. Siedział tam na stare lata sam jak palec. ŚWIAT GO ZAWIÓDŁ, WIĘC STWORZYŁ WŁASNY - monarchię", podsumowuje. Istotnie, niedaleko przed śmiercią Kane utracił wpływy na rynku, przestał się liczyć, zgasł. A to przyspieszyło jego śmierć.

          Wreszcie Thompson ma okazję rozmawiać z Susan, która już nieco odtajała. W tej rozmowie dowiaduje się o tym jak doszło do rozpadu związku SUsan i Kane'a.

          Od początku Susan była przeciwna robieniu z niej primadonny operowej. WIEDZIAŁA, że nie ma talentu. Ale Kane opłacił jej lekcje śpiewu, u maestro markowego, za 100 dolkow od godziny. Maestro załamywał ręce, otwartym tekstem powiadał, że Susan to drewno i nie ma szans jej wyszkolić, ale Kane jak desperat pakował w to zielone i zmuszał niemal oboje do dalszej pracy, których efektów nigdy miało nie być. Kiedy maetsro powiada "Proszę pana, to będzie kompromitacja, także moja, w środowisku będę miał zniszczoną opinię !", Kane twardo odpiera "To ja wydaję opinię, poprzez moje gazety !". I maestro opada bezwładnie na stołek. A Susan piłuje swoje fałsze. Oboje z maestro bezradni wobec nieugiętej woli Charlesa.

          Kolejne wieczory w Operze. Montowane w formie wideoklipowej. Kolaż kolejnych występów, kostiumów, czyli kolejne porażki biednej Susan, kolejne głosy drwiny z widowni. W tle przesuwające się twarze głównych bohaterów tej tragifarsy. Leland siedzący wśród widzów i robiący z papierowego programu wieczoru wycinanki. I wreszcie Kane na złośc bijący głośne brawa po finałowej kurtynie. Częśc widzów też bije, ale Susan to niestety KLAPA.

          I im bardziej to do niej dociera, tym jest gorzej. "Dlaczego twoja własna gazeta GNOI mój występ !", wścieka się. Jak to możliwe, że Kane zapłacił Lelandowi, autorowi tej recenzji [wiemy, że w istocie Kane ją napisał własnoręcznie], 25 tys dolców odprawy po wyrzuceniu ? Gdzie tutaj logika ? Kane twardo ją strofuje. SUsan błaga, żeby pozwolił się jej wycofać. Ma dość wyzwisk, drwin, ironii w mediach i z widowni - ale Kane jest jak skała. SUsan to tylko pacynka w jego rozgrywce dyktowanej wyłącznie urażonymi ambicjami i chęcią postawienia na swoim. Efekt uboczny kreatywnej, energicznej osobowości zdobywcy i odkrywcy ? Czyż nie ?

          Wreszcie Susan popada w jakąs chorobę. Leży dzień czy dwa, nic poważnego, pomyliła leki [podobno "pomyliła"]. Kane chyba zaczyna trzeźwieć. Siedzi przy jej łózku, a kiedy ona przeprasza go i mówi "Nie wiesz jak to jest L: śpiewać, gdy czuje się niechęc całej sali", Kane odpowiada jej "POwinnaś wypowiedzieć im wojnę i śpiewać wbrew nim". Ale Susan nie ma tej siły, co on. Kane pasuje "Jesli nie możesz - nie śpiewaj już".

          Kolejne miesiące spędzają oni w Xanadu. W gigantycznej, stylowej sali, przyciemnionej ze snopami światła z okiennic, niczym w gmaszysku jakimś, SUsan układa ogromną układankę z puzzli. Charles siada w fotelu. Rozmawiają ze sobą na odległośc, symbolizującą dystans jaki powstał między nimi.
          • grek.grek "Obywatel Kane" [1941] [4] 06.07.14, 14:55
            Głosy rozchodzą się jak w katedrze. świetna akustyka ;] Ona ma dośc tej posiadłości. Czuje się w niej jak w złotej klatce. CHce do ludzi, chce się bawić, wychodzić do świata. A on przeciwnie, jak już ludzie mają być, to przecież co i rusz zapraszają gości i to dziesiątkami. Ale Susan to nie zadowala. Xanadu ją przeraża. Ostatecznie, to Kane decyduje. "Tu jest NASZ dom", wyrokuje. Koniec dyskusji. Pan i właściciel.

            "Nigdy nie dajesz mi tego na czym mi zależy" - mówi mu Susan. Charles organizuje kolejne party na terenie Xanadu. Zjeżdzają się goście, a bluesman zawodzi "To nie jest miłość, bo nie ma prawdziwej miłości", jakby komentując sytuację bohaterów. Susan dodaje, ze Kane nigdy jej nie kochał, ożenił się z nią, bo Emily "kopnęła go w tyłek".

            "Prezenty, które mi dajesz... przekupujesz mnie ! płacisz jak za jeden ze swoich pomników do kolekcji !" - awanturuje się Susan. Kane gromi ją coraz ostrzej, aż wreszcie SUsan mówi "NIe kochasz mnie, jesteś Charles Kane - Pan Dam CI CO CHcesz, Ale Musisz MNie Kochać" - i wtedy Kane ją policzkuje. "NIe mów że załujesz", wyzwająco mówi Susan, a Charles odpowiada "NIE ZAŁUJĘ".

            I to jest koniec. Susan wyprowadza się z Xanadu. Kane mięknie w ostatnim momencie i próbuje ją zatrzymać. "Będzie tak jak chcesz, ty będziesz o wszystkim decydować", składa jej proszącą ofertę. I dodaje, na swoje nieszczęście, "Nie rób MI ! tego". Susan na to "Więc to TOBIE dzieje się krzywda ? Nie mogę CI ! tego zrobić ? Otóż wyobraź sobie, że... MOGĘ !" - i z przytupem wychodzi z walizką. UBrana na biało odchodzi długim korytarzem, Charles kontemplujej oddalającą się białą plamkę.

            A "różyczka" ? SUsan powiada, że nie wie, co to jest. Kieruje Thompsona do Raymonda, majorodumsa, z rekomendacją "On zna mnóstwo tajemnic tego domu i Kane'a".

            Zatem, w ostatnim akcie, Thompson rozmawia z Raymondem. Stoją na szczycie monumentalnych schodów w gigantycznym hallu Xanadu. Raymond chce opowiedzieć, co wie, ale za tysiaka :]

            Według jego relacji, po odejściu Susan Kane miał napady dziwnych akcji - np. demolka jej/ich sypialni, pokazana tutaj w sugestywnej scenie. Podczas tej demolki Kane znajduje szklanką kulkę, taką z padającym śniegiem w środku. I uspokaja się. Wychodzi z pokoju, idzie między zastępem milczącej służby odzianej w liberię. I szepcze "RÓZyczka...". "Bez sensu kompletnie", głowi się Raymond.

            Thompson słusznie wyrokuje, że "jak na tysiąc", to za mało konkretów :]

            A potem kapitalnie kamera ucieka do góry i widać, ze Raymond i Thompson nie są sami w tym hallu. Jest tam mnóstwo ludzi - są to pomocnicy Thompsona, którzy robią fotografie wszystkim pomnikom i rzeźbom z imponującej kolekcji dzieł sztuki Kane'a, oraz jacyś inni ludzie, którzy chyba przeprowadzają inwentaryzację całego majątku zmarłego. Cały hall jest zawalony tym towarem, a ludzie kręcą się między nim jak mrówki. Doskonałe ujęcie.

            I nie gorsze jest to ostatnie : kamera jedzie górą nad posegregowanym, ponumerowanym, pospisywanym, popakowanym niekiedy w pudła kolekcjonerskim zbiorem Kane'a - z góry wygląda to jak panorama Nowego Jorku filmowana z lotu ptaka. Thompson wygłasza komentarz z offu : nie dowiedział się CZYM była Rózyczka, ale... to tylko jedno słowo, a ono "Nie może określić całego życia człowieka. Może być tylko częścią układanki". Bardzo celne spostrzeżenie.

            Kamera dociera wreszcie do celu - wśród sterty gratów Kane'a leżą... SANKI. Małe dziecięce sanki, na których się ślizgał w domu rodzinnym. A na nich napis "Rosebud, Rózyczka". PO chwili sanki, razem z innymi betami, lądują w wielkim piecu.

            Czyżby zatem ostatnim wspomnieniem Kane'a było dzieciństwo sielskie i anielskie ? Ostatni moment, w którym był beztroski i nie uwikłany w "dorosłe" machinacje ? A może w istocie nigdy nie przestał być dzieckiem ?

            www.youtube.com/watch?v=VTQXFMDpBtw
            Gratulacje i ukłony dla wszystkich, którzy tę przez tę 4-stronicową kolubrynę przebrną :]]
            • pani_lovett Re: "Obywatel Kane" [1941] [4] 06.07.14, 17:58
              Sposób portretowania postaci głównego bohatera wydaje mi się szczególnie ciekawy. Z licznych relacji oficjalnych, kronik filmowych, książek, relacji prasowych oraz przede wszystkim z prywatnych opowieści wyłania wyłania się skomplikowany, wielowymiarowy i niejednoznaczny portret człowieka nieprzeciętnego.
              Ale czy da się opowiedzieć całą prawdę o takim człowieku?

              Dzięki. Dzięki. :)
              • grek.grek Re: "Obywatel Kane" [1941] [4] 07.07.14, 13:55
                dzięki, Barbasiu :]

                zdecydowanie się z Tobą zgadzam. człowiek zostaje prześwietlony do imentu. kolejne spotkania coś do obrazu Kane'a dorzucają, coś tłumaczą i układają się w taki sposób, że tworzą chronologiczny obraz jego życia.

                pewnie dałoby się wymienić - z jakiejś ściągi :] - pełną listę technicznych nowalijek, jakie Welles wprowadził do świata filmu w OBywatelu, ale wydaje mi się, że to jest po prostu świetna opowieść. detektywistyczna robota, która nie tyle odkrywa fakty z jego życia [one zostają wymienione we wstępie], ile grzebie mu w głowie. ciekawe, ze postać dziennikarza Thompsona zostaje w głębokim cieniu, nie widać jego twarzy w żadnym momencie. to Kane jest ważny. on jest bohaterem. ten zabieg w dosadny sposób to podkreśla.

                facet jest zupełnie wyobcowany, zauważyłaś ? od początku. nie znajduje miłości, nie znajduje przyjaciół, wszystkie relacje z ludźmi instrumentalizuje albo sprowadza do przeciągania liny, nie przyjmuje krytyki - wypowiada jej wojnę [swoimi sposobami], zawsze chce stawiać na swoim. z jednej strony, wraz z jego kreatywnością i pomysłowością, jest to zestaw cech niezbędnych by zdobyć tę całą fortunę i wpływy. z drugiej, wpływa na niego ewidentnie destrukcyjnie, prowadzi go do totalnej izolacji i wyklucza związki z innymi ludźmi.

                ma obsesję kontroli nad wszystkim. skoro jego decyzje i metody działania doprowadziły do takiego sukcesu finansowego, to dlaczego ktoś inny miałby mieć rację w jakiejkolwiek sprawie ?

                no i to kolekcjonerstwo - rzeczy, dzieła sztuki... ludzie. plus monumentalizm w postaci Xanadu, który miał symbolizować jego potęgę, a w istocie stał się kuriozum, "największym mauzoleum od czasów faraonów", po jego śmierci zostanie zapewne zapuszczonym domem dla szczurów. w ostatniej scenie na bramie Xanadu kołysze się zardzewiała tablica z napisem "No trespassing". jakże czytelny symbol jego losów.

            • grek.grek Re: "Obywatel Kane" [1941] [5] 07.07.14, 14:34
              Ważny moment mi umknął w tym opisie.

              W scenie, gdy Susan denerwuje się na Charlesa za "gnojenie" jej występu w jego Inquirerze - Kane dostaje list od [przed chwilą zwolnionego] Lelanda.

              w środku jest ta sama Deklaracja Uczciwości, którą kiedyś wydrukował na pierwszej stronie swojego flagowego dziennika. Kane ze złością gniecie papier i rzuca nim byle gdzie. Jest tutaj jakaś forma symbolicznego odrzucenia młodzieńczych ideałów, podsumowująca ewolucję jaka zaszła w postawie i zachowaniach Kane'a.
    • siostra_bronte "Pasażerka" 07.07.14, 08:16
      Jeszcze raz, bo podpięłam się do poprzedniego wątku :)

      Dzisiaj o 23.05 w jedynce. Film Andrzeja Munka, dokończony po jego śmierci przez Witolda Lesiewicza. Sceny, których nie zdążył nakręcić Munk zostały zastąpione zdjęciami z planu i komentarzem z offu. Przez to całość ma poszarpaną konstrukcję, traci rytm, ale mimo to film robi ogromne wrażenie. Wstrząsający i bardzo odważny w podejściu do tematyki obozowej. Wspaniały duet Śląska-Ciepielewska, znakomite aktorstwo całej ekipy. Trzeba koniecznie zobaczyć. Szkoda, że jak już publiczna pokaże klasykę, to po nocy.
      • grek.grek Re: "Pasażerka" 08.07.14, 14:28
        doskonały film. wielka szkoda, że nie udało się go TAK NAPRAWDĘ skończyć. byłby jednym z kilku najwybitniejszych w historii polskiego kina, takie mam wrażenie.

        ileż tu psychologicznych zawirowań.
        o co toczy się ta rozgrywka między Lizą, a Martą ?
        Liza chce mieć nad nią władzę BY.. ?
        by ją ocalić ?
        czy po to, żeby ją wykorzystywać ?
        a może dla samej satysfakcji i poczucia kontroli ?
        może chce mieć zasługę ?
        udowodnić sobie samej, że jest "ludzka" ?

        są sceny nie do zapomnienia, wg mnie.
        pierwsza, kiedy idzie grupa żydowskich kobiet do komory gazowej - widać jak Niemiec w masce przeciwgazowej na dachu przygotowuje cyklon do egzekucji, i mała dziewczynka z tej grupy na moment się odłącza, żeby z uśmiechem pogłaskać psa esesmana nadzorującego ten ponury pochód. to jest scena która w światowym kinie powinna mieć swoją historię.

        i druga, podczas koncertu na dziedzińcu obozowym, kiedy stojący w osobnych kolumnach Marta i Tadeusz niepostrzeżenie zamieniają się miejscami ze współwięźniami, żeby być jak najbliżej siebie. kapitalna.

        scena odczytywania tego "grypsu" - też znakomita, bo Marta mówi chyba [poprawcie mnie] z głowy, a na kartce jest coś innego ?

        albo taki krótki moment, kiedy jakiś oficer dyskutuje z kapo, przebiega grupa więźniów, przejeżdza chyba samochód, normalne obozowe życie... a gdzieś w tle majaczy trzech wisielców obok baraku dla więźniów.

        jaka szkoda, że nie udało się poprowadzić scen na statku, a także nie ma odpowiedzi na to, co stało się z Martą, po tym jak przyznała się do napisania grypsu - bo to postawiło Lizę w bardzo trudnej sytuacji, i to tuż po tym jak dowiedziała się, że za wzorowy nadzór doczeka się lada moment przeniesienia do Niemiec i awansu zapewne.

        tak jak napisałaś, Siostro, doskonały duet w kobiecych rolach głównych.

        i tak naprawdę nieco inny obraz obozu niż w przeciętnym filmie. w przeciętnym filmie owym Niemcy leją więźniów za byle co, przechodzą obok - leją, mówią coś - leją, każą coś zrobić - to z kopem na zapęd. tutaj jest to sprowadzone do pewnej normalności. ale bynajmniej nie do próby przekonywania, że w sumie fajnie było. nie - jest gaz, są psy rzucające się na więźniów, jest apel, jest popędzanie, są upokorzenia, są wreszcie trupy, są padli podczas pracy niesieni na przez żyjących jeszcze. w tym sprowadzeniu do pewnej normalności rolę zaczyna odgrywać mowa ciała więźniów. nie muszą dostać rutynowo pałą w tyłek, żeby ich krzywda i ból były widoczne. prawdziwa klasa reżysera.

        świetne kino. szkoda, że nie wcześniej w ramówce. TVP wychodzi z założenia, że o 20:25 trzeba dać głupią komedię, żeby przypadkiem latem widza nie narażać na zbyt poważne tematy.
        • barbasia1 Re: "Pasażerka" 08.07.14, 17:31
          Wielka szkoda, że film nie został ukończony. Masz rację, Greku, powstałby wybitny film.



          Mała uwaga: to żydowskie dzieci idą do gazu, prowadzone przez kilku opiekunów, jeden z nich niesie na ręce dwóch maluchów...

          Nawet esesmanka, Liza jest poruszona tym widokiem.


          Wstrząsająca scena. Wstrząsająca przez to, że jest pokazana w sposób zwyczajny, bez jakiegokolwiek udramatyzowania, bez epatowania okrucieństwem. Nie towarzyszy jej nawet ponura muzyka.
          Kolumna dzieci schodzących grzecznie do pomieszczenia wygląda jak wycieczka ze szkoły. I ta dziewczynka, która beztrosko oderwała się od grupy i głaszcze z radosną miną groźnego owczarka niemieckiego, stojącego przy strażniku z karabinem.

          Niemiec w masce przeciwgazowej na dachu wsypuje zawartość "jakiejś" puszki do "jakiegoś" komina.

          Na koniec widać tylko czarny dym wydobywający się z kominów.


          Tak, Marta wymyśla na poczekaniu miłosną treść grypsu, na którym faktycznie, jak później mówi Lisa, są jakieś numery, nazwiska esesmanów z obozu , jakieś informacje. Prawdopodobnie informacje o obozie , może do przekazania na zewnątrz.


          Dodałabym jeszcze scenę - w której naga kobieta (potem tych kobiet jest więcej) biega jak oszalała w okręgu utworzonym przez ubrane więźniarki.

          Im jestem starsza tym ciężej ogląda mi się filmy o tematyce obozowej.
          • grek.grek Re: "Pasażerka" 08.07.14, 18:05
            doskonałe uwagi, Barbasiu.

            u mnie jakoś łatwiej idzie z takimi filmami, patrzę z perspektywy historycznej, górnolotnie : artystycznej, jak na opowieść.

            trudno tak naprawdę doświadczyć tej rzeczywistości, tylko poprzez zetknięcie z filmem o niej, tak mi się wydaje. trzeba by być tam, w środku, wtedy. możliwe, że takie postrzeganie trochę mi ogranicza potencjał :]
            • siostra_bronte Re: "Pasażerka" 08.07.14, 18:27
              Nie wiem czy mam Ci zazdrościć czy nie :) Bo jeżeli film mnie wciągnie emocjonalnie to koniec. Są takie filmy wojenne (zwłaszcza radzieckie), przy oglądaniu których chusteczki były niezbędne: "Los człowieka", "Tak tu cicho o zmierzchu", "Lecą żurawie", "Wniebowstąpienie"...
              • barbasia1 Re: "Pasażerka" 08.07.14, 19:29
                siostra_bronte napisał(a):

                > Nie wiem czy mam Ci zazdrościć czy nie :) Bo jeżeli film mnie wciągnie emocjona
                > lnie to koniec.

                O właśnie. Mam tak samo.
                Dobry film zazwyczaj tak działa.
            • barbasia1 Re: "Pasażerka" 08.07.14, 19:52
              :)

              A jednak dobry film ma wyjątkową moc oddziaływania na emocje widza...

              Wieki temu, w szkole podstawowej byłam z moją klasą w obozie Oświęcimiu. Potężne wrażenie wywarło na mnie to, co zobaczyłam . Podziałało na wyobraźnię, zasilaną potem lekturami Nałkowskiej , Borowskiego, przejmującym wierszem Różewicza "Warkoczyk", i jeszcze filmami ...


          • siostra_bronte Re: "Pasażerka" 08.07.14, 18:09
            Dzięki za Wasze komentarze.

            Widziałam ten film wiele lat temu, ale sceny, które opisaliście pamiętam do dzisiaj. Myślę, że nawet w takiej niedokończonej formie to film wybitny. Nie tylko bardzo sugestywny obraz okrucieństwa wojny, ale i oryginalna jak na owe czasy (w kinie ogólnie ujmując wojennym) psychologiczna gra między katem i ofiarą.

            Mam wrażenie, że ta niepełna forma i świadomość, że reżyser zginął w trakcie kręcenia filmu dodaje mu jakiegoś dodatkowego dramatyzmu. Zastanawiam się czy w ogóle był taki przypadek w historii kina, aby w ten sposób dokończyć film.


            • barbasia1 Re: "Pasażerka" 08.07.14, 19:38
              Masz w pełni rację, Bronte. Nawet w takiej niedokończonej formie "Pasażerka" to film wybitny.

              > Mam wrażenie, że ta niepełna forma i świadomość, że reżyser zginął w trakcie kr
              > ęcenia filmu dodaje mu jakiegoś dodatkowego dramatyzmu.

              O tak.

              >Zastanawiam się czy w ogóle był taki przypadek w historii kina, aby w ten sposób dokończyć >film.
              Nie słyszałam o podobnym przypadku.
                • barbasia1 Re: "Pasażerka" 08.07.14, 20:49
                  I jeszcze jedna rzecz ciekawa i szalenie oryginalna jak na tamte czasy - Liza, esesmanka wróg oprawca nie jest jednoznacznie negatywna postacią. Zaś Marta to więźniarka wiekie szczęście należeć do grupy uprzywilejowanej.
                  A więc i tu odejście od biało-czarnych schematów, utartych wyobrażeń o obozowej rzeczywistości, o zagładzie , o czym wspominał wyżej Grek.
        • barbasia1 Re: "Pasażerka" 08.07.14, 20:40
          > jaka szkoda, że nie udało się poprowadzić scen na statku, a także nie ma odpowi
          > edzi na to, co stało się z Martą, [...]

          Może odpowiedź znajduje się w powieści Zofii Posmysz, która wraz z Munkiem napisała scenariusz filmowy "Pasażerki", na podstawie noweli filmowej swojego autorstwa.

          Nowela zaś powstała w oparciu o słynne słuchowisko radiowe "Pasażerka z kabiny 45" (1959).

          Po tym jak okazało się, że film, niedokończony z powodu śmierci Munka, już nigdy się nie ukaże Zofia Posmysz poszerzyła tekst noweli i przeredagowała go z formy teatralno - dialogowej na prozę. Powieść wydana została 1962 roku.

          www.polskieradio.pl/7/178/Artykul/261016,Pasazerka-nr-7566
    • grek.grek Kanarki czy Helmuty ? ;] 08.07.14, 15:32
      Brazylia bez Neymara, ale za to gra u siebie. Niemcom niby niczego nie brakuje, no może poza odrobiną przebojowości w ataku. kto to może wygrać, jak sądzicie ?

      ja mam nadzieję, że nie wygrają tego sędziowie. stawiam na Niemców : 2-1 po dogrywce :]
      • barbasia1 Re: Kanarki czy Helmuty ? ;] 08.07.14, 17:44
        To ja ostrożnie postawię na Brazylię. / Angazetka zawału dostanie. ;)/
        Brazylia musi zastosować nadzwyczajną taktykę w związku z brakiem swego najlepszego napastnika. Może okaże się ona skuteczna?

        > ja mam nadzieję, że nie wygrają tego sędziowie.
        He,he!
        Oby nie.


        PS
        Sama nie wierzę w to co napisałam wyżej. ;))



        • grek.grek Re: Kanarki czy Helmuty ? ;] 08.07.14, 18:07
          o, nie jesteś sama, Barbasiu :]]
          Jose Mourinho też stawia na Brazylię :]
          on to nawet typuję ją do zdobycia mistrzostwa.
          jesteś w świetnym towarzystwie, zatem, hehe.

          wszystko jest możliwe, tak naprawdę. w pófinale raczej już trudno
          zero-jedynkowe pojedynki, prawda ?
                  • siostra_bronte Re: Kanarki czy Helmuty ? ;] 08.07.14, 23:56
                    Ależ to był mecz! Pierwsze pół godziny to było coś niesamowitego. Byłam w szoku! Niemcy dosłownie zmiażdżyli Brazylijczyków, aż mi ich było szkoda. Ale drużyna Brazylii do tej pory nie zachwycała, w dodatku sędziowie ciągnęli ją za uszy. Jak trafiła na świetną drużynę to się okazało ile jest warta. Brawo dla Niemców!!!
                    • grek.grek Re: Kanarki czy Helmuty ? ;] 09.07.14, 13:39
                      blitzkrieg, tak się chyba kiedyś nazywało ;]

                      pogubiły się Kanarki strasznie, po pierwszym golu zupełnie stracili głowę, błąd za błędem na własnej połowie, stracone piłki, rozpaczliwe próby rzucania się pod nogi, które nie mogły dać rezultatu. fatalny obrazek. a Niemcy po prostu zrobili swoje, jak na treningu sparingu.

                      to jest zawsze ciekawa sytuacja : niby liczyliśmy [a co, pozwolę sobie w imieniu grupy ;)] na zacięty mecz z pokazową dramaturgią, zamiast tego mamy pogrom nie z tej planety... i ? jesteśmy niezadowoleni ? czy gdyby Niemcy wymęczyły 1-0 po brzydkim meczu, czy przeszedłby on do historii czy zapomnielibyśmy po dwóch dniach ? :] dramatycznie nie było, ale za to - co za wydarzenie ! ;]
                        • grek.grek Re: Kanarki czy Helmuty ? ;] 09.07.14, 15:45
                          niech no teraz przegrają finał, hehe. presja i oczekiwania poszybowały pod sam dach.

                          jesli po TAKIM meczu nie zdobędą mistrzostwa świata, to dzisiejszy "wielki mecz" jutro będzie powodem do złośliwych komentarzy pod adresem bohaterów.
                            • grek.grek Re: Kanarki czy Helmuty ? ;] 10.07.14, 13:55
                              mają mocne papiery :]

                              ale ja bym nie skreślał Argentyny. 0 straconych goli w 3 meczach fazy pucharowej. łącznie przez jakieś ćwierć tysiąca minut. i w ataku 2-3 graczy, którzy mogą zawsze wyczarować coś z niczego :]

                              wg mnie, to są bardzo dobre referencje. zaszachować przeciwnika i wyprowadzić zabójczą kontrę. samobójczo ośmielę się napisać, ze Argentyna to taki idealny zespół na kultowe 1:0 przeciwko Niemcom w finale :]

                              nie sądzisz, że słabośc Brazylii dodała trochę ekstra-wrażeń do gry Niemców ? może nie są aż tak mocni jak myślimy, a to raczej Brazylia była tak słaba ? :]

                              no i presja jaką Niemcy mają na sobie teraz. po tym 7-1 MUSZĄ wygrać finał. oczekiwania się ponoć kolosalne. i teraz nagle z tego gładkiego 7-1 wpadają na rywala, który nie daje im rozwinąc skrzydeł, presja zaczyna ciążyć, niecierpliwość narasta, nogi się plączą ;], chce się bardzo, ale im bardziej się chce, tym bardziej się nie udaje, nie ma już luzu w okolicach pępka... jak tak się rozkręcę, to naprawdę widzę ten finał z niespodziewanym triumfem Argentyny i występem Niemców poniżej maksymalnie wyśrubowanych oczekiwań :]]

                              jak sądzisz ? jak sądzicie ?
                              • angazetka Re: Kanarki czy Helmuty ? ;] 10.07.14, 16:05
                                Nie lekceważę Argentyny. Broń Boże. Znam jej moc (ale widziałam też, jak bardzo nie zachwycała ostatnio i jak bardzo - poza tym półfinałem - nie jest drużyną). Ale krzepi mnie wynik ich ostatniego spotkania, sprzed czterech lat ;)
                              • barbasia1 Re: Kanarki czy Helmuty ? ;] 11.07.14, 23:02
                                Nie chodzi nawet o to, że Niemcy wygrali tak wysoko z Brazylią, która ewidentnie rozsypała się psychicznie pozbawiona swojego najlepszego napastnika, Neymara, ale o to, że mają na tym mundialu naprawdę dobrą, zgraną, mocną drużynę ze świetnymi napastnikami. Drużyna uskrzydlona efektownym zwycięstwem nad Brazylią, było nie było potęgą futbolową, nie da sobie już wydrzeć zwycięstwa.





                                Oczywiście, słowo się rzekło, trzymam za Argentynę. Ale jestem przekonana, że to Niemcy będą mistrzami świata.
                                • grek.grek Re: Kanarki czy Helmuty ? ;] 12.07.14, 18:02
                                  zaryzkowałbym, że owszem - mają dobrą drużynę, ale nie mają jakiegoś arysty a'la Messi, który by umiał zagrać niekonwencjonalnie, wywrócić wszystkie podręczniki na nice i złamać schemat gry, kiedy nie idzie w grze zespołowej. moim zdaniem, Niemcy nie poradzą sobie z doskonałą organizacją gry w obronie Argentyny, a Messi ze swoim artyzmem będzie języczkiem u wagi, który przeważy na korzyśc Argentyny. więcej jak 1-0 pewnie nie będzie, ale - coś będzie :]
                                  • siostra_bronte Re: Kanarki czy Helmuty ? ;] 12.07.14, 18:33
                                    Właśnie, Niemcy mają świetny, wyrównany zespół i w tym tkwi ich siła. Drużyny, których gra opiera się na jednym, fantastycznym zawodniku (jak Argentyna i Brazylia) mają duże kłopoty, kiedy geniusz będzie tego dnia w słabej formie, albo dostanie solidną obstawę.
                                    • grek.grek Re: Kanarki czy Helmuty ? ;] 13.07.14, 16:44
                                      moim zdaniem, w takim meczu jaki, wg mnie, czeka Niemców - będą potrzebowali solowej akcji któregoś z piłkarzy, aby stworzyć przewagę przeciw dobrze ustawionej i skomasowanej obronie Argentyny :] i mogą się tej akcji nie doczekać, bo nie będzie komu jej zrobić.
                                      • barbasia1 Re: Kanarki czy Helmuty ? ;] 13.07.14, 18:12
                                        Niemcy grają szybko, dobrze technicznie, z pomysłem (w meczu z Brazylią Niemcy zastosowali pressing w środku pola, jak wyczytałam :}, co uniemożliwiło Brazylijczykom grę w środku). Znajdą sposób i na obronę Argentyny. Zobaczysz.
                                  • angazetka Re: Kanarki czy Helmuty ? ;] 12.07.14, 18:46
                                    Oj, widzę to całkiem inaczej. Niemcy właśnie mają DRUŻYNĘ. Drużynę, której gracze doskonale się rozumieją, uzupełniają, a gola może strzelić każdy. To jest zaleta nie do przecenienia.
                                    Mają też Neuera, obecnie chyba najlepszego bramkarza świata, a z przodu Muellera, który jest totalną pierdołą boiskową, plączącą się o własne nogi... do momentu, kiedy ma szansę wpakować piłkę do siatki.
                                    I w ogóle - od tylu lat tak świetne pokolenie Niemców jest o włos od sukcesu. Niech się im w końcu zdarzy.
                                    • grek.grek Re: Kanarki czy Helmuty ? ;] 13.07.14, 16:46
                                      druzyna - dobra rzecz, a Neuer broni znakomicie :]

                                      wydaje mi się jednak, że jest w tej zespołowości Niemców haczyk : oni są tak zespołowi, że aż niezdolni do indywdualnego przebłysku, improwizacji, pójścia na przebój. nie mają gracza pokroju Messiego, Neymara czy Robbena, który umie stworzyć przewagę, wygrać jeden na jeden, przebić się z piłką. wszystko grają podaniami, a przeciw obronie Argentyny może to być niewystarczające. Holendrzy i Belgowie nie podołali, nawet mając indywidualności, których nie posiadają Niemcy :]

                                      Neuer vs Messi - rodzynek na torcie :]
                      • angazetka Re: Kanarki czy Helmuty ? ;] 09.07.14, 16:06
                        Niezadowoleni??? Dobrze, żeście mnie wczoraj w ciągu tych kilku kluczowych minut pogromu nie widzieli. Siedziałam, piszczałam i się wachlowałam. Od bramki Klose z rekordem świata po drugi gol Toniego Kroosa, którego wypatrzyłam sobie jeszcze jako dzieciaka w młodzieżówce Bayernu - najpiękniejsze chyba moje kibicowskie pięć minut w życiu. Niezależnie od tego, co będzie w niedzielę.
    • grek.grek POmarańcza czy Pepsi ? 09.07.14, 15:31
      u Was też burza za burzą i sygnał gaśnie ? :]

      komu dziś zaświeci w oczy słońce jutrzenki [poezja grafomańska zamierzenie] ? Pomarańczowym, wiedzionym taktyczną myślą trenera czy może Błętkitnopasiastym dowodzonym przez najlepszego piłkarza świata, który jest na każdej butelce Pepsi jaką widziałem w ostatnich dwóch miesiącach ;] ? jak stawiacie ?

      po tym, co zobaczyłem w poprzednich meczach - stawiam na Argentynę. Holandia miała problem z pressingiem Kostaryki [!], a wcześniej Meksyku [w ostatnim momencie uratowali 4 litery]. nie wierzę, żeby Argentyna wydała im otwartą bitwę. też się będzie bronić, tylko że ona umie się bronić jeszcze lepiej niż Meksyk i Kostaryka, a do tego ma kim skontrować. analiza godna pana Darka Szpaka, wiem wiem :] ale coś w tym moze być ;]

      Argentyna 1-0.
    • grek.grek Californication" a'propos 7. serii 09.07.14, 15:41
      pan autor nie zdradza żadnych szczegółów ostatniego sezonu i ostatniego odcinka, za tgo zdradza wyraźne objawy desinteressement jednym i drugim ;]

      seryjni.blog.polityka.pl/2014/07/08/idz-i-nie-grzesz-wiecej-po-finale-californication/
      podoba się sposób w jaki pisze o 1 serii. zdecydowanie, także wg mnie, wybitnej i obdarzonej rewelacyjną atmosferę, czarem i wdziękiem.

      potem było różnie i różniście, może nie aż tak źle jak autor raczy twierdzić, ale poziomu i stylu 1 serii nigdy nie udało się powtórzyć, chociaż pojedyncze odcinki, a nawet sekwencje odcinków gdzieś tam doznawały wzlotów o prawie-odpowiedniej wysokości.

      rzeczona 7 seria zapewne niebawem w sieci, a możliwe że już na jesieni w CTv - na razie Pepiki ruszyli z powtórką 6 serii, może tylko dlatego,zeby wypełnić ramowkę letnią, może z szacunku dla wiedza [hehe], a może po to, by przypomnieć ten serial i zrobić nastrój przed powrotem właśnie na jesieni. oby.
        • grek.grek Re: Californication" a'propos 7. serii 10.07.14, 13:47
          :]

          mam nadzieję, że już na jesieni Czesi ją pokażą.

          ja też jestem ciekaw finałowych rozstrzygnięć, przede wszystkim, czy i JAK Hank wreszcie zejdzie się z Karen. nie wiem, czy się zgodzisz ?, ale to 6-krotne burzenie przez scenarzystów ich związku było już naciągane do granic możliowści :] kolejne powody zerwań zupełnie niepoważne i coraz mniej wiarygodne.

          podejrzewam, że VII seria może być rozegrana w gronie starych znajomych, a to mogłoby dobrze wrózyć, nie sądzisz ? owszem, kilka postaci z tych ostatnich 5 serii miało swoją barwę i wdzięk, ale mimo wszystko, wg mnie, w Californication działo się najciekawiej, kiedy dominowali na ekranie Hank z Łysym i ich dziewczyny.

          cóż, po zakończeniu 7 serii zawsze będzie miło, co jakiś czas, wrócić do kultowej 1-szej :]
    • grek.grek Kobra na lato "Brydż" via Kultura 10.07.14, 14:51
      dziś o 21:15

      koleżeńska partyjka brydża.
      nazajutrz rano gospodarz zostaje znaleziony martwy. w postaci wisielca. samobójstwo czy zabójstwo ? tym się zajmie jakiś polski "columbo".

      brzmi nieźle, a nawet klasycznie :]